x3x3
10.01.04, 11:40
Urodziłem się w 1977. Jako małe dziecko (co wiem z opowiadań) byłem otwarty,
bezpośredni, wesoły... Jednak coś się zmieniło. Kiedy miałem 5 lat zauważyłem
że moi rodzice oglądają „jakieś” filmy które szybko wyłączali kiedy wszedłem
do pokoju. Kiedy nie było ich w domu odszukałem je i z ciekawością obejrzałem-
nie wiedząc że nie powinienem tego widzieć. Porno. W tym okresie mój kuzyn
który jest 5 lat starszy ode mnie pokazał mi na czym polega sex kobiety i
mężczyzny. Rozebrał mnie i nagi kład się na mnie mówiąc że on jest facetem a
ja kobietą i że to jest sex-nie świadomy że robie coś złego ulegałem. Te
praktyki powtarzaliśmy kilka razy. Później ja „pokazywałem” swojemu koledze i
koleżance-czego teraz bardzo się wstydzę i żałuje. Kiedy chodziłem do
podstawówki czasami w nocy nie mogłem spać. Któregoś dnia wychodząc do
łazienki przechodząc obok sypialni rodziców usłyszałem okropne stękanie
matki. Okropne uczucia mnie wtedy ogarneły-czy oni uprawiają sex , czy mamę
coś boli- ogarnął mnie strach-uciekłem do łóżka. Przykryty poduszką spocony
próbowałem zasnąć. Często mi się zdarzało nie spać w nocy i niestety wiele
razy słyszałem te „dźwięki” znowu pod poduszką, wata w uszach, włączone
radio. Okres ten kojarzy mi się teraz za bardzo ciężki wtedy nie zdawałem
sobie sprawy jak bardzo. Moi rodzice: ojciec przestał się do mnie odzywać i
trwało to kilka lat (powodu nie pamiętam) wtedy kiedy najbardziej
potrzebowałem ojca on był dla mnie obcy. Matka wybuchowa histeryczka która
przyzwyczaiła się do tego że o wszystko musiałem zadbać sam i kiedy kłóciła
się z ojcem złość wyładowywała na mnie. Okres dojrzewania-lęk strach
masturbacja z którą się wiązały wyrzuty sumienia i wstyd. Podstawówke
skończyłem z wyróżnieniem-byłem bardzo dobrym uczniem. Teraz wiem że
chciałem, musiałem być najlepszym by podnieść swoją samo ocene. Poszedłem do
liceum. Tam również starałem się być najlepszy. Jednak bardzo chętnie
pomagałem nawet kiedy ktoś mnie nie prosił o pomoc. Może po to by czuć się
potrzebnym by usłyszeć-dziękuje. W 2 klasie któregoś dnia wbiegłem do
mieszkania w sypialni rodziców moja mam robi to z kolegą mojego ojca...
wybiegłem. Później usłyszałem od niej że jej bardzo wstyd że już tego nie
zrobi żebym się nie wygadał bo stanie się tragedia. Przez wiele lat nie
opowiedziałem tego nikomu. W wakacje w 3 klasie pojechałem na wycieczke. Tam
napiłem się wody z brudnej studzienki w której wiele osób myło się. Po
wypiciu zdałem sobie sprawe że to było głupie, przecież mogłem się
rozchorować. Po powrocie do domu zaczołem wyobrażać sobie czy w tej wodzie
ktoś chory na aids nie obmył rany i czy przypadkiem nie zaraziłem się tą
chorobą. Dzisiaj wiem że to nie możliwe ale wtedy było inaczej. Przez cztery
lata trzymałem to w tajemnicy bałem się że jestem chory ale czółem ogromny
lęk przed pójściem do lekarza nawet nie wiedziałem gdzie prosić o pomoc. Do
kogo miałem iść? Unikałem dziewczyn by któreś nie narazić, traktowałem siebie
jak trędowatego- było mi zle. Jedynie na powierzchni trzymała mnie nauka
którą się cały czas zasłaniałem, Bóg którego prosiłem o pomoc i kumple z
którymi piłem w weekendy na dyskotekach. Kiedy miałem 22 lata w końcu Bóg
mnie wysłuchał zrobiłem test, który okazał się oczywiście negatywny. Myślałem
że moje problemy się skończyły, myślałem ze będę mógł mieć w końcu dziewczyne
o której tak marzyłem-mieć kogoś. Jednak wyglądało to inaczej. Kiedy
spotkałem taką która bardzo mi się podobała stawałem się spięty wręcz inny.
Drżałem ze zdenerwowania nie mogłem mówić bałem się-totalna blokada. W końcu
strach i zdenerwowanie było większe ze przestałem próbować. Teraz jestem
magistrem chemii . Mieszkam dalej z rodzicami. Jestem sam. Kiedy z kimś
rozmawiam czuje niepokuj napięcie. Boje się obcych ludzi. Boję się opinii
innych. Nie ufam kobietom. Praca - jak ją znaleść kiedy musisz obchodzić się
z obcymi ludzmi kiedy wcale tego nie umiesz. Jak zyć kiedy nie potrafisz żyć.
A każde normalne dla innych czynności np. pójscie do sklepu wiąze się z
ogromnym stresem i lękiem. Wiem że mój obecny stan to skutek tego wszystkiego
co było w przeszłości-wiem o tym ale nie wiem jak stać się normalnym-pewnym
siebie facetem, który jest szczęsliwy. Pisze to może dlatego by nie wiedzieć
o tym sam. Może by usłyszeć słowa pociechy jakieś rady. Wierz mi Ty który to
czytasz chce z tym walczyć, walcze z tym ale zawsze przegrywam. Jak żyć? Jak
poradzić sobie z tym? Może masz jakiś sposób, metody, ćwiczenia? I proszę nie
pisz psycholog , psychiatra. Wiem ze tylko ja sobie sam moge z tym poradzić
nikt mi nie pomoże kiedy ja sobie nie pomoge. Dziekuje ze czytasz to. I
proszę potraktuj to poważnie-to moje życie.