Dodaj do ulubionych

Francja w kolejce .

18.07.12, 18:10
Do tego wyjazdu namawiała mnie cały rok żona . Gdybym nie pojechał nic specjalnie ważnego nie objęło by mnie . Ani bym nie skorzystał, ani nie stracił , ale nie doświadczyłbym nowych doznań smakowych , estetycznych , to swoisty dziennik jakich wiele , kiedy zapisujemy coś , jakieś wydarzenie . Wreszcie , gdy moje argumenty przeciw całkowicie obaliła , pojawiłem się wraz z nią i wnuczka na dworcu Zachodnim , aby zająć miejsce w autobusie do Paryża .


Autokar okazał się mały a miejsca między siedzeniami dosyć wąskie były na tyle , że nie można było złączyć swobodnie nóg, nie obcierajac kolanami siedzeń . Nasze autostrady okazały się wąskimi drogami w porównaniu z tymi za niby granicą . Pierwszą osiągneliśmy Łódź z dworcem dosyć ponurym przypominającym lata świetności ubiegłej .I chyba nawet Euro nie było wabikiem do restaurowania takich obiektów. Ostatecznie kibic zachodni porusza się samolotami i ani mu głowie było wymusić na gospodarzach tej imprezy poprawę warunków klienta autokarowego . Co zresztą gospodarz imprezy chętnie podchwycił . Jedynym nowoczesnym urządzeniem i architektoniczną perełką okazał się na dworcu łódzkim kibelek . Można się było do niego dostać za jedyne trzy złote po odczekaniu kilkuminutowej zwłoki na samoczyszczenie. Po piętnastominutowej przerwie podróży wsiadaliśmy zadowoleni ,że za jakiś czas znów odwiedzimy, kiedyś miasto nie tylko przez nas poznawane często ,ale i lubiane . Konin.
Oczywiście okazało się , że stare sentymenty odżywają , choć miasto nie jest już tak kolorowe jak kiedyś i to, że węgiel brunatny przestaje być pierwszoplanowym minerałem na którym bazował . Uliczki jak były tak są waskie ,ale otoczone drzewami sparawiają miłe wrażenie . Od wrażenia do stałego odczucia daleka droga i nie zawsze to co zobaczymy staje się rzeczywistością .

Do Poznania dotarliśmy chyba z jakimś zapasem czasowym, skoro pozostawało nam na odpoczynek i rozprostowanie nóg całe czterdzieści pięć minut . Od tego momentu jechaliśmy już w komplecie ,a puste miejsce obok mnie zajęła młoda Amerykanka. Dworzec okazał się małym zapyziałym placem , ale dla kierowców autokarów nie robiło to większego utrudnienia . Sprawnie i harmonijnie zajmowali miejsca w wąskich zatokach , niemal jak okręty wpływające do portu . Ten stosunkowo poetycki termin, był dla mnie podkreśleniem dobrego humoru a znikający zapas jedzenia przygotowany przez moją żonę, upłynniał szybko i cieszyłem się ,że przy przesiadce w Berlinie, będę miał jedną paczkę mniej lub już znacznie bardziej lżejszą . Drogami przez lasy dotarliśmy do ostatniego postoju na terenie Polski , którym okazał się zajazd Chrobry , gdzie w pośpiechu musiałem połykać zupę gulaszową , gorącą i z dużą ilością ziemniaków, tak to jest jak się myśli, że załoga restauracji działa sprawnie i zamówienie nie wpłynie na pięć minut przed odjazdem samochodu . A Dominika z wesołymi oczkami dalej usmiechnięta oczekiwała na przekroczenie granicy . Dla niej to juz kolejny raz , dla mnie pierwszy . Ano właśnie . Nie liczę już wypadu na Węgry w 1978 roku i od tamtego czasu nic mnie nie ciagnęło na obczyznę.. Jakiś stary budynek dosyć pustawy kazał przypuszczać, że tu kiedys odbywały się odprawy ,ale zaraz potem gdy ukazywały się znaki drogowe zachodnich sąsiadów, na przód autokaru wysforował sie wóz policji niemieckiej, która poprowadziła nas na pusty parking, gdzie wprawne i surowe oko celniczki niemieckiej, ciut tylko młodszej ode mnie, skontrolowało wszystkie dokumenty na pokładzie autokaru i mogliśmy ruszyć do ostatniego odcinka przed zmianą autokaru .
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 2. 18.07.12, 18:19
      Powoli zbliża się zmierzch , klimatyzowane pomieszczenie autokaru odsuwa od nas gorączkę dnia . "Moja" amerykanka jest wyrażnie znudzona ,że nie może sobie pogadać z kimś kogo dobrze zna i dosyć ciekawie z jej ust brzmią zdania zaczynające sie na - A ty nie wiesz ...uśmiecham się miło i staram odpowiadać, choć bardziej spoglądam w szyby autokaru , ciekawi mnie jak wyglądają Niemcy , nowoczesne państwo i potęga gospodarcza na skalę Europy.

      Potęga gospodarcza nie przecina swych dróg przez mniejsze miejscowości , droga wije się wśród pól i lasów . Przez przednią szybę widzę rozbłyskające niebo i granatowe chmury do których raźnie się zbliżamy . Szerokie trzypasmowe autostrady na przedmieściach Berlina zmieniają się w czteropasmowe , światła miasta szybko zbliżaja się, by nas wreszcie wessać i przed godziną dwudziestą drugą meldujemy sie na dworcu w Berlinie. Jakby troszkę inny od do tej pory poznanych . Autokar zatrzymuje się a załoga tłumaczy kto do jakiego się przesiada . Okazuje się ,że dalej musimy podróżować opuszczając tych do których zdążyliśmy sie przyzwyczaić i dziewczynę znającą francuski i panią która jedzie do Kopenhagi i oczywiście moja Amerykanka zadaje juz ostatnie pytanie a ty dokąd jedziesz ? Nie ma czasu na marudzenie , ja staję w kolejce przy luku bagażowym a żona biegnie z wnuczką zająć sobie miejsce . Gdy docieram z bagażem , największą walizką w której podobno są tylko moje rzeczy , w samotnej kolejce do kierowcy przed samochodem stoi pani też z wnuczką a ja zostawiam swój bagaż w nowym autokarze z napisem Warmia i ląduję w brzuchu tego nowego potwora , który zabierze nas dalej . Widzę jedno miejsce wolne ,więc zadaję pytanie czy to miejsce jest wolne , odpowiedzi brak i nic dziwnego . Polacy rozproszyli sie na trzy autokary z tyłu autobusu siedzi dwóch Walonów , dwóch Francuzów, jeden Portugalczyk lub Hiszpan, z łądną brodą przypominającą żołnierzy Corteza . Wydaje sie, że będę siedział sam ,ale niestety zjawia sie jakiś młody człowiek i też o coś mnie się pyta , oczywiście nie rozumiem ,ale swoją nauczoną naprędce francuszczyzną odpowiadam : sil wu ple plase uzon de libr i patrzta, też nie rozumie, ja na niego on na mnie się patrzymy , wreszcie mówię siadaj brachu i nie marudź . Widocznie podoba mu sie ten dźwieczny nie do pojęcia język i zasiada od okna .
      Wolę z dla od okna skoro jutro od rana ma na nas patrzeć słońce . Polska załoga autokaru ma jeszcze problem z ta panią z wnuczką samotnie oczekująca karnie przed wejściem do autobusu, nie ma miejsca , to znaczy nie mają obok siebie miejsca , jeden z kierowców z wyrzutem mówi do grupy młodych polek, które na tylnim siedzeniu rozłożyły swoje podręczne bagaże i oddaje miejsca z przodu przeznaczone dla obsługi . Możemy ruszać . Kiedy wyjeżdżamy z dworca pierwsze krople deszczu lądują na szybie a niebo rozbłyska wężykami piorunów i mimo wszystko poprzez buczenie silnika dociera przytłumiony do nas grzmot . Tak naprwdę o wygodzie nie ma co mówić , więc myślę o przetrwaniu tej podróży i z uśmiechem czekam, kiedy będę wysiadał za 16 godzin . Za oknami panuje już noc , rozbłyskająca oddalonymi światłami miejscowości , białą wstęgą linii autostrad prowadzącą pojazd . Dwaj Francuzi i Waloni sa nie do zdarcia, gadają na potęgę a nam głowy kiwają się ze zmęczenia . Wnuczka układa się w różne strony , żona z cierpliwością matczyną znosi te wiercenia , wreszcie powraca do postawy siedzącej, głowa kiwa jej sie na różne strony i zasypia , ot tak . A ja jadę ...brm , brm , brm... słucham śpiewu Francuzów i gulgotu Walonów . Wreszcie oni cichną ja drzemię najpierw minutę , potem dwie , potem pół godziny , mój belgijski towarzysz rozpiera sie coraz bardziej, już wchodzi na moje terytorium , będzie wojna polsko- belgijska ? Nie, zasypiam i ja ....
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 3. 18.07.12, 18:26
      Moje ciało przez całą noc przyzwyczaja się do nietypowego wypoczynku. Budzi mnie piętnastominutowy postój na stacji benzynowej , gdzie za toalety się nie płaci, palacze wciągaja do płuc swoje uspokajacze a my juz troszkę z błędnym wzrokiem szukającym w przestrzeni bliżej nie określonego celu, znów zasypiamy .


      Jeszcze tylko dyletacja płyt autostradowych podrywa mnie na fotelu i głowa próbuje oderwać sie od karku . Robi sie najpierw szaro a później słoneczko zagląda do naszych okien autobusowych. Gdy odzyskuje świadomość, jesteśmy w jakimś miasteczku o architekturze zupełnie odmiennej od naszej . Na ulicy zostawiamy panią z małą dziwczynką , która rozgląda się , lecz na powitanie jeszcze nikt nie przybył , uciekamy dalej w podróż . Znów zatrzymanie na stacji paliw . Podobaja mi się osuszacze do rąk błyskawicznie zamieniające wodę w parę . Dominika wybiera sobie ciasteczka na przekąszenie , dwa okrągłe wafelki złączone słodką masą. Tyle czuję, słodycz i w zasadzie nic więcej . Może wolałbym piwo i kiełbasę z grila , choć to danie nie na rozpoczęcie dnia . Okazuje się ,że dwa miejsca dalej siedzą starsi panowie z Polski , jeden z nich ten szczuplejszy , dzwoni do pani i opowiada jej , że gdyby wiedział iż będzie zatrzymywał się w tylu punktach restauracyjnych, absolutnie zjadałby i nie szykował tylu jajek na twardo . Ciekaw ile zrobił . Litościwie kieruję wzrok na żonę , która czarującym gestem wydobywa bułkę z szynką . No , nie jest tak smaczna jak te jajka na twardo , już prawie chcę sie zamienić na kanapki z tym panem , ale na moich oczach , kiedy odwracam się w jego stronę połyka ostatnie jako i tyle mojego smaku .

      Przecinamy dalej fale betonu . W Belgii autostrady oddzielone są betonowymi ogranicznikami . Świat z autostrady jest monotonny , ale my to nic z porównaniu z podrózującymi samolatami . Ci widzą tylko chmury i chmury . Nuda nie?

      Wreszcie docieramy do Brukseli , jest wpół do dziesiątej , na ulicach nikogusieńko , tylko fruwają jakieś śmietki i turlają się puste plastikowe butelki wsród wysokich wieżowców. Dopiero koło wieżowca CNN panuje ruch . Opuszczają nasz autokar Waloni i ci dwaj Polacy od jajek na twardo oraz kilka osób z przodu autokaru . Powoli autokar pustoszeje , więc amatorów samotnego siedzenia przybywa . Ja wyciagam nogi na pasaż przejściowy i minę mam niezwyczjną, kiedy probuje sie rozciagnąć i łapie mnie skurcz .Dwadzieścia minut za Brukselą znów stajemy na stacji benzynowej . Podoba mi sie zaufanie z jakim podchodzi się tutaj do ludzi , nie musisz dźwigać koszyczka , tylko podchodzisz do staojaka lub półki , bierzesz towar i meldujesz sie przy kasie do opłacenia . Może jest tak i u nas ,ale ja dwa lata nie kupowałem nic na stacji . Na przejściach do kasy wystawiony jest towar, który chcą sprzedać , tutaj słuchawki do telefonu . A propos telefonu, dostaję sms od T-mobile za każdym razem jak przekraczam jakąś granicę ,że jest tak tanio i mogę sobie dzwonić do woli . Ale jak patrzę na cenę 9 zł za mmsa to rezygnuję z obdarowania swoimi zdjęciami najbliższych znajomych . Trudno, pozostawiam pamięć telefonu i tabletu na turystyczne doznania . W mieście Gent znika z autokaru mój towarzysz podróży . Autobus zatrzymuje się na stanowisku ,mogącym przyjąć tylko dwa autokary . Ciasno ,ale kierowca daje sobie radę i ruszamy dalej , jeszcze obserwuję jak Belgowie handlują sobie na jednej z ulic obok jakiegoś kanału , czuję, że niedługo wreszcie osiągniemy granicę Francji , choć do celu podrózy jeszcze spory kawałek . Autokar porusza się miarowo , wydaje się nawet że nie za szybko ,ale gdy nie ma korków i zbędnych przestoi droga ucieka dosyć szybko .
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 19:48
      Przypominam sobie ,że mam zadzwonić do Przyjaciela , który właśnie ląduje na lotnisku Orly wraz z dwójką małżeństwa nazwijmy ich Wujek i Ciocia. Wszystkie osoby zwiedzania Paryża znamy . Dowiaduję śię ,że wyladowali oczywiście ,ale na zupełnie innym terminalu niż przypuszczał Przyjaciel . Szukają, jak mają się dostać do kolejki i nia do metra . Pododbno koniec języka za przewodnika a drugie przysłowie mówi, jak się nie chciało nosić teczki teraz noś woreczki .


      Mam dzwonić jak będę na ostatniej prostej do Paryża , a ja jeszcze z nie przekroczyłem granicy belgijsko - francuskiej , my nie przekroczyliśmy. Rozmawiam z żoną ,że belgowie nie mają firanek w oknach , za to lubują się w doniczkowych kwiatach i figurkach , postaciach w strojach zapewne ludowych stojących między nimi . Okna zasłaniają roletami . I jeszcze jedno , widziałem pana hydraulika , który swoim wozem odtykał jakieś zapchane rury lub wyciagał małe co nieco z jakiegoś kanału . W kazdym bądź razie ubrany był rewelacyjnie , rzutem oka nie zobaczyłem na jego uniformie żadnej plamki i samochód oczywiście tez był błysk . Az niepodobne do naszego wizerunku hydraulika kanalarza . W telefonie szukam stacji radiowych , lecz juz słyszę francuska mowę i to powyżej 100 FM . Po słuchawki nawet nie sięgam , bo nadal moja podręczna torba przywalona jest innym bagażem i wyciągnięcie słuchawek może spowodować uszkodzenie kogoś w pobliżu .

      Następny przystanek to już Lille , zupełnie przegapiłem granicę francusko- belgijską i wydaje się, że zwiększyliśmy odrobinę prędkość . Po drodze mija nas TGV , my przeganiamy każdego tira , a TGV zrobił bzyk i juz go nie było . Jesli , my jedziemy 110 to pociąg ze 150/h , bo zbyt łatwo nas minął a skład miał długi. Lille nie robi na mnie żadnego wrażenia , zbyt jestem otumaniony podróżą , znikają Francuzi, choć jeden w koszulce druzyny narodowej jedzie dalej do Paryża. Na autostradzie do Paryża niemiła niespodzianka . Korek po sam horyzont , wleczemy się noga za nogą by wreszcie po pół godzinie osiagnąc bramki wjazdowe na kilkadziesiat samochodów a do każdego automatu setka jak nie lepiej samochodów osobowych . Ustawiamy się tak na oko, by wreszcie wpaść w koleiny pojazdów do bramki . Po przekroczeniu ruszamy znów pełna prędkością . Mamy znów 15 minut przerwy i zatrzymujemy sie na parkingu . Na nim tłok , wiadomo sobota , ale dlaczego Francuzi odpoczywaja włąsnie na parkingach ?Tak niby to wygląda , przyjeżdżają na parking , myć samochody i zajadać jakieś dania. Ruszamy dalej , już jesteśmy zniecierpliwieni i po przekroczeniu drugiej bramki dzwonię do przyjaciela . Są juz na Rue Baptisty Pigalle , odnaleźli naszą gospodynię wynajmującą nam mieszkanie i Przyjaciel rusza po nas . Jest słonecznie ,ale rześkie powietrze owiewa stolicę Francji . Wjeżdżamy w podziemia dworca Gallieni dzielnicy Bagnolet . Usmiechnięty przyjaciel wita nas , my jego , staropolskie niedżwiadki i już lecimy do metra . Linią 3 przejeżdżamy do stacji Pere Lachaise i dalej przesiadamy się do następnej lini , nic nie widzę tylko tłok i wszelkie możliwe rasy ludzkie na przestrzeni jednego wagonu . Normalnie w Warszawie przetarłbym oczy ze zdumienia . Wreszcie wysiadamy z metra i po schodach pniemy się na plac Pigall. Ja cie nie mogę ....ten widok mnie przygniata.
      • kla-ra Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:07
        Sagi,Piszesz pieknie i D U Z O )))))))))
        Relacjonujesz b.dokladnie swoja wakacyjna przygode.Podziwiam.
        A Ty bedziesz mnie podziwiac jak to przeczytam)))))))))))
        • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:16
          Aloe nic na siłę wszystko młotkiem . Opowiadanka są tylko dla wytrwałych i mających chęć odwiedzić po raz pierwszy Paryż . Nieraz warto posłuzyć sie takimi kierunkami opisującymi żeby się na czymś wzorować . Jak to sie mówi, nie ma sensu wywarzać zamkniętych drzwi . Dla mego usprawiedliwienia dodam już że czynię to na prośbę adminki , jedno jej słowo i znikam z forum big_grinbig_grinbig_grin Jutro wieczorem nastepna porcja smile czytadła obrazki będa później może po niedzieli , poki co jest dopiero sobota godzina około 15 big_grin
        • polnaro Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:21
          Jak Ty to chłopie zapamiętałeś, myślę o tych szczegółach ? Robiłeś na bieżąco notatki, czy pamięć masz taką, o turde blade!
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:31
            Codziennie budziłem sie około 4 rano , tak jak w Polsce , chcąc być cichutko łapałem za swój tablet i w notatniku spisywałem moje odczucia , dodam tylko że zacząłem to robić około środy , paryż kończyłem w barcelonie , barcelonę skończę w warszawie choc został mi ostatni dzień kiedy to złodziej chciał mnie capnąć w metrze przed wyjazdem . /droga powrotna i to w Polsce, to najgorszy rozdziałw tej podróży , podpici pracownicy wracający z pracy we Francji , takie urka burka klnący podpici uważający przejazd autokarem za swój zakładowy pojazd wycieczkowy . Ale o tym kiedys big_grin
            • kla-ra Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:48
              Wiem ze jestes na polmetku.Czekam na podsumowanie.Co polecasz,co Cie draznilo,przeszkadzalo - pomijam sama podroz autokarem- ktore miejsce Cie powalilo i dlaczego? Paryz,Barcelona to zrozumiele,ale tak po drodze ...?
              • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:53
                A skąd ci to przyszło do głowy ,że to półmetek ? Jak na razie jest pierwszy dzień z czternastodniowej wycieczki big_grinbig_grinbig_grin Nie dotarlismy za daleko , pozostało jeszcze 334 godziny do opisania big_grinbig_grin
              • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 20:59
                Absolutnie nie odwiedzajcie Paryża w sezonie letnim . Powaga , nastoicie się w kolejkach .
                • kla-ra Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 21:30
                  O RANY !!!!! Moje mocne postanowiemie :

                  NIE PRZESZKADZAC
                  • polnaro Re: Francja w kolejce część 4. 18.07.12, 22:16
                    Byłam w maju i też się nastałam.
                    • misia007 Re: Francja w kolejce część 4. 19.07.12, 12:28
                      Paryż dobrze odwiedzać w sierpniu bo wtedy mieszkańcy wyjeżdżąją na urlopy tyle,że turysci też o tym wiedzą.A zresztą kiedy pewnie tłoczno jest tam zawsze.
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 19.07.12, 18:55
      Zanim jednak mogłem wydać okrzyk zdziwienia na placu Pigalle, zanim dostaliśmy się do metra mieliśmy kłopot z kupieniem biletu na przejazd kolejką podziemną . I to nie to ,że nie ma automatów . Są w wystarczającej ilości ,aby wydawać kilkadziesiat biletów na minutę . To my nie mieliśmy drobnych .W punkcie informacyjnym każdej stacji , w każdym kierunku znajduje sie punkt informacyjny , gdzie siedzi jedna lub więcej osób i u nich można nabyć żądane bilety . Oba punkty do których docieraliśmy były opuszczone i wyglądały jakby ktoś nagle z niego wyszedł.Staliśmy tam 25 minut czekając na kogoś . Wreszcie jakiś uprzejmy Francuz rozmienił nam 10 euro i mogliśmy wydusić z automatu 3 bilety . Wracamy z Przyjacielem do miejsca gdzie pozostawiliśmy żonę i wnuczkę i widzę jak czarnoskóra jejmość , obfitej wagi przeciskała sie przez bramki z jeszcze wiekszą walizką niż moja .


      Tak biedna napierała na bramki ,że te puściły wreszcie nie wytrzymując jej nacisku a wokół zebrani chudeusze przemknęli niczym zjawy zanim znów się zamknęły . Oczywiście bez skasowania biletu . Kolejka do biletu , kolejka do kolejki a później okazało się, że nie ma dnia bez kolejki . Stąd żartowaliśmy witajcie w Polsce roku 87. I dlatego taki tytuł tych wspomnień . Moja pierwsza rada zaopatrzcie się w drobne do 10 euro na osobę .

      Po wyjściu z metra i przejechaniu w nim 12 stacji z przesiadką ogarniam wzrokiem ten śmietnik . Nic podobnego w żadnym mieście polskim nie widziałem. Tysiące petów na każdym chodniku i jezdni , zgniecione puszki , plastikowe butelki i fruwające papierki robią na mnie nie najlepsze wrażenie . Jakiś totalny bezwład , nieporządek, przedsionek apokalipsy, mina mi rzędnie . Na przejściach dla pieszych nikt nie kontroluje świateł , są bo są ,ale idzie się jak samochody nie jadą a jak jadą, to najwyżej zatrąbią i poczekają . Nie mogę sie do takiego przejścia przyzwyczaić , dlatego nie patrzę się i tak na razie dla mnie nie widoczne światła a wpatruję sie co robi Przyjaciel . Na odchodzącej ulicy z placu widzę stojących policjantów ,ale ci nie reagują na to co wyprawiają piesi , jakieś to niesocjalistyczne i nie będzie mandatu ?? Rany co to jest , gdzie ja jestem? Na nic juz się nie patrzę wodze wzrokiem ,żeby wnuczka nie została , gdzieś ze swoją walizką , okrążamy lekko plac i wchodzimy w swoją ulicę . Wąziutkie chodniki na dwie idące obok siebie osoby , więc ustawiamy sie gęsiego i schodzimy z górki . Samochody po jednej stronie ulicy stoją tak ,że zachodzi pytanie jak oni sie parkują skoro dotykają siebie . Z górnej części ulicy spływa woda odkręcona z jakiegoś kranu schowanego za kratką , zabiera leżące w pobliżu śmieci ktore płyną sobie gdzieś w dół ulicy . Kto tu rządzi i kto sprząta ? Wreszcie Paryż kojarzył mi się z płaską powierzchnią i zbytnio nie jestem zadowolony z górek byle jakiej wielkości . Jak się schodzi to wchodzic trzeba będzie. To wreszcie Paryż leży na nizinie, czy na jakimś przedgórzu ? I ostatni temat z którym muszę się oswoić . Uliczna wielorasowość. Jestem dorosłym człowiekiem i wydawało mi się w miarę tolerancyjnym, ale gdy znalazłem się w mniejszości rasowej , jakoś nieswojo mi sie zrobiło . E tam przecież to ludzie , tyle że z każdego zakątka świata. Sa tu ciemnoskórzy o każdej barwie skóry , Azjaci , Hindusi, Arabowie ,Amerykanie i ci z północy i południa . Ten widok jest niesamowity i muszę się z nim jak najszybciej uporać. Wreszcie docieramy do domu . Ciężkie drzwi dębowe otwierają się i wchodzimy do korytarzawyłozonego posadzką z jakiegoś jasnego kamienia polerowanego , może to i marmur . Mija nas młoda osoba mówiąca do nas bążur , nieładnie nieodpowiedzieć więc wszyscy bąkamy bążur i wchodzimy w podwórze kamienicy . Stoją tu donice z drzewami zupełnie mi nieznanymi , w każdym bądź razie jest zielono , tym razem posadzka z piaskowca już zieleniała od glonów które pozwoliły sobie się zadomowić . Stajemy przed klatką z oszklonymi drzwiami kodem otwieramy drzwi i włazimy , mieszkamy na górze na pierwszym piętrze , prowadzą na nie półokrągłe schody pokryte bordowym chodnikiem tłumiącym nasze kroki i jadące walizki . Teraz juz trzeba w ręku tachać je na górę . Czuję się okropnie zmęczony.
      • hanusia_7 Re: Francja w kolejce . 19.07.12, 20:13
        @sigittarius954 z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg reportażu z podróży. Piszesz barwnie i ze szczegółami. Przeczytałam jednym tchem.
        • polnaro Re: Francja w kolejce . 19.07.12, 20:25
          A pamiętasz może jaka to była dzielnica Paryża?
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 19.07.12, 22:06
            Saint Georges . O ile to jest dzielnica .
            • chris.w2 Re: Francja w kolejce 21.07.12, 15:45
              > Saint Georges . O ile to jest dzielnica .

              Saint-Georges jest stacja metra w 9. dzielnicy Paryza: Tekst linka

              https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d6/Saint-Georges_-_Paris_M%C3%A9tro_-_platform.jpg/240px-Saint-Georges_-_Paris_M%C3%A9tro_-_platform.jpg
              • sagittarius954 Re: Francja w kolejce zdjęcia do odcinka 24.07.12, 05:17
                http://tinypic.pl/i/00194/zt3upeifbh8c_t.jpg

                http://tinypic.pl/i/00194/npt4i8ku76wa_t.jpg

                http://tinypic.pl/i/00194/10lirxs37kgz_t.jpg
                • natla Re: Francja w kolejce zdjęcia do odcinka 24.07.12, 08:20
                  Te fleki na ścianie to rozkwaszone karaluchy? big_grin
      • chris.w2 Re: Francja w kolejce 21.07.12, 18:22
        > (...) mieliśmy kłopot z kupieniem biletu na przejazd kolejką podziemną .
        > ...my nie mieliśmy drobnych .
        > (...) jakiś uprzejmy Francuz rozmienił nam 10 euro i mogliśmy wydusić
        > z automatu 3 bilety. (...)

        W Berlinie nie ma takich "francuskich" utrudnien.
        W metrze, w automatach, mozna placic za bilety przejazdowe: od 5-centowej monety
        do banknotu 50€.
        Mozna tez placic bankowymi kartami kredytowymi:

        https://images37.fotosik.pl/1687/f88fa52045ad8584med.jpg



        https://images41.fotosik.pl/1669/50b1c05fc9a151fbmed.jpg





        • chris.w2 Re: Francja w kolejce 21.07.12, 21:04
          Berlin, to nic wyjatkowego, Warszawa oferuje tez takie mozliwosci:

          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/rc/sd/glsg/wbggFReFysr8vAqFUB.jpg
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 6. 19.07.12, 22:11
      Półokrągłe drzwi do mieszkania otwierają się lekko i bezgłośnie , wchodzimy do korytarza długiego na 10 metrów i szerokiego na 1,5 do 2 metrów . Po lewej stronie korytarza są wejścia do trzech pokoi , jednakowych w wymiarze różniących się jedynie meblami , każdy pokój ma kanapę i jakiś mebel , nasz ma kredens z pełną zastawą stołową . Pokoje maja około 10 metrów kwadratowych powierzchni . Nasz pokój i środkowy pozbawione są drzwi . U nas całkowicie u młodych wiszą taśmy zaciągane sznurkiem. Pod koniec pobytu znajdujemy szafę dla siebie usytuowaną w korytarzu koło wnęki na odkurzacz. Na wprost drzwi wejściowych po drugiej stronie korytarza usytuowana jest kuchnia , wyposażona w kuchenkę elektryczną płytową , zlew , termę i na łazienkę , lodówkę , zmywarkę, czajnik do wody i mikrofalę . Pralki nie ma , za 3,5 euro można 5kg wsadu do pralki wyprać w pralni obok drzwi wejściowych do kamienicy. Wejście do toalety znajduje się po prawej stronie korytarza na wprost drzwi do pokoju młodych . Wyposażona w prysznic kibelek i umywalkę oraz podświetlane duże lustro z którego ucieszyły się panie . I uwaga , na papierosa trzeba wychodzić z kamienicy na ulicę . W Paryżu wypaliłem dwa papierosy razem z nałogowym palaczem Wujkiem , który przesiadując na słupku obok kamienicy zdążył go w krótkim czasie wybłyszczyć .


      Czekamy godzinkę na przybycie młodych, skądsiś . Wreszcie są , niedźwiadki , niedźwiadki i ustalamy plan marszruty na cały tydzień . Dziś wypada i to zaraz nie tracąc czasu odwiedzić Montmartre. Przebieram się w świeżą koszulę i spodnie i wybiegam pierwszy z domu . Na dole konsternacja . Drzwi do klatki nie chcą mnie wypuścić . Szukam przycisku zwalniającego zamek na bocznej ścianie ,ale zapala mi się światło na klatce i zewnętrzne. Widzę gałkę wystającą z zamka podnoszę ją do góry, naciskam na dół a drzwi ani rusz nie chcą się otworzyć .Słyszę ciche kroki za sobą oglądam się za siebie, stoi młody człowiek . Zapominam języka w gębie i z niewyraźną mina pokazuję na zamek . Młody człowiek o d c i ą g a gałkę i drzwi otwierają się . Zwykła zasuwka . Mersi mesje i ze spuszczoną głową wychodzę na ulicę przed następne drzwi , nauczony doświadczeniem otwieram je bez trudu. Czekam na resztę towarzystwa i razem podchodzimy na plac Pigalle a wzgórze Montmartre znajduje się podobno rzut kamieniem . Idziemy nieśpiesznie, ale wierzcie mi nie pamiętam nic z tej drogi . Wreszcie gdy widzę kościół Serca Jezusowego usytuowany na samym szczycie mam chęć wdrapać się tam jak najszybciej. U stóp wzgórza widzę kręcącą się karuzelę dla dzieci z konikami , piętro wyżej jakaś istota wyśpiewuje stare paryskie piosenki . Jeszcze piętro i widzę dachy Paryża to dopinguje mnie by stanąć pod płotem na ulicy oddzielającej bazylikę od schodów na wzgórze . Sapię jak stary parowóz , piersi chcą mi wyskoczyć z pod klatki piersiowej wreszcie uspokajam się i sycę wzrok. Teraz rozumiem dlaczego tak sławi się to miejsce . Nad dachami Paryża czapa chmur śnieżno niebieskich niemal dotyka wykuszy dachów i ta słodka wata wisi spokojnie aby po nią sięgnąć ręką . A dachy Paryża same w sobie są tajemnicze . W świetle słońca stają się kremowo białe by zaraz , gdy schowa się słońce delikatnie za jedna z chmur przybrać barwę kremową i dopóki wiatr nie rozpędzi chmur dachy ciemnieją aż do barwy ciemnoszarej. Tajemnicza radosna biała kreska znów rozpoczyna swoje dzieło i dachy wracają do swej wesołości kremowego koloru. Teraz już wiem dlaczego na tym wzgórzu stoi bazylika śnieżno biała . Bo tylko dzięki łaskawości Twojej Boże , są ludzie potrafiący przewidzieć ,że to czego oni nie widzieli stanie się po nich udziałem innych .Cicho szepczę wycieczka z Tłuszcza otwiera usta i dolna szczęka sama rozpręża się i opada niczym małemu dziecku . Naturalny obraz malowany ręka Stwórcy urzeczywistniony ręka ludzką staje przede mną . Bez ram i zakazów , tyle że nie mogę tego zabrać ze sobą ,ale ten widok zapadnie we mnie nie po to, żebym tu wracał ,ale po to, by we mnie trwał i przypominał mi , że są na świecie miejsca w każdym kraju dla ludzi i sycenia wzroku ku chwale Boga . Odwracam się i zajmuję miejsce w kolejce do bazyliki . Pragnę podziękować Bogu za ten widok i przeprosić go za zrzędzenie , niezadowolenie , ponury świat, utyskiwanie na swój los i nieraz cierpkie słowa . Mieszkasz w takich miejscach i potrafisz zobaczyć czego ja nie widzę i pewnie nie zobaczę, tylko dzięki łaskawości Twojej zdążyłem dostrzec ten jeden promień nad dachami Paryża. Okrążam bazylikę , klękam przed Tabernakulum i wielką hostia z białym opłatkiem symbolizującym Ciebie . Skłaniam nisko głowę i wypowiadam życzenie proszę kieruj moimi krokami tak , abym mógł kiedyś być najmarniejszym pyłem w twoim ogrodzie. Po wyjściu z Bazyliki wzrok mam utkwiony w paryskim bruku . Inaczej bym stąd nie odszedł . Jest cos w tym mieście jeszcze bardziej pięknego i mistycznego ?
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 6. 19.07.12, 22:32
        http://tinypic.pl/i/00193/da0rtopbrm2u_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00193/n2918pbnd9g6_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00193/eqtuyvw1xle8_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00193/w6z58cj5ojiv_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00193/5w6ogvdq1zzw_t.jpg
        • chris.w2 Re: Francja w kolejce część 6. 21.07.12, 16:13
          Sagi,
          to zdjecie, urokliwe, pozwalam sobie zamiescic jeszcze raz w troche wiekszym formacie:
          (okazuje sie, ze z Handy tez mozna robic dobre foto)

          https://images41.fotosik.pl/1669/98a9a4ca6fcd6a0dmed.jpg



    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 20.07.12, 10:09
      Kierujemy się ulicą Rue Azais koło muru za którym znajduje się cmentarz. Ciekawe kto jest tam pochowany. Nie mogę jednak tak od razu wypędzić z siebie tego kolorytu zobaczonego pejzażu. Może to z Paryża przyszła moda na pastelowe kolory. Może uznacie moje osobiste odczucia za zbyt wchodzące w waszą prywatność, tyle że moje odmienne zdanie nierazdawało przecież odwrotne skutki do zamierzonego celu, o ile takowy był. A i tu w Paryżu znów wyłazi zakątków mojej osobowości.

      Idąc wśród turystów i ich języków unoszących się w powietrzu niczym liście drzewa na wietrze słyszę podobny szelest a czasami jest to brzęczenie roju owadów. Docieramy do placu Tertre. Tu już panuje tłok. Rozstawione stoiska malarzy,karykaturzystów,pejzażystów i innych wydobywających z człowieka jego osobowość zamknięta w drobnych kreskach rysunku. Patrzę na drobne akwarele z kolorowymi uliczkami tego wzgórza. Aby przejść trzeba użyć drobnej perswazji omojając wielbicieli jeśli nie stylu to zapachu miejsca. Karykatury i podobizny znanych aktorów mają zachęcić plagę turystów do skuszenia sie i wydania150 euro na swoją. Z ciekawością idę w tym tłumie i spoglądam na stragany i stoiska, wreszcie zatrzymujemy się przy starym Greku robiącym podobiznę dziewczynki w ołówku. Do tego człowieka zawsze trafia mój przyjaciel, będąc w Paryżu. Przyglądam się jego pracy i z każdej strony robię zdjęcia. Po chwili ruszamy dalej zaglądając niektórym artystom przez ramię. Wykazują anielską cierpliwość odpowiadając jeszcze na pytania i miło się uśmiechając. Powoli do naszych nozdrzy dobiega,dociera zapach kawy i ciast. Jest na tyle nęcący by po okrążeniu placu przejść sie między barami ikawiarenkami. Niektórzy zapaleńcy i smakosze kawy czekają na zwolnienie się stolikai samemu zacząć go okupować. To tylko wzmaga nasz apetyt dotąd ukryty. Przyjaciel znika na pół godziny, zapewne szuka jakiegoś obrazu z kolejnego wypadu do tego miasta. Krążymy po uliczkach by wreszcie przysiąść sie na skwerku i schować w cieniu rozłożystego drzewa. Wreszcie postać Przyjaciela wyłania sie z ciżby ludzkiej i możemy obrać kierunek dom. Wąskimi schodkami schodzimy do placuPigalle, kiszki porządnie nam marsza grają i nie uchodzi grać na nich w centrum stolicy Francji. Już gwar i hałas metropolii dobiega do nas. Omijamy ostatnie sklepy i kawiarenki, gdzie dokonuje się swoisty rytuał trzech naczyń, malutkiej filiżanki z kawą, kiliszka wina i pucharku z wodą. Mojej żonie aż oczy się skrzą do tego zbytku burżuazyjnego. Panowie z nogą założoną na drugiej, panie z złączonymi kolanami a miedzy nimi okrągły stolik z dymiacym cieniutkim papierosem.
      Głód gna nas do domu na kolację. Trzeba zjeść nasze polskie zapasy złożone z pasztetów, mielonek, podsuszonych kiełbas i pomidorów, aby zacząć próbować tutejszych smakołyków.A jak wygląda polska kolacja nie będę opisywał.kolację zjadamy w pokoju derekcji przy włączonym tv z programem tutejszym. Moj Przyjaciel z lubością pstrykał sobie pilotem. Ja też bym tak chciał. Po 22 rozweselacz zamyka nasze oczy a te wymazują zobaczone obrazy, robiąc miejsce na następne.
      • misia007 Re: Francja w kolejce . 20.07.12, 11:34
        Piszesz tak plastycznie jakby to widziała.Kontynuuj, niczego nie pomiń.Frajda z czytania jest naprawdę wielka.I jeszcze coś byłam ciekawa,czy coś się w Tobie zmieni i....zmieniło się.I oby się nie "cofło".
        • natla Re: Francja w kolejce . 20.07.12, 12:04
          Też to Misiu zauważyłaś? To inny Sagi!


          _____________________________________________________________
          Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
      • natla Re: Francja w kolejce . 20.07.12, 12:00
        No wreszcie dotarłam i pocytałam z wielką przyjemnością. Idę juz do dzis krok za krokiem za Tobą, z bagażem włsanych wspomnień. Za pierwszym razem mieszkałam miesiąc w okolicach
        Montmartre, więc jak narazie wszystko widze swoimi oczami i porównuję z Twoimi oczami. big_grin
        Wrażenia prawie identyczne.
        Dawaj dalej smile
        • polnaro Re: Francja w kolejce . 20.07.12, 14:41
          Mieszkałeś chyba w IX dzielnicy, dobre miejsce wypadowe.
          A odnalazłeś kafejkę na Montmartre, w której kręcono "Amelię" ? Twoje dziewczyny byłyby zadowolone smile
          A na karuzeli je rozkręciłeś? Jest ona tam jeszcze?
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 20.07.12, 15:30
            Tylko ta u stóp wzgorza pokazana na zdjeciusmile Nie zebrałem wiadomosci na temat, gdzie co i jak gdybym wiedział...
            • izis52 Re: Francja w kolejce . 21.07.12, 08:43
              Wczoraj wreszcie poczytałam podróżnicze relacje, które potwierdziły moje domniemania o tym, że Sagi to urodzony podrożnik smile. Nie tylko w sensie geograficznym lecz wielowymiarowym. Ktoś obdarzony taką zdolnością przeżywania napotykanych obrazków, będzie zawsze podróżował w czasie, przestrzeni i w wyobraźni. Na dodatek jeszcze jesteś wspaniałym gawędziarzem. Zazdroszczę jeszcze tych pokłonów w stronę stwórcy, na które nie każdgo stać wink.
              • natla Re: Francja w kolejce . 21.07.12, 08:58
                No dobra, dość już tego serialu z odcinkami puszczanymi raz na tydzień! Zaciąłeś się? Przy goleniu wink
                • izis52 Re: Francja w kolejce . 21.07.12, 09:06
                  Wreszcie ktoś łupnał pięścią w stół i wygarnął, co trzeba big_grin big_grin
                  • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 21.07.12, 12:39
                    miałem zablokowany komp , gdyż ściągnąłem avasta , który zablokował mi dostęp do kompa właśnie poradziłem sobie jakoś ,ale dalej mój komp jest ospały , staram sie jak mogę ,ale ciągle jest jakieś ale...naprawdę musicie mi wybaczyć gdyż dodatkowo jestem raz na cztery w domu i troszke obowiązków też muszę wykonać smile
                    • natla Re: Francja w kolejce . 21.07.12, 13:09
                      No fakt, w końcu się wybyczyłes w tych kolejkach, to wreszcie wypada sie do prawdziwych obowiązków wziąć. Tylko pamiętaj o forumowym obowiązku! No!
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 24.07.12, 05:07
        http://tinypic.pl/i/00194/pvbyrao52eo1_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/h4hlfdbhapo4_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/auwsrijdx52u_t.jpg
        • natla Re: Francja w kolejce . 24.07.12, 08:17
          Świetnie widać wszechobecne śmieci.
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 8. 22.07.12, 09:37
      Tej nocy spałem twardo i mocno. Nic nie było w stanie wyrwać mnie z głębokiego snu i wszyscy złoczyńcy paryscy mogli mnie bez trudu oskubać. Zgodnie z zaplanowanym dniem po pobudce, bez ustalonej godziny, śniadaniu, ruszamy do Luwru. Wujek przynosi z pierwszego papierosa francuską bagietkę. Smakuje wybornie i dostaje zapotrzebowanie na trzy sztuki na następne śniadanie. W trakcie śniadania wymieniamy potrzeby i taką zdaje się być uczestnictwo w mszy św w polskim kościele na rue Saint Honore, tyle że jest tam troszkę do przejścia i czasowo nie trafimy na mszę, wchodzimy po drodze do kościoła francuskiego z licznych w tym rejonie stojących kościołów. Rozbiegamy się pokościele, panie siadają w środkowych ławkach po lewej stronie, Przyjaciel okupuje ostatnią ławkę przy drzwiach wejściowych tej samej strony, ja siedzę po prawej stronie w ostatnim rzędzie a Wujka odnajduję siedzącego na krxeśle wśród ministrantów. Piekna stara świątynia w której krzątają się siostry noszące duże medaliony na piersiach i podające eucharystię w czasie komunii. Koszyk na datki po kazaniu sam krąży po kościele, wkładam do niego 5 euro, moj najmniejszy nominał. Przy pozdrowieniu podaję rękę bezdomnemu i małżeństwu siedzącemu obok. Wreszciena koniec mszy ksiądz żegna swoich parafian w drzwiach wejściowych świątyni.
      Bardzo przyjemny gest. A my udajemy się wstronę Luwru. Od Rue Rivoli po tłuczniuz piaskowca, wejściem od Rue de l'Amiral de Cologny osiągamy swoj cel. Już widzę bramę i wystający zeńogonek ludzki do muzeum i nie powiem, żeby ten widok nie napawał mnie lękiem. Barczysty ciemnoskóry człowiek dowodzi grupą dziewczyn rumuńskich, które podbiegają do mnie w celu wypełnienia petycji w obronie głuchoniemych. Przyjaciel w niecenzuralnych słowach wygania dziewczyny tlumacząc nam, że w poprzedniej bytności w stolicy wyłudziły od niego 20 euro i adres. Co to oznacza w dobie telefonu komórkowego nie trzeba tłumaczyć. Afrofrancuz omiata nas wrogim spojrzeniem a my wchodzimy na dziedziniec pałacu, gdzie król po zapełnieniu z elitą nocników przenosił się do innego pałacu. Na dziedzińcu wita nas duża, żeby nie powiedzieć wielka fontanna. Wężyk kolejki wije się wzdłuż ściany pałacu i wchodząc w następną bramę dociera do srebrnej piramidy. Przyjaciel podprowadza nas do wyjścia wejścia po lewej stronie pałacu za placem Courssel, gdzie po sprawdzeniu nam bagaży i torebek możemy udać się na zwiedzanie tego swoistego zabytku. Na razie nie widzę niczego nadzwyczajnego w stwierdzeniu przyjaciela, ktory pożegnał się z nami przed wejściem, umówił na określoną godzinę i zniknął w zieleni ogrodów Luwru. Jednak gdy docieramy na pierwsze piętro, w naszą stronę kieruje się pierwsza fala tsunami ludzkiego, która kilka godzin tem rozpoczęła zwiedzanie muzeum i teraz zbliża się do jego końca. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy co będzie nas czekać i zadowoleni spoglądamy na obrazy mistrzów. Jeszcze kanapy i pufy stoją puste ale już kilkanaście metrów dalej wszystkie miejsca do ontemplacji dzieł są zajęte. Obrazy oblepione plecami patrzących i gubimy się wtłumie. Robię zadowoloną minę, znajduję obraz bez dolepionych doń turystów i mogę stanąć nad nim. Przedstawia jakąś tragiczną scenę pożegnania się kochanków. On żegna się z nią a już wzrok ma utkwiony gdzie indxiej, ona tuli się do niego odsłaniając swe piękne nagie ciało, niemal czuję oddech na swej piersi i delikautność ręki wraz z jedwabistością jej ciała przenikającą mnie na wskroś.. Dalej jest już gorzej jak źle, obrazy oglądamy przez ramiona turystów i w sumie nie po to tu jechałem aby oglądać dzieła po łebku i byle jak. Potmimowli ogarnia mnie całego zaduch niesamowity i z żoną wymieni
      amy pierwsze uwagi.
      To co zobaczyłem na sali Mony Lizy przeszło moje wyobrażenia. Stałem bliżej wejścia niż wyjścia z sali, dlatego po kilku chwilach opuściłem ją wejściem. Nie byłem zadowolony, ale obraz z daleka widziałem, tylko czy ona uśmiechała się tajemniczo, czy raczej drwiąco ? Wnuczka miała więcej szczęścia i stanęła w pierwszym rzędzie, dziecku ludzie ustępowali miejsca. Po ki
      Lkunastu minutach odnajdujemy się jakoś. Bolą mnie już nogi, nie mam możliwości nigdzie przycupnąć, wszystkie pufy zajęte są na dłużej niż bym chciał. Jeszcze z daleka spoglądamy na Nike z Samotraki i jużznacznie bliższy kontaktmamy z Wenus z Milo, kupujemy pamiątki w punkcie, ale niesamowita duszność wypędza nas z muzeum znacznie wcześniej niż byśmy chcieli. Wejściem z piramidy opuszczamy muzeumi przysiadamy na kamiennych ławkach. W promieniach słońca z lubością oddycham świeżym powietrzemi mogęsie spokojnie patrzeć na tych co w kolejce stoją i nie wyobrażają sobie co ich czeka. Obserwuję gołębie i wróble b
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 8. 22.07.12, 09:48
        Bez bojaźni podchodzące do ludzi. Szczęk i szelest fartuchów kelnerów dobiega do mnie zza pleców od Caffe Marly. Wnucxka wdzięcznie pozuje żonie do zdjęcia, ja nie ruszam się z miejsca, spokojnie czekam na przybycie młodych z którymi zgubiliśmy się w muzeum. Telefon przyjaciela smilemilczy, może ten barczysty murzyn dałmu w łeb. Wreszcie po półtorej godzinie młodzi odnajdują się a telefon Przyjaciela milczy, postanawiamy sami wrócić do domu. Kody do bramy znamy, klucze młodzi mają a w żoładku znówmarsze więc szybko obieramy kierunek dom i po godzinie jesteśmy na miejscu, gdy odzywa się Przyjaciel, czekający na nas pod Luwrem. Mówi że za pół godziny będzie wdomu ciekawe jak?
      • natla Re: Francja w kolejce część 8. 24.07.12, 08:34
        Mona Lizą byłam bardzo rozczarowana, może dlatego, że ogladałam ją w podobnych warunkach jak Ty. Natomiast resztę (tę, którą zdążyłam zobaczyć) oglądałam normalnie czyli nie w pustych salach, ale jednak widziałam całe obrazy. Nie mogę mówić o tłoku. Wchodziłam bez kolejki. Miałam to szczęście, że chodziłam tam przez tydzień, po parę h.......ale i tak byłam okrutnie zmęczona.
        Myślę, że teraz będziesz dążył do dłuższego pobytu w tym urokliwym mieście.
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce zdjęcia do część 8. Luwr. 25.07.12, 13:45
        http://tinypic.pl/i/00194/6tf0fqanq522_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/jmy3s9ab53rr_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/9kg3ij20kkhl_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/zecqh4upccri_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/kt5ent6ar3e5_t.jpg
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce zdjęcia odc 1 23.07.12, 05:01
      http://tinypic.pl/i/00193/6zv1fpwfbuzy_t.jpg

      http://tinypic.pl/i/00193/fmixii51xifu_t.jpg

      http://tinypic.pl/i/00193/qjytfg2zowze_t.jpg
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 9. 23.07.12, 09:00
      W oczekiwaniu na powrót Przyjaciela, leżąc na wygodnej kanapie, zastanawiałem się, kiedy warto przyjechać do Paryża aby nie napotkać tak wielkiego tłumu turystów.Odbiór dzieł artystycznych tego najwyższebo lotu może przecież odbywać się jedynie w warunkach bez potrącania, duszenia się i zmagania się z szumem własnych myśli przytłoczonych brzęczeniem rozmów. Wyszlo mi, że tylko przełom października i listopada oraz lutego i marca daje gwarancję jako takich odwiedzin muzeów.

      I to tylko dlatego, że opady deszczu w tych terminach są jedne z największych w tym rejonie geograficznym.Poki co, nie sprawdziły się zapewnienia Przyjaciela o gorączce w tym czasie w stolicy Francji, pogoda była typowa dla naszego regionu z rześkim chłodnym powietrzem doskonałym na zwiedzanie miasta na piechotę. Wracając z Luwru widziałem na ulicach ciemnoskórych Rockefellerów handlujących na duzych obrusach zabawkami, okularami słonecznymi i innym badziewiem. Zabawką był rowerzysta kręcący się w kółko w rytm muzyki. Taka odmiana katarynki. A ja rozglądałem się za sklepem rzeźnickim o którym tyle naczytałem się w prasie i nietylko. Jak na razie na mojej drodze wyrastały jedynie markety. Przyjaciel dotarł do domu po 45 minutach co i tak uznałem, jak dla mnie za wynik wyśrubowany, o ilenie użył metra. Wszyscy razem wychodzimy na popołudniowy posiłek i w górze rue Pigalle znajdujemy mały chiński bar z jedzeniem na wynos, postanawiamy zjeść na miejscu pani zaś pakuje nam wszystko na wynos, co jest efektem użycia wszelakich dostępnych języków co spowodowało skołowanie miłej pani. Zamawiamy makaron o la la pikantny i też takie kaski różnych mięs, świnka, wół i kurczak karmelizowany, do tego dużo piwa podobno tutejszego. Wydaliśmy około 40 euro na 6 osób co uważamy za zbyt wysoką cenę w żywieniu zbiorowym i dnia następnego robimy obiady sami. Powiedzmy, że wychodzi o 15 euro mniej. Na sali jadalnej bawiły się dzieci, chciało by się napisać oberżysty, dwie małe chińskie dziewczynki, kruczoczarne, niemal granatowe mające włosy. Kłoócą się non stop i kiedy my zasiadamy do obiadu oneteż dostają po miseczce makaronu i pałeczki. Zawijają aż miło patrzeć. Na odchodnym pani pyta skąd jesteśmy, my - polacy, poland, polonia a pani holand, no dobra niech bedzie w razie czego na was spada wszystko holendrzy. Po obiedzie musowo sjestę wymusiliśmy na derekcji, ktora i tak przedłużyła się do finału euro w piłce. Kolacja a jakże upływa w bardzo miłej atmosferze i przy otwartych oknach wymieniamy głośno zdania po francusku oczywiście i brzmiało to tak :
      O la la
      Łi, łi.
      O ną o ną,
      O szer mesje
      me ną, me ną,
      se ne pa posibl
      że ne we pas
      manifik
      formidabl
      Po godzinie 23 jesteśmy przekonani o swoim znakomitym francuskim, tyle że postanawiamy zawsze przed rozpoczęciem dysputy ciut się wspomóc, a poza tym w sobotę już płynnie francuszczyzną mówimy, no!
      • izis52 Re: Francja w kolejce część 9. 23.07.12, 12:04
        C'est manifique monsieur, łi, łi, łi big_grin big_grin big_grin, pan pisze dalej, a my czytamy smile.
        Pozdrówka z podrakowskiej wioski.
        • polnaro Re: Francja w kolejce część 9. 23.07.12, 12:54
          Bez stania w tej tasiemcowej kolejce weszliście do Luwru? Podejrzany manewr big_grin a Ty jeszcze narzekasz ?
          Mona Lisa złośliwie się kurczy podobno, zobaczysz ją drugi raz, to się przekonasz. Coraz mniejszy ten obrazek wink, jeszcze 200 lat i tylko rama zostanie, to przez tych pazernych na sztukę Japończyków, których tam zawsze pełno.
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 9. 23.07.12, 13:05
            Żebyś Ty wiedziała co ze mnie zostanie za dwieście latbig_grin
            Wejść jest dużo do Luwru ale turyści koniecznie chcą piramidą, no więc stoją. Myślę, że w tamtejczęści Europy cenią nas za inwencję i przekraczanie barier, nie zabronione? Więc dozwolone big_grin
            Zdaje się jednak że po naszym pokoleniu tylko czarna dziura będzie a nie europa. A teraz wiemdlaczego Monna Liza tak złowieszczo się krzywiłabig_grinbig_grinbig_grin
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 10. 23.07.12, 20:03
      Śpię równie dobrze , jak poprzedniej nocy . Mogę narzekać a posuchę z rana w ustach .U nas to u nas ,ale co się dzieje w Hiszpanii. Może Francja leży troszkę wyżej niż Warszawa a niżej niż Madryt?? Z łazienki korzystam pierwszy , zaraz za mną następni karnie meldują się w łazience bez popędzania , jedynie Wnuczka ma fory i śpi do samego śniadania .
      Zaraz po 6 moja żona odbiera telefon od siostry . Z mamą źle , żyła w nodze zapchana , wracaj . Mówię do żony – musisz osobiście operację przeprowadzić . Jestem jednak zmartwiony , nikomu nie życzę bólu i cierpienia , po drugie ten wypadek może odbić się na naszym wyjeździe i pobycie nie tylko tutaj .Poza tym, kogo cieszy lub z obojętnością podchodzi do zmartwienia żony .Tego dnia linia telefoniczna między Warszawą a Paryżem grzeje się nieustannie . Na śniadanie bagietki są jeszcze lepsze , smaczniejsze, jednogłośnie dostawca dostaje prikaz zakupu 6 bagietek , po jednej na głowę uczestniko-wycieczkowicza . I nowość motorem rozruchowym z rana będzie czerwone francuskie wino , naprawdę łagodne i smakuje dobrze, ale dwie butelki ? Po jednej szklaneczce z rana …może dwie i ani kropli więcej . Wychodzimy w ogólnie dobrych nastrojach , choć blask w oczach mojej żony przygasł. Kierujemy się do muzeum d’Orsey metrem . Jeden bilet kosztuje w automacie 1,70 euro za to kupując je po dziesięć i ich wielokrotność płacimy 1,25. Tym bardziej ,że używając go nie wychodząc z metra można sobie dobrze pojeździć i okazja dzisiaj jest. Plac przed muzeum , dawnym dworcem kolejowym , jest pusty , ludzi nie widać .Widok słonia z podniesioną trąbą przed muzeum ma sprowadzić szczęście ,ale nie w poniedziałek który jest dniem zamkniętym dla odwiedzających . Szybko wybieramy następny obiekt do obejrzenia położony w pobliżu , katedrę Notre Dame . Pędzimy z powrotem na stację metra Solferino i po drodze napotykam pierwszy sklep rzeźniczy z pięknie wyłożonym mięsem . Raj dla oka . Zdecydowanie najładniejsze są żeberka wołowe tak wielkie , jakby były z brontozaurusa . Wymianę zdań słyszy robotnik pracujący w wykopie i z akcentem niemieckim mówi : a żeberka , żeberka , z miną jak na filmie Jak rozpętałem drugą wojnę światową – a zalewajka, zalewajka , wszyscy w wykopie wybuchają śmiechem a my za nimi , tyle że śmiejemy się zapewne zupełnie z czegoś innego . Do katedry dojeżdżamy w mig ,albo trzy migi . Na placu przed katedrą kłębi się tłum ustawiony w kolejkę , tak na oko z tysiąc osób. Żartując wysyłamy Wujka żeby zapewnił nam miejsca blisko ołtarza ,ale karnie ustawiamy się w kolejce . Jeden stoi, reszta się rozbiega co dla turystów zagranicznych nie zawsze jest do pojęcia . Mimo wszystko szybko dostajemy się do środka , jeszcze jesteśmy obrzuceni wzrokiem przez pana w czarnym garniturze . Katedra sprawia wrażenie majestatycznej i imponującej budowli . Jest dostojniejsza od Luwru , nie tylko najpierwszy rzut oka . Budowana była 200 lat i wreszcie przyszedł czas abym i ja ją zobaczył. Gdy znalazłem się w środku od razu zwróciłem uwagę ,że gdzieś znikli ludzie stojący w kolejce . Katedra jest wielka , ogromna , i może pomieścić o wiele więcej takich kolejek ludzkich. Obchodzę katedrę za głównym ołtarzem napotykam sarkofag jakiegoś króla ,ale szarość miejsca i malutkie literki nie pozwalają mi czegokolwiek dojrzeć . Jak zwykle przyjdzie mi długo jeszcze tę wycieczkę w domu i internecie studiować . Ponieważ nie można w katedrze niczego filmować ani fotografować , siadamy z Żoną i Wnuczką na plecionych krzesełkach i zadzieramy głowy wysoko , chcąc zobaczyć co dzieje się na witrażach przez które przebłyskuje słońce i w zasadzie tylko dla niego dostępne. Po dobrej godzinie opuszczamy to miejsce i z zewnątrz oglądamy katedrę . A jest co oglądać . Z moim wzrokiem nie najlepiej ,ale budowlę rozróżniam , kontury też i kilka szczegółów również .Moją uwagę przykuwają maszkarony u szczytu katedry . Tak brzydkie ,że aż piękne . I jakie pożyteczne , odprowadzają wodę po każdym deszczu . Szkoda że nie pada. Siadamy w parku pod drzewem , ale już nie dajemy się nabrać na wpis do dokumentu teraz rumuńskich chłopców . Nagle coś paca w ramię moją żonę . To gołąb siedzący nad nami zrobił małe co nieco . Uciekamy wobec tego , jeszcze dodaję – to na szczęście , staram się delikatnie żartować ,ale dotrzeć dziś do mojej Żony jest ciężko . Patrząc na katedrę przypominam sobie historię Quasimodo garbusa i jego niespełnionej miłości . Czuję się teraz jak on , choć tylko drepczę po parterze koło katedry zamiast być na wieży . A propos wieży , naprawdę mieliśmy już dość kolejek i schodów . Jakże ładnie było przy bukinistach i przyglądamy się ludziom na wieży. To jest urlop a nie kara polegająca na liczeniu schodów. Wracając zaczepiamy o Pałac Sprawiedliwości a obok strzeliste wieżyczki Kaplicy Świętej . Stojący przy bramie policjanci i na górze białe kołnierzyki dawały gwarancję ,że urząd i pałac jest dalej wykorzystywany . Przecież stąd zapewne ruszała Maria Antonina na szafot w dniach terroru . Młodzi rozdzielją się i idą zwiedzić Kaplicę , my jedziemy zrobić obiad i zakupić coś nań . Po krótkiej sjeście dalej ruszamy w zwiedzanie Paryża , ostatecznie po cos tu przyjechaliśmy .
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 09:08
      Po powrocie na plac Pigalle wybieramy sklep na nasze pierwsze porządne zakupy. Jest nim Carrefour wdzięcznie schowany między inne sklepy.Zaraz po wejściu widzę różnicęmiędzy tym tutaj a sklepem u nas. Pierwszą zdecydowaną różnicą jest wózek na zakupy, tutaj stojak na du zy koszyk, to zdecydowanie mniej miejsca przy wejściu. Widać, że ktoś myśli jak wspomóc sklep w wykorzystaniu powierzchni. Są i wózki starego typu, ale są w mniejszości, króluje nowy wózek cqały z plastiku w intensywnych kolorach. A półki uginają się od towaru. Całaściana z winami odq 1,5 euro do 20-30euro, droższe są razem z wódką pod bacznym okiem ekspedientki...cao miałeś szukać- słyszę z tyłu pleców...mieęsa...to na co się gapisz...już idę kochanie. Mięso totalnie wymiotło, pozostała ostatnia paczka z 6 kotletami schabowymi. Francuzi mięsożerni? Nawet ładny kolor, może malowali to mięso. Pomidory, och pomidory jaki zapach i ile gatunków, wącham po kolei, większe, mniejsze, w serca, zmarszczone, coctailowe, zielone - na co one miały być? Na sałatkę? Ręka Żony bezceremonialnie wyłuszcza które chciała, idź po cebulę, a tu i cebula taka siaka i owaka i bądź tu człowieku mądry... Acha, jeszcze jajka, jutro na śniadanie jajecznica, co prawda nie widzę słoniny, ale znajduję pokrojony boczek w kostkę, dorzucam zapleśniałą kiełbasę, Przyjaciel upominał sie o dania miejscowe i wreszcie dobiega mnie pytanie, jak jest bułka tarta po francusku. Bułetrę. ?.zaciągam w tutejszym dorzeczu i znów słyszę głos mniejszej kobietki, dziadku poszukaj w rozmówkach, szukam, przeczenie, pociąg, w samolocie, taksówka, zwroty ogólne, o cieplej, napoje i posiłki, dania, zupy, dziczyzna, drób. Małże, warzywa, dodatki jeest bułka maslana. - la brjosz. Główka mojej żony pracuje, wybiera tosty, zgniecie się i będzie bułka tarta, a teraz idź wybierz pełną butelkę, żeby było czym je rozłupać. Jeszcze 3 kg ziemniaków, woda mineralna, soki dla Wnuczki i obawiam się że plecak Przyjaciela pęknie w szwach. Każdy ma coś do niesienia. Zanim ziemniaki doszły, młodzi pokazują się w domu opowiadając o wrażeniach. Jeszcze mała poobiednia sjesta i ruszamy na plac Trocadero metrem. W podziemiach stacji widzę książkę o Paryżu w języku polskim,ale współtowarzysze prą do przodu. Wychodzimy na plac, ale zaraz za budynkami ukazuje się ona wieża Eiffla.
      • misia007 Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 10:36
        Taa,współczuję Twojej zonie sagi.Czasem chyba lepiej komórki nie zabierać.Taka wiadomość i to prawie na początku wycieczki może wszystko zmienić.Mam nadzieję, że teściowej się polepszyło!!!!
        • filip505 Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 18:05
          ....sagi,fajnie opowiadasz ale brakuje mi w tym ludzi,
          chyba francuzi tez tam sa i nie tylko pija wino i zagryzaja
          zabami,
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 18:19
            Gdybyś czytał uważnie, naprawdę nikogo nie zmuszam, zauważyłbys ze male co nieco staram się przemycić, na miarę naszego pędzenia za sztuką, drobne spotkania były, ale nie na miarę spotkań towarzyskich o ile korzystaliśmy z innych przjawów pospolitego życia, i chciałbymzauważyć że jestem dopiero w poniedziałku a przyjechałem w sobotę. Tak jakdla Klary moje sprawozdanie możecię nudzić, więc od czasu do czasu pooglądaj obrazki na ktore teraz zupelnie nie mam czasu. No maszpecha filipie smilesmilesmile
            • filip505 Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 18:42
              .....troche zle mnie zrozumiales,chodzi mi jak
              ty ich widzisz,czym roznia sie od nas,naszych zachowan
              w podobnych sytuacjach,bo ze cztery nogi maja to wiem,
              zaby oczywiscie,
              • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 20:08
                No dobrze wyprzedzajac mili do pewnego stopnia, tolerancyjni nieraz do przesady uciekają od stresowych sytuacji, turysciinteresuja przewaznie tych ktorzy na nich zarabiają. Wystarczy, dalej reszta w streszczeniu smilesmilesmile
                • natla Re: Francja w kolejce część11. 24.07.12, 23:19
                  kocham filipa za jego ugodowość ! smile

                  komp po dwukrotnej naprawie dalej nawala> może to wina zalanej (w sztok?smile) klawiatury> sprawdzę jutro< a dziś już nic nie piszę>
                  za to Ty Sagi pisz!!! To wielka przyjemność cz|ytać Twoje spostrzeżenia>
                  Kurcze < jak chcę coś poprawić w tekście< to mi się wszystko zaczernia< jak do kopiowania> totalne wariactwo!
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cd część11. 25.07.12, 13:09
        Telefon z Warszawy , mama po operacji , najbliższe godziny powiedzą resztę . Z tarasu obok Theatru National do Chaillot robimy pierwsze zdjęcia , rozglądamy się ciekawie a babcia wieża ma niesamowite powodzenie , wszędzie pełno ludzi w tym handlarzy oferujących następną zabawkę , wypuszczaną w górę na gumce od wecka rodzaj pionowego kwiatu lub ukwiału kręcącego się wokół i lśniącego różnymi barwami . Zapewne ma bateryjkę chyba że obracając się wytwarza dostateczną ilość prądu do przekazania go diodom . Jeszcze wnuczka zatrzymuje nas w parku i ustawia do zdjęcia , by zaraz pomaszerować w kierunku przejścia nad kanałem obok portu de Suffrin . Schodzimy do nóg wieży , babcinych nóg i spoglądamy w górę . Z Wujkiem śmiejemy się w jednym momencie mając widocznie to samo na myśli . Ruch gwar , samochody na alejach trąbią na spóźnionych kierowców i przechodniów . Stajemy na końcu kolejki , za młodym , no , małżeństwem z dwójką dziewczynek w wieku mojej wnuczki i starszej o dwa trzy lata siostry , wszyscy blondyni . Twarze poważne , może jedynie na twarzy mamy skandynawskiej lśni jakieś zadowolenie popołudniowo wieczorne. Wjazd na górę odbywa się jedną nogą lewą a prawą są wejścia . Dzielimy się na dwie grupy , Ciocia , wnuczka i Przyjaciel nie czekają na windę Ida na piechotę . My mamy dosyć zbolałych nóg i pragniemy odrobiny serdecznej nowoczesności . Gdybyśmy wiedzieli… Tak jak rano w Notre Dame mamy nadzieję ,że kolejka tak samo szybko zniknie w gęstwinie użebrowania starej damy . Mieliśmy nadzieję , zapominając że nadzieja będąc matką głupich daje tyle samo wiary co jej odbiera . Mimo wszystko po pierwszej godzinie stania znacznie zbliżamy się do kasy biletowej . w momencie dojścia do wężykowania się kolejki spoglądamy z niedowierzaniem jak obsługa poza kolejnością wpuszcza wycieczki grupowe , mina nam rzędnie , który to już raz , a posuwanie się ulega żółwiemu tempu . Rodzina skandynawska dotąd milcząca i wymieniająca zdawkowe spostrzeżenia nagle ożywia się ,ale mina taty jest niewzruszona , mina mamy traci blask a mina najmłodszej córki robi się płaczliwa . Jedynie córka w wieku około rewolucyjnym jest pełna sprzeciwu . Tylko czekać kiedy ten spokój rodzinny pęknie jak bańka mydlana . My wprost przeciwnie , po polsku wyrażamy swoje niezadowolenie i tak mioja druga godzina . Nasi na górze zwiedzili drugie piętro zrobili sobie zdjęcia i szykują się do wjazdu na sam szczyt . My do kasy mamy jeszcze odrobina ,ale grupowe wejścia dalej przesuwają nas do tyłu .Wujek kategorycznie ze zbolałą miną rozciera nogi , mnie również pięty odpadają, i kategorycznie składa przyrzeczenie że już nigdy , naprawdę nigdy nie przyjedzie już do Paryża , nie do Francji , niech sobie Francuzi sami włażą na tę dziurawą wieżę . Właśnie przed chwilką na zbliżeniu wykrył dziury w nodze. Mimo wszystko osiągnęliśmy drugie piętro i tylko drugie . Na szczyt odmówiono nam wjazdu , widocznie jest już za późno . Obchodzimy wieżę i już nie ma w nas tej radości , widoki Paryża spowszedniały poprzez nastawienie . Zapada zmrok , nagle wieża rozbłyska żółtym , złotym światłem , na jego tle migające białe światło jawi się jak małe diamenciki . No ślicznie , ale moje nogi i siku , przekonuję żonę do zjazdu i udaje nam się wejść na pokład najbliższej windy . Wujka straciliśmy z oka . Filmuję scenę rozbłysków na drugim piętrze i na dole nóg staruszki . Stoję w następnej kolejce do toalety , u mężczyzn idzie to sprawnie u kobiet pożal się Boże . Kontaktujemy się z tymi na górze , już zjeżdżają ,ale mija kilkanaście wind zanim widzimy wszystkich na dole , jeszcze krótko czekamy na Wujka . Odchodzimy ,ale jak tu nie spojrzeć się za siebie . Jesteśmy zmęczeni ,ale cel osiągnęliśmy . Wracamy metrem z tego samego placu . Jeszcze większy tłok niż jak jechaliśmy tutaj przed 18 , teraz jest północ. Paryż żyje , Paryż nie zasypia , choć plac Pigalle opustoszał nasza kamienica śpi i kroki unoszą się w studni murów .We wszystkich oknach ciemno , co przypomina nam o zwykłym dniu tygodnia dla paryżan . Jeszcze opowiadamy sobie nasze wrażenia przy szklaneczce wina i zaraz idziemy spać . Raniutko obierzemy następny cel .
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 12. 25.07.12, 18:20
      Pierwszą pobudkę zrobiła mi gospodyni szurając pod oknem około 6 . Godzinę później usłyszałem jak krząta się na korytarzu za drzwiami wejściowymi i sen prysł. Tradycyjnie pierwszy byłem pod prysznicem ,Żona krzątała się w kuchni robiąc kawy dla siebie i Wujka i Cioci . Tego środkowego już nie było w mieszkaniu zapewne można go było zastać, albo na słupku z papierosem w ustach, lub na sąsiedniej ulicy kupującego bagietki . Niedługo później z uśmiechniętą miną zapominając o dniu wczorajszym wmaszerował do mieszkania oznajmiając, iż ma dla nas niespodziankę , kupił ciasto sernik ślicznie zbrązowiały i zaraz po zjedzeniu jajecznicy mamy deser. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy sernik okazał się następną jajecznicą tylko na zimno , osobiście mi smakował . Wychodzimy do muzeum , dzień mamy napięty , ruszamy do muzeum d’Orsey, zaraz potem kierujemy się na Rue de Bac na miejsce objawień Matki Boskiej potem odwiedzamy Gare Montparnasse czyli dworzec w celu zakupienia biletów do Lourdes . Pomysł wstąpienia do Lourdes wyprysnął nagle i aż dziwne że od początku planowania wypadu do Francji nie zaistniał na tyle wyraźnie by wziąć go pod uwagę. Ważne ,że udało się przekonać wszystkich do tego wyjazdu i nikt zbytnio nie szczękał zębami . W mojej rodzinie jedynie ojcu udało się odbyć taka pielgrzymkę . Przyjaciel w trakcie pobytu w maju był kilka dni , jednak dalej z ochotą pragnie tam pojechać . Chodząc po ulicach Paryża , specjalnie nie mogłem zauważyć toalet publicznych podobno tak licznych stolicy Francji . Przyjaciel tłumaczy, że na razie nasze drogi nie przecinają się . Dobrze by było ,żeby się przecięły , kręci mnie w brzuszku i staję się obiektem żartów wszystkich . Ot tacy to przyjaciele . I na moje szczęście nagle jak z pod ziemi wyrasta jeden przybytek , korzystam z niego z radością i ulgą ,że nic już mi nie przeszkodzi w odbiorze doznań artystycznych w muzeum . Po zamknięciu się drzwi kibelka, zatrzymuje mnie przy rozpinaniu paska spodni , jakże słodki głos kobiety instruującej co i jak . Bardzo proszę Pani będzie łaskawa się zamknąć . Ale pani musi swoje formuły powiedzieć do końca . Po moim wyjściu nagle cała wycieczka zapragnęła odwiedzić ten przybytek . A tu mam was . Mój Przyjaciel razem z Wujkiem korzystają razem z kibelka, więc śmiejemy się z Cioci iż traci męża , niestety aparaty uruchamiamy zbyt późno. Na ulicy dochodzącej do muzeum następny oszust próbuje mnie złapać na swoją sztuczkę , tuż przede mną podnosi z ziemi złoty gruby sygnet . Bezczelnie chce mi wmówić ,że to mój , ale ja szybko mówię no no no no podnosząc obie ręce do góry i odchodzę od niego . Chodzi tutaj, aby ewentualny turysta łaszczący się na łup wziął go . Zaraz i tak podejdzie do niego znalazca chcąc wydębić znaleźne , a przecież za tym idzie, w której kieszeni trzymacie pieniądze i jaka ilość jest ich w ewentualnym portfelu . Na placyku przed muzeum tłum chętnych do wejścia i następna kolejka . Wydobywam tablet i robię film , niechże zostanie dla potomności , rozpoczynam od kadru widoku tego słonia z podniesioną trąbą . Po godzinie jesteśmy w środku , operacja sprawdzania i oddawania plecaków do depozytu tyle trwa . Umawiamy się za trzy godziny w punkcie sprzedaży . I rozpoczyna się uczta . Prawdziwa uczta , koneserów tu nie brakuje . Ludzi dużo ,ale jakże przyjemniej oglądać zbiory muzeum . To co zobaczyłem , sam pomysł muzeum usytuowania na dawnym dworcu kolejowym , wywarł na naprawdę na mnie ogromne wrażenie . Spoglądałem z wysokości na położone niższe kondygnacje muzeum i zapierało mi dech w piersiach . Niesamowity pomysł i wykonanie , które to muzeum sytuuje w czołówce światowej . Wnętrze architektonicznie bardzo mi się podobało ,ale nie było czasu nad zachwycaniem się samą bryłę , wjechaliśmy z Przyjacielem na kondygnacje gdzie w pierwszej Sali napotkałem obrazy mistrzów . Kolorowe cudeńka usytuowane w pastelowej tonacji muzeum , Manet , Monet , Degas, Renoir i wielu, wielu innych, których nie ma sensu wymieniać bo możecie sami przeczytać o tych zgromadzonych zbiorach. Na mnie największe wrażenie zrobiły trzy prace , robotnicy cyklinujący pokój, Camille na łożu śmierci i róże w wazonie, jak i wszelkie pejzaże . A z Przyjacielem przekomarzałem się na temat artystów , jeden z obrazów Maneta nazwałem lurą wylaną niechcianą farbą na płótno , on zdaje się patrzył na mnie jak na wariata ,ale czy mnie musi się podobać to samo co krytykom i snobom z pełną kieszenią forsy? W pejzażach widziałem prawdziwy świat ,bez udręki pracy , dominującej roli pieniądza , choć to dla pieniędzy ci twórcy tworzyli często cierpieli głód i dopiero śmierć spowodowała ich wywyższenie . Ale też prawdą jest ,że często ci co tworzyli nowe techniki malarskie i nowe kierunki nie zdawali sobie z tego sprawy , dopiero mędrcy uczeni starali się zaszufladkować ich dzieła . Naprawdę nasyciłem się tymi widokami i odczuciami . W tamtym momencie wiedziałem że zatęsknię kiedyś, jak za oczami mojej Żony, za tymi obrazami i każe je sobie znów przywołać . Widziałem to bogactwo narodu francuskiego i jednocześnie zadawałem sobie pytanie czy ono , nie wynikało z ciemiężenia wielu narodów . Takie myśli wydobywały się ze mnie stając przed malarstwem Bliskiego Wschodu . Wreszcie Przyjaciel Oderwał mnie niemal siłą od tej części muzeum i przeszliśmy na wystawę o Misi , o której warto przeczytać a ja zakupiłem malutką reprodukcję z tej części muzeum. Ten dzień naprawdę zaczął się wspaniale i jedynym zaskoczeniem był dla mnie Sisley z widokami, Coubert z obrazem kwiaty i owoce, utrzymany w tonacji pastelowej , l’origine du monde , czyli kobieca wagina tak realna, że aż by ją się chciało upieścić . Czym twórca kiedyś musiał wywołać szok . Nie wymienię wszystkich twórców bo i jak , naprawdę byłem zachwycony choć minimalizowałem ten zachwyt ciągłym przeczeniem i niezgadzaniem się , dosłownie jak małe dziecko , które dostając słodkie ciasteczko, będzie płakało chcąc otrzymać jeszcze więcej . Dziecko nie wie, że nie da rady zjeść wszystkiego, gdyby dostało a ja nie zdołam zapamiętać tego co zobaczę . Wychodziliśmy po trzech godzinach a mogłem jeszcze tam siedzieć długo , tyle że następne punkty programu czekały na nas i z żalem wychodziłem z muzeum wspaniałego , dobrze pomyślanego , choć mój przyjaciel mówi że jak każde muzeum te chowa swoje najlepsze dzieła przed oglądającymi , ale czy to prawda ?
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cd część12. 26.07.12, 11:47
        Krążymy już prawie 3 dzień po ulicach Paryża i wiecie co mnie uderza w oczy ? Brak banków i wielkich reklam na budynkach. Wlokę się ostatni w korowodzie naszej szóstki, nogi bolą mnie niemiłosiernie a wieczorem przed zaśnięciem cierpię prawdziwe katusze. Zaglądam do witryn sklepowych i widzę zróżnicowanie cenowe, że aż zawrotu głowy dostaję, od torebki dla elegantki za jedyne 30 000 euro po buciki dla dziecka za kilkanaście euro w podrzędnym sklepiku w ulicy obok. Myślicie, że zarówno w jednym jak i drugim znajdziecie kolejki ? Żarłoczne banki są u nas widoczne wszędzie, tu nie, nawet bankomaty są sprytnie pochowane, zapewne usytuowane w budynkach publicznych. Czy warto tu wspominać o demokracji zarządzania, może i tak, ale dopóki władza u nas nie będzie brała do siebie tych pozytywnych już reguł tu przećwiczonych, nie mamy co marzyć o równym traktowaniu obywateli, i nic się u nas nie zmieni. Bardziej pretendować będziemy do trzeciego świata niż Europy w dodatku nowoczesnej. Stąd z przyjemnością patrzę na rozwiązania urbanistyczne, które kiedyś poprzednicy obecnych ludzi podjęli a żyjący je prowadzą. Szerokie ulice, tam gdzie to możliwe, na wąskich nie wymusza się na ludziach pewnych zachowań, one same się tworzą bez pomocy wszechobecnej policji, patrz mandaty za przejścia na czerwonym świetle. Spostrzegam mądrość kierowców nie poruszających się po ulicach zprędkością światła przewidujących na swej drodze pieszego.
        Dochodzimy do miejsca gdzie w roku 1830 objawiła się Matka Boska Katarzynie Laboure. Z ulicy de Back wchodzimy w podwórze, na ścianie po prawej stronie widać postać Papieża Jana PawłaII po lewej wejście do pamiątek, ja kieruję się bezpośrednio na wprost do kaplicy. Odprawia się właśnie msza przez dwoch księży ubranych wzielone ornaty, za ołtarzem widzę postać Matki a po lewej stronie przeszkloną trumnę ze śpiącą świętą. Kaplicę wypełnia wszechobecne światłomającą dwa piętra kondygnacje balkonową klękam i modlę się za krewnych i znajimych, polecając szczególnej opiece chorą teściową i opiekującą się nią córką. Po skończonej mszypodchodzę do trumny, klękam wyciągając różaniec i zatapiam się w modlitwie. Gdy wychodzę z kaplicy widzę jakże odmienne miejsce od naszych do spowiedzi, pokój z przeszklonymi drzwiami na których widnieje informacja w jakim języku można się spowiadać. Na dziedzińcu moja żona stoi obok ciemnoskórej siostry ktora modli sie z rozłożonymi rękoma nad kupionymi medalikami i różańcami. Zarazpomodlitwie wielkie krople łez wybiegają z jej oczu i pragnąc spotkać się z matką ziemią. Od przyjaciela dostaję w prezencie medalik, ktory również błogosławi mi ta sama siostra. W momencie kiedy wyciąga rekę nad medalik i z jej ust płynie modlitwa w języku francuskim, moje serce i piersi ogarnia wielkie ciepło i spokój. Też wzruszony dziękuję siostrze - Bóg zapłać, Szczęść Boże a ona uśmiecha się tkliwie i z uśmiechem odpowiada w języku polskim, troszkę szeleszcząc przy drugim pozdrowieniu. Od tegomomentu nie rozstaję się z medalikiem, wycofuję się na ulicę troszkę niepocieszony, nie mogąc nabyć gromnicy z miejsc Nawiedzenia przez Maryję. Przed nami marsz na dworzec Montparnasse, gdzie stoi drogowskaz widoczny z wielu wyższych miejsc Paryża, czarny wieżowiec tak odznaczający sie od piaskowego koloru murów. Zgłodniała wnuczka połyka sandicza za 4 euro. Wreszcie osiągamy docelowy punkt i zgodnie z tablicami pokazującymi, gdzieco ijak, wchodzimy w korytarze dworca. Jest to jednocześnie miejsce przesiadkowe do metra i RER-u. Odnajdujemy kasy do których ustawia się Wujek z Przyjacielem a my dajemy odpocząć swoim nogom w poczekalni dworca. Po długim oczekiwaniu dostajemy bilety, wyjeżdżamy w sobotę o 6H25 (prawidlowe oznaczenie godzin odjazdu pociagów i nie tylko) a o 13 bedziemy na miejscu. Zadowoleni schodzimy do miejsca skąd odjeżdża kolejka metra. Znów drobne zakupy, obiad, dziś ziemniaki, kotlet mielony i mizeria, krótki wypoczynek i dalejw trasę. ?..nasze nogi o jej. ?.
        • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cd część12. 27.07.12, 09:47
          Wyruszamy na następną popołudniową wycieczkę posileni odpoczynkiem poobiednim. Wsiadamy do metra na placu Pigalle. Wspominałem już, że Paryż bez metra jest jak swiat bez słoñca. Cały Paryż poprzecinany jest liniami metra, które w godzinach szczytu kursuje od 2 do 4 minut. Duża ilość lini wskzuje na wielką liczbę wagonów uczestniczących codziennie w transporcie ludności i zadałem sobie pytanie, gdzie Francuzi trzymają wagony w czasie przerwy nocnej. Jak wielkie muszą to być garaże. Okazuje się, że odpowiedź szybko się wyjaśnia spoglądając w oknojadącej kolejki. Paryscy inżynierowie wpadli na świetny pomysł, chowania wagonów w bocznych tunelach odchodzących od głównej lini. Stoją tam sobie jak larwy w kokonach, czekając aż rano pierwsza kolejka rozwiezie maszynistów, ktorzy je wydobędą do użytku. W wagonach siedzenia ustawione sa w poprzek i niekiedy wzdłuż metra co daje więcej miejsc siedzących, jednaksa cztery miejsca składane przy drzwiach wejściowych, z których to siedzeń podczas tłoku podróżni użytkujacy sami rezygnują. Oznakowanie metra, kierunków wyjść, wejść, korytarzy jest bardzo dobra i trzeba tylko dobrze zapamiętać stronę w którą się wybieramy z nazwą stacji końcowej. Na tablicy informacyjnej w wagonie oznaczone są miejsca przesiadek, linie metra i rodzaj transportu. Wyjścia zaznaczone a głos spikera informuje podróżnych na jaką stację wagon wjeżdża. I jak tu nie napisać o modzie w Paryżu. Generalnie Paryżanie preferują pastelowe delikatne kolory, dlatego niezbyt sie czułem wkładając kolorową koszulę do muzeum w Luwrze. Nie wyróżniają się ztłumu i duzi i mali. W tłumie szybko wyłapiemy białe kołnierzyki urzędników wystrojonych w garnitury i garsonki. Zwykli faceci lubią małe torebki na dokumenty, noszone przewieszone przez prawę ramię, mając torebkę położoną w okolicach biodra lewego lub bardziej przesuniętą na środek tułowia. Te torebki lekko stylizują na modłę wojskową dosyć oszczędną w ozdoby, będąc w kolorach szarym i granatowym z jaśniejszymi lub ciemniejszymi obwódkami. Czarnych nie widziałem, oprócz mojej przyczepionej do paska. Wśród mody pań zauważyłem modę na lekkie letnie obuwie, niemal sandały, ale mające małą cholewkę za kostkę, wykonaną zjakiegoś materiału ładnie marszczącą się wokół nogi. Tyle na temat mody. Jadąc linią 2 do stacji Charles de Gaulle Etoil przesiadamy się do lini 1. Jest najstarsza i najczęściej uczęszczana linia metra. Na szczęście wybieramy się w odwrotną stronę jadących tlumów. Wysiadamy stację przed końcem i resztę drogi odbywamy na piechotę. Najpierw jestem zawiedziony, pusto niemal jak w Brukseli, ale gdy wychodzimy na promenadę... Obracam się i znów jestem oczarowany, zauroczony pięknem, ktore roztacza się przed moimi oczyma. W oddali widzę Łuk Triumfalny przed nim kipiąca od zieleni Aleja de Gaulla, za Łukiem Pola Elizejskie niemal łączące się z niebem i dachami Paryża. Obracam się i widzę inny wielki prostokąt budowlany, Wielki Łuk stojący na osi historii i nowoczesności a promenada, którą idziemy, pokryta jest wielkimi płytami kamiennymi, ktore nie muszą być ze sobą łączone, dlatego linie dyletacji są szerokie i zgubne dla szpilek elegantek. Otacza promenadę zielony pięknie przystrzyżony żywopłot. Wyjia z promenady zaznaczone są placykami na których króluje sztuka nowoczesna. Wokół pną się wieżowce, niczym zdrowe drzewa miejskiej dżungli. Omijamy kolorowymi płytkami wyłożony basen z wodą, zakaz kąpieli. Pniemy się w kierunku schodów i Wielkiego Łuku. Osiągamy cel a towarzystwo rozbiega sie posklepach skonsolidowanych w przyległych budynkach i podziemiach. Ja zostaję na szczycie schodów sycąc wzrok tym architektonicznym cudeńkiem. Wpatruję się w dal drobiny Łuku Triumfalnego, przesuwam wzrok po białym dywanie położonym w poprzek przyległego placu, jest jak rzucona wstążka, obracam głowę za siebie, gdzie buduje się dalej la Defense, zadziram głowę do góry i spoglądam na szyby Ministerstwa Środowiska mieszczącego się w Wielkim Łuku. Dosiega mnie myśl. Czuję się jak ten lokaj który posiadł hrabinę, ktory nie może oprzeć sie uczuciu tej słodkiej istoty, mógłby ją brać i brać bez końca, będąc szczęśliwym z uczucia pożądania i zdobycia, ale zarówno wiedzącym, że nie będzie z nią do końca życia. Paryż podnieca, Paryż wywołuje uczucie pożądania, ale czy można zatracić sie w dwoch kobietach, miastach, krajach. Po ponad godzinie dnajdujemy się i schodzimy do podziemi. Żegna nas rozbłyskujący światłami Paryż. Wnuczka prowadzi bezobsługową kolejkę metra będąc na czele wagonu pierwszego. Docieramy do stacji przesiadkowej i dalej. Czy jesteśmy zmęczeni ? Pytanie...
          • polnaro Re: Francja w kolejce cd część12. 27.07.12, 11:43
            Se użyłeś smiletryumfalnie; a metro jest koszmarem dla przestrzennego głąba /mnie/smile
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce . 29.07.12, 12:28
      Wreszcie nadszedł ten dzień na którym mojej wnuczce najbardziej zależało . Po prostu dzień dziecka, przestawiony z pierwszego czerwca , zaplanowany już dawno , wystarczy teraz już tylko go zrealizować. Wyjazd do Disneylandu mieszczącego się w podparyskiej miejscowości Marne la Valle w gminie Chessy . Dostać tam można się RER – em z Paryża linią A . Zanim nastąpi spotkanie z parkiem rozrywki musimy zakupić bilety do Barcelony , które nabędziemy na dworcu Gallieni . Nic prostszego . Dojechać , stanąć w kolejce , kupić i zapomnieć . Niestety nie tak łatwo . Nasza grupa rozdziela się , ponieważ młodych nie interesuje Disneyland , a my nie bierzemy pod uwagę ,że ponieważ przekraczamy granicę bilety mogą być jedynie imienne wydawane za okazaniem dokumentu . W ten sposób nasze grupy znów łączą się pod kasą dworca autobusowego a na grupę młodych spada zadanie dokupienia biletów z Lourdes do Tuluzy kolejowych , po które znów trzeba się wrócić na Montparnasse.
      Sprzedawszy ostatni dziś obowiązek, pozostaje udać nam się do krainy przyjemności . Musimy cofnąć się do stacji Pere Lachaise , stamtąd linią 2 dostać się do Nation i tutaj wsiąść do RER – u na Marne la Valle . Przyglądamy się uporządkowanemu przedmieściu, domkom bardzo podobnym do siebie , nawet tym budowanym nie odbiegającym od innych . Obowiązkowo przed prawie każdym domem Jakiś Renault , od czasu do czasu wyrasta jakiś wielki magazyn typu Gant . Wreszcie na stacji Torcy, nagle nasza kolejka zatrzymuje się , co i rusz słyszymy jakiś komunikat , z pociągu ubywa coraz więcej osób, nawet tych, które wydawało nam się jadą z dzieciakami do Disneylandu . Dopiero pani siedząca już na zewnątrz, kiwa na nie do nas głową , co daje nam do zrozumienia ,że nie wszystko jest porządku . A i oczywiście, pociąg dalej nie jedzie i jakby specjalnie czekał ,żebyśmy jako ostatni opuścili wagon . Po piętnastu minutach nadjeżdża inny i już bez żadnego ale dojeżdżamy do miejsca przeznaczenia. Po wydostaniu się z peronu sama droga zaprowadziła nas wejścia parku , gdzie znów kolejka do skontrolowania bagażu i wreszcie możemy cieszyć się cukierkowatością architektury . Podchodzimy po kasy i tutaj czeka nas kolejny zawód . Po skontrolowaniu wydatków okazało się ,że mamy za mało pieniędzy ze sobą, aby wejść wszyscy na teren . Tu bór tu las , losowaniem wypadło ,że wchodzi wnuczka z Przyjacielem , a my z Żoną pozostajemy pod kasami . Bilet kosztuje po 66 euro na jedną osobę i chyba wydaje się być takim ulgowym rodzinnym biletem . Na półtorej godziny urywa nam się kontakt ze sobą , z lubością sączę zimną wodę zakupioną w stojącym wózku , przyglądam się jak pani z obsługi, z regularnością minutową przybywa w te same miejsca i opróżnia kosze na śmiecie . Ponieważ to wczesne godziny popołudniowe, z parku wychodzi wciąż wyjściem tłum ludzi . Ale nie można powiedzieć żeby , do parku dalej nie przybywało osób. Po półtorej godzinie łączę się z przyjacielem, ale ten mówi że o wszystkim porozmawiamy po , więc możemy jechać do Paryża a oni około szóstej dopiero będą wychodzić z parku . O co to, to nie . Ty mi tu nie rżnij dziadka , czekamy na was pod parkiem , spokojnie bawcie się dalej. Po około pół godzinie raz zagrzmiało , pojawiły się złowrogie chmury świadczące o zmianie pogody i lunęło . Piętnaście minut ściany deszczu . Pół godziny później znów podobna sytuacja , tym razem dłużej pada a czerwone kostki przed kasami robią sie intensywnie czerwone od zalewającej ją wody . . Obniżenie terenu do kratki ściekowej, zabiera spływającą wodę , która robiąc wielkie wiry znika gdzieś pod spodem . Sytuacja pogodowa wcale nie poprawia się a intensywność opadów każe domyślać się ,że to raczej trwała zmiana . Wreszcie po około 4 godzinach dowiadujemy się że wychodzą, czekamy pod wyjściem . Podobno już są na zewnątrz, a my pod wyjści8em , więc jak wyszli , nie biorę pod uwagę ,że są dwa wyjścia po lewej i prawej stronie wejścia do Parku. Umawiamy się w rejonie wejściowych namiotów , lecz za nim do niego dochodzi wielka ulewa moczy nas na wskroś i chowanie się pod namiotem jest raczej gestem skoro już jesteśmy przemoknięci. Następne dwie zmoczone kury z nami łączące się a stojące tuz obok pod jakimś krzakiem dołączają do nas wreszcie i możemy podążać na RER . Na dworcu odnajdujemy automaty na banknoty ,więc łatwiej jest nam zakupić bilety , po przygodach południowych z pieniędzmi, jedynie zielone migające oczko jest przeszkodą, nie chce zabrać banknotów wpychanych przez moją żonę , dopiero pomoc polki tam pracującej pozwala nam uporać się z automatem. W domu jesteśmy około 19 , jemy późny obiad i oczywiście stwierdzamy ,że w Paryżu nie spadłą ani kropla deszczu przez calutki dzień . A młodzi mieli nosa, wiedzieli kiedy zjawić się na gorącą kolację . Jeszcze oglądamy na stacji francuskiej film o Sikorskim i polakach w czasie drugiej wojny światowej . Przyjaciel siedzący w temacie wojny hobbystycznie mówi ,że to dla niego nieznane zdjęcia i zostaje wyłączony na czas trwania filmu, a przecież jeszcze niedawno pragnął spaceru poobiednich po ulicach Paryża.
      Już na spokojnie tłumaczymy sobie cała wycieczkę , omawiamy błędy i sam Park Disneylandu . Przyjaciel mówi ,że to zdzierstwo od każdego br4ać kupę forsy i nic w zamian w zasadzie nie dawać . Do każdej zabawy , kolejki po parku , filiżankach kręcących się , żaglówkach i innych atrakcjach trzeba ustawiać się w kolejki , normalny czas dostania się z takiej kolejki do atrakcji, wynosi do 50 minut . Poza tym pozostają spotkania z królewną , krasnoludkami i innymi postaciami z filmów Disneya . Trzeba być przygotowanym, że pociecha będzie chciała mieć sukienkę królewny, colta kowboja , szablę pirata lub inny gadżet , wreszcie nie bez znaczenia jest głód dosięgający maluczkich i z tego wychodzi ,że trzeba mieć albo zapas żarełka albo zabrać ze sobą najmarniej 150 euro na osobę . A teraz nie dziwię się, że Park oferuje nawet bilety pięciodniowe wejścia na teren . Cóż taki jest cały świat , absolutnie nie dopowiedzieć i wyciągnąć z kieszeni odwiedzającego jak najwięcej . Co zresztą w naszym kraju ćwiczy się codziennie i w każdej firmie .
      Jutro też jest dzień może będzie lepszy od tego dzisiaj . Ważne że dziecko jest zadowolone , zobaczyło , poznało i wie czym pachnie taka atrakcja.
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cz.13 zdjęcia 29.07.12, 13:06
        http://tinypic.pl/i/00194/higrj6scyy4i_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/ljtoo7tejvcr_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/9cmbc70s7a86_t.jpg

        http://tinypic.pl/i/00194/e37wwl95i7oe_t.jpg
        • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cz.13 zdjęcia 29.07.12, 13:20
          http://tinypic.pl/i/00194/2bfjj8hwucez_t.jpg

          http://tinypic.pl/i/00194/uuvjt2gn8xzk_t.jpg

          http://tinypic.pl/i/00194/rysdff8nlkdp_t.jpg

          http://tinypic.pl/i/00194/crf7xhabj45l_t.jpg

          http://tinypic.pl/i/00194/9clbv0dn3fvw_t.jpg
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cz.13 zdjęcia 29.07.12, 13:24
            http://tinypic.pl/i/00194/rqdbhyrk073q_t.jpg

            http://tinypic.pl/i/00194/m40ovfzr2svi_t.jpg

            http://tinypic.pl/i/00194/npz1429u4p7b_t.jpg

            http://tinypic.pl/i/00194/naqj7acju72m_t.jpg
            • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cz.13 zdjęcia 29.07.12, 13:28
              http://tinypic.pl/i/00194/z1pq2ibv71s4_t.jpg

              http://tinypic.pl/i/00194/ny6muopprmox_t.jpg

              http://tinypic.pl/i/00194/fvl01exueh4q_t.jpg

              http://tinypic.pl/i/00194/0rtb2a8xhhe2_t.jpg

              http://tinypic.pl/i/00194/qf0frhjw5oa1_t.jpg
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 14. 02.08.12, 06:17
      Wysiadamy na stacji Pere Lachaise , przechodzimy wzdłuż ruchliwej Bd de Menilmontant i na cmentarz wchodzimy wejściem pół okrągłym . Od samego początku tej wizyty na cmentarzu widzimy różnicę dzielącą nasze cmentarze od tego . Zastygły czas jakby zatrzymał się nie w tej epoce i tylko brakuje ludzi którzy podążają z kwiatami do grobów swych bliskich w pelerynach , kapeluszach na głowie .Pnące się monumentalne pomniki z rzeźbami opłakującymi tych co odeszli . Wyprzedza nas wycieczka z Polski, za nią podąża wycieczka z Włoch, każda za moment spotka się ze swoimi przedstawicielami kultury . Przyciszone głosy prowadzących rozbiegają się między grobami i znikają w szczelnie okrywających konarach drzew alejki cmentarza . Na każdym cmentarzu jest smętnie , poważnie i pięknie , przez zalegającą ciszę , jakby przypisaną takim miejscom , a te zdaje się żyć szczególnie .Stare drzewa chroniące przed upałem, dróżki alejek wypełnione kostką brukową , oznaczone alejki starymi napisami i latarnie sterczące a przypominające o latach przeszłych . Tu czas nie pędzi do przodu pozostawiając otoczenie samemu sobie . Tu on się gromadzi , zacieśnia , wszystkie sekundy, minuty i godziny układają się jedna obok drugiej i choć bezużyteczne już i nie mogą poruszać życia, ani tym bardziej życie nie może z nimi zrobić żadnego użytku, wbrew wszystkiemu są tutaj . Pomyślałem ,że gdybym tu mieszkał zapewne przychodziłbym tu przynajmniej raz w tygodniu pospacerować , nacieszyć się ciszą , samotnością i pięknem pozostawionym w grobach tak podobnych do małych kapliczek . Małych to nie właściwe słowo , zdaje się ,że te kapliczki są małymi domami a rzeźby odtworzone z pamięci artystów w skali jeden do jednego zawierają tyle samo bólu na kamiennych twarzach zasłoniętych często całunami jak i niezrozumieniem sytuacji w jakiej przyszło stać już im po wieki . Przechodzący spacerowicze spoglądają na te pomniki a one na przechodzące cząstki życia , często spieszące jakby bały się tu zasiedzieć i pozostać na zawsze . Odwiedzajcie cmentarze , nie ze strachem ,ale dla piękna tych miejsc , w tym starym cmentarzu położonym na początku wzgórza , z trudem będziecie wspinać się po dłuższym spacerowaniu alejkami pod górę, z radością będziecie schodzić po pochylających się płaszczyznach alejek , będziecie mijali półotwarte kapliczki , jakby zapraszające do siebie , od czasu do czasu przerwie tą smętną podróż w czasy zamierzchłe śpiew ptaków i szum konarów drzew, śpiewającą smętną kołysankę . Dochodzimy do grobu Fryderyka Chopina . Mesje , jakże piękne ma pan otoczenie, może dalej Pan tworzyć mazurki i śnić o krajobrazie dzieciństwa ,Żelazowej Woli jaką zostawił Pan przebywając na obczyźnie . Ten sam czas , który tutaj jest spokojny, nas gna do przodu do następne go grobu Jima Morrisona , kimże ten człowiek nie był w swoim krótkim życiu , jego fama wykracza dalej niż zapewne on sam by tego pragnął . Nad grobem spotykamy fanki puszczające jego melodie i dwóch seniorów z wytatuowanymi rękoma . Grób odgrodzony jest od bezpośredniej styczności ze zbyt nachalnymi fanami . Smutne troszkę i jakże odmienne , nasz Fryderyk śpiący spokojnie w pełnej dostojeństwa atmosferze i on przedstawiciel dzieci kwiatów do którego lgną ze wszystkich stron świata młodzi i ci co byli już młodzi ,ale w środku swojej osobowości czują jeszcze ten zew młodości i nieposłuszeństwa . Spacerujemy dalej w kierunku grobu Edith Piaf i wyobrażam sobie jaki piękny i wysoki musi być . I zaskakuje mnie niespodzianką , skromnością , może nadmierną z której nie wydobędzie się tombr głosu pieśniarki ,ale może daje jej to miejsce spokój jakiego nie zaznała w swoim życiu , poszukiwanie miłości która uciekała jej jakby sobie z niej dworowała . Na boku pomnika znajduję : Madame Lamboukas dite Edith Piaf. Kłaniam się Twojej sile woli przetrwania : proszę wejść! Milord
      usiąść przy moim stoliku
      jest tak zimno na dworze
      tutaj jest wygodnie
      niech sie pan skusi, Milord
      niech pan usiądzie wygodnie
      pańskie smutki na moim sercu
      a nogi na krześle
      znam pana, Milord
      nigdy mnie pan nie widział
      jestem tylko dziewczyną z portu
      cieniem ulicy
      Stoję w oczekiwaniu na przyjaciół którzy zapędzili się dalej w poszukiwaniu znanych artystów lecz nie znajdują i wracają niedługo, tyle że z nowymi zdjęciami . Wychodzimy do Rue de Reunion po malowniczych schodkach , na których spotykamy starszą panią dźwigająca naręcze kwiatów i znicze . Ech, miłości w sercach kobiet , niezgłębiona tajemnico szczęścia tak niedocenianej przez męską część człowieczeństwa , miłości wielka i wiecznie trwająca , przebywająca w tym jednym jedynym narządzie człowieka ciągle bijącym i ciągle spieszącym się gdzieś . Jeszcze odwracam głowę , pozostawiając i tę Panią i wspomnienie cmentarza za sobą ...
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce cd część 14. 02.08.12, 17:12
        Paryskie uliczki , już nie te bardziej znane i uczęszczane przez turystów, zapełnione są małymi sklepikami dostarczającymi wszelakiego towaru dla mieszkających tu ludzi . Bardzo wielu hinduskich sprzedawców stojących na straży sklepowych wejść, przygląda nam się z zaciekawieniem dlaczego skręciliśmy w tą mało uczęszczaną stronę przez turystów . A my po prostu przecinaliśmy uliczne wstęgi dróg, by jak najszybciej dostać się do pobliskiego metra. To jedna z ostatnich naszych podróży paryskim metrem , dlaczego jej nie uwiecznić , wyciągam tablet i filmuje naszą podróż do stacji Concorde. Czas upływa coraz szybciej, im szybciej zbliża się godzina odjazdu , przekomarzając się kto ma zając miejsce w pędzącej kolejce, pan siedzący obok gwałtownie podnosi się i opuszcza to miejsce robiąc dla nas dwa miejsca , trochę głupio , bo z uprzejmości zrobiło się tak, jakbyśmy niechcący zakłócili spokój podróżnego . Niedługo i my zwalniamy miejsce i schodkami windujemy się na placu od strony ogrodów Luwru . Przede mną rozpostarł się widok parku, w tym miejscu z rzędami drzew a poniżej klombami lawendy z charakterystycznymi ciemno niebieskimi kwiatami , które wysyłają w tej części parku swój zapach do siedzących obok odwiedzających park ludzi. W parku porozrzucane są krzesełka dla potrzebujących odpocząć , te siedzące i leżakowe , wykonane z metalu ,dosyć ciężkie ,ale pozwalające się przenieść w miejsca wybrane . Ciekawy pomysł z tymi krzesełkami, jeszcze jeden tak potrzebny dla ludzkiego rodzaju i zadowolenia . W oddali za fontanną gra amerykańska orkiestra młodzieży z tak charakterystycznym brzmieniem instrumentów dętych . Czyż można nie skorzystać w takim wypadku z sytuacji i wykorzystując ją, wybrać sobie miejsce, krzesło i słuchając orkiestry skierować twarz do słońca , które przebijając się przez liście drzew łagodnie operuje swoimi promieniami . Za obniżeniem parku wypełnionym żwirem piaskowca wyrasta oranżeria do której dążymy , przeszklona czeka na nas ze swoimi obrazami . Po schodkach w dół i przecinamy park meldując się obok drzwi wejściowych . I zaskoczenie , co prawda jest kolejka ,ale niezbyt liczna , szybko uporaliśmy się z pokazaniem co mamy w plecaku a ponieważ miałem bilet łączony z muzeum d’ Orsey, pierwszy wbiegam na salę ciekawy Nenufarów Moneta. I pierwsze zaskoczenie , toż to prawdziwe malunki wielkie, podzielone i ta część z witkami gałęzi wierzby zwisającymi nad wodą naprawdę podoba mi się . Za to przebłyski światła w wodzie nie za bardzo trafiają do mego gustu , ale rzeczywiście pomysły mieli wtedy malarze olbrzymie . Przypomina mi się malowanie Katedry Notre Dame w kilkudziesięciu obrazach o różnych porach roku, którym przyglądałem się w muzeum d’Orsey i tak tutaj odnajduję tę iskrę, która kierowała ręką malarza , pomysłem niebanalnym na tamte czasy naprawdę ciekawym . W muzeum oranżerii jest tylko 144 obrazy , tylko i aż, mniejsza liczba odwiedzających jest powodem do obejrzenia każdego obrazu z zaciekawieniem i można swobodnie postać nad każdym dłuższą chwilkę . Jak zwykle Renoir , Sisley są tymi którym najwięcej poświęcam czasu ,ale i z zaciekawieniem przyglądam się innym Mogiliani zamykający nie tylko twarze postaci w bryłach geometrycznych , Rousseau z wypielęgnowanymi obrazami sięgającymi niemal kiczowatej struktury , dla mnie karykaturzysta Soutine , ale te wszystkie dzieła gromadzone latami zapewne z mniejszym lub większym wysiłkiem, stanowią dzisiaj o popularności Paryża . Po przszło dwóch godzinach naprawdę uczty dla oczu i duszy wychodzę na zewnątrz oczekując na resztę towarzystwa . Mogę przyjrzeć się placowi Concorde i już tylko wyobrazić sobie mogę, kiedy zamiast pomnika stała tutaj gilotyna i jedna po drugiej spadały głowy do koszyka odcinane bardziej lub mniej sprawiedliwie . W parku trwa bieg , co i raz obok mnie przebiegają uczestnicy , wpatrując się w zegarki na rękach i ich kroki na piaskowcu przytłumione, zanikają wraz z nimi za Muzeum . Z placu Concorde dobiega mnie szum fontanny , w momentach kiedy zanika ryk samochodowych silników . Wpatruję się w te dzieła architektoniczne i jednak zazdroszczę Francuzom , ilości i wyboru miejsc do kontemplowania . Nie mogąc doczekać się swoich, zawiadamiam esemesem , że podążam do parku posłuchać orkiestry wciąż jeszcze grającej . Zanim jednak docieram na prosta , bym mógł ich spokojnie dojrzeć muzyka cichnie a orkiestra dostając brawa od zgromadzonej publiczności zbiera swój dobytek instrumentalny i mniej lub bardziej sobie pomagając, wynoszą walizki w kierunku zaparkowanego autokaru przy placu. Pozostaję sam przez moment zanim nie nadchodzą moi przyjaciele . Tutaj znów nasze drogi rozchodzą się , młodzi biegną zobaczyć Pola Elizejskie i wdrapać się na Łuk Triumfalny a my z wnusią spacerując po parku idziemy w kierunku znajdującego się tutaj wesołego miasteczka . Ot przystępność kulturalna, bilet na bele co kosztuje tu od 8 euro wzwyż a do muzeum tylko 7,5 euro . I tak wybitni malarze przegrywają walkę z karuzelą, śmigłem , kołem , i wreszcie jedynie w swoim rodzaju katapultą wystrzeliwaną w górę . Wnusia cieszy się, że może dalej kontynuować zabawę z wczorajszego dnia , Żona przezornie zajmuje miejsce w parku czekając na nas , ja uczestniczę tylko w kole wspinając się na górę i przyglądając się krajobrazowi Paryża . Przyjaciel musi towarzyszyć wnuczce , lecz po kolejnej rundzie na obrotowym maglu ma już serdecznie dosyć pojękując z wysiłku . Jak to dobrze ,że jeszcze nie jedliśmy obiadu . Ciekawym pomysłem jest też śmigło , jest to ramię na końcu którego umocowane jest kilka miejsc dla odważnych . Dla odważnych dlatego ,że zamykani są w swego rodzaju plastykowej ochronie i ewentualne niedomaganie i tak pozostaje na delikwencie . A śmigło dodatkowo robiąc obroty coraz szybsze wokół ramienia, kręci jeszcze ta końcówką z łaknącymi atrakcji . Czekamy jeszcze jak katapultuje się dziewczyna z chłopakiem wystrzelona gumowymi linami, dziewczyna znosi to normalnie, ale chłopak ledwo zipie po kilkakrotnym wstrząsie i obrotach . Można zgubić w tej maszynie mózg , wychodzę czym prędzej bo od samego widoku i ustawiających się chętnych , robi mi się mdło. Wracamy na obiad do domu . sjesta ubiega spokojnie i kiedy mamy dalej ruszać w trasę , nad Paryż nadciąga chmura z deszczem , która najpierw niemrawo pokropuje by wreszcie dać upust swej mocy i grzmotem , błyskiem i ogromem ilości deszczu zniechęcić nas dziś do wybrania się gdziekolwiek i dopiero pod wieczór wychodzimy na spacer w okolice placu Pigalle . Lecz do tego momentu z pokoi dochodzi równy oddech by zaraz zamienić się w lekkie i później burzliwe pochrapywanie .

      • polnaro Re: Francja w kolejce część 14. 06.08.12, 20:58
        Sagi, jestem przy 14. i ....czytam, że nie byłeś przy grobie Chopina ?
        Przegapiłam ? Czytam dalej.
        • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 14. 06.08.12, 22:08
          Przegapiłaś smile Oj tam ...big_grin
          • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 14. 06.08.12, 22:10
            cyt "Dochodzimy do grobu Fryderyka Chopina . Mesje , jakże piękne ma pan otoczenie, może dalej Pan tworzyć mazurki i śnić o krajobrazie dzieciństwa ,Żelazowej Woli jaką zostawił Pan przebywając na obczyźnie"
            • polnaro Re: Francja w kolejce część 14. 06.08.12, 22:25
              Widzisz big_grin , na co przyszło mi; trzeba powtórzyć....to pesel, chyba?
              E, doczytałam. Tylko te medale brązowe tak podziałały, że cały akapit mi wcięło.
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 15. 04.08.12, 12:25
      Mimo wszystko , po burzowym popołudniu czwartku , wita nas uśmiechnięty piątek . Promienie słońca już snują się po wyższych piętrach kamienicy . Zachęceni szybko uwijamy się z śniadaniem wyjadając resztki z lodówki . Młodzi zdecydowanie odmawiają wyprawy z nami , ponieważ Wujkowi odnowiła się stara kontuzja nogi ,ale każdy argument jest dobry , gdy jest się młodym w Paryżu i z tak ładną Ciocią , ale co tam …spuśćmy zasłonę milczenia i zajmijmy się sobą . Po raz ostatni wędrujemy ulicami Paryża w kierunku dworca l’Est , aby z pod niego odjechać autobusem miejskim do muzeum lotnictwa ((Musée de l'Air et de l'Espace) mieszczącego się przy dawnym lotnisku Le Bourget Airport, dziś przyjmującym już tylko samoloty z towarem .To gest w kierunku Przyjaciela , który podporządkował swój pobyt z nami , pokazując nam Paryż , bez zbędnego zastanawiania , gdzie , co i jak. Ale również ciekawość i porównanie muzeum w Krakowie z tym tutaj . A Przyjaciel swoją wiedzą może konkurować z niejednym kustoszem muzeum , więc i my znajdziemy przyjemność w słuchaniu jego . Przy jednym z budynków napotykamy kobietę , szatynkę z krótko obciętymi włosami , w zielonej sukience mini , bosą a jednak przez kilkudniowy brud przebija farba na paznokciach , i na rękach też . Jest odurzona narkotykami , nie wyczuwam zapachu alkoholu . Jest maksymalnie brudna , jakby przynajmniej jakiś dwutygodniowy turnus spędziła w kopalni . Tyle że cała jest ciemnobrązowa , a ten brąz bardziej przypisałbym słońcu a nie naturalnemu kolorowi jej skóry . Opuszczona głowa spowodowała zasłonięcie jej twarzy włosami , jednak jej postawa , zaznaczona kobiecość zwraca na nią uwagę i powoduje ,że zapewne jeszcze przed tym co ją spotkało prowadziła jak najbardziej normalny tryb życia. Człowiek żyje ,ale nie wiadomo kiedy i jego może spotkać podobny los , choć osobiście siebie bardziej widzę zakorkowanego w butelce po czystej , niż dławiącego się od jakiegokolwiek narkotyku . Do autobusu w Paryżu wchodzimy pierwszymi drzwiami i kasujemy bilet przy kierowcy . Zapewne spowodowane jest to kontrolą kierującego mogącego wyłapać wszystkie przypadki jechania na gapę . Wejście na którymkolwiek przystanku autobusowym innymi drzwiami spowoduje reprymendę kierowcy , co zresztą udowodnił nam w trakcie jazdy . Wyjeżdżamy z centrum miasta i kierujemy się na autostradę , jednak przed tym możemy podziwiać Stade de France , z zewnątrz a już sobie wyobrażam jego wnętrze mogące przecież pomieścić ponad 80 000 ludzi . Zbyt krótko go widzimy i za chwilkę znika za nami a my pozostajemy sami z autostradą , na której kierowca zaczyna rozwijać jakieś nadzwyczajne prędkości , by znów skierować się w jedną z odnóg i wjechać w spokojny, pełny ciszy rejon Paryża . Do muzeum wchodzimy zaciekawieni , nie ma tu nikogo , przynajmniej tak nam się zdaje , bilety kosztują 7 euro ,ale w zamian możemy odwiedzić i wejść do środka Boeinga i Dakoty i Concorda , an także wziąć w akcji ratunkowej francuskiego helikoptera . Pani z obsługi zbiera dane jakie narodowości odwiedzają muzeum i tak nasza zostaje zaznaczona . Jeszcze na zewnątrz stajemy przy rakiecie Ariane , wysokiej pełnej w środku maszynerii tak niezrozumiałej a służącej do wynoszenia satelit na orbitę okołoziemską . Jeszcze jestem zaskoczony startem na pobliskim lotnisku samolotu a już mój wzrok przyciąga wielki Boeing stojący za płotem , który przyleciał z jakimś towarem a teraz pozostawiony samotnie stoi z boku lotniska . Olbrzymia maszyna która udaje w powietrzu lekkiego ptaszka . Głos mojego Przyjaciela miesza się z szczebiotem wszędobylskiej Wnuczki , nie omieszkamy usiąść w Boeingu na fotelach tak zdartych , które odwiedzała niejedno zagraniczne siedzenie . Szeroko tutaj odmiennie do Concorda , gdzie wąskie dwuosobowe fotele naprawdę nie dają wielkiej swobody . Tyle że lot na długich trasach w świecie nie trwał zbyt długo w tym samolocie . Automatycznie włączają się głośniki z objaśnieniami w języku francuskim i angielskim , a my mamy swój polski , w momencie jak wkraczamy na pokłady samolotów , wreszcie docieramy do helikoptera , który zabiera nas na akcję ratowniczą na morzu . Huk silników i wbudowane ekrany w boczne szyby , odzwierciedlają rzeczywistą akcję szkoda tylko że jeszcze nami nie trzęsie . Wchodzimy do hali, gdzie dzieciaczki paryskie w wieku 4-5 lat oprowadzane są po kosmicznej zaciemnionej przestrzeni ,ale trzymając się jedno drugiego reagują posłusznie na polecenia pani, która w momentach postoju przy każdym eksponacie, każe im siadać na podłodze. Jeszcze mamy frajdę w starej części muzeum mogąc zapoznać się z wojskowymi urządzeniami w czasach I Wojny Światowej , możemy podziwiać stare plakaty z przed roku 1900 ogłaszające o startach balonu w Paryżu i nawet sami nie wiemy jak szybko czas ulatuje . Pora wracać , choć z wielka niechęcia wychodzę z tej oazy ciszy . W oczekiwaniu na autobus próbuję usiąść na trawie nie biorąc pod uwagę ,że po wczorajszych deszczach trawa jest mokra i w ten sposób brudzę sobie spodnie . Ostatnie zdjęcia i wchodzimy do nadjeżdżającego autobusu . Po obiedzie na deser pozostał mi widok Montmartre . Panie idą na zakupy , my z Przyjacielem na tę górę , która przyciąga swoją magią widoków . Choć oczywiście malarz ze mnie kiepski .
    • izis52 Re: Francja w kolejce . 04.08.12, 17:46
      Muzeum Lotnictwa zwiedza niewielu Polaków, a zwłaszcza kobiet. Poprawiłeś nieco statystyki.
      Kobiety nie mogą przecież odmówić sobie na równi z galeriami i muzeami ważnych obiektów ciuchowych..... Kiedyś kreacje np. Coco Chanel były obiektami z innej planety. Teraz można je dotknąć, pomiętosić, kupić (?), a nawet poszukać w lumpeksie smile.
    • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 15 ostatnia. 05.08.12, 21:20
      Czy pamiętasz ….
      Znów wspinam się wysoko po schodkach , choć moja kondycja budzi wiele zastrzeżeń , zatrzymuję się w połowie schodków i spoglądam w dół, gdzie jeszcze samochody i piesi, gdzieś się spieszą. Gdy mijałem Moulin Rouge i przypominam sobie tę kolejkę za biletami z przed tygodnia jest mi żal , że nie będę już mógł być obecny w którąś sobotę i nie spojrzę na te postacie podekscytowane, stojące jedna za drugą . Nie minę tego sklepiku z beretami i tej cukierni wypełniającej zapachami słodkości cały przyległy plac . Nie oprę się na poręczy i radosnym spojrzeniem nie ogarnę małej części paryskiej dzielnicy otulonej drzewami , jedynym świadkiem minionych lat . Przyjaciel cierpliwie czeka na uspokojenie mojego oddechu , podając mi butelkę wody . Kilka łyków mineralnej wody z tej części świata , później kilka haustów powietrza, aż zakręci się w głowie i spotkam się spojrzeniem z młodą kobietą schodzącą z Montmartre . Uśmiechnięta, szczęśliwa , nielicząca dni które zostały jej z tegorocznego lata , upalnego , pozwalającego dotknąć każdego dnia , gdzie indziej , pozostawić ślad w przestrzeni, tajemnica zapachu zamknięta dla wielu kubków i może ktoś kiedyś, wyłapie ten ślad i jak wytrawny łowca pójdzie za nim.
      …jak ze mną tańczyłeś walca ….
      Już dotykam tego tłumu kręcącego się po placu , przystającego przy stoiskach z upominkami , przebierającego w ozdobach , wpatrującego się w karykatury , pejzaże , kolorowe malowanki, uwiecznione tak słodkie paryskie uliczki , tętni z nich i harmonia dawnego grajka i zawadiackiego apasza z wypchaną kieszenią od noża , potrafiącego okraść ,ograbić i jednego wieczoru wydać całe pieniądze na ferajnę, tańcząc „byle jak” z kochanką , tchnie z nich melodia tęsknoty za spokojem , stabilizacją i odpychająca ten natarczywy świat, wkraczający ciągle i zmieniający całą przestrzeń dookoła, z turystami, nowinkami cyfrowymi aparatów rejestrujących obecny czas . Kto spojrzy się na te uliczne latarnie wspominające dawne czasy , czekające kiedy zmierzch zasłoni nowoczesność a one znów rzucą światło na paryski bruk i wskrzeszą cienie wiernie podążające za swoimi właścicielami , obejmujących się czule partnerów , połączone w czułym , namiętnym pocałunku . Czy te ławki na których przesiadują zmęczeni turyści , znów poczują gospodarzy otaczających je łaskawą ręką , już starą, zmęczoną, łaknącą ciszy, delikatności słońca, ciepła powietrza i romantyzmu chwili .
      …orkiestra powoli opada , przycicha, powiada….
      Jeszcze ogarniam wzrokiem te postacie tkwiące przy sztalugach , szamoczące się z ołówkami i pędzlami, nożyczkami wyczarowującymi podobizny , wpatrujące się w twarze przechodzące z uśmiechem, zachęcające do zapisania się w historii tego miejsca , kto wie czy jakaś podobizna niczym Mona Liza nie wypłynie , nie stanie się tak charakterystyczna , by chwalić fachowość artysty malarza przez następne wieki . I niekoniecznie musi utrwalać. Łut szczęścia nie zawsze jest wykorzystany , bo tak trudno go rozeznać . Większość już nazajutrz, po dniu pełnym znoju zamieni te drobne na łyk wina , dobre mrożone piwo , chwile samotności w swoim pokoju , by zaraz z samego ranka znów zameldować się na swoim miejscu i dreptać w nim aż do wieczora oczekując natchnienia , które przyjdzie i dotknie artystę swoją pieczęcią .Zapach farby zmiesza się z zapachem trudu , zmartwienia o następny dzień , lub beztroski wypatrującej okoliczności. Jeszcze raz stajemy przy starym Greku , tym razem troszkę oddalonym od światła słońca, ale dalej zapełniającym karty papieru . Naprzeciwko piękna młoda dziewczyna oddaje swą podobiznę pod opiekę tego, który potrafi zamienić ją w kilka kresek , kilka plam połączonych ze sobą ciągiem wprawnej ręki. A kelnerzy paryskich kawiarenek , uwijający się wytrwale i bez końca , mijający klientów niczym samochody wyścigowe na torze swych rywali , jeszcze z uśmiechem pełnej wdzięczności za napiwek i ci wszyscy gapie spoglądający, jak ja, na ten przemożny ruch wypełniający okoliczna przestrzeń . Ot zatrzymać tą chwile w pamięci , zamknąć ją w komórce neuronu i powoli , kiedyś , tam , odnajdować , odzyskiwać , łaknąć .
      …już zaraz , za chwilę ( Czy pamiętasz jak ze mną tańczyłeś walca)podchodzisz na palcach…
      Przyjaciel znów gdzieś znika , w poszukiwaniu łupu , pamiątki zapisanej tylko jemu , którą zabierze ze sobą , oprócz tych zdjęć i filmów nie zabiorę niczego, niech te rzeczy zostaną tutaj, tak są przynależne temu miejscu . Spoglądam w górę , zza kamienic wystaje kopuła kościoła , biała , krągła , w głębi ulicy po drugiej stronie, otworzone okiennice i uchylone okna upominają się o łyk powietrza . Drzewa w bezszelestnym bezruchu, pozwalają się schronić pod swoimi kopułami tym zmęczonym i jeszcze tym którzy nie znaleźli wspólnego języka , porozumienia się ,nie odnaleźli tajemniczej siły przyciągania do tego miejsca . Idę , krok za krokiem , powoli wchłaniam tę drogę i staram się głośno nie oddychać , by nie spłoszyć tej chwili , by na drugim końcu drogi, ktoś nie przestraszył lub nie zabrał tego widoku . Rejestruję obrazy i tego pana w garniturze poprawiającego sobie krawat i ta panią spontanicznie rozmawiającą przez telefon i czarnoskórego w niebieskiej koszulce polo, bacznie mi się przyglądającego i tego pana dźwigającego na swych barkach sztalugi . Powoli, powoli, odwracam się w kierunku jedynego widoku , który zaparł mi dech w piersiach na powitanie , teraz na pożegnanie Paryża muszę się z nim rozstać , ot tak bez łez …Przedzieram się do mojej kolumny , mijam azjatę robiącego zdjęcia czymś co jest podobne tylko do aparatu , szum rozmów wypełniających przestrzeń między ścianami i kroków ludzi wypełnia przejeżdżający skuter, zaraz jak zniknie, czarny prostopadłościan wypełni środek obrazu a zza ściany wyłoni się koło obok Luwru, na którym spoglądałem w tę stronę Paryża . Wlokąc się noga za nogą podążam do celu swej wyprawy . Nie , nie chcę wejść jeszcze wyżej i z punktu widokowego oglądać Paryż , choć może , nie jednak nie, pragnę jak wtedy stanąć obok kolumny podtrzymującej ściany kościoła i pogapić się troszkę w ta dal , gdzie wszystko zlewa się w jedną nieruchomą kreskę . Czy jednak jest możliwość odnalezienia tej samej chwili ? Już nie , wtedy chwila była pełna optymizmu , pragnienia , wolnych miejsc w pamięci .Teraz przesiąknięta jest obawą , troszkę tęsknotą , która widząc jeszcze i czując bezpośredniość czasu nie potrafi stąd odejść bez okazania żadnego gestu . Patrzę , widzę .
      Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca
      Z panną, Madonną legendą tych lat
      Czy pamiętasz , jak ruszył świat do tańca
      Świat, co w ramiona ci wpadł
      Wylękniony bluźnierca, dotulałeś do serca
      W utajeniu kwitnące te dwie
      Unoszone gorące , unisono dyszące….
      Odnajduję w sobie wrażenie z dzieciństwa , kiedy to siedząc na dachu babcinego domu wpatrywałem się w odległą dal spowitą kreską widnokręgu . Trzymałem się mocno komina ,aby nie zlecieć ,ale widok był tym czego opuścić nie mogłem . Potęga nieba stykała się z potęgą ziemi. Rosnące chmury zapowiadały niedaleką burzę letnią a hałasujący kukuryźnik zagłuszał każdego skowronka , który wzbijał się wysoko i swoimi trelami wabił samiczkę . I to niejasne wrażenie piękna, rysującego się na pierwszej karcie, zupełnie świeżej jeszcze, życia . A teraz stoję wpatrując się w panoramę Paryża jak tamten chłopiec i odnajduję te pierwszą kartę i kładę obok niej może jedną z ostatnich . Przez moment , niesłychany moment, wszystko zamiera , mija może sekunda może dwie, kiedy milkną głosy ludzi , nie słychać wiatru poruszającego pobliskimi drzewami , ani dochodzących od czasu do czasu odgłosów miasta. To mi się śni, czy to jakaś mistyfikacja ? Jakimś nadludzkim wysiłkiem , który nie wiadomo skąd został mi nadany, wpatruję się w ten daleki świat bezgłośny , jakby może wiatr zabrał go zostawiając sam obraz . Cienie chmur tym razem czarniejsze kładą się płasko , przykrywając wystające kominy i lśniące wykusze . Przestrzeń między bu
      • sagittarius954 Re: Francja w kolejce część 15 ostatnia. 05.08.12, 21:23
        Przestrzeń między budynkami zanika a ten cień powoli wędruje oblepiając sobą coraz to nowe połacie terenu . Ścięte u spodu chmury, zawieszone tym razem wyżej rozmazują się, by odsłonić błękitne niebo , może gdzieś jeszcze wyżej zaczyna się czerń kosmosu ,ale tu na wzgórzu Montmartr króluje niebieski wesoły kolor . Nagle dostrzegam zza drzew wyłaniająca się chmurę , która wysyła swego przewodnika z brzegu ciemnoniebieska ,ale dalej już bardzo szara , co zwiastuje rychłą zmianę pogody . Przyjaciel odnajduje się i ruszamy do dołu , niemrawo powoli opuszczamy to miejsce i Piętro niżej znajdujemy wszystkich . Nie wiadomo czy to oni nas czy my ich a może zwykły traf losu spowodował ,że wracamy razem . I już zmienia się nastrój , bardziej żwawo ruszamy uliczkami wzgórza , przystając i zerkając na wielkie metalowe wieże Eifla , niezliczone pamiątki , książki , kartki pocztowe, starocie dodatki do ubrań i same ubrania kolorowe pastelowe i w różnych rozmiarach . I będąc już u stóp placu Pigalle dosięga nas gwałtowna burza , chronię się w małym występie ściennym pod nieznacznym okapem , jednak zacinający deszcz i tak mnie dosięga . Pora już pora, na pożegnanie z gospodynią ostatnia kolację i niespokojny sen . Całkiem poranne wstawanie, drogę na Montparnasse z przygodami, zamkniętym metrem , możliwością spóźnienia i podróżą do Lurdes . Ale to już zupełnie inna historia i powoli karty Francji zamykamy . Żegnając się z nią . Czy na zawsze ? Kto wie ? Kto wie?

        Dziękuję wszystkim , którzy dobrnęli ze mna do końca tej opowieści . Pozdrawiam ,życząc w przysłym roku wspaniałych wakacji .



    • sagittarius954 Lourdes. 23.08.12, 05:36
      Patrzę na swój pobyt tam , w Paryżu i Lourdes z pewnej perspektywy czasowej , którą rozdziela podróż z jednej miejscowości do drugiej . Oba miejsca dla turysty , wręcz stworzone , które mają do zaproponowania to co mają najlepsze , historię , sztukę i wiarę . Wszystko otoczone ludzką zbieraniną z całego świata w której obyczajowość miesza się , tworząc podwaliny do innego świata . A jaki to będzie świat ?


      Przez okna pociągu spoglądałem na Francję dwudziestego pierwszego wieku z „wiatrakami” zmagającymi się z niewidzialną siłą wiatru i przetwarzającymi energię i ujarzmiając ją , pociąg od czasu do czasu przecinał większe miejscowości zatrzymując się na chwilę na stacjach , na których podróżni szybko znikali w tunelach podziemnych łączących ich z gwarem miasta . Za szybą zaś pociągu dalej królowały łąki pokryte uprawami, od czasu do czasu przecinane równo posadzonymi zagajnikami drzew iglastych , te z kolei poprzecinane wstęgami rzek niosących ziemię wyrwaną z brzegu . Często o nadzwyczajnych kolorach od koloru podobnego lazurowemu morzu, aż po szarość jałowej ziemi . Czy czegoś można dowiedzieć się o państwie spoglądając ciekawie przez szyby pociągu z ciągle uciekającym obrazem ? Jedno jest pewne , całą ziemię przekształcały ręce pracowitych francuzów , nie tylko białe , czarne, żółte i jakie tylko mogą być . Sam zatapiałem się w tablecie spisując zapamiętane wrażenia pozostawionego z tyły Paryża , obok mnie siedziała młoda francuska , którą nie interesowały swojskie widoki , zatopiona w swoim telefonie przyborniku, pewnie trwałaby w nim do końca podróży , gdyby nie wyrwałby jej głód . Dolatujące zapachy z przedziału obok pełniącego dwa zadania , nakarmienia głodnych i dla konduktorów pozostawienia podróżnych bez biletu , póki nie wrócą z kontroli po zatrzymaniu na stacji . Podniosła się energicznie a ja musiałem wygrzebać się z fotela wygodnego ,ale jak dla mnie dosyć nisko usytuowanego . Niestety nie jestem już mikrusem mogącym wściubić kolana pod stolik, łączący nasze siedzenia z tymi z przeciwka . Karnie ustawiła się w kolejce tworzącej się w zasadzie od samego początku podróży .
      Zapach kawy mieszał się z przygotowywanymi przez obsługującego bar naprędce gotowymi daniami podgrzewanymi w mikrofali . Nie widziałem pospiechu w ruchach barmana, dlatego dziwiłem się spokojnej kolejce z każdą godziną wydłużającej się ,aż wreszcie jej koniec zniknął za zakrętem kończącego się przedziału . Dopiero przed samym końcem podróży przedział barowy opustoszał pozostawiając brudne zachlapane kontuary stolików . Przez podłużne okna można było obserwować już swobodnie podnosząc się i kręcąc z jednej strony wagonu na drugą . Zbliżające się góry zapowiadały koniec podróży a wijąca się rzeka wskazywała ,że ten koniec jest bliższy niż się spodziewałem .

      Zanim to jednak nastąpiło mogłem ze spokojem przyglądać się ludziom podróżującym tym nowoczesnym pociągiem . Niesamowite uczucie człowieka ogarnia liczącego na turkot kół i bujanie choćby nieznaczne wagonu . Niczego takiego nie było , jedynie świst pędu przecinającego powietrze pociągu wciskał się szczelinami i dobiegał do uszu . Ciemnoskóry młody człowiek z czapką na głowie dosyć głośno się zachowywał wyrażając niezadowolenie i komentując jakąś sytuację z podróży . Kilkakrotnie współtowarzysze z przedziału barowego odpowiadali mu , jednak nie znajdował zrozumienia większego więc tym bardziej irytowało go to . Moja uwagę przykuło jedno słowo polones , które wydobywało się za często z jego ust . Wreszcie za którymś razem powrócił do przedziału ciągnąc za sobą walizkę , srebrną z pokrywą , jak się okazało plastikową . Dalej próbował znaleźć kogoś kto poprze go w swoich wywodach i dopiero cała sytuację przerwało pokazanie się dziewczyny , może nie pięknej ( wydawało mi się że moja towarzyszka jest o wiele ładniejsza) ,ale która bardzo spodobała się czarnoskóremu człowiekowi , gdy ją zauważył , nagle zmienił wyraz twarzy i bez żadnej żenady poprawiając prowizorycznie ubranie na sobie , jakby szykując się do zdobycia nie łatwego przecież łupu , zniknął bezgłośnie pozostawiając przedział w głębokim oddechu ulgi . Wspomniana walizka była jakby dla moich oczu znajoma i postanowiłem rozwikłać dręczącą mnie sytuację . Podreptałem więc na tył przedziału, gdzie zostawiliśmy swoje walizki . Jednym rzutem oka niczym wytrawny detektyw rozwikłałem tajemnice głośnego zachowania się ciemnoskórego człowieka . Dwie wielkie walizki moich przyjaciół przygniotły jego i to chyba dosyć poważnie , bo lekko ją zdeformowały . Uśmiechnąłem się na samą myśl jak wyglądała plackowata jego walizka , widok był bezcenny i szkoda że nie mogłem go oglądać . Gdy wróciłem na swoje miejsce moją uwagę przykuł widok wrzosu kwitnącego na obrzeżach lasu . Niby nic nadzwyczajnego ,ale pierwszy raz widziałem wrzos tak wysoki i o bujnym kwiecie. Kolor wrzosu intensywny przyciągał mój wzrok, wydało mi się, że takiego koloru nasz wrzos nie ma , ale wrzos nieczuły na moje zachcianki znikał tak szybko jak się pojawiał . Liczyłem ,że koło jakiejś stacji uda mi się odnaleźć ten sam rodzaj i wykonać zdjęcie tego wspaniałego kwiatostanu . Niestety , coraz rzadziej widywałem krzaki wrzosu , aż w końcu zniknął . Pozostawił we mnie tęsknotę za rodzimym , który miał jeszcze czas na kwitnienie i przypomniał krajobraz mazowieckich łąk , tak ulubionych przeze ,mnie . Jeszcze całe pole płyt wyłapujących promienie słoneczne mignęło mi w oknach i nagle widok palmy , pierwszej zobaczonej ,żywej zakotwiczonej z ziemią pokazywał, że bliskość Lourdes staje się oczywistością , a podróż choć nieuciążliwa kończy się i będziemy znów musieli zmagać się z bagażami , ciągnąc je za sobą . zaraz potem ukazała nam się bazylika Our Lady of Lourdes z wielką złotą koroną przed kościołem , którego wieżyczki Pieły się do nieba . Pierwsza radość z zobaczenia miejsca do którego pielgrzymowałem . Właśnie wtedy pomyślałem ,że te wakacje to swoista pielgrzymka , która przerodziła się w nią samoistnie a za sprawą figurki podarowanej przez Przyjaciela pod koniec maja i medalika z Rue de Bac urzeczywistnia się a nie wiedziałem ,że pozostawi we mnie tęsknotę i za tym miejscem i za wszystkim co określa . Widok stacji małego miasteczka wzbudził moje zainteresowanie. Długie perony oznaczone literami , czyste z ławkami dla podróżnych w głębi budynek stacji . Wybieramy drogę na skróty , nie chce nam się z ciężarami włazić do tunelu , przeciskamy się przejściem po torach , mijamy bokiem budynek i wychodzimy na placyk przed nim . Wita nas znajomy bankomat , Visa i MasterCard razem z Maestro stoi na naszej drodze do miasteczka .

      Czekające na podróżnych taksówki nie zarobią , ciekawi nowych wrażeń podążamy w poszukiwaniu naszego hotelu .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka