Dodaj do ulubionych

Rada porada

31.10.05, 18:37
Może życie dziele na czas przed 1997 rokiem i po .
To co było przed tym rokiem jest już dla mnie daleką przeszłością. Nigdy już
nie będzie tak jak do tego roku. Zbyt dużo się wydarzyło. Od tamtej pory moje
dni , miesiące lata są coraz bardziej samotne trudne i zgorzkniałe. Coraz
więcej ważą dosłownie i w przenośni. Cóż z tego, ze starałam się aby życie po
1997 roku wróciło do dawnych schematów. Aby atmosfera, zainteresowania,
przyjaźnie przetrwały. To już nie to samo, nigdy nie będzie tak samo. Trudno
mi przedzierać się przez gąszcz codzienności. Odkrywam na nowo siebie,
swojego partnera, swoje dzieci i pozostałych bliskich. Już nie ważne to co
było kiedyś istotą mojej codzienności. Ten zmieniający się stosunek do
wszystkiego uwiera jak groch , dokucza i tylko na krótką chwilę pozwala o
sobie zapomnieć. Nie umiem zaakceptować swojej obecnej sytuacji, a może nie
chcę. Nie wiem.
Zależy mi na poprawnych stosunkach z ludźmi ale jednocześnie widzę jak bardzo
byłam ślepa i uległa . Kto tak naprawdę trzymał w kupie ten dom tę rodzinę.
Jedni z nich odeszli bezpowrotnie a inni poddali się. Widz jak wiele zależało
ode mnie samej. Teraz kiedy puściłam lejce i nie chcę trzymać w cuglach tego
wszystkiego - wszystko się rozsypuje, wszyscy są bezradni, każdy czuje się
obrażony, opuszczony. Działania poszczególnych członków rodziny są
bezsensowne, chaotyczne, moje komendy już nie padają a wiec nie wiadomo co
robić. Jestem zmęczona dawną funkcją , już nie chce dowodzić tą rodziną. Nie
chce być odpowiedzialna za wszystko. Dlaczego nie wiem/ Czy się boję, czy tez
czuje się niedocenioną , że brak mi akceptacji,?
Może wreszcie zauważam jak bardzo dużo złego narobiłam swoim prowadzeniem.
Jak bardzo skrzywdziłam tym moich bliskich. Chciałam być niezastąpiona,
chciałam pokazać jakaż ja jestem bohaterska, jaka pracowita, ciągle
pracowałam na uznanie. Czy taki miał być cel. Może 1997 rok był po to żebym
oprzytomniała . Beze mnie nic w tym domu nie może się zadziać, bez mojej
komendy, pomysłu. Wszystko jest bezsensowne i niepotrzebne, nikt nie wpadnie
na pomysł zrobienia czegokolwiek, nie widzi konieczności pracy jakiejkolwiek,
chyba, ze nie ma co jeść albo nie ma czystych ubrań żyje się tylko marną
codziennością. Wegetuje.
Każdy czeka na moje rozkazy, n moje pomysły. Czy to wakacje, czy zakup
sprzętu czy ubrania. Nie mam nikogo kto by za mnie przejął ten obowiązek.
Jestem odpowiedzialna za wszystko i za wszystkich. Zupełny brak jakiejkolwiek
komunikacji.
Nie umiem z tym żyć. Mam ogromne poczucie winy, ale nie chcę już być dowódcą.
Chcę odpocząć. Jestem jednak teraz postrzegana jako leń obibok, tak mi się
wydaje.
Nawet dzisiaj wszyscy czekają na moje komendy i nikt nie widzi prac w domu i
ogrodzie.
Mam już dość dotychczasowego życia .
Jak sobie z tym poradzić?
Proszę o radę, bardzo mi ona potrzebna.
Obserwuj wątek
    • cookie8 Re: Rada porada 31.10.05, 19:10
      Moim zdaniem należy podzielić się władzą w rodzinie,wybrać z grona przyjaciół
      tych "najwierniejszych" i "najmilejszych"sercu,znależć czas dla siebie i swoich
      pasji,zainteresowań i często myśleć o tym,że życie mam jedno i muszę je przeżyć
      mądrze i pięknie.Nie należy zamartwiac się o sprawy małe i cieszyć się każdą
      chwilą i dniem dobrze przeżytym.Nie "zamartwiac" się opinią bliskich na nasz
      temat i starac się nabrać dystansu oraz wyciszyć...Z czasem spokoj i ukojenie w
      nas zagości.
    • natla Re: Rada porada 31.10.05, 20:16
      Myśle, że to ne jest tylko Twój problem, że wiele z nas w pewnym momencie
      przestaje dowodzić, bo ma już tego dosyć, bo dzieci są dorosłe, bo może by tak
      wreszcie czyms wykazał się "dwuleworęczny" mąż i dalsza rodzina, o ile taka
      istnieje.
      Fakt, rozpuściłaś ich, chciałaś sie w ten sposób dowartosciować i byłaś przez
      lata pracowitą organizatorką i dowódcą. Powiedziałaś dosć. I dobrze. Zacznij
      troche życ dla siebie....a moze oni coś dla Ciebie wreszcie zrobią???
      Nie rozumiemiem tej granicy 1997 roku.....czy to wtedy podjęłaś taką decyzje,
      czy coś sie wydarzyło....?
      Jak u Ciebie z przyjaciółmi....prawdziwymi?
      • dankarol Re: Rada porada 31.10.05, 23:17
        mogę Ci powiedzieć tylko to co powiedziałam mojej koleżance - pozwól się
        rodzinie wykazać. Nawet jeśliby mieli iść do nocnego sklepu po chleb, czy iść w
        brudnych rzeczach. Kurz na meblach jest też dla ludzi. A jeśli chcesz zagłuszyć
        swe sumienie, to zajmij się czymś co lubisz, namaluj obraz, czy chociażby zrób
        szalik gigant. Będziesz wtedy mieć wytłumaczenie, dlaczego nie masz czasu na
        wycieranie nosów wszystkim domownikom.
        Każdy dzień jest świętem, każdy dzień trzeba przeżyć, a nie odfajkować
        zrealizowany plan.
        • natla Re: Rada porada 31.10.05, 23:23
          Świetnie to napisałaś Dankarolko. To jest to. Najwyższa pora pomyśleć o sobie.
          • wiktoria53 Re: Rada porada 01.11.05, 01:52
            Podoba mi się rada dankaroli. Myślę, że wiele z nas powinno z niej skorzystać.
    • skrzydlate Re: Rada porada 02.11.05, 08:36
      witaj
      jak sobie z tym poradzic?
      Wyznacz sobie wlasną hierarchie wartosci. Postaw na gorze uczciwosc i zasady
      etyczne a pod spodem siebie wink
      Rodzina jak sądze nie potrzebuje niańczenia bo składa sie z dojrzałych
      osobników. Więc zadbaj o siebie. Krotko mowiac EGOIZM w najzdrowszym wydaniu.

      Ja moge tylko powiedziec, nie znajac dokladnie Twojej sytuacji - o sobie.
      Traktuje moje dzieci 16 i 18 jak doroslych ale jeszcze niesamodzielnych ludzi,
      dwoje ludzi mieszkających ze mną pod wspolnym dachem, z ktorymi jeszcze jakis
      czas musze dzielic mieszkanie i placic niektore rachunki za nich, bo nie
      wszystkie, jak nawalają obrywam im z kieszonkowego.
      Nie robie im sniadanek, kolacji, czesto robie obiady ale tylko wtedy gdy mam
      czas, musza sami sobie wiele przygotowywac, piore im rzeczy ale nie sprzatam ich
      pokojow ani wspolnie uzywanych pomieszczen tzn przedpokoj, lazienka i kuchnia sa
      podzielone i sprzatamy wspolnie. Nie wtryniam sie w ich zycie osobiste i
      towarzyskie ale nie pozwalam sie wtryniac im w moje ... czesto jestem poza domem
      w weekendy, bo studiuje, wiec musza sobie sporo radzic sami... kieszonkowe jest
      praktycznie zaplatą za sprzatanie i mycie garnkow, musialam tak zrobic bo by
      mnie zasyfyli wink))))) lubia mnie... lubimy czasem spedzac czas razem... poza tym
      calkowicie oddzielilam swoje prywatne zycie od ich zycia... rodziny wiekszej nie
      mamy, bo jakis czas temu wypielam sie na nią z racji ich głupoty i falszu, wiec
      mamy w zasadzie siebie tylko. Gra. Oni tez ich nie lubia bo sa bezkompromisowo
      szczerzy, jak to mlodośc, wiec mamy wspolne zainteresowania wink))))
      Ale zanim to nastąpiło, musialam zrozumiec ze nie jest wazne miec w domu czysto,
      bo to nie tylko moj dom, zwyczajnie mieszkam z dwojka nastolatkow wiec musi byc
      troche tak jak oni lubia wink przeszlam przez okres zasyfienia totalnego, rowniez
      musialam zrozumiec ze jak nie pogłoduja, to nigdy nie ruszą tyłkow do kuchni, ja
      to dawno odkrylam i skutecznie... najbardziej reaguje syn, bo lubi zjesc,
      potrafi mi przypitrasic teraz cos calkiem smacznego... obie z corką sie
      załapujemy na te jego pasje... kiedys chcial byc kucharzem, więc gra... Córa
      natomiast uwielbia gotowac, kiedy odwiedzamy dziadka, bo on auważa ze wszystko
      zrobi lepiej ode mnie, no niech sobie uważa wink)) dobrze jest pare razy wszystko
      przypalic, zglucić i przesolić wink)))))))
      Krotko mowiac wypielam sie na nich dośc skutecznie i musieli zacząc dzialac, a
      najwieksze wrazenie zrobilam tego lata mowiąć: "
      nie dam wam pieniedzy na wakacje i nie kupie zadnych wczasow czy wycieczek, bo
      tyle nie mam, musze zatrzymac je dla siebie, bo ja potrzebuje bardziej a jak dam
      Wam to dla mnie nie zostanie, Wy zawsze jeździliscie a ja nie, więc, regulujemy
      teraz"
      wink)))))))))) miny mieli niezle, ale jaki szacuneczek potem!!!!! hehe wink)))))
      p.s.
      zauwazylam ze dzieciaki chowane przez samotnych ojcow sa bardziej samodzielne i
      jakos fajniesze, chyba cos w tym jest, nie bądźmy opiekunczymi mamami, rowniez
      dla naszych mężów wink)))))
      • skrzydlate Re: Rada porada 02.11.05, 08:41
        wierna i konsekwentna strawilam fakt ze moja corka przez dwa lata palila i
        mialam w domu klubik hiphopowy wraz z papierochami, piwskiem itede, stos
        wielkich buciorów na wejsciu w przedpokoju i mlotki walące w sciane...
        przyciszali jak zwrocilam uwage, ale czy to mozna w ogole przyciszyc? teraz
        sluchaja czegos lepszego, nawet jazzu, o Bogowie!!! doczekalam!!! tamto mineło
        wink))))) strawilam fakt ze moja corka nie zdala do II leceum, ale teraz jest
        super dziewucha zniej, walneło ją i wysnuła wnioski.. trudne to wszystko....
        trudne jest dac wolnosc czlonkom rodziny .. wszystkim łącznie ze sobą wink))))))))
        i patrzec bezradnie jak młodość przytępia sobie pazurki wink))
      • fleur1 Re: Rada porada 02.11.05, 09:01
        Skrzydlate napisała coś, pod czym sie podpisuję, przede wszystkim samodzielność
        domowników i odpowiedzialność za dom, za wspólne gniazdo, obojętnie czy to jest
        tatuś dzieci, czy one same.
        Najbardziej mi się podobało gdy mój syn mówił "... Mamo robię pranie, masz
        coś", albo " ... robię śniadanie, jak chcesz to sie załapiesz". Zawsze chciałam
        mieć samodzielne dzieci i nawet jak coś robiły źle to potem poprawiłam i nie
        mówiłam tego głośno. Moja córka teraz juz 25 letnia kobieta po studiach kiedyś
        mówiła, że nie będzie gotowała, piekła, a w czasie 5 lat studiów często
        dzwoniła z Krakowa i pytała jak przyprawić kotlety mielone, co dodać do
        potrawy, a teraz to ma juz swoje wypróbowane przepisy i jak przyjeżdża do domu
        to robi obiady z ochotą.
        To się przekłada potem na odpowiedzialność, najlepiej ustalić dyżury w domu jak
        najwcześniej i egzekwować. Czasem było tak, że dzieci zamieniały się
        obowiązkami albo sprzedawały je za kasety z muzyka, za jakieś zabawki albo
        książki. "... Mamo ja jej dałem kasetę i ona miała za mnie tydzień sprzątać".
        Były przygody z tymi porządkami, miałam czasem telefon do pracy od syna albo
        córki czy mogę wrócić później do domu bo jeszcze nie zrobiony porządek.
        Teraz juz dzieci niemal wyfrunęły z gniazda, rozjechały się po Niemczech i
        Anglii ale wracają do domu i czują sie dalej odpowiedzialne, mają też drugi dom
        u Babci, swoje pokoje tam to też ich trzyma, a córka rezerwuje sobie mycie
        okien u Babci.
        Jak to będzie w ich własnym życiu zobaczymy ale ja wiem, że nie muszę się
        wstydzić, że wychowałam dzieci na leniuchów i powinno to w przyszłości
        procentować, jeżeli ich partnerzy potrafią to dobrze wykorzystać.
        Każda z nas chce być dobrą mamą, żoną , synową ale nie zapominajmy w tym
        wszystkim o sobie. My też jesteśmy ważne!!!
        • skrzydlate Re: Rada porada 02.11.05, 10:26
          krótko mówiąc: jeśli nie zadbamy o siebie, nikt tego nie zrobi.. smile w ten sposób
          umczymy ich szacunku do naszej pracy i pomagania sobie nawzajem.
          • wiktoria53 Re: Rada porada 02.11.05, 15:12
            Dziewczyny, jak dobrze poczytać Waszych rad. Podpisuję się pod nimi obydwiema
            rękami. Czas na zmądrzenie z naszej strony.Ja całe życie tyrałam na 2 etaty:
            praca, sprzątanie , gotowanie, zakupy, pranie, nauka dzieci( doglądanie,
            sprawdzanie itd), wszelkie wizyty u lekarzy, wożenie dzieci na inne niż w
            szkole zajęcia np. pływanie.Byłam ze wszystkim tak naprawdę sama.Nikt mnie za
            to nie pochwalił,nie docenił. To było normalne, że to ja robiłam.Boże gdybym
            była drugi raz młoda inaczej wszystko bym zorganizowała.Ale to nic,
            trudno.Teraz gotuję obiady i zapełniam lodówkę.Pokoje dzieci mnie nie obchodzą
            ani śniadania i kolacje. Z jednym nie mogę sobie poradzić:mycie po sobie naczyń
            (dotyczy jednego z dzieci, drugie robi to zawsze po sobie).Jeszcze piorę tzn.
            pralka pierze i prasuję koszulki dzieci.
            • august2 Re: Rada porada 02.11.05, 20:44
              Macie racje ze nikt nie docenia domowych prac.
              Przekonuje sie o tym na wlasnej skorze.
              Z drugiej strony co mam robic?
              Nie moge tak po prostu wszystkiego rzucic.
              • skrzydlate Re: Rada porada 03.11.05, 08:26
                ja rzucilam, po prostu czasem mniej czasu spedzam w domu, albo dbam tylko o moj
                pokoj, jak jakies anktuarium... jesli jest tu nieprzyjemnie, wychodze albo daje
                odczuc rodzinie ze jest mi źle... strasznie, ale to najstraszniej w świecie
                czulam sie, kiedy zostalam sprowadzona do roli niewolnika we wlasnym domu od
                czarnej roboty,. nie trawie tego po prostu i jestem w stanie wspozyc tylko z
                ludźmi ktorzy slysza i reagują, jak do nich mowie ze cos mi nie pasuje, w koncu
                naprawde mozna sie dogadac w kazdej sprawie i moze byc odrobina uczciwosci w
                rodzinnych relacjach, inaczej to co to za rodzina, to idiotyzm jakis!
                jesli nikt mnie nie widzi... wszystko sie we mnie tak strasznie buntuje ze
                niewypowiedziane to jest...
                • natla Re: Rada porada 03.11.05, 09:34
                  O tak, najgorsze, jeżeli staje sie przeźroczysta jak powietrze.....tego uczucia
                  nie cierpie.
            • dobra-kobieta Re: Rada porada 02.11.05, 21:36
              o tak, jak by to było dobrze jeszcze raz przeżyć te lata i móc nie popełniać
              błedów. Ale błedy popełnia sie tylko raz w życiu, wieć przynajmniej jesteśmy
              mądrzejsze........
    • dobra-kobieta Re: Rada porada 02.11.05, 09:36
      U mnie podobna sytuacja. Przez 15 lat prowadziłam dom i wychowywałam dzieci.
      Wszystko było na czas zrobione, zakupy,posiłki, pranie, sprzątanie - wszystko
      na mojej głowie, bo ja przecież nie pracowałam.I nawet nikt mojej pracy nie
      doceniał, nie zauważał, zę jest czysto i wszystko zrobione.Od paru lat zaczęłam
      pracować.Na początku wszyscy myśleli, ze nic sie nie zmiani- żę będę pracować
      i jeszcze wykonywać wszystko w domu. Ale wreszcie zmądrzałam. Nie przejmuję sie
      juz domem, w końcu wszyscy sa dorośli i mogą też o siebie zadbać. Jak mam
      czas, - robię, jak nie mam- to albo muszą zrobić coś sami, albo siedża o
      głodzie i w brudzie. Myslę też więcej o sobie i swoich przyjemnościach-i wcale
      nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.Mnie też sie w końcu coś od życia
      należy. I tak uważam, żę za długo mieli tak dobrze........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka