jagoda_d
12.11.07, 17:02
W nowoczesny sposób: kurier przywiózł kopertę, w której było
wypowiedzenie (pracodawca ma siedzibę w stolicy, moje miejsce pracy
znajduje się w dużym mieście wojewódzkim). Miałam 25% szans, bo
wiadomo było, że ktoś zostanie odstrzelony. Bezpośredni przełożony
nawet nie próbował obronić mnie, chociaż typował kogoś innego. Mam
huśtawkę nastrojów: z jednej strony żal, bo zaangażowałam się w tę
robotę, plubiłam ją; z drugiej radość, że chociaż może mi być trudno
znaleźć nową pracę po zakończeniu wypowiedzenia pozostaje świadomość,
że współpracownicy zatęsknią za mną jak już odejdę, a kierownik
zrozumie, że warto mieć wpływ na to, z kim chce się na codzień
pracować?