Dodaj do ulubionych

rozpadam się...?

11.12.10, 01:54
Nie wiem co się dzieje. Zawsze twierdziłam (słusznie), że mam pecha...Nie wiem gdzie się wygadać, wpadłam tutaj, więc tutaj o tym napiszę...
Odkąd zaczęłam się czerwienić z byle powodu w wieku 13 lat zamknęłam się w domu siedząc przy kompie...Wcześniej bawiłam się dziećmi, wspinałam się po drzewach, byłam żywym dzieckiem, choć zawsze przejawiałam skłonności do płaczu.
Tak jest do dzisiaj. Byle co wyprowadzi mnie z równowagi, byle kto sprzeda uszczypliwą uwagę...tak jak dzisiaj w knajpie ze znajomymi...Kolega spytał co tam u mnie, odpowiadam, że szukam pracy...A on pyta z ironią:" w domu?" Wszyscy mają mnie za nieudacznika...Wróciłam do domu i siedzę i płaczę. Co z tego, że wysyłam, zostawiam CV...nikt się nie odzywa, bo nie mam doświadczenia...tak myślę...Mam 24 lata i w swoim życiu byłam tylko na dwóch stażach, gdzie każdy z nich trwał pół roku... Czuję się jak odludek, który nigdy nie będzie szczęśliwy. Mam chłopaka, który też potrafi powiedzieć coś przykrego...Chcę odejść i chcę być sama...coraz częściej obmyślam jak mu o tym powiedzieć po 6 latach bycia razem...choć wiem, że to dobije mnie do końca...Dzisiaj w knajpie wszyscy się śmiali, opowiadali coś...ja nigdy nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Nie potrafię być duszą towarzystwa.
Czy to normalne...od paru lat uwsteczniam się intelektualnie...Nie potrafię doczytać książki do końca. Nie robię nic. Nawet filmu nie chce mi się włączyć. Jakoś skończyłam studia zaoczne, ale każdy je skończył...Nie uczyłam się prawie nic...korzystałam z pomocy innych...Mimo, że więcej nie było mnie na zajęciach, bo krępowało mnie burczenie w brzuchu czy też wieczne czerwienienie się i pocenie. Jestem w ciągłym napięciu.
Ludzie, jak cieszyć się z życia? Jak się zmienić? Dzisiaj poszłam na siłę, bo zostałam zaproszona na kawę po ukończonym stażu...Wyszłam stamtąd rozdygotana i spocona. Dlaczego nie mogę być normalna? Gdzie popełniłam błąd?
Nie zapraszam, ani nie chodzę do koleżanek. Te same powody - czerwona, spocona i burczenie w brzuchu...Jak to opanować? Myślałam o dalszym kształceniu, bo z tym co mam pracy nie znajdę nigdy...Ale jak? Znowu przechodzić przez mękę...
Nawet nie potrafię się szczerze śmiać, kiedy ktoś opowiada kawał. Po prostu czuję, że ten uśmiech wymuszam. Wymuszam wszystko...:( Żyję też, bo muszę...?
Nikt pewnie nie przebrnął przez te opowieści...ale chciałam wyrzucić to z siebie:(
Coraz częściej myślę, że jestem zbędnym balastem na tym świecie...pasożytem, którego jeszcze rodzice utrzymują...Nie nadaję się do niczego:/
Obserwuj wątek
    • artur737 Re: rozpadam się...? 11.12.10, 08:30
      No wiesz, fobie spoleczna mozna leczyc. Do wyboru sa leki faramkologiczne (np paxil) lub psychoterapia.
      • soulshine1 Re: rozpadam się...? 11.12.10, 14:17
        Nie boję się ludzi. Każdy mi tylko wbija szpile. Dlaczego nie zajmą się sobą?
    • brak.slow Re: rozpadam się...? 11.12.10, 17:03
      czegoś nie rozumiem, o co chodzi z tym burczeniem w brzuchu? jesteś ciągle głodna, masz niestrawności czy jakieś problemy z trawieniem?
      z jakiego powodu robisz się czerwona? z zażenowania, wstydu czy tak po prostu (to może być objaw poważnych chorób)
      obfite pocenie się też nie bierze się znikąd, o ile pocisz się z nerwów to jeszcze normalne, ale w innym wypadku bycie ciągle przemoczoną od potu to też objaw chorobowy.
      czy jesteś otyła? może to jest problemem ww. przypadłości?

      ludźmi się nie przejmuj i nie bierz wszystkiego tak serio co mówią
      • iwona402 Re: rozpadam się...? 11.12.10, 22:10
        Moze problemy natury emocjonalnej to czubek gory lodowej. Stawiam na jakas chorobe autoimmunologiczna, schorzenie tarczycy. Niedobor vit.B12 moze powodowac zaburzenia koncentracji, uporczywe wzdecia, co powoduje wyobcowanie ze spoleczenstwa.
        • minniemouse Re: rozpadam się...? 12.12.10, 03:36
          hmmm mysle ze zaczelo sie od czegos malego np zalozmy od burczenia w brzuchu
          ktorego przyczyna jest najczesciej prozaiczna i bardzo latwa do zlikwidowania:
          nietolerancja laktozy ( to NIE alergia na mleko!!!)
          www.forumpediatryczne.pl/specjalista/ep,54,Nietolerancja%20laktozy
          zaznaczam ze moze wystapic nie tylko niedobor a calkowity BRAK laktozy w organizmie wtedy reakcja na nawet sladowe ilosci laktozy
          ktore sa takze np w tabletkach (np YAZ, p/bolowe i inne) moga wywolywac takie objawy.
          NIetoleraacje mozna latwo sprawdzic prostym badaniem lub po prostu odstawic mleko i wszelkie produkty mleczne na co najmniej dwa tygodnie,
          a w twoim przypadku miesiac i jesli objawy ustapia to to jest to.

          Objawy fizyczne czesto prowadza z czasem do zlego samopoczucia psychicznego a co z tym idzie
          do niskiej oceny wlasnej. tu juz potrzeba interwencji psychiatry lub psychoterapeuty
          sama sobie nie poradzisz. z opisu widac ze za daleko to poszlo.
          Wszytko co zle zwalasz na siebie, tymczasem na pewno tak nie jest.

          problem jest taki, ze obawiam sie nie wiesz juz co robisz sama zle a co robia inni.
          gdzie inni w stosunku do ciebie przekraczaja granice a kiedy jestes nadwrazliwa.
          dlatego goraco, goraco polecam psychiatre lub psychologa -
          - OPROCZ lekarza internisty na poczatek, ktory wyjasni te burczenia i czrewienienia, jak ktos slusznie zauwazyl to moze miec wiele przyczyn
          powinnas takze miec przeswietlenie calej jamy brzusznej z papka barowa i cos jedzac zeby
          zobaczyc czy wszystko w porzadku z twoim przewodem pokarmowym. i inne badania.
          Vit B12 to tez dobry trop. jest wiele wiele przyczyn ktore moga powodowac twoje zle samoppoczucie np neurologiczne, hormonalne
          wiec nie siedz w domu i nie pozwol aby to sie poglebialo a szukaj przyczyny.

          I nie daj sie zbywac lekarzom, przygotuj sie na walke.
          kazdy tak ma, ze jak mu cos dolega to slyszy ze symuluje, ze wariat itd
          ja tez musze sie uzerac z lekarzami,
          zebys sie nie dziwila i nie zniechecala. Google tez jest dobry zeby przeszukiwac symptomy.

          Minnie
    • green_land Re: rozpadam się...? 12.12.10, 10:05
      Raz - dopóki będziesz uważała się za pechową, dopóty wszędzie będziesz widziała pecha, nawet w wygranej w totka.
      Czerwienienie się jest normalną rzeczą, ale w momencie, gdy zaczynasz obsesyjnie o tym myśłeć - przybiera monstrualne wielkości. Wtedy nawet czyjeś spojrzenie mozę spowodować niezłe pąsy. Ja też się czerwienię i też mi to nie odpowiada, bo najczęściej nie czuję nawet tej czerwoności na twarzy. Ale ćóż, tak mam i tyle. Wiesz, co najlepiej robić w takim momencie? Żartować z siebie. Gdy kumplel gada coś, co powoduje u mnie pąsy i wyskakuje z tekstem:" o, robisz się czerwona", to ja zaczynam żartować, np. "no i znów przez ciebie mi się naczynka na twarzy poszerzają, niedługo będe miała na stałe czerwoną facjatę i wtedy przyjdę do ciebie po kasę na operację":) Po prostu robię sobie z siebie jaja i tyle. Z a w s z e skutkuje.
      Skłonnośći do płaczu - może tak masz, a może przyczyną są np. hormony. Warto odwiedzić gina, a moze i endokrynologa. Ale po przeczytaniu Twojego postu doradziłabym Ci też wizytę u psychiatry/psychologa, bo możliwe, zę potrzebujesz terapii. To, czy wystarczą leki, czy potrzeba będzie jeszcze "pogawędek" - zależy od lekarza. Na swoim przykłądzie wiem, ze depresja wcale nie musi objawiać się owymi "klasycznymi" objawami, bo depresja to też obniżenie nastroju. Nie chwilowe, nie przejściowe, ale powolne staczanie się, tak, że nie widzi się już nawet jak "nisko się upadło". Sorry, jakos mi dziś nie wychodzi to pisanie:)
      No i najważniejsze - dopóki będziesz uważała się za gorszą, głupszą, brzydszą itd, dopóty inni będą Cię tak postrzegali!!! Na to nie ma rady, tak po prostu jest i tyle. Z chwilą, kiedy to zrozumiesz, problemy same zaczną znikać, a ów pech okaże się, że nigdy nie istniał.
      Jesteś bardzo wrażliwa na swoim punkcie - a to tylko świadczy o bardzo niskiej samoocenie. Dopóki tego nie zmienisz, dalej będziesz czuła się gorsza.
      Idź do psychiatry/psychologa jak najszybciej. Im prędzej zaczniesz terapię tym lepiej. Trzymam kciuki i wiem, że Ci się uda:)
      • soulshine1 Re: rozpadam się...? 12.12.10, 12:17
        Dziękuję wszystkim za dobre słowa. Fajnie, że można jeszcze na to liczyć w dzisiejszych czasach. Może i uważam się za najgorszą, często mama powtarzała mi, że jestem "niedorobiona"...wiem, że miała wtedy złe dni, może i czas menopauzy, ale z tych słów wywróżyła mnie sobie właśnie taką...
        Nie mam nadwagi, 163 cm przy 50 kg...ostatnio również piję kawę z mlekiem bez laktozy, ale w takim razie serki też muszę odstawić, nie pomyślałam o tym.
        Moim problemem jest i to, że skończyłam studia i poprzestałam na licencjacie, bo to co ukończyłam wcale mnie nie kręci...:( Kasa w błoto, pracy i tak w zawodzie nie ma, bo po tym kierunku wypuściiło się kupę studentów...Teraz siedzę i myślę jaki kierunek wybrać, może szkołę policealną, studium...Ale kierunki ekonomiczne odpadają w przedbiegach, bo mam problemy z logicznym myśleniem;P Więc matematyka odpada...a podobno te kierunki są najlepsze...Czuję się gorsza i nie chcę się spotykać ze znajomymi, bo wciąż dominuje jeden temat : PRACA...i wszyscy patrzą na mnie jak właśnie na taką niedorobioną, siedzącą w domu osobę...Wszędzie wysylam CV, już nawet jako sprzedawczyni w sklepie, gdzie byloby to dla mnie strasznym obciążeniem przez to moje czerwienienie się...Byłam z tym u lekarza...Jak zawsze jedna odpowiedź: z wiekiem minie. Z tym, że z wiekiem to nie mija, a pogarsza się...Zbadał, kazał badania zrobić i nic nie wyszło, zdrowa jak ryba...Dostałam leki na uspokojenie, ale po nich skutki uboczne nie pozwalały funkcjonować. Pojechałam więc do Lublina, gdzie przeprowadzają operacje przecięcia nerwów współczulnych pod pachą, by impuls czerwienienia się został blokowany...Niestety świadomość skutków ubocznych po operacji tj. np. wzmożonego pocenia się - wygrała...i mimo kupionego biletu nie wsiadłam do pociągu, wróciłam załamana do domu. I to jednak była dobra decyzja...ci którzy podjęli się tej operacji mają teraz niezłe problemy...
        Co do badań brzucha, myślę, że to mógłby być dobry trop...
        Dziękuję serdecznie za wszystkie rady...Pozdrawiam ciepło...
        • brak.slow Re: rozpadam się...? 12.12.10, 16:49
          kochana, ale musisz mieć wymiary, że hoho, laska niezła :)
          co do studiów-dziewczyno dzis każdy studiuje, rynek pracy juz jest przesycony absolwentami, wielu siedzi na dupie i nic nie robi bo nie znalazlo pracy, masz dwa staże za sobą, to juz naprawdę coś. aby robić coś fajnego wcale nie trzeba mieć do tego od razu papierka, no chyba, ze chcesz byc lekarzem to tak.. na spokojnie szukaj pracy, a z dokształcaniem tak się nie spiesz, bo znowu wybierzesz coś niewłaściwego. bez nerwów. większość młodych ludzi nie wie co chce w życiu robić, lub nie ma na to życie pomysłu, ja do takich należę i też chodzę podłamana brakiem pracy, ale to nie powód, żeby odcinać się od świata!
          znajomi robią Ci z powodu bezrobocia złośliwości? przyjdzie i twój czas na pracę, wiek emerytalny podnoszą nam chyba do 67 lat, jeszcze sie w zyciu napracujesz!!!! tak możesz im odpowiadac, ewentualnie: "ja nie muszę pracować, żeby się utrzymać" ;):P
          mam znajomą która zawsze próbowała mnie umniejszyć, juz nie wiedziala co wymyślać, ostatnio znalazła sobie nowy sposob: stypendia i staże zagraniczne (erasmus AISEC) no i zaczepia mnie na ulicy i niepytana chwali się, że byla w azji, we francji, w australii och ach jak wspaniale i do mnie tak: "a ty? byłaś gdzieś, albo zamierzasz jechac do pracy za granicą?" takim tonem, który jasno dawał do zrozumienia jej wyższość i przekonanie, jakby to było coś lepszego, a dla mnie nieosiągalnego, a ja jej na to "kochana... za granicę to ja jeżdzę na wakacje nie do pracy"
          szybko się pożegnała i uciekła

          pozdrawiam serdecznie, nie przejmuj się ludźmi :)
          • soulshine1 Re: rozpadam się...? 12.12.10, 18:31
            Brak.slow, hehe, że też ludzie próbują się dowartościować w taki perfidny sposób, szok. Dobrze jej naagadałaś, może oduczy się wywyższania...
            Nie mam wymiarów, że hoho, mogłabym być wyższa;)
            Zastanawiam się czy po prostu nie skłamać w CV, bo te dwa staże wcale mi nie pomogą...Zresztą widać, że nie pomagają. Wysyłam, wysyłam i zero odzewu...
            Nie jest mi fajnie siedzieć w domu z rodzicami. Nie mam pomysłu na nic. Przyszła dorosłość i ręce opadły...Dziękuję Ci za odpowiedź.

            Co do nadmiaru serotoniny zaraz poczytam. O tym jeszcze nie słyszałam. Dziękuję.
            • green_land Re: rozpadam się...? 12.12.10, 18:59
              Burczące jelita to może być objaw ich nadwrażliwości. Ja tak mam - burczy mi tak, że słychać i z kilku metrów:))) A jak młoda przystawia mi ucho do brzucha to ma ubaw po pachy:) A ja się śmieję, że lepsze takie życie wewnętrzne, niz żadne:P:D
      • iwona402 Re: rozpadam się...? 12.12.10, 17:29
        Czerwienienie się na twarzy może świadczyć o zbyt wysokim poziomie serotoniny we krwi. Przyczyn tego może być wiele, chyba najbardziej pesymistyczna to rakowiak, który najczęściej umiejscawia się w tzw. ślepej kiszce. Poczytaj na wikipedii na ten temat, porównaj Twoje objawy. Wiem z własnego doświadczenia, że jak nie pokaże się lekarzowi czarno na białym jaką ma się chorobę to jest się uważanym za natrętnego hipochondryka
        • soulshine1 Re: rozpadam się...? 12.12.10, 23:27
          Przeczytałam co nieco o tym rakowiaku. Kiedy miałam 9 lat wycięto mi wyrostek robaczkowyy- tam najczęściej umiejscawia się rakowiak. Rokowanie co do przeżycia przy tego typu guzie wynosi do 5 lat. Ja czerwienię się od 13 roku życia, teraz mam 24. Myślę, że już dawno byłoby po mnie. .. przynajmniej byłby spokój:/
          Najczęściej muszę zważać na to co jem. Czewienię się po słodyczach, jajkach na twardo, alkoholu, po tuńczyku i innych ...To chore, ale tak jest ...Przed imprezą domówką np. gdzie oświetlenie było duże co bardzo mnie stresowało, musiałam ograniczyć jedzenie żeby nie palić takiego wielkiego buraka...
          Najgorzej było przeżyć zajęcia na studiach np. w małej salce oświetlanej jarzeniówkami. Boże, jak dobrze, że już tego nie przeżywam.
          • minniemouse Re: rozpadam się...? 13.12.10, 02:19
            jedna z przyczyn takiego czerwienienia sie na twarzy i ponizej, czesto wlasnie po jedzeniu,
            moze byc pewien rodzaj neuropatii,
            Guzy - moga umiejscawiac sie nie tylko w slepej kiszce, moga w plucach, brzuchu, trzustce, nawet w pecherzu.

            Pasozyty takie jak np Giardia lamblia - rowniez moga powodowac nie tylko czerwienienie ale symtpomy brzuszne.


            Przysadka mozgowa powinna byc zbadana, w ogole endokrynolog powinien cie bardzo bardzo dokladnie wybadac na wyszelkie hormony.

            Przecinanie nerowow pod pacha nie zadawszy sobie trudu aby wpierw dojsc przyczyny dlaczego masz takie objawy to dla mnie jest niedopuszczalne. to zabieranie sie do sprawy od dupy strony. dobrze zrobilas ze nie pojechalas.

            co do nietolerancji laktozy - czytalas link? czytalas co pisalam ze nawet w LEKARSTWACH moze byc laktoza?
            poza tym sa tabletki z enzymem laktaza ktore mozna sobie lykac zanim zazyjesz cos z laktoza, to bardzo pomaga.
            edumed.com.pl/pic/_bp5287.jpg
            Minnie
            • minniemouse Re: rozpadam się...? 13.12.10, 02:27
              * zanim ZJESZ cos z laktoza*

              M.
          • e-kasia27 Re: rozpadam się...? 13.12.10, 02:29
            To ja Ci dorzucę jeszcze jeden trop do sprawdzenia i jeszcze jednego lekarza do odwiedzenia - alergologa.
            Alergia pokarmowa -to jest najbardziej prawdopodobna przyczyna Twoich problemów(wszystkich: burczenia, czerwienienia, płaczliwości, rozdrażnienia, przewrażliwienia i pewnie jeszcze innych rzeczy, których tu mnie wymieniłaś).
            To, co napisałaś o jedzeniu i czerwienieniu się po nim, to nie jest chore, tylko zupełnie normalne u alergika. Możesz w ten sposób reagować na uczulające Cię pokarmy, albo na nadmiar histaminy lub tyraminy w jedzeniu.
            Zacznij od tego, że zrób testy skórne na pokarmy(prywatnie to koszt około 100zł) i poczytaj o alergii.

            Dla pocieszenia dodam, że jeśli wykluczysz z jedzenia uczulające Cię rzeczy, to czerwienienie minie.
            • soulshine1 Re: rozpadam się...? 13.12.10, 10:18
              Minniemouse, czytałam, dziękuję. Faktycznie po zażyciu środka przeciwbólowego było ze mną kiepsko.
              Co do alergii pokarmowej - jestem przekonana, że ją mam...Zjadłam w zeszły weekend wafelki orzechowe. Przez 3 dni chodziłam jak śnięta ryba. Spałam w dzień, nie miałam na nic siły, w nocy spałam 13 h, strasznie mi serce waliło - a przez to byłam osłabiona. Wtedy wiem, że zjadłam coś co mi szkodzi...I trzymał mnie taki stan z 2-3 dni. Straszne.

              Tylko w takim razie co jeść? Z wszystkiego rezygnować, co to za życie:/ Po herbacie (zwykłej) też się bardziej czerwienię. Są dni jak np. dzisiaj, że czuję się pewnie, że wiem, że trudno byłoby mi się zaczerwienić. Takich dni mam może 3 w miesiącu. Reszta to brak życia towarzyskiego.
              Póki co pieniądze mnie trzymają, muszę najpierw wyleczyć zęby...zrobić sobie USG...ciągłe wydatki, a pracy brak. Endokrynolog i alergia pokarmowa do sprawdzenia...Zrobię to, dziękuję za wszystkie ważne dla mnie rady. Co do operacji na którą pojechałam- lekarz z Lublina zlecił badania, pzreświetlenia, które mam wykonać. Po nieznalezieniu przyczyny czerwienienia powiedział, że jestem gotowa do operacji...Kompletna olewka. A ci którzy mieli odwagę na przecięcie nerwów teraz cierpią bardziej.
              Już tak się poddałam, że przestałam szukać przyczyny. Żaden lekarz jej nie znalazł. Ale widzę, że coraz więcej nowych wiadomości pojawia się na temat czerwienienia. Jest forum dla takich ludzi, którzy szukają pomocy, bo z tym nie da się normalnie żyć.
              Ciekawi mnie czy dieta na jakiś czas pomogłaby mi się z tego wyleczyć...czerwienię się od 11 lat:/
              Jeszcze raz dziękuję za wskazówki.
              • e-kasia27 Re: rozpadam się...? 13.12.10, 10:42
                soulshine1 napisała:


                > Ciekawi mnie czy dieta na jakiś czas pomogłaby mi się z tego wyleczyć...czerwie
                > nię się od 11 lat:/
                > Jeszcze raz dziękuję za wskazówki.


                Nie. Tylko stała dieta pozbawiona alergenów może problem zlikwidować.
                Jak widzę masz więcej problemów z samopoczuciem z powodów jedzenia.
                Czy nie warto zadbać o dietę i dobrze się zawsze czuć?
                Dieta wydaje się straszna tylko na początku, potem człowiek się do tego przyzwyczaja, a dobre samopoczucie bardzo mobilizuje.
                • minniemouse Re: rozpadam się...? 14.12.10, 00:04
                  Ciekawi mnie czy dieta na jakiś czas pomogłaby mi się z tego wyleczyć

                  Dieta cie NIE wyleczy jesli alergia nie jest przyczyna czerwienienia sie.
                  najpierw musisz ustalic przyczyne, ze to beddzie moze dluga i zmudna praca to musisz nastawic sie z gory, niestety.

                  E-kasia w roznej wersji to oszolom na punkcie alergii,

                  i chociaz przyznaje alergia moze byc jedna z przyczyn TO nie MUSI
                  i z taka diagnoza nalezy byc ostroznym tak samo jak z depresja.

                  Poza tym, mozna miec jednoczesnie alergie i inne schorzenia, co naklada sie na siebie i powiela objawy i komplikuje obraz choroby.
                  E-kasia u kazdego diagnozuje alergie bez wyjatku, tak ze uwazaj na nia.

                  Owszem, to ze po waflu orzechowym czulas sie bardzo zle to moze byc alergia.
                  Szczegolnie jesli byly to orzeszki ziemne na ktore uczulenie jest bardzo psopolite,
                  i w dodatku moze byc niebezpieczne.
                  Dlatego rzeczywscei bardzo istotne jest abys dokladnie
                  zabadala sie u alergologa.

                  Ale pamietaj juz NIETOLERANCJA laktozy to NIE JEST ALERGIA, nie myl wiec objawow burczenia w brzuchu po mleku z alergia.

                  Minnie
                  • e-kasia27 Oj Minnie, Minnie 14.12.10, 16:10
                    Oj Minnie, Minnie coś "niehumorek" Ci dokucza.
                    Znowu wkroczyłam nieopatrznie na Twoje podwórko?


                    Myślałam, że tylko migrena Cię zajmuje, ale ostatnio widzę, że jesteś specjalistką także od wielu innych chorób.
                    Imponujące zainteresowania!
                    Moja skromna wiedza o alergii przy takim specjaliście, to pestka!



                    • olgalula Re: Oj Minnie, Minnie 15.12.10, 21:03
                      Witam !
                      -Na czerwoną twarz proponuję witaminę C od wewnątrz i na twarz w formie żeli, bądz kremów (najlepsze stężenie 10-15 procent, bardzo pomaga uszczelniajac naczynka)
                      -pod pachy antyperspirant
                      -burczący brzuch-objaw głodu badz grzybicy układu pokarmowego (poczytaj o grzybicy, dużo objawów jej masz)
                    • minniemouse Re: Oj Minnie, Minnie 16.12.10, 06:59
                      Myślałam, że tylko migrena Cię zajmuje, ale ostatnio widzę, że jesteś specjalistką także od wielu innych chorób.
                      Imponujące zainteresowania!
                      Moja skromna wiedza o alergii przy takim specjaliście, to pestka!


                      Nie jestem specjalistka od "wielu innych chorob",
                      i wlasnie w przeciwienstwie do ciebie
                      nie tlumacze wszystkiego tak jak ty alergia-migrena - btw, mam ci przypomniec ze w/g ciebie migrena to tez "alergia" ???

                      Nie, w przeciwienstwie do ciebie zdaje sobie sprawe ze istnieja jeszcze inne schorzenia.
                      I choc tez mam na temat migreny "skromna wiedze", to jeszcze nie stracilam zdrowego rozsadku. wiem ze migrena (podobnie jak alergia) to nie medyczny pepek swiata.



                      Minnie
                      • soulshine1 Re: Oj Minnie, Minnie 16.12.10, 10:18
                        Nie kłócić się :P Każda chce pomóoc, nie ma sensu na siebie najeżdżać.
                        Jeśli mam grzybicę układu pokarmowego to już widzę jak "łatwo" ją wyleczyć- prawie wcale...Przy dobrych wiatrach może po dwóch latach udałoby się.
                        Co do kremów, antyperspirantu...kurczę, używam ! I co z tego? Używam już nawet takiego, który całkowicie blokuje pocenie pod pachami. A kremy o dupę rozbić po prostu...Problem siedzi wewnątrz, chciałabym ten impuls zablokować i tyle...Kremy na nic się nie zdadzą. Kiedy jeszcze chodziłam do pracy potrafiłam zaczerwienić się jak tylko o tym pomyślałam rozmawiając z kimkolwiek...
    • felinecaline Re: rozpadam się...? 16.12.10, 15:34
      masz dramatycznie niska samoocene.
      Rozdrabniasz sie analizujac uporczywie wszystkie swoje - w wiekszosci wyimaginowane lub przesadzone wady.
      Tymczasem wady ma kazdy, nalezy je traktowac z dystansem.
      Izolujesz sie od otoczenia i "przezuwasz" swoje nieszczescia a kiedy zmuszasz sie wyjsc miedzy ludzi to jest to dla Ciebie zwiazane z tak wielkim wyrzutem adrenaliny, ze "masz siodme poty", czerwienisz sie, jakasz, zaczynasz miec kurcze brzucha.
      Tymczasem zamiast szukac jakichs organicznych przyczyn tych "zaburzen", ktore bynajmniej zaburzeniami nie sa a normalna reakcja na stress, zamiast wykonywac dziesiatki niepotrzebnych badan (na co ma byc to USG? ), snuc setki najbardziej nieprawdopodobnych teorii staraj sie uspokoic, zarzucic przekonanie, ze w towarzystwie wszyscy sie interesuja wylacznie Twoimi rumiencali, potami czy borbogzmami dochodzacymi z czelusci Twoich jelit.
      Postaraj sie wydobyc z siebie cos ciekawego, zabawnego, zwroc wiecej uwagi na otoczenie a nie na siebie sama.
      Otoczenia zas nie podejrzewaj o jakies niecne intencje w stosunku do Ciebie, ale tez zrozum, ze Twoje postepowanie (ciagle uzalanie nad soba, nad faktem, ze nie mozesz znalezc pracy, ze uczestniczylas tylko w 2 stazach) moze wywolywac reakcje krytyczne, ironie, nawet szyderstwo.
      Nie czekaj, ze jakis cud sprawi, ze prace znajdziesz jesli nie potrafisz odpowiednio "sprzedac" swoich umiejetnosci, zalet, walorow jakkolwiek niewielkie by byly.
      Zapomnij o alergiach czy grzybicach juz nie mowiac o rakowiaku, o przecinaniu jakichkolw<iek nerwow (co maja nerwy pod pacha do czerwienienia sie, prosze uprzejmie laskawej panienki? ).
      Jak najszybciej natomiast poszukaj pomocy psychiatry ipsychologa.
      Wbrew temu, co sugeruja nazwy tych zawodow sluza one ludzion (choc rowniez i psom i innym czworonogom), nie ma w leczeniu swojego psyche nic uwlaczajacego godnosci.
      Uwlaczasz sobie natomiast pozostajac w takim stanie, w jakim jestes obecnie.
      • minniemouse Re: rozpadam się...? 17.12.10, 07:12
        Felinecaline, a masz gwarancje i jaka ze rzeczywscie nie ma zadnych organicznych przyczyn
        czerwienienia sie i burczenia w brzuchu?
        wybacz ale lekarze z zasady nie chca i nie potrafia nic innego w takich przypadkach robic tylko zwalac wszystko na psychike

        czego najlepszym dowodem jestem JA,
        do czasu dopoki nie wymyslono MRI
        i ostatecznie nie udowodniono ze migrena NIE JEST CHOROBA NA TLE PSYCHICZNYM/psychologicznym to mi tez wmawiano ze mam sie wyluzowac/ odstresowac/przestac przejmowac byle czym/ przestac byc taka ambitna

        a wiec sorry Feline, ale to ze na pierwszy rzut oka wydaje sie ze to psychika to wcale nie musi tak byc.

        Zauwaz ze autorka pisze ze:
        Odkąd zaczęłam się czerwienić z byle powodu w wieku 13 lat zamknęłam się w domu siedząc przy kompie...Wcześniej bawiłam się dziećmi, wspinałam się po drzewach, byłam żywym dzieckiem, choć zawsze przejawiałam skłonności do płaczu.
        • felinecaline Re: rozpadam się...? 17.12.10, 13:33
          Nie, droga Minnie, nie mam gwarancji - tak juz jest, ze medycyna nie jest nauka scisla (chociaz m.in dzieki MRI sciska sie coraz bardziej).
          Gwarancje w wysokosci 100% mozna miec w wyniku ...sekcji post mortem.
          Ale mam duza pewnosc.
          Owszem, jest tak, ze zaczerwienila sie po raz pierwszy w wieku nastu lat, wtedy, kiedy kazdy czlowiek w tak podeszlym wieku przezywa burze hormonow, dziecieca pewnosc siebie, otoczenia, swiata odchodzi w niepamiec, czlowiek zaczyna analizowac swoj wyglad - najczesciej nazbyt drobiazgowo, przywiazuje kolosalna wage do kazdego piega, pryszcza, chudosci czy grubosci nog, obfitoqsci czy braku biustu itedeitepe.
          I porownujac z otoczeniem zaczyna popadac w kompleksy, bo lolezanka ma wiekszy ow biust, druga ma lepsza cere a enta ma juz "swojego" chlopaka...a tu ...nic i nic... i wtedy zaczyna sie czerwieznic coraz czesciej, zamykac w sobie, "przezuwac" porazki, skrycie lamentowac nad swoimi felerami i niesprawiedliwoscia losu.
          Z biegiem czasu staje sie to "stanem przewleklym" i zaczyna uwierac coraz bardziej i bardziej.
          Czlowiek wychodzi ze stadium nastolatka, ale ma przetrwala psychike nastolatka, krancowy egocentryzm powoduje zogniskowanie na sobie wszystkich uwag i krytyk i spotegowanie owego negatywnego postrzegania siebie i coraz silniejsze poczucie krzywdy.
          No a jak psyche jest obolale to zaczyna " bolec" i cialo, smiem twierdzic, ze wszystkie dolegliwosci opisane przez soulshine maja charakter psychosomatyczny i nawet Pet-scan najnowszej generacji nie wykryje przyczyn organicznych.
          A ze migrena nie jest choroba psychiczna to wiedziano juz na dlugo przed masowym zastosowaniem USG i TK w medycynie.
          • soulshine1 Re: rozpadam się...? 17.12.10, 16:22
            Racja, od tamtego czasu wszystko przeżywam podwójnie. Wystarczy, że ktoś mnie czymś zawstydzi. Ktoś posądzi o coś mimo, że ja tego nie zrobiłam- potrafię się zburaczyć- tak, że ewidentnie ktoś mógłby pomyśleć, że to coś ja zrobiłam...
            Druga rzecz- ktoś kto mi powie: "widzisz, jakoś teraz nie zaczerwieniłaś się..." zaraz przekonuje się, że można mnie poniżać, bo w sekundę impuls czerwienienia dociera do twarzy. Wystarczy mi o tym powiedzieć. Wystarczy, że w towarzystwie o tym pomyślę, tzn. wypieram to czerwienienie, ale w końcu ono nadchodzi....Jeśli już nadejdzie, skumulowane, ogromne...i jeśli nikt nie zwróci mi na to uwagi to ja się uspokajam i już "nie mam siły" się zaczerwienić ponownie. Natomiast jeśli ktoś mi powie " ale jesteś czerwona..." to koniec. Pozostanę taka zestresowana przez parę godzin, policzki będą mnie piekły i będę chciała zwiać z miejsca gdzie przebywam.
            U mnie tak to działa...nieustanne myśli powodują czerwienienie, stres w miejscu gdzie są lampy jarzeniówki, gdzie jest zbyt jasno...nie potrafię się rozluźnić. Musi być klimatycznie i przyciemnione światło...
            • felinecaline Re: rozpadam się...? 17.12.10, 16:30
              Poradze Ci cos na nastepny raz, jak sie znajdziesz w jakims miejscu wspolnie z wieloma osobami.
              Nie mysl o sobie, o tym jak wygladasz i czy juz jestes czerwona.
              Pomysl o innych i...wyobraz sobie ich ...na golasa. Wszystkich raze i kazdego z osobna.
          • minniemouse Re: rozpadam się...? 17.12.10, 22:25
            sorry spieszylam sie wczoraj i zie sie wyrazilam mialo byc psychosomatyczna




            Minnie
            • soulshine1 Re: rozpadam się...? 18.12.10, 00:11
              Spróbuję...:) dzięki, pozdrowienia!
              • felinecaline Re: rozpadam się...? 18.12.10, 00:23
                Ciesze sie ,ze sie usmiechnelas. Przekonasz sie, ze to bardzo skuteczne lekarstwo.
          • minniemouse Re: rozpadam się...? 18.12.10, 05:57
            [i]Owszem, jest tak, ze zaczerwienila sie po raz pierwszy w wieku nastu lat, wtedy, kiedy kazdy czlowiek w tak podeszlym wieku przezywa burze hormonow,[/b] dziecieca pewnosc siebie, otoczenia, swiata odchodzi w niepamiec, czlowiek zaczyna analizowac swoj wyglad - najczesciej nazbyt drobiazgowo, przywiazuje kolosalna wage do kazdego piega, pryszcza, chudosci czy grubosci nog, obfitoqsci czy braku biustu itedeitepe.
            I porownujac z otoczeniem zaczyna popadac w kompleksy, bo lolezanka ma wiekszy ow biust, druga ma lepsza cere a enta ma juz "swojego" chlopaka...a tu ...nic i nic... i wtedy zaczyna sie czerwieznic coraz czesciej, zamykac w sobie, "przezuwac" porazki, skrycie lamentowac nad swoimi felerami i niesprawiedliwoscia losu. [/i]

            Felinecaline, tak owszem, tak sie zwykle zaczyna w tym wieku ale....

            ale musisz chyba przyznac ze skoro zaczela sie tak czerwienic w wieku kiedy zaczynaja szalec hormony, to nie jest wykluczone ze moglo sie cos "obudzic" na podlozu organiczym, calkiem jak dajmy na to zaczyna czerwienic sie kobieta w wieku perimenopauzalnym
            i zalozmy ze przez to emocjonalnie zaczelo sie dokladnie tak jak ty to opisujesz z ta tylko roznica ze zaczela sie czerwienic z przyczyn organicznych - zaczela sie czerwienic mimo woli, na skutek jakis zaburzen, dzieci zaczely to zauwazac, robic jej uwagi, ona nie mogla tego opanowac
            zaczela sie tym denerwowac, wstydzic sie, co spowodowalo dodatkowo ten "wyrzut adrenaliny" i znacznie pogorszylo sytuacje i spirala prowadzaca w dol ruszyla. ale przyczuna nadal jest inna i bez zwiazku.

            Powiedz mi, ile znasz takich osob ktore z powodu obfitego i tak latwego czerwienienia sie zaczely izolowac sie od kontaktow towarzyskich w tak mlodym wieku,
            kiedy to normalny mlody czlowiek mysli w co sie ubrac i gdzie i z kim wyjsc a nie zamienia w pustelnika,
            w ogole ile znasz osob ktore tak latwo czerwienia sie co chwila i z byle powodu bo ja nikogo?
            to jest normalne dla ciebie?
            dla mnie to jest deczko nienormalne, tak jak nienormalny jest np PMDD vs PMS albo migrena vs zwykly bol glowy.

            Poniewaz mam dziecko to mialam okazje widziec rozne sytuacje z roznymi dziecmi i wlasnie wiem bardzo dobrze (choc z drugiej reki, ale zawsze) jakie fatalne skutki moze miec zwalanie wszystkiego na psychike.

            zeby nie bylo watpliwosci - bardzo dobrze widzialam od poczatku i widze ze autorka rzeczywscie potrzebuje psychiatry ale TAKZE a nie TYLKO
            poniewaz rzeczywscie z powodu tych przykrych objawow - czerwienienie sie i burczenia w brzuchu i "bogwico" jeszcze, stracila cala swoja pewnosc siebie,
            jej poczucie wlasnej wartosci jest bardzo niskie, i bardzo zaczela sie izolowac wiec przypuszczam ze moze miec anxiety disorder (więcej nie było mnie na zajęciach, bo krępowało mnie burczenie w brzuchu czy też wieczne czerwienienie się i pocenie. Jestem w ciągłym napięciu. Wyszłam stamtąd rozdygotana i spocona) i prawdopodobnie depresje (coraz częściej myślę, że jestem zbędnym balastem na tym świecie)
            ale uwazam ze fatalnie, fatalnie sie stalo ze w taki sposob i tym momencie tak ja przekonujesz ze "to tylko psychika".

            a jezeli okaze sie ze to jednak nie jest psychosomatyczne?, a doskonale moze nie byc
            to psychiatra za wiele jej nie pomoze - jesli w ogole.
            ja celowo nic nie wspominalam o psychologu choc w ogole uwazam ze tak, raczej sie przyda na tym etapie.
            ale mialam zamiar to zasugerowac duzo duzo pozniej, po uzyskaniu potwierdzenia ze juz jakies kroki w kierunku jakichkolwiek badan zostaly zrobione.


            Zauwaz ze oprocz tego czerwienienia sie itd ma inne objawy:

            Czy to normalne...od paru lat uwsteczniam się intelektualnie...Nie potrafię doczytać książki do końca
            bo mam problemy z logicznym myśleniem


            a propos czerwienienia sie:
            Czewienię się po słodyczach, jajkach na twardo, alkoholu, po tuńczyku i innych
            Po herbacie (zwykłej) też się bardziej czerwienię


            a propos burczenia w brzuchu i w ogole problemow " z brzuchem i jedzeniem":
            Zjadłam w zeszły weekend wafelki orzechowe. Przez 3 dni chodziłam jak śnięta ryba. Spałam w dzień, nie miałam na nic siły, w nocy spałam 13 h, strasznie mi serce waliło - a przez to byłam osłabiona. Wtedy wiem, że zjadłam coś co mi szkodzi...I trzymał mnie taki stan z 2-3 dni

            Jak dla mnie, Felinecaline jest tu kilka istotnych informacji ktore moga okazac sie dobrym tropem, albo niczym.
            fakt ze autorka ma problemy z koncentracja, tez moga o czyms swiadczyc.
            moze to na tle neurologicznym, moze nie. nie wiadomo. czy ktos ja badal???
            najlatwiej to zbagatelizowac.

            Do Soulshine1

            A czy ty opisalas wszystkie swoje objawy, dokladnie? jest cos co pominelas, lub wydaje ci sie bez zwiazku? wszystko moze byc wazne.

            Minnie
            • soulshine1 Re: rozpadam się...? 20.12.10, 00:42
              Wy bardziej przykładacie się do diagnozy niż lekarze u których byłam...zawsze słyszałam " to minie z wiekiem". Tylko, że już swoje lata mam, powiedzmy, że powinny to być najlepsze lata życia, z tym, że ja mojego życia...nie wykorzystuje w pełni. Teraz zaczynam sobie zdawać sprawę, że tyle lat zmarnowałam przed komputerem, bo będąc sama ze sobą nie musiałam się niczym stresować. Przez to dzisiaj nadal lubię przebywać samotnie, ale...przychodzą mi już głupie pomysły do głowy, żeby korzystać z życia...Zaczełam więcej wychodzić z domu, 2x nocowałam u koleżanki w innym mieście - pomimo burczenia w brzuchu i stresu z tym związanego, jakoś przeżyłam:P...w jej maleńkim pokoiku...więc postępy robię!
              Ale dlaczego nie każdy człowiek (chociażby ze wstydu) - zaczerwieni się? Bo nie każdy...i taka prawda.

              Rzeczywiście główną rolę mogą odgrywać hormony, w tym wieku dostałam pierwszą miesiączkę...mam napady jak babka z klimakterium...najgorzej czerwienię się przed okresem, najpewniej czuję się wiadomo - przed, w trakcie i troszkę po owulacji...Jeszcze coś...ciężko jest, kiedy zarwę noc, wybuchy czerwoności są wtedy częstsze i nie mogę ich kontrolować.
              Czy cos moze mieć jeszcze związek...problemy rodzinne typu pijący tato, robiący w nocy awantury- przez to przechodziłam razem z siostrą. Ona też czerwieniła się, ale nie w takim stopniu jak ja. Powiedziała, że jej przeszło, że już się nie rumieni, może jej się zdarzy, ale bardzo rzadko...zresztą musiało jej przejść, zaczęła pracę w dużej firmie, miała ciągły kontakt z ludźmi...jest bardziej przedsiębiorcza, zaradna...Ale i ona wie, że kiepsko z nami jeśli chodzi o psychikę. Twierdzi, że to wina rodziców...
              Na dzień dzisiejszy byle tekst np. " jesteś niedorobiona" potrafi doprowadzić mnie do niemającego końca płaczu. Jestem społeczną kaleką - tak się czuję, niestety...Nie umiem walczyć o swoje.
              Jeśli chodzi jeszcze o jakieś symptomy- od czasów szkolnych miałam palpitacje ze stresu, strach przed odpowiedziami, przed wystąpieniami publicznymi. To zawsze, nerwy, nerwy, trzęsące ręce. 2 lata temu dostałam dziwnych objawów jak wspomniałam - osłabienia, szybkiego bicia serca po posiłku, podkrążonych oczu ( zawsze miałam, ale nie aż tak) i co najgorsze- senności. 2 lata temu było apogeum tego czegoś-ponieważ po badaniach wyszło, że jestem zdrowa jak ryba...i nie wiadomo co to. Na dzień dzisiejszy jest lepiej, ale ta senność nie pozwala mi na nic, wolę iść spać niż coś poczytać. Zaczynam czytać i po prostu zasypiam...i tak przemija mi życie, sen, sen...
              Najważniejsze jest to, że nie mogę dojść przyczyny dlaczego reaguję czerwienieniem na różne sytuacje. Dlaczego idąc ulicą, widząc znajomą osobę skacze mi adrenalina i ukazują się pąsy? Całe życie mam się chować...?
              Lekarze nie znają przyczyny. Jest forum dla osób z problemem takim jaki mam ja. Byłam tam, szukałam pomocy jak i oni. Ale dla nas nie ma pomocy jak widać...Medycyna pnie się do przodu, ale nadal nie ma cienia nadziei.
              Zaczęłam używać podkładu, który trochę zakrywa. Czuję się pewniej...
              Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi...
              To prawie wszystko, niektórych objawów wstydzę się opisywać- sądzę, że i tak nie mają związku, co nieco poczytałam na ten temat.
              Dzięki za zainteresowanie i pomoc.


              • e-kasia27 Re: rozpadam się...? 20.12.10, 07:17
                A może spróbowała byś pójść na terapię dla DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików)?
                Niezależnie od wszystkiego, masz problem ze swoją przeszłością, tak wynika z tego, co napisałaś.
                Wiele czynników(psychicznych, medycznych) może się nakładać i w wyniku dawać, to co masz.

                Nie pisz, że się wstydzisz o czymś napisać, tylko wal prosto z mostu, przecież tutaj nikt i tak nie wie kim jesteś, a nawet jak się zrobisz czerwona pisząc, to nikt tego nie zobaczy.

                Poza tym szczera rozmowa na swój temat przez internet, to może być wstęp do tego, aby być bardziej odważnym także w realu. Ludzie naprawdę nie są tacy straszni i też mają problemy, i się wstydzą, i czerwienią, i pocą i mają inne objawy zdenerwowania, które się im wcale nie podobają. Sama chodziłam całe liceum w golfie(nawet w upał), bo jak mnie nauczyciel tylko o coś zapytał, to mi się na szyi i dekolcie robiły czerwone plamy i wszyscy się zaraz pytali, co ci się stało, a ja wtedy miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zazdrościłam koleżance, która ze zdenerwowania robiła się blada i pociły jej się ręce, a ona tak się tego wstydziła, że unikała, jak ognia podawania komukolwiek ręki i ciągle miętoliła w rękach chusteczki.
                Każdy ma mola, który go gryzie, ale większości moli można się pozbyć.
                • minniemouse Re: rozpadam się...? 20.12.10, 23:13
                  Nie pisz, że się wstydzisz o czymś napisać, tylko wal prosto z mostu, przecież tutaj nikt i tak nie wie kim jesteś, a nawet jak się zrobisz czerwona pisząc, to nikt tego nie zobaczy.

                  Nie wysilaj sie Kasia, to jakis troll, kretacz i klamaczuch, zawraca glowe normalnym ludziom ktorzy tylko niepotrzebnie czas traca:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,30835,111873367,111873367,Moja_historia_Okroopna_zazdrosc_i_niemoc.html
                  tu pisze tak, tam pisze tak, kreci, klamie, zmysla,
                  jak ci sie chce to sie w to baw - ja nie mam najmniejszego zamiaru.

                  Minnie
              • felinecaline Re: rozpadam się...? 20.12.10, 11:22
                Rzeczywiscie, Soul, napisalas dzis pare slowprawdy.
                Za duzo czasu spedzasz przed komputerem, pisujesz na roznych forach opisujac ciezkie problemy malej, biednej soul jak np tu:
                forum.gazeta.pl/forum/w,30835,111873367,,Moja_historia_Okroopna_zazdrosc_i_niemoc.html?v=2
                To moze tym razem zostan jeszcze chwile, akurat tyle, ile trzeba, zeby wyjasnic, ktora wersja soul jest bardziej prawdziwa?
                Ludzie poswiecaja Ci swoj czas i probuja pomoc wiec jezeli jest jakas soul pilnie potrzebujaca pomocy to niech z tymi ludzmi bedzie przynajmniej szczera.
                Jezeli zas cala przyjemnosc soul polega na opowiadaniu wyimaginowanych problemow wyimaginowanej osoby to soul spedzajaca zycie przy komputerze tym razem powinna sie zaczerwienic
                .
                • soulshine1 Re: rozpadam się...? 20.12.10, 19:24
                  Nie opowiadam wyimaginowanych problemów. A ten to mój kolejny problem...tak wstydzę się tego. Poznałam kogoś o kogo jestem zazdrosna i tyle...spotykam się z nim, wpadłam w pułapkę z której teraz ciężko się wydostać, bo zakochałam się bardzo. Opisałam problem w miejscu gdzie można o tym pisać. Zresztą nie będę się tłumaczyć...Tak właśnie układa się moje życie.
                  I tak dziękuję za poświęcony mi czas. O wielu rzeczach nie wiedziałam, żaden lekarz nie wziął na poważnie problemu czerwienienia...
                  Hmm, każdy ma jakieś problemy, a jeśli nie mam z kim o nich porozmawiać to wylewam je na forach, gdzie zawsze ktoś napisze jakieś dobre słowo, podda swoją myśl.
                  Może faktycznie zniknę stąd...
                  • felinecaline Re: rozpadam się...? 20.12.10, 20:23
                    Faktycznie, najlepiej bedzie, jak znikniesz.
                    Rad dostalas dosyc i dalej powinnas juz sobie poradzic.
                    To zakladajac, ze pisalas szczerze.
                    Jesli jak podejrzewam cie - i nie tylko ja, a wlasciwie ja zaczelam podejrzewac chyba ostatnia robisz sobie w forum jakies swoiste labo doswiadczalne to rumien sie, rumien bardzo mocno.
                    Takie postepowanie powoduje w konsekwencji zniechecenie do udzielania rad.
                    Powodzenia w aktywnym, zdrowym i szczesliwym zyciu w realu.
                    A z forum - a kysz!
                    • joanna1982.3 Re: rozpadam się...? 15.01.11, 13:32
                      nie rozumiem twojej reakcji czemu sie tak zbulwersowalas. Nie masz prawa mowic komukolwiek by opuscil forum. Wnioskując z twoich wypowiedzi w tym watku - przykro mi to stwierdzic - nie jestes moim zdaniem zbyt madra. Szczerosc za szczerosc.
              • green_land Re: rozpadam się...? 20.12.10, 12:17
                Pierw musisz sobie wszystko poukładać w głowie. Nauczyć się nie bać. Jak? Małymi,maleńkimi kroczkami. Zaczynasz od robienia tego... czego sie boisz. Boisz sie zapytać o coś szefa czy znajomą - po prostu przestajesz się zastanawiać co będzie jak zapytasz tylko od razu pytasz. Będzie Ci sie może wydawało, że Twoje pytanie było głupie, nie na miejscu, że znów się skompromitowałaś itd - ale to nic. Ważne, by małymi kroczkami posuwać się do przodu. I coraz częściej robić to, co uważasz że jest przyczyną czerwienienia. I starać się za wszelką cenę nie mysłec o pąsach, które za chwilę pojawią sie na Twojej twarzy - po jakimś czasie będzie lepiej, choć na pewno nie zniknie. Zresztą nie o znikanie chodzi, ale o nabranie pewności siebie. Spróbuj nauczyć sie żartować z siebie, śmiać, ze swoich fobii, obaw. I jak najrzadziej myśłec o tym, co utrudnia Ci życie.
                A co do tekstów typu "jesteś niedorobiona" to nie lepiej się odgryźć?:) Nie ważne, że może wyjść mało inteligentnie czy nawet chamsko - ważne by nie pozwolić sie obrażać!
                • jednapani Re: rozpadam się...? 20.12.10, 23:45
                  Z wypowiedzi na innym forum wynika że soulshine taka niesmiała nie jest i nie zawsze się czerwieni.


                  ... gotuje się we mnie, wybucham i wyrzucam wszystko co mam na języku ... Dostaję szału
                  kiedy nie ma zasięgu, wyobrażam sobie, że ma jeszcze jedną kochankę i właśnie ją obraca ...
                  Nie chcę być taka, nie chcę mu robić ciągłych awantur, a jednak to samo przychodzi ...



                  • green_land Re: rozpadam się...? 21.12.10, 10:14
                    :)
                    A przecież mogła napisać jasno, ze zbiera materiał to jakiegoś tasiemca, nie robiłabym z siebie idioty:P
                    • minniemouse Re: rozpadam się...? 21.12.10, 22:38
                      A przecież mogła napisać jasno, ze zbiera materiał to jakiegoś tasiemca, nie robiłabym z siebie idioty:

                      Prawda? coz, sa ludzie i ludziki, albo ludziska.

                      Nie przejmuj sie, ja tez z siebie zrobilam :)

                      Minnie
    • xuxus Re: rozpadam się...? 20.12.10, 08:27
      z całą pewnością nie jesteś balastem tylko kimś kto potrzebuje pomocy, moim zdaniem specjalista jest konieczny, na forum Cię nikt nie uleczy
      • ca.melia Re: rozpadam się...? 28.12.10, 21:03
        Bzdura moje drogie, do psychiatry panna i tyle. Mniej histerii, rozczulania się. A i rzucenie kochanka tez zrobi dobrze.

        takie zaburzenia psychiczne leczy się z powodzeniem.
    • annajustyna Re: rozpadam się...? 01.01.11, 17:39
      Masz pewnie depresje.
      • kamilw-67 Re: rozpadam się...? 02.01.11, 04:27
        Witaj :) Kiedyś czułem się podobnie... ofiara losu, zawsze ten gorszy. Nie potrafiłem się śmiać nie potrafiłem rozmawiać z rówieśnikami, czerpać radości z życia... Do czasu gdy mój brat dał mi pewną książkę, mianowicie "Listy od przyjaciela" - Anthonyego Robbinsa. Po przeczytaniu tej książki zacząłem nowe lepsze życie. Teraz czas na zmianę twojego życia, pamiętaj jeszcze na nic nie jest za późno. Z całego serca polecam Ci tą książkę. Może to jest tylko książka, ale w szkole nie nauczą Cie kochania siebie ani wiary, wiary w swoją moc. Powodzenia :)
        PS.
        Jeśli nie masz kasy, to może w google znajdziesz ją w formie ebooka.
    • joanna1982.3 Re: rozpadam się...? 15.01.11, 14:46
      Ja cie rozumiem soulshine. Jest mi tylko wstyd za tych niektorych ludzi co tu wypisuja i ze zamiast pomocy spotkalas sie z odrzuceniem. Nie bierz tego do siebie. Ktos tu madrze powiedzial ze na forum nie znajdziesz pomocy. Widzisz - poobrazaly sie bo masz jeszcze inne problemy. Zachowuja sie jak male dzieci. Tylko ze sa dorosle i moga komus zaszkodzic. Pomysl sobie jakie ty masz szczescie, jakie to ludzie maja dopiero problemy...byc np glupia ignorantka? (jak np Pani ktora kazala ci znikac...) To dopiero pech. Ty sie dziewczyno ciesz, bo z tego co zauwazylam jestes bardzo wrazliwa i masz wielki potencjał.
      Moim zdaniem praca ci pomoze. Zadnych interakcji spolecznych, zadna ekspedientka itp. Na poczatek niech to bedzie prasowanie, pakowanie cos w tym stylu. Fakt ze pracujesz i codzienna dyscyplina odmienia twoje zycie, twoje poczucie wartosci znacznie wzrosnie. Musisz walczyc o siebie, praca to pierwszy krok.
      • felinecaline Re: rozpadam się...? 16.01.11, 12:24
        Joanno, najwiekszy potencjal sun to konfabulacja.
        Ja tez dalam sie zwiesc.
        Ale jak ktos mnie zwodzi a ja sie zawiode w pokladanym zaufaniu to jest to reakcja nieodwracalna.
        • joanna1982.3 Re: rozpadam się...? 29.01.11, 23:51
          ej, felinecaline.... dlaczego konfabulacja? Przecież zazdrość jak najbardziej może iść w parze z tym że ktoś robi się czerwony gdy koncentruje się na nim uwaga otoczenia. To jest rodzaj fobii (erytrofobia) a nie objaw niesmialosci. Zazrdość i fobia są siostrami.
          • felinecaline Re: rozpadam się...? 30.01.11, 14:56
            Joanno, badz uprzejma uwaznie i ze zrozumieniem przeczytac wszystkie posty, rowniez w zalinkowanym forum.
            Dopiero potem "ojaj" pod moim adresem.

            • joanna1982.3 Re: rozpadam się...? 13.02.11, 14:37
              przeczytałam wszystkie posty w zalinkowanym forum, nie myśl że nie przeczytałam. Mam do ciebie pretensje o to że kogoś wyganiasz z forum, a nie masz takiego prawa. Zachowujesz się jak jakaś księżniczka która każe ukatrupić wszystkich którzy ją rozzłoszczą. Soulshine nic nie napisała pod Twoim adresem, rozzłościł Cię jakiś szczegół jej życia ale to już Twój problem a nie jej. Wejdź sobie na jakieś forum dla motocyklistów itp, tam możesz być szorstka i pokazywać swoje fochy ale nie na forum gdzie piszą ludzie z depresją.
              • felinecaline Re: rozpadam się...? 13.02.11, 16:22
                Jersli ja "wyganiam" z forum to nie dlatego, ze mi przeszkadza, rozne roznosci widywalam i widuje na forum i poza nim i dlatego wiem, ze najlepszym sposobem do popadniecia w depresje jest nazbyt bogate "zycie forumowe".
                Im ono bogatsze tym ubozszy real i jak po rowni pochylej spada sie dokladnie na dno dna depresji, tak roznica jest wielka i bolesnie odczuwalna.
                Z drugiej strony ktos zajmujacy uwage potencjalnych doradcow bezmiarem swoich skarg, zyczen czy roszczen , zwlaszcza malo uzasadnionych sprawia, ze uwagi uchodza prawdziwe problemy ludzi rzeczywiscie powaznie dotknietych.
                • minniemouse Re: rozpadam się...? 14.02.11, 02:48
                  joanna1982.3 15.01.11, 13:32

                  Feline, przeciez ta cala "Joanna" -goraca sympatyczka Soulshine
                  pojawila sie niz z gruchy ni z pietruchy 15 stycznia,
                  w dawno zamarlym watku I PO CO???
                  - reke dam sobie uciac ze to sama Soulshine pod kolejnym nickiem, - czyzby jeszcze miala zaburzenia ososbowosci???

                  daj sobie spokoj...

                  Minnie
                  • joanna1982.3 Re: rozpadam się...? 16.02.11, 12:25
                    Nie jestem soulshine. I widzisz jaka jestes niesprawiedliwa? Mysle ze przez swoje okrutne komentarze sprawilyscie ze soulshine juz tu nie ma. Nie zalozyla tez pewnie nowego konta. Tak jak chcialyscie. Czy nie rozumiecie jedna z drugą że przez swoje komentarze mozecie komus zrobic krzywde. Po to zeby wam to powiedziec zalozylam konto. Bo dla mnie to nie sa zarty. Wczesniej jako gosc korzystalam z forum. To jest akurat forum zdrowie ktore mnie interesowalo, przez przypadek trafilam na temat rozpadam sie. Powstrzymajcie sie od komentowania watkow ludzi z problemami natury psychicznej, jeśli nie macie im nic dobrego do powiedzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka