yoasiab
05.03.05, 21:25
Od pol roku mecze sie z zaburzeniami okresu. Przed okresem pojawia sie 10-
dniowe plamienie (? - nieładne brudne), dopiero po tym następuje normalne
krwawienie. Pani ginekolog przepisala mi tabletki antykponcepcyjne, ktore
mialam zaczac brac od pierwszego dnia plamienia. Jak na zlosc, nie mialam
plamienia przez ok 50 dni. Juz zaczynalam myslec, ze moze jestemw ciazy, gdy
jakas plamka pojawila sie. Wziela wiec tabletke. Plamienie trwalo jeszcze 10
dni, ale okresu nie mialam. PO calym miesiacu brania tabletek pojechalam do
pani doktor, ktora nawet nie badajac mnie stwierdzila, ze to jest normalne
przy zaburzeniach hormonalnych. POzniej nalozyla mi opatrunek na moja
nadzerke, co trwalo 2 minuty, nie bylo to wiec normalne badanie. Dzis
dostalam okres. Tzn.......krwawienie, pozniej potworny bol w dole brzucha,
weszlam do wanny, bo cieply prysznic zwykle pomaga mi. I............wylecialo
ze mnie "coś", to nie był skrzep, to było różowe, wielkości 4-5
cm.......!!!!!! Po kilku godzinach dotarło do mnie, że.......ja mogłam być w
ciąży i to ze bralam tabletki moglo spowodowac poronienie. Teraz kojarze, ze
od jakiegos miesiaca mialam napiete piersi, bylo mi nieodbrze, ale
stwierdzilam, ze to skutek tabletek. Błagam, pomozcie, co to moglo byc? Jak
wyglada samoistne poronienie? Moze moje obawy sa totalnie bezpodstawne?????
Moze to objawia sie zupelnie inaczej, a mysle moze tak tylko dlatego, ze
ostatnio obsesyjnie myslalam o drugim dziecku. Snilo mi sie, ze jestem w
ciazy.....a moze bylam????????? Blagam pomocy