Dodaj do ulubionych

Pytanie mam

16.05.11, 09:15
Ja o przemilczaniu; krótko.
Jeśli problem bardzo istotny i pomijany z ...powodów budzących konflikt, kłótnie i takie tam złe emocje, to jest usprawiedliwione udawanie, że nie istnieje?
Przecież wiadomo, że milczenie kasuje i to definitywnie, więc ?
Konflikt, czy aprobata złego?
Obserwuj wątek
    • natla Re: Pytanie mam 16.05.11, 10:02
      Kiedy konflikt wikła wiele osób, to ja wytrzymuję i albo znikam albo (jeżeli uznam, że jest sens) staram się dotrzeć do delikwenta, który ten konflikt powoduje. Wynik zależy od osób skonfliktowanych.
      Staram się rozmowę przeprowadzić w 4 oczy, spróbować dotrzeć do sedna i ewentualnie wytłumaczyć czy naprowadzić.
      Zresztą to wszystko zależy od rodzaju konfliktu i ilości osób uwikłanych.
      • polnaro Re: Pytanie mam 16.05.11, 10:23
        Konflikt wyniknie jeśli problem roztrząsany, dyskutowany zostanie.
        Rzecz w tym, czy wojenkę rozpoczynać, czy udawać dla 'świętego spokoju' i dobra jakiegoś tam znaczącej grupy, że nie ma tegoż problemu?
        Podniesienie tematu nie daje żadnych doraźnych korzyści, ale ma wpływ na morale, postawy obserwatorów /a tych jest sporo/.
        Ot, coś się dzieje niewygodnego dla grupy prominentnej - nagłośnienie szkodzi, przemilczenie kasuje przewidywane /dobre/ efekty, ale zupełnie niematerialne.
        Wywoływać burzę dla tęczy? Przecież może wypaść wieczorem i diabli ją wezmą.
    • natla Re: Pytanie mam 16.05.11, 10:08
      > Konflikt, czy aprobata złego?
      Szukam trzeciego wyjścia.
      Podaj przykład, bo tak dywagować trudno.
      Np. aprobata milcząca i udawanie, że się nie widzi kochanki męża znajomej, w miarę bliskiej osoby. Dla mnie to zawsze były najtrudniejsze sprawy, bo można zrobić niechcący wielką szkodę.
      • polnaro Re: Pytanie mam 16.05.11, 10:28
        Będzie wielka szkoda, ale zasłużona.
        Oczywiście niewinni też ucierpią, bo korzystali, dali się indoktrynować, zmanipulowani tańczyli w rytmie.
        Poza moralnym nie ma doraźnego zysku żadnego - stąd wątpliwość.
        • wrzosowapolana Re: Pytanie mam 16.05.11, 10:44
          "Jeśli nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie" A. Słonimski
          smile
          • polnaro Re: Pytanie mam 16.05.11, 10:56
            Typowy Wrzosekbig_grin
            Nie wiem, czy mam na to zdrowie, bo duuużo by go trza.
            Przyzwoitość jest jak prawda, wiesz....tu akurat cytat z Tischnera, wiele razy przywoływany, jak ulał pasuje.
    • sagittarius954 Re: Pytanie mam 16.05.11, 11:35
      Po to jest rozjemca , ten trzeci któremu obie strony zwaśnione wierzą do jakiegoś stopnia .
      A skąd taki temat ?
      Kochankowie ... tez mi , szczęście bliskich powinno leżeć nam na sercu (tongue_out)
      • polnaro Re: Pytanie mam 16.05.11, 12:07
        Dzięki Sagi, rozjemca, to jest jedyne wyjście - tyle, że w tym wypadku rozjemca=krwiopijca.
        Nie załapałam skąd tu 'kochankowie'?
        • sagittarius954 Re: Pytanie mam 16.05.11, 12:08
          patrz post natli smile
          • polnaro Re: Pytanie mam 16.05.11, 12:15
            big_grin, ech, tak teraz mam....
            • natla Re: Pytanie mam 16.05.11, 12:26
              Rola rozjemcy bardzo trudno. To trzeba umieć. A poza tymmieć co najmniej przesłanki, że jest podatny grunt.
              Czasem jest wielką trudnością odp. na pytanie, czy nasza ingerencja będzie przyzwoita. To subiektywne odczucie.
              Co do kochanków, to jasne Sagi....ale czy przyzwoite? big_grin
              Życie podpowiada, że najlepiej się nie wtrącać, bo w większości przypadków, będzie to odebrane jako rozruba, a i efekt na ogół bardzo mizerny. Wszystko zależy od rodzaju konfliktu i ludzi w nim uczestniczących. Czasem jedna rozmowa w 4 oczy wystarczy, bo coś uzmysłowi, podpowie. Częściej jednak, to "naprawiacz" świata zostaje z ręką w nocniku.
              • natla Re: Pytanie mam 16.05.11, 12:28
                ....bo w takich sytuacjach nie bierze się dobrej woli pod uwagę, tylko chęć rozruby.
                • dwa-filary Re: Pytanie mam 16.05.11, 13:52
                  a ja myślę, że milczenie to przyzwolenie, ale trudno doradzać nie znając sprawy......obojętnie jak postąpisz, będzie niesmak smile
                • polnaro Re: Pytanie mam 16.05.11, 13:54
                  Fakt faktem: starego rozumu nie nauczysz, wrednota rzeczywiście pomówi o chęć rozróby, a nawet może i interes jakiś osobisty. Dlaczego jednak puszczać płazem karygodne wyczyny? Toż skrzydła rozwinie i następnych cichcem, z uśmiechem na buzi, wykorzysta do swoich celów.
                  Dostanie w .... to na chwilę zadławi się złością albo pomyśli - pomyśli?
                  To co chcę zrobić jest jakby donosem /chociaż jak najbardziej podpisanym/ i dlatego mam wątpliwości, kurcze, już to słowo odrzuca.
                  • graga211 Re: Pytanie mam 16.05.11, 15:18
                    Pytanie za mocno zakamuflowane, dlatego nie da się poradzić.
                    Ogólnie mam pogląd taki jak Natla - jeśli już, to tylko w 4 oczy. Bez świadków.
                    Donos, nawet podpisany, nie jest dobrym rozwiązaniem. Zawsze ktoś go wykorzysta przeciwko tobie. Tyko rozmowa.
                    Jeśli jesteś gotowa iść na całość (a taką myśl nasuwa chęć podpisania donosu), to lepiej zrobić to na gorąco wobec audytorium. Wtedy można dokładniej wyjaśnić swoje powody i nie pozwolić tchórzo-lizusom na manipulacje poza plecami. Sprawa zostaje przedstawiona oficjalnie i jest czas na oficjalne zajęcie stanowiska.
                    Ale tak jak tu mówimy - wszystko zależy od problemu, od ludzi, od zdolności medialnych i wreszcie odwagi wnoszącego sprawę.
                    • graga211 dodam jeszcze: 16.05.11, 15:21
                      Jeśli sprawa dotyczy zdrady małżeńskiej - nie tykać!
                      • sagittarius954 Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 15:48
                        o to to ....
                        • misia007 Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 16:25
                          Ja raczej konfliktów unikam,spokój lubię , tak mam i już ale czasem dzieje się coś takiego,że zmilczeć się nie da.I bez specjalnego wsłuchiwania się w siebie wiem,że nie zdzierżę, nie zapomnę, z pamięci i myśli nie wyrzucę.A że swoim katem być nie zamierzam problem wyartykułować muszę.I wtedy to mi już wszystko jedno co się z tego narobi..Bo "czasem człowiek musi, inaczej się udusi..."
                          • wrzosowapolana Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 16:40
                            Polnaro, Ty już wiesz, że TO zrobiszsmile, boś człek przyzwoity. A ja Cię wesprę. Konflikt jest wbrew pozorom bardzo twórczy: rozbija stare mechanizmy, pozwala zafunkcjonować nowym. Szczególnie, kiedy stare tryby są dla społeczności szkodliwe.
                          • polnaro Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 17:02
                            Jednym słowem: rozwiązania szukać w bezpośredniej rozmowie z zainteresowanymi proponujecie - gdyby jednej osoby problem dotyczył, to proste byłoby - trudność wielka grono to w kupę zebrać w jednym miejscu i czasie.
                            Prawda, takie rozwiązanie jest proste i najlepsze.
                            W tym konkretnym przypadku nierealne i dlatego naprawdę przyjdzie mi się 'udusić' ?
                            Nie ma mowy....chyba będę jeszcze próbować półśrodków, Wasze propozycje rozmów i negocjacji odwiodły mnie od radykalnych posunięć, bo może coś nimi powoduje czego druga strona /łącznie ze mną/ się nie domyśla. Manipulacja i niedomówienia znowu mają szansę bycia, bo konfrontacja wykluczona - kurcze, jak w politycecrying tyle, że końca nie widać, poza oczywiście końcem własnego nosa.

                            • wrzosowapolana Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 17:16
                              Polnaro, a może być opisała tę sytuację? Myślisz, że któraś z zainteresowanych stron zagląda na to forum? smile
                        • wrzosowapolana Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 16:47
                          Co do zdrad małżeńskich też mam odmienne zdanie i wiele przykładów z życia, że, niestety, mam rację. To świństwo, że zdradzana osoba dowiaduje się ostatnia. Albo wcale, choć to raczej rzadkie. To tak, jakby w zdradzie brali udział wszyscy obserwatorzy.
                          W zeszłym tygodniu odbyło się wesele syna koleżanki. Wszyscy wiedzieli, że zdradza swoją przyszłą żonę na prawo i lewo, tylko nie panna młoda. Była taka szczęśliwa...Pomyślałam sobie, co będzie czuła, gdy popatrzy na swoje ślubne zdjęcia, kiedy się dowie. A kiedyś się dowie. Wystawiono ją do wiatru już na starcie w imię błogosławionego "nie wtrącania się".
                          • dobra-kobieta Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 17:19
                            ja z reguły mowie co mysle, przemilczac nie umiem, co nie zawsze wychodzi mi na dobre. Jak sie człowiek nie wtrąci-źle, jak sie wtrąci tez źle, czasem nie wiadomo co robic. Najlepiej rozwiązywać wszystkie sprawy sporne, wyjaśniać, zwłaszcza miedzy bliskimi osobami, bo potem z takich niewyjasnionych spraw narasta mur nie do rozbicia.
                            • graga211 Wrzosku, to dla ciebie 16.05.11, 17:25
                              Wrzosku, to dla ciebie w950.wrzuta.pl/audio/2ejq4beokW0/hanka_ordonowna_-_milosc_ci_wszystko_wybaczy
                            • graga211 Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 17:27
                              "Najlepiej rozwiązywać wszystkie sprawy sporne, wyjaśniać, zwłaszcza miedzy bliskimi osobami, bo potem z takich niewyjasnionych spraw narasta mur nie do rozbicia. "

                              Nic dodać, nic ująć.
                              • wrzosowapolana Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 17:38
                                Ordonka jest boska i piosenka teżsmile Tylko przesłania nie rozumiem. Znaczy - w tym wątku, bo tak w ogóle to pewnie wybaczy. Albo niesmile
                                Ale z przyjemnością posłuchałam...
                              • misia007 Re: dodam jeszcze: 16.05.11, 17:41
                                Też się pod tym podpisuję i to obiema rekami.Jak wiemy że wrzód wzbiera to...trzeba go przeciąć za nim pęknie.Do boju polnarko czasem taki zdecydowany krok potrafi oczyścić atmosferę i wiele wyjaśnić.
    • graga211 Spróbuję.... 16.05.11, 18:09
      Kiedyś także uważałam, że należy prawdę....odważnie... prosto z mostu... bezwzględnie.... dla dobra... itd itp.
      Dzisiaj wiem, że nic nie wiem, a już na pewno odnośnie małżeńskich.

      Przykład 1. Kochanek multum i wszędzie, gdzie tylko się pojawił. Żona ufna, niepodejrzliwa. W końcu któraś kochanka uświadomiła ją. Zszokowana, miotała się okrutnie, nawet sięgnęła po prochy, lecz na szczęście spuściła je wraz z wodą. Mąż do końca szedł w zaparte i wypierał się wszystkiego twierdząc, że kochanka sobie zmyśliła. Żona w końcu mu uwierzyła, gdyż uwierzyć bardzo chciała (i to o tym śpiewa Ordonka; pod koniec wkleję ostatnią zwrotkę J. Tuwima). Od tamtego czasu minęło 40 lat, on nadal ją zdradzał a ona nadl wierzyła, że nigdy w życiu. Dzisiaj oboje są już siwiutkimi staruszkami i są szczęśliwi. Bo razem.

      Przykład 2. On znany podrywacz w mieście i okolicy, wszyscy wiedzą, że nie przepuści żadnej młódce ani pani w balzakowskim wieku. Wszystkie one spotykają się na wspólnych uroczystościach, panowie podziwiają jego zdolności Casanowy, a panie cichcem współczują żonie, która w żaden sposób nie przyjmuje do wiadomości, że ma motyla w domu. Ufa mu bez zastrzeżeń i daje sobie głowę obciąć, że on jej nie zdradza. Nikt więc jej nie wyprowadza z błędu i...oboje ciągle są szczęśliwym małżeństwem dobrze po 70-tce.

      Przykład 3. Ona jasno postawiła sprawę: kocha innego i chce z nim być. Mąż równie jasno: zrobisz co zechcesz, ale dziecka ci nie dam. Została. Dzisiaj sprawiają wrażenie wiecznie zakochanych i niewielu ludzi wie, jak naprawdę wyglądało te ich pół wieku wspólnego życia.

      Bo Julian Tuwim napisal, a Ordonka, Mirska i Banaszek wyśpiewały:

      "....Gdy pokochasz tak mocno, jak ja
      tak tkliwie, żarliwie, tak wiesz ...
      do ostatka, do szału, do dna,
      to zdradzaj mnie wtedy i grzesz.
      Bo miłość ci wszystko wybaczy ..."
      • misia007 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 18:13
        A czemu uważacie, że to o zdradę małżeńska chodzi, ja tak tego nie odebrałam? Może coś mi umknęło?
        • filip505 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 18:27
          ....zyj i pozwol zyc innym,nie wtrancajmy sie w zycie
          doroslych ludzi jak nas o to nie prosza,zazwyczaj.
          • misia007 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 18:29
            Nie zawsze się tak da!!!!!
        • polnaro Re: Spróbuję.... 16.05.11, 18:45
          Oj smilebig_grin Wy mi tu, jasny komin, zdradę jeszcze wciśniecie przez zasiedzenie albo transfer jakiś.
          Tak pomyśleć...., to chyba byłoby gorsze? Czy ja wiem?
          Może bym i wolała, bo wtedy tylko z mężem problem rozwiązywałabym - jakaś tam kobitka wcale by mnie nie interesowała /chyba, że tak tylko z daleka dla babskiej ciekawości/.
          To inny problem, głównie dotyczy spraw materialnych /poważnych/ i tych ludzi, którymi pieniądze rządzą a oni zrobią dla nich największe świństwo.
          Stąd pomysł poinformowania właściwych organów.
          • misia007 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 18:57
            łomatko, polnarko to takie buty. To ja wymiękam.Tak czułam,że to nie o romanse chodzi.Jak organy na tapecie to ostrożność proponuję , upewnienie się ,mediacje jakieś.No i nie zazdroszczę problemu.
          • sagittarius954 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 19:04
            osobiście wolałbym zdradę niż tłumaczenie się na krzesełku prokuratury ...bo i jeszcze tak może być .
            Ale to moje chcenie tylko , wydaje mi się polnarko , że lepiej było samemu zadecydować a nie pytać, teraz to masz taaaaką głowę.
            • polnaro Re: Spróbuję.... 16.05.11, 19:36
              Na szczęście nie ja się będę tłumaczyć, ale mogę innych do tego skłonić.
              Zasłużyli sobie, że hej.
              Ale fakty i dokumenty mogą nie wystarczyć i wtedy....co?
              • sagittarius954 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 19:47
                Twój dar przekonywania pozostaje ...
                • polnaro Re: Spróbuję.... 16.05.11, 19:51
                  ....a nerwica narastasad
                  • sagittarius954 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 19:59
                    A co ucierpi jeśli dasz sobie spokój ?
                    • misia007 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 20:02
                      No sumienie ucierpi, nie???
                      • sagittarius954 Re: Spróbuję.... 16.05.11, 20:09
                        Sumienie odpowiada za twoje przewinienia , nie za czyjeś do licha...
      • pierogi_z_jagodami graga 17.05.11, 08:31
        a ja z kolei obserwuję, że strona zdradzana, zwłaszcza jeśli to jest kobieta (kobiety są bardzo bystrymi obserwatorkami), bardzo dobrze wie, tylko udaje, że nie wie, czasem udaje przed znajomymi, czasem przed sobą, u nas jest coś w rodzaju tabu dla aktywnej seksualności, więc wypada się gorszyć i nie wiedzieć ........ przyjmijmy roboczo, że byłam zdradzana, byłam tą trzecią, zdradzałam... moje doświadczenia miłosne było normalne, przypływy i odpływy... samo życie... nic zdrożnego, po prostu reaguję życzliwie na zakręty losu i biorę je łagodnie, z miłością i akceptacją traktując siebie i innych, w każdym razie syndromu zaciśniętych ust mieć zapewne nie będę wink ..... obserwacje moje dowodzą, że jeśli ktoś jest zdradzany na ogół zdradzany jest tylko pierwszy raz, potem występuje zjawisko które nazywam współzdradą, współodpowiedzialnością obu partnerów i tej trzeciej osoby, bo nie wyciągnięcie konsekwencji jest tak naprawdę daniem swej zgody, i nie mówicie mi, ze ktoś nie wiedział, zdradzany nie wie, bo nie chce wiedzieć, oddalenie i poszukiwania uczuciowe czy fizyczne bliskiego partnera zawsze się czuje, a życie miłosne jest mocno angażujące, to 'na boku' jeszcze bardziej big_grin
        • graga211 Re: graga 17.05.11, 09:25
          Hmmm...dlatego uważam, że sprawa jest nader delikatna i jeśli jako osoba trzecia musimy zareagować, to trzeba zrobić to ogromnie delikatnie, z wielkim wyczuciem. Jeśli interwencja może obojgu zaszkodzić, to raczej wycofać się.
          Czas leczy rany, a zrujnowany związek trudno odbudować.
          Zdrada to jeszcze nie koniec świata!
    • graga211 Zrobiłam oprysk róż i berberysu... 16.05.11, 20:38
      ..przyniosłam wiadro czarnej ziemi od sąsiadki do przesadzania kwiatków, odbyłam zwierzątka (psa nakarmiłam, ptaszysko odstawiłam na szafę do spania), pomyłam gary, posprzątałam i co widzę? Nie o zdradę chodzi.
      Czyli sprawa dużo poważniejsza.
      Trzeba dobrze przemyśleć.....
      • misia007 Re: Zrobiłam oprysk róż i berberysu... 16.05.11, 20:44
        Wiesz sagi nie wiemy jak głęboko polnarka w to umoczona ,znaczy ile wie, i czy inni wiedzą co ona wie???A jak się tak gryzie to domniemywam,że sporo wie i sumienie wtedy może uwierać jak ...koszula w kroku.
        • sagittarius954 Re: Zrobiłam oprysk róż i berberysu... 16.05.11, 21:05
          Tfuj , ani tak nie mysl nawet ...nie nie nie Howg.
          • natla Re: Zrobiłam oprysk róż i berberysu... 16.05.11, 21:48
            Trudne to, bo jak anonimowo wyślesz donos, to w sumieniu własnym będziesz donosicielką.
            Nawet kiedy masz 100 racji. A na donos sygnowany właśnym nazwiskiem nie masz 100% dodowodów, jak zrozumiałam. Czy jesteś w tym sama, czy masz współobserwatorów?
            No i nie wiesz do końca, co ci ludzie mają na usprawiedliwienie. Nie wiesz, czy to tylko pazerność po trupach.
            Jakby mnie tak dusiło jak Ciebie, to nie wytrzymałabym. Porozmawiałbym z jedną najlepiej z grona znaną sobie osobą. Powiedziałabym, że to nie tylko moje spostrzeżenia, że się dużo o tym mówi i takie tam. Po pierwsze, może zorientowałabym się z czym mam do czynienia, po drugie zasiałabym w grupie niepewność, a po trzecie dałabym do zrozumienia, że nie mogą tak rolować całego świata, bo ludzie o tym wiedzą i się nie dadzą, co może się dla nich źle skończyć.
            Oczywiście to są wariacje na temat nieznanej mi melodii. wink
            (za rozruuuubę pardon wink)
      • pierogi_z_jagodami Re: Zrobiłam oprysk róż i berberysu... 17.05.11, 16:11
        Graga, to przecież nie twoja sprawa.. hmm? za mało masz problemow? z powodu zdrady jeszcze świat sie nie zawalił, chociaż o ile wiem, parę wojen było. Myślę, że nie warto. Gorsza od zdrady jest niespełniona miłość. Dyplomatyczne kłamstwo to chleb powszedni żywota naszego. Ale może się mylę? Chociaż ja rzadko się mylę.
        • wrzosowapolana Re: Zrobiłam oprysk róż i berberysu... 17.05.11, 16:20
          Pierogi, jesteś porażająco skromnabig_grin
          • polnaro Re: W temacie zdrady 17.05.11, 17:01
            Mój problem przegryzam - o zgrozo, bardzo dosłownie, paznokieć nawet ucierpiał sad

            A jeśli o zdradzie w sensie męsko-damskim to problem chyba w tym kim dla nas jest osoba, która zdradza: mąż pospolitus /leniwis, nudziarz, prymitywus/, czy może tyran nawet...., czy też kochany, najwspanialszy, zawsze pożądany..., za którego w ogień....
            W pierwszym wydaniu donieść żonie na zdrajcę natychmiast należy, toż się może uwolni;
            drugi typ kiedy zawiedzie, to ja bym się nie poważyła za informatora 'robić'.
            Najgorsze, że te typy pomieszane - więc może lepiej ślepą być i niekumatą albo zdradzać, niż być zdradzaną?
            Coś w sam raz dla nas big_grinsad
            • sagittarius954 Re: W temacie zdrady 17.05.11, 18:13
              żeby zdradzić najpierw trzeba się zakochać chyba , nie??? w czymś ....
              • natla Re: W temacie zdrady 17.05.11, 23:01
                ....no....najlepiej w porfelu i domu z basenem big_grin wink
                • polnaro Re: W temacie zdrady 18.05.11, 10:42
                  E tam, zawiedziona jestemsmile, spodziewałam się wywodu jak to bardzo i na śmierć pokochać można ..., jak to Sagi określił, coś, a tu nici.
                  Trudno.

                  Ja idę na wojnę, więc zjawię się poobijana, mam nadzieję przynajmniej na refleksję przeciwnikawink
                  • natla Re: W temacie zdrady 18.05.11, 11:20
                    Właśnie o tę refleksję mi chodziło. Trzymaj się i nie daj się.
                  • pierogi_z_jagodami Re: W temacie zdrady 18.05.11, 11:30
                    Są mężczyźni, którzy w naturze swej maja miłość do wielu kobiet, dwóch albo trzech (cokolwiek tu słowo miłość znaczy), niektórzy lecą na dwóch półetatach i kilku zleceniach, że się tak kolokwialnie wyrażę. Po prostu ich wielkie przepastne serce tyle mieści. Nie zrozumiesz, możesz tylko zaakceptować.
                    Następny problem - ocenianie, czy to jest wybitny i wartościowy człowiek czy malizna i mielizna. Przecież z punktu widzenia małżonki może to zupełnie inaczej wyglądać niż z Twojej. Jestem osobiście bardzo za niewtrącaniem się w cudze sprawy i nie obiecywaniem lojalności w matactwach.

                    Oj, ktoś zwrócił uwagę, że skromna jestem. No jestem. Skromna, piękna, młoda, zdrowa i bogata. I pewna siebie. Chociaż czasem się mylę. Moi rodzice mieli wypadek przy pracy, nie moja to wina. Przepraszam wszystkich, których to może razić. wink
        • pierogi_z_jagodami ach sorry, to nie było do gragi 18.05.11, 11:51
          to było do polnaro!
          • graga211 Re: ach sorry, to nie było do gragi 18.05.11, 12:46
            A dlaczego nie do mnie TYŻ?
            Chętnie pogadam.
            Bo widzisz, wg mojej teorii to nie kwestia przepastnego serca, tylko podświadoma konieczność ciągłego sprawdzania się. Taki delikwent (lub delikwentka) faktycznie kocha swojego stałego partnera i za nic w świecie nie chce jej/go stracić, lecz co jakiś czas musi sprawdzić, czy jest jeszcze dość atrakcyjny/-a seksualnie, czy nie wypadł/-a z "wprawy" i nie został/-a zepchnięty/-a na boczny tor.
            Jeśli na tym nikt nie cierpi, to niech się męczy w swych kombinacjach oraz matactwach!
            Bo na pewno nie jest mu/jej lekko żyć w ciągłym stresie, choć zapewne dodaje mu/jej adrenaliny dla większej werwy, lepszego widzenia barw, pełniejszego smakowania i w ogóle pieprzu big_grin. Dlatego leci jak ćma w ogień, big_grin big_grin big_grin
            • misia007 Re: ach sorry, to nie było do gragi 18.05.11, 13:43
              łomatko a w jakim towarzystwie wy przebywacie, że im się tak chce sprawdzać, potwierdzać, mataczyć.A kto ma na to czas,chęć i siły kiedy sobie można spokojnie,wygodnie ,normalnie....żyć!!!
              • graga211 Re: ach sorry, to nie było do gragi 18.05.11, 14:07
                Misiu, są egzemplarze, które uważają iż "żyć spokojnie, wygodnie, normalnie" znaczy... już umrzeć. Dlatego ciągle są na wysokich obrotach, wszystko robią "na wczoraj", a 24 h doby to dla nich dużo za mało.
                Bardzo interesujący ludzie!
                Ale na dłuższą metę można przy nich zwariować. To prawda.
                • pierogi_z_jagodami gara, do ciem też 19.05.11, 08:35
                  O przepastnym sercu napisałam w przenośni oczywiście. Wojownicy seksu w ogóle nie mają rozwiniętej uczuciowości w kobiecym rozumieniu tego słowa. To inna przemiana materii, inna chemia i inne postrzeganie świata. Seksoholizm, erotomania? Kompleksy i niedowartościowanie? Bujne gorące wnętrze? Nie wiem. Nie umiem szufladkować. Im świeży dopływ wrażeń seksualnych jest potrzebny do życia jak powietrze, piwo, papierosy i telewizor po pracy. Wiem że tacy ratują czasem wymarłe małżeństwa przed rozpadem, pomagają rozpaść się źle dobranym, ratują psyche słomianym wdowom i gorącym rozwódkom oraz są mistrzami w swojej materii. Bo wprawa czyni mistrza. Zawsze uważałam, że jeśli zostali powołani do życia, to widocznie są potrzebni.
                  Znam taką parę. Kochają się i akceptują. On brykał całe życie, teraz mu już chyba tylko świńskie dowcipy zostały. Ona ma dystans.
                  • pierogi_z_jagodami Graga nie dobudziłam się 19.05.11, 08:36
                    i przepraszam za tę podłą literówkę.
              • natla Re: ach sorry, to nie było do gragi 18.05.11, 14:30
                Nie lubię się powtarzać, ale Misiu....."na jakim Ty świecie życie żyjesz???"
                Aż Ci zazdraszczam winkbig_grin
                • misia007 Re: ach sorry, to nie było do gragi 18.05.11, 14:59
                  Co ja wam mogę powiedzieć,że przyjaciół to się raczej wybiera i że może zwierzęta łagodzą obyczaje!!Nasi znajomi to głównie kociarze i psiarczyki i to recydywiści.Często jesteśmy zaangażowani w jakieś akcje ratunkowe na rzecz zwierzaków to i czasu na "głupoty" brakuje.Mężowie moich koleżanek ciężko pracują żeby je utrzymać, hmmm podobnie jak misiek co my doceniamy i stwarzamy im w domu rajskie warunki.Kluczowy tu jest również czas a raczej jego brak.Wszystko musi być zaplanowane, dopięte,żeby wypaliło.to wymaga trochę trudu i ...logistyki ale ...warto.Z jakiego powodu faceci zdradzają nie wiem bo nie jestem facetem .Kobiety,cóż mam taki przykład w bliskiej rodzinie przeważnie z nudów, potrzeby akceptacji i uznania.Często to się kiepsko kończy.A czy masz mi czego zazdrościć natlo to nie wiem.Bo wedle mojej siostry,moje życie jest nudne jak flaki z olejem.
                  • pierogi_z_jagodami Re: ach sorry, to nie było do gragi 19.05.11, 08:42
                    Może czasami lepiej zdradzić zamiast się rozstawać. Niektórzy potrzebują bujnej seksualności. Dlaczego - nie powiem Ci, bo nie wiem.
                    • graga211 W pelni zgadzam się... 19.05.11, 10:14
                      ...z Twoimi analizami.
                      Fakt.
                      Tak to jest. Dobrze, że pokazałaś również pozytywy istnienia takich barwnych motyli.
                      Na zakończenie tematu nie na temat big_grin dodam, że właśnie dlatego uważam, iż jeśli nie jest się poproszonym o pomoc i interwencję, to sprawy nie tykać!

                      Polnaro wybacz, ale twoje półsłówka i niedomówienia, enigmatyczne roztrząsania nie-wiadomo-czego sprowadziły dyskusję na tory tego, co zazwyczaj jest nam całkiem nieźle znane. wink
                      Gdy już będziesz miała sprawę wyjaśnioną, to proszę, zdradź jej finał.
    • sagittarius954 Re: Pytanie mam "Polnaro już siedzi"? 18.05.11, 16:45
      Coś długo jej nie ma ....
      • misia007 Re: Pytanie mam "Polnaro już siedzi"? 18.05.11, 16:57
        Chyba że ją zgarnęli o "świcie" bo wczoraj wieczorem jeszcze się gryzła w tym temacie.
        • sagittarius954 Re: Pytanie mam "Polnaro już siedzi"? 18.05.11, 17:00
          Przecież dziś o 10,42 post pisala...
          • misia007 Re: Pytanie mam "Polnaro już siedzi"? 18.05.11, 17:16
            Znaczy wszystko ok.
            • natla Re: Pytanie mam "Polnaro już siedzi"? 18.05.11, 18:33
              No nie wiem.....Wy lepiej myślcie, co w paczce jej wysłać.
              Gorzej, jeżeli wybraniec się bandytoooommmm okaże. wink
              • misia007 Re: Pytanie mam "Polnaro już siedzi"? 18.05.11, 19:54
                Zdecydowanie gorzej.
                • polnaro Re: Pytanie 19.05.11, 12:15
                  Grago, jak to nie wiadomo? smile
                  O przemilczaniu przecież - z moralnego punktu widzenia;
                  przymykamy "oko", nawet dyplomacją nazywamy, aż tu bęc i nas dosięga....., wtedy rety ....nagle nam się ta tolerancja we wredną obojętność przemienia, a przecież dokładnie tak samo się zachowywaliśmy.
                  Oczywiście, że masz rację, każdy przypadek trzeba konkretnie jednak, bo ogólnie patrząc wraca się do "zachowania przyzwoitego".
                  Sie smile więcej nie da.
                  Paczki z dobrą energią i optymizmem mile widziane - adres 'gazetowy'.
                  • graga211 Re: Pytanie 19.05.11, 13:46
                    Miło. http://i34.tinypic.com/22ytu8.gif
                  • pierogi_z_jagodami Re: Pytanie 22.05.11, 18:07
                    Polnaro, moja serdeczna przyjaciółka przyprawiła rogi mężusiowi, a mnie potraktowała jak pokoik zwierzeń istotnych. Twardo powiedziałam, że nie chcę o tym słyszeć, żeby mi się to nie powtórzyło, bo uwielbiam jej rodzonego chłopa i nie będę w tym uczestniczyć. Sprawa wygasła śmiercią naturalną, romans chyba nawet się szybko skończył, w zasadzie przyjaciółka jakby się nieco odsunęła i nie wiem, czy jeszcze jest przyjaciółką, a ja mam czyste sumienie. A co tam się działo, pan-buk raczy wiedzieć. Udane małżeństwo w dalszym ciągu jest udane, z tego co wiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka