Dodaj do ulubionych

zdrada/krzywda/abstrakcja?

11.08.05, 21:02
W trakcie wielu dyskusji okazywało się, że nie brak na forum feminizm osób
hołdujących zasadzie "co nie krzywdzi innych jest dozwolone", przy tym
krzywda definiowana była de facto, jako zrobienie czegoś komuś bez jego
zgody. Przedstawmy sobie taką sytuację: mąż zdradza żonę (czy żona męża),
zdradzany nie wie nic o zdradzie. Czy mamy tu do czynienia z krzywdą?
Pozornie odpowiedź wydaje się prosta: mamy - zdradzany nie wyraził zgodny, na
to, by go zdradzono. Pojawia się jednak pytanie: gdzie
właściwie "umiejscowić" tą krzywdę? Mąż nie czuje najmniejszych wyrzutów
sumienia (a gdyby nawet czuł, oznaczałoby to, że skrzywdził samego siebie, a
ludzie mają chyba prawo, by się krzywdzić?). Żona, nic o zdradzie nie
wiedząc, siłą rzeczy skrzywdzona czyć się nie może. Czy zwolenniczki
zasady "co nie krzywdzi innych, jest dozwolone" mogą mi pomóc
w "umiejscowieniu" krzywdy w tym przypadku?
Obserwuj wątek
    • margot_may Re: zdrada/krzywda/abstrakcja? 11.08.05, 23:37
      mąż zdaje się składał przysięgę. a więc dopuścił się krzywoprzysięstwa. krzywda
      żony polega na tym, że coś jej obiecano, ale nie dotrzymano obietnicy.
      oczywiście ona może zwolnić męża z obietnicy. wtedy nie ma krzywdy.
      • baltazarus Re: zdrada/krzywda/abstrakcja? 12.08.05, 00:06
        "oczywiście ona może zwolnić męża z obietnicy. wtedy nie ma krzywdy"
        Czy forma przysięgi kościelnej pozwala na to by jedna ze stron zwalniała drugą
        od jej przyrzeczeń? I kto jest pokrzywdzony gdy nastąpi rozwód, w końcu "co Bóg
        złączył, człowiek niech nie rozłącza"? Małżonkowie przyrzekają sobie, że będą
        ze sobą aż do śmierci.
        • feel_good_inc Przysięgi kościelnej - nie 12.08.05, 00:32
          Kościół traktuje instytucje małżeństwa jako nierozerwalny (chyba, że pod pewnymi szczególnymi warunkami) związek kobiety, podbłogosławiony przez Boga i mający na celu głównie prokreację.
          Jeżeli rozpatrywać tą sprawę z punktu widzenia ślubu kościelnego, to krzywdę wyrządza sobie strona zdradzająca, ponieważ łamie przysięgę zawartą w obecności najwyższej instancji, co oznacza grzech śmiertelny.

          Co do tematu głównego wątka - najlepiej opisuje to chyba stare przysłowie: Czego oko nie widziało, tego sercu nie żal.
          • margot_may Re: Przysięgi kościelnej - nie 12.08.05, 00:34
            > Co do tematu głównego wątka - najlepiej opisuje to chyba stare przysłowie:
            Czeg
            > o oko nie widziało, tego sercu nie żal.
            no to życzę pwodzenia.
            • feel_good_inc Re: Przysięgi kościelnej - nie 12.08.05, 01:13
              margot_may napisała:
              > Czeg
              > > o oko nie widziało, tego sercu nie żal.
              > no to życzę pwodzenia.

              No a może powiesz, z jak wielką subiektywną krzywdą mamy do czynienia? Jaki uszczerbek na zdrowiu bądź też psychice czeka zdradzanego męża/żonę, jeżeli o niczym się nie dowie? Można jedynie uznać, że krzywda nastąpiła już w momencie, w którym stan związku pozwolił na zdradę.
              • margot_may Re: Przysięgi kościelnej - nie 12.08.05, 01:15
                o tym właśnie mówię.
                • feel_good_inc Gdzie? 12.08.05, 01:32
                  margot_may napisała:
                  > o tym właśnie mówię.

                  Bo jakoś nie widzę.
                  • margot_may Re: Gdzie? 12.08.05, 01:38
                    >krzywda wystapiła w momencie, gdy stan związku pozwolił na zdradę.
                    o tym właśnie mówię. zdrada=krzywda. chyba że przyszła zdradzana wyrazi zgodę
                    na odejście od przysięgi.
                    • feel_good_inc Transformacja przykładu 12.08.05, 02:29
                      Dajmy więc inny przykład.
                      W komisji wyborczej siedzi wyjątkowo wredny Imam, który za punkt honoru postawił sobie, że nie dopuści do głosowania żadnej kobiety-muzułmanki. W okręgu wyborczym jest tylko jedna taka kobieta. Przeglądając propozycje partii politycznych nie znajduje dla siebie odpowiedniego reprezentanta i postanawia zrezygnować z udziału w głosowaniu.
                      Wyjątkowo wredny Imam zabrał jej prawo do głosowania, które miała zagwarantowane umową społeczną. Jednak nigdy się o tym nie dowiedziała, bo nie poszła tego dnia głosować. Czy poniosła z tego powodu jakąkolwiek krzywdę?

                      Podobne przykłady można mnożyć, dochodząc jedynie do kolejnych paradoksów. Gdyby poszła tego dnia do głosowania, to z pewnością zostałaby skrzywdzona. Czy jeżeli teoretycznie została pokrzywdzona, ale nie odczuła żadnych tego skutków, to można mówić o tym, że *doznała* krzywdy?
                      • margot_may Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 02:48
                        oczywiście, bo nie miała wyboru, został jej odebrany.
                      • marcypanna Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 09:45
                        A może inny przykład? W czasie gdy jesteś na wakacjach okradają ci mieszkanie.
                        Nie ma żadnej krzywdy, bo ty nic o tym nie wiesz...
                        Krzywda będzie dopiero wtedy jak się dowiesz - podobnie jest w przypadku twojej
                        muzułmanki i zdradzanej kobiety/mężczyzny (bo muzułmanka kiedyś zapewne zechce
                        głosować a zdradzany współmałżonek prawie zawsze jednak dowiaduje się o
                        zdradzie, a już zawsze się jej kiedyś zaczyna domyślać).
                        Wychodzi na to, że to nie złodziej wyrządził ci krzywdę tylko ty sam jesteś
                        sobie winien, bo niepotrzebnie w ogóle wracałaś do domu. Trzeba było zostać na
                        zawsze w hotelu to nigdy byś się nie dowiedział że cię okradziono i wszystko
                        byłoby w porządku.
                        Prawda jakie to proste?
                        • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 18:02
                          Ha, ha!

                          Wredni handlarze organami usypiają cię i wycinają ci nerkę (to się zdarza).

                          Załóżmy, że nic ci to nie szkodzi i do końca życia doskonale prosperujesz o
                          jednej nerce.

                          Mało tego - kogoś innego ona uratowała!

                          Gdzie tu krzywda?
                          • baltazarus Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 18:05
                            Jest to okaleczenie i kradzież. Czy sugerujesz, że ktoś by braku nerki nie
                            zauważył (coś mnie w krzyżu łupało, ale przestało)?
                            • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 18:18
                              baltazarus napisał:

                              > Jest to okaleczenie i kradzież. Czy sugerujesz, że ktoś by braku nerki nie
                              > zauważył (coś mnie w krzyżu łupało, ale przestało)?

                              Nie no skąd, trudno tego nie zauważyć.;-)))

                              Chodzi mi o to, że zakładam, że masz tak silny organizm, że jedna nerka ci
                              spokojnie wystarcza(w tym przykładzie).
                              • baltazarus Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 19:04
                                "Chodzi mi o to, że zakładam, że masz tak silny organizm, że jedna nerka ci
                                spokojnie wystarcza(w tym przykładzie)."
                                2000 zł też wystarczy by spokojnie przeżyć miesiąc, co nie znaczy, że ktoś ci
                                ma ukraść 8000 zł gdy zarabiasz 10000 zł. To komunistyczne podejście związane z
                                hasłem "Każdemu według potrzeb".
                                • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 20:09

                                  > 2000 zł też wystarczy by spokojnie przeżyć miesiąc, co nie znaczy, że ktoś ci
                                  > ma ukraść 8000 zł gdy zarabiasz 10000 zł. To komunistyczne podejście związane z
                                  >
                                  > hasłem "Każdemu według potrzeb".

                                  Ha - zatem nielegalni handlarze organami to KOMUNIŚCI!!!

                                  Oni to bowiem rozumują "Z jedną nerką facet i tak przeżyje..."

                                  Mnie chodziło o teoretyczny przykład. Gdybyś bowiem miał kłopoty ze zdrowiem
                                  mając jedną nerkę , krzywda byłaby ewidentna.


                                  • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 20:11
                                    kochanica-francuza napisała:

                                    >
                                    > > 2000 zł też wystarczy by spokojnie przeżyć miesiąc, co nie znaczy, że kto
                                    > ś ci
                                    > > ma ukraść 8000 zł gdy zarabiasz 10000 zł. To komunistyczne podejście zwią
                                    > zane z
                                    > >
                                    > > hasłem "Każdemu według potrzeb".

                                    Aha, zapomniałam, że w takim razie komunistami są również profesjonalni złodzieje...

                                    To nie ja misiu kradnę pieniądze i organy i nie ja uważam, że jest to właściwy
                                    sposób zarabiania. Wprost przeciwnie.

                                    CVzyżbyś nie umiał mysleć abstrakcyjnie???
                                    • baltazarus Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 20:20
                                      "To nie ja misiu kradnę pieniądze i organy i nie ja uważam, że jest to właściwy
                                      sposób zarabiania. Wprost przeciwnie.

                                      CVzyżbyś nie umiał mysleć abstrakcyjnie???"

                                      A gdzie jak tak napisałem?


                                      • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 20:31

                                        > A gdzie jak tak napisałem?

                                        Wynika to z pewnej Twojej konkluzji...
                                        • baltazarus Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 21:24
                                          Nie wynika. Nie miałem takich intencji.
                                          • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 13.08.05, 16:48
                                            baltazarus napisał:

                                            > Nie wynika. Nie miałem takich intencji.

                                            Nie miałeś intencji , żeby zademonstrować, że nie potrafisz mysleć
                                            abstrakcyjnie? Nie dziwię się. Samo wyszło.

                                            Jeśli ustalamy dane TEORETYCZNEGO i ABSTRAKCYJNEGO przykładu, a ty wykrzykujesz
                                            wtedy "Takie podejście jest komunistyczne!" - to daruj, ale nie umiesz...
                                  • baltazarus Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 20:18
                                    "Ha - zatem nielegalni handlarze organami to KOMUNIŚCI!!!"
                                    Nie, złodzieje. Takie podejście jest komunistyczne.
                                    • kochanica-francuza Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 20:35
                                      baltazarus napisał:

                                      > "Ha - zatem nielegalni handlarze organami to KOMUNIŚCI!!!"
                                      > Nie, złodzieje. Takie podejście jest komunistyczne.


                                      No skoro ktoś działa zgodnie z KOMUNISTYCZNYM podejściem, to ten ktoś prezentuje
                                      KOMUNISTYCZNE podejście, zatem jest KOMUNISTĄ.

                                      Złodziej zakłada, że osobnik okradziony z 8000 zł przeżyje za 2000 zł... zatem
                                      działa on zgodnie z komunistycznym podejściem.

                                      A skoro ktoś działa zgodnie z komunistycznym podejściem...etc.

                                      Inna sprawa, co złodziej robi z tymi pieniędzmi, bo nie sądzę, żeby sam sobie
                                      wydzielał według potrzeb;-)))

                                      W takim układzie (każdemu według potrzeb) komunistą byłby raczej niejaki Janosik...


                                      • baltazarus Re: Transformacja przykładu 12.08.05, 21:22
                                        Bez przesady. Ujmę to tak - nie każdy kto kradnie w ten sposób jest komunistą
                                        (bo komunizm to zespół wielu innych poglądów), natomiast każdy komunista ma
                                        złodziejskie poglądy.
                                • marcypanna Re: Transformacja przykładu 13.08.05, 09:10
                                  baltazarus napisał:

                                  > "Chodzi mi o to, że zakładam, że masz tak silny organizm, że jedna nerka ci
                                  > spokojnie wystarcza(w tym przykładzie)."
                                  > 2000 zł też wystarczy by spokojnie przeżyć miesiąc, co nie znaczy, że ktoś ci
                                  > ma ukraść 8000 zł gdy zarabiasz 10000 zł. To komunistyczne podejście związane
                                  z
                                  >
                                  > hasłem "Każdemu według potrzeb".


                                  Należy czytać wątki na które się odpowiada, wiesz?
                                  Tutaj nie ma dylematu czy zdrada, kradzież albo okaleczenie są złem - chodzi o
                                  coś innego, o to czy można doznawać krzywdy nie wiedząc o niej. Autor wątku
                                  zdaje się sugerować, że jak się nie wie, że się jest krzywdzonym to krzywdy nie
                                  ma. A ty gadasz jakieś głupoty o komunizmie, co ma do tego komunizm? Jeśli już
                                  koniecznie, to chyba powinieneś zarzucić komunizm Tadowi a nie osobom które z
                                  nim polemizują...
                                  Ludzie, czytajcie teksty na które odpowiadacie - a także te, na które
                                  odpowiedział wasz przedmówca. Bo bez tego rozmowa zamienia się w bezładny
                                  bełkot.
              • alaaa6 a to feministki nie sa za wolnymi zwizkami.. 12.08.05, 18:11
                tzn...bez slubu i ofraniczen z tym zwiazanych..
                w koncu malzenstwo i partner po jakims czasie najnormalniej sie nudzi..

                ???
                • alaaa6 Re: a to feministki nie sa za wolnymi zwiazkami.. 12.08.05, 18:12
                  alaaa6 napisała:

                  > tzn...bez slubu i ofraniczen z tym zwiazanych..
                  > w koncu malzenstwo i partner po jakims czasie najnormalniej sie nudzi..
                  >
                  > ???
      • tad9 Pusty pokój 12.08.05, 18:18
        margot_may napisała:

        > mąż zdaje się składał przysięgę. a więc dopuścił się krzywoprzysięstwa.
        >krzywda żony polega na tym, że coś jej obiecano, ale nie dotrzymano obietnicy.

        Dobrze, ale gdzie jest "umiejscowiona" ta krzywda? W sferze abstrakcyjnych
        zasad? Gdzie znajduje się ta sfera? Weźmy inny przykład - ktoś zamyka się
        pustym w pokoju i mówi głośno: "matka Kowalskiego była starą k.... ." (co jest
        nieprawdą) Rozpuszczanie takich plotek "po ludziach" bez wątpienia Kowalskiego
        krzywdzi, może czuć się boleśnie dotknięty obrażaniem pamięci jego matki. Ale
        mówienie takich rzeczy w pustym pokoju? Dziwactwo - owszem, ale krzywdzenie?
        Raczej nie. Czy przykład zdrady, który podałem nie przypomina
        przypadku "pustego pokoju"? Osoba z którą zdrady dokonano, nie wie, że mąż jest
        wogóle mężem. Mąż, stary cynik, nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia. Żona,
        nie ma pojęcia o zdradzie, nie może więc czuć się skrzywdzona. Pusty pokój.
        Wszak i w pustym pokoju dokonano pewnego czynu (rzucanie oszczerstw), który nie
        miał skutków poza pokojem. Czy uważasz, że mówienie o kimś źle w pustym pokoju
        tego kogoś krzywdzi?
        • marcypanna Re: Pusty pokój 12.08.05, 19:45
          tad9 napisał:

          > margot_may napisała:
          >
          > > mąż zdaje się składał przysięgę. a więc dopuścił się krzywoprzysięstwa.
          > >krzywda żony polega na tym, że coś jej obiecano, ale nie dotrzymano obietn
          > icy.
          >
          > Dobrze, ale gdzie jest "umiejscowiona" ta krzywda? W sferze abstrakcyjnych
          > zasad? Gdzie znajduje się ta sfera? Weźmy inny przykład - ktoś zamyka się
          > pustym w pokoju i mówi głośno: "matka Kowalskiego była starą k.... ." (co
          jest
          > nieprawdą) Rozpuszczanie takich plotek "po ludziach" bez wątpienia
          Kowalskiego
          > krzywdzi, może czuć się boleśnie dotknięty obrażaniem pamięci jego matki. Ale
          > mówienie takich rzeczy w pustym pokoju? Dziwactwo - owszem, ale krzywdzenie?
          > Raczej nie. Czy przykład zdrady, który podałem nie przypomina
          > przypadku "pustego pokoju"? Osoba z którą zdrady dokonano, nie wie, że mąż
          jest
          >
          > wogóle mężem. Mąż, stary cynik, nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia. Żona,
          > nie ma pojęcia o zdradzie, nie może więc czuć się skrzywdzona. Pusty pokój.
          > Wszak i w pustym pokoju dokonano pewnego czynu (rzucanie oszczerstw), który
          nie
          >
          > miał skutków poza pokojem. Czy uważasz, że mówienie o kimś źle w pustym
          pokoju
          > tego kogoś krzywdzi?


