anatemka
27.05.06, 19:55
pisałam, że mój syn jest bardzo wrazliwy emocjonalnie, bardzo często reaguje
płaczem na stres, płaczem kilkusekundowym, po którym wszystko jest ok.
Widziałam go na zajęciach z gimnastyki korekcyjnej w przedszkolu: w ciagu 20
minut z pięc razy płakał a poza tym swietnie sie bawił, bardzo te zajęcia
lubi. U pani psycholog też płacze, ale po pierwszej wizycie wybiegł jak na
skrzydłam z pytaniem: mamo przyjdziemy tu jeszcze? Po drugiej rozpłakał się,
że on nie chce jeszcze iść, więc pani stwierdziła, że musi sie jeszcze chwilę
pobawić. Natomiast pani od SI starała się go wychowywać: Młody chciał mi z
radością pokazać jak rzuca piłką do kosza. Pani zdecydowanie: nie, najpierw
porozmawiam z mamą. Miłosz zaczął płakać. Płakał przez całą naszą rozmowę,
później pokazał mi jak rzuca, ale już bez radości. Płakał po wyjściu z
gabinetu. Czy powinnam go narażać na stres w czasie SI? Terapeutka jest
stanowcza, i ma byc tak jak ona chce. Nie podoba mi sie to. Jest pedagogem,
świetnie sie dogadywała z usmiechniętym dzieckiem, ale z płaczącym już wcale.
Miłosz nie potrafił założyć butów. Rozpłakał się . A pani stanowczo: poproś o
pomoc. Całość kojarzyła mi sie z tresurą. Jak myslisz? Powinien chodzić do
niej na zajęcia, nawet jeśli okupi to duzym stresem?