Dodaj do ulubionych

W kwestii cukierniczej

29.10.03, 19:17
Jesli kobieta uwaza, ze ma prawo do pracy zawodowej oraz do posiadania
dzieci mowi sie jej, ze nie mozna zjesc ciastka i jednoczesnie go zachowac.
W ten sposob wykazuje sie jej niekonsekwencje i posiadanie pragnien
nieproporcjonalnych do realnych mozliwosci. Wiekszosc dyskusji, ktore sie
tutaj tocza polega na wykazywaniu przez panow niekonsekwencji myslenia
feministycznego, bez roznicy, czy jest to feminizm "intuicyjny", radykalny,
zinstytucjonalizowany czy jakikolwiek inny. Proponuje zatem zabawe w ciastko
ale w odwrotna strone - stworzenie listy niekonsekwencji, ktore ma na koncie
frakcja antyfeministyczna naszego forum. Moje pierwsze pytanie brzmi : jak
godzicie, panowie, troske o "dzieci nienarodzone" wyrazajaca sie w
sprzeciwie wobec aborcji z niechetnym traktowaniem przywilejow dla kobiet w
ciazy, bedacymi de facto przywilejami dla tychze nienarodzonych dzieci?
I od razu drugie pytanie, ktore niedawno zadalam, ale nie doczekalam sie
odpowiedzi- dlaczego uwazacie za usprawiedliwione postrzeganie przekazu
artystycznego przez pryzmat swiatopogladu np. religijnego i interpretowanie
go zgodnie z tym swiatopogladem, a jednoczesnie uwazacie za naganne
interpretacje innego przekazu, jesli jest to interpretacja feministyczna?
Obserwuj wątek
    • Gość: ich1 Re: W kwestii cukierniczej IP: *.ists.pl / *.ists.pl 29.10.03, 19:33
      > jak godzicie, panowie, troske o "dzieci nienarodzone" wyrazajaca sie w
      > sprzeciwie wobec aborcji z niechetnym traktowaniem przywilejow dla kobiet w
      > ciazy, bedacymi de facto przywilejami dla tychze nienarodzonych dzieci?
      mogę mówić tylko za siebie: na temat aborcji pogląd mam niewyrobiony, ale
      wydaje mi się, że wielu antyaborcjonistów jak najbardziej popiera przywileje
      dla kobiet w ciąży. Osobiście uważam, że nie można ignorować prostej
      prawidłowości: im dłuższe urlopy macierzyńskie, tym większe bezrobocie wśród
      młodych kobiet. Tutaj trzeba wypracować rozsądny kompromis, co nie jest raczej
      ulubionym pojęciem feministek.dlaczego uwazacie za usprawiedliwione
      postrzeganie przekazu
      > artystycznego przez pryzmat swiatopogladu np. religijnego i interpretowanie
      > go zgodnie z tym swiatopogladem, a jednoczesnie uwazacie za naganne
      > interpretacje innego przekazu, jesli jest to interpretacja feministyczna?
      Dostrzegam tutaj wyobrażenie następującego rozumowania: tak dla karania
      Nieznalskiej, nie dla bzdurnych felietonów Dunin. Znowu mogę tylko mówić za
      siebie: nie podoba mi się skazanie Nieznalskiej (z różnych powodów), a pani
      Dunin może pisać co jej się żywnie podoba, pod warunkiem, że będzie można to
      skomentować. Tymczasem na upartego można dostrzec pewne podobieństwo pomiędzy
      reakcjami rodziny pewnego radia na prace Nieznalskiej i reakcjami feministek
      na krytykę ich ideologii. To stara prawda, nie tylko z dziedziny fizyki:
      przeciwieństwa się przyciągają.
    • tad9 : W kwestii formalnej 29.10.03, 21:01
      e_wok napisała:

      > Jesli kobieta uwaza, ze ma prawo do pracy zawodowej oraz do posiadania
      > dzieci mowi sie jej, ze nie mozna zjesc ciastka i jednoczesnie go zachowac.
      > W ten sposob wykazuje sie jej niekonsekwencje i posiadanie pragnien
      > nieproporcjonalnych do realnych mozliwosci. Wiekszosc dyskusji, ktore sie
      > tutaj tocza polega na wykazywaniu przez panow niekonsekwencji myslenia
      > feministycznego, bez roznicy, czy jest to feminizm "intuicyjny", radykalny,
      > zinstytucjonalizowany czy jakikolwiek inny. Proponuje zatem zabawe w ciastko
      > ale w odwrotna strone - stworzenie listy niekonsekwencji, ktore ma na koncie
      > frakcja antyfeministyczna naszego forum. Moje pierwsze pytanie brzmi : jak
      > godzicie, panowie, troske o "dzieci nienarodzone" wyrazajaca sie w
      > sprzeciwie wobec aborcji z niechetnym traktowaniem przywilejow dla kobiet w
      > ciazy, bedacymi de facto przywilejami dla tychze nienarodzonych dzieci?
      > I od razu drugie pytanie, ktore niedawno zadalam, ale nie doczekalam sie
      > odpowiedzi- dlaczego uwazacie za usprawiedliwione postrzeganie przekazu
      > artystycznego przez pryzmat swiatopogladu np. religijnego i interpretowanie
      > go zgodnie z tym swiatopogladem, a jednoczesnie uwazacie za naganne
      > interpretacje innego przekazu, jesli jest to interpretacja feministyczna?
      >
      >

      Droga Ewok. Proponuję rozmowę konkretną: ten i ten napisał to i to, a jak
      proszę, w takim razie, by odniósł się do tego a tego. Podasz cytat w którym
      piszę coś w stylu o jakim mówisz - porozmawiamy.
      • e_wok Drogi Tadzie 30.10.03, 09:14
        Jeśli uważasz, ze wątek nie jest skierowany do Ciebie to po co zabierasz głos?
        • tad9 Re: Drogi Tadzie 30.10.03, 18:53
          e_wok napisała:

          > Jeśli uważasz, ze wątek nie jest skierowany do Ciebie to po co zabierasz głos?
          >
          >

          Ponieważ nie wiem, czy jest czy nie jest skierowany do mnie. Być może
          kierowałaś go także do mnie, dlatego wolałem się upewnić.
          • e_wok Re: Drogi Tadzie 30.10.03, 20:14
            To proste - jesli pamietasz wlasne wypowiedzi pisane w stylu, o ktorym
            wspomnialam - to znaczy, ze watek jest dla Ciebie i nie potrzebujesz mojego
            przypomnienia. Jesli jestes pewien, ze nic takiego nie pisales - nie
            powinienes znajdowac sie w tym watku i rowniez moje przypomnienie jest
            zbyteczne. Naprawde Tad, w Twoim wieku nie powinienes wymagac od innych, zeby
            mysleli za Ciebie.
            • tad9 Re: Drogi Tadzie 30.10.03, 20:31
              e_wok napisała:

              > To proste - jesli pamietasz wlasne wypowiedzi pisane w stylu, o ktorym
              > wspomnialam - to znaczy, ze watek jest dla Ciebie i nie potrzebujesz mojego
              > przypomnienia. Jesli jestes pewien, ze nic takiego nie pisales - nie
              > powinienes znajdowac sie w tym watku i rowniez moje przypomnienie jest
              > zbyteczne. Naprawde Tad, w Twoim wieku nie powinienes wymagac od innych, zeby
              > mysleli za Ciebie.


              Byłoby to tak proste, gdyby nie to, że zdarza się często, iż interpretuje się
              cudze wypowiedzi w sposób zgoła niezgodny z intencjami ich autora. Nie liczy
              się więc tylko to, co ja pisałem, lecz także to, jak Ty to zrozumiałaś.
    • Gość: BD Re: W kwestii cukierniczej IP: 195.136.36.* 30.10.03, 09:45
      Witam,

      e_wok napisała:

      > Moje pierwsze pytanie brzmi : jak godzicie, panowie, troske o "dzieci
      > nienarodzone" wyrazajaca sie w sprzeciwie wobec aborcji z niechetnym
      > traktowaniem przywilejow dla kobiet w ciazy, bedacymi de facto przywilejami
      > dla tychze nienarodzonych dzieci?

      Jedno z drugim nie ma logicznego związku. Przeciwnicy aborcji uważają, że płód
      jest człowiekiem, więc należy mu się ochrona taka jaką ma dorosły obywatel. Czy
      z dość niekontrowersyjnego faktu, że nie wolno zabić dorosłego obywatela wynika
      popierania przywilejów dla dorosłych obywateli? Hmmm...

      Tak więc, choć jedno z drugiego logicznie nie wynika to ja nie jestem
      przeciwnikiem wszystkich przywilejów dla kobiety w ciąży. Jedyne czego tu
      broniłem to możliwość różnicowania przez pracodawców zarobków K i M w wieku
      reprodukcyjnym.

      Nota bene: wychodzi tu na jaw pewna niekonsekwencja feministek. Skoro
      przywileje kobiety w ciąży są przywilejami płodu (ja się z tym zgadzam), to
      hasło "mój brzuch należy do mnie" nie ma sensu. Jedna z tutejszych feministek
      usprawiedliwiała tę sprzeczność, że powinniśmy się troszczyć o "chciane
      dzieci". Jednak jeśli kryterium "chcenia" (czyli de facto "lubienia") ma być
      wyznacznikiem ludzkich praw i przywilejów, no to wracamy do poglądów Adolfa H.

      > odpowiedzi- dlaczego uwazacie za usprawiedliwione postrzeganie przekazu
      > artystycznego przez pryzmat swiatopogladu np. religijnego i interpretowanie
      > go zgodnie z tym swiatopogladem, a jednoczesnie uwazacie za naganne
      > interpretacje innego przekazu, jesli jest to interpretacja feministyczna?

      Nikomu nie zabraniam _interpretować_ przekazu. Natomiast z oczywistych względów
      nie wszystkie interpretację mogą mieć ten sam "policy impact" :) Nota bene:
      jeśli dopuszczamy wolność interpretacji dzieła artystycznego, to powinniśmy
      również dopuszczać wolność interpretacji "bycia dziełem artystycznym", a więc
      np. kwestionowania artystyczności jakiegoś dzieła.

      Co do konkretnej dyskusji o Trierze to się nie wypowiadałem. Trier kiedyś
      stwierdził, że chce nakręcić Bonda, w którym Agent 007 byłby homoseksualistą.
      Wypowiedź ta zasłużyła sobie u mnie na tytuł debilizmu wszechczasów, więc temu
      panu dziękujemy...

      pozdrawiam,

      BD
      • e_wok Re: W kwestii cukierniczej 30.10.03, 20:37
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Witam,

        >
        > Jedno z drugim nie ma logicznego związku. Przeciwnicy aborcji uważają, że
        płód
        > jest człowiekiem, więc należy mu się ochrona taka jaką ma dorosły obywatel.
        Czy
        >
        > z dość niekontrowersyjnego faktu, że nie wolno zabić dorosłego obywatela
        wynika
        >
        > popierania przywilejów dla dorosłych obywateli? Hmmm...


        Wybacz, ale ja jednak dostrzegam pewien zwiazek. Jesli traktujemy "dzieci
        nienarodzone" tak, jak zwyklych obywateli, to powinny by objete ochrona taka
        jak wszystkie dzieci w danym panstwie - w przypadku Polski oznacza to na
        przyklad zakaz zatrudniania dzieci. Niestety kobietom w ciazy trudno
        zostawic "dziecko nienarodzone" w domu, a samej udac sie do pracy.


        >
        > Tak więc, choć jedno z drugiego logicznie nie wynika to ja nie jestem
        > przeciwnikiem wszystkich przywilejów dla kobiety w ciąży. Jedyne czego tu
        > broniłem to możliwość różnicowania przez pracodawców zarobków K i M w wieku
        > reprodukcyjnym.

        A dalsza konsekwencja powinno byc zroznicowanie zasad wyplacania emerytur
        mezczyznom i kobietom na korzysc tych drugich, bo skoro one ponosza finasowe
        koszty wynikajace z faktu, ze teoretycznie w kazdej chwili moga miec dziecko
        to niby czemu ich dziecko mialoby w przyszlosci utrzymywac tych, ktorzy
        zadnych kosztow nie poniesli. Dlaczego solidarnosc spoleczna mialaby w pewnych
        warunkach dzialac, a w innych juz nie?
        >
        > Nota bene: wychodzi tu na jaw pewna niekonsekwencja feministek. Skoro
        > przywileje kobiety w ciąży są przywilejami płodu (ja się z tym zgadzam), to
        > hasło "mój brzuch należy do mnie" nie ma sensu. Jedna z tutejszych
        feministek
        > usprawiedliwiała tę sprzeczność, że powinniśmy się troszczyć o "chciane
        > dzieci". Jednak jeśli kryterium "chcenia" (czyli de facto "lubienia") ma być
        > wyznacznikiem ludzkich praw i przywilejów, no to wracamy do poglądów Adolfa
        H.

        W poscie incjujacym watek spracyzowalam, ze ten jeden raz nie chodzi o
        niekonsekwencje feministek.
        >
        >.
        • Gość: BD Re: W kwestii cukierniczej IP: 195.136.36.* 31.10.03, 09:18
          Witam,

          e_wok napisała:

          > Wybacz, ale ja jednak dostrzegam pewien zwiazek. Jesli traktujemy "dzieci
          > nienarodzone" tak, jak zwyklych obywateli, to powinny by objete ochrona taka
          > jak wszystkie dzieci w danym panstwie - w przypadku Polski oznacza to na
          > przyklad zakaz zatrudniania dzieci. Niestety kobietom w ciazy trudno
          > zostawic "dziecko nienarodzone" w domu, a samej udac sie do pracy.

          Jest to oczywiście problem typu "czy dziecko pracuje razem z matką". Jeśli
          praca matki jest dla dziecka tak samo obojętna jak np. leżenie matki przed
          telewizorem, to w czym problem? Prawo załatwia powyższy problem, chroniąc
          kobiety w ciąży przed pracą w określonych, ciężkich warunkach.

          > A dalsza konsekwencja powinno byc zroznicowanie zasad wyplacania emerytur
          > mezczyznom i kobietom na korzysc tych drugich, bo skoro one ponosza finasowe
          > koszty wynikajace z faktu,

          Taka sytuacja ma miejsce i pisałem tu już o tym z 10 razy...

          > zadnych kosztow nie poniesli. Dlaczego solidarnosc spoleczna mialaby w
          > pewnych warunkach dzialac, a w innych juz nie?

          Pytanie jest troche bez sensu - solidarność powinna działać wtedy, gdy to się
          społeczeństwu opłaca. Jeśli np. koszty implementacji rozwiązań
          sprawiedliwościowych są takie, że wszyscy tracą, to należy je robić? Czy jeśli
          ktoś ma 1800 a ktoś drugi 2000 zł, to czy powinniśmy wprowadzić sprawiedliwość
          społeczną, której efektem jest, że obaj mają po 1700 zł?
          A często tak to działa.

          pozdrawiam,

          BD
    • agrafek konsekwentni 30.10.03, 12:33
      Jaka niekonsewkencja? Radykalny antyfeminizm (jeśli wolno mi użyć takiego
      terminu) jest konsekwentny. Kobieta powinna zajmować się domem i dziećmi a nie
      tracić czasu na robienie "kariery" zawodowej. W takim ujęciu żadne przywileje
      nie są kobiecie w ciąży potrzebne. Znajduje się pod opieką pracującego na
      utrzymanie domu mężczyzny. Oczywiście, sytuacja w naszym kraju jest taka, że ów
      mężczyzna niekoniecznie pracę ma. Ale, w takim razie, zamiast tracić czas na
      femistyczne dyrdymały należy się skupić na poważnych sprawach i starać się
      wyciągać państwo z kryzysu.
      pozdrawiam.
      • e_wok Re: konsekwentni 30.10.03, 20:50
        agrafek napisał:

        > Jaka niekonsewkencja? Radykalny antyfeminizm (jeśli wolno mi użyć takiego
        > terminu) jest konsekwentny. Kobieta powinna zajmować się domem i dziećmi a
        nie
        > tracić czasu na robienie "kariery" zawodowej. W takim ujęciu żadne
        przywileje
        > nie są kobiecie w ciąży potrzebne. Znajduje się pod opieką pracującego na
        > utrzymanie domu mężczyzny. Oczywiście, sytuacja w naszym kraju jest taka, że
        ów
        >
        > mężczyzna niekoniecznie pracę ma. Ale, w takim razie, zamiast tracić czas na
        > femistyczne dyrdymały należy się skupić na poważnych sprawach i starać się
        > wyciągać państwo z kryzysu.
        > pozdrawiam.


        Nie rozumiem w takim razie, do jakich czasow ow radykalny feminizm sie odnosi.
        Kobiety pracowaly od zawsze tylko nikt im za to nie placil - pracowaly jako
        bezplatna sila robocza w roznego rodzaju przesiebiorstwach rodzinnych-
        warsztatach, garbarniach, sklepach, nie mogly natomiast nawet przy wysokich
        kwalifikacjach nalezec do cechu, a zatem ich praca nie podlegala zasadom
        wyznaczanym i egzekwowanym przez ow odpowiednik dzisiejszych zwiazkow
        zawodowych, takich jak czas pracy, wysokosc zarobkow i wspinanie sie po
        kolejnych szczebelkach kariery zawodowej (kto zostal mistrzem w danym
        zawodzie, mogl zaczac pracowac na wlasny rachunek).
        • agrafek Re: konsekwentni 31.10.03, 11:54
          e_wok napisała:

          > Nie rozumiem w takim razie, do jakich czasow ow radykalny feminizm sie
          odnosi.
          > Kobiety pracowaly od zawsze tylko nikt im za to nie placil - pracowaly jako
          > bezplatna sila robocza w roznego rodzaju przesiebiorstwach rodzinnych-
          > warsztatach, garbarniach, sklepach, nie mogly natomiast nawet przy wysokich
          > kwalifikacjach nalezec do cechu, a zatem ich praca nie podlegala zasadom
          > wyznaczanym i egzekwowanym przez ow odpowiednik dzisiejszych zwiazkow
          > zawodowych, takich jak czas pracy, wysokosc zarobkow i wspinanie sie po
          > kolejnych szczebelkach kariery zawodowej (kto zostal mistrzem w danym
          > zawodzie, mogl zaczac pracowac na wlasny rachunek).
          Ależ związki zawodowe też nie powstały od razu. Początkowo nikt ani nie
          pomyślał o prawach robotników. Chciałabyś aby wszystkie idealne rozwiązania
          pojawiały się natychmiast? Jasne, sytuacja wspaniała ale niemożliwa.
          pozdrowienia.
          • Gość: EWOK Re: konsekwentni IP: *.crowley.pl 31.10.03, 12:07
            Przepraszam, ale nie rozumiem. Czy odpowiadasz w ten sposób na moje pytanie :
            do jakich czasów odnosi się niechętny pracy radykalny feminizm, skoro kobiety
            pracowały zawsze? Jeśli tak to jakoś chyba za bardzo naokoło - przynajmniej dla
            mojego małego rozumku.
    • Gość: barbinator też w temacie ciastek IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 13:14
      Napiszę tylko o jednej niekonsekwencji rozumowania frakcji AF - bo jakbym
      chciała o wszystkich, to wyszłaby z tego gruba książka...;)
      No to będzie o jednej, ale za to chyba najpoważniejszej.
      Dorosły i odpowiedzialny człowiek rozumie, że nie można zjeść ciastka i mieć
      ciastka. Rozumie więc, że wszelkie zmiany historyczne niosą ze sobą rozmaite
      konsekwencje, niekoniecznie takie które nam się muszą podobać. Przykład:
      obalenie komunizmu w Polsce przynisło efekt w postaci bezrobocia i wzrostu
      przestępczości. Czy to oznacza, że obalanie komunizmu było generalnie dla
      Polaków niekorzystne, że nie powinniśmy byli tego robić lub że należałoby
      wrócić do PRL?
      Pytanie, mam nadzieję jest retoryczne...(zwłascza, że koniec komunizmu był
      nieuchronny - podobnie zresztą jak emancypacja kobiet)
      W Europie zespół procesów przemian rozpoczęty w początkach XIX w. a określany
      zazwyczaj przez historyków mianem modernizacji stanowił system naczyń
      połączonych, można też tu mówić o efekcie domina. Bez demokratyzacji życia i
      zniesienia przywilejów stanowych nie byłoby liberalizacji handlu, a więc nie
      byłoby rozwoju wolnego rynku, rozwój wolnego rynku przyczynił się do rozwoju
      przemysłu (ale też i vice versa), aby rozwijał się przemysł konieczne okazało
      się pójście kobiet do pracy oraz migracje ludności, zaś przemiany społeczne
      związane z masową migracją ze wsi do miast zaowocowały zmianami w strukturze
      tradycyjnej rodziny, co także napędzało przemiany feminizacyjne itd itd itd.
      W życiu zawsze mamy coś za coś - to bardzo proste.
      Dla wszystkich z wyjątkiem antyfeministów rzecz jasna. Bo oni chcieliby mieć
      obecny poziom życia w sensie materialnym plus rodzinę w kształcie sprzed
      początków procesu modernizacji - inaczej mówiąc chcieliby zjeść ciastko i mieć
      ciastko.
      Kompletna niedojrzałość emocjonalna, niekonsekwencja i brak odpowiedzialności :-
      P

      Pozdr. B.
      • Gość: BD Re: też w temacie ciastek IP: 195.136.36.* 30.10.03, 13:45
        Witam,

        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        > byłoby rozwoju wolnego rynku, rozwój wolnego rynku przyczynił się do rozwoju
        > przemysłu (ale też i vice versa), aby rozwijał się przemysł konieczne okazało
        > się pójście kobiet do pracy oraz migracje ludności, zaś przemiany społeczne

        Bla, bla, bla, że tak powiem. Skoro praca kobiet jest ceną postępu to może
        wytłumaczysz mi jedną dziwną anomalię: Włochy i Szwecja są krajami o niemal
        identycznym rozwoju gospodarczym (skorygowane o ceny PKB per capita ca. 27000
        $). We Włoszech pracuje około 32% kobiet, w Szwecji wraźnie ponad 60%, czyli
        dwa razy tyle. Jakby jeszcze np. dodać do zestawienia niewątpliwie rozwiniętą
        gospodarczo Japonię...

        > związane z masową migracją ze wsi do miast zaowocowały zmianami w strukturze
        > tradycyjnej rodziny, co także napędzało przemiany feminizacyjne itd itd itd.
        > W życiu zawsze mamy coś za coś - to bardzo proste.

        Przytoczone przeze mnie powyższe przykłady pokazują jednak, że za to samo można
        płacić bardzo zróżnicowaną cenę, podczas gdy Ty sugerujesz, że cena jest nie-
        negocjowalna i wysoka :)

        Nota bene: z tym ciastkiem nie jest do końca tak, jest to zasada zwykle
        działająca, ale nie zawsze. Przytaczana tu przeze mnie kilka razy słynna
        książka Elstera "Ulysses and the Sirens" pokazuje różne strategię, jak zjeść
        ciastko i je mieć. Ale to temat na inną dyskusję.

        pozdrawiam,

        BD
        • Gość: barbinator Re: też w temacie ciastek IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 20:59
          A sprawdziłes może jak to wygląda gdy porównamy bogatą północną część Włoch z
          biednym południem? Bo ja radziłabym ci to sprawdzić - może wtedy zauważysz jak
          bardzo przykład Włoch potwierdza to co napisałam - widać tutaj wyraźnie, jaki
          wpływ na rozwój gospodarczy i zamożność może mieć odmienne podejście do roli
          kobiety. Na biednym południu czy na Sycylii wciąż dominuje bardzo tradycyjny
          model rodziny a poziom życia jest niski. Na północy znacznie więcej kobiet
          pracuje a ludzie są zamożniejsi. Znając ciebie drogi Agencie wiem, że zaraz
          stwierdzisz, że to tylko taka sobie nieistotna korelacja a ja gadam głupoty,
          ale wybacz - pozostanę przy swoim zdaniu w tej kwestii.
          Ponadto uważam, że zbyt pochopnie zrównujesz Włochy i Szwecję w poziomie
          rozwoju. Przypominam ci (bo zapewne o tym wiesz...) że w indeksie HDI (Human
          Development Index) Szwecja znajduje się na wysokim drugim miejscu (zgadnij za
          kim...?), natomiast Włochy na 20-stym. W nawiązaniu do naszych wcześniejszych
          rozmów, z którymi ta zresztą się wiąże dodam jeszcze, że wszystkie cztery
          państwa nordyckie plus Finlandia znajdują się w pierwszej 12-stce HDI (Dania
          najdalej, na 12) Wydaje mi się, że przy porównaniach tego typu jak mamy tutaj
          lepiej jest porównywać kraje stosując indeks HDI który daje znacznie bogatszą
          skalę porównawczą faktycznego dobrobytu niż nieco, sorry toporne porównywanie
          wyłącznie PKB per capita.
          Pozdr. B.
          • Gość: BD Re: też w temacie ciastek IP: 195.136.36.* 31.10.03, 10:39
            Witam,

            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > A sprawdziłes może jak to wygląda gdy porównamy bogatą północną część Włoch z
            > biednym południem? Bo ja radziłabym ci to sprawdzić - może wtedy zauważysz
            > jak bardzo przykład Włoch potwierdza to co napisałam - widać tutaj wyraźnie,
            > jaki wpływ na rozwój gospodarczy i zamożność może mieć odmienne podejście do
            > roli kobiety.

            Nigdy nie twierdziłem, że "nie może", nie zgadzałem się z tym, że musi. Problem
            jest taki, że porównując te dane, nie da się Twojej teorii ciastka obronić -
            znowu matematka się kłania. Bowiem PKB jest to samo, a odsetek kobiet
            pracujących dwa razy mniejszy. Z tego wynika, że albo można osiągnąc to samo
            PKB posyłając mniej kobiet do pracy, albo (dzieląc na północ i południe)
            osiągnąc dużo wyższe PKB posyłając tyle samo kobiet do pracy. Tak czy inaczej -
            mamy ciastko za darmo! To po prostu 2+2=4.

            > stwierdzisz, że to tylko taka sobie nieistotna korelacja a ja gadam głupoty,
            > ale wybacz - pozostanę przy swoim zdaniu w tej kwestii.

            Korelacja jest jak najbardziej istotna i ja jej nie neguję. Korelacja to jednak
            nie determinizm - a teorii ciastka można bronić tylko przy założeniu
            determinizmu.

            > Ponadto uważam, że zbyt pochopnie zrównujesz Włochy i Szwecję w poziomie
            > rozwoju. Przypominam ci (bo zapewne o tym wiesz...) że w indeksie HDI (Human
            > Development Index)

            No to przyjrzyjmy si e HDI:

            hdr.undp.org/reports/global/2002/en/indicator/pdf/hdr_2002_table_1.pdf

            Przeróżnych indeksów poza GDP jest masa i każdy coś dla siebie znajdzie.
            Istnieje np. skala World Value Survey, która mierzy po prostu zadowolenie ludzi
            z życia w danym kraju. Tam na pierwszym miejscu jest Szwajcaria, któa w HDI
            jest na jedenastym.

            Jeśli chodzi o HDI, to warto rozumieć ten wskaźnik. Otóż faktycznie, Norwegia
            jest na pierwszym miejscu, Włochy na 20. Ale przyjrzyjmy się po prostu
            nominalnej jego wartości, a nie randze. Dla Norwegii wynosi ona 0,942 dla Włoch
            natomiast 0,913. Czy to duża różnica? Dla Polski jest 0,833 a Ukrainy 0,748.
            W HDI Japonia wyprzedza Finlandię i Danię - czy tu też będziesz się upierać
            przy "bogatej Północnej Japonii" gdzie dużo kobiet pracuje :)

            Żeby się jasno rozumieć - ja nie neguję tego, że w krajach rozwniętych kobiety
            pracują, ani, że jest statystycznie istotna korelacja (ale tylko korelacja)
            między liczbą pracujących kobiet, a zamożnościa kraju. Tyle, że do "ciastka" ma
            się to nijak. Bo z danych wynika tylko statystyczna zależność (która moża
            zniknąć), a nie żaden determinizm dziejowy, którego nie mogą zrozumieć biedni
            antyfeminiści.

            Twój pierwszy post przypomniał mi np. teorię różnych socjaldemokratów, że
            nowoczesne bogate państwo nie obędzie się bez wysokich podatków etc. No ale
            jakoś Hong Kong się obywa, nie ma VATu, podatek dochodowy 15% przy kwocie
            wolnej od podatku w przeliczeniu 50,000 zł. A to wspaniały, bogaty kraj, gdzie
            ludzie (i to przeciętni, nie tylko bogacze) sobie dobrze żyją. Na pewno
            wolałbym mieszkać tam, niż w Szwecji. Jak widać można bez państwa opiekuńczego.
            Tak samo można bez feminizmu :)

            pozdrawiam,

            BD
      • tad9 Re: też w temacie ciastek 30.10.03, 18:52
        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        > Napiszę tylko o jednej niekonsekwencji rozumowania frakcji AF - bo jakbym
        > chciała o wszystkich, to wyszłaby z tego gruba książka...;)
        (......)

        I znów poproszę o cytaty z moich postów, ilustrujące, że to co piszesz, odnosi
        się też do mnie (o ile uważasz, że się istotnie odnosi).
        • Gość: barbinator Re: też w temacie ciastek IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 21:10
          tad9 napisał:

          > Gość portalu: barbinator napisał(a):
          >
          > > Napiszę tylko o jednej niekonsekwencji rozumowania frakcji AF - bo jakbym
          > > chciała o wszystkich, to wyszłaby z tego gruba książka...;)
          > (......)
          >
          > I znów poproszę o cytaty z moich postów, ilustrujące, że to co piszesz,
          odnosi
          > się też do mnie (o ile uważasz, że się istotnie odnosi).


          A po co cytaty? Nie uprawiam tutaj jakiegoś polowania na czarownice. Po prostu
          napisz czy popełniłam błąd opisując pewne, zresztą powszechnie znane, procesy
          historyczne postępujące na zasadzie domina i konkretnie gdzie jest ten błąd. A
          potem będziemy mogli porozmawiać o konsekwencjach jakie te fakty mają dla mojej
          oceny konsekwencji i powagi argumentów tradycjonalistów - np tych piszących, że
          przez feministki kobiety chorują na raka i mamy ubytek demograficzny...
          Pozdr. B.
    • Gość: m77 Re: W kwestii cukierniczej IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 17:59
      > stworzenie listy niekonsekwencji, ktore ma na koncie frakcja
      > antyfeministyczna naszego forum:


      x powiedział:
      "Z bełkotem zamieszczonym dalej nie ma co dyskutować, bo świadczy wyłącznie o
      Tobie"
      jeśli słowa świadczą o człowieku, to co powiedzieć o x, który wyraża się tak:
      1 Żałosne podrygi zideologizowanej do bladych śladów po szarych komórkach
      sierotki intelektualnej
      3 zaślepionych w swym zideologizowanym fanatyzmie bezmózgich kretynek
      4 Splunięcia nie warte szumowiny
      5 Popłuczyny feministycznych ciot rewolucji
      powiedział też:
      "Może jeszcze trochę brzydkich wyrazów pod moim adresem któreś wygrzebie z
      miejsca, gdzie ludzie mają mózg"
      podczas gdy o sobie samym mówi:
      "A że czasem cóś tam mi się wypsnie, no to coś takiego każdemu w ferworze
      dyskusji może się przecież przydarzyć"
      to jak to jest z tym mózgiem?

      no i wreszcie napisał też:
      "Jeśli kobieta nie lubi sprzątać i nie sprząta, to wybacz, ale niech tam, jak
      szowinistyczny samiec stwierdzę stanowczo: jest fleją!"
      a o sobie:
      "Ja np. nie znoszę sprzątać. Czy jestem więc zwolennikiem poniżania kobiety
      poprzez zmuszanie jej do sprzątania w moim domu?"
      • tad9 Re: W kwestii cukierniczej 30.10.03, 18:50
        Gość portalu: m77 napisał(a):

        > > stworzenie listy niekonsekwencji, ktore ma na koncie frakcja
        > > antyfeministyczna naszego forum:
        >
        >
        > x powiedział:
        > "Z bełkotem zamieszczonym dalej nie ma co dyskutować, bo świadczy wyłącznie o
        > Tobie"
        > jeśli słowa świadczą o człowieku, to co powiedzieć o x, który wyraża się tak:
        > 1 Żałosne podrygi zideologizowanej do bladych śladów po szarych komórkach
        > sierotki intelektualnej
        > 3 zaślepionych w swym zideologizowanym fanatyzmie bezmózgich kretynek
        > 4 Splunięcia nie warte szumowiny
        > 5 Popłuczyny feministycznych ciot rewolucji
        > powiedział też:
        > "Może jeszcze trochę brzydkich wyrazów pod moim adresem któreś wygrzebie z
        > miejsca, gdzie ludzie mają mózg"
        > podczas gdy o sobie samym mówi:
        > "A że czasem cóś tam mi się wypsnie, no to coś takiego każdemu w ferworze
        > dyskusji może się przecież przydarzyć"
        > to jak to jest z tym mózgiem?

        A gdzie tu niekonsekwencja? Przecież ów x nie mówi, że jego przeciwnikom nie
        może się nic wypsnąć, za to jemu może. Mówi jedynie, że nie będzie z nimi
        dyskutował, ponieważ się im wypsnęło.

        >
        > no i wreszcie napisał też:
        > "Jeśli kobieta nie lubi sprzątać i nie sprząta, to wybacz, ale niech tam, jak
        > szowinistyczny samiec stwierdzę stanowczo: jest fleją!"
        > a o sobie:
        > "Ja np. nie znoszę sprzątać. Czy jestem więc zwolennikiem poniżania kobiety
        > poprzez zmuszanie jej do sprzątania w moim domu?"

        Tu też nie ma niekonsekwencji. Nie lubi sprzątać, więc zmusza do tego kobietę.
        Konsekwencja wręcz wzorowa!
        • Gość: m77 Re: W kwestii cukierniczej IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 18:57
          jak ja cie lubię Tad!
          > A gdzie tu niekonsekwencja? Przecież ów x nie mówi, że jego przeciwnikom nie
          > może się nic wypsnąć, za to jemu może. Mówi jedynie, że nie będzie z nimi
          > dyskutował, ponieważ się im wypsnęło.

          niekonsekwencja polega na tym, że X przyznaje ze wypowiadane przez kogos słowa
          świadczą o nim samym (" Z bełkotem zamieszczonym dalej nie ma co dyskutować, bo
          świadczy wyłącznie o Tobie"). Jeśli to prawda (że słowa świadczą o człowieku),
          to co powiedzieć o kimś kto wyraża się (powiedzmy sobie wprost: lzy) tak jak
          X?!?


          > Nie lubi sprzątać, więc zmusza do tego kobietę.
          > Konsekwencja wręcz wzorowa!

          skłonnam pzryznać ci, ze w tym względzie (wykorzystywania zony) x bywa
          konsekwentny. ale ja tego nie powiedziałam.
          pa!
          • tad9 Re: W kwestii cukierniczej 30.10.03, 20:29
            Gość portalu: m77 napisał(a):

            > jak ja cie lubię Tad!
            > > A gdzie tu niekonsekwencja? Przecież ów x nie mówi, że jego przeciwnikom n
            > ie
            > > może się nic wypsnąć, za to jemu może. Mówi jedynie, że nie będzie z nimi
            > > dyskutował, ponieważ się im wypsnęło.
            >
            > niekonsekwencja polega na tym, że X przyznaje ze wypowiadane przez kogos
            słowa
            > świadczą o nim samym (" Z bełkotem zamieszczonym dalej nie ma co dyskutować,
            bo
            >
            > świadczy wyłącznie o Tobie"). Jeśli to prawda (że słowa świadczą o
            człowieku),
            > to co powiedzieć o kimś kto wyraża się (powiedzmy sobie wprost: lzy) tak jak
            > X?!?

            No dobrze, przyznaje w pewien sposób, ale gdzie tu niekonsekwencja? Byłaby,
            gdyby twierdził, że to co on mówi, o nim nie świadczy. Niczego takiego
            tymczasem nie zauważyłem.



            > > Nie lubi sprzątać, więc zmusza do tego kobietę.
            > > Konsekwencja wręcz wzorowa!
            >
            > skłonnam pzryznać ci, ze w tym względzie (wykorzystywania zony) x bywa
            > konsekwentny. ale ja tego nie powiedziałam.

            Więc o co chodzi?

            > pa!
    • Gość: Zły Wilk W kwestii przywilejów ciężarnych kobiet IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.03, 09:34
      e_wok napisała:

      > ... z niechetnym traktowaniem przywilejow dla kobiet w
      > ciazy, bedacymi de facto przywilejami dla tychze nienarodzonych dzieci?

      Nie znam tu nikogo, kto protestował przeciwko przywilejom kobiet w ciąży...
      Może przeoczyłem jakiś wpis...? Jako antyfeminista jestem konsekwentnie
      zwolennikiem NIERÓWNOUPRAWNIENIA, co wiąże się z zachowaniem przez kobiety ich
      prawnych przywilejów. Jeśli jednak feministki postulują równouprawnienie, to
      powinny konsekwentnie domagać się likwidacji kobiecych przywilejów w prawie
      pracy, czy obowiązkowej służby wojskowej dla kobiet. Tymczasem w tej sprawie
      feministki dyskretnie milczą...

      Pozdrawiam -
      • Gość: EWOK Re: W kwestii przywilejów ciężarnych kobiet IP: *.acn.waw.pl 01.11.03, 17:10
        Nie potrafie policzyc ile razy my wszystkie tutaj wypowiadalysmy sie na temat
        sluzby wojskowej kobiet - a po Tobie to jak woda po kaczce... Szkoda. Mysle
        wiec, ze namawianie Cie do siegniecia do wczesniejszych watkow nie ma
        specjalnego sensu - jak ktos nie chce zrozumiec, co czyta to i Swiety Boze nie
        pomoze. A co do rownouprawnienia - dlaczego wciagasz w to dzieci, w wypadku
        przywlejow dla kobiet w ciazy - te "dzieci nienarodzone". Wydawaloby sie, ze
        skoro nie podoba Ci sie haslo "moj brzuch - moja sprawa" czy cos w tym stylu
        to sam powinienes zaprezentowac bardziej wyrafinowany sposob myslenia,
        zamiast "znizac sie" do feministycznego sposobu argumentacji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka