marc_x
21.08.05, 14:40
postanowilem to tutaj napisac, bo juz 2 tygosnie planowalem gdzies to
wspomniec.
Matka z mocnym urazem glowy trafila po wypadku na oddzial Intensywnej
Terapii, byla nieprzytomna jej stan byl bardzo ciezki, ale z dnia na dzien
zaczelo jej sie poprawiac, w prawdzie nie odzyskala przytomnosci, ale
zaczela poruszac rekami i nogami czy sciskac dlon. W koncu (niestety?)
zaczela samodzielni oddychac, wiec lekarze zaczeli mowic aby szukac miejsca
na regabilitacje (zaden z nich nie wspomnial ze to sie zalatwia poprzez
starostwo - tylko ze mamy szukac sami), a miejsca na intensywnej nie ma
wiele. Stan byl coraz lepszy po krwiaku juz prawie sladu nie bylo, ale
przytomnosci nie odzyskala :/
Po 3 tygodniach oddano Ją na oddzial Neurologii, gdzie oddzialowy na pytanie
o stanie zdrowia Matki, odpowiedzial dlaczego nic nie zalatwiamy z
rehabilitacja i jaki to on niezadowolony ze ona tu trafila. Na moja odpowiedz
ze przez caly dzien wykonalismy setki telefonow i bardzo trudno znalesc
miejsce dla nieprzytomnej osoby odpowiedzial ze jest przytomna, bo ma na w
pol otwarte oczy - no wlasnie tego dnia (chyba 3 dzien na neurologii) jakby
otworzyla oczy co nas mylilo, bo z ruchami bylo juz znacznie gorzej. Takze
juz opieka byla jakby niewidoczna - na obnieznie temperatury kupilem wode
mineralna, bo oni tak tam temperature obnizaja, bez zadnycj juz lekow czy
antybiotykow. Widzialem ze tylko dostawala tam pokarm przez echo sade i nic
wiecej. Nie wspominajac o opiece typu smarowanie mleczkiem do ciala (bo
mleczka na tym odziale nie ubylo jej, nie patrzylem za bardzo, butrlaczeka
starcza na 2 tyg.). Coraz mniej sie ruszala, a dalej w nastepnych dniach
(weekend) jakby znow spala.
W poniedzialek z ojcem udalismy sie w dluga droge do Nysy w celu zalatwienia
formalnosci z odzialem rehabilitacyjnym (tylko w 1 bylo jakies miejsce),
oczywiscie po drodze odwiedzilismy Matke ktora ponoc spala, a lekarz juz byl
na urlopie o ktorym jak widzielismy ciagle myslal. Odczulismy jakas ulge.
We wtorek Matka zostala przewieziona na rahabilitacje. A do domu przyszedl
policjant prowadzacy ta sprawe wypadku w celu rozmowy z Mama!
W srode rano dostalismy telefon ze Matka zmarla! oficjalnie w wyniku obrazen
jakich dostala w wypadku (ktore przeciez ustapily). Przez telefon uslyszalem
ze moze jej podroz zaszkodzila :/
no wlasnie, jak to jest? czy mozna trasportowac pacjentow trasa ok 80km w tak
slabym stanie? w dodatku karetka w ktora zapewnie kierowcy dorabiaja sobie w
nocy nadgodziny (tak bylo w opolskim szpitalu).
naprawde mam spory niedosyt i zal do opieki i lekarzy od kiedy Matka trafila
na oddzial neurologii :(