Dodaj do ulubionych

Condoleezza Rice - analiza feministyczna

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.04, 18:32
Czy mianowanie Condi Rice Sekretarzem Stanu USA to sukces z ktorego
feministki i osoby o sympatiach feministycznych takie jak ja powinny sie
cieszyc? Moim zdaniem nie.
Condi jest konserwatystka i w swych pogladach blizsza jest tym, ktorzy nie
pragna rownouprawnienia kobiet. Condi jest wierzaca i tak moralna, ze wojna w
Iraku jej nie rusza. Natomiast Biblia jest wyznacznikiem jej zycia. Tylko
co ze zdaniem "milujcie nieprzyjacioly wasze" w odniesieniu do Iraku. Nigdy
nie slysze zeby Condi wypowiadala sie przeciw nizszym zarobkom kobiet czy
gorszej pozycji Murzynow w spoleczenstwie amerykanskim. Uwazam, ze plec i
kolor skory Condi uzywane sa jako pseudo-dowod, ze Stany Zjedoczone sa krajem
rownouprawnienia plci i rasy, gdy w rzeczywistosci takl nie jest. Condi
zostala wybrana przede wszystkim ze wzgledu na swoja slepa lojalnosc.
Obserwuj wątek
    • milka30 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna 19.11.04, 15:03
      Gość portalu: formerA27 napisał(a):

      > Czy mianowanie Condi Rice Sekretarzem Stanu USA to sukces z ktorego
      > feministki i osoby o sympatiach feministycznych takie jak ja powinny sie
      > cieszyc? Moim zdaniem nie.

      A moim zdaniem jest się z czego cieszyć. Patrz niżej.

      > Condi jest konserwatystka i w swych pogladach blizsza jest tym, ktorzy nie
      > pragna rownouprawnienia kobiet.

      Trudno. Lepiej by było oczywiście, żeby to równouprawnienie leżało jej na
      sercu. Nie mniej jednak każda kobieta u władzy, nawet konserwatystka, która
      myśli, że jest przeciw równouprawnieniu, dla kobiet pracuje. Zmienia układ sił,
      chcąc nie chcąc, dowodzi, że kobiety mogą i potrafią konkurować skutecznie na
      tym polu z mężczyznami. Co więcej wprowadzają nawet nieświadomie kobiecy
      pierwiastek do tego światka mężczyzn i niepostrzeżenie zmieniają go.

      Condi jest wierzaca i tak moralna, ze wojna w
      > Iraku jej nie rusza. Natomiast Biblia jest wyznacznikiem jej zycia. Tylko
      > co ze zdaniem "milujcie nieprzyjacioly wasze" w odniesieniu do Iraku.

      Tak... ale to inna para kaloszy, nieuważasz?

      Nigdy
      > nie slysze zeby Condi wypowiadala sie przeciw nizszym zarobkom kobiet czy
      > gorszej pozycji Murzynow w spoleczenstwie amerykanskim.

      Nie każda kobieta u władzy ma obowiązek wypowiadać się na te tematy. Skąd ten
      pomysł? Babka robi swoją robotę. Zauważ też, że w zastanych warunkach, taka
      kobieta ma większe sanse na dostanie się do władzy, niż ta o feministycznych
      pogłądach. Jednak to się będzie zmieniać. Im więcej kobiet w polityce, tym
      lepszy będzie świat.

      Uwazam, ze plec i
      > kolor skory Condi uzywane sa jako pseudo-dowod, ze Stany Zjedoczone sa krajem
      > rownouprawnienia plci i rasy, gdy w rzeczywistosci takl nie jest.

      Dowodzi, że zaszły zmiany od czasu, kiedy to nie było nawet do pomyślenia, w
      końcu nie tak dawno. Nie dowodzi, że już wszyściutko jest ok. To dopiero jak
      doczekamy się czarnoskórego prezydenta płci żeńskiej bezwyznaniowego ateisty.

      • Gość: bezdenny Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 15:32
        milka30 napisała:
        >
        > >
        > > Dowodzi, że zaszły zmiany od czasu, kiedy to nie było nawet do pomyślenia,
        w
        > końcu nie tak dawno. Nie dowodzi, że już wszyściutko jest ok. To dopiero jak
        > doczekamy się czarnoskórego prezydenta płci żeńskiej bezwyznaniowego ateisty.
        najlepiej oczywiście, że była transsesksualną lesbijką.
        • Gość: formerA27 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.04, 14:05
          A ja uwazam, ze kobieta u wladzy ma obowiazek wykorzystywac swoja pozycje do
          propagowania idei rownouprawnienia kobiet.
          Uwazam, ze wiekszym sukcesem feminzmu byla pozycja Hillary Clinton, mimo, ze
          byla tylko zona i to na dodatek zona zdradzana niz Condoleezza. Ona umiala
          wykorzystac swoja pozycje do propagacji tej idei.

          Postac Condi w rzadzie USA to taki ochlap rzucony kobietom i Murznom. Na
          dodatek osoba, ktora robi za ochlap jest fanatycznie lojalna.
          • Gość: monikaannaj Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 14:44
            Kobieta u władzy sama jest wyrazem idei równouprawnienia. A co do Hilary to się
            mylisz, idea, którą propagowała brzmi: trzymaj się męża, nawet jesli jest
            malutkim sukinsynkiem z cygarem w dupie bo da ci to gwarancję zrobienia kariery.
            Nie sądze że kobiety w dążeniu do stanowisk powinny byc aż tak zdesperowane.
            W każdym razie pani Rice nie wciagnał na wyżyny małżonek.
            • Gość: Abaddon No właśnie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 15:30
              Ona nawet nie ma męża. Poza tym jej poglądy to dowód na to, że kobieta może
              mieć preferencje polityczne takie, jakie jej się podobają - tak samo jest np. z
              Gilowską.
              • kropisia takie tam 20.11.04, 16:32
                Hillary zostala senatorem stanu Nowy Jork i jest znana ze swego liberalizmu.
                Jej pozostanie przy niewiernym mezu bylo jej prywtna sprawa. Zanim wyszla za
                Billa byla prawniczka i odnosila sukcesy zawodowe. Ja mysle, ze feministki z
                USA bardziej widza w niej "swoja" niz w Rice.

                Rownouprawnienie w USA bedzie wtedy gdy prezydentem zostanie czarna kobieta z
                woli narodu. Rice nie miala by szansy, bo nawet czarne kobiety by na nia
                glosowaly - konflikt interesow jest silniejszy niz lojalnosc jajnikow.
                Nominowanie przez prezydenta nie oznacza rownouprawnienia, bo wybiera
                sie "swoich" ludzi i ich plec i kolor skory sa drugorzedne. Zreszta to nie
                tylko administacja Busha tak postepuje. Margaret Albright byla Sekretarzem
                Stanu Clintona i kwestia kobieca jej wisiala. Natomiast Barbara Mikulski,
                senatorka ze stanu Maryland jest bardzo pro-kobieca i zostala wybrana wola
                wyborcow z Maryland. Dlatego tez Mikulski, chociaz malo znana i w sumie z
                niewielka wladza jest bardziej przydatna kwestii kobiecej niz Rice czy Albright.
                • monikaannaj Re: takie tam 20.11.04, 16:48
                  Oczywiscie, ze większosc feministek w niej widzi 'swoja" bo większosc
                  feministek ma poglady podobnie jak pani Clinton - lewackie.


                  Aha, czyli jak z woli narodu prezydentem zostaje biały facet - to nie ma
                  równouprawnienia? jak zostanie czarny facet albo biała kobieta to tez jeszcze
                  nie bedzie?
                  • milka30 Re: takie tam 20.11.04, 17:25
                    monikaannaj napisała:

                    > Aha, czyli jak z woli narodu prezydentem zostaje biały facet - to nie ma
                    > równouprawnienia?

                    Nie ma równouprawnienia, bo nikt inny jeszcze nie został prezydentem, tylko
                    biali faceci.
                    • monikaannaj Re: takie tam 20.11.04, 17:49
                      Cooo? Równouprwanienie to równość wobec prawa. Jak sama nazwa wskazuje.
              • Gość: formerA27 Re: No właśnie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.04, 16:51
                Oczywiscie, ze kobiety maja prawo do roznych pogladow i opcji politycznych.
                Oczywiscie nie kazda kobieta musi byc feministka. Ale pytanie bylo o to czy to
                nominacja Condoleezzy posuwa rownouprawnienie kobiet na przod. No bo wedlug
                tej logiki, ze kazda wysoko postawiona kobieta jest dobra dla sprawy
                rownouprawnienia takze i Renata Beger na stanowisku premiera w przypadku
                prezydentury Leppera tez bylaby dobra dla feminizmu. Czyzby? Modlmy sie zatem
                aby ta kobieta nigdy takiej wladzy w swe pulchne raczki nie dostala.
                • monikaannaj Re: No właśnie. 20.11.04, 16:57
                  Jasne. Głupia kobieta na stanowisku - kompromitacja dla idei równouprawnienia.
                  (gdzie się te baby pchają - takie idiotki!)
                  Stada głupich facetów na wszystkich szceblach władzy - normalka, taki naturalny
                  porzadek rzeczy. ( najdurniejszy facet i tak od baby będzie mądrzejszy?)

                  W czym jest gorsza p. Beger od Leppera? - jaka partia tacy posłowie bez względu
                  na płeć.
                • Gość: Abaddon Nie przeginaj. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 17:45
                  Porównanie pani Rice do Begerówny to chyba jakieś nieporozumienie, nie sądzisz?
                  Dla ruchu kobiecego każda kobieta (inteligentna) zajmująca tak wysokie
                  stanowisko w państwie to sukces - a co dopiero funkcja sekretarza stanu w
                  największym mocarstwie świata. W sumie to będzie ona teraz tak samo ważna wobec
                  Busha jak Cheney czy Rumsfeld.
                  • Gość: fomerA27 Re: Nie przeginaj. IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.04, 17:49
                    Nie porownonie Beger do Rice, chociaz obu pan nie lubie, bo wyksztalcenie i
                    kultura osobista nie ta sama. Polemizuje tylko z teza, ze kazda kobieta jest
                    dobra dla sprawy rownouprawnienia.
                    • Gość: Abaddon Zatem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 17:56
                      dobre są tylko takie kobiety, co mają lewackie poglądy? Typu Jarugi-Nowackiej
                      czy Szyszkowskiej? Wydaję mi się, że kwestia aborcji jest pestką w porównaniu
                      z "szklanym sufitem" w polityce, nie mówiąc już o problemami gejów (chyba w
                      ogóle nie ma znaczenia dla sytuacji kobiet).
                      • Gość: formerA27 Re: Zatem IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.04, 18:01
                        Nie mowie, ze tylko lewicowe kobiety sa dobre dla rownouprawniena. Jednak
                        generalnie ten problem jest im blizszy. W kazdym razie fajnie, ze prowadzimy
                        kulturalna dyskusje.
                        • Gość: Abaddon Nie wątpię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 18:12
                          że kwestia kobieca jest silniej poruszana w kręgach lewicowych. Ale często jest
                          to tylko kiełbasa wyborcza (czy SLD coś zrobiło? Nie! A czy obiecywali dużo?
                          Tak... A mają większość wraz z SDPL i UP). Poza tym równouprawnienie stanie się
                          niedługo czymś tak oczywistym, że poglądy kobiet i mężczyzn będą się do siebie
                          zbliżać - chodzi mi o to, że facet-lewak czy kobieta-prawicowy jastrząb będzie
                          coraz częstszym zjawiskiem. I dobrze.
            • Gość: anka do monikaannaj IP: *.sip.asm.bellsouth.net 20.11.04, 16:54
              Moze byc troche prawdy w co piszesz o Hilary, ale nie zupelnie tak do konca,
              dla mnie przynajmniej. Hilary byla zaangazowana w zyciu publicznym i
              rozpoczynala swoja kariere w prawie znacznie wczesniej, niz Bill sie w ogole
              pojawil na arenach. To nie jest taka pierwsza dama jak Laura Bush, ktora jedyne
              co robi to promuje czytanie ksiazek i na konikach jezdzi. Hilary skonczyla
              prawo na Yale i zawsze byla politycznie i spolecznie aktywna demokratka. I to,
              ze stanela po stronie meza w trakcie sprawy z Lewinsky to nie tylko dlatego, ze
              on jej gwarantowal kariere, ale dlatego, ze zniszczyloby to jej pozycje, ktora
              sobie do tej pory juz wypracowala. Krzywoprzysiestwo Clintona oznaczalo tylko
              jedno, ze jest juz skonczony jako prezydent, ale dla wszystkich demokratow
              nadal Bill pozostal jednym z najlepszych prezydentow w historii. Demokraci go
              po prostu kochali i kochaja i nie wazna dla nich byla ta sprawa z Monika. I
              jako zona mozliwe, ze h..owo postapila, kto to wie jak tam miedzy nimi jest na
              prawde, ale jako polityk postapila bardzo slusznie. To byla sprawa prywatna,
              ktora weszla na wokande publiczna, wiec trzeba bylo powstrzymac wszelkie
              emocje, zachowac sie profesjonalnie i poprzec stanowisko demokratow skoro jest
              jedna z nich i wyznaje podobne wartosci. Komu dobrze by zrobila, gdyby
              wystapila przeciwko Billowi- nikomu innemu jak przeciwnikom. Bill byl
              skonczony, ona wystapilaby przeciwko demokratom, poparcia wsrod republikanow na
              pewno by zadnego nie dostala i byloby po ptakach dla nich dwojga.

              • monikaannaj Re: do monikaannaj 20.11.04, 17:14
                Polityka! Cięzko wyczuc dlaczego nie zostawiła męza - może faktycznie jest tak
                lojalna i tak serio traktuje "na dobre i na złe?"
                Jesli chodzi o interesy demokratów, to sprawa nie jst tak jasna. Hilary
                dokładnie obliczyła sobie kiedy ma ew. szanse ubiegać sie o prezydenturę. Jej
                zalezy głównie na tym a nie na jamkichś ogólnych interesach demokratów. Dlatego
                Clintonowie nie popierali Kerrego (teraz bill pomag Hilary) - dla niej to
                lepiej że Bush zostaje. za 4 lata będzie miała większe szanse.

                A co do jej zaangażownia - to amerykanom juz się czkawką odbijaj jej reformy
                służby zdrowia.
                • Gość: anka Re: do monikaannaj IP: *.sip.asm.bellsouth.net 20.11.04, 17:26
                  Jesli chodzi o interesy demokratów, to sprawa nie jst tak jasna. Hilary
                  > dokładnie obliczyła sobie kiedy ma ew. szanse ubiegać sie o prezydenturę. Jej
                  > zalezy głównie na tym a nie na jamkichś ogólnych interesach demokratów.
                  Dlatego
                  >
                  >
                  Ja wlasnie o tym samym pisze. Nie twierdze, ze Hilary jest cudowna i pelna
                  idealow demokratka, ktora nie kalkuluje jakie ma szanse na ew. prezydenture.
                  JAK NAJBARDZIEJ to robi, ale wlasnie na tym polega polityka,zeby lizac dupe
                  temu kto Ci popiera, a wiec jako polityk zachowuje sie jak nalezy.

                  Clintonowie nie popierali Kerrego (teraz bill pomag Hilary) - dla niej to
                  > lepiej że Bush zostaje. za 4 lata będzie miała większe szanse.
                  >
                  A kto to Ci powiedzial, ze Clintonowie nie popierali Kerrego?
                  Nie widzialam, osobiscie zeby Hilary sie angazowala w kampani Kerrego, ale Bill
                  jak najbardziej.
                  • Gość: formerA27 Re: do monikaannaj IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.04, 17:29
                    Anka ma racje. Clinton oficjalnie poparl Kerry'ego. Gore zreszta tez.:)
                • kropisia Re: do monikaannaj 20.11.04, 17:27
                  Demokraci i sama p.Clintow chyba wiedza, ze ona nie ma szans na prezydenture.
                  Spoleczenstwo amerykanskie nie jest jeszcze gotowe by wybrac kobiete, w dodatku
                  tak liberalna. To tylko Gazeta Wyborcza, a wlasciwie reporter Weglarczyk
                  mysla, ze Clintonowa wystartuje w wyborach 2008. Moim zdaniem wystartuje moze
                  w "primary election", ale nominacje zdobedzie ktos inny.
                  • Gość: Abaddon Oczywiście. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 17:39
                    USA idzie wyraźnie w prawo i liberałowie nie mają żadnych szans - choćby
                    dlatego, że konserwatywne stany mają ze względu na ludność coraz więcej głosów
                    elektorskich (cztery lata temu zwyciężyłby Kerry). Zresztą, prawdopodobnie
                    republikanie w następnych wyborach postawią na kogoś umiarkowanego - np.
                    Giulianiego - i mogą zawłaszczyć sobie nie tylko prawicę, ale i centrum.
                    • Gość: anka Re: Oczywiście. IP: *.sip.asm.bellsouth.net 20.11.04, 18:01
                      Gość portalu: Abaddon napisał(a):

                      > USA idzie wyraźnie w prawo i liberałowie nie mają żadnych szans - choćby
                      > dlatego, że konserwatywne stany mają ze względu na ludność coraz więcej
                      głosów
                      > elektorskich (cztery lata temu zwyciężyłby Kerry). Zresztą, prawdopodobnie
                      > republikanie w następnych wyborach postawią na kogoś umiarkowanego - np.
                      > Giulianiego - i mogą zawłaszczyć sobie nie tylko prawicę, ale i centrum.



                      Zgadzam sie, dodam jeszcze, ze prawica to oni juz rzadza, a centrum?
                      Czy ja wiem, czy w ogole jest jakies centrum?
                      Jest grupa nie zdecydowanych- jak zawsze zreszta, sa jakies trzecie partie typu-
                      Zieloni, Liberalowie, sa jacys Socjalisci, skrajni pro-choice'owcy, ale to
                      sladowe ilosci. A poza tym nie sadze, zeby to wlasnie republikanie ich
                      pozyskali, nawet jesli wystawia kogos umiarkowanego, bo ci "trzeci" to sa
                      bardziej liberalni od demokratow.
                      • Gość: Abaddon Chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 18:14
                        mimo wszystko jakieś tam centrum istnieje - są to właśnie liberalni
                        republikanie typu McCaina i Arnolda S., jak i konserwatywni demokraci.
                        • Gość: anka Re: Chyba IP: *.sip.asm.bellsouth.net 20.11.04, 18:24
                          Faktycznie, nie potrzebnie zasugerowalam sie tymi'trzecimi', musze przyznac Ci
                          racje. Ludzie gadaja, ze ponoc takich konserwatywnych demokratow latwiej
                          namowic do glosowania na republika niz odwrotnie, a wiec moga republikanie miec
                          szanse wieksze, jak wezma kogos umiarkowanego- racja.
                          Pozdrawiam
                          • Gość: Abaddon Tak właśnie sądzę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 18:29
                            że republikanie mają większe szanse. Choć kij ma dwa końce - o zwycięstwie
                            Busha zadecydowała silna mobilizacja chrześcijańskiej prawicy. Nie wiem, czy
                            taki Giuliani, które popiera aborcję, może oczekiwać od nich dużego wsparcia.
                            Zresztą zobaczymy za 4 lata. Pozdr.
          • Gość: bezdenny Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.04, 18:30
            Gość portalu: formerA27 napisał(a):

            > A ja uwazam, ze kobieta u wladzy ma obowiazek wykorzystywac swoja pozycje do
            > propagowania idei rownouprawnienia kobiet.


            Niby dlaczego minister spraw zagranicznych miałaby zajmować
            się 'równouprawnieniem". Walka z urojonymi problemami nie lezy w gestii tego
            resortu
            > Uwazam, ze wiekszym sukcesem feminzmu byla pozycja Hillary Clinton, mimo, ze
            > byla tylko zona i to na dodatek zona zdradzana niz Condoleezza. Ona umiala
            > wykorzystac swoja pozycje do propagacji tej idei.

            Dzisiaj będziemy świadkami wielkiego zwycięstwa maskulinizmu na Ukrainie. Wygra
            albo Juszczenko, albo Janukowycz - czyli mężczyzna
            >
            > Postac Condi w rzadzie USA to taki ochlap rzucony kobietom i Murznom. Na
            > dodatek osoba, ktora robi za ochlap jest fanatycznie lojalna.

            Ciekawe. A na czym niby polega jej fanatyzm, bo to że pwoinna być lojalna w
            stosunku do szefa to chyba zrozmumiałe. A może jednak nie - może nie powinna
            być lojalna?
            • Gość: formerA27 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.04, 13:04
              Ok, oto cytat z Christianity Today:

              On Iraq, Rice again became a key advocate, invoking just-war doctrine and
              arguing the administration's case to skeptics abroad and at home. As early as
              August 2002, Rice spoke to the bbc about a "very powerful moral case for regime
              change" in Iraq.

              Her views, like those of President Bush, are grounded in Christian ethics. "It
              shows in both of them a deeply religious foundation that seems to infiltrate
              nonreligious issues," Scowcroft says. "That is the milieu in which they tend to
              make decisions."

              Jak dla mnie to jest fantyzm, gdy etyka chrzescijanska pozwala na nazwanie
              wojny w Iraku wojna sprawiedliwa i moralna. Samo poparcie dla tej wojny jest
              dla mnie (w koncu forum prezentuje nasze osobiste opinie) zle dla swiata, a
              wiec takze i dla kobiet.
              • Gość: bezdenny Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 15:51
                Ok. rozumiem - chodzi Ci o to, że ponieważ ona uważa że wojna w Iraku jest
                sprawiedliwa i słuszna, to jest fanatyczką. czy tak?
                jeśli tak to definiujesz to nalezy tylko stwierdzić, że jakas połowa Amerykanów
                to fanatycy, a także np. premier Wlk. Brytanii etc. Swego czasu oczywiście
                Kerry też był fanatykiem, ale przed wyborami przestał być.
          • Gość: trevik Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.04, 14:17
            A ja sobie nie zycze, aby ktokolwiek u wladzy byl tam aby wykorzystywac swoja
            pozycje do _propagowania_ jakichkolwiek idei. Jak ma wladze moze je wdrazac, ale
            od pieprzenia przez mikrofon to sa spoty wyborcze w telewizji a nie stanowiska.

            Polityk ma rzadzic i zajmowac sie problemami, ktore sa sprawa panstwa
            (bezpieczenstwo, prawo, edukacja) a nie zajmowal sie pieprzeniem ideologicznym z
            trybuny za moje pieniadze i prac mozgi. Chyba, ze tolerujesz taki swego rodzaju
            nepotyzm, ale toleruj go w takim razie u wszystkich a nie dziel pogladow na
            sluszne i niesluszne.

            Kondoliza zadnym ochlapem nie jest, bo po pierwsze ma leb na karku, chyba, ze
            ktos z tej administracji Busha jeszcze robil doktoraty w wieku 21 lat? A ze
            pasuje do wizji panstwa Busha to chyba nie dziwi a to, ze jako kobieta i muzynka
            sie tam znalazla to tylko moze wqrzac takich, ktorzy chca udowadniac, ze kazde
            panstwo jest tak skonstruowane, aby tylko dyskryminowac kobiety i murzynow.
    • losiu4 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna 20.11.04, 19:03
      to jest ślepo wierząca w "swoje" racje kobieta. A to nie jest dobre

      Pozdrawiam

      Losiu
      • monikaannaj Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna 21.11.04, 12:05
        Dla kogo to nie jest dobre - dla kobiet?
        • Gość: anka piszesz tak .. IP: *.sip.asm.bellsouth.net 21.11.04, 20:37
          ...jak bys nie wiedziala, ze nie dlugo cala polityka zostanie zdominowana przez
          czarne kobiety slepo wierzace w swoje racje. Nawet w Polsce czarne zdominuja.
        • losiu4 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna 21.11.04, 22:19
          monikaannaj napisała:

          > Dla kogo to nie jest dobre - dla kobiet?

          nie... dla niewinnych ludzi. Jak to zawsze w konflktach międzynarodowych bywa.
          I zawsze górą są silniejsi

          Pozdrawiam

          Losiu
          • Gość: monikaannaj Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 10:35
            Nie przesadzasz troche? Zaślepiona kobieta zagrażajaca niewinnym ludziom?
            A przeciwieństwem zaslepionego polityka jest jaki? taki co nie ma zdania, czy
            taki co zmienia zdanie co chwila, czy taki co nic nie robi?
            Czy tez dla ciebie amerykańscy republikanie są zaslepieni hurtem, a demokraci
            sa na zaslepienie niepodatni z natury?
            • losiu4 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna 22.11.04, 11:28
              kobieta czy mężczyzna... co za różnica. Niezależnie od barw partyjnych.

              Pozdrawiam

              Losiu
              • Gość: formerA27 Re: Condoleezza Rice - analiza feministyczna IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.04, 13:24
                Tak barwy partjyje sa drugorzedne wobec zlych decyzji.

                Idac za tokiem myslenia losia4, w 2001 Rice powiedziala, ze dla USA "Kyoto is
                dead". Chodzi o niepodpisanie przez USA protokolu z Kyotu, a redukcji emisji
                gazow cieplarnianych celem zmniejszenia efektu cieplarnianego. Moim zdaniem
                niedbalosc o losy planety jest zla dla mezczyzn i dla kobiet jednakowo. Moze
                ludziom jak Condoleezza, ktora nie ma dzieci jest wszystko jedno.

                Poza tym prawie do konca 2003 Rice twierdzila, ze zwiazki Iraku i Al Kaidy
                sa "indisputable". Komisja do zbadania ich ustalila co innego. Wiec albo
                lojalna i moralna Condi klamala, albo byla zle poinformowana. W obu
                przypadkach nastepstwa moga byc fatalne dla swiata, wiec i dla kobiet.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka