Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Panie z Urzedu Pracy

    IP: *.coopervision.eu.com 12.01.11, 14:38
    Od dawna widuje wybitnie malo pozytywne zdania na temat pan w UP, a jednak wciaz nie moge sie nadziwic oburzeniu wielu z Was. I do tych osob kieruje moj przekaz.

    Z ktorego klosza wypelzliscie na swiatlo dzienne? Czego wy oczekujecie?
    Mam wrazenie, ze uparcie chcecie wierzyc, ze zyjecie w rownoleglym swiecie, gdzie urzad jest pelny specjalistow, ktorzy swietnie znaja sie na wynajdywaniu Wam wymarzonej, dobrze platnej pracy. Czemu nie zejdziecie na Ziemie i nie pomyslicie przed chwile logicznie?

    Zanim pomoge Wam sie nad tym zastanowic kilka chwil, pewna niedluga historia:

    Kilka lat temu, bedac zaraz po studiach, jak wielu z Was przyszlo mi sie stawic w posredniaku. Nie bylem szczesliwy z atmosfery tam panujacej, ani ze stoje w kolejce tylko po to, by wezwano mnie do okienka nr ilestam tylko po to, by podpisac liste obecnosci i podbic jakis tam wazny kwitek. Tez ogladalem duze korkowe tablice nie wypelnione nawet w 1/5 ogloszeniami, z czego wiekszosc na samym dole mialo wtedy dopisek "praca tylko dla ludzi z holenderskim/niemieckim paszportem" - poniewaz bylo to jeszcze nieduzo przed 05.2004. Tez pytalem sie o staze (wtedy za cos ok.380zl/miesiac), na ktore "w tym roku juz braklo pieniedzy, prosze sprobowac w styczniu, ale tylko jesli znajdzie pan sobie sam pracodawce" i tez jedyne co dostawalem to kolejny termin stawienia sie u nich.
    Gdy bylem 2 badz 3 raz, okazalo sie, ze w jednym z okienek jest moja znajoma! To rekonstrukcja, ale rozmowa przebiegala mniej wiecej tak:
    ----
    ONA:
    - Witam kolege! Widze, ze jestes po tej drugiej stronie lady - dopiero co sama tam bylam.
    - Kope lat! No prosze, chyba na pytanie "co u Ciebie" moge przynajmniej czesciowo odpowiedziec widzac Cie jako pracownika Urzedu Pracy? :)
    - Ta pracownika.. Stazystka jestem. Zreszta nie ja jedna.
    - Aha..no, ale to staz sie kiedys skonczy i pewnie Cie wezma na dluzej jak sie sprawdzisz..
    - Wezma, albo i nie wezma. Poza tym staz sie skonczy, a jak nie bedzie budzetu, to nie bedzie etatow, wiec bedzie co najwyzej zaoferowany kolejny staz, tylko na przyklad na innych zasadach, zeby prawnie wszystko ladnie wygladalo. Czyl inawet nie wiem na czym stoje. Mowie Ci padaka..
    - Ale to przynajmniej masz moze nie jakas ogromna kase, ale cos jakby pokazne kieszonkowe..
    - Te niecale 400 zl?? Za 40h pracy co tydzien i robienie najgorszych rzeczy, ktorych zwykli pracownicy nie ruszaja bo od tego sa stazysci? Daj spokoj, szkoda gadac..
    - No ale wiesz, jednak zawsze to praca, kontakt z ludzmi... - probuje maloprzekonywujaco wprowadzic troche optymizmu do rozmowy
    - Tak.. z ludzmi.. tylko jacy to ludzie.. jeden ma jakis konkretny zawod, spawacz na przylad, ale zawsze znajdzie jakas przyczyne czemu nie moze wziasc oferowanej pracy, bo ma prace na czarno a chce byc ubexpieczony. To jeszcze nic Bo co drugi przychodzi z pyskiem, ze nie po to on studiowal -tak jakbym ja studiowala po to, zeby tu siedziec- zeby teraz musiec tu przychodzic a ja mam mu znalezc dobra prace za dobra place. Ta, ciekawe jak. Bym znalazla sama bym to wziela a nie czestowala roszczeniowca. Przeciez ja nie wzielam tego stazu, bo tak lubie i chcialam, tylko z koniecznosci, bo mi sie udalo go dostac. Jakbym znalazla gdziekolwiek indziej jakakolwiek inna prace to by mnie tu nie bylo.
    - Widze najszczesliwsza z tej pracy jednak nie jestes..
    - No przeciez wiesz co studiowalam. Gdybym byla swietna specjalistka od posrednictwa pracy z kontaktami w branzach, pracowalabym w prywatnej agencji za lepsze pieniadze w normalnej firmie. A tu wszyscy naprawde oczekuja, ze przyjdzie a tu praca bedzie na talerzu, najlepiej za minimum 3000 zlotych netto,w jego wymarzonym zawodzie. Prawdziwi specjalisci prace sami znajda, albo i praca znajdzie ich., bez udzialu tego koszmarnego miejsca. Gdyby jednak jakims cudem tu sie pojawila praca byla malo wymagajaca, powiedzmy "tylko" wyzszego doswiadczenia, jednego jezyka i dawali by jakotakie pieniadze, to zaden bezrobotny by jej nie mial zaoferowanej; sama pierwsza bym ja wziela i to za pol stawki. Choc pewnie ubiegla by mnie inna stazystka, albo ktos stad. Czy ich chlopak, brat, czy inna rodzina.
    - Nie wyglada to rozowo..
    - Ano nie. Mimo wszystko licze, ze dostane tu za pare miesiecy normalny etat. Wtedy bede pracowac za "az" minimalna krajowa. Plus jakies 100 czy 150 zlotych wiecej i 50-zlotowy bon do Reala na Swieta. zeby sie nazywalo, ze nie pracujemy za minimum.
    - Ale oprocz kasy bedzie jednak to jakas stabilizacja chociaz...? - kolejna proba wprowadzenia rozowy na optymistyczniejsze tory
    - Bylaby nie tylko stabilizcja, ale nie robilabym najgorszych rzeczy i papierow jakie wrzuca sie tu stazystom. Sorry, ale jak tylko dostane etat bede miala cokolwiek do gadania wreszcie, bo teraz nie mam nic. A to oznacza troche lzejsza robote, mniej bede tu na okienku z marudnymi ludzmi, a wiecej robic na zapleczu, i -sorry- ale nie bede miala skrupulow rzucic w pierony to co robie nowym stazystom. Zal mi ich, ale niech oni sie mecza, ja juz mam naprawde dosc, to nie na moje nerwy.
    ---
    Poza tym mowila sporo o tym, ze to jeden wielki babiniec, a tam gdzie same baby, tam chorobliwa zazdrosc o kazda pie..., o to ze ta ma wygodniejsze krzeslo, a inna ma wiecej slonca wpadajacego do biura, a ta to sie nie umie ubierac, a ta to pewnie ma rozstepy. Jedna na druga patrzy podejrzliwie, jest podkladanie swin i tym sposobem ani sie kto obejrzy kazdy staje sie sam zrzedliwa menda, ktora wszystko wkurza i z ktorej po prostu nie wykrzesasz szczerego usmiechu i optymizmu, bo nie ma skad.
    Znajoma byla tam wtedy dopiero 3 miesiace, wiec jeszcze jej sie nie udzielilo w pelni, ale i tak widzialem jak zle to na nia wplynelo, to nie byla wczesniejsza ona.
    Sytuacja miala miejsce juz z 6lat temu, ale watpie, zeby zmienilo sie to jakos diametralnie.

    A teraz wyobraz sobie samego siebie. Wyobraz sobie, ze po kolejnych wielomiesiecznych nieudanych probach znalezienia pracy, przy chronicznym braku srodkow do zycia, nagle pojawia sie mozliwosc pracy w znienawidzonym PUP-ie.. zupelenie czegos innego szukale(a)s, ale w rozpaczy bierzesz to. Dostajesz ochlapy.
    Na dziendobry traktuja Cie jak intruza. Robisz najgorsza robote, a dostajesz najmniej.
    Nikt Cie nie lubi. Nie lubia Cie wspolpracownicy (ta nowa), nie lubia Cie klienci.
    Autobus sie spoznil, w bucie masz dziure, a Ty musisz wchodzac do pracy przejsc przez kaluze blota. Robisz sobie chociaz cos cieplego do picia w prywatnym plastykowym czajniku. Zasiadasz na skrzypiacym krzesle i wchodzi pierwszy petent, mowiac "Co, znow mam papierek podpisac tak? i co to ma byc za oferta?? ze niby ja mam robic za mniej niz 2000 na reke? wy tu NIC nie umiejecie robic, zalatwic. Pani oowiazkiem jest znalezc mi prace za porzadne pieniadze, a nie siedziec tu i popijac sobie herbatke".

    Jak sie czujecie? Czy zgadzacie sie z oburzeniem pana i mu ladnie przytakniecie, znajdujac czym predzej dochodowe zajecie, bo taki wasz obowiazek?

    Naprawde myslicie, ze ktos, kto potrafi znalezc dobra prace, nie zrobilby tego wpierw dla siebie? myslicie , ze ktos jest w tym dobry i jednoczesnie decyduje sie sam z siebie na prace w Urzedzie Pracy?
    Obserwuj wątek
      • wycofany A kto normalny pracuje na stażu? 12.01.11, 16:36
        Nie ma umowy o pracę, nie ma pracy!

        • Gość: Zuzza Re: A kto normalny pracuje na stażu? IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.11, 17:33
          Ja nie wierze urzedasom.sam piszesz,ze co taka co ma 400 zl i najgorsza robote moze i wie.jak zalatwialam tam swoje sprawy to obslugiwaly mnie 3 panie i kazda mowila inaczej.jedna chciala wysylac do wup wszytkie oryginaly swiadectw pracy druga mowila tylko o ostatnim.wyslalam je i mieli odeslac ale cisza.pofatygowalam sie sama do wupu i pani w pokoju byla mocno zdiwiona ze kazali mi wyslac jakis oryginal,ze tylko kopie-o czym wiem oryginalu nie wypuszczaj z rąk nigdy.
          gdyby nie ubezpieczenie mieliby tam pusto bo oferty sa w necie wraz z telefonami.a tak chodzi sie papierki podbijac.jestem w tej dobrej sytuacji ze nie moga mi proponowac roboty w tesko na kasie,produkcji ciasteczek i innej takiej wiec odpada mi latanie z ofertami i podbijanie u pracodawcy ze sie nie nadaję.i tak sobie chodze i skladam te podpisy raz na 2,3 miechy :)
          • Gość: Ex-klient UP Re: A kto normalny pracuje na stażu? IP: *.coopervision.eu.com 13.01.11, 09:52
            O nic wiecej mi tylko chodzi, tylko zeby dostosowac oczekiwania do realiow.
            A realia szerzej opisalem, choc tez z boku, sam w UP nie bylem od 6 lat wiec nie wiem, moze cos sie zmienilo,

            A niektorzy tutaj nieraz zrzucaja cale swoje niepowodzenie w poszukiwaniach pracy na niekompetencje i niski poziom uslug urzedu pracy. Tak jakby z zalozenia wszystko mialo zalezec od nich. Ale tak niestety (albo raczej na szczescie) nie jest.
            A do UP trafiaja ludzie czesto malo kompetentni, w najlepszym razie srednio bystrzy, marnie wynagradzani, ktorzy "czerpia" wiedze & know-how i ucza sie od innych marnie wynagradzanych, malo kompetentnych ludzi. Przykro mi to mowic ze wzgledu na owa znajoma (mam nadzieje, ze sie dawno stamtad wyrwala)..
            • Gość: dosc Re: A kto normalny pracuje na stażu? IP: *.dynamic.chello.pl 13.01.11, 10:26
              A nie pomyslałes,że ludzie , którzy tam trafiają nie muszą być niekompetentni, leniwi i głupi. Z góry zakładasz,że tak jest. Może i masz super płatną pracę i się tym szczycisz, jacy to inni sa beznadziejni,że tak sie nie potrafili ustawic, że chcą mało zarabiać ( byle zarabiac) ale najwidoczniej na wstepie swojej wypowiedzi też byłes w takiej sytuacji. Od 6 lat sporo się zmieniło, nie ma łatwo z pracą bez znajomości, a ludzie sa wykształceni, znają języki obce, mają jakies kursy i doswiadczenie tylko brakuje im kontaktów, kogos kto by ich wcisnął na stanowisko. Nikt od UP nie oczekuje,że mu dadzą pracę, to byłaby chyba jakas nowośc na skale światową
              • Gość: ex-klient UP Re: A kto normalny pracuje na stażu? IP: *.coopervision.eu.com 13.01.11, 12:04
                > A nie pomyslałes,że ludzie , którzy tam trafiają nie muszą być niekompetentni,
                > leniwi i głupi.

                A jak czesto odczuwasz, ze sa kompetentni, pracowici i madrzy?
                Tak ,pewnie zdarza sie, ze raz po raz trafiaja tam ludzie calkiem w porzadku. Tylko co z tego, oni nie zmienia calego wewnetrznego panujacego tam "porzadku".Jesli dodasz swieze owoce do beczki zepsutego jedzenia, smaczne to i tak nie bedzie.
                Ryba psuje sie od glowy i cos w tym jest.

                > Może i masz super płatną pracę i
                > się tym szczycisz,

                Moja praca nie ma tu nic do rzeczy.

                > c, że chcą mało zarabiać ( byle zarabiac) ale najwidoczniej na wstepie swojej w
                > ypowiedzi też byłes w takiej sytuacji.

                Pewnie, ze nie chca, kto "chce" zarabiac malo? Ale wola to niz nic. Prawie kazdy przycisniety do muru by tak zrobil, gdyby mial okazje. Dlatego robia to, choc czesto zgrzytaja zebami na mysl o swojej pracy. Nie lubia jej po prostu.

                > Od 6 lat sporo się zmieniło, nie ma łatw
                > o z pracą bez znajomości, a ludzie sa wykształceni, znają języki obce, mają jak
                > ies kursy i doswiadczenie tylko brakuje im kontaktów, kogos kto by ich wcisnął
                > na stanowisko.

                6 lat to kawalek czasu, wiec moglo sie zmienic to i owo. Ale sugerowanie ze sie zmienilo na gorzej brzmi jak zart. Chyba nie myslisz, ze 6 lat temu, gdy o prace bylo znacznie ciezej niz obecnie, znajomosci nie odkrywaly zadnej roli?
                Niech zgadne - weszlas na rynek pracy w latach 2006-2008, zgadza sie? Zgaduje, ale to by tlumaczylo wiele. To byl jedyny czas, kiedy o prace bylo stosunkowo latwo, na pewno duuzo latwiej niz teraz i niz wczesniej. Stad moze Twoje wrazenie, ze teraz jest jakos strasznie ciezko w skali dwoch dekad, podczas gdy tak naprawde teraz jest "normalnie". Lata 2006-2008 to byla anomalia, ludzie ktorzy dopiero wtedy po raz pierwszy mieli stycznosc z realiami na rynku pracy na pewno teraz moga sie czuc rozczarowani, delikatnie to ujmujac.
                • Gość: ex-klient UP do dosc IP: *.coopervision.eu.com 13.01.11, 12:23
                  Internet to kopalnia informacji, takze tych ciekawych. Jesli masz troche czasu i Cie interesuje co mysleli i czuli ludzie 6 lat temu, pracujacy w urzedach, mozna tego duzo znalezc.
                  przyklad jeden z brzegu, przez 5 minutami wygrzebalem:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,23,15197569,,zla_praca_dlugie_.html?v=2
                  jest zarowno o tym co mysleli mlodzi ludzie nieduzo po studiach pracujac w urzedach, jest tez troche ogolnie o pracy wtedy.

                  Pozdrawiam



                  fragmenty:

                  "już od 2 lat
                  tkwię w urzędzie - do tej pory moje złe nastawienie urosło do
                  niewyobrażalnych rozmiarów - nie chcę nazywać tego depresją, ale jest ciężko.
                  Przez ten czas nie było ani chwili w której bym nie myślał o pracy, już nawet
                  nie cieszę się z piątków - bo za dwa dni i tak tu będę musiał wrócić, nie
                  cierpię ludzi z którymi pracuję - to odbija się dramatycnie na jakości mojej
                  pracy - regularnie zbieram opieprz bo co chwile coś robię nie tak. Taka
                  sytuacja odbija się też na rozwoju mojej działalności gosp - gdyż po
                  traumatycznych 8 godzinach w urzędzie trudno jest mi wpaść w super
                  optyistyczny nastrój i z zapałem coś robić."


                  " Wiem cos o beznadziejnej pracy w urzedach w Polsce. Ja pracowalam w ZUS-ie.
                  Koszmarne miejsce.Niby nie bylo zle-pieniadze zawsze na czas, poczucie
                  stabilizacji, znizki na kolej.A jednak bylo beznadziejnie.Tam pracuja osoby,
                  ktore boja sie wszystkiego i wszystkich, niczego od zycia nie oczekuja, na
                  niczym im nie zalezy i NA NICZYM SIE NIE ZNAJA!!! Komputer? Czarna magia! Poza
                  programami wewnetrznymi prawie nikt nie potrafi poruszac sie w pakiecie Office
                  Microsoft, a jesli juz to tylko podstawowe funkcje.Panuje tam atmosfera
                  zascianka z lat 70-tych.Zenada.Dodam tylko, ze byl to oddzial w duzym miescie.
                  Wytrzymalam rok i mialam po dziurki w nosie. "


                  "Moim marzeniem jest
                  otwarcie biura rachunkowego. Mam wyższe ekonomiczne ale okazuje się, że
                  powinnam jeszcze skończyć 2 letnie podyplomowe studia - kierunek rachunkowość
                  i odbyć praktykę 2 letnią lub 3 letnią w takim biurze. I tu koło się zamyka.
                  Próbowała jakoś to zorganizować (tą praktykę) ale niestety jak ktoś usłyszał o
                  moim wykształceniu to mi odmówił gdyż jestem zagrożeniem. Nie wiem co mam robić
                  jak to ugryść.
                  "

                  "Postanowiłam sobie ze popracuję rok w bibliotece na przeczekanie tak zwane i w
                  tym czasie powinnam znaleźć inna prace lub w ogóle zająć się tylko swoją
                  działalnoscią. Od września bedę zaczynała już drugi rok pracy w bibliotece gdyż
                  przeraża mnie troche perspektywa siedzenia w domu w zime. A 800 zł pensji sie
                  przyda. Więc wracam do tego samego co było przez ostatni rok. Praca ta zupełnie
                  odbiega od mojego zawodu. "


                  Takich watkow sa setki..
                • Gość: dosc Re: A kto normalny pracuje na stażu? IP: *.dynamic.chello.pl 13.01.11, 13:07
                  Tu nie chodzi o to, czy komuś dobrze w pracy czy też źle, tylko o stosunek do drugiego czlowieka. Sama pracowałam w urzędzie, więc wiem jakie są realia, jak inni ludzie mogą być nieuprzejmi dla innych bo mają zły dzień. Też taka miałam i nie robie z siebie jakiejś swietej, ale nigdy nikomu nie robiłam jakis pyskówek, czy złosliwości, spokojnie tłumaczyłam i nie mialam kogos za kretyna choc byly różne sytuacje, ze naprawde nie mialam czasu nawet spokojnie usiąśc w ciszy przez 5minut. Nie każdy musi lubic swoją prace, ale nie musi dawac tego odczuc innym ludziom. Pytasz się skąd wiem, ze to nie stażyści mnie "obsługiwali", skoro ktos ma swoją pieczatke specjalisty jakiegos tam i wygląda na 40 lat z groszem to chyba samo świadczy, ze to nie stazysta, który wielu dokumentów nie może podpisywac samodzielnie. Ja akurat lubiłam swoją prace, może to zależy od nastawienia, owszem nikomu nie jest miło, gdy ktos dostaje opr za to, ze jest urzędnikiem, ale nie oznacza to ,że wszyscy petenci są tacy ( podobnie jak urzednicy). Ja jednak na swojej drodze spotkałam raczej tych niezbyt uprzejmych, może dlatego,że tylko z tymi samymi mam bezpośrednią stycznośc.Mam teraz trosze inne wyobrazenie bo byłam zarówno po stronie urzedników oraz bezrobotnych, więc gdy ktos mnie traktuje jak trutnia będącego na utrzymaniu państwa, to musze przypomniec,ze jak pracowalam to równiez utrzymywalam innych ludzi bez pracy i wiem, jak to jest byc po drugiej strony biurka.
        • annajustyna Re: A kto normalny pracuje na stażu? 12.01.11, 18:16
          Staz to tez forma umowy o prace. Lepiej nic nie robic i lezec przed telewizorem caly dzien?
          • Gość: tomeczek Re: A kto normalny pracuje na stażu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.11, 18:41
            annajustyna napisała:

            > Lepiej nic nie robic i lezec przed telewizorem caly dzien?

            Pod warunkiem, że telewizor wyłączony, wtedy oszczędza się na prądzie... :)
      • sundry Re: Panie z Urzedu Pracy 12.01.11, 18:52
        Też mam znajomą w Urzędzie Pracy i wiem, że nie mają lekko.
        • Gość: dosc Re: Panie z Urzedu Pracy IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.11, 19:17
          Akurat z UP jestem niestety na bieżąco i wiem jak tam jest. Nikt mi nie wmówi,że ludzie tam ciężko harują, wiecznie skwaśniała mina i traktowanie ludzi jak bydlo. Bezrobotny to też człowiek i to ,że akurat nie ma pracy nie oznacza,że mozna sie do niego odnosić jak do smiecia. Jestem bezrobotna pół roku i nie oczekuje kokosów, podjęłam również staż i nie żałuje. Chcę pracowac, ale jak widze ogłoszenia typu za pośrednictwem UP to lepiej sobie odpuścic, bo jak sie potem okazuje złożone dokumenty czasem nie docierają do pracodawców, albo nabór już zakończony zanim się zaczął. Piszesz, że znajoma co miala staż się nad sobą użalała, że nie wiadomo co dalej, tysiące ludzi tak ma i to nie tylko w UP. Urzednicy są i będą ale do czlowieka mozna się odnieścz szacunkiem, co ciekawe zauwazylam, ze siedzi tam praktycznie sama rodzinka, bądź sami znajomi. Nie oczekuje,że ktos sie komus bedzie kłaniał, ale bycie uprzejmym nie boli, np zamiast postemplować kwitek i rzucic czlowiekowi nie ma pracy, nawet sie na niego nie patrząc a w międzyczasie rozmawiac z kolegą zza biurka to już szczyt. Mozna to zrobic ale jednocześnie rzucic cos od siebie,że można udac sie do pokoju nr ... i zapytac sie o szkolenie, dowiedzieć się o staże itd, to przecież nie boli . Nie należy wszystkich wrzucac do jednego worka, że ktos ma wygórowane oczekiwania i jest zerem, każdy ma gorszy dzien, ale to nie powód do odreagowania na innych. A to,że jest jakas negatywna atmosfera w pracy, to trudno robi się swoje i tyle
          • sundry Re: Panie z Urzedu Pracy 12.01.11, 19:28
            To się tam zatrudnij na staż, a potem się wypowiadaj.
            • Gość: dośc Re: Panie z Urzedu Pracy IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.11, 20:08
              Niestety nie moge bo już jeden staż mialam i jestem za stara :( Choc chetnie bym poszla na jakis staż, czy też kurs. Ludzie narzekają na swoją pracę, ale cos mają, jakis dochód - co prawda znikomy ale jednak. wiem jak to jest byc na stazu bo sama byłam ,ale tak jest pewnie wszędzie,że stażyści są wyzyskiwani i nigdy nie będa traktowani jak pełnoprawni pracownicy. Akurat ja ze stażystami z UP nie miałam styczności, a moja wypowiedź dotyczy pracowników tego urzędu
              • sundry Re: Panie z Urzedu Pracy 13.01.11, 11:06
                Skąd wiesz, że to nie byli stażyści? Tam można być na stażu pół życia, a zakres obowiązków mają ten sam, co pracownicy.
                • Gość: ex-klient UP Re: Panie z Urzedu Pracy IP: *.coopervision.eu.com 13.01.11, 11:35
                  Mialem nadzieje, ze z mojej nieco przydlugawej historyjki bedzie to jasno wynikalo, ale widze tez, ze do "dosc" nie trafia.
                  Szkoda, bo ja nie chce nikomu "dosrac" tylko aby choc kilka osob troche przejrzalo na oczy.
          • Gość: ulka Re: Panie z Urzedu Pracy IP: *.warszawa.vectranet.pl 13.01.11, 23:45
            Tak, ja też 2 lata temu się przekonałam, jakie to miłe Panie pracują w UP Grochowska W-Wa.
            Jedna to mi tak powiedziała: ile was tu przyłazi do cholery! Roboty mam od cholery, bo koleżanka sobie na urlop poszła. Najgorsze było to, że ja nic kompletnie się nie odzywałam do tej babki, po prostu przyszłam na wyznaczony termin. Mało tego, starałam się o dotacje unijne, więc jakoby miałam w planach podjęcie pracy u siebie. Ale i tak traktowali mnie jak g.....o. Powiedziałam, nigdy w życiu tam nie pójdę!!!! Nawet nie chcę ich ubezp. Dotację otrzymałam, prowadzę własną dział. Ale ile upokorzeń tam musiałam znieść, to szok. Bo oczywiście nie wszystkie tu wymieniłam.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka