meli_ssa
30.09.09, 23:12
mam problem i podswiadoiwe mysle, ze jesli wiem, ze go mam, to nie
jest jeszcze ze mna tak zle...
to chyba zaczelo sie w dziecinstwie = rodzice nigdy nie odmawiali mi
slodyczy ani jedzenia, a ze jestem z natury lakomczuchem mozna
powidziec, ze bylm ''okraglym'' dzieckiem. rodzina (ciotki,
wujkowie) twierdzla ,ze jestem gruba i jesli tylko bylismy w
odwiedzinach u kogos czesto kontrolowali co jem, probowali ''wziac''
mnie na diete itp. jako dzieciak nie wiele sobie z tego robilam.
pozniej, jako nastolatka ubieralam sie w wyciagnete swtery probujac
ukryc ''nadmiary ciala'', bylam lubiana, ale nie popularna -
wolalam zaszyc sie z ksizka i tabliczka czekolady w piatkowy
wieczor, niz biedz na impreze. pozniej przyszly studia -
prestizowe, artystyczne i ekscentryczne troche - juz na pierwszym
roku bardzo mi sie ktos spodobal = zaczelam dbac o siebie, duzo
przebywac poza domem, zapominalam czesto o jedzeniu i nagle ni z
tego ni z owego okazalo sie, ze schudlam pare ladnych kilo - przy
wzroscie 173cm dobilam do 63kg (wczesniej było to ok. 75). niestety
posiadam znienawidzona figure ''gruszki'' i pomimo szczuplej buzi i
drobnej gornej polowy ciala wciaz mialam 110cm w biodrach. na tamten
czas jednak bardzo mi to nie przeszkadzalo, cieszylam sie nowo
zdobyta sylwetka i wszystko bylo dobrze. na przelomie studiow moja
waga wahala sie w granicach 64-70kg w zaleznosci od tego, jak dlugo
udawalo mi sie wytrzyamc na diecie. wiem, ze jestem osoba
atrakcyjna, dbam o siebe i nawet w ''ciezszym okresie'' potrafilam
się podobac. nestety często nie samej sobie ;-(. mialam jednak
stalego partnera i nie przejmowalam sie tym az tak bardzo. po
studiach wyjchalam za granice, zaczelam dobrze zarabiac, rozstalam
sie z poprzednim chlopakiem na rzecz nowej milosci, waga
niebezpiecznie balansowala wokol 67-69kg, ale bylam zakochana i
jakos potrafilam o tym nie myslec. az po roku czasu zerwal ze mna =
wybral kariere ponad uczucia. dlugo to przezywalam, nie mialam
apetytu, nie moglam spac i budzilam sie wczesnie rano. nie chcialam
myslec o moim bolu i zaczelam intensywnie sie ruszac. codzienne
biegi w okolo pobliskiego parku staly sie moja rutyna, lekiem na
zlamane serce. chodzlam na piechote do pracy = jakies 40min w kazda
strone... szybko zaczelam tracic na wadze. schudlam, zupelne
zmienilam styl ubierania i cala garderobe. dobrze sie czulam w nowym
wcieleniu, wydawalam duzo pieniedzy na nowe, coraz to mniejsze
ubrania. zaczelam zauwazac coraz wiecej zainteresowania ze strony
facetow. to wszystko trwa do dzis. teraz bedzie opis problemu:
apetyt mi wrócił, ale kompletne zmienilam sposob odzywiania = duzo
owocow, gotowanych warzyw, ryby, drob, jogurty = uwielbiam to i
zawsze jem dobrej jakosci produkty, jako ze jestem dosc wybredna na
tym polu. wiem,ze w mojej diecie brakuje blonnika, ktory staram sie
uzupelniac suplementami. w weekendy jem normalnie i staram sie
niczego sobie nie odmawiac = wtedy mam prawodo czegos slodkiego, lub
kolacji na miescie. wszystko wyglada ladnie pieknie, tyle, ze to
wszystko stalo sie moja obsesja ;-/ codziennie musze odbyc swoja
rutyne, bo inaczej czuje sie zle = mam wrazenie ,ze przytyje, choc
wiem ,ze nie moze to byc prawda, bo wciąż moja diea nie przekracza
1500kal. na dniach dowiedzialam sie, ze na dosc dlugi okres czasu
zostane przenesiona do innego biura, gdzie nie sposob bedzie chodzic
na piechote, lecz ponad godzne dojezdzac metrem = wpadlam w panike
prawie... wciaz jem zdrowo, ale podjadam ciagle = jablko, banan,
nektarynka = przyzwyczailam swoj zoladek do nieustannego trawienia.
czesto tez mysle o jedzeniu = kiedy zjem i co. wychodzac wieczorem
biegac juz mysle ,co zjem na kolacje = sa to glowne gotowane
warzywa, jajka na miekko lub miska owocow. coraz czesciej kusza mnie
slodycze i produkty maczne, ktore kiedys uwielbialam... moja waga
(nie wiem na pewno, bo ostatni raz stanelam na niej jakies 2
miesiace temu) wynosi ok. 56kg, czyli wg bmi jest mnie sporo za
malo. moja znienawidzona budowa jednak wyglada w ten sposob:
szczupla twarz, bardzo szczuple rece, brak biustu (doslowny), przez
skore widac mi obrzydliwe zebra i mostek ;-( - gora ma typowy,
nieapetyczny ''size 0'', natomiast dol wciaz jest w rozmiarze 38.
nie przeszkadza mi to = chcialbym taka pozostac, moze tylko przykryc
czyms te kosci, ale wiem, ze jesli teraz przybiore na wadze, to
wszystko pojdzie w biodra, a nie ''do gory'' ;-(. najgorszy jest
fakt, ze wydalam tyle pieniedzy na nowe spodnie roznego rodzaju i
teraz bardzo boje sie, ze przestane sie w nie miescic... niby nic,
sa wieksze problemy, ale to wszystko nie jest zdrowe i boje sie
popasc w bulimie np. bo kilka razy już próbowałam zwrocic zjedzona
czekolade np. nie wiem czemu ,ale nie potrafie zjesc kawalka i
przestac - zostawic reszty na nastepny dzien… no i na koniec -
szukam milosci, ale w moim zyciu nie ma na nia miejsca = obsesyjne
dbanie o siebie i swoja wage wyklucza ponowne posiadanie mezczyzny,
bo dobrze wiem ,ze mieszkajac z kims nie unikne gotowania,
spozywania posilkow z ta osoba (co zreszta zawsze bardzo lubilam
bedac z poprzednm chlopakiem) i co za tym idzie przybrania na wadze.
w tej chwili uwielbiam swoj nowy styl, dopasowane dzinsy,
spodniczki, ktore tak dobrze na mnie leza i fakt, ze moge zalozyc
cokolwiek i czuc sie w tym dobrze, ale ciagle myslenie o przytyciu
(tym bardziej ,ze przed faktem) irytuje mnie i psuje samopoczucie.
wiem, ze to juz jest problem, ktory moze prowadzic do choroby. co
robic? do kogo sie zwrocic? czy ktos moze ma/mial cos podobnego?
wiem, ze sie rozpisalam, ale moze ktos przez to przebrnie i poradzi
cos sensownego....