stephen_s
01.07.09, 15:42
Mam taką myśl a propos parytetów:
może się mylę, ale jednym z argumentów za parytetami w wyborach do parlamentu
itd. jest to, że ponieważ połowa społeczeństwa to kobiety, to muszą mieć one
też stanowić połowę parlamentu - bo inaczej nie są reprezentowane. Bo posłowie
- mężczyźni nie reprezentują kobiet.
No i teraz pytanie: w zasadzie CZEMU mężczyzna z definicji nie może dobrze
reprezentować kobiet?
Ja, jak głosuję, nie zwracam uwagi na płeć, bo interesują mnie poglądy
kandydatów. Wybieram tych, których poglądy mi odpowiadają. Nie mam takiego
odruchu, że muszę zagłosować na osobę mojej płci, bo osoba płci przeciwnej
będzie mnie źle reprezentować.
Co więcej: gdyby jakiś mężczyzna publicznie powiedział, że głosuje na
kandydata X, a nie kandydatkę Y, bo kandydatka Y, jako kobieta, będzie go źle
reprezentować - zostałby ofuknięty jako seksista. Twierdzenie, że kobieta nie
może z definicji dobrze reprezentować mężczyzny w parlamencie, byłaby uznana
za oczywisty seksizm.
Dlaczego więc w takim razie powinno się wprowadzać parytety? Które opierają
się na dokładniej tej samej logice, tj. mężczyźni nie mogą dobrze
reprezentować kobiet?