Dodaj do ulubionych

operacja się udała, pacjent zmarł???!!

12.01.05, 23:38
1.problemy z diagnozą (lekarz 1 kontaktu zleca tylko wyłącznie usg jamy
brzusznej, a tato schudl w ciągu 3 miesięcy ok. 20 kg)
2.rtg klatki piersiowej- w śródpiersiu jest coś
3.ktg- no tak, coś jest- 4,8 x 2,5 cm
4.bronchoskopia- nic nie wykazuje
5. biopsja Danielsa - też nic
6.badanie hist. tkanek pobranych - i jest diagnoza- rak drobnokomórkowy
7.wykluczenie przezutów
8. chemia-znoszona rewelacyjnie
9. kontrola-super wyniki, rak uciekł
10.radioterapia, i jeszcze chemioterapia - znowu bez skutkow ubocznych
11.do domu! za miesiąc kontrola
12. obstrukcja
13. biegunka
14. ból rozlegly brzucha
15. pogotowie-lekarz podaje pyralginę i nospę
16. po 4,5 godzinie po interwencji pogotowia pacjent umiera
17.w karcie zgonu stoi jak byk przyczyna śmierci: rozsiana choroba
nowotworowa oraz niewydolność oddechowo-krążeniowa
18. zona nie zgadza sie na sekcję
19. córka wrzeszczy z wściekłości
Jaki może być punkt 20??!!
Poczucie winy? ulga? pustka?
To pisałam ja, córka. Minął tydzień.

Obserwuj wątek
    • atado1 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 00:13
      Czy uważasz, ze pkt. 20 powinien brzmieć: nie było raka, ale był rak i to
      nieleczony, albo nie zauważony po tych wszystkich chemioterapiach? Bardzo Ci
      współczuję. Najgorsze jest to, że codziennie słysze op podobnych przypadkach.
      • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 00:20
        latem, gdy leczenie Taty trwało w najlepsze, przepisywałam znajomej pracę
        mgr "Odpowiedzialność lekarza, pielęgniarki i zakładu opieki zdrowotnej"... W
        życiu nie pomyślałabym, że tak boleśnie będzie to dotyczyć naszej całej
        rodziny.Dzięki.
        • atado1 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 00:27
          A ja niedawno pisałem artykuł na temat błedów lekarskich i miałem wtedy
          nadzięję, że takich przypadków będzie coraz mniej. Co zamierzasz teraz z tym
          zrobić?
    • Gość: An Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 01:25
      Współczuję. Ale chyba to też jest życie - ludzie chorują i umierają. Po prostu.
      Jeśli dobrze zrozumialam, to był rak płuc. A ten się nigdy dobrze nie kończy.
      Aa to sie po prostu umiera. Może to nie błąd lekarski, aa brak umiejętności
      rozmawiania O TYCH SPRAWACH.
      Współczuję, bo moi rodzice też umierali na raka. Niewielu lekarzy umie się
      znaleźć wobec pacjenta i jego rodziny.
      • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 01:34
        to trochę nie tak. Gdyby leczenie nie przynosiło oczekiwanych skutków ( a
        przynosiło, mam na dowód wyniki badań!) to pogodzenie się ze śmiercią Taty
        byłoby prostsze. Nie proste, ale prostsze...Lekarz, który udzielał
        Tacie "pomocy" nie był uprzejmy ze mną rozmawiać.
        • Gość: An Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 01:40
          Lekarz nie był uprzejmy rozmawiać, bo prawdopodobnie tego nie potrafi - co tak
          do końca nie jest jego wina. Co do wyników - te same wyniki 10 lekarzy
          zinterpretuje zupełnie inaczej... A jesli to był rak płuc, to wierz mi, dobre
          wyniki nie mają żadnego znaczenia. Poza tym przed śmiercią
          wszystkie "parametry" się poprawiają. Naprawdę tak jest.
          Rozumiem Twoje rozgoryczenie. Musisz to przeżyć - nie ma innej drogi.
          pozdrawiam
        • Gość: obiektywna Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 08:42
          Bez zgody i upoważnienia chorego nam po prostu NIE WOLNO udzielać dokładnych
          informacji rodzinie. Robiąc to łamiemy Kartę Praw Pacjenta. Może Twój Tata
          chciał Was oszczędzić? A wyniki badań nie świadczą wcale w 100% o wyleczeniu.
          Wystarczy , że np. przy biopsji weźmie się do oceny zdrowy fragment tkanki! My
          jesteśmy lekarzami a nie jasnowidzami! Ludźmi dysponującymi odpowiednią wiedzą
          i doświadczeniem, ale nie czarownikami i wróżbitami.
          Rozmowy z pacjentami i rodzinami są czasami najtrudniejszą częścią pracy
          lekarza. Pytanie np. o palenie papierosów czy używki traktowane jest jak
          obelga. Rodziny ciężko chorych wielu rzeczy nie przyjmują do wiadomości.
    • Gość: An Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 01:30
      Jeszcze jedno:
      punkt 20: ŻAŁOBA
    • Gość: obiektywna Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 08:34
      Patrz punkt 6. Rozumiem wściekłość, żal, pretensje do całego świata ( a przede
      wszystkim do lekarzy, bo to na nas właśnie skupia się żal i rozpacz), ale są
      choroby wobec których medycyna jest BEZRADNA.
      Nowotwory bywają podstępne i zddarza się, że atakują bardzo szybko.
      Nie widzę błędu w sztuce.
      • Gość: siedem Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 08:56
        > choroby wobec których medycyna jest BEZRADNA.
        np katar...

        pacjent zawdziecza wlasnemu organizmowi wyleczenie z raka [to dziala tez w
        druga strone] dobrze jest gdy konowal zbytnio mu w tym nie przeszkadza np
        katujac organizm chemia.

        5040
        • Gość: obiektywna Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 09:58
          To po jaką cholerę, skoro uważacie nas za "konowałów" przeszkadzających w
          procesie zdrowienia, walicie do nas drzwiami i oknami, wydzwaniacie po nocy na
          prywatne komórki, łapiecie nas za rękawy gdy wychodzimy PO PRACY do domów,
          wtykacie przeterminowane czekoladki czy zwiędłe kwiaty w charakterze łapowek i
          t p.
          Czy nie lepiej leczyć sie we własnym zakresie?
          • Gość: siedem Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 10:07
            to był bardziej post do tej bezmozgiej owcy ktora uwaza ze zdrowie jej ojca
            zalezy/ało w stu procentach od lekarzy. poza tym prosze nie uzywac WY. ja
            jestem ja. nie chwytam was za rekawy a juz w zyciu nie wrecze ci nawet papierka
            po snickersie.

            > Czy nie lepiej leczyć sie we własnym zakresie?
            o niebo lepiej

            5040
            • Gość: obiektywna Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 12:07
              Sorry.
          • Gość: Fasolka Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: 62.29.248.* 13.01.05, 10:22
            Obiektywna!
            Może tę odpowiedź powinnaś łaskawie skierować do 'siedem' a nie do nas
            wszystkich cztających to forum.
            Ja nigdy nie robiłam rzeczy o których piszesz i w związku z tym mogę czuć się
            urażona, prawda? Choć nie wiem jak zachowywałabym się, gdybym to nie ja a ktoś
            z moich bliskich walczył z chorobą. Może też dzwoniłabym w nocy i łapała za
            rękaw...
            A na forum udzielasz się dlatego, że chcesz nam, pacjentom, laikom pomóc,
            prawda?
            Rozumiesz chyba, że wypowiedź 'siedem' to swego rodzaju prowokacja, które tu
            ale i w realu zdarzają się dość często i to jako lekarz chyba też powinnaś
            zrozumieć. Przerażenie, zagubienie, strach powodują atak na wszystkich
            dookoła.
            Zwłaszcza, kiedy tak jak autorka wątku, nie ma się dostatecznie wielu
            informacji na temat choroby. Może rzeczywiście, Tata zastrzegł sobie
            nieinformowanie najbliższych a może sam nie wiedział a choroba wygrała.
            Tego się już raczej nie dowiemy...

            pozdrawiam,
            F.
            • Gość: Malcolm Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.tkk.pl / *.tkk.pl 13.01.05, 10:40
              Boże chroń nas przed lekarzami tego pokroju co Obiektywna. Jestem pod wrażeniem
              ogromu serca i współczucia dla pacjenta! Następnym razem jak ktoś komu umiera
              najbliższa osoba przyjdzie pod Twój dom, albo (o zgrozo!)złapie Cię za rekaw, w
              poczuciu swej wyzszości kopnij upierdliwca albo podaj pavulon.
              Ludzie! Zmarł człowiek, dziewczyna straciła ojca - okażcie trochę współczucia
              zamiast nazywać ją "bezmózgą owcą"!
              Jam33 przyjmij moje kondolencje.
            • Gość: ADA Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.wroclaw.mm.pl 13.01.05, 10:55
              Gość portalu: Fasolka napisał(a):

              > Obiektywna!
              > Może tę odpowiedź powinnaś łaskawie skierować do 'siedem' a nie do nas
              > wszystkich cztających to forum.
              > Ja nigdy nie robiłam rzeczy o których piszesz i w związku z tym mogę czuć się
              > urażona, prawda?

              ale zaraz dodaje:

              > Choć nie wiem jak zachowywałabym się, gdybym to nie ja a ktoś
              > z moich bliskich walczył z chorobą. Może też dzwoniłabym w nocy i łapała za
              > rękaw...

              No własnie.
              Ja dałam, co prawda nie były to zwiędłe kwiaty czy przeterminowane czekoladki,
              ja dałam pieniądze. Dzieki temu mój mąż żyje, gdyż od tego momenru zaczęto
              ratować jego mocno zagrożone życie.
              Pisałam tu kiedyś o tym:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=10925774&v=2&s=0
              Dlaczego ludzie dają? Jak mam zaufać takiej służbie zdrowia po tym co spotkało
              mojego męża??
              Dlaczego ludzie łapią lekarzy za rękaw? Dlatego, że regułą jest, że lekarze nie
              udzielają podstawowych informacji o chorobie, możliwościach leczenia ani
              rodzinie ani pacjentowi. Lekarza trzeba łapać, żebrać o chwilę jego uwagi i
              czasu.
              Obiektywna, jeśli jesteś lekarką to wiesz najlepiej, ze tak właśnie to
              funkcjonuje i nie obrażaj sie na pacjentów czy ich rodziny, którzy zdesperowani
              próbują się dowiedzieć czegokolwiek o stanie chorego. Nie tak dawno leżałam na
              oddziale gdzie normą było, że pacjenci nie wiedzieli jak i dlaczego właśnie tak
              są leczeni, gdzie wyniki badań są jakieś ściśle tajne.. kompletna ignorancja.

              Jak w czeskim filmie, nikt nic nie wie. Lekarze bez identyfikatorów. Pacjentka
              tłumaczy lekarzowi, że coś jej powiedział "doktor średniego wzrostu, szatyn i w
              okularach". Rysopis odpowiada połowie męskiego personelu, ale ten pan akurat
              okazał sie być pielęgniarzem!!
              I ty sie dziwisz, ze ktos szarpie cie za rękaw? Gdybyś poświęciła każdemu
              pacjentowi, pozostającemu pod twoja opieką chociaż chwilę na rzetelną
              informację to na pewno nie szarpałby cię za rękaw.

              Jeśli pacjent jest niedoinformowany to kogo ma pytać? Salową czy lekarza?
              • Gość: obiektywna Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 12:30
                Rozumiem, że rodziny pacjentów sa w stresie, zwłaszcza gdy chodzi o
                ciężka/nieuleczalna chorobę najbliższych, ale....są granice!
                W tej chwili jestem na zwolnieniu( sama mocno przeziębiona), mialam już chyba
                ze 4 telefony na prywatną komórkę, od rodzin pacjentów. Zadają pytania na które
                nie potrafię odpowiedzieć będąc w domu, mają pretensję, że ich bliski został
                przkazany innemu lekarzowi. Czy woleliby, żebym zaraziła paskudną infekcją ich,
                i tak ciężko chorych, krewnych?
                Każdy człowiek ma określone godziny pracy. Urzędnik nie udziela informacji np.
                o wypełnianiu PIT-ów w domu przez telefon a do tego w nocy! Do lekarza dzwoni
                sie o każdej porze dnia i nocy. A, że przy okazji wyrwie się go z głębokiego
                snu, obudzi współmałżonka, dziecko - to juz nieistotne. Dany w dobrej wierze
                telefon komórkowy jest bezwzględnie wykorzystywany . Ja np. mam telefon i
                komórkowy i domowy wychowawczyni mojego dziecka i do głowy by mi nie przyszło,
                aby wydzwaniac do niej w sprawach, które mogę załatwic na wywiadówce. Po prostu
                byłoby mi wstyd - pacjentom i ich rodzinom nie jest.
                Na fartuchu mam identyfikator ze zdjęciem. Na sali jest tabliczka z moim
                nazwiskiem jako lekarza prowadzącego, na drzwiach pokoju lekarskiego wisi druga
                tabliczka informująca, ze w nim "mieszkam", każdemu nowoprzyjetemu choremu
                zwykłam była się przedstawiać - nie jestem więc osobą anonimową!
                Zamiast wszystkich dookola oskarzać o branie łapówek ( kopert z pieniędzmi)
                możecie nie dawać albo poinformować stosowne organy!
                Nie twierdzę, że nikt nie bierze pieniędzy, ale zdecydowanie częściej lekarzom
                wręcza się: pędzony bimber, przeterminowane ( albo nawet takie , które mają w
                miarę aktualną datę ważności)czekoladki , brendy- zwane szumnie "koniakiem",
                kawę, herbatę, kwiaty( równiez doniczkowe), całą game reklamówek - od piór
                wiecznych z nadrukiem firmowym po plastikowe długopisy, dostajemy etui na
                okulary( takie, które za darmo daje każdy porządny zakład optyczny przy
                zamawianiu szkieł) albo coś na kształt kalkulatorów z rozlanymi wewnątrz
                bateriami.
                Większośc tych "łapówek" mieści sie w granicach 20-50 PLN, a krzyczy się, że
                doktor bierze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                Znakomita część ląduje w koszu na smieci, bo nikt z nas nie będzie pił bimbru
                niewiadomego pochodzenia czy jadł starych czekoladek. Obalmy wreszcie ten mit!
                Pacjentom poświęcam tyle czasu ile trzeba. Gdy trafia ktoś wymagający
                szczególowej diagnostyki - wykorzystuję także prywatne układy, biegam do
                kolegów z innych pięter uprawiajac politykę żebraczą - "wciśnij jeszcze tego
                chorego"( na badanie, konsultacje itp). Teoretycznie rzecz biorąc nie
                musiałabym tego robic, lezy w szpitalu i terminy sa jakie są.
                Łatwo oceniać i krytykować lekarzy - trudniej zrozumieć całą( patologiczną)
                machinę słuzby zdrowia, w której my mamy do powiedzenia bardzo mało.
                • klara.brzoza Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 14:32
                  Rozumiem, że numer Twojej komórki pacjenci znają z... książki telefonicznej?
                  Wybacz- jesli kiedyś byłam w grupie wsparcia dla matek karmiących, to telefon
                  tez dzwonił w nocy. Ale to dlatego, że JA ZDECYDOWAŁAM SIĘ pomagac im nawet o
                  takich porach. Jesliby tak nie było, to nie dawałabym im mojego numeru. Proste.
                  • Gość: obiektywna Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.chello.pl 13.01.05, 17:12
                    Mój numer telefonu komórkowego jest na wizytówce. Przyjmuję równiez w
                    spółdzielni ( o zgrozo), a ponieważ mam dośc rzadką specjalizację- mój telefon
                    jest "w obrocie". Powtarzam, tez znam telefon komórkowy nauczycieli mojego syna-
                    podali na zebraniu, ale nie dzwonię do domu, żeby zapytac jak mu poszła
                    ostatnia klasówka. Jesli mam pytanie - ide do szkoły w godzinach przyjęć danego
                    nauczyciela.
                • Gość: krm Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 23:53
                  Gość portalu: obiektywna napisał(a):
                  > Każdy człowiek ma określone godziny pracy. Urzędnik nie udziela informacji np.
                  > o wypełnianiu PIT-ów w domu przez telefon a do tego w nocy! Do lekarza dzwoni
                  > sie o każdej porze dnia i nocy. A, że przy okazji wyrwie się go z głębokiego
                  > snu, obudzi współmałżonka, dziecko - to juz nieistotne.

                  Idąc na studia medyczne musiałaś wiedzieć, że tak będzie, więc nie obrażaj się
                  taraz na cały świa, że ktoś dzwoni do ciebie w nocy. Ktoś kto chce mieć święty
                  spokój po 15 zostaje urzędnikie a nie pcha się do służby zdrowia. MAm wilu
                  znajomych pracujących w szpitalach, dyzury 12, nieraz 24 godzinne, jest im
                  ciężko ale nie rezygnują mimo, że nie są lekarzami i zarobki też nie takie,
                  więc nie narzekaj
                • mamatomka5 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 12.05.05, 20:30
                  PANI OBIEKTYWNA NIE JEST PANI BOGIEM .TON PANI WYPOWIEDZI JEST PO PROSTU
                  ŻENUJĄCY .SĄDZĘ ,ŻE MINĘŁA SIĘ PANI Z POWOŁANIEM .POWINNA PANI WYKONYWAĆ ZAWÓD
                  SALOWEJ TO NIKT DO PANI BY NIE DZWONIŁ .CIEKAWA JESTEM JAK TRAKTUJE PANI
                  PACJENTÓW PRYWATNIE .PODEJRZEWAM ,ŻE MA PANI DLA NICH WIĘCEJ CZASU.TAK TRUDNO
                  JEST PANI ODPOWIEDZIEĆ RODZINIE O SWOIM PACJENCIE .POLECAM ZMIENIĆ ZAWÓD.JA
                  SWÓJ ZAWÓD WYKONUJĘ SUMIENNIE I NIE PRZESZKADZA MI TO ,ŻE KTOŚ ZABIERA MI MÓJ
                  PRYWATNY CZAS,BO PROSZE PANI JA SWÓJ ZAWÓD LUBIĘ A PANI CHYBA NIE .POZDRAWIAM I
                  NIGDY NIE CHCIAŁABYM SPOTKAC SIĘ Z TAKĄ NIEKULTURALNĄ LEKARKĄ PROSZĘ ZASTANOWIĆ
                  SIĘ NAD SWOIM POSTĘPOWANIEM.ŻEGNAM
            • Gość: nina Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: 212.160.172.* 21.01.05, 08:13
              Niestety jest róznica o nie podawaniu informacji zgodnie z życzeniem pacjenta
              vide Karta Praw Pacjetna oraz ustawa o ochronie danych osobowcy z 29.VIII.1997,
              a co innego podawanie rodzinie nieprawdziwych (fałyszwych) informacji. Różnica
              jest diamteralna, zwłaszcza w sądzie..
    • Gość: rt Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 13.01.05, 10:51
      1.bez sekcji to wszystko tylko gdybanie, problemu niestety nie rozwiazesz
      2. Objektywna tez ma racje: bez zgody pacjenta zadnej informacji dla rodziny
      (stan prawny , rok 2005 , Niemcy),polskich przepisow nie znam , Pacjent za to
      musi byc poinformany o wszystkich szczegolach swojej choroby wlacznie z
      rokowaniem
      • Gość: ADA Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.wroclaw.mm.pl 13.01.05, 11:13
        Gość portalu: rt napisał(a):

        > Pacjent za to
        > musi byc poinformany o wszystkich szczegolach swojej choroby wlacznie z
        > rokowaniem

        Pobożne życzenia!!
        Moje dziecko leżało na oddziale chirurgii dziecięcej od czwartku. W sobotę
        zobaczyłam, że pielęgniarka podaje dziecku dożylnie lek. Zapytałam o ten lek i
        usłyszałam wyraźnie zdenerwowany głos, ze to "lekarstwo". Jakie i w jakim
        celu? "Po prostu lekarstwo, antybiotyk". Dyżurna lekarka nie wyszła ze swojego
        gabinetu pomimo, że kilkakrotnie prosiłam o chwile rozmowy.
        W poniedziałek podczas obchodu ordynator opiekujący się salą tłumaczy całej
        reszcie, że dziecko pozostawało pod obserwacją, nie zastosowano żadnego
        leczenia oprócz zalecen dietetycznych (było podejrzenie zapalenia wyrostka). Po
        zakonczeniu obchodu mówie ordynatorowi, ze dziecko ma podawany antybiotyk a on,
        że to niemożliwe, nie było takiej potrzeby. Idziemy do dyżurki sprawdzić w
        karcie i jest antybiotyk BIOCEFAL 2x750.
        Okazało się, że dyżurnej, zaspanej pani doktor coś się popieprzyło, pomyliła
        dzieci i mojemu dziecku (5 lat) podawano niepotrzebnie ten antybiotyk!!! A temu
        choremu dziecku leku oczywiście nie podawano.

        No i zaraz dorobiono ideologię, że to tak profilaktycznie, że to nie zaszkodzi.

        Może gdybym wtedy w sobotę była bardziej stanowcza, gdybym tę krowę-lekarkę
        poszarpała wtedy za rękaw to moje dziecko nie brałoby niepotrzebnie tak silnego
        leku.

        W naszych szpitalach pacjenta traktuje się jak zło konieczne, bez krzty
        szacunku i poszanowania godności!
        • Gość: siedem Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 11:28
          > W naszych szpitalach pacjenta traktuje się jak zło konieczne, bez krzty
          > szacunku i poszanowania godności!

          a jak chcesz byc traktowana przez kogos kogo traktujesz jak polboga RA pana
          zachodzacego słonca i westalki przedacej nici zycia. nawet swinia w koncu tak
          traktowana w koncu zaczenie cie traktowac jak "obiektywna" plujac na czekoladki
          wyciagajac druga lape po duze nominały w gotówce.

          5040
          • Gość: ADA Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.wroclaw.mm.pl 13.01.05, 11:37
            Siedem, nie przesadzaj. Ja nie traktuję lekarza jak półboga!! Chcę mocno
            wierzyć, ze jest inaczej, ale jak tak sobie czytam tu różne przypadki na forum
            i wezmę pod uwagę to co mnie spotyka to wyłania mi sie obraz lekarza ignoranta,
            niedouczonego..

            Nie, nie chcę generalizować. Spotykam też takich w miarę O.K. Tylko, ze
            spotkania z tymi niedouczonymi na dłużej zostają w pamięci.
        • Gość: Doki off- topic do ADA IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 11:33
          OK, stalo sie zle, to fakt, ale Twoja reakcja:

          > Może gdybym wtedy w sobotę była bardziej stanowcza, gdybym tę krowę-lekarkę
          > poszarpała wtedy za rękaw to moje dziecko nie brałoby niepotrzebnie tak silnego
          > leku.

          no wiec Twoja reakcja jest nieadekwatna. Jaki "tak silny lek- jedna dawka
          cefalosporyny? Czym tu sie az tak przejmowac? Na pewno Twoje dziecko nie
          odnioslo szkody, a szansa, ze moglo tak sie stac, jest przyzerowa.
          Nie chodzi o wybielanie personelu, ktory zgrzeszyl wobec Ciebie i to mocno.
          Chodzi o to, zebys zrozumiala, ze histeryzujesz.
          • Gość: siedem Re: off- topic do ADA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 11:41
            > Chodzi o to, zebys zrozumiala, ze histeryzujesz.

            a jakby felczer pomylił pavulon co bys napisał?

            5040
            • Gość: Doki Re: off- topic do ADA IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 12:13
              > a jakby felczer pomylił pavulon co bys napisał?

              Ze felczerom nie wolno podawac pawulonu. Leki z tej grupy moga byc stosowane
              TYLKO I WYLACZNIE przez specjalistow, ktorzy wiedza jak sie z nimi obchodzic,
              czyli przez anestezjologow.

              Porownanie pavulonu do cefalospuryny jest smieszne i dowodzi, ze nie rozumiesz
              zagadnienia.
          • Gość: ADA Doki, nie histeryzuję IP: *.wroclaw.mm.pl 13.01.05, 11:54
            Dawek Biocefalu 750 było dziesięć (sobota, niedziela, poniedziałek, wtorek,
            środa) i następnie zlecono w domu kontynuację leczenia lekiem ZINNAT w tabl.
            2x250mg przez okres kolejnych 5 dni.

            Wezwany do domu lekarz kategorycznie kazał odstawić ten antybiotyk. Tak więc
            leczenie ogólnie trwało 7 dni i było absolutnie zbędne!!!

            Moje dziecko chorowało przez pierwsze lata życia dosyć często na paskudne
            anginy ropne i wielokrotnie leczone było antybiotykami, bo taka była
            konieczność. I tym bardziej bolało, że kolejny raz, zupełnie niepotrzebnie musi
            znosić uboczne działanie antybiotyku (dolegliwości żołądkowe).

            A ta krowa nawet słowem nie wyjaśniła tej sytuacji, nie przeprosiła. Chodziła
            obrażona z wykręconą w drugą stronę głową, brrrr! Myslę, że dostała ochrzan od
            ordynatora bo doktor był najwyraźniej zdenerwowany gdy zobaczył to zlecenie w
            karcie. On przyjmował moje dziecko na oddział i bardzo interesował się stanem
            dziecka w czasie pobytu. Ale to zlecenie wypisane było w sobote pod jego
            nieobecność. Tylko nie wiem dlaczego kazano kontynuować to leczenie. Lekarz
            pediatra w domu stwierdził, że rozsądniej było przerwać podawanie leku gdy
            tylko zorientowano sie, że podawany jest omyłkowo.
            • Gość: Doki Re: Doki, nie histeryzuję IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 12:28
              No tak, to zmienia postac rzeczy.
              Widzisz, ja troche czytalem o tym jaki procent zlecen jest wykonywany
              prawidlowo, a ile jest omylek. Wielu pacjentom zrobiloby sie slabo, gdyby
              wiedzieli, ale z drugiej strony to dowod, ze czlowieka nielatwo ukatrupic przez
              pomylke.
              • Gość: rt Re: Doki, nie histeryzuję IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 13.01.05, 12:34
                "wiedzieli, ale z drugiej strony to dowod, ze czlowieka nielatwo ukatrupic
                przez pomylke"
                masz calkowicie racje , czym dluzej pracuje tym bardziej chyle czolo przed
                stworzeniem zwane czlowiekiem.
                • jam33 Re: Doki, nie histeryzuję 13.01.05, 13:57
                  tych parę punktów wypisanych w pierwszym poście to oczywiście skrót. Tato nie
                  mógł nie wyrazić zgody na informowanie bliskich o stanie zdrowia, bo to ja
                  własnie byłam przez niego upoważniona na piśmie do wszelkich informacji. Kilka
                  szczegółów, przez które mam mętlik w głowie, i przez które podejrzenie o
                  zaniedbanie lekarza (czy też błąd w sztuce) nie jest chyba takie bezzasadne.
                  godz. 20.45 - mama dzwoni, żebym przyjechała, bo Tato ma chyba temperaturę.
                  Przyjeżdżam, mierzę-38. Naręznym aparatem do mierzenia ciśnienia nie potrafię
                  go zmierzyć. Mierzę sobie, mamie - jest ok. Tacie nie potrafię. Tato jest
                  kontaktowy, rozmawia ze mną i mówi że boli go w okolicy żeber.
                  godz.4 rano. Mama dzwoni, że trzeba by pogotowie, bo Tatę boli coraz bardziej.
                  Pogotowie przyjeżdża, lekarz podaje pyralginę i nospę, przepisuje glukozę
                  (kroplówka na rano) i mówi - a może by tak do szpitala?..Tato nie chce, bo
                  przestaje go boleć, a Mama się nie sprzeciwia.
                  godz.8 rano. Mama dzwoni, że jednak trzeba by do szpitala, bo Tatę znowu boli.
                  Przyjeżdza nie karetka z lekarzem, a transport, żeby Tatę przewieźć. W chwili
                  przenoszenia na nosze, tata traci przytomność. Ma być przewieziony na oddzial
                  internistyczny.
                  godz.8.50. Mama dzwoni, że dzwoniła do szpitala, ale tam go nie ma
                  8.51. uginają się pode mną nogi
                  8.55. Już wiem, że Tato nie żyje. Zmarł wkrótce po przewiezieniu do szpitala
                  chirurgicznego.
                  9.00 wrzeszcze
                  ok.10 jadę po kartę zgonu, mama nie zgadza się sekcję, lekarz nie przychodzi,
                  choć jest na miejscu

                  Obiektywna, żeby porozmawiać z człowiekiem, nie trzeba się tego uczyć. Trzeba
                  być człowiekiem.
                  • Gość: obiektywna Re: Doki, nie histeryzuję IP: *.chello.pl 13.01.05, 14:13
                    Naprawdę chyba się nie dogadamy - o co masz pretensje do lekarzy? O to, że
                    zmarł Twój Tata? zę był nieuleczalnie chory? że chory nie wyraził zgody na
                    hospitalizację? że przyjechała przewozówka a nie karetka z lekarzem? że lekarz
                    nie rozmawial,bo byc może był zajęty czyms innym?
                    Na kims trzeba wyładować żal, lekarze sa pod ręką- wiec czemu nie?
                    Wymień konkretne zarzuty. Współczuje Ci z powodu smierci Taty, ale to nie
                    powód, żebyś jak sama piszesz "wrzeszczała".
                    • jam33 Re: Doki, nie histeryzuję 13.01.05, 16:01
                      Gość portalu: obiektywna napisał(a):

                      > Naprawdę chyba się nie dogadamy - o co masz pretensje do lekarzy? O to, że
                      > zmarł Twój Tata? zę był nieuleczalnie chory? że chory nie wyraził zgody na
                      > hospitalizację? że przyjechała przewozówka a nie karetka z lekarzem? że
                      lekarz
                      > nie rozmawial,bo byc może był zajęty czyms innym?
                      > Na kims trzeba wyładować żal, lekarze sa pod ręką- wiec czemu nie?
                      > Wymień konkretne zarzuty. Współczuje Ci z powodu smierci Taty, ale to nie
                      > powód, żebyś jak sama piszesz "wrzeszczała".

                      Owszem, jest to powód. Wrzeszczałam ze złości. Sama w domu. Nikt mnie nie
                      słyszał. Powodem była niezgoda na śmierć. To może nie być powód dla Ciebie. Dla
                      mnie tak.
                      • Gość: Doki Re: Doki, nie histeryzuję IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 16:07
                        > Owszem, jest to powód. Wrzeszczałam ze złości. Sama w domu. Nikt mnie nie
                        > słyszał. Powodem była niezgoda na śmierć. To może nie być powód dla Ciebie. Dla
                        > mnie tak.

                        Wiesz, ja rozumiem co ma na mysli obiektywna, moze troche lepiej niz Ty.
                        Nie mozna nie zgadzac sie na smierc. Smierc nie pyta nikogo o zgode. Dla mnie to
                        tez nie jest powod do wrzasku. Rozni ludzie wymyslala sobie rozne metody
                        pogodzenia sie ze smiercia. Jedni maja religie. Inni jeszcze inne sposoby. Dla
                        mnie osobiscie smierc jest nieodlaczna czescia zycia, taka sama jak narodziny.
                        Mozna by powiedziec, ze w sumie czekam na swoja smierc, choc nie wyczekuje jej
                        poki co z utesknieniem, ale jesli przyjdzie chocby teraz- nie mam z tym
                        problemu. Ale to jest inna rozmowa i nie chcialas chyba, zeby ten watek sie tak
                        potoczyl.
                  • Gość: Doki wracamy do meritum IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 14:20
                    Obiektywna ma racje (pozdrawiam! Malcolm nieslusznie Cie napadl.)- nie sposob
                    podejrzewac bledu.
                    Byc moze choroba notworowa nie ma tu nic do rzeczy, a do karty zgonu wpisana ja
                    "na pale". Obraz wyglada troche jak wstrzas w przebiegu zapalenia otrzewnej (to
                    tylko jedna z mozliwosci, a nie moja diagnoza!), do ktorego moglo dojsc
                    niezaleznie od przebytej choroby nowotworowej (np perforacja zoladka, uchylka
                    okreznicy, martwica odcinka jelita). Zastanawiajace jest dlaczego pacjenta nie
                    operowano przy objawach ostrego brzucha i podejrzewam, ze jam33 nie powiedziala
                    nam, ze tak naprawde stan ogolny jej ojca byl tak zly, ze odstapiono od leczenia
                    z powodu obciazajacego wywiadu i niepomyslnego rokowania.
                    Dodatkowo pacjent sam odmowil przewiezienia do szpitala, wiec w czym rzecz?
                    Lekarz pogotowia zastosowal paliacje spodziewajac sie takiego obrotu sprawy,
                    jaki nastapil. Czy postapil slusznie- nie wiem, za malo danych.
                    • jam33 Re: wracamy do meritum 13.01.05, 14:51
                      zrozumcie jedno, że stan Taty po leczeniu był dobry! Na własnych nogach
                      przyszedł do mnie w Wigilię i w 2 dzień Świąt. Nie było potrzeby leczenia
                      paliatywnego, a rokowanie było dobre!Nie sposób podejrzewać błędu? Naprawdę?
                      Doki - nie mam najmniejszych powodów zatajac np informacji, że stan był zły i
                      że odstąpiono od leczenia. Gdyby tak było, dawno bym się z tym pogodziła, a nie
                      zawracała kijem Wisły na tym forum!
                      • Gość: Doki Re: wracamy do meritum IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 14:55
                        No dobrze, ale to nie wyklucza mozliwosci naglego zachorowania BEZ ZWIAZKU z
                        przebyta choroba nowotworowa typu tetniak aorty czy ostry brzuch.
                    • Gość: obiektywna Re: wracamy do meritum IP: *.chello.pl 13.01.05, 17:08
                      I ja pięknie się kłaniam. Kilkanaście lat temu ojciec mojej bliskiej (wówczas)
                      koleżanki mial zator krezki. Sprawa beznadziejna, w zasadzie bez szans . Kolega
                      zdecydował się operować, bardzo doświadczony anestezjolog znieczulić. Rodzinę
                      uprzedzono, że może być źle, a operacja jest chwytaniem się przez tonącego
                      brzytwy..... Pacjent został na stole. I wiecie co było? Źli lekarze zabili
                      (prawie zdrowego) czowieka! Tylko ów pan był (prawie) zdrowy kilka dni
                      wczesniej. Ile ta rodzina nawypisywała skarg, tego najstarsi ludzie nie
                      pamiętają.
                  • Gość: rt Re: Doki, nie histeryzuję IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 13.01.05, 14:24
                    rak drobnokomórkowy jest trudny do leczenia, ok 5-10% pacjentow bez przerzutow
                    zyje dluzej niz 5 lat;poza tym wogole nie wiesz co doprowadzilo do zgonu
                    Twojego ojca, moze inna choroba nie majaca nic wspolnego z rakiem np tetniak
                    aorty?
              • kj121 Re: Doki, nie histeryzuję 13.01.05, 14:31
                tia... leżąc sobie na internie po zasłabnięciu i z kołataniem serca +
                tachykardią dostawałam leki spowalniające pracę serca i inne mocne środki a tu
                niespodzianka: to była zwykła nerwica wegetatywna! dodam, że leki miałam
                podawane od początku pobytu zanim wykonano mi potrzebne badania; tak sobie w
                ciemno, a co!:))
                • Gość: Doki o, ktos jednak histeryzuje... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 14:42
                  kj121 napisała:

                  > tia... leżąc sobie na internie po zasłabnięciu i z kołataniem serca +
                  > tachykardią dostawałam leki spowalniające pracę serca

                  No i chyba slusznie, prawda? Wlalas lezec dalej z kolataniem serca?

                  > a tu niespodzianka: to była zwykła nerwica wegetatywna!

                  Nerwica wegetatywna to rozpoznanie, ktore stawia sie po wykluczeniu wszystkich
                  innych, grozniejszych mozliwosci. Gdyby z gory wiedziano, ze to nerwica (czyli
                  ze, kolokwialnie mowiac, histeryzujesz), to zycie byloby proste. Ale nie jest.

                  > leki miałam
                  > podawane od początku pobytu zanim wykonano mi potrzebne badania; tak sobie w
                  > ciemno, a co!:))

                  Nie chcesz zrozumiec, ze nie zawsze mozna czekac z leczeniem do czasu
                  postawienia diagnozy. W stanach naglych prawie zawsze leczy sie "w ciemno" i
                  dopiero w trakcie leczenia weryfikuje rozpoznanie. I naprawde nie wolalabys,
                  zeby postepowano inaczej.

                  Trafilas kula w plot.
                  • kj121 Re: o, ktos jednak histeryzuje... 13.01.05, 14:49
                    a jakiz to stan nagły?? ani żadnego bólu ani utraty przytomności ani trudności
                    w oddychaniu, tylko kołatanie i lęk...to tacyście państwo doktorstwo mądrzy (do
                    Ciebie to też kieruję, bo z pewnością należysz do tej grupy zawodowej), że nie
                    potraficie zawału od napadu lękowego odróżnić???a może dodatkowe (jeśli w ogóle
                    takie są) zajęcia z psychologii na studiach medycznych być powinny...no bo
                    jeśli ktoś pisze, że nerwica=histeria to jest totalnym ignorantem;)
                    • Gość: Doki Re: o, ktos jednak histeryzuje... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 14:53
                      > to tacyście państwo doktorstwo mądrzy (do
                      > Ciebie to też kieruję, bo z pewnością należysz do tej grupy zawodowej), że nie
                      > potraficie zawału od napadu lękowego odróżnić???

                      Wyobraz sobie, ze nie (bije sie w piersi i posypuje leb popiolem). Zwlaszcza
                      jesli pacjentka zachowuje sie teatralnie, ale i bez histerycznych zachowan nie
                      zawsze jest to oczywiste. A konsekwencje pomylki moga byc powazne.

                      > a może dodatkowe (jeśli w ogóle
                      > takie są) zajęcia z psychologii na studiach medycznych być powinny...no bo
                      > jeśli ktoś pisze, że nerwica=histeria to jest totalnym ignorantem;)

                      Znam roznice miedzy nerwica i histeria, dlatego w miom poscie jest "kolokwialnie
                      mowiac", a w ogole nie ma mowy o histerii, to znaczy, ze chodzi mi o potoczne
                      rozumienie slowa "histeryzowac", czyli wyolbrzymiac, panikowac, robic problem z
                      niczego, co wlasnie jest kwintesencja zachowania w nerwicy.
                      • kj121 Re: o, ktos jednak histeryzuje... 13.01.05, 15:03
                        kto ci powiedział, że zachowywałam się teatralnie?? ty chyba tę wiedzę o
                        nerwicy z filmów bierzesz, mój drogi (globus w "Nad Niemnem" się psipomniał,
                        tak??); otóż byłam zbyt przerażona żeby w ogóle wykonywać jakieś ruchy czy
                        gesty a co dopiero teatralne;ale to co piszesz jest właśnie kwintesencją
                        stosunku lekarza do pacjenta:pacjent boi się o swoje zdrowie,boi się bo jest w
                        szpitalu (to jest sytuacja stresogenna wieeesz???),boi się bo nie wie co mu
                        jest, czy odczuwa inne emocje, na co lekarz reaguje ironią, oskarżeniem o
                        histerię,lub całkowitą olewką; a może by tak za rękę człowieka potrzymać,może
                        by pocieszyć, uspokoić, hę??ale tego was na studiach nie uczą-niestety...
                        • Gość: Doki Re: o, ktos jednak histeryzuje... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 15:09
                          kj121 napisała:

                          > kto ci powiedział, że zachowywałam się teatralnie??

                          No to moze teraz mi powiesz jak mam odroznic kolatanie serca z powodu nerwicy od
                          wszelkich pozostalych zaburzen rytmu?

                          > na co lekarz reaguje ironią, oskarżeniem o histerię,lub całkowitą olewką;

                          Twoj lekarz tak nie zareagowal, tylko solidnie Cie przebadal, a Ty sie go o to
                          czepiasz.

                          > a może by tak za rękę człowieka potrzymać,może by pocieszyć, uspokoić, hę??

                          Aha. Gdyby mial tylko jedna pacjentke, to moze i by tak zrobil. Niestety, zwykle
                          lekarz w pracy ma pilniejsze rzeczy do zrobienia niz trzymanie pacjentow za
                          raczke. Ja miewam na to czas, ale nie zawsze.
                          • kj121 Re: o, ktos jednak histeryzuje... 13.01.05, 15:20
                            a po co odróżniać?nafaszerować delikwenta prochami.Może pomogą.A może nie.Ale-
                            jak to się mówi-co nas nie zabije, to nas wzmocni.

                            żegnam-nie przekonana i zdegustowana komentarzami Pana Dok(i)tora.



                            • Gość: Doki Re: o, ktos jednak histeryzuje... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 15:26
                              kj121 napisała:

                              > a po co odróżniać?nafaszerować delikwenta prochami.Może pomogą.A może nie.Ale-
                              > jak to się mówi-co nas nie zabije, to nas wzmocni.

                              Pomimo zdegustowania i w nadziei, ze jednak dasz sobie wytlumaczyc cokolwiek,
                              napisze jeszcze ze wyregulowanie rytmu serca jest sprawa pilna. Nie ma co czekac
                              do postawienia rozpoznania, by leczyc przyczynowo, tylko trzeba ten rytm w jakis
                              sposob sprowadzic do wartosci mniej wiecej normalnych. Najczesciej robi sie to
                              farmakologicznie. Jednoczesnie idzie cala diagnostyka, a po postawieniu
                              rozpoznania leczenie sie dopasowuje do nowych anych. Czy to naprawde takie
                              trudne do pojecia?
                              Nie mozesz sobie w kardiologii pozwolic na myslenie typu "poczekajmy, moze to
                              nie zawal tylko nerwica".

                              Jak mowia w amerykanskich filmach, "I rest my case, your honour".
                            • connie1 Re: o, ktos jednak histeryzuje... 13.01.05, 17:18
                              Kurcze następnym razem jak przywioza kogoś z bólem wieńcowym , to po pierwsze
                              pomyślę o nerwicy...
                              A jak będzie pacjent z częstosskurczem to zamiast kardiowersji potrzymam go za
                              rękę i wezwę psychologa(może zdąży..)
                              A co do lęku , jest to jeden z objawow zaburzeń rytmu serca, nie zawsze jest
                              tak ,ze lęk je wywoluje , czasem jest dokładnie odwrotnie
                              • kj121 Re: o, ktos jednak histeryzuje... 14.01.05, 10:39
                                "inteligentko" naucz się czytać- napisałam, że nie było żadnego bólu ani
                                żadnych innych somatycznych objawów, oprócz kołatania serca!!
                                ale masz rację: po pierwsze- pomyśl:))
    • Gość: Ala Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: 217.149.242.* 13.01.05, 14:47
      Taaa.... A ja przez ponad rok byłam faszerowana antydepresyjnymi, bo nagle
      bezsenności dostałam, a to jak wiadomo- depresja. Rozdrazniona, trudności w
      koncentracji uwagi, bóle głowy, zmeczenie. Typowe objawy? Nieprawdaż? Prawdaż.
      tylko jak mozna było egzystować, jesli ileś tygodni nie mogłam spać? No własnie
      tak, jak opisałam. I rozpoznanie od razu- bez kłopotów.Potem był kłopot z
      praca, życiem rodzinnym (a raczej jego brakiem), bo ciągle spałam, nie mogłam
      się zebrać. Zmiana leków nic nie dawała. A wystarczyło wyrzucic propranolol,
      który dostałam od kardiologa, bo ciśnienie zaczęło mi szwankować... Rzadko, ale
      powoduje bezsenność. Tylko szanowny psychiatra, a właściwie 3- nie wiedzieli o
      tym zapewne.Bo cóż oni moga wiedziec o lekach kardiologicznych? Własnie powinni.
      • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 14:55
        coś mi się wydaje, że najłatwiej tu powiedzieć, że Tato umarł bo miał raka. I
        że może nie warto wnikać, co takiemu pacjentowi jest?Bo przecież ma raka? Boli?
        RAk boli. Ale może warto - bo nawet przeżycie dodatkowego roku jest prezentem i
        darem, który nie ma sobie równych.
        A czy ja w ogóle naskoczyłam w pierwszym poście na lekarzy?NIe zauważyłam..
        • Gość: Doki Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.240.81.adsl.skynet.be 13.01.05, 15:06
          jam33 napisała:

          > coś mi się wydaje, że najłatwiej tu powiedzieć, że Tato umarł bo miał raka. I
          > że może nie warto wnikać, co takiemu pacjentowi jest?Bo przecież ma raka?

          No wlasnie, podzielam te watpliwosc. Tylko ze Twoj ojciec nie mial tak po prostu
          raka. On mial drobnokomorkowego raka pluc.

          > Ale może warto - bo nawet przeżycie dodatkowego roku jest prezentem i
          > darem, który nie ma sobie równych.

          A to juz nie jest takie proste. Po pierwsze, mowimy tylko o szansie. PO drugie,
          to nie prezent, tylko wielki wysilek ze strony chorego. Po trzecie, to moze
          wcale nie bedzie rok, tylko kilka tygodni, z czego przeszlo polowa w szpitalu...
          To nie takie proste. Ale watpliwosci mam, przyznaje.
          Idealnie to nikt nie powinien byc pochowany bez sekcji zwlok albo przynajmniej
          rozsadnie pewnej przyczyny zgonu. I gdzieniegdzie tak jest.
          • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 15:11
            zgadzam się z Tobą,
            niemniej pretensje mam głównie do siebie, bo przecież mogłam tam być, i
            trzezwiejszym mam nadzieję okiem niż mama i tata popatrzeć na sytuację, dopytać
            lekarza, zasugerować. Heh, to dopiero jest udręka...
            • Gość: jolka Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.tvgawex.pl 13.01.05, 18:13
              Bardzo Ci współczuję,nie chciałabym się znaleźć w Twojej sytuacji,a odpowiedzi
              pani obiektywnej są niestety bardzo subiektywne.Nie chciałabym być osobą,która
              będąc jej pacjentem dręczy ją nocnymi telefonami i wrecza zwiedłe
              kwiaty.Pracuję na oddziale i to już bardzo wiele lat i nigdy nie widziałam
              pacjenta wręczającego zwiędłe bukiety,zwykle widuję ich ze świeżymi
              kwiatami,reklamówkami.Koperty także mają,kiedy sie długo pracuje zna sie
              zwyczaje naszych doktorów,kto,ile i za co bierze.Nie zawsze płacą bo chcą sie
              odwdzięczyć,czasem "muszą"zapłacić.Trzymaj się jam33,niestety nic nie możesz
              juz w Twojej sytuacji zmienić.
            • Gość: rt Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 13.01.05, 19:06
              "jam33 napisała:

              > zgadzam się z Tobą,
              > niemniej pretensje mam głównie do siebie, bo przecież mogłam tam być, i
              > trzezwiejszym mam nadzieję okiem niż mama i tata popatrzeć na sytuację,
              dopytać
              >
              > lekarza, zasugerować. Heh, to dopiero jest udręka..."
              Prosze sie nie dreczyc,sytuacja byla nie do odwrocenia,co do postepowania
              lekarza pogotowia to bylo one jak juz doki napisal w porzadku, wiecej niz
              paliacji sie nie robi, takze zadnej reanimacji.



        • Gość: Lidka Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: 217.149.242.* 13.01.05, 15:15
          Napisałaś:
          "A czy ja w ogóle naskoczyłam w pierwszym poście na lekarzy?NIe zauważyłam.."
          Może te odzywki były na zasadzie: "uderz w stól, a nożyce się odezwą"? Moze
          dlatego, że smiałaś mieć watpliwości do tego, co sobą reprezentuje część
          lekarzy?
    • connie1 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 17:15
      Współczuję bardzo , rozumiem Twój ból i naturalne szukanie winnych...
      A że lekarz jest blisko...
      A w świadomości pacjenta lekarz to ktoś pomiędzy półbogiem (może wszystko) lub
      niewolnikiem...
      Masz prawo się złościć ..na los, każda śmierć jest za wczesna...
      MOi szanowni przedmówcy napisali wiele o raku drobnokomórkowym ,nie będe więc
      powtarzać..
      A medycyna to nie matematyka niestety
    • Gość: Helka Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.bk-s.tudelft.nl 13.01.05, 17:59
      Dlaczego nie zgodzilyscie sie na sekcje zwlok? To mogloby wiele wyjasnic i moze
      pomogloby uporac sie z bolem?
      • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 13.01.05, 18:13
        wiem o tym. Ja chciałam, Mama się nie zgodziła. Uszanowałam to i teraz się
        szarpię. Nie jestem głucha na argumenty lekarzy, wierzę w to, że ich praca
        polega na ratowaniu zdrowia i życia.Niestety to, co widziałam i przeżyłam
        (przeżywam), nasunęło mi pewne wątpliwości.Nie szukam jakichkolwiek winnych.Ale
        niedługo będę miała komplet dokumentów ze szpitala onkologicznego w Gliwicach
        oraz za sobą rozmowę z lekarzem, który udzielał Tacie pomocy albo "pomocy". I
        na pewno fakty przemówią bardziej niż głos zrozpaczonego laika. Jestem baaardzo
        zmęczona.
        • Gość: Helka Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.bk-s.tudelft.nl 13.01.05, 18:24
          Wiem, ze to straszny bol i zycze Ci wiele sily. Mam tez nadzieje, ze cos sie
          wyjasni w tej calej sytuacji. Piszesz, ze Tato nie chcial isc do szpitala i
          moze dobrze, ze te ostatnie chwile spedzil w domu, otoczony bliskimi.
          Z calego serca zycze Ci, zebys znalazla przyczyne, wyjasnienie, to cos, co ukoi
          Twoj bol! Helka
          • Gość: Monika Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 02:49
            Minelo juz wiele miesiecy od smierci mojego 78 -letniego ojca .Byl chory na
            raka zoladka.Po badaniach w szpitalu podjeto decyzje ze ogolny stan zdrowia
            jest na tyle dobry, rak nie jest prawdopodobnie rozprzestrzeniony/calkowitej
            pewnosci przeciez nigdy nie ma /- i mozna wykonac operacje calkowitego
            usuniecia zoladka.Lekarze rozmawiali z ojcem, z rodzina.Nie ukrywano jak ciezka
            jest to operacja ale to bylo jedynym dla niego ratunkiem.Operacje zniosl
            dobrze,nie bylo przerzutow, powoli wracaly sily, w koncu wyszedl o wlasnych
            silach ze szpitala.Byl w domu dwa dni.W nocy umarl we snie .Nie wiemy co sie
            stalo, dlaczego, Telefon do lekarza prowadzacego i operujacego zarazem- szok.
            Nie przyszlo nam ani przez chwile na mysl ze to wina lekarzy, wiedzielismy ze
            choroba jest okrutna , wiemy ze lekarze tez wszystkiego nie wiedza.Sekcji nie
            chcielismy.Wierzymy ze zrobili wszystko zgodnie ze swoja wiedza- zapewne
            dlatego ze bylismy ciagle w kontakcie z lekarzami , nabralismy do nich
            zaufania.Tylko rozumiem co sie czuje- do dzisiaj mam zal do siebie ,ze po
            odwiezieniu go do domu , bylam tylko z ojcem w kontakcie telefonicznym ,
            poniewaz dziesiatki spraw moich lezaly odlogiem przez 4 miesiace jego pobytu w
            szpitalu ,umowilam sie z ojcem ze przyjde w sobote-ojciec nie byl sam , byl z
            mama w domu,odwiedzily go wnuki.Zaczynalismy normalne zycie.Czy znalezienie
            przyczyny -takiej konkretnej cos da? Czy ukoi bol, pomoze - w czym?Rozumiem ,ze
            autorka watku obwinia lekarzy za to co sie stalo - moze i tak bylo.Napisalam
            tylko ze choroba taka jest bardzo ciezka,nie wszystko medycyna wie, moi
            najblizsi umierali na raka miesiacami , nie tylko ojciec.Wiem sporo, dlatego
            moze latwiej sie pogodzic z losem - nie powiedzialam ,ze latwo-ale
            latwiej.Trzymaj sie.
            • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 20.01.05, 22:35
              Mam potworne podejrzenie, że pacjent chory na raka (choć skutecznie leczony)
              jest pacjentem entej kategorii, i najlepiej ukryć przed lekarzem pogotowia
              fakt, że chorował.Wtedy może zacznie ratować pacjenta np. z zawałem , a nie
              markować ratowanie podając pyralginę i nospę. Zaniechanie to też błąd w sztuce.
              I grzech, o ironio...
              • Gość: Doki Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.01.05, 23:14
                jam33 napisała:

                > Mam potworne podejrzenie, że pacjent chory na raka (choć skutecznie leczony)
                > jest pacjentem entej kategorii, i najlepiej ukryć przed lekarzem pogotowia
                > fakt, że chorował.Wtedy może zacznie ratować pacjenta np. z zawałem , a nie
                > markować ratowanie podając pyralginę i nospę.

                Nie, no to juz nonsens. Co by to bylo gdyby pacjent z, powiedzmy, perforacja
                jelita, dostal leczenie takie, jak przy zawale serca.
                Pacjent z rakiem drobnokomorkowym, ktory przezyl ponad rok od diagnozy to
                ewenement. Nie znam szczegolow, wiec sie nie wypowiadam dalej. Byc moze te
                szczegoly sklonily lekarza pogotowia do takiego a nie innego postepowania. Ty,
                jako rodzina, mozesz uwazac, ze pacjent jest w swietnym stanie (rodzina zawsze
                tak uwaza), ale to nie musi byc prawda.

                Zaniechanie to blad w sztuce??? Dwie sprawy. Po pierwsze, pojecie "bledu w
                sztuce" jest tak nieprecyzyjne, ze juz malo uzywanie, bo kazdy przypisuje mu
                swoje wlasne znaczenie. Po drugie, zaniechanie nie zawsze jest bledem, moze byc
                wlasnie tym najwlasciwszym postepowaniem (when nothing can be done, nothing is
                the right thing to do). Uparte ciagniecie pacjenta "za wszelka cene" jest czasem
                rownie ciezkim bledem jak ten, ktory podejrzewasz.

                Tak czy owak, roztrzasanie w kolko tego co sie stalo do niczego Cie nie zaprowadzi.
                • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 21.01.05, 00:10
                  zaprowadzi, na pewno. Do - mam nadzieję - spokoju. Na razie odpuszczam -
                  przywiozę z Gliwic resztę wyników i historię choroby. Emocje puszczają - na
                  szczęście. Nie szukam winnych na siłę. Ale też nie przypuszczałam, że
                  najliczniejszą grupą odpowiadającą na mój post będą medycy przekonujący mnie,
                  że kolega po fachu zrobił to , co do niego należało. Ja mam wątpliwości, nie
                  mam ich bez powodu. Swój poprzedni, rzekomo absurdalny post napisałam po
                  lekturze poprzednich postów.
                  "Kodeks Etyki Lekarskiej nakłada na lekarza obowiązek przeprowadzenia wszelkich
                  postępowań diagnostycznych, leczniczych i zapobiegawczych z należytą
                  starannością, poświęcając im niezbędny czas. Lekarz ponosi zatem
                  odpowiedzialność za niedołożenie tej staranności, za wszelką winę nieumyślną, a
                  tym bardziej umyślną. Odpowiada za każdą nieuwagę, nieostrożność, niedbalstwo,
                  jeżeli jego postępowanie było sprzeczne z elementarnymi zasadami sztuki
                  lekarskiej. Często jednak stosowanie się tylko do elementarnych zasad nie
                  wystarczy, na lekarzu ciąży bowiem obowiązek szczególnej staranności z uwagi na
                  skutki tego postępowania..." Prawda?
                  • Gość: Doki Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 21.01.05, 00:39
                    Jak juz wczesniej pisalem, ja tez mam watpliwosci. Jednak watpliwosci to za
                    malo, zeby pisac tak, jak napisalas swoj poprzedni post. No, chyba ze ja po
                    polnocy juz nie czytam ze zrozumieniem. Bo zrozumialem tyle, ze radzisz oklamac
                    lekarza pogotowia, jesli masz raka, poniewaz to zapewni ci lepsza opieke. Nie
                    widzisz nonensu?
                    Nadal uwazam, ze roztrzasanie do niczego nie prowadzi. Do spokoju prowadzi
                    raczej definitywne rozstanie z tematem i juz. Bo w koncu co nowego moze jeszcze
                    sie wydarzyc w tej sprawie?

                    Często jednak stosowanie się tylko do elementarnych zasad nie
                    > wystarczy, na lekarzu ciąży bowiem obowiązek szczególnej staranności z uwagi
                    na skutki tego postępowania..." Prawda?

                    Nie bardzo. Uwazam, ze to jest belkot, obliczony na to, zeby nie zajac jasnego
                    stanowiska, zeby i wilk byl syty, i owca cala. Ten tekst jest wywazony do
                    niemozliwosci. Nawet jesli to prawda, to taka rozmydlona prawda niczego w
                    praktyce nie daje. Bo popatrz: nalezy swoje obowiazki wykonywac starannie. OK,
                    to chyba jasne. I co? Ano to, ze czesto (czesto!) starannosc to za malo. Znaczy
                    co, jesli nie starannosc? O tym Twoj cytat milczy, mimo ze powinien zalecic jak,
                    jesli nie z nalezyta starannoscia powinien zachowac sie lekarz w czestych (czyli
                    nie wyjatkowych) sytuacjach. Dlatego wlasnie uwazam ten tekst za belkot. Powinno
                    byc prosto: lekarz ma zawsze wykonywac swoje obowiazki starannie. Bywa, ze mimo
                    tego cos pojdzie nie po jego mysli. Koniec, kropka.
                    • jam33 Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! 21.01.05, 00:57
                      Doki, rozumiem Twoje wypowiedzi. I też chciałabym, żeby staranność była po
                      prostu starannością. Wydaje mi się, że ani Ty nie musisz mi tego tłumaczyć, a
                      ja nie powinnam Tobie. Bo uważam Cię za kawał przyzwoitego faceta, lekarza jak
                      się domyślam. Ale płaszczyzna, na której staramy się rozmawiać, nie istnieje w
                      tej chwili. Lubię Twoje listy, bo dokładasz zwykłej ludzkiej staranności, aby
                      czytający rozumiał piszącego. Śpij dobrze, masz ku temu powody. Pozdrawiam
                    • Gość: ADA Re: operacja się udała, pacjent zmarł???!! IP: *.wroclaw.mm.pl 21.01.05, 08:14
                      Gość portalu: Doki napisał(a):

                      > Nadal uwazam, ze roztrzasanie do niczego nie prowadzi. Do spokoju prowadzi
                      > raczej definitywne rozstanie z tematem i juz. Bo w koncu co nowego moze
                      jeszcze
                      > sie wydarzyc w tej sprawie?

                      Za kilka dni miną cztery lata jak mój mąż miał wypadek. Z niezrozumiałych
                      powodów w szpitalu nie udzielono mu pomocy. Pisałam tu o tym w osobnym wątku. I
                      kilka dni tymu pytała mnie autorka tego wątku o nazwisko lekarza, pod
                      którego "opieką" w Częstochowie był mój mąż. Aż mną zatrzęsłą gdy pomyślałam,
                      że to może być to samo miejsce. Doki, zrozum, mijają cztery lata ale ja nie mam
                      spokoju, że nic z tą sprawą nie zrobiłam. A wręcz przeciewnie zdarza się
                      czasami, że prześladuje mnie myśl, że w tym szpitalu ktoś umarł, bo nie
                      udzielono mu fachowej pomocy, bo nie miał tyle szczęścia co mój mąż, bo nikt z
                      rodziny nie zaczepiał upierdliwie każdego lekarza z osobna, bo ....
                      No własnie, o ile łatwiej by mi było gdybym wiedziała DLACZEGO nie ratowano
                      człowieka, którego uratować można było???
                      Nie zajęłam się wtedy tą sprawą, chociaż spotkałam lekarzy, którzy nakazywali
                      mi wręcz to zrobić. Nie zajęłam się tym m.in dlatego, że część lekarzy
                      odwodziła mnie od tego zamiaru najszczerze tłumacząc, że skoro pacjent przeżył,
                      to szanse na to by ktoś tam został uczciwie ukarany są naprawdę znikome. Nie
                      mam pieniędzy na dobrych, kosztownych adwokatów, ale co ważniejsze nie mam też
                      zdrowia do takiej walki. Niemniej świadomość, ze są takie miejsca, gdzie nie
                      ratuje się zdrowia i życia człowieka, gdzie lekarz dopiero po przyjęciu
                      pieniędzy decyduje się wykonać podstawowe badanie diagnostyczne... przeraża
                      mnie najmocniej. Ja przypłaciłam to mocną nerwicą. Do dziś gdy ktoś z moich
                      bliskich choruje, paraliżuje mnie na samą myśl, że może dostać się pod
                      taką "opiekę".
                      Wczoraj przeczytałam w lokalnej gazecie, że w jednym ze szpitali złożono
                      niewielką ilość skarg w porównaniu z ogromną liczbą przyjęć w ciągu roku. Może
                      powinniśmy składać takie skargi w każdym przypadku i chociaż w ten sposób
                      zwracać uwagę na wszelkie nieprawidłowości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka