Dodaj do ulubionych

kury domowe i patriarchat

IP: 195.136.36.* 31.03.03, 16:35
Witam,

Zainspirowany dyskusją na innym wątku postanowiłem poruszyć tu ważny dla
feminizmu temat tzw. kur domowych. Jest to, raczej pogardliwe, określenie
kobiet opiekujących się domem (coś jak w ang. housewife). Generalnie teza
feministek jest taka - kura domowa to zajęcie bardzo nierozwojowe i
poniżające, efekt patriarchalnego spisku, który czyni z kobiety otępiałą
służącą mężczyzny. Przeciwieństwem kury domowej jest kobieta samorealizująca
się pracy (tako rzecze EWOK).

Widzę w takim przedstawieniu sprawy kilka problemów, które tu przedstawię:

Po pierwsze - obraz kury domowej przedstawiony w takich dysputach jest
wybitnie niesprawiedliwy. Jako kury domowe przedstawia się kobiety głupie,
intelektualnie miałkie, prymitywne manipulantki co chcą złapać męża, a jak to
zrobią to przestają o siebie dbać etc. Ich przeciwieństwem jest kobieta
pracująca, świadoma i zaradna. Takie postawienie sprawy to przykład
ewidentnej intelektualnej nieuczciwości (jak np. argumentowanie na rzecz
związków homo przez przytaczanie przykładów heteroseksualnych małżeństw
alkoholików).

Jest ono też wyrazem pesymistycznej wizji, która mówi, że to pełniona rola, a
nie charakter człowieka, determinują jego zdolności samorealizacji. Są
kobiety mądre i głupie, pracowite i leniwe, i jest to cecha tych kobiet, a
nie ich zawodu. Istnieją setki zawodów, gdzie pracują miliony kobiet, które
już na pierwszy rzut oka dają mniejsze pole do inwencji i transgresji niż
kura domowa – np. praktycznie wszystkie zawody w usługach nie wymagające
specjalistycznego wyższego wykształcenia, również takie społecznie ważne jak
np. pielęgniarka. Tymczasem ktoś usiłuje uparcie i wbrew zdrowej logice,
przeciwstawić leniwej gospodyni domowej z wykształceniem podstawowym jakaś
panią wiceprezes zarządu z trzema fakultetami. Jakby nie było nic pomiędzy
nimi.

Poza zawodami ewidentnie mechanicznymi, jak sprzedawczyni w hipermarkecie, to
człowiek, a nie rola decyduje o tym, czy możemy się samo-realizować i
doskonalić. Weźmy takiego stolarza - może on całe życie robić te same,
prymitywne mebelki, ale stolarz, który mi robił meble, konsultował się w
sprawie Visual Basica, bo chciał pisać program do robienia tzw. formatek, co
pozwoliłoby mu zoptymalizować wykorzystanie płyty wiórowej. Nikt go to tego
nie zmuszał. Dla gospodyni domowej pole do popisu jest olbrzymie,
porównywalne chyba tylko z niektórymi wolnymi zawodami.

Po drugie - feministki obarczające winą za taki stan patriarchat,
przypominają działaczy PSL, którzy chcieli ratować polską gospodarkę
podnosząc jeszcze podatki. Problem jest nie patriarchat, ale jego kryzys.
Gdyby mężczyźni byli klasycznymi, patriarchalnymi samcami, mieliby ambicję
samemu utrzymać dom, a nie siedzieć przed telewizorem i czekać aż żona wróci
z pracy i przyniesie piwo. Zupełnie ten sam problem jest w polskiej nauce -
widziałem wypowiedź oburzonej feministki, że mężczyźni mają w nauce lepszą
pozycję, bo bardziej są skorzy do ostrej dyskusji (testosteron i te sprawy).
Ale przecież nic tak nie pomogłoby polskim uczelniom, jak trochę więcej
ostrej męskiej rywalizacji, rywalizacji z zasadami – jak w sporcie, a nie,
jakże komunistyczne, postrzegania uczelni i stopni naukowych jako dających
ciepłą i bezpieczną posadkę.

Ergo: przedstawianie gospodyni domowej jako zajęcia dużo mniej ambitnego niż
praca zawodowa jest w większość intelektualnym nadużyciem, a jeszcze winienie
za to patriarchatu - całkowitym postawieniem problemu do góry nogami.

Zachęcam do dysputy i pozdrawiam,

BD

P.S. Od dziś każdy post będę kończył jakąś pro-feministyczną fraszką.
Fraszki feminizmu (odcinek 1)
"Jak chcesz być mistrzynią mopa,
to poszukaj sobie chłopa!"
Obserwuj wątek
    • Gość: EWOK Re: kury domowe i patriarchat IP: 213.241.18.* 31.03.03, 17:00
      Sprawa jest prosta i nie wymaga aż takiej epistoły - tzw. kury domowe nie
      zarabiają. Są na utrzymaniu partnera i będą - aż do śmierci. Jako modelowy
      przykład zależności od mężczyzny stanowią zaprzeczenie feministycznego
      postulatu wolności wyboru. Bo nawet jeśli wolnym wyborem kobiety było bycie
      kurą domową - był to ostatni wolny wybór w jej życiu. Bo kiedy dwadzieścia lat
      później będzie chciała wyjechać do Indii opiekować się trędowatymi, jej mąż
      powie - sorry skarbie, utrzymywałem cię przez dwadzieścia lat, nie będziesz mi
      teraz wyjeżdżała do Indii, bo ja sobie tego nie życzę i nie zamierzam
      finansować.
      • maly.ksiaze Kult kasy... 31.03.03, 17:12
        ...prezentujesz, Ewok. Nic ponadto. Tzw. 'kura domowa' ma okolo 6 godzin
        wolnego czasu dziennie. Codziennie, w porze najwiekszej sprawnosci umyslowej,
        dla siebie, do uzycia zgodnie z wlasnymi wyobrazeniami o wolnym czasie. Boze,
        taaaka wolnosc! Ilez ja moglbym zrobic, gdybym mial 1560 wolnego czasu rocznie!

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: EWOK Re: Kult kasy... IP: *.acn.waw.pl 31.03.03, 18:15
          maly.ksiaze napisał:

          > ...prezentujesz, Ewok. Nic ponadto. Tzw. 'kura domowa' ma okolo 6 godzin
          > wolnego czasu dziennie. Codziennie, w porze najwiekszej sprawnosci
          umyslowej,
          > dla siebie, do uzycia zgodnie z wlasnymi wyobrazeniami o wolnym czasie.
          Boze,
          > taaaka wolnosc! Ilez ja moglbym zrobic, gdybym mial 1560 wolnego czasu
          rocznie!
          >
          > Co to za pomysł z tymi sześcioma godzinami? Większośc kur domowych ma
          dzieci - przynajmniej jedno. Przy niemowlęciu jest praca non stop plus reszta
          obowiązków domowych. Przy starszym, normalnie rozwijającym się, gadającym bez
          przerwy dziecku - gdzie te wolne sześc godzin? Przy dziecku szkolnym -czas ,
          który spędza w szkole, kura domowa przeznacza na zakupy, gotowanie,
          prasowanie, sprzątanie. Potem zajmuje się dzieckiem, a kiedy wróci mąż -
          również mężem. Kura domowa jest zawsze "w pracy"
          • maly.ksiaze Re: Kult kasy... 31.03.03, 18:41
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Przy dziecku szkolnym -czas ,
            > który spędza w szkole, kura domowa przeznacza na zakupy, gotowanie,
            > prasowanie, sprzątanie. Potem zajmuje się dzieckiem, a kiedy wróci mąż -
            > również mężem. Kura domowa jest zawsze "w pracy"

            Zgroza! Tak codziennie: zakupy, gotowanie, sprzatanie, prasowanie? Rozumiem,
            ze pojscie do pracy rozwiazuje te problemy i zakupy robia sie same, dziecko
            potrzebuje mniej opieki po powrocie ze szkoly - a i gotowanie przestaje byc
            problemem.
            Ja rozumiem, ze kazdy ceni swoj wybor zyciowy wyzej, niz dowolny inny. I ze
            kazda racjonalizacja jest dobra - ale bez przesady, zachowaj przyzwoitosc.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: EWOK Re: Kult kasy... IP: *.acn.waw.pl 31.03.03, 19:27
              maly.ksiaze napisał:

              >
              > Zgroza! Tak codziennie: zakupy, gotowanie, sprzatanie, prasowanie? Rozumiem,
              > ze pojscie do pracy rozwiazuje te problemy i zakupy robia sie same, dziecko
              > potrzebuje mniej opieki po powrocie ze szkoly - a i gotowanie przestaje byc
              > problemem.
              > Ja rozumiem, ze kazdy ceni swoj wybor zyciowy wyzej, niz dowolny inny. I ze
              > kazda racjonalizacja jest dobra - ale bez przesady, zachowaj przyzwoitosc.
              >

              Moment, chwila. Chyba zdarzyło się tu nieporozumienie. Rozpatrujemy casus kury
              domowej jako zawód, czyż nie? Czyli mamy do czynienia z osobą, która jedyną
              swoją pracą uczyniła obowiązki domowe. A zatem, podobnie jak wykonawcy innych
              zawodów podlega zasadzie "robię to, co do nie należy najlepiej jak potrafię".
              Górnik nie mówi swojemu szefowi - dzisiaj nie będę kopał, nich za mnie pokopie
              Zenek. Kura domowa nie powinna zatem mówić - dzisiaj nie zrobię zakupów, niech
              zrobi je mój mąż, podobnie, jak mąż nie powie - dziś nie chce mi się iśc do
              pracy, niech za mnie pójdzie moja żona. Pójście kobiety do pracy powoduje, że
              oboje partnerzy są odpowiedzialni za utrzymanie rodziny, a zatem nie ma
              powodu, żeby nie byli na równi odpowiedzialni za sprawy domowe.
              • maly.ksiaze Symulacja... 01.04.03, 00:18
                Przyjmijmy dla uproszczenia rozumowania, ze calosc zajec, ktore nalezy wykonac
                codziennie w domu jest ekwiwalentem 10 h pracy (usrednione). To wartosc grubo
                zawyzona - w tym roku generalne posprzatanie i umycie domu (z praniem dywanow)
                zajelo nam 16 roboczogodzin - niech jednak bedzie - pochylmy sie ze
                wspolczuciem nad losem domowych kur.

                Dodatkowo przyjmijmy, ze praca o wartosci 1h moze byc (z dowolnych przyczyn)
                wykonana wylacznie przez jednego z malzonkow. Reszta moze byc wykonana z
                jednakowa skutecznoscia przez dowolne z dwojga - wiekosc stop rownowazona jest
                dlugoscia rak - itd.

                Zatem KD (Kura Domowa) pracuje przez 9h dziennie, wliczajac soboty i niedziele
                (to znowu zawyzone, ale niech bedzie), jej laczne obciazenie zamyka sie w 63h
                na tydzien. Jej maz, prawdziwy szczesciarz, pracuje zawodowo 9h (wliczajac
                dojazdy) przez 5 dni w tygodniu, czyli lacznie 45h. Do tego dochodzi 1h
                dziennie prac domowych - czyli razem 52h. Widac wyraznie, ze modelowy kogut ma
                mniej roboty od kury).
                Skupmy sie teraz na BS (Biurowej Sokolicy). BS pracuje dokladnie tyle samo, co
                jej maz, JM (Jastrzab Marketingowy). BS pracuje zawodowo 45 godzin tygodniowo
                (wliczajac dojazdy). Do tego dochodzi polowa obciazenia gospodarstwem domowym -
                czyli 5h dziennie = 35h tygodniowo. Laczne obciazenie BS wynosi zatem 80h
                tygodniowo. Dokladnie tyle, ile obciazenie JM. To by tlumaczylo zgadzalo sie z
                teza artykulu, ktory niedawno czytalem w The Atlantic - ze seks u 'malzenstw
                partnerskich' z dziecmi to li tylko wspomnienie mlodosci. Nie ma w tym nic
                dziwnego - po takiej katordze (80h!) pociaga jedynie telewizor, pilot i
                czipsy.

                Pozdrawiam,

                mk.
      • goga.74 Re: kury domowe i patriarchat 31.03.03, 18:15
        Wyglada na to, ze do tej pory zle sobie interpretowalam ten "feministyczny
        postulat wolnosci wyboru". Myslam, ze chodzi o to, zeby kobieta mogla decydowac
        czy chce pracowac zawodowo czy chce byc ta "kura domowa", ze swiadomoscia jakie
        sa plusy i minusy obu tych modeli.
        Obawiam sie , ze kobieta pracujaca zawodowo chcac wyjechac np. do tych Indii
        tez moze uslyszec odpowiedz od swojego pracodawcy, ze sorry moze jechac ale
        urlopu nie dostanie a na jej miejscu po powrocie bedzie pracowal juz ktos inny.
        • maly.ksiaze Ano, zle interpretowalas 31.03.03, 18:34
          Bo byc moze 'feminizm' nie wartosciuje wyborow, dokonywanych przez kobiety.
          Ale *feministki* robia to z cala pewnoscia. Stosunek 'uswiadomionych
          feministek' do 'gospodyn domowych' da sie chyba okreslic jako wspolczucie
          podszyte pogarda.

          Pozdrawiam,

          mk.
        • Gość: EWOK Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.waw.pl 31.03.03, 19:33
          goga.74 napisała:

          > Wyglada na to, ze do tej pory zle sobie interpretowalam ten "feministyczny
          > postulat wolnosci wyboru". Myslam, ze chodzi o to, zeby kobieta mogla
          decydowac
          >
          > czy chce pracowac zawodowo czy chce byc ta "kura domowa", ze swiadomoscia
          jakie
          >
          > sa plusy i minusy obu tych modeli.
          > Obawiam sie , ze kobieta pracujaca zawodowo chcac wyjechac np. do tych Indii
          > tez moze uslyszec odpowiedz od swojego pracodawcy, ze sorry moze jechac ale
          > urlopu nie dostanie a na jej miejscu po powrocie bedzie pracowal juz ktos
          inny.

          Z tą drobną różnicą, że szef jej nie powie " nie pojedziesz, bo ci nie dam
          kasy". Bo kasę to ona już ma własną. Ja nie twierdzę, że wyrażam opinię
          ogólnofeministyczną. Wyrażam swoją opinię. W mojej opinii sytuacja
          kobiety "przy mężu" ma wszystkie plusy i minusy sytuacji nastolatka na
          utrzymaniu rodziców - utrzymują, to prawda, ale jak powiedzą "masz szlaban,
          nie pojedziesz z kumplami pod namiot" to niewiele można na to poradzić.
          • goga.74 Re: kury domowe i patriarchat 31.03.03, 20:36

            > Z ta drobna róznica, ze szef jej nie powie " nie pojedziesz, bo ci nie dam
            > kasy". Bo kase to ona juz ma wlasna.
            Co za roznica, czy nie pojedzie bo nie ma kasy, czy nie pojedzie bo nie ma
            urlopu? Wazne, ze nie pojedzie.

            > Ja nie twierdze, ze wyrazam opinie
            > ogólnofeministyczna. Wyrazam swoja opinie. W mojej opinii sytuacja
            > kobiety "przy mezu" ma wszystkie plusy i minusy sytuacji nastolatka na
            > utrzymaniu rodziców - utrzymuja, to prawda, ale jak powiedza "masz szlaban,
            > nie pojedziesz z kumplami pod namiot" to niewiele mozna na to poradzic.

            Z ta drobna roznica, ze rodzicow sie nie wybiera a partnera zyciowego owszem.
            I przy "dobrym" wyborze, kto wie, mozna miec i ciekawsze zycie i mniej
            stresujace zycie niz chodzac dzien w dzien na 8 godzin do pracy, ktorej sie na
            dodatek nie lubi.
            • Gość: EWOK Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.waw.pl 31.03.03, 22:54
              goga.74 napisała
              > Co za roznica, czy nie pojedzie bo nie ma kasy, czy nie pojedzie bo nie ma
              > urlopu? Wazne, ze nie pojedzie.
              >
              Tak? To porównaj sobie stwierdzenia "chciałabym pojechać do Indii, ale nie
              dostałam urlopu" i "chciałabym pojechać do Indii, ale mi mąz nie pozwolił".
              Nie widzisz różnicy jakościowej? Ja widzę.
              >
              > Z ta drobna roznica, ze rodzicow sie nie wybiera a partnera zyciowego
              owszem.
              > I przy "dobrym" wyborze, kto wie, mozna miec i ciekawsze zycie i mniej
              > stresujace zycie niz chodzac dzien w dzien na 8 godzin do pracy, ktorej sie
              na
              > dodatek nie lubi.

              A kto Ci każe chodzić do pracy, której nie lubisz? A co różnicy między
              partnerem a rodzicami to owszem, masz rację, że istnieje. Rodzicom raczej nie
              przyjdzie do głowy, żeby Cię wymienić na biuściastą seksowną blondynkę.
              • maly.ksiaze Sprobujmy inaczej, Ewok 31.03.03, 23:28
                Dlaczego wybor zyciowy 'kobieta pracujaca, zadnej pracy sie nie boi' mialby
                byc lepszy niz 'gospodyni domowa' (w wersji anglosaskiej homemaker)? Jakie sa
                Twoje kryteria oceny?

                Pozdrawiam,

                mk.
                • Gość: EWOK Re: Sprobujmy inaczej, Ewok IP: *.acn.waw.pl 01.04.03, 21:36
                  maly.ksiaze napisał:

                  > Dlaczego wybor zyciowy 'kobieta pracujaca, zadnej pracy sie nie boi' mialby
                  > byc lepszy niz 'gospodyni domowa' (w wersji anglosaskiej homemaker)? Jakie
                  sa
                  > Twoje kryteria oceny?
                  >
                  Człowiek wprawdzie nie żyje w próżni, otaczają go inni ludzie, ale w
                  ostatecznym rozrachunku jedynymi osobami, z którymi na pewno spędzimy całe
                  nasze życie jesteśmy my sami. Kura domowa opiera swój byt na innych - męzu,
                  dzieciach. Nie żyje swoim życiem tylko ich życiem. Oceniam to jako
                  krótkowzroczną politykę. Dzieci w końcu się usamodzielniają, mąz, nawet
                  najlepszy, też nie jest wieczny, a statystycznie żyje krócej od żony. I co
                  pozostaje? Nie chcę być źle zrozumiana - dom i rodzina są ważne, dla
                  większości ludzi nawet najważniejsze. Ale trzeba zachować równowagę między
                  rozmaitymi aspektami życia. Ono nie składa się wyłącznie z domu i rodziny.
                  • goga.74 Re: Sprobujmy inaczej, Ewok 01.04.03, 23:03
                    > Człowiek wprawdzie nie żyje w próżni, otaczają go inni ludzie, ale w
                    > ostatecznym rozrachunku jedynymi osobami, z którymi na pewno spędzimy całe
                    > nasze życie jesteśmy my sami. Kura domowa opiera swój byt na innych - męzu,
                    > dzieciach. Nie żyje swoim życiem tylko ich życiem. Oceniam to jako
                    > krótkowzroczną politykę. Dzieci w końcu się usamodzielniają, mąz, nawet
                    > najlepszy, też nie jest wieczny, a statystycznie żyje krócej od żony. I co
                    > pozostaje? Nie chcę być źle zrozumiana - dom i rodzina są ważne, dla
                    > większości ludzi nawet najważniejsze. Ale trzeba zachować równowagę między
                    > rozmaitymi aspektami życia. Ono nie składa się wyłącznie z domu i rodziny.

                    A czy "kura domowa" (zdefiniowana jako osoba, ktora nie zarabia) nie moze miec
                    wedlug Ciebie pasji, wlasnych zainteresowan? Na ktore ma czas. Czy jesli
                    kobieta nie zarabia to oznacza to automatycznie, ze jest glupia, tylko sprzata
                    i zyje zyciem meza i dzieci?
                    • Gość: EWOK Re: Sprobujmy inaczej, Ewok IP: 213.241.18.* 02.04.03, 09:01
                      goga.74 napisała:

                      >
                      > A czy "kura domowa" (zdefiniowana jako osoba, ktora nie zarabia) nie moze
                      miec
                      > wedlug Ciebie pasji, wlasnych zainteresowan? Na ktore ma czas. Czy jesli
                      > kobieta nie zarabia to oznacza to automatycznie, ze jest glupia, tylko
                      sprzata
                      > i zyje zyciem meza i dzieci?

                      Ależ nie. Absolutnie nie odbieram kurom domowym prawa do własnych pasji i
                      zainteresowań. One same je sobie odbierają. Przy okazji - jak myślisz, co
                      stymuluje intelektualnie kurę domową? Bardziej "Moda na sukces" czy Telezakupy?
                      • goga.74 Re: Sprobujmy inaczej, Ewok 02.04.03, 11:47
                        > Ależ nie. Absolutnie nie odbieram kurom domowym prawa do własnych pasji i
                        > zainteresowań. One same je sobie odbierają. Przy okazji - jak myślisz, co
                        > stymuluje intelektualnie kurę domową? Bardziej "Moda na sukces" czy
                        >Telezakupy?
                        A co stymuluje intelektualnie pania sprzedawczynie (zwana inaczej
                        przedstawicielem handlowym)? Bardziej przeczytana po przyjsciu z pracy "Viva"
                        czy raczej cos "ambitnego" np. "Cosmopolitan"?
                        • Gość: EWOK Re: Sprobujmy inaczej, Ewok IP: 213.241.18.* 02.04.03, 13:50
                          goga.74 napisała:

                          > >> A co stymuluje intelektualnie pania sprzedawczynie (zwana inaczej
                          > przedstawicielem handlowym)? Bardziej przeczytana po przyjsciu z pracy "Viva"
                          > czy raczej cos "ambitnego" np. "Cosmopolitan"?

                          O czy właściwie próbujesz mnie przekonać? O tym, że kura domowa żyje pełnią
                          życia, z rana ćwiczy jogę, potem leci na siłownię, potem w domu czyta Kanta, a
                          wieczorami pisze książkę strumienia świadomości? To nie jest kura domowa tylko
                          przestawicielka wolnego zawodu, więc nie rozumiem dlaczego w ogóle pojawiła się
                          w tej rozmowie.
                          • goga.74 Re: Sprobujmy inaczej, Ewok 02.04.03, 19:38
                            > O czy właściwie próbujesz mnie przekonać? O tym, że kura domowa żyje pełnią
                            > życia, z rana ćwiczy jogę, potem leci na siłownię, potem w domu czyta Kanta,
                            a
                            > wieczorami pisze książkę strumienia świadomości? To nie jest kura domowa
                            tylko
                            >
                            > przestawicielka wolnego zawodu, więc nie rozumiem dlaczego w ogóle pojawiła
                            się
                            >
                            > w tej rozmowie.

                            Dopoki taka osoba nie znajdzie wydawcy dla swojego "strumienia swiadomosci"
                            w mysl definicji ze "kura domowa" jest "osoba, ktora nie zarabia", jest kura.

                            A pokazac chcialam, fakt czy dana osoba pracuje zawodowo czy nie, nie jest
                            wyznacznikiem jej poziomu intelektualnego.
                            • Gość: EWOK Re: Sprobujmy inaczej, Ewok IP: *.acn.waw.pl 02.04.03, 21:28
                              goga.74 napisała:


                              >
                              > Dopoki taka osoba nie znajdzie wydawcy dla swojego "strumienia swiadomosci"
                              > w mysl definicji ze "kura domowa" jest "osoba, ktora nie zarabia", jest
                              kura.

                              Z faktu, że kura domowa jest osobą, która nie zarabia nie można wyprowadzać
                              wniosku, że każda osoba, która nie zarabia jest kurą domową. Bezrobotny górnik
                              nie staje się automatycznie kurą domową przez sam fakt, że , kiedy mu się
                              zasiłek skończy, nie będzie miał żadnych pieniędzy. Van Gogh czy Modigliani
                              byli malarzami a nie kurami domowymi również wtedy, gdy marchandzi nie
                              interesowali się ich twórczością. Kura domowa jest osobą, której zawodem jest
                              wykonywanie prac domowych.
                              >
                              > A pokazac chcialam, fakt czy dana osoba pracuje zawodowo czy nie, nie jest
                              > wyznacznikiem jej poziomu intelektualnego.

                              Nie jest, zgoda. Wyznacznikiem są życiowe ambicje, bo to one wymuszają rozwój
                              człowieka. Jeśli ambicje jakiejś kobiety nie wykraczają poza idealnie
                              wyprasowane koszule i siedzenie w domu nad garnkiem - mamy do czynienia z kurą
                              domową. I proszę, napisała do nas kobieta, deklarująca się jako kura, której
                              intelekt najwyraźniej stawia większe niż przeciętnej kurze wymagania, co
                              objawia się potrzebą pisania, choćby do szuflady. Wedle mojej koncepcji, nie
                              jest ona kurą domową, ponieważ jej ambicje nie zadowoliły się perfekcyjnym
                              prowadzeniem domu. To się akurat zgadza z tym, co BD napisał o stolarzu. Ale
                              BD twierdził, że możliwości twórcze kury domowej są nieograniczone, w zakresie
                              wykonywania obowiązków domowych. Skoro tak to dlaczego kura- nie kura z
                              naszego wątku nie realizuje się w gotowaniu jeszcze lepszej pomidorowej tylko
                              wzięła się za pisanie?
                              • maly.ksiaze Co było najpierw, kura czy kura? 03.04.03, 05:04
                                Ustalmy może w końcu: czy używasz frazy 'kura domowa'
                                jako zamiennika na zwrot 'gospodyni domowa' czy jako
                                ubliżającego epitetu? Cos jak 'biurwa' na określenie
                                tępej baby biurowej?

                                Jeśli to drugie, to nie mamy o czym dyskutować. Doradzić
                                tylko mogę, abyś kwalifikowała jakoś takie stwierdzenia,
                                gdyż niektóre osoby mogą je uznać za obraźliwe. Jeśli to
                                pierwsze, to przyznam że przekonaniem, iż człowiek może
                                realizować się przede wszystkim w pracy zarobkowej uważam
                                za niezbyt mądre. Albo lepiej - bardzo niemądre.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                                • Gość: barbinator Re: Co było najpierw, kura czy kura? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 13:12
                                  maly.ksiaze napisał:

                                  Jeśli to
                                  > pierwsze, to przyznam że przekonaniem, iż człowiek może
                                  > realizować się przede wszystkim w pracy zarobkowej uważam
                                  > za niezbyt mądre. Albo lepiej - bardzo niemądre.

                                  >

                                  Ja bym to ujęła tak: człowiek może sie realizować w najróżniejszych zadaniach.
                                  Zależy to od niego samego i nie ma nic wspólnego z płcią. Gdyby ogół kobiet
                                  uważał, ze praca domowa pozwala na samorealizację równie dobrze jak praca poza
                                  domem, nigdy nie powstałby tzw ruch wyzwolenia kobiet, którego naturalną
                                  kontynuacją jest feminizm. Gdyby ogół mężczyzn uważał, ze praca domowa jest
                                  taka super jak wierzy BD (albo raczej udaje, że wierzy), to dawno już
                                  mielibyśmy do czynienia z poważną rewolucją obyczajową. Jednak ani BD ani "ogół
                                  mężczyzn" jakoś nie walą drzwiami i oknami do obejmowania
                                  stanowisk "housekeeper".

                                  To dwa dowody na to, ze idealizowanie pracy kury i przydawanie jej jakiś
                                  szczególnych, wyrafinowanych znaczeń jest pozbawione sensu, gdyz same
                                  zainteresowane "zagłosowały nogami" ZA wariantem feministycznym, a PRZECIW
                                  wariantowi idealistyczno-patriarchalnemu. Dyskusja jest mało sensowna, gdyż
                                  problem już dawno został w praktyczny sposób rozstrzygnięty.
                                  Natomiast co do samego słowa kura, to jako pierwszy użył go BD zaś inni
                                  dyskutanci po prostu powielają go dla wygody. Osobiście nigdy go w odniesieniu
                                  do konkretnych osób nie używam, gdyz niewątpliwie ma ono charakter
                                  deprecjonujący.
                                  Ale o to pretensje należy zgłaszac do BD...
                                  Pozdr. B.
                                  • goga.74 Re: Co było najpierw, kura czy kura? 03.04.03, 15:28
                                    Model patriarchalny nie opowiadal kobietom, poniewaz nie dawal im mozliwosci
                                    wyboru- kobieta MUSIALA byc matka i zona. Teraz kobieta POWINNA pracowac
                                    zawodowo. Oba laczy jedno- narzucanie swojego systemu wartosci.

                                    A czasy sie zmieniaja i to bardzo pozytywny akcent. W swoim otoczniu obserwuje
                                    najprzerozniejsze konfiguracje, znam zarowno kobiety pracujace jak i kury
                                    domowe z wyboru, w tym rowniez kure domowa (ok, sztuk jedna) plci meskiej.
                                    Z przewaga modeli "mieszanych", gdzie oboje pracuja na 3/4 lub 1/2 etatu.
                              • goga.74 ewok, namieszalas 03.04.03, 12:09
                                Kim jest "kura" wedlug Ciebie?

                                Kura jest gopodyni domowa domowa, ktora sprzata, gotuje a wieczorem relaksuje
                                sie rzy telenoweli. Kura nie jest natomiast ta sama gospodyni, ktora wieczorem
                                siada i pisze do szuflady. Zapewne nie jest nia tez, gdy wieczorem wymyka sie
                                na strych malowac obrazy. Kura to wiec nie tylko osoba ktora nie zarabia, kura
                                to tez metalnosc.[A czy jest kura osoba ktora wieczorem szydelkuje lub robi na
                                drutach? Jakie masz kryterium wartosciowego sposobu spedzania wolnego czasu?]

                                Z drugiej strony, glownym Twoim argumentem dlaczego wybor bycia kura jest
                                gorszy bylo:

                                "tzw. kury domowe nie zarabiają. Są na utrzymaniu partnera i będą - aż do
                                śmierci. Jako modelowy przykład zależności od mężczyzny stanowią zaprzeczenie
                                feministycznego postulatu wolności wyboru. Bo nawet jeśli wolnym wyborem
                                kobiety było bycie kurą domową - był to ostatni wolny wybór w jej życiu".
                                I dalej przyklad z Indiami.

                                Piszaca do szuflady kura-nie-kura tez nie zarabia. Jest na utrzymaniu meza, i o
                                ile nigdy nie wyda swoich dziel (co jest prawdopodobne) zostanie na jego
                                utrzymaniu az do smierci jako modelowy przyklad itd.

                                Dalej. Kura nie staje sie gornik, ktory stracil prace i siedzi na zasilku.
                                Nawet jesli przejal wszystkie obowiazki domowe (zona pracuje zawodowo) i
                                wieczorami zamiast pisania "do szuflady" pije z kumplami z kopalni piwo lub
                                oglada mecz pilki noznej ? Nie jest kura bo 1)mecz i piwo sa zajeciami,
                                ktore stawiajo go powyzej poziomu inetlektualnego przecietnej kury 2) kiedys
                                byl gornikiem i dlatego (dlaczego?) nie moze zostac kura. Z drugiej strony sama
                                Ewok (patrz ktorys z postow ponizej) kiedys byla owa "kura domowa". Co
                                kalsyfikowalo Cie jako kure?


                                Ewok, prosba: zdefiniuj mi ta kure domowa dokladniej, bo juz nie wiem o co Ci
                                chodzi.





                                • goga.74 poprawka 03.04.03, 12:20
                                  w przykladzie o gorniku, mial byc gornik ktoremu skonczyl sie zasilek.
                          • roseanne przepraszam, musialam 02.04.03, 19:44
                            Gość portalu: EWOK napisał(a):

                            > O czy właściwie próbujesz mnie przekonać? O tym, że kura domowa żyje pełnią
                            > życia, z rana ćwiczy jogę, potem leci na siłownię, potem w domu czyta Kanta,
                            a
                            > wieczorami pisze książkę strumienia świadomości? To nie jest kura domowa
                            tylko
                            >
                            > przestawicielka wolnego zawodu, więc nie rozumiem dlaczego w ogóle pojawiła
                            się
                            >
                            > w tej rozmowie.

                            A jezeli wszytko powyzsze sie zgadza, z wyjatkiem pisania ksiazki, bo pisze
                            sobie a'muzom dla wlasnej przyjemnosci, wiec nie mam zarobku to w koncu kim
                            jestem?
                            ja siebie okreslam kura domowa, nie przedstawicielka jakiegokolwiek zawodu....
                            eh.............


                            pozycja jaka sobie wyznaczymy zalezy tylko od nas samych

                      • Gość: Aska Re: Sprobujmy inaczej, Ewok IP: *.koszalin.sdi.tpnet.pl 08.04.03, 19:39
                        co ty kobieto wygadujesz?
                        moja matka ma 45 lat pracuje i zajmuje sie domem. oprocz mnie( ja juz nie
                        mieszkam z rodzicami) ma dwojke chlopakow (15, 12 lat). od 7 do 15
                        zapierdziela w pracy a pozniej zajmuje sie domem- i co do jakiej kategorii ja
                        zaliczysz? jest kobieta inteligentna oczytana zna 2 jezyki podrozowala i
                        jeszcze na dodatek jest kura domowa
                        wiec sprobuj popracowac i w pracy i w domu a pozniej sie wypowiadaj
              • goga.74 Re: kury domowe i patriarchat 31.03.03, 23:55
                Gdzie ja napisalam, ze nie lubie swojej pracy? ;-)))

                Co do wymiany na mlodszy model to moze tutaj bardziej winne prawo rodzinne w
                Polsce. Np. w Holandii (wiem na pewno, bo tu mieszkam) i podejrzewam, ze nie
                tylko maz wymieniajacy sobie zone na "mlodszy model" musi placic swojej bylej
                zonie alimenty. To jest zreszta ogolna zasada, ze osoba, ktora nie ma
                pracy dostaje alimenty od swojego bylego malzonka. Nawet nie ma czegos takiego
                jak orzekanie o winie.
                Zreszta, jesli ta "kura domowa" od switu do nocy sprzatala, gotowala,zajmowala
                sie dziecmi i jak sama napisalas "swoją pracą uczyniła obowiązki domowe" to
                alimenty w takiej sytuacji sie jej naleza, nie uwazasz?
                Sama pisalas powyzej ile czasu zajmuje zajmowanie sie domem i dzieckiem.
                A jak dzieci jest wiecej niz jedno? Moze zamiast pogardliwie okreslac taka
                kobiete mianem "kury domowej" dla odmiany w ramach postulatow feministycznych
                powalczyc o jej prawo do alimentow, gdy maz zapragnie wymienic ja na "nowszy
                model".

                Poza tym faktycznie, mk ma racje, w takiej sytuacji kobieta (i mezczyna tez)
                maja wiecej czasu dla siebie. Policzmy. Praca zawodowa 8 godzin i zajmowanie
                sie domem 8 godzin dziennie.
                Wariant pierwszy- oboje pracuja: kazde z nich pracuje 12 godzin na dobe (8+ 4-
                polowa obowiazkow domowych)
                Wariant drugi-jedno pracuje drugie zajmuje sie domem : oboje 8 dziennie.
                Czyli kazde z nich ma o 4 godzinny dziennie wiecej czasu dla siebie.
                O ile mozna sobie na finasowo pozwolic i obie strony sa zadowolone, to w
                sumie,czemu nie?

                Ewok, nie prubuje udowodnic wyzszosci jednego modelu nad drugim.
                Po prostu uwazam, ze nie powinno sie wartosciowac tych wyborow. Nie wmawiajmy
                kobieta ktore chca zrobic kariere, ze to zle bo tzw. "kobieta normalna" powinna
                rodzic dzieci, ale tez nie popadajmy w druga skrajnosc czyli stwarzanie
                atmosfery, w ktorym kobieta ktorej w tradycyjnej rodzinie jest dobrze mialaby
                sie z tego powodu czuc gorsza jako "kura domowa".


                • Gość: soso Re: kury domowe i patriarchat IP: 195.41.66.* 01.04.03, 07:04
                  Mieszacie chyba wiele spraw i przez to takie nieporozumienia.

                  Jezdzenie do Indii, malzenstwo, opieka nad dziecmi, uzaleznienie marialne czy
                  rodzinne. Jak sie czyta to wychodzi na to, ze jest stereotyp 'kura domowa',
                  ktory wszyscy doskonale rozumieja oraz jak w kazdym przypadku bardzo
                  rozpowszechnionego stereotypu jest masa wyjatkow i sytuacji do interpretowania.
                  Jak rozumiem, EWOK mowi, ze zdecydowanie sie na niepracowanie (w jakims sensie
                  decyzja na bycie kura domowa) jest zdecydowaniem sie na uzaleznienie sie od
                  meza. Dla mnie oczywiste i sytuacja taka na pewno rodzi ograniczenia.
                  BD mowi, ze kura domowa moze byc rownie pelna inwencji jak sprzataczka i ma
                  oczywiscie racje. Prawdopodobnie ma jakis przyklad takiej kury pod reka i chce
                  sobie i swiatu udowodnic, ze kura nie jest kura. On takze mowi prawde, podobnie
                  jak EWOK. BD jednak niepotrzebnie laczy podatki i PSL z patriarchatem.
                  Niezrozumiala pararela.
                  MK mowi, ze kobieta pracujaca ma mniej wolnego czasu niz kura domowa.
                  Jednoczesnie wskazuje, ze kazdy wolny czas jest do zagospodarownia w sposob
                  pozbawiajacy go nazwy 'wolny czas'. Wyliczanie godzinek takze do niczego nie
                  prowadzi. Czyzby wybieranie losu kury domowej bylo wybieraniem wiekszej ilosci
                  godzin na leniuchowanie? MK sam przeczy tej tezie bo ludzie sklonni sa raczej
                  do wynajdowania sobie zajec niz do lezenia na tapczanie czy spania. No wiec jak
                  to jest w koncu?

                  O co w tym wszystkim chodzi? Nie bardzo wiem. Osobiscie czuje, ze presja
                  spoleczna na bycie kura w patriarchacie nie odpowiada wielu kobietom. Nie
                  chodzi o ich mozliwosci wyboru bo te sa. Chodzi o ta presje. Tak przynajmniej
                  rozumiem EWOK, ze feminizm nie walczy z kurami, nie wartosciuje wyborow. Jest
                  natomiast przeciwny kurze jako kategorii myslenia. I z tym sie zgadzam. Ja
                  takze nie lubie okreslenia kura i najlepiej by bylo, gdyby ono zniklo z obiegu
                  spolecznego. Poki jest ma swe znaczenie jako nazwa stereotypu, ktory
                  klasyfikuje kobiety. To nie jest fair. I tyle. A obrona kury jako osoby
                  myslacej to juz po prostu przeginanie. No ale nie czepiajmy sie maluczkich. Oni
                  w koncu wierza w stereotypy a nasza sprawa jest umniejszanie ich roli. :-)

                  pzdrw

                  soso



                  ¨^ ~¨

      • Gość: BD Re: kury domowe i patriarchat IP: 195.136.36.* 01.04.03, 12:28
        Witam,

        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Sprawa jest prosta i nie wymaga aż takiej epistoły - tzw. kury domowe nie
        > zarabiają. Są na utrzymaniu partnera i będą - aż do śmierci. Jako modelowy
        > przykład zależności od mężczyzny stanowią zaprzeczenie feministycznego
        > postulatu wolności wyboru. Bo nawet jeśli wolnym wyborem kobiety było bycie
        > kurą domową - był to ostatni wolny wybór w jej życiu.

        Z tym jestem w stanie się zgodzić - stanowią zaprzeczenie "feministycznego
        postulatu wolności wyboru", ale już nie "postulatu wolności wyboru". Co
        poradzić z faktem, że feministki mają takie specyficzne rozumienie wolność
        wyboru?

        Otóż prawdziwa wolność wyboru polega na możliwości dobrowolnego ograniczenia
        wolności wyboru - co więcej, najbardziej zaawansowane indywidualne i kolektywne
        strategie decyzyjne na tym właśnie polegają. Czymże innym jest np. Konstytucja -
        narzuceniem sobie paskudnego, trudnego do przezwyciężenia ograniczenia wolności
        wyboru.

        > Bo kiedy dwadzieścia lat później będzie chciała wyjechać do Indii opiekować
        > się trędowatymi, jej mąż powie sorry skarbie, utrzymywałem cię przez

        Bo kiedy za 20 lat komuś się zechce demokratycznie wprowadzić segregację
        rasową, Konstytucja powie "sorry skarbie, ale mnie nie zmieni wasza
        demokratyczna większość" :-)

        Zagadnienie jest zresztą bardzo trudne, dotyczy bowiem metapreferencji
        czasowych, tj. naszych preferencji odnośnie naszych przyszłych preferencji.
        Niemniej takie problemy się modeluje we współczesnej ekonomii i filozofii.

        A wracając na ziemię do kur domowych - rozpatrywanie ich tylko w kategoriach
        praca zawodowa - praca domowa jest pewnym uproszczeniem. Kura domowa wpisuje
        się w szerszą rzeczywistość instytucjonalną, dotyczącą np. zasad na jakich
        funkcjonuje małżeństwo. Pozycja kury domowej pozostaje choćby w oczywistym
        związku z regulacjami dotyczącymi rozwodów. Patrarichat oferuje tu spójny
        zestaw instytucji, który chroni pozycję kury domowej nakładając choćby stosowne
        obowiązki na jej męża. To właśnie ekspansja feminizmu spowodowała -
        paradoksalnie - osłabienie pozycji kur domowych, ponieważ mężczyźni poczuli się
        zwolnieni z niektórych obowiązków, a wciąż egzekwują pewne przywileje.

        pozdrawiam,

        BD

        fraszki feministyczne (odcinek 2)
        "na factów ostra klinga,
        to jest nasza Dunin Kinga"
        • Gość: breskva Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.pl 01.04.03, 12:58
          Patrarichat oferuje tu spójny
          > zestaw instytucji, który chroni pozycję kury domowej nakładając choćby
          stosowne
          >
          > obowiązki na jej męża. To właśnie ekspansja feminizmu spowodowała -
          > paradoksalnie - osłabienie pozycji kur domowych, ponieważ mężczyźni poczuli
          się
          >
          > zwolnieni z niektórych obowiązków, a wciąż egzekwują pewne przywileje.


          naprawde? to moze BD wygrzeb (zawsze jestes tak chetny do podawania danych
          ekonomicznych) statystyki dotyczace tego jak zmienia sie sytuacja finansowa i
          status zycia po rozwodzie kobiety pracujacej w domu ktora byla na utrzymaniu
          męza . Moze wtedy bedzie mozna uczciwie kontynuowac dyskusje o tym jakie
          wspaniale mozliwosci patriarchat daje kobietom zajmujacym sie praca w domu.

          Poza tym chyba zle zrozumialam, ale sugerujesz ze to feministki pogardzaja
          kurami domowymi i to przez nie okreslenie to ma zabarwienie pejoratywne? Czyli
          ze spoleczenstwo patriarchalne szanuje ten zawod tak jak np. zawod prawnika,
          lekarza itp.? I okreslenie kobiety, ktora ciezko pracuje, nie ma okreslonych
          zasad wynagradzania, ktorej pracy nikt specjalnie nie ceni i ew. zauwaza ale
          wtedy kiedy nie jest wykonywana, mianem "kobiety nie pracujacej" to efekt
          dzialan feministycznych? TO moze ja nie jestem feministka, ale wlasnie z
          swiadomoscia feministyczna wzbudzil sie we mnie sprzeciw wobec okreslania
          takich kobiet mianem " nie pracujacych". I z moich obserwacji wynika ze
          feministki nawoluja do dostrzezenia i docenienia pracy jaka wykonuja kury
          domowe. A takze do tego zeby taki wybor byl dobrowolna decyzja i swiadomym
          wyborem. Osobiscie nie jestem tez za wprowadzaniem pensji dla kur domowych (i
          pomysl ten budzi tez wiele kontrowersji wsrod feministek, np. Agnieszki Graff)
          ale mozna by pomyslec o podpisaniu umowy/kontraktu z mezem ktory zabezpieczal
          by godne zycie takiej kobiety w razie ew. rozwodu. (nawiazujac do cynicznego
          komentarza Malego Ksiecia--bo o godne zycie tu chodzi, nie o kult kasy) Zdaje
          sie ze takie rozwiazania stosuje sie np. w Niemczech.

          BTW--byl dobry felieton K. Dunin na temat kur "Kant w piaskownicy", niestety
          nie ma go na stronie WO ale moze ktos ma inny link?
          • Gość: BD Re: kury domowe i patriarchat IP: 195.136.36.* 01.04.03, 15:12
            Witam,

            Gość portalu: breskva napisał(a):

            > naprawde? to moze BD wygrzeb (zawsze jestes tak chetny do podawania danych
            > ekonomicznych) statystyki dotyczace tego jak zmienia sie sytuacja finansowa i
            > status zycia po rozwodzie kobiety pracujacej w domu ktora byla na utrzymaniu
            > męza.

            Nie czytałaś uważnie mojego postu. Przeczytaj go jeszcze raz, a zobaczysz, że
            pisałem wyraźnie, że pozycja kury domowej zależy w dużej mierze od np.
            regulacji rozwodów. Oczywiście, że sytuacja takiej kobiety się pogarsza. Ale
            wszak łatwe rozwody to bynajmniej nie jest wymysł patriarchatu. Teraz jaśniej?

            > zasad wynagradzania, ktorej pracy nikt specjalnie nie ceni i ew. zauwaza ale
            > wtedy kiedy nie jest wykonywana, mianem "kobiety nie pracujacej" to efekt
            > dzialan feministycznych?

            Oczywiście. To wszak feministki, a nie patriarchat, naśmiewają się z Polskiej
            wersji kury domowej zwanej "Matką Polką". Prawdziwy patriarchat, a nie te jego
            zdegenrowane resztki typu facet z piwem przy telewizorze, bardzo docenia
            opiekunki domowego ogniska.

            > swiadomoscia feministyczna wzbudzil sie we mnie sprzeciw wobec okreslania
            > takich kobiet mianem " nie pracujacych".

            To pogadaj o tym z EWOK, nie ze mną. Jest to oczywiście praca, aczkolwiek
            przenoszenie na nią reguł rynkowych (np. wynagrodzenia) jest bezsensowne, bo ta
            praca takim regułom nie podlega - co ma swoje wady, ale też i zalety.

            > ale mozna by pomyslec o podpisaniu umowy/kontraktu z mezem ktory zabezpieczal
            > by godne zycie takiej kobiety w razie ew. rozwodu.

            Popieram jak najbardziej - jest to zgodne z tym co wcześniej pisałem - bycie
            kurą domową powinno być wpisane w szersze ramy instytucjonalne zabiezpieczające
            jej pozycję. Ja twierdzę tylko, że takie zabezpieczenie daje prawdziwy,
            konserwatywny model patriarchalny, który nakłada sporo obowiązków na mężczyznę -
            głowę rodziny.

            pozdrawiam,

            BD

            fraszki feministyczne (odcinek 3)
            "patriarchalni fanatycy,
            ręce precz od mej macicy!"
            • Gość: sagan Re: kury domowe i patriarchat IP: *.desy.de 01.04.03, 15:37
              Gość portalu: BD napisał(a):

              > Ja twierdzę tylko, że takie zabezpieczenie daje
              > prawdziwy, konserwatywny model patriarchalny, który
              > nakłada sporo obowiązków na mężczyznę - głowę rodziny.

              tylko co taki "prawdziwy, konserwatywny model
              patriarchalny" oferuje kobietom, ktore NIE CHCA byc
              kurami domowymi, niezaleznie od tego, jak sie dobrze kury
              zabezpiecza?...
              • goga.74 Re: kury domowe i patriarchat 01.04.03, 15:40
                > tylko co taki "prawdziwy, konserwatywny model
                > patriarchalny" oferuje kobietom, ktore NIE CHCA byc
                > kurami domowymi, niezaleznie od tego, jak sie dobrze kury
                > zabezpiecza?...

                Nic...
                • Gość: sagan cicho glupia... czekam na odpowiedz BD... ;) n/txt IP: *.desy.de 01.04.03, 15:48
              • Gość: BD a ma obowiązek coś oferować? n.txt. IP: 195.136.36.* 01.04.03, 16:02
                • Gość: sagan oczywiscie, ze nie... IP: *.desy.de 01.04.03, 16:10
                  ... tylko nie dziw sie, ze nie znajduje tak duzo
                  "zainteresowanych", jak bys chcial...
                  chyba wlasnie dlatego przechodzi do historii, poniewaz
                  oferowal (jak twierdzisz) cos kurom, a okazalo sie, ze
                  nie wszystkie kobiety to kury... (brzmi to troche jak z
                  monty pythona... ;)

                  zapytalam, bo zdajesz sie zachwalac zalety patryjarchatu
                  i (chyba) probujesz dowodzic, ze z nim byloby lepiej.
                  moze (moze) byloby lepiej kurom, ale jak juz nadmienilam,
                  nie wszystkim taki sposob zycia sie podoba...
                  ... a jak zdajesz sie przyznawac, innym kobietom
                  patryjarchat nic nie proponuje.
                  a wiec jego zalety moga byc wylacznie zlokalizowane, a
                  nie globalne i uniwersalne...
    • Gość: doku Otóż to IP: *.mofnet.gov.pl 01.04.03, 12:43
      Gość portalu: BD napisał(a):

      > Istnieją setki zawodów, gdzie pracują miliony kobiet

      Geny kształtowały naszą psychikę przez miliony lat w warunkach prostego
      podziału pracy. Mężczyźni wytwarzali narzędzia, polowali, prowadzili wojny i
      eksplorowani dalekie okolice, kobiety używały narzędzi, zbierały i przyrządzały
      jedzenie, opiekowały się dziećmi i eksplorowały bliską okolicę.

      Badania pokazują wyraźnie naturalne różnice między kobietami i meżczyznami.
      Pomińmy różnice fizyczne, a i tak mamy dobrze udokumentowane różnice
      psychiczne: np. kobiety mają wyższą inteligencję werbalną i spostrzegawczość,
      mężczyźni mają lepszą orientację i wyobraźnię przestrzenną.

      Różne wrodzone zdolności powodują większą przydatność w różnych zawodach: np.
      kobiety są lepszymi nauczycielkami, lekarzami i zbieraczkami jagód, a mężczyźni
      lepszymi rzemieślnikami, górnikami i politykami.

      Obie płcie jednak są stworzone do pracy, a nie leniuchowania w domu. Kura
      domowa czy pracocholizm to wynaturzenie kobiety, tak jak i mężczyzny. Obie
      płcie potzrebują pobawić się z dziećmi i wybyczyć się od czasu do czasu.
      • Gość: tad Cień kury domowej - wykład z feminizmologii ... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 16:15
        ... teoretycznej - cz.I

        Motto
        "Kura domowa, która robi dobre obiady, jest lepsza od
        feministycznej "myślicielki", która "robi" kiepską ideologię"
        (za: "Złote myśli Tada" tom. XIX)

        Szanowni Państwo

        Zajmiemy się dziś, przywołaną tu przez Ewok, postacią "kury domowej", czy-
        ściślej rzecz ujmując - formą w jakiej przedstawiana jest ta postać w
        feministycznej mitologii, oraz rolą jaką w owej mitologii pełni. Otóż, opisując
        rzecz w języku psychologii jungowskiej, "kura domowa" jest to postać z
        feministycznego Cienia - jest ona odrzucanym i wypieranym przez feministki
        aspektem kobiecości (ten kawałek był specjalnie dla Zuli). Owo "docenianie"
        przez feministki "kury domowej" o jakim tu i ówdzie się słyszy (patrz - post
        Breskvy), jest w istocie sytaucją wymuszoną - ku zaskoczeniu feministek, ogół
        kobiet nie chciał opuścić "grzędy" i "realizować się" według przepisu przez
        feministki przedstawianego, więc coś z tym fantem trzeba było zrobić. Tak więc
        nagle niektóre feministki "kurę domową" zaczęły "doceniać" i hołubić, ale nie
        wyzbyły się przy tym swojej manii rewolucyjnej, i "kura domowa" interesuje je
        o tyle, o ile można przydać jej "potencjału rewolucyjnego" ("kurę domową"
        rewolucjonizuje się np. podnosząc postulat "przereformowania" życia domowego,
        mn. przez wprowadzenie płatności za prace domowe). Tak więc głaskanie domowej
        kury jest głównie skutkiem klęski jaką poniósł radykalny projekt feministyczny.
        Nie tak drzewiej bywało! "Kura domowa" przez czas długi była dla feministek
        obiektem litości i pogardy (wciąż zresztą jest, choć obecnie jest to litość i
        pogarda nieco maskowana). Stosunek do "kury domowej" widzieć należy zresztą w
        szerszym kontekście, w kontekście antykobiecego (czy po prostu antyludzkiego)
        charakteru feminizmu (z tej "antykobiecości" wyłamuje się w jakiejś mierze
        jedynie najmniej feministyczny z feminizmów, czyli "feminizm liberalny" - co
        zaznaczam specjalnie dla Barbinator - miłośniczki obiektywizmu). Należy
        pamiętać, że feminizm jest ideologią radykalnego odrzucenia "tego świata", a
        więc także ideologią odrzucenia "kobiecości tego świata", czyli
        jedynej "kobiecości" realnej. Co ciekawe chodzi czasami także o kobiecą
        cielesność - choć ten nurt nieco ostatnio przycichł - pamiętajmy, ze S. de
        Beauvoir - jedna z feministycznych "świętych" twierdziła, że mdli ją na sam
        widok karmiącej kobiety, inna "święta" V. Woolf - jak można było przeczytać w
        jednych z ostatnich "WO" przez całe życie "czuła niechęć do swego ciała", a
        niejaka Firestone (autorka jednego z "kanonicznych" tekstów
        feministycznych "Dialectic of sex)porównywała poród do "defekacji dyni" (sic!),
        (wspomnianym już dziełem zainspirowała zresztą wiele feministek, które głosiły,
        że kobiety nie będą mogły się "wyzwolić" od patriarchatu, jeśli nie wyzwolą się
        od macierzyństwa i rodziny, mn. przy pomocy "sztucznych macic"). Większość
        feministek odrzucała jednak "kobiecość" raczej na poziomie kulturowym, a nie
        fizycznym. Sztandarową postacią jest tu G. Greer, autorka "Kobiecego eunucha",
        dla której kobieta, która nie dostąpiła "feministycznego oświecenia" była
        właśnie wspomnianym "eunuchem", wykastrowanym rzecz prosta przez patriarchat (
        i właśnie "kura domowa" była dla feministek wcieleniem "kobiecego eunucha").
        Mówiąc o antykobiecości feminizmu nieco więcej uwagi wypada poświęcić
        miłośniczką "androginii", czyli feministkom-uniwersalistkom, i "czcicielkom
        kobiecości", czyli feministkom "kulturowym", ale tym zajmiemy się w II części
        naszego wykładu.


        • Gość: EWOK Iiiiii tam... IP: *.acn.waw.pl 01.04.03, 19:51
          Walisz od razu z grubej rury, nie wiem po co. Feminizm wyrósł na gruncie
          patriarchatu więc był nim przesiąknięty. Nie ma co się dziwić, ludzka rzecz.
          Trzecia RP, na przykład, wyrosła na gruncie socjalizmu i jest nim
          przesiąknięta, parę lat jeszcze minie zanim zarówno kapitalizm jak i
          demokracja trochę okrzepną. Tak więc feministkom gdzieś się w głowie kołatało
          stwierdzenie bodajże Tertulii, że kobieta jest nieudanym mężczyzną. A że ci
          udani mężczyźni rządzili światem i kobietami - prosta rzecz - żeby trochę
          porządzić trzeba by zaprzeczyć swojej kobiecości. Jest w tym logika
          sześciolatka, który uważa, że gdyby tylko miał konia to by na pewno od razu
          umiał na nim jeździć tak dobrze jak Zorro, ale w sumie jest to logika do
          pojęcia i widzę potrzeby nad nią wydziwiać. Świadomośc i pewnośc siebie kobiet
          obecnie jest wystarczająca do tego, żeby widzieć możliwości dowolnego wyboru
          sposobu życia bez rezygnowania z kobiecości i wszystkiego, co się z nią wiąże.
          Dołożyły się do tego również lepiej lub gorzej udowodnione teorie na temat
          psychologicznych cech płci, wedle których jest całkiem sporo cennych zalet,
          które kobiety posiadają w większym stopniu niż mężczyźni.
          Nie wiem, czy i dlaczego feministki stawiają bycie kurą domową na równi z
          byciem kobietą pracującą zawodowo. Jako była kura domowa uważam, że
          wykonywanie dzień w dzień tych samych obowiązków domowych jest ogłupiające,
          chociaż mam na tym polu pewne osiągnięcia , jak na przykład
          zrewolucjonizowanie sposobu układania ubrań w szafie i fantastyczną wprost
          solę pod beszamelem. Koleżanki - kury, które stanowiły moje najbliższe
          otoczenie, również uważały swoje życie domowe za nudne. Wszystkie prędzej czy
          później podjęłyśmy pracę zawodową.
        • Gość: tad Re: Cień kury domowej - wykład z feminizmologii . IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 21:01
          ... teoretycznej - cz.II

          Wydawać by się mogło, że feministkom "kulturowym", znanym ze swego
          kultu "kobiecości", trudno byłoby zarzucić antykobiecość, rzecz jednak w tym,
          że "czczą" one "kobiecość prawdziwą", a kobiecość owa jest zarazem "kobiecością
          ukrytą", a może raczej "uśpioną", "wypaczoną", czy "przytłumioną" przez
          patriarchat, i nalezy ją dopiero "obudzić", czy "oczyścić". Mówiąc inaczej
          kobiety realne są (w swej masie) jedynie potencjalnie "kobietami
          prawdziwymi". "Kobiecość" nalezy w nich rozbudzić, a budzikiem są tu rzecz
          prosta feministki "kulturowe". Tak więc kobiety realne są dla nich zaledwie
          materiałem na "kobietę prawdziwą", są środkiem, a nie celem (biorąc pod uwagę
          fakt, ze "kobiecość prawdziwa" jest tak naprawdę konstruktem
          feministek "kulturowych" można mówić nie o "budzeniu prawdziwej kobiecości",
          ale o "konstruowaniu nowej kobiecości", będącej w opozycji do "kobiecości
          tradycyjnej", czyli w opozycji do kobiet realnych). Z kolei ideologiczne
          rywalki feministek "kulturowych", czyli - nieco dziś wyleniałe - uniwersalistki
          są często zwolenniczkami androginii (termin ten wyszedł jakiś czas temu z mody,
          i stara się go nie używać nawet sama S. Bem. Woli dziś mówić o "zniesieniu
          polaryzacji rodzaju"). Uniwersalistki również mierzą ze swej ideologicznej
          armaty w "kobiecość" (i "męskość"), realizacja postulatów uniwersalistek
          oznaczałaby bowiem zniknęcie tego pojęcia - w środowisku androginicznym
          pojęcia "kobiecość" i "męskość" tracą sens. Tak więc jedne feministki
          chcą "kobiecość" znieść (uniwersalistki), drugie zaś co prawda "kobiecość"
          czczą, ale jest to "kobiecość" wirtualna ("kulturystki"). Nic więc dziwnego,
          że "kura domowa" (przedstawiana zawsze karykaturalnie), jako realnie istniejące
          wcielenie "kobiecości tradycyjnej" nie może cieszyć się ich szczerą sympatią.
          Jest tu jeszcze jeden czynnik - antyrodzinna fobia trapąca sporą część
          feministek, ale ten temat był już poruszany przy innej okazji, więc nie
          będziemy się nad nim tutaj rozwodzić. Dość powiedzieć, że dla sporej części
          feministek rodzina to klatka, która więzi "kurę domową". Warto wspomnieć o
          jeszcze jednej roli "kury domowej". Otóż, pozwala ona feministkom pielęgnować
          własne poczucie wartości, zwłaszcza tym, które w pewnym momencie zauważają, że
          wokół nich jest pusto (chodzi tu np. o płaczki, jęczące, że "jestem ładna i
          inteligentna, a faceci wolą "głupie kury domowe"). Mit "głupiej kury domowej"
          pozwala na połechtanie własnego ego - "skoro faceci są tak głupi, że wolą te
          idiotki ode mnie, to znaczy, że niewiele straciłam". I tak to mniej więcej
          wygląda.
          • Gość: soso alez tad, co ty opowiadasz! IP: 195.41.66.* 02.04.03, 06:35




            Czytajac to co piszesz mozna dojsc do wniosku, ze np. chodzenie do szkoly to
            bzdura bo 'naturalny czlowiek' lezy pod palma i zazywa.
            Przeciez nie od dzisiaj wiadomo, ze praca ma absolutnie podstawowa role w byciu
            czlowiekiem. Co na boga popedza milionerow do ciaglej pracy skoro moga lezec
            przy basenie z kura pod reka przez nastepne 600 lat? No co?!
            Czyz nie jest tak, ze poprzez kontakt z innymi ludzmi, szczegolnie o innych
            pogladach, rozwijamy sie i wspinamy sie na kolejne szczeble naszego rozwoju?
            Chyba tak. I w takich kontekstach kura sie nie wspina lub przynajmniej ma
            utrudnione wspinanie. Podobnie efekty pracy w srodowisku, gdzie sa wyzwania,
            konkurencja, ocena maja inne znaczenie niz te same efekty w zaciszu domowym.
            Pomysl, co jest warta najlepsza sola na swiecie zrobiona przez EWOK kiedy nawet
            nie mozna tego zweryfikowac. (Nawiasem mowiac sola to jest cos!) EWOK napisze
            takze w zaciszu ksiazke, ktora bedzie bestsellerem i to ja wzmocni, takze
            wykatapultuje z funkcji bycia kura. W tym sensie Twoje pisanie o kurach, ktore
            sa srodkiem dla feministek brzmi naiwnie. To tak, jakbys odbieral ludziom prawo
            do pomagania innym, przywiazywal lancuchem kotwicznym do blatu w kuchni. Czy
            bycie nauczycielem, przewodnikiem, pomocnikiem jest swiadectwem poczucia
            wlasnego niedowartosciowania? Tad!
            Podobnie chyba dales sie zlapac we wlasna pulapke piszac, ze kobiety nie_kury
            popadaja w albo w negacje kobiecosci albo w jej nadmierne eksponowanie. A czyz
            nie swiadczy to o tym po prostu, ze nie ma jedej ramki o nazwie kura ale ze
            kobiety maja rozne potrzeby w sposbach wyrazania swej kobiecosci. Stad tylko
            kolejny dowod na to, ze kura jest wtloczeniem do klatki.
            Kto i co daje podstawe do twierdzenia, ze akurat taki a nie inny sposob zycia
            (rodzina) jest wzorcem? Czy wzory zycia (rodziny) nie moga sie zmieniac wraz ze
            zmianami, ktore czlowiek wprowadza w swym srodowisku (mysle tu oczywiscie o
            srodowisku w sensie spolecznym).
            I jeszcze jedno. Czy naprawde uwazasz, ze kobiety z wieksza swiadomoscia tego,
            co sie wokol nich dzieje sa mniej atrakcyjne od kur domowych? Piszesz, ze
            feministki sa oazami na pustyni i skarza sie, ze nie maja takiego powodzenia
            jak kury. Dlatego takze lechtaja kura wlasne ego. A czy moze nie swiadczy to o
            tym, ze kury, ktore takze sa oazami na pustyni (bo niby dlaczego nie sa) tym
            tylko sie roznia od feministek, ze nie maja smialosci gloszenia wlasnego
            niepowodzenia i nie skarza sie, ze faceci wola jednak te cholerne kobiety
            wyzwolone?
            Zyjesz w jakims specjalnym swiecie tad. Chyba nie masz najmniejszego pojecia o
            tym, jak bardzo boli niektore kobiety fakt, ze mezczyzni uwazaja je za druga
            kategorie, za kury, ze wola kobiety z osobowoscia inna niz kurza. Tylko
            powiedz, co takie samotne kury moga. Na co maja sie skarzyc? I komu? Wyjdzie na
            to, ze sa do niczego bo na dodatek nie tylko sa kurami ale i nie maja
            powodzenia. Feministki maja lub nie maja powodzenie ale za to na pewno nie sa
            kurami i choc to jest dobre. Jak piszesz, dowartosciujace. I to rozumiem.
            Ludzie czuja sie lepiej majac wyksztalcenie i swobode dzialania. Bycie kura w
            jakims sensie jest sugestia, ze sie nie zdobylo statusu czlowieka wolnego.

            No dosc juz bo nikt nie czyta dlugich postow.

            pzdrw

            soso
            • Gość: barbinator Re: alez tad, co ty opowiadasz! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 11:39
              Gość portalu: soso napisał(a):

              >
              >
              >
              > No dosc juz bo nikt nie czyta dlugich postow.


              >
              Ja przeczytałam i bardzo mi sie spodobało.
              To przyjemne zobaczyć swoje własne poglądy spisane przez kogoś lepiej niż by
              się to zrobiło samemu... dzięki, Soso!
              Pozdr. B.
              • maly.ksiaze Kura - redux 03.04.03, 05:42
                Troszkę szkoda, że tak chyżo podpisujesz się pod niezbyt
                przemyślanym i faktycznie nazbyt długim tekstem.
                Wprawdzie Soso w którymś poście zwrócił (to znaczy -
                zakładam, że mu o to chodziło) uwagę na rozróżnienie
                między 'stereotypem kury' a konkretną osobą, która taki
                styl życia wybiera, to jednak w tym, który pochwaliłaś,
                rzecz tę pomija. Pomija i radośnie sunie dalej, opisując,
                jak on rozumie rozwój.

                To co napisano powyżej jest po pierwsze niezbyt mądre, po
                drugie pełne niejawnych założeń wynikających z sosowego
                systemu wartości, jaki by on nie był. Ja zaś na to
                napiszę, że - zachowując rozsądne proporcje - dawanie
                ludziom jeść jest zajęciem znacznie bardziej szlachetnym,
                niż wciskanie frajerom posłodzonej mieszaniny wody z
                kwasem fosforawym. Mimo to 'marketing executive' z
                Coca-Coli z całą pewnością z góry patrzy na rolnika -
                który to rolnik z pewnością ma ograniczne możliwości
                rozwoju, choćby z racji tego, gdzie mieszka.

                Patrzenie na czyjś wybór jako na klatkę, z której ten
                ktoś 'chciałby się wydostać' jest klarownym przykładem
                protekcjonalnego traktowania innych. Że chęć (bądź zgoda)
                na ograniczenie swoich zawodowych (wyłącznie zawodowych,
                nie wszelkich) aspiracji do prac domowych i wychowania
                dzieci, jest świadectwem jakiegoś defektu osobowości.
                Takie przeświadczenie o absolutnej doskonałości własnego
                światopoglądu wprost mnie rozczula.

                Jedno spostrzeżenie jest bezsprzecznie słuszne - świat
                się zmienia, wzorzec rodziny wraz z nim. Do tego stopnia,
                że 'presja patriarchatu' na to, aby kobieta była 'żoną
                domową' jest bajką przeszłości - można raczej mówić o
                presji w kierunku przeciwnym (w razie wątpliwości
                doradzam wyprawę do kiosku ruchu).

                Pozdrawiam,

                mk.
                • Gość: barbinator Re: Kura - redux IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 09:25
                  maly.ksiaze napisał:

                  >
                  > Patrzenie na czyjś wybór jako na klatkę, z której ten
                  > ktoś 'chciałby się wydostać' jest klarownym przykładem
                  > protekcjonalnego traktowania innych. Że chęć (bądź zgoda)
                  > na ograniczenie swoich zawodowych (wyłącznie zawodowych,
                  > nie wszelkich) aspiracji do prac domowych i wychowania
                  > dzieci, jest świadectwem jakiegoś defektu osobowości.
                  > Takie przeświadczenie o absolutnej doskonałości własnego
                  > światopoglądu wprost mnie rozczula.

                  >
                  Mam uczucie deja vu - czy nie tak samo było w naszej rozmowie o socjotechnice?
                  Tym razem chcesz wierzyć w mój protekcjonalny stosunek do gospodyń domowych,
                  więc traktujesz go jako aksjomat i niezbyt interesują cie moje rzeczywiste
                  opinie. Ot, choćby w powyższym fragmencie twojego posta.
                  Przecież ja nie napisałam, tego co mi przypisujesz. Owszem napisałam, że
                  wszystkie znane mi kobiety-kury są kurami tymczasowo i tęsknią do swojej starej
                  pracy. To nie była opinia tylko stwierdzenie faktu. Bez urazy Książe, ale ja
                  naprawdę lepiej od ciebie wiem co czują (i o czym mówią!) moje znajome...
                  A także co sama czułam parę lat temu...
                  Nie pisałam nic o tym co czują zdeklarowane kury dożywotnie, bo nie znam takich
                  kobiet (co oczywiście nie znaczy, że nie wierzę w ich istnienie - zapewne
                  trochę ich jest, zapewne niewiele)a staram się pisać tylko o tym, o czym coś
                  wiem.
                  Wiem na przykład, ze sytuacja prawna takich kobiet jest kiepska. W razie
                  rozwodu muszą liczyć na dobrą wolę byłego męża albo na opiekę ze strony
                  dorosłych dzieci - świadomość "szlachetności" dokonanego przed laty wyboru
                  raczej niewiele im wtedy pomoże.
                  Podtrzymuję też to, co napisałam wcześnie: BD, a widze że i ty macie
                  wyidealizowany obraz osoby niepracującej. Rozumujecie następująco: jestem
                  zapracowanym człowiekiem, na nic nie starcza mi czasu - ach, gdybym tak mógł
                  posiedzieć w domu na czyimś utrzymaniu, ile wspaniałych rzeczy mógłbym zrobić.
                  Wniosek: taka kura to ma fajnie.
                  Niestety w życiu jest inaczej.
                  Im więcej masz obowiązków które musisz wykonać, tym lepiej jesteś zorganizowany
                  i tym więcej czasu masz dla siebie - to paradoks który jednak zna każdy komu
                  dane było zakosztowac obu stylów życia: aktywnego zawodowo i domowego. Zostawmy
                  na boku kury: czy naprawde nigdy nie słyszałeś o ludziach (płci dowolnej)
                  którzy po przejściu na długo wyczekiwaną emeryturę nie potrafią znaleźć sobie
                  miejsca i w końcu lądują na kanapie z pudłem ptasiego mleczka i włączoną
                  telenowelą (kobiety) albo z piwem w barze (mężczyźni)? To samo dotyczy
                  bezrobotnych, nawet tych z wysokimi zasiłkami. Po prostu już tak jest, że praca
                  zarobkowa, nawet ta o charakterze odtwórczym, stwarza nowe wyzwania i pobudza
                  nasze ambicje i chęć do życia. Niestety nie potrafię ci wyjaśnić dlaczego tak
                  jest - po prostu takie jest życie. Nie przekonasz się nigdy, ze mam rację
                  dopóki sam nie spróbujesz zrezygnowac z pracy na kilka lat, tak jak ja
                  spróbowałam.
                  Pozdr. B.
                  • Gość: BD Re: Kura - redux IP: 195.136.36.* 03.04.03, 10:11
                    Witam,

                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Im więcej masz obowiązków które musisz wykonać, tym lepiej jesteś
                    > zorganizowany

                    To się zgadza, aczkolwiek dotyczy tak samo kury domowej jak i pracujących
                    zawodowo.

                    > i tym więcej czasu masz dla siebie - to paradoks który jednak zna każdy komu
                    > dane było zakosztowac obu stylów życia: aktywnego zawodowo i domowego.

                    To już jest przesada, łatwo zauważyć, że zależność _nie może_ być liniowa.
                    To wynika raczej z deprymującego efektu nic-nierobienia. Osoby, które się nudzą
                    w domu, nie mają na nic czasu.

                    > bezrobotnych, nawet tych z wysokimi zasiłkami. Po prostu już tak jest, że
                    > praca zarobkowa, nawet ta o charakterze odtwórczym, stwarza nowe wyzwania i
                    > pobudza nasze ambicje i chęć do życia.

                    Nie praca zarobkowa - każda praca. I nie zawsze. Czasami. Uczestniczyłem kiedyś
                    jako analityk we wdrażaniu dużego projektu informatycznego (rok roboty dla
                    zespołu 30 osób). Nigdy się tak nie wynudziłem i nie zniechęciłem do pracy. I
                    nie tylko ja. Możesz mi nie wierzyć, ale praca analityka, który np. tworzy
                    modele (dobraj jakości, nie jakieś odwalanie roboty) z ktorych korzysta kilka
                    poważnych instytucji może być postrzegana przez niego jako śmiertelnie nudna
                    (niestety, jest też dobrze płatna).

                    To ludzie decydują co jest dla nich atrakcyjne i to głównie od ludzi zależy czy
                    mogą działać kreatywnie, nie od jakichś "obiektywnych" klasyfikacji zawodów.
                    Nie wiem czemu Ty i inni tak bardzo opieracie się przed przyjęciem tej tezy?
                    Jakiś mały resentyment ex-kury domowej?

                    pozdrawiam,

                    BD

                    fraszki feministyczne (odcinek 8)
                    "chcesz się wyrwać z "miśków' masy
                    czytaj 'Wysokie Obcasy'!"
                  • maly.ksiaze Re: Kura - redux 03.04.03, 15:09
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > maly.ksiaze napisał:
                    >
                    > >
                    > > Patrzenie na czyjś wybór jako na klatkę, z której ten
                    > > ktoś 'chciałby się wydostać' jest klarownym przykładem
                    > > protekcjonalnego traktowania innych. Że chęć (bądź zgoda)
                    > > na ograniczenie swoich zawodowych (wyłącznie zawodowych,
                    > > nie wszelkich) aspiracji do prac domowych i wychowania
                    > > dzieci, jest świadectwem jakiegoś defektu osobowości.
                    > > Takie przeświadczenie o absolutnej doskonałości własnego
                    > > światopoglądu wprost mnie rozczula.
                    >
                    > >
                    > Mam uczucie deja vu - czy nie tak samo było w naszej
                    rozmowie o socjotechnice?
                    > Tym razem chcesz wierzyć w mój protekcjonalny stosunek
                    do gospodyń domowych,
                    > więc traktujesz go jako aksjomat i niezbyt interesują
                    cie moje rzeczywiste
                    > opinie. Ot, choćby w powyższym fragmencie twojego posta.

                    Z całym szacunkiem, B. Podpisałaś się pod postem Soso,
                    jako pod wyrażającym Twoje opinie. Post ten zawierał
                    między innymi takie oto fragmenty:

                    "EWOK napisze takze w zaciszu ksiazke, ktora bedzie
                    bestsellerem i to ja wzmocni, takze wykatapultuje z
                    funkcji bycia kura. "

                    "kura jest wtloczeniem do klatki."

                    "Czy naprawde uwazasz, ze kobiety z wieksza swiadomoscia
                    tego, co sie wokol nich dzieje sa mniej atrakcyjne od kur
                    domowych?"

                    "ze wola kobiety z osobowoscia inna niz kurza."

                    "Bycie kura w jakims sensie jest sugestia, ze sie nie
                    zdobylo statusu czlowieka wolnego."

                    Utozsamienie wykonywanej roli 'gospodyni domowej' z
                    'kurzym charakterem" implikuje pogardliwy stosunek do
                    tejze roli - i do tych, ktorzy ja wykonuja. Odmowa
                    spojrzenia na czyjas decyzje jako na decyzje chocby
                    czesciowo racjonalna i sprowadzenie tego wszystkiego do
                    'zniewolenia' zawsze i wszedzie, do dolu, z ktorego
                    trzeba sie wykatapultowac - oznacza odmowe wgladu w
                    motywacje tej osoby - bo niby nie ma czego analizowac. To
                    jest stosunek protekcjonalny!
                    Napisalem - szkoda, ze tak chyzo podpisalas sie pod
                    niezbyt madrym tekstem.

                    Pozdrawiam,

                    mk.
            • Gość: BD może mi ktoś wreszcie wytłumaczy... IP: 195.136.36.* 02.04.03, 13:38
              Witam,

              Gość portalu: soso napisał(a):

              > Czytajac to co piszesz mozna dojsc do wniosku, ze np. chodzenie do szkoly to
              > bzdura bo 'naturalny czlowiek' lezy pod palma i zazywa.

              Jeśli dla Ciebie zadania kury domowej polegają na leżeniu pod palmą, to
              pozazdrościć wglądu w rzeczywistość. Ciekawe, czemu EWOK uważa to zajęcie za
              tak wyczerpujące, że człowiek nie ma siły przeczytać gazety. Bycie kurą domową
              wymaga więcej wysiłku niż niejedna praca płatna i nie ma nic wspólnego z byciem
              _zabawką domową_ na skórzanej sofie milionera etc.

              > Przeciez nie od dzisiaj wiadomo, ze praca ma absolutnie podstawowa role w
              > byciu czlowiekiem.

              Rozumiem, że chodzi o pracę zawodową.

              No to już nic nie rozumiem.

              Osoby niepracujące (dzieci, emeryci) nie są ludźmi?

              > Co na boga popedza milionerow do ciaglej pracy skoro moga lezec przy basenie
              > z kura pod reka przez nastepne 600 lat? No co?!

              Milioner jest milionerem właśnie dlatego, że na skutek nietypowych preferencji
              nie lubi leżeć na brzuchu, choć może. Tak się jakoś dziwnie składa, że ponad
              99% populacji nie jest milionerami.

              > Czyz nie jest tak, ze poprzez kontakt z innymi ludzmi, szczegolnie o innych
              > pogladach, rozwijamy sie i wspinamy sie na kolejne szczeble naszego rozwoju?

              Rany, sklonowali EWOK, piszesz zupełnie jak ona. To może Ty udzielisz mi
              odpowiedzi na pytanie:

              W jaki sposób przez pracę wspinamy się na kolejne szczebne naszego rozwoju i
              stajemy bardziej człowiekiem w wypadku takich zawodów jak: sprzedawczyni w
              hipermarkecie, sprzątaczka, kierowca, szwaczka, pani w okienku na poczcie,
              kelnerka, telefonistka, babcia klozetowa, kucharka i inne? Tak się składa, że
              całkiem duży procent kobiet jest zatrudniony właśnie w tego typu zawodach...

              I - jako kolejne pytanie - w czym wymienione wyżej zawody są lepsze w poziomie
              samorealizacji od funkcji gospodyni domowej?

              > Pomysl, co jest warta najlepsza sola na swiecie zrobiona przez EWOK kiedy
              > nawetnie mozna tego zweryfikowac. (Nawiasem mowiac sola to jest cos!)

              Zweryfikować można - zaprosić gości na kolację. Z tą solą trafiłeś w sedno -
              praca gospodyni domowej jest doskonale weryfikowalna. Dobra sola jest dobra - i
              może to obiektywnie ocenić robotnik i profesor, feministka i antyfeminista,
              hydraulik i psycholog, dziecko i emeryt. Gospdyni domowa nie może powiedzieć,
              że niedobra sola jest tak naprawdę dobra bo nastąpiło przewartościowanie
              kategorii smaku w modelu psychoanalizy Lacana, bo by ludzie przy stole chyba
              umarli ze śmiechu.

              Weżmy taka akademiczkę - "genderówkę" - kto jest w stanie docenić jej pracę
              poza koleżankami z kółka wzajemnej adoracji. Czy można posmodernistyczny bełkot
              ocenić tak samo jak ocenia się solę. Nie! To doskonały dowód, jak bardzo praca
              gospodyni domowej bije ma głowę np. różne feministyczne wytwory "naukowe".

              > Ludzie czuja sie lepiej majac wyksztalcenie i swobode dzialania. Bycie kura w
              > jakims sensie jest sugestia, ze sie nie zdobylo statusu czlowieka wolnego.

              Bycie kurą nie implikuje braku wykształcenia. Polemizujesz z parodią kury nie z
              kurą (podobnie jak feministki polemizują z parodią patriarchatu). Ja np.
              uważam, że dobrze by bylo zmienić system edukacyjny, by to kury domowe uczyły
              dzieci w domach, a nie robiły tego różne sfrustrowane jędze w podstawówkach.

              pozdrawiam,

              BD

              fraszki feminizmu (odcinek 4)
              "Patriarchat już tu nie mieszka,
              wygnała go Graff Agnieszka"
              • Gość: soso BD - jestes nie w formie! IP: 195.41.66.* 02.04.03, 14:59
                1. Nie chodzi o to, czy kura jest wyczerpana zajeciami czy nie. Chodzi o to, ze
                jej wysilek nie przeklada sie na nic poszerzajacego jej horyzonty, korzystania
                z przyjemnosc jakie niesie zycie - nowi ludzie, nowe mysli, nowe otoczenie itd.
                Nie uwazam ze porownywalna nagroda jest np. poklepanie po dupci przez pana.

                2. Osoby na emeryturze czy dzieci sa albo przed albo po etapie, w ktorym moga
                sie rozwinac lub nie. Zycie ma swoje okresy a te swa specyfike. Lezcy pod palma
                takze jest czlowiekiem ale czy nie przyznasz, ze taki ktos mija sie ze swym
                zyciem kazdego dnia?

                3. Kazda praca jest praca wyczerpujaca ale praca moze byc malo dajaca w zamian
                lub podnoszaca nas na wyzsze poziomy w wielu aspektach. Nie chcesz tego
                zauwazyc? Praca kury nie jest za bardzo budujaca. Jej wklad w tzw, dobro oglone
                takze jest trudny do uzmyslowienia. Inne poczucie przydatnosci i wartosci ma
                sprzataczka na etacie niz sprzataczka kura.

                4. to o milionerach opuszczam bo to jakis belkot zrozumialy tylko dla ciebie

                5. Oczywiscie, praca tak jak sprzedawczynie czy babcia klozetowa takze jest
                wspinaniem sie na wyzszy stopien wlasnie z powodow przytoczonych. Nie
                deprecjonuj jakichs zawodow!

                6. Sola to dobry przyklad. Ale nie twoja interpretacja. Studentka gender pewnie
                dyskutuja jak my teraz, zastanawia sie nad soba, ma coraz wieksza swiadomosc
                siebie, tego, co chce od zycia i kim chce byc w zyciu bo spotyka sie z opcjami,
                roznymi przemysleniami, pogladami na swiat, hierarchiami wartosci itd.
                Kura ze swoja sola nie spotyka sie z niczym wiecej jak z pochwala, ze cos
                zrobila dobrze. Czy obracanie sie w kregu burakow, cebli i maki w zaciszu
                domowego ogniska nawet przez rok da jej tyle do myslenia co tydzien na studiach
                gender? Jak ma ona liznac swoje czlowieczenstwo, smakowac zycie a nie zupe?

                7. Nie potrafisz czytac - wyksztalcenie i swoboda dzialania byly napisane w
                sensie nierozlacznej pary. Oczywiscie, kura moze miec wyksztalcenie ale nie ma
                swobody dzialania i w tym kontekscie na niewiele zdaje sie wyksztalcenie. Poza
                tym mialem na mysli wyksztalcenie w szkole zycia, nie koniecznie papierkowe.
                Jestes przykladem trafnosci teorii Kanta: swiat jest takim, jakim go chcemy
                widziec a nie jakis tam obiektywny. Stad czytasz takze to co chcesz przeczytac
                a nie to co slowa moga znaczyc.

                8. Kury maja uczyc dzieci w domach a dzieci nie maja chodzic do szkoly bo tam
                sa jedze. Hmm... wlasciwie starcza za caly komentarz. Niech kury produkuja kury
                i koguty a niech swiat bedzie jednym wielkim zapaskudzonym kurnikiem. Na
                zdrowie.



                pzdrw

                soso
                • Gość: BD aha... IP: 195.136.36.* 02.04.03, 15:29
                  Witam,

                  Przepraszam, o Wielki, że nic nie pojąłem z tego co wcześniej pisałeś.

                  Podsumujmy:

                  Gdzie w Twojej wizji mieści się medytujący w samotności asceta czy mnich w
                  klasztorze o zamkniętej regule? Albo matematyk stroniący od ludzi, ale chcący
                  obliczyć tajemniczą 'Betę' zatrzymującą maszynę Turinga?

                  Ty lepiej wiesz od kury domowej co jest dla niej prawdziwą nagrodą, i co
                  poszerza jest horyzonty. Czekam tylko na teorię fałszywej świadomości klasowej.

                  Wiesz lepiej kiedy ludzie się rozwijają, a kiedy nie. Dziecko jest przed
                  okresem, gdy może się rozwijać (to chyba mega-głupota roku!), emeryt po - bo Ty
                  wiesz najlepiej, że rozwijają się tylko osoby pracujące zawodowo. Inni mijają
                  się ze swym życiem każdego dnia (ah, co za metafora).

                  Wkład kury w tzw. dobro ogólne jest trudny do uzmysłowienia. W przeciwieństwie
                  do np. wkładu uniwersyteckich posmodernistów czy, dajmy na to, babć
                  klozetowych.

                  Studentka gender ma coraz wiekszą świadmość siebie, co pozwala jej "liznąć
                  człowieczeństwo, smakować życie a nie zupę". Dziwne, ja jakoś wolę smakować
                  zupę, choć w warszawskim Pałacu Staszica do katedry "Psychoanalizy i
                  kategorii 'gender' w filozofii współczesnej" mam bliżej niż do stołówki.

                  Słysząc słowo "wykształcenie", pierwsze co powinno mi przychodzić do głowy
                  to "wykształcenie w szkole życia". Inaczej, idąc za Kantem, czytam to co chcę
                  przeczytać. No tak, baaardzo przepraszam, to się już nie powtórzy.

                  Cóż, to może na razie tyle.

                  Dawno się tak nie ubawiłem, dziękuję.

                  Niemniej życzę trochę szerszego spojrzenia na świat.

                  pozdrawiam,

                  BD

                  fraszki feministyczne (odcinek 6)
                  "Zamiast robić zupy cztery
                  wybierz lesbizm i 'gendery'"
              • Gość: barbinator Re: może mi ktoś wreszcie wytłumaczy... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 16:27
                Wiesz, zabawnie się czyta jak ty bezwiednie popełniasz dokładnie ten sam grzech
                o jaki w pierwszym poście wątku obwiniałes swoich oponentów. Mianowicie
                prezentujesz jakis wyidealizowany obraz kury domowej, intelektualistki
                eksperymentującej z kuchnią francuską, organizatorki kameralnych spotkań w
                gronie znajomych, kobiety wykształconej której nie wahałbyś się powierzyć
                nauczania swoich dzieci - po czym zestawiasz ten idealny portret z siermiężną
                rzeczywistością pracujących sprzątaczek i babć klozetowych i pytasz
                dramatycznie: która z nich realizuje się lepiej.
                Bardzo niewiele wiesz o kobietach o których piszesz, pozwól więc, ze cię
                oświecę: ex-sprzątaczka raczej nie chadza na poranki symfoniczne w przerwach
                między pieczeniem soli a przygotowywaniem wieczorku poezji erotycznej dla męża.
                Kura domowa ex-sprzątaczka sprząta w domu, gotuje zupę z wkładką na trzy dni,
                ogląda telenowele i narzeka w gronie innych kur na męża. Zaś wieczorami suszy
                mu głowe o to, że powinien więcej zarabiać, nie oglądac się za babami i nie
                chodzić z kumplami na piwo. A on jej na to, ze od tego jest chłop żeby się za
                babami oglądał, z kumplami ma przynajmniej o czym pogadać (domyślnie: a o czym
                tu gadać z kurą?) zaś jeśli chce więcej kasy, to niech sobie znajdzie jakąś
                robotę - tak jak ta ładniutka blondynka spod dwójki co to codziennie wychodzi
                do pracy w innej garsonce i szpilkach, a nie tak jak kura cały dzień w
                legginsach i starej bluzce.
                BTW, o ile nie zauważyłam w żadnej wypowiedzi na tym forum pogardy dla gospodyń
                domowych (realny opis ich życia nie ma nic wspólnego z pogardą, a jedynie z
                prawdą!), to w twoich wypowiedziach bardzo wyraźnie widac pogardę dla ludzi
                wykonujących nudne prace fizyczne. Pozwól, ze odwrócę pytanie i zapytam cię: w
                czym gorsza jest kobieta sprzątająca biuro od kobiety sprzątającej dom? Mop
                domowy wzbogaca intelektualnie a mop służbowy to już nie?
                Moim zdaniem z punktu widzenia sprzątaczki sytuacja jest prosta: żaden wariant
                sprzątania nie wzbogaca intelektualnie, natomiast praca zarobkowa daje kontakt
                z ludźmi i poczucie niezależności wynikające z faktu posiadania własnych
                pieniędzy.
                Cała reszta to tylko twoja próba dorobienia ideologii do błędnych wyobrażeń o
                preferencjach kobiet i błędnej oceny możliwości autorozwoju stwarzanych dzięki
                pracy przy prowadzeniu domu.
                Zresztą bądźmy szczerzy, fakt ze ty sam jakoś nie garniesz sie do bycia
                gospodynią domową znakomicie podsumowuje twoją postawę w tej kwestii. Naprawde
                nie dostrzegasz ile w tym hipokryzji??
                Pozdr. B.
                • maly.ksiaze Ja Ci wytłumaczę... 03.04.03, 06:00
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Wiesz, zabawnie się czyta jak ty bezwiednie popełniasz
                  dokładnie ten sam grzech
                  > o jaki w pierwszym poście wątku obwiniałes swoich
                  oponentów. Mianowicie
                  > prezentujesz jakis wyidealizowany obraz kury domowej,
                  intelektualistki
                  > eksperymentującej z kuchnią francuską, organizatorki
                  kameralnych spotkań w
                  > gronie znajomych, kobiety wykształconej której nie
                  wahałbyś się powierzyć
                  > nauczania swoich dzieci
                  Nie uważasz, że jest całkiem spora grupa zawodów (w to
                  wliczywszy 'domokurzenie') które, aczkolwiek generalnie
                  niezbędne, same w sobie nie stymulują rozwoju? Śmiem
                  twierdzić, ze takimi zajęciami para się zdecydowana
                  większość ludzkości. Wszyscy Ci dumni z siebie
                  programiści, urzędnicy, sprzedawcy, smażyciele
                  hamburgerów - gdzie tu stymulacja rozwoju? Odtwarzanie
                  tych samych ruchów (bądź mentalnych procedur) w kółko, w
                  kółko, w kółko....

                  Brak stymulowania rozwoju nie oznacza jednak wcale jego
                  uniemożliwiania bądź nawet ograniczania. Pozycja
                  'gospodyni domowej' w zestawieniu z, na przykład,
                  stanowiskiem młodszej referentki w ZUS ma następujące
                  duże zalety:
                  1. Możliwość samodzielnego organizowania własnego czasu,
                  zwłaszcza w dłuższej perspektywie.
                  2. Niezbywalność. Łatwiej przestać być referentką wbrew
                  własnej woli, niż żoną i matką.
                  3. Więcej czasu.
                  4. Mniej nerwów.

                  Wybór jakich w życiu czyni się wiele - w zamian za coś
                  rezygnuje się z czegoś innego.

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • Gość: dziubek Re: Ja Ci wytłumaczę... IP: thebe* / 10.56.142.* 03.04.03, 14:09
                    maly.ksiaze napisał:

                    > Śmiem
                    > twierdzić, ze takimi zajęciami para się zdecydowana
                    > większość ludzkości. Wszyscy Ci dumni z siebie
                    > programiści, (...) - gdzie tu stymulacja rozwoju? Odtwarzanie
                    > tych samych ruchów (bądź mentalnych procedur) w kółko, w
                    > kółko, w kółko....
                    Sorry, ze nie na temat, ale kolega najwyrazniej nie ma zielonego pojecia o
                    pracy programisty.
                    Chyba, ze odtwarzanymi w kolko procedurami sa klikanie myszka i sekwencje
                    modify-save-test-modify-save-test.
                    Pozdrawiam
                • Gość: BD Re: może mi ktoś wreszcie wytłumaczy... IP: 195.136.36.* 03.04.03, 09:30
                  Witam,

                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Kura domowa ex-sprzątaczka sprząta w domu, gotuje zupę z wkładką na trzy dni,
                  > ogląda telenowele i narzeka w gronie innych kur na męża. Zaś wieczorami suszy
                  > mu głowe o to, że powinien więcej zarabiać, nie oglądac się za babami i nie
                  > chodzić z kumplami na piwo.

                  Tak, tak,wszyskto się zgadza, macie 125% racji Barbinator.
                  Powiedziałbym tylko, że za dużo oglądacie serialu paradokumetalnego "Świat
                  według Kiepskich" w TV POLSAT.

                  > BTW, o ile nie zauważyłam w żadnej wypowiedzi na tym forum pogardy dla
                  > gospodyń domowych (realny opis ich życia nie ma nic wspólnego z pogardą, a
                  > jedynie z prawdą!)

                  Jasne, post soso "BD - jestes..." jest pełen szacunku dla kur domowych,
                  np. "Niech kury produkuja kury i koguty a niech swiat bedzie jednym wielkim
                  zapaskudzonym kurnikiem" czy twierdzenie, że kura nijak nie przykłada się do
                  dobra ogólnego.

                  Pewnie, matka chcąca skupić się na wychowaniu dzieci nic nie wnosi do odbra
                  ogólnego, w przeciwieństwie np. do tysięcy urzędników skarbowych, co ścigają
                  rodziców odliczających 200 zł na rehabilitacje dziecka, a przymykają oczy na
                  wielomilionowe przekręty...

                  >, to w twoich wypowiedziach bardzo wyraźnie widac pogardę dla ludzi
                  > wykonujących nudne prace fizyczne. Pozwól, ze odwrócę pytanie i zapytam cię:
                  > w czym gorsza jest kobieta sprzątająca biuro od kobiety sprzątającej dom?
                  > Mop domowy wzbogaca intelektualnie a mop służbowy to już nie?

                  Nie okazuje pogary - stwierdziłem tylko, że istnieją setki zawodów, w których
                  pracują miliony kobiet, które dają dużo mniejsze pole do inwencji niż bycie
                  gospodynią domową. To stwierdzenie faktu, bez wartościowania.

                  > natomiast praca zarobkowa daje kontakt z ludźmi

                  Jasne, bo kura domowa jest przywiązana łańcuchem do grzędy i kontaktu z ludźmi
                  nie ma. Był w Polsce przypadek, że złośliwy pracodawca zachowując pensję,
                  zdegradował pewną pracownicę biurową do roli babci klozetowej, pisząc
                  patetcznie, że jej zadaniem jest "obserwowanie i kontrola przepływów zasobów
                  ludzkich etc.". Chyba tylko Ty i soso nie dostrzeglibyście w tym ironii...

                  > Cała reszta to tylko twoja próba dorobienia ideologii do błędnych wyobrażeń o
                  > preferencjach kobiet i błędnej oceny możliwości autorozwoju stwarzanych
                  > dzięki pracy przy prowadzeniu domu.

                  W przeciwieństwie do EWOK, Ciebie czy soso, ja wypowiadam się dużo ostrożniej o
                  preferencjach kobiety. Szanuje każdy wybór, a nie tylko "wolne wybory w
                  kategoriach feministycznych". W życiu go głowy nie przyszłoby głosić tez, że
                  człowiek staje się człowiekiem, głównie dzięki pracy zawodowej, lub, że praca
                  czyni wolnym (przecież to są hasła żywcem wyjęte z epoki stalinowskiej czy
                  obozów koncentracyjnych). Jak tego nie dostrzegasz, to bardzo mi przykro...

                  > Zresztą bądźmy szczerzy, fakt ze ty sam jakoś nie garniesz sie do bycia
                  > gospodynią domową znakomicie podsumowuje twoją postawę w tej kwestii.
                  > Naprawde nie dostrzegasz ile w tym hipokryzji??

                  ?????
                  Gospodynią domową być nie mogę, choćbym nie wiem jak chciał.

                  Mogę być patriarchalnym samcem (TM), którego stać na utrzymanie z własnej
                  pensji żony i dzieci. I wolałbym kurę domową za żonę niż np. intelektualnie
                  wysublimowaną studentkę gender (i setki innych rodzajów pracujących kobiet).

                  Cała moja praca naukowa to studiowanie (też empiryczne) ludzkich preferencji i
                  wyborów. To bardzo uczy pokory i np. wcale nie dziwią mnie wyniki typu, że
                  mieszkańcy Brazylii są bardziej zadowoleni z życia niż mieszkańcy wielokrotnie
                  bogatszej Japonii, albo że inwalidzi po paraplegii nie różnią się zbytnio w
                  poziomie satysfakcji z życia od osób które wygrały wielkie sumy na loterii
                  (sic!). Życie jest nieco bardziej skomplikowane niż prosta teoria praca ->
                  kasa -> wolność -> samorealizacja. Kiedyś to może zrozumiesz.

                  pozdrawiam,

                  BD

                  fraszki feministyczne (odcinek 7)
                  "w patriarchalnym murze dziura
                  gdy zdechnie domowa kura"
                  • Gość: sagan Re: może mi ktoś wreszcie wytłumaczy... IP: *.desy.de 03.04.03, 09:57
                    Gość portalu: BD napisał(a):


                    > ?????
                    > Gospodynią domową być nie mogę, choćbym nie wiem jak
                    > chciał.
                    >
                    > Mogę być patriarchalnym samcem (TM), którego stać na
                    > utrzymanie z własnej pensji żony i dzieci.

                    chyba sobie z nas zartujesz??? czyzbys nie mogl byc
                    gospodynia domowa ze wzgledu na gramatyke???? bo co
                    innego przeszkadza Ci zostaniem w domu, gdy zona zarabia
                    na utrzymacie, i zajecie sie wszelkimi obowiazkami
                    "gospodyni domowej"? fakt, ze slowo "gospodyni" jest
                    rodzaju zenskiego???? to po prostu smieszne. wez sie
                    nazwij z angielska "homemaker" i po klopocie!

                    > I wolałbym kurę domową za żonę niż np. intelektualnie
                    > wysublimowaną studentkę gender (i setki innych rodzajów
                    > pracujących kobiet).

                    hurraa... nie jestem zagrozona...
                    nie wyobrazam sobie zwiazania sie z osoba o takich
                    pogladach...
                    ... i jak wiedze moge spac spokojnie... ;)
                    • Gość: sagan BD, ja ciagle czekam... IP: *.desy.de 09.04.03, 09:33
                      ... abys nam wytlumaczyl, dlaczego nie mozesz byc
                      (absolutnie) "gospodynia domowa" w "non-gender meaning of
                      the word"...
                      • Gość: BD Re: BD, ja ciagle czekam... IP: 195.136.36.* 09.04.03, 10:20
                        Witam,

                        Gość portalu: sagan napisał(a):

                        > ... abys nam wytlumaczyl, dlaczego nie mozesz byc (absolutnie)
                        > "gospodynia domowa" w "non-gender meaning of the word"...

                        Nie mogę być gospodynią domową, bo to z definicji kobieta. Nie mogę być np.
                        matką karmiącą dzieci, co wchodzi w skład bycia kurą domową. Rozumiem jednak,
                        że pytasz o czysto teoretyczną sytuację, że np. partnerka pracuje utrzymując
                        rodzinę, a ja opiekuje się domem, nieco podrośniętymi dziećmi, gotuję i
                        sprzątam.

                        No, to jest teoretycznie możliwe, podobnie jak teoretycznie możliwe jest
                        państwo, w którym kobiety, a nie mężczyźni pełnią obowiązkową służbę wojskową,
                        nieprawdaż? Uważam jednak, że taki układ jest niezgodny z naturą ludzką, czy -
                        mówiąc ogólnie - z naturą rzeczy.

                        Mężczyzna powinien być wystawiony na wyzwania tego straszliwego świata, a potem
                        wracać do domu do ogniska domowego, którym opiekuje się kobieta. Istnieją
                        bardzo silne argumenty naukowe, że to jest zogdne z naturą. We wszystkich
                        badaniach nad skłonnością do ryzyka mężczyźni wykazują ją na wyraźnie wyższym
                        poziomie niz kobiety - nawet jeśli bada się takie próbki jak naukowcy czy
                        studentów/studentki MBA. Tak więc - zamiana ról jest teoretycznie można, ale to
                        niezgodne z kryterium optymalizacji podziału zadań.

                        pozdrawiam,

                        BD

                        fraszki feministyczne (odcinek 2 tematyczny)
                        "patriarchalny ten bałagan
                        wnet uprzątnie nasza Sagan".
                        • Gość: sagan Re: BD, ja ciagle czekam... IP: *.desy.de 09.04.03, 10:26
                          a gdziez Ty masz te dzisziejsze straszliwe
                          niebezpieczenstwa, z ktorymi kobiety sobie nie daja
                          rady???

                          a co z sytuacja, kiedy nie ma dzieci? chyba wtedy nic Ci
                          nie przeszkodzi w byciu kura domowa?
                          mnie sie fantastycznie podobal krotki okres w moim zyciu
                          (3 miesiace), kiedy to ja "chodzilam do pracy polowac na
                          lwa", i wracalam wieczorem do domowego ogniska, o ktore
                          troszczyl sie "moj". oboje nie widzielismy przeciwskazan
                          za takim stanem rzeczy (oprocz finansowych, dlatego teraz
                          razem polujemy i razem tworzymy ognisko...)
                          • Gość: BD Re: BD, ja ciagle czekam... IP: 195.136.36.* 09.04.03, 13:25
                            Witam,

                            Gość portalu: sagan napisał(a):

                            > a gdziez Ty masz te dzisziejsze straszliwe
                            > niebezpieczenstwa, z ktorymi kobiety sobie nie daja rady???

                            No, np. kobiety nie dają sobie rady z molestowaniem w pracy. Badania, które tu
                            kiedyś przytaczałem sugerują, że więcej mężyczyzn czuje się molestowanych, ale
                            skoro tak nie narzekają to sobie dają radę ;-)

                            Te niebezpieczeństwa to taka metafora na krwiożerczy kapitalizm, najbardziej
                            sprawiedliwy z ustrojów. Choć nie tylko. Ja np. prowadzę badania naukowe, które
                            są odrobinę niebezpieczne i np. nie poleciłbym z czystym sumieniem by brały się
                            za to delikatniejsze, bądź co bądź, studentki...

                            > a co z sytuacja, kiedy nie ma dzieci? chyba wtedy nic Ci
                            > nie przeszkodzi w byciu kura domowa?

                            Przeszkadza mi mój wielce oryginalny pogląd, że ludzie powinni robić to do
                            czego są stworzeni. Szczegóły wykładałem już tu nie raz. Możesz w domu używać
                            młotka jako łyżki, a łyżką wbijać gwoździe - trudne, ale zapewne możliwe. Ja
                            tylko pytam - po co?

                            pozdrawiam,

                            BD

                            fraszki feministyczne (odcinek 13)
                            "wrednym samcom zróbmy lanie,
                            za ciągłe molestowanie!"
                            • Gość: sagan bardzo wazne pytanie IP: *.desy.de 09.04.03, 14:16
                              Gość portalu: BD napisał(a):


                              > Te niebezpieczeństwa to taka metafora na krwiożerczy
                              > kapitalizm, najbardziej sprawiedliwy z ustrojów.

                              patrzac na stan naszgo kraju, to panowie nie bardzo sobie
                              radza w tym polowaniu na mamuta...
                              ... moze czas zostac w domu i wyslac zony na
                              polowanie?...



                              > Przeszkadza mi mój wielce oryginalny pogląd, że ludzie
                              > powinni robić to do czego są stworzeni.

                              a kto/co okresla, do czego konkretny czlowiek jest
                              stworzony????
                              • Gość: barbinator odpowiadam... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 14:48
                                Gość portalu: sagan napisał(a):

                                >
                                >
                                > > Przeszkadza mi mój wielce oryginalny pogląd, że ludzie
                                > > powinni robić to do czego są stworzeni.
                                >
                                > a kto/co okresla, do czego konkretny czlowiek jest
                                > stworzony????


                                No jak to kto??? Polujący na mamuty zawsze wiedzą najlepiej kto do czego jest
                                stworzony i jak świat powinien funkcjonować. My mamy po prostu fałszywą
                                świadomośc i tylko nam się wydaje, że potrafimy dobrze pracować w swoim nie-
                                kurzym zawodzie.
                                Ewok na przykład ma fałszywą swiadomość, bo uważa że nie lubi gotować a ja to w
                                ogóle jestem potworem, bo nie lubię małych dzieci.
                                Pewno feministki mi to wmówiły...
                                Pozdr. B.
                                • Gość: BD Re: odpowiadam... IP: 195.136.36.* 09.04.03, 15:07
                                  Witam,

                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  > No jak to kto??? Polujący na mamuty zawsze wiedzą najlepiej kto do czego jest
                                  > stworzony i jak świat powinien funkcjonować.

                                  Tak, bez wątpienia, wynika to z tego, że nauka jest fallocentryczna.

                                  > My mamy po prostu fałszywą świadomośc i tylko nam się wydaje, że potrafimy
                                  > dobrze pracować w swoim nie-kurzym zawodzie.

                                  Śmieszna jesteś - post wcześniej wmawiasz kurom domowym fałszywą świadomość
                                  wywołaną pseudonaukowym bełkotem, a teraz sama naśmiewasz się z koncepcji
                                  fałszywej świadomości.

                                  Skoro potraficie tak dobrze pracować, to niepotrzebne wam żadne regulacje, bez
                                  tego zarabiałybyście tyle co mężczyźni, co weryfikuje bezduszny, rynkowy
                                  homeostat. Czemu w ultrafeministycznej Szwecji w zarządach spółek, jest tylko
                                  parę procent kobiet?

                                  > Ewok na przykład ma fałszywą swiadomość, bo uważa że nie lubi gotować a ja to
                                  > w ogóle jestem potworem, bo nie lubię małych dzieci.

                                  W przeciwieństwie do Ciebie, ja nie wprowadzam binarnych podziałów, tylko
                                  opisuję pewne zależności korelacyjne. Nie zmuszam też żadnej kobiety do bycia
                                  kurą domową. Ja tylko usiłuję pokazać, że ludzie są różni, mogą się różnie
                                  realizować, oraz mam pewną hipotezę na temat większości (acz, oczywiście nie
                                  wszystkich) kobiet.

                                  Odpowiadam przy okazji Sagan: rzeczywistość decyduje, kto się do czego lepiej
                                  nadaje - Ci co się lepiej nadają, lepiej radzą sobie z tym do czego się lepiej
                                  nadają, ot i sekret ;-)

                                  pozdrawiam,

                                  BD

                                  fraszki feministyczne (odcinek 14)
                                  "kurę domową przenika do kości
                                  wpływ fałszywej świadomości"
                                  • Gość: barbinator Re: odpowiadam... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 20:27
                                    Gość portalu: BD napisał(a):


                                    >
                                    > > No jak to kto??? Polujący na mamuty zawsze wiedzą najlepiej kto do czego j
                                    > est
                                    > > stworzony i jak świat powinien funkcjonować.
                                    > Tak, bez wątpienia, wynika to z tego, że nauka jest fallocentryczna.


                                    Fallocentryczni są co najwyżej niektórzy ludzie, zas nauka to nauka i tyle.
                                    Nie osmieszaj sie mówiąc, ze nauka zajmuje sie precyzowaniem tego kto został do
                                    czego stworzony - o tym co najwyżej mogą sobie podyskutować filozofowie,
                                    teologowie, psychologowie, kabaliści i pani Gienia z warzywniaka.


                                    >
                                    > > My mamy po prostu fałszywą świadomośc i tylko nam się wydaje, że potrafimy
                                    > > dobrze pracować w swoim nie-kurzym zawodzie.
                                    >
                                    > Śmieszna jesteś - post wcześniej wmawiasz kurom domowym fałszywą świadomość
                                    > wywołaną pseudonaukowym bełkotem, a teraz sama naśmiewasz się z koncepcji
                                    > fałszywej świadomości.



                                    Każdy ma takie poczucie humoru na jakie sobie zapracował.
                                    Jako ze żadna praca nie hańbi, więc radzę ci więcej nad sobą pracować.



                                    > Skoro potraficie tak dobrze pracować, to niepotrzebne wam żadne regulacje,
                                    bez
                                    > tego zarabiałybyście tyle co mężczyźni, co weryfikuje bezduszny, rynkowy
                                    > homeostat. Czemu w ultrafeministycznej Szwecji w zarządach spółek, jest tylko
                                    > parę procent kobiet?


                                    Ten bezduszny rynkowy homeostat najwyraźniej homeostatem nie jest, chyba ze
                                    używasz tego słowa w jakims dziwacznym znaczeniu, którego nie rozumiem.
                                    Wyjaśnij mi dlaczego w czasach reymontowskiej Ziemi Obiecanej pensja kobiety w
                                    przędzalni wynosiła 10 - 20% pensji mężczyzny zaś współcześnie wynosi "aż" 80% -
                                    też w warunkach gospodarki wolnorynkowej, bez żadnych uregulowań (bo przecież
                                    zapisu w Konstytucji o równej płacy i tak nikt nie traktuje poważnie)
                                    Czy homeostat może być zmienny?
                                    Czy działalność feministek mogła zmienić święte reguły gospodarki rynkowej? (a
                                    i homeostatowi się dostało przy okazji...)
                                    A może to jakis taki specjalny, fallocentryczny homeostat wymyślony przez
                                    psychologów?

                                    >
                                    > > Ewok na przykład ma fałszywą swiadomość, bo uważa że nie lubi gotować a ja
                                    > to
                                    > > w ogóle jestem potworem, bo nie lubię małych dzieci.
                                    >
                                    > W przeciwieństwie do Ciebie, ja nie wprowadzam binarnych podziałów, tylko
                                    > opisuję pewne zależności korelacyjne.


                                    Właśnie, ja też pokazałam pewne zależności znacznie bardziej oczywiste od
                                    twoich "zależności korelacyjnch". Trzeba wybrac kto zajmie sie domem a kto
                                    bedzie zarabiał. Kobiety zarabiają wg różnych źródeł 20-30% mniej od mężczyzn,
                                    głównie dlatego, ze pracodawdcy stosują zasadę zbiorowej odpowiedzialności i
                                    traktują wszystkie pracownice jak potencjalne wyłudzaczki urlopów wychowawczych.
                                    Skoro kobieta i tak więc zarobi mniej, to zazwyczaj pary decydują, że to mąż
                                    bedzie pracował, bo rodzina na dorobku, życie kosztuje itp itd. To zas
                                    utwierdza pracodawców w przekonaniu, ze k. należy mniej płacić, bo dla nich dom
                                    i tak jest ważniejszy, więc nie warto w nie inwestować, zaś rozmaitych
                                    pseudonaukowców zachęca do poszukiwań coraz to nowych dowodów na poparcie
                                    teorii "kobiecych predyspozycji"
                                    To się nazywa nauka w służbie postępu, czyż nie?
                                    Co prawda postęp to wątpliwy i co ważniejsze mało prawdopodobny gdyż w jakie
                                    statystyki byś nie spojrzał, to widac że nosicielek kobiecych predyspozycji
                                    ubywa i w każdym dziesięcioleciu jest ich coraz to mniej, ale to oczywiście nie
                                    przeszkadza ci w snuciu hipotez odpowiadających twoim własnym wyobrażeniom.
                                    Bo fakty się nie liczą, byle było po linii partyjnej tow. BD...


                                    Nie zmuszam też żadnej kobiety do bycia
                                    > kurą domową. Ja tylko usiłuję pokazać, że ludzie są różni, mogą się różnie
                                    > realizować, oraz mam pewną hipotezę na temat większości (acz, oczywiście nie
                                    > wszystkich) kobiet.
                                    >
                                    > Odpowiadam przy okazji Sagan: rzeczywistość decyduje, kto się do czego lepiej
                                    > nadaje - Ci co się lepiej nadają, lepiej radzą sobie z tym do czego się
                                    lepiej
                                    > nadają, ot i sekret ;-)


                                    >
                                    Koniecznie zgłos tę teorię do nagrody Nobla z psychologii. Mozesz swoją
                                    dysertację zatytułować "studenci do nauki, pasta do zębów".
                                    Nie dziękuj, nie trzeba...
                                    Pozdr. B.
                                    • Gość: BD Re: odpowiadam... IP: 195.136.36.* 10.04.03, 09:15
                                      Witam,

                                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                      > Fallocentryczni są co najwyżej niektórzy ludzie, zas nauka to nauka i tyle.

                                      Nie moja wina, że nie znasz teorii feministycznych. Poważne feministki (też
                                      polskie) z dyplomami i dokotratami twierdzą, że nauka jest fallocentryczna.

                                      > zapisu w Konstytucji o równej płacy i tak nikt nie traktuje poważnie)
                                      > Czy homeostat może być zmienny?

                                      Homeostat potrafi się sam stabilizować pod wpływem zakłóceń, co wcale nie
                                      wyklucza _wewnętrznej_ zmienności, klasycznym przypadkiem homeostatu jest
                                      organizm biologiczny, który się przecież rozwija, zmienia, etc. W ekonomii o
                                      homeostacie mówimy w sensie zachowania pewnych globalnych praw, np. tego, że
                                      dodrukowaniem pieniędzy nic nie można zmienić, bo ceny się dostosują. To jest
                                      zamienne z equilibrium.

                                      > Czy działalność feministek mogła zmienić święte reguły gospodarki rynkowej?

                                      Nie, zmieniły się warunki prowadzenia działalności gospodarczej, np. związane z
                                      technologią (parametr wewnętrzy systemu).

                                      > Właśnie, ja też pokazałam pewne zależności znacznie bardziej oczywiste od
                                      > twoich "zależności korelacyjnch".

                                      Zależności oczywiste to te z gatunku "słońce krąży wokół ziemi"?

                                      > głównie dlatego, ze pracodawdcy stosują zasadę zbiorowej odpowiedzialności i
                                      > traktują wszystkie pracownice jak potencjalne wyłudzaczki urlopów

                                      Bzdura. Rozumiem, że jako pracodawca płacący kobietom mniej też się tym
                                      kierujesz? Pracodawca ustala taką cenę, bo ta praca jest po prostu mniej warta.
                                      A powodów może być milion. Masz strasznie marksistowskie spojrzenie na
                                      gospodarkę.

                                      > pseudonaukowców zachęca do poszukiwań coraz to nowych dowodów na poparcie
                                      > teorii "kobiecych predyspozycji"

                                      To są po prostu fakty. To feministki usiłują na siłę walczyć z faktami
                                      wymyślając teorię spiskowe o zmowie pracodawców (w tym kobiet), fałszywej
                                      świadmości etc, zamiast po prostu przyjąć do wiadmości tak straszną prawdę, że
                                      cena dobra odzwierciedla użyteczność dla kupującego.

                                      pozdrawiam,

                                      BD

                                      - fraszka free mail -
                            • Gość: barbinator Re: BD, ja ciagle czekam... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 14:34
                              Daj spokój BD, nie ma i nigdy nie będzie takich wyników badan, które czarno na
                              białym udowodnią, ze kobiety lepiej się nadaja do gotowania (ale tylko w domu,
                              w restauracji już nie...) czy opieki nad dziećmi (ale tylko na etapie
                              zmieniania pieluch, bo jak udowodnił Maciej, lepszymi wychowawcami są
                              mężczyźni...)
                              To o czym ty piszesz to jakies spekulacje psychologów wysnute na podstawie
                              testów przeprowadzanych na rozmaitych ludzkich królikach doświadczalnych a nie
                              poważna nauka.
                              Nie takie cuda psycholodzy nam maluczkim udowadniali a po kilku (nastu,
                              dziestu...) latach okazywało sie, ze cała ta pożal się boże "nauka" jest funta
                              kłaków niewarta.
                              Twierdzenie jakoby kobiety posiadały jakoweś tajemnicze i niemożliwe do
                              NAUKOWEGO dowiedzenia predyspozycje (fluidy, esencje duchowe...) do wykonywania
                              prac, które większości ludzi płci obojga wydają się nudne, jest najzwyklejszym
                              w świecie egoizmem i wygodnictwem. Jedynym czynnikiem skłaniającym kobiety do
                              brania na siebie opieki nad domem (chocby w formie rezygnacji z pracy na pełnym
                              etacie lub bycia osobą dyspozycyjną, z szansami na awans) jest primo presja
                              otoczenia, secundo kwestie finansowe (mąż i tak jako facet będzie zarabiał
                              lepiej, choćby to ona była lepszym fachowcem a rodzinie na dorobku potrzebna
                              jest każda złotówka), tertio niewiara we własne możliwości utwierdzana jeszcze
                              pseudonaukowym bełkotem typu "mężczyźni są lepsi w nauce, biznesie, polityce
                              (...i w ogóle wszędzie tam gdzie jest łatwy dostęp do konfitur)""
                              I taka to jest ta wielka tajemnica "kobiecych predyspozycji".
                              Całe to dorabianie ideologii o predyspozycjach w kierunku mop-kibel-pielucha-
                              patelnia to zwykłe ściemnianie..
                              Powiedziałbyś po prostu i uczciwie: nie chcę być housekeeper, bo to praca nudna
                              i bez perspektyw. Zamiast tego wdajesz sie w pokrętne dowodzenie typu
                              pieprzenie kotka za pomocą młotka.
                              Beznadzieja.
                              Pozdr. B.
                              • Gość: BD Re: BD, ja ciagle czekam... IP: 195.136.36.* 09.04.03, 14:54
                                Witam,

                                Tak, macie racje Barbinator, nie da się tych szowinistycznych postulatów w
                                sposób naukowy udowodnić. Świetnie się na tej metodologii nauk znacie,
                                zwłaszcza na analizie danych ilościowych, więc rozumiem że sprawa zamknięta.
                                Nauka wciąż rewiduje swoje poglądy, za kilkadziesiąt lat to się nawet dowiemy,
                                że to, iż kobieta zachodzi w ciążę jest uwarunkowane kulturowo.

                                Natomiast jedyne co da się w sposób naukowy udowodnić, to teza, że kobiety
                                siedzą w domu pod wpływem presji otoczenia, niewiary we własne siły wywołanej
                                bełkotem pseudonaukowego, oraz tego, że krwiożerczy kapitalizm bez żadnego
                                uzasadnienia płaci kobietom mniej. No po prostu beznadzieja.

                                Czytając Ciebie zaczynam szanować doku :)

                                pozdrawiam,

                                BD

                                - fraszka free mail -
          • Gość: ela Re: Partner kury - Pan ze skrzynką z narzędziami . IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 02.04.03, 15:18

            Jako tradycyjny model męskości partner kury domowej to pan posiadający ową
            skrzynkę świadcząca o jego fachowości zarówno w domu jak i w tzw. pracy. Zna
            się on bowiem na wszystkich niuansach życiowych podobnie jak owa kura i zawsze
            ma gotowe rozwiązania na ewentualne problemy. Kura np. w razie kryzysu poda
            ulubiony obiad, natomiast pan ów przybije zaległy gwóźdź, który od kilku
            miesięcy czekał na przybicie z powodu przepracowania właściciela skrzynki
            świadczeniem różnego rodzaju usług w ramach swojej fachowości.
            Po co bowiem wysilać szare komórki swoje i partnera/partnerki skoro i tak
            większość czasu spędzimy przy stole lub pracach domowych.

            Pozdr.
        • Gość: barbinator Re: Cień kury domowej - wykład z feminizmologii . IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 11:23
          Gość portalu: tad napisał(a):



          Owo "docenianie"
          > przez feministki "kury domowej" o jakim tu i ówdzie się słyszy (patrz - post
          > Breskvy), jest w istocie sytaucją wymuszoną - ku zaskoczeniu feministek, ogół
          > kobiet nie chciał opuścić "grzędy" i "realizować się" według przepisu przez
          > feministki przedstawianego, więc coś z tym fantem trzeba było zrobić.


          Tad, ja ciebie bardzo proszę, ty jeśli już musisz dokonywać najdziwniejszych
          spekulacji myślowych na faktach - to dokonuj, trudno. Ale bądź przynajmniej
          uczciwy w opisie faktów na których się opierasz. Skąd ty wytrzasnąłeś ten "ogół
          kobiet" realizujących się jako kury domowe??
          Można sie wykłócać o to, czy kobiety w Polsce pracuja dlatego że chca czy
          dlatego że muszą, ale jedno nie ulega wątpliwości: zdecydowana większość Polek
          realizuje sie właśnie według przepisu feministycznego czyli pracuje zawodowo.
          Nie próbuj na siłę wtłaczać kobiet w swój przestarzały patriarchalny model, bo
          wychodzą z tego jakies głupstwa. Kobiety w Polsce sa bardzo dalekie od tego, na
          czym zbudowałes całą swoją teorię, czyli od odrzucenia "modelu feministycznego".
          Myślę, ze większość z nas zna dwa rodzaje kur domowych. Pierwszy z nich to
          kobiety mające małe dzieci i pozostające w domu ze względu na ich dobro - znam
          wiele takich kobiet, sama taka byłam (podobnie jak Ewok) i wiem, ze praktycznie
          wszystkie nie mogą się doczekać powrotu do pracy. Druga grupa to panie na
          wcześniejszych emeryturach które mogłyby być kurami, ale najwidoczniej w domu
          im się nudzi więc szukają jakiejkolwiek pracy - byle nie siedziec w domu i
          być "między ludźmi". Z takim paniami mam bardzo często do czynienia, gdyż
          prawie codziennie kilka z nich przychodzi pytac mnie o pracę. Wiele z nich ma
          niezłe emerytury i dobrze zarabiających mężów, a jednak jakoś nie zauważają
          intelektualnego potencjału tkwiącego w pracy domowej... Wolą nawet pracować
          fizycznie i być wśród ludzi niż siedzieć w domu... dziwne, prawda?
          Czy to one twoim zdaniem "odrzucają feministyczny model"?
          BTW, często słyszę, ze stereotypy nie biorą się z powietrza i skoro jest np
          stereotyp, ze mężczyznom wolno więcej niż kobietom (np wolno wieszac nad
          biurkiem góle panie a gołych panów to już nie), to znaczy ze "coś jest na
          rzeczy".
          Czy w takim razie nie powinieneś przyjąć, że stereotyp głupiej kury domowej
          także bazuje na pewnych powszechnie znanych faktach i obserwacjach wskazujących
          na smutny fakt, że prowadzenie domu nie jest zajęciem stymulującym
          intelektualnie a raczej wręcz przeciwnie?
          Pozdr. B.
          • Gość: soso Re: Cień kury domowej - wykład z feminizmologii . IP: 195.41.66.* 03.04.03, 07:38
            No tak, wychodzi na to, ze nic tylko kura.

            BD, nie wiem, jakie sa twoje doswiadczenia zyciowe ale moje sa takie, ze
            zawsze, kiedy doznawalem jakichs specjalnych przezyc, zmienialem swoje zycie,
            poglady, czulem, ze zyje, to nigdy to nie bylo podczas wsluchiwania sie w
            brzmienie odkurzacza czy podczas obierania ziemniakow. Co w koncu nas symuluje
            i budzi najwieksze emocje i powoduje, ze doznajemy tego specjalnego uczucia, ze
            istniejemy? Czyz nie jest tak, ze potrzeba do tego specjalnych zdarzen takich
            jak spotkanie nowych ludzi, nowych miejsc, zetkniecie sie z inspirujacym
            bodzcem. Czyz nie jest tak, ze o takie rzeczy latwiej jezeli bierze sie udzial
            w zyciu a nie siedzi godzinami w kuchni? Dla mnie widocznym znakiem, ze brakuje
            ci argumentow jest powolywanie sie na palac staszica i dobre sasiedztwo. Napisz
            jeszcze, ze jestes profem na uw i wtedy rzeczywiscie wszystkie argumenty
            wypadna nam z rak i pozostaniemy w niemym oslupieniu z rozdziawionymi gebami -
            przemowil do nas pan .... BD.

            Naprawde masz klopoty z rozumieniem. Oczywiscie, dzieci sie rozwijaja ale jest
            to preludium do tej czesci zycia, ktora jest naprawde poszukiwaniem siebie.
            Przyznasz, ze do 20 roku zycia buduje sie podstawy i to nie kierujac tym co sie
            dzieje dookola ale raczej poddajac sie trybowi edukacji. Cel - wyprowadzenie
            mlodej osoby na poziom startowy. Potem mozna zostac kura lub poleciec.
            Megaglupota roku mozna jedynie nazwac udawanie, ze sie tego nie rozumie.

            Czy mnich-matematyk mija sie ze swym zyciem? Okay, zalozmy, ze nie. Jego
            srodowiskiem stymulujacym jest prawdopodobnie kontakt posredni z innymi ludzmi
            poprzez ksiazke czy inne srodki. No tak, ale mimo (z mojego punktu widzenia)
            pewnych ograniczen takiej sytuacji to jednak przyznasz, ze mialby on trudnosci
            z koncentracja majac na glowie jeszcze obiad, sprzatanie, jedno dziecko w
            kolysce a drugie odklejajace lizaczek od dywanu. Badz co badz zakladasz
            intuicyjnie, ze chlop ma mase wolnego czasu na zmaganie sie ze swoim problemem
            kola wpisanego w kwadrat. Czyz nie tak? Otoz jezeli tak to nie jest to syndrom
            kury domowej, o ktorym rozmawiamy. Kura nie moze bawic sie trojkatami bo
            zwyczajnie nie ma takiej mozliwosci bedac zmuszona do stalej gotowosci do
            wypelniania swych kurzych obowiazkow.
            Wolisz smakowac zupe niz zycie. Alez kolego! Czyz wlasnie nie jest smakowaniem
            zycia smakowanie zupy? Kura natomiast smakuje zupe bo ma byc nie przesolona i
            nie niedosolona. Czyz nie rozrozniasz?


            Ciesze sie, ze bawia cie moje posty, BD. W koncu usmiech to jest wartosc. Cos,
            o co trudno kurze jezeli nie ma kontaktu z innymi ludzmi. Ciesz sie tez, ze
            masz poczucie wlasnej wielkiej wartosci. Prawdopodobnie wynika ono z tego, ze
            nie jestes kura domowa, ze masz okazje porownywania sie z takimi debilami jak
            soso, z mozliwosci prezenia sie przed feministkami i podlewania swego narcyza
            nie na parapecie ale na forum. Paradoksalnie, sam wystawiasz swiadectwo tego,
            czym jest kurowanie a czym bycie nie-kura.

            pzdrw

            soso

            PS

            Fajnie sie z toba pisze, mimo wszystko :-)
            • Gość: Megann Re: Cień kury domowej - wykład z feminizmologii . IP: w3cache.* / 192.168.3.* 09.04.03, 09:50
              Nie wiem jak inni ale akurat ja uważam prace domowe za bardzo stymulujące.
              Obierając ziemniaki czy robiąc na drutach sweter dla męża nie raz mialam
              okazję przemyśleć sobie dogłębnie parę spraw... A jakoś nie miałam na to czasu
              jak siedziałam w biurze i miałam kontakt z ludźmi... Za o wiele bardziej
              stymulujacy uważam też kontakt z moim synkiem czy wieczorne dyskusje z moim
              mężem niż kontakt z ludźmi w autobusie, którym dojeżdżałam do pracy.

              Pozdrawiam
              Niestety nie w pełni kura
          • Gość: tad uwagi dla B. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 17:00
            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > Tad, ja ciebie bardzo proszę, ty jeśli już musisz dokonywać najdziwniejszych
            > spekulacji myślowych na faktach - to dokonuj, trudno. Ale bądź przynajmniej
            > uczciwy w opisie faktów na których się opierasz. Skąd ty wytrzasnąłeś
            >ten "ogół kobiet" realizujących się jako kury domowe??(......) jedno nie ulega
            >wątpliwości: zdecydowana większość Polek realizuje sie właśnie według przepisu
            >feministycznego czyli pracuje zawodowo.

            Dwie uwagi: po pierwsze - określając pracę zawodową jako "realizację przepisu
            feministycznego" potwierdzasz po raz kolejny, że są dla feministek
            kobiety "równe i równiejsze". Feministki plotą o "wolności wyboru", ale tak
            naprawdę uważają, że to one wiedzą najlepiej co kobieta wybrać powinna.
            Po drugie - popełniasz tu pewien błąd, o który zresztą łatwo z mojej winy, bo
            nie dość wyraźnie rzecz opisałem. Mówiąc o "pozostawaniu na grzędzie" nie
            miałem na myśli tego, że większość kobiet siedzi w domu, ale to, że nie
            nastąpiła postulowana przez feministki "redefinicja" ról społecznych, a
            przynajmniej nie nastąpiła ona w takim stopniu w jakiej oczekiwały tego
            feministki. Kobiety (czy to pracujące, czy nie) w swej masie nie "wyzwoliły"
            się od swoich "tradycyjnych" ról, i najwyraźniej nie mają ochoty
            się "wyzwalać", według feministycznych przepisów, co bardzo feministki
            rozczarowało.

            >Kobiety w Polsce sa bardzo dalekie od tego, na
            >czym zbudowałes całą swoją teorię, czyli od odrzucenia "modelu feministycznego"

            Kobiety w Polsce nie odrzucają "modelu feministycznego" tylko w tym sensie, że
            go nie znają,a trudno świadomie odrzucać coś, czego się nie zna. Polki po
            prostu mało feminizm obchodzi.

            > Myślę, ze większość z nas zna dwa rodzaje kur domowych. (...)
            >Wolą nawet pracować fizycznie i być wśród ludzi niż siedzieć w domu... dziwne,
            >prawda?

            Myślę, że rzeczywistość jest znacznie bogatsza. Wiele pracujących kobiet
            chętnie siedziałoby w domu i zajmowało się dziećmi, ale nie mogą tego robić, bo
            trudno byłoby utrzymać rodzinę jedynie z pensji męża. Praca jest dla nich
            koniecznością a nie wyborem.


            > Czy to one twoim zdaniem "odrzucają feministyczny model"?
            > BTW, często słyszę, ze stereotypy nie biorą się z powietrza i skoro jest np
            > stereotyp, ze mężczyznom wolno więcej niż kobietom (np wolno wieszac nad
            > biurkiem góle panie a gołych panów to już nie), to znaczy ze "coś jest na
            > rzeczy".
            > Czy w takim razie nie powinieneś przyjąć, że stereotyp głupiej kury domowej
            > także bazuje na pewnych powszechnie znanych faktach i obserwacjach
            >wskazujących na smutny fakt, że prowadzenie domu nie jest zajęciem
            >stymulującym intelektualnie a raczej wręcz przeciwnie?

            Sam fakt siedzenia w domu (czy inaczej fakt braku pracy zawodowej) jest raczej
            obojętny dla stymulacji intelektualnej. Np. jak mogę się zorientować
            wypełnianie Twoich obowiązków zawodowych NIE wymaga tego, byś czytywała
            książki o historii Francji, a zdarza (ło?) Ci się to robić (?). Tak więc
            stymulujesz się także w obszarze POZAzawodowym, i nic nie stoi na przeszkodzie,
            by także "kury domowe" czytywały chociażby Kanta. Większość tego NIE robi, ale
            to samo mozna powiedzieć o większości robotników (niezaleznie od ich płci). Tak
            czy owak, jak już słusznie tutaj zauważono nie wydaje się, by zajmowanie się
            domem, było mniej stymulujące niż np. obsługa tokarki przez 8 godzin dziennie.
            Rzecz w tym, że ciągle poruszamy się tutaj w granicach stereotypów: "siedzenie
            w domu ogłupia" i "praca zawodowa zawsze jest drogą samorealizacji". Jedno i
            drugie stwierdzenie jest zbyt daleko idącą generalizacją. Czy
            stereotyp "ograniczonej kury domowej" ma jakieś realne podłoże? Oczywiście, że
            tak (tak samo jak istnieje realne podłoże stereotypów "antyfeministycznych").
            Dlatego też istnieje rozróżnienie na "kurę domową" i "gospodynię domową". W
            moim wykładzie zlałem te dwa pojęcia w jedno, ponieważ feministki mało je
            rozróżniają, a ja pisałem głównie o tym, jak kobiety zajmujące się domem
            widziane są przez feministki własnie.



            > Pozdr.
            >
            • Gość: barbinator Re: uwagi dla B. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 20:51
              Gość portalu: tad napisał(a):

              >
              > Dwie uwagi: po pierwsze - określając pracę zawodową jako "realizację
              przepisu
              > feministycznego" potwierdzasz po raz kolejny, że są dla feministek
              > kobiety "równe i równiejsze". Feministki plotą o "wolności wyboru", ale tak
              > naprawdę uważają, że to one wiedzą najlepiej co kobieta wybrać powinna.


              Uuuuu...(wzdycham z dezaprobatą)
              To straaaasznie naciągany zarzut, Tad - stać cię na coś lepszego. Ostatecznie
              moze być nawet po raz setny ten tekst o "fałszywej świadomości".
              O realizowaniu się kobiet według "przepisu feministycznego" napisałes ty sam, a
              ja tylko to powtórzyłam. O czym to świadczy panie Freud?
              Hmm, moze jestem leniwa a może tatuś w dzieciństwie za rzadko brał mnie na
              kolana i teraz chcę ci się przypodobać?
              A co do tego mają biedne feministki? Tego doprawdy nie wiem...


              Kobiety (czy to pracujące, czy nie) w swej masie nie "wyzwoliły"
              > się od swoich "tradycyjnych" ról, i najwyraźniej nie mają ochoty
              > się "wyzwalać", według feministycznych przepisów, co bardzo feministki
              > rozczarowało.


              Byc może nie "wyzwoliły się" w stopniu zadawalającym feministki, ale co
              do "ochoty" to nie byłabym na twoim miejscu tego taka pewna. Poniżej wklejam
              fragment wyników badań przeprowadzonych przez Centrum Praw Kobiet:

              "W opinii respondentek najlepszy podział obowiązków domowych to podział
              partnerski, gdzie oboje partnerzy pracują zawodowo i w równym stopniu zajmują
              się domem i dziećmi (aż 67,8% wskazań). Badane kobiety są nowoczesne w tym, co
              mówią, ale tradycyjne w tym, co robią. Model partnerski podziału ról domowych
              jest realizowany tylko w co piątym gospodarstwie.

              Respondentki zapytane, jaką decyzję by podjęły, gdyby ich mąż lub partner
              zarabiał wystarczająco dużo na utrzymanie rodziny, odpowiedziały następująco:
              66,6% kobiet nie zrezygnowałoby z pracy zawodowej, w tym 33,3% podjęłoby pracę
              w niepełnym wymiarze godzin, a 33,3% nie zrezygnowałoby z dotychczasowej pracy
              w pełnym wymiarze godzin. Tylko 7,2% badanych kobiet zrezygnowałoby z pracy
              zawodowej i zajmowało się prowadzeniem domu. Dla większości badanych kobiet
              zarobki męża lub partnera nie mają wpływu na zrezygnowanie z aktywności
              zawodowej."


              > Kobiety w Polsce nie odrzucają "modelu feministycznego" tylko w tym sensie,
              że
              > go nie znają,a trudno świadomie odrzucać coś, czego się nie zna. Polki po
              > prostu mało feminizm obchodzi.


              Ponieważ rozmawiamy o zagadnieniu kur (domowych) i sokolic(zawodowych) więc
              chyba oczywistym jest, ze oceniamy tutaj model feministyczny rozumiany jako
              przeciwieństwo modelu patriarchalnego a więc kobieta aktywna zawodowo kontra
              opiekunka domowego ogniska. Nie opowiadaj więc bajek o odrzuceniu czy
              nieznajomości przez kobiety tego modelu: zgodnie z danymi które przytoczyłam
              tylko 7,2% badanych kobiet zrezygnowałoby z pracy zawodowej i zajmowało się
              prowadzeniem domu, gdyby ich mężowie zarabiali wystarczająco dużo.
              Pozostałym 92,8% kobiet nawet jeśli krzywią sie na słowo "feminizm", model
              feministyczny czy tez jak wolisz feministyczny przepis na życie jest w istocie
              bardzo bliski. Zupełnie jak mój dziadek który nienawidzi "zieleniny a zwłaszcza
              szpinaku", ale jak mu zrobię włoskie pierożki z ricottą i szpinakiem to potrafi
              wsunąć trzy porcje...


              > Myślę, że rzeczywistość jest znacznie bogatsza. Wiele pracujących kobiet
              > chętnie siedziałoby w domu i zajmowało się dziećmi, ale nie mogą tego robić,
              bo
              > trudno byłoby utrzymać rodzinę jedynie z pensji męża. Praca jest dla nich
              > koniecznością a nie wyborem.


              Faktycznie. Dotyczy to aż 7,2% kobiet.


              a ja pisałem głównie o tym, jak kobiety zajmujące się domem
              > widziane są przez feministki własnie.

              >
              Poprawka: jak BYŁY widziane. Wiesz, opinie Virginii Woolf czy Simone de
              Beauvoir mogą byc ciekawe z historycznego punktu widzenia, ale jeśli chciałbys
              na ich podstawie oceniac współczesny feminizm, to.... to znowu musiałabym
              powiedziec cos o obiektywizmie a to mi się juz chyba znudziło (widzac nie
              nadaję sie na don Kichota...)
              Proponuję ponowne przeczytanie Manifesty, polecam ten fragment:

              "Wszystkie uczciwe związki między ludźmi oparte na odpowiedzialności i
              szacunku powinny być szanowane i wspierane. Każdy ma prawo do życia w
              związku, jaki sobie wybrał i stworzył."

              Pozdr. B.
              • Gość: tad Re: uwagi dla B. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 22:34
                Gość portalu: barbinator napisał(a):


                > Byc może nie "wyzwoliły się" w stopniu zadawalającym feministki, ale co
                > do "ochoty" to nie byłabym na twoim miejscu tego taka pewna. Poniżej wklejam
                > fragment wyników badań przeprowadzonych przez Centrum Praw Kobiet:
                >(.........)



                Wiesz B. nie trzeba było wytaczać tych armat przeciw badaniom statystycznym
                (pamiętasz swoje rozmowy z BD?), teraz gdy sama powołujesz się na jakieś
                badania nie wygląda to najlepiej .......



                > Pozdr.
                • Gość: barbinator Re: uwagi dla B. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 08:57
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                  >
                  >
                  > > Byc może nie "wyzwoliły się" w stopniu zadawalającym feministki, ale co
                  > > do "ochoty" to nie byłabym na twoim miejscu tego taka pewna. Poniżej wklej
                  > am
                  > > fragment wyników badań przeprowadzonych przez Centrum Praw Kobiet:
                  > >(.........)
                  >
                  >
                  >
                  > Wiesz B. nie trzeba było wytaczać tych armat przeciw badaniom statystycznym
                  > (pamiętasz swoje rozmowy z BD?), teraz gdy sama powołujesz się na jakieś
                  > badania nie wygląda to najlepiej .......
                  >
                  >
                  >
                  Ależ to własnie potwierdzenie tego co próbowałam wyjasnic BD a on twardo nie
                  chciał zrozumieć!!
                  Co badanie, to inna odpowiedź...
                  Pozdr. B.
              • Gość: BD Re: uwagi dla B. IP: 195.136.36.* 04.04.03, 09:24
                Witam,

                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > "W opinii respondentek najlepszy podział obowiązków domowych to podział
                > partnerski, gdzie oboje partnerzy pracują zawodowo i w równym stopniu zajmują
                > się domem i dziećmi (aż 67,8% wskazań).

                Ciekawe. Nawet nie wiadomo na jakie pytanie odpowiadały (o próbce też ani
                słowa, drobiazg ;-). Zaraz zajmiemy się tym problemem bardziej szczegółowo:

                > w pełnym wymiarze godzin. Tylko 7,2% badanych kobiet zrezygnowałoby z pracy
                > zawodowej i zajmowało się prowadzeniem domu.

                W tym samym tekście pada też zdanie:

                "30% uważało, że tylko mąż powinien pracować, zarabiając wystarczająco dużo, by
                zaspokoić potrzeby rodziny, natomiast żona powinna zajmować się prowadzeniem
                domu, wychowywaniem dzieci i organizacją życia towarzyskiego rodziny."

                Pamiętajmy też, że:

                "Tylko 34% Polek pracuje zawodowo; większość zajmuje się domem i rodziną."

                free.ngo.pl/temida/rappraca2.htm

                > tylko 7,2% badanych kobiet zrezygnowałoby z pracy zawodowej i zajmowało się
                > prowadzeniem domu, gdyby ich mężowie zarabiali wystarczająco dużo.

                Hmmm... zestawmy z wynikami innych badań, przy czym, w przeciwieństwie do tych
                kobiecych, doskonale opisanych statystycznie. Chodzi o PGSS, najlepsze tego
                typu badanie w Polsce, robione tak, by wyniki były porównywalne z kilkunastoma
                innymi krajami na świecie (jest to cześć międzynarodowego projektu
                International Social Science Program). Polecam raport o religii i wartościach z
                1999, gdzie są też pytania o role kobiety i mężczyzny w małżeństwie (str. 6,
                pkt. 7a):

                pgss.iss.uw.edu.pl/religia/religia99_inter.pdf

                pozdrawiam,

                BD

                feministyczne fraszki (odcinek 9)
                "jeśli facet chce nauki,
                niech posłucha Kazi Szczuki"
                • Gość: barbinator Re: uwagi dla B. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 10:40
                  Dziękuje za te linki, to kolejne potwierdzenie tego jak mało warta jest
                  statystyka i jak łatwo poddaje się manipulacjom.
                  Na tej samej stronie na której podano, ze "Tylko 34% Polek pracuje zawodowo;
                  większość zajmuje się domem i rodziną" napisano też, że "wśród ogółu
                  pracujących zawodowo odsetek kobiet zmniejszył się w porównaniu do roku 1988 (
                  45,7%) i w roku 1998 wynosił 43,9%. W latach 1992-1998 aktywność ekonomiczna
                  kobiet zmalała z 66,1% do 61,8%, podczas gdy aktywność mężczyzn w tej
                  dziedzinie spadła z 75,6% do 71,2%."
                  Skoro procentowo niewiele mniej kobiet niż mężczyzn pracuje (jest "aktywna
                  ekonomicznie" - cóż to za obrzydliwy żargon, czy oni nie potrafią mówic
                  normalnie po polsku?), to jak należy tłumaczyc dane mówiące, ze zaledwie 34%
                  Polek pracuje zawodowo? Zapewne mozna obliczyc, posługując się tymi danymi, ze
                  odsetek pracujących mężczyzn to niewiele ponad 40, góra 50%, prawda? Zapewne
                  więc w badaniu uwzględniono wszystkie kobiety i mężczyzn, także emerytów(-tki),
                  rencistów(-tki) oraz dzieci.
                  No ale przecież podanie gołych danym mówiących o 34% pracujących kobiet
                  propagandowo brzmi znacznie lepiej, czyż nie? Rzecz jasna gdy próbuje sie
                  dowieść, ze większość kobiet jest ,albo pragnie być "opiekunką domowego
                  ogniska"....
                  A jak już cytujemy, to pozwól ze wkleję końcowy fragment raportu z którego dane
                  przytoczyłeś:

                  "Raport CBOS kończy się konkluzją, że coraz więcej kobiet modyfikuje swoje
                  życie rodzinne ze względu na własną aktywność zawodową i ma silniejsze poczucie
                  bezpieczeństwa tak w życiu prywatnym, jak i na rynku pracy. Jednak najbardziej
                  znaczącą zmianą w statusie kobiety jest spadek szacunku dla jej tradycyjnej
                  roli, związanej z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. W coraz większym
                  stopniu źródłem nobilitacji społecznej kobiet jest - w ich własnym odczuciu -
                  aktywność zawodowa. Najwyraźniej kobiety stają się zdecydowanie bardziej
                  samodzielne i nie godzą się na odgrywanie podporządkowanej roli w rodzinie i
                  społeczeństwie. Jednocześnie wydaje się zmieniać tradycyjny model męskości-
                  kobiecości: kobiety i mężczyźni bardziej elastycznie wchodzą w swoje społeczne
                  role. "

                  Pozdr. B.

                  "Chcesz sie uśmiać fantastycznie
                  czytaj dane statystyczne"
                  • Gość: tad Re: uwagi dla B. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 09:48
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):
                    W coraz większym
                    > stopniu źródłem nobilitacji społecznej kobiet jest - w ich własnym odczuciu -
                    > aktywność zawodowa. Najwyraźniej kobiety stają się zdecydowanie bardziej
                    > samodzielne i nie godzą się na odgrywanie podporządkowanej roli w rodzinie i
                    > społeczeństwie. Jednocześnie wydaje się zmieniać tradycyjny model męskości-
                    > kobiecości: kobiety i mężczyźni bardziej elastycznie wchodzą w swoje
                    społeczne
                    > role. "



                    No właśnie B. tak więc mamy "bardziej elastyczny patriarchat", który jednak
                    wciąż jest patriarchatem. I to drażni feministki. O tym właśnie pisałem.

                    >
                    > Pozdr.
                    >
                    > "Chcesz sie uśmiać fantastycznie
                    > czytaj dane statystyczne"
                    • Gość: barbinator Re: uwagi dla B. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 10:22
                      Gość portalu: tad napisał(a):

                      > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                      > W coraz większym
                      > > stopniu źródłem nobilitacji społecznej kobiet jest - w ich własnym odczuci
                      > u -
                      > > aktywność zawodowa. Najwyraźniej kobiety stają się zdecydowanie bardziej
                      > > samodzielne i nie godzą się na odgrywanie podporządkowanej roli w rodzinie
                      > i
                      > > społeczeństwie. Jednocześnie wydaje się zmieniać tradycyjny model męskości
                      > -
                      > > kobiecości: kobiety i mężczyźni bardziej elastycznie wchodzą w swoje
                      > społeczne
                      > > role. "
                      >
                      >
                      >
                      > No właśnie B. tak więc mamy "bardziej elastyczny patriarchat", który jednak
                      > wciąż jest patriarchatem. I to drażni feministki. O tym właśnie pisałem.
                      >
                      > >


                      Jednak na pewnym etapie elastyczności ten "coraz bardziej elastyczny
                      patriarchat" przestaje być patriarchatem. Poza tym obserwując nasze zycie
                      publiczne i chociażby to forum wydaje mi się, ze to raczej feministki drażnią
                      patriarchat a nie odwrotnie. Feministki (nawet takie jak ja)po prostu robia
                      swoje i patriarchat zwyczajnie olewają - to o czym pisałes, to raczej historia
                      feminizmu niż realny feminizm.
                      Pozdr. B.
                      • Gość: tad Re: uwagi dla B. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 15:06
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):


                        > Jednak na pewnym etapie elastyczności ten "coraz bardziej elastyczny
                        > patriarchat" przestaje być patriarchatem.


                        No to jak w końcu jest. Mamy w Polsce patriarchat, czy nie mamy?


                        >Poza tym obserwując nasze zycie
                        > publiczne i chociażby to forum wydaje mi się, ze to raczej feministki drażnią
                        > patriarchat a nie odwrotnie.

                        Raczysz żartować. Feministki "olewają patriarchat"? Śmiała teza.



                        >Feministki (nawet takie jak ja)po prostu robia
                        > swoje i patriarchat zwyczajnie olewają - to o czym pisałes, to raczej
                        >historia feminizmu niż realny feminizm.

                        Czyżby? Więc uważasz, że współczesny feminizm jest już "oczyszczony" z
                        wszelkich dziwactw?




                        > Pozdr. .
                        • Gość: barbinator Re: uwagi dla B. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 21:55
                          Wiesz Tad, czas jakis temu wrzuciłam sobie dla zabawy na wyszukiwarkę
                          hasło "patriarchat".
                          Było kilkaset trafień, wiekszść dotyczyła spraw religijnych, głównie
                          prawosławia. Sporą część stanowiły linki odwołujące się do psychiatrii, co
                          dosyć mnie rozbawiło i dało asumpt do ciekawych roztrząsań, które tutaj sobie
                          daruję...
                          Reszta były to artykuły antyfeministyczne, wszystkie jakby wyklepane na tym
                          samym kopycie - kto raz przeczytał post z naszego forum w stylu "feminizm a
                          komunizm" może sobie darować czytanie pozostałych, bo niczego nowego i tak się
                          nie dowie. Wszystkie wspomniane artykuły oprócz identycznej wartości
                          merytorycznej były też utrzymane w tym samym, ironiczno - szyderczym tonie. A
                          najśmieszniejsze było w nich powtarzające się przekonanie o doniosłości i
                          wyjątkowości tej pisaniny - ba, mało tego: każdy z (licznych!) bohaterskich
                          autorów uważał, że przerywa zmowę milczenia, łamie tabu jakim obłożone jest
                          krytykowanie feminizmu. Podobno bowiem każdy kto krytykuje feminizm jest
                          narażony na poważne utrudnienia w pracy zawodowej, nie ma też szans na
                          działalność polityczną...
                          O wtrącaniu do lochów nie było, ale znając temperament publicystów
                          antyfeministycznych, to kto wie co oni jeszcze wymyślą...
                          Inaczej mówiąc, ci panowie są równie śmieszni jak tzw korespondenci wojenni,
                          którzy poubierani w zupełnie niepotrzebne kamizelki kuloodporne relacjonują
                          podobno jako "pierwsi i jedyni" co dzieje się we właśnie zdobytym mieście i
                          wcale im nie przeszkadza fakt, ze w tle widac parunastu innych "pierwszych i
                          jedynych"...
                          No, ale to było OT, teraz do rzeczy: wśród trafień hasła "patriarchat" był
                          bodajże tylko jeden artykulik atakujący patriarchat z pozycji feministycznych,
                          i to o ile pamiętam raczej rutynowo i z niejakim znudzeniem (zero
                          wojowniczości...)
                          Wniosek z tego jest dla mnie jeden: feministki olewają patriarchat i po prostu
                          robią swoje demontując go od środka. Do tego nie potrzeba żadnego gadania ani
                          przelewania z pustego w próżne, co jest domeną antyfeministów. Każda kobieta
                          aktywna życiowo - nie porcelanowa laleczka, nie bluszcz, nie femme fatale -
                          przyczynia sie do znikniecia patriarchatu przynajmniej w jej własnym świecie. W
                          moim świecie patriarchatu nie ma już od dawna.
                          Natomiast np w świecie władzy i polityki patriarchat króluje sobie w najlepsze,
                          ze szkodą dla nas wszystkich zresztą...
                          Pozdr. B.

                          PS
                          W kwestii dziwactw współczesnego feminizmu: jest ich w nim proporcjonalnie tyle
                          samo co w każdym innym współczesnym, stale rozwijającym się ruchu myślowym.
                          Byłoby dziwne gdyby było inaczej, nie sądzisz?
                          • Gość: maly.k Jestem powaznie zaniepokojony... IP: *.sympatico.ca 05.04.03, 23:48
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > moim świecie patriarchatu nie ma już od dawna.
                            > Natomiast np w świecie władzy i polityki patriarchat króluje sobie w
                            najlepsze,
                            > ze szkodą dla nas wszystkich zresztą...
                            Niepokoisz mnie, Barbinator. Najpierw piszesz, ze patriarchat nalezy olewac,
                            potem, ze on jest i ze na dodatek szkodzi. Ale jak mozna olewac cos, co nam
                            wszystkim szkodzi - to bardzo nieobywatelskie. Przy tym nie udalo sie jeszcze
                            ustalic, czym ten 'patriarchat' jest, ani w jaki sposob szkodzi.

                            Pozdrawiam,

                            mk.
                            • Gość: barbinator Re: Jestem powaznie zaniepokojony... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 09:10
                              Gość portalu: maly.k napisał(a):

                              > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                              >
                              > > moim świecie patriarchatu nie ma już od dawna.
                              > > Natomiast np w świecie władzy i polityki patriarchat króluje sobie w
                              > najlepsze,
                              > > ze szkodą dla nas wszystkich zresztą...
                              > Niepokoisz mnie, Barbinator. Najpierw piszesz, ze patriarchat nalezy olewac,
                              > potem, ze on jest i ze na dodatek szkodzi. Ale jak mozna olewac cos, co nam
                              > wszystkim szkodzi - to bardzo nieobywatelskie. Przy tym nie udalo sie jeszcze
                              > ustalic, czym ten 'patriarchat' jest, ani w jaki sposob szkodzi.
                              >
                              > Pozdrawiam,
                              >
                              > mk.

                              Obu zaniepokojonych panów czyli MK i Tada, śpieszę uspokoić.
                              Po prostu patriarchat jest tak głupim pomysłem na życie, ze nie sposób
                              rozpatrywac go rozumowo - jak mawiają bracia Rosjanie: bez pał litra nie
                              razbieriosz...
                              To była odpowiedź w stylistyce antyfeministycznej, podobała się? :)))
                              A teraz bedzie feministycznie, czyli rozsądnie:): masz rację MK, najpierw
                              trzeba by ustalić co to właściwie jest ten patriarchat i dopiero wtedy
                              dyskutowac. Inaczej nie jest to dyskusja, tylko taka sobie, nieszkodliwa imho,
                              wymiana złośliwości. Zaś zdefiniowanie patriarchatu bedzie jeszcze trudniejsze
                              niż zdefiniowanie feminizmu, problem zaczyna sie już przy etymologii wyrazu -
                              czy pochodzi od "arche" czy "archa". Wbrew pozorom różnica jest znaczna.
                              Pozdr. B.
                              • Gość: tad Re: Jestem powaznie zaniepokojony... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 15:49
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                > Obu zaniepokojonych panów czyli MK i Tada, śpieszę uspokoić.
                                > Po prostu patriarchat jest tak głupim pomysłem na życie, ze nie sposób
                                > rozpatrywac go rozumowo - jak mawiają bracia Rosjanie: bez pał litra nie
                                > razbieriosz...



                                > To była odpowiedź w stylistyce antyfeministycznej, podobała się? :)))
                                > A teraz bedzie feministycznie, czyli rozsądnie:): masz rację MK, najpierw
                                > trzeba by ustalić co to właściwie jest ten patriarchat i dopiero wtedy
                                > dyskutowac. Inaczej nie jest to dyskusja, tylko taka sobie, nieszkodliwa
                                imho,
                                > wymiana złośliwości. Zaś zdefiniowanie patriarchatu bedzie jeszcze
                                trudniejsze
                                > niż zdefiniowanie feminizmu, problem zaczyna sie już przy etymologii wyrazu -
                                > czy pochodzi od "arche" czy "archa". Wbrew pozorom różnica jest znaczna.


                                "Rozsądnie, czyli feministycznie", ano - popatrzmy. Patriarchat "trudno
                                zdefiniować". Wychodzi na to, że feministki "olewają" nie wiadomo co, przy tym
                                Ty pewna jesteś, ze owego "czegoś" wokół Ciebie już nie ma, za to jest
                                na "szczytach władzy" i "szkodzi nam wszystkim". Trudno powiedzieć ci to, ale
                                na pewno jest to "głupi pomysł na życie". Zadziwiający stwór z
                                tego "patriarchatu", zadziwiające stworzenia z tych feministek ........


                                > Pozdr.


                          • Gość: tad trochę to dziwne IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.03, 11:37
                            Droga B. jestem trochę zaskoczony (i mocno rozbawiony) tym postem. Zdaje się,
                            że w swym szlachetnym dążęniu do wykazywania, że "antyfeminista racji nigdy
                            mieć nie może" posunęłaś się tak daleko, że zapomniałaś o (prawda,
                            że "androcentrycznej") logice. Feministki "patriarchat olewają", a
                            jednoczesnie "rozkładają go od środka". Czynią więc to nieświadomie? Jeśli
                            nieświadomie, to trudno nazwać je feministkami, jeśli świadomie, to trudno
                            nazwać to "olewaniem". Patriarchat można "olewać", choć jednocześnie "króluje
                            sobie w najlepsze w świecie władzy i polityki" i "szodzi nam wszystkim". Chcąc
                            niechcąc przedstawiasz tu feministki jako idiotki (co zresztą jest prawdą, ale
                            wątpię, by o ukazanie tej prawdy Ci chodziło), które lekceważą "szkodzącą
                            wszystkim" potęgę. Patriarchat jest konający, a jednocześnie postulujesz
                            konieczność -o ile dobrze pamiętam - "równoupranienia mentalnego", i piszesz o
                            potężnej mocy "stereotypów". Skąd ta siła "stereotypów" skoro patriarchat jest
                            tak słaby? Możesz się w końcu zdecydować jak to w końcu jest z
                            tym "patriarchatem"?


                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Wniosek z tego jest dla mnie jeden: feministki olewają patriarchat i po
                            >prostu robią swoje demontując go od środka. Do tego nie potrzeba żadnego
                            >gadania ani przelewania z pustego w próżne, co jest domeną antyfeministów.>


                            Feministki nie przelewają z pustego w próżne? Wolne żarty. Nie ma większych
                            mistrzyń w tym rzemiośle nad feministki. Pamiętasz co sama pisałaś o artykule
                            p. Ingi Iwasiów? (a zwracam uwagę, że Iwasiów i tak należy do feministek nieco
                            przynajmniej krytycznych - także wobec samej siebie, bo w jednej ze swoich
                            książek stwierdziła, że zdaje sobie sprawę, iż to co napisała można podważyć -,
                            skoro w tym samym artykule stwierdza, że nie może już dłużej słuchac tych
                            wszystkich referatów znajdujących się na "atypodach ludzkiego
                            doświadczenia").


                            > PS
                            > W kwestii dziwactw współczesnego feminizmu: jest ich w nim proporcjonalnie
                            >tyle samo co w każdym innym współczesnym, stale rozwijającym się ruchu
                            >myślowym. Byłoby dziwne gdyby było inaczej, nie sądzisz?

                            Nie sądzę, bo nie zgadzam się z tą tezą. Twierdzę, że w feminizmie dziwactw
                            jest o wiele więcej niż "w każdym innym stale rozwijającym się ruchu myślowym",
                            choć "każdym" zmieniłbym na "statystycznym", bo gdyby kto chciał, to znalazłby
                            pewnie ruch w którym dziwactw jest więcej niż w feminizmie. Problem polega na
                            tym, że te dziwaczne ruchy egzystują zazwyczaj na marginesie, tymczasem
                            feminizm nie jest odrzucany przez część elit tak silnie jak na to zasługuje. To
                            znaczy w pewnych wpływowych kręgach mozna być feministką i się tego nie
                            wstydzić, a nawet wręcz przeciwnie, co o owych "elitach" świadczy jak
                            najgorzej. Proponuję Ci mały eksperyment, który będzie kosztował Cię około 30
                            złotych (chyba, że książka o której poniżej jest w bibliotekach w Twoim
                            mieście). Otóż, proponuję Ci byś kupiła sobie opracowanie "Myśl feministyczna"
                            pióra p. Tang (o ile go nie znasz). Autorka jest feministką, trudno więc trudno
                            posądzić ją o niechęć do owej "myśli". Gdy książkę przeczytasz - porozmawiamy o
                            tym, czy feministki "patriarchat olewają", o tym "ile głupot jest w feminizmie"
                            i ile jest tam "przelewania z pustego w próżne".

                            • Gość: breskva Re: trochę to dziwne IP: *.acn.pl 06.04.03, 12:59
                              a ja tad czekam niecierpliwie na twoje udowodnienie ze idiotkami są: Virginia
                              Woolf, Simone de Beauvoir, Luce Irigaray, Helene Cixous, Betty Friedan, Maria
                              Janion. Moze jak rozprawisz sie z udowodnieniem głupoty ww feministek, podeślę
                              kilka innych nazwisk.
                              • Gość: tad Re: trochę to dziwne IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.03, 14:05
                                Gość portalu: breskva napisał(a):

                                > a ja tad czekam niecierpliwie na twoje udowodnienie ze idiotkami są:
                                Virginia
                                > Woolf, Simone de Beauvoir, Luce Irigaray, Helene Cixous, Betty Friedan, Maria
                                > Janion. Moze jak rozprawisz sie z udowodnieniem głupoty ww feministek,
                                podeślę
                                > kilka innych nazwisk.


                                Pomijam aspekt "feminizmu" (choć jeśli owe panie feministkami się określały to
                                wiele o nich mówi). Spora część osób które wymieniłaś komunizowało, a
                                popieranie ideologii ludobójczej wydaje mi się idiotyzmem. Simone de Beauvoir -
                                wraz ze swoim kochankiem Sartrem popierała komunistów, i to w ich "najlepszym
                                okresie", czyli w czasie "stalinizmu". Podobnie Maria Janion - w latach 50-tych
                                asystentka Stefana Żółkiewskiego marksistwoskiego "filozofa" głównego twórcy
                                Instytutu Badań Literackich, który miał tworzyć "marksistowskie kadry" do
                                zrewolucjonizowania polskiej humanistyki w "jedynie słusznym duchu" marksizmu-
                                leninizmu. Czytałem coś w rodzaju prasowego donosu na "nieprawomyślych"
                                wystosowanego przez "Kuźnicę" czyli środowisko Żółkiewskiego. Jedym
                                z "adresatów" był niejaki Radkiewicz. Znasz to nazwisko? Wiesz co w tamtych
                                latach znaczył taki prasowy donos skierowany między innymi do kierownictwa MBP?
                                (do tego Janion zupełnie powaznie twierdzi, że "instynkt macierzyński nie
                                istnieje" - co o jej rozumie dobrze nie świadczy)
                                V. Woolf.(i jej kumple) też fascynowała się komunizmem, co można zrozumieć o
                                tyle, ze była niezrównoważoną psychicznie neurotyczką (taka przynajmniej jawi
                                się w artykule z "WO"). Jeśli mogę mieć z tego grona trochę sympatii do do
                                Friedan, ale też jest to najmniej feministyczna z feministek (co jej "siostry"
                                nie omieszkały jej udowodnić wyświęcając ją z kierownictwa "NOW" na początku
                                lat 70-tych, między innymi dlatego, że miała pewien dystans do lesbismu, jako
                                do "postawy politycznej").
                                • Gość: breskva Re: trochę to dziwne IP: *.acn.pl 06.04.03, 14:17
                                  no to strac swoja sympatie do Friedan bo tez w czasach mlodosci miala silne
                                  sympatie lewicujące (czego sie bardzo wstydzila potem i usilowala ukryc)
                                  poza tym nie udowodniles ze ww feministki sa glupimi idiotkami, jedynie osobami
                                  odpowiedzialnymi na zbrodnie komunizmu (btw mysle ze przy odrobinie swej
                                  niezmierzonej zlej woli tez bys i mi to udowodnil)
                                  Tak wiec nadal czekam niecierpliwie.

                                  PS. tad na twoim miejscu sprawdzilabym czy w twojej lodowce nie czai sie jakas
                                  feministka-komunistka.
                                  • Gość: tad Re: trochę to dziwne IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.03, 20:15
                                    Gość portalu: breskva napisał(a):


                                    > Tak wiec nadal czekam niecierpliwie.


                                    Traktuj więc to co napisałem jako moją opinię, z którą nie musisz się zgadzać.
                                    • sagan2 Re: trochę to dziwne 07.04.03, 08:52
                                      Gość portalu: tad napisał(a):


                                      > Traktuj więc to co napisałem jako moją opinię, z którą
                                      > nie musisz się zgadzać.

                                      w dodatku opinie bezpodstawna...
                                      ... sprawdzilam w wiem.onet.pl hasla "idiota" i
                                      "komunista":

                                      komunista (lc. communis `wspólny') polit., filoz.
                                      zwolennik komunizmu; czlonek partii komunistycznej.

                                      diota (gr. idiótes ktos zle uksztaltowany, prostak;
                                      laik') 1. psych. osoba mocno uposledzona umyslowo. 2.
                                      pot. glupiec.

                                      o ile zauwazylam, nawet jeden wyraz definicji sie nie
                                      pokrywa...
                                      ... w zwiadku z czym z wykazania, ze ktokolwiek jest
                                      komunista *absolutnie* nie wynika, ze ta sama osoba jest
                                      idiota...
                                      • Gość: tad Re: trochę to dziwne IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 20:43
                                        sagan2 napisała:

                                        > Gość portalu: tad napisał(a):

                                        > w dodatku opinie bezpodstawna...
                                        > ... sprawdzilam w wiem.onet.pl hasla "idiota" i
                                        > "komunista":
                                        >
                                        > komunista (lc. communis `wspólny') polit., filoz.
                                        > zwolennik komunizmu; czlonek partii komunistycznej.
                                        >
                                        > diota (gr. idiótes ktos zle uksztaltowany, prostak;
                                        > laik') 1. psych. osoba mocno uposledzona umyslowo. 2.
                                        > pot. glupiec.
                                        >
                                        > o ile zauwazylam, nawet jeden wyraz definicji sie nie
                                        > pokrywa...
                                        > ... w zwiadku z czym z wykazania, ze ktokolwiek jest
                                        > komunista *absolutnie* nie wynika, ze ta sama osoba jest
                                        > idiota...


                                        Argumentacja nieco kulawa. Gdyby jakiś filut doszedł do wniosku, że by zyskać
                                        szczęście należy wkręcić sobie korkociąg w czaszkę i wsadzić pawie pióro w pupę
                                        po czym znalazłby wyznawców, to ja nazwałbym zwolenników takiej ideologii
                                        idiotami, choć definicja "korkociągopiórkizmu" z definicją "idioty" bynajmniej
                                        by się nie pokrywała, a jesli chodzi o mnie, to uważam, że pomysł z
                                        korkociągiem i piórem jest równie mądry jak pomysł z uszczęśliwianiem
                                        ludzkości poprzez znoszenie własności prywatnej. Mniejsza z tym. Skoro już
                                        mówimy o idiotyzmach - Breskva przywołała tu nazwisko p. Irigaray.
                                        Owa "myślicielka" twierdzi - o ile mnie pamięć nie myli- że kobiecy sposób
                                        myslenia wiąże się ścisle z kształtem żeńskich narządów płciowych (męski z
                                        kolei wiąże się z kształtem narządów męskich). Ja uważam to za idiotyzm, ale
                                        Tobie mojej opinii nie narzucam.
                                        • Gość: sagan Re: trochę to dziwne IP: *.desy.de 08.04.03, 08:53
                                          czy mam rozumiec, ze kazdy, kto dopuscil sie idiotyzmu,
                                          jest idiota???
                                          a ile tych idiotyzmow musi byc? jeden wystarczy?...

                                          ... witamy w klubie...
                                          • Gość: tad o idiotyzmach i nie tylko - dla Sagan cz1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 16:48

                                            Gość portalu: sagan napisał(a):

                                            > czy mam rozumiec, ze kazdy, kto dopuscil sie idiotyzmu,
                                            > jest idiota??? a ile tych idiotyzmow musi byc? jeden wystarczy?...

                                            Rozpatrzmy rzecz w sposób bardziej szczegółowy. Po pierwsze gdy piszę,
                                            że "feministki piszą bzdury", nie robię tego ot tak sobie. Robię to na
                                            podstawie jakiejś tam znajomości feministycznych teorii. Jest to znajomość na
                                            tyle dobra, bym mógł stwierdzić, że mój zarzut najczęściej nie tyle uderza w
                                            feministki, co raczej w te czy inne koncepcje, ktore feministki zaadaoptowały
                                            do swoich potrzeb. Koncepcje stworzone przez mężczyzn (skoro już mamy trzymać
                                            się płciowego punktu widzenia). Pojawia się tu problem "ile jest feminizmu w
                                            feminizmie". Otóż, "myśl feministyczna" w ogromnym stopniu jest wtórna.
                                            Feministki nie tyle tworzą, co adaptują (czyli "upłciawiają"), komentują, i -
                                            najczęściej - wulgaryzują. Średniozdolny student II roku filozofii potrafiłby
                                            odcedzić to co jest "feministycznego", od tego co zostało "pożyczone" i jak to
                                            zostało "przetrawione". Gdyby odcedzić to co feministki pozyczyły sobie od
                                            Freuda, Marksa, Lacana, Foucaulta, Marcusea itd, to doprawdy niewiele by na
                                            sicie zostało, a to co by zostało nie byłoby najwyższej jakości. Daleki jestem
                                            od tego, by twierdzić, że wymienieni przeze mnie osobnicy pisali WYŁĄCZNIE
                                            bzdury (choć Freud był tego bliski). Nie wiedzieć jednak czemu feministki mają
                                            dziwną skłonność, by pozyczać od nich akurat koncepcje - że tak powiem -
                                            najdziwniejsze i udziwniać je jeszcze bardziej (pożyczają to, co -wg nich -
                                            najbardziej "uderza w system"). Freud np. twierdził, że kobieta w trakcie
                                            rozwoju psychoseksualnego zmaga się pomiędzy męskimi i żeńskimi impulsami
                                            seksualnymi, i że jej normalny rozwój polega na odrzuceniu impulsów kierujących
                                            ją ku innym kobietom i podążeniu za impulsem kierującym ją ku mężczyźnie.
                                            Wyrazem tych impulsów miały być "erotyzm łechtaczkowy" i "erotyzm pochwowy".
                                            Jest to rzecz prosta jawna bzdura. Co robią z taką bzdurą feministki? Adaptują
                                            ją do własnych potrzeb. Pewna "myślicielka" pisze książkę "Mit orgazmu
                                            pochwowego", w której twierdzi, że właśnie "żeński impuls" jest czymś za czym
                                            kobieta powinna podążyć, a heteroseksualizm jest narzucany przez opresywne
                                            społeczeństwo i należy z tym skończyć. Mówiąc inaczej przyjmuje założenia
                                            Freuda, tyle, że dokonuje ich "przewartościowania". Z bzdury robi bzdurę do
                                            kwadratu. "Druga płeć" S. de Beauvoir to z kolei "upłciowienie" (czytaj
                                            wulgaryzacja) "Bytu i nicości" Sartrea. Breskva przywołała nazwiska Cixous i
                                            Ivigaray. Przypatrzmy się im bliżej. Obie panie z kolei zadłużyły się
                                            intelektualnie w modnym psychoanalityku Lacanie. Cixous pragnie, by
                                            kobiety "wypisały się z tego świata", a przede wszystkim by zaczęły myśleć i
                                            pisać "po kobiecemu". Męskie i żeńskie myślenie łączy z seksualnością. Tak więc
                                            mężczyźni piszą uzywając "penisa, fallusa i pióra". Męskie
                                            pisanie "zakorzenione jest w męskiej ekonomii genitalnej i libidialnej, która
                                            ma swój emblemat w wizerunku fallusa". Każdy mężczyzna mówi sobie: "Jestem
                                            zintegrowanym, władającym sobą ośrodkiem świata. Resztę świata, którą definiuję
                                            jako innego ma zn
                                          • Gość: tad o idiotyzmach i nie tylko - dla Sagan cz1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 16:48

                                            Gość portalu: sagan napisał(a):

                                            > czy mam rozumiec, ze kazdy, kto dopuscil sie idiotyzmu,
                                            > jest idiota??? a ile tych idiotyzmow musi byc? jeden wystarczy?...

                                            Rozpatrzmy rzecz w sposób bardziej szczegółowy. Po pierwsze gdy piszę,
                                            że "feministki piszą bzdury", nie robię tego ot tak sobie. Robię to na
                                            podstawie jakiejś tam znajomości feministycznych teorii. Jest to znajomość na
                                            tyle dobra, bym mógł stwierdzić, że mój zarzut najczęściej nie tyle uderza w
                                            feministki, co raczej w te czy inne koncepcje, ktore feministki zaadaoptowały
                                            do swoich potrzeb. Koncepcje stworzone przez mężczyzn (skoro już mamy trzymać
                                            się płciowego punktu widzenia). Pojawia się tu problem "ile jest feminizmu w
                                            feminizmie". Otóż, "myśl feministyczna" w ogromnym stopniu jest wtórna.
                                            Feministki nie tyle tworzą, co adaptują (czyli "upłciawiają"), komentują, i -
                                            najczęściej - wulgaryzują. Średniozdolny student II roku filozofii potrafiłby
                                            odcedzić to co jest "feministycznego", od tego co zostało "pożyczone" i jak to
                                            zostało "przetrawione". Gdyby odcedzić to co feministki pozyczyły sobie od
                                            Freuda, Marksa, Lacana, Foucaulta, Marcusea itd, to doprawdy niewiele by na
                                            sicie zostało, a to co by zostało nie byłoby najwyższej jakości. Daleki jestem
                                            od tego, by twierdzić, że wymienieni przeze mnie osobnicy pisali WYŁĄCZNIE
                                            bzdury (choć Freud był tego bliski). Nie wiedzieć jednak czemu feministki mają
                                            dziwną skłonność, by pozyczać od nich akurat koncepcje - że tak powiem -
                                            najdziwniejsze i udziwniać je jeszcze bardziej (pożyczają to, co -wg nich -
                                            najbardziej "uderza w system"). Freud np. twierdził, że kobieta w trakcie
                                            rozwoju psychoseksualnego zmaga się pomiędzy męskimi i żeńskimi impulsami
                                            seksualnymi, i że jej normalny rozwój polega na odrzuceniu impulsów kierujących
                                            ją ku innym kobietom i podążeniu za impulsem kierującym ją ku mężczyźnie.
                                            Wyrazem tych impulsów miały być "erotyzm łechtaczkowy" i "erotyzm pochwowy".
                                            Jest to rzecz prosta jawna bzdura. Co robią z taką bzdurą feministki? Adaptują
                                            ją do własnych potrzeb. Pewna "myślicielka" pisze książkę "Mit orgazmu
                                            pochwowego", w której twierdzi, że właśnie "żeński impuls" jest czymś za czym
                                            kobieta powinna podążyć, a heteroseksualizm jest narzucany przez opresywne
                                            społeczeństwo i należy z tym skończyć. Mówiąc inaczej przyjmuje założenia
                                            Freuda, tyle, że dokonuje ich "przewartościowania". Z bzdury robi bzdurę do
                                            kwadratu. "Druga płeć" S. de Beauvoir to z kolei "upłciowienie" (czytaj
                                            wulgaryzacja) "Bytu i nicości" Sartrea. Breskva przywołała nazwiska Cixous i
                                            Ivigaray. Przypatrzmy się im bliżej. Obie panie z kolei zadłużyły się
                                            intelektualnie w modnym psychoanalityku Lacanie. Cixous pragnie, by
                                            kobiety "wypisały się z tego świata", a przede wszystkim by zaczęły myśleć i
                                            pisać "po kobiecemu". Męskie i żeńskie myślenie łączy z seksualnością. Tak więc
                                            mężczyźni piszą uzywając "penisa, fallusa i pióra". Męskie
                                            pisanie "zakorzenione jest w męskiej ekonomii genitalnej i libidialnej, która
                                            ma swój emblemat w wizerunku fallusa". Każdy mężczyzna mówi sobie: "Jestem
                                            zintegrowanym, władającym sobą ośrodkiem świata. Resztę świata, którą definiuję
                                            jako innego ma znaczenie tylko w relacji do mnie, jako mężczyzny-ojca,
                                            posiadacza fallusa". Męskie pisanie jest nudne w swojej "niedwuznaczności i
                                            jednotorowości" tak jak nudna jest męska seksualność. Z kolei pisanie kobiece -
                                            tak jak kobieca seksualność jest "nieskończona, złożona, zmienna, rytmiczna,
                                            wieloraka, otwarta, pełna przyjemności" itd. To pisanie ma polegać na tym,
                                            by "zostawić slad, nabazgrać, nagryzmolić", a nie "tworzyć solidny korpus
                                            zmagazynowanej ludzkiej mądrości" - co jest specjalnością mężczyzn. Itd, itp.
                                            Ja uważam, że jest to bełkot. O Irigaray - w II części.
                                          • Gość: tad o idiotyzmach cz. 2 - dla Sagan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 20:57
                                            W części drugiej o pani Irigaray. Otóż, "Podobnie jak Cixous Irigaray zestawia
                                            jednotorowość, jaką implikuje męski organ, z wielorakością, jaką implikuje
                                            żeński organ seksualny. Szczególnie lokuje kobiecy głos w labia, "podwójnych
                                            wargach", które pokazują, że kobieta jest "ani pojedyncza, ani podwójna".
                                            Kobieta nie jest podwójna, ponieważ labia należą do pojedynczego ciała
                                            kobiety "które kontaktuje kobietę z samą sobą, nie dając jednak możliwości
                                            rozróżnienia tego, co jest dotykane i tego co dotyka". Niemniej kobieta nie
                                            jest jedna, ponieważ labia reprezentują kobiecą różnorodność i rozproszenie
                                            (seksualność niefalliczna). "Czy więc kobieta nie ma organu seksualnego? Ma
                                            nawet dwa, ale nie da się ich rozpoznać jako jednego. W istocie ma dużo więcej.
                                            Jej seksualność jest zawsze co najmniej podwójna, i nawet więcej, jest
                                            wieloraka". Irigaray nie stawia po prostu w opozycji wielorakiej, cyrkulującej,
                                            bezcelowej waginalnej-klitorialnej ekonomii libidialnej kobiety do
                                            jednotorowej, linearnej, i celowej fallicznej ekonomii libidialnej mężczyzny.
                                            Dowodzi, że ekspresja tej ekonomii libidialnej nie ogranicza się do
                                            seksualności, ale rozciąga się na wszystkie formy ekspresji ludzkiej,
                                            włączywszy struktury społeczne. Podobnie jak penetracja penisem powoduje, że
                                            wargi nie mogą się zetknąć ze sobą, tak też falliczna jedność porządku
                                            symbolicznego represjonuje różnorakość kobiecej seksualności. Tak więc
                                            patriarchat jest społeczną manifestacją męskiej ekonomii libidialnej i będzie
                                            podtrzymywał ten porządek, dopóki nie uwolni się "kobieca kobiecość" (obecne
                                            kobiety, to "kobiety falliczne -przyp. tad). Niemniej kobiety mogą uwolnić tę
                                            potencjalność poprzez praktyki autoerotyczne i lesbijskie. W miarę jak kobiety
                                            będą poznawać wieloaspektowy teren kobiecego ciała, będą się uczyć myśleć
                                            myśli, wypowiadać słowa i działać na tyle silnie, by obalić władztwo fallusa"
                                            (cyt za: "Rosemarie Putnam Tong, Myśl feministyczna, wyd. PWN 2002). Tak mniej
                                            więcej przedstawiają się poglądy pań Cixous i Irigaray. Mogę dodać, że jednym z
                                            pomysłów p. Irigaray na "unicestwienie fallocentrycznego dyskursu"
                                            jest "przesadzanie w jego proporcjach". Można np. "napompować sobie cycku do
                                            granic mozliwości" i iść do kościoła, by powiedzieć: "no chłopaki, wiemy co
                                            macie w głowach. Więc patrzcie. Zobaczcie gdzie to mamy". Irigaray ma zresztą
                                            większe ambicje. Zdemaskowała całą zachodnią fallocentryczną filozofię. tropiąc
                                            w niej tzw. "tosamość" przejawiająca się poprzez "spekularyzację". Ten drugi
                                            termin pochodzi od nazwy narzędzia ginekologicznego zwanego "speculum"
                                            służącego do badania pochwy. Nie będę się nad tym rozwodził, dość powiedzieć,
                                            że Irifaray zdemaskowała myślicieli "tak róznych jak Hegel, Nietzsche, Freud".
                                            Nie ostał się nawet Lacan, ktoremu wiele zawdzięcza. Rzecz prosta znaleźli się
                                            tacy poczciwcy, którzy powiedzieli p. Irigaray, że jej "filozofia" nie trzyma
                                            się kupy. Nie wiedzieli na kogo trafili, bowiem "...ona zamiast czuć się
                                            zakłopotana tą ambiwalencją (wygłaszaniem twierdzeń sprzecznych wzajemnie -
                                            przyp. tad) i niejednoznacznością swoich pism, raczej czerpie z tego coraz
                                            większą przyjemność. Dla Irigaray sprzeczność wewnętrzna jest rodzajem buntu
                                            przeciw logicznej zwartości wymaganej przez fallocentryzm". I co powiesz o tym
                                            wszystkim? Bardzo jestem ciekaw.
                                            • sagan2 Re: o idiotyzmach cz. 2 - dla Sagan 11.04.03, 08:47
                                              napisales strasznie duzo, a ciagle nie odpowiedziales na
                                              moje pytanie: czy popelnienie idiotyzmu czyni z czlowieka
                                              idiote? a jesli tak, to ILE ich trzeba popelnic?
                                              • Gość: tad Re: o idiotyzmach cz. 2 - dla Sagan IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.03, 15:54
                                                sagan2 napisała:

                                                > napisales strasznie duzo, a ciagle nie odpowiedziales na
                                                > moje pytanie: czy popelnienie idiotyzmu czyni z czlowieka
                                                > idiote? a jesli tak, to ILE ich trzeba popelnic?


                                                Sama sobie odpowiedz na takie pytanie: czy owe feministyczne filozofki
                                                przekroczyły już tę granicę, czy nie. Wg. mnie tak, i to mocno.
                                    • Gość: barbinator Re: trochę to dziwne IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 09:10
                                      ....ale na twoim miejscu lodówkę bym jednak sprawdziła...

                                      BTW, tak sobie właśnie pomyślałam - nie sądzisz Tad, ze należałoby poważnie
                                      zrewidować podejście do bajek które czytują nasze dzieci?
                                      No bo weźmy taką choćby Królową Śniegu Andersena: czy to właściwe by pokazywać
                                      jak dwie silne kobiety rywalizują o mężczyznę traktując go jako obiekt
                                      pożądania a on bezwolnie się temu poddaje??? A dlaczego przywódcą rozbójników
                                      jest kobieta, ksywka "mała rozbójniczka"? Co na to patriarchat????
                                      A czerwony kapturek, dlaczego on jest czerwony - a nie mógłby być fioletowy
                                      albo pomarańczowy? Dlaczego CZERWONY kapturek płci żeńskiej pokonuje
                                      ostatecznie CZARNEGO wilka płci męskiej?
                                      A co z bajkami o czarnym ludzie - czy to dopuszczalne, by porządne
                                      chrześcijańskie dzieci były straszone stworzeniami płci męskiej ubranymi na
                                      czarno???
                                      Pozdr. B.

                                      • agrafek Re: trochę to dziwne - bajki 09.04.03, 14:07
                                        Rozumiem, że sobie pokpiwasz? Równocześnie jednak akurat Czerwony Kapturek jest
                                        interpretowany jako wręcz przykladowa opowieść o inicjacji (niekoniecznie
                                        seksualnej). Z Andersenem jest nieco cięższa sprawa, bo to pisarz, literat i
                                        jego "Bajki" to także dzieła literackie (w znaczeniu - nie tylko odtwarzał
                                        zasłyszane gdzieś opowieści, ale też przetwarzał je po swojemu, wymyślał
                                        własne). Niemniej akurat "Królowa śniegu" do opisu rytału przejścia pasuje
                                        idealnie.
                                        Pozdrawiam.
    • Gość: Mysza Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 03.04.03, 10:04
      Bardzo zainteresowała mnie ta dyskusja na temat kury domowej,gdyż sama jestem
      klasyczną kurą domową, ponieważ nie pracuję i zajmuję się domem.Wydaje mi się,
      że warto, aby wypowiedziała się tu również kura domowa z doświadczenia mogąca
      stwierdzić, na ile można się , będąc kurą realizować.
      Zaskoczyły mnie i po ich zestawieniu - rozśmieszyły - dwie wypowiedzi EWOK.
      1. "Absolutnie nie odbieram kurom domowym prawa do własnych pasji i
      zainteresowań. One same je sobie odbierają.Przy okazji jak myślisz, co
      stymuluje intelektualnie kurę domową ? Bardziej "Moda na sukces" czy
      "Telezakupy"? "
      2."Jako była kura domowa uważam, że wykonywanie dzień w dzień tych samych
      obowiązków domowych jest ogłupiające,chociaż mam na tym polu pewne osiągnięcia,
      jak na przykład zrewolucjonizowanie sposobu układania ubrań w szafie i
      fantastyczną wprost solę pod beszamelem."
      Mam pytanie - czy na okres bycia kurą domową odebrałaś sobie prawo do własnych
      pasji i zainteresowań? Czy stymulowała Cię "Moda na sukces" czy "Telezakupy"?
      Czy z książek czytałaś jedynie książkę kucharską?A jeżeli nie, to dlaczego
      uważasz, że wszystkie kury domowe muszą się cofać umysłowo?
      Jak już wspomniałam jestem kurą domową. Mam wykształcenie wyższe i ukończone
      dodatkowo studia podyplomowe. I właśnie dzięki temu, że nie pracuję mogę się
      poświęcić swoim pasjom i zainteresowaniom, na które zupełnie nie miałam czasu,
      gdy kiedyś pracowałam.Może napiszę trochę o sobie. Pasjonuje mnie historia , a
      w szczególności historia Dolnego Sląska.Ten region nas zachwyca, często tam
      jeździmy, więc opracowałam własny przewodnik po Sudetach i Dolnym Śląsku
      ( nigdy nie zostanie wydany, bo jest za obszerny ).Pasjami lubimy zwiedzać,
      więc włóczymy się po całej Polsce ( na zagranicę nas nie stać - to jest
      negatywna strona jednej pensji, ale w Polsce jest tyle ciekawych a właściwie
      nieznanych miejsc, że jeszcze długo nie zobaczymy wszystkich).Przed tymi
      wyjazdami opracowuję trasy zwiedzania. Teraz zabieram się do dokładnego opisu
      zamków Jury i okolic Krakowa, bo chcemy je sobie przypomnieć (byliśmy tam kilka
      lat temu). Regularnie czytam Gazetę Wyborczą, Politykę, Podróże ,Spotkania z
      zabytkami.Czytam mnóstwo książek. Chodziłam na kurs malarstwa chińskiego, umiem
      malować na szkle i starą techniką ludową (od spodu szkła zaczynając od
      szczegółów) i współczesną ( z wierzchu).Wycinam wycinanki łowickie.Nauczyłam
      się odnawiać stare przedmioty, którymi ozdabiam mieszkanie ( teraz na przykład
      naprawiam bogato rzeźbioną drewnianą ramkę do zdjęć.Brakujące elementy
      uzupełniam z balsy, bo jeszcze nie nauczyłam się rzeżbić w drewnie). Oprócz
      tego gram z dziećmi w Warhammera, Magię i miecz i w bardziej tradycyjne gry
      typu szachy, młynek,karty (dzieci mam już nastoletnie, więc jest to naprawdę
      przyjemna rozrywka).
      Czy naprawdę myślicie, że na to wszystko miałabym czas pracując?
      Tu chciałabym zacytować Soso:
      1."(...) jej wysiłek nie przekłada się na nic poszerzającego horyzonty (...)"
      2." Inne poczucie przydatności i wartości ma sprzątaczka na etacie niż
      sprzątaczka kura."
      3." Oczywiście praca tak jak sprzedawczynie czy babcia klozetowa także jest
      wspinaniem się na wyższy poziom(...)"
      Szczerze mówiąc, chyba mam większe poczucie przydatności i wartości niż
      sprzątaczka na etacie lub babcia klozetowa, mimo iż według Ciebie one się
      wznoszą a ja nie.
      EWOK napisała:
      "Skoro tak to dlaczego kura - nie kura z naszego wątku nie realizuje się w
      gotowaniu jeszcze lepszej pomidorowej, tylko wzięła się za pisanie ?"

      Odpowiedź jest prosta - dlatego, że ma jakieś zainteresowania oprócz prac
      domowych.Czy dla Ciebie jedynym zainteresowaniem jest praca zawodowa ?Wychodząc
      z takiego założenia nie powinnaś się interesować choćby feminizmem o ile nie
      jest przedmiotem Twojej pracy zawodowej.

      I jeszcze jeden cytat z listu EWOK:
      "Dzieci w końcu się usamodzielniają, mąż, nawet najlepszy, też nie jest wieczny
      (...).I co pozostaje?

      No to pomyślmy o kobiecie pracującej. Dzieci w końcu się usamodzielniają, mąż
      nie jest wieczny, z pracy wykopują ją na wcześniejszą emeryturę.I co pozostaje?
      Zainteresowań nie ma, bo zazwyczaj wystarczała jej praca, nudzi się i jest
      nieszczęśliwa...Potem rozpaczliwie szuka pracy. Potwierdza to zresztą
      barbinator, mówiąc o dwóch rodzajach kur domowych -kobietach z małymi dziećmi i
      wcześniejszych emerytkach.
      Kury domowe (znam ich 3) są inne.Mają ok 40-tki i z chęcią siedzą w domu. Wy
      ich nie znacie, bo po prostu nie macie z nimi kontaktu.
      I jeszcze o pieniądzach. Barbinator pisze:
      "Praca zarobkowa daje kontakt z ludżmi i poczucie niezależności wynikające z
      faktu posiadania własnych pieniędzy."
      Ależ zazwyczaj pieniądze idą do wspólnej klasy!Małżonkowie razem decydują na co
      je wydadzą. A jeżeli mąż kury domowej jest normalny ( a o świrach chyba nie
      rozmawiamy)to o wydatkach też decydują obydwoje. Oczywiście są mężowie kur
      domowych chcący o wszystkim sami decydować , ale i są mężowie pracujących żon
      np przepijający wszystkie domowe pieniądze.
      A nawiązując do listu Ewok, że pracująca kobieta po 20 latach małżenstwa jak
      będzie chciała to pojedzie do Indii, bo ma własną kasę - chciałam spytać czy
      uważasz że naprawdę przeciętna kobieta(pielęgniarka,nauczycielka,sprzedawczyni)
      będzie miała taką kasę??!! Jestem dziwnie pewna, że nie...

      Bardzo przepraszam, że tak się rozpisałam. Jeszcze tylko chciałabym
      odpowiedzieć Barbinator, która napisała:
      "Czy w takim razie nie powinieneś przyjąć, że stereotyp głupiej kury domowej
      także bazuje na pewnych powszechnie znanych faktach i obserwacjach wskazujących
      na smutny fakt, że prowadzenie domu nie jest zajęciem stymulującym
      intelektualnie, a raczej wręcz przeciwnie ?"

      Czy stereotypy są naprawdę słuszne? A jak by Ci się podobało takie zdanko( nie
      uważam, że jest słuszne, ale jest ono też stereotypowe):
      Czy w takim razie nie powinnaś przyjąć, że stereotyp narwanej feministki także
      bazuje na pewnych powszechnie znanych faktach i obserwacjach wskazujących na
      smutny fakt, że ten ruch nie jest zajęciem stymulującym intelektualnie, a
      raczej wręcz przeciwnie?"
      Pozdrowienia dlawszystkich. Wybaczcie, proszę długość listu.
      Mysza

      • Gość: BD tako rzecze KURA! IP: 195.136.36.* 03.04.03, 10:37
        Witam,

        Tak oto pomoc przyszła z najmniej oczekiwanego frontu tj. świata realnego.
        Trzymaj się dzielnie Myszo i przygotuj na ataki listowych krytyków - w
        najlepszym razie usłyszych, że w żadnym nie jesteś kurą klasyczną (oni wiedzą
        lepiej), ale mogą też zostać wytoczone armaty fałszywej świadomości czy
        fałszerstwa postu etc.

        Troszę pokomentuję...

        Gość portalu: Mysza napisał(a):

        > malować na szkle i starą techniką ludową (od spodu szkła zaczynając od
        > szczegółów) i współczesną ( z wierzchu).Wycinam wycinanki łowickie.

        Masz piękną pasję. Wielu naukowców mogłoby się od Ciebie uczyć pochylania się
        nad rzeczami małymi (a nie np. losami świata), ale za to z sercem.

        > uzupełniam z balsy, bo jeszcze nie nauczyłam się rzeżbić w drewnie). Oprócz
        > tego gram z dziećmi w Warhammera, Magię i miecz i w bardziej tradycyjne gry

        Olaboga, z krzesła spadłem. Warhammer Quest czy Fantasy Battle (jak to drugie
        to zapewne lubisz malować figurki). Łezka mi się w oku zakręciła, bo ja - młody
        w sumie facet - już nie znajduje na takie rzeczy czasu, a tu proszę - matka
        (kura domowa) gra z dziećmi w Warhammera. Nie wiem czy grałaś w Man'o'War - był
        jeszcze fajniejszy, ale Games Workshop zrezygnował parę lat temu z produkcji...

        > Odpowiedź jest prosta - dlatego, że ma jakieś zainteresowania oprócz prac
        > domowych.Czy dla Ciebie jedynym zainteresowaniem jest praca zawodowa ?

        Oczywiście - poczytaj sobie ich posty - praca czyni człowiekiem. Wybacz im,
        zatrzymali się w rozwoju na latach 50-tych w ZSRS :-)

        > będzie miała taką kasę??!! Jestem dziwnie pewna, że nie...

        Tu dodam tylko, co pewnie doskonale wiesz, ale inni nie - że przecież mąż kury
        domowej może bardziej poświęcić się pracy, więc efekt finansowy takiego układu
        nie musi być bardzo negatywny.

        Jeśli chodzi o zarządzanie finasnami, to znane mi badania brytjskie mówią
        wyraźnie, że to kobieta jest głównie "menedżerem" zasobów finasnowych w
        małżństwie, nawet jeśli mąż jest jedynym źródłem dochodów.

        pozdrawiam serdecznie,

        BD

        fraszki nie będzie, bo się zbyt rozczuliłem 8-)
        • Gość: EWOK Re: tako rzecze KURA! IP: 213.241.18.* 03.04.03, 13:39
          Tylko jedno. Wyszliśmy od postu BD, który twierdził, że możliwości rozwoju kury
          domowej w zakresie wykonywania obowiązków domowych są praktycznie
          nieograniczone. A tu pojawia się już druga kura, która jednak zajmuje się
          również czymś innym. Jedna pisała do szuflady, druga maluje na szkle.
          Powiedzcie mi proszę, jaki to ma związek z obowiązkami domowymi. I powtórzę raz
          jeszcze - dlaczego skoro możliwości rozwoju w ramach prania- sprzątania -
          gotowania są tak stymulujące intelektualnie, obie kury, których wypowiedzi
          miałam przyjemność czytać, jakoś na tym nie poprzestały?
        • Gość: barbinator Re: tako rzecze KURA! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 14:22
          Gość portalu: BD napisał(a):

          > Witam,
          >
          > Tak oto pomoc przyszła z najmniej oczekiwanego frontu tj. świata realnego.
          > Trzymaj się dzielnie Myszo i przygotuj na ataki listowych krytyków - w
          > najlepszym razie usłyszych, że w żadnym nie jesteś kurą klasyczną (oni wiedzą
          > lepiej), ale mogą też zostać wytoczone armaty fałszywej świadomości czy
          > fałszerstwa postu etc.


          >
          Wyluzuj, BD. Zanim nadmiesz sie tak bardzo że pękniesz w wyniku nadmiaru
          słusznej racji, radziłabym przeczytac ten fragment postu Myszy w którym
          stwierdza, ze zna 3 (słownie: trzy) podobne do siebie kury domowe. Ponieważ
          sprawia wrażenie osoby aktywnej, inteligentnej i z pomysłem na życie więc
          należy przyjąć, ze grono jej znajomych jest nie mniejsze niż np moje - a więc
          te trzy kury to bedzie jakieś 3%.
          Specjalnie dla ciebie to wyliczyłam, mam nadzieję ze ci sie spodobało...
          Pozdr. B.

          PS
          Oczywiście masz rację pisząc, że ktos na pewno skomentuje, ze Mysza nie jest
          kurą klasyczną - właściwie ona w ogóle nie jest kurą w świetle TWOJEJ własnej
          definicji. Przecież ty wyraźnie pisałeś, ze kura to osoba której poczucie
          wartości bierze się z wypełniania prac domowych - wcześniej przytaczałes
          rozmaite wyniki badan wskazujących na większą wartość intelektualną gotowania
          niż np gender studies. Teraz wyraźnie zmieniasz front i próbujesz wciągnąć
          Myszę do swojej drużyny widząc w niej cennego sojusznika :)) A przecież to ty
          sam powinienieś gromko zawołać, ze M wcale nie jest kurą tylko się pod nią
          podszywa a naprawdę jest aktywną zyciowo kobietą żyjącą w partnerskim układzie
          ze swoim mężem, realizującą własne, dalekie od kuchni i mopa, zainteresowania.
          Apropos, czy gdyby "pozakurze" zainteresowania Myszy obejmowały gender studies,
          to tez byś w niej widział sojusznika dla swojej wizji rodziny?
          • Gość: BD Re: tako rzecze KURA! IP: 195.136.36.* 03.04.03, 14:49
            Witam,

            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > należy przyjąć, ze grono jej znajomych jest nie mniejsze niż np moje - a więc
            > te trzy kury to bedzie jakieś 3%. Specjalnie dla ciebie to wyliczyłam, mam
            > nadzieję ze ci sie spodobało...

            Staram się być gentlemanem, więc nie powiem Ci co możesz z takimi wyliczeniami
            zrobić (i z tego typu wnioskowaniem indukcyjnym).

            > kurą klasyczną - właściwie ona w ogóle nie jest kurą w świetle TWOJEJ własnej
            > definicji. Przecież ty wyraźnie pisałeś, ze kura to osoba której poczucie
            > wartości bierze się z wypełniania prac domowych - wcześniej przytaczałes
            > rozmaite wyniki badan wskazujących na większą wartość intelektualną gotowania
            > niż np gender studies.

            Kura domowa to opiekunka domowego ogniska (tka to ładnie w tym wątku
            określiłem), a nie cyborg gospodarczy. Nie pisałem nigdzie o obowiązkach
            domowych (co mi usiłuje imputować EWOK), ani, że kura nie może mieć np. hobby.
            Opieka nad ogniskiem domowym to również coś tak twórczego proces wychowania
            dzieci - np. gra z nimi w Warhammera.

            Porównywałem sytuację bycia w domu do sytuacji pracy zawodowej - a nie sytuacje
            bycia kurą domową bez zainteresowań, do sytuacja bycia zatrudnionym przy
            jednoczesnym posiadaniu zainteresowań. To, że Wy te sprawy w jakiś niepojęty
            sposób na siłę łączycie, to Wasz problem. Życie kury domowej nie musi
            ograniczać się do opieki nad domem tak samo jak życie urzędniczki do pracy w
            urzędzie. Tak to trudno pojąć?

            > sam powinienieś gromko zawołać, ze M wcale nie jest kurą tylko się pod nią
            > podszywa a naprawdę jest aktywną zyciowo kobietą żyjącą w partnerskim

            To nie moja wina, że dla Ciebie kura domowa _nie może mieć_
            zainteresowań ,hobby, nie ma prawa czytać czegoś więcej niż "Sekrety serca". Ja
            nic takiego nie twierdziłem. Dyskutujemy tu o pozostawaniu w domu za pensję
            mężą versus pracy zarobkowej, reszta jest Twoją żenującą projekcją.

            > Apropos, czy gdyby "pozakurze" zainteresowania Myszy obejmowały gender
            > studies, to tez byś w niej widział sojusznika dla swojej wizji rodziny?

            Istnienie takiego kogoś byłoby dla mnie wielce podejrzane, podobnie jak np.
            dyskusja z ortodoksyjnym żydem - antysemitą.

            pozdrawiam,

            BD

            fraszki feministyczne (odcinek 1 tematyczny)
            "feminizmu terminator
            to jest nasza barbinator"
            • Gość: soso Re: tako rzecze KURA! IP: 195.41.66.* 03.04.03, 15:20


              No tak, wydaje sie, ze mury obronione. Ale w tej sprawie oczywiscie istnieje
              pewien relatywizm.

              Sprzataczka moze nie jest tak fantastyczna jak mysza ale problem lezy w czym
              innym. Otoz czy ta sama sprzataczka ma takie same szanse siedzac w domu czy
              obracajac sie w swiecie przez siebie sprzatanym. Ja mysle, ze to drugie jest
              lepsze.
              Mysza jest fantastyczna kobieta, kura z fasonem. Dobrze. Ale jak tak spedzi
              cale zycie to jak sie przekona kim by byla gdyby kura nie byla?

              Oczywiscie, mamy zawsze tendencje do podkolorowywania swego losu. Moze i
              dobrze. Stad dla mnie jest oczywiste, ze kura nie chce byc kura i probuje jakos
              sama siebie do tej tezy przekonac. Generalia sa jednak takie, ze kura ma
              mniejsze mozliwosci i odosobnione przypadki nawet jezeli piekne jak Morskie Oko
              nie zaklocaja powszechnego odbioru.

              pzdrw

              soso
              • maly.ksiaze Robi się zabawnie... 04.04.03, 04:10
                Gość portalu: soso napisał(a):

                > Oczywiscie, mamy zawsze tendencje do podkolorowywania
                swego losu. Moze i
                > dobrze. Stad dla mnie jest oczywiste, ze kura nie chce
                byc kura i probuje jakos
                > sama siebie do tej tezy przekonac.
                Krótko mówiąc - twierdzisz, że dwie panie, które tutaj
                przedstawiły się jako, pardon, zadowolone 'kury domowe'
                po prostu koloryzują i podświadomie racjonalizują swoją
                podłą sytuację? Mają fałszywą świadomość...

                Co do osiągania czegoś innego, w innym scenariuszu
                życia... Soso, czy nie zastanawiasz się czasem, ile
                mógłbyś osiągnąć gdybyś, na ten przykład, miast pisać na
                forum 'Feminizm', pisał poematy?

                Pozdrawiam,

                mk.
                • Gość: soso Re: Robi się zabawnie... IP: 195.41.66.* 04.04.03, 08:43
                  Poematy pisuje na co dzien a czasami dla oprezenia cos na forum :-)

                  pzdrw dla mk

                  soso
              • Gość: Megann przykład sprzątaczki IP: w3cache.* / 192.168.3.* 09.04.03, 10:47
                Gość portalu: soso napisał(a):

                > Sprzataczka moze nie jest tak fantastyczna jak mysza ale problem lezy w czym
                > innym. Otoz czy ta sama sprzataczka ma takie same szanse siedzac w domu czy
                > obracajac sie w swiecie przez siebie sprzatanym. Ja mysle, ze to drugie jest
                > lepsze.

                Ciocia mojego męża jest sprzątaczką. Świat przez nią sprzątany to puste biura,
                bo sprząta je po ich zamknięciu. A w domu stoi jej komputer podpięty do sieci,
                z którego ona namietnie korzysta wciaz poszerzając grono znajomych.

                Pozdrawiam, Megann
            • Gość: barbinator Dama do dżentelmena. Over. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 17:39
              Gość portalu: BD napisał(a):

              >
              > Staram się być gentlemanem, więc nie powiem Ci co możesz z takimi
              wyliczeniami
              > zrobić (i z tego typu wnioskowaniem indukcyjnym).


              Jako dama nie powiem co myślę o osobach mylących nijak nie skomentowane
              obliczenia matematyczne z wnioskowaniem indukcyjnym...
              Niemniej jestem rozgoryczona twoim lekceważącym podejściem do moich wysiłków
              matematycznych uwienczonych obliczeniem ile procent ze stu stanowi trzy.



              > Kura domowa to opiekunka domowego ogniska (tka to ładnie w tym wątku
              > określiłem), a nie cyborg gospodarczy. Nie pisałem nigdzie o obowiązkach
              > domowych (co mi usiłuje imputować EWOK), ani, że kura nie może mieć np.
              hobby.
              > Opieka nad ogniskiem domowym to również coś tak twórczego proces wychowania
              > dzieci - np. gra z nimi w Warhammera.
              >
              > Porównywałem sytuację bycia w domu do sytuacji pracy zawodowej - a nie
              sytuacje
              >
              > bycia kurą domową bez zainteresowań, do sytuacja bycia zatrudnionym przy
              > jednoczesnym posiadaniu zainteresowań. To, że Wy te sprawy w jakiś niepojęty
              > sposób na siłę łączycie, to Wasz problem. Życie kury domowej nie musi
              > ograniczać się do opieki nad domem tak samo jak życie urzędniczki do pracy w
              > urzędzie. Tak to trudno pojąć?


              Ależ nie, to bardzo łatwo pojąć jednakże pod jednym warunkiem: gdybyś to po
              prostu napisał...
              Widzisz, ja jako dama staram sie być osobą prostolinijną i nie czytam miedzy
              wierszami tylko wierzę w to co widzę. Gdybys napisał tak: praca domowa jest
              bardzo ważna i dająca wiele satysfakcji, jednak do osiągnięcia pełni
              człowieczeństwa i pełnego rozwoju osobowości konieczne jest wyjście poza
              zaklęty krąg mopa, pieluszek i domowego makaronu, co dokonuje się poprzez
              rozwój własnych zainteresowań, które mogą być różne (np gender studies...)
              Wtedy rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej, np moglibyśmy sie wspólnie
              zastanowić czy taki autorozwój jest możliwy u matki niemowlaka i dwulatka, czy
              raczej dopiero w przypadku dzieci w wieku szkolnym (zauwaz, ze Mysza jest matką
              nastolatków...) Wskazane byłoby też poruszenie kwestii prawnych, np sytuacji
              kury w wypadku rozwodu czy jej zabezpieczenia emerytalnego.





              >
              > > Apropos, czy gdyby "pozakurze" zainteresowania Myszy obejmowały gender
              > > studies, to tez byś w niej widział sojusznika dla swojej wizji rodziny?
              >
              > Istnienie takiego kogoś byłoby dla mnie wielce podejrzane, podobnie jak np.
              > dyskusja z ortodoksyjnym żydem - antysemitą.


              Porównanie bez sensu, gdyż współczesny feminizm w żaden sposób nie zwalcza
              ("dąży do zagłady"...)decyzji kobiet o pozostaniu w domu. Przeciwnie, istnieje
              nawet znaczący nurt feminizmu mówiący o tym, ze macierzyństwo i opieka nad
              dzieckiem jest najważniejszą rzeczą w życiu kobiety, którą zawsze powinna
              stawiać ponad pracą zawodową. Nie wierzysz, to pogadaj z Doku...


              > fraszki feministyczne (odcinek 1 tematyczny)
              > "feminizmu terminator
              > to jest nasza barbinator"

              Fraszka "Na BD"
              "byłby z niego poeta
              ale głowa nie ta"

              Fraszka z tomiku "Świat według mopa"
              "Jak mawiał pewien mop
              do sprzątania nie ma jak chłop"

              Pozdrawiam milutko w ten szpetny dzień kwietniowy
              Do dalszych fraszek nie mam już głowy, B.
              • Gość: BD droga Damo indukcyjna... IP: 195.136.36.* 04.04.03, 09:41
                Witam,

                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Jako dama nie powiem co myślę o osobach mylących nijak nie skomentowane
                > obliczenia matematyczne z wnioskowaniem indukcyjnym...

                Chętnie oświęcę Damę. Wnioskowanie statystyczne z próbki to najklasyczniejsze
                wnioskowanie indukcyjne. Zapewne dama kojarzy wnioskowanie indukcyjne z tzw.
                indukcją matematyczną ze szkoły średniej, która jest doskonałą formą
                wnioskowania dedukcyjnego - a to spisek ;-(

                > Niemniej jestem rozgoryczona twoim lekceważącym podejściem do moich wysiłków
                > matematycznych uwienczonych obliczeniem ile procent ze stu stanowi trzy.

                W statystyce 3 ze 100 to może znaczyć, że naprawdę jest 8 (w obrębie 2*s.dev.).
                Jesteś podręcznikowym przykładem do badań nad "social cognition" (Amerykanie
                uważają (średnio), jest w USA 21% Żydów, podczas gdy jest ich 2,4%, tyle są
                warte tego typu domowe oszacowania).

                pozdrawiam,

                BD


                > Fraszka "Na BD"
                > "byłby z niego poeta
                > ale głowa nie ta"

                Nie chcesz fraszek to nie. Nigdy nie twierdziłem, że te fraszki są dobrej
                jakości, ale niewątplwie podnoszą srednią jakość twórczości feministycznej.

                • Gość: barbinator Re: droga Damo indukcyjna... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 22:08
                  Gość portalu: BD napisał(a):

                  > Jesteś podręcznikowym przykładem do badań nad "social cognition" (Amerykanie
                  > uważają (średnio), jest w USA 21% Żydów, podczas gdy jest ich 2,4%, tyle są
                  > warte tego typu domowe oszacowania).


                  >
                  Oj nie nie. Na twoje szczęście jestem podręcznikowym przykładem osoby o
                  anielskim charakterze pozbawionej skłonności do czepiania się:)
                  Dlatego no comments.



                  >
                  >
                  > > Fraszka "Na BD"
                  > > "byłby z niego poeta
                  > > ale głowa nie ta"
                  >
                  > Nie chcesz fraszek to nie. Nigdy nie twierdziłem, że te fraszki są dobrej
                  > jakości, ale niewątplwie podnoszą srednią jakość twórczości feministycznej.


                  Ależ nie zniechęcaj się tak łatwo, ja bardzo lubię twoje fraszki. A zwłaszcza
                  tę mówiący o mnie - poczułam sie prawie wzruszona... Ile to już lat minęło gdy
                  ktos napisał o mnie wiersz...
                  Każdy ma prawo do odrobiny szczęścia na niwie poezji, nawet młodzi zdolni
                  naukowcy w ezoterycznych dyscyplinach - pamiętaj, ze taki Norwid też długo
                  pisał do szuflady...
                  Pozdr. B.
                  >
                  • Gość: tad Wiersz dla Barbinator IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 15:43
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):


                    > Ależ nie zniechęcaj się tak łatwo, ja bardzo lubię twoje fraszki. A zwłaszcza
                    > tę mówiący o mnie - poczułam sie prawie wzruszona... Ile to już lat minęło
                    gdy
                    > ktos napisał o mnie wiersz...

                    Nikt nie pisze dla Ciebie wierszy? Skandal! Zagoń męża do roboty (tyle, za
                    namawianie męża do pisania wierszy to rzecz niebezpieczna - jeszcze napisze
                    jaką satyrę zamiast ody), a póki co pozwól, że ja - w miarę mych wątłych sił -
                    będę Ci służył:

                    Wiersz dla B.

                    Zdradliwa syreno!
                    uwodzicielsko-niedostępna
                    mieszkanko mroczno-magicznego
                    podwodnego świata, w którym rodzi się życie
                    (a w którym ja żyć nie mogę)
                    co kusisz podróżników
                    (ku ich własnej zgubie)
                    Pozwól - niech hołd Ci złożę
                    Ja - groźny i straszny Minotaur
                    ogromny i wiecznie infantylny owoc
                    nienaturalnych pożądań matki
                    męski przedstawiciel zachłannej mocy
                    nigdy niesyt żywego ludzkiego mięsa
                    pragnę Cię uczcić tym wierszem!
                    Jakżeś Ty inna od mężczyzn!
                    Namiętnością tych nekrofilów
                    jest wszak niszczenie życia
                    wabi ich wszystko co martwe
                    zamierające i mechaniczne
                    Ich twory to fetyszyzowane "płody ojców"
                    (reprodukcje-repliki ich samych)
                    z którymi się utożsamiają
                    Te niezliczone płody-fekalia
                    martwego męskiego płodzenia
                    tworzone z miłości do martwego świata
                    (który jest równy i współistny im samym)
                    zagrażają nam dzisiaj
                    Ty jesteś całkiem inna!
                    Ty jesteś ptasim jajkiem
                    i kwiatem i motylem
                    królicą, krową, owocem
                    jesteś i gąsienicą
                    i gałązkami bluszczu.
                    liśćmi dzikiego wina
                    Jesteś gazelą i sarną
                    słonicą, wielorybicą
                    lilią, różą, brzoskwinią
                    płomieniem, muszlą i perłą
                    A także jesteś powietrzem
                    Wynurzasz się z fali, bo
                    jesteś kobietą i naturą!!


                    Niestety - muszę się przyznać - że wiersz ten niezupełnie jest owocem mojego
                    talentu. Wykorzystałem w tej kompozycji myśli 3 filozofek feministycznych,
                    nieco je tylko rytmizując i zmieniając osoby. Mam nadzieję, że Ci się podoba.





                    • Gość: barbinator Re: Wiersz dla Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 09:11
                      Doprawdy jestem wzruszona. Zwłaszcza że na mojego księcia małżonka w czym jak w
                      czym ale w kwestii poezji liczyc nie można. On nawet jakby chciał napisać
                      wiersz , to wyjdzie mu co najwyżej równanie n stopnia z n niewiadomymi...
                      BTW Tad, tak jedziesz na te feministki, a zobacz jak one nawet tobie się
                      przydają - taki śliczności poemat dzięki nim napisałeś! Skoro nawet ja sie
                      wzruszyłam, to jakie to wrażenie musi robić na mniej ode mnie zblazowanych
                      paniach w realu!
                      Żadna ci się nie oprze - i wszystko to dzięki feministkom...
                      Pozdr. B.
                      • Gość: tad Re: Wiersz dla Barbinator IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 21:00
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > Doprawdy jestem wzruszona. Zwłaszcza że na mojego księcia małżonka w czym jak
                        w
                        >
                        > czym ale w kwestii poezji liczyc nie można. On nawet jakby chciał napisać
                        > wiersz , to wyjdzie mu co najwyżej równanie n stopnia z n niewiadomymi...
                        > BTW Tad, tak jedziesz na te feministki, a zobacz jak one nawet tobie się
                        > przydają - taki śliczności poemat dzięki nim napisałeś! Skoro nawet ja sie
                        > wzruszyłam, to jakie to wrażenie musi robić na mniej ode mnie zblazowanych
                        > paniach w realu!


                        Postawiłbym problem inaczej: czy mógłbym napisać dobrą pracę FEMINISTYCZNĄ? Jak
                        myslisz?


                        > Żadna ci się nie oprze - i wszystko to dzięki feministkom...

                        Istotnie wiele im zawdzięczam. Czytając pisma feministyczne mogę się poczuć
                        taki mądry .....

                        > Pozdr.
                        • Gość: barbinator Re: Wiersz dla Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 22:36
                          Gość portalu: tad napisał(a):

                          >
                          > Postawiłbym problem inaczej: czy mógłbym napisać dobrą pracę FEMINISTYCZNĄ?
                          Jak
                          > myslisz?


                          Nie mógłbyś. Jesteś nadmiernie krytyczny - twoje wewnętrzne radary są
                          nastawione wyłącznie na wyłapywanie śmieszności i niedociągnięć feministek.
                          Nigdy nie zauwazysz tego co w tej ideologii jest dobre, niestety...


                          > Istotnie wiele im zawdzięczam. Czytając pisma feministyczne mogę się poczuć
                          > taki mądry .....
                          >

                          Eeee, to bez takiej lektury nie możesz?...
                          Pozdr. B.
                          • Gość: tad Re: Wiersz dla Barbinator IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 20:20
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):


                            > Nie mógłbyś. Jesteś nadmiernie krytyczny - twoje wewnętrzne radary są
                            > nastawione wyłącznie na wyłapywanie śmieszności i niedociągnięć feministek.
                            > Nigdy nie zauwazysz tego co w tej ideologii jest dobre, niestety...

                            A może to Ty jesteś dla feminizmu zbyt pobłażliwa?
                            A jakie są te "dobre strony" ideologii feministycznej.


                            > Eeee, to bez takiej lektury nie możesz?...

                            Mogę, ale to nie znaczy, ze nie mogę wykorzystywać do tego celu takze
                            literatury feministycznej.


                            > Pozdr.
                            • Gość: barbinator Re: Wiersz dla Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.03, 20:43
                              Gość portalu: tad napisał(a):

                              > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                              >
                              >
                              > > Nie mógłbyś. Jesteś nadmiernie krytyczny - twoje wewnętrzne radary są
                              > > nastawione wyłącznie na wyłapywanie śmieszności i niedociągnięć feministek
                              > .
                              > > Nigdy nie zauwazysz tego co w tej ideologii jest dobre, niestety...
                              >
                              > A może to Ty jesteś dla feminizmu zbyt pobłażliwa?
                              > A jakie są te "dobre strony" ideologii feministycznej.


                              Właśnie na tym wątku widac te dobre strony wyraźnie. Bez feminizmu nie byłoby
                              przeciwwagi dla podpartych "naukowymi argumentami" teorii o posłannictwie
                              kobiet do roli kapłanek domowego ogniska. Nawet jeśli zgodze się na twoją tezę
                              mówiącą, że prawa wyborcze dali kobietom w przypływie dobrej woli mężczyźni, to
                              uznanie prawa kobiet do decydowania o własnym życiu, czyli o "być albo nie być
                              kurą" wywalczyły sobie same kobiety i to niewątpliwie pod wpływem ideologii
                              feministycznej.
                              Jakby nie patrzeć, dla mnie feminizm zrobił dużo więcej dobrego niż patriarchat.
                              BTW, czy patriarchat w ogóle cokolwiek dobrego dla mnie zrobił? Hmmm,
                              musiałabym nad tym pomyśleć...
                              Pozdr. B.
                              • Gość: tad co dał światu feminizm IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.03, 16:39
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > Właśnie na tym wątku widac te dobre strony wyraźnie. Bez feminizmu nie byłoby
                                > przeciwwagi dla podpartych "naukowymi argumentami" teorii o posłannictwie
                                > kobiet do roli kapłanek domowego ogniska. Nawet jeśli zgodze się na twoją
                                >tezę mówiącą, że prawa wyborcze dali kobietom w przypływie dobrej woli
                                mężczyźni, >touznanie prawa kobiet do decydowania o własnym życiu, czyli o "być
                                albo nie >być kurą" wywalczyły sobie same kobiety i to niewątpliwie pod wpływem
                                >ideologii feministycznej.Jakby nie patrzeć, dla mnie feminizm zrobił dużo
                                >więcej dobrego niż patriarchat

                                Droga B. po raz kolejny muszę Cię prosić, żebyś starając się odpierać
                                wrażych "antyfeministów" dbała troszkę przynajmniej o spójność tego co piszesz.
                                Piszesz oto, że kobiety "wywalczyły" sobie "wolność wyboru" czy być czy nie
                                być "kurą domową" NIEWĄTPLIWIE pod wpływem "ideologii feministycznej".
                                Tymczasem w wątku o życzliwej krytyce feminizmu stwierdzasz, w odniesieniu do
                                Polski, że "Fakty są takie, że w Polsce nigdy nie mieliśmy prawdziwego ruchu
                                feministycznego takiego jak na Zachodzie. Ustrój komunistyczny był feminizmowi
                                zdecydowanie wrogi i zamiast obiektywnych faktów serwował nam na jego temat
                                ideologicznie przetworzoną papkę", a do tego "był jeszcze aspekt niechętnego
                                stosunku kościoła do ideologii feministycznej.(...)Chyba wszyscy wiemy jak
                                ogromny (nieporównanie większy niż dzisiaj) był wpływ Kościoła na postrzeganie
                                świata przez Polaków(...) - efekt tego jest dla mnie oczywisty - zdecydowana
                                większosć z nas jest w punkcie wyjścia feminizmowi nieżyczliwa. Jeśli komuś
                                wydaje się, że jest tak silny, że ani komunistyczna propaganda, ani wpływy
                                kościoła nie miały wpływu na jego ukształtowanie się, to jest nie tylko
                                zarozumiały, ale i naiwny". Pytam Cię - kto tu jest zarozumiały i naiwny? Czy
                                nie Ty sama, gdy piszesz o "niewątpliwym" wpływie feminizmu? W świetle drugiego
                                cytatu takiego wpływu niewątpliwie w Polsce NIE było (pomijam fakt, że opis
                                owego "zwalczania feminizmu przez partię i kościół, który powtarzasz - jak
                                zgaduję za Umieńską, jest mocno przesadzony. Feminizm istotnie nie miał i nie
                                ma w Polsce silnych wpływów na masy, ale nie dlatego, że zwalczali go komuniści
                                i księża, ale dlatego że jest marną, oderwaną od życia ideologią i mało kogo
                                obchodzi). Prawda wygląda tak, ze Polki są w sytuacji w jakiej są BEZ większego
                                związku z ideologią feministyczną. W innych krajach wygląda to zresztą
                                podobnie. Przeceniasz feminizm. Jak zwykle.

                                > BTW, czy patriarchat w ogóle cokolwiek dobrego dla mnie zrobił? Hmmm,
                                > musiałabym nad tym pomyśleć...

                                Chętnie Ci pomogę w myśleniu. Pytasz co dał kobietom "patriarchat"? Dał
                                warunki, dzięki którym kobiety mogły zaistnieć "w przestrzeni publicznej".
                                Warunki, które pozwoliły także zaistnieć feminizmowi. Stworzył cywilizację,
                                która "oderwała" kobiety od natury na tyle, że mogły wyjść z domu. Kobiety "nie
                                wyzwoliły się". To feministyczny mit (kolejny). Kobiety dostały protezę, dzięki
                                której mogą dziś poruszać się w obszarach, w których nie mogły zaistnieć
                                wcześniej w takim stopniu, z powodu ograniczeń związanych z ich płcią. Nie
                                dlatego, że "dyskryminowała je kultura", ale z powodu biologii. Jeśli ktoś
                                wynosi tu kulturę nad biologię, to myli skutki z przyczynami (ulubione zajęcie
                                feministek). Marks miał sporo racji, gdy mówił, że "byt określa świadomość"
                                (zresztą nie on to wymyślił pierwszy), tyle, że doprowadził rzecz do skrajności
                                (feministki nauczyły się i tej sztuki od marksistów). Wyobraź sobie "wyzwolenie
                                kobiet" (oraz to co zostałoby z feminizmu) bez żłobków, przedszkoli, mleka w
                                proszku, srodków antykoncepcyjnych, bez wielkomiejskiej cywilizacji i bez
                                mechanizacji pracy (zgadnij ile z tych rzeczy wymyśliły feministki?). Kobiety
                                niewiele mają feminizmowi do zawdzięczenia.

                                > Pozdr.
                                • Gość: barbinator Re: co dał światu feminizm IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.03, 09:38
                                  Nie daje sie sensownie dyskutowac przyjmując takie warunki startowe jakie ty
                                  zaproponowałeś.
                                  Jesli mówiąc o tym co dał mi jakoby patriarchat, stawiasz właściwie znak
                                  równości między patriarchatem a kulturą i cywilizacją, to przyjmujesz niezwykle
                                  rozciągliwą jego definicję (powiedziałabym nawet absurdalnie rozciągliwą)
                                  Natomiast w stosunku do feminizmu stosujesz definicje najwęższą i najbardziej
                                  stronniczą z możliwych utożsamiając go praktycznie wyłącznie z indolencją, rują
                                  i poróbstwem.
                                  Skoro naprawde chcesz uznania twojego rozumienia patriarchatu, to uczciwie i
                                  konsekwentnie musisz przyjąć definicje feminizmu opartą raczej na tym co ja
                                  napisałm w wątku feminizm=humanizm (jeśli jej nie pamiętasz, to sam tytuł wątka
                                  to wyjaśnia)

                                  I druga sprawa. Z niejaką satysfakcją (złośliwą...) muszę ci zwrócić uwagę na
                                  to samo na co ty mi zwracałes uwagę kilkukrotnie: pisząc o oddziaływaniu
                                  feminizmu mylisz wpływ z ilością.
                                  Potwierdzam to co napisałam wcześniej: okres komuny to dla feminizmu przerwa w
                                  życiorysie, zaś komunistyczny wariant równouprawnienia kobiet to wykoślawiona
                                  ideologicznie mutacja.
                                  Natomiast wpływ idei feministycznych propagowanych aż do roku 1939 był
                                  wystarczająco silny by przetrwać i Hitlera i Stalina (OT: a więc zapewne i z
                                  posłem Giertychem sobie poradzi...)
                                  Rzesze kobiet czytających przed wojną choćby "Kobietę Współczesną" i
                                  interesujących sie działalnościa kilkudziesieciu organizacji kobiecych
                                  propagujących emancypację kobiet (tak, tak - było ich zapewne więcej niż
                                  obecnie a na pewno były bardziej aktywne i widoczne) nie zdematerializowały sie
                                  po roku 1945 nawet jeżeli nie miały możliwości artykulacji swoich poglądów,
                                  gdyż jedyną "organizcją kobiecą" w czasach PRL była w pełni służebna wobec
                                  władz Liga Kobiet.

                                  W kwestii oceny czy feminizm ma wpływ na kobiety czy też nie radziłabym ci
                                  przypomniec sobie swoje własne posty typu "Feminizm - zmierzch
                                  Zachodu", "Feminizm a demografia" itp.
                                  Skoro feminizm może doprowadzić do upadku naszej cywilizacji to chyba ten wpływ
                                  istnieje???????
                                  Jeżeli powiesz, że nie to znaczy ze chyba juz nic nie rozumiem...
                                  Pozdr. B.
                                  • Gość: tad Odwrócona piramida - cz1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.03, 11:33
                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                    > Nie daje sie sensownie dyskutowac przyjmując takie warunki startowe jakie ty
                                    > zaproponowałeś.Jesli mówiąc o tym co dał mi jakoby patriarchat, stawiasz
                                    >właściwie znak równości między patriarchatem a kulturą i cywilizacją, to
                                    >przyjmujesz niezwykle rozciągliwą jego definicję (powiedziałabym nawet
                                    >absurdalnie rozciągliwą)
                                    Zastanów się przez chwilę nad tym co ja napisałem i nad tym co Ty na to
                                    odpowiedziałaś. Otóż, pisząc o "patriarchacie" nie zrobiłem nic innego, prócz
                                    dostosowania się do "myśli feministycznej". Czyż to nie feministki twierdzą,
                                    że żyjemy po uszy pogrążeni w "patriarchacie", że "fallocentryczność tkwi
                                    wszędzie, że mozna ją znaleźć w języku, sztuce, filozofii, religii, etyce
                                    nauce, słowem, że moja CYWILIZACJA, w której Ty także żyjesz
                                    jest "patriarchalna" do szpiku kości? (piszę "moja cywilizacja", a nie "nasza
                                    cywilizacja", bo tu także przyjmuję feministyczny punkt widzenia. Ty jako
                                    kobieta jesteś wszak "inną", tak więc dobra, zła, czy raczej dobrozła nie jest
                                    to Twoja cywilizacja). Stwierdziłaś, że to co napisałem jest "absurdalnie
                                    rozciągliwe", i że "nie da się z tym sensownie dyskutować". Piszesz tak zapewne
                                    dlatego, ze wciąż jesteś "kobietą falliczną", zatrutą wyziewami mojej
                                    cywilizacji. Nie umiesz jeszcze do końca myśleć właśnych myśli i nie umiesz
                                    mówić labialnym językiem "prawdziwych kobiet". Gdybyś to umiała widziałabyś, że
                                    mam rację tak opisując "patriarchat". Kierują się tu wszak myślą takich
                                    filozofek jak Cixous, Kristeva, Irigary czy Daly a czyż one mogą się mylić?.
                                    Przypuśćmy jednak, że takie "rozciąganie" istotnie jest absurdalne. Jeśli tak,
                                    to czyż "myśl feministyczna" nie jest absurdem, z którym nie można "sensownie
                                    dyskutować"? Być może jest tak, że "feministyczna myśl" przypomina odwróconą
                                    piramidę. Czubek, to poziom "empiryczny", a nad nimi wznosi się gigantyczny
                                    gmach "teorii" i "interpretacji" w których żadna kobieta i żaden mężczyzna nie
                                    potrafiłby dostrzec swojego doświadczenia, aż do chwili, gdy uzna owe "teorie"
                                    i "interpretacje" za własne, czyli do chwili aż nie zostanie świadomą
                                    feministką. Mówiąc inaczej feministyczne "myślicielki" nie tyle opisują, co
                                    KONSTRUUJĄ "patriarchat", i to w sposób "absurdalnie rozciągliwy", tak, że
                                    trudno z nimi "sensownie dyskutować". Czyż nie o tym piszę tu od ponad roku?
                                    Dlaczego nie widzisz u nich tego, co tak łatwo dostrzegasz gdzie indziej? Może
                                    dlatego, że dzielisz z feministkami ów "czubek" piramidy, bardzo chciałabys
                                    wierzyć, że cała reszta jest wspaniała. Nie jest. (metafora piramidy jest
                                    myląca, bo sugeruje, że wszystkie feministyczne teorie mają jakieś empiryczne
                                    jądro, a to duża przesada).
                                    > Skoro naprawde chcesz uznania twojego rozumienia patriarchatu, to uczciwie i
                                    > konsekwentnie musisz przyjąć definicje feminizmu opartą raczej na tym co ja
                                    > napisałm w wątku feminizm=humanizm (jeśli jej nie pamiętasz, to sam tytuł
                                    >wątka to wyjaśnia)
                                    Mylisz się. Nie ma tu takiej zależności. Mogę przyjąc pierwsze a drugie
                                    podważać, mogę podważać drugie a przyjmować pierwsze, mogę odrzucać, lub
                                    przyjmować oba itd. Jedno nie wiąże się z drugim w sposób aż tak ścisły, by
                                    występowała zależność o jakiej piszesz. Zależność taka może i wystąpiłaby, ale
                                    wówczas, gdyby uznać, że feminizmem jest WSZYSTKO co godzi w "patriarchat", a
                                    wtedy I woja światowa byłaby "feministyczna", podobnie jak feministami byliby
                                    sowieccy komuniści budujący bloki bez kuchni, by zmusić ludzi do jadania w
                                    stołówkach, co bez wątpienia godziło w "rodzinę patriarchalną". "Feministą"
                                    byłby w taki układzie Pico Mirandola, zas "antyfeministą" G. Bruno. Naziści zaś
                                    byliby i jednym i drugim na raz.

                                    > Potwierdzam to co napisałam wcześniej: okres komuny to dla feminizmu przerwa
                                    >w życiorysie,(..).Natomiast wpływ idei feministycznych propagowanych aż do
                                    >roku 1939 był wystarczająco silny by przetrwać i Hitlera i Stalina (OT: a więc
                                    >zapewne i z posłem Giertychem sobie poradzi...) Rzesze kobiet czytających
                                    >przed wojną choćby "Kobietę Współczesną" i interesujących sie działalnościa
                                    >kilkudziesieciu organizacji kobiecych propagujących emancypację kobiet (tak,
                                    >tak - było ich zapewne więcej niż obecnie a na pewno były bardziej aktywne i
                                    >widoczne) nie zdematerializowały >sie po roku 1945 nawet jeżeli nie miały
                                    >możliwości artykulacji swoich >poglądów, gdyż jedyną "organizcją kobiecą" w
                                    >czasach PRL była w pełni służebna >wobec władz Liga Kobiet.
                                    Wybacz, ale wizja feministycznego podziemia złożonego z weteranek ruchów
                                    kobiecych II RP, które w czasach PRL-u niosły kaganek feminizmu wbrew partii i
                                    Kościołowi, przy czym wywierały wpływ tak silny, że Polki są dzis w sytuacji
                                    jakiej są jest dość zabawna. Masz bardzo silną potrzebę mitu (poza tym to co
                                    piszesz nadal kłóci się z tym co napisałaś wczesniej. Skoro istaniały "rzesze"
                                    kobiet-feministek, to czmu piszesz, że pod wpływem antyfeministycznej
                                    propagandy WSZYSCY jesteśmy na starcie feminizmowi niechętni. I dlaczego owe
                                    podziemne feministki PRL-u pojawiają się nagle akurat teraz jak na zawołanie,
                                    gdy są Ci potrzebne?).

                                    > W kwestii oceny czy feminizm ma wpływ na kobiety czy też nie radziłabym ci
                                    > przypomniec sobie swoje własne posty typu "Feminizm - zmierzch
                                    > Zachodu", "Feminizm a demografia" itp.
                                    > Skoro feminizm może doprowadzić do upadku naszej cywilizacji to chyba ten
                                    >wpływistnieje???????Jeżeli powiesz, że nie to znaczy ze chyba juz nic nie
                                    >rozumiem...

                                    Jeśli nie rozumiesz, to dlatego, że zbyt mocno przywiązujesz się do własnej
                                    wizji tego co piszę, zamiast zwracać uwagę na to co naprawdę piszę. Gdybyś
                                    przeczytała wątki o których wspominasz to wiedziałabyś, że piszę tam, iż
                                    feminizm WPISUJE się w szerszy nurt, który sprzyja generowaniu problemów
                                    demograficznych, a nie że są WYŁĄCZNYM źródłem tych problemów, Ty zaś wolisz
                                    skupiać się na tytule wątku. Tytuły mają swoje prawa. Gdybym ja z takim uporem
                                    czepiał się np tytułu "Świat bez kobiet" twierdząc, że Graff nie wie co pisze,
                                    bo w Polsce kobiety bez wątpienia żyją (Graff istotnie często nie wie co pisze,
                                    ale akurat nie o ten kontekst mi chodzi), to miałabyś zapewne do mnie
                                    pretensje. Znów to "jednostronne widzenie". Poza tym nie twierdzę, że
                                    feministki wpływu nie mają. Twierdzę, że nie mają poparcia kobiecych mas, i, że
                                    ten wpływ jest zjawiskiem dość świerzym.


                                    > Pozdr.
                                  • Gość: tad Odwrócona piramida - cz1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.03, 11:33
                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                    > Nie daje sie sensownie dyskutowac przyjmując takie warunki startowe jakie ty
                                    > zaproponowałeś.Jesli mówiąc o tym co dał mi jakoby patriarchat, stawiasz
                                    >właściwie znak równości między patriarchatem a kulturą i cywilizacją, to
                                    >przyjmujesz niezwykle rozciągliwą jego definicję (powiedziałabym nawet
                                    >absurdalnie rozciągliwą)
                                    Zastanów się przez chwilę nad tym co ja napisałem i nad tym co Ty na to
                                    odpowiedziałaś. Otóż, pisząc o "patriarchacie" nie zrobiłem nic innego, prócz
                                    dostosowania się do "myśli feministycznej". Czyż to nie feministki twierdzą,
                                    że żyjemy po uszy pogrążeni w "patriarchacie", że "fallocentryczność tkwi
                                    wszędzie, że mozna ją znaleźć w języku, sztuce, filozofii, religii, etyce
                                    nauce, słowem, że moja CYWILIZACJA, w której Ty także żyjesz
                                    jest "patriarchalna" do szpiku kości? (piszę "moja cywilizacja", a nie "nasza
                                    cywilizacja", bo tu także przyjmuję feministyczny punkt widzenia. Ty jako
                                    kobieta jesteś wszak "inną", tak więc dobra, zła, czy raczej dobrozła nie jest
                                    to Twoja cywilizacja). Stwierdziłaś, że to co napisałem jest "absurdalnie
                                    rozciągliwe", i że "nie da się z tym sensownie dyskutować". Piszesz tak zapewne
                                    dlatego, ze wciąż jesteś "kobietą falliczną", zatrutą wyziewami mojej
                                    cywilizacji. Nie umiesz jeszcze do końca myśleć właśnych myśli i nie umiesz
                                    mówić labialnym językiem "prawdziwych kobiet". Gdybyś to umiała widziałabyś, że
                                    mam rację tak opisując "patriarchat". Kierują się tu wszak myślą takich
                                    filozofek jak Cixous, Kristeva, Irigary czy Daly a czyż one mogą się mylić?.
                                    Przypuśćmy jednak, że takie "rozciąganie" istotnie jest absurdalne. Jeśli tak,
                                    to czyż "myśl feministyczna" nie jest absurdem, z którym nie można "sensownie
                                    dyskutować"? Być może jest tak, że "feministyczna myśl" przypomina odwróconą
                                    piramidę. Czubek, to poziom "empiryczny", a nad nimi wznosi się gigantyczny
                                    gmach "teorii" i "interpretacji" w których żadna kobieta i żaden mężczyzna nie
                                    potrafiłby dostrzec swojego doświadczenia, aż do chwili, gdy uzna owe "teorie"
                                    i "interpretacje" za własne, czyli do chwili aż nie zostanie świadomą
                                    feministką. Mówiąc inaczej feministyczne "myślicielki" nie tyle opisują, co
                                    KONSTRUUJĄ "patriarchat", i to w sposób "absurdalnie rozciągliwy", tak, że
                                    trudno z nimi "sensownie dyskutować". Czyż nie o tym piszę tu od ponad roku?
                                    Dlaczego nie widzisz u nich tego, co tak łatwo dostrzegasz gdzie indziej? Może
                                    dlatego, że dzielisz z feministkami ów "czubek" piramidy, bardzo chciałabys
                                    wierzyć, że cała reszta jest wspaniała. Nie jest. (metafora piramidy jest
                                    myląca, bo sugeruje, że wszystkie feministyczne teorie mają jakieś empiryczne
                                    jądro, a to duża przesada).
                                    > Skoro naprawde chcesz uznania twojego rozumienia patriarchatu, to uczciwie i
                                    > konsekwentnie musisz przyjąć definicje feminizmu opartą raczej na tym co ja
                                    > napisałm w wątku feminizm=humanizm (jeśli jej nie pamiętasz, to sam tytuł
                                    >wątka to wyjaśnia)
                                    Mylisz się. Nie ma tu takiej zależności. Mogę przyjąc pierwsze a drugie
                                    podważać, mogę podważać drugie a przyjmować pierwsze, mogę odrzucać, lub
                                    przyjmować oba itd. Jedno nie wiąże się z drugim w sposób aż tak ścisły, by
                                    występowała zależność o jakiej piszesz. Zależność taka może i wystąpiłaby, ale
                                    wówczas, gdyby uznać, że feminizmem jest WSZYSTKO co godzi w "patriarchat", a
                                    wtedy I woja światowa byłaby "feministyczna", podobnie jak feministami byliby
                                    sowieccy komuniści budujący bloki bez kuchni, by zmusić ludzi do jadania w
                                    stołówkach, co bez wątpienia godziło w "rodzinę patriarchalną". "Feministą"
                                    byłby w taki układzie Pico Mirandola, zas "antyfeministą" G. Bruno. Naziści zaś
                                    byliby i jednym i drugim na raz.

                                    > Potwierdzam to co napisałam wcześniej: okres komuny to dla feminizmu przerwa
                                    >w życiorysie,(..).Natomiast wpływ idei feministycznych propagowanych aż do
                                    >roku 1939 był wystarczająco silny by przetrwać i Hitlera i Stalina (OT: a więc
                                    >zapewne i z posłem Giertychem sobie poradzi...) Rzesze kobiet czytających
                                    >przed wojną choćby "Kobietę Współczesną" i interesujących sie działalnościa
                                    >kilkudziesieciu organizacji kobiecych propagujących emancypację kobiet (tak,
                                    >tak - było ich zapewne więcej niż obecnie a na pewno były bardziej aktywne i
                                    >widoczne) nie zdematerializowały >sie po roku 1945 nawet jeżeli nie miały
                                    >możliwości artykulacji swoich >poglądów, gdyż jedyną "organizcją kobiecą" w
                                    >czasach PRL była w pełni służebna >wobec władz Liga Kobiet.
                                    Wybacz, ale wizja feministycznego podziemia złożonego z weteranek ruchów
                                    kobiecych II RP, które w czasach PRL-u niosły kaganek feminizmu wbrew partii i
                                    Kościołowi, przy czym wywierały wpływ tak silny, że Polki są dzis w sytuacji
                                    jakiej są jest dość zabawna. Masz bardzo silną potrzebę mitu (poza tym to co
                                    piszesz nadal kłóci się z tym co napisałaś wczesniej. Skoro istaniały "rzesze"
                                    kobiet-feministek, to czmu piszesz, że pod wpływem antyfeministycznej
                                    propagandy WSZYSCY jesteśmy na starcie feminizmowi niechętni. I dlaczego owe
                                    podziemne feministki PRL-u pojawiają się nagle akurat teraz jak na zawołanie,
                                    gdy są Ci potrzebne?).

                                    > W kwestii oceny czy feminizm ma wpływ na kobiety czy też nie radziłabym ci
                                    > przypomniec sobie swoje własne posty typu "Feminizm - zmierzch
                                    > Zachodu", "Feminizm a demografia" itp.
                                    > Skoro feminizm może doprowadzić do upadku naszej cywilizacji to chyba ten
                                    >wpływistnieje???????Jeżeli powiesz, że nie to znaczy ze chyba juz nic nie
                                    >rozumiem...

                                    Jeśli nie rozumiesz, to dlatego, że zbyt mocno przywiązujesz się do własnej
                                    wizji tego co piszę, zamiast zwracać uwagę na to co naprawdę piszę. Gdybyś
                                    przeczytała wątki o których wspominasz to wiedziałabyś, że piszę tam, iż
                                    feminizm WPISUJE się w szerszy nurt, który sprzyja generowaniu problemów
                                    demograficznych, a nie że są WYŁĄCZNYM źródłem tych problemów, Ty zaś wolisz
                                    skupiać się na tytule wątku. Tytuły mają swoje prawa. Gdybym ja z takim uporem
                                    czepiał się np tytułu "Świat bez kobiet" twierdząc, że Graff nie wie co pisze,
                                    bo w Polsce kobiety bez wątpienia żyją (Graff istotnie często nie wie co pisze,
                                    ale akurat nie o ten kontekst mi chodzi), to miałabyś zapewne do mnie
                                    pretensje. Znów to "jednostronne widzenie". Poza tym nie twierdzę, że
                                    feministki wpływu nie mają. Twierdzę, że nie mają poparcia kobiecych mas, i, że
                                    ten wpływ jest zjawiskiem dość świerzym.


                                    > Pozdr.
                                    • Gość: barbinator Re: Odwrócona piramida - cz1 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.03, 18:31
                                      Gość portalu: tad napisał(a):

                                      > Zastanów się przez chwilę nad tym co ja napisałem i nad tym co Ty na to
                                      > odpowiedziałaś. Otóż, pisząc o "patriarchacie" nie zrobiłem nic innego, prócz
                                      > dostosowania się do "myśli feministycznej".


                                      Nie tyle dostosowałeś się, ile dostosowałeś do własnych potrzeb. Spróbuj
                                      zamienic słowo "fallocentryczny" na "materialistyczny": powiedzmy więc, ze
                                      nasze społeczeństwo jest materialistyczne (no bo jest). Czy to uprawnia nas do
                                      stwierdzenia, że materializm leży u podstaw naszej kultury oraz że wsystko co w
                                      naszej kulturze dobre jest wynikiem naszego materializmu?
                                      Przecież takie rozumowanie to demagogia!
                                      Dlaczego oburza cię gdy feministyczne filozofki wybierają z patriarchatu to co
                                      złe i poddają to krytyce, natomiast fakt, że ty sam robisz to samo w stosunku
                                      do myśli feministycznej za naganny nie uważasz?
                                      BTW, zastanawiająca jest negatywna kariera słowa "fallocentryzm". Zarówno ty
                                      jak i parę innych osób, szczególnie BD, używacie tego słowa nieomal jako
                                      obelgi, czy raczej jaskrawego dowodu na głupotę feministek (na podobnej
                                      zasadzie funkcjonuje "fałszywa świadomość" czy "androgyniczność"). Nie
                                      rozumiem, przecież etymologia i semantyka słów "fallocentryzm" i "patriarchat"
                                      jest taka sama, chodzi po prostu o typ społeczeństwa zorientowanego na
                                      mężczyznę, czy inaczej - wycentrowanego na mężczyźnie. Dlaczego
                                      więc "patriarchat" ma dla ciebie wydźwięk pozytywny, zaś "fallocentryzm" jest
                                      śmieszny, nie rozumiem?
                                      BTW: to nie była definicja patriarchatu tylko takie pierwsze skojarzenie. Czy
                                      mógłbyś podać swoją definicję?


                                      Mogę przyjąc pierwsze a drugie
                                      > podważać, mogę podważać drugie a przyjmować pierwsze, mogę odrzucać, lub
                                      > przyjmować oba itd.


                                      Pewno ze możesz, ale to już nie będzie uczciwa rozmowa. Prawdopodobnie właśnie
                                      dlatego tak trudno jest nam wszystkim porozumieć się na tym forum - często bywa
                                      tak, ze obie strony juz na starcie przyjmują takie definicje (feminizmu lub
                                      patriarchatu), że dyskusja jest niemożliwa. Skrajnym przykładem takiej postawy
                                      jest Osobnik o Dziwnym Nicku dla którego feminizm to po prostu mordowanie
                                      dzieciątek, zas najlepszym dowodem, ze coś jest dobre i słuszne jest to, ze
                                      feministki z tym walczą (to był prawie dokładny cytat z Bruska, chociaz z
                                      pamięci - on naprawde tak bajdurzy...)



                                      > Wybacz, ale wizja feministycznego podziemia złożonego z weteranek ruchów
                                      > kobiecych II RP, które w czasach PRL-u niosły kaganek feminizmu wbrew partii
                                      i
                                      > Kościołowi, przy czym wywierały wpływ tak silny, że Polki są dzis w sytuacji
                                      > jakiej są jest dość zabawna.


                                      Tad, od mojego stwierdzenia, że pokolenie Polek wychowanych przed wojną nie
                                      zdematerializowało sie w roku 1945, do twojego (bez urazy) bajdurzenia o
                                      feministycznym podziemiu i feministkach weterankach droga jest długa i
                                      wyboista, ale ty ją skróciłeś ekstraordynaryjnie szybko. Nie pisałam o
                                      kobietach będących aktywnymi działaczkami organizacji feministycznych, zresztą
                                      wiele z nich trafiło do łagrów i ubeckich więzień (pewno w ramach popierania
                                      feminizmu przez komunistów ;))
                                      Pisałam o zwykłych kobietach, których młodość przypadła na dwudziestolecie
                                      międzywojenne. Czy zdarzyło ci sie oglądać stare polskie filmy? Zwróciłes uwagę
                                      na typ kobiety jaki jest w nich propagowany? - młoda, ambitna, wysportowana,
                                      nosząca spodnie, prowadząca samochód, pracująca, wyemancypowana... Często taka
                                      panna jest w tych filmach przecwstawiona leciwej hrabini, która jest gruba,
                                      zacofana, nudna, głupia, staroświecka i gada o powinnościach małżeńskich.
                                      Zwykłe kobiety oglądały takie filmy i na ich podstawie próbowały kształtować
                                      własne życie - co udawało się raz lepiej, raz gorzej, jak to w życiu.
                                      Wyjaśnij mi prosze dlaczego uważasz, że to pokolenie kobiet miałoby wychowywac
                                      swoje dzieci według wzorca patriarchalnego sprzed 100 lat?


                                      Masz bardzo silną potrzebę mitu (poza tym to co
                                      > piszesz nadal kłóci się z tym co napisałaś wczesniej.


                                      Natomiast ty masz bardzo silną potrzebę widzenia świata w tonacji czarno-
                                      białej. Dla ciebie feminizm mógł być albo komunistyczno-dominujący albo nie
                                      było go wcale. Dlaczego wydaje ci się takie niezrozumiałe to, że ludzie
                                      uznający za oczywistośc podstawowe zasady feminizmu (równouprawnienie, wolność
                                      wyboru, równe płace za równą pracę, rewolucję obyczajową itp) mogli
                                      jednocześnie ulegać propagandzie mówiącej że feminizm jest be, bo feministki
                                      zdejmują staniki na ulicy i noszą brody?


                                      Poza tym nie twierdzę, że
                                      > feministki wpływu nie mają. Twierdzę, że nie mają poparcia kobiecych mas, i,
                                      że
                                      >
                                      > ten wpływ jest zjawiskiem dość świerzym.
                                      >
                                      >
                                      Wiesz, właściwie to ci współczuję. Masz przed sobą niezwykle karkołomne zadanie
                                      z którego próbujesz jakoś wybrnąć z godnością. Niestety jest to kwadratura
                                      koła... Jeżeli chcesz kogos przekonać, ze wpływ feminizmu na postawy kobiet
                                      (plus inne czynniki, ale to bez znaczenia w tym kontekście) zaowocował ubytkiem
                                      demograficznym, to znaczy ze ten wpływ jest znaczny. Skoro więc kobiety nie
                                      udzielają poparcia feminizmowi a jednak są pod jego (mimowolnym zapewne)
                                      wpływem, to nieuchronnie zblizamy się do nieco zmodyfikowanego pojęcia
                                      fałszywej świadomości (biedulki są pod wpływem wrażej idei, mimo że ich
                                      świadomość się przed tym broni i odmawia poparcia...) czyli że wchodzimy w
                                      konwencję kabaretową...
                                      I tym optymistycznym akcentem kończę, pozdrawiam, B.
                                      • Gość: tad Re: Odwrócona piramida - cz1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 21:57
                                        Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                        > Nie tyle dostosowałeś się, ile dostosowałeś do własnych potrzeb(...)
                                        Nie zrozumiałaś istoty sprawy, a szkoda, bo dotarliśmy do bardzo ciekawego
                                        miejsca. Zdefiniowałem w tamtym posice patriarchat na sposób feministyczny. Ty
                                        napisałaś, że tak szerokie definiowanie patriarchatu jest "absurdalne" i, że
                                        trudno w takiej sytuacji sensownie dyskutować. To nie godzi we mnie, bo do
                                        tamtej definicji patriarchatu przywiązany specjalnie nie jestem, za to bardzo
                                        mocno ugodziłaś w feministki. Czy uważasz, że one także popadają w absurd
                                        stosując tak szerokie definicje? Zwracam uwagę, że chodzi o rzecz dość
                                        znaczącą, bo jeśli uznasz, że to co robią jest absurdalne, to ugodzisz w
                                        kluczowy element wielu teorii feministycznych. Jeśli ten element jest
                                        absurdalny, to cała konstrukcja rozpada się w proch.

                                        >Spróbuj zamienic słowo "fallocentryczny" na "materialistyczny": powiedzmy
                                        >więc, ze nasze społeczeństwo jest materialistyczne (no bo jest). Czy to
                                        >uprawnia nas >do stwierdzenia, że materializm leży u podstaw naszej kultury
                                        >oraz że wsystko >co wnaszej kulturze dobre jest wynikiem naszego materializmu?
                                        >Przecież takie >rozumowanie to demagogia!

                                        Czyżbyś zaczynała dostrzegać feministyczną demagogię?

                                        > Dlaczego oburza cię gdy feministyczne filozofki wybierają z patriarchatu to
                                        >co złe i poddają to krytyce, natomiast fakt, że ty sam robisz to samo w
                                        >stosunku do myśli feministycznej za naganny nie uważasz?

                                        Feminizm nie jest "krytyką patriarchatu", a przynajmniej nie jest tylko
                                        krytyką. Jest czymś duzo bardziej radykalnym. Jest ( co prawda koślawą i
                                        kiepską intelektualnie) próbą "rewolucji". Totalniej. Feministki
                                        nie "krytykują". Feministki odrzucają "ten świat".

                                        > BTW, zastanawiająca jest negatywna kariera słowa "fallocentryzm". Zarówno ty
                                        > jak i parę innych osób, szczególnie BD, używacie tego słowa nieomal jako
                                        > obelgi (...)

                                        Ta sprawa ma III rzędne znaczenie. Myślę raczej, że to nie ja używam tych
                                        terminów w taki sposób, tylko Ty odbierasz ich używanie tak a nie inaczej. Tak
                                        czy owak nie ma się nad czym rozwodzić, choć swoją drogą obsesja feministek na
                                        punkcie "fallusa" to ciekawostka. Ciekawe skąd się to bierze? Głodnemu chleb na
                                        myśli? Szkoda, ze cenię psychoanalizę równie mocno jak feminizm, bo feministki
                                        nadawały by się świetnie na jej obiekt.

                                        > BTW: to nie była definicja patriarchatu tylko takie pierwsze skojarzenie. Czy
                                        > mógłbyś podać swoją definicję?

                                        Definicję - nie, ale mogę powiedzieć, że okreslenie "patriarchat" nie znaczy
                                        dla mnie wiele więcej, poza stwierdzeniem faktu dominacji mężczyzn w sferze
                                        publicznej (szeroko pojętej). Przy tym nie wynika z tego, że kobiety nie miały
                                        na ową sferę żadnego wpływu, nie wynika tez z tej dominacji "dyskryminacja"
                                        kobiet, taka jaką konstruują feministki. Dominacja mężczyzn jest czymś zupełnie
                                        naturalnym chociażby dlatego, że statystyczny mężczyzna jest sprawniejszy
                                        intelektualnie i fizycznie od statystycznej kobiety (nie chcę otwierać po raz
                                        kolejny sporu o inteligencję. Możesz przyjąc to co napisałem tylko jako moją
                                        opinię). Spór o to, czy mężczyźni dominują bo są sprawniejsi, czy też uważani
                                        są za sprawniejszych bo dominują przypomina spór o to co było pierwsze jajko
                                        czy kura. Gotów jestem uznać, że prawda lezy tu po środku. Mężczyźni dominują
                                        bo sa sprawniejsi, ale ową dominację wzmacniały elementy kulturowe, przy tym
                                        wiele z nich miało na celu nie tyle "dyskryminację" kobiet, co ich ochronę. W
                                        każdym bądź razie miały one w swoim czasie silne i racjonalne uzasadnienie. Gdy
                                        cywilizacja rozwinęła się na tyle, że stały się zbędne - odrzucono je (co
                                        naiwne feministki nazywają "wyzwoleniem się kobiet"). Przy tym odrzucono je
                                        niezwykle szybko i niezwykle łatwo (przy szybkości nalezy brać pod uwagę skalę
                                        histroyczną, a nie skalę życia ludzkiego,a przy ocenie łatwości należy brać pod
                                        uwagę radykalizm zmiany, z tej perspektywy opór jaki jej towarzyszył zdaje się
                                        wprost smieszny). Po odrzuceniu nastąpiło przesunięcie wewnątrz modelu, ale nie
                                        jego zmiana. Mamy do czynienia, jak to zdaje się sama określiłaś
                                        z "łagodnieszym patriarchatem".

                                        > Pewno ze możesz, ale to już nie będzie uczciwa rozmowa.

                                        Dlaczego nie będzie uczciwa? Skoro-jak sama zdajesz się przyznawać-z szerokiej
                                        definicji patriarchatu NIE wynika nieuchronnie szeroka definicja feminizmu, to
                                        nie muszę jej tutaj przyjmować, i nie ma w tym nic nieuczciwego.
                                        > Tad, od mojego stwierdzenia, że pokolenie Polek wychowanych przed wojną nie
                                        > zdematerializowało sie w roku 1945,(...)
                                        Jeśli w jednym miejscu piszesz, że w Polsce NIGDY nie mieliśmy silnego ruchu
                                        feministycznego, i że WSZYSCY jesteśmy na starcie do feminizmu uprzedzeni z
                                        powodu propagadny PZPR i Kościoła, a w innym miejscu sugerujesz, że jednak
                                        MIELIŚMY silny ruch feministyczny i, że istniały całe RZESZE kobiet o
                                        usposobieniu feministycznym, to -wybacz- ja widzę tu poważną sprzeczność



                                        Czy zdarzyło ci sie oglądać stare polskie filmy? Zwróciłes uwagę
                                        >
                                        > na typ kobiety jaki jest w nich propagowany? - młoda, ambitna ....
                                        Widziałem na tyle dużo przedwojennych filmów, by wiedzieć, że ten schemat do
                                        jednych pasuje, do drugich nie (co nie zmienia faktu, że ani jedne ani drugie
                                        filmy z feminizmem wiele wspólnego nie mają). Dodam, że prawie wszyskie
                                        nakręcili mężczyźni (jesli powiem, że 98% to chyba się nie pomylę).
                                        > Natomiast ty masz bardzo silną potrzebę widzenia świata w tonacji czarno-
                                        > białej. Dla ciebie feminizm mógł być albo komunistyczno-dominujący albo nie
                                        > było go wcale.
                                        To TY przypisujesz mi takie twierdzenia. Co do relacji feminizm-komunizm -
                                        twierdzę tylko, że jednym ze źródeł ideowych feminizmu był marksizm, i, że
                                        także na poziomie strukturalnym wiele teorii feminiztycznych marksizm
                                        przypomina (czy może szerzej, ze są totalizujące).
                                        > Wiesz, właściwie to ci współczuję. Masz przed sobą niezwykle karkołomne
                                        >zadanie z którego próbujesz jakoś wybrnąć z godnością. Niestety jest to
                                        >kwadratura koła... Jeżeli chcesz kogos przekonać, ze wpływ feminizmu na
                                        >postawy kobiet (plus inne czynniki, ale to bez znaczenia w tym kontekście)
                                        >zaowocował >ubytkiem demograficznym, to znaczy ze ten wpływ jest znaczny (...)
                                        Czy zdanie: "X jest częścią szerszego nurtu Y, który sprzyja generowaniu
                                        problemu Z" NAPRAWDĘ jest tak trudne do zrozumienia???
                                        I na koniec pytanie: czy uważasz, że feminizm powinien być uważany za
                                        sztandarowy przykład osiągnięć kobiecego intelektu?



                                        • maciej.k1 to jest to, co jest przyjemnie czytać... n/tx 16.04.03, 19:20

      • Gość: barbinator Re: kury domowe i patriarchat IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 15:27
        Gość portalu: Mysza napisał(a):


        > No to pomyślmy o kobiecie pracującej. Dzieci w końcu się usamodzielniają, mąż
        > nie jest wieczny, z pracy wykopują ją na wcześniejszą emeryturę.I co
        pozostaje?
        > Zainteresowań nie ma, bo zazwyczaj wystarczała jej praca, nudzi się i jest
        > nieszczęśliwa...Potem rozpaczliwie szuka pracy. Potwierdza to zresztą
        > barbinator, mówiąc o dwóch rodzajach kur domowych -kobietach z małymi dziećmi
        i
        > wcześniejszych emerytkach.
        > Kury domowe (znam ich 3) są inne.Mają ok 40-tki i z chęcią siedzą w domu. Wy
        > ich nie znacie, bo po prostu nie macie z nimi kontaktu.


        A nie sądzisz, ze jest po prostu tak, ze kobiety różnią się między sobą? Jedne
        z nas mają wiele różnych zainteresowań, inne ograniczają sie do rutyny
        codziennej pracy i siedzenia przed telewizorem. Linii podziału nie stanowi
        praca zarobkowa lub jej brak. Gdy czytam jak piszesz o swoim życiu, to bardzo
        mi to przypomina moje własne, tyle ze ja jeszcze dodatkowo pracuję (we własnej
        firmie, więc mam bardzo elastyczny czas pracy) Gdy kiedys zupełnie serio
        przymierzałam się do roli kury pełnoetatowej znacznie gorzej niż obecnie
        radziłam sobie z organizacja wolnego czasu. Wiem, ze to jakoś dziwnie brzmi,
        ale tak właśnie było: teraz robię więcej ciekawych (nie związanych z pracą
        zawodową) rzeczy niż robiłam jako kura i generalnie jestem bardziej aktywna
        życiowo. Najwyraźniej więc tobie powiodło się jako kurze lepiej niż mnie, czego
        ci szczerze gratuluję.




        > I jeszcze o pieniądzach. Barbinator pisze:
        > "Praca zarobkowa daje kontakt z ludżmi i poczucie niezależności wynikające z
        > faktu posiadania własnych pieniędzy."
        > Ależ zazwyczaj pieniądze idą do wspólnej klasy!Małżonkowie razem decydują na
        co
        > je wydadzą. A jeżeli mąż kury domowej jest normalny ( a o świrach chyba nie
        > rozmawiamy)to o wydatkach też decydują obydwoje.


        W zasadzie rozmawiamy o wszelkich typach mężów, a więc o tych których nazywasz
        świrami też. Różnie to bowiem bywa: gdyby wszyscy mężowie traktowali swoje
        niepracujące żony jak istoty równe sobie a pieniądze jako wspólne, to kto wie,
        czy kur nie byłoby więcej.
        A wracając do pieniędzy, to jednak moje własne doświadczenia wskazują na to, że
        inny jest mój stosunek do pieniędzy zarobionych samodzielnie a inny do
        pieniedzy "wspólnych". Jakoś łatwiej mi przychodzą obecnie takie drobne
        ekstrawagancje w rodzaju kupna luksusowej bielizny czy drogich butów - gdy nie
        pracowałam znacznie rzadziej decydowałam sie na takie zakupy, mimo niezłej
        sytuacji finansowej. Coś mnie powstrzymywało - jakieś głęboko ukryte
        przeświadczenie, że jednak nie są to do końca MOJE pieniądze, tylko pieniądze
        RODZINY?



        >
        > Bardzo przepraszam, że tak się rozpisałam. Jeszcze tylko chciałabym
        > odpowiedzieć Barbinator, która napisała:
        > "Czy w takim razie nie powinieneś przyjąć, że stereotyp głupiej kury domowej
        > także bazuje na pewnych powszechnie znanych faktach i obserwacjach
        wskazujących
        >
        > na smutny fakt, że prowadzenie domu nie jest zajęciem stymulującym
        > intelektualnie, a raczej wręcz przeciwnie ?"
        >
        > Czy stereotypy są naprawdę słuszne? A jak by Ci się podobało takie zdanko(
        nie
        > uważam, że jest słuszne, ale jest ono też stereotypowe):
        > Czy w takim razie nie powinnaś przyjąć, że stereotyp narwanej feministki
        także
        > bazuje na pewnych powszechnie znanych faktach i obserwacjach wskazujących na
        > smutny fakt, że ten ruch nie jest zajęciem stymulującym intelektualnie, a
        > raczej wręcz przeciwnie?"


        To wymaga wyjaśnienia. Oczywiście, jestem przeciwna stereotypom. Rzecz w tym,
        ze w dyskusjach np z Tadem problem stereotypu powraca często w takiej właśnie
        formie: uważa się, ze kobiety nie nadają się do rządzenia? No cóż, skoro
        powstał taki stereotyp, to widać jest w tym ziarno prawdy... itd itp.
        Pisząc to co napisałam chciałam po prostu zwrócić uwagę forumowych
        antyfeministów by byli konsekwentni i zauważali "ziarno prawdy" w każdym
        stereotypie, nie tylko wtedy gdy im to pasuje - albo odrzucali WSZELKIE
        stereotypy z założenia jako fałszywe.
        Pozdr. B.


        PS
        Mam nadzieję, ze nie obraża cię słowo "kura" którego używam wyłącznie jako
        skrótu myślowego. Osobiście nie uważam, by twoje życie dało się zdefiniowac
        jako życie kury na grzędzie.
        • Gość: soso Re: kury domowe i patriarchat IP: 195.41.66.* 03.04.03, 16:43
          Bardzo ladnie barbinator, nic dodac nic ujac. No i oczywiscie skrot myslowy
          kura jest neutralny, rozumiemy sie doskonale, mysle.

          Jeszcze mi sie nasunelo w zwiazku z twoim postem, ze skoro kiedys nie bylas tak
          dobrze zorganizowana jak dzisiaj to praca moze i na tym polu rozwija :-)

          pzdrw

          soso
      • Gość: Maciej specjalne podziękowania dla Myszy :-) n/txt IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.03, 10:53
    • Gość: Mysza Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 04.04.03, 11:55
      Bardzo dziękuję za miłe listy i zabieram się do odpowiedzi.
      Na początek chciałabym zacytować Barbinator:
      " A nie sądzisz, że jest po prostu tak, że kobiety różnią się między sobą?
      Jedne z nas mają wiele różnych zainteresowań, inne ograniczają się do rutyny
      codziennej pracy i siedzenia przed telewizorem."
      Cytat ten jest odpowiedzią na fragment mojego listu, gdzie faktycznie nieco
      uogólniłam kwestię przeżyć pracujących kobiet na emeryturze.Oczywiście wierzę,
      że kobiety pracujące zawodowo mają również swoje pasje pozazawodowe i
      zainteresowania. Źle sformułowałam tamtą wypowiedż. Chodziło mi o to,że wcale
      nie jest powiedziane, tak jak uważa EWOK, że to właśnie kury domowe nie będą
      sobie mogły poradzić z samotną starością. Nie będę się tu podpierać własnym
      przykładem, bo ( przepraszam że to tak patetycznie brzmi, ale jest prawdą)
      bardzo kocham mojego męża i nie chcę sobie wyobrażać życia bez niego.Uważam
      jednak, że taka pustka może spotkać również kobiety pracujące, które nie mają
      zainteresowań pozazawodowych.
      Cytat z listu Barbinator umieściłam jednak na wstępie mojego listu z innego
      powodu. Otóż właśnie taka była przyczyna mojego włączenia się w dyskusję.
      Chciałam wykazać, że kobiety różnią się między sobą, a ich zainteresowania i
      horyzonty nie wynikają z tego, czy pracują, czy są kurami domowymi, że nie jest
      prawdą cytat: "A obrona kury jako istoty myślącej to po prostu przeginanie"(to
      Soso), ani ten drugi: "
      Absolutnie nie odbieram kurom domowym prawa do własnych pasji i zainteresowań.
      óne same je sobie odbierają. Przy okazji -jak myślisz, co stymuluje
      intelektualnie kurę domową? Bardziej "Moda na sukces" czy "Telezakupy"?".(a to
      z wypowiedzi EWOK)
      Oczywiście nie mam zamiaru popadać w drugą skrajność i udowadniać,że tylko kury
      mają możliwość samorealizacji, chodziło mi o to, aby wykazać, że bycie kurą
      niekoniecznie musi ograniczać horyzonty.EWOK mówi:
      "Wyszliśmy od postu BD który twierdził, że możliwości rozwoju kury domowej w
      zakresie wykonywania obowiązków domowych są praktycznie nieograniczone".
      Ja tę początkową wypowiedź rozumiem inaczej. Były tam np następujące fragmenty:
      1."Są kobiety mądre i głupie, pracowite i leniwe i jest to cecha tych kobiet, a
      nie ich zawodu"
      2."(...) człowiek, a nie rola decyduje o tym, czy możemy się samo-realizować i
      doskonalić"
      3."Dla gospodyni domowej pole do popisu jest olbrzymie, porównywalne chyba
      tylko z niektórymi wolnymi zawodami".
      Ponieważ żaden wolny zawód nie polega np na gotowaniu przysłowiowej
      pomiodorowej,a ich przedstawiciele są uważani za ludzi na poziomie, więc
      wspomnianej w liście możliwości samorealizacji nie uważam za związanej akurat z
      doskonaleniem wykonywania obowiązków domowych.Rozumiem to tak - jeżeli kura
      chce, to się rozwinie , podobnie jak kobieta pracująca zawodowo.
      I jeszcze jedna wypowiedź EWOK:
      "(...) dlaczego skoro możliwości rozwoju w ramach prania-sprzątania-gotowania
      są tak stymulujące intelektualnie, obie kury, których wypowiedzi miałam
      przyjemność czytać,jakoś na tym nie poprzestały? "
      Ależ właśnie dlatego,tylko nie "w ramach" a "przy". Oczywiście mówiąc już bez
      żartów stymulujące jest nie sprzątanie, ale spora ilość wolnego czasu jaką
      można poświęcić na swoje zainteresowania.Przecież prac domowych nie wykonuje
      się przez 8-10 godzin, które trzeba przeznaczyć na pracę zawodową. Jednak nawet
      gdyby tak było to nigdzie nie jest powiedziane, że kura musi swoje kurczęta
      wychowywać bezstresowo - czyż nie uważasz, że sprzątanie w swoich pokojach,
      robienie sobie śniadań i pomaganie matce jest bardzo wychowawcze ? ( nawet
      zakładając, że mąz nie pomaga, mój akurat pomaga).
      Przyjmujemy, że bycie gospodynią domową jest moją pracą. Dlaczego miałabym
      poprzestać wyłącznie na pracy? Wyobraź sobie kobietę pracującą zawodowo - na
      przykład informatyczkę, chyba można uznać, że ma ona zawód stymulujący
      intelektualnie. Rano idzie ta wyobrażona sobie przez nas informatyczka do
      pracy,potem wraca do domu, coś zje, przeczyta książkę fachową znów coś zje i
      pójdzie spać. I we wszystkie dni tak samo.Poprzestaje na swoim stymulującym
      intelektualnie zawodzie. Czy jest kobietą o szerokich zainteresowaniach?
      Oczywiście, że nie. Dlatego nawet jeżeli zawód, który się wykonuje, jest
      stymulujący intelektualnie, nie należy się do niego ograniczać. Nie widzę więc
      nic dziwnego w tym, że kury też się nie ograniczają do swego zawodu(który, nie
      da się ukryć stymulujący intelektualnie nie jest, za to daje sporo czasu na
      hobby).
      Barbinator, naprawdę szczerze Cię podziwiam, że potrafisz połączyć prowadzenie
      firmy ,rozwijanie swoich zainteresowań i sprawy domowe. Wiem, jakie to trudne,
      nie wszystkim moim znajomym udało się to połączyć. Ja też na pewno nie dałabym
      rady, a dlaczego to zaraz napiszę.
      Soso napisał:
      "Ale jak tak spędzi całe życie to jak się przekona kim by była gdyby kurą nie
      była?" oraz:
      "Kura nie chce być kurą i próbuje jakoś sama siebie do tej tezy przekonać ".

      Ależ ja wiem, kim bym była, gdybym kurą nie była. Byłabym główną księgową albo
      właścicielką biura rachunkowego (praca w banku mi się nie spodobała).Większość
      moich znajomych ze studiów jest albo bankowcami albo księgowymi.
      Dlatego właśnie nie żałuję, że jestem kurą domową i również dlatego wiem, że
      nie mogłabym pogodzić pracy z zainteresowaniami i to bez szkody dla spraw
      domowych.Nie wiem, czy macie wśród swoich znajomych księgowych "na
      stołkach".Jeżeli nie, to chciałaby Wam powiedzieć, że to potwornie ( z różnych
      względów) stresująca praca, oczywiście z nielimitowanym czasem pracy,
      szczególnie przed bilansem.Jedna z moich koleżanek "zasuwa" przez większość
      sobót i część niedziel...
      Tak więc wybrałam. Wiem, co zyskałam (spokój i czas) i co straciłam
      (finanse).Ale nie żałuję.Ja na pewno nie miałabym czasu na swoje
      zainteresowania i pasje, a bez nich byłoby mi smutno.Wyobrażcie sobie, teraz
      niedługo zrobię nasz PIT i 26 kwietnia "pryskamy" na długi weekend ( dzieci
      dobrze się uczą więc przedłużamy go i z przodu i na końcu). A w biurze
      siedziałabym do póżnej nocy 30, a potem gnałabym na pocztę główną żeby nadać
      ostatnie PIT-y.Podobny cyrk z wyjazdem na wakacje.
      Nie wiem, co mogłabym osiągnąć pracując. Ale za to wiem, że tego co jest moim
      sporym osiągnięciem związanym z jedną z moich pasji na pewno nie "zdobyłabym",
      gdybym pracowała.Tak więc chyba wyszło na równo.
      O rany, znów się rozpisałam. Bardzo wszystkich pozdrawiam i proszę, uznajcie,
      że i wśród kur są różne odmiany :))
      BD, zaraz napiszę list o Warhammerze. Przepraszam pozostałych, że zajmę trochę
      miejsca na temat niezwiązany z dyskusją.
      Jeszcze raz pozdrawiam
      Mysza
      • Gość: barbinator Re: kury domowe i patriarchat IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 10:16
        Gość portalu: Mysza napisał(a):


        >
        > Ależ ja wiem, kim bym była, gdybym kurą nie była. Byłabym główną księgową
        albo
        > właścicielką biura rachunkowego (praca w banku mi się nie
        spodobała).Większość
        > moich znajomych ze studiów jest albo bankowcami albo księgowymi.


        A z tym bym sie akurat nie zgodziła. IMHO popełniassz tutaj taki sam błąd
        rozumowania jak osoba pracująca powiedzmy w banku i zadowolona ze swojej pracy,
        która mówi tak: oczywiście, ze wiem kim bym była, gdybym została gospodynią
        domową: byłabym kims takim jak pani X (albo jak jej matka, albo jak ciocia
        Stasia itp) To znaczy chodziłabym cały dzień ze ściereczką i ścierała
        nieistniejące kurze, myła okna co tydzień, nie uznawała kupnego makaronu,
        czytała jedną książkę rocznie i była wiecznie niezadowolona z życia. Takiej
        pani nie przyszło do głowy, ze BYĆ MOŻE byłoby zupełnie inaczej i jej życie
        byłoby raczej podobne do twojego.
        Podobnie i ty nie możesz niczego przesądzać. Być może zostałabyś właścicielką
        własnego wydawnictwa spedcjalizującego się w przewodnikach turytstycznych i
        pięknych albumach zabytków? Może właśnie teraz wybierałabyś się do Patagonii by
        zbierać materiały do przewodnika pt "5 kontynentów w 5 tygodni"... :))
        Pozdr. B.


        • Gość: Mysza Re: kury domowe i patriarchat - do Barbinator IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 05.04.03, 14:38
          Barbinator napisała:
          > A z tym bym sie akurat nie zgodziła. IMHO popełniassz tutaj taki sam błąd
          > rozumowania jak osoba pracująca powiedzmy w banku i zadowolona ze swojej
          pracy,
          >
          > która mówi tak: oczywiście, ze wiem kim bym była, gdybym została gospodynią
          > domową: byłabym kims takim jak pani X (albo jak jej matka, albo jak ciocia
          > Stasia itp) To znaczy chodziłabym cały dzień ze ściereczką i ścierała
          > nieistniejące kurze, myła okna co tydzień, nie uznawała kupnego makaronu,
          > czytała jedną książkę rocznie i była wiecznie niezadowolona z życia. Takiej
          > pani nie przyszło do głowy, ze BYĆ MOŻE byłoby zupełnie inaczej i jej życie
          > byłoby raczej podobne do twojego.

          Nie zaprzeczam, że bezdyskusyjnie miałabyś rację, gdyby nie to, że przez długi
          czas prowadziłam książkę przychodów i rozchodów męża, byłam na bieżąco z
          przepisami, a te studia podyplomowe, które parę lat temu skończyłam, to była
          rachunkowość...Jakoś zupełnie nie wyobrażałam sobie innego zawodu... :))
          Imponująco dobrze mnie wyczułaś z tymi przewodnikami. Większość nawet bliskich
          znajomych, którzy wiedzą, że bezdyskusyjnie "odpuściłam sobie" księgowość,
          namawia mnie na bycie przewodnikiem, albo na inną pracę w turystyce
          bezpośrednio z ludżmi. Tymczasem ja się do tego absolutnie nie nadaję,głownie z
          tego powodu, że do rozpaczy doprowadza mnie obserwacja zachowań wielu turystów.
          Zazwyczaj oczywiście jeżdzimy sami,ale są miejsca, gdzie trzeba pojechać z
          wycieczką, bo inaczej nie ma szans na bilety, część obiektów zwiedza się z
          przewodnikiem.Wyobraż sobie, stoi taka paniusia przed wejściem do sztolni
          Czarna w Kopalni złota w Złotym Stoku i komentuje złośliwie każdą wypowiedż
          przewodniczki i to wcale nie dbając, czy tamta słyszy, czy nie. Pozuje na
          wielkiego znawcę (mówi bzdury) a na nogach ma pantofelki na wysokim obcasiku.
          Muszę się przyznać do złej cechy charakteru, miałam obłędną radochę słuchając
          jej, bo wiedziałam, że za chwilę będziemy schodzić szybem osiem pięter w dół
          wąskimi metalowymi schodkami, żeby obejrzeć podziemny wodospad... Albo
          wycieczki, na których głównym punktem programu jest - obiad - a przewodnik co
          chwila musi odpowiadać, za ile czasu będzie przerwa obiadowa...
          O jejku, znów się rozpisuję... ;)
          Serdecznie pozdrawiam
          Mysza

    • goga.74 szpinak 04.04.03, 12:25
      Wczoraj pogrzebalam troche w Wo i znalazlam felieton KD "na temat".
      Podaje link, jesli ktos jest zainteresowany.

      www2.gazeta.pl/obcasy/1,25366,660145.html
    • Gość: Mysza Re: Całkiem nie na temat IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 04.04.03, 12:48
      Dziękuję za list. My gramy w Warhammer fantasy role play. Mistrzem gry jest
      syn, całkiem nieżle prowadzi. Wszyscy zainteresowani są zadowoleni - my, bo
      mamy zabawę, a on, bo wreszcie może poprowadzić przygodę z zagadką, a nie
      rozwalankę (chyba tak się określa te z samą rąbaniną?)Syn pokrzywdzony nie
      jest, bo jako gracz może przecież grać z kumplami.Gramy w trójkę, mąż też
      próbował, ale on woli inną literaturę niż fantasy. Postać wyszła mu cudna - elf
      o większości zachowań krasnoluda.Nasz biedny MG miał obłęd w oczach, więc może
      i dobrze, że mąż stwierdził, że go to jednak raczej nie interesuje.Teraz
      przymierzamy się do Dzikich Pól.Tu prowadzenie padnie na mnie, bo z historii
      XVII wieku i szlachty polskiej jestem z rodziny najlepsza.
      Co to jest Man'o War, szczerze mówiąc nie wiem, nie spotkałam się z tym. W
      Questa ani Battle jeszcze nie grałam (syn grał z kumplami).Na razie zbieramy
      armie.Jedna jest prawie gotowa, ale nie pomalowana. Obiecałam, że ją pomaluję,
      ale czekamy, aż będzie względnie kompletna, żeby figurki pasowały do siebie
      kolorystycznie.Chyba nie będziemy czekać na uzbieranie drugiej armii, tylko
      nazbieramy jakichś kamyków , oznaczymy je jako postacie drugiej armii i
      będziemy grać na zmianę, żeby nikt nie był pokrzywdzony, że gra tylko kamykami.
      Mam do Ciebie pytanie jako do praktyka. Jakimi farbami malowałeś swoje
      figurki? Mam pierwszy numer Magii i miecza, w którym był opis jak malować i
      tam polecali modelarskie lub akrylowe. Akrylowe mam, ale wydaje mi się że mogą
      zatrzeć szczegóły? Czy plastikowe i metalowe malowałeś tymi samymi farbami?
      Czy farba w czasie gry się ścierała lub "odłupywała"?
      Serdecznie pozdrawiam
      Mysza
      • Gość: BD Re: Całkiem nie na temat IP: 195.136.36.* 04.04.03, 13:36
        Witam,

        Gość portalu: Mysza napisał(a):

        > Dziękuję za list. My gramy w Warhammer fantasy role play. Mistrzem gry jest
        > syn, całkiem nieżle prowadzi. Wszyscy zainteresowani są zadowoleni - my, bo
        > mamy zabawę, a on, bo wreszcie może poprowadzić przygodę z zagadką, a nie
        > rozwalankę (chyba tak się określa te z samą rąbaniną?)

        No to już mnie zabiłaś totalnie :-) Po prostu do głowy mi nie przyszło, że
        matka może grać ze swoimi dziećmi w RPG, więc tak strzeliłem z Battle. Przyjmij
        najszczersze wyrazy uznania, musisz mieć kapitalne kontakty z synami, jeśli
        gracie razem.

        Warhammer był moim pierwszym RPG-giem, gdzieś w 1993 roku. Sporo grałem w
        normalne RPG, ale też komputerowe, jestem nawet autorem jednej shareware'owej
        gierki CRPG (uznanej w 1996 za najlepszą polską grę shareware). Ale moje
        doświadczenia były takie, że wszyscy rodzice traktują RPG jako co najwyżej
        nieszkodliwe dziwactwo (lub szkodliwe, bo odciąga od nauki). A tu proszę...

        > Co to jest Man'o War, szczerze mówiąc nie wiem, nie spotkałam się z tym.

        To były bitwy morskie z figurkami, bardzo sympatyczne.

        > Mam do Ciebie pytanie jako do praktyka. Jakimi farbami malowałeś swoje
        > figurki? Mam pierwszy numer Magii i miecza, w którym był opis jak malować i
        > tam polecali modelarskie lub akrylowe.

        Tu niestety nie mogę Ci pomóc, ja nigdy figurek nie malowałem bo jestem
        antytalentem jeśli chodzi o takie rzeczy. Jeśli masz zacięcię artystyczne to
        sobie na pewno poradzisz, a o farby najlepiej spytać się w specjalistycznych
        sklepach z akcesoriami RPG, można tam też spotkać różnych fanów figurek, którzy
        na pewno coś doradzą.

        pozdrawiam,

        BD
    • Gość: Mysza Re: O pieniądzach IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 04.04.03, 14:16
      Zapomniałam w poprzednim liście o jednej ciekawej kwestii, którą poruszyła
      Barbinator (i nie da się ukryć, że dobrze że zapomniałam, bo i tak był
      nieprzyzwoicie długi).
      Barbinator, napisałaś, że nie pracując miałaś "(...)jakieś głęboko ukryte
      przeświadczenie, że jednak nie są to do końca MOJE pieniądze, tylko pieniądze
      RODZINY".
      Bardzo mnie to wczoraj, kiedy czytałam Twój list, zaintrygowało (nie jest to
      dokładnie ten wyraz, o który mi chodzi, ale jakoś nie mogę znależć lepszego).
      Zaczęłam się zastanawiać, jakie są moje uczucia w tej kwestii.Uczciwie powiem,
      że nie pamiętam, jakie miałam odczucia kiedyś. Obecnie ta kwestia nie stanowi
      dla mnie problemu. Pieniądze są RODZINY, ale i MOJE równocześnie.Gdy jest ich
      więcej, nie mam żadnych obiekcji, że to nie ja je zarobiłam i wydaję na
      przyjemności.Gdy sytuacja finansowa jest gorsza, oszczędzamy wszyscy, ale
      naprawdę wszyscy, nie tylko ja jedna. Chociaż szczerze przyznaję, że mam jedno
      hobby, o którym poprzednio nie pisałam, co do którego faktycznie spytałam męża
      czy nie ma nic przeciwko niemu i które jest pierwsze do "obcięcia" w przypadku
      kłopotów finansowych.Tym hobby jest fotografowanie zabytków, szczególnie tych,
      które już prawdopodobnie niedługo przetrwają.Potem każde zdjęcie wklejam na
      osobną kartkę, opisuję i wpinam do albumu. I nie jest to jedno zdjęcie z
      każdego obiektu...Krótko mówiąc bez problemu potrafię "wypstrykać" w czasie
      jednego wyjazdu 15-16 filmów.
      Tak więc spytałam, czy nie powinnam robić mniej zdjęć, uzyskałam odpowiedż, że
      absolutnie nie muszę się w tym ograniczać i robię tyle ile uważam za stosowne.
      Z tym, że gdy mamy gorszą sytuację finansową nie robię odbitek, tylko wywołuję
      filmy, robię z nich indeksy, żeby wiedzieć co już mam sfotografowane i tnę
      filmy na paski.Tak czekają na lepsze czasy.Gdy przychodzi więcej pieniędzy
      robię odbitki zaczynając od najstarszych.
      Ale tak samo bym przecież robiła, gdybyśmy oboje pracowali, a byłaby taka sama
      sytuacja finansowa. Natomiast jeżeli chodzi o mniej poważne wydatki, to
      słowo daję, nie mam jakoś żadnych obiekcji.
      Wiesz,skojarzyłam sobie teraz jedną rzecz - aż się trochę głupio przyznać -
      zawsze byłam bardziej oszczędna, kiedy pracowałam. Nie przepadałam za swoją
      pracą i żal mi było wydawać pieniędzy na które tak się napracowałam na jakieś
      bzdety...Na szczęście mój mąż nie ma takiego ,co ze wstydem przyznaję, lekko
      wariackiego, podejścia do zarobionych przez siebie pieniędzy.
      Serdecznie pozdrawiam
      Mysza
    • Gość: Mysza Re: Całkiem nie na temat IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 05.04.03, 15:29
      Gratulacje z powodu gry!
      Dzieci przeczytały te fragmenty dyskusji, w których jest mowa o Warhammerze i
      zostałam zobligowana do sprostowania - mam dwoje dzieci, ale nie są to dwaj
      synowie, tylko syn (starszy) i córka. :)
      Córka stoi mi teraz za plecami i patrzy, czy nie zapomniałam.
      Wiem, że rzadkością jest, żeby rodzice popierali grę w RPG, syn podsuwał mi do
      czytania co ciekawsze listy od czytelników Magii i miecza. Teraz stoi tu,
      śmieje się i mówi, żebym się do czegoś przyznała. No dobrze, napiszę.
      To ja namówiłam ich nie tylko do czytania fantasy, ale i do gry w RPG...
      Strasznie mi się podobały opisy gier RPG w pismach fantastycznych i uważałam,
      że może to być świetna rozrywka...
      Z tym, że nie wszystkie systemy popieram, ale do Warhammera nie mam żadnych
      zastrzeżeń. Gdy niedawno Piotrek grał z kumplami w Warhammera -Larp, osobiście
      przygotowałam im m.in czarodziejski napój.Całkiem sporo tabasco i cytryny w
      niego weszło...I wyobraż sobie, połamali mi kija od mopa. Straszne, prawda? ;)
      Serdecznie pozdrawiam
      Mysza
    • Gość: Mysza Re: Pomocy !!! IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 05.04.03, 15:45
      Bardzo Was proszę, napiszcie mi, co mam robić jeżeli chcę zacytować jakiś
      wczesny list a równocześnie chciałabym, żeby odpowiedż była jako ostatnia?
      Teraz odpowiedż do Barbinator wgrała mi się kilka pozycji od końca, to nie
      problem, ale gdybym cytowała np drugi list to byłby kłopot.
      Dzieci nie wiedzą, bo oni nie piszą na forum, tylko na czacie, w ksuiążce o
      internecie też tego nie ma...

      Na Forum Humorum (głównym) pojawił się wątek "Oooooooooops! twoja największa
      gafa".Zajrzyjcie tam, niektóre "kawałki" są bardzo śmieszne. Niedawno był
      podobny wątek, ale ani się umywał do tego.
      Pozdrawiam
      Mysza

      • Gość: Mysza Re: Pomocy !!! IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 05.04.03, 23:33
        Dla wyjaśnienia - ja wiem, dlaczego list do Barbinator "wgrał się" wcześniej,
        ale co trzeba zrobić, żeby cytować, a równocześnie aby list był na końcu ?

        Naprawdę bardzo proszę o instrukcję jak to trzeba zrobić.
        Pozdrawiam
        Mysza
        • Gość: maly.k Re: Pomocy !!! IP: *.sympatico.ca 05.04.03, 23:39
          Gość portalu: Mysza napisał(a):

          > Dla wyjaśnienia - ja wiem, dlaczego list do Barbinator "wgrał się" wcześniej,
          > ale co trzeba zrobić, żeby cytować, a równocześnie aby list był na końcu ?
          > Naprawdę bardzo proszę o instrukcję jak to trzeba zrobić.

          Krotko: w prosty sposob nie da sie. Jedynym rozwiazaniem jest skopiowanie
          oryginalnego postu do clipboardu i wklejenie go w okienku, w ktorym redagujesz
          odpowiedz do 'korzenia' watku. Lepiej jednak, moim zdaniem, zamieszczac
          odpowiedz pod konkretnym postem, tym, do ktorego sie odnosisz.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: Mysza Re: Bardzo dziękuję IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 06.04.03, 21:04
            Bardzo dziękuję za informację.
            Pozdrawiam :)
            Mysza
    • kura17 Re: kury domowe i patriarchat 07.04.03, 14:46
      tak sobie czytam i wreszcie zdobylam sie na odwage, by
      napisac, zwlaszcza, ze temat mnie do tyczy.
      tez jestem kura. ale absolutnie nie taka, jak te dwie,
      ktore sie tutaj ujawnily (zwlaszcza Mysza).
      maz dobrze zarabia. na poczatku bylam bardzo zadowolona,
      ze moge zostac w domu, zajac sie szybko "domowymi
      pracami" kazdego dnia, a potem miec czas dla siebie.
      zastanawialam sie, na jakie kursy podyplomowe sie zapisac
      (tak, jestem kura z wyzszym wyksztalceniem).
      a potem przyszedl na swiat dzidzius. a wlasciwie
      blizniaki. za rok wpadka (ach te mity o karmieniu
      piersia) i trzecie dziecko.
      i z kury zadowolonej stalam sie kura styrana. przy trojce
      malych dzieci roboty jest mnostwo. a jeszcze maz wymaga
      dobrego obiadu i schludnego domu (i pewnie ma prawo
      wybagac). nie ma czasu ani grac w gry, ani malowac na
      szkle, ani pisac do poduszki. wieczorem zwyczajnie wale
      sie do lozka i spie tak dlugo, jak ktores dziecki mnie
      nie obudzi. w ciagu dnia nic mi sie nie chce, czasem
      zapominam wziac prysznic... marazm totalny. ludze sie
      nadzieja, ze jak dzieci podrosna i pojda do szkoly
      (przedszkole odpada, moj maz mial nieprzyjemne
      przezycia), to bede miala wiecej czasu dla siebie.
      tylko czy wtedy bede jeszcze soba? a moze zaniedbana,
      zniechecona, wiecznie utyskujaca baba?

      maz to doby facet. ale obraca sie w towarzystwie, gdzie
      prawie wszyscy panowie maja kury za zony i w zasadzie
      wszyscy sie o nich lekcewazaco wyrazaja. "stara" uchodzi
      za pieszczotliwe okreslenie... nie tylko kobiety
      (feministki?) lekcewaza kury domowe. ich wlasni mezowie i
      mezowie innych kur tez. PRZEDE WSZYSTKIM.

      czy mnie, kure17, ktos tez pochwali, jak Mysze?
      • Gość: Mysza Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 07.04.03, 17:04
        Droga Kuro17 !
        Bardzo mi Cię żal, ale nie załamuj się,przy trójce dzieci w niemal równym wieku
        nie masz szans na zdążenie ze wszystkim. Z czasem będzie na pewno lepiej i to
        wszystko jedno, czy zdecydujesz się na powrót do pracy, czy na zostanie
        dożywotnią kurą domową.Mnie było łatwiej, bo między synem i córką są cztery
        lata różnicy.Zauważ, że nie zachęcam Cię, abyś koniecznie została w domu, to
        musi być Twoja samodzielna, przemyślana decyzja, bo inaczej nigdy nie będziesz
        z tym szczęśliwa. Jeżeli miałoby Cię to dołować,to trzeba będzie powoli i
        umiejętnie przyzwyczaić męża do perspektywy, że kiedyś wrócisz do pracy.Na
        razie nie załamuj się!To, że sobie radzisz z taką trójką diabląt w jednym wieku
        to i tak duże osiągnięcie!
        Chciałabym Ci coś poradzić, oczywiście nie narzucając swojego zdania, tylko Ty
        wiesz, czy będziesz mogła to zastosować.Jeżeli żadna z babć nie pali się do
        opieki nad wnuczętami, to jest dobry sposób na delikatne pokazanie mężowi, jak
        ciężkie są Twoje obowiązki.Należy znależć dobry powód wymagający, aby Cię przez
        jeden lub dwa dni nie było w domu i aby musiał przy nich zostać mąż.Nie musi na
        to zużywać urlopu,bo ma dwa dni opieki nad dzieckiem (piszę bo część osób nie
        wie, że to przysługuje również mężom kur, co gorsza nie wie też część
        kadrowych, ale tak jest).Zostaw obiad do odgrzania, bo skoro mąż jest jak
        piszesz przyzwoitym facetem, to po co się znęcać. Uwaga! Powód musi być
        naprawdę dobry, bo gwarantowane jest, że po powrocie zastaniesz go z obłędem w
        oczach.Bałagan w domu, przypalone garnki i brudne dzieci też gwarantowane.

        Nie opuszczaj się! Lepiej żeby coś w domu było nie sprzątnięte a dzieci dłużej
        miały na pupach mokre pieluchy! Powiedz mężowi że lepiej się czujesz gdy dobrze
        wyglądasz i chodż co pewien czas do fryzjera. Ma to jeszcze dodatkową zaletę,
        że mąż musi zostać z dzieciątkami :)))

        Co do przedszkola. Co trochę w prasie są przytaczane wypowiedzi psychologów, że
        dzieci, które chodziły do przedszkola lepiej sobie póżniej radzą w szkole, a
        przede wszystkim mają łatwiejsze kontakty z rówieśnikami.Słuchając o kolegach
        moich dzieci też odnosiłam takie wrażenie.Dlatego 4 - 5 latka naprawdę warto
        posłać do przedszkola(moje chodziły i było to z korzyścią dla ich rozwoju).
        Takie artykuły co trochę są w prasie, poszukaj, pokaż mężowi.Wytłumacz mu, że
        przecież jeżeli przedszkole okaże się nieodpowiednie, to zawsze można je
        zmienić.A może prywatne, aby był spokojniejszy? A może podziała argument, że
        jeżeli nie pójdą do przedszkola, to będą na gorszej pozycji w wyścigu szczurów?

        Przypominaj co pewien czas mężowi (niekoniecznie dosłownie ), że jeżeli wybrał
        sobie za żonę kobietę z wyższym wykształceniem to widocznie odpowiadała mu
        bardziej niż napotkane sprzątaczki i kucharki w restauracjach (nie ubliżając
        tym zawodom).Wytłumacz, że abyś się nie cofała musisz czytać, "wychodzić na
        świat" (oczywiście teraz mniej, póżniej bardziej). Nawet z małymi dziećmi można
        chodzić na wycieczki.Córka miała 2,5 roku gdy zwiedzaliśmy z nią Malbork (kilka
        godzin). Miała 3,5 gdy byliśmy w Górach Stołowych ( na Szczeliniec po kilkuset
        schodach weszła bez problemu). Oczywiście Ty będziesz musiała poczekać trochę
        dłużej na wycieczki po górach , bo upilnować trójkę będzie trudniej.

        Co do mężów. To niekoniecznie muszą być prawdziwe uczucia ich wszystkich, może
        to być szpan na użytek kolegów. Nie wydaje mi się, żeby nawet kochający mąż
        "wychylił" się w takiej sytuacji i powiedział " a ja nie uważam mojej ukochanej
        żony za starą i nigdy tak o niej nie mówię".A Ty sobie wyobrażasz ?! :)
        Ja słyszałam też zresztą facetów którzy nawet w szerszym towarzystwie, przy
        kobietach mówili o swoich żonach (i to nie kurach) "stara".Zwróć też uwagę na
        to, że wielu facetów wogóle uważa kobiety za głupsze od siebie.
        Z tym "wychylaniem się" to naprawdę może być prawda (oczywiście nie
        musi).Wiesz, stałam kiedyś w szerokim gronie pań (głównie bizneswoman) i jedna
        z nich powiedziała coś w stylu, że przecież wszystkie wiemy, że każdy mąz co
        pewien czas zdradza żonę.Babka była ładniejsza i o niebo elegantsza ode mnie i
        co myślisz, że powiedziałam że ja uważam, że mój mąż mnie nie zdradza??
        Wszystkie panie się miło przytakująco uśmiechały, to ja się też miło
        uśmiechnęłam. Stały tam ze mną dwie moje bliskie koleżanki, które mają udane
        małżeństwa. Potem pytałam ich co o tym sądzą. Obie wierzyły mężom i obie bały
        się wychylić. Tak więc ta pani pozostała ze świadomością, że wszystkie się z
        nią zgadzamy, a ile zgadzało się naprawdę, nie wiadomo...

        Nie obraź się na mnie - ale nie uwierz teraz w metodę termiczną...Moja
        koleżanka miała dwa skoki temperatury ( i od razu dla ewentualnych komentatorów
        -nie była to kura!)

        I na koniec - ponieważ nie da się ukryć, że stereotyp idiotki kury domowej jest
        bardzo mocny, to jeżeli się na to zdecydujesz musisz się znacznie bardziej
        starać aby utrzymać szacunek męża i dzieci niż kobieta, która pracuje.

        Serdecznie pozdrawiam
        Mysza
        • goga.74 Re: kury domowe i patriarchat 07.04.03, 17:21
          >
          > I na koniec - ponieważ nie da się ukryć, że stereotyp idiotki kury domowej
          jest
          >
          > bardzo mocny, to jeżeli się na to zdecydujesz musisz się znacznie bardziej
          > starać aby utrzymać szacunek męża i dzieci niż kobieta, która pracuje.

          Tylko dodam, ze podtrzymywanie przez niektore kobiety pracujace tego stereotypu
          nie przyczynia sie do wzrostu szacunku dla "kur". Lepiej walczyc z tym
          stereotypem niz namawiac kury zeby poszly do pracy i przesztaly byc kurami (co
          przy trojce malych dzieci wydaje mi sie malo mozliwe).
          Pozdrawiam obie "kury".
        • Gość: EWOK do Myszy IP: *.acn.waw.pl 07.04.03, 18:32
          Przeraziło mnie to, co napisałaś o mężu. Z Twojego postu wynika dla mnie, że
          mąż to jest inwalida o ograniczonej poczytalności, który nie potrafi podgrzać
          zawartości garnka nie przypalając go i ma bardzo mętne wyobrażenie na temat
          opieki nad własnymi dziećmi. Nie potrafię sobie wyobrazić aby taki człowiek
          mógł normalnie funkcjonować, na przykład pójść do pracy i nie zabłądzić. To
          jest dla mnie dodatkowy minus tzw. rodzin tradycyjnych.
          • Gość: Mysza Re: do EWOK IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 07.04.03, 23:06
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Przeraziło mnie to, co napisałaś o mężu. Z Twojego postu wynika dla mnie, że
            > mąż to jest inwalida o ograniczonej poczytalności, który nie potrafi podgrzać
            > zawartości garnka nie przypalając go i ma bardzo mętne wyobrażenie na temat
            > opieki nad własnymi dziećmi. Nie potrafię sobie wyobrazić aby taki człowiek
            > mógł normalnie funkcjonować, na przykład pójść do pracy i nie zabłądzić. To
            > jest dla mnie dodatkowy minus tzw. rodzin tradycyjnych.

            Zwróć uwagę na to, że jest to młode małżeństwo z trójką bardzo małych dzieci w
            jednym wieku. Czym innym jest w takim przypadku zmienić pieluchę jednemu
            podczas gdy żona lub mąż patrzy na pozostałą dwójkę, a czym innym zostać samemu
            przez cały dzień ze wszystkim.We współpracy z żoną, po południu, mąż Myszy 17
            prawdopodobnie radzi sobie ze wszystkim, dlatego może uważać, że praca żony
            jest łatwa. Chodzi o to, aby zrozumiał, że czym innym jest być z dziećmi sam na
            sam przez cały dzień.
            Zrozum to, wydawało mi się, że piszę jasno, ale najwyrażniej mi nie wyszło - że
            chodzi o to, aby ktoś, kto umie zaopiekować się dzieckiem i umie coś ugotować
            zrozumiał że sam na sam z trójką maluchów jest to trudne!

            A tak nawiasem mówiąc, czy Ty wszystko umiałaś od razu ? I ja, i mój mąż
            umieliśmy się zająć dziećmi, gdy były małe, gotuję ja, ale w razie potrzeby mąż
            też coś ugotuje.Ale to wszystko przyszło z czasem! Moja pierwsza pomidorowa
            była bez zasmażki i co najśmieszniejsze dopiero po dwóch dniach doszłam,
            dlaczego mi nie smakowała.

            Gdy gotowałam zupkę dla dziecka, obiad, patrzyłam na starsze, próbując przy tym
            czytać, nieraz spaliłam jakiś garnek, mimo że nie miałam mętnego pojęcia o
            opiece nad dziećmi... I wcale się tego nie wstydzę.
            Nie ma to nic wspólnego z rodziną tradycyjną lub nie.

            Ty chciałaś wrócić do pracy,natomiast Mysza 17 być może zostanie w domu. Musi
            zdobyć uznanie męża dla swojego wysiłku i wszystkie metody nie szkodzące
            małżeństwu są do tego dobre.

            Nie wydaje mi się aby ludzie, którzy potrafią samodzielnie utrzymać rodzinę
            byli tacy niezdarni, że błądzą w pracy.Czy to miało być dowcipne, czy tylko
            złośliwe?

            Tak szczerze mówiąc, uważam, że jeżeli jesteś pewna, że Ty przy trójce maluchów
            radziłabyś sobie ze wszystkim (Mysza 17 sobie nie radzi, ja też uważam, że bym
            sobie nie poradziła) i ze ktoś kto przypali garnek w tak nowej dla siebie
            sytuacji, jest inwalidą o ograniczonej poczytalności, to jesteś fenomenalnym
            materiałem na prawdziwą kurę domową, taką dla której gary i umiejętność
            gotowania przysłaniają wszystko!
            Pozdrawiam
            Mysza

            • Gość: Mysza Re:Kuro 17 wybacz! IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 08.04.03, 10:59
              Tak się starałam wczuć w Twoją sytuację, że napisałam Mysza 17 zamiast Kura 17
              i to o wstydzie aż trzy razy !
              Serdecznie pozdrawiam
              Mysza
      • Gość: EWOK Do Kury IP: *.acn.waw.pl 07.04.03, 18:21
        Cieszę się, że napisałaś. Moje życie jako kury było spokojniejsze, bo z jednym
        dzieckiem, ale ciągle pamiętam swoją pierwszą przespaną noc (dziecko miało dwa
        lata). Poczułam się wtedy jak po tygodniowych wczasach odnowy biologicznej :)
        Myślę, że to, co opisałaś stanowi dobrą ilustrację do wypowiedzi, które tu
        padły - na temat nieograniczonych możliwości rozwoju kur domowych przy
        zaledwie sześciogodzinnej pracy, jak to precyzyjnie obliczył Mały Książę. Brak
        szacunku dla Twojej pracy jest, owszem, deprymujący, ale nawet gdyby ten
        szacunek był to nie przybędzie Ci od niego wolnego czasu ani ochoty na
        malowanie na szkle. Twój mąż, jak wynika ze skąpego opisu, jeśli za odnośnik
        uznać stereotyp mężczyzny, którego żona nie pracuje, zachowuje się dośc
        typowo. Rozumiem Twoje obawy dotyczące Twojego przyszłego ja. W toku
        codziennych zajęć domowych, o ile się jest jedyną odpowiedzialną za nie osobą,
        w licznych kompromisach, których wymaga sytuacja, można się łatwo zagubić, a
        potem się człowiek zastanawia, gdzie się podziały, tak istotne kiedyś, cele,
        aspiracje i marzenia. Ale wyglądasz mi na silną osobowość, więc sądzę, że jak
        sobie wszystko przemyślisz na spokojnie, określisz priorytety, swoje własne, a
        nie męża, to będziesz umiała się na nowo określić.
        • Gość: Mysza Re: Do EWOK IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 07.04.03, 23:28
          Gość portalu: EWOK napisał(a):

          > Moje życie jako kury było spokojniejsze, bo z jednym
          > dzieckiem, ale ciągle pamiętam swoją pierwszą przespaną noc (dziecko miało
          dwa
          > lata). Poczułam się wtedy jak po tygodniowych wczasach odnowy biologicznej

          EWOK, nie dziwię Ci się teraz, że tak koniecznie chciałaś wrócić do pracy.
          Przecież Ty masz okropnego męża! Nie wyobrażałabym sobie nawet, że mój mąż
          mógłby mnie nie zwolnić z opieki nad dzieckiem na noce przynajmniej z soboty na
          niedzielę i z niedzieli na poniedziałek !

          Mój syn też płakał całymi nocami, ale ja te dwie noce snu miałam zapewnione
          zawsze, a często, gdy mąż szedł do pracy na póżniejsze godziny,również więcej.
          Pozdrawiam
          Mysza
          • Gość: Mysza Re: Do EWOK-sprostowanie błędu IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 08.04.03, 00:10
            Przepraszam,jak widać gdy piszę listy, gdy jestem śpiąca, wychodzą mi straszne
            bzdury. Napisałam:
            > Nie wyobrażałabym sobie nawet, że mój mąż
            > mógłby mnie nie zwolnić z opieki nad dzieckiem na noce przynajmniej z soboty
            na niedzielę i z niedzieli na poniedziałek !

            Oczywiście chodziło mi o noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę.

            Na wszelki wypadek, wolę od razu wyjaśnić jeszcze jedną sprawę:

            > Mój syn też płakał całymi nocami, ale ja te dwie noce snu miałam zapewnione
            > zawsze, a często, gdy mąż szedł do pracy na póżniejsze godziny,również więcej

            Ja miałam ten dobry układ, że mąż prowadził własną firmę i nie musiał być
            koniecznie rano w pracy. Czasem więc ja spałam do 5, potem on do 14 i dopiero
            jechał do firmy.Tak robiliśmy mniej więcej raz na dwa tygodnie, gdy byłam mocno
            "padnięta".
            Ale nawet nie mając takiej możliwości Twój mąż mógł Cię wyręczyć przy dziecku w
            te dwie wcześniej wspomniane noce w tygodniu!
            I to ma być partnerski małżonek ? To ja zdecydowanie wolę mojego tradycjonalistę
            Pozdrowienia
            Mysza
            • Gość: EWOK Re: Do EWOK-sprostowanie błędu IP: *.crowley.pl 08.04.03, 09:46
              Sporo wiesz na temat mojej rodziny, a juz na pewno wiesz, że mój mąż Ci
              absolutnie nie odpowiada. To się w sumie dobrze składa. Przez chwilę miałam
              zamiar napisać coś więcej na temat nieprzespanych nocy, ale zdaje się, że
              niepotrzebnie, więc sobie daruję.
      • maly.ksiaze To, co oczywiste 08.04.03, 06:13
        Prawdę mówiąc nie rozumiem, Ewok, do czego zmierzasz. Czy
        próbujesz w jakis sposób udowodnić, że kobietę, która
        zdecyduje się na spędzenie większej części życia w roli
        gospodyni domowej czeka nieuchronnie mizeria, skrobanie
        ziemniaków i umysłowa atrofia?
        Dodatkowo - mam wrażenie, że uważasz każdą 'afirmację
        kury' przez mężczyznę za wyrażenie opinii, iż miejsce
        kobiety jest w kuchni i przy dzieciach. Nie mogę mówić za
        pozostałych uczestników dyskusji - ja z pewnością takiego
        zdania nie wyrażałem. Jedyne, do czego namawiam, to
        szacunek dla cudzych wyborów (tu mógłbym napisać coś z
        własnego doświadzczenia - ale wiemy już, że tego na tym
        forum lepiej nie robić).
        Wyrokowanie według schematu: mi było źle, mojej znajomej
        też - znaczy się: beznadzieja, przypomina mi trochę
        wyrabianie sobie opinii na temat życia zawodowych
        oficerów na podstawie odbycia kursu w Szkole Podchorążych
        Rezerwy w Zegrzu.

        Myślę, że znalezienie szczęścia w roli pani domu jest
        mniej więcej tak samo prawdopodobne, jak w dowolnej
        innej. Naprawdę. Gdy się nad tym zastanowiłem i zebrałem
        'materiał źródłowy', doszedłem do wniosku, że do
        odnalezienia się w tej sytuacji trzeba przede wszystkim
        widzieć siebie i parnera w perspektywie: 'my dwoje wobec
        świata'. Właśnie tak - nie zaś 'ja i ona', 'ja i on' i
        ekonomiczna równowaga sił. Po prostu, trzeba trochę
        inaczej patrzeć na siebie i na świat. Potem trzeba
        jeszcze znaleźć partenra, który taki punkt widzenia
        podziela. Dodatkowo niezwykle przydatna jest forsa.
        Hmm... sporo tych warunków - myślę, że to dużo tłumaczy.

        Kurze17 odpowiem, że ją bardzo podziwiam - bo podziw jest
        jej w tej chwili najwyrażniej potrzebny. Potrzebne Ci coś
        jeszcze - z moich obserwacji wynika, że kluczem do
        jakiejkolwiek samorealizacji jest wolny czas. Kura nie
        kura - trzeba mieć czas. Mysza dobrze radzi - przedszkole.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: EWOK Re: To, co oczywiste IP: *.crowley.pl 08.04.03, 09:56
          Chcesz za wszelką cenę udowodnić, że kury domowe to współczesne damskie
          inkarnacje Leonarda da Vinci? W społeczeństwie, które chlubi się 3% podatników
          w drugim i trzecim progu podatkowym kobiety zostają w domu wyłącznie po to, aby
          spokojnie zająć się zgłębianiem tajników włoskiej kuchni, grać z dziećmi w gry
          komputerowe i w ogóle rozwijać się intelektualnie...? No dobrze, skoro Ty to
          tak widzisz to pewnie wiesz lepiej. Chętnie przyznam Ci rację, bo już mnie
          znudziła ta rozmowa. Nie ma lepszego i bardziej rozwijającego zajęcia niż bycie
          kurą domową, a mężczyźni unikają tej drogi życiowej wyłącznie dlatego, że mają
          fałszywą świadomość, narzuconą im przez kobiety, które przez wieki wmawiały im,
          że się nie nadają do prac domowych. Od zarania dziejów kobiety strzegły
          tajemnicy luksusu bycia kurą domową, żeby zachować ten łakomy kąsek dla siebie.
          Teraz dobrze?
          • Gość: Mysza Re: Do EWOK - nie na temat IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 08.04.03, 11:52
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Chcesz za wszelką cenę udowodnić, że kury domowe to współczesne damskie
            > inkarnacje Leonarda da Vinci? W społeczeństwie, które chlubi się 3%
            podatników
            > w drugim i trzecim progu podatkowym kobiety zostają w domu wyłącznie po to,
            aby
            > spokojnie zająć się zgłębianiem tajników włoskiej kuchni, grać z dziećmi w
            gry
            > komputerowe i w ogóle rozwijać się intelektualnie...?

            EWOK, to o grach komputerowych z dziećmi, to chyba o mnie, prawda ? Tak mi się
            zdaje, więc chciałabym Ci coś wyjaśnić (zupełnie na poważnie, bez żadnych
            złośliwości).Oczywiście nie wiem, w jakim wieku jest Twoje dziecko, ale jeżeli
            jest nastolatkiem, to ta wiadomość może Ci się przydać
            Warhammer fantasy role play to nie jest gra komputerowa.Polega ona w olbrzymim
            przybliżeniu na tym, że kilka osób siada obok siebie, ustala kim są w fikcyjnym
            świecie, a jedna z nich, która nazywana jest Mistrzem Gry opowiada im z czym
            się w danym świecie spotykają. Grający wczuwają się w sytuację, decydują co w
            danym momencie robią a MG opisuje jaka jest reakcja na to otoczenia.Również w
            olbrzymim przybliżeniu wygląda to tak:
            MG: Stoicie przy wejściu do komnaty ( tu opis komnaty)
            Gracze: Idziemy wolno naprzód rozglądając sie na wszystkie strony
            MG:widzicie szyb, wisi w nim drabinka
            Jeden z graczy: schodzę po drabince
            MG: Drabinka miała sto lat, zrywa się, spadasz (tu odbywa się ustalanie obrażeń)
            Oczywiście gdyby gracze biegli, wpadłoby ich więcej, gdyby mieli własną linę
            nic by im się nie stało itd itp.
            Jeżeli gracze odgrywają postacie na dworze, to taką grę określa się Larp.
            Oczywiście to jest znacznie bardziej skomplikowane, bo jest wiele określonych
            reguł, w grze stosuje się kości i to o najróżniejszych kształtach, ale w
            ogromnym przybliżeniu tak się to przedstawia.
            Jeżeli Twoje dziecko kiedyś chciałoby grać w te gry ( a szczególnie w dużych
            miastach są one coraz bardziej popularne), to poproś je o opis świata gry (są
            takie książki) i przeczytaj. Są różne systemy opisujące różne światy, Warhammer
            jest moim zdaniem nieszkodliwy, ale są takie, co do których nie chciałabym, aby
            w nie grały moje dzieci, więc szczerze radzę, zwróć w razie czego na to uwagę.
            Serdecznie pozdrawiam
            Mysza


            • Gość: BD Re: Do EWOK - nie na temat IP: 195.136.36.* 09.04.03, 08:50
              Witam,

              Gość portalu: Mysza napisał(a):

              > Warhammer fantasy role play to nie jest gra komputerowa.Polega ona w
              > olbrzymim przybliżeniu na tym, że kilka osób siada obok siebie, ustala kim
              > są w fikcyjnym świecie, a jedna z nich, która nazywana jest Mistrzem Gry
              [...]

              Droga Myszo, podejmujesz się zadania chyba niemożliwego, łatwiej wytłumaczyć
              osobie nieobeznanej co to jest subróżniczka funkcji indykatorowej niż co to
              jest RPG. By dowiedzieć się co to RPG trzeba to zobaczyć, innego wyjścia raczej
              nie ma, a wyobrażenia ludzi na podstawie opisu bedą znacznie odbiegały od
              rzeczywistości.

              Co do tego o czym niżej pisała spinelli - istnieje system RPG, w którym właśnie
              wcielamy się w takie rzeczy jak np. nudne życie domowe czy praca urzędnika. To
              rozszerzenie systemu GURPS zwane BURPS - Boring Universal Role Playing System.
              Na potrzeby tej listy można by oczywiście pomyśleć nad stworzeniem FURPS -
              Feministic Universal... etc. Albo np. system storytellingowy "Feminist - The
              Liberation" na wzór serii zapoczątkowej przez "Werewolf - Apocalypse" ;-)

              pozdrawiam,

              BD

              fraszki feministyczne (odcinek 12)
              "wszystkie prawdziwe kobiety
              uwielbiają parytety!"
              • Gość: sagan Re: Do EWOK - nie na temat IP: *.desy.de 09.04.03, 09:31
                ze mna nikt nigdy dlugo nie chcial grac w zadne rpg...
                ... zawsze mialam koszmarne klopoty, aby doczekac swojej
                kolejki w slowie lub czynie i wpychalam sie przed innych
                :)
                a mistrz gry dostawal bialej goraczki, zwlaszcza, ze
                uwielbialam krytykowac i komentowac posuniecia innych...
                ... no i oczywiscie doradzac :)
          • maly.ksiaze Re: To, co oczywiste 08.04.03, 14:09
            Ewok,

            Przestań proszę. Napisałem dość wyraźnie, jak mniemam, o
            co mi chodzi. Nie musisz mi nic dopisywać...

            Pozdrawiam,

            mk.
      • kura17 Re: kury domowe i patriarchat 08.04.03, 10:26
        zagladnelam do internetu na chwilke, zeby popatrzec, co i
        kto mi odpisal. dziewczyny - dziekuje :) bede starala sie
        byc dzielna i troche sie od czasu do czasu "odkurzyc" ;)

        a panowie? oprocz malego ksiecia, zaden z panow, ktorzy
        tak chwala kury mi nie odpisal. czemu? nie ma po co? a
        moze nie jestem odpowiednia kura? no bo przeciez roznie
        sie od myszy i to na niekorzysc... troche mi sie smutno
        zrobilo. i w sumie potwierdza to moja obserwacje z zycia.
        nie jest prawda, ze kobiety nie szanuja kur i je
        wysmiewaja (przynajmniej te, z ktorymi ja mam do
        czynienia). natomiast wyczuwam (na ogol w realu, zaczynam
        miec wrazenie, ze tutaj tez) pogarde dla kur ze strony
        panow. jezeli kura jest kura wyzwolona (patrz mysza), to
        mozna pochwalic i pogadac. jesli kura jest kura styrana
        (ja), to juz nawet na posta nikt nie odpisze...
        w internecie - jak w zyciu. dostalam wiecej przyjaznych
        odpowiedzi od pan, niz od panow (maly ksiaze - wyjatek).
        a panowie tutaj pisza, ze to kobiety deprecjonuja kury???
        ja tego nie zauwazylam.hjkl;'
        ytrs
        mam kilka kur-kolezanek. spotykamy sie z dziecmi "na
        wybiegu" albo robimy razem wieksze zakupy (jatwiej dzieci
        przypilnowac). nie wiem, czy sa to przyjaznie, ale na
        pewno duzo rozmawiamy.
        tylko te rozmowy kreca sie ciagle wokol jednego - dzieci,
        dzieci, dzieci... dieta, kupki, ile spi, jak sie bawi,
        jaki ma charakterek...
        a ja tak ciagle nie moge! potrzebuje stymulacji
        umyslowej, potrzebuje wyzwania...
        ... a wyzwaniem jest ugotowanie obiadu wiecej niz
        jednodaniowego...
        smutne to moje zycie :(

        • Gość: BD Re: kury domowe i patriarchat IP: 195.136.36.* 08.04.03, 11:15
          Witam,

          kura17 napisała:

          > a panowie? oprocz malego ksiecia, zaden z panow, ktorzy
          > tak chwala kury mi nie odpisal. czemu? nie ma po co? a
          > moze nie jestem odpowiednia kura? no bo przeciez roznie
          > sie od myszy i to na niekorzysc... troche mi sie smutno
          > zrobilo.

          Cóż, sprawa jest dość skomplikowana. Pragnę tylko zwrócić uwagę, że wybór bycia
          kurą domową, podonie jak wybór kariery zawodowej jest dokonywany w sytuacji
          niepewności i - nie ukrywajmy - wiele tu zależy od losu, nie od nas.

          Innymi słowy, to o tym czy decyzja o zostaniu kurą domową była trafna lub nie,
          nie możemy wnioskować na podstawie stanu ostatecznego - w tym wypadku zmęczona
          matka trojga małych dzieci. Sama przyznałaś, że jest to po części wynik
          tzw. "wpadki" (ja nie lubię tego słowa). Ocena jakości decyzji podejmowanych w
          sytuacji działania czynników losowych po ich rezultatach to jeden z
          najczęstszych i najpoważniejszych błędów wnioskowania.

          Bycie lub nie kurą nie jest jakąś receptą na szczęście. Nie istnieje taka
          recepta. Ja tylko chciałem pokazać, że życie kury może być równie ciekawe i
          twórcze niż życie kobiety pracującej zawodowo.

          > ... a wyzwaniem jest ugotowanie obiadu wiecej niz
          > jednodaniowego...
          > smutne to moje zycie :(

          Nie chcę Cię bardziej dobijać, ale bardzo przestrzegałbym przed naiwną wiarą,
          że gdybyś oto miała masę stymulacji intelektualnej to Twoje życie nagle
          przestałoby być smutne. Bardzo w to wątpie.

          Badania psychologiczne nad poziomem szczęścia życiowego pokazują jednoznacznie,
          że takie czynniki jak dochód, praca, rodzina czy zdrowie mają minimalny wpływ,
          wbrew potocznej logice, na satysfakcję z życia. Całkiem poważna rada - może
          masz okres jakiejś małej depresji i warto o tym podagać z dobrym specjalistą w
          realu?

          pozdrawiam,

          BD

          fraszki feministyczne (odcinek 11)
          "choć patriarchat w to nie wierzy,
          to mój brzuch do mnie należy!"
          • Gość: Poziomka OT: wpadka IP: *.acn.waw.pl 09.04.03, 23:17
            Wiele razy spotkalam sie z wypowiedziami mezczyzn, ze nie lubia
            slowa "wpadka" - dlaczego?
            • Gość: BD mi się to z przestępstwem kojarzy :-( n.txt. IP: 195.136.36.* 10.04.03, 09:22
          • kura17 Re: kury domowe i patriarchat 15.04.03, 09:55
            tak Panie/Pani BD... jakiez to wszystko stronnicze...
            list Myszy, ktory niby "dowodzil" Twojej tezy,
            skomentowales: "tako rzecze kura". ale juz na moj post,
            ktory jest raczej anty-dowodem, rzekles, ze zycie nie
            jest takie proste, pewnie samam sobie winna i ciezko
            cokolwiek oceniac po stanie ostatecznym... czyli
            podreslamy i chwalimy tylko to, co przemawia za nasza
            teza, czyz nie?
            ech, smutno sie czlowiekowi robi na duszy, gdy widzi, jak
            nieobiektywne sa "elity naukowe", bo wychodzi mi na to,
            ze za takie sie podajesz/uznajesz. troche wiecej
            krytycyzmu.

            jesli chciales "tylko" zwrocic uwage, ze bedac kura mozna
            sie realizowac i wszystko jest piekne - ok. ale zwroc
            ROWNIEZ uwage, ze wcale tak byc nie musi! ze zycie kury
            moze byc jalowe i smetne i ze kury tesknia za praca
            zawodowa. jak na razie "glosowanie" na forum przemawia
            bardziej za tym drugim - chocby ja, czy dziewczyny, ktore
            tu pisza, ze byly kurami przez kilka lat ale musialy
            uciekac. Ty chyba lubisz statystyke? policzysz, ktorych
            jest tutak wiecej - tych zadowolonych z bycia kura, czy
            tych niezadowolonych?
            a dodam jeszcze, ze osoby tutaj "uczeszczajace" nazleza
            do tej czesci spoleczenstwa, ktorej jest duzo latwiej, z
            najrozniejszych, latwych do zrozumienia powodow. pomysl o
            rzeszach niewyksztalconych kur, ktore nie maja dostepu do
            internetu. czy one graja w warhammera (czy jak to sie
            pisze)???
            troche dystansu do wlasnych pogladow nie zaszkodzi.

            Dziewczyny i Maly Ksiaze :) dziekuje za odpowiedzi.
            slonce swieci troche wiecej, moje maluchy lubia swieze
            powietrze, dyskutujemy o przedszkolu dla blizniakow -
            moze cos sie uda? :)

            wesolych swiat. nie zagladam za czesto, ale pewnie
            jeszcze Was odwiedze
    • Gość: EWOK do BD - nie na temat IP: *.acn.waw.pl 07.04.03, 19:18
      Jak sądzę nurkujesz właśnie w szafie, żeby odgrzebać czarną skórę na
      jutrzejszy koncert. Skórę można odświeżyć za pomocą wilgotnej gąbeczki lub też
      użyć któregoś z gotowych preparatów. To taka życzliwa uwaga byłej kury domowej.
      • Gość: BD Re: do BD - nie na temat IP: 195.136.36.* 08.04.03, 09:38
        Witam,

        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Skórę można odświeżyć za pomocą wilgotnej gąbeczki lub też
        > użyć któregoś z gotowych preparatów.To taka życzliwa uwaga byłej kury domowej.

        Skóre można odświeżyć preparatem do odświeżania skóry, no to mnie zaszokowałaś,
        nie powiem. Niestety nie mam skóry (ani dresu, kożucha czy polaru, co ze mnie
        za Warszawiak). A "Sisters of Mercy" wolę słuchać w domowym zaciszu...

        pozdrawiam,

        BD

        fraszki feministyczne (odcinek 10)
        "do równości droga długa,
        lecz pomoże nam Jaruga"
        • Gość: soso Re: do BD - nie na temat IP: 195.41.66.* 08.04.03, 10:37


          Obserwuje 2 tendencje.

          Jedna jest taka, ze kura ma takie same mozliwosci jak niekura.
          Teoretycznie tak. Ale jezeli zalozymy, ze wszystkie kobiety sa kurami to czy
          nie pojawi sie to jako straszliwy obraz kleski kobiet? Dla mnie tak. Jezeli
          chceci bronic kobiet o statusie typowym dla np. Iranu to prosze bardzo. Mimo
          wszystko nie uwierze, ze jest im lepiej niz kobietom w Polsce. Jest to moze
          tylko schron dla slabych, wydajacy sie bezpiecznym i cieplym. Do czasu.


          2 tendencja jest taka, ze kobieta nie-kura ma takie same szanse na kleske
          zyciowa jak kura. Mysle, ze jest inaczej. Jezeli dotknie je kleska zyciowa to
          bedzie ona innego rodzaju.
          Te wszystkie doskonale kury, realizujace sie kazdego dnia przy dzieciach i
          jednoczesnie rozwijajace horyzonty prawdopodobnie zakladaja nieskonczonosc
          takiej sytuacji. Tymczasem i fantastyczni mezowie odchodza do innych kobiet,
          dzieci wyrastaja i maja w glowie ukochana partnerke/partnera a nie mamusie.
          Swiat kreci sie tak szybko, ze fantastyczne wyksztalcenie zdobyte 10 lat temu
          jest juz tylko makulatura. Mysle, ze chocby wlasnie z takich powodow opieranie
          zycia na innych, zewntrznych okolicznosciach jest potwornym ryzykiem i
          powoduje, ze predzej czy pozniej dostaniemy od zycia sroga lekcje. Niekura nie
          jest tak bardzo narazona na niebezpieczenstwo utraty sensu swego istnienia
          wlasnie dlatego, ze trzyma wiecej nitek we wlasnych rekach. Ona gra na boisku a
          nie jest na lawce rezerwowych.

          pzdrw

          soso
          • Gość: Mysza Re: do Soso IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 08.04.03, 13:17
            Gość portalu: soso napisał(a)
            > Te wszystkie doskonale kury, realizujace sie kazdego dnia przy dzieciach i
            > jednoczesnie rozwijajace horyzonty prawdopodobnie zakladaja nieskonczonosc
            > takiej sytuacji. Tymczasem i fantastyczni mezowie odchodza do innych kobiet,
            > dzieci wyrastaja i maja w glowie ukochana partnerke/partnera a nie mamusie.
            > Swiat kreci sie tak szybko, ze fantastyczne wyksztalcenie zdobyte 10 lat temu
            > jest juz tylko makulatura. Mysle, ze chocby wlasnie z takich powodow
            opieranie
            > zycia na innych, zewntrznych okolicznosciach jest potwornym ryzykiem i
            > powoduje, ze predzej czy pozniej dostaniemy od zycia sroga lekcje. Niekura
            nie
            > jest tak bardzo narazona na niebezpieczenstwo utraty sensu swego istnienia
            > wlasnie dlatego, ze trzyma wiecej nitek we wlasnych rekach. Ona gra na boisk
            > a nie jest na lawce rezerwowych

            Może się zdziwisz, ale zgadzam się z Tobą prawie we wszystkim -oprócz tego
            kawałka o dzieciach,gdyż jest sporo pracujących matek, które zupełnie nie
            umieją "przeciąć pępowiny" między sobą a dzieckiem, kury nie mają tu
            wyłączności.Czy nie masz wśród swoich znajomych kogoś, kto buduje duży dom z
            myślą, że kiedyś zamieszka na dole, a dziecko na górze, zamiast wybudować mały
            domek, a dziecku kupić choćby niewielkie mieszkanie? (nie mówię o sytuacji,
            kiedy wybudowanie niewielkiego dwurodzinnego domu jest jedyną metodą na
            zapewnienie lokum dziecku).Ja na przykład uważam, że młode małżeństwo powinno
            koniecznie (!!!) mieszkać samo, choćby w kawalerce.

            Co do reszty masz niezaprzeczalnie rację.Na dodatek dołożę Ci dodatkowe
            argumenty, o których być może nie pomyślałaś(łeś), lub żal Ci było miejsca.
            Mąż niekoniecznie musi się akurat rozwieść.Może również:
            1.stracić pracę i w obecnej sytuacji gospodarczej mieć kłopoty z otrzymaniem
            następnej
            2.dostać zawału, wylewu itp który uniemożliwi mu pracę
            3.co najstraszniejsze, umrzeć.

            Dlatego życie kury jest oczywiście pod tym względem znacznie bardziej
            stresujące, niż życie kobiety pracującej.Nawet jeśli podejmie wszelkie próby
            zabezpieczenia się, jej położenie jest bardziej ryzykowne. Nie włączyłam się
            przecież do dyskusji, aby zapewniać, że kura ma lepszą i bezpieczniejszą
            sytuację niż kobiety pracujące,ale żeby przekonywać, że nie każda kura musi być
            idiotką.
            Aaa! Jeszcze jedno!
            Na starość ma się tylko jedną emeryturę, a jak niskie będą emerytury w nowym
            systemie to chyba wiecie?
            Serdecznie pozdrawiam
            Mysza

            • Gość: soso Re: do Soso IP: 195.41.66.* 08.04.03, 14:27
              O tych dzieciach, co to sie im wije gniazdko pod bokiem to nie myslalem, bo to
              typowo polski zwyczaj. W Danii dzieciaki uciekaja z domu najszybciej jak moga.
              Ale to nie dziwota skoro maja ku temu mozliwosci.

              Co do reszty to zgoda wiec nie ma o czym dyskutowac, szkoda :-(

              pozdrowienia,

              soso

    • Gość: Mysza Re: kury domowe - do Kury17 IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 08.04.03, 15:14
      Soso poruszył(a) bardzo poważny problem dotyczący sytuacji kur domowych i
      zagrożeń z nią związanych, ja, zgadzając się z nią(nim) dorzuciłam
      następne.Przed niektórymi z nich można się jednak próbować zabezpieczyć.Ja się
      czuję nieco bezpieczniej dzięki temu, że:
      1. Mąż jest ubezpieczony na życie. Nie chodzi mi tu o tak popularne kilka lat
      temu a obecnie likwidowane przez ludzi ubezpieczenie na życie z funduszem
      inwestycyjnym, które na dobrą sprawę ani dobrze nie zabezpiecza, ani się na
      nim nic sensownego nie uzbiera.Chodzi mi o ubezpieczenie na życie z tak zwaną
      maksymalną ochroną, takie AC na życie. Tak jak w AC jeżeli nic się nie stanie
      -wpłacone pieniądze przepadają (uzbierane sumy są b.małe), natomiast
      w przypadku śmierci ubezpieczonego uposażony otrzymuje więcej.
      2. Ostatnio mąż analizuje różne ubezpieczenia na wypadek choroby, bo też się
      chcemy na któreś zdecydować.One zabezpieczają słabiej, ale lepiej słabo niż
      wcale.(chodzi tu o np zawał, wylew itp.)
      3. Biorąc kredyt zawsze wykupujemy związane z nim ubezpieczenie na wypadek
      śmierci kredytobiorcy.
      4. Inwestujemy oszczędności w różny sposób, aby nie wylądować kiedyś na "gołej"
      emeryturze.

      Itd, itp, na pewno sama wymyślisz też sporo, więc warto to rozważyć.
      Oczywiście i tak ze świadomością, że sytuacja w pełni bezpieczna nie będzie.
      Serdecznie pozdrawiam
      Mysza
      • spinelli Warhamer - Wersja dla EWOK 08.04.03, 21:06
        Mysza napisala:
        >>>
        Warhammer fantasy role play to nie jest gra komputerowa.Polega ona w olbrzymim
        przyblizeniu na tym, ze kilka osób siada obok siebie, ustala kim sa w fikcyjnym
        swiecie, a jedna z nich, która nazywana jest Mistrzem Gry opowiada im z czym
        sie w danym swiecie spotykaja. Grajacy wczuwaja sie w sytuacje, decyduja co w
        danym momencie robia a MG opisuje jaka jest reakcja na to otoczenia.Równiez w
        olbrzymim przyblizeniu wyglada to tak:
        MG: Stoicie przy wejsciu do komnaty ( tu opis komnaty)
        Gracze: Idziemy wolno naprzód rozgladajac sie na wszystkie strony
        MG:widzicie szyb, wisi w nim drabinka
        Jeden z graczy: schodze po drabince
        MG: Drabinka miala sto lat, zrywa sie, spadasz (tu odbywa sie ustalanie obrazen)
        Oczywiscie gdyby gracze biegli, wpadloby ich wiecej, gdyby mieli wlasna line
        nic by im sie nie stalo itd itp.
        Jezeli gracze odgrywaja postacie na dworze, to taka gre okresla sie Larp.
        Oczywiscie to jest znacznie bardziej skomplikowane, bo jest wiele okreslonych
        regul, w grze stosuje sie kosci i to o najrózniejszych ksztaltach, ale w
        ogromnym przyblizeniu tak sie to przedstawia.
        Sa rózne systemy opisujace rózne swiaty, Warhammer
        jest moim zdaniem nieszkodliwy, ale sa takie, co do których nie chcialabym, aby
        w nie graly moje dzieci, wiec szczerze radze, zwróc w razie czego na to uwage.
        Serdecznie pozdrawiam
        Mysza<<<<



        Warmaher - WERSJA DLA EWOK
        1. Z gory ustalamy kto jest Mistrzem Gry = Ty czy twoj maz
        2. Jesli twoje dziecko jest nastolatkiem, uswiadom je ze to nie jest fantasy
        role - TO JEST, KURDE, SAMO ZYCIE
        3. Stoicie przy wejsciu do kuchni (tu opis - tu zlew, tu kuchenka a tu zaulek
        na mopy i sciery)
        4. Widzisz drabinke, (drabinka utkana jest z ponad stuletnich tradycji)
        5. Szybko wyznaczasz role - Maz do garow, syn do mopa...
        5. Zrywasz sie razem z drabinka
        6. Robisz doktorat
        7. Pedzac nie ogladasz sie na gruzy domu
        8. Wygrywasz!!!!

        Ale pamietaj Ewok, ze sa rozne swiaty, zamiast doktoratu mozna dostac kupon na
        50%owa znizke na odkurzacz.

        Zawsze w twojej druzynie
        Spinelli
    • Gość: mmm Re: kury domowe i patriarchat IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.38.* 10.04.03, 19:26
      a ja mysle ze dzisiejsze podejscie: lepiej byc sokolica niz kura jest lepsze
      niz odwrotne z jednej przyczyny. nie dlatego, ze kury sa gorsze od sokolic w
      rzeczywistosci (bo moim zdaniem moze byc roznie) ale dlatego ze taka filozofia
      stawia na namawianie (zmuszanie jesli wolicie) kobiet do aktywnosci zawodowej.
      w przeszlosci takiej aktywnosci oczekiwano wylacznie od mezczyzn - stad
      obecnie mezczyzna wstydzi sie byc pantoflarzem (odpowiednikiem kury domowej).
      czas aby kobiety tez mialy takie podejscie. a dlaczego dobrze jest namawiac
      ludzi do aktywnosci zawodowej? bo srodowisko pracy jest najpowszechniejszym
      srodowiskiem zewnetrznym wobec rodzinnego. czlowiek (i kobieta i mezczyna)w
      glebi duszy woli srodowisko rodzinne (blizsz i dalsza rodzina, przyjaciele)
      niz zewnetrzne. zewnetrzne jest niebezpieczne i wrogie. zatem aby czlowiek
      wyrwal sie z bezpiecznego rodzinnego musi byc przymuszony. a jaki jest
      najskuteczniejszy przymus? - presja spoleczna na psychike jednostki. a
      dlaczego ludzie powinni opuszczac bezpieczne srodowisko rodzinne? bo bez tego
      nie bedzie istnialo spoleczenstwo - im wiecej ludzi "na zewnatrz" tym
      roznorodniejsze wiezi spoleczne. a dlaczego namawiac zarowno kobiety jak i
      mezczyzn? a dlatego nie? tak czy siak zostanie pewna grupa ludzi opierajacych
      sie tym naciskom - a czy bedzie to wiecej kobiet czy mezczyzn - zobaczymy
      kiedy naciski na obie plcie beda rownie silne (byc moze wtedy potwierdza sie
      goloslowne twierdzenia antyfeministow ze to dla kobiet naturalne jest
      srodowisko domowe a nie dla mezczyzn, choc watpie).
      • Gość: Poziomka Re: kury domowe i patriarchat IP: *.acn.waw.pl 10.04.03, 19:51
        A ja dodam, ze nawet trzeba wychodzic na przeciw temu zewnetrznemu, "groznemu"
        swiatu, zeby umacniac swoja psychike, poznawac swoje reakcje. To tak jak
        motyl, ktory moze latac tylko jesli z wysilkiem, ale w koncu wydostanie sie ze
        swojego kokonu - tak my, ludzie, musimy stawiac czolo roznym problemom i
        przeciwnosciom losu, zeby po prostu zyc, umiec zyc i umiec sie nim cieszyc.
    • malenka7 Re: kury domowe i patriarchat 17.08.03, 20:28
      Gość portalu: BD napisał(a):

      > Witam,
      >
      > Zainspirowany dyskusją na innym wątku postanowiłem poruszyć tu ważny dla
      > feminizmu temat tzw. kur domowych. Jest to, raczej pogardliwe, określenie
      > kobiet opiekujących się domem (coś jak w ang. housewife). Generalnie teza
      > feministek jest taka - kura domowa to zajęcie bardzo nierozwojowe i
      > poniżające, efekt patriarchalnego spisku, który czyni z kobiety otępiałą
      > służącą mężczyzny. Przeciwieństwem kury domowej jest kobieta samorealizująca
      > się pracy (tako rzecze EWOK).
      >
      > Widzę w takim przedstawieniu sprawy kilka problemów, które tu przedstawię:
      >
      > Po pierwsze - obraz kury domowej przedstawiony w takich dysputach jest
      > wybitnie niesprawiedliwy. Jako kury domowe przedstawia się kobiety głupie,
      > intelektualnie miałkie, prymitywne manipulantki co chcą złapać męża, a jak to
      > zrobią to przestają o siebie dbać etc. Ich przeciwieństwem jest kobieta
      > pracująca, świadoma i zaradna. Takie postawienie sprawy to przykład
      > ewidentnej intelektualnej nieuczciwości (jak np. argumentowanie na rzecz
      > związków homo przez przytaczanie przykładów heteroseksualnych małżeństw
      > alkoholików).
      >
      > Jest ono też wyrazem pesymistycznej wizji, która mówi, że to pełniona rola, a
      > nie charakter człowieka, determinują jego zdolności samorealizacji. Są
      > kobiety mądre i głupie, pracowite i leniwe, i jest to cecha tych kobiet, a
      > nie ich zawodu. Istnieją setki zawodów, gdzie pracują miliony kobiet, które
      > już na pierwszy rzut oka dają mniejsze pole do inwencji i transgresji niż
      > kura domowa – np. praktycznie wszystkie zawody w usługach nie wymagające
      > specjalistycznego wyższego wykształcenia, również takie społecznie ważne jak
      > np. pielęgniarka. Tymczasem ktoś usiłuje uparcie i wbrew zdrowej logice,
      > przeciwstawić leniwej gospodyni domowej z wykształceniem podstawowym jakaś
      > panią wiceprezes zarządu z trzema fakultetami. Jakby nie było nic pomiędzy
      > nimi.
      >
      > Poza zawodami ewidentnie mechanicznymi, jak sprzedawczyni w hipermarkecie, to
      > człowiek, a nie rola decyduje o tym, czy możemy się samo-realizować i
      > doskonalić. Weźmy takiego stolarza - może on całe życie robić te same,
      > prymitywne mebelki, ale stolarz, który mi robił meble, konsultował się w
      > sprawie Visual Basica, bo chciał pisać program do robienia tzw. formatek, co
      > pozwoliłoby mu zoptymalizować wykorzystanie płyty wiórowej. Nikt go to tego
      > nie zmuszał. Dla gospodyni domowej pole do popisu jest olbrzymie,
      > porównywalne chyba tylko z niektórymi wolnymi zawodami.
      >
      > Po drugie - feministki obarczające winą za taki stan patriarchat,
      > przypominają działaczy PSL, którzy chcieli ratować polską gospodarkę
      > podnosząc jeszcze podatki. Problem jest nie patriarchat, ale jego kryzys.
      > Gdyby mężczyźni byli klasycznymi, patriarchalnymi samcami, mieliby ambicję
      > samemu utrzymać dom, a nie siedzieć przed telewizorem i czekać aż żona wróci
      > z pracy i przyniesie piwo. Zupełnie ten sam problem jest w polskiej nauce -
      > widziałem wypowiedź oburzonej feministki, że mężczyźni mają w nauce lepszą
      > pozycję, bo bardziej są skorzy do ostrej dyskusji (testosteron i te sprawy).
      > Ale przecież nic tak nie pomogłoby polskim uczelniom, jak trochę więcej
      > ostrej męskiej rywalizacji, rywalizacji z zasadami – jak w sporcie, a nie
      > ,
      > jakże komunistyczne, postrzegania uczelni i stopni naukowych jako dających
      > ciepłą i bezpieczną posadkę.
      >
      > Ergo: przedstawianie gospodyni domowej jako zajęcia dużo mniej ambitnego niż
      > praca zawodowa jest w większość intelektualnym nadużyciem, a jeszcze winienie
      > za to patriarchatu - całkowitym postawieniem problemu do góry nogami.
      >
      > Zachęcam do dysputy i pozdrawiam,
      >
      > BD
      >
      > P.S. Od dziś każdy post będę kończył jakąś pro-feministyczną fraszką.
      > Fraszki feminizmu (odcinek 1)
      > "Jak chcesz być mistrzynią mopa,
      > to poszukaj sobie chłopa!"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka