sagittarius954
25.07.17, 18:31
Lipiec.
Siedzę z nosem przylepionym do szyby mojej dziupli. Wiatr wysoko nad drzewami lawiruje między kroplami deszczu, i dzięki temu, niemal pionowo opadają tę kształtne przezroczyste kulki na liście drzew.
Wpatrując się w ich drgania, szukam prawidłowości zachodzącej między ilością dotknięć każdego liścia. Zadanie nie wykonalne, ale zauroczenie podobieństwem drgań jest tak mocne, że aż hipnotyzujące, nie pozwalające oderwać wzroku od tej niby systematyczności.
I tak cały miesiąc. Co drugi dzień kiepska pogoda zatrzymuje mnie w środku pomieszczeń i każe mi wzrokiem szukać zaspokojenia. Stają się krople bohaterami strużek cieknących przez całą szybę. Raz moszczą się niezdarnie aż zamieniają się w zastygłe kryształy wyrastające z przezroczystej szyby. A innym razem stają się pokręconymi drogami, ścieżkami ściąganymi grawitacją. Dołączają się do nich coraz to nowe krople, poszerzając drogę wypracowaną przez poprzedniczkę.
Tę pierwsze zatrzymują się w połowie drogi na wysokości mojej twarzy, jakby chciały przez moment uchwycić dla siebie ten niezwykły moment. Ciekawe co widzą? Co odnajdują w moich oczach. Zaraz jednak pokonują szorstką chropowatość przezroczystego materiału a w miejscu wyparowania poprzedniej kropli zamienionej w tysiące wybijających się w górę drobinek nie wyczuwają roli poprzedniczek dotykających tego miejsca.
Lecz mój wzrok nie zatrzymuje się długo a myśl popędza go do zmiany wpatrywania się w następny obiekt. Nie jest to zadanie trudne ani nie możliwe do wykonania . Zieleń wypełniająca głębię obrazu, tak powszechna , jest zarazem urzekająca abym usadowił swój wzrok na niej.
Szarość nieba gasi bogactwo półcieni istniejących w zakamarkach i załamaniach roślin. Przecież od zawsze promieniujących tym kolorem. Nie mogę nadziwić się tej oszałamiającej perspektywie. Jestem zauroczony wyraźnymi liniami dzielącymi każdy rodzaj drzewa, trawy czy krzewu. Jeden kolor i niesamowita ilość jej odmian.
Przez szybę czuję zapach pistacji i mięty, wiosna listków kłania się pośrodku lata.
Ach... Lato , czemu kryjesz się w szarości nieba , w płaczu Anielskich chmur ?
Puste westchnienie bez odpowiedzi. Po raz ostatni dotykam mojej szyby, może zaczarowanej i układam się na wezgłowiu.
Od jutra powrócą , choć nie odeszły, chłodne poranki. Krople rosy staną się zimne niczym złowrogie kolie na szyjach pięknych kobiet. A może, a może lato zatrzyma się na dłużej i pokaże swoją postać w ciepłych pastelowych kolorach. Słońce obejmie swymi złotymi promieniami nie tylko zieleń krajobrazu, ale wszystkie drobne polne kwiaty schowane bojaźliwie przed mokrym napastnikiem.
Popołudniowa ciszą ogarnia mnie powoli aż wreszcie pełen wilgotnej zieleni usypiam. Jakby na całym wielkim świecie nie istniało nic innego. Żaden inny lipiec.
Lubię moją samotność przy oknie
Kiedy krople spadają leniwie
A przez szybę z zielenią się witam
Kołysanką kolorem morskiej toni.