          Ło matko... No załóżmy, że wtedy krzywdy nie ma. Czy mógłbyś przejść do
          wniosków? Są w ogóle planowane jakieś wnioski?
          • tad9 Re: Pusty pokój 12.08.05, 20:15
            marcypanna napisała:

            > Ło matko... No załóżmy, że wtedy krzywdy nie ma. Czy mógłbyś przejść do
            > wniosków? Są w ogóle planowane jakieś wnioski?

            Nie "załóżmy". Proszę o odpowiedź: czy mamy tu do czynienia z krzywdą, czy nie.
            Co do tego, że mamy do czynienia ze złamaniem pewnej abstrakcyjnej zasady -
            zgoda. W jednym i drugim przypadku jakaś zasada zostaje złamana. W pierwszym
            przypadku jest to zasada "należy dotrzymywać obietnic" (małżonkowie przysięgali
            sobie wierność), w drugim przypadku jest to zasada "nie należy kłamać"
            (ostatecznie kłamstwo jest kłamstwem niezależnie od tego, czy wygłosi się je w
            pustym pokoju czy wobec tłumu na rynku), nie chodzi jednak o łamanie
            abstrakcji, ale o KRZYWDĘ. Ostatecznie zasada o jakiej tu mówimy nie głosi "nie
            będziesz łamał abstrakcyjnych zasad", ale "co nie krzywdzi innych jest
            dozwolone". Była tu jakaś krzywda czy nie, a jeśli była - gdzie
            jest "umiejscowiona"?
            • marcypanna Re: Pusty pokój 13.08.05, 09:09
              Ostatecznie zasada o jakiej tu mówimy nie głosi "nie
              >
              > będziesz łamał abstrakcyjnych zasad", ale "co nie krzywdzi innych jest
              > dozwolone".


              Nigdy nie słyszałam o istnieniu takiej zasady, a że jest ponadto niesłuszna
              więc nie widzę potrzeby dyskutowania o niej. Czy ty przypadkiem nie pomyliłeś
              jej z inną, jak najbardziej słuszną zasadą mówiącą, że wszystko co krzywdzi
              drugiego człowieka jest złem a następnie kierując się jakąś pokrętną logiką (a
              dokładniej brakiem znajomości logiki) zmieniłeś ją sobie na "co nie krzywdzi to
              jest dozwolone"? Może napisz kto przed tobą wymyślił taką zasadę, najlepiej z
              udokumentowanym cytatem.



              Była tu jakaś krzywda czy nie, a jeśli była - gdzie
              > jest "umiejscowiona"?

              Są możliwe dwie odpowiedzi.
              - Tak, gdyż trwałość i godność małżeństwa są wartością niematerialną któa przed
              fakt zdrady została pomniejszona, a więc zdradzany doznał straty i jest bez
              znaczenia czy o niej wie czy nie (podobnie jak człowiek którego okradziono bez
              jego wiedzy jest pokrzywdzony od razu a nie dopiero jak się dowie o kradzieży)

              - Nie, bo czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.

              Wybierz sobie tę odpowiedź któa ci bardziej pasuje i przejdź do wniosków.
          • kochanica-francuza Rozumiem, że analogiczna kwestia "pustego pokoju" 13.08.05, 16:26
            ma miejsce, kiedy to ŻONA zdradza męża?

            • kochanica-francuza Re: Rozumiem, że analogiczna kwestia "pustego pok 14.08.05, 22:48
              kochanica-francuza napisała:

              > ma miejsce, kiedy to ŻONA zdradza męża?
              >
              No ma czy nie ma? Tadzierzy i inni!
        • osana Re: Pusty pokój 12.08.05, 20:20
          Jesli znasz sposób na zdradę dający 100% pewności, że druga strona się nie dowie
          (poza zamordowaniem jej) to opatentuj to. Soros i Gates na pewno miło
          przyjmą do swego grona nowego kolegę.
          • tad9 Re: Pusty pokój 12.08.05, 20:32
            osana napisała:

            > Jesli znasz sposób na zdradę dający 100% pewności, że druga strona się nie
            >dowie (poza zamordowaniem jej) to opatentuj to. Soros i Gates na pewno miło
            > przyjmą do swego grona nowego kolegę.

            Droga Osano - nie mnóż trudności tam, gdzie ich nie ma. Możemy założyć, np że:
            1. Mąż, który zdradził, nie wyjawił faktu zdrady, a w dwa miesiące później
            wpadł pod tramwaj, który pozbawił go życia. Umarli nie mówią.
            2. Osoba z którą dokonano zdrady, w tydziej później zatruła się śmiertelnie
            kiełbasą - niczego już nie wyjawi.
            3. Świadków zdrady nie było.
            Wniosek:
            Zdradzona żona nie ma szansy, by dowiedzieć się o zdradzie.

            Została skrzywdzona czy nie?
            • osana Re: Pusty pokój 12.08.05, 20:49
              > 1. Mąż, który zdradził, nie wyjawił faktu zdrady, a w dwa miesiące później
              > wpadł pod tramwaj, który pozbawił go życia. Umarli nie mówią.

              A za następne 2 miesiące zjawia się u żony zgrabna blondyna i twierdzi, że nosi
              pod sercem braciszka lub siostrzyczkę żoninych dzieci.


              > 2. Osoba z którą dokonano zdrady, w tydziej później zatruła się śmiertelnie
              > kiełbasą - niczego już nie wyjawi.

              Ale wie o niej od tygodnia jej przyjaciółka, która nie lubi kiełbasy.


              > 3. Świadków zdrady nie było

              A więc w momencie jej popełnienia wiedzą o niej 2 osoby. W godzinę póżniej
              ta liczba może ulec dramatycznej zmianie.
              • tad9 Re: Pusty pokój 12.08.05, 21:48
                osana napisała:


                > A za następne 2 miesiące zjawia się u żony zgrabna blondyna i twierdzi, że
                >nosi pod sercem braciszka lub siostrzyczkę żoninych dzieci.

                Niemożliwe. W chwili, gdy męża przejeżdżał tramwaj, blondyna z którą zdradził
                żonę nie żyła już od 6 tygodni.

                > Ale wie o niej od tygodnia jej przyjaciółka, która nie lubi kiełbasy.

                Ależ ona nikomu nic nie mówiła! Dlaczego miałaby się chwalić przygodną
                przygodą?

                > A więc w momencie jej popełnienia wiedzą o niej 2 osoby. W godzinę póżniej
                > ta liczba może ulec dramatycznej zmianie.

                Rozumiem, że twoierdzisz, że WSZYSTKIE zdrady jakie miały miejsce od chwili,
                gdy człowiek pojawił się na tej planecie wyszły na jaw, i że nie może zdarzyć
                sę tak, że jakaś zdrada na jaw nie wyjdzie. Czy tak to wygląda? A jeśli nie,
                jeśli dopuszczasz możliwość, że jakaś zdrada może nigdy na jaw nie wyjść -
                potraktuj proszę przypadek o jakim mówimy, właśnie jako przypadek takiej
                nieujawnionej zdrady.
                • osana Re: Pusty pokój 13.08.05, 11:30
                  > Niemożliwe. W chwili, gdy męża przejeżdżał tramwaj, blondyna z którą zdradził
                  > żonę nie żyła już od 6 tygodni

                  -Niestety, ten głupek nie przewidział tramwajowego zagrożenia i nie zdążył
                  wykasować ze służbowego laptopa bardzo ciekawych kompozycyjnie zdjęć z
                  nieboszczką. Znalazła je na dysku (laptop w chwili wypadku był w domu) córka
                  denata.

                  -Blondynka była mężatką. Mąż przeglądając po jej śmierci kontakty w jej
                  telefonie komórkowym dowiedział się o przygodzie. To on wepchnął kochanka swojej
                  żony pod tramwaj. Żona kochanka dowiaduje sie o tym od policji.

                  - wersji jest 82648302923736454820234524 do potęgi 9363454387209397464873466
                  ale nie chce mi się wszystkich wypisywać.


                  > Ależ ona nikomu nic nie mówiła! Dlaczego miałaby się chwalić przygodną
                  > przygodą?

                  Jak to dlaczego?

                  > Rozumiem, że twoierdzisz, że WSZYSTKIE zdrady jakie miały miejsce od chwili,
                  > gdy człowiek pojawił się na tej planecie wyszły na jaw, i że nie może zdarzyć
                  > sę tak, że jakaś zdrada na jaw nie wyjdzie. Czy tak to wygląda?

                  Nie.

                  A jeśli nie,
                  > jeśli dopuszczasz możliwość, że jakaś zdrada może nigdy na jaw nie wyjść -
                  > potraktuj proszę przypadek o jakim mówimy, właśnie jako przypadek takiej
                  > nieujawnionej zdrady.

                  Oczywiście, że zdrada MOŻE nie wyjść na jaw wobec zdradzanej strony, ale NIGDY
                  nie wiemy czy nie wyjdzie, dopóki ta osoba żyje.
                  Tak więc JEDYNYM sposobem na nieskrzywdzenie partnera bolesną wiadomością o
                  swojej zdradzie jest zamordowanie go w stanie błogiej nieświadomości bycia
                  zdradzanym.



                  • tad9 Re: Pusty pokój 13.08.05, 12:12
                    osana napisała:

                    >
                    > Oczywiście, że zdrada MOŻE nie wyjść na jaw wobec zdradzanej strony,

                    Zatem przyjmij, że w tym przypadku mamy do czynienia z takim właśnie fenomenem.
                    Zdrada nigdy nie wyszła na jaw. Czy zdradzony został skrzywdzony?
                    • osana Re: Pusty pokój 13.08.05, 13:06
                      > Zdrada nigdy nie wyszła na jaw. Czy zdradzony został skrzywdzony?

                      Został. Do wyrządzenia komuś krzywdy nie jest niezbędna świadomość 'ofiary'.
                      Osoba okradziona jest pokrzywdzona niezależnie, czy wie o kradzieży, czy nie.
                      • tad9 Diament Szwarcenberga 13.08.05, 15:15
                        osana napisała:

                        > Został. Do wyrządzenia komuś krzywdy nie jest niezbędna świadomość 'ofiary'.
                        > Osoba okradziona jest pokrzywdzona niezależnie, czy wie o kradzieży, czy nie.

                        Dobrze, a co powiesz o takiej sytuacji:
                        milioner Dawid Szwarcerberg sporządzając testament zapisał najpiekniejszy
                        diament ze swojej kolekcji swemu wnukowi - o ile będzie go miał, bowiem w
                        chwili sporządzania testamentu jego córka i zięć są jeszcze bezdzietnym
                        małżeństwem. Gdyby w ciągu następnych 10 lat nie dorobili się potomka, diament
                        ma zostać sprzedany na aukcji, a pieniądze przeznaczone mają być na schronisko
                        dla bezdomnych kotów. Szwarcenberg napisawszy testament umiera, jego córka i
                        zięć zmobilizowani treścią testamentu zaczynają intensywnie starać się o
                        dziecko, tymczasem ..... diament zostaje skradziony. W cztery miesiące po
                        kradzieży okazuje się, że córka Szwarcenberga zaszła w ciążę. Ciążka przebiega
                        i kończy się szczęśliwie, na świat przychodzi wnuk milionera, który -
                        niestety - tego nie doczekał. Złodzieja, ani diamentu nie odnaleziono.
                        Czy złodziej skrzywdził wnuka Szwarcenberga?
                        • kochanica-francuza Re: Diament Szwarcenberga 13.08.05, 16:11
                          tad9 napisał:

                          > osana napisała:
                          >
                          >
                          > Czy złodziej skrzywdził wnuka Szwarcenberga?

                          Odpowiadasz na post, w którym napisano m.in:

                          Osoba okradziona jest pokrzywdzona niezależnie, czy wie o kradzieży, czy
                          > nie.

                          O co więc się spierasz?
                          • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 13.08.05, 16:33
                            kochanica-francuza napisała:

                            > O co więc się spierasz?

                            Nie spieram się przecież. Pytam tylko. Sytuacja z historii "Diament
                            Szwarcenberga" różni się od opowieści o zdradzie.
                            • kochanica-francuza Re: Diament Szwarcenberga 13.08.05, 16:45
                              tad9 napisał:

                              > kochanica-francuza napisała:
                              >
                              > > O co więc się spierasz?
                              >
                              > Nie spieram się przecież. Pytam tylko.

                              No właśnie, pytasz kogoś, kto swoim postem już ci odpowiedział...
                              • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 13.08.05, 18:24
                                kochanica-francuza napisała:

                                > No właśnie, pytasz kogoś, kto swoim postem już ci odpowiedział...

                                Czyżby? Jak zatem - Twoim zdaniem - brzmi ta odpowiedź?
                                • kochanica-francuza Re: Diament Szwarcenberga 13.08.05, 22:35
                                  tad9 napisał:

                                  > kochanica-francuza napisała:
                                  >
                                  > > No właśnie, pytasz kogoś, kto swoim postem już ci odpowiedział...
                                  >
                                  > Czyżby? Jak zatem - Twoim zdaniem - brzmi ta odpowiedź?

                                  Według tego forumowicza - tak:
                                  Osoba okradziona jest pokrzywdzona niezależnie, czy wie o kradzieży, czy
                                  > nie.

                                  Wnuk smarkaty wie? Nie wie. Jest pokrzywdzony? Jest.
                                  • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 14.08.05, 09:27
                                    kochanica-francuza napisała:

                                    > Wnuk smarkaty wie? Nie wie. Jest pokrzywdzony? Jest.

                                    Chwileczkę - w momencie dokonywania kradzieży ów wnuk nie istniał. Czy złodziej
                                    krzywdził kogoś nieistniejącego, czy też krzywda pojawiła się dopiero z chwilą,
                                    gdy pojawił się wnuk?
                                    • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 14.08.05, 11:15
                                      Chwileczkę - w momencie dokonywania kradzieży ów wnuk nie istniał. Czy złodziej
                                      >
                                      > krzywdził kogoś nieistniejącego, czy też krzywda pojawiła się dopiero z
                                      chwilą,
                                      >
                                      > gdy pojawił się wnuk?


                                      Skoro nie istniał, to nie mógł zostać skrzywdzony. Do czasu urodzenia wnuka
                                      skrzywdzone były koty lub ewentualnie spadkobiercy planujący obalić testament z
                                      powołaniem się na niepoczytalność zmarłego.
                                      Czy teraz możesz wreszcie przejść do wniosków??
                                      • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 14.08.05, 11:23
                                        marcypanna napisała:

                                        > Skoro nie istniał, to nie mógł zostać skrzywdzony. Do czasu urodzenia wnuka
                                        > skrzywdzone były koty lub ewentualnie spadkobiercy planujący obalić testament
                                        >z powołaniem się na niepoczytalność zmarłego.

                                        A dlaczego koty? Wszak ich zysk był w tamtej chwili równie potencjalny jak zysk
                                        wnuka. Wnuka nie było, ale też nie było wiadomo, czy się nie pojawi. To nie był
                                        koci diament. Zresztą - skoro wnuk się pojawił, wiadomo już, że koty nie
                                        dostałyby ani grosza. Sytuacja w której działał złodziej była sytuacją "w
                                        zawieszeniu". Mówisz, że skrzywdzone zostały koty? A co się stało w chwili
                                        pojawienia się wnuka? Krzywda "przeszła" z kotów na wnuka?


                                        > Czy teraz możesz wreszcie przejść do wniosków??

                                        Do nich zmierzamy razem.
                                        • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 14.08.05, 22:46
                                          > A dlaczego koty? Wszak ich zysk był w tamtej chwili równie potencjalny jak
                                          zysk
                                          >
                                          > wnuka.



                                          A co to ma do rzeczy? Nie było wnuka, skrzywdzone są koty. Jest wnuk,
                                          skrzywdzony jest wnuk. Jakby nie patrzeć czyjaś krzywda zawsze jest.



                                          Wnuka nie było, ale też nie było wiadomo, czy się nie pojawi. To nie był
                                          >
                                          > koci diament. Zresztą - skoro wnuk się pojawił, wiadomo już, że koty nie
                                          > dostałyby ani grosza. Sytuacja w której działał złodziej była sytuacją "w
                                          > zawieszeniu". Mówisz, że skrzywdzone zostały koty? A co się stało w chwili
                                          > pojawienia się wnuka? Krzywda "przeszła" z kotów na wnuka?



                                          Dokładnie tak.


                                          >
                                          >
                                          > > Czy teraz możesz wreszcie przejść do wniosków??
                                          >
                                          > Do nich zmierzamy razem.


                                          Czekam z niecierpliwością;)
                                          • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 08:26
                                            marcypanna napisała:

                                            > A co to ma do rzeczy? Nie było wnuka, skrzywdzone są koty. Jest wnuk,
                                            > skrzywdzony jest wnuk. Jakby nie patrzeć czyjaś krzywda zawsze jest.

                                            Przecież ten diament nie należał do kotów! Jak można skrzywdzić kogokolwiek
                                            pozbawiając go czegoś, co do niego nie należy? Należłaby do kotóe, tylko
                                            wówczas, gdyby pewne było, że wnuk się nie pojawi. Własność diamentu była "w
                                            zawieszeniu".
                                            • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 10:28
                                              Jakby nie patrzeć diament mógł należeć albo do kotów albo do wnuka albo do
                                              spadkobierców i w żadnym razie nie mógł należeć do złodzieja. Skoro tak, to
                                              ktoś został skrzywdzony a tego właśnie faktu miała dotyczyć rozmowa w której ja
                                              biorę udział. To kim jest skrzywdzony jest nieistotne dla twojej pierwotnej
                                              tezy - jak nie wierzysz to przeczytaj co sam napisałeś w pierwszym poście.
                                              Ponadto w momencie popełnienia przestępstwa _należał_ do kotów i nic tego nie
                                              zmieni - po prostu była to własność warunkowa, jak sporo innych form własności.
                                              Pod względem prawnym a także logicznym sprawa jest czysta i oczywista:)
                                              Chyba problem w tym, że jakieś twoje wnioski (nikt nie wie jakie) zostały
                                              obalone w trakcie tej dyskusji, więc zamiast się do tego przyznać dość
                                              rozpaczliwie próbujesz wrzucać do kotła różne składniki licząc na cud który
                                              sprawi, że wyjdzie z tego jadalnaa potrawa a kucharz ocali honor.
                                              Obawiam się, że jednak nie ocali...
                                              Przejdź do wniosków albo kończ waść, wstydu (sobie) oszczędź.
                                              • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 10:58
                                                marcypanna napisała:

                                                > Jakby nie patrzeć diament mógł należeć albo do kotów albo do wnuka albo do
                                                > spadkobierców i w żadnym razie nie mógł należeć do złodzieja. Skoro tak, to
                                                > ktoś został skrzywdzony a tego właśnie faktu miała dotyczyć rozmowa w której
                                                ja
                                                >
                                                > biorę udział. To kim jest skrzywdzony jest nieistotne dla twojej pierwotnej
                                                > tezy - jak nie wierzysz to przeczytaj co sam napisałeś w pierwszym poście.
                                                > Ponadto w momencie popełnienia przestępstwa _należał_ do kotów i nic tego nie
                                                > zmieni - po prostu była to własność warunkowa, jak sporo innych form
                                                >własności. Pod względem prawnym a także logicznym sprawa jest czysta i
                                                >oczywista:)

                                                Oczywista? Czy w takim razie koty mogły dysponować diamentem? Mam wrażenie, że
                                                nie. Przyznasz, że dziwny to rodzaj własności, skoro właściciel nie może nią
                                                dysponować. Ale - mniejsza o to. Skoro jesteś tak pewna kociej własności i
                                                braku krzywdy wnuka zobaczmy co się stanie, gdy wyeliminujemy koty z tej
                                                historii. A gdyby dyspozycja w testamencie wyglądała tak: jeśli w ciągu 10 lat
                                                nie pojawi się wnuk, diament ma zostać spopielony, a popioły mają być
                                                rozrzucone nad morzem. Zastosujmy teraz Twoje rozumowanie: wnuk skrzywdzony być
                                                przez złodzieja nie mógł, bowiem w chwili dokonywania kradzierzy nie istniał.
                                                Nie ma nikogo - prócz wnuka - kto mógłby wejść w posiadanie diamentu. Czy
                                                złodziej kogoś skrzywdził?

                                                • zlotoslanos Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 11:13
                                                  Wnuk zostal skrzywdzony.Sam sobie zaprzeczyles piszac "Gdyby w ciągu następnych
                                                  10 lat nie dorobili się potomka, diament
                                                  ma zostać sprzedany na aukcji, a pieniądze przeznaczone mają być na schronisko
                                                  dla bezdomnych kotów" 10 lat bylo dla wnuka i wtedy gdziekolwiek on byl u Bozi
                                                  jeszcze czy juz na padole ,diament byl jego.10 lat- nie musieli sie wcale
                                                  spieszyc.Po 10 latach diament byl kotow.Zapis jest zapisem i diament zostal
                                                  skradziony wnukowi,ktory tym samym zostal skrzywdzony, pozbawiony
                                                  fortuny,startu,zabezpieczenia na przyszlosc.
                                                • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 11:20
                                                  tad9 napisał:

                                                  > Oczywista? Czy w takim razie koty mogły dysponować diamentem? Mam wrażenie,
                                                  że
                                                  > nie. Przyznasz, że dziwny to rodzaj własności, skoro właściciel nie może nią
                                                  > dysponować.


                                                  Nie przyznam, bo mam lepszą świadomość prawną niż ty. Może wyda ci się to
                                                  szokujące, ale tak naprawdę to niewielką część własności we współczesnym
                                                  świecie stanowi własność bezwarunkowa. Może powinieneś trochę poczytać
                                                  prawnicze grupy dyskusyjne (np pl.rec.prawo)




                                                  Ale - mniejsza o to. Skoro jesteś tak pewna kociej własności i
                                                  > braku krzywdy wnuka zobaczmy co się stanie, gdy wyeliminujemy koty z tej
                                                  > historii. A gdyby dyspozycja w testamencie wyglądała tak: jeśli w ciągu 10
                                                  lat
                                                  > nie pojawi się wnuk, diament ma zostać spopielony, a popioły mają być
                                                  > rozrzucone nad morzem. Zastosujmy teraz Twoje rozumowanie: wnuk skrzywdzony
                                                  być
                                                  >
                                                  > przez złodzieja nie mógł, bowiem w chwili dokonywania kradzierzy nie istniał.
                                                  > Nie ma nikogo - prócz wnuka - kto mógłby wejść w posiadanie diamentu. Czy
                                                  > złodziej kogoś skrzywdził?


                                                  Przy tak sformułowanej dyspozycji spadkobiercy mają 100% szans na obalenie
                                                  testamentu, więc to oni zostali skrzywdzeni. Wnuk skoro nie istniał,
                                                  skrzywdzony być nie mógł. Jest kradzież, jest krzywda. Twoje dywagacje
                                                  zaczynają mi przypominać niegdysiejsze przekonanie, że kraść państwowe to nie
                                                  grzech, bo ono przecież do nikogo nie należy.
                                                  Otóż nie. Zawsze jest jakiś właściciel, więc zawsze jest jakiś skrzywdzony.

                                                  >
                                                  • zlotoslanos Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 15:17
                                                    Zapis wyraznie mowil 10 lat spadek czeka na spadkobierce.Po tym okresie mogl
                                                    byc zamieniony na karme dla kotow.Cokolwiek by sie wydarzylo w tym okresie
                                                    tyczylo spraw wnuka,zyjacego lub w planach.
                                                  • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 15:22
                                                    zlotoslanos napisała:

                                                    > Zapis wyraznie mowil 10 lat spadek czeka na spadkobierce.Po tym okresie mogl
                                                    > byc zamieniony na karme dla kotow.Cokolwiek by sie wydarzylo w tym okresie
                                                    > tyczylo spraw wnuka,zyjacego lub w planach.


                                                    Można i tak do tego podejść, nie przeczę. Dla właściwego tematu sporu to i tak
                                                    bez znaczenia, ważne jest tylko to że niezależnie od wszystkiego ktoś został
                                                    skrzywdzony. Przynajmniej o to Tadowi chodziło na początku, bo teraz to już nie
                                                    wiadomo:)
                                                  • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 15:26
                                                    marcypanna napisała:


                                                    > Można i tak do tego podejść, nie przeczę.

                                                    Skoro nie przeczysz, to skąd tak kategoryczne stwierdzenia, że wnuk skrzywdzony
                                                    nie został?
                                                  • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 15:39
                                                    tad9 napisał:

                                                    > marcypanna napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Można i tak do tego podejść, nie przeczę.
                                                    >
                                                    > Skoro nie przeczysz, to skąd tak kategoryczne stwierdzenia, że wnuk
                                                    skrzywdzony
                                                    >
                                                    > nie został?


                                                    Stąd, że taki jest mój pogląd. Nie przeczę natomiast, że ktoś może mieć pogląd
                                                    inny oraz że może na jego poparcie przytoczyc jakieś argumenty.
                                                  • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 15:24
                                                    marcypanna napisała:

                                                    > Nie przyznam, bo mam lepszą świadomość prawną niż ty. Może wyda ci się to
                                                    > szokujące, ale tak naprawdę to niewielką część własności we współczesnym
                                                    > świecie stanowi własność bezwarunkowa. Może powinieneś trochę poczytać
                                                    > prawnicze grupy dyskusyjne (np pl.rec.prawo)

                                                    Skoro masz tak dużą świadomość prawną, przytocz mi proszę jakiś przepis, który
                                                    stanowiłby w podobnym przypadku własność na rzecz kotów. Własnosć diamentu
                                                    jest "zawieszona". Prawa własności koty mogą zyskać dopiero wówczas, gdy nie
                                                    zostanie spełniony warunek "wnuk w ciągu 10 lat". Przecież nie ma tu mowy nawet
                                                    o jakimś konkretnym schronisku dla kotów, ale - po prostu o schronisku dla
                                                    kotów. Jakimkolwiek. Chcesz powiedzieć, że warunkowymi łaścicielami są tu
                                                    wszystkie koty w schroniskach na całym świecie?

                                                    > Przy tak sformułowanej dyspozycji spadkobiercy mają 100% szans na obalenie
                                                    > testamentu, więc to oni zostali skrzywdzeni. Wnuk skoro nie istniał,
                                                    > skrzywdzony być nie mógł.

                                                    Szwarcenberg mógł dysponować swoją własnością jak chciał. Nie ma tu żadnej
                                                    100% pewności obalenia testamentu. Zresztą - do czasu gdy testament nie
                                                    zostanie obalony trudno mówić, że spadkobiercy ponieśli z pewnością jakąś
                                                    stratę, a w chwili kradzieży testament obalony NIE BYŁ.

                                                    > Otóż nie. Zawsze jest jakiś właściciel, więc zawsze jest jakiś skrzywdzony.

                                                    Właścicielem był Szwarcenberg i to on zadysponował swoim majątkiem. Do chwili
                                                    spełnienia warunków zawartych w testamencie własność jest "w zawieszeniu".
                                                  • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 15:56
                                                    tad9 napisał:

                                                    >
                                                    > Skoro masz tak dużą świadomość prawną, przytocz mi proszę jakiś przepis,
                                                    który
                                                    > stanowiłby w podobnym przypadku własność na rzecz kotów. Własnosć diamentu
                                                    > jest "zawieszona". Prawa własności koty mogą zyskać dopiero wówczas, gdy nie
                                                    > zostanie spełniony warunek "wnuk w ciągu 10 lat". Przecież nie ma tu mowy
                                                    nawet
                                                    >
                                                    > o jakimś konkretnym schronisku dla kotów, ale - po prostu o schronisku dla
                                                    > kotów. Jakimkolwiek. Chcesz powiedzieć, że warunkowymi łaścicielami są tu
                                                    > wszystkie koty w schroniskach na całym świecie?


                                                    Nie. Testament został zapewne sporządzony przez dobrego prawnika, więc zapis
                                                    jest ścisły i szczegółowy. Zazwyczaj w takich przypadkach (bo wyobraź sobie, że
                                                    milionerzy-ekscentrycy zdarzają się wcale często) ustanawiany jest pełnomocnik
                                                    który ściśle realizuje wolę zmarłego - jaka by ona nie była. Prawnik raczej
                                                    odradziłby zapis w rodzaju "dla wszystkich kotów na świecie" a zasugerował
                                                    wybór jednej konkretnej organizacji, ewentualnie ustanowienie powiernictwa.


                                                    >
                                                    > > Przy tak sformułowanej dyspozycji spadkobiercy mają 100% szans na obaleni
                                                    > e
                                                    > > testamentu, więc to oni zostali skrzywdzeni. Wnuk skoro nie istniał,
                                                    > > skrzywdzony być nie mógł.
                                                    >
                                                    > Szwarcenberg mógł dysponować swoją własnością jak chciał. Nie ma tu żadnej
                                                    > 100% pewności obalenia testamentu. Zresztą - do czasu gdy testament nie
                                                    > zostanie obalony trudno mówić, że spadkobiercy ponieśli z pewnością jakąś
                                                    > stratę, a w chwili kradzieży testament obalony NIE BYŁ.


                                                    Oczywiście, ja miałam na myśli praktyke prawa - nie teorię. Ważne jest to co
                                                    napisałam wcześniej: skoro jest jakiś spadkobierca, to jest jakiś pokrzywdzony.
                                                    Tego nie zmienisz:)))


                                                    >
                                                    > > Otóż nie. Zawsze jest jakiś właściciel, więc zawsze jest jakiś skrzywdzon
                                                    > y.
                                                    >
                                                    > Właścicielem był Szwarcenberg i to on zadysponował swoim majątkiem.


                                                    A kradziez nastąpiła przed jego zgonem? Jeśli tak to naturalnie pokrzywdzonym
                                                    jest Szwarcenberger. Jeśli nie, pokrzywdzeni są spadkobiercy. Kimkolwiek by nie
                                                    byli;) I _zawsze_ jest jakiś pokrzywdzony.



                                                    Do chwili
                                                    > spełnienia warunków zawartych w testamencie własność jest "w zawieszeniu".


                                                    Nie ma takiej kategorii prawnej jak "własność w zawieszeniu".
                                                  • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 18:14
                                                    marcypanna napisała:

                                                    > Nie. Testament został zapewne sporządzony przez dobrego prawnika, więc zapis
                                                    > jest ścisły i szczegółowy.

                                                    Jest szczegółowy. O tym, które schronisko dostanie pieniądze zadecydować ma
                                                    prawnik rodziny Szwarcenbergów, gdy upłynie wyznaczony termin pojawienia się
                                                    wnuka, a wnuk się nie pojawi. Prawnik będzie miał tutaj swobodę decyzji. W
                                                    chwili dokonywania kradzieży ŻADNE konkretne schronisko nie mogło więc sobie
                                                    ostrzyć zębów na pieniądze.


                                                    > Zazwyczaj w takich przypadkach (bo wyobraź sobie, że
                                                    >milionerzy-ekscentrycy zdarzają się wcale często) ustanawiany jest pełnomocnik
                                                    > który ściśle realizuje wolę zmarłego - jaka by ona nie była.

                                                    No właśnie.


                                                    > Oczywiście, ja miałam na myśli praktyke prawa - nie teorię. Ważne jest to co
                                                    > napisałam wcześniej: skoro jest jakiś spadkobierca, to jest jakiś
                                                    >pokrzywdzony.

                                                    Nie rozumiemy się. Nie twierdzę, że nie ma tu spadkobiercy, ale, że w chwili
                                                    dokonywania kradzieży mamy do czynienia ze spadkobiercami wirtualnymi. Krótko
                                                    mówiąc, żaden konkretny podmiot nie może uznać się za pokrzywdzonego.

                                                    >pokrzywdzeni są spadkobiercy. Kimkolwiek by nie
                                                    > byli;) I _zawsze_ jest jakiś pokrzywdzony.

                                                    Jaki? Wnuka nie ma na świecie. Prawnik nie podjął decyzji, które schronisko
                                                    otrzymałoby pieniądze. "Wnuk" i "schronisko" z testamentu to byty
                                                    wirtualne. "Konkretyzują" się dopiero albo w chwili pojawienia się wnuka, albo
                                                    z chwilą podjęcia decyzji przez prawnika.


                                                    > Nie ma takiej kategorii prawnej jak "własność w zawieszeniu".

                                                    Chodzi mi o stan faktyczny a nie o kategorię prawną. Nie potrafisz wskazać
                                                    konkretnej osoby czy instytucji, o której mogłabyś powiedzieć: diament należy
                                                    do niej.
                                                  • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 18:51
                                                    tad9 napisał:

                                                    >
                                                    > Nie rozumiemy się. Nie twierdzę, że nie ma tu spadkobiercy, ale, że w chwili
                                                    > dokonywania kradzieży mamy do czynienia ze spadkobiercami wirtualnymi.


                                                    Nie ma takiej kategorii prawnej jak "spadkobierca wirtualny". Spadkobierca albo
                                                    jest albo go nie ma. A jak go nie ma, to tez jest - majątek przejmuje państwo.


                                                    Krótko
                                                    > mówiąc, żaden konkretny podmiot nie może uznać się za pokrzywdzonego.


                                                    Chyba już wiem w czym problem. Ty dość dowolnie mieszasz krzywdę w znaczeniu
                                                    prawnym i krzywdę jako pewien stan psychiczny. Nieistniejący wnuk nie może
                                                    odczuwać krzywdy psychicznej, może natomiast być pokrzywdzony w sensie prawnym -
                                                    jako spadkobierca.
                                                    Zresztą ciągle nie rozumiem dlaczego to ma być takie ważne: czy on jest
                                                    pokrzywdzony już teraz czy będzie dopiero jak się urodzi. Czy chcesz udowodnić,
                                                    że kradzież nie jest przestępstwem?


                                                    >
                                                    >
                                                    > > Nie ma takiej kategorii prawnej jak "własność w zawieszeniu".
                                                    >
                                                    > Chodzi mi o stan faktyczny a nie o kategorię prawną. Nie potrafisz wskazać
                                                    > konkretnej osoby czy instytucji, o której mogłabyś powiedzieć: diament należy
                                                    > do niej.


                                                    Wystarczy przeczytać testament. Prawnicy z pewnością ściśle określili stan
                                                    prawny diamentu - nie może być takiej sytuacji gdy nie ma on właściciela gdyż
                                                    testament musi być zgodny z obowiązującym prawem. Jak trzeba, będzie nim
                                                    nieistniejący wnuk, kot lub wieloryby grenlandzkie niewymienione z imienia;)
                                                    Stanowczo nie doceniasz prawników, nie takie cuda potrafią robić jak dostaną
                                                    wolną rękę i dużo szmalu;)
                                                    No a teraz to już naprawdę czekam na wnioski.
                                                    Co twoim zdaniem może wynikać z domniemania, że nikt konkretny nie został
                                                    pokrzywdzony? Zostaw wnuka, odpowiedz na to pytanie!
                                                  • kochanica-francuza Re: Diament Szwarcenberga 15.08.05, 23:27
                                                    jest
                                                    > pokrzywdzony już teraz czy będzie dopiero jak się urodzi. Czy chcesz udowodnić,
                                                    >
                                                    > że kradzież nie jest przestępstwem?
                                                    >Tad chce udowodnić, że zdrada nie jest krzywdą. Oczywiście tylko zdrada w
                                                    wykonaniu męża...
                                                  • tad9 Re: Diament Szwarcenberga 16.08.05, 19:52
                                                    marcypanna napisała:


                                                    > Nie ma takiej kategorii prawnej jak "spadkobierca wirtualny". Spadkobierca
                                                    >albo jest albo go nie ma.

                                                    Mówię o stanie faktycznym, a nie prawnym. Spadkobierca jest wskazany w
                                                    testamencie, ale ów testamentowy spadkobierca nie posiada materialnego
                                                    desygnatu w chwili popełniania kradzieży. Istnieje tylko na papierze.


                                                    > Chyba już wiem w czym problem. Ty dość dowolnie mieszasz krzywdę w znaczeniu
                                                    > prawnym i krzywdę jako pewien stan psychiczny.

                                                    Nie jako stan psychiczny, ale jako coś dotykające konkretny, istniejący podmiot
                                                    (patrz wyżej uwagi o spadkobiercy wirtualnym). Jeśli uważasz, że istnieje tu
                                                    jakiś podmiot tego rodzaju - wskaż mi go.




                                                    > Nieistniejący wnuk nie może
                                                    > odczuwać krzywdy psychicznej, może natomiast być pokrzywdzony w sensie
                                                    >prawnym jako spadkobierca.

                                                    Przepraszam, ale czy nie pisałaś wyżej, że wnuk, jako nieistniejący,
                                                    skrzywdzony być nie może?


                                                    > Wystarczy przeczytać testament. Prawnicy z pewnością ściśle określili stan
                                                    > prawny diamentu - nie może być takiej sytuacji gdy nie ma on właściciela gdyż
                                                    > testament musi być zgodny z obowiązującym prawem. Jak trzeba, będzie nim
                                                    > nieistniejący wnuk, kot lub wieloryby grenlandzkie niewymienione z imienia;)
                                                    > Stanowczo nie doceniasz prawników, nie takie cuda potrafią robić jak dostaną
                                                    > wolną rękę i dużo szmalu;)

                                                    Oczywiście, że prawnicy wskażą spadkobierców - wirtualnych.

                                                    > No a teraz to już naprawdę czekam na wnioski.

                                                    Ciągle ku nim zmierzamy.


                                                    > Co twoim zdaniem może wynikać z domniemania, że nikt konkretny nie został
                                                    > pokrzywdzony? Zostaw wnuka, odpowiedz na to pytanie!

                                                    A w jaki sposób mógł zostać pokrzywdzony, skoro nie istnieje, lub jest
                                                    nieokreślony?
                                                  • marcypanna Re: Diament Szwarcenberga 16.08.05, 21:15
                                                    tad9 napisał:


                                                    >
                                                    > > No a teraz to już naprawdę czekam na wnioski.
                                                    >
                                                    > Ciągle ku nim zmierzamy.


                                                    No to miłej zabawy życzę. Będę sprawdzała ten wątek i jak zdecydujesz się
                                                    wreszcie wyjaśnić co ma domniemana krzywda do oceny moralnej lub kwalifikacji
                                                    prawnej kradzieży, zdrady, pomówienia itp, wtedy włączę się ponownie.
                                                    EOT
        • margot_may Re: Pusty pokój 13.08.05, 02:37
          tad9 napisał:

          > margot_may napisała:
          >
          > > mąż zdaje się składał przysięgę. a więc dopuścił się krzywoprzysięstwa.
          > >krzywda żony polega na tym, że coś jej obiecano, ale nie dotrzymano obietn
          > icy.
          >
          > Dobrze, ale gdzie jest "umiejscowiona" ta krzywda? W sferze abstrakcyjnych
          > zasad? Gdzie znajduje się ta sfera? Weźmy inny przykład - ktoś zamyka się
          > pustym w pokoju i mówi głośno: "matka Kowalskiego była starą k.... ." (co
          jest
          > nieprawdą) Rozpuszczanie takich plotek "po ludziach" bez wątpienia
          Kowalskiego
          > krzywdzi, może czuć się boleśnie dotknięty obrażaniem pamięci jego matki. Ale
          > mówienie takich rzeczy w pustym pokoju? Dziwactwo - owszem, ale krzywdzenie?
          > Raczej nie. Czy przykład zdrady, który podałem nie przypomina
          > przypadku "pustego pokoju"? Osoba z którą zdrady dokonano, nie wie, że mąż
          jest
          >
          > wogóle mężem. Mąż, stary cynik, nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia. Żona,
          > nie ma pojęcia o zdradzie, nie może więc czuć się skrzywdzona. Pusty pokój.
          > Wszak i w pustym pokoju dokonano pewnego czynu (rzucanie oszczerstw), który
          nie
          >
          > miał skutków poza pokojem. Czy uważasz, że mówienie o kimś źle w pustym
          pokoju
          > tego kogoś krzywdzi?
          oczywiście, do krzywdy wystarczy jedna osoba-krzywdzący. nie ma znaczenia czy
          krzywdzi osobę, która o tym nie wie, czy upośledzonego umysłowo, głuchego,
          niewidzącego, czy może zwierzę. wystarczy, że on o tym wie.

          a propos skoro zdardzona żona nie została skrzywdzona, to czemu czasem mąż w
          poczuciu winy przynosi jej kwiaty, czy kupuje jakąś błyskotkę?
        • Gość: trevik Re: Pusty pokój IP: *.dip.t-dialin.net 15.08.05, 12:34
          Gdyby zdrada istniala calkowicie w oderwaniu od innych czynnikow, jak uczucia,
          zaufanie itd. to pewnie nie byloby zadnej krzywdy a sama zdrada nie bylaby
          potepiania. Jednakze tak sie nie dzieje i kazdy wie, dlaczego sam nie chce byc
          zdradzany (wieksza szansa, ze partner/partnerka od niego odejdzie jak juz patrzy
          na boki) a hazard to koszt, jesli potajemny to juz jest to krzywda, ergo zdrada
          jest krzywda. BTW jesli ja ukradne z Twojego konta 1000 PLN a Ty nie liczysz
          dokladnie pieniedzy to tez nie zauwazysz swojej krzywdy, co wcale nie bedzie
          oznaczalo, ze krzywda nie miala miejsca. Koszty nie musza byc wylacznie finansowe.

          Gruss, T.

          PS: Musialem napisac komentarz - brakowalo mi w tym watku tzw. meskiego punktu
          widzenia, bo feministyczny juz zauwazylem, czyli: "a jesli zona zdradzi, to czy
          tez nie bedzie to krzywda?".
          • marcypanna Re: Pusty pokój 15.08.05, 15:19
            Gość portalu: trevik napisał(a):

            > Gdyby zdrada istniala calkowicie w oderwaniu od innych czynnikow, jak uczucia,
            > zaufanie itd. to pewnie nie byloby zadnej krzywdy a sama zdrada nie bylaby
            > potepiania. Jednakze tak sie nie dzieje i kazdy wie, dlaczego sam nie chce byc
            > zdradzany (wieksza szansa, ze partner/partnerka od niego odejdzie jak juz
            patrz
            > y
            > na boki) a hazard to koszt, jesli potajemny to juz jest to krzywda, ergo
            zdrada
            > jest krzywda. BTW jesli ja ukradne z Twojego konta 1000 PLN a Ty nie liczysz
            > dokladnie pieniedzy to tez nie zauwazysz swojej krzywdy, co wcale nie bedzie
            > oznaczalo, ze krzywda nie miala miejsca. Koszty nie musza byc wylacznie
            finanso
            > we.
            >
            > Gruss, T.
            >
            > PS: Musialem napisac komentarz - brakowalo mi w tym watku tzw. meskiego punktu
            > widzenia, bo feministyczny juz zauwazylem, czyli: "a jesli zona zdradzi, to
            czy
            > tez nie bedzie to krzywda?".


            Chyba żartujesz. Wszystkie (z wyjątkiem tego jedynego rodzynka który dziwnym
            trafem zacytowałeś) wypowiedzi na tym wątku obracają się wokół dokładnie
            takiego samego aspektu sprawy jak ten o którym ty piszesz. I Bóg raczy wiedziec
            dlaczego nazywasz go męskim... to jakaś obsesja?
            Na wszelki wypadek zacytuję fragment mojego postu z tego wątku:

            "A może inny przykład? W czasie gdy jesteś na wakacjach okradają ci mieszkanie.
            Nie ma żadnej krzywdy, bo ty nic o tym nie wiesz...
            Krzywda będzie dopiero wtedy jak się dowiesz - podobnie jest w przypadku twojej
            muzułmanki i zdradzanej kobiety/mężczyzny (bo muzułmanka kiedyś zapewne zechce
            głosować a zdradzany współmałżonek prawie zawsze jednak dowiaduje się o
            zdradzie, a już zawsze się jej kiedyś zaczyna domyślać).
            Wychodzi na to, że to nie złodziej wyrządził ci krzywdę tylko ty sam jesteś
            sobie winien, bo niepotrzebnie w ogóle wracałaś do domu. Trzeba było zostać na
            zawsze w hotelu to nigdy byś się nie dowiedział że cię okradziono i wszystko
            byłoby w porządku.
            Prawda jakie to proste?"

            Zakładam że pojęcie ironii nie jest ci do końca obce i rozumiesz co miałam na
            myśli? No to powiedz mi co takiego odkrywczego jest w twoim, starszym o jakiś
            tydzień, poście że "musiałeś napisać komentarz" i co w nim jest
            szczególnie "męskiego"? Czym się w tym konkretnym kontekscie różni okradzenie
            mieszkania od ukradzenia 1000 zł.?

            • zlotoslanos Re: Pusty pokój 15.08.05, 15:25
              marcypanna pyta"
              • marcypanna Re: Pusty pokój 15.08.05, 15:37
                No... własnie dlatego dopisałam "w konkretnym kontekście". W tym "konkretnym
                kontekscie" to naprawde nie ma znaczenia czy rąbneli mi słoneczniki Van Gogha
                (orginał:)) czy używaną chustkę do nosa (jednorazową:))
                • zlotoslanos Re: Pusty pokój 15.08.05, 15:43
                  marcypanna napisała:

                  > No... własnie dlatego dopisałam "w konkretnym kontekście". W tym "konkretnym
                  > kontekscie" to naprawde nie ma znaczenia czy rąbneli mi słoneczniki Van Gogha
                  > (orginał:)) czy używaną chustkę do nosa
                  (jednorazową:))"
                  - bo moze uzywal ja swojego czasu akurat zakatarzony Van Gogh :-)Kazdy ma swoj
                  wlasny osobisty cennik na wszystkiego.Takie sa prawa rynku.Tylko szkopul w
                  tym,zeby ceny wspolgraly np miedzy malzonkami.To co dla kogos jest nic
                  nieznaczacym szczegolem(patrz zdrada malzenska) dla drugiej strony moze byc
                  niepowetowana strata.Pozdrawiam Cie :-)
                  • marcypanna Re: Pusty pokój 15.08.05, 16:00
                    zlotoslanos napisała:

                    >Pozdrawiam Cie :-)
                    >
                    >


                    Wzajemnie:)
            • Gość: trevik Re: Pusty pokój IP: *.dip.t-dialin.net 16.08.05, 13:52
              Chodzilo mi glownie o ujecie ryzyka w kategorii kosztow. Narazanie kogos na cos
              szkodliwego, na co ten sie domyslnie nie zgodzi, albo o tym nie wie, bo
              informacje sa zatajone to robienie mu krzywdy. Krzywda wg. tego podejscia jest
              rowniez posiadanie partnera, wciskanie mu kitu jaki to jest super i rozgladnie
              sie na boki. Proste i logiczne. Tudziez bredzenie, ze ktos byl w malzenstwie
              szczesliwy i wszystko gralo ale poznal kogos wspanialego i musi sie rozwiesc to
              bajka dla idiotow.

              Gruss, T.
    • zlotoslanos Re: zdrada/krzywda/abstrakcja? 13.08.05, 18:44
      Cala abstrakcja tkwi w tym,ze prawda jak oliwa predzej czy pozniej ujrzy
      swiatlo dzienne.Zarazony swiadomie przez prostytutke HIV, nie czuje sie
      teoretycznie skrzywdzony.Doznal szybkiego ,fajnego sexu.Gdzie tu krzywda? Ona
      drzemie i tyka jak bomba.Zdradzana zona teoretycznie nie jest krzywdzona,jesli
      maz potrafi zachowac wszelkie pozory.Krzywda sie kumuluje by wybuchnac ze
      zdwojona energia w najmniej odpowiednim momencie."Czego oko nie widziało, tego
      sercu nie żal" serce niewytrzymuje dowiadujac sie,ze oko go zawiodlo.Nie ma
      krzywdy,nie ma zdrady gdy jest prawda od poczatku.Gdy oko widzi.Tylko skrywana
      prawda jest krzywda i zdrada. I tylko taka gdy ujrzy swiatlo dzienne boli.
    • diablica.26 Re: zdrada/krzywda/abstrakcja? 15.08.05, 14:42
      Zona puszczalskiego meza najprawdopodobniej zostanie zarazona: HIVem, syfem,
      rzezaczka, chlamydiami, HPV czy opryszczka (niepotrzebne skreslic), ktore maz
      przywlokl do domu od swoich qrew. Krzywda jest chyba ewidentna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka