belfer30
24.01.05, 20:51
Witam
Mam kilka wątpliwości związanych z tym, czy nie przekraczam pewnych granic.
Otóż że tak powiem 'wyedukowany' we Wrocławiu spełniłem swoje marzenie i
wyjechałem do małego, malutkiego miasteczka, gdzie zacząłem naukę w
miejscowym liceum.
Rejon ten jest dotknięty ogromnym bezrobociem i większosć uczniów ma bardzo
pesymistyczne podejście do swojej przyszłości, wiele z nich spędza czas przy
przysłowiowej 'budce z piwem' i nie podejmuje wisiłków w celu zapewnienia
sobie przyszłości innej, niż życie takie, jak życie ich rodziców.
Mam wiele czasu i bardzo często staram się znaleźć rozwiązanie, zabierając
pojedynczych uczniów do jakichś kawiarni czy niejednokrotnie do mojego domu,
gdzie omawiam z nimi ich problemy i staram sie pomóc. Widzę efekty tej
pomocy, ale obawiam się, że te pozalekcyjne kontakty mogą zostać źle
odebrane. Choć oczywiście są to wyłącznie rozmowy, telefony itp. prowadzone
wyłącznie w celu pokazania, że każdy ma wpływ na swoje życie.
Przekraczam granice? Czy takie sprawy powinno się załatwiać wyłącznie na
terenie szkoły?