Dodaj do ulubionych

Cywilizacja... kobiet?

24.10.02, 15:23
Mam znajomego, który uwielbia na wszelkiego rodzaju imprezach prowokować
upatrzoną panią stwierdzeniem : "Oczywiście, zdajesz sobie sprawę, że kulturę
stworzyli mężczyźni?". Różnie było z odpowiedziami, choć żadna z pań, o ile
wiem, nie odpowiedziała: "ale co to za kultura";). Przypomniałem sobie o tym,
gdy na "Feminizm jako mit" obok wątku patriarchatu pojawiły się i dyskusje na
temat rozwoju różnych kultur i cywilizacji. To może teraz tutaj? A przy
okazji chętnie bym usłyszał od Suzume coś konkretniejszego na temat wpływu
religii na kobiecy los, bo na razie tylko coś tam napomyka w różnych
miejscach. Suzume - to nie atak, to ciekawość.
Obserwuj wątek
    • suzume Re: Cywilizacja... kobiet? 24.10.02, 15:26
      super pomysł z wątkiem o cywilizacjach. :)))

      o religiach opowiem wieczorem, albo jutro rano, bo dziś nie mam czasu na
      długie 'wypracowania'

      ps: oglądałeś wczoraj discovery o poszukiwaniu amazonek? szczerze mówiąc nie
      dotrwałam do końca, bo było późno, ale zaczynało się ciekawie
      • sagan2 Re: Cywilizacja... kobiet? 24.10.02, 15:29
        su, czekam niecierpliwie na wypracowanie! :)
        jak juz pisalam, niestety na hitorii slabo sie znam, ale
        jak tylko cos mi przyjdzie do glowy, to zaraz sie
        wlacze...

        myslicie, ze gdyby kobiet nie ograniczac w zyciu w
        przeszlosci, to cywulizacje mialyby inny ksztalt?
        • Gość: tad Re: Cywilizacja... kobiet? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 15:43



          >
          > myslicie, ze gdyby kobiet nie ograniczac w zyciu w
          > przeszlosci, to cywulizacje mialyby inny ksztalt?

          Oczywiście że tak, ale diabli wiedzą jaki.
          • sagan2 Re: Cywilizacja... kobiet? 24.10.02, 15:46
            Gość portalu: tad napisał(a):


            > Oczywiście że tak, ale diabli wiedzą jaki.

            a gorszy, czy lepszy?... :)
            • suzume a to pewnie zależy co kto lubi ;) 24.10.02, 15:49
              a tak poważnie - chyba ciężko wyrokować
              • sagan2 su, cicho... 24.10.02, 15:50
                ... przeciez wypuszczam naszych panow :))

                na ich odpowiedzi czekam z niecierpliwoscia :)

                ps. oczywiscie, ze trudno wyrokowac. jak napisal Tad -
                cholera wie... a co powiedz inni?...
                • Gość: verbal Re: su, cicho... IP: *.acn.waw.pl 24.10.02, 16:43
                  Pełna , tym razem zgoda z tadem.Byłyby pewnie inne ,nikt nie wie jakie.Co
                  ciekawsze nie ma pewnoci że byłyby lepsze.
                  • sagan2 Re: su, cicho... 24.10.02, 16:49
                    ale przynajmniej nie krzyczysz, ze _na pewno_ bylyby
                    lepsze... ;)

                    a na to, oczywiscie, tez znalazlby sie 'dowod' - teoria
                    ewolucji... przezywa lepiej przystosowany (czyli pewnie,
                    wg niektorych, w przypadku cywilizacji, lepsza :)
                  • suzume Re: su, cicho... 24.10.02, 16:54
                    Gość portalu: verbal napisał(a):

                    > Pełna , tym razem zgoda z tadem.Byłyby pewnie inne ,nikt nie wie jakie.Co
                    > ciekawsze nie ma pewnoci że byłyby lepsze.

                    albo gorsze...
                • suzume a sagan 24.10.02, 16:53
                  to mnie dyskryminuje
                  ciągle mnie ucisza
                  o
                  ;)
                  • sagan2 najdrozsza su 24.10.02, 17:03
                    ja Cie wcale nie dyskryminuje...
                    ... ja Ci tylko pokazuje Twoje miejsce w szeregu...
                    ucze Cie wlasciwej postawy
                    przysluge Ci wyrzadam... (wyzadzam??? :()
                    • suzume to trzeba było mówić, że przysługę ;) (nt) 24.10.02, 17:09
                      • sagan2 toz mowie... (nt) 24.10.02, 17:16
                        ... jak sie nie umie sluchac, to lepiej...
                        ... siedziec cicho :)))
                        • sagan2 a wlasnie, ze jest text :) 24.10.02, 17:20
                          • Gość: tad brat Szekspirówny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 19:07
                            Zastanawiacie się co by było, gdyby? Otóż, pewny jestem, że gdyby ruch
                            feministyczny i "równouprawnienie"rozwinęły się kilkaset lat temu, kultura
                            ucierpiałaby na tym niepomiernie. Wyobraźmy sobie taką sytuację:
                            W pewnej angielskiej rodzinie w Stradtford przychodzi na świat para
                            bliźniaków - chłopiec i dziewczynka. William i Mary. Od dziecka marzeniem
                            Williama jest zostać dramatopisarzem. W przeciwieństwie do Mary - wykazuje
                            wielki talent układając zręczne wierszyki i dramaciki. Mary pozbawiona jest
                            talentu, ale - z zazdrości - stara się go naśladować. Bez powodzenia. Kiedy
                            osiągają odpowiedni wiek oboje postanawiają ubiegać się o przyjęcie na
                            Uniwersytet. William wierzy, że tylko po skończeniu Uniwersytetu będzie miał
                            szansę zaistnieć jako pisarz. Niestety w tym właśnie czasie nieliczne, ale
                            wpływowe feministki z otoczenia królowej zaczynają propagować ideologię,
                            zgodnie z którą kobiety - jako klasa płciowa dotąd uciskana - powinny
                            być "pozytywnie dyskryminowane", także, jesli chodzi o dostęp do uczelni
                            wyższych. Władze Uniwersytetu ulegając popieranej przez kręgi dworskie polityce
                            poprawności politycznej wprowadzają "punkty za płeć". Z tego właśnie powodu
                            William, choć zdaje egzamin lepiej niż Mary, nie zostaje przyjęty, za to Mary
                            dostaje się na Uniwersytet. Brak talentu nadrabia - jak wiele jej koleżanek -
                            "udzielając" się politycznie. Działa aktywnie w "Królewskiej Lidze
                            Feminisycznej" popieranej przez samą Elżbietę I zwaną "królową - feministką".
                            Pisze nawet - na konkurs ogłoszony przez Ligę - propagandowe sztuczydło
                            feministyczne pt. "Poskromienie złośliwca", ale sztuka -nawet jak na
                            standardy "sztuki feministycznej" - jest tak marna, że nikt nie zwraca na nią
                            uwagi. Rozgoryczona Mary rzuca feminizm. Wkrótce potem wychodzi za mąż, za
                            londyńskiego kupca, przerywa studia i resztę życia spędza jako przykładna żona,
                            matka i babka.
                            Tymczasem Wiliam rozgoryczony niesprawiedliwością jaka go spotkała stoczył się
                            na dno. Zaczął pić i włóczyć się nocami po podejrzanych dzielnicach. Wreszcie -
                            w jakiejś podłej knajpie - wdał się w awanturę z marynarzami wiceadmirała
                            Drakea i zginął w wieku lat 25 nie napisawszy niczego.
                            Mogło być i tak. Bogu dzięki - nie było....
                            • Gość: verbal brat Szekspirówny czyli rzecz o poprawności polity IP: *.acn.waw.pl 24.10.02, 19:42
                              Trzeba przyznać że urocza ta przypowiastka Tada.Cieszy mnie też fakt że
                              zasadniczo Wiliam pada ofiarą nie tyle może feminizmu lecz mojej ulubionej
                              poprawnosci poltycznej.Zauważ , drogi Tadzie,że Wiliam mógłby poprawić swoje
                              notowania na uczelni gdyby uległ zarażeniu wirusem HIV , najlepiej w związku
                              homoseksulanym ( och , pardon-gejowskim).Ciekawe byloby czy miałby szansę w tym
                              układzie gdyby jego siostra pochodziła z drugiego małżeństwa matki z
                              afroanglikiem
                            • Gość: EWOK John Rice IP: *.acn.waw.pl 24.10.02, 20:43
                              Wyobraźmy sobie, że w czarnoskórej rodzinie Rice przychodzą na świat
                              bliźnięta - John i Condoleeza. Condoleeza jest inteligentna, ambitna i
                              pracowita, John calymi dniami gania się z kolegami po podwórku, a gdy
                              dorośnie, przesiaduje w pubie i handluje koką. Obydwoje chcą przystąpić do
                              egzaminów do college'u. Niestety patriarchalne prawo zakazuje edukacji
                              dziewcząt na poziomie policealnym. Condoleeza poślubia więc chłopaka z
                              sąsiedztwa, a John w college'u nadal handluje koką, więc go relegują. PO
                              dwudziestu latach mamy sytuację następującą - John siedzi w więzieniu
                              stanowym, Condoleeza troszczy się o swoją gromadkę dziesięciu małych
                              Murzynków, zadowolona, że mąż ją bije tylko po pijanemu a na trzeźwo nie, a
                              prezydent Bush jest przekonany, że Turcy mieszkaja wyłącznie w Turkmenistanie.
                              • Gość: tad Re: John Rice IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 21:10
                                Gość portalu: EWOK napisał(a):

                                > Wyobraźmy sobie, że w czarnoskórej rodzinie Rice przychodzą na świat
                                > bliźnięta - John i Condoleeza. Condoleeza jest inteligentna, ambitna i
                                > pracowita, John calymi dniami gania się z kolegami po podwórku, a gdy
                                > dorośnie, przesiaduje w pubie i handluje koką. Obydwoje chcą przystąpić do
                                > egzaminów do college'u. Niestety patriarchalne prawo zakazuje edukacji
                                > dziewcząt na poziomie policealnym. Condoleeza poślubia więc chłopaka z
                                > sąsiedztwa, a John w college'u nadal handluje koką, więc go relegują. PO
                                > dwudziestu latach mamy sytuację następującą - John siedzi w więzieniu
                                > stanowym, Condoleeza troszczy się o swoją gromadkę dziesięciu małych
                                > Murzynków, zadowolona, że mąż ją bije tylko po pijanemu a na trzeźwo nie, a
                                > prezydent Bush jest przekonany, że Turcy mieszkaja wyłącznie w
                                Turkmenistanie.

                                Wyobraźmy sobie, że w kraju, w ktorym żyje Condoleeza silne wpływy mają
                                zwolennicy poprawności politycznej. Na szczęscie system wyborczy owego kraju
                                uniemożliwia takie rozwiązania jak np. "parytety" wyborcze wprowadzane z
                                przyczyn ideologicznych, niestety - na szczeblu rządowym rzecz wygląda inaczej,
                                i władze stosują klucz "poprawności politycznej" obsadzając stanowiska w
                                administracji. Dbają o to, by stanowiska obsadziła odpowiednia ilość
                                przedstawicieli grup "dyskryminowanych": kobiet, czarnoskórych,
                                homoseksualistów itd. Condoleeza zostaje mianowana na wysokie stanowisko. Otóż
                                w takiej sytuacji, niezaleznie od tego, jak zdolna jest Condoleeza, zawsze
                                można powiedzieć: jest na tym stanowisku TYLKO dlatego, że wypłynęła na
                                fali "poprawności politycznej". Być może zablokowała awans komuś zdolniejszemu,
                                tylko dlatego, że ów ktoś był białym, heteroseksualnym mężczyzną.

                                PS
                                Czym takim nadzwyczajnym odznaczyła się C. Rice?
                                • Gość: verbal Re: John Rice IP: *.acn.waw.pl 24.10.02, 22:19
                                  mam wrażenie że , zapewne mimowolnie , EWOK zrównała dyskryminację kobiet w
                                  społeczenstwach judeochrzescijańskich z dyskryminacją WASP w otoczeniu
                                  zdominowanym przez poprawność polityczną - i nie jest to tym razem
                                  nadinterpretacja.Rzecz w tym, że polityczna poprawność ma jeszcze jedną
                                  diaboliczną cechę-totalną , bezrozumną przypadkowość.
                                  Wyobrażmy sobie zatem , że John i Condoleeza są jednakowo zdolni i pracowici ,
                                  ich kariery postępują równolegle aż do feralnego wieczoru kiedy John kąpiąc
                                  córeczkę zapomina użyć frotowej myjki i niezdarnie zadrapuje paznokciem okolicę
                                  urogenitalną dziecka.Zaniepokojony wiezie córkę do najbliższego szpitala gdzie
                                  zadrapanie zaopatruje pediatra.Obecna na dyżurze asystentka społeczna(
                                  wolontariat organizacji pozarządowej)podejrzewa molestowanie dziecka i
                                  ignorując protesty zony Johna która dojechała w tym czasie do
                                  szpitala,zawiadamia policję.Prokuratorwnosi oskarżenie a przygnieciona "
                                  poprawnymi argumentami" ława przysięgłych daje wiarę oskarżeniu ( nie bez
                                  znaczenia dla sprawy pozostają drobne przytoczone przez prokuratora szczególynp
                                  stanowisko Johna w debacie uniwersyteckiej ,broniące tradycyjnego modelu
                                  rodziny,niepracująca żona itp)Dziś John odsiaduje wyrok 35 lat więzienia w
                                  stanowym zakładzie penitencjarnym.Condoleeza zajmuje stanowisko w administracji
                                  Białego Domu.To się nazywa efekt pośredni.
                                  Mniejsza o terminologię , dominacja m w sferach publicznych była systemem
                                  powstałym na bazie rdzenia cywilizacji tj określonej doktryny religijno-
                                  spolecznej.Poprawność polityczna to ślepy odwet.
                                  • Gość: maly.k John i jego coreczka IP: *.BrockU.CA 24.10.02, 22:34
                                    To akurat nie ma wielkiego zwiazku z 'polityczna poprawnoscia', znacznie zas
                                    wiekszy ze zbiorowa mania przesladowcza, ktora raz na jakis czas napada USA. To
                                    w sumie chory kraj, wspolczuc trzeba...

                                    Pozdrawiam,

                                    mk.
                                    • Gość: verbal Re: John i jego coreczka IP: *.acn.waw.pl 25.10.02, 00:21
                                      Obyś miał rację , ale zwróć jednak uwagę jak fala poglądów jedynie poprawnych
                                      przemierza ocean.Spójrz na drobne smaczki jezykowe ostatniego wywiadu z Jarugą
                                      w Wysokich Obc.Oto fajny passus : --prozmawiajmy teraz o rodzinie tradycyjnej i
                                      obecnej w niej przemocy--
                                • Gość: EWOK Poprawność IP: 213.241.18.* 25.10.02, 09:01
                                  Nie zamierzam jej porównywać z Szekspirem i jego wpływem na kulturę. Czym się
                                  odznaczyła - tego pewnie dowiemy sie za jakieś trzydzieści lat z podręczników
                                  historii najnowszej. Faktem jest, że zrobiła karierę, żyje jak chce i zarabia
                                  kupę kasy. Taka sytuacja nie byłaby możliwa jeszcze dwie dekady wstecz ( a może
                                  nawet mniej...?)
                                  Ponawiam propozycję zdefiniowania terminu poprawności politycznej. Czy chodzi o
                                  to, żeby nie nazywać homoseksualisty "pedał" albo "torba" i nie kazać mu nosić
                                  informacyjnej naszywki na ubraniu ...?
                                  • Gość: verbal Re: Poprawność IP: *.acn.waw.pl 25.10.02, 15:55
                                    Oczywiście że nie o to chodzi i zakladam że to akurat EWOK wie z góry i nie
                                    podejrzewa forumowych mężczyzn o tendencje faszyzujące.Nie wiem jak
                                    pozostałych , ale mnie irytuje "pakietowość" poprawności politycznej i jej
                                    założenie że w ogóle istnieje zespół jedynie słusznych poglądów.Pomijam już
                                    fakt dyskusyjności niektórych z nich.Inna szalenie dziwną stroną sprawy jest
                                    praktyka pp polegająca na założeniu że proponowana wykładnia praktyczna pp musi
                                    być słuszna bo słuszne są założenia.Kłania się socjalizm realny.Prozmawiajmy o
                                    definicji ale proszę , przyjmijmy uproszczoną , bo jak znam życie wątek utknie
                                    w sporach definicyjnych.
                                    • Gość: EWOK Poprawność polityczna - może wreszcie zaczniemy... IP: 213.241.18.* 25.10.02, 17:50
                                      Pakietowośc? Myślałam, że w p.p. chodzi o stworzenie nowych konwenasów i
                                      stereotypów, które, w odróżnieniu od tych dotąd obowiązujących, utworzą nową
                                      obyczajowość kompatybilną z zakazem wszelkich form dyskryminacji, który, o ile
                                      dobrze pamiętam pojawił się po raz pierwszy w 1945 r. Mowa jest o
                                      niedyskryminowaniu ze względu na płeć, rasę, wyznanie, nie pamiętam czy
                                      orientację seksualną też tak od razu. Czy mamy więc prawo wziąć sobie z tego
                                      tylko część,np. zaprzyjaźnić się z Murzynem, ale rzucać jajkami w synagogę?
                                      Jeśli tak to jaką część? Kierować się zdrowym rozsądkiem? No nie chciałabym,
                                      żebyśmy za wyznacznik przyjęli na przykład zdrowy rozsądek Macieja. Zaplątałam
                                      się. No to może ja poproszę o tę definicję.
                                      • agrafek Re: Poprawność polityczna - może wreszcie zacznie 25.10.02, 18:49
                                        Stworzenie nowych stereotypów? Czy jesteś pewna, że to właśnie chciałaś
                                        powiedzieć? Bo mnie się stereotypy najlepiej nie kojarzą i sądziłem, że pp
                                        właśnie z nimi przede wszystkim walczy.
                                        • Gość: EWOK Stereotypy IP: *.acn.waw.pl 25.10.02, 19:12
                                          Wiem, co chciałam powiedzieć. Stereotypy są niedołączne ludzkiej naturze.
                                          Jeśli jedziesz drogą przy której ludzie sprzedają jagody i jedną ze
                                          sprzedających jest kobieta w ciąży z małym dzieckiem na ręku, to
                                          prawdopodobnie zatrzymasz się i kupisz właśnie od niej, wychodząc z założenia,
                                          że wtedy wróci do domu i nie będzie trzymała dziecka w smogu samochodowym
                                          albo, że skoro jest w ciązy to ciężko jej tak stać albo cos tam jeszcze. Wtedy
                                          działa stereotyp. A inna rzecz, że ona sprzedaje jagody należące do kilku
                                          osób, które też kierując się sterotypem (i pratyką w tym względzie) uznały, że
                                          ona je najszybciej sprzeda.Stereotyp źle się kojarzy bo feminizm niepotrzebnie
                                          nadużywa tego słowa interpretując jednoznacznie pejoratywnie.
                            • agrafek Re: brat Szekspirówny 24.10.02, 22:11
                              jakiego wiceadmirala Drake'? w tej wersji historii Drake mógłby być co
                              najwyżej mieszkańcem bocianiego gniazda;)
                            • sagan2 siostra hitlera... 25.10.02, 09:35
                              ciekawe, Tad, dlaczego wybrales za przyklad szekspira, a
                              nie takiego hitlera, albo innego barbarzynce w jego
                              stylu.
                              wyobrazmy sobie, jakby wygladal swiat bez 2 wojny
                              swiatowej... nie chce mi sie pisac historyjek, ale ufam w
                              Wasza imaginacje.

                              nie chce mowic, ze cywilizacje kobiet bylyby super, ale
                              skoro wywleklismy szekspira, to idzmy dalej...

                              a propos... ponoc nie ma czegos takiego jak 'spisek
                              partyjarchalnego spoleczenstwa przeciwko kobietom'.
                              pisaliscie nie raz - skoro by chcialy, toby osiagnely.
                              to jak to jest z tym szekspirem? jakby willie byl geniusz
                              i chcial, to nawet feministki by mu chyba nie
                              przeszkodzily, prawda???
                              • Gość: maly.k Poczekaj chwile IP: *.BrockU.CA 25.10.02, 15:47
                                sagan2 napisała:

                                > ciekawe, Tad, dlaczego wybrales za przyklad szekspira, a
                                > nie takiego hitlera, albo innego barbarzynce w jego
                                > stylu.
                                Kto wie, czym jeszcze wyrozni sie Condoleezza Rice. Zreszta, jesli chodzi o
                                nieobecnosc kobiet w korytarzach wielkiej polityki 20 lat temu, to troche
                                przesadzacie. na przyklad taka wybitna postac jak Luna Brystygierowa...

                                Pozdrawiam,

                                mk.

                                • Gość: EWOK Re: Poczekaj chwile IP: *.acn.waw.pl 25.10.02, 19:15
                                  I nie zapominajmy o Wandzie Wasilewskiej. Condoleezę Rice wybrałam dlatego, że
                                  jest czarnoskóra i w jej przypadku kwestia dyskryminacji nie byłaby
                                  jednoznaczna.
                              • maurycyk Re: siostra hitlera... 01.11.02, 14:38
                                sagan2 napisała:

                                > ciekawe, Tad, dlaczego wybrales za przyklad szekspira, a
                                > nie takiego hitlera, albo innego barbarzynce w jego
                                > stylu.

                                Tekst Tada to aluzja do eseju Virginii Woolf o siostrze Szekspira.
                                Miedzy oboma opowiesciami jest jednak pare znaczacych roznic:

                                1. VW broniac praw jednej plci nie musi dokopac drugiej, dlatego
                                Szekspir jest u niej geniuszem. Pisarka zastanawia sie natomiast
                                czy jego sukces moglaby powtorzyc rownie uzdolniona siostra.
                                Tekst Tada nie wytrzymalby zdolnej Szekspirowny.

                                2. VW opiera sie na realiach epoki, Tad tworzy czysta fantastyke.
                                Nic w tym zlego, tyle, ze tad daje opis patriarchatu na odwrot,
                                w ktorym kobiety dyskryminuja mezcyzn tak, jak oni je dyskryminowali.
                                Widac wyobraznia Tada nie siega poza patriarchat, "rownouprawnienie"
                                to dla niego odwrocenie rol przesladowcy i ofiary. Pomysl, ze kobiety
                                moglyby studiowac na rowni z mezcyznami nie przychodzi mu do glowy.

                                3. Ciekawe, ze los brata Szekspirowny u Tada jest o niebo lepszy
                                od dziejow siostry Szekspira u VW. U Tada Szekspir moze swobodnie
                                pisac i uczyc sie az do etapu studiow. Nikt nie twierdzi, ze nauka
                                jest mu niepotrzebna, a czas powinien spedzac na pracy w domu ojca
                                a potem zony. Nikt nie wysmiewa jego probek pisarskich, nie
                                kwalifikuje ich jako "meskiej" wiec gorszej literatury.
                                Brat Szekspirowny nie dostaje sie na studia - tragedia! - ale warto
                                zwrocic uwage, ze ma szanse sie dostac, wstep na studia dla mezcyzn
                                nie jest zamkniety. Nic nie wskazuje tez, ze brat Szekspirowny nie
                                moze swobodnie podrozowac, nie moze grac w teatrze i ze praca
                                w nim bedzie obraza dla jego czci.

                                Pocieszajace jest to, ze mimo widocznych wysilkow Tad nie jest
                                sobie w stanie wyobrazic dyskryminacji mezczyzn ani w polowie
                                tak groznej, jak byla rzeczywista dyskryminacja kobiet.
                                Smutne, ze aby uzyskac dramatyczny efekt musi robic z Szekspira
                                niedojde, ktoremu starczy nie dostac sie na studia, by zginal
                                marnie nie napisawszy niczego. Prawdziwy Szekspir studiow nie mial
                                i w niczym mu to nie przeszkodzilo.

                                Pozdrawiam serdecznie
                                maurycyk
        • agrafek Re: Cywilizacja... kobiet? 25.10.02, 00:25
          Przede wszystkim, jak sądzę, uległby zmianie stosunek mężczyzn do kobiet.
          Wpłynęłoby to głównie na literature i obyczajowość, ale chyba nie tylko. Swoją
          droga chętnie bym przeczytał tragedię, w której to Desdemona dusi Otella;)
      • agrafek Re: Cywilizacja... kobiet? 24.10.02, 22:15
        Niestety, z racji zawodu mam lekki telewizjowstręt;). A poważnie - kończę
        pracę zbyt późno by mieć czas na ogladanie tv. Ale dzięki za informacje o
        programie, ponieważ ta stacja wszystko powtarza po dziesięć razy, mam go, może
        szansę jeszcze nagrać.
        A na religie czekam niecierpliwie:)
      • agrafek Re: Cywilizacja... kobiet? 25.10.02, 12:58
        Coś mi przyszło do głowy gdy dziś się wlokłem do pracy w zakorkowanym
        autobusie. A może my jesteśmy już cywilizacją kobiet? Wprawdzie nie szacownych
        świątobliwych kapłanek strzegących ognia u stóp Bogini-matki, ale... Postęp
        cywilizacyjny sprawił, ze typowe samcze cechy niezbedne niegdyś do upolowania
        mamuta stały się niepotrzebne. Obywatelki współczesnego świata nie muszą się
        przejmować, że biegają wolniej od mężczyzn bo i tak wszyscy jeżdżą samochodami,
        a tu już szybkość zależy od klasy wozu (i od tego, czy jest korek na
        drogach;)). Siła fizyczna w karierze potrzebna nie jest w ogóle, obecnie liczy
        się raczej odpornośc psychiczna, w której, jak słyszałem, panie są lepze od
        panów. Ambicji i bezwzględności w dążeniu do celu nikt nie może nastawionym na
        zrobienie kariery paniom odmówić. Istnieją jeszcze jakieś tam relikty
        patriarchalnej przeszłości w postaci zmaskulinizowanego sejmu, z którym jednak
        mało kto się liczy, bo tak naprawdę realną władzą dysponują firmy dysponujące
        odpowiednimi kapitałami. A w firmach tych nie brakje kobiet pnących się na
        coraz to wyższe stanowiska. Dodajmy do tego sfeminizowane szkolnictwo, które
        wyrabia w dorastającej młodzieży podejście do świata, oraz fakt iż coraz
        częściej to kobiety są właśnie stroną wykazującą inicjatywę ak wżyciu osobistym
        jak i zawodowym. Konserwatywni panowie (znaczy się ja też) okopują się raczej
        na pozycjach obronych, na których mogą sobie jeszcze trochę posiedzieć, jednak
        nijak nie znajdą sposobu na kontrnatarcia i skazani są, wraz z swymi poglądami
        na wymarcie...
        Nie jest tak?
        • maurycyk Re: Cywilizacja... kobiet? 01.11.02, 14:46
          agrafek napisał:

          > Postęp cywilizacyjny sprawił, ze typowe samcze cechy niezbedne
          > niegdyś do upolowania mamuta stały się niepotrzebne. [...]
          > Siła fizyczna w karierze potrzebna nie jest w ogóle, obecnie liczy
          > się raczej odpornośc psychiczna, w której, jak słyszałem, panie są
          > lepze od panów.

          Dotad zgoda. ja rowniez uwazam, ze patriarchat swietnie
          sie sprawdzal w epoce kamiennej i _wtedy_ mial
          glebokie uzasadnienie. Szkoda tylko, ze funkcjonuje dlugo
          po tym jak to uzasadnienie stracil.

          > Istnieją jeszcze jakieś tam relikty patriarchalnej przeszłości
          > w postaci zmaskulinizowanego sejmu, z którym jednak mało kto się
          > liczy, bo tak naprawdę realną władzą dysponują firmy dysponujące
          > odpowiednimi kapitałami. A w firmach tych nie brakje kobiet
          > pnących się na coraz to wyższe stanowiska.

          A tu zaczynasz Wasc wykrecac kota ogonem. Skoro kobiety dopiero
          "pna sie na coraz to wyższe stanowiska", to kto te stanowiska
          obecnie zajmuje? Czyli do kogo nalezy wladza?
          (pomijam oczywiscie kwestie, ze sejm a scislej mowiac aparat partii
          pokitycznych to nie zaden relikt tylko calkiem realny osrodek
          wladzy grajacy w rozne gry z kapitalem, ale wcale nie zawsze
          przegrywjacy, zwlaszcza w kraju takim jak nasz, ze zbiurokratyzowana
          kontrola nad gospodarka itp.)
          W sumie stara antyfeministyczna spiewka: to ze w zarzadzie firmy X
          zasiada np. siedmiu facetow jest naturalne i oczywiste, a niech sie
          miedzy nimi znajdzie jedna baba - och kobiety siegaja po wladze!
          Matriarchat! Ratunku! ;-)

          > Dodajmy do tego sfeminizowane szkolnictwo, które
          > wyrabia w dorastającej młodzieży podejście do świata,

          Lapki opadaja. Od stuleci kobiety zajmuja sie "wyrabianiem
          w dorastającej młodzieży podejście do świata" zgodnego
          z zalozeniami patriarchatu. Tu nie istnieja dwa punkty
          widzenia: meski i kobiecy, istnieje pewna ideologia,
          ktora wprowadzaja w zycie zarowno mezczyzni jak i kobiety.

          > Konserwatywni panowie (znaczy się ja też) okopują się raczej
          > na pozycjach obronych, na których mogą sobie jeszcze trochę
          > posiedzieć,

          To oczywiste. Jak sie ciagnie korzysci z istnienia nierownosci,
          to trzeba ich tylko bronic. Mezczyzni nie musza swoich
          praw zdobywac, bo juz je maja. To kobiety maja o co walczyc.

          > jednak nijak nie znajdą sposobu na kontrnatarcia i skazani są,
          > wraz z swymi poglądami na wymarcie...
          > Nie jest tak?

          Poglady sa skazane na wymarcie. Na szczescie ludzie moga je zmienic.

          Pozdrawiam serdecznie
          maurycyk
          • agrafek Re: Cywilizacja... kobiet? 02.11.02, 12:16
            Obawiam się, że przekonanie odnośnie możliwości zmiany poglądów prezentowane
            przez Maurycyk jest odrobinę nadoptymistyczne. Z wieloma przykładami takiego
            wydarzenia ani w historii ani w życiu się nie spotkałem - pomijam, oczywiście,
            zmiany poglądów wymuszone. Stąd uważam, że panowie (w tym i ja) będą swych
            stanowisk bronić do upadłego. Przykro mi, że "łapki opadły" przy rozmowie o
            edukacji:). Fakt, tekst był cokolwiek naciągany, jednak głównie w celu
            zwrócenia uwagi na pewien, istotny moim zdaniem, fakt. Naprawdę, wbrew
            niektórym twierdzeniom, oddaliliśmy się od epoki kamiennej. Napisałem "pną się"
            i od razu zostałem skrytykowany, że dopiero "się pną" - czyli patriarchat
            działa. Dobrze - napiszę teraz: w wielu poważnych firmach (na przykład mojej)
            kobiety już zajmują kierownicze stanowiska, na równi z mężczyznami; inne
            dopiero się na te stanowiska pną, rywalizując z podobnie pnącymi się
            mnężczyznami. Teraz lepiej? Moi przełożeni to niemal wyłącznie kobiety - podaję
            od razu najbliższy mi przykład, by nie być teraz oskarżonym o zmyślanie i
            układanie teorii jedynie. Oczywiście, stykam się z innymi zapewne sytuacjami
            niż np. Sagan i inny jest mój (szowinistyczno samczy) punkt widzenia. Jednak
            mówienie o panującym powszechnie patriarchacie uważam za bzdurę. Ktoś, kto
            wysuwa takie twierdzenia powołując się na argumenty iluśtam panów twierdzących
            uparcie, że kobieta ma siedzieć w domu, gotować, myć gary i rodzić dzieci sam
            nie opuścił chyba jeszcze dziewiętnastego wieku. Dlaczego? Bo nie zauważa, że
            istnieje także cała masa mężczyzn akceptujących zmiany i bynajmniej nie
            sprowadzających kobiet do roli domowych przedmiotów użytkowych. Nie istnieje
            nawet żaden (a w każdym razie ja takiego nie znam) Ruch Mężczyzn Na Rzecz
            Odebrania Praw Kobietom. Tymczasem opowieści o doli współczesnej kobiety oparte
            są li jedynie na narzekaniach kilku maruderów. To tak, jakby budować obraz
            współczesnej Polski jedynie na wypowiedziach Andrzeja Leppera i O. Rydzyka.
            Pewnie, że można. Tylko co to ma wspólnego z rzeczywistością?
            Zwróciłem już na to kiedyś uwagę na tym forum. Część argumentów, zarówno
            zwolenników (zwolenniczek) jak i przeciwników feminizmu nie wychodzi poza wiek
            dziewiętnaty (używam tu tego terminu jako pewnego rodzaju symbolu oznaczającego
            pewien sposób myślenia) całkowicie ignorując zmiany społeczne, które od tamtego
            czasu się wydarzyły. Stąd ciągłe powtarzanie o nierówności kobiet wobec prawa
            itd. itp. Stąd także moje pytanie, czy przypadkiem cywilizacja kobiet już nie
            istnieje. Przerysowane? Owszem. Zauważ przy tym, że nie wieszczyłem
            histerycznie nadejścia strasznego matriarchatu, który to przytyk został przez
            Ciebie, chyba, uczyniony.
            Pozdrawiam

            • maurycyk Re: Cywilizacja... kobiet? 03.11.02, 18:50
              agrafek napisał:

              > Obawiam się, że przekonanie odnośnie możliwości zmiany poglądów
              > prezentowane przez Maurycyk jest odrobinę nadoptymistyczne.

              Dlaczego? Każdy niegłupi człowiek praktycznie przez całe życie
              dowiaduje się nowych rzeczy, co wpływa na zmianę jego poglądów.
              Feminizm odkrył wiele takich przemilczanych czy zakłamanych
              faktów, co już ma znaczny wpływ na zmianę postaw i z pewnością
              będzie oddziaływał dalej.

              W Twoim wywodzie jednego nie rozumiem. Piszesz:

              > uważam, że panowie (w tym i ja) będą swych stanowisk bronić do upadłego.

              a w innym miejscu:

              > istnieje także cała masa mężczyzn akceptujących zmiany i bynajmniej
              > nie sprowadzających kobiet do roli domowych przedmiotów użytkowych.

              Czy to nie niekonsekwencja? Jak to z nami w końcu jest?

              Że oddaliliśmy się od epoki kamiennej nie wątpię. Tyle, że to nie
              znaczy, że osiągnęliśmy równouprawnienie.

              > Napisałem "pną się" i od razu zostałem skrytykowany, że dopiero "się pną"
              > - czyli patriarchat działa. Dobrze - napiszę teraz: w wielu poważnych
              > firmach (na przykład mojej) kobiety już zajmują kierownicze stanowiska,
              > na równi z mężczyznami; inne dopiero się na te stanowiska pną, rywalizując
              > z podobnie pnącymi się mnężczyznami. Teraz lepiej?


              Każdy może mieć tu własne, odmienne doświadczenia, więc najlepiej odwołać
              się do statystyki. A według badań kobiety nadla stanowią zdecydowaną
              mniejszość na stanowiskach kierowniczych, a w wielkich firmach i wszędzie
              tam, gdzie chodzi o naprawdę duże pieniądze - mniejszość skrajną.
              Oczywiście: długo można dyskutować o powodach tej sytuacji i powodach
              powodów, ale pewne jest, że na mówienie o równouprawnieniu jeszcze za
              wcześnie.
              To samo jeśli idzie o prace domowe. Zdecydowaną większość prac domowych
              wykonują kobiety i dzieje się tak również w rodzinach, w których kobiety
              pracują zawodowo.

              > Nie istnieje nawet żaden (a w każdym razie ja takiego nie znam) Ruch
              > Mężczyzn Na Rzecz Odebrania Praw Kobietom.

              Już trochę o tym pisałem. Ponieważ mało jest ryzykantów, gotowych otwarcie
              bronić idiotycznej i dość obrzydliwej tezy, że kobiety są gorszymi ludźmi
              (są wyjątki - np. J. Korwin-Mikke) otwarcie nikt nie kwestionuje
              podstawowych praw obywatelskich kobiet. Natomiast trwają wciąż mechnizmy
              podtrzymywania nierówności - i te mają spore poparcie wśród polityków
              różnych opcji, w mediach itd. itp.

              > Część argumentów, zarówno zwolenników (zwolenniczek) jak i przeciwników
              > feminizmu nie wychodzi poza wiek dziewiętnaty (używam tu tego terminu jako
              > pewnego rodzaju symbolu oznaczającego pewien sposób myślenia) całkowicie
              > ignorując zmiany społeczne, które od tamtego czasu się wydarzyły.

              Należy dodać, że zmiany w kwestii kobiecej zostały spowodowane stałym
              naciskiem kobiet walczących o równouprawnienie.

              Pozdrawiam serdecznie
              maurycyk
    • suzume Re: Cywilizacja... kobiet? 25.10.02, 10:08
      dobra, to o tych religiach trochę
      od razu mówię, że to moje własne wymysły i że nie wiem, w którą stronę to
      bardziej działało - pozycja społeczna na religijną czy odwrotnie. ale przyszedł
      mi do głowy taki pomysł, kiedy czytałam trochę o kultach przodków np. w azji.
      do porównania użyję dwóch przykładów: chin i japonii.
      w obu krajach ważnym bardzo elementem kultu religijnego jest czczenie przodków.
      w chinach największy nacisk na to kładzie konfucjanizm, któey jest koncepcją
      sztywną, hierarchiczną i kładcą duży naciska na tzw. etykietę. jedną z zasad
      konfucjanizmu jest wymóg czci dla rodziców, szczególnie ojca. cześć tę dzieci
      muszą okazywać również po śmierci rodziców. przy czzym jedyną osobą uprawnioną
      do odprawiania obrzędów jest najstarszy żyjący syn (btw. zamężne córki
      zwolnione (niekiedy wręcz im zakazywano) są z tego obowiązku - ich obowiązkiem
      jest czcić duchy przodków męża). dlatego dla chińczyków tak ważne jest
      posiadanie możliwie wielu potomków płci męskiej - los nie uczczonych
      odpowiednio duchów nie jest do pozazdroszczenia. w chinach nie spotyka się
      również kapłanek.
      japońska rodzima religia shinto również opiera się na kulcie przodków. ale
      ofiary nie są wymogiem szczęścia duchów na tamtym świecie tylko oznaką pamięci
      i wdzięczności żywych. postawić na ołtarzu miseczkę ryżu może każdy. to samo
      dotyczy odprawiania ceremonii religijnych. faktem jest, że kapłani najczęściej
      są mężczyznami, ale nie ma przeszkód, żeby zastąpiły ich córki lub żony.
      zresztą jedną z najwyższych pozycji kapłańskich może piastować wyłącznie
      kobieta - księżniczka krwi (czyli niezamężna córka cesarza lub nastęcy tronu).
      co ciekawe, najważniejsze bóstwo panteonu - słońce - jest płci żeńskiej. także
      wiele ruchów religijnych tworzyło się pod przewodnictwem pań. a szamaństwem
      zajmują się wyłącznie kobiety. przy czym, japończykom nieobce jest pojęcie
      okresowej nieczystości kobiety (krwawienie miesięczne). nie wiem, czy to wg Was
      dużo zmienia, ale koncepcja ta wiąże się nie tyle z płcią, ale z tym, że za dwa
      największe źródła skalania uważa się kontakt z krwią i zwłokami.
      ===
      w chinach kobieta istniala wyłącznie jako żona i matka - 'służyła' tylko do
      rodzenia synów i opiekowania się mężem i teściami. poza tym właściwie nic
      innego nie usprawiedliwiało jej istnienia. światem zajmowali się mężczyźni.
      ciekawe , że kariera wojskowa nie była specjalnie pożądana - dżentelmen był
      uczonym lub poetą, nigdy wojownikiem.
      w japonii, oprócz kobiecych obowiązków, panie mogły korzystać z różnych praw:
      dziedziczenia, własnego majątku, zarządzania domem i majątkiem (także
      mężowskim), żony i córki samurajów były również wojowniczkami, a arystokratki -
      cenionymi poetkami, pisarkami i mistrzyniami kaligrafii. kobiety z warstw
      niższych (chłopi, mieszczanie) często prowadzily interesy. od wszystkich kobiet
      wymagano zachowania pozorów - na zewnątrz mąż był panem, ale w domu rządziła
      żona. nie było również tragedią, jeśli w rodzinie były same córki mężczyzna
      mógł przyjąć nazwisko żony i w ten sposób ród nie wygasał. w połowie XIX w. 40%
      kobiet umiało pisać i czytać.
      ===
      i tak na koniec. w religii mojżeszowej modlitwę za zmarłych mogą odmawiać
      wyłącznie mężczyźni. w chrześcijaństwie - także kobiety.
      i chyba jednak chrześcijaństwo bardziej uważa kobietę za człowieka ;)

      no, to się nagadałam...
      • agrafek Re: Cywilizacja... kobiet? 25.10.02, 12:43
        Z opisu religii wynika, że w Japonii powinno byc kobietom naprawdę nieźle,
        tymczasem pamiętam z cyfry film na ten temat i wcale różowo to nie wyglądało.
        Obawiam się, Suzume, że to, co opisałaś to model, sytuacja idealna, tymczasem
        wierzyć w coś a postępować dokładnie wedle zasad tej wiary to dwie zupełnie
        inne rzeczy. Na przykład chrześcijańtswo, teologicznie, podniosło znacznie rolę
        kobiety, ale czy ktokolwiek z wyznawców się tym przejmował?
        • suzume Re: Cywilizacja... kobiet? 25.10.02, 13:04
          agrafek napisał:

          > Z opisu religii wynika, że w Japonii powinno byc kobietom naprawdę nieźle,
          > tymczasem pamiętam z cyfry film na ten temat i wcale różowo to nie wyglądało.

          nie miała zamiaru opowiadać, że miały raj na ziemi, tylko że cieszyły się
          ogólnie wyższą pozycją społeczną niż kobiety np. w chinach. co do filmów o
          japonkach, to nie do końca są one prawdziwe, zwłaszcza te amerykańskie - są
          bardzo emocjonalne i starają się dowieść, że kobiety były w japonii traktowane
          gorzej od psów. taka amerykańska idee fix.

          > Na przykład chrześcijańtswo, teologicznie, podniosło znacznie rolę
          > kobiety, ale czy ktokolwiek z wyznawców się tym przejmował?

          no, troszkę się przejęli, skoro zakazano np. rozwodów
          • Gość: tad czy Japonia jest "patriarchalna"? -do Suzume IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.02, 17:36
            suzume napisała:


            > nie miała zamiaru opowiadać, że miały raj na ziemi, tylko że cieszyły się
            > ogólnie wyższą pozycją społeczną niż kobiety np. w chinach. co do filmów o
            > japonkach, to nie do końca są one prawdziwe, zwłaszcza te amerykańskie - są
            > bardzo emocjonalne i starają się dowieść, że kobiety były w japonii
            traktowane
            > gorzej od psów. taka amerykańska idee fix.

            Nie będę udawał, że wiem dużo o kulturze japońskiej, wydaje mi się jednak, że
            można nazwać ją raczej "patriarchalną". Jak myślisz, jak wyglądałaby kultura
            japńska, gdyby przyłożyć do niej miarkę feministyczną?
            Jakiś rok temu czytałem bodajże w "Polityce" czy "Newsweek"u artykuł o
            Japonkach w Polsce. Niektóre z nich twierdziły, że zaskoczone są stylem bycia
            Polek, które tak otwarcie mówią czego chcą i co myślą (zaznaczam - nie
            chodziło, tu o wschodnią powściągliwość jako taką, ale właśnie o płeć). Jakie
            masz wrażenia z kontaktów z Japonkami?
            • suzume Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume 28.10.02, 10:11
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > Nie będę udawał, że wiem dużo o kulturze japońskiej, wydaje mi się jednak, że
              > można nazwać ją raczej "patriarchalną".

              'patriarchalną', czyli taką, w której mężczyźni mają przewagę nad kobietami?

              > Jak myślisz, jak wyglądałaby kultura
              > japńska, gdyby przyłożyć do niej miarkę feministyczną?

              nie wiem, mogę przyłożyć do niej co najwyżej własną miarkę :)

              > Jakiś rok temu czytałem bodajże w "Polityce" czy "Newsweek"u artykuł o
              > Japonkach w Polsce. Niektóre z nich twierdziły, że zaskoczone są stylem bycia
              > Polek, które tak otwarcie mówią czego chcą i co myślą (zaznaczam - nie
              > chodziło, tu o wschodnią powściągliwość jako taką, ale właśnie o płeć). Jakie
              > masz wrażenia z kontaktów z Japonkami?

              wiesz, sprawa jest o tyle skomplikowana, że japończycy (jako naród) mają jedną
              rzadką cechę - rzeczy, które im odpowiadają akceptują. te, które im nie
              odpowiadają - pomijają. skutek? w japonii potrafią współistnieć rzeczy
              sprzeczne a te 'pomijane' umierają śmiercią naturalną. dobrym przykładem jest
              religia - jakieś 80% społeczeństwa deklaruje się jako wierni zarówno shintoiccy
              (tak się rodzą i pobierają), jak i buddyjscy (a tak umierają).
              podobnie rzecz się ma ze stosunkami męsko-damskimi. tradycja japońska daje
              kobiecie dość wysoką pozycję - nie odmawia jej prawa do dziedziczenia, nauki,
              uprawiania sztuki bądź zawodu (nie urzędu, ale 'samodzielnej działalności
              gospodarczej', także wojaczki. nie znaczy to, że w japonii nie dominowali
              mężczyźni - to oni przeważnie rządzili. chociaż, jak wspomniałam, najważniejsze
              bóstwo jest kobietą. znane są również cesarzowe-władczynie i królowe z okresu
              plemiennego (najsłynniejszym władcą tego okresu była kobieta-szamanka).
              nałożona na to tradycja chińska, zwłaszcza konfucjańska, wprowadziła więcej
              ograniczeń dla kobiet. przy czym tradycja ta obowiązywała raczej w warstwie
              wojowników i nie była wprowadzona tylko 'na cześć' kobiet. ciekawe, że pozycja
              kobiety w japonii najbardziej osłabła pod koniec XIX w., po zniesieniu rządów
              wojskowych (społeczeństwo zaczęło naśladować samurajskie obyczaje) i
              wprowadzeniu zachodnich nowinek - kobiety od tej pory miały być tylko dobrymi
              matkami i żonami.
              do tego czasu chłopi np. bardzo często stosowali matrylokalizm. wcześniej
              uprawiała go również arystokracja. przy czym u szlachetnie urodzonych mąż tylko
              odwiedzał żonę w jej domu.
              odsetak piśmiennych kobiet był w XIX w. chyba największy na świecie. dotyczyło
              to również chłopek, które uczęszczały do szkółek wiejskich prowadzonych przez
              kapłanów buddyjskich.
              dzisiaj sytuacja też jest z europejskiego punktu widzenia nieco schizofrenizna.
              nadal najczęściej po wyjściu za mąż (lub zajściu w ciążę) kobieta jest z pracy
              zwalniana (niektóre oczywiście odchodzą same). chociaż coraz częściej kobiety
              pozostają w pracy. kobieta nie pracująca zawodowo cieszy się poważaniem jako
              pani domu (tzw. 'babskie zajęcia' nie są obśmiewane. gospodyni należy się
              szacunek, bo _tylko_ dzięki niej mąż może robić karierę). pensję wypłaca się
              mężowi w zalakowanej kopercie, na której napisana jest suma - w takim stanie
              oddaje on ją żonie, a ona wypłaca mu kieszonkowe. i 'najlepsze' jeśli emeryt
              postanowi rozwieść się z żoną, która nie pracowała zawodowo, to dostaje ona pół
              jego emerytury, bo zapracowała sobie na te pieniądze prowadząc dom :) to żona
              decyduje o zakupach, wychowaniu dzieci, wakacjach i innych rzeczach związanych
              z domem i rodziną.
              a na zewnątrz mąż jest panem - żona idzie z tyłu, podaje mu palto, otwiera
              przed nim drzwi, przypala papierosa itp. to jest to, co widać i co w taką
              histerię wprawia amerykanów.

              dlatego trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo system japoński różni(ł)
              się bardzo od naszego. a niektóre rozwiązania, które japończycy przyjęli mogą
              nam się wydawać wręcz wzajemnie wykluczającymi.

              pozdrawiam.
              • Gość: tad Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.02, 20:15
                suzume napisała:

                > Gość portalu: tad napisał(a):
                >
                > > Nie będę udawał, że wiem dużo o kulturze japońskiej, wydaje mi się jednak,
                > że
                > > można nazwać ją raczej "patriarchalną".
                >
                > 'patriarchalną', czyli taką, w której mężczyźni mają przewagę nad kobietami?

                Można i tak powiedzieć.

                >
                > > Jak myślisz, jak wyglądałaby kultura
                > > japńska, gdyby przyłożyć do niej miarkę feministyczną?
                >
                > nie wiem, mogę przyłożyć do niej co najwyżej własną miarkę :)

                Czyli - gdyby feministki odsądzały ową kulturę od czci i wiary, ze względu na
                jej "patriarchalizm" uważałabys, że nie mają racji?


                (....)
                > dlatego trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo system japoński różni(ł)
                > się bardzo od naszego. a niektóre rozwiązania, które japończycy przyjęli mogą
                > nam się wydawać wręcz wzajemnie wykluczającymi.

                A jakie masz wrażenia z kontaktów osobistych? (zakladam, że takowe miałaś)

                > pozdrawiam.
                >
                • suzume Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume 29.10.02, 10:16
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  > suzume napisała:
                  >
                  > > Gość portalu: tad napisał(a):
                  > >
                  > > > Nie będę udawał, że wiem dużo o kulturze japońskiej, wydaje mi się je
                  > dnak,
                  > > że
                  > > > można nazwać ją raczej "patriarchalną".
                  > >
                  > > 'patriarchalną', czyli taką, w której mężczyźni mają przewagę nad kobietam
                  > i?
                  >
                  > Można i tak powiedzieć.
                  >
                  > >
                  > > > Jak myślisz, jak wyglądałaby kultura
                  > > > japńska, gdyby przyłożyć do niej miarkę feministyczną?
                  > >
                  > > nie wiem, mogę przyłożyć do niej co najwyżej własną miarkę :)
                  >
                  > Czyli - gdyby feministki odsądzały ową kulturę od czci i wiary, ze względu na
                  > jej "patriarchalizm" uważałabys, że nie mają racji?
                  >
                  >
                  > (....)
                  > > dlatego trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo system japoński różni(
                  > ł)
                  > > się bardzo od naszego. a niektóre rozwiązania, które japończycy przyjęli m
                  > ogą
                  > > nam się wydawać wręcz wzajemnie wykluczającymi.
                  >
                  > A jakie masz wrażenia z kontaktów osobistych? (zakladam, że takowe miałaś)
                  >
                  > > pozdrawiam.
                  > >
                  • Gość: tad Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.02, 19:56
                    suzume napisała:

                    > Gość portalu: tad napisał(a):
                    >
                    > > suzume napisała:
                    > >
                    > > > Gość portalu: tad napisał(a):
                    > > >
                    > > > > Nie będę udawał, że wiem dużo o kulturze japońskiej, wydaje mi s
                    > ię je
                    > > dnak,
                    > > > że
                    > > > > można nazwać ją raczej "patriarchalną".
                    > > >
                    > > > 'patriarchalną', czyli taką, w której mężczyźni mają przewagę nad kob
                    > ietam
                    > > i?
                    > >
                    > > Można i tak powiedzieć.
                    > >
                    > > >
                    > > > > Jak myślisz, jak wyglądałaby kultura
                    > > > > japńska, gdyby przyłożyć do niej miarkę feministyczną?
                    > > >
                    > > > nie wiem, mogę przyłożyć do niej co najwyżej własną miarkę :)
                    > >
                    > > Czyli - gdyby feministki odsądzały ową kulturę od czci i wiary, ze względu
                    > na
                    > > jej "patriarchalizm" uważałabys, że nie mają racji?
                    > >
                    > >
                    > > (....)
                    > > > dlatego trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo system japoński r
                    > óżni(
                    > > ł)
                    > > > się bardzo od naszego. a niektóre rozwiązania, które japończycy przyj
                    > ęli m
                    > > ogą
                    > > > nam się wydawać wręcz wzajemnie wykluczającymi.
                    > >
                    > > A jakie masz wrażenia z kontaktów osobistych? (zakladam, że takowe miałaś)
                    > >
                    > > > pozdrawiam.
                    > > >
                    >

                    I jak rozumieć ten pusty post?
                    >
                    • suzume Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume 31.10.02, 12:08
                      Gość portalu: tad napisał(a):

                      > > > Czyli - gdyby feministki odsądzały ową kulturę od czci i wiary, ze względu
                      > > > na jej "patriarchalizm" uważałabys, że nie mają racji?

                      najpierw musiałabym zobaczyć/usłyszeć ich zarzuty.

                      poza tym, czy uważasz, że np. wszyscy autorzy amerykańscy (w większości
                      mężczyźni) albo autorzy polscy (autorki też) opisujący swoje przeżycia z
                      japonii są feministami/feministkami. tylko dlatego, że dziwi ich to, co widzą?
                      to przeważnie nie są ludzie z jakimkolwiek przygotowaniem, czy to
                      antropologicznym, enologicznym, socjologicznym, że o japonistycznym nie
                      wspomnę. mogą tylko opisać to, co widzą. tym bardziej, że japończycy nie mają
                      raczej zwyczaju zaprasznia znajomych do domu i traltowania ich jak członków
                      rodziny, tzn, nawet jeśli kogoś zaproszą, zachowują się wg
                      wzorów 'zewmętrznych', a nie 'domowych'.

                      > > > A jakie masz wrażenia z kontaktów osobistych? (zakladam, że takowe miałaś)

                      są japonki zachłyśnięte wzorami zachodnimi. są takie, którym nie przeszkadza
                      podawanie mężowi płaszcza, skoro i tak rządzą kasą. ale niektóre rzeczy im
                      przeszkadzały, skoro doprowadziły do zmiany przepisów. np. od niedawna (tego
                      albo zeszłego roku) kobieta może po ślubie zachować swoje nazwisko, nawet jeśli
                      mąż nie przyjął jej nazwiska. wywalczyły też sobie prawo do pozostania w pracy
                      po ślubie i nawet macierzyństwie - nie można już ich zwolnić 'z automatu'. z
                      drugiej strony nadal nie mogą się doprosić np. podjazdów dla wózków albo wind
                      (nie tylko one, niepełnosprawni też). nie mogą też przełamać niektórych
                      tradycyjnych monopoli - np. kobieta nie może zostać kucharzem, który
                      przygotowuje sushi. dziecko nadal przynależy tylko do rodziny męża. kiedyś w
                      japonii głośna była sprawa kobiety, której kochanek (żonaty zresztą) odebrał
                      dziecko. było ono jego, ale urodziło się pół roku po rozstaniu kochanków.
                      odebranie dziecka uzyskało sankcję prawną, a sąd motywował to w ten sposób, że
                      kobieta nie kochała tego dziecka, bo... je urodziła - gdyby je kochała, nie
                      narażałaby go na życie w niepełnej rodzinie. i nie było to pół wieku temu.
                      a co sobie cenią? bezpieczeństwo - kobiety nie są zaczepiane na ulicach tak
                      często jak w europie czy stanach. nie boją się chodzić same nocą. oczywiście
                      zdarzają się napady i gwałty, ale naprawdę b. rzadko. tylko, należałoby się
                      dobrze zastanowić, czy nie jest to zasługa... yakuza. mafia, zajmując
                      się 'poważnymi interesami' (narkotyki, broń, prostytucja - która w japonii jest
                      nielegalna) nie życzy sobie zwracania uwagi policji kradzieżami, napadami,
                      gwałtami i sama pilnuje na ulicach porządku. oczywiście dotyczy to raczej
                      dużych miast, ale te właśnie są bardziej niebezpieczne.
                      to są historie opowiadziane mi przez koleżnaki-japonki.

                      > I jak rozumieć ten pusty post?

                      złośliwi jesteśmy?
                      nie wiem, czemu nie pojawiła się odpowiedź. to znaczy domyślam się, ale
                      postanowiłam zastać 'prawdziwą kobietą', więc nie przyznam się, że znam się na
                      komputerach ;)
                      • Gość: tad Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.02, 18:25
                        suzume napisała:

                        > Gość portalu: tad napisał(a):
                        >
                        > > > > Czyli - gdyby feministki odsądzały ową kulturę od czci i wiary,
                        > ze względu
                        > > > > na jej "patriarchalizm" uważałabys, że nie mają racji?
                        >
                        > najpierw musiałabym zobaczyć/usłyszeć ich zarzuty.
                        >
                        > poza tym, czy uważasz, że np. wszyscy autorzy amerykańscy (w większości
                        > mężczyźni) albo autorzy polscy (autorki też) opisujący swoje przeżycia z
                        > japonii są feministami/feministkami. tylko dlatego, że dziwi ich to, co
                        widzą?
                        > to przeważnie nie są ludzie z jakimkolwiek przygotowaniem, czy to
                        > antropologicznym, enologicznym, socjologicznym, że o japonistycznym nie
                        > wspomnę. mogą tylko opisać to, co widzą. tym bardziej, że japończycy nie mają
                        > raczej zwyczaju zaprasznia znajomych do domu i traltowania ich jak członków
                        > rodziny, tzn, nawet jeśli kogoś zaproszą, zachowują się wg
                        > wzorów 'zewmętrznych', a nie 'domowych'.

                        Niezupełnie o to mi chodziło. Chodziło mi o spłaszczający wpływ feministycznych
                        interpretacji rzeczywistości. W tym wypadku byłoby to spłaszczenie kultury
                        japońskiej. Nie znam feministycznych opracowań dotyczących kultury japońskiej,
                        więc to co tutaj piszę "wisi w powietrzu", ale z dużą dożą pewności mogę
                        założyć, że feministki obeszłyby się z tą kulturą równie surowo jak obchodzą
                        się z naszą. Taki to już efekt przykładania do tej czy innej kultury
                        feministycznych kategorii. W świetle tego, co piszesz niżej można łatwo
                        przedstawić k. jap. jako dyskryminującą kobiety, zgodzisz się jednak chyba, że
                        byłoby to zbyt uproszczone ujęcie?

                        > są japonki zachłyśnięte wzorami zachodnimi.

                        A co je w niej tak pociąga? Jak spostrzegają na tym tle własną? Co mówią o
                        kulturze polskiej (jesli mówiłaś z nimi o tym)?

                        > > I jak rozumieć ten pusty post?
                        >
                        > złośliwi jesteśmy?

                        Ciekawa uwaga. Pytanie było neutralne. Skąd pomysł, że miało być złośliwe? To
                        pierwsza możliwość jaka przyszła Ci do głowy? Czy aby to skojarzenie nie mówi
                        czegoś raczej o Tobie niż o mnie? Talleyrand mawiał, że nie nalezy zdradzać
                        pierwszych mysli, bo bywają szczere.
                        Czy mój komentarz jest złośliwy?



                        > nie wiem, czemu nie pojawiła się odpowiedź. to znaczy domyślam się, ale
                        > postanowiłam zastać 'prawdziwą kobietą', więc nie przyznam się, że znam się
                        na
                        > komputerach ;)

                        Wiedziałem, że małżeństwo zmieni Cię w tym kierunku.

                        Czy to była złośliwa uwaga?

                        • suzume Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume 04.11.02, 10:58
                          Gość portalu: tad napisał(a):

                          > Niezupełnie o to mi chodziło. Chodziło mi o spłaszczający wpływ
                          > feministycznych interpretacji rzeczywistości. W tym wypadku byłoby to
                          > spłaszczenie kultury japońskiej. Nie znam feministycznych opracowań
                          > dotyczących kultury japońskiej,

                          problem w tym, że ja też takowych nie znam :) wogóle nie znam opracowań
                          feministycznych...
                          jedyne 'feminizujące' interpretacje można znaleźć w opracowaniach
                          kulturoznawców amerykańskich (płci obojga) i opisach podróży pisanych
                          przez 'prostych ludzi' (i tu też płeć jest bez znaczenia). ale wydaja mi się,
                          że opisy takie wynikają ze zderzenia kultur i odbioru tylko ich warstwy
                          powierzchniowej. chociaż od kulturoznawców akurat wymagałabym więcej...

                          > więc to co tutaj piszę "wisi w powietrzu", ale z dużą dożą pewności mogę
                          > założyć, że feministki obeszłyby się z tą kulturą równie surowo jak obchodzą
                          > się z naszą. Taki to już efekt przykładania do tej czy innej kultury
                          > feministycznych kategorii. W świetle tego, co piszesz niżej można łatwo
                          > przedstawić k. jap. jako dyskryminującą kobiety, zgodzisz się jednak chyba,
                          > że byłoby to zbyt uproszczone ujęcie?

                          kodeks japoński? no pewnie trochę dyskryminuje (np. te dzieci
                          będące 'własnością' rodziny męża). ale powiem Ci, że nie bardzo znam japoński
                          kodeks cywilny. może trochę poczytam i za 2-3 miesiące będę wiedzieć więcej ;)

                          > A co je w niej tak pociąga? Jak spostrzegają na tym tle własną? Co mówią o
                          > kulturze polskiej (jesli mówiłaś z nimi o tym)?

                          jak to co? całowanie w rękę, podawanie płaszcza i przepuszczanie w drzwiach.
                          mówię poważnie.
                          a co japonki tak naprawdę myślą o kulturze polskiej? ciężko wyczuć, bo
                          japończycy jako naród są bardzo powściągliwi i bardzo uważają, żeby nie urazić
                          rozmówcy. i nawet najbliższe stosunki tego nie zmieniają.

                          > Ciekawa uwaga. Pytanie było neutralne. Skąd pomysł, że miało być złośliwe?

                          to pewnie wina internetu, a konkretnie jego braku intonacji itp. to otwiera
                          szerokie pole do interpretacji :)

                          > To pierwsza możliwość jaka przyszła Ci do głowy? Czy aby to skojarzenie nie
                          > mówi czegoś raczej o Tobie niż o mnie?

                          mówi, mówi... ja np. napisałabym 'chyba zjadło Ci tekst'

                          > Wiedziałem, że małżeństwo zmieni Cię w tym kierunku.

                          no co Ty? mój chłop ma zakaz dotykania sie do mojego komputera. ja tak tylko na
                          zewnątrz udaję ;)

                          > Czy to była złośliwa uwaga?

                          a była?
                          • Gość: tad Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 16:46
                            suzume napisała:

                            > > więc to co tutaj piszę "wisi w powietrzu", ale z dużą dożą pewności mogę
                            > > założyć, że feministki obeszłyby się z tą kulturą równie surowo jak obchod
                            > zą
                            > > się z naszą. Taki to już efekt przykładania do tej czy innej kultury
                            > > feministycznych kategorii. W świetle tego, co piszesz niżej można łatwo
                            > > przedstawić k. jap. jako dyskryminującą kobiety, zgodzisz się jednak chyba
                            > ,
                            > > że byłoby to zbyt uproszczone ujęcie?
                            >
                            > kodeks japoński? no pewnie trochę dyskryminuje (np. te dzieci
                            > będące 'własnością' rodziny męża). ale powiem Ci, że nie bardzo znam japoński
                            > kodeks cywilny. może trochę poczytam i za 2-3 miesiące będę wiedzieć więcej ;)

                            Nie chodziło mi o kodeks, ale o całokształt kultury.


                            > > A co je w niej tak pociąga? Jak spostrzegają na tym tle własną? Co mówią o
                            >
                            > > kulturze polskiej (jesli mówiłaś z nimi o tym)?
                            >
                            > jak to co? całowanie w rękę, podawanie płaszcza i przepuszczanie w drzwiach.
                            > mówię poważnie.

                            Ale - podoba się im to czy wręcz przeciwnie?


                            > a co japonki tak naprawdę myślą o kulturze polskiej? ciężko wyczuć, bo
                            > japończycy jako naród są bardzo powściągliwi i bardzo uważają, żeby nie
                            urazić
                            > rozmówcy. i nawet najbliższe stosunki tego nie zmieniają.

                            A szkoda. A jakby ich upić? Może to ich zmiękczy?


                            > > Ciekawa uwaga. Pytanie było neutralne. Skąd pomysł, że miało być złośliwe?
                            >
                            > to pewnie wina internetu, a konkretnie jego braku intonacji itp. to otwiera
                            > szerokie pole do interpretacji :)
                            >
                            > > To pierwsza możliwość jaka przyszła Ci do głowy? Czy aby to skojarzenie ni
                            > e
                            > > mówi czegoś raczej o Tobie niż o mnie?
                            >
                            > mówi, mówi... ja np. napisałabym 'chyba zjadło Ci tekst'
                            >
                            > > Wiedziałem, że małżeństwo zmieni Cię w tym kierunku.
                            >
                            > no co Ty? mój chłop ma zakaz dotykania sie do mojego komputera. ja tak tylko
                            >na zewnątrz udaję ;)

                            Któż to może wiedzieć kto co tutaj udaje i dlaczego.

                            >
                            > > Czy to była złośliwa uwaga?
                            >
                            > a była?

                            Skąd!
                            • suzume Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume 04.11.02, 18:01
                              Gość portalu: tad napisał(a):

                              > Nie chodziło mi o kodeks, ale o całokształt kultury.

                              no i znowu skróty internetowe...
                              a jeśli chodzi o całokształt kultury, to tak, jak na całym świecie, kobiety
                              zajmowały niższą pozycję społeczną. tam na począku, przypominam, chodziło mi o
                              porównanie z kulturą chińską.

                              > > jak to co? całowanie w rękę, podawanie płaszcza i przepuszczanie w
                              > > drzwiach. mówię poważnie.
                              >
                              > Ale - podoba się im to czy wręcz przeciwnie?

                              no podoba - taka jawna atencja ze strony mężczyzny :) taki japończyk np. nie
                              powie 'kocham cię', tylko 'lubię cię' (o ile wogóle powie), więc europejska
                              kurtuazja jest dla nich interesującą nowością

                              > A szkoda. A jakby ich upić? Może to ich zmiękczy?

                              co Ty - pójdą spać

                              > Któż to może wiedzieć kto co tutaj udaje i dlaczego.

                              no właśnie

                              > > > Czy to była złośliwa uwaga?
                              > >
                              > > a była?
                              >
                              > Skąd!

                              no to sam widzisz
                              • Gość: tad Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 20:51
                                suzume napisała:


                                > no podoba - taka jawna atencja ze strony mężczyzny :) taki japończyk np. nie
                                > powie 'kocham cię', tylko 'lubię cię' (o ile wogóle powie), więc europejska
                                > kurtuazja jest dla nich interesującą nowością

                                No proszę. I nawet nie czują się poniżone. Zupełny brak świadomości
                                feministycznej.

                                > > A szkoda. A jakby ich upić? Może to ich zmiękczy?
                                >
                                > co Ty - pójdą spać

                                próbowałaś?


                                >
                                • suzume Re: czy Japonia jest 'patriarchalna'? -do Suzume 05.11.02, 09:44
                                  Gość portalu: tad napisał(a):

                                  > No proszę. I nawet nie czują się poniżone. Zupełny brak świadomości
                                  > feministycznej.

                                  ha! wydało się, Ty szowinisto - przepuszczasz koleżanki w drzwiach, żeby je
                                  poniżyć ;)))


                                  > próbowałaś?

                                  noooo. nie żebym była jakaś szczególnie wprawna, ale japończycy mają baaardzo
                                  słabe łebki
      • Gość: Marlena Re: Cywilizacja... kobiet? IP: *.ipt.aol.com 27.10.02, 13:52

        Nie wiem jak to jest w religiach wschodu z pozycja kobiet ,ale w Bibli w liscie
        do KOryntian Pawel wyraznie okresla meza jako osobe dominujaca ktoremu zona
        jest winna bezwarunkowe posluszenstwo ,co do Starego Testamentu to nie
        spotkalam wiekszego mizogina niz Yahve,Jezus za to prezentuje zupelnie inne
        podejscie do kobiet, nie tylko je broni przed okrutnym prawem ale tez zacheca
        do brania udzialu w typowo meskich jak na epoke zajeciach jakim jest rozwoj
        duchowy ,to kobiecie ukazuje sie po zmartwychwstaniu,rola kobiety jeko apostola
        jego nauk jest opisana w koptyjskich ewangeliach sw Tomasza i Marii
        magdaleny,wedlog tych tekstow zakazanych przez Kosciol oficjalny kobieta i
        mezczyzna sa rowni nie tylko na plaszczyznie duchowej ale i socjalnej ,to
        Magdalena jest ta ktora ma kontynuowac jego nauke.Zaztanawiam sie dlaczego
        wykluczono nas ze kaplanstwa ,praktycznie od starozytnosci kobiety kaplanki nie
        istnieja ,dlaczego domena duchowosci jest nam niedostempna,nie chodzi mi o role
        kobiety wspomagajacej mezczyzne ale o role tworcza ?
        • Gość: Anton Re: Cywilizacja... kobiet? IP: 195.94.207.* 30.10.02, 15:02
          Gość portalu: Marlena napisał(a):

          > Nie wiem jak to jest w religiach wschodu z pozycja
          kobiet ,ale w Bibli w liscie
          > do KOryntian Pawel wyraznie okresla meza jako osobe
          dominujaca ktoremu zona
          > jest winna bezwarunkowe posluszenstwo

          Mylisz, wszystko mylisz. Akurat w pierwszym liście do
          Koryntian jest piękny hymn o miłości (Gdybym mówił
          językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym
          się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. 1kor 13,1)
          O posłuszeństwie żony wobec męża pisze w liście do Kolosan
          (Żony, bądźcie posłuszne waszym mężom, gdyż tak wypada
          wobec Pana. kol 3,18). Nie jest to posłuszeństwo
          "bezwarunkowe", ale normalne, zresztą jeśli interesują
          Cię szczegóły to sobie zobacz:
          www.boundless.org/2002_2003/departments/isms/a0000668.html
          > rola kobiety jeko apostola
          > jego nauk jest opisana w koptyjskich ewangeliach sw
          Tomasza i Marii
          > magdaleny,wedlog tych tekstow zakazanych przez Kosciol
          oficjalny kobieta i
          > mezczyzna sa rowni nie tylko na plaszczyznie duchowej
          ale i socjalnej

          Z ewangelią Tomasza to byłbym ostrożny zwłaszcza jeśli
          chodzi o jej mniemany feminizm, o na przykład: "114 Rzekł
          im Szymon Piotr: "Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety
          nie są godne życia". Rzekł Jezus: "Oto poprowadzę ją, aby
          uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym,
          podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni
          siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios"." Ładnie?

          Apokryfy nie są przez Kościół zakazane, tylko
          nieuznawane. Wybór apokryfów w opracowaniu ks. Marka
          Starowieyskiego wydało ostatnio jezuickie WAM:
          www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.glowna?str=fis205261&skad=uzkmucpmny
          a jeśli nie chce Ci się płacić, masz wszystko w internecie:
          marduk70.w.interia.pl/nta.html
          > istnieja ,dlaczego domena duchowosci jest nam
          niedostempna,nie chodzi mi o role
          > kobiety wspomagajacej mezczyzne ale o role tworcza ?

          No to masz: Katarzyna Sieneńska, która w głębokim
          średniowieczu listownie opieprzała papieża za to, że był
          za mało chrześcijański, mistyczka Adrianna von Speyer,
          Mistyczka Północy św. Brygida (ta od ks. Jankowskiego) i
          wiele, wiele innych z siostrą Faustyną i Edytą Stein na
          czele.

          Zawsze powtarzam: chcesz walić w Kościół to wal, śmiało.
          Chcesz krytykować - proszę bardzo. Ale zechciej łaskawie
          nie posługiwać się w tym szlachetnym zajęciu fałszami i
          półprawdami.
          • Gość: Marlena Re: Cywilizacja... kobiet? IP: *.ipt.aol.com 30.10.02, 19:18

            Pszepraszam cie Anton ze urazilam twoje religijne uczucia ,wcale nie mam
            zamiaru walic w Kosciol ,wyrazilam tylko na forum swoje zdanie ,mam do tego
            prawo , masz racje ze wszystko zalezy od interpretacji i karzdy widzi to co
            chce zobaczyc ,ja akurat widze co innego niz Ty i tyle .
            • Gość: Anton Re: Cywilizacja... kobiet? IP: 195.94.207.* 31.10.02, 09:52
              Gość portalu: Marlena napisał(a):

              > masz racje ze wszystko zalezy od interpretacji i karzdy
              widzi to co
              > chce zobaczyc ,ja akurat widze co innego niz Ty i tyle .

              No więc właśnie nie wszystko zależy od interpretacji.
              Święty Paweł pisał o podporządkowaniu żony mężowi nie w
              liście do Koryntian, a do Kolosan. Apokryficzna ewangelia
              Tomasza nie jest przez Kościół zakazana, tylko drukowana.
              Ten sam tekst mówi nie o równości kobiety i mężczyzny,
              tylko że "Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną,
              wejdzie do królestwa niebios", co jest radykalnie
              sprzeczne. I tak dalej.

              Nie wszystko zależy od interpretacji. Po drodze są
              jeszcze fakty. Tylko na faktach można budować
              interpretacje, opinie itp. rozrywki umysłowe.
              • Gość: Marlena do Antona IP: *.ipt.aol.com 31.10.02, 12:52

                Pozwol ze bede kontynuaowac moja rozrywke umyslowa.
                "Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną,
                wejdzie do królestwa niebios",a czy nie sadzisz ze tutaj chodzi o cos innego
                niz doczepienie sobie penisa.Fak ze zajmuje sie tematem w sposob raczej
                hobbystyczny ale z mojej lektury wynika ze jedna z mysli przewodnich w
                rwangeliach Tomasza, MMagdaleny jest idea unii dwoch pierwiastkow zenskiego i
                meskiego ,niestety nie mam polskiego tlumaczenia tych tekstow wiec nie popre
                tego odpowiednim cytatem.
    • Gość: Maciej cywilizacja kobiet istnieje... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 11:07
      Przypomnę, że cywilizacja kobiet istnieje realnie - w małej, hinduskiej wiosce.
      Opisały ja kiedyś "Wysokie Obcasy". To, można powiedzieć, "matriarchat realny".
      Kobiety utrzymują tam rodziny z uprawy narkotyków. Mężczyźni są ciągle zaćpani
      i mają opinię kompletnie nieodpowiedzialnych.

      Jednak wszystkie feministki z Zachodu jakoś nie palą się do emigracji z
      wygodnych, patriarchalnuch społeczeństw do tego matriarchalnego "raju".
      Ciekawe, dlaczego...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka