Dodaj do ulubionych

Mój Katyń

12.04.10, 01:15
Chciałbym abyście opisały w tym wątku swoje przemyślenia na temat Katynia .
Ja go rozpocznę częściowo ze względu na późną porę .

Dowiedziałem się o nim będąc na wagarach . W kilka osób staraliśmy się ominąć
klasówkę z matematyki .Był to rok 1965. Ponieważ zaczynaliśmy lekcję od
drugiej godziny lekcyjnej w czterech czy pięciu nawet spotkaliśmy się u kolegi
mieszkającego w bloku obok . Czekaliśmy, aż wszystkie mamy pójdą do pracy lub
wyjdą z domów . I po prostu nie poszliśmy do szkoły . Zapału radości starczyło
nam na jakieś trzy godziny ,aby wreszcie kolega Jacek wydobył ukrywaną przez
jego rodziców książeczkę małą w formacie A-5. Wydana przez Niemców w latach
czterdziestych, opisywała i na zdjęciach pokazywała, jak Niemcy badają
zbrodnię rosyjskich żołnierzy . trudno mi było się pogodzić i zrozumieć ten
czyn . Z jednej strony ZSRR jako przyjaciel Polski , z drugiej ileż to
opowieści młody człowiek mógł się nasłuchać na przyjęciach wydawanych przez
rodziców o beznadziei systemu i błędach gomułkowskiego głupiego gadania .
Jednak wtedy na zakończenie wagarów musieliśmy przysiąc że nikomu nie powiemy
o tej broszurze. Ja swego przyrzeczenia dotrzymałem . Z rodzicami nie gadałem,
aż do lat siedemdziesiątych kiedy to na cmentarzu bródnowskim nie ustawiono
pierwszych krzyży zresztą usuwanych zaraz .
I na tym na razie kończę pora spać .smile
Obserwuj wątek
    • ama.pola Re: Mój Katyń 12.04.10, 11:06
      Dowiedziałam się w wieku 6 - 7 lat
      ukryta pod stołem z długim obrusem.
      Rodziców odwiedził repatriowany z
      Syberii kuzyn. Mnie wyprawiono do
      innego pokoju, ale udało mi się
      schować pod stołem i "nagrywać"
      opowiadania o losie rodziny, znajomych.
      Niewiele zrozumiałam, ale nagranie
      odtworzyło się przy zlepieniu
      szczątkowych wiadomości w liceum.
      Rodzice obdarowali mnie prawdą
      znacznie później.
    • misia007 Re: Mój Katyń 12.04.10, 11:22
      Od dzieciństwa żyłam w cieniu Katynia.Mama ,ciocia, wujek nie ustawali w
      poszukiwaniach swojego ojca.Przez Czerwony Krzyż sprawdzali różne
      możliwości.Ślady, ostatnie wiadomości prowadziły tam ale pewności nie było.Nie
      żeby specjalnie ze mną o tym rozmawiano, byłam dzieckiem ale ciągle w rozmowach
      ten temat powracał.Nie dopuszczali myśli,ze ojciec gdzieś tam żyje na Zachodzie
      i o nich zapomniał,czuli ,że Go już nie ma ale potrzebowali pewności,
      dowodu.Dostali go .....po 50 latach.
      Drugie wspomnienie to przeżycia mojego ojca, również przedwojennego
      oficera.Dostał się do niewoli pod Kockiem, jego dwóch przyjaciół zdołało
      uciec.Póżniej w oflagu odnalazł ich nazwiska na liście opublikowanej przez Niemców.
      Katyń był dla mnie miejscem spoczynku mojego dziadka, miejscem jego
      męczeńskiej śmierci ,śmierci Jego przyjaciół i towarzyszy broni
      ale od soboty stał się czymś więcej.
      • polnaro Re: Mój Katyń 12.04.10, 12:14
        Nie potrafię powiedzieć od kiedy, bo był zawsze, ale pamiętam swoje zadziwienie,
        dlaczego nie wolno mówić, powtarzać nikomu, najpierw myślałam, że to coś
        wstydliwego, coś strasznego zrobili wspominani ciągle: Mieczysław i Boguś. I
        ciocia ciągle popłakująca w ukryciu i ciągle gdzieś podróżująca, wracająca i nic
        nie mówiąca.
        Dużo później dopytałam kim byli i powoli zaczęłam rozumieć.

        • super222 Re: Mój Katyń 12.04.10, 14:43
          Byłam szczelnie chroniona przed wiadomościami nt.
          okrucieństw wojennych. Nigdy przy dzieciach nie
          omwiano tych strasznch lat, starano się żyć normalnie,
          ciesząc się z odzyskanej wolności. Pracy było tyle,
          entuzjazm powszechny, a to odbudowa Warszawy, a to budowa
          hut w Krakowie i Katowicach, budowały się nowe osiedla
          w tym miasto (miało być) Nowa Huta. Odgruzowywanie Kraju
          było najważniejszym celem wszystkich ocalałych Polaków.

          Pamięć o Katyniu wymieniało się podobnie jak ofiary powstania
          warszawskiego, bitew II wojny światowej, obozów koncentracyjnych.
          Do tej pory - szczerze i z zawstydzeniem - przyznaję się do
          nie rozumienia, na czym polegała wyjątkowość zbrodni katyńskiej,
          wobec tylu ofiar wojennych na frontach i w obozach.
          Zbrodnia - - to jest zbrodnia. Możecie mi
          to jakoś wytłumaczyć, bez drwin i wyśmiewania.
          Wywieziono i rozstrzelano. Wywieziono i zagazowano. Jaka różnica?
          • polnaro Re: Mój Katyń 12.04.10, 14:51
            Jest kilka różnic, w tym dwie ważne.
            Niech ktoś inny też się uaktywni, bo ja powiem o jednej: kiedy dostajesz w plecy
            w najczulszy, najwrażliwszy ich punkt i to od kogoś kto mieni się przyjacielem,
            to boli tak samo jak od wroga w otwartej walce?
            • misia007 Re: Mój Katyń 12.04.10, 15:08
              Żołnierzowi, oficerowi nie strzela się w tył głowy to niegodne i wbrew Konwencji
              Genewskiej, która określa zasady traktowania jeńców wojennych.To co z nimi
              zrobiono to była bestialska zbrodnia i dlatego chciano to ukryć
              • ama.pola Re: Mój Katyń 12.04.10, 15:58
                Z ZSRR nie byliśmy w stanie wojny;
                gdy wkroczyli na naszą ziemię
                segregowali rokujących na zmianę
                obywatelstwa i patriotów.

          • eurytka Re: Mój Katyń 12.04.10, 16:35
            super222 napisała:
            > Wywieziono i rozstrzelano. Wywieziono i zagazowano. Jaka różnica?
            Ja znam z opowiadań babci i trochę mamy,
            ze tam gdzie mieszkałyśmy,
            po prostu dziesiatkowano.
            Za nieoddane kontyngenty
            lub ukrywanie Żyda,
            lub cokolwiek innego,
            Niemcy, SS, ustawiali część wsi pod stodołą
            i odliczali i co któryś tam był rozstrzeliwany,
            również w tył głowy.
            Jest wspólna mogiła.
            Jako dziecko podstawówki chodziliśmy na nią ze szkołą z wieńcami,
            uplecionymi z liści dębowych.
            Natomiast Katyń znam z relacji babci i naszej kierowniczki szkoły,
            która wiecznie nam o tym opowiadała w każdą możliwą rocznice,
            kiedy naprawdę nie było wolno,
            straciła tam męża i już nigdy ponownie nie wyszła za mąż,
            ale dożyła długich lat życia,
            doczekała wnuków.
            Moja babcia interesowała się polityka,
            miała kontakt z partyzantka,
            straciła syna na wojnie,
            ale nie w Katyniu o którym wiedziała wiele z różnych źródeł.
            Często przychodził do naszej szkoły na na prelekcje
            były więzień z Oświęcimia,
            jemu było wolno opowiadać o swych przeżyciach.
            W każdej sali lekcyjnej wisiały portrety Marks, Engels, Lenin i Gomułka.
            Stalin już nie wisiał,
            ale moja mama opowiadała jak niektóre bolszewiczki za nim płakały.
            • dorota-s2 Re: Mój Katyń 12.04.10, 20:10
              Cała moja rodzina pochodzi ze
              wschodu,Kałusza,Lwowa,Kołomyji.Najbardzie wartoscowi przodkowie
              zgineli w Katyniu,bracia babci,kuzyni,bracia dziadka.Od dziecka
              słyszalam o zbrodni Moskali o Katyniu i nie tylko.Ojciec dla naszego
              bezpieczeństwa starał się to wytonować ,nie budował muru
              nienawiści,starał się tłumaczyć ale były stare albumy,order legionów
              (mam do dziś)i jednak gdzieś tam w głębi duszy jest ta
              niechęć,nieufność,poczucie straty.Swoim dzieciom juz tego nie
              przekazałam,dość,wystarczy
              • natla Re: Mój Katyń 12.04.10, 21:57
                To ludzie mordują, a nie narody. Mordercy są w każdej nacji.
                Wystarczy 1 hitler czy 1 stalin i już się ujawniają. Módlcie się,
                aby u nas nie doszedł do władzy charyzmatyczny morderca, bo
                przyszłe pokolenia będą mieć przechlapane.
                Musiałam kawał życia przeżyć, żeby stwierdzić, iż nie każdy Niemiec
                czy Rosjanin, to sadystyczny morderca.
                • polnaro Re: Mój Katyń 13.04.10, 14:26
                  Oczywiście, pozostaje tylko pytanie, jakie miał poparcie społeczeństwa?
                  Świadomości Niemców, jako ogółu, nie da się porównać w żadnym stopniu z
                  Rosjanami. Oj, coś mi tu na dłuuuugą dyskusję wygląda i przenieśmy ją na za tydzień.
                  • marii51 Re: Mój Katyń 13.04.10, 14:58
                    "Oczywiście, pozostaje tylko pytanie, jakie miał poparcie
                    społeczeństwa? "
                    A kto miał cokolwiek do powiedzenia - wszystko było rozkazem - nie
                    wykonujesz rozkazu - puk w tył głowy-, Stalin nie oszczędzał swojego
                    narodu -musieli słuchać musieli zabijać tak jak Stalin tego sobie
                    życzył zrobił tak jak postanowił zgładził POLSKĄ Elitę .Pamiętam
                    opowieści mojego taty.
                    Teraz oglądali Rosjanie film" Katyń"miliony zdało sobie sprawę jak
                    ukrywana była prawda -zdali sobie sprawę dlaczego Polacy mają w
                    sercu taki ogromny ból-pamięć trwa i istnieć pozostanie w historii
                    ale czas najwyższy pogodzić się , wybaczenie jest najwłaściwszą
                    drogą .
            • bret.2 Re: Mój Katyń 14.04.10, 21:49
              Eurytko- W Twoim opisie leży odpowiedz na ten watek.Po wyzwoleniu kiedy zdawało się ze o wszystkich zbrodniach można już otwarcie mówić,nagle okazało się ze o tej nie.I okazało się ze dokonali jej nasi wyzwoliciele.To właśnie był szok i początek konfrontacji propagandy z rzeczywistością.A po następnym "wyzwoleniu" to już tylko gry polityczne i to najbardziej boli.
    • sagittarius954 Re: Mój Katyń 14.04.10, 20:56
      Dalszy ciąg mojej opowieści .

      Jak to w życiu bywa żadna tajemnica nie przetrwa bez wychylenia choćby części
      główki .Dosłownie może dwa miesiące później , moja mama wracała z wywiadówki
      razem z mamą tego kolegi i jak to kobiety, gadu gadu i odkryły tajemnice . Po
      powrocie dostałem ścierką po plecach za wagary i za bezprawne składanie
      przyrzeczeń . Oczywiście rozmowę ze mna przeprowadziła ,ale w tajemnicy przed
      ojcem co jeszcze bardziej utwierdziło mnie o szczególności tej katyńskiej sprawy .
      W tamtym okresie nie było rodziny bez kogoś, kto na własnej skórze nie
      doświadczył drugiej wojny światowej . Moja mam co prawda była nastolatką a
      ojciec brał udział w kampanii wrześniowej kończąc swoje walki gdzieś pod Lwowem
      , Tam rozgrupowany wracał na piechotę ukrywając się przed żołnierzami
      radzieckimi . ALe i on spokojnie nie mógł mówić o tamtym czasie . Dlatego
      pozostawała mi jeszcze jedna nadzieja którą miałem w ciotce . Ciotka straciła
      męża kilka lat wcześniej i odkąd pozostawała we wdowieństwie nadal jednak była
      super wesołą kobietą . Jakoś tak pod koniec lata we wrześniu, będąc u mojej
      babci w niedzielę mogłem porozmawiać z ciotką w lesie będąc na grzybach .
      Tłumaczyła mi długo choć jej twarz stała się już bardzo poważna i pokazała mi
      swoją rękę z numerem wytatuowanym na nim . Była więźniarką Oświęcimia a swojego
      syna urodziła tam . On też miał na ręku numer wytatuowany, powiedziała mi tym .
      W młodym człowieku uczucia rosną gwałtownie . To jednak ciotka w moich oczach
      urosła niebywale .I o Oświęcimiu miałem lektury co niemiara. Jak to bywa w
      młodości za dużo nie myślałem o sprawie i następną częśc Katynia odbyłem w
      następnym roku, już po liście biskupów polskich do niemieckich. Nie mogłem
      zrozumieć jak można przebaczyć oprawcom i tym którzy robili krzywdę mojej ciotce
      z Oswięcimia, dziadkowi któremu szczęsliwie się udało wyjść z przesłuchania
      getapo o czym dowiedziałem się w czasie opowieści zimowych jak babcia musiała
      iść na operację wycięcia kamieni . I pod koniec wakacji na podwórku wynikła
      kłótnia między młodymi lwami o to, kto bardziej cierpiał w wojnie . Ci co byli w
      Oświęcimiu i obozach czy ci co byli wywiezieni na Syberię i głodowali tam a może
      ci co walczyli w różnych armiach . Byłem tak zapalczywy bo chciałem wyeksponować
      tragedię "mojej" ciotki . No dostałem w pysk za Katyń od broniącego tej opcji
      starszego brata . Jak to bywa życiu ,obraziłęm się na Katyń . Szczęsliwie nie na
      długo . I tak Katyń ciągle stawał mi drodze .

      To może na dziś dosyć .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka