Dodaj do ulubionych

On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwości.

24.05.07, 19:43
Jak w temacie. Jesteśmy z facetem dość długo, jeszcze dłużej się znamy, niewykluczone, że kiedyś będziemy się chcieli związać na stałe.
On postanowił, że będzie miał dziecko. Będzie miał i koniec, to dla niego priorytet, nie ma dyskusji, on będzie ojcem i już. Lubi je, chociaż podejścia nie ma za grosz - w jego rodzinie jest trochę maluchów i jak na dłoni widać, że nie ma zielonego pojęcia o wychowywaniu. Jego udział w całym skomplikowanym procesie opieki nad dzieckiem ogranicza się do chwilowej zabawy, pogłaskania po główce, kupieniu kosmicznych prezentów i tyle. Jestem przerażona wizją takiego macierzyństwa, gdzie partner pojawia się na chwilę i wraca do swojego życia, a ja mam wszystko na głowie.

Pomijając już fakt, że za dziećmi nie przepadam i proszę mnie nie linczować - po prostu nie czuję tej \"magii\" - cholernie boję się porodu. Ostatnio napomknęłam o cesarce, w odpowiedzi usłyszałam stanowczy protest. Bo od wieków kobiety rodziły naturalnie. Na litość, kobiety też od wieków umierały na gorączkę połogową, dlaczego mam nie korzystać z możliwości współczesnej medycyny? Moja matka do dziś odczuwa konsekwencje ciężkiego porodu, a całość wspomina jako koszmar. Ja tak nie chcę.

Nawet inne aspekty życia z jego udziałem trącą czymś niepokojącym - on za pewnik uważa, że moją rolą jest gotować, sprzątać, prać. Robi to sam tylko w ostateczności. Naturalne jest dla niego, że to ja powinnam zajmować się domem, i z radością o tym mówi - snuje mi świetlane wizje macierzyństwa, gdzie ja będę siedziała w domu z dzieckiem (a najlepiej trójką), dopóki się w miarę nie usamodzielnią, a on będzie wracał z pracy z bukietem róż. Słabo mi się zrobiło.

Nie jestem typem matki. Chcę się kształcić, realizować, pracować. Nie wytrzymuję domowej monotonii. Studiuję na dwóch kierunkach, moje studia to moja pasja, nie wyobrażam sobie, żebym miała się z nią pożegnać. Jestem młoda i chcę żyć. A jemu zegar tyka, czas na ślub (żeby jego rodzina się nie czepiała, że nie organizujemy wesela) i czas na dzieci. Troje. Bezdyskusyjnie.

Jego matka również włazi mi na głowę, ale na szczęście mam z nią rzadki kontakt, więc to najmniejszy problem. Największym natomiast problemem - zdawałoby się - jest to, że ja go kocham. Cholernie. Nie umiem sobie wyobrazić życia z innym mężczyzną. Chwilami chciałabym, bo bywa mi ciężko, ale nie potrafię. A on już zaplanował moje życie na dwadzieścia lat do przodu.
Obserwuj wątek
    • tad9 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 19:47
      pampalini5 napisała:

      >cholernie boję się porodu.

      Poród to akurat nic strasznego. Mam jeden za sobą i nie wspominam tego źle.
      • pampalini5 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 19:56
        Owszem, jako facet. Chyba, że rodziłeś kamienie nerkowe.
        Problemy ze wzwodem to nic strasznego. Widziałam w telewizji. Ot, flaczek. Zawsze "zamiast" można zająć się haftem krzyżykowym na przykład.
    • aelithe Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 20:05
      1. musi zmienić obiekt westchnień

      2. co do cesarki ma rację
      poród dołem to fizjologia - cesarka to poważna operacja.
      Co do gorąckzi połogowej. Większe ryzyko zakażenia poporodowego jest po
      laparotomii, niż po porodzie dołem. Co do residua placentaria, to się zdarza; w
      dużym stopniu zależy od dokładności położnika.
      • pampalini5 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 20:13
        Rozumiem, że cesarka to nie bułka z masłem. Mam silne tyłozgięcie macicy. Chodzi mi o coś zupełnie innego - jemu nie chodzi o kwestie zdrowotne, a o tradycję, której musi stać się zadość. Wszystkie pozostałe kwestie są mu całkowicie obojętne, liczy się tylko tyle, że mam mu urodzić dziecko, i to naturalnie, bo jego matka nie miała z tym żadnych problemów, siostra również i w ogóle mam wydumane problemy. Razi mnie to, cały ten pęd do zbudowania sobie wygodnej niedzielnej rodziny moim kosztem.
        • aelithe Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 21:59
          Związek, bez wzgledu czy sformalizowany czy nie; powinien opierać się na
          wzajemnej akceptacji potrzeb przez partnerów. Trudno wiązać ze sobą przyszłość,
          kiedy pragnienia partnerów są rozbieżne.

          Co do porodu. Położenie macicy przed ciążą nie ma znaczenia; ma znaczenie co
          się dzieje z dzieckiem i matką w czasie ciąży. Współczesne położnictwo to 10-
          15% porodów powinno odbywać się przez cięcie cesarskie. Pamiętam połoznika,
          byłego konsultanta wojewódzkiego, kóry powtarzał, że przekrocznie 20% świedczy
          o naciaganiu wskazań; spadek poniżej 10% o olewaniu rodzących.
          Znieczulenie do porodu, lub cięcie cesarskie elektywne jest na świecie wysoko
          płatna procedurą dodatkową. Dlatego nie dziwię się, że straszy się młode
          kobiety porodem. ( Poród dołem w BRD kosztuje ok 2000 euro, a w USA ok 15 000
          usd - ciecie odpowiednio droższe; a na życzeniu pacjentki jeszcze extra)
          Druga sprawą jest straszenie młodych mam, czy nieródek jak straszny jest poród.
          Wybacz dla mnie jako męskiego szowinisty jednym z gorszych widowisk jakie
          widziałem były sceny znęcania się przez wcześniej rodzące Panie nad młodymi
          przestraszonymi kobietami, które z utęsknieniem oczekiwały przyjścia dziecka.
          Szczególnie ten dziki blask w oczach, na widok strachu ofiary.

          Dwoje ludzi buduje sobie życie wspólnie, dla siebie. Mężczyzny, który nie
          potrafi postawić żony ponad mamusią, trudno nazwać dojrzałym partnerem.
          • bri Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 09:49
            Ja swojego porodu wcale źle nie wspominam ale jak o nim opowiadam to i tak
            wszyscy, którzy nie rodzili są przerażeni. Nacinanie krocza to procedura, o
            której rzadko kto potrafi słuchać spokojnie. Zresztą pamiętam swoją reakcję
            kiedy sobie uświadomiłam, że najprawdopodobniej też mnie to czeka. Twoim
            zdaniem powinno się nieródkom nie udostępniać żadnych informacji o przebiegu
            porodu i zatajać przed nimi fakt, że poród boli?
            • pavvka Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:09
              bri napisała:

              > Ja swojego porodu wcale źle nie wspominam ale jak o nim opowiadam to i tak
              > wszyscy, którzy nie rodzili są przerażeni. Nacinanie krocza to procedura, o
              > której rzadko kto potrafi słuchać spokojnie.

              Zwłaszcza faceci...
              • bri Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:32
                Nie wiedzieć czemu. ;)
                • pavvka Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:36
                  Widocznie faceci mają większą zdolność empatii ;-)
                  • bri Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:39
                    Faceci przeżywają to bardziej nawet niż kobiety w ciąży, która to wkrótce
                    czeka. Na szkole rodzenia normalnie myślałam, że niektórzy zaraz nie wytrzymają
                    i wybiegną z krzykiem. Kobiety były w miarę spokojne.

                    Moja hipoteza jest taka, że faceci sobie wyobrażają, że ktoś im w "tych"
                    okolicach majstruje ostrym narzędziem i włącza im się lęk przed kastracją ;)
                    • pavvka Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:43
                      Wydawało mi się, że to oczywiste. Męskie krocza są bardo wrażliwe, a do tego
                      mężczyźni są wrażliwi na ich punkcie.
                      • bri Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:55
                        A, nie sądziłam, że to takie oczywiste.
                        • pavvka Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 10:57
                          OK, może dla kobiet nie jest :-)
                          • sir.vimes Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 12:19
                            Damskie krocza tez są wbrew pozorom ;) wrażliwe.
                            • pavvka Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 12:27
                              Ale piłkarki nożne nie zasłaniają tych okolic przy rzucie wolnym :-)
            • aelithe Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 14:59
              Czym innym jest informowanie, a czym innym strasznie. Czasem nie chodzi o
              informację, ale o formę jej przekazania. Inaczej sie słyszy, że może boleć, ale
              każda kobieta reaguje inaczej. A inaczej, jak kobieta słyszy od 3 wiedźm,
              będziesz wyła złotko z bólu. :)
    • andreas3233 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 20:29
      Stanowczo i realnie rozwaz zycie z innym mezczyzna. :)))
    • kropka_bordo Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 20:49
      chciałabym ci jakoś doradzić albo pocieszyć, choć nie jestem w tym dobra.
      Byłam kiedyś w podobnym związku, tzn facet próbował dostosować moje (bo przecież
      nie swoje) życie do swoich wyobrażeń. Żarliśmy się strasznnie. Liczyłam na to że
      po prostu wyluzuje i w końcu przyjmie do wiadomości że nie będę spełniała jego
      pomysłów na bycie kobietą itd. Rozpadło się bo wykręcił mi numer po którym
      odechciało mi sie czekać i mieć nadzieje że zmieni swoje podejście.
      Kiedy sie zdecydowałam pożegnać poczułam niesamowitą ulgę. Chyba dopiero wtedy
      zdałam sobie sprawę jak mi ten związek dawał w kość.

      Ale. Nie piszę tego wszystkiego żeby dorzucić garść swoich żalów.

      Żyj po swojemu, nie dawaj się wgonić w role na które się nie zgadzasz. Być może
      kiedyś twój facet dojrzeje do uświadomienia obie że jest w związku z osobą, a
      więc kimś kto może mieć odmienne stanowisko na wiele tematów, a zwłaszcza na
      temat swojego życia. A jeżeli nie, to pewnego dnia przepełni się miarka i
      poczujesz że najodpowiedniej będzie się rozstać. Życzę ci pierwszej opcji, a
      jeżeli ona się nie zrealizuje to siły na drugą.

      :)
      pozdr
    • bleman Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 20:52
      Na litość, kobiety też od wieków umierały na gorączkę połog
      > ową, dlaczego mam nie korzystać z możliwości współczesnej medycyny? Moja matka
      > do dziś odczuwa konsekwencje ciężkiego porodu, a całość wspomina jako koszmar.
      > Ja tak nie chcę.
      >

      Masz racje, ale przy okazji nie kazdy porod jest ciezki.
      • czarny.kot997 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 20:52
        taa, a ile razy rodzilas/rodziles? bo ja ani siebie ani innych kobiet z
        usmiechem na ustach w czasie porodu nie widzialam. z moich
        doswiadczen.najwiecej do powiedzenia na temat braku bolu podczas porodu maja
        mezczyzni...hmmm zastanawiajace
    • triss_merigold6 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 21:21
      Cóż, zmień pana na inny model, bo wyraźnie macie spore różnice w priorytetach
      życiowych.
    • gotlama Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 23:22
      Ale dlaczego nam się tu wypłakujesz zamiast porozmawiać z nim?
      Zapytaj, jak widzi swoją rolę w umożliwieniu ci pogodzenia trójkrotnego
      macierzyństwa z aspiracjami zawodowymi. Uświadom mu,że bukiet róż jest bardzo
      romantyczny, ale nie zastąpi przewijania najmłodszego dzieciątka i pilnowania
      starszych dzieciaczków gdy będziesz musiała parę dni przebywać poza domem.
      Co do magii dzieci - ja też nie lubię "ciuciania", ale to świetna przygoda
      intelektualna - obserwowanie ich rozwoju. A dorastając są wprawdzie nastawione
      szalenie krytycznie wobec "starych", lecz jeśli się uda utrzymać z nimi dobry
      kontakt, to tak jakbyś odkrywała nowe albo zapomniane stare światy. I nawet tacy
      całkiem mali ludzie potrafią być fantastyczni (o ile akurat nie mają napadu
      kolki lub nie zwracają zawartości zołądka ;)
      Co do porodu uwagi najwyżej na priwa, jeśli rzeczywiście potrzebujesz otuchy.
      Macierzyństwo może też mieć czarną stronę. Czy twój, no właściwie to chyba
      narzeczony, liczy się z możliwością przyjścia na świat upośledzonego dziecka?
      Cesarkę też uważam za ostateczność. Nigdy ci zęba nie borowano,ani nigdy się
      dobrze nie potłukłaś przy uprawianiu sportu, że aż tak strasznie boisz się bólu?
      Przyjemne nie jest, ale nie sugeruj się filmami na których położnice wrzeszczą
      jakby je żywcem przypalano.
      Tak więc wydaje mi się,że twoim największym problemem nie jest jakaś twoja
      szczególna niechęć do macierzyństwa, ale do zasad na jakich to macierzyństwo ma
      być "uskutecznione" w twoim związku. Obawa że na takich warunkach macierzyństwo
      będzie kresem aspiracji.I dlatego szukasz dalszych uzasadnień dlaczego
      jesteś na "nie"
      Przepraszam, to trochę włażenie z kaloszami w twoje życie, ale naprawdę tak uważam.
      Jeśli to nie podpucha, a realny problem - masz ostatni moment na rozmowę i
      ustalenie reguł wspólnego życia by uniknąć szamotania się w związku który stanie
      się dla ciebie jakąś klatką lub uniknąć stawiania wszystkiego na ostrzu noża i
      zerwania z mężczyzną z którym chcesz być.
    • bene_gesserit Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 24.05.07, 23:37
      Milosc to wspaniala rzecz, ale o wiele za malo, zeby byc razem.

      Zadziwia najbardziej w twojej opowiesci, ze on nie wie? nie rozumie? nie chce
      zrozumiec? nie slyszy, chociaz tlumaczysz? nie slyszy, bo nie tlumaczysz? tego,
      czego od zycia chcesz ty. Powiedzialas mu, ze nie chcesz w najblizszym
      dziesiecioleciu dzieci, a i potem byc moze nie? Zawiadomilas, ze nie czerpiesz
      przyjemnosci z perspektywy bycia domowa zona? ROzmawialas z nim o swoich
      obawach w zwiazku z jego wyobrazeniem sobie swojej roli w rodzinie?

      Bo jesli nie, to kompletnie nie rozumiem, po co tu piszesz.
    • muszek0 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 01:24
      różnice w checi posiadania dziecka są dla związku dwojga ludzi bardziej
      determinujace niż problem typu jestem feministą a on szowinistą, filipinko
      pomóż.

      lepiej pewne sprawy uzgodnić na poczatku.
      • bene_gesserit Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 01:27
        muszek0 napisał:

        > lepiej pewne sprawy uzgodnić na poczatku.

        Hehehe.
        Jasne, bo jak bylo na poczatku, teraz i zawsze i na wieki wiekow amen.
        • muszek0 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 01:33
          <Jasne, bo jak bylo na poczatku, teraz i zawsze i na wieki wiekow amen.>

          odpuszczam grzechy twoje, idź i nie grzesz wiecej.
          i właściwie dlaczego nie śpisz o tej porze?

          ja to przynajmniej zajmuję się zagadnieniem "Seks w wielkim mieście - wersja
          nocna", ale ty?
    • 1jacek Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 03:34
      Wiecie co, gdy tak patrze na coraz wieksza ilosc kobiet-karierowiczek to
      stwierdzam ze poligamia sie klania. Jedna zona od dzieci, druga kochajaca
      feministka pnaca sie na szczyty kariery. Po co sie rozstawac z powodu roznicy
      pogladow w jednej tylko kwestii? Kazdy ma prawo miec to, czego chce od zycia,
      bez narzucania drugiej osobie wlasnego widzimisie...

      Co do porodu i cesarki to mam mieszane uczucia. Z jednej strony - ze boli,
      bywaja skutki uboczne. Pomijajac bol, jako argument, to cesarka jest wiekszym
      zagrozeniem dla matki niz tradycyjny porod, a przynajmniej tak twierdza lekarze.
      Powiklania po cesarce sa gorsze niz te z tradycyjnego porodu i mozna wyciagnac
      madry wniosek - ze dlatego jest ich tak niewiele. Ja doskonale rozumiem kobiety
      ktore boja sie bolu i samej perspektywy porodu. Kazda kobieta powinna podjac
      taka jak sama chce, madra decyzje. Jesli facet obstaje przy naturalnym porodzie,
      to pomijajac kwestie ideologiczno-tradycjonalistyczne, mysli o zdrowiu swojej
      kobiety i chce dla niej jak najlepiej.
      • bene_gesserit Och, tak - poligamia 25.05.07, 10:36
        1jacek napisał:

        > Wiecie co, gdy tak patrze na coraz wieksza ilosc kobiet-karierowiczek to
        > stwierdzam ze poligamia sie klania. Jedna zona od dzieci, druga kochajaca
        > feministka pnaca sie na szczyty kariery. Po co sie rozstawac z powodu roznicy
        > pogladow w jednej tylko kwestii? Kazdy ma prawo miec to, czego chce od zycia,
        > bez narzucania drugiej osobie wlasnego widzimisie...

        W zasadzie wielomalzenstwo to nie jest zly pomysl. Jeden maz od kariery,
        wysokiej pozycji spolecznej, wielkich pieniedzy, drugi - od domowego ciepla i
        gry w pile z dzieciakami na trawniku, ktory wlasnorecznie bedzie kosil. Trzeci
        od upajajacego seksu. Trudno bowiem znalezc czlowieka, zdolnego zajac sie tym
        wszystkim z jednakowa energia.
        • pavvka Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 10:41
          W moim podręczniku antropologii pisali, że małżeństwo grupowe nie zostało dotąd
          zaobserwowane jako trwała forma w żadnej kulturze, a próby (np. w komunach
          hipisów) były raczej nieudane. Ale może Ty i Jacek zostaniecie pionierami? :-)
          • 1jacek Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 16:48
            pavvka napisał:

            > W moim podręczniku antropologii pisali, że małżeństwo grupowe nie zostało dotąd
            >
            > zaobserwowane jako trwała forma w żadnej kulturze, a próby (np. w komunach
            > hipisów) były raczej nieudane. Ale może Ty i Jacek zostaniecie pionierami? :-)

            Znaczy jak grupowe, ze paru facetow i pare kobiet?
            Narazie to wiem ze jeden facet i pare kobiet funkcjonuje w niektorych
            spolecznosciach i ma sie calkiem... jakos.
            • pavvka Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 16:56
              1jacek napisał:

              > Znaczy jak grupowe, ze paru facetow i pare kobiet?

              Tak

              > Narazie to wiem ze jeden facet i pare kobiet funkcjonuje w niektorych
              > spolecznosciach i ma sie calkiem... jakos.

              Owszem, i na odwrót też (chociaż takich społeczeństw jest mniej)
              • 1jacek Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 17:09
                pavvka napisał:

                > 1jacek napisał:
                > > Narazie to wiem ze jeden facet i pare kobiet funkcjonuje w niektorych
                > > spolecznosciach i ma sie calkiem... jakos.
                >
                > Owszem, i na odwrót też (chociaż takich społeczeństw jest mniej)

                Znaczy mowisz o kobiecie ktora ma paru kochankow co? Bo z tego co wiem
                pojedynczych kobiet z paroma mezami to jeszcze nasza cywilizacja nie uraczyla -
                w sensie spoleczenstw np. ciapatych czy czarnych - jak ma to miejsce w druga strone.
                • pavvka Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 17:13
                  1jacek napisał:

                  > Bo z tego co wiem
                  > pojedynczych kobiet z paroma mezami to jeszcze nasza cywilizacja nie
                  uraczyla -
                  > w sensie spoleczenstw np. ciapatych czy czarnych - jak ma to miejsce w druga
                  st
                  > rone.

                  Nie wiesz wszystkiego: pl.wikipedia.org/wiki/Poliandria
                  • 1jacek Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 17:20
                    pavvka napisał:

                    > 1jacek napisał:
                    >
                    > > Bo z tego co wiem
                    > > pojedynczych kobiet z paroma mezami to jeszcze nasza cywilizacja nie
                    > uraczyla -
                    > > w sensie spoleczenstw np. ciapatych czy czarnych - jak ma to miejsce w dr
                    > uga
                    > st
                    > > rone.
                    >
                    > Nie wiesz wszystkiego: pl.wikipedia.org/wiki/Poliandria

                    Spoko. Teraz jeszcze trzeba przekonac swiat ze narzucanie monogamii to
                    pogwalcenie praw wolnego czlowieka
        • 1jacek Re: Och, tak - poligamia 25.05.07, 16:55
          bene_gesserit napisała:

          > 1jacek napisał:
          >
          > > Wiecie co, gdy tak patrze na coraz wieksza ilosc kobiet-karierowiczek to
          > > stwierdzam ze poligamia sie klania. Jedna zona od dzieci, druga kochajaca
          > > feministka pnaca sie na szczyty kariery. Po co sie rozstawac z powodu roz
          > nicy
          > > pogladow w jednej tylko kwestii? Kazdy ma prawo miec to, czego chce od zy
          > cia,
          > > bez narzucania drugiej osobie wlasnego widzimisie...
          >
          > W zasadzie wielomalzenstwo to nie jest zly pomysl. Jeden maz od kariery,
          > wysokiej pozycji spolecznej, wielkich pieniedzy, drugi - od domowego ciepla i
          > gry w pile z dzieciakami na trawniku, ktory wlasnorecznie bedzie kosil. Trzeci
          > od upajajacego seksu. Trudno bowiem znalezc czlowieka, zdolnego zajac sie tym
          > wszystkim z jednakowa energia.

          Wiesz i to brzmi zajebiscie. Podzial rol i zajec niesamowicie dopasowany. Jedna
          wielka kochajaca sie rodzinka w ktorej miedzy facetami jest przyjazn,
          braterstwo, miedzy kobietami tez. Kazdy z kazdym, rotacja mile wskazana... robi
          sie taka mala wioska :)
      • czarny.kot997 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 20:56
        "Powiklania po cesarce sa gorsze niz te z tradycyjnego porodu i mozna wyciagnac
        > madry wniosek - ze dlatego jest ich tak niewiele. Ja doskonale rozumiem
        kobiety
        > ktore boja sie bolu i samej perspektywy porodu. Kazda kobieta powinna podjac"

        taaa, a po czym wnosisz? to co, ja sie mam ze swoimi powiklaniami po porodzie
        naturalnym schowac, bo ci do teorii nie bede pasowala?
    • piekielnica1 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 08:21
      Zawsze zadziwiają mnie męskie - eksperckie i kategoryczne opinie na temat
      porodu, PSM i klimakterium.
      Faceci wiedzą na temat wszystko i najlepiej.
      • karolina331 Re: On chce dziecka, a ja nie - i inne wątpliwośc 25.05.07, 08:49
        Byłam kiedyś w takiej samej sytuacji.
        Facet skończył studia, załozył firmę, kupił szpanerskie auto i wybudował dom.
        Po czym doszedł do wniosku, że czas na założenie rodziny. Na żonę upatrzył
        sobie akurat mnie. Żeby nie było wątpliwości, on był niezwykle atrakcyjny i
        było z nim bardzo miło, do czasu, aż zaczął przedstwiać mi swój pogląd na życie.

        Troje dzieci, ja oczywiście w tym luksusowym domu z tymi dzieciakami, obiadki,
        wykrochmalone koszule...
        W nagrodę róże i seks (pod warunkiem, że nic nie stracę na urodzie po tych
        porodach).

        Róże i seks i tak miałam bez tych porodów i prasowania koszul.
        Nie liczyły się moje dwa fakultety, ambicje zawodowe i awersja do dzieci jako
        takich w ogóle. Moja mamusia oczywiście była za i tak mnie pouczała i robiła
        taką jazdę zaganiając mnie do ślubu w welonie z ogonem na cały kościół, że
        uciekłam z Polski.

        Teraz mam świetnie prosperującą firmę, super męża, nie mamy dzieci, a cały czas
        poświęcamy na zarabianie kasy i zabawę.

        Widziałam kiedyś mojego byłego narzeczonego. Ma czworo dzieci, wychudłą,
        zestresowaną żonę (byłą pielęgniarkę, bo dla niego porzuciła pracę), łysinę i
        wypasiony brzuch, który z trudem mieści mu się w jego nie mniej wypasionej
        bryce. Podobno ma też kochankę, której kupił mieszkanie i auto (no pewnie, nie
        ma nic za darmo).

        Każdy ma to co chce.
    • sir.vimes Cesarka 25.05.07, 11:59
      Większośc kobiet, które rodziły i siłami natury i za pomocą cesarki twierdzi, że
      po c. cierpi się dużo bardziej. No, i jest jeszcze cewnik i inne przyjemności.

      Więc wybieranie cesarki by "mniej cierpieć" to raczej nieporozumienie.

      Przecież mozna po prostu zdecydować się na znieczulenie.
      • sir.vimes Re: Cesarka 25.05.07, 12:01
        Ale oczywiście uważam , że cc powinno być dostępne na życzenie.
      • pampalini5 Re: Cesarka 25.05.07, 12:13
        Dzięki za odpowiedzi.
        Nie pisałam tutaj na zasadzie "filipinko pomóż". Chciałam po prostu poznać wasze zdanie, bo czasami mam wrażenie, że jestem ostatnią kobietą na świecie, która kurczowo się trzyma własnej niezależności. Chciałam ten problem przenieść na inny grunt, żeby posłuchać, co o nim sądzą inni, bez litowania się i współczucia. ;)
        Do związków zawsze miałam mocno nieufny stosunek, do tego omawianego też, na samym początku, ale bez konkretnych przyczyn. Potem jakoś poszło. Przymykanie oczu i ta świadomość, że zakochał się we mnie, a przecież kiedyś był tak koszmarnie wredny, zimny i daleki, ta świadomość działała dowartościowująco. A potem przyszły wątpliwości i jest mi czasem dziwnie. Rozmowy dają niewiele.

        Zastanawiam się, skąd w nim - inteligentnym, wykształconym, dorosłym mężczyżnie - takie przywiązanie do wartości, które uszczęśliwiają tylko jedną osobę w związku. Zwłaszcza, że moje zdanie zna.
        • sir.vimes Re: Cesarka 25.05.07, 12:18
          > Zastanawiam się, skąd w nim - inteligentnym, wykształconym, dorosłym mężczyżnie
          > - takie przywiązanie do wartości, które uszczęśliwiają tylko jedną osobę w zwi
          > ązku. Zwłaszcza, że moje zdanie zna.

          Twoje zdanie zna i , jak widać, niewiele go ono obchodzi. Egocentryzm to się
          bodajże nazywa.
        • jojo1973 Re: Cesarka 25.05.07, 13:40
          "Przymykanie oczu i ta świadomość, że zakochał się we mnie, a przecież kiedyś
          był tak koszmarnie wredny, zimny i daleki, ta świadomość działała
          dowartościowująco. "

          Niestety nie wierze ze ktos kogo sama okreslasz jako "wrednego i zimngo" jest w
          stanie realnie sie zmienic pod wplywem zakochania...moze okazywac czulosc i
          przywiazanie ale tylko dlatego ze sluzy to realizacji jego planow : w tym
          przypadku zalozenie tradycyjnej rodziny z trojka dzieci. Ale niestety czesto
          wierzymy w mozliwosc odmiany : bo przeciez tak nas to dowartosciowuje.
          Przepraszam za brutalnosc mojej wypowiedzi, mysle ze rozumiem twoje przywiazanie
          ale moze nalezy naprawde zastanowic sie nad ta miloscia ktora chyba jednak nie
          rokuje najlepiej...
        • ggigus zna twoje zdanie, a moze mysli, ze a)kiedys doros 25.05.07, 16:54
          niesz i zrozumiesz, ze kazda kobieta powinna miec dziecko i b)jego wartosci sa i
          tak lepsze, bo w koncu prawie kazda kobieta ma dziecko

          a ponadto ludzie z czasem sie zmieniaja i jak sie jest w ziwazku, nie zawsze
          musi to byc zmiana na lepsze
          nie daj sie do niczego zmusic

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka