nikitajg
02.06.12, 14:31
Pracowałam w 2011-2012 w CAPI, czyli komputerowe wypełnianie ankiet. Nie w Warszawie, tylko w moim województwie. Zapomnij o ciepłym biurku. CAŁA PRAWDA O PENTORZE. Bez słodzenia wygląda to tak:
- piszą na stronie, że dają sprzęt - g...o prawda, trzeba mieć swojego lapka i to min 15 cali. Ciągłe jego włączanie i wyłączanie - od drzwi do drzwi przecież chodzimy - doprowadza go do śmierci, wierzcie mi;
- dają tel służbowy, ale połączenia wychodzące są zablokowane, można zadzwonić jedynie na pomoc techniczną.
W razie problemów u respondenta wysyła się smsa do koordynatora i się czeka, aż oddzwoni 15 min. jak nie, to znowu wysyłamy i znów czekamy.....można jedynie pisać smsy, których ilość w miesiącu i tak jest ograniczona.
- są 2 etapy rekrutacji, (Warszawa, Poznań, Wrocek) za dojazd oczywiście nie zwracają. Dopiero jak co podsuną umowę do podpisania i ja zabiorą mówią, jak to wygląda naprawdę, dostajesz też papier in blanco do podpisania, którego już 3 miesiące po zerwaniu umowy nie otrzymałam z powrotem. Oczywiście też go zabierają zanim dojdą do omówienia warunków pracy. Salka konferencyjna na 10-15 osób, rekrutacja jest grupowa, jesteś tylko numerkiem, nie osobą)
- za niedokończony lub niezrealizowany wywiad z naszej winy czy nie, nie dostajemy ani grosza,
- ankiety trwają od 40 min do 2 godzin!! kto poświęci nam tyle czasu, zmęczony po pracy? I kto w ogóle chętnie wpuszcza obcych do domu?? Szykujcie się na szczucie psami, trzaskami przed nosem drzwiami, wyzywanie i obrażanie;
- wszystkie ankiety są "na wczoraj", np. w piątek wieczorem pojawia się info na stronie, że do poniedziałku trzeba zrobić 10 ankiet...(patrz wyżej - czas trwania 1 ankiety + namówienie kogoś żeby poświęcił nam czas).
- w ich wymogach jest, że musimy zrealizować min 20 ankiet w miesiącu, bo inaczej wyjazd z firmy. Ale to oni nie wywiązywali się, miałam max 10, czyli nie wyżyjecie z tego.
- płacenie za dojazdy..."żenua". W jednym pakiecie jest średnio 4-5 ankiet. Musicie to zrobić w 1 dzień, bo tylko za ten 1 dzień zapłacą za dojazd. Stawki...porażka. Nikogo nie obchodzi, że jeździliście po mieście cały dzień i poszło 50 zł na paliwo albo i więcej. macie płace od tablicy miasta X do tablicy miasta Y, np. 15 km, a to, ze miasto w całej rozpiętości ma 30 km, to już twój problem...stawki: RYCZAŁTY ZA DOJAZDY:
odległość Ryczałt - kwota brutto
do 20 km 13 zł
21 - 30 km 15 zł
31 - 40 km 22 zł
41 - 50 km 24 zł
51 - 70 km 37 zł
71 - 100 km 44 zł
100 - 150 km 58 zł
powyżej 150 km 70 zł.
Czyli jeśli do miasta X mamy np. 20 km + powrót 20 km, to nie otrzymujemy 13+13 zł+26 zł, tylko 22 zł (wg stawki 31-40 km). Złodziejstwo po prostu! Nie licząc kręcenia się po mieście...
- nie ma tak, jak napisali co niektórzy, ze płaca regularnie, jeśli na czas wyślesz im rachunek. nawet, jeśli wyrobisz się z terminie, to nie dostaniesz ani złotówki, jeśli tego projektu nie zakończą w innych województwach. Tzn., że jakaś tam ankieterka ixińska olała temat i mimo, że przydzielona została do badania nie zrobiła np. 1 ankiety, to nikt z Polski nie dostanie za to badanie kasy. Musi być projekt zakończony. I tak na przykład za badanie, które robiłam w STYCZNIU 2012, które trwało 2 godziny (!), dostałam kase kilka dni temu (31.05.2012). Ale za przejazdy nadal nie otrzymałam zapłaty za styczeń jeszcze!
- Przejazdy i ankiety rozliczane są do 5go każdego miesiąca, czyli np za luty - jeśli oczywiście badanie jest już zamknięte - wysyłasz rachunek do Pentora tak, żeby oni mieli go już najpóźniej 5go marca, jeśli się spóźnisz, nie dostaniesz kasy za luty na koniec marca, tylko na koniec maja. Wypłaty są zawsze ostatniego dnia miesiąca. Czyli musisz wykładać (pożyczać od rodziny) kase na dojazdy, żeby realizować ankiety i nie masz żadnej gwarancji, że dostaniesz ją z powrotem za miesiąc, bo przecież ktoś może nie zrobić jakiegoś badania i wtedy nici z wypłaty.
Nie można robić ankiet ze znajomymi, bo wywiady są nagrywane i sprawdzane - wszystkie. Muszą być osoby obce, nie możesz sam ze sobą zrobić ankiety bo wywiad jest nagrywany i za pomocą programu sprawdzana jest jego autentyczność, poza tym nie ma tak, że sam sobie wybierasz, gdzie pójdziesz. narzucają miejscowość oraz konkretny adres losowo wybrany i od tego adresu możesz poruszać się wyłącznie co 5 mieszkanie odliczając w lewo od tych które nam narzucili. Później dzwonią do wybranych losowo osób, z którymi robiliśmy ankietę i wypytują o różne rzeczy. Ankieta nie jest anonimowa, tylko niby poufna. Tzn ludzi muszą podać nam wszystkie swoje dane, wiek, liczbę dzieci, miesięczne przychody, numer telefonu, adres musimy wpisać ZAWSZE bo inaczej nie zapłacą. To wyobraźcie sobie miny tych ludzi jak muszą podać nam te wszystkie dane..
- umowa o dzieło, czyli śmieciowa - nie masz nic. Nie możesz być zarejestrowany w Urzędzie Pracy, bo pracujesz przecież, ale na umowie o dzieło nie masz nawet ubezpieczenia, żeby pójść do lekarza, jak się nabawisz zapalenia płuc od tego biegania po mrozie z laptopem. Pobierają z wypłaty tylko podatek 19 %. Nie masz płaconych ani składek na emeryturę, ani rentowych, ani społecznych, ŻADNYCH, TYLKO PODATEK.
Czyli w skrócie: zarabiasz około 150-200 zł w miesiącu, wywalasz kase na dojazdy, nie masz ubezpieczenia, nie leci ci nic do emerytury, nie masz weekendów,
- nie można wybrać sobie badań, narzucają ci, co i do kiedy masz zrobić, np. 150 km od miejsca Twoje zamieszkania (czytaj wyżej zapłata za dojazdy...)
- co zyskujesz: wrzody żołądka i stres, bo nie możesz się napić piwa, bo mogą w każdej chwili Ci dowalić badanie "na wczoraj", nerwy, bo kontakt z koordynatorem jest utrudniony, a jak dzwonisz z prywatnego tel to nigdy nie odbiera telefonów - z prywatnego bo służbowy przecież zablokowany do połączeń wychodzących, stres, że nie zdążysz zrobić ankiet albo ludzie nie wpuszczą cię do domu i poszczują psami i nie dostaniesz ani grosza. Wiatr, deszcz, śnieg, nie obchodzi ich to, ma być zrobione. Na kase poczekaj kilka miesięcy a i tak będą "cykać po parę groszy".
Od 3 miesięcy tez proszę ich, żeby wystawili mi zaświadczenie, że u nich pracowałam, do Urzędu Pracy czy innej firmy, bo przecież nie pokażę umowy o dzieło podczas rozmowy rekrutacyjnej. Zapomnijcie, nawet do szefa naczelnego pisałam i nic. W d....ie mają tych, co odeszli. Tych co pracują z resztą też.
Oto cała prawda o Pentorze i Capi. NIE POLECAM.