Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST]

    IP: *.elisa-mobile.fi 09.04.13, 18:18
    We wrześniu uczestniczyłem w rozmowach rekrutacyjnych do łódzkiego Della na stanowisko inżynierskie.... Powiedzieli że niezależnie od wyniku skontaktują się... Oczywiście o moje wymagania finansowe zapytali się ale...swojej oferty nie podali...
    Do tej pory brak odzewu o negatywnym wyniku (bo na pozytywny to raczej już nie liczę)....
    Wyjechałem z kraju... i polecam to innym...
    Obserwuj wątek
      • szmecierecie Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] 09.04.13, 18:40
        Etam facet farmazony gada.

        Narobił sobie: doktoratu - nieprzydatne
        Prince2 - jeszcze bardziej bezwartościowe


        i chce być menedżerem, który umie wszystko, ale jak jest praca dla dewelopera, który pewnie w pół roku mógłby przerobić się na zarządzającego to już nie.

        Zwykłe gorzkie żale kolejnego frustrata.
        • Gość: nikto Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 18:45
          Słusznie. Wszyscy wiemy, kto zostaje po informatyce na doktoranckich. Zazwyczaj ci, którzy nie radzą sobie w prawdziwym świecie.

          Koleś jest klasycznym przykładem roszczeniowca, który uważa, że świat ma zapewnić mu pracę w jednym, konkretnym zawodzie. Niczym się w tym nie różni od sfrustrowanych europeistyków, historyków kultury, marketingowców itp.
          • Gość: hahaha Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.12-2.cable.virginmedia.com 09.04.13, 18:47
            chłopaki, wyraźnie zazdrościcie tego doktoratu :) :) :)

            ale prawdą jest absolutną, że wyjechać warto natychmiast. polecam!
            • Gość: www o co k** te zale ? idz informatyk na taśme IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 19:20
              do roboty w fabryce

              pozapie**alasz na niogrzewanej hali 10-12 godzin na stojąco za 900 na rękę to spokorniejesz

              w dupach sie poprzewracało
              projekt menedzerem sie zachcialo byc

              koles ewidentnie nastawiony na tytuły i papierki
              rynek go wycenił
              • Gość: xxx Re: o co k** te zale ? idz informatyk na taśme IP: *.hotsplots.net 09.04.13, 20:32
                Gość portalu: www napisał(a):

                > do roboty w fabryce
                >
                > pozapie**alasz na niogrzewanej hali 10-12 godzin na stojąco za 900 na rękę to s
                > pokorniejesz

                a dlaczego ma za*pier*dalać w fabryce, widać, że facet lubi robotę i lubi mysleć a praca w fabryce jest dla tych, którzy raczej myśleć nie lubią za bardzo, bo ta praca nie wymaga żadnego myślenia i najczęściej żadnych umiejętności, a jeśli nawet to na jednodniowym szkoleniu się ich nabywa
                • Gość: gosc Re: o co k** te zale ? idz informatyk na taśme IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 20:43
                  ".. nawet to na jednodniowym szkoleniu się ich nabywa" pod warunkiem ze to szkolenie szkolonego nie przerasta...
                  • kretynofil Rozwiązanie problemu dla bohatera artykułu! 10.04.13, 08:17
                    Widzisz, koleś, robisz to źle, Prawdziwie Sprawiedliwy Rynek Kapitalistyczny Cię ocenił i dał Ci popalić. Chcesz robić to dobrze? Rób tak:
                    - zostań wiecznym studentem, kończenie jakiejkolwiek uczelni wyklucza z rynku pracy,
                    - nie miej doświadczenia zawodowego, nasze nieudolne kadry zarządzające boją się doświadczonych pracowników tak jak czterdziestoletni zakompleksiony prawiczek boi się kobiety, ktora nie jest już dziewicą,
                    - nie ucz się żadnych przydatnych umiejętności i, broń Boże, za ChRL nie ucz się niczego dobrze - jeśli będziesz rozumiał co robisz, od razu stajesz się bardzo niebezpieczny,
                    - nie ucz się języków obcych - ich znajomość na poziomie przekraczającym umięjętności managera średniego szczebla stanowi dla niego zagrożenie,
                    - nie rób certyfikatów - istnieje dość powszechny lęk wśród kadry zarządzającej: podobno ludzie z certyfikatami coś wiedzą i czasami nawet nie chcą pracować za najniższą krajową,
                    - nie chwal się zrealizowanymi projektami, od razu zrazisz do siebie kadrę zarządzającą,
                    - plany na przyszłość ogranicz do weekendowej najebki w klubie gminnym, nie możesz mieć ambicji przekraczających ambicje swojego przełożonego.

                    Jednym słowem: chcesz być rozchwytywanym pracownikiem? Zostań wiecznie dofinansowanym przez urząd pracy stażystą-studentem na utrzymaniu rodziców, który własnej dupy nie potrafi znaleźć bez mapy. To jest modelowy polski pracownik w IT.

                    -----------

                    A tak na poważnie. Wróciłem do Polski po kilku latach, pracuję w IT w Warszawie i nie moge pojąć jednej rzeczy: przez okres mojej emigracji tu się nic nie zmieniło na lepsze, wręcz przeciwnie. W firmach króluje taniocha, tandeta, miernośc, bylejakość. Na managerów zatrudnia się nieogarniętych aroganckich ignorantów, do nich wianuszek stażystów do klepania kodu; nikt w tym towarzystwie nie rozumie co robi, nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich działań, które sięgają dalej niż najbliższa premia; jakąkolwiek staranność traktuje się jak wadę, tak samo ciekawość, rzetelność, wiedzę.

                    Królują rozwiązania, jak to się mówi u mojego obecnego klienta "zorientowane na wyniki", czyli dostarczamy klientowi coś co "z grubsza" spełnia wymagania, inkasujemy premię i... spie*dalamy.

                    Serio, jeszcze kilka lat temu w polskim IT trudno było spotkać takich prowincjonalnych głupków, jacy teraz stanowią duży odsetek załogi, i to przekłada się na to co się robi w tych firmach. Ja nie potrafię zrozumieć jak możliwe jest to, że dużym projektem wdrożeniowym za kilkanaście milionów euro zarządza PM, który o wdrożeniach kompletnie nic nie wie, nie rozumie IT, cyklu życia oprogramowania, nie odróżnia web services od switcha, a większość jego zespołu to studenci, którzy po prostu nie wiedzą co robią... Dla mnie to kompletnie niepojęte.

                    Co gorsza - rozmawiam ze znajomymi i wszyscy widzą to samo: nikt nie interesuje się tym co robi, nie rozumie zagadnień którymi się zajmuje, nie poświęca uwagi potrzebom klienta, nie umie poprawnie podsumować spotkania, nie daje rady przeczytać dokumentu dłuższego niż trzy slajdy w PowerPoincie.

                    Z Polski robią się drugie Indie, niestety. Lepiej nie będzie. Chcesz robić coś ciekawego, to albo się przekwalifikuj albo wyprowadź...
                    • heine-ken Re: Rozwiązanie problemu dla bohatera artykułu! 10.04.13, 09:10
                      Wygląda na to, że nie masz wyjścia i musisz znowu wyjechać, tym razem na zawsze. Nie wątpię, że praca w kraju, w którym wszyscy to prowincjonalne, niekompetentne głupki i ignoranci, a co gorsza wszystko zmienia się na gorsze, nie jest warte twojego życia - NIE MARNUJ GO. Nie rzucaj pereł przed wieprze.
                      • kretynofil Nie wszyscy... 10.04.13, 09:20
                        Nie piszę, że tacy są wszyscy. Piszę, że poziom nasycenia taką hołotą osiągnął poziom, który sprawia, że komuś, kto ma większe ambicje, może być trudno znaleźć satysfakcjonującą pracę.

                        I tak, wyczuwam sarkazm w Twojej wypowiedzi :)

                        Problem w tym, że w Polsce nic się nigdy nie zmieni, jeśli na każdym kroku będzie królowała tandeta, bylejakość, badziewie, a każdego kto chciałby to zmienić lub chociaż tylko krytykować - będziemy wysyłać na emigrację.

                        Umówmy się: tanią siłą roboczą nigdy w Polsce nie zbudujemy zamożnego społeczeństwa ani prawdziwej klasy średniej. Owszem, pozwolimy bandzie przemądrzałych buraków kupić sobie w miarę przyzwoite życie, ale robienie elit z hołoty z reguły paskudnie kończy się dla społeczeństwa (krótkoterminowo) i samej hołoty (długoterminowo)...

                        No, ale z drugej strony: macie pełne prawo decydowania o tym kraju, jest tak samo Wasz jak i mój, a mam wrażenie, że Was jest więcej. Nie rozumiem tylko jednego: czemu narzekacie, kiedy ktoś kradnie w rządzie, kiedy hydraulik spieprzy robotę, kiedy lekarz bierze łapówkę? Przecież sami tak się zachowujecie, sami robicie wokół siebie bagno i sami oburzacie się kiedy ktoś mówi, że to bagno śmierdzi...
                        • i_o_co_chodzi1 Nic nie stoi na przeszkodzie 10.04.13, 09:34
                          abyś znowu się wyprowadził z Polski skoro tak tutaj źle:P Świat stoi otworem:P
                          • kretynofil A co Ci stoi na przeszkodzie... 10.04.13, 09:45
                            ...żeby przeczytać to co napisałem, ale tym razem ze zrozumieniem?

                            Nie o to chodzi, żebym ja czy ten chłopak z artykułu wyjechał. Chodzi o systemowy problem w którym następuje postępująca degradacja jednej z niewielu gałęzi przemysłu, które mogły popchnąć Polskę do przodu - a Waszym rozwiązaniem jest usunąć każdego kto coś może do tego wnieść coś wartościowego i bawić się w chocholi taniec?

                            Zrozum: Polska nigdy nie stanie się potęgą w motoryzacji, elektronice, biznesie, nauce - to są branże, których wykształcenie trwa dziesięciolecia, wymaga ogromnych nakładów finansowych i wymaga konkurencji z zastanym, dość hermetycznym układem sił budowanych w czasach, kiedy my skupialiśmy się na wydobyciu węgla i chodzeniu na pochody pierwszomajowe.

                            IT to nowa branża; układ sił na świecie jeszcze nie jest skrystalizowany. Mieliśmy (fakt, za komuny) doskonałą edukację, mamy młodych, ambitnych i pracowitych ludzi, którzy chcą się rozwijać, uczyć, wprowadzać nowatorskie rozwiązania - i dzięki temu mieliśmy szansę zostać konkurencyjnym rynkiem wyspecjalizowanych usług IT w regionie.

                            I co się dzieje? Przepie*dalamy cały ten potencjał dla doraźnych korzyści, zasranych kwartalnych premii dla buraków managerów mających kryć buraków VP maskujących buractwo prezesa. Każdego, komu się chce coś więcej - wypędzamy na emigrację.

                            A za dwadzieścia lat będzie płacz, że zmarnowaliśmy kolejną szansę, że tanie IT przenosi się dalej od nas, specjalistów nie ma, bo ich wypędziliśmy, żeby nie psuli nastroju miernotom i nieudacznikom - i kilkunastu lat psucia nie da się odwrócić, więc zostaje tylko narzekanie, że zagraniczne firmy zrobiły "drenaż mózgów" i mają pieniądze, których nam brakuje, żeby coś zacząć znaczyć w high-tech.

                            Super, co?
                            • heine-ken Re: A co Ci stoi na przeszkodzie... 10.04.13, 10:13
                              Ja osobiście jestem zdania, że życie w tym kraju jest jakie jest głównie za sprawą roszczeniowych, przeciętnych malkontentów, otoczonych tylko idiotami, złodziejami i ku...mi, których życie było by piękne, gdyby nie ci oni (żydzi, komuniści, geje), którzy to mają układ, aby nie pozwolić naprawdę zdolnym i ambitnym rozwinąć skrzydeł.

                              Tak więc takie osoby serdecznie zachęcam do wyjazdu, niech się przekonają, że na zachodzie jest super, korporacje to przykład doskonałej organizacji pracy, w których to pracują wyłącznie kompetentni, a tacy Amerykanie, Anglicy czy inni Holendrzy to wyłącznie wspaniali ludzie. Sam, odpukać, prawdopodobnie jestem z układu, bo mam dość dobrze płatnej roboty od zadowolonych, powracających zleceniodawców i mam nadzieję, że do korporacji już nigdy nie wrócę.
                              • kretynofil No dobra... 10.04.13, 10:28
                                > Ja osobiście jestem zdania, że życie w tym kraju jest jakie jest głównie za sprawą roszczeniowych, przeciętnych malkontentów, otoczonych tylko idiotami, złodziejami i ku...mi, których życie było by piękne, gdyby nie ci oni (żydzi, komuniści, geje), którzy to mają układ, aby nie pozwolić naprawdę zdolnym i ambitnym rozwinąć skrzydeł.

                                Pytanie kontrolne: czy zdajesz sobie sprawę z tego, że sam należysz do tej kategorii? Bo uważasz, że w kraju dzieje się źle, przez tych innych, którzy Cię otaczają, narzekają, nic im się nie podoba i w ogóle przeszkadzają.

                                Natomiast idealnie pasujesz do tego o czym mówię: jest grupa ludzi, którzy siedząc nawet po uszy w gó...e będzie się zarzekało, że czuje zapach fiołków i zabije każdego kto zasugeruje, że fiołki pachną nieco inaczej...

                                A co do kompetencji obcokrajowców, to tak, poznałem za granicą sporo niekompetentnych pracowników, ale kadra zarządzająca była, w stosunku do tego co widzę w PL, o niebo lepsza. Tam gdzie Niemiec szuka sposobu optymalizacji pracy, tam Polak szuka kolejnego sposobu na wymuszenie nadgodzin. Różnica jest kolosalna...

                                No, ale wiem: wszystko jest dobrze, psy srają lawendą, tylko głupi kretynofil się czepia, kiedy Polska staje się europejskim tytanem nowych technologii ;)
                                • heine-ken Re: No dobra... 10.04.13, 10:43
                                  Naród to suma indywidualnych postaw, które składają się na tzw. kapitał społeczny. Najważniejsze, że ja jestem pracowity, kreatywny, zaradny, szanuję i lubię ludzi, ufam im (do granic), więc płacę naprawdę duże podatki i jest mi dobrze. Spędzam dużo czasu w necie prezentując swoje argumenty i demaskując idiotów, ku... i złodziei, w swoim mniemaniu pro publico bono, ale nigdy nie będę twierdził, że ww. zawzięli się, żeby moje życie było do dupy - bo to, dopóki jestem zdrowy, moja sprawa.

                                  Chcesz żeby było lepiej? Zacznij od siebie, dawaj przykład i nie szukaj wymówek i winnych swojej przeciętności i bylejakości. Jak pokornych będzie więcej, to w całym kraju się poprawi. Btw. kilku już Niemcom szczęki opadły, kiedy zaprezentowaliśmy przy różnych okazjach PRL-owską myśl techniczną, czyli umiejętność stworzenia czegoś z niczego. Nikt nie dostanie już takiej szkoły życia jaką był PRL.
                                  • kretynofil Hau, hau! 10.04.13, 10:50
                                    > Chcesz żeby było lepiej? Zacznij od siebie, dawaj przykład i nie szukaj wymówek i winnych swojej przeciętności i bylejakości. Jak pokornych będzie więcej, to w całym kraju się poprawi.

                                    Co Ty bredzisz, tefauenowska mendo?!

                                    Do ku*wy nędzy, próbuję z Tobą rozmawiać jak z człowiekiem, a czuję się jakbym z wytresowanym kundlem próbował dyskutować. Wkładasz mi w usta jakieś układy, koterie, systemy które nie pozwalają mi się rozwijać - gdzie je wyczytałeś, matole, w moich wypowiedziach? Gdzie ja narzekam na "układ" który mnie "ogranicza"? Gdzie jak zwalam "winę" na kogoś? Skretyniałeś do reszty?

                                    Zachowujesz się jak wytresowany przez tefauen kundel, który jak słyszy krytykę, to od razu sięga do wyuczonych odruchów: "układ", "postawa roszczeniowa", "przeciętność" i natychmiast wydaje Ci się, że powtarzając wyświechtane slogany robisz się "pracowity" i "kreatywny".

                                    Rzygać się chce.

                                    Chcesz dyskutować, dziecko, to zacznij odpowiadać na moje posty, zamiast ośmieszać się kalkami myślowymi ze Szkła Kontaktowego...
                                    • heine-ken Re: Hau, hau! 10.04.13, 11:25
                                      Wrócił stary dobry kretynofil. Można sobie robić zakłady ile wytrzymasz bez wyzwisk i nawiązań do TVN-u i GW. Nie, nie chcę "dyskutować". Życzę dobrego dnia, bez odbioru.
                                      • kretynofil Hihihihi :) 10.04.13, 11:29
                                        Byłem bardzo ciekaw, czy jesteś w stanie wykrztusić z siebie cokolwiek innego niż kilka oklepanych sloganów o "układzie" i "postawie roszczeniowej", ale jak widać - nie jesteś :)

                                        Wiesz co jest w tym najzabawniejsze? Jak przeczytasz te posty w kolejności publikacji to zauważysz, że przed każdą Twoją wypowiedzią jest moja, która zapowiada to, co Ty napiszesz za kilka minut.

                                        Poezja, po prostu poezja :)
                                        • mariuszdd Re: Hihihihi :) 10.04.13, 13:24
                                          Sam, odpukać, prawdopodobnie jestem z układu, bo mam dość dobrze płatnej roboty od zadowolonych, powracających zleceniodawców i mam nadzieję, że do korporacji już nigdy nie wrócę.

                                          Nie napisał czy sie zajmuje,tutaj powinieneś sie zorientować ,że to typowy leming ,boi sie że mu te luksusy zabiorą albo co
                                          • heine-ken Re: Hihihihi :) 10.04.13, 15:07
                                            Oczywiście że jestem typowym lemingiem i dbam o pracę i dobre relacje z kim się da. Do niedawna ważny dyrektor w korporacji, teraz człowiek do wynajęcia w trakcie organizacji biznesu z dala od miasta. Co zrobić, nie każdy może być ofiarą losu, której nikt nie lubi i nikt nie ceni i dla której prawie wszyscy politycy, szefowie, koledzy z pracy, sąsiedzi i rodacy to prowincjalne debile.

                                            Ale bycie lemingiem ma jednak swoje dobre strony - odpukać nigdy (od 18 lat) nie byłem bezrobotny i zarabiam kilkaset złotych na godzinę. Gdybym tylko wiedział, jak beznadziejne jest moje życie, że cały sens polega na byciu nieudacznikiem i narzekaniu na wszystko i wszystkich. Trudno, może w następnym życiu będę mądrzejszy.

                                            • gem58 Re: Hihihihi :) 10.09.13, 17:06
                                              Zdradź nam, kto tak dobrze płaci za klepanie banałów na forum?
                                        • czemublokujecie_mikonto Wiesz co? Zupełnie niepotrzebnie z nim dyskutujesz 10.04.13, 16:03
                                          :P Ja wyjechałem z Polski jeszcze przed kaczorami wszelkiej maści tylko dzieki temu co zrobili-a własciwie czego nie zrobili jak nalezy-posłowie, politycy i władza. Polska sprawiła że sie wyemigrowałem, pomimo iż kiedys w przeszłosci wracałem z USA, pomimo że miałem prawo pobytu, pracy, zieloną karte. Wróciłem, bo uwierzyłem w reformy w Polsce-że bedą, że sie zmieni i bedzie normalnie. Niestety -zmieniło sie, tyle że nie w tą strone w jaką powinno i musiałem wyjechać tym razem na Wyspy. Pewne sprawy czasami są tez niezalezne od człowieka i tylko te sprawy sprawiły że musiałem wrócić do Polski, którą przez lata obserwowałem jako pole wielkiego kabaretu pośród ciemnogrodu-Iranu Europy. Przykro mi było, że Polacy tak sie zachowują i muszą cierpieć w tym przekletym kraju nad Wisłą. Nawet w swojej pracy mieliśmy chwilową nieprzyjemność gościć zatrudnionego managera z Polski, którego firma ściągneła w ramach łapanki gdy im staffu brakowało. Tyle, że oni go ściągneli przez agencje, która go przysłała jako specjaliste. Był wyjątkowo zadufany w sobie i zachowywał sie jak typowy polski manager, co sprawiło, iż miałem z nim kilka pogadanek publicznie w jezyku angielskim/uporczywie chciał żebym do niego mówił po polsku by móc mnie potem oskarżyć o używanie przy innych jezyka ojczystego i mówienie kto wie czego:P/. Wysmiałem gościa i powiedziałem mu, żeby sobie wracał skąd przyjechał, bo Anglia to nie jest Polska i oszołomów po wieczorowym kursie reklamy jako managera nikt tutaj nie potrzebuje. Gościowi wszystko sie nie podobało, a najbardziej Anglicy, których zupełnie nie znał. Klą na wszystkich i wyzywał jak to jest okropnie bo mu żona nie upierze i obiadu nie ugotuje. Jak próbował pyskować do mnie to publicznie przy świadkach mu głośno odpowiedziałem, że nie życze sobie takiego traktowania i jak natychmiast nie przestanie sie tak zachowywać to znajdzie sie na dywaniku u generalnego dyrektora. Gościu był wściekły, szcześliwie zrezygnował i wrócił do Polski po miesiącu "pracy". Nie był przygotowany, nie potrafił zarządzać, a nasz generalny powiedział nam po jego odejściu, że teraz bedziemy mogli w teamie pracować spokojnie sami, bo ma do nas zaufanie i wie że dobrze pracujemy, w nagrode zwolnił tego naszego managera:P

                                          Po prostu mieszkając w cywilizowanym kraju człowiek nabiera dystansu do pewnych spraw i nie zgadza sie aby być traktowanym jak wściekły pies albo bitym kijem. W Polsce trzeba sie zgodzić na każdy mobbing-czego dowiedziałem sie od fachowca, kobiety, która potrafiła postawić na nogi oddział banku i zrobić cuda, o których kto inny by uważał za niemożliwe. Oczywiście nikt tego nie docenił, a z obiecanych premii i kasy dostała ostatecznie zadowolenie że w ogóle ma prace bo zwalniają:P Natomiast ścierpieć kazdy mobbing innej kierowniczki trzeba-bo takie jest zycie. Tylko, ze nie chce sie godzić na takie życie, bo powienienem iść do pracy, robić to co mnie nalezy najlepiej jak potrafie, byc zadowolonym z pracy i by ze mnie byli zadowoleni. Powinienem iść rano słoneczną ulicą, szcześliwy że ide do pracy, usmiechac sie i pozdrawiac nieznajomych na ulicy a oni mnie, w pracy sie realizować, otrzymać przyzwoite wynagrodzenie, rozwijać sie, żyć szczęśliwie. I tak jest w Londynie. Oczywiście część ludzi tego nie rozumie. Nie godze sie na bycie nieszcześliwym, straszonym w pracy zwolnieniem, mobbingowany, nie chce oglądać po-pisowego chocholego tańca ze smoleńskiem w tle ani innych debilizmów z konkordatu, nie zgadzam sie na dyskryminacje i bycie dyskryminowanym społecznie czy podatkowo, na tematy zastepcze typu łapanie gayów i zabraniania im normalnego zycia i praw obywatelskich zamiast zrobienia koniecznych reform.
                                          Niestety na Króla Korony Polskiej mnie nie wybrano-tak to niestety jest i tak nadal bedzie w tym przekletym kraju nad Wisłą:P-który mógłby być tak piekny.
                            • tak.ale Kretynofil - jesteś wielki 10.04.13, 16:28
                              Niewielu dostrzega upadek IT i tego konsekwencje, tak jak nieliczni widzieli (i widzą) marnotrastwo polskiego bogactwa narodowego jakim jest wyż lat osiemdziesiątych. Zamiast w tych ludzi zainwestować, rozgoniono ich po świecie w poszukiwaniu chleba, a już mamy skutki w postaci np. upadku systemu emerytalnego - i lawinowo będzie tego więcej.
                        • alfalfa Re: Nie wszyscy... 11.04.13, 12:13
                          kretynofil napisał:

                          > Problem w tym, że w Polsce nic się nigdy nie zmieni, jeśli na każdym kroku będz
                          > ie królowała tandeta, bylejakość, badziewie, a każdego kto chciałby to zmienić
                          > lub chociaż tylko krytykować - będziemy wysyłać na emigrację.

                          Skoro zajmujesz się algorytmami to powinieneś już dawno z Polski zwiać i nie zawracać głowy. Takie marudzenie walczy o pierwszeństwo z "aroganckimi ignorantami" i ma taki sam sens. Załóż firmę i rób idealne wdrożenia. Sukces, przy Twoim podejściu, gwarantowany.
                          A.
                      • czemublokujecie_mikonto wiesz co? wielu by wyjechało, tylko ma jeszcze 10.04.13, 15:35
                        inne sprawy na głowie a nie zalezy tylko od siebie, gdyby to ode mnie zalezało to bym z londynu nigdy nie wyjeżdżał bo kocham to miasto i to mój dom-a Polska nie jest domem tylko pasozytem i sprawcą traumatycznych przezyć, niestety w życiu nie zawsze jest tak jak sie chce albo planuje:P
                    • Gość: www kretynofil ale jaki "kapitalistyczny" rynek w PL ? IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.13, 09:22
                      głównym zleceniodawcą dla IT w PL chyba jest budżetówka (popraw mnie jeśli się mylę)

                      ustawione przetargi - mają wygrać swojaki zatrudniające przygłupów, żeby było taniej
                      zamawiają i nadzorują spece po politologiach

                      • kretynofil Już od dawna tak nie jest... 10.04.13, 09:29
                        No co Ty? Projekty w bankach, telekomach, u ubezpieczycieli, dostawców usług - to jest przeważająca część rynku IT w Polsce. Projekty o których myślisz (głównie ZUS) to pryszcz przy tym co robi się w sektorze prywatnym.

                        Robi się, niestety, tak samo. Jeśli u klienta pracuje dureń, który nie potrafi ocenić rozwiązań prezentowanych od dostawców (a nie potrafi, bo na stanowisko decyzyjne zatrudnia się pracownika, który zarabia mniej niż średniej rangi konsultant dostawcy - siłą rzeczy ma mniejsze kompetencje), to dostawcę wybiera się tak samo jak w budżetówce: skoro nie potrafimy ocenić jakości (bo nie mamy kompetencji), to wybierzmy najtańszego dostawcę.

                        Żeby być najtańszym, trzeba zatrudniać stażystów. Skoro nikt nie patrzy na jakość/wartość rozwiązania, to nie warto się starać.

                        I warto zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko, które zdaniem aferałów-liberałów nie ma prawa wystąpić: sektor prywatny popełnia te same błędy, co sektor publiczny, wpada w te same pułapki i cierpi z powodu tych samych problemów.

                        A podobno prywatyzacja jest lekiem na wszystko :)
                        • Gość: xccxzczx banki, telekomy.... to nie jest "wolny rynek" IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.13, 09:50
                          to jest regulowany rynek oligopoli
                          oni mają gwarancję zarabiania, mogą więc sobie pozwolić na ch...owo działający system

                          podskoczysz im jako klient ?

                          wiesz mam taką teorię - zastanów się nad tym - że pośrednią przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że w PL klient jest zerem, w związku z tym nie ma szans na spór z dużą korporacją - nie jest więc czynnikiem który by wymuszał jakość

                          pewnie inaczej by to wyglądało, gdyby np. za uporczywe naliczanie zawyżonych faktur i odrzucanie reklamacji, bo pani w BOK "ma co innego w systemie" sąd polski przy**rdolił takiemu koncernowi 5 milionow odszkodowania na rzecz klienta - ale to marzenie ścietej głowy jak wiesz
                          • kretynofil Właśnie o to chodzi!!! 10.04.13, 10:00
                            > podskoczysz im jako klient ?

                            I o tym właśnie rozmawiamy - jak podskoczysz, jak skrytykujesz, jak zaczniesz domagać się więcej, to znajdzie się banda miernot i krzykaczy, którzy wyśmieją Twój doktorat i będą utrzymywać, że taki jest wolny rynek i tak ma być.

                            Polacy straszliwie boją się krytyki, nawet konstruktywnej - i to konserwuje oligopole, olewanie klientów i złe praktyki biznesowe. Zgłaszanie reklamacji, zachowania obywatelskie są traktowane jako "postawa roszczeniowa" (sformułowanie-wytrych dla aferała-liberała, każdego kto wymaga szacunku można "znokautować" postawą roszczeniową, zwłaszcza w telewizyjnej debacie).

                            I o tym właśnie jest ta dyskusja - ktoś ma ambicje, ktoś ma wymagania, a armia baranów próbuje go wciągnąć spowrotem do kotła. Dlatego właśnie w piekle nie trzeba diabłów stawiać do pilnowania kadzi z Polakami - sami się pilnują, żeby żaden z niego nie wylazł...
                            • Gość: d5dd667 mam dla Ciebie pomysł kretynofil w takim razie IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.13, 10:12
                              weź tych zdolnych ludzi i zorganizujcie społeczną organizację konsumencką - od strony informatycznej mogłaby to być jakaś platforma internetowa, gdzie ludzie mogliby np. się organizować, wymieniać doświadczeniami, zbierać w grupy lobbujące na rzecz zmiany prawa, etc.

                              bo państwowe instytucje typu UOKiK w PL nie działają, a typowy Polak nie rozumie dlaczego tak się dzieje i jedyne co robi to opieprza konsultanta na infolinii, który ma 5 odpowiedzi na kartce napisanych i na tym jego wiedza sie konczy

                              ja sądze ze czas systemowo walczyć z tymi patologiami

                              p.s.
                              co do gościa z doktoratem, to nie jest problemem to że ma doktorat, tylko że sądzi że skoro ma doktorat to mu się należy - niech odpali swój własny biznes, skoro jest taki dobry, a nie jęczy w listach do gazety
                              • kretynofil Kolejny "inteligentny inaczej"... 10.04.13, 10:35
                                > co do gościa z doktoratem, to nie jest problemem to że ma doktorat, tylko że sądzi że skoro ma doktorat to mu się należy - niech odpali swój własny biznes, skoro jest taki dobry, a nie jęczy w listach do gazety

                                Uważasz, że ten doktorat to był z prowadzenia firmy? Zrozum, łosiu, że są ludzie niesamowicie kompetentni w swojej dziedzinie, którzy nie mają kwalifikacji do prowadzenia biznesu, bo mają inną wartość, której te rzekomo "genialne kadry zarządzające" nie potrafią wykorzystać. W tym jest problem: ten koleś może zostać świetnym programistą, to nie problem, ale zdaje sobie sprawę z tego, że ani dla niego, ani dla jego pracodawcy to nie jest rozwiązanie optymalne, bo nie polega na wykorzystaniu jego wiedzy ani doświadczenia.

                                I to nie jest tak, że jego wiedza i doświadczenie są niepotrzebne na rynku pracy, bo są i to bardzo potrzebne. Rzecz w tym, że on jeszcze nie spotkał ludzi, którzy potrafiliby wykorzystać jego potencjał, mimo iż polski rynek IT dramatycznie potrzebuje ludzi, którzy potrafią wnieść do niego autentyczne kompetencje zamiast mieszaniny bełkotu i działań pozorowanych.

                                Upraszczając: możesz zatrudnić doświadczonego traktorzystę i zaprząc go do pługa - ale to ani dla Ciebie ani dla niego nie jest dobre rozwiązanie...
                                • Gość: Ravana Re: Kolejny "inteligentny inaczej"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.13, 12:04
                                  Tu nie chodzi o bycie dobrym programistą. Gdyby tak było to by brał stanowisko deweloperskie z pocałowaniem ręki. Chodzi tu o wygórowane ambicje! Po co pracować ~6000 miesięcznie i zdobywać doświadczenie, skoro można czekać i zbijać bąki. Autor w swym liście nie wymienił znajomości UML i metodyki Scrum, a mimo to narzeka na brak pracy dla Project Manager'a, stanowiska które w małych firmach(tych jest przecież najwięcej) albo nie istnieje, albo zajmuje je założyciel.
                                  • kretynofil Kiedyś to zrozumiesz, dziecko... 10.04.13, 12:48
                                    Kiedyś zrozumiesz, dziecko, że 6000 na miesiąc trudno jest wziąć, kiedy zarabiało się kilka razy więcej. Kiedyś zobaczysz, dziecko, że są ludzie, którzy mają ambicje większe niż przeżycie do pierwszego i imprezy w remizie. I kiedyś zobaczysz, że bycie tanią siłą roboczą jest możliwe tylko tak długo jak długo ktoś zgadza się być biedny.

                                    No, ale gadać sobie można, do Was i tak nie dotrze...
                                    • Gość: Ravana Re: Kiedyś to zrozumiesz, dziecko... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.13, 13:35
                                      Smucą mnie ludzie którzy na ukierunkowaną krytykę odpowiadają podkopywaniem czyjegoś wizerunku. Nazywanie rozmówcy "dzieckiem" zdecydowanie się do tego zalicza.
                                      Wracając jednak do meritum twojej odpowiedzi...
                                      Ambicja przydaje się tylko wtedy gdy nie jest pusta, gdy istnieje chęć jej spełniania.
                                      Weź pod uwagę, że autor zakroił swoje poszukiwania do jednego miasta - Krakowa.
                                      Wykazuje postawę roszczeniową - należy mu się te a nie inne stanowisko, mimo że nie ma na nie zapotrzebowania.
                                      A co do twojego ostatniego zdania: Masz rację! Puste frazesy nijak nie oparte na rzeczywistości i bezsensowne obrażanie ludzi nigdy do mnie nie dotrą! Taki już ze mnie dzieciak ;-P
                                    • proto Re: Kiedyś to zrozumiesz, dziecko... 18.04.13, 16:01

                                      6000 brutto to dobra praca po studiach, dla singla, normalny człowiek, który chce założyć i utrzymać rodzinę powinien zarabiać kilka razy więcej, to chyba normalne.
                                • Gość: dvfvfvf kretynofil ty chyba jestes autorem tego listu :D IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.13, 12:26
                                  skąd wiesz z czego był ten doktorat

                                  podtrzymuje pytanie - skoro jest taki superkompetentny dlaczego nie zalozy swojego biznesu tylko szuka roboty u głupszych od siebie
                                  • kretynofil Naprawdę tego nie rozumiesz? 10.04.13, 12:54
                                    Umiejętność prowadzenia biznesu, sprzedaży produktów, zarządzania firmą to jedna z kompetencji. Nie można być jednocześnie dobrym informatykiem, księgowym, szefem, kucharzem i gitarzystą. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to znaczy że w każdej z tych rzeczy jest co najwyżej mierny.

                                    Zresztą, koleś wyraźnie pisze, że zajmuje się swoimi projektami na Kickstarterze, skąd wiesz, że nie zarabia?

                                    Chodzi o coś innego: jeśli na rynku pracy nie ma miejsca dla wykształconego, doświadczonego pracownika, to może coś jest nie tak z tym rynkiem pracy, co? Może ten "szklany sufit" którym straszy się potencjalnych emigrantów tak naprawdę występuje w Polsce? Może pracodawcy wcale nie szukają specjalistów, jak deklarują co jakiś czas w medialnych wystąpieniach?

                                    I wreszcie, w co najtrudniej Ci będzie uwierzyć: może ten gość naprawdę jest znacznie bardziej kompetentny od Ciebie i naprawdę ma wymagania, których Ty nawet nie odważyłbyś się sformułować? Tak, są na świecie ludzie, którzy dzięki pracy dla kogoś zarabiają więcej niż inni prowadząc własne firmy - i dojrzały rynek pracy chętnie ich wchłania, bo tylko z takimi ludźmi można prowadzić ogromne projekty.
                                    • mariuszdd Re: Naprawdę tego nie rozumiesz? 10.04.13, 13:36
                                      Nie można być jednocześnie dobrym informatykiem, księgowym, sz
                                      > efem, kucharzem i gitarzystą

                                      Wystarczy CV poczytać ,czego prawdziwy Polak nie umie ;) Widły i powidła,normalnie typowe kompetencje polskiego dziennikarza
                                      Na wszystkim sie znają jak nie przymierzając Paradowska,Wielowieyska itp.
                                    • czemublokujecie_mikonto Wiesz co pozwoliły mi odkryć studia w kierunku 10.04.13, 16:19
                                      który mnie interesuje, który wiązał sie z tym co robiłem, które to studia robiłem dla siebie i dla przyjemności oraz checi poznania pewnych rzeczy? Pozwoliły mi poznać, ze moge być świetnym specjalistą w makroekonomii/ale w micro już nie/, w marketingu, w dziedzinach które są moją pasją, zainteresowaniami, ale niestety osobiście nie nadaje sie na managera, chociaż z dobrym managerem potrafie współpracować bardzo dobrze i sam moge zostac leaderem w grupie, zagrzać ludzi i zorganizować do współnej pracy. Tyle że mam kłopot w delegowaniu zadań, bo nie mam charyzmy a jednocześnie nie potrafie kogoś przekonać że ma coś zrobić świetnie, przy czym jednoczesnie wiedząc co trzeba zrobić potrafie zrobić to lepiej. Lepiej wypadam na konkretnym odcinku robienia czegoś konkretnego, nie na zarządzaniem całym organizmem organizacji. Tyle, że np. w UK za to potrafią zapłacić, w Polsce chcieliby żebyś był wdzieczny, że pracujesz dla nich za darmo:P No i cóż-spotykają sie dwie inne filozofie, a kończy sie na tym, że na umowie-zleceniu za grosze pracuje student, a specjalista nie ma pracy i musi brac cokolwiek w zupełnie innej branży byle przeżyć-jeśli juz jest zmuszony do pracy, a sam nie chce zakładać firmy. Ja mam juz dość prowadzenia firmy w Polsce bo jest to bzdura totalna, natomiast chetnie pracowałbym na kontrakt w firmie jako specjalista w tym co umiem, zgadzam sie na niższą niz w Londynie płace, tylko chce żeby płacili mi jako firmie brytyjskiej i zarejestrowanej w UK, gdzie sobie wszystko płace i rozliczam, a w Polsce jedynie opłace ubezpieczenie zdrowotne:P No ale nie ma tak słodko-ciekawe czy to kiedykolwiek sie zmieni:P
                                • euro-news Re: Kolejny "inteligentny inaczej"... 10.04.13, 12:28
                                  Jak koles nie umie znalezc sobie pracy, to to jest wina calego spoleczensta, tylko nie jego? widocznie cos z nim nie tak, skoro nie umie dotrzec do "wlasciwej" firmy, gdzie zostanie "doceniony". Dyplom to nie wszystko, trzeba umiec poruszac sie w swiecie. zal mi Cie skoro tego jeszcze nie zauwazyles. a jak ktos potrzebuje kogos do pluga, to traktorzysta moze sie przekwalifikowac. cale zycie synu musimy sie przekwalifikowywac, takie czasy, czy chcesz tego czy nie.
                                  czy informatycy z doktoratem to kolejne swiete krowy, ktore sie czegos wyuczyly i zadaja zatrudnienia w jedynym slusznym zawodzie? a gdzie jakis spryt, inteligencja spoleczna, zrozumienie potrzeb rynku. wydawalo mi sie, ze informatycy, to madrzy goscie, a po doktoracie, to juz hoho.
                                  Pisales o tym, ze dzisiejsi pracownicy IT nie rozumieja nad czym pracują, a czy ty rozumiesz jak funkcjonuje swiat i jak sie trzeba do niego dostosowywac? Inteligentny inaczej to ty jestes. O inteligencji nie swiadczy piątka z informatyki na swiadectwie.

                                  To ze ktos sie doktoryzuje w jakims waskim temacie nie znaczy, ze zwalnia go to z myslenia o rzeczywistosci. Nie po to egzamin po liceum zwie sie egzaminem dojrzalosci, zeby potem jeden z drugim nie umial zarobic na chleb. Kazdy czlowiek powinien znac zasady ekonomii i przedsiebiorczosci, zeby zrozumiec jak funkcjonuje firma i w jakim celu zostala zalozona.
                                  A ten list tylko potwierdza fakt na temat tego kto robi doktoraty. i nie oszukujmy sie, doktorat, to nic innego jak kolejna magisterka, tak wiec nie jest to jakis wielki wyczyn. choc moze doktoraci uwazaja, ze sa wyjatkowi...

                                  I nie wiem o co Ci chodzi z niska jakoscią. Jesli klient jest zadowolony, to po co sie bardziej wysilac? Jezeli klient placi za taka jakosc, jaka otrzymuje, to czemu ma sie mu robic wiecej? kto pokryje te koszty? Czy klient bedzie chcial zaplacic wiecej, tak, zeby pokryc wymarzone pensje uzdolnionych informatykow? (czyli, czy wylozy 70% wicej kasy na projekt?)

                                  To tak, jakbys chcial protestowac, ze jest za duzo McDonaldow, a tam przeciez syf sprzedają, a powinni cos super extra wszedzie gotowac. A jednak niektorzy stoluja sie w tym Mcsyfie i biznes komus sie kreci. Czy uważasz, ze powinien szukac tam pracy jakis mistrz kuchni z wieloletnim doswiadczeniem, zeby robic hamburgery? I potem taki mistrz kuchni ma napisac mejla do gazety o swoich frustracjach, ze jest niedoceniony i sie nie rozwija?

                                  Załóż swoj biznes. Skoro inni biznesmeni to partacze, to twoje przedsięwziecie na pewno bedzie wyjatkowe. Podzialaj pare lat i sam zobaczysz jak zmieni Ci sie swiatopogląd. I zatrudnij takich jak ty i daj im tyle kasy ile ty bys chcial dostac. Oczywiscie zlecaj im tylko ambitne projekty pozwalajace im sie rozwijac. No i jakosc ma byc na duzo wyzszym poziomie, niz w polskich korporacjach zajmujacych sie IT. POWODZENIA!!!
                                  Zlecen mozesz szukac za granica, jesli uwazasz, ze tam jest bardziej cywilizowany rynek pracy IT. Albo szukaj tam, gdzie widzisz zapotrzebowanie na doktoratow po informatyce. Bo twierdzisz, ze praca dla nich jest. Jak sobie nie radzisz z ksiegowoscia i innymi bzdurami administracyjnymi, to zatrudnij do tego ludzi, ktorzy sie na tym znaja. i zaplac im godnie!

                                  Nie wiem ile masz lat, ale, wybacz, piszesz, jak sfrustrowany idealista, ktory nie zmierzyl sie jeszcze z szarą rzeczywistoscią. W firmach zwalniaja nawet najlepszych, jesli nie maja dla nich roboty, lub gdy firmy po prostu juz nie stac, zeby im zaplacic 10000 na miesiac. Czy to wina firmy, ze nie chce zbankrutowac? Czesto Ci najlepsi wypracowuja duzo nizsze zyski od tych mega przecietnych, a Ci najlepsi kaza sie tez czesto traktowac jak książęta. Dlaczego prywatna firma ma ich sponsorowac? Firma ma przede wszystkim zarabiac.

                                  I prosze, mniej agresji.
                                  • kretynofil Oki doki, sprawa jest jasna... 10.04.13, 12:45
                                    Nie widzę sensu dalszej dyskusji, nie zrozumiemy się. Ja nie narzekam na swoje zarobki, nie narzekam na swoją sytuację życiową. Próbuję Wam zwrócić na coś uwagę, ale przez pewne uprzedzenia (czy raczej: upośledzenia) nie przeskoczę.

                                    To co miałem do powiedzenia już powiedziałem. Masz pełne prawo to olać, zaszufladkować sobie to jako "narzekanie" i nawet nie oczekuję, że za dwadzieścia lat, kiedy życie wystawi Twój "spryt" i Twoją "przedsiębiorczość" na próbę, kiedy okaże się, że w PL została praca tylko dla najbardziej niewykwalifikowanych koderów, gdzie każdy projekt IT będzie zarządzany przez zagraniczne firmy (i tylko tam będzie płynęła kasa od polskich klientów), to będziesz pamiętał tą dyskusję.

                                    Powtarzam: z lenistwa, z samozadowolenia, z przeciętności przewaliliście szansę by Polska została istotnym graczem na rynku IT. Wygoniliście prawie wszystkich specjalistów, resztę wygonicie w ciągu następnych kilkunastu lat - i zostanie tu to, co zawsze było: mały, biedny, zakompleksiony, pozbawiony ambicji, zawistny kraik. Pszenno-buraczana prowincja na obrzeżach cywilizacji...
                                    • Gość: dzizas.. Re: Oki doki, sprawa jest jasna... IP: *.unitymediagroup.de 10.04.13, 13:40
                                      kretynofil, przeciez my maluczcy rozumiemy o co Ci chodzi. Ale moze bylbys laskaw zaproponowac cos wiecej, niz postawienie diagnozy, ze "jest ch..owo a bedzie jeszcze gorzej"? jakie konkretnie dzialania proponujesz i kto je mialby podjac, oprocz wyzalania sie na forum i blizej nie sprecyzowanego "domagania sie" tego czy owego na lewo i prawo?

                                      byla pare lat temu kampania forumowa kretynofila w branzy nieruchomosci, w ktorej pisales alternatywne wobec baraniego pedu do kredytow scenariusze dzialania dla typowego zjadacza chleba - dzieki Tobie wielu ludzi w pore oprzytomnialo. Pareset postow w to zainwestowales, ale zrobiles super robote. Jezeli bys po tamtej kampanii zalozyl think tank "Kretynofil Strategic Studies on Social Dumbness" to sam bym kupil cegielke:)

                                      wiec moze bys ta sprawe z IT jeszcze gruntownie przemyslal i sensowniej gadal, bo szkoda zebys Twoj autorytet roztrwonil jakimis niedopieczonymi zalami:) i jeszcze - jako "ten, ktory widzi lepiej" masz moralny obowiazek cierpliwie naprowadzac nas na wlasciwa droge mimo naszych "uposledzen":)
                                      • kretynofil Jedyne co można zrobić, to edukować... 10.04.13, 18:09
                                        Edukować klientów, kontrahentów, managerów, szefów. Edukować, tłumaczyć, pokazywać - że IT to nie śrubki, które kupuje się na wiadra, tylko usługi w których różnica ceny może przekładać się na różnicę jakości, a ta jakość jest ważna.

                                        Ostatnio nawet Gartner o tym pisał, fakt, że tylko w kontekście ubezpieczeń, ale zawsze: IT jest niedoinwestowane, a niedoinwestowanie w tej sekcji będzie skutkowało obniżeniem konkurencyjności, zwinności biznesu.

                                        Trzeba rozmawiać z biznesem, z użytkownikami końcowymi, tłumaczyć im dlaczego czasem warto poświęcić swojemu IT trochę więcej uwagi.

                                        No i trzeba mieć odwagę mówić, kiedy rozwiązania są złe, mówić to wprost klientom, szefom, przełożonym; tłumaczyć im dlaczego pewne rzeczy są ważne i jak mogą wpłynąć na ich biznes.

                                        Tylko w ten sposób można mieć nadzieję, że kiedyś w PL wyrośnie kadra kierownicza, która na tyle "czuje" IT, żeby nie traktować go z powątpiewaniem i pobłażaniem. Bo problemem, moim zdaniem, jest to, że traktuje się zasoby w IT jak "narzędzia", jak młotki czy traktory. To kadra zarządzająca tego nie rozumie...
                                        • Gość: Kama Re: Jedyne co można zrobić, to edukować... IP: 80.72.34.* 12.04.13, 08:44
                                          Niestety to co pisze Kretynofil nie jest tylko domeną branży IT. Ja jestem w tzw finansowo księgowej i jest dokładnie to samo. Księgowa ma być tania, a oprócz tego ma znać MSRy, IFRSy, ceny transferowe, co najmniej 2 języki obce do biegłej komunikacji z zakresu prawno-podatkowo-ksiegowego z udziałowcami, o obsłudze programów (czasem wcale nie tak prostych i często niedostosowanych do polskich realiów, bo to kosztuje - nie wspomnę), a to wszystko za przysłowiowe 3,5 zł. Tylko potem jak US lub UKS przychodzi to jest płacz (no ale co ..tanio było). Z moich doświadczeń jedyną szansą (poza własną działalnością), aby dostać normalną stawkę za takie wymagania i odpowiedzialną pracę jest zagraniczny szef, bo oni wiedzą ile kosztuje zdobycie takich kompetencji i ile można stracić. Tyle że w Polsce od 3 lat trwa nieustający casting w rekrutacji na tego "kto chce mniej".
                                    • Gość: kg Re: Oki doki, sprawa jest jasna... IP: *.ericpol.com 10.04.13, 13:44
                                      > Wygoniliście prawie wszystkich specjalistów

                                      Wyjaśnij proszę co oznacza w tym zdaniu "wy" oraz "wygoniliście"
                                      • mariuszdd Re: Oki doki, sprawa jest jasna... 10.04.13, 14:11
                                        Gość portalu: kg napisał(a):

                                        > > Wygoniliście prawie wszystkich specjalistów
                                        >
                                        > Wyjaśnij proszę co oznacza w tym zdaniu "wy" oraz "wygoniliście"
                                        Jak w Niemczech hitlerowskich ,nie ma winnych he he
                                      • kretynofil Miłośnicy badziewia i bylejakości... 10.04.13, 18:12
                                        Ludzie, którzy słysząc krytykę zatykają uszy i krzyczą jak pięciolatek "nie podoba sie to wyjeżdżaj z Polski". Ludzie, którzy nie potrafią przyjrzeć się krytycznie sobie i zastanowić się, czy czegoś czasem nie przegapiają.

                                        Ludzie, którzy prędzej kogoś ukamienują niż przyznają, że ich życie nie wygląda tak jak planowali...
                                    • Gość: maja Re: Oki doki, sprawa jest jasna... IP: 193.35.99.* 10.04.13, 15:18
                                      @kretynofil

                                      Zgadzam się z Tobą w 100%.

                                      Pozdrawiam.
                                      ma.ja
                                  • bambi7 Re: Kolejny "inteligentny inaczej"... 12.04.13, 12:12
                                    Wracając do samego listu.

                                    Ja dopowiem tylko coś ze swojego podwórka, jesli chodzi o metody szukania pracy.
                                    Najpierw wstęp...
                                    Poszedłem na studia elektryczne będąc chorym na epilepsję od 3 roku życia - wg opinii wielu specjalistów medycznych choroba ta ustepuje u wiekszości chorych w przedziale 18-21 roku życia. Miałem nadzieję, że u mnie tez tak będzie po ukończeniu studiów (24-25 rok życia), bo miałem zamiar zostać projektantem instalacji elektr. Do tego jednak potrzebne by było jednak dobre zdrowie. Niestety nie udało się, bo choruję do dzisiaj (31 lat). W międzyczasie byłem już kosztorysantem robót elektr. (praca typowo biurowa), technologiem na produkcji. Jako technolog też specjalnie nie mogę pracować (są tam maszyny w ruchu), ale dopóki nikt nie wiedziało chorobie to się pracowało. Ostatnio jest coraz gorzej ze zdrowiem i zwolniłem się na własne życzenie. Zostaje szukać pracy biurowej (jakies projektowanie CAD), bo przez ostatnie 5-6 lat równiez tego sam we własnym zakresie się uczyłem.

                                    Wnioski:
                                    - "w życiu jest różnie - kwadratowo i podłużnie", więc trzeba się doskonalić żeby całkowicie lub częściowo nie wypaść z obiegu,
                                    - dobrze jest mieć jakiś pomysł na pracę (nie mówię tu o działalności gospodarczej), ja np. zawsze sie interesowałem elektryką i każda praca była jakos z tym związana,
                                    - nie ograniczać się do jednego miasta w poszukiwaniu pracy,
                                    - przestać porównywać zarobki do zachodnich mówiąc że np. 6000zł to słabo (to się nie przekłada 1:1),
                                    - nikt nie lubi marud, trzeba się trochę wziąć za siebie.
                                • jibik Re: Kolejny "inteligentny inaczej"... 10.04.13, 13:44
                                  Zgadzam sie z Twoja analiza branzy. Co prawda ja patrze bardziej od strony grafiki niz programowania.
                                  Ale czlowiek z artykulu, nie jest najlepszym przykladem dla poparcia tych tez.
                                  Pracuje w UK, w jednej z wiekszych firm robiacych gry i nie jestem pewien czy dostalby z ulicy stanowisko PM-a czy tez jakiegokolwiek managera nizszego szczeblem.
                                  Oczywiscie ciezko oceniac po samym zyciorysie.
                                  Ale tu do kierowania bierze sie osoby z doswiadczeniem w firmie na nizszych stanowiskach albo ludzi z zewnatrz z naprawde duzym dorobkiem (i nie mowie o 3 latach bohatera artykulu). Do tego bardzo pomagaja znajomosci (w dobrym znaczeniu).
                                  Nie zawsze to dziala: czasem ci ludzie z wewnatrz dostaja stanowisko za sam staz w firmie i wtedy wiadomo co sie dzieje. Ale nie wyobrazam sobie powierzania duzych projektow nieznanym osobom z malym doswiadczeniem zawodowym.

                                  Swoja droga jestem zwolennikiem placenia frycowego. Chcesz byc bossem? Prosze bardzo, ale przepracuj troche przy tasmie, zdobadz doswiadczenie, nawiaz znajomosci i pokaz co potrafisz.

                                  W dodatku, byc moze wlasnie ten czlowiek jest przykladem buraka managera, o ktorym pisales wczesniej. Tego nie widac po CV.
                                  pozdrawiam
                                • Gość: sss Re: Kolejny "inteligentny inaczej"... IP: 194.251.119.* 10.04.13, 18:11
                                  Kretynofil - dzieki za Twe wypowiedzi, rzadko sie spotyka kogos kto w tak senswony ma odwage zdiagnozowac sytuacje w Polsce. Sam wrocilem i reprezentuje podobny przypadek
                    • Gość: Johny Re: Rozwiązanie problemu dla bohatera artykułu! IP: 62.29.248.* 10.04.13, 09:48
                      słuchajcie kretynofil, prawdę mówi. Doświadczam tego codziennie. Niestety takie IT rozwija się w tym kraju i wizja przyszłości dalszej pracy w polskim sektorze IT mnie przeraża. A pracuję na całkiem niezłym stanowisku w IT w jednej z warszawskich firm.
                      Jeszcze nie zdecydowałem się na emigrację, ale to tylko kwestia czasu, aż skończy mi się cierpliwość...
                    • czemublokujecie_mikonto a ja mam inne pytanie. gdzie ktoś kto chce sie 10.04.13, 15:32
                      przekwalifikować mógłby sie udać, zeby nauczyc sie czegoś w dziedzinie it i to umiec coś co byłoby konkretne i rzetelne. Nie bede marnował kolejnych lat na studia które nic nie przyniosą, tym bardziej, że studia zrobiłem w specjalności jaka jest moim hobby, pracowałem zupełnie w innej dziedzinie-którą kocham, ale w której pracowników nie szukają, pracy nie ma zadnej a wolą zatrudnić zamiast osoby z 20-letnim doświadczeniem panienke po liceum, która nie ma pojecia o niczym ale sie uśmiecha i potrafi narysować kreske na oku. Za to zrobią jej 1 szkolenie rocznie i oszczedzą bo płacić nie muszą:P
                      No i chcąc sie przekwalifikować i nauczyc czegoś porządnie gdzie warto szukać/stażu, praktyki czegokolwiek-np. we Wrocku-nikt sie do porażającej Wawki nie przeniesie tylko dlatego że nie ma pracy-lepiej sie przenieść do Londynu:P/?
                    • comrade Kretynofil, nie przesadzaj 10.04.13, 17:19
                      Niekompetencja i głupota jest wszędzie. W USA miałem do czynienia z ludźmi z naprawdę dużymi budżetami na duże projekty i totalną niekompetencją, marnotrastwem, chaosem organizacyjnym. W UK to samo - na kontraktach za gruba forse z tytułami 'architekta systemu' siedzą ludzie którzy nie wiedzą co to jest klucz obcy w relacyjnej bazie danych. Autentyk, przysięgam!

                      Ja mam inną teorię: im więcej kapitału i im bardziej nasycony rynek tym większa bylejakość. Jesli w milionowym mieście powazny kapitał jest w stanie zorganizować pracę dla 100 informatyków, to możesz być pewien że odsieją i wezmą sama elitę. Jeśli w tym samym mieście jest praca dla 10 tysięcy to SIŁĄ RZECZY do tego biznesu trafiają także ci gorsi. I to widac na przykład w USA gdzie jest naprawdę cała masa kapitału i masa projektów - nie ma komu robić więc za IT biorą się ludzie zupełnie przypadkowi, którzy po jednym kursie myślą że sa top-koderami.

                      Indie to stereotyp - tam też są kompetentni i niekompetentni inzynierowie, tyle że ci lepsi nie kosztują $200 miesięcznie. Wszędzie w każdym kraju w każdym mieście znajdziesz 'ochotników' (firmy i osoby) które z radością "zrobią" ci projekt z przewidywanym budżetem 100k za 1/10 tego. Cudzysłów w słowie 'zrobią' celowy i zamierzony.
                      • kretynofil Problem w tym, że u nas badziewie jest "systemowe" 10.04.13, 18:17
                        A druga sprawa to to, że IT (i ogólnie: nowe technologie o małym progu wejścia na rynek) były szansą na rozwój Polski, bo tam, gdzie biznes wymaga ogromnego zaplecza finansowego, szans nie mamy z oczywistych względów.

                        Nie wiem dlaczego mając świetną edukację techniczną chcemy sprowadzać się do taniej siły roboczej. Przecież to bez sensu!
                        • comrade Re: Problem w tym, że u nas badziewie jest "syste 11.04.13, 11:55
                          > Nie wiem dlaczego mając świetną edukację techniczną chcemy sprowadzać się do ta
                          > niej siły roboczej. Przecież to bez sensu!

                          Nie chcemy, nikt nie chce. Sęk w tym że u nas po prostu jest wciąż niedobór kapitału w stosunku do liczby całkiem nieźle wyedukowanych inżynierów. Proste prawo popyt/podaż ustala cenę pracy - i to nie tylko na rynku IT.

                          Z tymi barierami wejścia to też nie jest tak łatwo jak piszesz. Próbowałes kiedyś rozkręcić startupa IT? Bo ja robiłem to 3 razy :) i wiem że forsa MUSI BYĆ i to w dużych ilościach jeśli nie chcesz zapieprzać przy tym na zasadzie "wieczory i weekendy" aka "drugi etat". Do tego dochodzi promocja. Wystawiasz swoją genialną apkę i nikt o niej nie wie, absolutnie nikt - takich appek jak twoja i takich genialnych startupów jest pierdylion. Musisz więc ładowac forsę, dbać o marketing, robić szum, uderzac do mediów itede itepe. jak to checsz robić na zasadzie 'wieczory i weekendy'? Nie da się na pół gwizdka, liczysz sobie wszystko dokładnie i stwierdzasz że te niskie bariery wejścia to fikcja. Jeśli chcesz rozkręcać taki interes powaznie to trzeba inwestora z większą forsą, który zapewni ci spokojny bufor przez te dwa lata, wyłoży forsę na promocje i tak dalej. Nie ma tak lekko. Jeśli jesteś mega farciarzem i twoja appka to np. nasza klasa czy inny shit z tego grona 0.01% projektów które 'wystrzeliwują w kosmos' to problemu nie masz. Ale na 99.99% będziesz w gronie tych projektów które wcale nie strzelają w kosmos z popularnością, iloscią userów itede itepe. i nie przyciągają inwestorów samym swoim istnieniem.
                • Gość: gość Re: o co k** te zale ? idz informatyk na taśme IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.13, 11:27
                  gdyby "facet lubił myśleć", top by pomyślał co tu zrobić aby dostać pracę
              • Gość: fdas A dlaczego hala jest nieogrzewana? IP: *.chello.nl 09.04.13, 20:43
                w fabrykach jest zimno?
                • Gość: daszxc bo zły kapitalista wyłaczyl ogrzewanie :D IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 20:45
                  musisz szybko zapie...c zeby ci bylo cieplo



                • czemublokujecie_mikonto Oczywiście! Musi być zimno. Przecież w fabryce 10.04.13, 16:27
                  kurczaków czy innego miesa nie włączą specjalnie dla ciebie ogrzewania, atmosfera kontrolowana, odpowiednie gazy i niska temperatura:P
              • Gość: polakmly Re: o co k** te zale ? idz informatyk na taśme IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.13, 11:47
                A śmieci sortować, to jest robota i akcja szybka, a jak ciekawe śmieci to i wielu bohaterów.
                zarobisz 1600 brutto (najniższa krajowa), no tylko se gire przetrąć bo musisz być inwalida...i firma ma w d..ie ile wysortujesz, ma dotacje na Ciebie i z tego żyje.
                Masz za to być o 7:00 w robocie przebierać łapkami do 15:00, nic nie chcieć - ciuchy, żarcie i ogrzewanie we własnym zakresie... za to dostaniesz wypłatę na czas, ubezpieczenie w ZeUSie i wszystko...Spytasz gdzie: a niedaleko od Ciebie w Klerykowie...no a w CV możesz to co w artykule napisać...i tak nikt nie przeczyta..zresztą połowa terminologii bedzie dal czytelnika niezrozumiała...no to do roboty
            • Gość: Xenon Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.4-2.cable.virginmedia.com 09.04.13, 22:05
              Dokladnie, kiedys moglem pozazyc o pensji w wysokosci moich dzisiejszych zobowiazan podatkowych.
            • szmecierecie Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 09:52
              Gość portalu: hahaha napisał(a):

              > chłopaki, wyraźnie zazdrościcie tego doktoratu :) :) :)

              Czego jak czego, ale doktoratu z informatyki NIKOMU nie zazdroszczę. Sensownych doktoratów z informatyki widziałem: JEDEN, doktorantów i doktorów poznałem kilkudziesięciu.

              btw. Skoro facet jest od wszystkiego (PCB, programowanie, zarządzanie) to znaczy najzwyczajniej, że jest do niczego.
          • Gość: Pit Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: 193.59.74.* 09.04.13, 18:51
            Nie mierz innych swoją miarą. Ja nie widzę nic złego w tym, że ktoś ma doktorat. Jeżeli masz bogate doświadczenie zawodowe to ile razy chciałbyś zaczynać od developerki? Problem jest w tym, że obecnie praca jest ale właśnie dla studentów. Jak jesteś wyżej to tylko praca przez znajomych i tyle.
            • klaun.szyderca Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 19:05
              Masz rację - praca przez znajomych i polecenia. Więc jak to możliwe że człowiek ma 34 lata, (jak twierdzi) duże kompetencje i doświadczenie przy różnych projektach - i nikt się sam do niego nie zgłosił?
              • Gość: asdfg Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.multi-play.net.pl 09.04.13, 20:26
                > Masz rację - praca przez znajomych i polecenia. Więc jak to możliwe że człowiek
                > ma 34 lata, (jak twierdzi) duże kompetencje i doświadczenie przy różnych proje
                > ktach - i nikt się sam do niego nie zgłosił?

                Właśnie, nawet jak się do niego nie zgłosił, to niech popyta kolegów ze studiów, czy u nich kogoś nie potrzebują. I kolegów z poprzedniej pracy, którzy odeszli do innych firm.
                No chyba że jego koledzy się już na nim poznali i nie chcą z nim współpracować :-)

                Może się nazywa Tomasz Zeller? (polecam pogooglować Zeller+Motorola)
                • Gość: al Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: 217.153.93.* 10.04.13, 09:57
                  heh. jest dokladnie tak jak piszecie.
                  ja znam tego goscia, faktycznie ma na imie Janusz.
                  Pracowalem z nim w tej firmie co on 3 lata.
                  Niestety ma on troche przerost ambicji.
                  Nie pracowal jako project manager tylko jako project leader, a to fundamentalna roznica. Zarzadzal bowiem projektem jednoosobowym (w ktorym byl on sam...).
                  Angielskiego nie zna biegle (przynajmniej wtedy byl slaby).
                  Doktorat ledwo obronil, bo byl watpliwej jakosci.
                  Co do samej pracy, to firma zrobila wszystko zeby sie go pozbyc, zeby sam zrezygnowal, bo przeciez nie da sie ot tak kogos zwolnic. Dawala mu wiec niskie oceny, poniewaz przez poltorej roku zamiast praca zajmowal sie budowa domu w pracy....

                  Wiec tak, koledzy sie na nim poznali;)

                  I w ogole troche mnie wkurza taka hipokryzja i totalny brak zdrowego podejscia do samego siebie. Tylko myslenie o sobie jako o bogu....
              • walkaklas Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 07:31
                pewnie wazeliniarzem nie jest i w dup...ka nie włazi
                • klaun.szyderca Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 08:04
                  Ja w kwestii sprawdzonych ludzi z kompetencjami technicznymi dostrzegam więcej niż wazelniarstwo.

                  Przykro mi bardzo że Ty masz inne doświadczenia.
            • junk92508 Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 20:39
              > Problem jest w tym, że obecnie praca jest ale właśnie dla studentów
              > . Jak jesteś wyżej to tylko praca przez znajomych i tyle.

              Co jest jasne bo w Polsce najważniejsze są relacje i zaufanie że cię ktoś nie wystawi, nie podłoży świni itp... To oznacza że na stanowiska wyżej niż team leader bierze się ludzi znajomych lub z wewnątrz.

              Więct to że od 8 miechów nie ma roboty oznacza że nie ma podstawowej kompetencji na PM-a - znajomości.

              A certyfikaty nie mają znaczenia - tysiące osób je ma i jedyne co oznaczają to to że
              poprzedni pracodawcy oceniali gościa pozytywnie skoro wykładali na niego parę tysi rocznie jako nieduży bonus.
          • Gość: gar Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.04.13, 19:42
            popieram
          • klaun.szyderca Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 21:45
            Pracuję sobie spokojnie w branży IT i nie narzekam. W zasadzie przez 90% czasu jestem developerem, ale zdarzyło się występować również w roli (podkreślam, w roli! to nie jest praca a rola jaką się w danym momencie, w zależności od potrzeb, pełni) team leadera czy analityka/architeka. Zdarzało mi się też brać udział w spotkaniach z klientami, ale jako osoba techniczna.

            Z drugiej strony nie mam jakiegoś przerostu dumy i ambicji, nie uważam, że jakieś zajęcie jest niegodne mej zacnej osoby. Jak było trzeba i nikt inny nie mógł się tym zająć - poprawiałem obrazki czy wklejałem teksty do CMSa bo termin wdrożenia gonił. I nie traktowałem tego jako ujmy na honorze, tylko normalną czynność w pracy, za którą tak samo (i to dość dobrze) mi zapłacili.

            Aha, brałem też udział w rekrutacjach (znów jako osoba techniczna). Jeżeli jednak wyczuwam postawę roszczeniową, wywyższanie się i zarozumiałość, wnioskuję o odrzucenie takiego kandydata. I nie dlatego, że boję się że mnie wygryzie, tylko dlatego, że takie osoby - nawet jak są bardzo zdolne - rozwalają atmosferę w zespole i kładą projekty. Na szczęście póki co jeszcze się nie pomyliłem.
            • Gość: HH Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: 78.133.163.* 10.04.13, 08:26
              Czytając, trzy razy sprawdzałem nick'a, czy to nie ja pisałem :D
              Moje życie zawodowe jest baaardzo podobne do Twojego i dodam tylko od siebie, że samemu, mimo kilkunastu lat pracy w zawodzie, nie chcę nawet starać się o stanowisko PM. Uważam, że to co robię, robię świetnie, czuję się doskonale mogąc kodować co dnia i jedynie koledzy wokół się dziwią, czemu taki stary facet nie chce walczyć o stanowiska kierownicze/dyrektorskie. A mnie to po prostu nie bawi, to jest nudne - te sterty dokumentów, wieczne nadgodziny, ciągłe użeranie się z klientami/pracownikami/wyższymi szczeblami zarządzania itp. itd.
              Każdy musi umieć znaleźć to co lubi i tego się trzymać - wcale wieczne wspinanie się po "drabinie kariery" nie musi dawać samospełnienia i szczęścia w życiu.
              Poza tym ja BARDZO cenię sobie mój PRYWATNY, wolny, czas - i nigdy nie pozwoliłbym firmie mi go zabierać np. za pomocą tzw. "dostępności 24/7", czyli firmowy handy itp.
              • Gość: Hannes Mam tak samo. IP: 195.189.84.* 10.04.13, 09:45
                Jestem w wieku zdecydowanie zaawansowanym, deweloperka mnie kręci po prostu, nie mam najmniejszej ochoty na bawienie się w PMa.
                A zarabiam nie tak znowu źle. Więc czegóż chcieć więcej.
                • czemublokujecie_mikonto Ja ci powiem czego: 10.04.13, 18:37
                  -cudownych perfum
                  -tworzenia tych perfum
                  -koloryzacje i make-up
                  -podróże po świecie
                  -życie w Londynie
                  -spotkania z przyjaciółmi z całego świata
                  a nie tylko siedzenie i kodowanie-brzmi niesamowicie nudno:P
                  No ale na szczeście kazdy jest inny i lubi co innego-inaczej byłoby na świecie tak nudno, ze nie do wytrzymania:)
        • Gość: dilbert Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.164.254.30.awist.pl 09.04.13, 18:50
          Kolego sam farmazony gadasz. Nie jest wcale latwo dostac stanowisko kierownicze w branzy IT z prostej przyczyny - srednio na 10 developerow przypada 1 kierownik. Stanowisk inzynierskich/developerskich jest bez liku,

          Smutna prawda jest taka, ze im wyzej w hierarchii sie siedzi tym _trudniej_ pozniej znalesc nowa prace.
          • Gość: btw Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.181.23.52.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 09.04.13, 19:54
            Zaraz jakiś koleś z doktoratem AGH będzie się zalił, że wysłał 500 cefałek i nikt nie chce go zatrudnić jako dyrektora kopalni. Co oznacza zapaść i nedzę w polskim górnictwie. Duże dzieciaki
          • asmok6 Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 21:33
            Gość portalu: dilbert napisał(a):

            > Smutna prawda jest taka, ze im wyzej w hierarchii sie siedzi tym _trudniej_ poz
            > niej znalesc nowa prace.

            A ja tego człowieka nie rozumiem. Byłem w identycznej sytuacji i po prostu się zatrudniłem jako developer. Mam siedzieć bezczynnie w domu, bo to poniżej mojej godności przy zmianie pracy mieć niższe stanowisko? Za pare miesięcy znowu skoczę pięterko wyżej. A przynajmniej ze swoim doświadczeniem mogłem wynegocjować porządne warunki i wzięli mnie z pocałowaniem ręki, od razu rezygnując z innych kandydatów.
        • Gość: gość Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.swietochlowice.vectranet.pl 09.04.13, 21:01
          mnie uderzyło co innego - bełkot.....myślałem , że stara się o pracę w polsce, tylko czy on poradzi po polsku mówić i pisać? tak na marginesie - nie jestem polakiem
          • Gość: tubylec Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.as13285.net 09.04.13, 23:49
            To widać Polak pisze się z dużej litery.
            • Gość: aaa Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.04.13, 08:38
              Z wielkiej :)
              • Gość: abba Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.mt.com 10.04.13, 10:10
                Jak już coś, to "dużą literą". "z dużej/wielkiej" to rusycyzm.
        • Gość: Wujek Dobra Rada Potraktuj szukanie pracy jak projekt IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.04.13, 22:23
          Szukasz 8 miesięcy bez skutku- czyli robisz to źle. Cel to znalezienie pracy, rozumiem, że takiej która sprawia Ci frajdę. Nie nazywaj jej PM, bo to Cię ogranicza i już wiesz, że takiej nie umiesz znaleźć :) Z tego co piszesz taką pracą może być rola kierownika projektu w obszarze elektroniki - połapiesz dobrze różne tematy, dobierzesz zespół, zarządzisz itd. Princ schowaj w kieszeń, narzędzia dobiera się zależnie od projektu, dlatego uważam, że chwalenie się jednym narzędziem to ograniczenie.
          Stereotypy rządzą! A jeden z nich, dotyczy doktorów - "taki doktor co nie leczy". Nabierz dystansu do swojego doktoratu, informuj ale nie akcentuj.
          I teraz z mojego doświadczenia jako pracodawcy: jedni muszą się uczyć, a inni się z tym czymś rodzą - dotyczy to każdego obszaru, czasem nazywają to predyspozycje a innym razem talent. Zawsze jeśli mam wybrać kogoś, kto ma wyuczoną cechę a takiego, który jest z natury w nią wyposażony, to wybieram naturę. Jeśli w zespole brak kogoś do analiz, to nie wezmę fleji z rozczochraną fryzurą - choć ten akurat może się dobrze sprawdzić w innym zakresie, np. rozwiązywania bieżących problemów. To coś podpowiada mi instynkt. Popytaj znajomych jak Cię widzą, popracuj nad swoimi mocnymi cechami, nad słabymi nie pracuj bo szkoda na to czasu.
          Sam artykuł jak i czas poszukiwania wskazuje, że powinieneś byc na finiszu zjazdu z równi pochyłej. Pozbieraj się, pracuj nad budową własnej wartości, bo to też pracodawca wyczuwa.
          Powodzeniaw życiu.
        • euro-news Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 11:14
          rany, komu by sie chcialo robic doktorat z informatyki. Przeciez to sie robi tak samo jak magisterke + kilka artykulow trzeba opublikowac. A koles szpanuje tym jakby byl jakis wyjatkowy.

          Doktorat ma sens, jak sie chce zostac na uczelni, zeby zycie poswiecic nauce i nauczaniu innych. w realnym swiecie jest to niepraktyczny papier pokazujacy tylko, ze jego wlasciciel jest oderwanym od rzeczywistosci czlowiekiem.

          A co do byca PMem, to sorry, ale kazdy po byle czym moze sie do tego przysposobic. Przynajmniej u nas w firmie tak to wyglada, ze PMami sa ludzie po rozmaitych kierunkach studiow (a nawet bez studiow). Jeden warunek to taki, ze musza znac bardzo dobrze angielski i byc zorganizowani, no i musi sie im zwyczajnie chciec pracowac.
        • profesorgabka Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 14.08.13, 11:49
          szmecierecie napisał:

          > Etam facet farmazony gada.
          >
          > Narobił sobie: doktoratu - nieprzydatne

          Kolega w UK skończył doktorat (kryptografia, bezpieczeństwo sieci). Praca od ręki, na start 35k GBP rocznie.

          > Prince2 - jeszcze bardziej bezwartościowe

          Drugi kolega, inżynier IT zrobił sobie kurs Prince 2. Bank w którym pracuje dał mu na próbę jakieś małe projekty, teraz zarządza praktycznie całym działem IT.

          > Zwykłe gorzkie żale kolejnego frustrata.

          Zwykłe gorzkie żale chorego, polskiego rynku pracy gdzie od recepcjonistki za 1800netto oczekuje się magisterskich i ośmiu lat doświadczenia w projektowaniu promów kosmicznych.
      • Gość: taki_jeden Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: 213.152.238.* 09.04.13, 19:00
        też chciałbym nową pracę - wiele potrafię! kiedyś nawet zarządzałem jakimiś 300 luda

        a teraz?

        robię tabelki w Excelu, no dobra dla jakiegoś banku, ale cały czas toczę do przodu swoje gówienko

        byłem kiedyś bez roboty przez 6 miesięcy, potem przez 8, a jeszcze później - 4 miesiące

        takie życie

        więc rusz te swoje cztery litery i coś zrób! bo rozpamiętywanie o dyplomie takim czy siakim wcale cię do niczego nie przybliża

        (a Kraków to dziura, tak na marginesie)
      • Gość: maja Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 19:05
        Współczuję autorowi, ale jeśli zna rynek pracy (mówię o informatyce), to nie powinien się dziwić, że nie ma ciekawych ofert. Nie ma, bo w Polsce nie robi się ciekawych projektów. Bo nic nie produkujemy, nie wytwarzamy. Ilość centrów R&D jest rozpaczliwie mała i oczywiście mnóstwo osób chce w nich pracować (jedyna szansa, żeby nie być "programistą GUI" do końca życia...)
        Sam szukałem pracy przez ponad pół roku. Ilość ciekawych ofert w Polsce - ZERO (byłem gotowy przenieść się do dowolnego dużego miasta). Ilość ciekawych ofert za granicą ~ 20% wszystkich ogłoszeń.
        Za 3 miesiące wyjeżdżam. Mam dość słuchania jakim to sukcesem jest wygranie przetargu na utrzymanie jakiegoś systemu przez kolejne 3 lata, albo jakim fajnym projektem jest migracja danych z jednego systemu do innego.
        • Gość: Ewa Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.ericpol.com 09.04.13, 19:17
          hej,

          PM ze znajomością Prince to już niestety przezytek. To dobry moment, zeby sie przekawalifikowac na Scrum Mastera - metodologie zwinne (Agile, Scrum) w branzy IT to teraz czas terazniejszy i prawdopodobnie najblizsza przyszlosc. Czas przestac biadolic i zlapac byka za rogi. BTW, certyfikat Professional Scrum Master kosztuje okolo 150 Euro i jest baardzo latwy do zdobycia. Nie jecz - masz mozliwosci w zasiegu reki, trzeba tylko troche chciec...
          • Gość: szmautor Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.as13285.net 09.04.13, 19:34
            Solutions Architect Manager, PRINCE2, ITIL

            An excellent opportunity has arisen for a Solutions Architect Manager to join my market-leading client based in Bristol. The Solutions Manager will be responsible for managing the design and continued improvement of technology to satisfy the changing needs of the business. The Solutions Manger will also motivate, manage and develop the skills within the solution team, acting as subject matter experts for the IT business model for services including business analysis, security and data.

            Salary: From £45,000 to £60,000 per annum + benefits


            Ostatni gasi światło
            • Gość: gosc Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 19:51
              nie tak do konca, jesli tam zarabiasz i wydajesz to na gowno cie stac (to tak jakbys w Tuskolandzie zarabial 45-60 tys). jesli przeliczasz na pln to faktycznie, sporo mozna zarobic.
              • Gość: szmautor Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.as13285.net 09.04.13, 21:38
                Zarabiam tutaj i wydaję już od 9 lat i takie pieniądze trudno dostać nawet w Wawie (a i podejście do pracownika to inny świat), przy czym za cenę ciasnego mieszkania w warszawce kupisz dom z trzema sypialniami w Bristolu.
                • Gość: tubylec Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.as13285.net 09.04.13, 23:54
                  Bristol to dziura, dlatego jest tam tanio w porównaniu z zarobkami w branży IT kolego
                  • radnor Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 13:37
                    Nie mieszkam w Bristolu, podałem go jako przykład bo ktoś wyżej wspomniał to miasto. Ofert dla PM za 45-60k rocznie jest od groma, w Londynie nawet więcej, standard życia nieporównywalny, z czym do ludzi..
              • Gość: Paniena Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.as13285.net 10.04.13, 00:15
                Z tym ze w uk wszystko tansze niz w pl, rowniez nieruchomosci
            • szmecierecie Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 09:46
              Solutions architect za 60 tysi rocznie to chyba tylko frajer by się na coś takiego łapał.
          • Gość: gosc Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 19:34
            na ch... wydawac 150 na certyfikat, ktory nic nei znaczy (baaardzo latwo zdobyc) ?
        • Gość: Jan W Polsce brak ciekawych projektów IP: *.31.17.174.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 09.04.13, 19:34
          @maja

          Jest dokładnie tak, jak piszesz.
      • Gość: gosc Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 19:27
        mieszkam w warszawie.
        mam wyksztalcenie srednie informatyczne. 2 razy bylem bez pracy ok. 8 m-cy - w 2004 i w 2009r. ostatnie 3 lata tylko na umowie smieciowej.
        Pracowalem w znanych firmach: PolCard, Sygnity, PZU, Oracle...
        Ciezko jest znalezc ciekawa prace. wiekszosc firm potrzebuje ludzi do najgorszej roboty. Lad a w zasadzie belkot korporacyjny na porzadku dziennym. Mam certyfikaty oracle'a, a na rozmowach kwalifikacyjnych egzaminuja mnie ludzie bez certyfikatow i na sile udawadniaja ze pomylilem sie w testach sprawdzajacych - to codziennosc.
        ostatnio "zdarzyl" sie cod. znalazlem zajebista prace w niewielkiej firmie. nie uzeram sie z klientami, nie wyjasniam rzeczy oczywistych, ktore tylko dla klienta nie sa oczywiste, nie supportuje softu, ktory nie wiadomo jak dziala, nie swiece oczami przed wszystkimi, nikt nie rozlicza mnie z ilosci rozwiazanych bledow, czy wykonanych telefonow ... .
        nikt nie czepia sie ze pale. Pisze a w zasadzie tworze oprogramowanie, sam decyduje jak system dla klienta ma dzialac, z ilu modulow ma sie skladac, ile procesow rownolegle moze byc uruchomionych, jak maja wygladac struktury danych, mam duza swobode w podejmowaniu decyzji. Klient postawil warunek: ma dzialac szybko a wyniki maja sie zgadzac z jeszcze dzialajacym systemem. robie to co lubie i jest mi z tym dobrze. ma stan konta tez nie narzekam.
        Dzis dowiedzialem sie ze spelniam ich oczekiwania i przedluzaja umowe.
        mam co opijac.
        Rynek jest ciezki i specyficzny - podatny na wahania koniunktury, i trzeba sie do tego przystosowac, tym bardziej ze niemal kazdy jest informatykiem :) wystarczy - rozkrecic peceta i wymienic czy dodac HDD, albo uruchomic livebox-a.
        Obecnie informatykow jest duzo jak ekonomistow i przebic sie jest ciezko.
        życzę znalezienia dobrej pracy.
        • klaun.szyderca Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 19:39
          Darujmy sobie fetysz certyfikatów. Jeżeli komuś są one potrzebne, to tylko firmom w których pracujemy aby wykazywać w przetargach, jaki to kompetentny mają zespół. Kto ma trochę oleju w głowie sam widzi, ile są one warte.
        • Gość: gargamel Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.04.13, 19:41
          Tak, jest dużo. Znalezienie osoby na HelDesk jest cięzka robota bo absolwenci to w 50% idioci bez jakiejkolwiek przydatnej wiedzy.
      • oko_obserwatora Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] 09.04.13, 19:29
        Hmmmm to dziwne bo akurat Cisco od roku zasysa każdą ilość informatyków z dużym doświadczeniem IT właśnie jako project managerów bądź managerów zespołów technicznych.
        Może jednak sprofilowanie nie to, bądź problemy z prezentacją swojej osoby.

        pozdrawiam
        Oko Obserwatora
        • oko_obserwatora Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 19:31
          Zapomniałem dodać że do swojego centrum właśnie w Krakowie.

          pozdrawiam
          Oko Obserwatora
          • Gość: Marek Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 19:35
            Zgadzam się. Nie samo wykształcenie informatyczne się liczy ale profil. Doktorat z nieprzydatnego obszaru informatyki jest bezwartościowy.
            • ferrment Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 21:08
              :-) Co Was ten doktorat tak boli? Nieważne z jakiego obszaru, dobrze świadczy o jego zdolnościach. Może człowiek jest mało przedsiębiorczy i stąd problem. Niewykluczone, że byłby dobrym programistą, ale może tego nie lubi. Dobry programista jest sporo wart, bo takich mało. Niedobrych jest na kopy.
              • Gość: adas Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.2-4.cable.virginmedia.com 09.04.13, 21:47
                Boli czy nie, wyciecie go z zyciorysu pomaga. Nie pytaj dlaczego, nie wiem.

                Ja przyznaje sie tylko w trakcie interview, jesli widze ze rekruter jest w miare rozgarniety. Pomaga jak cholera.
              • Gość: Marek Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 22:19
                "Co Was ten doktorat tak boli? Nieważne z jakiego obszaru, dobrze świadczy o jego zdolnościach"

                Sam niedługo będę miał ten tytuł dr. przed nazwiskiem z nauk ścisłych i świetnie godzę go z pracą zawodową w zawodzie. Powiem tak - jest wielu bardzo kiepskich doktorantów. Na studiach doktoranckich jest spore rozwarstwienie. Są jednostki wybitne ale większość to osoby bardzo przeciętne, które realizują niespełnione ambicje rodziców albo myślą że doktorat im otworzy drzwi kariery. A później przychodzi zimny prysznic i frustracja.
              • Gość: IKE Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.ghnet.pl 09.04.13, 23:10
                Ja mam słabe doświadczenia z programistami - doktorantami. Miałem do czynienia z trzema i z tego dwóch było problematycznych. Jeden natomiast OK ale to był gość już sporo po 40 więc trochę inne pokolenie. Z 2 pozostałych, jeden był po prostu słaby. Drugi średni ale z niesamowitym przerostem ego w stosunku do umiejętności. Kompetencyjnie nie wybijał się ponad resztę zespołu i miał z tym duży, wewnętrzny problem. Szczególnie kiedy widział, że zdolny chłopak po 2 latach pracy zaczynał być lepszy od niego i awansował (nawet nie wyżej ale na stanowisko równorzędne). Generalnie był problem z dogadaniem się z nim i przyczyna leżała w jego charakterze. W sumie doktorat mógł nie mieć nic do tego ale z mojego doświadczenia wynika, że zatrudnienie doktoranta niesie dodatkowe ryzyko. Statystycznie :)
                A co do project managementu. Żeby być dobrym trzeba mieć podstawową wiedzę z dziedziny i odpowiedni charakter na lidera. Inaczej jest męka dla wszystkich wokół. Papierki są raczej dodatkiem bo w tych wszystkich metodologiach nie ma niczego szczególnie odkrywczego. Kodyfikacja zdroworozsądkowych zasad. Nie zaszkodzi przeczytać książki o Prince 2 na przykład ale jak ktoś sam poprowadził ze 2-3 projekty to rewolucji w sposobie pracy i myślenia to nie zrobi. Inna sprawa, że programiści, szczególnie młodzi nie potrafią docenić ile dobry PM może wnieść do projektu i jak jest wartościowy. Ale szkolenie z tego zakresu jest proste. Wypuścić 'developera' do klienta i kazać mu się z klientem dogadać tak aby obie strony były zadowolone a przy okazji nie doprowadzić do sytuacji, że pracy jest więcej niż zespół jest w stanie udźwignąć. Jeden na dziesięciu da radę.
                • walkaklas Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 07:38
                  mylisz pojęcia człowieczku i jesteś informatykiem ???
                  doktorant to osoba w trakcie studiów (czy innej formy) doktoranckich
                  tobie zdaje się chodzi o doktora, czyli kogoś kto już doktorantem nie jest
              • oko_obserwatora Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 18:05
                A gdzie ja napisałem, że mnie ten doktorat boli (mnie to w sumie nie obchodzi - wymagałby jedynie od osoby z doktoratem odpowiedniej wiedzy, co najmniej z dziedziny w której się specjalizował. Bo niestety z uwagi na poziom polskiego szkolnictwa wyższego, nie mogę przyjąc tego za pewnik). I tyle - chodziło mi o to, że jeżeli nie może znaleźć pracy jako PM w IT w Krakowie, to albo oczekiwania, albo profil zawodowy nie ten.
                Oczywiście zdaję sobie sprawę z "jakości" polskich pracodawców, ale przykład Cisco, który podałem nie dotyczy tego problemu (jeżeli już to w niewielkim stopniu).

                pozdrawiam
                Oko Obserwatora
        • Gość: blumen Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.piekary.net 10.04.13, 02:34
          No właśnie! Na to nie wpadłem! Może koleżka ma zbyt nowy lub zbyt mało skulkowany sweter i wygląda przez to nieprofesjonalnie. Przecież wiadomo, że prawdziwy informatyk goli się raz na tydzień i chodzi w wyciągniętym swetrze lub bluzie. Taki z doktoratem w garniaku na pewno wzbudza nieufność!!!
      • Gość: Feyd Jaki z niego informatyk? IP: *.koas.jyu.fi 09.04.13, 19:33
        "przeprowadzić analizę finansowa projektu, wynegocjować kontrakt, przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną, Posiadam certyfikat Prince 2 Practitioner i odbyłem kilka dodatkowych szkoleń z zarządzania projektami"

        Czy to jest profil informatyka? Raczej jakiegos goscia po zarzadzaniu. Rozmawialem kiedys z czlowiekiem ktory od kilkudziesieciu lat pracowal w Nokii i mowil: "jak nowy informatyk jest dobry w tym co robi, to dostaje awans na "senior programmer", a jak nie to zostaje group managerem"

        U mnie w pracy projekt manager jest od tego zeby zostac w pracy do 21 i przeprowadzic konferencje z klientem z innej strefy czasowej. Ze spotkania zdaje nam rano raport i na podstawie stanowiska klienta decydujemy wszyscy co robic.

        Jesli zespol jest zorganizowany za pomoca metody scrum lub podobnej, rola managera ogranicza sie do tego notowania tego co mowia informatycy, bo nie ma kompetencji zeby sie odezwac.

        Polecam jak przyklad firme valve, gdzie nie ma managerow:
        www.forbes.com/sites/stevedenning/2012/04/27/a-glimpse-at-a-workplace-of-the-future-valve/
        www.businessweek.com/articles/2012-04-27/why-there-are-no-bosses-at-valve
        • Gość: mike Re: Jaki z niego informatyk? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.13, 21:47
          To jest ciągle problem firm informatycznych, że specjalistów awansuje się na managerów/leaderów/kierowników/whatever. A to wynika z tego, że czasem "manager" w nazwie stanowiska to jedyna szansa na wyższą pensję, bo kierownictwu nie mieści się w głowie, żeby senior dev zarabiał więcej niż PM.
          Na szczęście są firmy, które dostrzegają, że w specjalistów warto inwestować i oferują specjalistyczną ścieżkę kariery.
      • Gość: pm Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: *.230.88.2.lubocka.net 09.04.13, 19:41
        Jedna rada praktyczna: nie pisz że masz doktorat, serio, przełknij to i nie pisz.
      • dothebender Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] 09.04.13, 19:56
        1. jak mi jakiś PM powie cokolwiek o kreatywności to go chyba przez okno wyrzucę. Pan żalący się pomylił to z proaktywnością. Ten zawód ma się jak najdalej trzymać od kreatywności. Oczywiście w dużym uproszczeniu to piszę. PRINCE to zbiór dobrych praktyk, czyli takich "czegoś" co juz zostało wymyślone.
        2. Pan żalący niech się zdecyduje, czy jest programistą, elektronikiem czy PM. tak tak wszystko zbiera się w informatyka. Takiego którego nikt nie zatrudni. Albo, albo. W tym fachu trzeba się specjalizować. Jak znasz się na wszystkim to nie znasz się na niczym.

        Przeprowadziłem trochę rozmów o pracę w życiu. Też byłem parę razy z tej drugiej strony. Ja oceniałem tzw ogarnianie sytuacji, czyli chęci i możliwości. Takie żalenie się wskazuje na to że Pan jest roszczeniowy na rozmowach i to jest główna cecha skazujaca go na niepowodzenie.
      • Gość: jarek Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: 93.154.148.* 09.04.13, 19:59
        mam 45 lat 2 dyp. techniczne 1 inżynierski (informatyka) pracuję w mieście wojewódzkim
        za 975 zł netto od 5 lat, złożyłem ok 200 cv byłem na 6 rozmowach i nic.
        nawet mnie do wojska na informatyka nie przyjęli. nie wiem co to za kraj.
        debile na wysokich stołkach z wielotysięcznymi pensjami z załatwionymi studiami
        i przyjmowani bez konkursów a ja muszę każdym razem zdawać egzaminy!!!!
        żydo-komunizm górą
        • walkaklas Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 07:40
          nie da się uwierzyć ???
        • szmecierecie Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 10.04.13, 09:48
          Gość portalu: jarek napisał(a):

          > mam 45 lat 2 dyp. techniczne 1 inżynierski (informatyka) pracuję w mieście woj
          > ewódzkim
          > za 975 zł netto od 5 lat, złożyłem ok 200 cv byłem na 6 rozmowach i nic.


          Co umiesz?
        • Gość: Mixer Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.13, 16:45
          Trudno uwierzyć, gdyż w W-Wie kilkakrotnie więcej biorą studenci zatrudniani jako programiści.
          • Gość: milios Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: 195.8.220.* 10.04.13, 17:40
            Facet widzi swoje problemy nie we własnym działaniu, ale w Żydach i komunistach.
      • klemens1 Project Manager .... 09.04.13, 20:08
        .... i wszystko jasne.
        U mnie w firmie poszukuje się wyłącznie programistów, ew. testerów. PM jest niewielu i są to ci, którzy niegdyś rozkręcali firmę i w wielu przypadkach do dewelopmentu się po prostu nie nadają. BTW najlepiej mają się te projekty, w które PM nie ingerują.
        Dodatkowo robię jeszcze z kolegą duży projekt (wieczorami i w weekendy niestety) i radzimy sobie doskonale bez tego całego narzutu PM z Prince'ami, MBA itp. papierkami.
        • hardy01 Re: Project Manager .... 09.04.13, 21:59
          I serio wyobrażasz sobie 60-letniego programistę kodującego procedurki w oczekiwaniu na emeryturę? To stanowisko na maks 10 lat. A co potem?
          • Gość: adas Re: Project Manager .... IP: *.2-4.cable.virginmedia.com 09.04.13, 22:02
            W poprzedniej firmie z takim pracowalem. Koles zaczynal w latach 70, mimo to Jave i Springa ma w jednym paluszku. Uczy sie Scali teraz.
          • klaun.szyderca Re: Project Manager .... 09.04.13, 22:06
            Jak najbardziej sobie wyobrażam. Uzasadnij proszę, dlaczego jest to stanowisko na maks 10 lat?
          • xiv Re: Project Manager .... 09.04.13, 23:59

            Pracowałem z takimi (nawet takim szefowałem) - super ludzie. Pracowali na umomę-zlecenie i zarabiali więcej ode mnie, ale byli tego naprawdę warci.
          • szmecierecie Re: Project Manager .... 10.04.13, 16:19
            hardy01 napisał:

            > I serio wyobrażasz sobie 60-letniego programistę kodującego procedurki w oczeki
            > waniu na emeryturę?
            Znam gościa 50+, który jest programistą JAVA i wszystko enterprise wokół. Jest świetny.

            To stanowisko na maks 10 lat. A co potem?
            • Gość: Warsik Re: Project Manager .... IP: 195.8.220.* 10.04.13, 18:04
              Nie ma dziś na świecie pracy na dłużej niż 10 lat. Może jako lekarz, ale też egzaminy co 5 lat.
        • Gość: wujekGrga Re: Project Manager .... IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.04.13, 14:21
          Pewnie, narobiło się papierków, bo szkoleniowcy umieją wciskać. Też pracuję z wieloma PR - większość poza wtrącaniem się w rzeczy na których się nie znają nic nie robi.
          Ciekawe jak pracodawcę trzeba będzie zmienić - kogo będą szukać - czy Prodżetk Menedżera czy inżyniera co zakasa rękawy i będzie pracował.
      • Gość: 50-latek Młody informatyk = niewielkie realne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.13, 20:08
        doświadczenie. Wolę pracować z takimi, co już przekroczyli 40-tkę, bo wiem, że na studiach zostali nauczeni dobrych zasad programowania. Ilość poznanych języków jest sprawą wtórną. Mając 40-lat zdążyli ponieść niejedną porażkę, która ich czegoś nauczyła na przyszłość.
        Z całym szacunkiem, sam doktorat niewiele ma tu do rzeczy. Osobiście wolę chodzić do lekarza, który ma praktykę szpitalną bo mnie skutecznie wyleczy, niż do takiego z doktoratem bez praktyki szpitalnej. Podobnie z informatyką.
      • Gość: Vigo Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.04.13, 20:18
        Krakus ma 34 lata - blisko mojego wieku :-)

        > 1. Doktorat z informatyki (uczelnia techniczna).
        Nawet nie studiowałem informatyki, to była telekomunikacja na wydziale elektrotechnicznym.

        > 2. Przez 3 lata pracowałem w korporacji (dział R&D) jako Project Manager.
        Realizuję projekty, ale żadnego nie prowadziłem od początku do końca.

        > 3. Umiem programować komputery, zaprojektować płytkę elektroniczną i PCB, przeprowadzić analizę finansowa projektu, wynegocjować kontrakt, przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną itp.
        Tylko programować umiem... tak mi się przynajmniej wydaje :-/

        > 4. Znam biegle angielski i bardzo dobrze niemiecki.
        Nie mówię po angielsku, z niemieckiego tylko Heil Hitler...

        > 5. Posiadam certyfikat Prince 2 Practitioner i odbyłem kilka dodatkowych szkoleń z zarządzania projektami.
        Żadnych certyfikatów nie posiadam, ze szkoleń to tylko BHP, z którego i tak nic nie pamiętam.

        > 6. Mam na koncie kilkanaście zrealizowanych projektów związanych z pracą (i prywatnych... bo nie lubię nudy).
        Prywatnie żadnych, służbowo kilkadziesiąt, ale nie jako "manager".

        > 7. Plany na przyszłość: MBA
        Tylko na dziś: jakieś dobre piwo :-)

        Pracuję od kilkunastu lat, bez wygórowanych ambicji typu "ja być wielka manager", ale i bez problemów z pracą (są terminy "na wczoraj", stres: to tutaj rzecz normalna, do opanowania). Wynagrodzenie jest aż nadto wystarczające, nawet jak na stołeczną drożyznę. Nie posiadam "wsparcia" w postaci cioci w urzędzie czy bogatego wujka, pracę znalazłem z ogłoszenia w gazecie.

        I w przeciwieństwie do p. "doktora" (czy on chociaż istnieje?) pracuję bez przerwy. Dlaczego?
        • klaun.szyderca Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS 09.04.13, 21:51
          Mądrego to i miło posłuchać. Mam takie same odczucia, główny problem autora (może i faktycznie wyimaginowanego) to przerost ambicji.

          Niby jestem developerem, ale robiłem różne rzeczy - jak trzeba projektowałem i kierowałem zespołem, innym razem - siedziałem twardo ze wszystkimi i przyklejałem artykuły z Worda do CMSa aby wyrobić się w terminie wdrożenia. I w żadnym z tych momentów nie czułem abym złapał Pana Boga za nogi i mógł patrzeć z góry na innych, czy też z kolei, że praca uwłaczała mojemu ego i kompetencjom.
      • Gość: adam12 Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.13, 20:22
        - Przez 3 lata pracowałem w korporacji (dział R&D) jako Project Manager

        Jak na PM bardzo krótkie doświadczenie. W zasadzie to tylko przetarcie. Gość ma problem ze znalezieniem pracy, ponieważ na PM'a to bierze się zwykle jakiegoś głupszego inżyniera z naboru wewnętrznego. Zaleta jest taka, że zna strukturę firmy od środka i nie musi kolejne pół roku uczyć się jak funkcjonuje firma. A jeżeli ktoś myśli że wystarczy prince żeby się szybko wdrożyć to można się tylko uśmiechnąć. Te certyfikaty robi się tylko dla papieru, a projekty realizuje po swojemu.
      • Gość: gh facet jest menadzerem a nie informatykiem IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 20:23
        doktorat ? najlepsi sa od 3 roku tak zajeci trzepaniem kasy ze nie maja czasu skonczyc normalnych studiow, a co dopiero robic doktorat. Dyplomy odbierają juz po kilku miesiacach od rozpoczecia stalej pracy, jesli na taka sie zdecydują. Szkolenia dla menadzerów ? Prince lub inny scrum ? na nikim nie robi to wrazenia, tym bardziej ze wiekszosc miala do czynienia z roznymi menadzerskimi metodami o skomplikowanej nazwie, ktore niewiele wnosily i nie mogły konkurowac ze zwykłym zdrowym rozsadkiem i podstawami matematyki. Facet z zawodu jest kierownikiem... i szuka pracy przede wszystkim jako kierownik a nie informatyk.
        • Gość: Xenon Re: facet jest menadzerem a nie informatykiem IP: *.4-2.cable.virginmedia.com 09.04.13, 22:41
          Dokladnie tak mi sie przytrafilo, 10 lat temu, pod koniec 3 roku dostalem propozycje nie do odrzucenia, olalem prace dyplomowa, wyjechalem z kraju. Dzis place podatek dochodowy wyzszy od pensji prezydenta RP :D
        • walkaklas Re: facet jest menadzerem a nie informatykiem 10.04.13, 07:42
          doktorat nie robi się dla trzepania kasy, wy młode pokolenie macie totalnie mózgi zryte kapuchą, nic z was nie będzie, nic nie stworzycie z takim podejściem
          • Gość: gb Re: facet jest menadzerem a nie informatykiem IP: *.static.chello.pl 10.04.13, 10:29
            myslisz ze na zapyzialej uczelni robiac doktorat nauszysz sie wiecej niz pracując ? nic podobnego. Bardzo wazne w rozwoju jest zeby miec do czynienia z lepszymi od siebie. Poza niewielkimi wyjatkami uczelnie to skanseny teorii, najlepsi wymiatacze nie tracą na to czasu. Mózgi zryte kapuchą ? gdzie jest kasa, tam jest wysoki poziom - nie bez powodu amerykanskie uczelnie przodują. obudz się.
            • walkaklas Re: facet jest menadzerem a nie informatykiem 10.04.13, 11:58
              po pierwsze nie mam na myśli zapyziałej uczelni,
              po drugie jakiej jakości wyjdzie inżynier z zapyziałej uczelni ?,
              po trzecie doktor, który samodzielnie spędził parę lat w laboratorium, opracowywał wyniki, publikował, patentował ma potencjał, którego Polska kraj montowni akurat nie potrzebuje ale nie jest to wina doktora,
              po czwarte dawaj te swoje osiągnięcia !
              po piąte Ameryka bez obcych byłaby g. warta.
              po szóste pasjonaci nie oglądający się na kapuchę tworzą ten świat a ty mylisz dorobkiewiczów z twórcami
              • euro-news Re: facet jest menadzerem a nie informatykiem 10.04.13, 12:59
                to niech dalej siedzi na uczelni, skoro z niego taki zdolniacha, niech patentuje, publikuje, a nie wypisuje listy do gazety z gorzkimi zalami.
                kazdy kto zna srodowisko doktoranckie wie jak to naprawde wyglada i wie, ze nie jest to takie szlachetne zajecie jak co niektorym sie wydaje. tez trzeba walczyc o kase i granty na badania itp. Kasa jest teraz wszedzie istotna, nikt Ci jej sam nie da.

                swoja droga nie wiem, czy to prawdziwy list, czy jakas prowokacja g. ale postanowilam, ze od jutra nie czytam juz tego portalu, bo szkoda czasu na taki badziew. chyba nawet na wszelki wypadek zablokuje te strone.
        • Gość: thom Re: facet jest menadzerem a nie informatykiem IP: *.tomtomgroup.com 10.04.13, 11:52
          Do tego facet zostal managerem bardzo szybko. Czesto zdarza sie, ze inzyniera ktory
          do niczego sie nie nadaje robi sie project managarem zamiast pozbyc sie go, w Niemczech
          to po prostu plaga.
      • sprytnyserek Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] 09.04.13, 20:26
        careers.atos.net Ale niestety Bydgoszcz i Wrocław, to nie to samo, co Kraków.. ;)
      • d1g Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] 09.04.13, 20:38
        28 lat, również doktorat z informatyki (robiony mimochodem i trochę wbrew sobie, ale w prawdziwym R&D jest jednak mile widziany) i pracuję od 3 roku studiów na pełen etat bez jakichkolwiek przerw. Da się nawet w Polsce, tylko trzeba się bardzo wąsko specjalizować i przyjmować z pokorą porażki. Bycie menadżerem z zacięciem informatyczno-elektronicznym nie jest dobrą specjalizacją.
      • Gość: pozdr PM-lol To jaka jest zlozonosc kodowania Huffmana ? IP: *.chello.nl 09.04.13, 20:40
        odpowiedz uzazadnic! :)
        • abies Re: PM-lol To jaka jest zlozonosc kodowania Huffm 09.04.13, 20:57
          Gość portalu: pozdr napisał(a):

          > odpowiedz uzazadnic! :)

          Żebyś się nie zdziwił - w końcu ma doktorat. Ja bym raczej się bał braku umiejętności praktycznych niż teoretycznych w tym przypadku.
      • rys82 Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] 09.04.13, 20:42
        Mam zdanie podobne do wielu osób tu piszących, czyli nie za bardzo wiem o co chodzi autorowi listu. Ja się zwalniałem kilka razy i nawet nie minął mi okres wypowiedzenia, a dostałem kilka ofert pracy. Od czasu do czasu ktoś mi z działu ucieka, bo albo ktoś go podkupi, albo coś lepszego sobie znajduje...
        Przeprowadzałem tez sporo (z 50) rozmów kwalifikacyjnych na przestrzeni ostatnich lat i jedno co mogę przyznać, to że są talenty ale nie informatyczne (programistyczne). Czasami się dziwię po co Ci ludzi odpowiadają na ogłoszenie i co za bzdury wypisują w CV.
        • Gość: gość Re: Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.13, 11:25
          niekoniecznie? widać autor listu to d... a nie informatyk.

          Płytkę drukowaną umiałem zaprojektować w podstawówce, bez studiów informatycznych, ale ani przez głowę mi nie przeszło aby to umieszczać w CV ;)

          Nie ma problemu ze znalezieniem pracy dla niezłego informatyka. Trzeba tylko chcieć szukać. Praca sama nie przyjdzie.
      • Gość: Andrzej Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 20:44
        Ale jak to się ma do listu? To nie jest w żadnym punkcie sprzeczne. Pierwszy gość pisze, że założył własną firmę, zatrudnia niewielką ilość pracowników i wszystko dobrze działa.
        Pierwszy pisze, że dostaje dużo więcej CV niż zatrudnia ludzi. Co pisze drugi? Że trudno znaleźć ciekawą pracę. To się uzupełnia. Wzajemnie potwierdza. Nasz pracodawca sukcesu zatrudnia 0,3% kandydatów! Nasz pracownik widzi 5% szans na ciekawą pracę. Z jego perspektywy wygląda to lepiej. Nasz pracodawca pisze, że wychodzi na swoje ze swojej działalności. A co pisze nasz pracownik? Że najlepiej jest założyć firmę.

        Albo oczywiście wyjechać. Np żeby założyć firmę, bo prowadzenie działalności w kraju to koszmar. No i diabeł tkwi raczej w innych szczegółach, niż dostępności pracy dla informatyków. Problem w tym, że mało jest pracy ciekawej i dobrze płatnej. Ale temu winne są koszty pracy. Jak sobie policzyłem ile by musiał dołożyć mój pracodawca, żeby mi zapłacić tyle ile chcę, to się nie dziwię że mi tyle nie płaci ;) Mało firm zarabia tyle, żeby starczało na zachodnie płace dla pracowników. A nie czarujmy się, ceny mamy zachodnie już.

        Pozdrawiam pracowników i szefów ;)
      • Gość: tyż PM Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 20:44
        Droga Redakcjo, szanowne koleżanki i koledzy - komentujący

        Uczono mnie że "Managerem się bywa, a inżynierem się jest".

        Kto nie rozumie tej maksymy - zawsze będzie miał problem. Bycie PM to nic innego jak "naganianie" innych do pracy. Jeśli pracuje się - jak napisał tu kolega - w korporacji - wydaje się to pracą samą w sobie. Oczywiście potrzeba czasu, szkoleń i samozaparcia by być dobrym managerem - ale PM'ów jest na rynku jak "psów". Co więcej by być PM trzeba mieć ludzi do "roboty". Moim zdaniem jeśli kolega szuka pracy jako PM - a pisze całą litanię technicznych zdolności - sam wprowadza w błąd rekruterów.

        Proszę zmienić tytuł artykułu na: "Project Manager po studiach informatycznych nie może znaleźć pracy" to bliższe prawdzie - bo jak sam pisze kolega - on już łapkami własnymi jako developer pracować nie będzie...
      • Gość: zz Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: *.multi-play.net.pl 09.04.13, 20:48
        Cytujac bodaj "Poszukiwany, poszukiwana":
        Moj maz z zawodu jest... derektorem.

        No coz, niech zmniejszy wymagania finansowe albo przejdzie na stanowisko developera - jesli ma dryg to zostanie jakims leaderem, moze nawet PM'em. Doktorat? W tym swiatku to chyba G sie tym podnieca, Prince2? Jakbym widzial ze PM chce mi Prince2 w projekt wrzucac, to na pewno bym go nie przyjal - to dobre dla jakiegos molocha jak Niebieski, a i tu nie mam pewnosci :)
      • Gość: std::vector Co ten człowiek opowiada? IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 20:52
        Punkt numer 3 go kompromituje. Człowiek orkiestra jakiś? No błagam :)
        Albo koleś zajmuje się projektowaniem PCB, albo managierowaniem.
        Rok managierujesz, to masz rok przerwy w programowaniu.
        Rok programujesz, to masz rok przerwy w managierowaniu.
        Wiesz, czemu nie masz roboty? Bo nie jesteś specjalistą przez duże 'S'
        Tyle w temacie.
        • Gość: *p=&w; dokładnie... IP: *.dynamic.chello.pl 09.04.13, 21:07
          liczy się wąska specjalizacja.
      • Gość: rob Informatyk to ma życie? Niekoniecznie... [LIST] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.13, 21:30
        W tym biznesie liczą się twarde umiejętności. Zostać PM, zrobić PMI czy Prince, może każdy, bo do tego jakieś specjalne umiejętności nie są potrzebne. A że ambicje na managera ma wielu, to i certyfikowanych PMów od groma na rynku.
        Pracuję w tej branży już kilkanaście lat. Wielokrotnie oferowano mi awans pionowy, ale zawsze odmawiałem. Nie chcę skończyć jako kierownik o bliżej nieokreślonych kompetencjach, bo to może i wygodne, ale po paru latach utrudnia znalezienie nowej pracy.
      • Gość: adas tez mam 34 lata, tez doktorat IP: *.2-4.cable.virginmedia.com 09.04.13, 21:37
        ... ale nigdy nie chcialem byc kierownikiem. Zawsze lubilem programowac i robie to juz dluzej niz polowe swojego zycia. Czasem za kase, czasem nie. Poprostu lubie.

        Kolega (tez Dr) byl KP, pozniej dyrektorem, ale mimo to nie mial oporow zeby wrocic do developmentu gdy zycie zmusilo go do zmiany pracy. Dzis znowu jest kierownikiem. Jutro bedzie prezesem. Jak nie firmy IT, to innej. Poprostu nauczyl sie adaptowac do nowych warunkow. Ma umiejetnosci, ale tez mnostwo pokory.

        Acha, w Polsce rzeczywiscie przydaje sie wyciecie doktoratu z zyciorysu. Przykre to, ale konieczne.
        • Gość: ten sam i ja tez mam podobny życiorys IP: *.adsl.inetia.pl 10.04.13, 11:10
          i ja też mam podobny życiorys, 30 parę lat, dr, raz na wyższych stanowiskach raz na niższych.
          Ale ogólnie tak jak piszesz. Dużo daje wycięcie doktoratu z życiorysu, robie to dość często. To zwieksza szanse na znalezienie pracy o jakieś 70%. Mam kilka epizodów pracy w firmach za granicą, usuwam wtedy z CV informację o lokalizacji za granicą i pisze np W-wa, albo dodaję skrót "Sp. zoo", żeby wyglądało na Polskę. Usuwam z CV znajomość wszystkich innych języków oprócz angielskiego (mówię 5 językami).
          "manadżery" z jakimi gadam na rozmowach to beton. Ostatnio np jeden taki z Nokia Siemens Networks uparcie twierdził, że fala elektromagnetyczna rozchodzi sie w próżni ze stratami. Skąd oni biorą ten beton ?
          Jak się dostaję do firmy z tak spreparowanym CV to się nie wychylam, udaje miernotę.
          Ostatnio miałem kontakt z niemieckiej firmy. Powiedziałem, że nie chce na razie tam jechać. A oni: przyjedź na kilka dni, zobaczysz firme, poznasz okolicę. Opłacimy wszystko. Bez zobowiązań.
          A jak miałem jechać 100km w polsce na rozmowę i pytam czy zwracają 30zł za bilet to powiedzieli, że nie. A ja im na to, że nie jadę 100km jak firma jest niepoważna. Kilka lat temu zrobiłem taką glupotę i pojechałem na własny koszt a rozmowa od pierszego momentu była niepoważna i wiedziałem, że ściągneli mnie kilkaset km by sobie jaja robić. I nie chodzi mi o te parę złotych. Nie jeżdzę poza granice mego miasta, jeśli firma nie zwraca kosztów. I teraz mam pytanie do tych panienek z HR: uważacie się za specjalistów?
          Proszę odpowiedzieć na pytanie, w której firmie chciałbym pracować, gdzie jest lepsza motywacja do pracy , atmosfera pracy ?
          Owszem praca jest dla najtańszych ludzi, tych bez ambicji. Na rozmowie nie warto opowiadać ambitnych planów co do swojej kariery. Najlepiej powiedzieć, że chce się byc zwykłym, bezmózgowym klepaczem przez całe życie.
          Szkoda gadać.....
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka