lomianki-rozum
27.12.13, 16:21
A w tym samym czasie ze wszystkich składów żelaznych na Mazowszu znikała błyszcząca srebrem blacha o grubości 3mm, tak potrzebna do wykonania zbroi dla dosłownie wielkiego rycerza, wicekontura Be-Cacy.
Tradycyjna wigilia wszystkich towarzyszy partyjnych rozpoczęła się w domu SinDaco - tradycyjnie, czyli po kielichu a w zasadzie po szklaneczce. A tego dnia zgromadzili się wszyscy i tajni towarzysze i jawni towarzysze. Najpierw zaproponował toast szef i gospodarz spotkania.
- Jako Wielki Kontur zakonu rycerskiego, jako Szef Bezradniaków, jako SinDaco i jako wielki wizjoner, wznoszę toast za całkowite i ostateczne załatwienie ich Umiłowanego Przywódcy. Wypalimy go i jego współpracowników tą oto szpadą - i wyciągnął szybko starą przerdzewiałą szpadę niepasująca zupełnie do zbroi i epoki. Sama szpada była niestety lekko wygięta i wyglądała komicznie, po tym jak kiedyś SinDaco musiał uciekać przez płot, po spotkaniu z mieszkańcami ŁomPiongu.
- Brawo wielki Konturze - zaintonował mu zapatrzony w Sindiego Marcin PoEtJen - brawo to wspaniała wizja rozwoju tego miasteczka, to wypalenie ich Umiłowanego, genialne, naprawdę jestem dumny z naszego wyboru, że zostałeś w końcu szefem nas bezradniaków.
- Brawo towarzyszu Konturze, towarzyszu SinDaco, towarzyszu Szefie bezradniaków w jednej osobie - odpowiedział na stojąco z podniesioną szklanką za wizję rozwoju miasta InfoPiong - wypijmy za nasze zdarowie i tę pięką wizyję.
- Towarzysze – kontynuował swoją mowę SinDaco- Jak zapewne już słyszeliście, znowu donieśliśmy na ich Umiłowanego…
…czyli jak zawsze – przerwał mu PoEtJen
- Cicho siedź, nie przerywaj jak mówię – krzyknął zdenerwowany Sindaco
- Ale ja myślałem że tak można już przerywać - ripostował PoEtJen - w końcu ty Szefie przerywasz im zawsze jak mówią, ich Umiłowanemu przywódcy, PioRusowi, TaKry i wszystkim mieszkańcom itd. Wyciągasz wtyczkę nogą pod stołem, palisz bezpieczniki w mikrofonie, wyjmujesz im baterię a jak to nie pomoże to zabierasz zawsze mikrofon na przerwie…
… Cicho bądź, jak mówię - krzyknął SinDaco – więc tak, towarzysze, znowu doniosłem na ich Umiłowanego, tylko, że teraz skutecznie.
- Ale szefie przedostatnio miało być skutecznie, ostatnio miało być skutecznie, kontrole 3 nasłaliśmy i miało być skutecznie i później było jak zawsze nieskutecznie - znowu wtrącił się PoEtJen.
- Miałeś siedzieć cicho! - zdenerwował się Sindaco – za karę, możesz już zapomnieć o mianowaniu na rycerza!
- Jak to? – zasmucił się PoEtJen – o to może poczęstuję wszystkich naszym tradycyjnym daniem wigilijnym, proszę tutaj dla każdego starczy, słoninka prosto z Podlasia.
- Więc towarzysze co ja będę dużo gadał: Za obalenie Ich Umiłowanego! – Sindaco wzniósł do góry szklankę bimbru, wypił jednym chełstem, zagryzł słoniną i tym samym zakończył składanie wigilijnych życzeń, jak na gospodarza przystało.
- Pijmy, wypijmy do dna - wtrącił InfoPiong - za obalenie ich Umiłowanego, przejęcie wszystkim reklam z ich gazety, wybór naszego własnego Umiłowanego, ale no, jeszcze lepiej naszej Umiłowanej.
- Brawo towarzysze – wtrąciła się tajna towarzyszka InfoGal- za naszą Umiłowaną, najlepiej feni-mis-tkę.
- Chyba Femi-styn-kę- wtrąciła się jawna towarzyszka PoMaWo?
- Baby cisza! Nieważne, jaką byle naszą, nam uległą – podsumował gospodarz spotkania.
- Ale ja bym wolał mężczyznę – wtrącił nieśmiało NepTun – najlepiej takiego jak ja, a w ogóle najlepiej żebym to był ja.
- Tak, Neptun byłby lepszy – kalkulował jak zwykle dla siebie SinDaco, myśląc o wcześniejszych deklaracjach Neptuna względem jego samego, ale chyba zapominając, że NepTun jak zwykle oszukuje.
- Co? NepTun lepszy od kobiety, że niby łydki ogolił? – zdenerwowała się InfoGal - Nigdy! Przenigdy po moim trupie. Wychodzę z tego cyrku, poza tym nie pasuje mi MENU, ja jadam tylko trawę morską.
- Ja też wychodzę – odpowiedziała PoMaWo, a za nią połowa towarzyszy partyjnych, reszta jeszcze chwilę kalkulowała, ale po chwili wstali.
- Pal licho tego rycerza. Ja też się nie zgadzam na NepTuna – wtrącił się PoEtJen – najlepszym kandydatem byłbym ja. I oświadczam, że też wychodzę - złapał za rękę towarzysza PoSztros i wykrzyknął - Przestań już lizać tę słoninę, wychodzimy!
- Już? – zasmucił się PoSztros - a ja dopiero zacząłem próbować - … i zrzucił cały talerz wylizanych skórek po tłuściutkiej słonince pod stół.
I tak zakończyła się tradycyjna wigilia u SinDaco. Zostali tylko gospodarz SinDaco i jego 4 wierni- kiedyś giermkowie, później rycerze a obecnie już Wicekonturowie. Siedzieli i patrzyli na siebie nieporadnie ale nikt nic nie mówił, wszyscy obserwowali Sindiego.
- Co tak patrzycie, zaśpiewajcie coś? - przerwał milczenie Sindy.
- To może to– wtrącił się Be-Cacy - ka-lin-ka, ka-lin-ka, ka-lin-ka maja…
I rycerze zaintonowali jak zwykle za największym z największych rycerzy zakonu swoją tradycyjną i ulepszoną przez SinDaco piosenkę zamiast Kolendy.*
*Oczywiście WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE.