goblin.girl
10.06.08, 09:48
dla odprężenia: co znalazłam i z upodobaniem sie dzielę:
www.infomuzyka.pl/Muzyka/1,83570,5294326,Kobieta_w_swiecie_muzyki.html
Kobieta w świecie muzyki
"Nie jest tajemnicą, że bogaty wszechświat muzyki zdominowali mężczyźni i że
to oni tworzą to dźwiękowe imperium. Nawet gitara w ich ręku prezentuje się
lepiej" :D
w tym miejscu aż sie prosi zacytować Franka Zappę i jego ideę wielkiego sola
rockowego:
"...zagrać łiidly-łiiidly-łiii, zrobić minę, trzymać gitarę, jakby sie
trzymało na wierzchu palanta, potem skierować gryf w niebo i wyglądać tak,
jakby sie robiło coś naprawdę wielkiego"
Ot i wszystko.
jedziemy dalej:
"nie wspominając o niekwestionowanej jakości nut, które wybrzmiewają spod ich
palców."
jako wielbicielka licznych gatunków muzycznych z tym się zgodzę - co do
niektórych wykonawców - jakieś 5% całosci.
no i docieramy do sedna:
"Ale gdzie w tym intrygującym świecie miejsce dla kobiet i dlaczego jest nas w
nim nieproporcjonalnie mniej?
Dama to natchnienie, muza, bohaterka tekstów, prowokatorka ekspresji męskich
uczuć, postać, której zawdzięczamy najbardziej kultowe muzyczne uczty w
wykonaniu kucharzy nut. To jej rola pośrednia."
oddajmy jednak sprawiedliwość autorce:
"Ale przecież zaistniała także kobieta jako artystka, tekściarka i wokalistka.
Założyła nawet własny biznes i zebrała babską ekipę chętnych do naśladowania
męskich zabaw dźwiękiem. Na przestrzeni wieków podejmowała wraz z koleżankami
wiele prób zaistnienia na twardej scenie, ale za każdym razem logo jej ekipy
muzycznej kojarzyło się z ideologią, nie dźwiękiem, z szumem, nie z głębią."
Hm.
"Ich istnienie jest jednak bardziej zabawą, swobodnym głosem wyzwolonych
kobiet, potwierdzeniem damskiej kreatywności i energii niż profesjonalną
produkcją dźwięków."
I dopiero na zakończenie:
"...w kategorii artystów solowych śmiało konkurować możemy z facetami. Nie
wiem, na czym polega ten fenomen, ale kobieta tworzy genialne kreacje w
samotności, ewentualnie przy skromnym udziale męskiego ramienia (...) Potrafi
ująć całą paletę zagmatwanego wnętrza w jednym zdaniu, prawidłowości życia
zawrzeć w drugim, wyrazić nastrój tysiąca ludzkich jednostek w kolejnym. Jest
głosem narodu. Jej twórczość to wielka jakość muzyczna, literacka i
osobowościowa."
I przykłady:
"Nosowska, Chylińska, Przemyk, Peszek, czyli siła kruchości, buntownicza
delikatność, ostra inteligencja i wyrazistość nieprzeciętności w jednym.".
Tja... zwłaszcza siła kruchości.
"Nie szaleją w protestach przeciwko szowinizmowi, nie eksperymentują z
aparycją. Przeciwnie. Działają wnętrzem, co rodzi genialne słowo zasilane
niebanalnym głosem i tworzy wokół nich aurę niesamowitości."
zwłaszcza w przypadku Chylinskiej i Kasi Nosowskiej, zero eksperymentów z
aparycją na przestrzeni ich karier.
Podsumowując: nie neguję, ze w muzyce większość twórców to mężczyźni, (autorka
nie wysiliła się, żeby sprobować wyjaśnić, dlaczego); wśród moich ulubionych
artystów kobiety stanowią jakiś jeden procent (Tori Amos, PJ Harvey, Janis
Joplin - o nich w artykule nie wspomniano). Ale czy trzeba opis każdego
zjawiska kulturowego okraszać stekiem słodkopierdzących bzdurek o natchnieniu,
delikatności, muzach itepe?
nawiasem mówiąc, nie wspomniano o jeszcze jednym aspekcie kobiecym, czyli
uduchowionych wokalistkach będących dodatkami do meskich black-doom-gothic
zespołów metalowych - czasem to ciekawe i intrygujace połączenie, częściej
jednak nuuudne do bólu, by nie powiedziec do rzygu. Każdy, nawet najlepszy
pomysł, zabija nadmierna eksploatacja.
nie wspominając o niekwestionowanej jakości nut, które wybrzmiewają spod ich
palców. To tłumaczy, dlaczego muzyka to konik większości przedstawicieli
męskiego gatunku. I dziwić też nie powinno, że poświęcając się tej pasji,
zakładają wydawnictwa muzyczne czy portale internetowe, zapraszając do
współpracy dusze bratnie swojej płci, bo łączy ich tożsamość przeżyć. Ale
gdzie w tym intrygującym świecie miejsce dla kobiet i dlaczego jest nas w nim
nieproporcjonalnie mniej?