Dodaj do ulubionych

Profesorowie i profesorki

08.07.09, 20:08
Na 166 mianowanych wczoraj profesorów ok. 49 (nie chciało mi sie
przeliczac jeszcze raz) to kobiety. W zeszłej - ok.35 na 108.
Niecała 1/3. To malo czy duzo? Moim zdaniem mało, biorac pod uwagę,
ze w niektorych dziedzinach prace naukową jest sosunkowo latwo
pogodzic z posiadaniem rodziny. Na zdrowy rozsadek akurat w nauce
kobiet powinna być mniej-więcej połowa.
Obserwuj wątek
    • malila Re: Profesorowie i profesorki 12.07.09, 11:01
      Biorąc pod uwagę relację wykształconych kobiet do wykształconych
      mężczyzn - bardzo mało. Gdzie tkwi haczyk? Nie wiem. Mogę tylko
      podejrzewać, że w tym, iż kobieta rodzi. Studia i po studiach to
      ta "chwila" największej płodności i chyba też największej ochoty na
      macierzyństwo. Mam na myśli średnią. Wiem, że macierzyństwo
      odkładane jest na coraz później, ale IMO to raczej w wielu wypadkach
      kwestia konieczności bardziej niż osobistych chęci.
      Sama zrezygnowałam z doktoratu, bo mialam zaledwie cząstkę tego
      czasu, który mieli do dyspozycji mężczyźni z mojej grupy. Oni
      siedzieli na wydziale od rana do wieczora, ja stukałam w klawiaturę
      w domu w nocy, bo w dzień młody stukał razem ze mną i nic z tego nie
      wychodziło. Moja kumpela, niesamowicie zdolna i bystra dziewczyna,
      urodziła jeszcze w trakcie studiów i mimo dużej pomocy rodziców było
      jej trudno - dużo trudniej niż jej mężowi.
      Z drugiej strony nie potrafię nic powiedzieć o pracy na studiach
      humanistycznych. Politechnika wymaga często pracy w laboratoriach,
      przy symulacjach, do których potrzebny jest odpowiedni sprzęt.
      • verdana Re: Profesorowie i profesorki 18.07.09, 22:20
        Właśnie nie...
        Kobieta rodzi w okresie doktoratu - a akurat doktoratow jest mniej-
        wiecej pół na pół. Kobiety za to znacznie rzadziej robia
        habilitacje, kiedy na zdrowy rozsadek niec juz nie stoi na
        przeszkodzie.
        • jottka Re: Profesorowie i profesorki 09.08.09, 14:51
          z tego, co pamiętam z wrażeń rodziny i znajomych (rodzina się wzbogaciła w
          profesorki kilka lat temu), to istniała żelazna zasada - póki szef nie zrobi
          profesury, podwładna nie ma szans na takową, niezależnie od ilości publikacji,
          uznania środowiskowego itepe. podobna zasada działała zresztą na wszystkich
          szczeblach, choć ostatnio kolega wstrzymywał habilitację, gdyż wiedział, że nie
          ma na nią szans z uwagi na zbyt młody wiek swego profesora:)

          znaczy potęga tzw. układów działa w sposób paranoidalny, acz niekoniecznie
          niezamierzony, a że łatwiej się przeciwko kobietom obraca, to norma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka