Dodaj do ulubionych

Najpierw ślub, potem miłość?

15.09.03, 22:33
Ave,
poniżej fragment z ostatnich Wysokich obcasów. Wynika z niego,że w Indiach
powszechna jest sytuacja, że w aranżowanych przez rodziców małżeństwach
pojawia się między małżonkami miłość.
Jest to więc odwrotność modelu lansowanego obecnie na Zachodzie, a
jednocześnie nadzieja dla tych, którzy nie zakochują się.
T.


(...)
Czy indyjscy małżonkowie darzą się miłością?

To jest właśnie najciekawsze, bo większość ludzi, z którymi rozmawiałem,
deklarowała silne uczucia wobec męża lub żony. Myślę, że to trochę tak jak z
gołębiami, które badał słynny etolog Konrad Lorentz. Zamknięty w klatce i
pozbawiony partnerki gołąb zaczyna tokować do chusteczki. Oczywiście ludzka
psychika jest bardziej skomplikowana, ale mechanizm jest podobny - w
sytuacji, kiedy jesteśmy "skazani" na życiowego partnera, najlepsze, co
możemy zrobić, to go pokochać lub chociaż polubić.

Dr Piotr Balcerowicz wykłada w Instytucie Orientalistycznym Uniwersytetu
Warszawskiego. Wielokrotnie podróżował do Azji, widział wojnę w Afganistanie,
prowadził badania w Azji Środkowej. W Indiach studiował w świętym mieście
Benares i kilkakrotnie był stypendystą indyjskich uczelni.

Obserwuj wątek
    • kociamama Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 22:37
      • titus_flavius Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 22:45
        Ave,
        nie uważasz, ze to włąśnie model indyjski oszczędza małżonkom poślubnych
        rozczarowań?
        Pomyśl tylko, żyjesz w konkubinacie 3 lata, 2 dzieci i Twój konkunkubent mówi
        Ci, że przestał Cię kochać. Co zrobic wtedy ze związkiem, którego załozoną
        podstawą jest miłość?
        T.
        • kociamama Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 22:53
          titus_flavius napisał:

          > Ave,
          > nie uważasz, ze to włąśnie model indyjski oszczędza małżonkom poślubnych
          > rozczarowań?
          > Pomyśl tylko, żyjesz w konkubinacie 3 lata,

          zyje 2

          2 dzieci

          nie mam dzieci.

          i Twój konkunkubent mówi
          > Ci, że przestał Cię kochać.

          Jest taka sama szansa, ze ja go przestane kochac.

          Co zrobic wtedy ze związkiem, którego załozoną
          > podstawą jest miłość?
          > T.

          Jak to co? przeciez, nie pochlastac sie. Szukac milosci gdzie indziej.

          • titus_flavius Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 22:55
            kociamama napisała:
            >
            > Jak to co? przeciez, nie pochlastac sie. Szukac milosci gdzie indziej.
            >

            Ave,
            szukaj, z dwójką dzieci u boku. A co z nimi zrobisz? NIe wiesz jaki w Polsce
            los czeka kobietę z dziećmi?
            T.
            • kociamama Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 23:01
              titus_flavius napisał:

              > kociamama napisała:
              > >
              > > Jak to co? przeciez, nie pochlastac sie. Szukac milosci gdzie indziej.
              > >
              >
              > Ave,
              > szukaj, z dwójką dzieci u boku. A co z nimi zrobisz? NIe wiesz jaki w Polsce
              > los czeka kobietę z dziećmi?
              > T.

              Chyba nie czytasz uwaznie, nie mam dzieci, wiec nie mam tego problemu.
              A jaka jest roznica pomiedzy porzucona zona z dwojka dzieci a porzucona
              konkubina? Jak ktos nie chce placic to i tak nie bedzie.

              Dziwne, ze wyznajac "zdrowe zasady morlane" (nie wiem ciagle jakie), cenisz
              mezczyzn tak nisko. Czyzbys tylko Ty byl nieskazitelnie moralnym i
              odpowiedzialnym facetem, czy moze te posądzenia innych o takie czyny to z
              autopsii?

              Kocia.
              • titus_flavius Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 23:04
                kociamama napisała:

                > >
                > Dziwne, ze wyznajac "zdrowe zasady morlane" (nie wiem ciagle jakie), cenisz
                > mezczyzn tak nisko. Czyzbys tylko Ty byl nieskazitelnie moralnym i
                > odpowiedzialnym facetem, czy moze te posądzenia innych o takie czyny to z
                > autopsii?
                >
                > Kocia.

                Ave,
                facetowi o wiele łatwiej jest rozpocząć nowe życie. Facet 30-letni jest u
                szczytu swej atrakcyjności, zaś kobietę w tym wieku, nawet bez dzieci, wszyscy
                uważają za straconą dla społeczeństwa.
                Małżeństwo stwarza więzy formalne, a nadto nacisk proboszcza z ambony itp. Nie
                łatwo się z tego wyplątać.
                T.
                • Gość: Zły Wilk ad rem Kociamamo! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 23:11
                  Droga Kociamamo,

                  Tytus podniósł ciekawy problem i przestac wreszcie próbować go trywializować
                  oraz podejmowac próby zwekslowania dyskusji na jego problemy emocjonalne, bo to
                  rzecz dla tematu drugorzędna.

                  Spróbuj wreszcie rzeczowo ustosunkowac się do istoty sprawy.
                  Pozdrawiam -
                  • kociamama Re: ad rem Kociamamo! 15.09.03, 23:22
                    Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                    > Droga Kociamamo,
                    >
                    > Tytus podniósł ciekawy problem i przestac wreszcie próbować go trywializować
                    > oraz podejmowac próby zwekslowania dyskusji na jego problemy emocjonalne, bo
                    to
                    >
                    > rzecz dla tematu drugorzędna.
                    >
                    > Spróbuj wreszcie rzeczowo ustosunkowac się do istoty sprawy.
                    > Pozdrawiam -

                    Do jakiej sprawy? Kwestii mozliwego porzucenia?
                    Kazdy moze byc "kopniety w dupe" zonaty, konkubina, kochanek no i co z tego?
                    C'est la vie.
                • kociamama Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 15.09.03, 23:17
                  titus_flavius napisał:


                  >
                  > Ave,
                  > facetowi o wiele łatwiej jest rozpocząć nowe życie. Facet 30-letni jest u
                  > szczytu swej atrakcyjności, zaś kobietę w tym wieku, nawet bez dzieci,
                  wszyscy
                  > uważają za straconą dla społeczeństwa.
                  > Małżeństwo stwarza więzy formalne, a nadto nacisk proboszcza z ambony itp.
                  Nie
                  > łatwo się z tego wyplątać.
                  > T.

                  Biedny Titus jestes, ze wpojono Ci takie stereotypowe myslenie. Stracony dla
                  spoleczenstwa, jak piszesz, jest ten, ktory za takiego sie uwaza. Podobnie z
                  atrakcyjnoscia i mlodoscia. Ten, kto czuje sie mlody i atrakcyjny tak jest
                  postrzegany.

                  szkoda tytus (dla Ciebie), ze uwazasz zycie za smutne, trudne, gdzie idealem
                  jest malzenstwo bez milosci, i gdzie panstwo do spolu z ksiedzem proboszczem
                  decyduja o Twoich wiezach z wybranka (Twoich rodzicow, nie Twoja) i
                  (potencjalnych) dzieciach, z ktorego nie sposb sie wyplatac jak piszesz.

                  Czyzby zona zarzadala rozwodu?
                  A moze wiek szczytu Twej atrakcyjnosci jescze nie nadszedl, lub dawno
                  przeminal??

                  • titus_flavius Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 16.09.03, 07:54
                    kociamama napisała:

                    > atrakcyjnoscia i mlodoscia. Ten, kto czuje sie mlody i atrakcyjny tak jest
                    > postrzegany.

                    Ave,
                    nie ma to jak do szarego życia dobudować ideologię :o). Zobaczymy jak Ci będzie
                    wesoło, jeżeli przedstawiony przeze mnie scenariusz się ziści.
                    T.
                    • kociamama Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 16.09.03, 10:08
                      titus_flavius napisał:

                      > kociamama napisała:
                      >
                      > > atrakcyjnoscia i mlodoscia. Ten, kto czuje sie mlody i atrakcyjny tak jest
                      >
                      > > postrzegany.
                      >
                      > Ave,
                      > nie ma to jak do szarego życia dobudować ideologię :o).

                      Lepiej sobie dorobic optymistyczna ideologie do normalnego zycia, niz dorabiac
                      sobie szara ideologie, przesiaknieta wiara w spiskowa teorie dziejow i
                      naturalne "zle" odruchy ludzi do szarego zycia.

                      Zobaczymy jak Ci będzie
                      >
                      > wesoło, jeżeli przedstawiony przeze mnie scenariusz się ziści.
                      > T.

                      Titusie, taki sam scenariusz moge przewidziec dla Ciebie. Zobaczysz jak Ci
                      będzie, gdy pozuci Cie zona, zostawi Ci dwojke dzieci (chociaz trudno o takich
                      sadystow). Tym wieksze upokorzenie, ze pomimo wiezow formalnych i opinii
                      proboszcza z ambony, po prostu Cie zostawi.
                      Zobaczymy jak Ci bedzie, gdy te scenariusz sie zisci.
                • Gość: agnes Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.03, 00:35
                  wszyscy
                  > uważają za straconą dla społeczeństwa.
                  ja nie uwazam. dlaczego generalizujesz?? nie wiesz, ze to nie za dobrze
                  swiadczy o mowiacym(piszacym)? chociaz bez tego i tak wiem, ze jestes
                  zakompleksionym, sfrustrowanym glupkiem.
                  • titus_flavius Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 16.09.03, 07:52
                    Gość portalu: agnes napisał(a):

                    > wszyscy
                    > > uważają za straconą dla społeczeństwa.
                    > ja nie uwazam. dlaczego generalizujesz??

                    Ave,
                    co byś powiedziała o osobie, która życie buduje na wygranej w Totka? Statystyka
                    jest nieubłagana, i chociaż do jednej na sto osób uśmiecha się szczęście,
                    reszta musi mozolnie i całe życie budować swój los.
                    T.
                    • kociamama Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 16.09.03, 10:17
                      titus_flavius napisał:

                      > Gość portalu: agnes napisał(a):
                      >
                      > > wszyscy
                      > > > uważają za straconą dla społeczeństwa.
                      > > ja nie uwazam. dlaczego generalizujesz??
                      >
                      > Ave,
                      > co byś powiedziała o osobie, która życie buduje na wygranej w Totka?
                      Statystyka
                      >
                      > jest nieubłagana, i chociaż do jednej na sto osób uśmiecha się szczęście,
                      > reszta musi mozolnie i całe życie budować swój los.
                      > T.


                      Widze,ze zycie cie ciezko doswiadczylo i dlatego dokonujesz uogolnien.
                      Myslisz, ze wszystkim jest tak samo zle jak Tobie. I ze szansa na szczesliwe
                      zycie jest taka sama jak na wygranie w Totka.
                      Z tego co piszesz, ujawniasz sie jako osoba trudna w pozyciu, bezkompromisowa
                      i konserwatywna, zbyt duza wage przywiazujaca do tego, co powie ksiadz z
                      ambony, dotego jeszcze posaidająca monopol na prawde i surowo potepiajaca
                      wszystkich co nie zyja moralnie, chociaz nie podajesz definicji. No i do tego
                      ten brak tolerancji.

                      Faktycznie takim osobom cieżko jest zbudowac swoje szczescie.

                      Ja jednak zycze Ci, zebys popatrzyl na zycie troche optymistycznej, bez tego
                      surowego potepiania wszystkich i wszystkiego. Moze i Ty zaczniesz sie cieszyc
                      zyciem?

                      Kocia

                      • titus_flavius Re: Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci? 16.09.03, 18:57
                        kociamama napisała:

                        > titus_flavius napisał:
                        >
                        > > Gość portalu: agnes napisał(a):
                        > >
                        > > > wszyscy
                        > > > > uważają za straconą dla społeczeństwa.
                        > > > ja nie uwazam. dlaczego generalizujesz??
                        > >
                        > > Ave,
                        > > co byś powiedziała o osobie, która życie buduje na wygranej w Totka?
                        > Statystyka
                        > >
                        > > jest nieubłagana, i chociaż do jednej na sto osób uśmiecha się szczęście,
                        > > reszta musi mozolnie i całe życie budować swój los.
                        > > T.
                        >
                        >
                        > Widze,ze zycie cie ciezko doswiadczylo i dlatego dokonujesz uogolnien.
                        > Myslisz, ze wszystkim jest tak samo zle jak Tobie. I ze szansa na szczesliwe
                        > zycie jest taka sama jak na wygranie w Totka.

                        Ave,
                        czytaj moje posty uważnie, proszę. Pisałem, ze każdy może ułożyć swoje życie
                        jeżeli będzie na to ciężko pracował.
                        Ty zaś uważasz, że życie ułoży szczęśliwy przypadek. Owszem, czasami tak się
                        istptnie zdarza, ale jak napisałem, to jest rzadkość. I osoby, które na to
                        liczą w żaden sposób sobie życia nie ułożą.
                        T.


                        > Z tego co piszesz, ujawniasz sie jako osoba trudna w pozyciu, bezkompromisowa
                        > i konserwatywna, zbyt duza wage przywiazujaca do tego, co powie ksiadz z
                        > ambony, dotego jeszcze posaidająca monopol na prawde i surowo potepiajaca
                        > wszystkich co nie zyja moralnie, chociaz nie podajesz definicji. No i do tego
                        > ten brak tolerancji.




                        > Faktycznie takim osobom cieżko jest zbudowac swoje szczescie.
                        >
                        > Ja jednak zycze Ci, zebys popatrzyl na zycie troche optymistycznej, bez tego
                        > surowego potepiania wszystkich i wszystkiego. Moze i Ty zaczniesz sie cieszyc
                        > zyciem?
                        >
                        > Kocia
                        >
    • Gość: Bilala Re: Najpierw ślub, potem miłość? IP: *.uz.zgora.pl 16.09.03, 14:49
      W tej dyskusji nie widzę rozmowy na temat poruszony na początku przez Titusa
      Flaviusa, tylko raczej różne "wycieczki osobiste". Jeśli zaś chodzi o
      postawiony problem: obawiam się, że w tych aranżowanych przez rodziców
      małżeństwach miłość to nie to, o czym myślą młodzi ludzie w Polsce, tylko
      raczej jakiś rodzaj przywiązania, na zasadzie "to jedeyny człowiek, na którego
      w jakiś sposób mogę liczyć". Przy tym bardzo liczne doniesienia o mordowaniu
      (najczęściej przez podpalenie) młodych żon, których rodzice dali zbyt mały
      posag - w celu powtórnego ożenku z większym posagiem - zdają się świadczyć o
      tym, że ta "miłość" nie jest raczej zbyt czuła.
      Z naszej,polskiej łączki: miałam koleżanki, które powychodziły za mąż (w latach
      sześćdziesiątych) nie z namowy rodziców, ale z miłości, zachowały jednak aż do
      ślubu "wianuszek" i dopiero w noc poślubną ofiarowały go młodym mężom. Jedna z
      nich porzuciła go zaraz po ślubie, twierdząc, że jest OBRZYDLIWY i ona go nie
      zniesie. Później wyszła za mąż powtórnie i zwierzyła się, że "to zupełnie co
      innego". Dwie moje przyjaciółki porozwodziły się po ok. 10 latach i również
      powtórnie wyszły za mąż - mam wrażenie, że stało się tak z czystej ciekawości,
      po prostu, gdy pierwszy ogień przeminął i ukochany nieco spowszedniał, zaczęły
      się zastanawiać, czy inni nie są być może nieco atrakcyjniejsi...
      Mój wniosek: nie tylko nie zawierać małżeństw zaaranżowanych przez
      kogopkolwiek, ale również nie przesadzać z zachowywaniem tego "skarbu
      niewinności" dla tego "jedynego".
      • titus_flavius Re: Najpierw ślub, potem miłość? 16.09.03, 18:58
        Gość portalu: Bilala napisał(a):

        > W tej dyskusji nie widzę rozmowy na temat poruszony na początku przez Titusa
        > Flaviusa, tylko raczej różne "wycieczki osobiste". Jeśli zaś chodzi o
        > postawiony problem: obawiam się, że w tych aranżowanych przez rodziców
        > małżeństwach miłość to nie to, o czym myślą młodzi ludzie w Polsce, tylko
        > raczej jakiś rodzaj przywiązania, na zasadzie "to jedeyny człowiek, na
        którego
        > w jakiś sposób mogę liczyć". Przy tym bardzo liczne doniesienia o mordowaniu
        > (najczęściej przez podpalenie) młodych żon, których rodzice dali zbyt mały
        > posag - w celu powtórnego ożenku z większym posagiem - zdają się świadczyć o
        > tym, że ta "miłość" nie jest raczej zbyt czuła.

        Ave,
        czy to nie jest efekt skali? W Indiach mieszka 1 mld ludzi, a w 25-krotnie
        mniejszej Polsce też zdarza się nie mniej aktów przemocy w zwiazkach.
        T.
    • Gość: barbinator o co chodzi w tym wątku? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 17:28
      Czy ktoś może mi wyjasnić o co właściwie chodzi w tym wątku?
      Tytusowi się podoba aranżowanie małżeństw poprzez rodziców czy swatów i uważa
      że miłość nie jest do tego niezbędna. Kociamama uważa dokładnie odwrotnie, gdyż
      miłość jest dla niej ważną wartością a ponadto uważa się za wystarczająco
      dorosłą aby samej decydować o sobie (i ja ją dobrze rozumiem...)
      No i bardzo dobrze, czy ktoś broni Tytusowi ożenić się z obcą sobie dziewczyną,
      poznaną dopiero na ślubie do którego doprowadzą jego rodzice?
      Urok kultury w której żyjemy pozwala ludziom wybierać jak sami chcą żyć, czyż
      nie?
      • titus_flavius Re: o co chodzi w tym wątku? 16.09.03, 18:53
        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        > Czy ktoś może mi wyjasnić o co właściwie chodzi w tym wątku?
        > Tytusowi się podoba aranżowanie małżeństw poprzez rodziców czy swatów i uważa

        Ave,
        gdzie Ty to wyczytałaś? Chyba nie czytałeś mojego posta. Ja jedynie skopiowałem
        fragment z Wysokich Obcasów, wskazując, że taki system świetnie działa w
        Indiach.
        T.


        > że miłość nie jest do tego niezbędna. Kociamama uważa dokładnie odwrotnie,
        gdyż
        >
        > miłość jest dla niej ważną wartością a ponadto uważa się za wystarczająco
        > dorosłą aby samej decydować o sobie (i ja ją dobrze rozumiem...)
        > No i bardzo dobrze, czy ktoś broni Tytusowi ożenić się z obcą sobie
        dziewczyną,
        >
        > poznaną dopiero na ślubie do którego doprowadzą jego rodzice?
        > Urok kultury w której żyjemy pozwala ludziom wybierać jak sami chcą żyć, czyż
        > nie?
        • kociamama Re: o co chodzi w tym wątku? 16.09.03, 19:39
          titus_flavius napisał:

          > Gość portalu: barbinator napisał(a):
          >
          >
          > Ave,
          > gdzie Ty to wyczytałaś? Chyba nie czytałeś mojego posta. Ja jedynie
          skopiowałem
          >
          > fragment z Wysokich Obcasów, wskazując, że taki system świetnie działa w
          > Indiach.
          > T.
          >

          Drogi Tytusie,
          forum to nie rozprawka naukowa. Tutaj sie wyraza wlasne mysli, a nie tylko
          kopiuje cudze.

          KOcia
          • titus_flavius Re: o co chodzi w tym wątku? 16.09.03, 21:57
            kociamama napisała:

            > Drogi Tytusie,
            > forum to nie rozprawka naukowa. Tutaj sie wyraza wlasne mysli, a nie tylko
            > kopiuje cudze.

            Ave,
            nie odróżniasz cytatu od komentarza?
            T.
      • mlody.panicz Re: o co chodzi w tym wątku? 16.09.03, 19:59
        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        > Czy ktoś może mi wyjasnić o co właściwie chodzi w tym wątku?

        dla ciebie - postaram sie. :)

        > Tytusowi się podoba aranżowanie małżeństw poprzez rodziców czy swatów i
        uważa
        > że miłość nie jest do tego niezbędna.

        a mnie sie wydawalo, ze tytus zwrocil uwage na pewne zjawisko, od dawna
        niewystepujace juz w polsce. wbrew pozorom, temat nie jest taki zartobliwy,
        jak niektorzy go traktuja. najprawdopodobniej dlatego, ze myla milosc z
        zakochaniem. nie wiem, nie wiem, moze nie myla, a moze myla co innego z czyms
        innym, a moze - wszystko ze wszystkim. oczywiste jest, ze nie da sie teraz w
        polsce wrocic do aranzowanych malzenstw, choc malzenstwa z rozsadku juz sie
        zdarzaja, zapewne wcale nie tak rzadko. ale mozna porozmawiac, na czym polega
        milosc w zwiazku, ile w nim jest pracy, a ile - zabawy. itd.itp. ale mozna
        takze:

        Kociamama uważa dokładnie odwrotnie, gdyż
        >
        > miłość jest dla niej ważną wartością a ponadto uważa się za wystarczająco
        > dorosłą aby samej decydować o sobie (i ja ją dobrze rozumiem...)

        no wlasnie, mozna takze napisac, o autorze watku:

        Czyzbys zyl w malzenstwie bez milosci?
        Biedny Titus jestes
        szkoda tytus (dla Ciebie), ze uwazasz zycie za smutne
        Czyzby zona zarzadala rozwodu?
        A moze wiek szczytu Twej atrakcyjnosci jescze nie nadszedl, lub dawno
        przeminal??
        Widze,ze zycie cie ciezko doswiadczylo
        ujawniasz sie jako osoba trudna w pozyciu
        No i do tego ten brak tolerancji.

        > No i bardzo dobrze, czy ktoś broni Tytusowi ożenić się z obcą sobie
        dziewczyną,
        > poznaną dopiero na ślubie do którego doprowadzą jego rodzice?
        > Urok kultury w której żyjemy pozwala ludziom wybierać jak sami chcą żyć,
        czyż
        > nie?

        urok naszej kultury, tak jak kazdej innej polega na tym, ze wpaja nam pewne
        wzorce, wedlug ktorych ksztaltujemy swoje aspiracje, a co za tym idzie - swoje
        zycie. wspolczesna kultura zachodu mowi nam, ze liczy sie mlodosc,
        przyjemnosc, wlasny interes, a nie liczy sie odpowiedzialnosc i poswiecenie.
        nasza kultura, pozwalajac mlodym ludziom 'wyprobowac sie', 'wyszalec sie'
        i 'wybierac/przebierac', neguje sens malzenstwa. przeciez to wlasnie teraz,
        kiedy kazdy moze wziac slub z kim tylko zechce, nie powinno byc wcale
        rozwodow. wiemy jak jest. czy wiec ten model jest taki idealny? a moze jest,
        tylko ludzie do niego nie dorosli? a jesli nie dorosli teraz, to czy dorosna
        kiedykolwiek? a moze malzenstwo sie przezylo? tylko co w zamian? itd.itp.
        pytania mozna mnozyc, ale boje sie, bo jeszcze ktos napisze, ze kobieta mnie
        rzucila, jestem frustratem, potrzebuje wiecej seksu, albo jestem malym,
        zakompleksionym facecikiem. w zwiazku z czym bede wdzieczny za liste tematow i
        tez, ktore mozna glosic, aby nie narazic sie na domowa psychoanalize.

        pozdrawiam
        mp
        • Gość: EWOK Re: o co chodzi w tym wątku? IP: *.acn.waw.pl 16.09.03, 20:08
          No cóż, ja raczej nie jestem zwolenniczką zaaranżowanych małżeństw, gdyż
          przykłady rodzinne dwa pokolenia wstecz nie nastrajają mnie w tej kwestii
          optymistycznie. Pomijając już postulat Tytusa wobec nieżonatych - głodem ich
          wziąć, skoro krnąbrni to przypominają mi się przedwojenne teksty Samozwaniec -
          miłość, moje dziecko, przychodzi zwykle po ślubie. No i jeszcze Anna Karenina
          i madame Flaubert - obie kiepsko skończyły. Chciałabym też zwrócić uwagę na
          stanowisko Kościoła Katolickiego w tej sprawie - miłość i wzajemny szacunek są
          nieodzowne w małżeństwie, które symbolizuje związek Chrystusa z Kościołem.
          • e_wok Sorry, oczywiście Bovary ;) 16.09.03, 20:16

          • mlody.panicz Re: o co chodzi w tym wątku? 16.09.03, 20:24
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Pomijając już postulat Tytusa wobec nieżonatych - głodem ich
            > wziąć, skoro krnąbrni

            hmm... spoleczenstwo zawsze bedzie promowac jakies postawy spoleczne. takie
            lub owakie. pytanie, ktore lepsze? o tym mozna przeciez dyskutowac, np. w
            kontekscie feminizmu, ktory jakies postawy tez promuje (narzuca?).

            > Chciałabym też zwrócić uwagę na
            > stanowisko Kościoła Katolickiego w tej sprawie - miłość i wzajemny szacunek

            > nieodzowne w małżeństwie, które symbolizuje związek Chrystusa z Kościołem.

            ho ho ho, ha ha ha. wybacz te okrzyki, ale zaiste zadziwia mnie nieprzerwanie
            powolywanie sie na autorytet Kosciola w sytuacjach dla forumowiczow wygodnych.
            Normalnie, jest KK bebnem, w ktory wali sie bez opamietania. Chyba ze akurat
            mozna go wykorzystac do udowodnienia (prosze o wybaczenie, ale moim zdaniem
            watpliwego) bledu osobie, ktora od KK sie nie odzegnuje, a raczej wrecz
            przeciwnie, niemajacej nic na przeciwko.
            ale w porzadku, ciagne twoj watek o KK: jestze wiec milosc w rozumieniu
            chrzescijanskim (a wiec nieodlaczna od odpowiedzialnosci, pracy i poswiecenia)
            recepta na dzisiejsze (oraz przeszle i przyszle) czasy? nierozerwalnosc
            malzenstwa? seks tylko malzenski? zakaz aborcji? malzenstwa wylacznie
            roznoplciowe?

            pozdrawiam
            mp
            • sagan2 Re: o co chodzi w tym wątku? 17.09.03, 08:44
              wybacz, ale Ewok nigdy w KK nie wali :(
            • Gość: EWOK Re: o co chodzi w tym wątku? IP: 213.241.18.* 17.09.03, 12:33
              "ale w porzadku, ciagne twoj watek o KK: jestze wiec milosc w rozumieniu
              chrzescijanskim (a wiec nieodlaczna od odpowiedzialnosci, pracy i poswiecenia)
              recepta na dzisiejsze (oraz przeszle i przyszle) czasy? nierozerwalnosc
              malzenstwa? seks tylko malzenski? zakaz aborcji? malzenstwa wylacznie
              roznoplciowe?"

              Ależ oczywiście. Przecież to jasne.
              Nigdy nie twierdziłam niczego przeciwnego. Małe tego - jestem również
              przekonana, że te sprawy powinny znaleźć odzwierciedlenie w prawie państwowym.
              Pod warunkiem oczywiście, że byłoby to państwo wyznaniowe. O ile wiem obecnie
              jedynym takim państwem jest Watykan.
              Poza tym - powołałam się na naukę Kościoła nie dlatego, że mi jest tak wygodnie
              tylko dlatego, że założyciel wątku wcześniej zachwycał się myślą jak to
              wszystko powinno się opierać na nauce Kościoła (niestety nie od razu
              sprecyzował którego), broniąc jednocześnie małżeństw "z rozsądku", powołując
              się na przykłady z Indii. Trochę to zawiłe rozumowanie i dlatego chciałam
              wspomnieć, że chrześcijańskie pojęcie małżeństwa może się nieco rozmijać z
              hinduskim.
          • titus_flavius Re: o co chodzi w tym wątku? 16.09.03, 21:57
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > i madame Flaubert - obie kiepsko skończyły. Chciałabym też zwrócić uwagę na
            > stanowisko Kościoła Katolickiego w tej sprawie - miłość i wzajemny szacunek

            > nieodzowne w małżeństwie, które symbolizuje związek Chrystusa z Kościołem.

            Ave,
            wg Kościoła małżonkowie mają obowiązek miłości. Ale chodzi tu o stan zależny od
            woli, a nie zauroczenia, z którymi niekiedy myli się miłość.
            T.
          • titus_flavius Re: o co chodzi w tym wątku? 17.09.03, 07:26
            Ave,
            owszem, w pewnych wypadkach małżeństwa zaarażowane zawodziły. Ale to były
            wyjątki! Reszta sobie znakomicie radziła, a małżonkowie darzyli się miłością.
            Porównaj to z sytuacją obecną! Teraz o wiele małżeństw jest nieudanych, co
            swiadczy o tym, że poprzedni system był jednak lepszy.
            T.




            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > No cóż, ja raczej nie jestem zwolenniczką zaaranżowanych małżeństw, gdyż
            > przykłady rodzinne dwa pokolenia wstecz nie nastrajają mnie w tej kwestii
            > optymistycznie. Pomijając już postulat Tytusa wobec nieżonatych - głodem ich
            > wziąć, skoro krnąbrni to przypominają mi się przedwojenne teksty Samozwaniec -

            > miłość, moje dziecko, przychodzi zwykle po ślubie. No i jeszcze Anna Karenina
            > i madame Flaubert - obie kiepsko skończyły. Chciałabym też zwrócić uwagę na
            > stanowisko Kościoła Katolickiego w tej sprawie - miłość i wzajemny szacunek

            > nieodzowne w małżeństwie, które symbolizuje związek Chrystusa z Kościołem.
            • Gość: Bilala Re: o co chodzi w tym wątku? IP: *.uz.zgora.pl 17.09.03, 10:52
              Nie tylko w "pewnych wypadkach" małżeństwa aranżowane zawodziły i nie były to
              wcale wyjątki! Literatura i pamiętniki z dawniejszych czasów, jak i wspomnienia
              osób, które to jeszcze trochę pamiętają (już bardzo nielicznych), pełne są
              opowieści o tym, jak właśnie takie małżeństwa mogły zmienić życie w piekło
              wszystkim zainteresowanym. Brak możliwości rozwodu i trwałość małżeństwa aż do
              śmierci nie świadczy o tym, że jest to dobre małżeństwo. Dlatego uważam, że
              młodzi ludzie, zanim zdecydują się na małżeństwo, a zwłaszcza na prokreację,
              powinni BARDZO DOBRZE się poznać pod każdym względem, również seksualnym, choć
              zapewne i to nie da jakiejś 100-procentowej gwarancji (ale co w życiu - poza
              śmiercią - ma się zagwarantowane na 100%?). Pozdr.
        • Gość: barbinator jak tak, to już zupełnie nie rozumiem IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 13:19
          No, jeżeli tak to już zupełnie nie rozumiem sensu tej rozmowy. Wynika z tego
          bowiem, że ty i autor wątka tworzycie jakąś dziwną opozycję w której na jednym
          biegunie mamy małżeństwo bez miłości (podpisane jako "odpowiedzialność") a na
          drugim małżeństwo z miłości (z etykietką "brak odpowiedzialności"). Mogłabym
          jeszcze się zgodzić gdyby dotyczyło to wyłącznie małżeństw zawieranych przez 20-
          letnich smarkaczy ale dlaczego małżeństwo dorosłych, odpowiedzialnych ludzi
          zawarte z wielkiej miłości miałoby być nieodpowiedzialne ex definitione?? W
          dodatku od razu zapala się lampka ostrzegawcza: czyż to nie "opcja tradycyjna"
          zachęca do wcześniejszego zawierania małżeństw zaś "opcja feministyczna" jest
          temu przeciwna? Mało to razy na tym forum słyszeliśmy narzekania na te wredne
          feministki przez które stale rośnie średnia wieku zawieranych małżeństw? I kto
          tu jest odpowiedzialny...
          Ale nie to zadziwia mnie najbardziej w takim ustawieniu dyskusji jakie Tytus (z
          twoją pomocą metodologiczną) zaproponował.
          Najdziwniejsze jest wasze odwrócenie się plecami od teorii determinizmu
          biologicznego, która jest dla "opcji tradycyjnej" sprawą o fundamentalnym
          znaczeniu - prosto z niego wypływa przecież "zgodne z naturą" widzenie roli
          kobiety w społeczeństwie, teoria predyspozycji do określonych zawodów itd.
          Jeżeli bowiem prawdą jest, że ludzie dobierają się w pary w sposób
          zdeterminowany przez geny i naturę to musi to oznaczać, iż każdy taki zgodny z
          naturą i instynktem płciowym związek jest wyrazem głębokiej odpowiedzialności -
          najgłębszej z możliwych, bo sięgającej aż genotypu...
          (dla słabiej kojarzących: moim zdaniem powyższa opinia to bzdura, ale ja uważam
          człowieka za twór kultury w większym stopniu niż natury i biologii, więc ja
          mogę sobie na nazwanie tego bzdurą pozwolić - zwolennicy teorii ról społecznych
          zdeterminowanych przez geny i naturę NIE mogą)
          Przecież małżeństwo kojarzone za pomocą swatów (czy w ogóle małżeństwo "z
          poczucia odpowiedzialności") powinno zostać przez "opcję tradycyjną" wyklęte i
          potępione jako zaprzeczenie natury!!
          Czyżby miało to oznaczać, że nasze zachowania są jednak w dużym stopniu
          zdeterminowane kulturowo oraz że często właśnie czynnik kulturowy, nie zaś
          naturalny pomaga nam w podejmowaniu optymalnych dla naszego życia decyzji?

          Pozdr. B.
          • Gość: Bilala Re: jak tak, to już zupełnie nie rozumiem IP: *.uz.zgora.pl 17.09.03, 13:58
            Nie ustawiam opozycji: odpowiedzialność - nieodpowiedzialność w związku z
            miłością czy jej brakiem. Może niezbyt jasno się wyraziłam. Kawę na ławę:
            uważam, że do małżeństwa powinno dochodzić u ludzi, którzy mają już pewne
            doświadczenia (m. in. tzw. dojrzałość społeczna, jakieś doświadczenia
            seksualne) i w miarę możliwości wiedzą, co robią i z kim. To nie znaczy, że
            trzeba z tym czekać aż do uwiądu starczego.
            Jeśli chodzi o "naturę", to mam o niej raczej złe zdanie - to jest to, od czego
            dostaje się pryszczy i od czego śmierdzą skarpetki. Mówiąc nieco poważniej -
            natura ma na względzie tylko to, żeby młode, zdrowe dziewczę możliwie szybko
            urodziło mnóstwo silnych dzieciaczków, a młody zdrowy chłopaczek możliwie
            szybko, na prawo i na lewo, tych dzieciaczków napłodził. Bardzo w tym naturze
            pomocne są stany szybkiego zakochania, widoczne zwłaszcza u bardzo młodych
            osobników płci obojga. Cywilizacja to w ogromnym stopniu odejście od natury i
            kierowanie się w życiu czymś, co wprawdzie też dała nam natura, ale tylko nam,
            czyli rozumem.
            No jasne, nie jestem przeciwna miłości. Jestem za tym, żeby młodzi ludzie,
            jeśli czują miłość, nie brali natychmiast ślubu ani się natychmiast nie
            rozmnażali, tylko sobie jakiś czas razem wesoło pożyli, nie zapominając o
            środkach antykoncepcyjnych, po czym - przekonawszy się, czy chwilowa fascynacja
            jest czymś więcej, czy nie, wybrali dalszą drogę. Przypuszczam, że to
            całkowicie odpowiedzialne zachowanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka