Dodaj do ulubionych

Moje życie...

10.01.04, 11:40
Urodziłem się w 1977. Jako małe dziecko (co wiem z opowiadań) byłem otwarty,
bezpośredni, wesoły... Jednak coś się zmieniło. Kiedy miałem 5 lat zauważyłem
że moi rodzice oglądają „jakieś” filmy które szybko wyłączali kiedy wszedłem
do pokoju. Kiedy nie było ich w domu odszukałem je i z ciekawością obejrzałem-
nie wiedząc że nie powinienem tego widzieć. Porno. W tym okresie mój kuzyn
który jest 5 lat starszy ode mnie pokazał mi na czym polega sex kobiety i
mężczyzny. Rozebrał mnie i nagi kład się na mnie mówiąc że on jest facetem a
ja kobietą i że to jest sex-nie świadomy że robie coś złego ulegałem. Te
praktyki powtarzaliśmy kilka razy. Później ja „pokazywałem” swojemu koledze i
koleżance-czego teraz bardzo się wstydzę i żałuje. Kiedy chodziłem do
podstawówki czasami w nocy nie mogłem spać. Któregoś dnia wychodząc do
łazienki przechodząc obok sypialni rodziców usłyszałem okropne stękanie
matki. Okropne uczucia mnie wtedy ogarneły-czy oni uprawiają sex , czy mamę
coś boli- ogarnął mnie strach-uciekłem do łóżka. Przykryty poduszką spocony
próbowałem zasnąć. Często mi się zdarzało nie spać w nocy i niestety wiele
razy słyszałem te „dźwięki” znowu pod poduszką, wata w uszach, włączone
radio. Okres ten kojarzy mi się teraz za bardzo ciężki wtedy nie zdawałem
sobie sprawy jak bardzo. Moi rodzice: ojciec przestał się do mnie odzywać i
trwało to kilka lat (powodu nie pamiętam) wtedy kiedy najbardziej
potrzebowałem ojca on był dla mnie obcy. Matka wybuchowa histeryczka która
przyzwyczaiła się do tego że o wszystko musiałem zadbać sam i kiedy kłóciła
się z ojcem złość wyładowywała na mnie. Okres dojrzewania-lęk strach
masturbacja z którą się wiązały wyrzuty sumienia i wstyd. Podstawówke
skończyłem z wyróżnieniem-byłem bardzo dobrym uczniem. Teraz wiem że
chciałem, musiałem być najlepszym by podnieść swoją samo ocene. Poszedłem do
liceum. Tam również starałem się być najlepszy. Jednak bardzo chętnie
pomagałem nawet kiedy ktoś mnie nie prosił o pomoc. Może po to by czuć się
potrzebnym by usłyszeć-dziękuje. W 2 klasie któregoś dnia wbiegłem do
mieszkania w sypialni rodziców moja mam robi to z kolegą mojego ojca...
wybiegłem. Później usłyszałem od niej że jej bardzo wstyd że już tego nie
zrobi żebym się nie wygadał bo stanie się tragedia. Przez wiele lat nie
opowiedziałem tego nikomu. W wakacje w 3 klasie pojechałem na wycieczke. Tam
napiłem się wody z brudnej studzienki w której wiele osób myło się. Po
wypiciu zdałem sobie sprawe że to było głupie, przecież mogłem się
rozchorować. Po powrocie do domu zaczołem wyobrażać sobie czy w tej wodzie
ktoś chory na aids nie obmył rany i czy przypadkiem nie zaraziłem się tą
chorobą. Dzisiaj wiem że to nie możliwe ale wtedy było inaczej. Przez cztery
lata trzymałem to w tajemnicy bałem się że jestem chory ale czółem ogromny
lęk przed pójściem do lekarza nawet nie wiedziałem gdzie prosić o pomoc. Do
kogo miałem iść? Unikałem dziewczyn by któreś nie narazić, traktowałem siebie
jak trędowatego- było mi zle. Jedynie na powierzchni trzymała mnie nauka
którą się cały czas zasłaniałem, Bóg którego prosiłem o pomoc i kumple z
