helen340
22.07.17, 01:05
Witam,mam 48 lat 2 dzieci ,meza,syn od 4 lat studiuje w innym miescie i tam sobie uklada zycie do domu juz raczej nie wroci.Corka od kwietnia wyprowadzila sie , co prrawda niedaleko ale chciala byc na swoim ze swoim narzeczonym wiec pomagamy.Maz natomiiast zaczal prace w iescie oddalonym o 400 km i widujemy sie co 2 tyg na wekend, ja jade do niego pozniej on do mnie.Od kwietnia gdy corka sie wyprowadzila zostalam sama,nawet psa wydalalam bo szkoda mi go bylo, siedzialby cale dnie sam a mieszkamy w bloku.NIe wiem czy ktos jest tak samotny jak ja...Od kwietnia gdy corka sie wyprowadzila przez 2mies mialam depresje , leczylam sie farmakologicznie ale nie wiem czy to dalo efekty czy moje modlitwy.NIe nie stalam sie dewotka ale zaczelam szukac , uczyc sie zyc dla siebie samej choc przyznaje ze to bardzo trudne.Jak kobieta zyla dla rodziny przez 25 lat ,zajmowalam sie pratycznie wszystkim , maz byl tylko wykonawca ...nie umiem zyc dla siebie.Jest mi bardzo ciezko, wlasciwie nikomu juz sie nie przyznaje, tak bardzo brakuje mi normalnej rodziny.Chodzilam na silownie, joge,basen,jezdzilam konno, spotykam sie czasem ze znajomymi, ale to tylko namiastki. Z tego wszystkiego zostala mi tylko modlitwa i chodzenie do kosciola,Wraca do korzeni,,Maz robi kariere, zarabia dobrze raczej sie nie zmieni zeby wrocil.Myslalam zeby przeprowadzic sie do niego ale...wtedy podejrzewam tesknilabym bardzo za corka z ktora mam swietny kontakta a po za tym tam nowe miasto i znowu nikogo znajomego.
NIe oczekuje jakis recept co mam robic ale moze jakies dobre slowo,dyskusja,tylko anonimowo moge sie przyznac jak mi ciezko,wszyscy naokolo maja swoje duze rodziny, nie chce od nich wspolczucia i politowania.
Pozdrawiam i wlasciwie nie wiem na co liczycze