Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Paradoksy rynku pracy...

    IP: *.chello.pl 13.01.09, 14:11
    Na początku (koniec lat 90-tych) było cool. Hm, może nie cool,
    normalnie było. Po ludzku, uczciwie.
    Pracę po studiach technicznych znalazłem dość szybko, właściwie to
    mogłem wybierać, skuteczność w odpowiedziach na moje aplikacje -
    jakieś 70-80%. Fakt, uczelnia z górnej pozycji rankingu Wprost plus
    kilka innych atutów, ale koledzy też nie mieli problemów ze
    znalezieniem pracy więc przyjmuję to za sytuację normalną i
    wyjściową.
    Pierwszy pracodawca był super (Siemens, tak na marginesie),
    nadgodziny, diety - normalne - pracujesz więc Ci się należy.
    Uczciwie - firma zarabia więc Ty też. Narzędzia pracy, szkolenia -
    są potrzebne więc dostajesz. Jest fajnie więc nie szkodujesz firmie
    swojego czasu, nie świrujesz, jak trzeba popracować dłużej (czasem
    dużo dłużej). Wiesz, że będzie to miało odzwierciedlenie na pasku.
    Zresztą nie tylko o sianko chodzi - masz poczucie, że Cię szanują,
    doceniają, że jesteś partnerem dla firmy.
    To dla mnie niewyjaśniony dotąd paradoks. Firmy niemieckie są z
    zasady dość restrykcyjne i poukładane. Mimo to nie pamiętam, by ktoś
    się sprzeciwiał tym zasadom. No, raz koleś wstawił do komisu
    służbową Astrę ;-)
    Niestety przyszedł kryzys (taki prawdziwy, nie wymyślony przez
    pismaków) i dopadł również mnie, gdzieś koło 2003 roku.
    Drugi pracodawca był OK, może bez fajerwerków, ale uczciwie.
    Niestety tu krysyz również przyszedł, ale nieco później.
    I dalej to już totalna porażka - totalne zeszmacenie rynku pracy i
    pracodawców. Z moich obserwacji wynika, że jest coraz gorzej,
    zarówno jeżeli chodzi o poziom profesjonalizmu (tak,
    profesjonalizmu!), jak i zwykłe międzyludzkie stosunki.
    Oto paradoksy które zaobserwowałem:
    1. Różnej maści agencji pracy narobiło się jak psów, a w nich Panie
    Psycholożki z mgr z kropką na końcu, rekrutujące specjalistów. Skąd,
    pytam skąd, młoda siksa po studiach wie jak wygląda praca? Z
    książek? Z Internetu? Z gg?
    2. W/w agencje, przepraszam Agencje, służą tylko i wyłącznie dymaniu
    innych (tak, jak te prawdziwe), a powtarzane jak mantra słowo
    ałtsorsing jest jedynym, które w/w Panie Psycholożki zapamiętały ze
    swoich szkółek. Sorki, jest jeszcze w d..ę j....y...
    3. Ład korporacyjny, który mój kolega nazwał bełkotem
    korporacyjnym... jedyną firmą, gdzie go spotkałem był właśnie w/w
    Siemens.
    4. W nieskończoność powtarzające się ogłoszenia - tak, niektórzy
    rekordziści wznawiają je przez pół roku. Hm, jak nie ma u nas
    specjalistów, to może ich sprowadzić z Indii?
    5. Stawki - o ile 10 lat temu dobijałem do 5 cyfr (oczywiście
    łącznie z dodatkami), o tyle teraz muszę żebrać o trzy na rękę. Tak,
    żebrać...
    Kolejne puntky dopiszę później.

    Efekt jest taki, że po 10 latach pracy, z kilkoma językami, mnóstwem
    kursów, szkoleń, certyfikatów na koncie nie znajduję na rynku
    miejsca, gdzie są przestrzegane elementarne zasady współżycia
    społecznego. Ba, nie znajduję pracy w ogóle :/

    Przyznam, że liczę na ożywioną dyskusję. Może coś z tego wszystkiego
    skumam...
    Adwersarzom, szafującym opiniami typu: "pracy jest w brud,
    poszukaj", "zarabiam dychę", z góry proszę o niewłączanie się do
    dyskusji!
    Dziękuję!
    Obserwuj wątek
      • Gość: ania Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.lodz.dialog.net.pl 13.01.09, 14:42
        po części masz rację ale nie mogę sie zgodzić z tym:

        >1. Różnej maści agencji pracy narobiło się jak psów, a w nich Panie
        > Psycholożki z mgr z kropką na końcu, rekrutujące specjalistów. Skąd,
        > pytam skąd, młoda siksa po studiach wie jak wygląda praca? Z
        > książek? Z Internetu? Z gg?
        > 2. W/w agencje, przepraszam Agencje, służą tylko i wyłącznie dymaniu
        > innych (tak, jak te prawdziwe), a powtarzane jak mantra słowo
        > ałtsorsing jest jedynym, które w/w Panie Psycholożki zapamiętały ze
        > swoich szkółek. Sorki, jest jeszcze w d..ę j....y...

        Przestań winić te psycholożki z agencji za cokolwiek. Nie one są winne, że pracę
        mogły znaleźć tylko w tych agencjach. Ktoś je tam zatrudnił i powiedział co i
        jak mają robić, co mają mówić. Praca jak praca. Trzeba rekrutować to się
        rekrutuje. Trzeba się stosować do jakiś tam wytycznych to się stosują. Co one Ci
        zrobiły?
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 13.01.09, 15:13
          Tylko pytam, w nawiązaniu do tego, między innymi...
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=89493812&a=89731808
          • Gość: hegemon® a propo kultury korporacyjnej firmy IP: *.aster.com.pl 14.01.09, 12:02
            Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i ustaw drabinę tak by umożliwiała dotarcie do banana.
            Zainstaluj system, który będzie wlewał lodowatą wodę w całym pomieszczeniu, gdy tylko któryś z szympansów zacznie wspinać się po drabinie. Szympansy szybko nauczą się, że nie należy wdrapywać się na drabinę.

            Po jakimś czasie wyłącz system "zalewania lodowata wodą" Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten ostatni wejdzie po drabinie i, nie wiedząc czemu, dostanie wpie...od pozostałych. Następnie zastąp jeszcze jednego ze starych szympansów nowym. Ten też dostanie wpie...i to szympans nr. 6 (ten, który był przed nim wprowadzony) będzie bił najmocniej.

            Kontynuuj wymianę starych szympansów, aż będą same nowe. Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na drabinę, a jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli, to na pewno dostanie wpie...od pozostałych. Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie dlaczego.

            Tak właśnie wykuwa się kultura korporacyjna firmy. Teraz, gdy znany
            jest mechanizm procesu, zrozumiałym jest dlaczego przyśpiesza się wymianę "dinozaurów" na młodych, dynamicznych, dlaczego nie dostajesz bananów i dlaczego wielu twoich współpracowników chętnie ci wpie......

            • Gość: ddf Re: a propo kultury korporacyjnej firmy IP: *.oracle.co.uk 14.01.09, 13:17
              To jest genialne :)

              I niestety duzo w tym prawdy...
            • Gość: zdesperowany Re: a propo kultury korporacyjnej firmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 13:50
              Dobre, dobre... to będę musiał zmienić filozofię na uderzenie
              wyprzedzające znane mi z taktyki i sztuki operacyjnej.
              Wchodzę do pokoju i na początek wp..... wszystkim, tak za darmo ;-)
            • sselrats Re: a propo kultury korporacyjnej firmy 14.01.09, 23:17
              Swietne!
        • skywalker2002 Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 11:37
          Mnie najbardziej śmieszą firmy poszukujące ludzi z doświadczeniem na podobnych
          stanowiskach ale same, młodemu człowiekowi nie umożliwiające zdobycia
          jakiegokolwiek doświadczenia. Czyli innymi słowy, chcące podkupić pracownika
          innym firmom. Najgorsze, że takich sytuacji jest coraz więcej i młodzi ludzie
          mają poważne problemy ze znalezieniem pierwszej, poważnej pracy
          • Gość: Pierwsza praca Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 12:12
            > Najgorsze, że takich sytuacji jest coraz więcej i młodzi ludzie
            > mają poważne problemy ze znalezieniem pierwszej, poważnej pracy

            Z istnieniem problemu sie jak najbardziej zgodze, jednak to zart, ze takich
            sytuiacji jest coraz wiecej.
            Jest odwrotnie - i Ci, ktorzy w ostatnich miesiacach wchodzili na rynek pracy po
            raz pierwszy, pojecia nie maja (i chwala!) jak wyglada prawdziwe walenie glowa o
            mur - takich sytuacji jest jakies 100 razy mniej niz jeszcze 4-5 lat temu, kiedy
            polowa absolwentow wszelkich uczelni pozostawala bez pracy przez dlugie miesiace
            albo i lata (druga polowa miala zwykle "jakies" znajomosci lub jak sami
            przyznawali czyste szczescie).
            Dopiero emigracja pomogla to rozladowac, a w drugiej kolejnosci wzrost gospodarczy.

            Jesli sie czarne scenariusze sprawdza i sie kryzys na dobre rozkreci to
            zobaczycie o czym pisze. Czego nikomu nie zycze.
          • strikemaster Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 17:40
            Czyli, innymi słowy wszystkie firmy, bo każda chce od razu mieć specjalistę, który w dodatku wie, gdzie jest jego miejsce (nie raz już dostał wpie...) i chce zarabiać 2000 brutto (tyle mi ostatnio proponowali i to z łaski, bo inni dostają 1800 LOL).
            • Gość: szmatan Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 91.198.246.* 15.01.09, 08:29
              pytam z ciekawości, nie złośliwości - w jakiej branży są takie żałosne zarobki ?
              • Gość: redox Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.is.net.pl 15.01.09, 22:11
                w jakiej branży ? w Urzędzie zajmującym się dotacjami dla rolnictwa na
                przykład...wiadomo o co chodzi? i w stu innych, przynajmniej tych miesczących
                się na wschód od Krakowa tj. DRUGA UKRAINA.bo Tarnów to druga Ukraina jest.
        • Gość: maciej Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 217.96.17.* 14.01.09, 13:23
          Ale my winimy agencje jako całość - po co pytać inżyniera o to, jakim
          zwierzęciem chciałby być, zamiast przetestować jego fachową wiedzę? Z tego
          powodu wolę rozmowy stricte techniczne - na takiej zostałem przyjęty do pracy i
          podczas takich samych sam teraz sprawdzam ludzi.
          • Gość: Snip Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 212.160.143.* 14.01.09, 15:46
            a potem taki stricte techniczny.. okazuje się być jednostką wybitnie nie potrafiącą pracować z innymi, rozwalający projekt, bo jemu wydaje się ze wie lepiej itp...
            dzięki, to już wole pracować z ludźmi którzy wiedzą co robią i nadają się do pracy zespołowej...

            pozdr
            • Gość: mac Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.ists.pl 14.01.09, 22:21
              bo odpowiedź na pytanie "jakie imię by pan nosił gdyby był indianinem"
              oczywiście od razu mówi wszystko o Twoich "zdolnościach" społecznych. Nie bądź
              śmieszny - 30 minutowa rozmowa o niczym niestety nie powie Ci jakim pracownikiem
              będzie wypytywany... Zwłaszcza jak prowadzi ją drugi i trzeci sort "psychologów"...
              • Gość: Snip Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 212.160.143.* 20.01.09, 09:09
                oczywiście ze nie powie WIELE o zdolnościach interpersonalnych ale można z
                takiej rozmowy dużo się dowiedzieć. A ja mam serdecznie dość "geniuszy".
                Właśnie pozbyłem się takiego z zespołu, całe szczęście zakończyliśmy
                współpracę. Co ciekawe osoba rekrutująca wystawiła
                negatywną ocenę (i musisz mi uwierzyć na słowo, nie padło pytanie o imię
                indianina - takie testy to w kieszeń można sobie wsadzić), za to szef działu się
                uparł... efekt był taki że po kilku miesiącach zaczęliśmy kombinować jak się z
                gościem rozstać.
                Na prawdę wole solidnego fachowca bez przerośniętego ego który będzie wiedział
                co się do niego mówi.
            • Gość: ulo Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 08:30
              nie no każdy myślący owe panie spychopatkolozki może obejść w 5 minut, one
              serwują testy - jest ich kilkanaście wystarczy wiedzieć jakie drzewko ma się
              narysować n jakie stanowisko i jakim zwierzakiem być ...
              i temu podobne
        • Gość: tiger Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.static.tpgi.com.au 14.01.09, 14:50
          na www.tq.com.au znajdziecie prace marzenie A$ 150000 za szesc miesiecy
          siedzenia na rafie koralowej.
          • Gość: Soze Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 94.251.154.* 14.01.09, 22:40
            U nas tyle płacą palaczowi w elektociepłowni na miesiąc! Jest tylko
            jeden problem-musi mieć swój węgiel :-)
        • Gość: BA Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 21:50
          On ma rację.Sma byłam na rozmowie gdzie cztery młode laski
          rekrutowały na stanowisko wpisywania dnaych do komputera.Rozmowa
          trwała cztery godzin w Ergo Hestii w Sopocie.Przerost formy nad
          treścią!Zabieranie ludziom czasu.Kiedys wystarczył zwykły kadrowy
          czy szef do prowadzenia rozmowy teraz potrzebny jest zespół ludzi do
          pracy bez sensownej.
        • sselrats Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 23:15
          Wlasnie, te psycholozki przynajmniej maja prace. A Ty?
      • Gość: paradontoza [...] IP: 82.160.224.* 13.01.09, 14:56
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: zdesperowany Re: gdzie tu paradoks ? IP: *.chello.pl 13.01.09, 15:16
          1. Nigdzie w poście nie zamieściłem przyzwolenie/prośby o obrażanie
          mojej osoby.
          2. Gdybym tą kasę prze......... to teraz bym mieszkał pod mostem
          pewnie.
          3. Tak, z Siemensa mnie wy......, tak jak 200 innych osób w tym
          czasie.
          • Gość: do zdesperowanego Re: gdzie tu paradoks ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.09, 15:35
            nie przejmuj sie takimi jak-paradontoza - nie kuma kompletnie
            sytuacji /zapewne niewyksztalcony / jestem w podobmej sytuacji co
            Ty,kiedys pensja z kilku cyfr ,dzisiaj -beznadzieja ,chyba zostaje
            wyjazd/na rok,dwa...
            • petereczek Re: gdzie tu paradoks ? 13.01.09, 15:56
              żyjesz w kraju paradoksów, można ich cytować tysiące i to nie tylko z rynku
              pracy, ja z racji na moje zajęcie mogę Ci pocytować troche z sądu :]
              żyjesz w nienormalnym kraju, poprostu
              • Gość: fakir Re: gdzie tu paradoks ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 23:34
                ...wyprowadz sie z niego !!
            • Gość: zdesperowany Re: gdzie tu paradoks ? IP: *.chello.pl 13.01.09, 22:45
              A co, jeżeli takie myślenie reprezentuje większość? "Miał k....
              dobrze jak zarabiałem osiem stówek? To teraz mu pokażę!"
              Jego post wnosi jednak bardzo dużo do ogólnego obrazu.
              • Gość: Ahmed Re: gdzie tu paradoks ? IP: *.aster.pl 14.01.09, 11:52
                Tak, tez ostatnio stracilem robote i chodze do tych posredniakow.
                Panienki w stylu " glupia lola bedzie spawrdzala angoelski " a potem
                seria popieprzonych pytan , potem nagle sie okazuje juz w firmie do
                ktorej rekrutowala ze firma potrzebuje kogo innego a ona zle
                wysondowala kandydata
                • panna_holly Re: gdzie tu paradoks ? 14.01.09, 15:44
                  W 50% przypadków tak jest. Ale to wynika stąd, ze panny nie maja
                  pojęcia o pracy i stanowiskach na jakie rekrutują, więc zadają
                  pytania zgodne ze swoimi wyobrażeniami na ten temat, często błędnymi.
                • sselrats Re: gdzie tu paradoks ? 14.01.09, 23:20
                  Tylko ze te "glupie lole" maja prace, a Wy nie. Cos w tym jest...
                  • Gość: fox Re: gdzie tu paradoks ? IP: 212.160.172.* 15.01.09, 10:31
                    sselrats napisał:

                    > Tylko ze te "glupie lole" maja prace, a Wy nie. Cos w tym jest...

                    Powtarzasz się, najwyraźniej jesteś tą "głupią lolą" skoro tak ich
                    bronisz, prawa jest taka, że nie mają pojęcia na temat danej pracy,
                    na którą rekrutują, w ogóle nie mają pojęcia na temat jakiejkolwiek
                    pracy, każdy może siedzieć na dup...e i zadawać bzdurne pytania,
                    także helou, ogarnij się człowieku!
                  • panna_holly Re: gdzie tu paradoks ? 16.01.09, 13:56
                    Mylisz się, mam dobrą pracę. Szukam lepszej.
            • Gość: PARADONTOZA słuchajcie głuptaski, przyda Wam się IP: *.chello.pl 14.01.09, 23:40
              co do "niekumania" - kto tu nie kuma ?

              ja nie płaczę jakoś, że mi źle, polepszam swoją sytuację stopniowo trzymając rękę na pulsie (rynku pracy)

              Wy idziecie na dno jak Titanic

              wyjazd?
              a jedźcie w p...zdu na zmywak za 5Ł /h

              jakbyście byli specjalistami wartymi takich pieniedzy do jakich rościcie pretensje dawno by Was headhunterzy z zachodu ściągnęli

              skoro jesteście takimi asami, to dlaczego nie otworzycie swoich biznesów ?

              rynek jest bezlitosny i właśnie Was wycenił

              w siebie trzeba inwestować, mieć oczy i uszy dookoła głowy (i dupy) wychodzić naprzeciw aktualnym zapotrzebowaniom i pilnować, żeby nikt Cię nie wy...ł od tyłu

              bez obrazy chłopaki, nie jesteście w stanie mi dokuczyć "/zapewne niewyksztalcony / ", oprócz wyższego (prawdopodobnie i lepszego od waszego) wykształcenia mam jeszcze zdrowy rozsądek i świadomość że nie ma lekko ;-)


              PYCHA. Jeden z 7 grzechów głównych karany wyjątkowo upierdliwie jeszcze za życia. Przemyślcie.
              • Gość: ja Re: słuchajcie głuptaski, przyda Wam się IP: *.acn.waw.pl 15.01.09, 00:23
                świetnie ujęte, w 100% się zgadzam - koleś płacze nad skutkami, a tu trzeba
                myśleć o przyczynach ;-)
              • Gość: sz Re: słuchajcie głuptaski, przyda Wam się IP: *.ip.netia.com.pl 15.01.09, 07:21
                Zgadzam sie w 100 %. Dziwię się, że "specjalisci", którzy zarabiali
                ok 10 000 zł teraz muszą żebrać o 3000 - najprawdopodobniej własnie
                tyle warta jest ich wiedza. Ja jestem specjalistą w swojej
                dziedzinie - prowadze firmę ( bo czemu mam u kogos i dla kogos
                pracowac?) ciągle sie uczę, piszę tematyczne ksiązki i wciąż z roku
                na rok zarabiam więcej i wyrabiam w branży swoje nazwisko. A do
                moich znajomych specjalistów, pracujących w korporacjach wydzwaniają headhunterzy i proponują podwójne stawki... czyli nie jest tak źle.
              • Gość: zdesperowany Re: słuchajcie głuptaski, przyda Wam się IP: *.chello.pl 15.01.09, 12:10
                Dookoła dupy? Chyba tylko wazelina...
      • Gość: gfrhgfhg Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.adsl.inetia.pl 13.01.09, 15:57
        Moi koledzy też byli tacy mądrzy jak szli na polibudę - efekt oni
        pracy nie mają, ja przebieram w ofertach - żadnego kryzysu nie ma!

        Finansista:)
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 13.01.09, 16:34
          To Ty mi wciskałeś rok temu w Expanderze, iż mam zdolność kredytową,
          a hipoteczny pieniądz jest najtańszy na rynku... że frank nigdy nie
          wyjdzie powyżej 2.5 zł, a fundusze mają przed sobą lata świetności?
          :-)
      • Gość: Kinky Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.adsl.inetia.pl 13.01.09, 16:46
        Masz całkowitą rację co do lat 90-tych. Ja nazywam ten okres złotym okresem w moim życiu. Pracy było w bród. Może nie osiągałem aż tak wysokich zarobków, ale przekroczenie podwójnej średniej krajowej nie było dla mnie problemem. Zresztą, do połowy lat 90-tych mieliśmy jeszcze stare pieniądze i każdy zarabiał miliony.
        Z moich obserwacji wynika, że wystarczyło mieć ukończoną dobrą uczelnię techniczną i znać j. zachodni w stopniu co najmniej dobrym (najlepiej angielski) a skuteczność w znajdowaniu pracy była większa niż 30-40%. Na 3 podania o pracę (z gazety) miałem przynajmniej jedną skuteczną odpowiedź zakończoną rozmową kwalifikacyjną.
        Rynek pracy zaczął się psuć po 2000 roku z dołkiem w 2003. Nie rozumiem tego, ale wydaje mi się, że to efekty globalizacji i liberalizmu w gospodarce. Ow liberalizm znajduje swoje odbicie przede wszystkim w tzw. kominach płacowych, czy innymi słowy management wysokiego szczebla bierze ile chce ale szuka oszczędności na podwładnych. Kierownictwo daje sobie podwyżki co kwartał.
        W ubiegłym roku wzrost ich płac oceniam na 25-30% a podwładni maksymalnie do 10% i to nie wszyscy. No i oczywiście nie ma szkoleń. Twój szef jedzie za granicę na szkolenie, które przydałoby się właśnie tobie nie jemu, a ty dostajesz dokumentacje techniczną i masz się sam nauczyć nowych rzeczy. Jest tak, że w firmie ktoś ma przywileje, szybko awansuje a przy okazji blokuje twoją karierę. Jest powszechne wazeliniarstwo i z reguły szef nie jest mądrzejszy od podwładnego. Musi polegać na swoich podwładnych, bo sam jest za cienki.
        Jeśli się znudzisz taką sytuacją to pamiętaj, że jeśli zmieniasz pracę, w nowym miejscu zaczynasz właściwie od początku.

        W ubiegłym roku zacząłem pracę w pewnej firmie, która na prześwietlenie mojej osoby wydała ok 20 tysięcy zł.
        Agencja przeprowadziła wstępną rozmowę kwalifikacyjna, wykonała profil psychologiczny, musiałem brać udział w jakiś idiotycznych psychozabawach a wszystko opisane w j. angielskim, gdyż firma do której aplikowałem była zagraniczna.
        Jakie to miało znaczenie, jeśli po pół roku zrezygnowałem ze względu na atmosferę i stosunki w pracy. Zarobki były dobre, tzn. średnia rynkowa dla danej branży. Ale pieniądze to nie wszystko.

        Konkludując: dziś rynek pracy jest zupełnie obłędny, atmosfera w pracy jest na ogół znacznie gorsza niż 10-15 lat temu no i te kominy płacowe, które w kryzysie są zupełnie bez sensu.
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 13.01.09, 18:19
          No, no... pociągnij temat dalej, bo widzę, że nie jestem dinozaurem.
          Zauważyłem, że najbardziej w dupę włazi "pokolenie chipsów" (przy
          okazji jest najbardziej bezwzględne), gó...arze, co to wychowały się
          już na zachodniej papce. Nie wiem, może to kwestia zasad wpojonych
          jeszcze w szkole podstawowej, gdzie nie do pomyślenia było
          podniesienie głosu na nauczyciela - tak, tak, kiedyś tak było!
          Jeżeli więc kiedyś będę o tym decydował, to stawiam tylko pokolenie
          50+, w większości ludzie przyzwyczajeni do porządku, pracowici, z
          zasadami.
          I mamy już jeden pozytyw :-)))
          • madziuniaaa34 dojenie pracownika, myslenie krotko-okresowe 14.01.09, 12:26
            ja mysle, ze dla wielu kierownikow, managerow liczy sie tylko kasa i nikt nie
            przejmuje sie atmosfera w pracy. mysla krotkookresowo!! chca wydoic pracownika i
            zmienic na innego. nie chca inwestowac w pracownika i budowac jego lojalnosci do
            firmy bo to zbyt dlugo trwa, albo niektorzy w ogole nie widza takiej potrzeby.


            To oczywiście tylko jeden z czynnikow (i to tez nie znaczy, ze wszedzie tak
            jest).

            swoja droga mysle, ze to ogolnie problem Polakow, ze mysla krotko okresowo nie
            strategicznie. to samo dotyczy finansow panstwa i generalnie zarzadzania
            panstwem (ale to juz inny watek)
          • Gość: 37-latek 50+ IP: *.171.32.2.static.crowley.pl 14.01.09, 13:11
            W firmie, w której pracuję (średnia wieku 30) przyjęto jednego
            pięćdziesięciolatka. I drugi (w zasadzie druga) czeka na przyjęcie.
            Spokój i doświadczenie pięćdziesięciolatków leczy nerwy rozdygotanego
            narybku po studiach... Wreszcie wracają zapomniane czasy końca lat 80-
            tych i początku 90-tych, gdzie porządne firmy były, jakby to określić,
            wielopokoleniowe :)
          • turbo_wesz Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 09:43
            to od razu tak trzeba było zacząć - "za moich czasów..."
        • owrank Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 13:25
          niestety ale to wlasnie teraz rynek jest "normalny" bo w 90tych
          latach wystarczyło znać język, troche obycia, chęć zrobienia kariery
          i po 3 latach ktos był dyrektorem... teraz jak się zna 3 języki to
          się pracuje na call-center albo w centrum księgowym i księguje
          faktury Niemców czy Francuzów.
          • Gość: dd Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 82.160.117.* 14.01.09, 21:21
            "teraz jak się zna 3 języki to
            się pracuje na call-center albo w centrum księgowym i księguje
            faktury Niemców czy Francuzów."

            wg. mnie to jest właśnie nienormalne i myślę że możliwe tylko w polsce. Ale kwestia punktu widzenia.
          • Gość: dix Re: Trzy jezyki... IP: 205.228.82.* 15.01.09, 10:57
            owrank napisał:

            > [...] teraz jak się zna 3 języki to
            > się pracuje na call-center albo w centrum księgowym i księguje
            > faktury Niemców czy Francuzów.

            Czy ja wiem czy to takie nienormalne? Tu gdzie mieszkam, ktos kto
            zna 3 jezyki moze pracowac np. w recepcji hotelowej, obslugujac
            gosci zagranicznych. Czy tylko w PL znajomosc (chocby i 3) jezykow
            jest na tyle "powyzej sredniej", ze od razu trzeba zostawac
            dyrektorem?
      • Gość: mss71 Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.09, 18:47
        W zasadzie chcę tylko poprzeć wypowiedź podobnymi doświadczeniami.
        To naprawdę niewiarygodne że mając coraz więcej doświadczenia, certyfikatów i tak dalej, zarabia się coraz mniej. To wkurza niesamowicie. Do psycholożek nic nie mam. Taka ich rola...
        • Gość: gosc Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.eranet.pl 13.01.09, 19:13
          Zapamietajcie ze wasza pensja zalezy wyłacznie od tego za ile macie
          ochote pracowac. jesli wam nie odpowiada pensja po prostu dajecie
          wypowiedzenie i idziecie do innego szefa. Ale są jeszcze prawa
          pobytu rynku jaK JEST DUZY POBYT NA DANYCH PRACOWNIKÓW TO PENSJE IDA
          OSTRO W GÓRE A JAK JEST KRYZYS TO PENSJE OSTRO MALEJA. a w czasach
          ostrego kryzysu jak idzie teraz warto popracowac za małe pieniadze,
          bo jak sie ruszy wtedy wywalczycie wiecej.
          • Gość: bombi Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 13:06
            prawo pobytu, to masz jak sie zameldujesz w osrodku wczasowym w
            Ciechocinku.
            • Gość: jwojcie Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 213.76.147.* 14.01.09, 13:55
              "prawo poBytu", tarzam się pod biurkiem...
              • Gość: sunrise prawo pobytu i potwarzy ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:14
                o to koledze chodzilo;)
                • Gość: @@@ raczej "prawo odbytu i potwarzy" ;) IP: *.eu.org 14.01.09, 18:22
                  biorąc pod uwagę sytuację na tzw. rynku pracy ;-)
            • wz43 Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 01:27
              +trzeba jeszcze, żeby człowieka było stać na te wczasy!
        • monia420 Re: Paradoksy rynku pracy... 13.01.09, 19:21
          Ja w tej dyskusji chcę poruszyć kwestie podniesioną przez poprzednika - że im
          więcej doświadczenia tym mniejsze szanse na znlaezienie atrakcyjnej finansowo
          oferty.
          W związku z tym, ze znowu stanęłam do wyścigu o pracę, to czytam regularnie fora
          pracowe. Na jednym z nich opisał swoją sytuację doświadczony wykształcony
          człowiek, który aby wygrać w wyścigu z młodszymi musiał zaniżyć oczekiwania,
          wyrzucić część doświadczenia z CV. Inna osoba (pracodawca) w tym samym wątku
          pisała o tym, że do pracy nie potrzebują osób z dużym doświadczeniem, bo Ci chcą
          zarabiać pieniądze większe niż studenci. I tak się koło zamyka. Aby pracować i
          zarabiać na życie trzeba zaniżyć oczekiwania i wyrzucić część informacji z CV.
          Bzdura straszna, a to wszystko przed nami młodymi:(
          • Gość: eds Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 13.01.09, 19:30
            a przedstawiciele w czasach polski lat 90 zarabiali po 12 tyś a
            dzisiaj nikt nie chce tego robić i krzycza że to akwizycja i siara .
            rynek pracy sie zmienił .kraj sie zmienił .świat ei zmienił . co
            było to se newrati . tak jak mój znajomy miał sklep na łosiedlu w
            bloku i był prawdziwym krezusem w latach własnie 90-tych dzisiaj
            jest chyba najbiedniejszy w okolicy bo koło niego lidl , tesco,
            biedroka ,hit , lewiatan , auchan i jeszcze 30 innych .można
            wspominać
          • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 13.01.09, 20:55
            Przecież to jakaś paranoja. Nie chcę nawijać jak inni, że na
            Zachodzie...
          • Gość: Elo Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 13:05
            ja zatrudniam studentów do prostych prac,
            po pierwsze z oszczędności (umowa zlecenie, ZUS płaci uczelnia),
            po drugie, bo jak muszę to mogę zwolnić takiego pracownika i nie będzie płakał,
            ze nie ma za co dzieci wyżywić, itp. po prostu mam za dużo swoich problemów, aby
            brać odpowiedzialność jeszcze za innych, sytuacja jest jasna, na wstępie mówię
            jak wygląda, jak się może z miesiąca na miesiąc skończyć współpraca...

            do tej pory nikogo sam nie zwolniłem, sami odchodzili do innej pracy bo kokosów
            nie płacę :) i jest bardzo dobrze, nikt nie narzeka, jak ktoś znajduje lepszą
            pracę to życzę mu powodzenia, jakby co to może do mnie wrócić jak nie będzie
            miał co robić..
            • badjuk do Elo 14.01.09, 22:43
              Czym zajmuje się twoja firma - zbieraniem choinek po świętach???
              Bo z tego co piszesz, to firma ta jest na "glinianych nogach".
              • Gość: puscifer Re: do Elo IP: *.kolornet.pl 14.01.09, 23:11
                Zdziwiłbyś się ilu dupków tak samo rozumuje, a jednocześnie próbuje "budować
                markę". Niepojęte, ale zajebiście prawdziwe.
            • Gość: fox Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 212.160.172.* 15.01.09, 10:56
              Zenujący jesteś człowieku, typowy z ciebie egoista, który mysli
              tylko o własnej d...pie i wykorzystuje wszystkich, kto tylko się
              nawinie, "kokosów nie płacę" - jak kiedyś twoja śmieszna firma
              upadnie to mam nadzieję, że sie przekonasz jak to wygląda z drugiej
              strony, a twoje głupie tłumaczenie, że studenci nie mają dzieci itp
              jest tak przykre jak ty sam, wyobraź sobie, że też muszą sie za coś
              utrzymać, zapłacić za szkołę, mieszkanie, jedzenie, ubranie. Pracują
              u ciebie zapewne dlatego, że są w sytuacji podbramkowej, po prostu
              nie mają wyjścia i jak sam zresztą powiedziałeś kiedy pojawia się
              lepsza praca uciekają gdzie pieprz rośnie i nie dziwię im się, kto
              by chciał pracować u takiego popaprańca, który nie szanuje ludzi
      • Gość: atakitam mam podobnie... IP: *.aster.pl 14.01.09, 01:01
        U mnie zupełnie podobnie z tym, że chyba jestem starszy. Za chwile
        będzie czterdziecha więc mogę podzielic sie przemyśłeniami bez
        wyzwisk i epitetów.
        Pracę rozpoczałem w 1989 na stanowisku robotniczym, potem jedna
        zmiana, druga, nastały lata 90 i dostałem fajna robotę jako
        specjalista w swojej branży. W 1995 pełen sukces- robota w
        niemieckim koncernie, garniturki, niemiecki socjal i tzry średnie
        krajowe pensji. Przez pięc lat bajka. To dzieki temu okresowi nie
        siedzę dzisiaj pod mostem i szukając pracy cały czas mogę
        wybrzydzać. W pracy pojawiły sie młode wilczki- bez pojęcia o
        robocie za to mistrzowie w podkładaniu świń, plotkowaniu, jątrzeniu
        i spiskowani. Cały czas sie trzymam bo jestem dobry w tym co robie
        ale atmosfera nie do zniesienia. Coraz gorzej, przyjmują ludzi po
        znajomości- panienki bez pojęcia z gigantycznymi pensjami i
        oczekiwaniami. Powoli ja- stary weteran, niemiecka szkoła zaczynam
        na nie robić, spełniając najróżniejsze, głupie wymagania. Z
        niemieckiego socjalu nic nie zostało, podwytżki brak od 5 lat,
        premii zero. Chrystus czuwał i zdązyłem jeszcze ukończyć studia, nie
        jakieś tam wybitne, ot licencjat jak 90 procent czterdziestolatków.
        W tym roku olałem robote, szkoda zdrowia, zrobiłem sobie 9 miesiecy
        wakacji. Zwiedziłem świat, ucze sie następnego języka, odpoczywam.
        Zacząłem sie rozgladać za robotą. Rozmowy kwalifikacyjne są
        śmieszne, przyjmowała mnie raz jakaś panna po studiach i postanowiła
        sprawdzić moja znajomośc języka. Jak zaczęła sprawdzać to musiałem
        panne poprawiać, bo nawet szyk zdania jej sie mieniał. Jak ona w
        ogole miała czelnośc mnie sprawdzać, ja robię tłumaczenia dla
        redakcji a ona może mi najwyżej kawę przynosić bo tyle pewnie
        potrafi.
        Zarobki proponowane są dużo mniejsze niż w latach
        dziewięcdziesiatych -ale byłem tego świadomy rezygnując z posady.
        Zadziwia mnie jednak jak jakiś pan prezesik wymaga doświadczenia,
        sumienności i dwóch językow obcych a proponuje 2200 brutto. Zawsze
        wtedy pytam czy to stawka tygodniowa? ;-)) Powaliło tych ludzi,
        naprawdę!! To nie Chiny, tu nikt za miskę ryżu nie będzie tyral.
        Podsumowując: zgadzam sie z Twymi przemyśleniami. Firmy nie dbają o
        pracownika bo zawsze znajdzie sie jakiś koleś, który zgodzi sie
        zasuwać 10 godzin dziennie za 1200 brutto, nie kumając, że psuje
        rynek i szkodzi sam sobie.
        pozdrawiam
        • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 14.01.09, 08:55
          Przepraszam za inwektywy, nabytek z armii, jakoś nie potrafię się
          ich oduczyć :/ chociaż się staram.
          Hm, jeżeli chodzi o wiek, to jestem w połowie między trzydziechą i
          czterdziechą, niby stary nie jestem, ale reguła, że masz szansę na
          ustawienie się na stanowisku do czterdziechy chyba działa. Czasu
          więc niewiele, jeszcze 2-3 lata temu myślałem, że dam radę, ale
          chyba lipa będzie z tych planów, bo faktycznie pojawiają się młodzi
          gniewni, którzy idą po trupach do celu, nie brylując bynajmniej
          erudycją, ale bezwzględnością. Do słabeuszy nie należę, ale zasady
          fair play obowiązują nie tylko w sporcie.

          A najbardziej mnie irytują te uśmiechnięte ryje na portalach pracy i
          pismaki siejące na nich zamęt, podając jakieś niebotyczne stawki.
          Gdzie, pytam gdzie te stawki po kilkanaście tysięcy dla specjalisty?
          Nie znam takich.
          Może we Wrocku, albo Wawie (mieszkam w Gda)?
          Zacząłem umieszczać w dokumentach stawkę, bo po kilkunastu
          kretyńskich spotkaniach doszedłem do wniosku, że szkoda mojego czasu
          i paliwa na dojazdy. Real - duży bank - stanowisko specjalisty -
          kilkanaście godzin stracone na testy, sresty, rozmowy z paniusiami
          lansującymi się na specjalistki od rekrutacji, wreszcie finalna
          rozmowa z HR (jakby nie mogło być dział kadr), i przyszłym szefem,
          wkraczamy w trzecią godzinę rozmowy! Rzucam stawkę, widzę
          przełknięcie śliny przez współrozmówców i słyszę "Pana kwalifikacje
          są za wysokie"... właściewie to gościa powinienem przeciągnąć przez
          stół na swoją stronę i skuć mu ryj. Tak po prostu, nie wiem, czy by
          przemyślał, czy wiedziałby za co, czy by się nauczył szanować czas
          innych, ale przynajmniej satysfakcja by była.
          No i tak od kilku miesięcy, zaczęło się jeszcze przed tym
          wyimaginowanym kryzysem...
          • izunia_milo Re: mam podobnie... 14.01.09, 09:08
            zdesperowany - podobają mi się Twoje wypowiedzi :D
            • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:05
              Miło mi! To miód na mą próżność!
              • izunia_milo Re: mam podobnie... 14.01.09, 14:23
                Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                > Miło mi! To miód na mą próżność!

                Ha!! Czyli masz też i wady ;-P

                A na pewno jedną ;-)
                • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:03
                  Ano mam, ale na rozmowach skrzętnie je ukrywam ;-) taki spryciuch ze
                  mnie :-)))
                  • izunia_milo Re: mam podobnie... 14.01.09, 18:53
                    Ach, to tylko przede mną jesteś taki wylewny?? ;)
                    • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 14.01.09, 23:12
                      Gdzie tam od razu wylewny, czarujący raczej...
                      • izunia_milo Re: mam podobnie... 15.01.09, 08:53
                        Hmmmmm... młody... wykształcony... sprytnie myślący... próżny i czarujący...
                        czegoś jeszcze mi do tego księcia brakuje ;-0))
                        • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 15.01.09, 10:53
                          W sumie to tylko rumaka, eh, hm, Mase, znaczy się Maserati,
                          Quattroporte. Też próżny, sprytny i niebanalny... i na damach robi
                          wrażenie, tych prawdziwych oczywiście.
                          • izunia_milo Re: mam podobnie... 15.01.09, 12:29
                            Z tym Mase... rumakiem to celująco ;-))

                            Ale coś mi jeszcze tu nie gra... hmmmm...
                            • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 15.01.09, 12:44
                              What?
                              To mój pierwszy udział w dyskusji internetowej, i ściemy nie było,
                              full sponton. Przyznaję, że jestem zachwycony jej przebiegiem. Wiele
                              sentencji jest iście w dechę ;-), no i to olśnienie... next week
                              wykonam druzgocące natarcie na dwóch rozmowach, biorąc pod uwagę
                              wszystko, co tu przeczytałem. Kamień na kamieniu się nie ostanie! Ni
                              jeden!
                              • izunia_milo Re: mam podobnie... 15.01.09, 12:56
                                Bingo :-D

                                Właśnie tego brakowało ;-0)))

                                Po tym olśnieniu, natarciu, kamienowaniu to rumak pójdzie po bandzie ino
                                zaiskrzy... Hę?
                                • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 15.01.09, 13:07
                                  Sie wie! Ale bardziej pociągiem rundka po Polsce, bo pracodawcy już
                                  nie dojeżdżają. Do Centraly trza dymać :/ całując dyrektorskie
                                  stopy :-)

                                  Milo, to od Venus?
                                  • izunia_milo Re: mam podobnie... 15.01.09, 13:18
                                    Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                                    > Sie wie! Ale bardziej pociągiem rundka po Polsce, bo pracodawcy już
                                    > nie dojeżdżają. Do Centraly trza dymać :/

                                    Ostatnia moja podróż ICE do GDA była wyjątkowo komfortowa, więc chyba zamiast
                                    ujeżdżać Mase khem, rumaka będę regularnie zasilać konto PKP ;-))


                                    całując dyrektorskie
                                    > stopy :-)

                                    O! I do tego odważny hazardzista ;-P


                                    > Milo, to od Venus?

                                    Też ;-)))
                                    • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 15.01.09, 13:37
                                      * Ostatnia moja podróż ICE do GDA była wyjątkowo komfortowa, więc
                                      chyba zamiast ujeżdżać Mase khem, rumaka będę regularnie zasilać
                                      konto PKP ;-))

                                      Tu żem nie nadążył, a nie chcę błędnie zinterpretować :/
                                      Wybacz!


                                      * O! I do tego odważny hazardzista ;-P

                                      No mamy taki klimat, że jest szansa się wstrzelić. Jak to mówią
                                      tonący... pozostaje pewien dyskomfort psychiczny, no, ale znam się
                                      również na walce psychologicznej.


                                      * Też ;-)))

                                      A od czego jeszcze?



                                      Dobra, muszę zmykać, sprawy pozałatwiane, Kajmany lewizną zasilone ;-
                                      ), eh ten Internet, daje takie możliwości.

                                      Czas dla ciała coś zrobić, wiem, to próżne i nie przystaje może do
                                      bycia intelektualistą, ale z pewnymi nałogami nawet nie walczę, bo
                                      je lubię. "Wrzuć no tam dwie paki" - Jak mawiają fani fitnesu :-)))

                                      See you tomorrow!
                                      • izunia_milo Re: mam podobnie... 15.01.09, 13:43
                                        Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                                        > * O! I do tego odważny hazardzista ;-P
                                        >
                                        > No mamy taki klimat, że jest szansa się wstrzelić. Jak to mówią
                                        > tonący... pozostaje pewien dyskomfort psychiczny, no, ale znam się
                                        > również na walce psychologicznej.

                                        Do tego błyskotliwy...


                                        > A od czego jeszcze?

                                        Wybacz... nie będę wylewnie czarująca...

                                        > Dobra, muszę zmykać, sprawy pozałatwiane, Kajmany lewizną zasilone ;-
                                        > ), eh ten Internet, daje takie możliwości.
                                        >
                                        > Czas dla ciała coś zrobić, wiem, to próżne i nie przystaje może do
                                        > bycia intelektualistą, ale z pewnymi nałogami nawet nie walczę, bo
                                        > je lubię. "Wrzuć no tam dwie paki" - Jak mawiają fani fitnesu :-)))
                                        >
                                        > See you tomorrow!
                                        >

                                        See you later
                                        • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 10:07
                                          * Do tego błyskotliwy...

                                          Nie aż tak bardzo, ale staram się i pracuję nad sobą.
                                          To chyba kwestia realnego spojrzenia na rzeczywistość. Taki mały
                                          paradoks, bo jednocześnie jestem optymistą.


                                          * Wybacz... nie będę wylewnie czarująca...

                                          Fakt, to niezbyt przystające temu miejsce. Na pewno są lepsze.


                                          • izunia_milo Re: mam podobnie... 16.01.09, 10:23
                                            Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                                            >bo jednocześnie jestem optymistą.

                                            i z lekka niepoprawnym ryzykantem ;-P

                                            >Fakt, to niezbyt przystające temu miejsce. Na pewno są lepsze.

                                            Jasne, znam kilka!
                                            • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 10:39
                                              * i z lekka niepoprawnym ryzykantem ;-P

                                              Tak 15 lat temu i owszem, teraz to Pikuś raczej. Chyba to
                                              doświadczenie. Ale, tu już wkraczamy w mój profil psychologiczny, a
                                              ja bardzo cenię swoją prywatność. Bardzo!


                                              Jasne, znam kilka!

                                              Hm. To coś wymyślę, chyba nie będzie zbyt trudno.

                                              • izunia_milo Re: mam podobnie... 16.01.09, 10:51
                                                Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                                                > Hm. To coś wymyślę, chyba nie będzie zbyt trudno.
                                                >

                                                No i pomysłowy...
                                                • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 10:57
                                                  * No i pomysłowy...

                                                  Sarkazm to, czy uwielbienie? Bez mimiki ciężko skumać :/
                                                  • izunia_milo Re: mam podobnie... 16.01.09, 11:10
                                                    Hm, brak pewności siebie? Jednak? Z dalszą analizą, mocno pchającą się na
                                                    klawiaturę, wstrzymam się do momentu spełnienia pomysłowości stwierdzonej ;-P,
                                                    ale bełkot mi wyszedł, hihi.

                                                    Oczywiście uwielbienie.
                                                    • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 11:15
                                                      Pewność siebie jest, niestety, w ilości dużo za dużej.
                                                      Opcji pomysłowości jest kilka, tylko nie wiem, czy chcę z niej
                                                      korzystać.

                                                      Postawny też na Twoją? Hm? Jeden punkt zaczepienia jest, silny, bez
                                                      pudła, trafienie za pierwszym razem gwarantowane.
                                                    • izunia_milo Re: mam podobnie... 16.01.09, 11:22
                                                      Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                                                      > Pewność siebie jest, niestety, w ilości dużo za dużej.
                                                      > Opcji pomysłowości jest kilka, tylko nie wiem, czy chcę z niej
                                                      > korzystać.

                                                      Jeszcze nie wiesz?? ;-))

                                                      > Postawny też na Twoją? Hm? Jeden punkt zaczepienia jest, silny, bez
                                                      > pudła, trafienie za pierwszym razem gwarantowane.

                                                      telefon do przyjaciela????
                                                    • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 11:31
                                                      * Jeszcze nie wiesz?? ;-))

                                                      Nie. Jestem bardzo, bardzo ostrożny i nieufny.


                                                      * telefon do przyjaciela????

                                                      On jest wyjątkowy, jak ja. Szlachcic i banita jednocześnie ;-)
                                                      Znajdziesz go tylko w jednym miejscu. Kierując swe kroki do tej
                                                      ekskluzywnej loży na pewno mnie spotkasz.
                                                      Dobra, już ciiichoszaaa!
                                                      No more!
                                                    • izunia_milo Re: mam podobnie... 16.01.09, 11:54
                                                      Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

                                                      > * Jeszcze nie wiesz?? ;-))
                                                      >
                                                      > Nie. Jestem bardzo, bardzo ostrożny i nieufny.
                                                      >
                                                      >
                                                      > * telefon do przyjaciela????
                                                      >
                                                      > On jest wyjątkowy, jak ja. Szlachcic i banita jednocześnie ;-)
                                                      > Znajdziesz go tylko w jednym miejscu. Kierując swe kroki do tej
                                                      > ekskluzywnej loży na pewno mnie spotkasz.
                                                      > Dobra, już ciiichoszaaa!
                                                      > No more!

                                                      Uh! Dreszcze, ale...

                                                      Ekskluzywna loża... Zdesperowany - coś mi tu znów nie pasuje!
                                                    • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 12:04
                                                      * Uh! Dreszcze, ale...

                                                      * Ekskluzywna loża... Zdesperowany - coś mi tu znów nie pasuje!


                                                      Wybitni nie przystają do podręcznikowych schematów :-)
                                                      Nick trochę na pałę może był. Zdesperowany w poszukiwaniu odpowiedzi
                                                      na nurtujące pytania związane z p........... rynkiem pracy, a nie
                                                      zdesperowany szukający sznurka.

                                                      Z tymi dreszczami to przesadzasz! Albo wkręcasz. Ale na męską
                                                      próżność to w sam raz.

                                                      Z tą lożą, to jest fajne hiszpańskie przysłowie mówiące o tym jak
                                                      bardzo można się w tej loży zanurzyć - !Cada loco con su tema!

                                                      Nic więcej już nie napiszę...
                                                    • hipopotam_w_kaluzy Re: mam podobnie... 16.01.09, 13:02
                                                      izunia_milo, czy szukasz meza?
                                                    • izunia_milo Re: mam podobnie... 16.01.09, 13:29
                                                      hipopotam_w_kaluzy napisał:

                                                      > izunia_milo, czy szukasz meza?

                                                      Hihihihihihihi, nie jestem zdesperowana ;-P
                                                    • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 16.01.09, 15:24
                                                      ** izunia_milo, czy szukasz meza?

                                                      * Hihihihihihihi, nie jestem zdesperowana ;-P


                                                      Tak tylko sobie rozmawiamy, myślę, że nie ma tu jakichś silnych
                                                      bodźców matrymonialnych lub erotycznych.
                                                      Trochę zboczyliśmy z głównego wątku, fakt, ale co tam, wolno nam.
          • kretynofil Doskonaly watek :) 14.01.09, 11:38
            Bardzo mi sie podoba to co piszesz, zdesperowany - mimo iz naleze juz do
            pokolenia mlodych wilczkow :)

            Tyle tylko ze mnie te mlode wilczki zmeczyly, wiec wyjechalem na zachod - i
            pracuje teraz z ludzmi ponad dziesiec lat starszymi i ucze sie od nich (a oni
            ode mnie) w atmosferze szacunku i zrozumienia.

            Moja rada - wyjezdzaj "czemprendzej" do jakiegos cywilizowanego kraju :)
          • Gość: mrówa Re: mam podobnie... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 12:07
            Wielu ludziom wydaje się, że największe szanse na pracę (każdą!) ma
            ten, kto ma najlepsze wykształcenie, najdłuższy staż, najwięcej
            szkoleń etc. Otóż nie jest tak! Jeśli aplikujesz na stanowisko
            szeregowego specjalisty do spraw ... a w życiorysie masz 10 lat jako
            dyrektor firmy, studia MBA i znajomość 5 języków to cie nie
            zatrudnią. Bo będziesz niezadowolony, bo szybko zaczniesz szukac
            czegos lepszego, bo będziesz z góry patrzył na kolegów ... Na dane
            stanowisko nadaje się ten kto ma kwalifikacje akurat na miarę. Nie
            dostanie pracy ani ten kto jest za słaby ani ten kto jest za dobry.

            Nawiasem mówiąc nie wiem do kogo masz pretensje.
            Do szefa firmy że woli zatrudnić tańszego pracownika niż droższego?
            Obniż swoje wymagania to ciebie tez zatrudni. Na rynku pracy panuje
            prawo popytu i podaży, skoro nikt nie chce kupić twoich usług za tak
            wysoką cenę, to może nie sa warte aż tyle ile tobie się wydaje.
            Do pracowników agencji pośrednictwa? A kto ci każe korzystac z ich
            usług? Po prostu je omijaj, idź prosto do dyrektora i tyle.
            To że w twoim mniemaniu jesteś taki świetny we wszystkim czego
            dotkniesz, nie oznacza że jestes taki obiektywnie - no i w oczach
            innych ludzi. A fakt że długo szukasz pracy świadczy o tym, że
            jednak czegoś ci brakuje (nie wiem czego).
            • Gość: Ahmed Re: mam podobnie... mhmh IP: *.aster.pl 14.01.09, 12:16
              Tak wprost, jak wszystkie duze firmy korzystaja z posrednikow.
              Tak sobie wejde do jego gabinetu : " Dzien Dobry Szuka Pan ludzi ?
              Moze pogadamy bo akurat szukam roboty. "
              • Gość: mrówa Re: mam podobnie... mhmh IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 12:58
                Powtórze pytanie: do kogo masz pretensje? Do szefów firm którzy
                korzystaja z pośredników (z jakiegos powodu, najwyraźniej cos im to
                daje) czy do pośredników, którzy mają swoja niszę i w niej pracują?
                Jeśli jestes dobry i wiesz że wszędzie cię przyjmą to zrób właśnie
                tak jak powiedziałes: bezpośrednio do prezesa. Skoro sie tego boisz
                to najwyraźniej sam widzisz, że niekoniecznie preezes przyjmie cie z
                pocałowaniem ręki.
            • Gość: atakitam droga mrówo.... IP: *.aster.pl 14.01.09, 13:15
              Ależ droga mrówo, ja do nikogo nie mam pretensji. Napiszę Ci więcej-
              ja już w wieku lat czterdziestu w ogóle nie muszę pracować. I
              właśnie dlatego, że w czasie, w którym pracowałem byłem dobry w
              swoim zawodzie.
              Prawo popytu i podaży jest mi doskonale znane. Dlatego w moim
              przypadku nie ma popytu za pracę za 2000 netto a jest za 5000 netto.
              Biznes jak każdy inny. Nie Tobie oceniać czy jestem dobry czy nie.
              Nie masz o tym pojęcia.
              Prawda jest taka, że szukam roboty by mieć kontakt z ludzmi ale nie
              za każdą cenę i nie na każdych warunkach. Cały czas mogę wybrzydzać.
              A polskich pracodawców nie stać na kogoś z doświadczeniem i
              umiejętnościami. Wolą zatrudnić przeciętniaka bo jest tani...
              • Gość: mrówa Re: droga mrówo.... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 13:42
                Zdaje sie że nie do ciebie była skierowana moja wypowiedź, więc
                niepotrzebna ta zaczepka, ale mniejsza z tym.

                Moja opinia jest następująca: Wszystko zależy od pozycji na rynku
                pracy, Jeśli masz duzo ofert, sam wybierasz dla kogo i z kim chcesz
                pracować - tym lepiej dla ciebie, świetnie, podnoś cene bo jestes
                dobry i masz do tego podstawy.
                Ale jeśli (jak autor wątku) nie możesz znaleźć pracy jaką sobie
                wymyśliłeś, ciągle słyszysz "nie" i "jest pan za drogi" to niestety,
                pora zweryfikowac swoje kwalifikacje. Bo taka sytuacja oznacza, że
                inni - potencjalni pracodawcy - wyceniaja ciebie niżej niż byś
                chciał. Sa ludzie dla których nie ma tygodnia żeby nie odpowiedzieli
                na jakąś ofertę: "nie, dziękuje, nie szukam pracy". Inni szukaja
                miesiącami, żądaja astronomicznych kwot a potem pisza w internecie
                jaki świat jest niesprawiedliwy, bo nie chce im spaść z nieba to co
                sobie wymarzyli. Takich ludzi uważam za niepoważnych.

                Czy możesz powiedziec z którym punktem sie nie zgadzasz?
                • Gość: atakitam Re: droga mrówo.... IP: *.aster.pl 14.01.09, 14:06
                  Nie miałem zamiaru Cie zaczepiać jeśli tak to odebrałaś (łeś) to
                  przepraszam.
                  Zgadzam sie generalnia z tą Twoją wypowiedzią. Zauważ jednak, że
                  ludzie, którzy mają wiele ofert pracy nie są nią zainteresowani bo
                  dobrze zarabiają a to oznacza, że kiedyś mocno negocjowali swoje
                  zarobki i teraz mogą grymasić.
                  Prawda jest taka, że jeśli sam nie będziesz sie szanował to nikt
                  inny Cie nie uszanuje. Uwierz, że tak jest. Prawo popytu i podazy
                  jest oczywiście prawem uniwersalnym - zauważ, że dotyczy to także
                  towarow z Chin, które są tandetne ale za to tanie...Z pracownikami
                  jest dokładnie tak samo.
                  I na koniec: inaczej traktuje prace za grosze koleś po szkole, ktory
                  mieszka z rodzicami i potrzebuje paru stów na fajki i piwo a inaczej
                  ktoś kto ma rodzine, kredyty i "dorosłe" życie.
                  Jak taki młody wilczek zacznie poważniej myśleć o swojej przyszłości
                  to nagle ma olśnienie: kurka wodna, za 1200/miesiecznie nie kupię
                  mieszkania.... Tragedia!!!Do dupy kraj!!! I zaczyna mieć wymagania.
                  A wtedy przeczyta na forum o prawie popytu i podazy....
                  Reasumując: trzeba sie cenić. Jak sam sie nie bedziesz cenił to nikt
                  inny Cie nie doceni.

                  • Gość: mrówa Re: droga mrówo.... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 14:21
                    Cenić sie. Jasne.
                    Wracając do modelowego przykładu: człowiek "dorosły", dzieci, kredyt
                    itd. traci, niestety pracę. Szuka i szuka, zawsze żądając 8 tys.
                    Rekruter mu na to: za dużo, ja mam budżet, moge wydać na pana 5 tys.
                    a jak nie, to znajde kogos tańszego. Nasz bohater: a nie, to
                    dziękuję, ja się cenię. I tak sobie trwa bez pracy przez pare
                    miesięcy. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Niechby nawet zarobił te 5
                    tys. a w międzyczasie szukał czegos lepszego. Facet nie ma środków
                    do życia, ale pracy nie przyjmie bo "się ceni"! Niech sie ceni
                    dalej, oby w tym czasie głód go nie zmusił do pracy za 2 tys.
                    • Gość: atakitam Re: droga mrówo.... IP: *.aster.pl 14.01.09, 14:26
                      Masz 100% racji. Tyle tylko, ze niewielu rekruterów mówi temu
                      kolesiowi ile mu moze dać. Każą czekać na odpowiedz w
                      nieskończoność. Najczęscie potakują głowami ze zrozumieniem zamiast
                      od razu powiedziec, ze sorki, za tyle to nie...I czy sie decyduje.
                      I tu jest pies pogrzebany.
            • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:09
              Do nikogo nie mam pretensji, po prostu szukam odpowiedzi na
              nurtujące mnie pytania. Daleki jestem od radykalizmu, ale powiem
              brutalnie - gdybyś padł na ryj na parę miechów, to też byś zaczął
              szukać odpowiedzi...
            • Gość: m Re: mam podobnie... IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.09, 03:55
              "Na rynku pracy panuje prawo popytu i podaży, skoro nikt nie chce kupić twoich
              usług za tak wysoką cenę, to może nie sa warte aż tyle ile tobie się wydaje."
              ###################3
              "Na rynku pracy panuje prawo popytu i podaży" - to prawda

              "skoro nikt nie chce kupić twoich usług za tak wysoką cenę, to może nie sa warte
              aż tyle ile tobie się wydaje." - to nieprawda

              Podaż jest ale na inne usługi.Polska to w tej chwili kraj montowni
              im.Balcerowicza, stanowisk dla kasjerek w supermarketach i akwizytorów.I tu leży
              SEDNO problemu

              Czy gdyby fizyk jądrowy pojechał do Afryki poszedł do buszmenów i zaoferowałby
              im swoją wiedzę w zamian dostałby etat i godne wynagrodzenie? Oczywiście,że nie,
              bo prymitywne plemiona nie wiedzą,co to fizyka jądrowa, nie potrzebują jej do
              egzystencji i zupełnie nie mieliby stanowisk, gdzie można by spożytkować jego
              wiedzę. Co innego oczywiście kraje posiadające potencjał atomowy.

              • Gość: zdesperowany Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 15.01.09, 12:08
                Ciekawa i słuszna teza! Niestety wnioski z niej płynące nie są
                optymistyczne. Tylko Hameryka? Czy może Norway?
          • Gość: 3M Re: mam podobnie... IP: *.chello.pl 14.01.09, 16:23
            GE Money Bank?
          • Gość: A Re: mam podobnie... IP: *.bad.pppool.de 14.01.09, 18:26
            załóż własną firmę.
            • Gość: Soze Re: mam podobnie... IP: 94.251.154.* 14.01.09, 23:04
              Chciałem napisać to samo: otwieraj własną firmę. Nabiłeś tochę kasy,
              jak nie jesteś baranem to masz kapitał na start. Pracuj sam, jak
              będziesz potrzebował ludzi to traktuj ich tak jak teraz tego
              oczekujesz od potencjalnych pracodawców. Napiszę wtedy do Ciebie
              List Motywacyjny w którym będzie że pare lat byłem prezezem Z o.o. i
              chce dyche+fure i komure na start. Jestem ciekaw czy w czasach
              kryzysu zatrudnisz mnie czy też zaczniesz pukać się w czółko!
          • Gość: zz Re: mam podobnie... IP: 94.254.165.* 14.01.09, 19:29
            > Hm, jeżeli chodzi o wiek, to jestem w połowie między trzydziechą i
            > czterdziechą, niby stary nie jestem, ale reguła, że masz szansę na
            > ustawienie się na stanowisku do czterdziechy chyba działa.

            A, więc chodzi o ustawienie się. A może ci rekrutujący bezbłędnie to wyczuwają i
            po prostu nie są w stanie zaoferować takiego luksusu.
        • Gość: Pierwsza praca Re: mam podobnie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 12:29
          Firmy nie dbają o
          > pracownika bo zawsze znajdzie sie jakiś koleś, który zgodzi sie
          > zasuwać 10 godzin dziennie za 1200 brutto, nie kumając, że psuje
          > rynek i szkodzi sam sobie.

          Polonezy czy potem Tico tez sie dobrze sprzedawaly, dopoki nie nastapilo
          "zepsucie rynku" poprzez umozliwienie tanszego importu motoryzacyjnego "zlomu z
          Zachodu" typu 3-4 letnie Fordy, VW czy Toyoty.

          No i TPSA tez dobrze opychala neostrade po zdaje sie 400 zeta w latach 90-tych,
          dopoki tanie sieci osiedlowe nie "zepsuly rynku".

          A takie skojarzenie, a propos wmawiania komus, ze jesli ktos sie godzi na nizsza
          pensje to "psuje rynek". Bez proby pojecia czyjegos punktu widzenia, bo skoro
          ktos kto sie godzi na te prace za 1200 to przeciez nie robi tego z masochizmu,
          tylko widocznie nie znalazl pracy za wiecej. Logiczne.

          Co do prawie calej reszty - zdecydowana zgoda.
        • wz43 Re: mam podobnie... 15.01.09, 01:50
          Faktem jest, ze pracodawcy wykorzystują sytuację związaną z dużym
          bezrobociem i starają się jak najmniej płacić. Oczywiście są gotowi
          oszczędzać na wszystkim, tylko nie na sobie. Sprzyja temu brak
          mocnych związków zawodowych, które powinny wspierać swoich członków.
          Celowe rozbicie silnego ruchu zwiazkowego na poczatku lat
          dzziewięćdziesiątych ( przez m.in. takich ludzi (?) jak Wałęsa,
          Kaczyńscy, Krzaklewski + wielu innych zaprzedańców ) słuzyło i służy
          polskiemu siermiężnemu kapitalizmowi, który w odróżnieniu od
          bidujących ludzi pracy rośnie w siłę. I tak będzie póki sytuacja w
          tym zakresie się nie zmieni.
      • Gość: gość A to znacie? IP: 136.8.152.* 14.01.09, 12:17
        Jak zabić kreatywność:

        Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i
        ustaw drabinę tak by umożliwiała dotarcie do banana. Zainstaluj
        system, który będzie wlewał lodowatą wodę w całym pomieszczeniu, gdy
        tylko któryś z szympansów zacznie wspinać się po drabinie. Szympansy
        szybko nauczą się, że nie należy wdrapywać się na drabinę.

        Po jakimś czasie wyłącz system "zlewania lodowata wodą". Teraz
        zastąp jednego z szympansów nowym. Ten ostatni wejdzie po drabinie i
        nie wiedząc czemu dostanie wpie...od pozostałych. Następnie zastąp
        jeszcze jednego ze starych szympansów nowym. Ten też dostanie
        wpie...i to szympans nr 6 (ten, który był przed nim wprowadzony)
        będzie bił najmocniej.

        Kontynuuj wymianę starych szympansów na nowych, aż będą sami nowi.
        Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na
        drabinę, jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli, to na
        pewno dostanie wpie...od pozostałych.

        Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie dlaczego.

        Tak właśnie wykuwa się kultura korporacyjna firmy. Teraz, gdy znany
        jest mechanizm procesu, zrozumiałym jest dlaczego przyśpiesza się
        wymianę "dinozaurów" na młodych, dynamicznych, dlaczego nie
        dostajesz bananów i dlaczego wielu twoich współpracowników chętnie
        ci przypie....
        • Gość: było wyżej Re: A to znacie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 12:34
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=89742733&a=89791338
        • Gość: Pierwsza praca Genialne!!! :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 12:35
        • carwszechrusi Walka klas się nie skończyła 14.01.09, 12:47
          Kodeks pracy w mojej firmie to śmieć, ale długo by o tym gadać jeszcze spadną głowy panów.
        • Gość: ula kultura korporacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 18:26
          właśnie od ciebie dowiedziałam się co to jest ta kultura korporacyjna.
          No i właśnie w mojej korporacji wylali facetkę, co tę kulturę korporacyjną tworzyła.
      • Gość: mariamagdallena Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 14.01.09, 12:28
        Witam Panie zdesperowany! Podzielam w pełni Pana opinię.Rynek pracy
        zrobił się kotłem dla ,przepraszam, kretynów, którzy mając pieniążki
        nie wiedzą w co inwestować i tworzą ''miejsca pracy'' dla
        naiwnych ,przeważnie studentów i ludzi myślących ,że mają szansę
        na ''swój bussines''. To wszystkie Agencje, o których Pan już
        wspomnial, ale jeszcze gorsze są biura i firmy finansowe. Byłam na
        wielu rozmowach w tego typu firmach i jestem ,delikatnie
        mówiąc,zdegustowana. Panowie na stanowiskach dyrektorskich nie mają
        zielonego pojęcia ani o finansach, ani o bankowości. Wszystkie te
        firmy opierają się na funduszach i kredytach, ale gdy padały moje
        bardzo proste pytania, okazywało się, że każda z tych firm zna się
        na jednym kredycie, na ofercie funduszy tylko jednego Towarzystwa
        Ubezpieczeniowego, a przedstawiając ofertę klientowi można
        naopowiadać praktycznie wszystko na co pozwoli wyobrażnia, byleby
        tylko połączyć te dwa produkty i wmówić klientowi , że to najlepsze
        rozwiązanie, jakie w całej swej ''ogromnej'' wiedzy przedstawił
        doradca, jako ''indywidualne'', niepowtarzalne i jedyne. Oczywiście
        menagerem zostaje się po zupełnym zgłupieniu, kiedy na realny swiat
        nie patrzy się już pod kątem uczciwych relacji partnerskich, zdrowej
        rywalizacji( czy ktoś jeszcze wie, co to jest?),a przyzwoitość i
        szacunek jakim powinnismy się darzyć w codziennych relacjach i w
        interesach jest zjawiskiem niezrozumiałym.
        Z tego powodu rozwiązałam umowę z jedną z najwiekszych firm (działa
        na całym świecie, ale odkąd rok temy zmieniły się najwyzsze stołki
        dyrektorskie w Polsce, firmę opuściły rzesze profesjonalistów), a ja
        od dwóch m-cy chodzę na głupkowate rozmowy kwalifikacyjne i
        zastanawiam się ;'' O CO CHODZI?''.
        Zatem, szanowny Panie, jeśli tacy ludzie jak Pan i Panu podobni będą
        o tym mówic, to moze któregos dnia obudzimy się z magliny, która ,
        nie wiem dlaczego, opadła chyba na cały naród i powoli prowadzi nas
        w totalne zatracenie podstawowych wartości i głupotę.
        Gratuluję Panu i bardzo dziękuję, za zdrowe spojrzenie na naszą
        rzeczywistość.
        Czekam na kolejną Pana wypowiedż.
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:15
          :-)
      • bogiemslawiena Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 12:29
        Nie bardzo rozumiem problemy Zdesperowanego. Dlaczego mając tak
        wiele atutów chcesz pracować dla kogoś? Przecież z tak bogatym
        doświadczeniem powinieneś być dla siebie kurą znoszącą złote jajka.
        Napisałeś, że masz ok. 35 lat - masz siłę, możliwości...

        Jeśli chodzi o kulturę pracy, to rzeczywiście Polska jest jak trzeci
        świat. Może i mam niewielki staż pracy, bom młody wilczek (na
        szczęście chyba z normalną jednak etyką życia i pracy...), ale mogę
        coś o tym powiedzieć. Od roku pracuję w firmie, w której wreszcie
        mam normalnego przełożonego. Firma jest niewielka, ale sprawna. Do
        tej pory każdy mój pracodawca motywował mnie zdaniem "jeśli się pani
        nie podoba, możemy panią zwolnić". Pracowałam cały czas w lęku, że
        nagle zniknie mi istotne źródło dochodu i tym samym pojawi się brak
        stabilizacji.
        Teraz jestem motywowana pozytywnie, nie słyszę wciąż pogróżek, nikt
        nie sterczy nade mną z batem, a mnie chce się pracować i czuję się
        potrzebna.
        Może mój szef jest normalny, bo wiele lat nie pracował w polskich
        firmach? :) Gdzieś się jednak taką normalnę etykę pracy zdobywa.
        Gdzie się tego miało nauczyć większość Polaków?
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:17
          Niestety, nie każdy może być swoim własnym szefem :/
        • htoft Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 22:22
          > Nie bardzo rozumiem problemy Zdesperowanego. Dlaczego mając tak
          > wiele atutów chcesz pracować dla kogoś? Przecież z tak bogatym
          > doświadczeniem powinieneś być dla siebie kurą znoszącą złote jajka.
          > Napisałeś, że masz ok. 35 lat - masz siłę, możliwości...
          >

          Może po prostu nie chce tworzyć kolejnej bezsensownej firmy-krzaka.
      • jurek.powiatowy Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 12:38

        Co do Agencji Pracy - to fakt. Rekrutując na stanowiska specjalistyczne obok
        rekrutera z agencji powinien być specjalista z danej dziedziny. Niestety taka
        sytuacja możliwa jest tylko w działach personalnych firm. Inna sprawa, że nie
        wiele agencji wyspecjalizowało się w rekrutowaniu np. tylko inżynierów. I
        jeszcze jedno, dziś zauważa się, ze najważniejszym czynnikiem jest człowiek,
        może nie tyle jego wiedza co osobowość. Kiedyś brało się najlepszych i obsadzało
        stanowiska nie zwracając uwagę na cechy charakteru, ambicje czy temperament
        kandydata.
        Dziś nie dopasowuje się miejsca pracy do kandydata, ale kandydata do miejsca
        pracy. To trzeba pamiętać. Nie wolno unosić się honorem, ze ja mam 10 lat pracy
        a przyjęli kogoś z rocznym doświadczeniem.
      • Gość: MU Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 12:39
        Sama pracuje w agencji posrednictwa pracy, i codziennie choc jeden, taki "zdolniacha" jak ty, do nas trafia. Przekonany o swojej doskonalosci, z lekka pogarda odnoszacy sie do mnie jako pracownika agencji. Skoro tak uwalcza twojej godnosci zgloszenie sie do agencji, to po kiego grzyba do nich chodzisz? Jak jestes taki cudowny to byle dyrek powinien ciebie z otwartymi ramionami przyjac.
        Chyba nie wiesz ze cv takich jak ty mamy pelne segregatory, tylko wybierac. I wezmie sie kogos bez roszczeniowej postawy - bo nikomu sie szarpac nie chce z jakims gachem z przerostem mniemanie o sobie. Proste jak konstrukcja cepa. Zweryfikuj swoje zdanie o sobie, troche pokory i moze znajdzie sie ktos kto wezmie sobie taki problem jak ty na glowe.
        • Gość: atakitam sama o sobie świadczysz.... IP: *.aster.pl 14.01.09, 13:33
          Twoja wypowiedz swiadczy o Tobie. I potwierdza tezę zdesperowanego.
          Przykro mi, w Twoim przypadku potwierdzają sie wszelkie negatywne
          stereotypy dotyczące "łowców głów".
          • Gość: mrówa Nie znasz specyfiki pracy działów personalnych. IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 13:58
            Przedmówczyni napisała o czym ważnym, czego kandydaci często nie
            wiedzą - albo udają że nie wiedzą - że na jedno miejsce przychodzi
            5, 10, 15 osób i tak naprawde rzadko zdarza się że ktoś wyróżnia się
            od pierwszego wejrzenia, jest wybitny, po prostu najlepszy.
            Zazwyczaj takie cv sa bardzo podobne, studia, kilka kursów i
            doświadczenie w 4 firmach. Ja rozumiem, że każdy uważa się za
            wyjątkowego, że dla niego te studia były trudne, że staz odbył z
            najwyższym wysiłkiem itd. i uważa że każdy powinien to wiedzieć. Ale
            dla rekrutera który porównuje 15 prawie identycznych cv to nie jest
            takie oczywiste.
            Oczywiście zdarza sie i tak, że na jedno stanowisko szuka sie osoby
            przez kilka miesięcy i brakuje takich specjalistów. Wtedy górą jest
            pracownik, on może dyktowac warunki. W pozostałych przypadkach -
            powinien sie do nich dostosować (o ile naprawde zależy mu na pracy a
            nie na zrobieniu szumu wokół siebie).
        • dfgfdg Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 13:42
          > Sama pracuje w agencji posrednictwa pracy, i codziennie choc jeden, taki "zdoln
          > iacha" jak ty, do nas trafia. Przekonany o swojej doskonalosci, z lekka pogarda
          > odnoszacy sie do mnie jako pracownika agencji.

          Gratulacje. A ile masz lat? Skonczylas studia? Potrafisz merytorycznie
          przygotowac sie do rozmowy ze specjalista ze swojej dziedziny?

          >Skoro tak uwalcza twojej godnos
          > ci zgloszenie sie do agencji, to po kiego grzyba do nich chodzisz?

          Bo w niektorych przypadkach nie da sie inaczej.

          > Chyba nie wiesz ze cv takich jak ty mamy pelne segregatory, tylko wybierac.

          Klamiesz :) I doskonale wiesz dlaczego :)

          > I wezmie sie kogos bez roszczeniowej postawy - bo nikomu sie > szarpac nie
          chce z jakims gachem z przerostem mniemanie o sobie.

          To nie jest 'mniemanie o sobie' tylko 'poczucie wlasnej wartosci'. Pewnie nie
          wiesz jeszcze co to znaczy ale z wiekiem na pewno sie dowiesz.

          A troche pokory, luzu i spokoju zalecam tobie :)
          • Gość: MU Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 15:07
            Nastepny wypowiadajacy sie w temacie o ktorym nie ma pojecia
            Dla twojego info mam 28 lat i skonczylam studia dzienne na uczelni panstwowej.

            Nie musze byc specjalista od wszystkiego by zrekrutowac fachowca. Od tego sa
            świadectwa, uprawnienia, dyplomy itp. żebym ja nie musiala byc omnibusem. One +
            udokumentowane doświadczenie pokazują czy masz kompetnecje w danej dziedinie czy
            nie. Ja mam ocenic czy sie nadajesz - czy twoja postawa i podejscie są
            odpowiednie, i czy nie masz defektow fizycznych mogacych utrudniac lub wrecz
            uniemozliwiac wykonywanie danej pracy.

            Bedac chamem nawet z najlepszymi papierami szanse na prace masz mala.

            > > Chyba nie wiesz ze cv takich jak ty mamy pelne segregatory, tylko wybiera
            > c.
            >
            > Klamiesz :) I doskonale wiesz dlaczego :)

            Nie klamie :) w tym kraju zyje prawie 40mln polakow, gros z nich jest
            porejestrowana po ilus agencjach, naprawde sadzisz ze znalezenie fachowca jest
            takim problemem? sam sie oklamujesz.

            > To nie jest 'mniemanie o sobie' tylko 'poczucie wlasnej wartosci'. Pewnie nie
            > wiesz jeszcze co to znaczy ale z wiekiem na pewno sie dowiesz.

            Super ze masz takie wysokie poczucie wlasnej wartosci, tylko pozazdroscic, ale
            pracodawca nie szuka kogos nadmiernie pewnego siebie i wyszczekanego, ale osoby
            ktora dobrze i w ciszy wykona powierzona mu prace.
            • Gość: atakitam Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.aster.pl 14.01.09, 15:16
              Dziewczyno, ton twojej wypowiedzi jest nieuprzejmy i nieodpowiedni.
              Naprawdę tego nie czujesz? Rozmawiasz z ludzmi dużo starszymi od
              siebie w taki sposób jakbyś rozmawiała ze swoją koleżanką od jarania
              jointów. Kultury wypowiedzi i szacunku do rozmówcy nie nauczy nawet
              najlepsza uczelnia. Wiedz zresztą, ze w normalnym świecie te
              państwowe uczelnie są uznawane za marne...Przykładem jest paryska
              Sorbona...
              Jeśli masz taki stosunek do ludzi szukających pracy to powinnaś
              zmienic zawod i zostac nadzorcą w więzieniu, najlepiej w Korei
              Ludowej albo Chinach.
            • Gość: pracodawca Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 195.74.106.* 14.01.09, 15:46
              > Nastepny wypowiadajacy sie w temacie o ktorym nie ma pojecia
              > Dla twojego info mam 28 lat i skonczylam studia dzienne na uczelni panstwowej.
              >
              > Nie musze byc specjalista od wszystkiego

              > Nie klamie :) w tym kraju zyje prawie 40mln polakow, gros z nich jest
              > porejestrowana po ilus agencjach, naprawde sadzisz ze znalezenie fachowca jest
              > takim problemem? sam sie oklamujesz.
              > Super ze masz takie wysokie poczucie wlasnej wartosci, tylko pozazdroscic, ale
              > pracodawca nie szuka kogos nadmiernie pewnego siebie i wyszczekanego, ale osoby
              > ktora dobrze i w ciszy wykona powierzona mu prace.

              droga MU, niestety z kazda kolejna wypowiedzia bardziej obnazasz swoja
              ignorancje. masz mentalnosc malomiasteczkowej laluniu, ktorej wydaje sie ze
              skonczenie DZIENNYCH studiów tyo jest sukces.
              jako pracodawca moge Ci powiedziec ze do Twoich zadan nie nalezy ocenianie tego
              czy ktos jest chamem czy nie - a z Twoich slow wynika niezbicie ze to Ty masz
              kompleksy i, nieuzasadnione, poczucie wladzy w segregowaniu ludzi w swoich
              segregatorkach.
              gratuluje dobrego samopoczucia.

              rzy okazji, zadania na dzis: sprawdzic w slowniku slowo GROS.

              p
              • gonzo44 Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 15:50
                Gość portalu: pracodawca napisał(a):

                > przy okazji, zadania na dzis: sprawdzic w slowniku slowo GROS.

                ...oraz sprawdzić jaką literą piszemy rzeczowniki oznaczające
                narodowość.
              • Gość: Ala Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 23:00
                No jasne - gdy się nie ma nic konkretnego do powiedzenia, jak Ty, to zawsze można się uczepić tematu zastępczego jak ortografia. Ty może jesteś pracowadwcą ale sam dla siebie, z jednoosobową działalnością. Zechciej zajrzeć do kilku postów powyżej, a przekonasz się że MU nie chwaliła się pierwsza wszem i wobec swoimi studiami, ale odpierała niezasłużony atak. OCZYWIŚCIE, że pracodawcy szukają osób niekonfliktowych, którzy w ciszy, dobrze i szybko wykonają swoją pracę. Do tego czy się nadajesz kompetencyjnie, można sprawdzić Twoje certyfikaty, ale certyfikaty to nie wszystko. My przyjęliśmy do pracy pana, po 60, który owszem legitymował się wyszymi studiami, lecz nie miał praktyki w naszej branży. Teraz jest lokomotywą działu. Człowiek "starej daty", pełna kultura i wypowiedzi całymi zdaniami. Dokumentację prowadzi lepiej niż księgowy, cieszy się naszym szacunkiem i jest szczęśliwy, ze może być przydatny. Polecił nam go ktoś taki jak MU właśnie, wyciągając ładnie napisane CV ze swojego segregatorka.
                I jeszcze jedno: co Ci się nie podoba w słowie "gros"? Czy Ty przyjamniej wiesz, jednoosobowy pracodawco, w jakim słowniku szukać?
                • gonzo44 Do Wielkiej Językoznawczyni 14.01.09, 23:41
                  Gość portalu: Ala napisał(a):

                  > I jeszcze jedno: co Ci się nie podoba w słowie "gros"? Czy Ty
                  >przyjamniej wiesz, jednoosobowy pracodawco, w jakim słowniku szukać

                  "gros" oznacza generalnie "większość" lub wręcz "całość". jeżeli
                  twoja idolka MUćka pisze:

                  "Nie klamie :) w tym kraju zyje prawie 40mln polakow, gros z nich
                  jest porejestrowana po ilus agencjach"

                  ... to zwyczajnie kłamie. a ty za nią.
              • Gość: al Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 217.98.90.* 15.01.09, 14:36
                Przesadzacie, jest dużo prawdy w tym co pisze MU, jak to mówią
                prawda leży pośrodku. Zażucacie, że uważa studia za powód do dumy (
                a przecież sami o to pytaliście !) a sami wywyższacie się choćby
                swoim wiekiem, a to bardzo nie na miejscu, wręcz głupie. To tak
                jakby powiedzieć, że ktoś młodszy nie ma prawa głosu, tylko dlatego
                bo jest młodszy, bo Wam przecież należy się szacunek. Śmiechu warte.
                Tak jak wrzucanie wszystkich rekruterów do jednego worka i
                stwierdzenie, że są do niczego.
                Ludzie, piszecie że ktoś ma nieodpowiedni ton - a posłuchajcie (lub
                poczytajcie)siebie!!! Nie przesadzajcie, spuście z tonu bo Wasza
                duma niedługo Was przerośnie, a wiek i doświadczenie to nie
                wszystko, charakter i podejście do pracy i do ludzi (tym bardziej do
                rekruterów, zwłaszcza gdy szuka się pracy) są czasem równie istotne!
                • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 16.01.09, 10:20
                  My nie mówimy o wywyższaniu się, mówimy o czymś, co nasze babcie
                  nazywały kindersztubą, w wojsku było patologią i nazywało się falą.
                  Ale porządek był. I tu przyszły (do armii) znowu panie psycholożki
                  (nie, no chyba się jednak uwziąłem ;-) plus kapelan i wymyślili
                  razem, że mamy humanizację. Humanizacja i armia, dobre sobie...

                  Chodziło o zażucie?
            • dfgfdg Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 15:48
              Gość portalu: MU napisał(a):

              > Nastepny wypowiadajacy sie w temacie o ktorym nie ma pojecia

              Skad mozesz to wiedziec?

              > Nie musze byc specjalista od wszystkiego by zrekrutowac fachowca. Od tego sa
              > świadectwa, uprawnienia, dyplomy itp. żebym ja nie musiala byc omnibusem. One +
              > udokumentowane doświadczenie pokazują czy masz kompetnecje w danej dziedinie cz
              > y
              > nie. Ja mam ocenic czy sie nadajesz - czy twoja postawa i podejscie są
              > odpowiednie, i czy nie masz defektow fizycznych mogacych utrudniac lub wrecz
              > uniemozliwiac wykonywanie danej pracy.

              Ahhhh zawsze wiedzialem ze dzialy HR nic nie robia i na niczym sie nie znaja.
              Udowodnilas to idealnie w powyzszej wypowiedzi :)
              Kadrowa - to bylo jednak bardzo dobre slowo...


              > Bedac chamem nawet z najlepszymi papierami szanse na prace masz mala.

              Pierwszy post wcale nie byl chamski. Moje tez takie nie sa.

              > Nie klamie :) w tym kraju zyje prawie 40mln polakow, gros z nich jest
              > porejestrowana po ilus agencjach, naprawde sadzisz ze znalezenie fachowca jest
              > takim problemem? sam sie oklamujesz.

              Znalezienie _fachowca_ nie jest zadnym problemem ale _dobrego_ fachowca napewno
              w tych CV nie znajdziesz bo naprawde mala czesc szanujacych sie ludzi z
              doswiadczeniem zawodowych tam sie rejestruje.


              > Super ze masz takie wysokie poczucie wlasnej wartosci, tylko pozazdroscic, ale
              > pracodawca nie szuka kogos nadmiernie pewnego siebie i wyszczekanego, ale osoby
              > ktora dobrze i w ciszy wykona powierzona mu prace.

              A to ciekawe. Bardzo ciekawe :)))
              Z powyzszego wynika ze rekrutujesz chyba ludzi na linie do fabryki a nie
              specjalistow i fachowcow :)
              • Gość: gość Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 00:17
                > Z powyzszego wynika ze rekrutujesz chyba ludzi na linie do fabryki
                a nie
                > specjalistow i fachowcow :)

                Może to jest tak, że jak na jednego gościa na linii w fabryce
                przypada piętnastu specjalistów i fachowców za biurkiem, to więcej
                już naprawdę nie można.
            • Gość: rh Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:58
              Czyli Pani praca sprowadza się do stwierdzenia, czy potencjalny
              kandydat ma ręce, nogi i oczy? Świadectwa, uprawnienia, dyplomy...
              Super. Oczywiście - na przykład rekrutując na stanowisko np.
              analityka - jest Pani w stanie bez trudu stwierdzić, czym różnią się
              kompetencje kandydata z certyfikatem ACCA od kandydata z
              certyfikatem CFA? Czy liczy się tylko to, żeby było dużo literek?
              Poza tym, wydaje mi się, że nawet największy cham jest w stanie
              ucywilizować się nieco na czas trwania wywiadu i całą fachową ocenę
              diabli wzięli.
              ps. Taką ma Pani masę cv zalegających po szafach? To trochę jakby
              sprzedawca chwalił się, że ma magazyny pełne towaru, którego nikt
              nie chce kupić... Średnia reklama.
              • Gość: mrówa Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.acn.waw.pl 15.01.09, 10:05
                Możesz się śmiać, ale tak to czasami wygląda. Agencja na rozmowie
                sprawdza tylko to, co jest w stanie sprawdzić. Klient przysyła
                zlecenie: kandydat ma mieć np. a) skończony kurs księgowości, b)
                magistra z zakresu ekonomii, c) 2-letnie doświadczenie w firmie np.
                z zakresu ubezpieczeń. I tyle. I sprawdzasz. Papiery, certyfikaty,
                świadectwa pracy, co robił w poprzedniej firmie i czym dokładnie
                zajmowała się ta firma. Spełnia wymagania - wysyłasz do klienta. Nie
                spełnia - nie wysyłasz (=odrzucasz). Z reguły jest tak, że bardziej
                merytoryczne rozmowy, ściśle fachowe, prowadzone sa juz bezpośrednio
                przez klienta. Niektórzy sie kłócą a po co ten kurs, a po co te
                studia, a może wystarczy matura itd. Ale z takimi pretensjami to
                prosze iśc do zleceniodawcy, bo to on płaci i stawia agencjom
                wymagania, nawet jeśli są pozornie nielogiczne. Nie do agencji
                należy kwestionowanie kaprysów klienta.
            • Gość: K Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.mia.three.co.uk 14.01.09, 18:55
              > > Chyba nie wiesz ze cv takich jak ty mamy pelne segregatory, tylko wybiera
              > c.
              >
              > Klamiesz :) I doskonale wiesz dlaczego :)

              Nie klamie :) w tym kraju zyje prawie 40mln polakow, gros z nich jest
              porejestrowana po ilus agencjach,

              Gros z nich to dzieci i emeryci. :D
            • Gość: Gość Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.centertel.pl 15.01.09, 00:06
              > Nie musze byc specjalista od wszystkiego by zrekrutowac fachowca. Od tego sa
              świadectwa, uprawnienia, dyplomy itp. żebym ja nie musiala byc omnibusem. One +
              udokumentowane doświadczenie pokazują czy masz kompetnecje w danej dziedinie czy
              nie. <

              Po tej wypowiedzi widać spore braki u Szanownej. Świadectwa, uprawnienia,
              certyfikaty świadczą jedynie o tym, że dana osoba wie, co powinna robić, ale nie
              świadczą o tym, że potrafi to robić. Tego typu ocenę może dokonać sam
              potencjalny pracodawca; płacąc agencji pewnie oczekuje więcej.
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:22
          Przerost ambicji? Gach? Postawa roszczeniowa? Kobieto! Czy Ty wiesz
          o czym w ogóle piszesz?
          Po kiego grzyba chodzę do agencji? Po takiego, że 90% pracodawców z
          nich korzysta. I za ch... nie wiem why. Chyba tylko po to, żeby te
          dwie dychy za rekrutację podzielić pod stołem. Innego logicznego
          uzasadnienia nie znajduję!
          Oczekuję jednej, absolutnie elementarnej zasady. Szacunku!
          Nothing more!
          • senseiek Zdesperowany jestes naprawde zdesperowany... 14.01.09, 22:12
            > Przerost ambicji? Gach? Postawa roszczeniowa? Kobieto! Czy Ty wiesz
            > o czym w ogóle piszesz? (...)
            > Oczekuję jednej, absolutnie elementarnej zasady. Szacunku!
            > Nothing more!

            Doprawdy, zdesperowany jestes naprawde zdesperowany.. ;)

            Jak piszac takie slowa pod adresem tej dziewczyny (czyli uogolniajac do wszystkich HR) oczekujesz szacunuku, i tego ze nie bedzie odpowiadac atakiem na Twoj atak??
            Sam ja nazwales "mloda siksa"!! :))
            A ona Ci odpowiada "gach"..
            Nic wiecej...
            Nie pamietasz co sam piszesz??
            To Cie zacytuje...
            I innym ktorzy sie nagle rzucili na biedna MU..

            "1. Różnej maści agencji pracy narobiło się jak psów, a w nich Panie
            Psycholożki z mgr z kropką na końcu, rekrutujące specjalistów. Skąd,
            pytam skąd, młoda siksa po studiach wie jak wygląda praca? Z
            książek? Z Internetu? Z gg?

            2. W/w agencje, przepraszam Agencje, służą tylko i wyłącznie dymaniu
            innych (tak, jak te prawdziwe), a powtarzane jak mantra słowo
            ałtsorsing jest jedynym, które w/w Panie Psycholożki zapamiętały ze
            swoich szkółek. Sorki, jest jeszcze w d..ę j....y..."



            ----
            Kalkulator dla inwestorów giełdowych:
            daytradercalc.trueart.pl
        • inz_mech Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 16:56
          A niby dlaczego facet ma zbyt wysokie mniemanie o sobie? Moze ma racje, gdy
          slyszy pytania o ulubiony kolor od farbowanych psycholozek ktore nie potrafia
          odroznic wiertarki od szlifierki. Dla dobrego specjalisty rozmowa z taka lala
          jak ty jest smieszna. Sam wiele razy rozmawialem z rekruterami (za granica) i
          musze powiedziec ze to sa ludzie malo kompetentni-potrafie sobie wyobrazic ze w
          Polsce jest jeszcze gorzej, co udowadniasz swoim wpisem.
          "Rekruterko"
        • Gość: 55 Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 82.160.117.* 14.01.09, 21:34
          koleś oczekuje minimum normalnosci. gdzie tu postawa roszczeniowa? ma paść na kolana i błagać o jakąkolwiek pracę za 1500 brutto?
        • rx55 Panuj nad emocjami - bądź profesjonalistką. 15.01.09, 08:37
          Twoja wypowiedź świadczy o tym, że jesteś kiepskim pracownikiem,
          ponieważ osoba zajmująca się rekrutacją powinna kontrolować emocje i
          panować nad reakcjami. Niedopuszczalne jest wdawanie się w dyskusje.
          Dziwię się, że podchodzisz do uwag osobiście. Jeśli jesteś
          psychologiem, to potrzebujesz się dokształcić; niezależnie od
          wyuczonego zawodu potrzebujesz odpowiednich szkoleń.
      • tata_wariata Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 12:42
        mówiąc szczerze, też podoba mi się ten wątek.
        nie słuchałbym tu wielu głosów, bo bije przez nie brak
        doświadczenia, wiedzy, mądrości życiowej (ktoś pisze pobyt, a ma na
        myśli popyt, ktoś doradza wyjazd za granicę - ale w sumie to po co,
        gdy tu ma się rodzinę, jakiś dorobek /mieszkanie, auto, działkę/,
        znajomych, ulubione miejsca, wszystko rozumiesz co do ciebie mówią w
        urzędzie, w sklepie, ktoś pisze że czegoś ci brakuje, ja bym
        powiedział że brakuje tego co wielu szukającym - SZCZĘŚCIA, tego
        palca Bożego który wskazuje na ciebie).

        pewne są fakty: rynek pracy lat 90 nie wróci, gdzie absolwenci
        wyższych uczelni ekonomicznych, technicznych, uniwersytetów znający
        jeden język zachodni, posiadający p. jazd. kat b i umiejętność
        obsługi komputera mogli przebierać w ofertach, a szybki rozwój rynku
        prowadził do szybkich awansów. sam zazdrościłem gdy kończąc wyższą
        ekonomiczną uczelnie na początku lat 2000 swoim starszym o klika lat
        kolegom, że tak potrafili szybko awansować w dobrych firmach, wtedy
        już było czuć, że rynek pracy się nasycił absolwentami i o dobrą
        pracę nie było tak hop-siup.
        Dziś czasy są zawirowane i sądze że należy do tego przywyknąć, ja
        też chodzę na spotkania w spr. pracy bo w tej w której jestem to
        trzyma mnie już tylko kasa, a że mam doświadczenie, umiejętności i
        otwartą głowę to nie chcę zejść poniżej pewnej granicy finnsowej
        która pozwala mi na normalne życie, a nie ciułanie od 1. do 1.
        Rekruterzy na spotkaniach też czasami robią wielkie oczy jak mówię
        ile zarabiam, bo oni chcieliby mi zaproponować dużo mniej.
        Dlaczego nikt nie wyciąga wnisków i nie umieszcza tak jak to jest
        np. w UK w ogłoszeniach rocznego wynagrodzenia ?? przcież to tak
        ułatwiłoby pracę i rekruterom i kandydatom - obydwie strony
        zaoszczędziłyby czas i pieniądze.
        a np. Gazeta Wyborcza poniedziałkowa Praca to w ogóle powinna albo
        zmienić tytuł, albo okroić treść umieszczanych tam ogłoszeń, bo 3/4
        to czysta reklama firm, które ogłaszają 'że szukają pracowników' już
        od dawna jej nie kupuję bo to jedna wielka ściema.
        sądzę, że sytuacja może być faktycznie frustrująca, bo po wielu
        rekrutajach też pozostaje mi niesmak że to nie mnie wybrano i
        człowiek zastanawia się co jest nie tak, obawiam się że wiele
        powodów leży poza nami, a często po prostu brak owego szczęścia.
        No ale życie jest długie, a los bywa przewrotny i nie wiadomo co
        będzie za kilka lat. jeszcze lat temu trzy nie zdawałem sobie
        sprawy, że będę miał obecną pracę i dochody na tym poziomie
        (zbliżają się do 4 cyfr).
        w tych trudnych chwilach człowiek się zastanawia co jest dla niego
        największą wartością, praca, pieniądze, dom, rodzina? ja wybieram to
        ostatnie bo mi przynosi bardzo dużo radości i oparcia w ciężkich
        chwilach.
      • Gość: anonim2 Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 14.01.09, 13:25
        To o czym mówisz juz na studiach się zaczyna. Dobrze, że teraz za młodu "obiję
        się" wśród takich. W przyszłości będę wiedział jak ich traktować. Wielu
        zazdrości Ci, ze miałeś chociaż możliwość poznania normalnej atmosfery w
        pracy/na uczelni.
        • Gość: roberto Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.lanet.net.pl 14.01.09, 13:33
          Ciekawe wątki. Warto poczytać. Niestety wszyscy tutaj mamy racje i jako
          jednostki nic nie zdziałamy. Szkoda tylko, że mieszkania tanieją, bo teraz młode
          wilczki znowu pójdą do pracy za 1500 zeta.
          • Gość: podwarszawianka Re: Paradoksy rynku - młodym też nie jest łatwo! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 16:04
            czytam i czytam o tych młodych wilczkach co pracują za 1500 i trochę zaczynam
            się wkurzać...
            w mojej pierwszej pracy pracuje od 8 mies. - może nie powinnam się tu mądrzyć
            przed Wami doświadczonymi życiem itd. ale parę uwag do ogólnej sytuacji i
            Waszych komentarzy mam:
            - zarabiam te 1500, mieszkam z rodzicami, nie wydaje tego na fajki ani alkohol
            (jak ktoś powyżej napisał) a raczej na bilety żeby jakoś do Wawy dotrzeć; na
            wynajem czegoś za tą pensję mnie nie stać, a w mysiej zatęchłej dziurze na końcu
            Warszawy nie będę mieszkać;
            - jak autor całego wątku mam wygórowane wymagania i wysokie mniemanie o sobie -
            skończyłam PW z wynikiem bdb (i nie była to administracja), bo się starałam i
            wierzyłam że mój wysiłek czymś zaprocentuje; inwestowałam w języki, w staże w
            mojej dziedzinie, ale też starałam się rozwijać wszechstronnie..
            - pracuje za to pogardliwie wypisywane przez Was 1500 - bo nic innego dla
            "kobiety inżynier" nie było (była jakaś kampania że takich niby poszukują.. i
            tak wiem zaraz się odezwą głosy że kobieta inżynier jest jak świnka morska - ani
            świnka ani morska);
            - nie próbuję nikogo wygryzać, nie jestem złośliwa, nie zależy mi na nie wiadomo
            jakiej kasie, ale naprawdę wolałabym pracować jako asystentka inżyniera i się
            uczyć i rozwijać dalej, mieć świadomość że jest ze mnie wymierny pożytek, a nie
            zbierać doświadczenie jako asystentka biurowa ucząc się pisać pokrętne pisma i
            kserować (pomagać innym w tym kserowaniu, odblokowaniu zaciętego papieru bądź
            okiełznaniu komputera bo niektórzy 50+ nie dają sobie z tym rady, z całym
            szacunkiem dla tej grupy) na moim stanowisku dałaby radę studentka albo ktoś po
            szkole średniej i mam świadomość że kogoś blokuję;

            bez doświadczenia po studiach to był niemal cud że znalazłam pracę, więc siedzę
            i ciułam ten rok lub dwa, po których ktoś w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać
            na rozmowie kwalif. (niekoniecznie w agencji - tam nie chadzam); inni siedzą na
            bezrobociu lub łapią co popadnie za mniej niż 1000, lub jeśli im się
            poszczęściło pracują w innych branżach;

            - w mojej branży trzeba mieć dobre znajomości - bo jak wyszukiwałam sama
            firmy/zakłady i wysyłałam nie tylko łyse cv, to zero odp. albo potrzebujemy
            kogoś z dośw. albo proszę się zgłosić za rok;
            tak, mogłam zgodzić się na rozwożenie długopisów, ulotek, wyścig szczurów (piszę
            o przedstawicielstwie), ale słysząc różne chore historie dałam spokój;

            owszem zdesperowana brakiem pracy chciałam wyjechać i nawet coś miałam w garści,
            ale, może śmieszne, uznałam że na Niemców pracować nie mam będę;

            z młodych wilczków widać tylko tych co robią najwięcej hałasu - od finansów,
            zarządzania itp. ale takich jak ja naprawdę jest sporo i w naszej kochanej
            Polsce mają sporo kłopotów i mogą Wam tylko zazdrościć że kiedyś mieliście lata 90.;

            ps. dygresja - sytuacja na "rynku" lekarzy, choć akurat mnie to mało dotyczy,
            ale ostrzegam - edukujące się pokolenie "chipsów" - produkt nadgorliwych mam,
            wysyłających dzieci na wszelkie możliwe zajęcia dodatkowe bądź tworzone przez
            same nadgorliwe pociechy, sprawia, że na studia lekarskie dostają się głównie
            tzw. "olimpijczycy" lub ludzie którzy przerobili specyficzny kurs rozwiązywania
            jeszcze bardziej specyficznych testów wstępnych i zajmują miejsca tym, którzy
            chcieli być to robić niejako z powołania - więc ostrzegam czeka nas przyszłość
            pełna lekarzy-robotów pozbawionych empatii, którzy owszem nazwą naszą chorobę w
            czterech językach, ale nie okażą żadnych ludzkich uczuć;

            dziękuję za uwagę
            • Gość: Marynarz Re: Paradoksy rynku - młodym też nie jest łatwo! IP: *.gdynia.mm.pl 14.01.09, 20:17
              Kurde, zmartwiła mnie Twoja dygresja.

              Poza tym, jak pomyślę jaki ze mnie inżynier to boję się iść do
              lekarza.

              Pozdrawiam

              ps. a męża masz?
              • Gość: podwarszawianka Re: Paradoksy rynku - młodym też nie jest łatwo! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 21:40
                Gość portalu: Marynarz napisał(a):

                > ps. a męża masz?

                A co, szukasz gosposi?
                • Gość: Marynarz Re: Paradoksy rynku - młodym też nie jest łatwo! IP: *.gdynia.mm.pl 15.01.09, 10:50
                  Niepotrzebna mi, ręce ma zdrowe :)

                  To jak z tym mężem?
                • asiuniap Re: Paradoksy rynku - młodym też nie jest łatwo! 20.01.09, 17:31
                  Jeśli chodzi o znajomość komputera ludzi 50+, donoszę, choc nie
                  jestem jeszcze w tym przedziale, iż 20+ proszą mnie, 40+, o pomoc :))
                  Co do lekarzy, to 20+ na stazu albo juz po, to .... trrrragedia.
                  Człowieku, lecz się sam, nie l(e)icz na 20+ vide moja lecząca się u
                  tych konowałów matka. Cóż, takie czasy, że muszę dorównywać chipsom
                  w chamstwie i arogancji...
            • Gość: rafis Re: Paradoksy rynku - młodym też nie jest łatwo! IP: *.u.itsa.pl 15.01.09, 14:08
              dygresja przybijająca , ostatnio chadzam po lekarzach - głównie starszej daty
              ale i młodej pani internistki i są to ludzie BARDZO życzliwi, mili i pomocni :)
        • Gość: gupi Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.accenture.com 14.01.09, 13:36
          Sam jestem techniczny, 30 lat - no i właśnie rozpocząłem smutny proces
          przebranżawiania się w ścieżkę bardziej manago.
          Pracuję w naprawdę dużej korporacji, a mój szef (35lat) jest ewidentnie
          najlepszym fachowcem jakiego spotkałem. Ale ale - żeby być przyjęty i dostać ile
          chciał został szefem - i po prostu innej drogi nie ma. Nie ma co gadać, z
          wiekiem "chłonność" opada, a pojawia się doświadczenie, nie techniczne tylko
          życiowe po prostu. No i nic dziwnego że pracodawcy wolą takich ludzi zatrudniać
          na kierowników - bo tu im się o wiele bardziej przydadzą. Specjaliści mogą być
          młodsi, przecież jakby co - doświadczony kierownik im pomoże.
          A z tego co kojarzę to 1998 to szczyt "bańki internetowej" i wtedy każdy kto w
          CV napisał "robię internet" czy coś podobnego był brany z automatu.
          Nie znam ciebie osobiście ale kilka pytań, bo mi się aż wierzyć nie chce że jest
          tak źle:
          1. Ile i jakie dokładnie znasz języki - i w jakim stopniu? Piszesz kilka - ja
          pierdykam niezły jesteś jak się zdołałeś nauczyć kilku języków na studiach
          technicznych na dobrej uczelni... I jeszcze używać ich od czasu do czasu, żeby
          nie wyjść z wprawy.
          2. Byłeś w wojsku? I na studiach jednocześnie? Wakacyjne odrobienie?
          3. Z nastawieniem - jakbym rekrutował człowieka (co mi się zdażyło raz czy dwa)
          i on prezentowałby stosunek "jaki jestem zajebisty, a panienki z HR nic nie
          umieją" na 100% bym go nie wziął, bo przecież dla tych panienek z HR on coś
          będzie robił. Więc po co mi problem.

          pozdrawiam
          gupi
          • Gość: MU Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 13:53
            > 3. Z nastawieniem - jakbym rekrutował człowieka (co mi się zdażyło raz czy dwa)
            > i on prezentowałby stosunek "jaki jestem zajebisty, a panienki z HR nic nie
            > umieją" na 100% bym go nie wziął, bo przecież dla tych panienek z HR on coś
            > będzie robił. Więc po co mi problem.

            Zdesperowany jest zbyt glupi i zapatrzony w siebie by pojac ze pogardliwym
            stosunkiem do "panienek z HR" sobie sam szkodzi.

            Co do opinii pare postow wyzej ze "lowcy głow" maja zla opinie - lowcy glow
            poprostu maja taki zawod ze wiecej osob musza splawic niz moga zatrudnic. Czas
            sie z tym pogodzic, i nie brac tak do siebie porazki zw z nie dostaniem
            wymarzonej pracy. Za ktoryms razem sie w koncu uda, duze znaczenie tez ma
            szczescie w tym calym procesie.
            Ja sama zawsze staram sie byc bardzo uprzejma wobec kandydatow zglaszajacych sie
            do nas, bo sama pamietam jak stresujace jest szukanie pracy. Niestety z takimi
            chamami jak zdesperowany mam tez czesto dosc doczynienia, i powiem tak: mi nie
            wolno zrekrutowac kogos kto bedzie sprawial klopoty pracodwacy swoja postawa.
            Wydaje sie to oczywiste, ale chyba nie zdaje sobie z tego sporo osob sprawy.
            Pracodawca szuka osoby na swoich warunkach i szuka tak dlugo az znajdzie - chyba
            ze mowimy o bardzo waskiej specjalizacji w ktorej jest malo osob wyszkolonych,
            ale to jest margines.
            Nie wiem co chce "zdesperwany" swoja postawa wobec "panienek z HR" osiagnac?
            przeciez to one sa osobami "pierwszego kontaktu" i w gruncie rzeczy od nich
            zalezy czy zostanie zaproszony na dalsze etapy rekrutacji czy nie. Odnoszac sie
            do nich pogardliwie sam sobie zwyczajnie szkodzi.
            • Gość: atakitam Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.aster.pl 14.01.09, 14:18
              Być może jesteś uprzejma w pracy, na forum napewno nie.
              Zdesperowany nie jest chamem, ma po prostu złe doświadczenia z
              agencjami, to wszystko.
              Doskonale rozumiemy, że dziewczyna z agencji HR ma wybrać
              odpowiedniego kandydata - to jest bezsporne. Tylko można sie spierać
              czy najlepszy to najtańszy?
              A napisz mi tak jako kobieta- czy jeśli widzisz w sklepie ładne buty
              i jedne kosztują 200 złotych a drugie 50 złotych to naprawdę
              wierzysz, ze niczym sie od siebie nie różnią?
              ;-))

              • Gość: mrówa Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 14:32
                To zależy jakich butów szukam i do czego sa mi potrzebne. Jeśli mam
                w nich wystąpić na balu albo na ślubie i sprzedają je tylko w jednym
                sklepie to dla pewności ze się nie rozpadną biorę te za dwie stówy.
                A jeśli mam w nich chodzić "po domu", na co dzień i tylko do lata a
                ponadto w pięciu sąsiednich sklepach sprzedają identyczne to nie
                przepłacam - biore tanie.
                I w obu przypadkach decyzja należy do mnie, a nie do butów - ja
                decyduję do czego sa mi potrzebne, ile sa DLA MNIE warte i ile mam w
                portfelu.
                Przepraszam za tę trywialnośc, ale chyba widzisz różnicę?
                • Gość: atakitam Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.aster.pl 14.01.09, 14:40
                  ;-))
                  No to inny przyklad: dwie firmy mają załatać dziure w drodze. Obie
                  firmy kupują materiały w tej samej hurtowni, w takich samych
                  niezbędnych technologicznie ilościach, tyle samo płacą pracownikom.
                  Jedna z nich przedstawia kalkulację za 1000 złotych a druga za 500
                  złotych. Posługując sie Twoim tokiem myślenia wybrałabyś firme
                  tańszą, prawda? Nie zastanawialabyś sie czemu ta firma jest tańsza?
                  Cena jest kryterium decydującym? Rozumiem. Właśnie dlatego nasze
                  drogi tak wyglądają...Bo ta tańsza firma na czyms musi oszczędzić,
                  nie ma zmiłuj. I oszczędzi na materiałach, którymi nie załata drogi
                  tylko je ukradnie. Cala tajemnica.
                  A zleceniodawca urzęda sie cieszy bo ma tanio...
                  • Gość: MU Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 14:52
                    Chyba nie rozumiesz podstawowego faktu - agencje pracy dzialaja na czyjesc zlecenie i wg czyis wytycznych, jezeli pracodaca chce firme do latania dziur za 500zl to moim zadaniem jest mu znalesc jak najlepsza firme za 500zl a nie rozwazac czy firma ktora wezmie dwa razy tyle, nie byla by lepsza. Nie jestem od tego, ja mam wypelnic zlecenie najlepiej jak umiem a nie realizowac wlasne "widzimisie".

                    • Gość: atakitam Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.aster.pl 14.01.09, 15:04
                      Ja to wszystko rozumiem, Tobie płaci klient i reprezentujesz jego
                      interesy, to jest jasne. Ale w takiej sytuacji nie dziw sie
                      Zdesperowanemu, że wścieka sie na pracodawców (pośrednio na head
                      hunterów), że nie wybierają jakości tylko cenę.
                      Punkt widzenia zależy od punku siedzenia. To co dla Ciebie jest
                      oczywistościa dla zdesperowanego jest frustrujące no bo jest
                      obiektywnie patrząc lepszy a robote dostają tansi.
                      • Gość: MU Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 15:10
                        Nie widze ze opluwal pracodawcow, on opluwa "panienki z HR".
                        • Gość: dada panienko z Human Resources IP: *.41.248.129.sub.mbb.three.co.uk 14.01.09, 17:26
                          nie wiem w ktorej agencji pracujesz, ale musi byc to jedna z najgorszych, skoro
                          przyjmuja jako jej reprezentanta dziewczynke po "dziennych studiach wyzszych"
                          (ojesuuuuuuuu!), ktora potrafi napisac : ZNALESC, POPROSTU, WOGOLE. Ja bym sie
                          pod ziemie zapadla ze wstydu, a ty jeszcze smiesz tu szczekac i udawac
                          wyksztalcona i inteligentna. Uderz sie lepiej kilka razwy w glowe jednym z
                          licznych segregatorow...
                          • Gość: MU Re: panienko z Human Resources IP: *.chello.pl 14.01.09, 22:15
                            Jak brak argumentów to sie czepiamy pisowni? wracaj juz na swoj zmywak prostaczku
                            • Gość: dada Re: panienko z Human Resources IP: *.41.248.129.sub.mbb.three.co.uk 14.01.09, 22:39
                              jestem nauczycielka angielskiego, który znasz pewnie tak jak polski. co do twej
                              kariery w HR i wszelakich argumentow na poziomie -0 tu zaprezentowanych-
                              niestety mi cię szkoda. Może wszakże nadrabiasz wyglądem w tej swojej agencyji.
                              co tylko potwierdza (....) i tak dalej. o polskim rynku pracy nie chce mi sie
                              juz pisac i bic piany, chyba ze widze wpisy madrzacych sie cwiercinteligentek,
                              jak ty, wtedy jakos nie moge sie powstrzymac. zapisz sie na jakis kurs,
                              najlepiej polskiego, panienko oceniajaca "chamow" (twoja slome widze nawet nie
                              majac jej bezposrednio przed oczami)
                              • gonzo44 Re: panienko z Human Resources 14.01.09, 23:02
                                Gość portalu: dada napisał(a):

                                > panienko oceniajaca "chamow" (twoja slome widze nawet nie majac
                                >jej bezposrednio przed oczami)

                                szkoda czasu na MUćkę. nie zajarzy, że gdyby jej szef/szefowa
                                skojarzył nick, a właściwie wypowiedzi z osobą toby długo w agencji
                                miejsca nie zagrzała...
                              • Gość: ala Re: panienko z Human Resources IP: 217.98.90.* 15.01.09, 15:02
                                Posłuchaj siebie kobieto!!! Tak docinasz dziewczynie a nie widzisz
                                swojego języka? Ortografia to nie wszystko, niestety, ale jak widać
                                dla niektórych ograniczonych pań nauczycielek ciężko to zrozumieć.
                                Dla nich w końcu pisownia to cały świat...
                                Współczuję dzieciom mającym takich "nauczycieli" i tak zwracających
                                się do przedstawicieli innych zawodów. Oby moje dzieci na takich nie
                                trafiły.
                              • asiuniap Re: panienko z Human Resources 20.01.09, 17:40
                                Gość portalu: dada napisał(a):

                                > jestem nauczycielka angielskiego, który znasz pewnie tak jak
                                polski. co do twej
                                > kariery w HR i wszelakich argumentow na poziomie -0 tu
                                zaprezentowanych-
                                > niestety mi cię szkoda. Może wszakże nadrabiasz wyglądem w tej
                                swojej agencyji.
                                > co tylko potwierdza (....) i tak dalej. o polskim rynku pracy nie
                                chce mi sie
                                > juz pisac i bic piany, chyba ze widze wpisy madrzacych sie
                                cwiercinteligentek,
                                > jak ty, wtedy jakos nie moge sie powstrzymac. zapisz sie na jakis
                                kurs,
                                > najlepiej polskiego, panienko oceniajaca "chamow" (twoja slome
                                widze nawet nie
                                > majac jej bezposrednio przed oczami)

                                BRAWO!!!
                            • Gość: lena@se Re: panienko z Human Resources IP: *.orebroll.se 15.01.09, 11:06
                              Gość portalu: MU napisał(a):

                              > Jak brak argumentów to sie czepiamy pisowni? wracaj juz na swoj
                              zmywak prostaczku

                              Z tym postem przestaje traktowac powaznie cokolwiek innego, co
                              napiszesz. <b>Poziom i klase sie albo ma, albo nie ma, bez wzgledu
                              na poziom rozmowcy... CBDO.</b> Nie wierze, ze potrafisz okazac
                              szacunek ludziom, ktorzy przychodza do Ciebie na rozmowy
                              kwalifikacyjne, jesli dajesz sie tak latwo (i zupelnie
                              niepotrzebnie, przy okazji) wyprowadzic z rownowagi przy okazji
                              jednej dyskusji na forum.

                              A z perspektywy wlasnego wieku (36), doswiadczen na rynku polskim i
                              w sumie dosc podobnych przemyslen odnosnie lat +/- 90 i
                              pozniejszych, moge sie w wiekszosci punktow zgodzic
                              ze "zdesperowanym". Dodam jedynie, ze wbrew temu, co wielu z nas
                              Polakow twierdzi, w innych krajach osoby z wlasciwym doswiadczeniem
                              ale bez znajomosci sa traktowane lepiej...
                              Powodzenia zycze zarowno jemu jak i "atakiemutam"! :)
                              • Gość: lena@se Re: panienko z Human Resources IP: *.orebroll.se 15.01.09, 11:23
                                "> Dodam jedynie, ze wbrew temu, co wielu z nas,
                                > Polakow, twierdzi, w innych krajach osoby z wlasciwym
                                doswiadczeniem
                                > ale bez znajomosci *WCALE* *NIE* *SA* traktowane lepiej [niz nad
                                Wisla]..."

                                ...mialo byc. Przepraszam!
                    • asiuniap Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... 20.01.09, 17:37
                      Gość portalu: MU napisał(a):

                      > Chyba nie rozumiesz podstawowego faktu - agencje pracy dzialaja na
                      czyjesc zlec
                      > enie i wg czyis wytycznych, jezeli pracodaca chce firme do latania
                      dziur za 500
                      > zl to moim zadaniem jest mu znalesc jak najlepsza firme za 500zl a
                      nie rozwazac
                      > czy firma ktora wezmie dwa razy tyle, nie byla by lepsza. Nie
                      jestem od tego,
                      > ja mam wypelnic zlecenie najlepiej jak umiem a nie realizowac
                      wlasne "widzimisi
                      > e".

                      No jasne. Kl_e_jent nasz pan. Jeszcze miałąm odrobinę szac_O_nku dla
                      paniuś z agencji, teraz już nie mam.
                  • Gość: mrówa Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 15:00
                    Mam wrażenie że sie nie rozumiemy.
                    Ten ostatni przykład jest troche wydumany.
                    Najpierw piszesz że poziom świadczonej usługi jest identyczny,
                    materiał identyczny, technologia, dostawca itd. identyczny. W takiej
                    sytuacji oczywiście że biore tańszego. Różnica w cenie zwykle wynika
                    z poziomu świadczonej usługi, ale skoro piszesz że firmy działają
                    IDENTYCZNIE to rozumiem że poziom usługi jest tez dokładnie taki
                    sam.
                    A w nastepnym zdaniu piszesz, że tańszy musiał na czymś
                    zaoszczędzić, więc pewnie zrobi to gorzej... No to zdecyduj sie: sa
                    identyczne czy rózne?
                    • Gość: atakitam Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.aster.pl 14.01.09, 15:09
                      Nie napisałem, ze poziom usługi jest identyczny. Napisałem, ze obie
                      firmy w kalkulacji uwzględniły taką samą ilość materiałów, z tej
                      samej hurtowni i podobne bo rynkowe wynagrodzenie pracowników.
                      Teoretycznie więc ceny powinny byc identyczne a są zupelnie inne.
                      Ocene poziomu usługi pozostawiłem Tobie bo to było clou mego postu.
                      ;-))
                      Wyjaśniłem Ci także, gdzie tkwi tajemnica niskiej ceny. I tyle.
                      Nie wkładaj mi w usta słów, ktorych nigdy nie powiedziałem.

                      • Gość: mrówa Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 15:25
                        Powoli zaczyna mnie to nudzić. Nie chce tyle razy powtarzac w kółko
                        tego samo, napisze to ostatni raz: wybierasz usługe według kryterium
                        tego co jest ci w danej chwili potrzebne. Jeśli poziom usługi jest
                        identyczny, a róznica tylko w cenie to sprawa oczywista - wybieram
                        to co tańsze. Jeżeli jest różnica w cenie ORAZ w poziomie usługi to
                        juz rzecz do przemyślenia - jak kształtuje sie relacja tych różnic,
                        czy różnica w poziomie jest relatywnie wyższa czy niższa niż różnica
                        ceny. Nie ma jednej odpowiedzi, takie rzeczy sie starannie kalkuluje
                        (wliczając w to także np. przewidywane późniejsze wydatki na remonty
                        itp.).
                        Nie bardzo rozumiem co chcesz usłyszeć. Że zawsze to co tańsze jest
                        lepsze? Nie, nie zawsze. Ale czasem, owszem. Zależy też o ile
                        tańsze, to kwestia proporcji.
                        • Gość: atakitam Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.aster.pl 14.01.09, 15:28
                          Nie bardzo rozumiem co chcesz usłyszeć. Że zawsze to co tańsze jest
                          > lepsze? Nie, nie zawsze. Ale czasem, owszem. Zależy też o ile
                          > tańsze, to kwestia proporcji.


                          Właśnie to chciałem usłyszeć.
                          ;-))
                          • Gość: mrówa Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 15:39
                            No to chyba dość oczywiste, co w tym odkrywczego?
            • Gość: mmena Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: 91.206.210.* 14.01.09, 14:27
              > Co do opinii pare postow wyzej ze "lowcy głow" maja zla opinie - lowcy glow
              > poprostu maja taki zawod ze wiecej osob musza splawic niz moga zatrudnic. Czas
              > sie z tym pogodzic, i nie brac tak do siebie porazki zw z nie dostaniem
              > wymarzonej pracy.

              Nie chodzi o to, ze lowcy glow "musza splawic wiecej niz moga zatrudnic". Chodzi
              o to, ze owi lowcy glow... hmm... zabraklo mi slow... uzyje kolokwializmu - to
              glupawe panienki, ktore niczego nie maja w glowach.
              Jestem kierownikiem, zajmuje sie spedycja, mowie po angielsku. Dzwoni do mnie
              taka wlasnie glupawa panienka i zaprasza na rozmowe w sprawie pracy. Stanowisko:
              dyrektor naczelny na Polske (firma niemiecka wchodzi na rynek). Wymagania:
              biegly niemiecki. Czy jeszcze mialabym sie zajmowac? Marketingiem. I ta
              glupowata panienka proponuje to mnie! Kierownik mialby nadawac sie na szefa
              firmy. To ze po niemiecku ledwo dukam a z marketingiem mam kontakt tylko wtedy
              gdy odbieram reklamowki zupelnie jej nie przeszkadza!
              Czy ona zastanowila sie jak zareaguje jej zleceniodawca gdy na rozmowie o prace
              zjawi sie osoba zupelnie sie do tego nienadajaca? Czy nie przeszkadza jej ze
              zmarnuje jego i moj czas?
              Dlatego lowcy glow maja zla opinie, a nie z powodu "splawienia" tego czy innego
              "klienta".
              • Gość: mrówa Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.acn.waw.pl 14.01.09, 14:41
                Panienki z agencji pracuja na zlecenie klientów. Jeśli pracownica
                zadzwoniła do ciebie, to najwyraźniej masz jakąś cechę, która
                klienta zainteresowała.
                Przypuszczam że rozmowa z panienka wyglądała tak: dzień dobry, mamy
                taka a taka oferte na stanowisko x, wymagania takie i takie.. może
                byłby pan zainteresowany.. nie? a, dziekuje, do widzenia.
                Dlaczego piszesz o tej osobie z taka pogardą, jak gdyby co najmniej
                płaczem i blaganiem albo wielokrotnymi groźbami i szantażem
                próbowała zmusic cie do zmiany pracy? Dostałeś propozycję, nie
                skorzystałeś i po krzyku. Normalna sprawa. Czym sie tak podniecać?
              • Gość: zdesperowany Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:44
                Z tą logistyką to cool przykład, normalnie w dechę...
              • Gość: MU Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 14:59
                Jestes prosta osoba i masz siano w glowie, HR jest ci kompletnie obcy, nie wiem po co wogole sie odzywasz? J

                Pracodawcy czesto i gesto maja nadmierne oczekiwania, a rzeczywistosc jest jaka jest, dlatego czasami przedstawia sie kilka cv osob slabych (takich jak ty) ktorych mierne kompetencje wogole nie przystaja do wymagan pracodawcy w danym zleceniu, po to by inne osoby (dobre, ale nie spelniajace czesci wymagan pracodawcy) przeszly. Tak to sie robi, mozesz sie pluc, bo jestes glupia i nie ogarniasz, ale dzieki temu ktos mogl dostac prace, i dzieki temu moze i ty kiedys ja dostaniesz.
                • gonzo44 Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... 14.01.09, 15:06
                  nie wiem czy panienki z HR nadrabiają arogancją swoją głupotę... ale
                  na pewno coś nadrabiają...
                • asiuniap Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... 20.01.09, 17:51
                  Gość portalu: MU napisał(a):

                  > Jestes prosta osoba i masz siano w glowie, HR jest ci kompletnie
                  obcy, nie wiem
                  > po co wogole sie odzywasz? J

                  Suuuuupeeeeer :) Dzięki za ten post. Jakie wy jesteście
                  guuuupie :)))))
                  • Gość: zdesperowany Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.gprs.plus.pl 20.01.09, 22:45
                    Ciiii! Bo zaraz wyjdzie, że to robotnicy opanowali fora, ze swym
                    przaśnym językiem :-)))
            • Gość: zdesperowany Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:41
              Pierwszego kontaktu, to może być lekarz...
            • Gość: dracool Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.dialog.net.pl 14.01.09, 18:56
              "Panienki z HR" to u mnie w korporacji największe darmozjady jakie znam, w mojej obecnej firmie i w każdej poprzedniej w jakiej pracowałem. A to, że Zdesperowany ma wymagania, ceni swoją osobę i oczekuje szacunku w stosunku do siebie jest dla każdego normalnego człowieka czymś co nie podlega dyskusji. Siądzie taka "Panienka z HR", co to potrafi tylko CV przeczytac i wydaje jej się żę złapała pana Boga za nogi, zamiast tego średnio zdolną małpę można by posadzić albo napisać średnio skomplikowany program do przeprowadzania i oceniania testów dla kandydatów do pracy. Działy HR to w firmach najlepszy przykład zasobów które według staropolskiego przysłowia "wyżej srają niż dupy mają"
              • lilithh Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... 14.01.09, 21:05
                Gość portalu: dracool napisał(a):

                > "Panienki z HR" to u mnie w korporacji największe darmozjady jakie znam, w moje
                > j obecnej firmie i w każdej poprzedniej w jakiej pracowałem. A to, że Zdesperow
                > any ma wymagania, ceni swoją osobę i oczekuje szacunku w stosunku do siebie jes
                > t dla każdego normalnego człowieka czymś co nie podlega dyskusji. Siądzie taka
                > "Panienka z HR", co to potrafi tylko CV przeczytac i wydaje jej się żę złapała
                > pana Boga za nogi, zamiast tego średnio zdolną małpę można by posadzić albo nap
                > isać średnio skomplikowany program do przeprowadzania i oceniania testów dla ka
                > ndydatów do pracy. Działy HR to w firmach najlepszy przykład zasobów które wedł
                > ug staropolskiego przysłowia "wyżej srają niż dupy mają"

                No i mamy kolejnego gentelmana, który oczekuje szacunku dla swojej osoby, swoich umiejętności i swojej pracy (uprzedzając zarzuty: niewątpliwie mu się ten szacunek należny). Ale sam wypowiada się z totalną pogardą o innych osobach, ich pracy i ich umiejętnośiach.

                Aż się nie chce komentować...
                • Gość: dracool Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.dialog.net.pl 14.01.09, 21:28
                  Nie chcę genaralizować - nie gardzę też tymi osobami - jedynie przedatawiam mój odbiór pracy działów HR w firmach w których pracowałem i w tej, w której pracuję obecnie - dział HR jest działem wybitnie usługowym wobec innych działów firmy. Co jeżeli dział HR nie spełnia swoich obowiązków we właściwy sposób? Kto przeprowadza nabór do HR? HR i kółko się zamyka. To, że napisałem o paniach z HR, że ich pracę może wykonywać średnio zdolna małpa nie miało na celu uwidocznienia jakiejkolwiek mojej pogardy, a jednynie poziom skomplikowania pracy ich pracy. Ponaddto "wyżej sr... niż dupę mieć" miało oznaczac zbyt wysokie mniemanie o ważności pracowników HR nad innymi pracownikami firmy. HR to dział usługowy w firmie i ma pracownikom (JAK I KANDYDATOM NA PRACOWNIKÓW) służyć pomocą. Ponaddto obecnie mamy kryzys i cięcia w firmach, jeżeli sie będą odbywać zaczną się właśnie od odchudzania przerośniętych działów HR, PR itp. Nastanie ciężki czas dla "specjalistek" HR z najróżniejszych agencji pośrednictwa pracy i rynek, jak to zawsze się odbywa, zweryfikuje ich przydatność do pracy - najlepsze z nich zostaną, reszta zacznie szukac pracy i wtedy spotkają sie ze swoimi koleżankami z branży - tyle że z drugiej strony biurka. Oby nadal miały tak wysokie mniemanie o sobie wtedy.
                  • lilithh Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... 14.01.09, 21:59
                    Nie znam oczywiście poziomu wiedzy i kompetencji pracowników działu HR w Twojej firmie.
                    Być może masz rację oceniając ich surowo.

                    Niemniej jednak z mojego kilkunastoletniego doświadczenia zawodowego wynika, że ludzie mają z reguły tendencje do zawyżania roli i znaczenia swojego stanowiska/działu w firmie a pomniejszania roli i znaczenia innych stanowisk/działów.

                    Zauważyłam też, że im mniej się wie o specyfice pracy tegoż innego stanowiska/działu tym bardziej tę role się pomniejsza.

                    To prawdopodobnie jakaś forma kompensacji swoich frustracji...
                    • Gość: dracool Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.dialog.net.pl 14.01.09, 22:30
                      Nie widzę związku pomiędzy frustracją a oceną pracy innego działu firmy. Tak się składa że sam pracuję w dziale - nazwijmy to "usługowym" względem innych działów firmy i ze względu na specyfikę zawodu muszę znać wszystkie procesy w firmie (w tym proces działu HR)
                      Uważam po prostu że sposób w jaki sie traktuje innych implikuje to, jak jest się odbieranym i ocenianym. Moja ocena nie wzięła się znikąd.
                  • gonzo44 otóż to 14.01.09, 23:12
                    Gość portalu: dracool napisał(a):

                    >Ponaddto obecnie mamy kryzys i cięcia w firmach, jeżeli sie będą
                    >odbywać zaczną się właśnie od odchudzania przerośniętych działów
                    >HR, PR itp. Nastanie ciężki czas dla "specjalistek" HR z
                    >najróżniejszych agencji pośrednictwa pracy i rynek, jak to zawsze
                    >się odbywa, zweryfikuje ich przydatność do pracy

                    i to właśnie MUćce dedykujmy. to jest tzw. "clue" - nieprawdaż
                    (wszak znasz języki - te "gros" itp.) MUćka ?
              • Gość: wrednyj Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: 195.124.18.* 15.01.09, 10:44
                cha cha,
                Mam podobne odczucia odnośnie działu Hr w mojej firmie.
                Tym bardziej, że:
                a) firma prowadzi w ciągu roku rekrutacje dające się policzyć na palcach góra
                obydwu dłoni.
                b) oferta szkoleniowa jest taka sama przeważnie z kosmetycznymi zmianami z roku
                na rok
                c) rozliczenia z pracownikami (wypłaty, Zus-y itd.) wykonuje zewnętrzna firma
                księgowa.
                Mniemanie o sobie fakt bardzo wysokie. Bycie w organizacji jak większości
                działów - usługi i generowanie kosztów.
          • Gość: zdesperowany Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:39
            * 1. Ile i jakie dokładnie znasz języki - i w jakim stopniu? Piszesz
            * kilka - ja
            * pierdykam niezły jesteś jak się zdołałeś nauczyć kilku języków na
            * studiach
            * technicznych na dobrej uczelni... I jeszcze używać ich od czasu do
            * czasu, żeby
            * nie wyjść z wprawy.

            Znam angielski, rosyjski i hiszpański - biegle - dwoma pierwszymi
            posługiwałem się w praktyce, do tego włoski i niemiecki - z tym
            ostatnim mam małe problemy. Nauczyłem się na studiach, samodzielnie,
            podróżując, wkuwając... lubię się uczyć nowych rzeczy.


            * 2. Byłeś w wojsku? I na studiach jednocześnie? Wakacyjne
            odrobienie?

            Byłem na studiach wojskowych, nawet je skończyłem, ba, nawet
            służyłem. I tu chciałbym obalić tezę kilku przedmówców - jeżeli jest
            taka potrzeba to jestem zdyscyplinowany, wręcz do bólu
            zdyscyplinowany. Przełożonych szanuję, podwładnych również, nawet
            przeciwnika szanuję. Ale k.... nie zdzierżę, jak mi tipsiara z
            jakiejś agencji zaczyna świrować, nie podając jednocześnie nawet
            szklanki wody... słoniem bym chciał być, bo jest duży i roz.....
            wszystko po drodze ;-)


            * 3. Z nastawieniem - jakbym rekrutował człowieka (co mi się zdażyło
            * raz czy dwa)
            * i on prezentowałby stosunek "jaki jestem zajebisty, a panienki z *
            * HR nic nie
            * umieją" na 100% bym go nie wziął, bo przecież dla tych panienek z
            * HR on coś
            * będzie robił. Więc po co mi problem.

            Mówię o tych, które nic nie umieją, a się lansują. Bo można nic nie
            umieć, też na początku byłem zielony. Ale nie świrowałem i nie
            zgrywałem się na twardziela. Na szmacie jeździłem, i tyle...

            • Gość: skromny Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.dhcp.bluecom.no 14.01.09, 20:52
              > Znam angielski, rosyjski i hiszpański - biegle - dwoma pierwszymi
              > posługiwałem się w praktyce, do tego włoski i niemiecki


              Naprawde Ci zazdroszze i podziwiam. Gdybym ja znal tyle jezykow !
          • Gość: techno-lingwistka Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:22
            Ja tylko szybko Ad.1...
            Jest możliwe, jak najbardziej, nauczyć się kilku języków w trakcie
            studiów na uczelni technicznej. Mnie się udało 3, z czego 2 w
            stopniu swobodnie komunikatywnym (francuski, hiszpański), a trzeci -
            niemiecki - nijak nie jest dla mnie strawny... nie jestem w stanie
            się nim posługiwać ;) Żartobliwie zawsze twierdziłam, że zrobiłam
            sobie studium lingwistyczne przy... jednej z renomowanych uczelni
            technicznych.
            Nie liczę tu, oczywiście, rosyjskiego (którego uczyłam się w
            podstawówce i szkole średniej, więc na studiach sobie 'odpuściłam',
            ale spokojnie się dogadam i 'bukwy' swobodnie czytam oraz piszę)
            oraz angielskiego, którego poszerzony program miałam w liceum, a
            potem to już praktyka wymuszona przez życie, zwłaszcza zawodowe...
            Tak więc, jak się chce i jak się to komuś podoba, to można!!!
          • panna_holly Re: Mnie w sumie sytuacja nie dziwi... 15.01.09, 09:06
            Wiesz, nikt nie traktuje panienek z doradztw personalnych z góry na
            dzień dobry. Tylko jak idziesz na kolejną rozmowę z młodszą od
            siebie o kilkanaście lat panią, która pół roku temu skończyła kurs,
            odkrywasz, że zadaje Ci pytania prosto z książeczki o rekrutacji,
            którą Ty znasz, a potem okazuje się, że ona albo cię nie słucha,
            albo po prostu ma problemy ze zrozumieniem treści przekazanych jej w
            ojczystym języku, to co myślisz?
            Bo mnie przychodzą do głowy następujące rozwiązania:
            - dziewczę jest za młode, bo po pół roku pracy na stanowisku
            rekrutera to oan jeszcze ma słabe pojęcie o swojej pracy,
            - skoro jest tak młoda, to jakie może mieć pojęcie o stanowisku na
            którym ja pracuję 5 lat i ile ja jej mogę przekazać w 5 minut?
            - jakie ona ma pojęcie o stanowisku na które rekrutuje poza
            wytycznymi firmy?
            - jak ona moze oceniać moją znajomość języka obcego, kiedy sama
            nawet dobrze nie mówi po polsku?
            Trochę inaczej wygląda sytuacja w działach HR bezpośrednio w
            firmach. Ale tam z reguły pracują już osoby z doświadczeniem i
            znające specyfikę swojej firmy i wakatów.
      • deespeel Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 13:47
        test
      • Gość: rekturerek może zacząłeś z najwyższego pułapu i teraz ... IP: *.etel.pl 14.01.09, 14:19
        trudno ci znaleźć równie dobrą firmę, Siemens to dość wysoka półka
        tak jeżeli chodzi o zarobki jak i organizację firmy ...
        Ostanio rozmawiałem z gościem pracującym w tej firmie, aplikował na
        szeregowe stanowisko w dobrej firmie telekomunikacyjnej, miał niezłe
        kwalifikacje, doświadczenie w podobnym obszarze i pewnie by go
        wzięli ale chciał szalone pieniądze + samochód służbowy + pakiet
        socjalny warty z 3000 zł miesięcznie ... Być może Siemens stać na
        taki standard zatrudniania pracowników ale większość firm wymięka
        przy takich żądaniach i bierze tańszego, bo zwyczajnie ich nie stać.
        Nestety często obserwuję taką sytuację, że pracownicy mający za sobą
        pracę w renomowanych korporacjach nie mają często pojęcia o realiach
        rynku pracy poza ich złotymi pałacami i jeżeli zostają przemieleni i
        wypluci przez organizacje, to potem oczy otwierają ze zdumienia że
        ludzie pracują za takie marne wynagrodzenie? że karnet na siłownie i
        basen to nie jest standard? że nie ma dofinansowania obiadów w
        firmowej stołówce? skandal i żenujący rynek pracy! Tymczasem coraz
        częściej pracodawcy nie chcą zatrudniać "pokorporacyjnych sierot",
        bo to ludzie z księżyca i być może też tak masz ...
        • Gość: zdesperowany Re: może zacząłeś z najwyższego pułapu i teraz .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:47
          Ale ja wyczytałem na portalach właśnie, ile podobno się zarabia. Z
          dychy, to ja już dawno zszedłem, i z samochodu, i z obiadów...
          • ideefiks Re: może zacząłeś z najwyższego pułapu i teraz .. 14.01.09, 15:05
            Gość portalu: zdesperowany napisał(a):

            > Ale ja wyczytałem na portalach właśnie, ile podobno się zarabia. Z
            > dychy, to ja już dawno zszedłem, i z samochodu, i z obiadów...

            A ile procent z tego, co sobie życzysz, stanowi to, co potencjalni
            pracodawcy byliby skłonni ci zapłacić?
      • deespeel Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 14:21
        Czasami bywa inaczej.Mój życiorys wygląda tak:
        Studia - 7 lat;-), 5 miesiecy w wojsku.W 4 dni po opuszczeniu koszar
        wyjeżdzam do Niemiec na pół roku, "szkolić się" u bauera.
        Potem 2 lata dorywczej pracy,wreszcie łapię stałą robotę, do
        dzisiaj.Od 15 lat w jednym zakładzie.Początkowo niemieckim, a więc
        ordnung, hierarchiczność, poczucie stałości.Przeszedłem w hierarchii
        od robotnika do samodzielnego specjalisty, prawej reki szefa.
        5 lat temu niespodzianka.Przejmuje nas korporacja,olbrzymia.Ale jest
        dobrze.Nowy szef generalny szybko wie co umiem.W ciągu roku dostaję
        45 % podwyżki,jestem człowiekiem do zadań specjalnych..:-)
        W końcu jednak przyspiesza restrukturyzacja firmy i integracja w
        dywizję korporacji.Nie pytany zostaję kierownikiem działu, wyrzucają
        starego dyrektora, a po dwóch miesiącach nowy proponuje mi
        stanowisko kierownika produkcji.No i się zgodziłem....;-[
        Po roku dowiaduję się, że nie spełniam oczekiwań, chociaz wkrótce
        dostaję trzynastkę za realizację targetów biznesowych;-)
        Zmiana stanowiska na samodzielnego specjalistę,na moje miejsce młody
        wilk z korporacji, z kasą trochę w plecy,ale nie jest źle,dwie
        średnie są.
        Na rozmowach kwalifikacyjnych oczywiście zawsze pada pytanie,co się
        stało.No i to wykształcenie.....kompletnie od rzeczy, bo
        rolnicze....niby inżynier,ale.....A w ogóle, to "dlaczego chce Pan
        odejść z Taaakiej Firmy?"...no właśnie , dlaczego....Bo mam 45 lat i
        to chyba ostatni czas na zmianę,nieprawdaż?
      • leszek_paz Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 14:24
        Autor watku ladnie to opisal. Tak to wlasnie wyglada.

        Moja osobowosc na ostatniej rozmowie jakiej bylem oceniono za pomoca
        testu psychologicznego, ktory trwal 5 minut ;-]
        Jak widze taki test to pierwsza mysl jaka przez glowe mi przelatuje
        to walnac w pysk ta osobe, ktora mi go podsunela.
        Ogolnie jestem za tym, zeby rozmowy przeprowadzal specjalista, bo
        dla mnie rozmowa z jakims dyletantem z HR jest delikatnie mowiac
        duzym dyskomfortem, a te testy to co najwyzej moze sobie w dupe
        wsadzic.
        • Gość: Ahmed Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.aster.pl 14.01.09, 14:43
          Generalnie czasami agencje pomagaja, co do kasy to zalezy jakie
          miasto w Warszawie np ja ponizej 10 k PLN brutto / miesiac nie
          bardzo chce rozmawiac
        • Gość: fi Bo agencje to mogą kasjerów do oszantów szukać... IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.01.09, 15:08
          Bo agencje to mogą kasjerów do reali i innych takich oszantów sobie
          szukać a nie fachowców
      • geehee to żaden paradoks nie jest 14.01.09, 15:21
        rynek pracy nieustannie się zmiania, to co było 10 lat temu już nie
        wróci, wówczas wystarczyło trochę angileskiego i dowolne studia a
        już dostawało się superpracę w superfirmie. Teraz trend jest
        odwrotny - pracodawcy wolą raczej niższe kwalifikacje, np. średnie
        wykształcenie i trochę praktyki za niską pensję i do douczenia niż
        ogromne doświadczenie i mnóstwo szkoleń, wyższe wykształcenie,
        studia podyplomowe i duże pieniądze, samochody, bonusy itp., tym
        bardziej że pracownik ze sporym stażem mniej się przykłada i stara,
        jest mniej sterowalny, łatwiej odchodzi, jest bardziej wymagający
        wobec firmy, więc po co taki kłopot na głowę? Lepiej zatrudnić
        młodego wilczka, który kilka lat bedzie biegał szczęśliwy, że ma
        pracę, zbiera punkty do cv, zarabia na ratę kredytu mieszkaniowego i
        głowy nie podnosi. Proste? I brutalnie prawdziwe.
        Co do panienek w agencjach rekrutacyjnych - one też są młode i
        tanie, a ich starsi i doświadczeni koledzy też podobnie jak ty
        poszukują teraz pracy :) Ktoś z ich szefów uznał, że rekrutować może
        każdy, wystarczy matura albo dyplom ze szkoły "seksu i biznesu" i
        już można sprawdzać "angelsky" u kandydatów samej znając pięć
        zwrotów i pytanie o twoje hobby i ostatnią książkę, po co płacić
        wykwalifikowanemu rekruterowi przyzwoite pieniądze skoro takimi
        panienkami też da się robić ten biznes? A że wściekają się kandydaci
        do pracy odbijający się od tipsowatych rekruterek to co? kogo to
        obchodzi? czy agencja parcy jest dla kandydatów czy kandydaci dla
        agencji?
        • Gość: atakitam Re: to żaden paradoks nie jest IP: *.aster.pl 14.01.09, 15:25
          100% poparcia. Samo sedno.
          • Gość: mia Re: to żaden paradoks nie jest IP: *.gprs.plus.pl 14.01.09, 16:28
            Ja również przechodziłam te bezsensowne rekrutacje.Jestem po 15
            latach pobytu w Niemczech zrobiono ze mną test.Oczywiście po
            niemiecku.Mówiłam lepiej od pani Polki -germanistki rekrutującej-
            gorzej od Niemca.3 godziny mnie maltretowano.Okazało sie ,ze wiekiem
            nie pasuje do grupy.I po co to wszystko,jeśli od początku wiadomo
            było,żem za stara(40)?
            Właśnie zwolniłam sie z firmy, w której średnia wieku to ok.23-24
            lat.Podczas cogodzinnej przerwy pracownicy tej firmy ćwiczą
            gimnastyke przy dżwiękach disco i dziwnych okrzykach pilnujących
            kierowników.Obowiązkowo!Inaczej-kary.
            Na szczęscie pracowałam poza obiektem,więc byłam tylko
            obserwatorem.Takiego cyrku jeszcze nie widziałam.To podobno
            zachodnie metody.Mi przypomina raczej okres wojny...
      • panna_holly Re: Paradoksy rynku pracy... 14.01.09, 15:38
        Czytam Twój post, a jakbym sama o sobie pisała, skąd ja to znam.
        Dla mnie, absolwentki dwóch kierunków, ze znajomością dwóch języków
        obcych i latami doświadczenia, też nie ma miejsca na rynku pracy.
        Znaczy jest, ale nie odpowiada moim aspiracjom i wykształceniu.
        A panny z tzw. doradztw personalnych to po prostu laski, które nic
        nie potrafią i nie miały pomysłu na siebie. Niestety, ale taka jest
        prawda.
        A potem przychodzę na spotkanie z jakąś panią, dajmy na to Sylwią
        Dż. z renomowanego doradztwa Hays, która nie wydrukowała mojego CV,
        albowiem miała awarię serwera. Nadmieniam, że od momentu, kiedy się
        ze mną umówiła, do czasu naszego spotkania upłynęły prawie dwa
        tygodnie. Mogła je tysiące razy wydrukować. Ba, nawet mogła się z
        nim wnikliwie zapoznać!!! Potem pani Sylwia nie odbierała telefonu
        itp. Dane autentyczne, historia też, jestem gotowa odpowiadać w
        procesie za naruszenie dóbr osobistych. :))
        Inna sytuacja, z panią Justyną P. w tle (nie pamiętam nazwy
        doradztwa, jakiś krzak):
        ja - co prawda pełnię taką funkcję, ale wyłącznie stacjonarnie, w
        biurze.
        Justyna P. - rozumiem, to jak często pani jeździ?(w ramach pełnienia
        tej funkcji)
        KURTYNA.
        Przykłady można mnożyć.
        • Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:45
          Już widzę zarysy sytuacji społecznej, z jednej strony cwaniaki,
          które, albo decydują o przyjęciach, albo jeszcze nie dostali w p....
          z drugiej Ci, patrzący bardziej realnie i rozsądnie, znaczy się te
          życiowe niedorajdy, chamy, z wysokim czołem, o wygórowanych
          aspiracjach... chłam społeczny jednym słowem.
      • Gość: Johnnie Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 193.184.4.* 14.01.09, 15:48
        > Efekt jest taki, że po 10 latach pracy, z kilkoma językami,
        mnóstwem
        > kursów, szkoleń, certyfikatów na koncie nie znajduję na rynku
        > miejsca, gdzie są przestrzegane elementarne zasady współżycia
        > społecznego. Ba, nie znajduję pracy w ogóle :/

        ...Tego to troche nie kumam - I cz. dokladnie - bo co maja lata
        pracy i inne do miejsca gdzie przestrzegane sa... etc., etc...

        Generalnie to wszystko jest jak Enigma :) bylo tyle zaleznosci
        (trybiki, kabelki...), ze naciskajac kilka razy klawisz We: np. A
        dostawalo sie za kazdym razem inne Wy :))) Jednak skoro ja
        rozpracowano, to moze i Ty rozwiazesz swoj problem ;)

        Moje odp na Twoje paradoksy:
        1) Odcinam sie totalnie :) Kazdy orze jak moze, czy to super
        konsultanci w BOKach, czy tam ta mgr.Psycholozka :))) Przeciez nie
        jest tak, ze kazdy pracownik na swiecie (czy pracodawca) idealnie
        nadaja sie do tego co robia, wszedzie znajda sie oszolomy itp.
        Poza tym to tak troche podobnie jakbys w swoim wspomnianym Siemensie
        dostal mlodego mgr inz. po studiach - za duzo tez nie wie :)))
        2)...gdzies tam w natloku odp. "przyburzyles sie" ze Cie ktos tam
        obraza a nie ma prawa itd... tutaj robisz to samo - wiec nie zajme
        zadnego stanowiska :)))
        3) Lad korporacyjny, coz, wg mnie nie wszedzie mozna go wprowadzic,
        kazdy ma jego inna wizje. Generalnie albo Ci sie podoba i siedzisz
        albo nie i odchodzisz :)
        4)...ech nie chce mi sie juz :)))

        Tak patrzac po tym problemie to masz DUZYYY PROBLEM ... koniec lat
        90 napisales... idealny okres, faktycznie wystarczylo liznac ang.
        kilka kursow i bylo sie kierownikiem czy szefem. Ale czasy sie
        zmienily a Ty zasiedziales sie w tym koncu lat 90 :)) Teraz widze
        frustracje, malo placa, nikt Cie nie chce. Moze tym specjalista
        jestes tylko w swoich oczach? Bo wieszosc o 10 lat mlodszych taz zna
        jezyki, ma ukonczone kursy, 2 fakultet (doswiadczenia zawodowego Ci
        nie bronie) moze sa bardziej elastyczni?
        ...Opcji jest wiele, wybierz te ktore Ci odpowiadaja najbardziej.
        Mnie tylko dziwi, ze zamiast zabrac sie do zmiany zycia
        jakby...hm...zamysliles sie? stanales? Ja nie narzekam, wywalili
        mnie z jednej pracy - polazlem do drugiej, czas na bezrobociu
        wykorzystalem na doksztalcaniu sie :))) Jest dobrze, to ze czasami
        na 12 miesiecy w roku tylko 4 pracowalem to zaden stres, wazne ze
        doswiadczenie i kasa na koncie przybywa :))) Ale - co kto lubi

        Pozdrawiam wszystkich :)))
        • monia420 doszktałcanie itp 14.01.09, 17:34
          Zgadzam się, że okres bezrobocia można efektywnie wykorzystać - pod warunkiem,
          że ma się za co żyć. Byle kurs kosztuje pieniądze, byle książki to samo. Zaraz
          ktoś napisze, że przecież UP i takie tam - otóż, ja nie znajduję pomocy w UP. Na
          szczęście mąż pracuje i z głodu nie umieramy, ale ostatnia utrata pracy mocno
          nas dotknęła finansowo. Tak więc próbuję się dokształcać, ale wiem, że mam
          bardzo ograniczone środki:(
      • Gość: bartek Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.171.78.130.static.crowley.pl 14.01.09, 16:05
        A propos agencji posrednictwa. Najgorsze jest to, ze one dzialaja troche w ten
        sposob, ze bez sensu napedzaja proby rekrutacji. Tzn. czesto same wychodza z
        inicjatywa odbycia rozmowy, daja do zrozumienia, ze wszystko swietnie, spelnia
        sie wszelkie warunki. Nastepnie docelowy pracodawca odbywa bezposrednia rozmowe
        i wtedy kontakt sie urywa. Agencje sluza jako zbedny bufor, ktory powoduje
        spore straty czasu u szukajacego pracy, a jednoczesnie przyczynia sie do opinii,
        ze pracownicy sa strasznie poszukiwani (uzasadniajac tym wlasna prace).
      • Gość: noname zamiana pracy IP: *.centertel.pl 14.01.09, 16:52
        Co sądzicie o zamianie pracy? Spójrzcie na www.zamianapracy.pl.
        Czy słyszeliscie coś o takich przypadkach za granicą?
      • Gość: Drachu Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 17:36
        Parę razy w temacie pojawiło się conieco o tych "młodych wilczkach", które się
        zgodzą na pracę za 1500.

        Widzicie, życie nie bajka. Jak zaczynasz, ale nie masz cioci w biurze, to ciężko
        o cokolwiek innego. Swieży pracownik, ledwie debiutujący na rynku pracy będzie
        miał nielichy problem. Oczywiście - są kierunki (np. informatyka), po których
        problemów nie ma. Ale pomówmy o mniej technicznych sprawach.
        Nawet najniższe stanowiska w wielu firmach obarczone są koniecznością posiadania
        doświadczenia zawodowego. Asystent młodszego managera do sprawy zamiatania
        podłogi powinien na dzień dobry z rok doświadczenia już posiadać. Fajnie, pewnie
        mu się przyda, ale gdzie miał zdobyć? To ma być pierwsza praca, prawda? Pierwsza.

        Ostatnio zacząłem szukać nowej pracy. I jak patrzę, to moje możliwości wyglądają
        blado. Ukończyłem studia - uczelnia państwowa, dzienny kierunek. Ale żyjemy w
        czasach, gdy każdy, dosłownie każdy, mój rówieśnik skończył studia. Co dalej?
        Certyfikat językowy (CAE) mam w kieszeni, ale dziś każdy mówi biegle po
        angielsku. A przynajmniej taki wniosek wyciągam z CV przychodzących do naszego
        biura. Każdy, kto choć trochę liznął angielski od razu mówi biegle. Inne języki?
        Hiszpański i francuski znam tak ledwie - ledwie. W mowie CV oznacza to stopień
        komunikatywny, chociaż w CV o nich nawet nie wspominam, brak mi tupetu. Co
        dalej? Studia podyplomowe? Też już chyba każdy ma. Ja kończę drugie (oczywiście
        normalna praca swoją drogą). Ale do tych podyplomówek nie mam doświadczenia
        zawodowego. To nazwałbym właśnie paradoksem - wymaganie doświadczenia na
        najniższe ze stanowisk.

        Co do pań z HR, to różnie bywa. Wspominałem już, że dziś magistrem jest prawie
        każdy? Byłem na wielu rozmowach. Część z nich wspominam wspaniale, część
        koszmarnie. Sądze, ze w paru przypadkach natrafiłem na znawców tematu, ale i
        trafiło się parę solar - tipsiar.

        I taka tipsiara mówi mi "Och, a jaką książkę ostatnio pan czytał?". No to ja
        mówię, że było to "Na zachodzie bez zmian" Remarque. Pani nie słyszała, więc
        mówi że nie pogadamy o tym. No trudno, ja też nie przeczytałem każdej
        wartościowej książki świata, zdarza się. Ale mówię, ze wcześniej przeczytałem
        zbiór felietonów Umberto Eco. Też nic o Umberto. Okej, przed Umberto była
        biografia Lenina, więc już ogólnie odpuściłem i pytam co ona czytała. Ona mi na
        to, że Grocholę. Tu z mojej strony problem - kto zacz? No to ona, że przeczytała
        wcześniej Coelho. Dobra, jakoś wybrnąłem, bo w czasach boomu na Coelho
        sprawdziłem kto to i parę książek przeczytałem (acz bez zachwytu), więc sobie
        pogadaliśmy. Nie wiem jakie wnioski z tego płyną dla pracodawcy. Rozumiem, że
        nie chodzi o same tytuły, ale o zdolności komunikacyjne, ale na bogów - ta panna
        mogłaby choć sama jakieś przejawiać.

        Jak liczę, to odwiedziłem tych rozmów około pięćdziesięciu. Pracę znalazłem
        dwukrotnie (żadna z nich za 1500, obie za znacznie mniej). Tylko raz byłem
        spytany o jakiekolwiek szczegóły merytoryczne dotyczące przyszłej pracy. I raz
        trafił mi się w miarę trudny test. Reszta to bzdury. Albo test na poziomie
        gościa z gimnazjum (domyślilibyście się, że prezydentem Gdańska nie jest J.
        Kaczyński?)

        Czy psycholog uważa,że jest w stanie poznać mój charakter zadając mi dwa pytania
        i obserwując mnie przez 5 minut? Przecież znaczna większość odbywających rozmowy
        nie zachowuje się na nich naturalnie. Owszem, często są swobodni (bo wiedzą, ze
        tak trzeba), ale nie jest to ich "prawdziwa twarz".


        • asiuniap Re: a propos tipsow... 20.01.09, 18:42
          ...niedawno u weterynarza. Przychodzę ze zwierzem. Młoda panienka
          wzięła się za badanie mojego zwierza. Tipsy na 1 cm, panienka
          zamierza zbadać zwierza dodobytniczo. Zgłaszam zastrzeżenia.
          Panienka zdziwiona, czy mi to przeszkadza?! Jak najbardziej. W
          perspektywie poraniony odbyt zwierzaka i wizyta u innego weta?!
          Panienka sie tłumaczy, że jest po imprezie... Nie odpusciłam. Panna
          juz tam nie pracuje. Dość mam takich profesjonalistów.
      • sendivigius Nie ma zadnego paradosku 14.01.09, 17:37
        Dostales prace w latach 90 TYLKO dlatego ze mnie zwolnili, bo majac
        28 lat powiedziano mi ze jestem "za stary" i "zepsuty" i
        teraz "stawia sie na mlodziez" i "wiek do 25 lat" i tak dalej.

        Potrzebna im byla taka paprotka jak ty. Teraz spotkalo cie dokladnie
        to samo. Nie wierzyles, myslales ze naprawde mnie zwolnili dlatego
        ze bylem "za stary" a ciebie przyjeli bo jestes "specjalista". Tak,
        na pewno, trzy godziny po dyplomie.

        "Siedz na brzegu rzeki i spokojnie czekaj az przeplynie nia trup
        twojego wroga" - mowi chinskie przyslowie.

        Ale sie ciesze ze dostales kopa! Zemsta jest rozkosza bogow!
        • Gość: Myszka Re: Nie ma zadnego paradosku IP: 83.17.156.* 14.01.09, 17:56
          Nie tylko rynek pracy nie jest normalny w Polsce. Nie ma w firmach
          czegość co mobilizuje pracownika do lepszej efektywności, nie ma
          zdrowej rywalizacji. Pracownik bez stażu ma ogromne wymagania jak na
          żółtodzioba a fachowiec boi się otworzyć buzię, żeby go nie
          zwolnili. Dochodzi do paradoksu, że "młody" ma 500zł mniej
          niż "stary"??? Może nie potrzeba w Polsce fachowców - zrobią to za
          nich "emoludki"??? Przepraszam z góry wszystkich początkujących ale
          muszą mieć świadomość, że ich błędy poprawiają doświadczeni
          pracownicy a nie szefowie. Innym problemem jest kultura pracy,
          jeszcze innym fakt, że pracodawcy nie wiedzą kogo szukają (smutne
          ale prawdziwe)Śmieszy mnie ten pseudofachowy bełkot, że niby
          pracownik ma być elastyczny, kontaktowy , umiejący pracować w
          grupie??? Krew mnie zalewa - a kompetentny to już być nie musi???
          Jesteśmy strasznie ponurym i zakompleksionym narodem - takie z nas
          społeczeństwo i taki rynek pray. To niestety rodzi w nas ogromną
          wrogość i złość wobec siebie. Jedyne wyjście - iść na swoje.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka