Chciałbym abyście opisały w tym wątku swoje przemyślenia na temat Katynia .
Ja go rozpocznę częściowo ze względu na późną porę .
Dowiedziałem się o nim będąc na wagarach . W kilka osób staraliśmy się ominąć
klasówkę z matematyki .Był to rok 1965. Ponieważ zaczynaliśmy lekcję od
drugiej godziny lekcyjnej w czterech czy pięciu nawet spotkaliśmy się u kolegi
mieszkającego w bloku obok . Czekaliśmy, aż wszystkie mamy pójdą do pracy lub
wyjdą z domów . I po prostu nie poszliśmy do szkoły . Zapału radości starczyło
nam na jakieś trzy godziny ,aby wreszcie kolega Jacek wydobył ukrywaną przez
jego rodziców książeczkę małą w formacie A-5. Wydana przez Niemców w latach
czterdziestych, opisywała i na zdjęciach pokazywała, jak Niemcy badają
zbrodnię rosyjskich żołnierzy . trudno mi było się pogodzić i zrozumieć ten
czyn . Z jednej strony ZSRR jako przyjaciel Polski , z drugiej ileż to
opowieści młody człowiek mógł się nasłuchać na przyjęciach wydawanych przez
rodziców o beznadziei systemu i błędach gomułkowskiego głupiego gadania .
Jednak wtedy na zakończenie wagarów musieliśmy przysiąc że nikomu nie powiemy
o tej broszurze. Ja swego przyrzeczenia dotrzymałem . Z rodzicami nie gadałem,
aż do lat siedemdziesiątych kiedy to na cmentarzu bródnowskim nie ustawiono
pierwszych krzyży zresztą usuwanych zaraz .
I na tym na razie kończę pora spać .