Gość: Kora
IP: 62.234.179.*
29.06.03, 18:26
Od jakiegos czasu mam traf do awansow, niech was nie zmyli pozytywny
wydzwiek tego slowa, poniewaz moje awanse nie sa pozadane, mianowicie
polegaja na zwalnianiu sie szefow i automatycznym awansie strukturalnym
mojej osoby co sie wiaze z poszerzeniem obowiazkow, zakresu
odpowiedzialnosci, wyzszym wymaganiom, stresem, ale niespecjalnie wyzszym
wynagrodzeniem.. Dwa razy ucieklam juz z firm, ktore zmuszaly mnie do pracy
powyzej moich aspiracji i samooceny.. byc moze nieslusznie, ale do dzisiaj
twierdze, ze na tych odpowiedzialnych stanowiskach nie bylam wlasciwa osoba
na wlasciwym miejscu. Wyjechalam za granice, zeby spokojnie realizowac sie
na podrzednym stanowisku, sadzilam ze bariera jezykowa dyskwalifikuje mnie z
grona osob ktorym powierza sie samodzielne stanowiska wymagajace duzej
inicjatywy i poswiecenia. A tu bum.. po roku pracy zwalnia sie szef i znowu
automatyczny "awans" o szczebel wyzej.. Tym razem oponowalam, ale
bezskutecznie, szef szefa przekonuje, ze dam sobie rade. Zastanawiam sie czy
to moja samoocena jest niewspolmiernie niska do umiejetnosci czy tez po
prostu jestem zyciowym kozlem ofiarnym, ktorego wykorzystuje sie w momentach
bez wyjscia ?(zanim znalezliby kogos nowego na zwalniajace sie miejsce
zrobilby sie niezly burdel, bo to okres robienia budzetu).
Jestem troche sfrustrowana, jestem na etapie zakladania rodziny, a nie
robienia kariery, nie mam sily juz spedzac wieczorow przy komputerze i
ksiazkach, wiecznych szkoleniach i na przekowywaniu samej siebie, ze to
wyjdzie mi kiedys na korzysc.
Przepraszam jesli kogos urazilam, wiem jak wyglada sytuacja na rynku pracy w
Polsce, ale sprobujcie sie wczuc w moja sytuacje. Czy to nienormalne, ze
wystarcza mi to co mam i nie mam wygorowanych aspiracji zawodowych?