którymi piłem w weekendy na dyskotekach. Kiedy miałem 22 lata w końcu Bóg
mnie wysłuchał zrobiłem test, który okazał się oczywiście negatywny. Myślałem
że moje problemy się skończyły, myślałem ze będę mógł mieć w końcu dziewczyne
o której tak marzyłem-mieć kogoś. Jednak wyglądało to inaczej. Kiedy
spotkałem taką która bardzo mi się podobała stawałem się spięty wręcz inny.
Drżałem ze zdenerwowania nie mogłem mówić bałem się-totalna blokada. W końcu
strach i zdenerwowanie było większe ze przestałem próbować. Teraz jestem
magistrem chemii . Mieszkam dalej z rodzicami. Jestem sam. Kiedy z kimś
rozmawiam czuje niepokuj napięcie. Boje się obcych ludzi. Boję się opinii
innych. Nie ufam kobietom. Praca - jak ją znaleść kiedy musisz obchodzić się
z obcymi ludzmi kiedy wcale tego nie umiesz. Jak zyć kiedy nie potrafisz żyć.
A każde normalne dla innych czynności np. pójscie do sklepu wiąze się z
ogromnym stresem i lękiem. Wiem że mój obecny stan to skutek tego wszystkiego
co było w przeszłości-wiem o tym ale nie wiem jak stać się normalnym-pewnym
siebie facetem, który jest szczęsliwy. Pisze to może dlatego by nie wiedzieć
o tym sam. Może by usłyszeć słowa pociechy jakieś rady. Wierz mi Ty który to
czytasz chce z tym walczyć, walcze z tym ale zawsze przegrywam. Jak żyć? Jak
poradzić sobie z tym? Może masz jakiś sposób, metody, ćwiczenia? I proszę nie
pisz psycholog , psychiatra. Wiem ze tylko ja sobie sam moge z tym poradzić
nikt mi nie pomoże kiedy ja sobie nie pomoge. Dziekuje ze czytasz to. I
proszę potraktuj to poważnie-to moje życie.
Obserwuj wątek
    • Gość: natka Re: Moje życie... IP: *.topole.waw.pl 10.01.04, 12:04
      Jesteś bardzo samotną osobą. Widać, że Twoja opowieść mogłaby trwać i trwać, bo
      nie masz z kim porozmawiać, do kogoś naprawdę się otworzyć. Pewnie psycholog by
      Ci powiedział, że Twoje lęki przed ludźmi i światem mają swoją genezę w
      dzieciństwie...tak, to oczywiste. To jest tutaj, mim zdaniem, główny problem.
      Nie da się przecież zupełnie odciąć od przeszłości. Można jednak z niej czerpać
      i mieć nauczkę na przyszłość. Przede wszystkim widać, jak bardzo lęk burzył i
      burzy Twoje życie. Lęk przed odrzuceniem, lęk przed tym, że robisz coś złego,
      lęk przed chorobą, lęk przed dziewczynami... Wiem, nie jest łatwo pokonać
      swoich oporów i strachu. Ale patrząc wstecz, łatwo można wywnioskować, jak
      bardzo Twoje lęki były dla Ciebie destruktywne. Pomyśl o tym.
      Poza tym-jeżeli prosisz o radę- moim zdaniem rzeczą podstawową jest
      wyprowadzenie się z domu. Poczujesz smak samodzielnego życia, zajmiesz się
      pracą, otworzą się dla Ciebie nowe horyzonty. Nie będzie czasu na powracanie do
      przeszłości.
      "chce z tym walczyć, walcze z tym ale zawsze przegrywam. "
      Moim zdaniem wcale nie chcesz walczyć. Czasem warto poużalać się nad sobą
      zamiast wziąć się w garść, prawda? chyba wiesz coś o tym? Jeżeli naprawdę
      zechcesz walczyć ze swoimi słabościami, nie przegrasz. Nawet jeżeli Ci się coś
      nie uda, będziesz miał satysfakcję, że coś robiłeś,że sie starałeś. Ty tej
      satysfakcji nie masz.
      mało tego, nastawiasz się negatywnie, z góry przesądzasz o przegranej.

      Napisałeś, żeby nie radzić Ci wizyty u psychologa...hmm, no skoro zdajesz sobie
      sprawdę, że nie jesteś silny, to sam nie uporasz się z przeszłością, prawda? To
      żadna hańba porozmawiać z lekarzem, który-z dużym prawdopodobieństwem - pomoże
      Ci. w końcu od tego jest.

      Moim zdaniem potrzebna Ci jest "terapia szokowa", coś, co spowoduje,że w końcu
      uwierzysz w siebie. A masz ku temu powody. Jesteś wykształcony, miałeś i masz
      znajomych...do czegoś doszedłeś. Dlaczego miałbyś być gorszy od innych, albo
      samotny, albo...? Wiara w siebie czyni cuda...wiem, to oklepane stwierdzenie,
      ale nawet nie wiesz, jak prawdziwe.
    • Gość: sssss Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 20:07
      i tak Cie nikt nie słucha każdy ma Cie w Du...
      • Gość: Julian Re: Moje życie... IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 25.01.04, 22:41
        Myślę, że jesteś za bardzo skierowany do wewnątrz siebie i za bardzo żyjesz
        przeszłością. Przez to masz utrudniony kontakt z otoczeniem. Teraz pewnie
        cierpisz z powodu tego, co napisałeś. Na pewno Cię to dużo kosztowało. Nie
        przejmuj się tego typu problemy ma wiele ludzi. Jeśli usamodzielnisz się i
        znajdziesz w końcu tę drugą połowę na pewno będzie w porządku. Powodzenia.
    • Gość: Kuna Re: Moje życie... IP: *.net.autocom.pl 26.01.04, 10:00
      Nie mów -nie radźcie mi psychologa. Jak Ci zepsuje się samochód to sam możesz
      go tylko bardziej zepsuć. Tyle, że psycholog -psychoanalityk -jest rózny. Nie
      zrażaj się -może będziesz musiał paru zmienić zanim trafisz na właściwego. Bez
      tego będziesz się kisił we własnym sosie. Rozważ też możliwość przeniesienia
      się do innego miasta. Idź do klubu samotnych.
    • starzec1 Re: Moje życie... 26.01.04, 10:04
      Jestem Kuna -jak chcesz napisz na priv. Sam nie wyciągniesz się za uszy z bagna.
    • Gość: Ikar Re: Moje życie... IP: *.exponet.com.pl 26.01.04, 15:05
      Ludzie, wszyscy, ktorzy odpowiedzieliscie na list tego czlowieka, nie macie pojecia, co to
      jest fobia spoleczna, bo na takowa chyba cierpi nasz przyjaciel, ktory zdecydowal sie
      otworzyc przed tysiacami ludzi. Wasze rady dla tego czlowieka sa bez sensu. Tego
      rodzaju lekow nie uda sie pozbyc odwolujac sie do racji rozumowych. To zupelnie rozne
      plaszczyzny. Lčki tego czlowieka sa racjonalnie niewytlumaczalne, wiec mozna sie ich
      pozbyc przy pomocy uczuc, nie rozumu. Tak samo jak powstaly. Rada, by wzial sie w
      garsc, nie uzalal sie nad soba lub wyszedl z domu dla tego czlowieka jest ostatnia jakiej
      potrzebuje. Psychiatra przepisze mu tabletke, a psycholog... ze swieca szukac. Jesli
      znacie - poleccie konkretnego. Ja nie znam - wiec nie moge pomoc. Jedynie moge
      wysluchac i powiedziec, ze znam z autopsji...
      • Gość: Julian Re: Moje życie... IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 27.01.04, 13:37
        A może autor czuje się samotny i nie miał, komu powiedzieć tego, co dla niego
        jest bardzo ważne. Czy musi to być od razu fobia i to społeczna?
        Czy psycholog zastąpi tę najbliższa osobę? Zresztą znam kilku i wiem, że oni
        sami często potrzebują pomocy.
        • Gość: bobo Re: Moje życie... IP: *.arcor-ip.net 27.01.04, 18:30
          a moze kilka wizyt w dobrej agencji towarzyskiej, oczywiscie bez wiedzy i
          towarzystwa rodzicow. Zycze polepszenia.
          • Gość: Venus Re: Moje życie... IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 27.01.04, 19:00
            masz objawy klasycznego molestowania seksualnego, bez pomocy profesjonalnej
            nie dasz sobie rady. Albo dasz ale zajmnie ci dluzej.

            Mozesz probowac czytac poradniki psychologiczne, szczegolnie te poswiecone
            molestowaniu seks. w dziecinstwie, ale wolalabym pomoc fachowa.
            Trzeba poszukac psychologa albo psychiatry (psychiatra wlasciwie rozni sie od
            psychologa tym ze jest lekarzem medycyny i moze wypisywac lekarstwa ktorych
            psycholog nie moze) tak dlugo az znajdzie sie taki z ktorym czujesz sie
            swobodnie i wtedy to ci cos da.
            Nie z pierwszym lepszym - komfort i dobre porozumienie z terapeuta jest tu
            bardzo wazne.

            W kazdym razie nie jest to twoja wina co sie stalo, nie masz tez czego sie
            wstydzic i zalowac.
            Byles za maly aby zdawac sobie sprawe z tego co sie dzieje i rozumiec co sie
            dzieje.
            Nie miales tez widac z kim o tym porozmawiac nie mial ci kto wytlumaczyc co i
            jak.
            Przestan wiec SIEBIE obwiniac o to co sie stalo- nie ty jestes winien.
            Z dziewczynami bedzie dobrze.

            Ale najpierw trzeba przestac sie winic, sprobowac zrozumiec ze rodzice powinni
            byli zadbac o to aby te tasmy do ciebie nie trafily (to byl ICH obowiazek!),
            w/g mnie to co kolega robil to molestowanie seksualne, a ty skad miales
            wiedziec ze trzeba bylo go wywalic z domu, pozniejsze twoje reakcej wynikaja z
            poglebienia metliku jaki juz miales w glowie.
            Okreslilabym twoje doswiadczenia jako traume.
            Nic dziwnego ze teraz siedzi ci to w glowie.
            Nie wiem jakie ksiazki sa dostepne w Polsce ale polecalabym dr Susan Forward -
            jest b. dobrym psychologiem.
            Bedzie dobrze, nie martw sie, rozmowa o tym, ten post to pierwszy krok.
            Znazcy ze jestes gotowy rozwiazac ten problem.
            Venus

            • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.04, 20:12
              Dziękuje za zrozumienie Zapewne znasz się na psychologi. Powiem Ci że to co
              piszesz - jest prawdą - ja to wiem ale wiedzieć i czuć to dwie różne odległe
              rzeczy. droga jest daleka ale mam zamiar ją przejść jak najszybciej.
              Pozdrawiam!
              • venus22 Re: Moje życie... 27.01.04, 20:23
                Jestem tylko domoroslym psychologiem, ale jesli chcialbys ze mna porozmawiac
                to napisz na venus22@gazeta.pl
                Venus
    • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.04, 20:05
      Dziękuje wszystkim za odpowiedz.
      Musze się przyznać że opisałem tu swoje życie po to by zrobić sam, coś co robi
      każdy psycholog – terapię. Terapia polega na tym że pacjent dokopuje się do
      najgłębszych zakamarków swojego życia podpuszczany przez psychologa. Następnie
      otrzymuję informację zwrotną, którą przetwarza i po której czuje się może
      usprawiedliwiony, może inaczej patrzy na wszystko ale wie że to co przeżył nie
      jest takie nadzwyczajne takie ohydne – wyjątkowo kaleczące – podzielił się z
      kimś ciężarem. Może czuje że to co się wydarzyło nie spycha go na margines
      społeczny, że społeczeństwo to rozumie.
      Dlaczego to pisze? Powiem wam że byłem u różnych psychologów,
      psychiatrów. JULIAN ma rację. Często są to ludzie sami bardzo zagubieni, którzy
      idą na studia psychologiczne by się tam „wyleczyć”. Po studiach dają sobie
      bardziej radę z sobą ale jako towarzysz drogi w uleczeniu oni czasami bardziej
      kuleją niż my pacjenci. Nawet kiedyś u pewnego pana psychiatry zauważyłem że on
      wcale nie rozumie o czym ja gadam tylko przytacza jakieś utarte schematy.
      Później po głębszej rozmowie przyznał się że on też poszedł na te studia by
      lepiej dawać sobie rade z samym sobą ale tak jest często – twierdzi – to jest
      normalne. Dlatego nie chcę już i nie mam siły chodzić do nich.
      BOBO również masz rację że (może) stał bym się pewniejszy siebie
      gdybym „to” zrobił jednak wierzę w Boga i na pewno nie zrobię tego w agencji
      bądź w ogóle przed ślubem, bo nie wiem czy nie czół bym się gorzej – tego nie
      wiem – ale nigdy nie mów nigdy.
      Jeszcze raz dziękuje wam wszystkim że poświęciliście trochę czasu
      czytając te moją opowieść. Naprawdę bardzo doceniam każdą wypowiedź i wierzcie
      mi pomagacie mi. Cieszę się na każdą nową opinię, komentarz negatywny bądź
      pozytywny, ponieważ mogę zastanowić się nad sobą i w jakiś sposób walczyć z
      fobią społeczną którą mam. Mam nadzieje że pozbędę się jej. Pozdrawiam . NATKA,
      SSSSS, JULIAN, KUNA, IKAR, BOBO, VENUS.
      • venus22 Re: Moje życie... 27.01.04, 20:20
        Oczywiscie ze to co zrobiles wchodzi w zakres terapii.
        Z tego co piszesz wynika ze niestety nie trafiles na porzadnego fachowca, wiec
        albo mozesz szukac takiego dalej albo jeszcze szukac pomocy w poradnikach.
        Agencja na pewno ci nic nie da, bo twoje problemy maja zrodla w dziecinstwie.
        Najpierw trzeba zrozumiec i rozwiazac to co sie stalo dawno temu, dopiero
        bedziesz mogl rozwiazywac problemy dzisiejsze.
        Good luck!
        Venus
    • Gość: j23 Re: Moje życie... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 27.01.04, 20:23
      Dobrze juz zrobiles, ze napisałes o sobie. Rozumiem, ze chcesz coś zrobić ze
      sobą. Więc ja wykonam dla Ciebie pracę i spróbuje Ci pradzić a mianowicie ..
      uwazam, ze kazdy problem zdrowotny mozesz rozwiazać sam. Zacznij systematycznej
      pracy nad sobą i tak zacznij od banalnej poporannej gimnastyce. Potem stajesz
      wyprostowany nie spiety, zwrócony na PŁd. (w osi płn-płd) , dłonie złozone masz
      w pięść jedna na drugiej i połóż na głowie, jednocześnie staraj sie rozluźnić
      (spokojnie oddychasz)i powtarzaj w myslach krótkie stwierdzenia np. jestem
      zdrowy, czuje sie silny, jestem szczesliwy, jestem odwazny itp. mówisz to co
      uznasz obecnie za sluszne. Jednoczesnie zainteresuj sie metodami relaksacji i
      oddzialywania a zobaczysz, ze z czasem będziesz "innym czlowiekiem" takim jakim
      sie zaprogramujesz. To jest prawda, choc moze chaotycznie to napisałem.
      powodzenia.
    • Gość: lilimarlene1 Re: Moje życie... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.01.04, 22:42
      ...jesteś bardzo wrażliwym człowiekiem.
      Przeżycia z Twojego dziećiństwa nie są czymś nadzwyczajnym-podobne miało wiele
      osób,ale z tego się wyrasta.
      Tak jak ktoś już powiedział powinieneś rozstać się z rodzicami i zacząć
      samodzielne życie.
      Ojciec i tak nie był Ci pomocny wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałeś.Nie
      wiem tylko czy masz pracę i czy mógłbyś się sam utrzymać....no i kwestia
      mieszkania.
      Potrzebny jest Ci ktoś bliski i mądry,z kim mógłbyś porozmawiać o trapiących
      Cię lękach.Sama rozmowa ma znaczenie terapeutyczne,usuwa napięcia-może
      znalazłbyś kogoś w kręgach kościelnych.Przy parafiach są często
      organizacje,które skupiają młodych ludzi może tam spotkałbyś kogoś kto by Cię
      wysłuchał i pomógł dobrą radą,słowem.
      Ludzi nie należy się bać,wielu jest Tobie podobnych,musisz się tylko bardziej
      otworzyć.Szukaj wiedzy w poradnikach,wybór jest duży.
      Życzę Ci powodzenia i siły,a na przeszłość się nie oglądaj(to już minęło)
      Pozdrawiam Lili
      • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.04, 19:53
        Walcze i poddawać się nie mam zamiaru. Wiem że wszystkiemu można zaradzić. i
        myśle że zawsze z każdej sytuacji jest wyjście. Mozna być szczęsliwym...
        • Gość: Venus Re: Moje życie... IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 29.01.04, 22:53
          Mam do ciebie pytanie, na ktore oczywiscie nie musisz odpowiadac..
          czy mnie masz ochoty wygarnac rodzicom jak ci skomplikowali zycie, i temu
          koledze? a moze juz to zrobiles?
          Mysle ze ja bym miala.
          Venus
          • venus22 Re: Moje życie... 30.01.04, 02:36
            Wiesz co wydaje mi sie ze widze tu kilka problemow polaczonych wspolna nitka.
            Byc moze jako kobieta, moglabym ci udzielic odpowiedzi na rozne pytania, jesli
            je masz i byc moze moge ci przedstawic "punkt widzenia kobiety".

            Mysle ze ojciec odcial sie wtedy od ciebie przez problemy z matka.
            Z tego co piszesz w/g mnie wynika ze w ktoryms momencie cos sie miedzy nimi
            pospulo, ojciec najwyrazniej zamknal sie w sobie, a ty myslales ze to przez
            ciebie lub przeciw tobie.
            Pozniejsza zdrada matki na to wskazuje tez- cos miedzy nimi nie gralo.
            matka nie powinna byla wyladowywac sie na tobie, oczywiscie, jak rowniez nie
            powinna byla obarczac cie takim sekretem. To nie byl twoj obowiazek chronic
            matki zdrady przed wszystkimi.
            Rownie dobrze mogl ten "pan" sam sie przed kims wygadac...
            Jaka byla przyczyna wypicia brudnej wody? Przypadek, bezmyslnosc czy proba
            zwrocenia na siebie uwagi - rodzicow zwlaszcza- moze jak zachorujesz to
            wreszci cie zauwaza? bylo to siwadomie, podswiadomie, czy tez nieuwaga..
            Ale moje spekulacje, to tylko- spekulacje.

            Trudno tez jest sie zmienic w krotkim czasie- od chwili kiedy niefortunnie
            obejrzales te filmy do dnia dzisiejszego, uplynelo 27 lat. Trydnych lat.
            Na pewno krocej by trwala zmniana na lepsze, ale na pewno dluzej niz dzien,
            dwa, lub miesiac.
            Trzymam kciuki za ciebie.
            Venus


            • pia.ed Re: Moje życie... 30.01.04, 03:06
              Ktos radzil autorowi topiku wyprowadzic sie z domu. To chyba niemozliwe w
              sytuacji kiedy piszacy nie ma pracy, poza tym bylby jeszcze bardziej samotny.
              A czy ma jakies wsparcie w rodzicach, rodzenstwie, kolegach? Nic o tym nie
              pisze, a przeciez nie zyje na bezludnej wyspie.
              Co do psychologow mam to samo zadnie: mowia jezykiem ksiazkowym, maja utarte
              schematy, w ktore niewielu ludzi pasuje...
    • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.04, 18:28
      Czy miałem ochotę wygarnąć wszystkim jak mi skomplikowali życie? Jasne że tak.
      Trzeba jednak się zastanowić ile byłoby z tego pożytku a ile straty...
      Czy mam wsparcie w rodzicach? Nie – nie mam żadnego. Tak się składa że to ja
      muszę często być dla nich wsparciem, służyć radą, pociechą. Mam dobrego
      przyjaciela (życie też dało mu się w znaki) często się spotykamy i wspieramy
      wzajemnie. Jednak ludzie odbierają to tak, że jesteśmy homoseksualistami bo
      przecież w takim wieku powinni mieć dziewczyny a nie spotkania z sobą. To
      również bardzo boli kiedy widzi się sarkastyczne uśmieszki na twarzach ludzi.
      Myślałem o wyprowadzeniu się z domu. Na razie nie mam pracy. Zaczynam sam się
      przekonywać że było by to dobre rozwiązanie jednak (XXXXXXX ma rację) obawiam
      się tego czy dam radę, czy nie będę bardziej samotny. Będzie jak Bóg zechce.
      • Gość: Venus Re: Moje życie... IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 30.01.04, 20:15
        >>Czy miałem ochotę wygarnąć wszystkim jak mi skomplikowali życie? Jasne że
        tak.
        Trzeba jednak się zastanowić ile byłoby z tego pożytku a ile straty...<<


        Czas jest wreszcie zajac sie soba... i tylko soba. To jest najwiekszy pozytek.

        trudno, rodzice by troche na tym ucierpieli, ty ucierpiales o wiele wiecej.
        Wygarnac to nie znaczy zrobic awanture, wrzeszczec.
        Mozna powiedziec -stalo sie cos o czym nie wiecie.. mam o to do was zal.
        Prawdopodobnie beda sie odzegnywac od wszelkiego zlego, zaprzeczac, zwalac
        wine na ciebie (to jest najgorsze) tak zwykle jest, ale bys moze mial lzej
        na "duszy".
        tajemnica z ktora sie nosisz tyle lat nie bylaby dluzej udreka.
        Taki bylby pozytek. Strata, moim zdaniem tylko czasu, jesli by nie staneli
        (znwou) na wyskosci zadania i znowu rozczarowanie.
        Oni niech sie sami martwia o swoje uczucia.
        Rownie dobrze mozesz napisac do nic list, ktorego nie musisz wyslac.
        Ale nie namawiam, oczywiscie. Ty wiesz najlepiej co ci potrzeba.

        Venus


        • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.04, 21:10
          Venus Bardzo Ci dziękuję za troskę. Naprawdę bardzo doceniam że myślisz o tym
          wszystkim i starasz się doradzić. Masz rację że może było by mi lżej na duszy
          jednak moja obecna sytuacja (sytuacja moich rodziców) nie pozwala mi na takie
          kroki. Moja matka choróje na ciężki przypadek depresji więc nie wolno
          mi "wyskoczyć" z takim ciosem - to mogło by narobić nie lada zamieszania. Ja
          jakoś daje sobie rade ona mogłaby tego nie wytrzymać.
          • venus22 Re: Moje życie... 30.01.04, 21:35
            Nie wolno ci wyskoczyc z takim ciosem.. a co tobie wolno?
            A co z ojcem?
            nie mozesz zwrocic sie do samego ojca? a moze po prostu nie jestes gotowy.

            Widzisz ja tak sobie myslalam, co ja bym czula gdybym w wieku 5 lat odszukala
            i obejrzala cos co absolutnie nie bylabym w stanie pojac.
            Z cala pewnoscia potrzebowalabym aby rodzice mnie uspokoili, ale jak- balabym
            sie przyznac do zrobienia czegos takiego, balabym sie kary, albo czegos
            gorszego...
            Potem to juz ruszyla lawina roznych niefortunnych doswiadczen zyciowych w
            poszukiwaniu odpowiedzi na "co to bylo, dlaczego?".
            I tak mi sie zdaje dopoki to dziecko w tobie nie zostanie uspokojone,
            wybaczone, trudno bedzie isc do przodu, choc nie jest to niemozliwe.
            Venus


            • venus22 Re: Moje życie... 30.01.04, 21:38
              I PRZEPROSZONE- zapomnialam dodac o najwazniejszym.
              V.
              • Gość: Ja Re: Moje życie... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 30.01.04, 23:03
                Jeny, luuuudzie, wy naprawde uwierzyliscie w to wszytsko co on napisal? Szcerze
                mowiac, niezle sie usmialem czytajac to wszystko !!!! Toz to zostalo wymyslone!
                Takie cos napisal by magister chemii???
                BUUUUU, HAHAHAHAHAHAHAHAHAH !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                • Gość: ja Re: Moje życie... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 30.01.04, 23:12
                  "Zaczolem czulem niepokuj znalesc" itd.
                  ludzie, czy tak pisze ktos kto byl najlepszym uczniem w liceum i w podstawowce?
                  ale sie daliscie nabrac, hahahahahahaha
                  • Gość: Venus Re: Moje życie... IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 30.01.04, 23:17
                    >>Zaczolem czulem niepokuj znalesc" itd.<<
                    znam polonistow ktorzy robia bledy ortograficzne.
                    czy jest to prawda czy nie niemniej jednak takie przypadki w zyciu sie
                    zdarzaja i jesli pomaga to komus kto to naprawde przezyl i to czyta to dobrze..
                    Venus
                  • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.04, 15:03
                    „Ja” masz racje że robię straszne błędy ortograficzne (dysortografia), ale
                    odpowiedz mi czy sam mógłbym wymyślić taką historię... wierz mi chciałbym byś
                    miał rację. Tak to wszystko się odbywało- to jest prawda. Pozdrawiam
    • Gość: Do "Moje zycie" Re: Moje życie... IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.04, 23:08
      Stojac na rozdrozu
      badz dobrej mysli
      uwierz w sens tego momentu

      Nie karz siebie za przeszlosc
      ona bedzie zawsze twoja
      Zaproponuj jej przyjazn
      Badz sobie przyjacielem

      W najtrudniejszym momencie mojego zycia zaczelam pisac wiersze, oto jeden z
      nich.
      Pamietaj, ze nieodlacznym towarzyszem SLONCA jest CIEN, ale tam gdzie widzisz
      cien, rozejrzyj sie za sloncem.
      Pozdrawiam Cie
      Ann
      • Gość: MOJE ŻYCIE Re: Moje życie... IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.04, 15:07
        Też pisałem wiersze. Kiedy mi naprawde było źle. Wiem że to pomaga bo na chwilę
        zapominasz o troskach, zajmujesz się czymś innym. "...gdzie widzisz
        cien, rozejrzyj sie za sloncem." - podoba mi się to. Moich wierszy jednak nie
        chce przytaczać - jak pisałem to same przygnębiające. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka