Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    po anglistyce

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 16:43
    witam, za rok kończę anglistykę. Już teraz myślę o pracy, niekoniecznie w
    szkole. Gdzie mam szansę zdobyc zatrudnienie, na jakim stanowisku? Może ktoś
    był w podobnej sutuacji? Myslę tez o studiach podyplomowych. poradzcie, jakie
    wybra zeby zwiększy moje szanse na ciekawą prace.
    Obserwuj wątek
      • Gość: działaczka Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 17:19
        Może podyplomowe studia dla tłumaczy? Ma coś takiego lingwistyka stosowana na
        Uniw. Warszawskim. Zawód tłumacza szczerze polecam.
        • Gość: asdf Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 18:09
          sama anglistyka to malo zrob marketing i zarzadznie do tego i jest lux prace znajdziesz w 10 min
          • Gość: mac Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 19:09
            marketing i zarzadzanie? hm... myłałam ze sa to juz raczej oklepane kierunki i
            na nikim wrażenia nie robią. Jak to jest z tym zarzadzaniem?
            • sheerer Re: po anglistyce 15.07.06, 19:30
              Najłatwiej o dużą kasę jest w dużych firmach. Duże firmy zajmują się biznesem.
              Znajomość angielskiego to bardzo ważna sprawa (bardzo!!), ale w pojedynkę nic
              nie daje. Ja zawsze twierdziłem, że anglistyka to totalnie bezsensowny kierunek
              bo i tak każdy po angielsku musi mowic!!
              Marketing i zarzadzanie to wg mnie dla Ciebie całkiem dobry pomysł. Otworzy
              Ci "drzwi" do właśnie np wielkich koncernów. BO nie o to chodzi,ze po takim
              kierunku bedziesz umiała robnic cos konkretnego, ale bedzie znaczyło,że tak
              właśnie chcesz sie wyprofilować. Oczywiście da Ci także solidny grunt do pracy
              w takiej firmie.
              oczywiscie zawsze mozna zostac tłumaczem, pracowac w szkole, czy jakiejs
              instytucji publicznej - ale tam nie zarobisz (na pewno!!) tyle ile w korporacji
              (a właśnie w korporacjach bedzie CI najprościej znaleźć pracę po anglistyce i
              marketingu-zarządzaniu).
              • Gość: jan Re: po anglistyce IP: 83.238.226.* 15.07.06, 19:36
                jesli nie chcesz byc nauczycielem albo tlumaczem to takie studia niewiele dają,
                obecnie prawie kazdy jesli musi to albo juz umie albo na szybko doucza się
                angioelskiego, ale jako bazę ma w kiseszeni np. studia businesowe, marketing i
                zarządzanie jest dobrze widziany ale lepsze byłyby pełne studia - rok
                podyplomowki to trochę mało żeby się cos nauczyć, no ale zawsze coś więc
                powodzenia ale lepsze jesto połoczenie np. marketing studia + np. jakis kurs
                jezykowy, w Twojej sytuacji jeśli wczesniej na to nie wpadłes i tak brałbym się
                za jakis kierunek związany z Twoją przyszła pracą czyli jesli jakas firm ato
                ten marketing itp.
              • aga.p.p Re: po anglistyce 16.07.06, 22:41
                Anglistyka to nie jest kurs językowy dla zaawansowanych więc zanim zaczniesz oceniać jego sensowność poczytaj sobie chociaż program studiów. Tak się śmiesznie składa, że to na anglistyce nauczyłam się prowadzić prezentacje i spotkania biznesowe, a dzięki poznaniu kultury krajów anglojęzycznych wiem na co zwrócić uwagę jak robię z nimi interesy. Na zarządzaniu nie było o tym ani słowa.

                Jak ktoś ma zapędy do pracy w korporacji to lepiej niech idzie na ekonomię albo socjologię (marketing i zarządzanie to też już, niestety, zbyt ogólny kierunek) i zrobi sobie CPE. Szkoda pięciu lat na studiowanie literatury czy gramatyki opisowej.

                pzdr,
                Aga
      • Gość: hermenegilda_zenia Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 21:19
        Witam wszystkich forumowiczów - co prawda nie jestem po anglistyce tylko
        lingwistyce, ale nie uważam żeby bycie tłumaczem ( nauczycielstwa nigdy bym nie
        tknęła) jest taką złą opcją. Wbrew pozorom biegłą znajomością jakiegokolwiek
        języka obcego u nas w kraju wciąż niewiele osób może się pochwalić i jest coraz
        większe zapotrzebowanie na poliglotów. Ja bez dodatkowych studiów z innej
        dziedziny jako tłumacz zarabiam miesięcznie średnio od 8 do 10 tys. netto i nie
        jestem wcale tłumaczem przysięgłym, bo firmy płacą lepiej niż sądy.
        • Gość: llm Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 22:03
          Pozostaje jeszcze kwestia "zaistnienia" w branży tłumaczeń, a w niej coraz
          trudniej się przebić. Biura tłumaczeń zazwyczaj mają jakieś stałe grono
          tłumaczy, z którymi współpracują i tylko od czasu do czasu nawiązują współpracę
          z nowymi. Tak więc najpierw trzeba sobie "wyrobić markę".
        • Gość: mac Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 22:23
          zgdadzam sie. Niby po angielsku każdy mówi, ale jak. czy pracujesz w jednej
          firmie czy masz zlecenia na tłumaczenia z kilku? jak dostac sie do takiej firmy
          jako tłumacz? czekac na ogłoszenie czy samemu się pchac? czy musiałaś
          dostarczyc tłumaczenia które wcześniej robiłaś?
        • Gość: xbd Re: po anglistyce IP: *.nat.student.pw.edu.pl 15.07.06, 22:25
          To fajnie, że teraz idzie Ci tak dobrze. Ale czy myślałeś o przyszłości ?? Czy
          nie czujesz oddechu tysięcy studentów kończących co roku anglistykę i podobne
          kierunki ?
          Będąc tłumaczem można oczywiście nieźle zarabiać, ale ja bym się bał braku
          stabilności, bo STABILNOŚĆ dla kogoś po anglistyce to albo szkoła (blee), albo
          jakaś instytucja publiczna (zazwyczaj też marnie płacą)...nie widzę więcej
          mozliwości. Może mnie ktoś oświeci ?
          • Gość: działaczka Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 08:09
            Potwierdzam to, co pisze, koleżanka z lingwistyki. Dodam, że już po 3-5 latach
            w zawodzie zarobki mogą być dwa razy większe od tych, o których mówi. Potem już
            tylko lepiej.

            Konkurencja ze strony studentów? Raczej nie. Oczywiście studenci zazwyczaj
            proponują niższe stawki, ale jakość równie niską. Zauważam na rynku trend -
            szczególnie wśród tzw. "dobrych" klientów (firmy spore, wypłacalne, zlecające
            dużo tekstów), ku wysokiej jakości, nie cenie. Ten zawód ma to do siebie, że
            jest się coraz lepszym w miarę zdobywania doświadczenia - studenci naprawdę nie
            są zagrożeniem. Im dojście do tego samego miejsca, w którym teraz jestem zajmie
            około 5-6 lat wytężonej pracy, ale za te 5-6 lat także i ja będę w innym
            miejscu.

            Brak stabilności? XBD, czy lepiej pracować w szkole za 1200 zł i nie wiedzieć,
            kiedy wręczą wypowiedzenie, czy lepiej zarabiać 10 razy tyle i samemu prowadzić
            działalność? Stabilność uzyskuje się po prostu poprzez dywersyfikację bazy
            klientów - niezwiązywanie się z jednym, ale np. z dziesięcioma klientami. A
            jeśli jesteś dobry w tym, co robisz, to klienci pchają się drzwiami i oknami.
            Wiem, co mówię.
            • Gość: xbd Re: po anglistyce IP: *.nat.student.pw.edu.pl 16.07.06, 11:38
              Znajomość angielskiego wśród Polaków rośnie i będzie rosnąć. A to jest dla
              Ciebie pośrednim zagrożeniem (narazie), a powoli będzie się materializować.
              Skoro duża firma ma bardzo dużo tekstów do tłumaczenia to po co ma
              współpracować z niezależnym tłumaczem skoro może po prostu jednego zatrudnić ?
              I tak firmy robią!! Poza tym ja wiem,że tłumacz przysięgły dochowuje tajemnicy
              itp itd...Ale pewność jest dużo większa gdy mamy tłumacza NA WŁASNOŚĆ, nie? :-)

              A co do konkurencji...Ja nie wątpie, że im jest się dłużej w zawodzie tym jest
              się lepszym, ale za Tobą idzie masa ludzi - w ogóle ich się nie boisz ? Nie
              boisz się tego, że znajomość angielskiego ogólnie poprawia się poprawia i że za
              jakiś czas będziesz dostawać tylko te teksty, które muszą być potwierdzone
              przez tłumacza przysięgłego ?

              Chodzi mi cały czas o to, że Twoja obecność na rynku opiera się JEDYNIE na
              znajomości jednego języka. W dzisiejszych czasach to przestaje wystarczać!
              W firmie w której pracuję każdy musi płynnie mówić po angielsku i dodatkowo
              mamy tłumacza przysięgłego.

              Pozdrawiam
              • Gość: działaczka Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 16:57
                XBD, o co się założysz, że nigdy nie urośnie na tyle, by był to poziom dobrego
                tłumacza? To po pierwsze.

                Po drugie - widać, że nie bardzo masz pojęcie o tym zawodzie, skoro uważasz, że
                osoba znająca nawet dobrze język obcy od razu może być tłumaczem - to poważny
                błąd (choć przyznaję, że mnóstwo takich ludzi bierze się za tłumaczenia,
                niestety z róznym skutkiem...).

                Po trzecie - "osobisty" tłumacz etatowy jest nieopłacalny. Co robi firma, gdy
                taki tłumacz nie obrabia się z robotą, gdy jednocześnie potrzebnych jest kilka
                tekstów, gdy tłumacz zachoruje lub gdy tumacz idzie na urlop? Zatrudnia
                drugiego tłumacza? Mylisz się ponownie. Największe koncerny na naszym rynku
                korzystają włąśnnie z usług biur tłumaczeń, a poprzez owe biura - z tłumaczy
                freelancerów, czyli także z moich usług. Podaj przykłądy firm, co do których
                jesteś pewien, że mają etatowego tłumacza i NIE korzystają z usług tłumaczy
                zewnętrznych.

                Po czwarte - nie każdy tłumacz musi być przysięgłym, żeby dochować tajemnicy.
                Myślisz strasznie starymi stereotypami o zawodzie tłumacza.

                Po piąte - nie boję się swojej pozycji na rynku, bo nie osiadłam na laurach i
                wciąż się rozwijam zawodowo. Nie tylko poprzez tłumaczenie, ale poprzez
                poznawanie narzędzi ułatwiających/umożliwiających pracę (trochę truno na
                piechotę tłumaczyć np. html, przyznasz chyba), szkolenie znajomości zarówno
                ojczystego, jak i obcego języka. Wydawało mi się jednak, że ciągły rozwój
                kompetencji zawodowych jest konieczny w każdym zawodzie, nieprawdaż?

                Po szóste - przepraszam, skąd wiesz, ze tylko jednego języka? Znów wychodzi
                nieznajomość tematu. Na lingwistyce (o której wspominałam) obowiązkowo są dwa
                języki obce, a większość z nas (lingwistów) włada także kilkoma innymi.

                Po siódme i ostatnie - XBD, zadam pytanie utrzymane w Twojej logice myślenia o
                zawodzie tłumacza: po co macie w firmie tłumacza przysięgłego na etacie, skoro
                tak pięknie wszyscy znacie angielski? Tylko z powodu jego pieczątki, którą
                przybija na Waszych tłumaczeniach? A może jednak robi coś, czego nie jesteście
                w stanie za niego robić?

                Również pozdrawiam serdecznie
                • Gość: xbd Re: po anglistyce IP: *.nat.student.pw.edu.pl 16.07.06, 18:25
                  > XBD, o co się założysz, że nigdy nie urośnie na tyle, by był to poziom
                  dobrego
                  > tłumacza? To po pierwsze.
                  to jest oczywiste... nie urośnie nawet do poziomu złego tłumacza :-)
                  Ale na pewno będzie mniej "prywatnych" tłumaczeń oraz tłumaczeń dla firm nie
                  wymagających obligatoryjnie stempla tłumacza.

                  > Po trzecie - "osobisty" tłumacz etatowy jest nieopłacalny. Co robi firma, gdy
                  > taki tłumacz nie obrabia się z robotą, gdy jednocześnie potrzebnych jest
                  kilka
                  > tekstów, gdy tłumacz zachoruje lub gdy tumacz idzie na urlop? Zatrudnia
                  > drugiego tłumacza?
                  Nie. Po prostu funkcja tłumacza jest ŁĄCZONA ze zwyklą funkcją w firmie. Tak
                  jest to u mnie. Kumpel jest tłumaczem przysięgłbym i jednocześnie skończył
                  ekonomię :-) Pracuje jak zwykły pracownik a jak coś trzeba przetłumaczyć to się
                  idzie do niego

                  > Po czwarte - nie każdy tłumacz musi być przysięgłym, żeby dochować tajemnicy.
                  Ale jak jest przysięgły to ma OBOWIĄZEK dochowania tajemnicy. A często tego
                  potrzeba firmom.

                  > Po piąte - nie boję się swojej pozycji na rynku, bo nie osiadłam na laurach i
                  > wciąż się rozwijam zawodowo
                  A myslisz,ze inni się nie rozwijają ? Jest powiedzenie: jak się nie rozwijasz
                  to się cofasz. Co nie znaczy,ze jak się rozwijasz to zostawiasz wszystkich w
                  tyle!


                  > Po szóste - przepraszam, skąd wiesz, ze tylko jednego języka? Znów wychodzi
                  > nieznajomość tematu. Na lingwistyce (o której wspominałam) obowiązkowo są dwa
                  > języki obce, a większość z nas (lingwistów) włada także kilkoma innymi.
                  Chodziło mi o to, że znajomość JEDYNIE JĘZYKÓW przestaje być wystarczająca, a
                  nie o to, że znasz jeden język.

                  po co macie w firmie tłumacza przysięgłego na etacie, skoro
                  > tak pięknie wszyscy znacie angielski? Tylko z powodu jego pieczątki, którą
                  > przybija na Waszych tłumaczeniach? A może jednak robi coś, czego nie
                  jesteście
                  > w stanie za niego robić?
                  Jak juz mówiłem on jest w pracy w połowie tłumaczem a w połowie zwykłym
                  pracownikiem :-) Oczywiście włada z nas wszystkich najlepiej językiem, jeśli
                  trzeba napisac jakieś oficjalne pismo to idziemy do niego.

                  Czy wyjaśniłem wszystkie wątpliwości???

                  Nadal uważam, że studiowanie lingwistyk/i nie ma sensu. Bardzo ciężkie studia,
                  pracochłonne, dużo kucia a na koniec niespodzianka w postaci niepewnej pracy :\

                  Pozdrawiam :-)
                • aga.p.p Re: po anglistyce 16.07.06, 18:56
                  Ja jeszcze dodam jedno słowo: specjalizacja:))

                  pzdr,
                  Aga
                  • Gość: działaczka Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 20:32
                    Dzięki Ago. Nie pomyślałam, że XBD może zakładać, że tłumacz nie musi się na
                    niczym znać oprócz języka obcego...

                    Otóż właśnie musi, XBD, i to jest warunek sine qua non, więc w ogóle nie
                    rozumiem, z jakimi Ty masz na co dzień tłumaczami do czynienia? Z takimi, co
                    tylko język opanowali, a merytorycznie nic? No to o czym my tu mówimy?

                    Próbujesz mi udowodnić, że mam się bać, bo idą nowi adepci zawodu? Ależ ja
                    nawet co poniektórym z wielką chęcią pomagam! I bardzo się cieszę, że chcą się
                    ode mnie uczyć, bo to znaczy, że na rynku będą dobrzy tłumacze. Nie sztuka
                    pokonać w przedbiegach łebka, który język ma na poziomie FCE, nie ma pojęcia o
                    poprawnym pisaniu w języku ojczystym, nie zna się na niczym i tylko ambicje ma
                    duże.

                    Dodam tylko, że tłumacze zawodowi (nie tzw. "łebki") zazwyczaj jeden drugiemu
                    odstępują zlecenia (bo się po prostu nie wyrabiają), wspólnie pracują nad
                    przeróżnymi projektami i nie ma między nimi zażartej konkurencji. Przeciwnie -
                    życie dowodzi, że pracy dla nich nie zabraknie jeszcze przez wiele lat, bo i
                    klienci uczą się wymagać. Nie wystarczy pani Kasia, co "przepisze szefowi list
                    na angielski".

                    Dlatego ci najlepsi freelancerzy spokojnie dyktują własne stawki, wybierają
                    sobie zlecenia i sami ustalają terminy. A ja zdecydowanie wolę równać do nich,
                    a nie oglądać się za siebie, czy mnie aby studenci nie gonią.

                    BTW, nie wiem, czy wiesz, ale wśród wielu freelancerów panuje przekonanie, że
                    część przysięgłych ma pieczątkę (w sensie: status przysięgłego) tylko dlatego,
                    by mieli zagwarantowane zlecenia z organów publicznych - inaczej na wolnym
                    rynku nie poradziliby sobie, bo jednak nie oferują zbyt wiele. Nie raz każdy z
                    nas poprawiał sieczkę po takim "przysięgłym" z bożej łaski. Jednocześnie
                    zaznaczam, że znam wielu doskonałych, świetnych przysięgłych, którym ukłon
                    składam z szacunku dla ich wiedzy np. w dziedzinie prawa (nie moja to
                    specjalizacja).
                    • Gość: xbd Re: po anglistyce IP: *.nat.student.pw.edu.pl 16.07.06, 21:01
                      > Dlatego ci najlepsi freelancerzy spokojnie dyktują własne stawki, wybierają
                      > sobie zlecenia i sami ustalają terminy. A ja zdecydowanie wolę równać do
                      nich,
                      > a nie oglądać się za siebie, czy mnie aby studenci nie gonią.

                      W to nie uwierzę. Na pewno nie uwierzę, że jest to często zjawisko ...
                      Oczywiście na pewno są wyjątki :-)
                      Na pewno jest spora grupa tłumaczy związana z różnymi konsulatami, instytucjami
                      publicznymi i ci na pewno maja kupe roboty...Ale pozostałych 90% nie ma tak
                      dobrze :-)
                      • aga.p.p Re: po anglistyce 16.07.06, 22:44
                        To znaczy, że 90% powinno popracować nad swoimi umiejętnościami (językiem i autopromocją) albo zmienić zawód.
                        Instytucji w Polsce i na świecie jest od groma, dobry tłumacz zawsze sobie poradzi.

                        pzdr,
                        Aga
              • aga.p.p Re: po anglistyce 16.07.06, 18:55
                Ja tylko dla wyjaśnienia: żadna firma nie ma przysięgłego na własność. Tłumacz przysięgły może w każdej chwili dostać wezwanie do sądu, na policję itd, itp. Oczywiście zawsze może odmówić, ale o ile dobrze pamiętam, to po iluś tam odmowach sąd może wystąpić o odebranie mu uprawnień. I taki z niego pożytek w firmie.

                pzdr,
                Aga
              • Gość: mucha Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.06, 13:00
                Znajomość angielskiego wśród Polaków rośnie, ale tłumacz to nie jest osoba,
                ktora potrafi się po prostu komunikować po angielsku. Nie każdy nadaje się do
                zawodu dziennikarza, czy pisarza czy nauczyciela polskeigo mimo, że wszyscy
                biegle władamy tym językiem. Zdarza mi się czasami natrafić na takie kwiatki,
                ktore wyszły spod ręki 'tłumacza', że aż mam mroczki przed oczami
                (standardowy "Wirujący sex"). Przełożenie jakiegowkoliwek tekstu, nie ważne z
                jakiej dziedziny, wymaga nie tylko znajomości języka obcego, ale i umiejętności
                formułowania mysli, znajomośći struktury tekstu (każdy tekst ma przecież swoją
                ustaloną strukturę specyficzną dla danego języka) i oczywiście znajomości
                realiów kulturowych. Poza tym, nie wiem czym się ajmujesz, ale widze, ze nie
                masz pojęcia czym jest anglistyka, czy ligwistyka, skoro to dla Ciebie JEDYNIE
                znajomość jednego języka..:)Tak samo księgowy zna się JEDYNIE na CIT-ach, i VAT-
                ach, a prawnik JEDYNIE na prawie, jeszcze gorzej jak TYLKO karnym lub prawie
                pracy (bo działa w tej dziedzinie). Nie bądzmy ignorantami, proszę...:)
            • Gość: llm Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 13:38
              Tylko najpierw trzeba nawiązać współpracę przynajmniej z paroma biurami
              tłumaczeń czy firmami, a na obecnym rynku nie jest to wcale takie proste.
      • aga.p.p Re: po anglistyce 16.07.06, 22:26
        Widzisz, po anglistyce można wszystko za wyjątkiem operacji na otwartym mózgu:) Można uczyć, tłumaczyć, dziennikarzyć, fotografować, asystować managerom w niezłych firmach, ba, samemu można w tych firmach managerować:)) Można zostać pilotem wycieczek, można mieć własną firmę. Pytanie tylko co chcesz robić. Podyplomówkę zdecydowanie polecam, bo to zawsze jakiś plus. Ale nie pytaj jaką konkretnie. Jeśli chcesz mieć ciekawą pracę to idź na coś co Cię interesuje. Tylko wtedy można być naprawdę dobrym w tym co się robi i mieć z tego frajdę.
        Swoją drogą, ciekawe, że dopiero teraz myślisz o pracy. Większość moich znajomych już na trzecim roku miała co wpisać do CV.

        pzdr,
        Aga
        • Gość: działaczka Re: po anglistyce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.06, 15:29
          Zgadzam się z Agą. Pracę w branżach nietłumaczeniowych rozpoczęłam na 1 roku
          (stąd specjalizacje wbranżach, o których mam praktyczne pojęcie), a na serio za
          pracę w zawodzie tłumacza wzięłam się na 3 roku. Dlatego po studiach było mi
          naprawdę łatwo poradzić sobie na rynku.
          • Gość: agrot Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.icpnet.pl 17.07.06, 18:44
            No wlasnie, doswiadczenie juz na studiach itd. A macie moze jakies praktyczne
            rady gdzie i jak najlepiej zdobywac doswiadczenie w tlumaczeniu i ogolnie
            "zawodzie"? Co prawda dopiero ukonczylam dopiero pierwszy rok filologii
            germanskiej (ale chetnie tez poslucham rad anglistow), ale wiedze, ze latwo nie
            bedzie (OK, nikt nie mowil, ze ma byc ;D) - wszedzie poszukuja ludzi z
            doswiadczeniem... Gdzie Wy pracowaliscie na tym drugim, trzecim, czwartym roku?
            Pozdr.
            • Gość: działaczka Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.06, 22:27
              Ja zaczęłam od zdobycia wiedzy merytorycznej. Pracowałam w branżach, które mnie
              interesowały, dawały perspektywy na przyszłość, gdybym w nich została, ale
              także zapowiadały się dobrze jako specjalizacje tłumaczeniowe (finanse- dość
              specyficzny ich wycinek, nieruchomości, reklama - planowanie mediów, strategie,
              sieci nośników itp.). Mogłam przy tym zdobyć sporo fachowego słownictwa,
              zarówno polskiego, jak i obcojęzycznego. Dopiero z takim bagażem zaczęłam pracę
              w zawodzie - najpierw pojedyncze zlecenia, próbki dla biur tłumaczeń, sporo też
              klientów zdobyłam wśród firm, w których uczyłam pracowników angielskiego
              jeszcze za czasów studenckich. Wszystko jakoś tak naturalnie się potoczyło -
              może miałam sporo szczęścia i uporu?

              Potem szlifowanie polskiego - kursy, szkolenia z poprawności językowej - wbrew
              pozorom mamy po szkołach blade pojęcie o języku ojczystym, choć na ten
              najczęściej przychodzi nam tłumaczyć (niektórzy fachowcy twierdzą zresztą, że
              na obcy nie powinniśmy tłumaczyć wcale). Studia dały mi dodatkowo świetne
              zdolności szybkiego uczenia się przeróżnych rzeczy i doskonałego wyszukiwania
              informacji.

              Zdobycie dobrej pozycji na rynku zajęło mi 3 lata. Znalazłam swoją niszę w
              tekstach wymagających zdolności copywritera, polotu, dobrego stylu i w
              tekstach, w których specjalizuje się niewielu tłumaczy, a ja mogę szybko zdobyć
              konieczną wiedzę (lub mam własnych konsultantów). Przykładami mogą być m.in.
              kopalnie odkrywkowe, obróbka skrawaniem, ale też np. tłumaczenia pakietów
              prasowych i materiałów reklamowych różnych firm.

              Zresztą grunt to wiedzieć coś konkretnego na początek, szlifować warsztat.
              Potem można do tego dorzucić znajomość narzędzi wspomagających (Trados,
              WordFast, DejaVu, SDLX) - które pozwolą na pracę z przedziwnymi formatami
              plików, zachowanie spójności terminologicznej w dużych projektach i budowanie
              baz terminologicznych dla najważniejszych klientów.

              Na początku, żeby zdobyć jako taką wiedzę, pracowałam za nieduże pieniądze,
              które były wystarczające jak dla studenta - ważniejsze było dla mnie
              inwestowanie w wiedzę niż pieniądze. Potem poszło z górki :-))

              Powodzenia!
              • Gość: agrot Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.icpnet.pl 18.07.06, 22:45
                Dzieki za odpowiedz. Podziwiam :). Ja na razie mam chyba pecha, bo znajduje
                prace, rzeczywiscie za niewielkie pieniadze (ale wystarczajace), ale i bez
                perspektyw :( Chyba z angielskim jednak latwiej... ;) Eeee, bedziemy walczyc i
                szukac czegos konkretniejszego w przyszlosci. Pozdrawiam cieplutko.
                • Gość: hermenegilda_zenia Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.crowley.pl 19.07.06, 16:55
                  NIe zgadzam się, że łatwiej z angielskim o lepszą pracę i zarobek. Akurat ja
                  pracuję jako tłumacz obu tych języków i powiedziałabym, że oferta jest szersza
                  oczywiście przy angielskim,ale za to niemiecki jest bardziej popłatny. Coraz
                  więcej firm zza zachodniej granicy u nas inwestuje i szukają ludzi z biegłą
                  znajomością niemieckiego, są również gotowi więcej płacić. Jeśli chodzi o
                  angielski jest większa konkurencja, bo mimo wszystko jest to język obcy nr 1 w
                  Polsce. Ostatnio najlepiej zarabia się na tłumaczeniach z jednego języka obcego
                  na drugi obcy, rośnie też zapotrzebowanie w tym kierunku. Dlatego warto opierać
                  się nie tylko na jednym języku - coraz więcej tłumaczy, którzy obsługują kilka
                  języków,w tym jakiś rzadki. A co do doświadczenia, to ja w przeciwieństwie do
                  koleżanek w czasie studiów zajmowałam się głównie nauką i w zasadzie nie
                  tłumaczyłam zarobkowo( zaliczyłam jedynie praktyki tłumaczeniowe w
                  Ministerstwie Finansów ,a później poszłam dodatkowo na studia podyplomowe dla
                  tłumaczy konferencyjnych). Okazało się , że nie jest to warunek konieczny, bo
                  moje "papierki" też są w stanie potencjalnego pracodawcę zainteresować.
                  • Gość: nika Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.06, 17:14
                    A mogłabyś napisać coś więcej na temat tych podyplomowych studiów? Czy można
                    było rzeczywiście się czegoś nauczyć i gdzie je ukończyłaś?
                    Z góry dzięki za odpowiedz!
                    Pozdrawiam
                  • Gość: działaczka Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.06, 20:58
                    Masz rację, że zlecenia z obcego na obcy są najbardziej popłatne. Ja mimo
                    znajomości kilku innych języków z samymi zleceniami z angielskiego nie
                    wyrabiam, a niestety (a może stety) mam takie, których nie mogę albo nie wolno
                    mi podzlecić (wąskie branże, poufne dokumenty, specyficzny slang firmowy itp.).
                    Konkurencja w angielskim jest wbrew pozorom taka sobie - niewiele jest tekstów,
                    które dobrze zrobiłby każdy tłumacz, niezależnie od wiedzy i doświadczenia.

                    Grunt to znaleźć swoją niszę i po prostu postawić na nią. Zresztą taka
                    specjalizacja przychodzi czasem sama, zupełnie nie wiadomo skąd. Do tego przy
                    pewnym już doświadczeniu wyrabia się szybkość tłumaczenia - duże ekspresy są
                    bardzo opłacalne (zdesperowany klient potrzebujący 40 stron na jutro potrafi
                    zapłacić baaaardzo wiele).

                    Pomysł z rzadkimi językami zły nie jest - poza tym tylko, że coraz więcej
                    tłumaczy nań wpada (połowa moich znajomych tłumaczy wzięła się za szwedzki,
                    fiński, węgierski, japoński, arabski itp.). Można albo próbować złapać wiele
                    srok za ogon (wiele języków), albo skoncentrować się na jednej a porządnie. Nie
                    wiem, co lepsze i bardziej opłacalne.
                    • Gość: przyszły tłumacz Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.chello.pl 22.07.06, 14:29
                      czy to oznacza, że dobry tłuamcz jest w stanie przetłumaczyć 40 stron w jeden
                      dzień (no załóżmy realnie 20h bo 4 h spac trzeba ;-)) ??????
                      dla mnie to czysta abstrakcja :)
                      • Gość: działaczka Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.06, 15:11
                        Ostatnio zrobiłam 60 stron w 12 godzin, ale tekst był dość powtarzalny, więc
                        sporo pomógł mi Wordfast. Jeśli w tekście nie ma żadnych powtórzeń, to 40 stron
                        zazwyczaj zajmuje mi około 24 godzin (bez snu), ale znam takich, co robią i po
                        100 stron na dobę, jeśli trzeba. Tacy to jednak ewenementy (i o dziwo tłumaczą
                        bardzo dobrze nawet w takim pośpiechu - jestem dla nich pełna podziwu).

                        Pracując bez pośpiechu przez około 8-10 godzin dziennie (z przerwami na
                        posiłek, kawę itp.) spokojnie tłumaczę 15-20 stron na gotowo. Miesięcznie
                        wychodzi około 300-500 stron tłumaczenia. Trochę mniej, kiedy trafia mi się
                        dodatkowo w miesiącu korekta lub redakcja tekstów (np. książek do publikacji).
                        Trzeba też wziąć pod uwagę to, że po takim sporym ekspresie następnego dnia nie
                        nadaję się do niczego, a najmniej do pracy, więc muszę zrobić wolne i odsapnąć,
                        odespać, przejść się na spacer, albo po prostu "powegetować".

                        Do takiej prędkości (przy niezłej jakości tłumaczenia) można spokojne dojść po
                        paru latach pracy w zawodzie (zakładając, że nie jest to praca dodatkowa, a
                        podstawowe zajęcie). To naprawdę nietrudne. :-))))))))

                        Pozdrawiam
                        • Gość: przyszły tłumacz Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.chello.pl 22.07.06, 16:43
                          jestem pełen podziwu!
                          ja jakoś mam ciągle wrażenie, że to nieosiągalne.
                          może dlatego że nie mam na tyle zleceń i na razie jest to moja dodatkowa praca
                          niestety

                          z pracy stałej nie jestem zadowolony gdyż wogóle mnie ona nie satysfakcjonuje a
                          nie jestem na tyle odważny aby rozpocząć własną działalność gosp. bo koszty,
                          brak stałych klientów, etc... Mieszkam w Krakowie - miasto duże ale biur
                          tłumaczeń od groma...

                          przy okazji zapytam - zakładając działalność gospodarczą z jakimi kosztami
                          trzeba się liczyć?
                          ewentualnie może ktoś zna jakieś forum gdzie jest to jasno i wyraźnie
                          wytłumaczone/opisane :))

                          często nad tym myślę ale przeraża mnie fakt, że będę "robić na ZUS".
                          chętnie rzuciłbym tą robotę w cholerę ale jakoś brakuje mi odwagi.

                          może jeśli poczytam trochę faktów na temat dział. gosp. to sam się przekonam, że
                          warto :))



                          • Gość: działaczka Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.06, 22:31
                            Przyszły Tłumaczu, tu nie ma co podziwiać - to naprawdę jest w zasięgu Twoich
                            możliwości. Początki są trudne, bo zazwyczaj liczba zleceń jest niewielka, ale
                            trzeba się starać i porządnie pracować. Dobrą jakością tłumaczeń przekonasz do
                            siebie wiele biur i wielu klientów bezpośrednich. Ostatnio młodszy kolega po
                            fachu, któremu za czasów studenckich doradzałam, jak się odnaleźć na rynku
                            przyznał mi rację, że ustabilizowanie pozycji rynkowej zajęło mu 3 lata
                            ciężkiej pracy z pokorą i zaangażowaniem - teraz nie narzeka na brak zleceń,
                            myśli o założeniu działalności, z czego ja się bardzo cieszę. Zresztą za moją
                            namową działalność pozakładało wielu moich znajomych tłumaczy ze studiów i też
                            radzą sobie nieźle. Ja byłam chyba pierwsza spośród nich (działalność założyłam
                            w miesiąc po studiach, bo na pozycję na rynku pracowałam od 2-3 roku studiów) -
                            kiedy przekonali się, że mnie idzie dobrze, sami zaczęli o tym myśleć.

                            Dlatego, jeśli poważnie myślisz o zawodzie tłumacza, pracuj nad swoimi
                            umiejętnościami, zdobywaj doświadczenie przy kolejnych zleceniach, a na pewno
                            będzie dobrze. Myślę, że założenie działalności możesz planować na poważnie,
                            kiedy przez co najmniej 6 miesięcy Twoje przychody z tłumaczenia osiągną poziom
                            3-4 tys. złotych. Wtedy można bez większego ryzyka przyjąć, że starczy Ci na
                            wszystkie opłaty i jeszcze zostanie na życie.

                            Założenie działalności kosztuje 100 zł (w urzędzie gminy/dzielnicy za wpis do
                            ewidencji) plus 154 zł za rejestrację jako płatnika VATu. Do tego nieodpłatna
                            rejestracja w ZUSie, zgłoszenie w Urzędzie Skarbowym, uzyskanie REGONu z GUSu,
                            założenie konta firmowego i gotowe. Jesli mieszkasz w Krakowie, to zorientuj
                            się na stronie Urzędu Miasta, czy wniosku o wpis do ewidencji nie da się złożyć
                            przez Internet (ja w Warszawie z tego skorzystałam i rejestracja dzięki temu
                            była o wiele szybsza). Potem koszty stałe to ZUS, opłaty za internet/telefon,
                            no i podatki, które kosztem nie są, ale płacić trzeba bezwzględnie.

                            Pamiętaj, że jesteś w tej komfortowej sytuacji, że pracujesz gdzieś jeszcze -
                            dzięki temu zakładajac działalność nie będziesz musiał płacić pełnego ZUSu, a
                            tylko ubezpieczenie zdrowotne (pozostałe składki i tak uiszcza Twój
                            pracodawca). Może warto się zastanowić w takim razie nad założeniem
                            działalności, zrobić sobie biznes plan na własny użytek, pomyśleć, na jakie
                            przychody z tłumaczenia masz realne szanse, a jak mogą one wyglądać za pół
                            roku, rok, dwa lata, w którym momencie (na jakim pułapie dochodów) będziesz
                            mogł spokojnie zrezygnować z pracy na etacie i tak dalej?

                            W razie wątpliwości zawsze postaram Ci się doradzić, na ile tylko będę mogła.

                            Pozdrawiam i powodzenia :-)))

                            Działaczka
                            • Gość: przyszły tłumacz Re: Jak zdobyć k o n k r e t n e doswiadczenie? IP: *.chello.pl 24.07.06, 23:51
                              dzięki Działaczko za bardzo kompetentną odpowiedź :)
                              przebrnąłem przez całe archiwum i zauważyłem, że bardzo ciekawe wypowiedzi z
                              twych ust (palców ;-)) płyną

                              pracę mam, rzeczywiście, ale gdybym miał zakładać działalność w zakresie
                              tłumaczeń na pewno zrezygnowałbym z niej, gdyż według mnie (przynajmniej na
                              początku) nie jest możliwe angażowanie się przez 8 godzin w pracy a później
                              tłumaczenie po nocach.
                              kiedyś spać trzeba a ja bez snu nie potrafie wogóle funkcjonować :)

                              gdyby moja pracą były jedynie tłumaczenia to juz inna sprawa - wtedy wolę
                              tłumaczyc nocą, no ale fakt faktem, że podczas dnia nie eksploatuję się tak
                              mocno, prawda?:)

                              pozdrawiam serdecznie i dzisiaj już ide spać bo jutro mam na 7 :-/

                • Gość: mallena robic to co sie lubi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.06, 20:18
                  hej
                  jestem dwa lata po anglistyce. Kierunek ten wybralam, bo zawsze uwazalam ze
                  studiuje sie dla przyjemnosci, a nie pod kątem zatrudnienia. Rynek pracy
                  zmienia sie tak szybko, ze w ciagu pieciu lat studiowania musialabym zmienic
                  kierunek ze trzy razy zeby miec "pewna prace". A obecnie to powinnam sie
                  przekwalifikowac na fachowca od remontów mieszkan, bo maja najwieksze wziecie
                  (no wlasnie, czy ktos zna w Poznaniu jakiegos fachowca, ktory nie
                  bylby "zawalony robota" do pazdziernika"?:-)
                  Najwieksza plusem ostatnich siedmiu lat z angielskim jest ogromna SATYSFAKCJA z
                  tego co robie. To rekompensuje bardzo wiele. I wydaje mi sie, ze to jest klucz
                  do tzw. sukcesu: robic to, co cie intersuje najbardziej.
                  Nie ma zadnej reguly na to, co bedzie sie robilo po studiach filologicznych.
                  Ludzie z mojego roku tłumacza, pisza doktoraty, ucza, pracuja w marketingu,
                  zakladaja szkoly jezykowe, bawia sie w human resources, sprzedaja sprzet
                  medyczny, zajmuja sie homeopatia,prowadza firmy consultingowe, pracuja jako
                  przewodnicy w Bieszczadach, albo po prostu zakladaja rodziny. To tylko kilka
                  przykladow, ale chyba wiesz o co mi chodzi.
                  Troche mnie smiesza zdania typu "po zarzadzaniu zawsze znajdziesz prace". Na
                  rynku pracy pewne jest tylko to, ze zawsze bedzie bezrobocie:-)

                  zycze powodzenia w zdobywaniu doswiadczenia:-) poczatki sa zawsze trudne. A
                  ipotem tez nie jest łatwo:-)
                  Pozdrawiam



      • Gość: hermenegilda_zenia Re: po anglistyce IP: *.crowley.pl 20.07.06, 08:51
        CO do studiów podyplomowych to akurat byłam jednym ze szczęśliwców,
        którzy "załapali " się na pierwsze (i z tego co wiem jedyne do tej pory) studia
        podyplomowe dla polskojęzycznych tłumaczy konferencyjnych z cyklu "European
        Masters in COnference Interpreting" za którymi stoją unijne służby językowe
        czyli SCIC. Sam kurs odbywał się w Niemczech i gdyby nie stypendia z Komisji
        Europejskiej to byłoby trudno. Była to dobra szkoła dla nas, bo uczono nas
        tłumaczenia wg standardów unijnych, mieliśmy też praktyki w Brukseli w Komisji
        i Parlamencie Europejskim, ale faktem jest że nawet taki dyplom w Polsce nikomu
        nic nie mówi, bo rynek tłumaczeń ustnych jest bardzo hermetyczny i obstawiony
        przez starych "wyjadaczy". Śmieszne jest to, że właśnie oni dostają zlecenia i
        chlubią się kilkunastolenim doświadczeniem, a potem na unijnych egzaminach
        akredytacyjnych odpadają już po pierwszej konsekutywce, bo nie maja pojęcia o
        technice notacji. Ale takie są u nas realia. Wracając do meritum - obecnie na
        kilku uniwerkach oferowane są kursy podyplomowe dla tłumaczy, ale przyznam się
        że nie jestem w stanie nic powiedzieć na temat ich przydatności. Na pewno w
        niektórych przypadkach chodzi o wyrwanie kasy, bo wykładowcy to często tylko
        teoretycy, którzy kabiny tłumaczeniowej od środka chyba nie widzieli. Popytaj
        na forach dla tłumaczy, byc może inni mają bezpośrednie doświadczenia z
        polskimi uczelniami.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka