charade
04.06.07, 20:41
Witam wszystkich :)
Mam taki oto problem. Pracuję w szanowanej instytucji budżetowej, w
kilkuosobowym dziale. Nigdy nie było problemów z kradzieżami, aż do niedawna.
Otóż jakiś miesiąc temu opuściłam biuro na kilka godzin, żeby załatwiać jakieś
sprawy poza nim i zostawiłam na biurku swoją apaszkę. Gdy wróciłam , po
apaszce nie było śladu. Rożne teorie powstały na temat tego, kto mógł ją wziąć
i dlaczego, nawet ktoś wpadł na pomysł, że ukradł ją jakiś ukryty fetyszysta,
aby upajać się jej zapachem ;) Wkurzona byłam strasznie, bo apaszka naprawdę
była ładna i bardzo ją lubiłam.
Sprawa ucichła, a tymczasem dziś znowu wyszłam z biura i powróciłam jakiś czas
potem po to, by odkryć, że brakuje maskotki, którą dostałam w prezencie
(prezent pracowy). No i przyznam, że mnie zamurowało. Apaszkę jeszcze można
ukraść, ale pluszaka ??? Upadła teoria o przybyszu z zewnątrz, teraz raczej
myślę, że zrobiłam to ta sama osoba, która mi buchnęła apaszkę. Stało się to
bowiem w identycznych okolicznościach i w obydwu przypadkach ofiarą kradzieży
padły rzeczy o małej w sumie wartości, ale za to estetyczne, ładne i fajne,
zwracające uwagę.
Jest kilka podejrzanych, na przykład nie da się nie zauważyć, że rzeczy giną
wtedy, kiedy w biurze przebywają pewne osoby, które nie są zatrudnione na
stałe i przychodzą od czasu do czasu. Nie jest to jednak oczywiście żaden
wyznacznik, bo ostatnio przybyło w dziale kilka nowych osób i może to być
każdy, bo nikt w sumie nie wygląda na infantylnego złodzieja. A zresztą, i tak
nikomu przecież nic nie udowodnię. Zastanawiam sie tylko, co taką osobą
kieruje ? To jest albo jakiś chory umysł i ma wewnętrzny przymus kradzieży,
kleptomania być może, albo jest to osoba pozbawiona skrupułów i po prostu
bierze sobie to, co się jej spodoba. Zabiera rzeczy ładne, ale niewiele warte,
może przez to ma poczucie "małej szkodliwości czynu" ? Doprawdy, ciężko mi to
zrozumieć, ale ludzie potrafią czasem mieć niezłego hopla. Moja mama
opowiadała, że u niej w pracy była szacowna i starszawa pani doktor, która co
prawda nie kradła, ale przetrząsała wszystkim babom torebki, nic przy tym nie
kradnąc. Kobiety zostawiały jej później w swoich torebkach kartki ze
złośliwymi komentarzami, na które ona reagowała totalną obrazą !
Wracają do sprawy kradzieży, zastanawiam się jaką obrać drogę. Mam wynieść do
domu wszystkie osobiste rzeczy, pamiątki i ozdoby ? Zastanawiam się, czy ta
osoba nie posunie się za jakiś czas dalej. Może mieliście podobną sytuację i
przychodzą Wam do głowy jakieś pomysły, jakby tu złodzieja złapać, przycisnąć,
cokolwiek.