Dodaj do ulubionych

Herbaciarnia oktarynowa

08.08.05, 13:16
Jako ze wedrowiec jest uprzejma sie wywczasowywac
SKN podejmuje sie niewdziecznej roli zalozenia watku.
Obserwuj wątek
      • mantra1 Re: Herbaciarnia oktarynowa 08.08.05, 13:23
        Z nadprodukcji ogrodowej eksia dostala mi sie spora ilosc nieduzych, okraglych
        pomidorkow, tudziez fioletowej fasolki, takiej, ktora zielenieje po ugotowaniu.
        Co mam z tego zrobic (byle nie przetwory, bo nie mam czasu, ani ochoty sie w to
        bawic)?
        Oczekuje propozycji wink
      • nokata Re: Herbaciarnia oktarynowa 08.08.05, 20:16
        jan.kran napisała:

        > Wpis SKN był o 13.13 I tak brzmiałsad((

        oj, JanieKranie... z czyz to SKN jest winna...
        ale zawsze poslaniec przynoszacy zla wiadomosc jest traktowany jako
        Public Enemy.
        Ja juz mam serdecznie dosyc tego zaklamania calej bandy zlodzei,
        od prawej do lewej.

        Z natury SKN jest pacufistycznie nastrojona (epigon epoki konca lat '60).
        Ale teraz nmam ochpote mordowac poczawszy od glow ze swiecznika,
        a na sparszywialych kundlach zbierajacych podpisy na ulicach skonczywszy.
        Ciekawe, jakby mnie prostytutka poprosila o 100 zl to dalbym,
        ale jak widze zadowolone z siebie swinskie ryje pod parasolem z napisem "kandydat na prezydenta"
        to wyje jak tluszcza kozacka na widok Kisiela.
        I noz w dlonio mocniej zaciskam.
        Kiedys SKN uslyszala stwierdzenie "u nas trzeba metod Dzierzynskiego"
        zawrzala krew we mnie na te idiotyzmy. Teraz okazuje sie, ze mam takie samo zdanie...
        Do czego to doprowadza ludzi banda
        w jawny sposob dzialajacych "Januszow Radziwillow"...

        WRRRRRRRRR
    • kanoka Re: Herbaciarnia oktarynowa 10.08.05, 17:16
      W herbaciarni oktarynowej piję poobiednią herbatę i przeglądam najnowszego
      Pratchetta "Bogowie, honor, Ankh-Morpork", wypożyczonego onegdaj w bibliotece..
      Zgodnie z tym co napisano na okładce książki, mamy się nie lękać
      przedstawionej w niej strasznej historii, bo:
      "Wszystko to dzieje się w dalekim Świece Dysku, gdzie chciwość i ignorancja
      wpływają na działania polityków i gdzie całkiem normalni ludzie zachowują się
      czasami jak totalni idioci. Krótko mowiąc, w świecie zupełnie - przynajmniej na
      pierwszy rzut oka - niepodobnym do naszego"
      hmmmm.......
    • omeri Re: Herbaciarnia oktarynowa 17.08.05, 21:21
      Kuchnia i jedna szafa zamowione, konto na maksa z minusem obciążone. Na to
      konto wpadam z butelka czerwonego Rosso Piceno, 2004 Saladini Pilastri -
      resztki "magnackiej fortuny". wkrotce będę juz tylko łape lizać. Zapraszam
      grono szacowne smile
      • wedrowiec2 Re: Herbaciarnia oktarynowa 19.08.05, 23:21
        Zobaczysz, jakie ogarnie Cie szczęście, gdy skończyszsmile
        Moje papierzyska, te do wyrzucenia, stoja sobie w przedpokoju i czekają na
        ostateczną selekcję. Część na makulaturę, reszta do spalenia. Tylko gdzie sa
        piece? Ogniska na podwórku palić nie będę, bo nie mam podwórkasad
      • kanoka Re: Herbaciarnia oktarynowa 19.08.05, 23:26
        Dobry i półmetek, Omeri. Większą połowę wink pracy masz za sobą - bo najtrudniej
        jest zacząć....
        Cicho i głucho.Goście właśnie wyszli, a ja popijam wieczorną herbatkę i czytam
        forum. Widzę, że Mantra już po spotkaniu z p.o.teściową,no i oczywiście,
        wszystko przebiega OK.Mnie z mężem też się kroi na najbliższą niedzielę
        "teściowy obiadek " - poznawanie przyszłych teściów syna
        Przyszłą synową znamy już dosyć dobrze, ale przyszłych teściów nie - ani i oni
        nas.Obiadek oczywiście urządzają dzieci - taki to już los młodzieży, Mantro smile
      • mantra1 Re: Herbaciarnia oktarynowa 20.08.05, 23:13
        Wedrowcze, moze sie przyda:
        www.kurshtml.boo.pl/
        Wpadam na chwilke z relaksacynym, powizytowym drinkiem pt. "szarlotka"
        (zubrowka+ sok jablkowy+cytrynka). Powiem krotko: mam fajna tesciowa (p.o.). A
        Nokata niech se pisze, co chce smile)
      • maryna04 Re: Herbaciarnia oktarynowa 01.09.05, 05:19
        Smutno mi z powodu zalania Nowego Orleanu. Jesli cos znamy, to smutek jest
        bardziej namacalny, a ja tam byla kilka dni, kilka lat temu o tej samej porze
        roku. Straszliwe sa wtedy upaly, mozna wyobrazic sobie teraz ta wode z gnijaca
        zawartoscia. Co zostalo z historycznej dzielnicy French Quater, czy tez
        zaniedbanymi, ale ciagle pieknymi rezydencjami po drugiej stronie Missisipi.
        Ciekawostka NO jest to, ze ze wzglegu na polozenie w depresji trumien nie
        skladalo sie do ziemi, tylko wylacznie w grobowcach naziemnych. Po prostu cale
        miasta, jak one przetrwaly uderzenie wody?
        • kanoka Re: Herbaciarnia oktarynowa 01.09.05, 08:54
          sad(
          Też się nad tym zastanawiałam, Maryno.Kultowy grób Marie Laveau,głównej kapłanki
          Voodoo w Nowym Orleanie, pewnie przestał istnieć, jak i inne groby na cmentarzu
          St. Louis. Złośliwością losu jest, że woda się upomniała o nowoorleańskich
          zmarłych....
          www.experienceneworleans.com/deadcity.html
          Zaś Mardi Gras w 2006 o ile się odbedzie, a znając (znowu teoretycznie!)
          Amerykanów, to pewnie tak, będzie inne....nie wszystko daje się odbudować,
          zwłaszcza w ocenie tych, którzy widzieli i pamiętają oryginał.....
          Poczytajmy, powspominajmy
          serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,50370,2543580.html
          Smutno. W dodatku zginęli ludzie....
    • kanoka Re: Herbaciarnia oktarynowa 01.09.05, 23:10
      Herbata zielona popijana wieczorową porą.Wędrowcy wędrują i nikt już nie pije
      herbaty w pustej herbaciarni....
      Ósmy kolor migocze w kącie, omija go szerokim łukiem bury, kawiarniany kot.....
      Każda noc jest pełna magii, a koty nie zawsze chca jej ulegać...

      Zaśpiewam wam kołysankę na dobranoc smile

      CHYBA JUŻ MOŻNA

      Chyba już można iść spać
      dziś pewnie nic się nie zdarzy
      chyba już można się położyć
      marzeń na jutro trzeba namarzyć

      Tamtą kartkę z wczorajszej nocy
      trzeba zmiąć i położyć w koszu
      i od nowa, na nowej kartce
      pisać nowy, niemiłosny list do losu

      Albo donos napisać na życie
      bo należy mu się swoją drogą
      i podpisać zgryźliwie - "Żyćliwy"
      tylko gdzie to wysłać, do kogo

      Chyba już można iść spać
      dziś pewnie nic się nie zdarzy
      chyba już można się położyć
      marzeń na jutro trzeba namarzyć

      Takie łóżko, a taka dobra rzecz
      To był świetny pomysł z tym łóżkiem
      Gdy ktoś chce sobie życie poprawić
      to wystarczy poprawić poduszkę

      (Andrzej Poniedzielski)
    • wedrowiec2 Spaleni słońcem. 05.09.05, 22:06
      Piękny sierpniowy dzień. Mkniemy drogami międzynarodowymi, aż jeść nam się
      zachciało. Miła restauracja, miły parking, dziwne przekręcenie kluczyka w
      stacyjne. dziwne, bo bezefektowne. Szara wedrowcowa komóreczka zajarzyła się i
      zgasłasad ręka drugi raz przekręciła kluczyk, silnik miło zapracował i hajże na
      autostradę. Mkniemy, ale przy kolejnym wyprzedzaniu ślepawy wedrowiec zauważył
      cos, czego nie było - nie świeciły się kontrolki kierunkowskazów. Jako istota
      praworządna zjechałam na pas awaryjny. Wymiana żarówki, kluczyk do stacyjki,
      pełen radości obrót kluczyka i ... cisza, cisza, cisza. Wodnik wyciąga narządki
      sprawdzające i działamy. Sprawdzany bezpieczniki i różne inne cuda, a samochód
      jest z domu Peugeotsad Cechą charakterystyczną samochodów z Francji jest zawiły
      dostęp do wszystkiego. Chcesz zmienić bezpiecznik - wyjmij silnik. Chcesz
      naprawić zegar - zdejmij lewe koło, bo inaczej nie zdemontujesz linki do
      prędkościomierzasad(
      Na dworze upał. Samo południe, słońce praży, wiatr wieje, inne samochody mijają
      nas z prędkością światła i ogłuszającym hałasem. Wodnik działa, mierzy,
      wymienia i dochodzimy do wniosku, że nie ma ładowania akumulatora, a w dodatku
      prąd nie idzie do stacyjki. Nic nam nie psuje humorów - mamy AC w PZU. Robię
      rozeznanie w terenie i stwierdzam, że stoimy na 204 kilometrze w kierunku na
      Katowice. Telefon do Warszawy, dyktujemy wszystkie dane z polisy. Człek każe
      czekać na telefon. Po dziesięciu minutach oddzwania ktoś z Wrocławia. Rozmowa
      wygląda tak:
      Holownik: gdzie pan stoi
      Wodnik: na 204 kilometrze od Wrocławia
      H: panieeee, ja jestem z Wrocławia, gdzie pan stoi, jaki był ostatni rozjazd
      W: stoję przy słupku 204
      H: mój rejon jest do węzła Brzeg, to gdzie pan stoisz
      W: na 240 kilometrze
      H: panie, ale ja mogę tylko do Wrocławia odholować
      W: to jest kilkadziesiąt kilometrów do tyłu, bliżej jest Brzeg i Opole.
      H: ja urodziłem się we Wrocławiu i mogę tylko tu doholować
      W: oddzwonię za parę minut.

      Telefon do centrali, rozmowa długa, łącznie z przywoływaniem wieku alfredki i
      wodnikasad Po 10 minutach centrala oddzwania, że nie ma nikogo w Opolu i Brzegu,
      więc przyjedzie ten z Wrocławia. Dzwonimy do H. i zgadzamy się na holowanie do
      Wrocławiasad((
      Czekamy, czekamy, czekamy. Kocyk pod jedynym krzaczkiem, mija druga godzina.
      jedzie patrol autostradowy. Zatrzymują się, wysłuchują i zataczają się ze
      śmiechu słuchając opowieści o 204 kilometrze. Odjeżdżają, ale pojawia się pomoc
      drogowa z Niemodlina. Wysłuchał, powyrywał trochę włosów z głowy, stwierdził,
      że on zna każdy kilometr autostrady, a pytania tamtego świadczą o skrajnej
      indolencji. Proponuje odholowanie do Niemodlina, a następnego dnia wizytę u
      elektryka. Oddzwaniamy do Warszawy i rezygnujemy z usług człeka urodzonego we
      Wrocławiu. Po chwili dzwoni telefon - to urodzony we Wrocławiu informuje nas,
      że jego kierowca dojechał do rozjazdu na Brzeg, a nas nigdzie nie ma, i pewnie
      stoimy na innej drodzesad(( Informujemy o naszej rezygnacji z jego usług. Na
      holu do Niemodlina, potem nocleg z motelu. Rano samochód uruchamia się po
      pierwszym przekręceniu kluczykasmile
      Spędziliśmy trzy godziny na rozgrzanej autostradzie, w centrum europejskiego
      kraju, mając wszystkie możliwe ubezpieczeniasmile))
      Zakopiański elektryk potwierdził naszą diagnozę - to padł regler i dwie diody.
      • mammaja Re: Spaleni słońcem. 05.09.05, 22:14
        Wedrowcze! Mam nadzieje ze ten pieknie rozpoczety triller bedzie mial c.d.!
        Juz umieram z ciekawosci jakie byly dalsze przygody! Poniewaz wrociliscie
        calo, mozemy czytac jak i umierac ze strachu, ale happy end i tak bedzie smile
      • gaja_1 Re: Spaleni słońcem. 05.09.05, 22:27
        Nie zazdroszczę sad
        Już widzę siebie w takiej sytuacji smile
        Po mojej "wylewnej prośbie" pewnie darli by z centrali, zeby mi zamknąć
        jadaczkę smile
        Mam nadzieję, ze do końca wojażu francuz nie sprawiał kłopotów!
        • mantra1 Re: Spaleni słońcem. 05.09.05, 22:41
          Faktycznie, opowiesc nadajaca sie na scenariusz do filmu "Zagubiona autostrada -
          204 kilometr" smile) I smieszno i straszno, jak u Lyncha.
          "Oh, Lula, jak ty pieknie opowiadasz" - powiedzial Nicolas Cage do Laury
          Dern...a nie, to bylo w "Dzikosci serca". Ale to tez Lynch smile
          Opowiadaj wiec dalej, Jo smile)
      • popaye Re: Spaleni słońcem. 05.09.05, 23:40
        Ha, ha (hi, hi!).....

        nie z Was (Al+We+Wo) sie "smieje" - co to to nie! - serio!
        Ale...
        Juz duzo (b.duzo!) wody w Odrze przeplynelo odkad "przygody" w rodzaju tej jaka
        sie Wam przydarzyla ( z pojazdem a nie Instytucja "ubezpieczeniowa",
        szczegolnie polska!) nalezaly do repertuaru codziennosci (dla mnie).
        Byly to siermiezne czasy Trabantow, Skod czy Polskich Fiatow.
        Od ponad cwiercwiecza, mimo iz jezdze rel. sporo w tym przejazdy do Polski
        (ok.1500 km w jedna strone) ca 5-6-sc razy w roku - atrakcji opisywanych przez
        Wedrowca, raczej nie mialem! smile)

        Raczej... bo z jednym wyjatkiem smile
        Przed wielu laty (czasy problemow w Polsce z dostepnoscia benzyny) bylem
        (naiwny jak dziecko) posiadaczem Forda Scorpio z silnikiem diesla (2,5 l).
        Byl to JEDYNY (pierwszy i OSTATNI w moim zyciu!) samochod z silnikiem diesla!sad.

        Silnik ten pochodzil z ".... z domu Peugeot" (okreslenie Wedrowca!) -
        najwiekszego producenta diesli w Europie m.in montowanych w wyprodukowanych w
        Europie Fordach.

        Byl to jedyny samochod w ostatnich 30-tu latach ktory odmowil mnie
        posluszenstwa (ot, tak sobie i niespodziewanie) i to na "najgorszym" (w tamtych
        czasach!) odcinku drogi: miedzy Swieckiem a Berlinem-Ost (wtedy NRD!) w
        niedzielne przedpoludnie..... sad((((
        Eeeeh...

        To doswiadczenie nauczylo mnie kilku rzeczy.
        asmile dobrze sie stalo iz "diabli wzieli" b. NRD! smile
        bsmile nigdy wiecej napedu typu diesel (we wlasnym, prywatnym aucie) !,-
        csmile F-mie Peugeot zycze pomyslnosci podobnej tej jaka spotkala NRD! smile)

        Przy zakupie nastepnego auta Wedrowcze, - moja skromna "rada".
        Obejrzyj (dla rozrywki!) propozycje f-my Peugeot i... kup INNE, np: ...........
        (kazde INNEJ marki!) smile))

        Opowiesci w stylu: ".... padł regler i dwie diody" - poczytasz w horrorach
        innych Forumowiczow! smile)))

        pozdrawiam,-
        pE

        • mantra1 Re: Spaleni słońcem. 06.09.05, 08:08
          Hmmm....wlasnie 3 miesiace temu kupilam Peugeota i to na dodatek diesla HDI. Nie
          ukrywam, ze przy wyborze bralam pod uwage opinie znajomych uzytkownikow tej
          marki, a przede wszystkim kuzyna - eksperta. Wszystkie byly pozytywne, a
          rodzinny ekspert, z ktorego zdaniem najbardziej sie liczylam wrecz namawial mnie
          na ten wybor, chociaz ze "stajnia" Peugeota nijak zwiazany nie jest. Jak dotad
          samochod sprawuje sie bez zarzutu, a zyje na tym swiecie juz ponad 2 lata.
          Przyznam, ze wystraszyliscie mnie troche, no ale jak Scarlett O'Hara "jutro o
          tym pomysle" (albo wcale wink), bo teraz, dopiwszy kawe musze sie zabrac do
          pilnej roboty smile
          • popaye Re: Mantro 06.09.05, 20:49
            mila Wspolforumowiczko i szczesliwa posiadaczko Peugeota smile

            Popaye-owych przygod nie bierz sobie az tak do serca.
            Twoj egzemplarz produktu "... stajni Peugeot" jest zapewne wyjatkowo udany,
            wspanialy i nie bedziesz miala z nim najmniejszych problemow...
            No chyba zeby ..... (tfuj!) - ha, ha, hi, hi smile))

            Nie jestem fanatykiem ani znow wielkim milosnikiem i znawca motoryzacji.
            Nigdy nie byl to moj "konik" choc hmmm... los sprawil iz zem "mechanik" z
            zawodu smile)
            Moje doswiadczenia i zwiazane z tym postanowienia na przyszlosc sa z mojego
            zawodowego punktu widzenia irracjonalne i oparte wylacznie na emocjach! smile.
            Silniki wysokoprezne (diesel) maja (z technicznego pktu widzenia) same zalety w
            porownaniu ze swymi bracmi napedzanymi benzyna! - jest to fakt nie podlegajacy
            zadnej dyskusji.
            Przyszlosc (jednak) w powszechnej indywidualnej motoryzacji to napedy hybrydowe
            (silnik benzynowy + elektryczny) jak w ostatnim modelu Lexus-a RX400h.

            F-mie Peugeot tez niczego nie brakuje do wyprodukowania przyzwoitego pojazdu.
            Jest to jeden z najbardziej doswiadczonych producentow pojazdow na Swiecie z
            historia o ktorej marki typu Volkswagen, BMW czy wszystkie japonskie moga
            tylko "pomarzyc" smile))

            Ale, hmmm... ja sie "sparzylem", i choc tylko 1-en raz - mnie WYSTARCZY!.
            Tym bardziej iz jest z czego wybrac na rynku motoryzacyjnym i zaden inny pojazd
            nie postawil mnie w takiej sytuacji iz to on "decydowal" kiedy (i czy wogole)
            pojedziemy dalej!.
            Za wlasne pieniadze "lubie" o takich sprawach decydowac sam! smile))
            .......

            Mialem (dawno bylo!) narzeczona (ladna bestyja byla!) z wlosami w kolorze rudym.
            Hmmm..... "to byla ZLA kobieta" smile)
            Dzieki opatrznosci los (na dluuugie lata) zwiazal mnie z blondynka!
            Pocieszam sie iz chocby z tego powodu, jest mnie "lepiej" smile))
            Irracjonalne?

            pozdrawiam,-
            pE

            ps. podobno (rowniez kobiety) w pewnym wieku zaczyna sie "siwiec".
            Hmmmm.... moja zona staje sie jakby coraz bardziej "ruda" smile)))))
    • wedrowiec2 Re: Herbaciarnia oktarynowa 05.09.05, 23:11
      Pojazd dociągnięty do obejścia Pomocnika Drogowego, rodzina zakwaterowana w
      motelu na przedmieściach Niemodlina. Przy recepcji słyszę jakąś muzyczkę
      (discopolo), a na końcu korytarza widzę pląsające sylwetki. Delikatnie sugeruję
      recepcjonistce, ze dyskoteki powinny kończyć się o godzinie dziesiątej. Pani z
      satysfakcja w głosie stwierdza, ze gdy są wesela, to i całą noc gra orkiestra.
      Na moje pytanie, czy dzis jest wesele odpowiada, że nie, to są tylko
      poprawinysmile) Na szczęście granie skończyło się jeszcze za dnia.
      Pokoje z łazienkami. Legowiska, sadząc z miękkości, wykonane z żelazobetonu.
      Poduszki wielkie, ale zyjace własnym zyciem. Wypełniające je tworzywo ma
      elastyczność podobną do gumy do skoków na bandżiwink W pokojach latają i
      bzzzzzyczą roje much. Rano juz ich nie było, ale za to pozostawiły na
      łazienkowej podłodze zwłoki swych towarzyszy. Tys pijkniewink
      Śniadanie miło zaskakuje. Do pieczywa dostajemy prawdziwe masło. Pachnące jak
      masło i mające jego smak! Od lat nie miałam kontkatu z tak smacznym wyrobem.
      Odwiedzamy samochód i dowiadujemy się, że miejscowy elektryk nie wrócił z
      weekendu do domu. Czasami tak robi, bo i tak nie ma pracy. Na szczęście
      samochód daje się uruchomić. Ruszamy do Zakopanego. Jedziemy bez włączonych
      świateł i bardzo oszczędzając kierunkowskazy. W emocjach, na Śląsku nie
      zjeżdżamy na autostradę do Krakowa (płatną), a jedziemy na Olkusz. W pewnym
      momencie widzimy słup czarnego, gestego dymu. Podjeżdżamy bliżej, stajemy i
      widzimy, że kilkadziesiąt metrów przed nami pali się samochód osobowy. Ludzie
      biegają, więc wbrew własnym zasadom nie ruszamy z odsieczą. Korek zatyka drogę,
      ale przebija się policja, a po następnych kilku minutach, jadąc pod prąd drugim
      pasmem dojeżdża straż ogniowa. Nawet nie zdążyli rozwinąć swych urządzeń, gdy
      pod niebiosa wzbił się słup ognia - zycie zakończył zbiornik z benzyną. Widok
      był atrakcyjny. Oczywiście dla obserwatorów. Dowód rzeczowy:
      www.superfoto.pl/zdjecia/foto/g/2/1/5/10405764_d.jpg
      Zagrożenia już nie było, więc szczęśliwie ruszylismy do przodu. Bez problemów
      objechaliśmy Kraków i pusta zakopianką dojechaliśmy do celusmile)
    • wedrowiec2 Re: Herbaciarnia oktarynowa 06.09.05, 10:50
      Potem już było normalnie. Góry, słońce, błekitne niebo i żółtawe, jesienne
      powietrze. Spotkania ze znajomymi, wycieczki.
      Przedostatniego dnia awaria wodna przegoniła nas do innego, zaprzyjaźnionego
      pensjonatuwink
      Ciekawe, jaki będzie przyszłoroczny wyjazd tatrzański?
      • alfredka1 Re: Herbaciarnia oktarynowa 06.09.05, 12:13
        Wędrowiec wszystko prawdziwie opisał/a, kochani to było niesamowite, jakby
        nie nas spotkało... w środku Europy a zagubiemi, jeszcze żywi a nikogo nie
        obchodzący, gdyby nie szukający pracy pan Holownik zostalibyśmy tam na zawsze a
        wiatr kosteczki nasze rozwiałby po pięknej opolskiej ziemi. Jako że nie byłam
        przydatna przy probach rozruchu, maszerowałam wzdłuż pobocza , sto metrów na
        południe, sto na północ i śpiewałam, naprawdę. Najpierw romanse rosyjskie,
        potem dumki ukraińskie, a gdy wyśpiewałam je, to zabrałam się za ballady
        Wysockiego. To było wspaniałesmile) śpiewałam pełnym głosem, pełną piersią i nic a
        nic nie słyszałam ale ta radość z możliwości jakby krzyku dała mi tyle frajdy.
        I nikt tego nie słyszał, nikomu nie przeszkadzałam. Wyjdzcie gdzieś, gdzie
        pustać zupełna i probujcie.Pozdrawiam serdecznie z radością, że znów jestem
        wśrób Was.
        • mammaja Re: Herbaciarnia oktarynowa 06.09.05, 13:13
          Witaj Alfredko, rozspiewana! Ach, jaka szkoda ze nie moglam ci wtorowac w tych
          pieknych dumkach i romansachsmile Prawdziwie doskonaly repertuar na spiewanie
          przydrozne. Napisz jeszcze cos o gorach, prosze.
          • alfredka1 Re: Herbaciarnia oktarynowa 06.09.05, 15:32
            Mało było chodzenia, niestety.Najpierw dla zbadania reakcji naszych płucoserc
            poszliśmy w Dolinę Strążyską i do Siklawicy, potem na Halę Kongratową z dość
            sporą zadyszką. Po niewielkim odpoczynku przy schronisku poszliśmy w kierunku
            Kopy. Nawet trochę podeszliśmy ale jakoś dziwnie rzęziliśmy i okrutny Wędrowiec
            zawrócił nas, trochę na siłe bo udawaliśmy, że naszym marzeniem jest
            podejście. Byliśmy też w naszej ukochanej Starej Roztoce, doszliśmy bez wysiłku
            bo od Palenicy nie tak daleko.Jeszcze szybciutko odwiedziliśmy znajomych na
            zamku w Niedzicy, wpadliśmy do Szczawnicy aby wejść na Bereśnik, gdzie Wodnik
            codziennie pijał kawę przyjeżdżając na czyszczenie dróżek oddechowych po
            ciężkich rejsach. Bereśnik to dla mnie koszmar ale poszłam mimo panującej
            duchoty, po wejściu nawet widoki piękne ale ja jestem chora na Tatry. Przyznam
            Wam się jednak, że jakoś inaczej się chodzi, chyba 70+ to nie pora na wycieczki
            powyżej tysiąca metrówsad(( Ale i tak, jak dobrze pójdzie, w przyszłym roku
            jedziemy i poprobujemy pod tę Kopę wejśc. Musimy tylko nie brać zs sobą
            Wędrowca bo ciągle spoglądał na nas z pytającym przerażeniem w oczach, a
            pytanie brzmiało: żyjecie, czy udajecie? Naprawdę było świetnie tylko za
            krótko.
            • mammaja Re: Herbaciarnia oktarynowa 06.09.05, 18:01
              Alfredko, jestem pewna, ze gdybyscie mieli wiecej czasu na aklimatyzacje to po
              tygodniu pobytu dopiero zaczeloby was nosic po kopach! Tydzien to zdecydowanie
              za krotko, no ale coz - tak krawiec kraje itd.Ja tez z wolna przestawiam zie na
              mniejsze gory z widokiem na Tatry smile
              • maryna04 Re: Herbaciarnia oktarynowa 07.09.05, 02:40
                Kilka lat temu zwiedzalam z siostra zachodnia strone Ameryki. Plan wycieczki
                wg dosyc oklepanego schematu. Ladujemy w Las Vegas, tam wypozyczamy samochod,
                po dwoch dniach w LV hajda w Ameryke. Pierwszy wazniejszy cel Grand Kanion,
                po drodze tama Hoovera. Autko mialysmy w sam raz - chevrolet cavalier z niskim
                przebiegiem i wyposazone we wszystko, co potrzebne dla zapewnienia komfortu i
                bezpieczenstwa. Po zwiedzeniu tamy wjezdzamy w Arizonie na droge, znaczy sie
                autostrade z zachodu na wschod, z ktorej mamy zjechac na droge chyba 64
                prowdzaca na polnoc do Grand Kanion. Droga prowadzi przez kamienista
                pustynie, gdzie niegdzie jakies trawy, no i drzewka joshua. Piekne to. Pustynia
                dot. nie tylko krajobrazu, nie ma tu zywej duszy, ani zywego auta. Zjazdy co
                kilkadziesiat mil, w taka sama pustynie. No i rozgadalysmy sie, kiedy wreszcie
                zaczelam sie niepokoic, kiedy bedzie zjazd na ta droge na polnoc okazalo sie,
                ze przejechalysmy go 100mil temu. Co robic, zeby zawrocic? Jakos zmuszam
                siostre, ktora wlasnie prowadzila do nieprawidlowego manewru przez pas dzielacy
                i zaczynamy pedzic. Tam, dopuszczalna byla szybkosc 75mil, co jest strasznie
                duzo jak na Ameryke. My prujemy 90, bo powoli zaczyna sie zmierzchac, a droga
                64 kreta, przez lasy i w gorach. Skrecamy wreszcie na nia. Jedziemy juz z trzy
                kwadranse, kiedy sprawdzam w rozpisce, gdzie mamy motel, zupelnie gdzie
                indziej. Zawracamy, ciemno jak, w pewnym momencie zaczyna silnik tak
                przedziwnie drgac, cos tez slychac takiego dziwnego gdy zmieniaja sie
                automatycznie biegi. Przerazone, z dusza na ramieniu docieramy do jakiegos
                motelu. Udalo sie, nie rozlecial sie, podnosze klape z pracujacym silnikiem.
                Drga jak glupi i jakby wisial na jednej srubie (moze juz niedokreconej)
                Natychmiast dzwonie pod nr, ktory mam na dokumentach z wypozyczalni. Opowiadam
                o tych dziwach z samochodem. Pan sie pyta ile tysiecy mil, oczywiscie nie moge
                znalezc, podpowiada mi gdzie szukac w papierach. 8 tys. - kreci glowa (nie
                widzialam, ale na peno to robil) - to jest niemozliwe, ale zaraz ktos
                przyjedzie sprawdzic. Pyta sie gdzie jestem, mowie, ze z jakies 400 mil na
                zachod od LV, ale nie mam pojecia gdzie. Biegne wiec do recepcji i pani
                recepcjonistka podaje namiary, potem oddaje mi sluchawke. Jest godzina prawie
                11-ta wieczorem, za pol godziny przyjedzie ktos z serwisu. Przyjezdza za 20
                min. z holem, zeby zabrac auto. Najpierw jednak siadamy, pracownik serwisu
                rusza, cos tam drgnelo, zrobilismy 3 kolka, a on mowi ze nic nie slyszy.
                Stajemy, podnosi klape i patrzy na ten drgajacy silnik i pyta mi sie, czy kiedy
                indziej widzialam pracujacy silnik. No, raczej nie - ja jak Wankowicz, uwazam,
                ze tam diabel ogonem porusza auto. No to mi tlumaczy, ze wszystko jest w
                porzadku, tak jest zawsze. Ale ja mam jeszcze jedna usterke w zanadrzu, jak
                zamkne drzwi, to swiatlo nie gasnie (w ciagu dnia tego wczesniej nie
                zauwazylam), no to mi tlumaczy, ze ono gasnie po minucie. Kazal mi siasc za
                kierownica, pojezdzic, juz zadnych dziwnych dzwiekow nie bylo. Cholera,
                czarodziej, czy co? Mlody czlowiek pozegnal mnie, polecajac swoje uslugi na
                przyszlosc. Wrocilam do siostry chyba z przedziwnym wyrazem twarzy. Co sie
                stalo? Opowiedzialam i zeby sobie ulzyc rozplakalam sie, czy ja musze znac
                budowe silnika i automatycznej skrzyni biegow. Przez caly pozostaly czas
                scierwo nie wydalo zlego dzwieku czy drgania, pomijajac to, ze dwukrotnie
                usilowalam sie wlamac do takiego samego auta, bo w tamtym sezonie w
                wypozyczalniach byly modne te samochody. Tak to mozna sobie wmowic chorobe
                wlasna, albo chociaz auta.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka