Gość: Dilbert
IP: 62.29.160.*
22.04.05, 14:51
Tak czytam i czytam i ręce mi opadają. Biorąc pod uwagę poziom wypowiedzi
ludzi bezrobotnych, to wcale mnie nie dziwi że nie mają pracy. Oto typowe
ględzenie i biadolenie:
1. Trzeba mieć wujków, znajomości żeby mieć pracę. Totalna bzdura. Ja i wielu
moich bliskich znajomych dostaliśmy dobrą pracę bez łapówek, znajomości itp.
2. Skończyłem studia i co? Nie ma pracy!
Po pierwsze, w kraju w którym magistrzy produkowani są na skalę przemysłową
na różnych pseudouczelniach (nawet niektórych państwowych, będących równie
żałosnych jak prywatne)nikt już nie patrzy czy się ma mgr, tylko gdzie się go
zdobyło.
3. Wszyscy chcą młodych, najlepiej do 25 lat, już z 5 letnią praktyką
zawodową. Po prostu, jeżeli pracodawca ma do wyboru studenta, który w czasie
wakacji odbywał staże, praktyki lub udzielał się w organizacjach lub
absolwenta, który poza tytułem nic nie zaprezentuje, wtedy wybór jest
oczywisty...
4. Mam 2 fakultety, znam języki i nie ma pracy!!! Cóż, takich bezrobotnych
nie ma w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu ect. Jeżeli ktoś mieszka w
pierdziszewie i narzeka że nie ma tam pracy dla ambitnych to niech się
wyniesie tam, gdzie praca jest!!! Sorry, prowincja nigdy nie bedzie
atrakcyjnym miejscem pracy dla ludzi wykształconych.
Na koniec dodam, iż pracuję, znalazłem pracę tylko i wyłącznie dzięki sobie,
jestem z niej zadowolony i nie jestem warszawskim yapiszonem. Znam z życia
przykłady ludzi, którzy nawet nie mając wykształcenia potrafią znaleść pracę,
tylko trzeba jej umieć i chcieć szukać. Ludzie wylewający swoje żale na tym
forum, z daleka zalatują zarazą rezygnacji, użalania się nad sobą i marazmu.
I nie chodzi mi wcale o to że Polska to raj dla pracujących, bo nim nie jest.
Chodzi mi o to, że nic nie należy się za darmo. Na wszystko sobie trzeba
zapracować. Ale jeżeli ktoś żąda pracy tylko dlatego że ma magistra, a tak na
prawdę o dziedzinie studiów które skończył gó.. wie (ci wszyscy magistrzy
zarządzania, stosunków międzynarodowych, public relations i inne bzdety), to
niech się najpierw zastanowi co sobą reprezentuje, a potem niech narzeka.