Dodaj do ulubionych

Pieniaczka

21.01.12, 12:34
I na marginesie tego, co w watku grzecznej stwierdzil chief_inspector, ze mamy swiadomosc, ze bez pewnej quasi-esencjalistycznej fetyszyzacji genderu nie zajechalybysmy daleko - wypowiedz kobiety z pierwszej linii politycznego frontu:

To jest moja feministyczna perspektywa: kobiety w zarządach potrafią zmienić cele, gdy widzą, że okoliczności i sytuacja wymagają restrukturyzacji. Mężczyźni rzadziej mają tę umiejętność: widzimy w Gdańsku, jak nasz prezydent, realizując własne ambicje, z uporem pcha nas w życie ponad stan. Po co nam mega kosztowny tunel, skoro nie ma pieniędzy na publiczne szkoły podstawowe? By tuszować problemy, zamiast je rozwiązywać, w gdańskim magistracie zatrudnia się coraz więcej marketingowców i PR-owców, którzy głoszą peany na cześć wodza.

Hanna Gronkiewicz-Waltz w podobny sposób rządzi Warszawą.

- Znowu powołam się na mój feministyczny ogląd świata: dlaczego prezydent Warszawy, kobieta, musi "żelazną ręką" zarządzać miastem?

Bo to jest skuteczne, prezydent miasta, także w spódnicy, musi podejmować "męskie" decyzje.

- Przecież to bzdura! Patriarchalny punkt widzenia. Anachroniczny podział na "męskie" i "kobiece" zachowania, które wypychają kobiety z życia publicznego. Czy "Żelaznej Hance" rzeczywiście pasuje wodzowski model zarządzania Warszawą? Osobiście wątpię. Mężczyźni też się z tą sytuacją męczą, ale w Polsce, szczególnie w życiu publicznym, ciągle nie chcą się do tego przyznać. Kobieta, choćby z racji tego, że jednocześnie pracuje i wychowuje dzieci, jest bardziej wielofunkcyjna, nastawiona na negocjacje, kompromis. A przecież o to nam w demokracji chodzi, żeby nie liczyło się wyłącznie "męskie trofeum", dojście po trupach do celu, tylko żebyśmy stworzyli system kolektywny, żeby decyzje podejmowane były wspólnie, jak w rodzinie, z dzieloną odpowiedzialnością, jako proces. Jeśli mnie dzisiaj atakują albo ignorują (to częściej!) panowie samorządowcy i urzędnicy, to też dlatego, że odważyłam się powiedzieć w męskim środowisku władzy, że jestem kobietą i żądam równościowego respektowania mojej kobiecej, zespołowej wizji zarządzania.


Zrodlo - warto przeczytac calosc, pod koniec np jest sporo o poliamorii czy jaks tak.
Obserwuj wątek
    • chief_inspector_toschi "jazgotliwa baba" 21.01.12, 22:22
      ta wypowiedź jest ciekawa zarówno jako próbka mowy feministycznej w pewnym jej wariancie (lub w splocie różnych jej wariantów), jak i źródło informacji o świecie pozatekstowym. wybieram to drugie i skupiam się na problemie tytułowym.

      z tym stereotypem pieniaczki jest ciekawa rzecz. jest to oczywiście szczególny przypadek stereotypu ogólniejszego – kompulsywnie tokującej, jazgotliwej baby. interesują mnie tutaj oba warianty - chodzi o pewien agresywny styl konwersacyjny, który może, ale nie musi obejmować patologicznej kłótliwości. najprostsza feministyczna interpretacja problemu jest taka właśnie, jaką prezentuje p. makowska: „jazgotliwa baba” (rozumiana jako pewien rozpowszechniony typ, pozbawiony odpowiednika po stronie męskiej) nie istnieje, są tylko ukształtowane przez patriarchat odmienne reakcje na identyczne (i występujące ze zbliżoną częstotliwością) zachowania kobiet i mężczyzn.
      jest w tym sporo racji, ale mnie to do końca nie przekonuje. nie chcę się tu jednak odwoływać do osobistych doświadczeń, mogę natomiast zaproponować inne możliwe wyjaśnienie problemu „jazgotliwej baby”, które zakłada realność zjawiska (chociaż ogranicza jego realny zasięg), pozostaje jednak kompatybilne z perspektywą feministyczną. w zasadzie propozycje mam dwie:

      (a) kompensacja deficytu uwagi w rolach zawodowych
      (b) sposób radzenia sobie z częstymi sytuacjami, w których mężczyzna celowo odmawia sygnałów wsparcia lub aktywnie sabotuje inicjatywę konwersacyjną kobiety – sposób uogólniony następnie na wiele innych sytuacji, nabierający cech trwałego stylu czy idiomu interakcyjnego.

      na polsacie leci coś, co się nazywa „trudne sprawy” – takie scripted reality czy też pseudo docu-soap o problemach rodzinnych (zdaje się format niemiecki). wprawdzie mój kontakt z tą produkcją jest ograniczony, ale ilekroć zdarza mi się na to natrafić, widzę klasyczne „jazgotliwe baby” w akcji, po prostu wcielenia stereotypu. odtwarzające te „role” naturszczyczki są zazwyczaj niezwykle przekonujące. ponieważ mamy do czynienia z amatorkami, a - wedle obiegowej opinii - przeciętny poziom zdolności aktorskich i oswojenia z kamerą jest w polsce niski, wniosek nasuwa się sam – te kobiety są po prostu w swoim żywiole, grają siebie. ciekawe, jak się pisze scenariusz, jak wygląda casting i reżyseria w tego typu serialach.

      aha, ten tekst można oczywiście czytać również jako próbkę pieniactwa i jazgotu, tzn. jako sprawdzian własnych reakcji :-)

      • bene_gesserit Re: "jazgotliwa baba" 22.01.12, 13:15
        chief_inspector_toschi napisał:

        > z tym stereotypem pieniaczki jest ciekawa rzecz. jest to oczywiście szczególny
        > przypadek stereotypu ogólniejszego – kompulsywnie tokującej, jazgotliwej
        > baby. interesują mnie tutaj oba warianty - chodzi o pewien agresywny styl konw
        > ersacyjny, który może, ale nie musi obejmować patologicznej kłótliwości. najpro
        > stsza feministyczna interpretacja problemu jest taka właśnie, jaką prezentuje p
        > . makowska: „jazgotliwa baba” (rozumiana jako pewien rozpowszechnio
        > ny typ, pozbawiony odpowiednika po stronie męskiej) nie istnieje, są tylko uksz
        > tałtowane przez patriarchat odmienne reakcje na identyczne (i występujące ze zb
        > liżoną częstotliwością) zachowania kobiet i mężczyzn.

        Patriachat-szatriarchat; przez kulture po prostu.

        > jest w tym sporo racji, ale mnie to do końca nie przekonuje. nie chcę się tu je
        > dnak odwoływać do osobistych doświadczeń, mogę natomiast zaproponować inne możl
        > iwe wyjaśnienie problemu „jazgotliwej baby”, które zakłada realność
        > zjawiska (chociaż ogranicza jego realny zasięg), pozostaje jednak kompatybilne
        > z perspektywą feministyczną. w zasadzie propozycje mam dwie:
        >
        > (a) kompensacja deficytu uwagi w rolach zawodowych

        ...spolecznych, w ogole. Przeciez jazgotliwa, zrzedzaco-czepiajaca sie zona/tesciowa to tez zywotny stereotyp.

        > (b) sposób radzenia sobie z częstymi sytuacjami, w których mężczyzna celowo odm
        > awia sygnałów wsparcia lub aktywnie sabotuje inicjatywę konwersacyjną kobiety &
        > #8211; sposób uogólniony następnie na wiele innych sytuacji, nabierający cech t
        > rwałego stylu czy idiomu interakcyjnego.

        Dlaczego niby tylko 'mezczyzna'?
        Chodzi o sposob rozladowania frustracji i agresji w dopuszczalny dla kobiet sposob, czyli werbalnie. Jesli ten zbyt agresywny (z innej perspektywy: waleczny, odwazny, smialy) ton pojawia sie w strefie poza-prywatnej, staje się niewłaściwy. Bo takie zachowanie w sferze publicznej nalezy do mezczyzn. Joanne d'Arc tez w koncu spalono.

        > na polsacie leci coś, co się nazywa „trudne sprawy” – takie s
        > cripted reality czy też pseudo docu-soap o problemach rodzinnych (zdaje się for
        > mat niemiecki). wprawdzie mój kontakt z tą produkcją jest ograniczony, ale ilek
        > roć zdarza mi się na to natrafić, widzę klasyczne „jazgotliwe baby”
        > w akcji, po prostu wcielenia stereotypu. odtwarzające te „role” na
        > turszczyczki są zazwyczaj niezwykle przekonujące. ponieważ mamy do czynienia z
        > amatorkami, a - wedle obiegowej opinii - przeciętny poziom zdolności aktorskich
        > i oswojenia z kamerą jest w polsce niski, wniosek nasuwa się sam – te ko
        > biety są po prostu w swoim żywiole, grają siebie. ciekawe, jak się pisze scenar
        > iusz, jak wygląda casting i reżyseria w tego typu serialach.

        Bardzo ciekawe, ciekawy jest tez fenomen popularnosci tej produkcji - z powodu tego ulewającego się jazgotu trudno to ogladac, nawet antropologicznie ;)
        Jednak nawet jesli przed kamerą naturszczyczki odgrywają siebie, trudno mi uwierzyć, ze na codzien posluguja sie tylko lub niemal wyłącznie tym stylem konwersacyjnym (w zasadzie monologiem, bo tu male jest miejsce dla sluchania).

        Nie mowiac juz o tym, ze stereotyp, o ktorym mowimy - nawet jego nazwa poniekąd - zwiazana jest z okreslonym pochodzeniem klasowym, co zreszta zdaje sie jest rowniez widoczne w tym programie, ktory nie portretuje inteligencji czy wyzszej klasy sredniej. A zlinkowany wywiad jest z osoba bywalą i wykształconą. Nazwanie takiej osoby 'pieniaczką' czy 'jazgotliwą babą z bazaru' ma jej uswiadomic, ze zachowuje sie nie tylko niestosownie, jesli chodzi o plec, ale rowniez jesli chodzi o jej pozycję spoleczną. Taki sposob reakcji otoczenia na agresywna, pewna siebie kobietę daje otoczeniu mozliwosc przyklejenia jej protekcjonalnej łatki, rozbraja ja i jej działania; kogos takiego nie tylko nie potrzeba sluchac, ale i nie powinno sie sluchac.
        • zak_szirak teoria walki klas zastapiona teoria "walki plci" 23.01.12, 14:12
          ot co!

          proba balsamowania socjalistycznych ideologii.

        • mali_kali Re: "jazgotliwa baba" 13.02.12, 14:43
          > Nie mowiac juz o tym, ze stereotyp, o ktorym mowimy - nawet jego nazwa poniekąd
          > - zwiazana jest z okreslonym pochodzeniem klasowym, co zreszta zdaje sie jest
          > rowniez widoczne w tym programie, ktory nie portretuje inteligencji czy wyzszej
          > klasy sredniej.

          Piekny stereotyp w mysleniu. "Jazgotliwe baby" znam i widze prawie codziennie. Zasiadaja w zarzadach firm notowanych na NYSE i ich nazwiska mozesz czytac na Bloombergu. Dokladnie sie tak zachowuja, aby wymusic posluszenstwo na swoich podwladnych.

          Nikt ich nie filmuje w "Trudnych sprawach", ale czy to wlasnie takie programy maja byc wyznacznikiem do jakiej klasy przynaleza "jazgotliwe baby"? Watle podstawy ma ta teoria.
    • tad9 Re: Pieniaczka 22.01.12, 09:42
      "Kobieta, choćby z racji tego, że jednocześnie pracuje i wychowuje dzieci, jest bardziej wielofunkcyjna, nastawiona na negocjacje, kompromis"

      No proszę - a więc to "patriarchalny model rodziny" czyni kobiety bardziej społecznymi... Pochwała "patriarchatu" w ustach zdeklarowanej feministki? (a poza tym - dlaczego artykuł ilustrowany jest quasiseksualnymi fotografiami? - baba przewala się po łóżku...)
      • zak_szirak Re: Pieniaczka 23.01.12, 14:15
        tad9, parafrazuje wybrany przez ciebie cytat:

        > "Mezczyzna, choćby z racji tego, że jednocześnie ma obowiazek byc zaradnym mezem jak i kochankiem, jest bardziej wielofunkcyjny, nastawiony na negocjacje, pomyslowosc, kreatywnosc i kompromis"

        ;-)



        tad9 napisał:

        > "Kobieta, choćby z racji tego, że jednocześnie pracuje i wychowuje dzieci, jest
        > bardziej wielofunkcyjna, nastawiona na negocjacje, kompromis"
        >
        > No proszę - a więc to "patriarchalny model rodziny" czyni kobiety bardziej społ
        > ecznymi... Pochwała "patriarchatu" w ustach zdeklarowanej feministki? (a poza t
        > ym - dlaczego artykuł ilustrowany jest quasiseksualnymi fotografiami? - baba pr
        > zewala się po łóżku...)
        >
        >
        >
    • corgan1 a co z kobietami które nie mają dzieci? 23.01.12, 17:41
      lub nie chcą mieć dzieci?

      "Kobieta, choćby z racji tego, że jednocześnie pracuje i wychowuje dzieci, jest bardziej wielofunkcyjna, nastawiona na negocjacje, kompromis."

      Czy panie które:
      - nie poczuły w sobie instynktu macierzyńskiego
      - nie mają dzieci
      - nie chcą mieć dzieci
      - wychowują dzieci ale nie pracują (zawodowo ma się rozumieć)

      też są bardziej wielofunkcyjne, nastawiona na negocjacje, kompromis? :))))
      • corgan1 uzupełnienie 23.01.12, 17:48
        Mój były szef mizogin ale jednak z problemami w relacjach z kobietami mawiał - tu cytat - "jeśli do 30 roku życia przez organy rodne kobiety nie przejdzie kilkukilogramowe bejbi to jej się zmienia chemia mózgu więc wariuje i do wielu rzeczy się nie nadaje". amen

        Wtedy wraz z sekretarka uznaliśmy go za żałosnego palanta i mizogina ale - jak widać myliliśmy się skoro sama pani feministka stwierdza że matki są lepsze w zarządzaniu/kierowaniu gdyż ponieważ "przez jej organy rodne przeszło kilkukilogramowe bejbi" więc może w tym jest jakiś sens. :))))

        ps: ta ww. pani nie ma chyba dzieci, prawda?
      • bene_gesserit oj korki, korki 23.01.12, 18:12
        To, że biedny zakszirak nie zajarzył i to, ze nie skumal tad mnie specjalnie nie zdziwilo. Ale mialam wrazenie, ze ty masz wyzsze iq niż pantofelek :)
        • zak_szirak Re: oj korki, korki 23.01.12, 18:22
          ja sie chetnie zapisze.
          tylko prosze, nie szalej z wysokoscia czesnego.

          biedny zakszirak

          bene_gesserit napisała:

          > To, że biedny zakszirak nie zajarzył i to, ze nie skumal tad mnie specjalnie ni
          > e zdziwilo. Ale mialam wrazenie, ze ty masz wyzsze iq niż pantofelek :)
          >
      • berta-death Re: a co z kobietami które nie mają dzieci? 23.01.12, 18:31
        Nie do końca zrozumiałeś tekst. W podręcznikach do zarządzania też pada stwierdzenie, że kury domowe byłyby świetnymi menedżerami. Tylko, że zaraz po tym jest wyjaśnienie, że nie chodzi o byle jaką kurę domową, tylko o dobrą kurę domową. Taką, która radzi sobie z obowiązkami, bo są i takie, którym wszystko się sypie.

        Prowadzenie domu wymaga dużej wydolności i zorganizowania. Trzeba robić kilka rzeczy na raz i wszystkie na wczoraj. Praca trwa 24h/dobę, bo domu i rodziny nie da się zamknąć i pójść na urlop. Trzeba błyskawicznie odróżniać bzdury od rzeczy istotnych i umieć wyznaczać priorytety. Trzeba skutecznie zarządzać finansami, zapasami, zasobami ludzkimi i wszystkim innym. Trzeba też dbać o interesy rodziny i walczyć o nią z całym światem zewnętrznym. I jak ktoś jest w stanie perfekcyjnie się z tego wywiązać, to nie ma bata, żeby jako szef firmy sobie nie poradził. Natomiast bycie kobietą nie gwarantuje, że człowiek sprosta temu wyzwaniu.
        Stąd pomysł, żeby kobiety, które już sprawdziły się w roli idealnych pań domu zaciągać w szeregi kadr kierowniczych.
        • zak_szirak Re: a co z kobietami które nie mają dzieci? 24.01.12, 18:05
          a co to jest "byle jaka kura domowa" ???



          berta-death napisała:

          > Nie do końca zrozumiałeś tekst. W podręcznikach do zarządzania też pada stwierd
          > zenie, że kury domowe byłyby świetnymi menedżerami. Tylko, że zaraz po tym jest
          > wyjaśnienie, że nie chodzi o byle jaką kurę domową, tylko o dobrą kurę domową.
          > Taką, która radzi sobie z obowiązkami, bo są i takie, którym wszystko się sypi
          > e.
          >
          > Prowadzenie domu wymaga dużej wydolności i zorganizowania. Trzeba robić kilka r
          > zeczy na raz i wszystkie na wczoraj. Praca trwa 24h/dobę, bo domu i rodziny nie
          > da się zamknąć i pójść na urlop. Trzeba błyskawicznie odróżniać bzdury od rzec
          > zy istotnych i umieć wyznaczać priorytety. Trzeba skutecznie zarządzać finansam
          > i, zapasami, zasobami ludzkimi i wszystkim innym. Trzeba też dbać o interesy ro
          > dziny i walczyć o nią z całym światem zewnętrznym. I jak ktoś jest w stanie per
          > fekcyjnie się z tego wywiązać, to nie ma bata, żeby jako szef firmy sobie nie p
          > oradził. Natomiast bycie kobietą nie gwarantuje, że człowiek sprosta temu wyzwa
          > niu.
          > Stąd pomysł, żeby kobiety, które już sprawdziły się w roli idealnych pań domu z
          > aciągać w szeregi kadr kierowniczych.
          • berta-death Re: a co z kobietami które nie mają dzieci? 24.01.12, 19:22
            > a co to jest "byle jaka kura domowa" ???

            Taka, która nie radzi sobie z obowiązkami. W zlewie sterta naczyń, w kuble pranie się nie mieści, sanepid dostał właśnie donos, że jakaś nowa forma życia wyewoluowała w jej mieszkaniu, dzieci głodne, brudne i zaniedbane, kot wyliniały, itp.
            • zak_szirak Re: a co z kobietami które nie mają dzieci? 25.01.12, 10:06
              aaaaaa, bo juz muslalem, ze chodzilo Ci o to, ze biedna nie zdazyla sie pomalowac...


              berta-death napisała:

              > > a co to jest "byle jaka kura domowa" ???
              >
              > Taka, która nie radzi sobie z obowiązkami. W zlewie sterta naczyń, w kuble pran
              > ie się nie mieści, sanepid dostał właśnie donos, że jakaś nowa forma życia wyew
              > oluowała w jej mieszkaniu, dzieci głodne, brudne i zaniedbane, kot wyliniały, i
              > tp.
            • mijo81 Re: a co z kobietami które nie mają dzieci? 05.02.12, 14:18
              Wy tu już przestajecie zastanawiać się co pleciecie. Z jednej strony ganicie patriarchat a z drugiej strony chwalicie jego skutki. Trochę spójności proponuję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka