Gość: Ex-klient PUP
IP: *.coopervision.eu.com
12.01.11, 14:38
Od dawna widuje wybitnie malo pozytywne zdania na temat pan w UP, a jednak wciaz nie moge sie nadziwic oburzeniu wielu z Was. I do tych osob kieruje moj przekaz.
Z ktorego klosza wypelzliscie na swiatlo dzienne? Czego wy oczekujecie?
Mam wrazenie, ze uparcie chcecie wierzyc, ze zyjecie w rownoleglym swiecie, gdzie urzad jest pelny specjalistow, ktorzy swietnie znaja sie na wynajdywaniu Wam wymarzonej, dobrze platnej pracy. Czemu nie zejdziecie na Ziemie i nie pomyslicie przed chwile logicznie?
Zanim pomoge Wam sie nad tym zastanowic kilka chwil, pewna niedluga historia:
Kilka lat temu, bedac zaraz po studiach, jak wielu z Was przyszlo mi sie stawic w posredniaku. Nie bylem szczesliwy z atmosfery tam panujacej, ani ze stoje w kolejce tylko po to, by wezwano mnie do okienka nr ilestam tylko po to, by podpisac liste obecnosci i podbic jakis tam wazny kwitek. Tez ogladalem duze korkowe tablice nie wypelnione nawet w 1/5 ogloszeniami, z czego wiekszosc na samym dole mialo wtedy dopisek "praca tylko dla ludzi z holenderskim/niemieckim paszportem" - poniewaz bylo to jeszcze nieduzo przed 05.2004. Tez pytalem sie o staze (wtedy za cos ok.380zl/miesiac), na ktore "w tym roku juz braklo pieniedzy, prosze sprobowac w styczniu, ale tylko jesli znajdzie pan sobie sam pracodawce" i tez jedyne co dostawalem to kolejny termin stawienia sie u nich.
Gdy bylem 2 badz 3 raz, okazalo sie, ze w jednym z okienek jest moja znajoma! To rekonstrukcja, ale rozmowa przebiegala mniej wiecej tak:
----
ONA:
- Witam kolege! Widze, ze jestes po tej drugiej stronie lady - dopiero co sama tam bylam.
- Kope lat! No prosze, chyba na pytanie "co u Ciebie" moge przynajmniej czesciowo odpowiedziec widzac Cie jako pracownika Urzedu Pracy? :)
- Ta pracownika.. Stazystka jestem. Zreszta nie ja jedna.
- Aha..no, ale to staz sie kiedys skonczy i pewnie Cie wezma na dluzej jak sie sprawdzisz..
- Wezma, albo i nie wezma. Poza tym staz sie skonczy, a jak nie bedzie budzetu, to nie bedzie etatow, wiec bedzie co najwyzej zaoferowany kolejny staz, tylko na przyklad na innych zasadach, zeby prawnie wszystko ladnie wygladalo. Czyl inawet nie wiem na czym stoje. Mowie Ci padaka..
- Ale to przynajmniej masz moze nie jakas ogromna kase, ale cos jakby pokazne kieszonkowe..
- Te niecale 400 zl?? Za 40h pracy co tydzien i robienie najgorszych rzeczy, ktorych zwykli pracownicy nie ruszaja bo od tego sa stazysci? Daj spokoj, szkoda gadac..
- No ale wiesz, jednak zawsze to praca, kontakt z ludzmi... - probuje maloprzekonywujaco wprowadzic troche optymizmu do rozmowy
- Tak.. z ludzmi.. tylko jacy to ludzie.. jeden ma jakis konkretny zawod, spawacz na przylad, ale zawsze znajdzie jakas przyczyne czemu nie moze wziasc oferowanej pracy, bo ma prace na czarno a chce byc ubexpieczony. To jeszcze nic Bo co drugi przychodzi z pyskiem, ze nie po to on studiowal -tak jakbym ja studiowala po to, zeby tu siedziec- zeby teraz musiec tu przychodzic a ja mam mu znalezc dobra prace za dobra place. Ta, ciekawe jak. Bym znalazla sama bym to wziela a nie czestowala roszczeniowca. Przeciez ja nie wzielam tego stazu, bo tak lubie i chcialam, tylko z koniecznosci, bo mi sie udalo go dostac. Jakbym znalazla gdziekolwiek indziej jakakolwiek inna prace to by mnie tu nie bylo.
- Widze najszczesliwsza z tej pracy jednak nie jestes..
- No przeciez wiesz co studiowalam. Gdybym byla swietna specjalistka od posrednictwa pracy z kontaktami w branzach, pracowalabym w prywatnej agencji za lepsze pieniadze w normalnej firmie. A tu wszyscy naprawde oczekuja, ze przyjdzie a tu praca bedzie na talerzu, najlepiej za minimum 3000 zlotych netto,w jego wymarzonym zawodzie. Prawdziwi specjalisci prace sami znajda, albo i praca znajdzie ich., bez udzialu tego koszmarnego miejsca. Gdyby jednak jakims cudem tu sie pojawila praca byla malo wymagajaca, powiedzmy "tylko" wyzszego doswiadczenia, jednego jezyka i dawali by jakotakie pieniadze, to zaden bezrobotny by jej nie mial zaoferowanej; sama pierwsza bym ja wziela i to za pol stawki. Choc pewnie ubiegla by mnie inna stazystka, albo ktos stad. Czy ich chlopak, brat, czy inna rodzina.
- Nie wyglada to rozowo..
- Ano nie. Mimo wszystko licze, ze dostane tu za pare miesiecy normalny etat. Wtedy bede pracowac za "az" minimalna krajowa. Plus jakies 100 czy 150 zlotych wiecej i 50-zlotowy bon do Reala na Swieta. zeby sie nazywalo, ze nie pracujemy za minimum.
- Ale oprocz kasy bedzie jednak to jakas stabilizacja chociaz...? - kolejna proba wprowadzenia rozowy na optymistyczniejsze tory
- Bylaby nie tylko stabilizcja, ale nie robilabym najgorszych rzeczy i papierow jakie wrzuca sie tu stazystom. Sorry, ale jak tylko dostane etat bede miala cokolwiek do gadania wreszcie, bo teraz nie mam nic. A to oznacza troche lzejsza robote, mniej bede tu na okienku z marudnymi ludzmi, a wiecej robic na zapleczu, i -sorry- ale nie bede miala skrupulow rzucic w pierony to co robie nowym stazystom. Zal mi ich, ale niech oni sie mecza, ja juz mam naprawde dosc, to nie na moje nerwy.
---
Poza tym mowila sporo o tym, ze to jeden wielki babiniec, a tam gdzie same baby, tam chorobliwa zazdrosc o kazda pie..., o to ze ta ma wygodniejsze krzeslo, a inna ma wiecej slonca wpadajacego do biura, a ta to sie nie umie ubierac, a ta to pewnie ma rozstepy. Jedna na druga patrzy podejrzliwie, jest podkladanie swin i tym sposobem ani sie kto obejrzy kazdy staje sie sam zrzedliwa menda, ktora wszystko wkurza i z ktorej po prostu nie wykrzesasz szczerego usmiechu i optymizmu, bo nie ma skad.
Znajoma byla tam wtedy dopiero 3 miesiace, wiec jeszcze jej sie nie udzielilo w pelni, ale i tak widzialem jak zle to na nia wplynelo, to nie byla wczesniejsza ona.
Sytuacja miala miejsce juz z 6lat temu, ale watpie, zeby zmienilo sie to jakos diametralnie.
A teraz wyobraz sobie samego siebie. Wyobraz sobie, ze po kolejnych wielomiesiecznych nieudanych probach znalezienia pracy, przy chronicznym braku srodkow do zycia, nagle pojawia sie mozliwosc pracy w znienawidzonym PUP-ie.. zupelenie czegos innego szukale(a)s, ale w rozpaczy bierzesz to. Dostajesz ochlapy.
Na dziendobry traktuja Cie jak intruza. Robisz najgorsza robote, a dostajesz najmniej.
Nikt Cie nie lubi. Nie lubia Cie wspolpracownicy (ta nowa), nie lubia Cie klienci.
Autobus sie spoznil, w bucie masz dziure, a Ty musisz wchodzac do pracy przejsc przez kaluze blota. Robisz sobie chociaz cos cieplego do picia w prywatnym plastykowym czajniku. Zasiadasz na skrzypiacym krzesle i wchodzi pierwszy petent, mowiac "Co, znow mam papierek podpisac tak? i co to ma byc za oferta?? ze niby ja mam robic za mniej niz 2000 na reke? wy tu NIC nie umiejecie robic, zalatwic. Pani oowiazkiem jest znalezc mi prace za porzadne pieniadze, a nie siedziec tu i popijac sobie herbatke".
Jak sie czujecie? Czy zgadzacie sie z oburzeniem pana i mu ladnie przytakniecie, znajdujac czym predzej dochodowe zajecie, bo taki wasz obowiazek?
Naprawde myslicie, ze ktos, kto potrafi znalezc dobra prace, nie zrobilby tego wpierw dla siebie? myslicie , ze ktos jest w tym dobry i jednoczesnie decyduje sie sam z siebie na prace w Urzedzie Pracy?