Gość: ototo IP: *.20.1411N-CUD12K-04.ish.de 14.05.03, 10:39 czy ktos przypadkiem wie gdzie szukac informacji w powyzszym temacie? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: al Re: jak zalozyc juz dzis firme w UE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.03, 10:29 Gość portalu: ototo napisał(a): > czy ktos przypadkiem wie gdzie szukac informacji w powyzszym temacie? Spróbuj zadać to pytanie pod podany adres na stronie: ww2.tvp.pl/tvppl/226.dzialy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Funnel Re: Ostroznie ! IP: 142.173.84.* 24.05.03, 11:31 Tygodnik "Wprost", Nr 1064 (20 kwietnia 2003) Formalnie otwarte wrota do niemieckiego rynku w praktyce sa dla polskich firm zamkniete Przesluchiwano mnie tak, jakbym byl przestepca. Rzucono na stól kajdanki, wyprowadzano mnie do samochodu, ze niby zostaje zabrany do wiezienia na trzy lata, potem znów wprowadzono do budynku i ostrzegano, bym nie klamal, bo i tak znaja prawde - opowiada Bronislaw Chlond, jeden z dwustu pracowników polskiej firmy Abimex, która budowala wizytówke Norymbergi, 34-pietrowa Business Tower. Henrykowi Guzdeckiemu, wspólwlascicielowi tej firmy, postawiono wyssany z palca zarzut nieprawidlo-wosci finansowych (oszacowanych na 700 tys. marek), z którego go potem oczyszczono. - Gdybysmy sie poddali, bylibysmy zrujnowani na tym rynku. Moze o to wlasnie chodzilo? - zastanawia sie Guzdecki. Niestety, to bardzo prawdopodobne. Niemcy, którzy domagaja sie pelnego dostepu do innych rynków, swego bronia zaciekle niczym socjalnej gospodarki rynkowej. Polak zawsze podejrzany "Zaufanie jest dobre, kontrola jeszcze lepsza" - mówi niemieckie przyslowie. Jak twierdza polscy przedsiebiorcy, w ich wypadku ta zasada jest stosowana bez litosci. Naloty kontrolerów to codziennosc polskich firm w Niemczech. Sprawdzane sa biura, mieszkania, samochody, zabierane komputery, dokumenty. - Zdazylismy do tego przywyknac, ale z niektórymi metodami nie mozna sie pogodzic - ubolewa Julian Korman, prezes Stowarzyszenia Polskich Przedsiebiorstw Uslugowych VdPD w Kolonii. Przykladów na to, ze wedlug Niemców "lepsza jest kontrola", sa setki. W Dortmundzie podczas sprawdzania olsztynskiej firmy Sow-Granit jednego z robotników przykuto kajdankami do krzesla. Podczas zimowej inspekcji w Marabudzie w Augsburgu robotników zamknieto na kilka godzin w nie ogrzewanym baraku i pojedynczo wzywano do skladania zeznan. W Wiesbaden inzynier z warszawskiej firmy Domicylium zostal poddany drobiazgowej kontroli z penetracja odbytu wlacznie, poniewaz przez ponad pól roku uzywal polskiego prawa jazdy, nie dopelniajac wymogu zamiany go na niemiecki dokument. W firmie Polbau aresztowano 16 osób, choc ich pozwolenia na prace znajdowaly sie w biurze na budowie. Przetrzymano ich rozebranych do slipek przez kilkanascie godzin. Sprawa zajelo sie polskie MSZ. W oficjalnym wyjasnieniu przyznano, ze zatrzymani zostali rozebrani, lecz w pomieszczeniu byly podgrzewane podlogi, nie podano im niczego do picia, bo nikt nie prosil, a kajdanki zalozono im dlatego, zeby nie zrobili sobie krzywdy... Totalna dyskryminacja Mogloby sie wydawac, ze im blizej przyjecia Polski do Unii Europejskiej, tym latwiejszy dostep do tamtejszego rynku pracy. Obserwujemy, ze jest odwrotnie - mówi Miroslaw Rzepka, szef Zwiazku Polskich Przedsiebiorstw Budowlanych VPBD w Niemczech. Jego organizacja, majaca siedzibe w Monachium, reprezentuje 46 firm. Lista ich skarg i zazalen jest dluga: poczawszy od procedury wizowej i wymogów proceduralnych, na rozliczeniach finansowych i karach skonczywszy. Józef Olszynski, kierownik Wydzialu Ekonomiczno-Handlowego Ambasady RP w Berlinie, podkresla, ze Niemcy byly pierwszym i jedynym krajem UE, który juz dziesiec lat temu formalnie uchylil drzwi do swego rynku pracy. Porozumienia miedzyrzadowe uzupelniono jednak przepisami, które redukuja swobode dzialania polskich przedsiebiorstw. Kontrakty polskich firm z niemieckimi zatwierdzaja specjalne urzedy. Zgode na zawarcie umowy wydaje sie tylko wtedy, gdy urzednicy stwierdza, ze przedsiebiorstwo z RFN nie zwolnilo zadnych pracowników i nie wprowadzilo skróconego czasu pracy. Polskie firmy nie moga negocjowac kontraktów bezposrednio z inwestorami. Skazane sa na posredników, co podwyzsza ceny uslug. Polacy moga wystepowac wylacznie w roli podwykonawców. Takie ograniczenia nie obowiazuja niemieckich firm w Polsce. Nasze firmy w RFN nie maja nawet prawa wywiesic wlasnych szyldów reklamowych! - Asymetrie mozna dostrzec niemal w kazdej kwestii - podkresla prezes Korman z VdPD w Kolonii. Polacy zostali "skoszarowani" w Centralnym Urzedzie Finansowym w Oranienburgu i Centralnym Urzedzie Pracy w Duisburgu. Jesli firma prowadzi dzialalnosc pod Monachium, musi z kazda sprawa jezdzic na drugi koniec Niemiec. Oplaty za druki zezwolen na prace musza byc uiszczane gotówka. Zatrudnienie kazdego pracownika (nawet gdyby pracowal tylko dzien) kosztuje 75 euro miesiecznie. - To sa worki pieniedzy, bo w sumie dowozimy okolo 25 mln euro rocznie - twierdzi Korman. Oprócz wizy, która zalatwia sie tylko w Polsce, w paszporcie wpisywana jest nazwa polskiej firmy i niemieckiego zleceniodawcy, numer kontraktu i adres budowy. Polski pracodawca nie moze dysponowac swoimi ludzmi. Jesli dzwigowy ma zajecie na godzine, nie moze pózniej pracowac na budowie na sasiedniej ulicy. Przeniesienie wymaga powtórzenia procedury - poczawszy od wystapienia o wize w konsulacie w Polsce - uzyskania nowych zezwolen i wniesienia oplaty 75 euro. Pracownik majacy kilka uprawnien, na przyklad murarz-tynkarz-betoniarz, moze wykonywac tylko jeden zawód, jesli chcialby pracowac w innym charakterze, niz zadeklarowal na poczatku, musialby wystapic o nowa wize i przejsc raz jeszcze mitrege rejestracyjna. Za zlamanie tych zakazów grozi kara do 50 tys. euro. Poza Centralnym Urzedem Pracy o podjeciu zatrudnienia przez kazda osobe musza byc powiadamiane takze lokalne urzedy pracy. Jesli meldunek wplynie kilka minut po wejsciu robotnika na budowe, przedsiebiorstwu grozi kara do tysiaca euro. Zaplacilo ja wiele firm, m.in. Polservice, Instalexport i Budimex. Opieka socjalna Jesli nasz pracownik jedzie do kraju na dwa dni, musi byc wymeldowany i po powrocie zameldowany w lokalnym urzedzie - skarzy sie Miroslaw Rzepka z VPBD w Monachium. Gdy ktos przepracowal ponad dziewiec miesiecy, na przyklad dwa lata, tyle samo czasu musi spedzic w kraju, nim znów bedzie mógl przyjechac do pracy. Najgorsze jest mnozenie wymogów opieki socjalnej. Polskim firmom nakazano przynaleznosc do prywatnej kasy urlopowej ULAK w Wiesbaden. Na jej konto musza wplacac za kazdego zatrudnionego 15,80 proc. placy brutto. ULAK wyplaca je, gdy pracownicy jada do kraju. - Ostatnio kazano nam placic dodatek rozlakowy w wysokosci 196,20 euro od osoby, planuje sie tez podwyzke minimalnej placy z 10,12 euro na godzine do 12,47 euro. W tej sytuacji nie zdolamy konkurowac na tutejszym rynku, zwlaszcza ze niektóre niemieckie firmy sa dotowane - komentuje Rzepka. Polscy przedsiebiorcy sa przekonani, ze jesli nasze firmy dzialajace w Niemczech nie dostana takich praw, jakie maja niemieckie przedsiebiorstwa w Polsce, wkrótce znikna z rynku RFN. W raporcie kolonskiego zwiazku przedsiebiorstw VdPD o barierach prawnych odnotowano: "Najbardziej blahe wykroczenia biurokratyczno-administracyjne, czesto polegajace na przeoczeniu, karane sa grzywna do 25 tys. euro, a tzw. przestepstwa placowe grzywna do 0,5 mln euro, nie liczac sankcji wykluczenia z rynku". Puenta musi byc brutalna konstatacja: Polen raus! Piotr Cywinski Berlin Odpowiedz Link Zgłoś