Gość: Paul
IP: *.mad.east.verizon.net
10.09.07, 17:49
To oczywiste, ze za 1000 - 1500 zl "na reke" ludzie wola "samemu
krecic jakies lody" niz stawiac sie co dzien na czas do jakiejs
pracy. Pensje w Polsce sa smieszne, sa zalosne. Rzadko sie zdarza,
ze pracodawca INWESTUJE w pracownika, za to w wierszykach obiecuje
mu ze zrobi laske i zaplaci ZUS i nie bedzie stal nad nim z batem
jak nad niewolnikiem w przyslowiowej Biedronce... A jesli jestemk
chumanista (np.) nie mam 2 lewych rak ale tylko doswiadczenie, nie
mam papierow na jakis wozek widlowy ale 8 lat temu potrafilem co
dzien roznymi wozkami jezdzic z zamknietymi oczami, to co? Nic...
eeee panie, panu zajmie tydzien zeby sobie przypomniec jak to sie
jezdzi i cenny sprzet (sic!) mi pan zniszczy. Mowi pan biegle po
angielsku... wychowal sie pan w kraju anglosaskim.... eee nie ma pan
polskich papierow rzeby tlumaczyc. Mozemy sie ewentualnie umowic
i... bedzie pan tlumaczyl za pol darmo u mnie bez ZUS. To wszystko
wydarzylo sie w moim przypadku w Polsce. Pieprzeni polscy
pracodawcy, w dupie byli, gowno widzieli... zamiast pomoc, poduczyc
i dobrze placic to sie pusza i pisza nedzne wierszyki. Jestem bez
studiow, mam doswiadczenie w kilku dziedzinach, pracowalem dla
powaznych firm, mialem listy rekomendacyjne z powaznych firm,
wychowalem sie w US, po Polsku mam tylko problemy z ortografia.
Jestem obeznany z komputerami, ale np. exele nie znam jak
zekretarka, bo wlasnie sekretarka w stanach za nas wykonywala rzeczy
w exelu. W Polsce z jakich przyczyn w exelu ludzie sa gotowi wyslac
zyczenia urodzinowe... kto tego nie potrafi nie ma kwalifikacji...
Pracowalem przez 8 miesiecy z powodzeniem jako tlumacz techniczny w
pewnej firmie. szef prawie mnie nie zajechal (unlimited time of
work), nie mialem weekendow, tlumaczylem w firmie wszystko na
angielski i na polski, czesto niemal rownoczesnie, bo "czas gonil".
Umowilismy sie na okreslona stawke po okresie probnym (6 miesiecy).
Facet oszukal mnie, najpierw przez 2 miesiace (!!!!) nie mial czasu
sie ze mna spotkac, choc gabinety mielismy o 5 metrow od siebie, a
podem uznal, ze sie mnie pozbedzie "za porozumieniem stron".
Zalosne, nawet nie smieszne. Jestem ciekaw kto teraz dla mniego
napie... Ta pani co tu na forum szuka kogos "z angielskim i
internetem" tez jest zalosna. Czy ona uwaza ze "angielski" to cos
takiego jak komputer, albo lodowka... podliczanie slopkow, chyba
tak, bo pisze ze widzi STUDENTA (hehehe...) na tym stanowisku. MOze
studenta Harwardu? Student w Polsce angielskiego ani zadnego jezyka
obcego nie zna na tyle zeby pisac jakies pisma!!!! Wbijcie sobie to
do glowy. Przecietny polski anglista nie wie jak sie do tego zabrac,
bo uczyl sie z ksiazek i pojechal moze na 6 miesiecy na jakis staz,
czy wymiane. To zadna znajomosc jezyka! Kocham Plske to Polacy sa
tym czego czasem nie znosze. Przyjade tam na stale do Polski, ale
nie bede dla mnikogo pracowal, kiedys bylem naiwny, teraz juz nie.
Bede zyl "z odsetek" majac tamtejsza polityke i "socjal", prace,
etc. gleboko w tyle. Chcizlem zyc u was jak zwykly, normalny
czlowiek, nie pozwoliliscie mi. Trudno.
Uszanowanie,
Paul