Dodaj do ulubionych

randka ze smiercia

11.03.06, 20:36
Inczej mowiac , samemu zdecydowac o miejscu i czasie odjescia z
rzeczywistosci, z tego swiata. Samemu umowic sie na radke z kostucha.
Czy to akt braku odpowiedzialnosci ? desperacji? czy tez jakis wyzszy stan
duchowy przejscia na "tamta strone" ?
Jak oceniacie ?
a moze macie inne spojrzenie.
Fil.
Ilosc samobojstw rosnie , jest ich wiecej niz ofiar wypadkow wszelakich razem
do kupy, aids, i innych zaraz.
Czy spoleczenstwo- cywilizacja XXI ponosi jaks odpowiedzialnosc za te
ucieczke (?) od zycia doczesnego:
Obserwuj wątek
    • mira21 Re: randka ze smiercia 11.03.06, 20:39
      Kurcze, oczywiscie, ze tak, a spoleczenstwo to ludzie, prawda?A ludzie to kazdy
      czlowiek osobno,no nie? A smobojcy to ludzie samotni, samotni do rozpaczy, a
      wiec winni jestesmy my nie oni, i tyle.
      • annal74 Re: randka ze smiercia 11.03.06, 21:54
        Trzeba czuć ogromną samotność i być zdeterminowanym aby targnąć się na swoje
        życie . Wina może być po stronie społeczeństwa , chociaż czasem również po
        stronie samobójcy .``````
        • regine Re: randka ze smiercia 11.03.06, 22:08
          Ale również jaką trzeba mieć odwagę...To jest straszne. Nie wiem samobójcy,
          muszą być w strasznej depresji, chyba, gdy odbierają sobie życie. Nigdy nie
          mogłam i nadal nie mogę tego zrozumieć. Fakt,że ci ludzie są bardzo zmknięci w
          sobie, trudno do nich dotrzeć.Wszyscy dowiadujemy się o tym już po fakcie,
          nawet najbliżsi. Ale to nie staje się z dnia na dzień. Taka sytuacja rodzi się
          dużo wcześniej. Albo bliscy nie dostrzegają tego, może brak zrozumienia,
          akceptacji. Rówmież my, jako społeczeństwo, odpowiadany w pewnym stopniu za
          takie skrajne przypadki. Cóż wiemy, o sąsiadach, znajomych, czy czasami i
          rodzinie. Żyjemy obok, zagonieni pracą, domem, swoimi sprawami. Nie chcemy może
          wiedzieć, że coś złego dzieje się obok nas...
          • filomena1 Re: randka ze smiercia 12.03.06, 09:06
            MNie sie wydaje, ze choc zadna z Was jeszcze o tym nie powiedziala doslownie,
            to czlowiek nie tylko z poczucia samotnosci rzuca sie w niebyt.
            To rozczarowanie, poczucie , ze wszyscy go opuscili, Bog takze.
            Aczkolwiek stryj mego ojca wcale nie byl samotny, nie byl sam, i na pewno sie
            tak nie czul, a mimo to strzelil sobie w skron.
            Honor ? Strach? Odpowiedzialnosc ? poczucie winny ?
            znacie napewno okolicznosci samobojstwa Kosinskiego, Witkacego, MM. czy
            zbrodniarzy wojennychi i innych.
            Smiem twierdzic , ze kazdy ten tragiczny akt to inna historia, inne przczyny
            inne zlozonosci psychiki ....
            Jedno co ich wszystkich laczy to to, ze przestali wierzyc, wierzyc w ogole i
            w co kolwiek. Utracili wiare i nadzieje. Zgubili sens zycia.
            Tacy ludzie dziala pod silnym emocjonalnym napieciem i chyba to ich zwalnia z
            odpowiedzialnosci za zabojstwo siebie.
            Kosciol takze zmienil zdanie i pochowek samobojcow odbywa sie w Kosciele , o
            ile czlowiek ten nie byl jawnym bluznierca i grzesznikiem.
            pozdrawiam przy niedzieli
            Fil.
    • banitka51 Re: randka ze smiercia 11.03.06, 22:05
      z randki to zazwyczaj się wraca, no i często w świetnym humorze.
      Poważnie - pewnie wymieniłaś wszystkie główne powody. Wydaje mi się, że w
      stanie ciężkiej depresji i ogromnego poczucia beznadziei w ogóle się nie ma
      ochoty na kontakt z otoczeniem.
      Co innego zawody miłosne, leżace u podstaw decyzji szczególnie młodych. Ale im
      skaczą emocje w skrajności i wymykają się spod kontroli - to i samobójstwo
      możliwe.
      No i wspólczesność - kapitalizm to wszak ustrój przeciwko człowiekowi, w
      służbie pieniądza. Nie każdy umie sobie znaleźc w tym obcym świecie miły,
      ciepły kącik. Jak my - forumowicze.
      A jest tu ktoś, kto kiedyś poważnie brał taką "randkę" pod uwagę?
      • graga21 Re: randka ze smiercia 12.03.06, 09:44
        Ja.
        Ale nie chce o tym...
    • malwina52 Re: randka ze smiercia 12.03.06, 09:50
      uzupelnieniem tematu maga byc wczesniejsze watki
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=34996853&a=34996853
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=32101329&a=32101329
      • tesunia Re: randka ze smiercia 12.03.06, 10:11
        wcale nie uwazam to za odwage,a ucieczka przed samym sobasad(
        moze niemoc "dogadania sie z wlasnym JA"?
      • takanietaka randka z Wolnościa ? 12.03.06, 10:15
        Ja mysle ze bardzo sie zwiekszył obszar wolności należący do człowieka.Wieksza
        jest tez tolerancja dla indywidualnych ludzkich wyborów niekoniecznie
        podporzadkowanych ogólnie uznanym (przez wiekszość)normom moralnym i
        społecznym.Ja uwazam ze to dobry kierunek,chce o jak najwiekszej ilości spraw
        decydowac sama,i niech moje "randki" będa moja sprawa ...o ile nie krzywdza
        innych.No i jeszcze ..zawsze tak było że było wielu samobójców ,ale sie nie
        mówiło o tym w kazdej gazecie natychmiast,to nie były fakty medialne ..a nawet
        przedstawiało sie to jako "wypadki" bo to naruszało normy religijne.
        • mira21 Re: randka z Wolnościa ? 12.03.06, 14:56
          Samobojstwo spotkaniem z wolnoscia? Osobisty wybor i oczekiwanie szacunku?
          Wlasnie, jest czy nie jest to oczekiwanie szacunku dla prawa do wyboru, do
          wolnosci? Bo jesli jest, too....i tu sie zgubilam, bo wydawalo mi sie, ze jasno
          widze sprzecznosc. Ale, ale, przypomnial mi sie fakt. Poznalam kiedys, powiedzmy
          dawno, chlopca po probie samobojczej. I On na pytanie: "dlaczego?"
          odpowiedzial: "z ciekawosci, z ciekawosci lak niebieskich, itp (cos w tym
          rodzaju, bo bylo to naprawde dawno). Spotkalam dziewczynke, lat 11, skoczyla z
          okna w domu dziecka z rozancem w reku (a byl to dom prowadzony przez siostry
          zakonne). Spotkalam wreszcie kogos, kto prosi: "nastepnym razem pozwolcie mi
          umrzec, blagam was", ale dodaje: "ja nie mam dla kogo zyc i nie mam po co zyc".
          A do kosciola chodzi i to regularnie.
          Odwaga czy strach? Jestem blizsza wyciagniecia karty: strach. Moim zdaniem,
          strach, a to jest dopiero temat. Ten chlopiec z pierwszego faktu mial talent,
          zostal tworca, artysta, no i przede wszystkim mial, moim zdaniem szczescie, ze
          go nie rozdrobnily robaczki.
          • filomena1 Re: randka z Wolnościa ? 13.03.06, 13:03
            Mira, bardzo ciekawe to co piszesz, dziwi mnie , ze temat spotyka siez takim
            malym zainteresowaniem.Ale to juz inna rzecz albo specyfika tego forum....
            inaczej mowiac temat nie pasuje do forum...
            Napslas o spotkaniu.... z osoba ktora prosi by nastepnym razem jej nie ratowac.
            To juz eutanazja.... prosba o zezwolenie na odejscie.....o pomoc.....
            Ja takze jestem blizsza , karty STRACH... bo strach to szalenie skomplikowane
            zjawisko, o wielu obliczach, podlozach i nieprzewidywalnych konsekwenkcjach,
            skutkach. Wlasciwie strach dziala na kazdego ineczej, a przeciez strach jest
            odruchem obronnym. Bez poczucia strachu bylibysmy, my- istoty zywe, skazane na
            zaglade. wyciagajac wnioski moznaby dojsc do tego , ze samobojstwo jest
            jakims aktem obronnym przed czyms. Ucieczka... w "wolnosc".....
            Jednak dobrze wiemy, ze nie zawsze tak jest,
            Jak slusznie napisalas, bywaja, wybawieni z tej randki, wracaja do zycia i
            sa jak nowonarodzeni.
            Znam kogos, kto byl niewierzacym, a po probie samobojczej zostal gleboko
            wierzacym w Boga!

            Ten jedyny wypadek w mojej rodzinie samobojczy do dzis dnia nie znajduje
            wyjasnienia, chociaz minelo 70 lat, i wszyscy bardzo zadawali i zadaja sobie
            pytanie DLACZEGO ?
            a czy mamy prawo tego dochodzic ? czy to nie wolny wybor delikwenta?
            pozdr.
            Fil.
            • mira21 Re: randka z Wolnościa ? 13.03.06, 22:22
              Tak sobie mysle, po przeczytaniu Twojego wpisu Filomeno, ze sklonnosci
              samobojcze sa objawem niezdrowej psychiki, bez urazy dla podmiotu. To przeciez
              egoizm w czystej postaci. Bo jesli chce sobie zrobic krzywde, nie myslac o bolu
              innych, to znaczy ze mam wszystkich innych w glebokim lekcewazeniu. I jeszcze
              to, ze z zapatrzenia w swoje sprawy nie dostrzegam tego co wokol mnie i na
              przyklad nie zauwazam, ze moge przydac sie innym bardziej cierpiacym ludziom,
              prawda? To poza tym pycha, zarozumialosc i chec zemsty na calym swiecie za
              wlasne niepowodzenia. Jesli dzieci czynia cos takiego, to przyczyna jest
              nierozwiniety rozumek i dlatego mozna szukac winy u doroslych a jesli czyni to
              dorosly, to chyba nie dorosl do zycia, prawda? Tak sie madrze na goraco, bo
              dawniej tak nie myslalam, wprost przeciwnie, tez mialam mysli samobojcze, ale
              dzis ..., na dzis zmienilam poglady, zeby nie byc krowa. Tez pozdrawiam.
              • filomena1 Re: randka z Wolnościa ? 14.03.06, 07:37
                Droga Miro,
                ciesze sie, ze myslisz i zmieniasz poglady. Mnie sie wlasnie wydaje, ze za
                malo zastanawiamy sie nad tym co nas otacza.
                Tez mysle, ze samobojca "odchylasie" psychicznie. Nie obwiniam go za to , ze
                traci rrozum, w cudzyslowie ujamujac.
                Nasz moz jest tak skomplikowany, zalezny od substancji chemicznych ktore mu sa
                dostarczone. Zmienia sie jego dzialanie pod wplywem minimalnych dawek. Czlowiek
                moze byc wesoly, albo smutny po polknieciu malej pastylki, kilku kroplach
                chocby alkoholu jedni upijaja sie na wesolo inni na smutno a lbo
                agresywnie....
                Samobojcze mysli chyba nachodzily kazdego, kiedys, CXhcialoby sie zasnac i
                przespac ciezki dzien , ktory nas akurat czeka i obudzic n. 3 dni pozniej.
                albo wcale.
                POZNAC SIEBIE, to znaczy wyjsc z wlasnej skorupki slimaka.... aby poznac
                siebie to trzeba sie troche zastanowic nad soba i nie tylko. Niedawno popelnil
                samobojstwo mlody czlowiek, pisal swoj blog i caly czas byl w internecie z
                ludzmi, nikt nie pomogl mu ....nawet internetowo, ozieblosc na uczcuia,
                emocje, samotnosc, jest w sieci intern. jeszcze wieksza niz w zyciu.
                Ktoss tu wczesniej napisal , ze za samobojstwa ponosi odpowiedzialnosc
                otoczenie, bo to ludzie samotni .... zgadzam sie, , zatem dlaczego na tyle
                uczestniczek meldujacych sie codziennie na liscie obecnosci tak male
                zainteresowanie tym tematem.... hipokryzja ?
                czy tutaj mozna gadac tylko o.... nie chce byc niegrzeczna....i powstrzymam
                slowa na wodzy..
                Milego dnia zycze.
                Fil.
                • goskaa.l Re: randka z Wolnościa ? 14.03.06, 08:05
                  Temat o samobójstwach był niedawno poruszany. I ja tam parę słów skreśliłam,
                  więc nie będę powtarzać. Ale...
                  Często próba samobójcza jest ostatnim wysilkiem pokazania innym swojego
                  problemu - PAMIĘTAJCIE, ŻE JA JESTEM I ZAJMIJCIE SIĘ MNĄ!!!
                  Piszesz, Fil, o samobójstwach popełnianych przez osoby z pozoru niesamotne.
                  A co powiesz o próbie samobójczej dziewczyny, która ma zawsze "pod górkę", jest
                  sama jak palec (ma przyjaciół, ale to za mało).
                  Ma 25 lat, jest śliczna, ale niepełnosprawna. Urodziła się z porażeniem
                  spastycznym i przykurczem obu ścię gien Achillesa. Kiedy miała 6 lat, jej matka
                  zginęła zabita przez konkubenta. Ojciec miał drugą żonę i małego synka. Nie
                  chcąc tracić pieniędzy (renty) dziewczyny nie pozwolił na wykonanie odpowiednio
                  wczesnie operacji, która pozwoliłaby jej chodzić. Dopiero gdy ukończyła 18 lat,
                  wykonano operację (w Berlinie, w Polsce nikt nie podejnował sie) i po
                  półrocznej rehabilitacji dziewczyna wyszła z kliniki przy wózku, a nie na nim.
                  Od ojca uciekła i nie chce kontaktu z nim za żadne skarby. Boleje tylko nad
                  tym, że nie ma też kontaktu z przyrodnim bratem. Uciekła do dziadków ze strony
                  matki, na drugi koniec Polski. Tam po dłuższym pobycie w szpitalu
                  psychiatrycznym kontynuowała naukę. Poznała młodego człowieka, który okazał się
                  wyjątkowo odpowiedzialnym mężczyzną. Związała się z nim, planowali ślub. Ale...
                  Na dwa miesiące przed ślubem chłopak na zakręcie wpada na motorze na drzewo i
                  ginie na miejscu. Znów życie dało jej kopa. Za związanie się z nim bez ślubu
                  dziadkowie odwrócili się od niej (świadkowie Jehowy); nie istnieje dla nich. Po
                  stracie ukochanego wpadła w depresję. W rok po jego śmierci truła się i
                  przypadkiem została uratowana (na łąkę dotarł odpowiednio wcześnie starszy pan
                  ciągnięty tam przez swojego psa). W szpitalu próbowała jeszcze raz. Długotrwała
                  praca psychologa powidła się. Ale dziewczyna ma depresję dwubiegunową (kiedyś
                  zwano to cyklofrenią). I w chwili "doła" biorą ją we władanie czarne myśli.
                  Teraz pomimo renty ma ogromne problemy finansowe (za dużo do opowiadania). Ja
                  nie jestem w stanie jej pomagać - jedynie czasem dokarmiam wraz z jej
                  przyjaciółką). Teraz pojawił się kolejny problem - ukradli jej wózek, przy
                  ktrym się porusza. Nie inwalidzki, to była po prostu solidna spacerówka, którą
                  po złożeniu można było umieścić w samochodzie. Zakup takiego wózka to wydatek
                  rzędu 300 złotych. A ona ma 700, z czego musi zapłacić opłaty za sublokatorkę,
                  kupić niezędne jej lekarstwa i spłacić kolejną ratę zadłużenia. Wczoraj była
                  tak załamana, że bałam się, żeby nie spróbowała wyskoczyć z wyższego piętra
                  wieżowca. Wolałaby (jak to piszesz) zasnąć i nie obudzić się rano...
                  Staram się ,jak tylko mogę, podtrzymywać ją na duchu, wybijać z głowy czarne
                  myśli. Ale czy skutecznie?
                  Teraz poszukuję odpowiedniej używanej spacerówki - mam nadzieję, że znajdą się
                  dobrzy ludzie, ktrzy taką podarują.
                  • mira21 Re: randka z Wolnościa ? 14.03.06, 09:21
                    Tak sie musi stac. Ktos ten wozek podaruje. Na pewno. Podtrzymuj Ja na duchu. To
                    tylko kwestia czasu. Taniutko mozna kupic na allegro. Trzeba zwrocic sie do
                    producentow, a jezeli nie to do fundacji. Dzis, przepraszam, musze, naprawde
                    musze pedzic do urzedu, ale jutro, podam adres strony fundacji dla
                    niepelnosprawnych, adres przynajmniej jednego producenta wozkow spacerowych. W
                    mojej piwnicy jest spacerowka, ale lezy tam juz 20 lat, wiec stara i niemodna (a
                    jednak moze mozna ja przerobic?)
                  • filomena1 w sprawie wozka 15.03.06, 05:16
                    Goskaa.I

                    podaje funmdacje niepelnosprawnych. podobno bardzo prezna...

                    www.tacysami.org.pl

                    Powodzenia
                    Fil.
                  • goskaa.l Informacja o Justynie 16.03.06, 08:03
                    Mój apel na lokalnym forum przyniósł już (tak, jak się spodziewałam) konkretny
                    efekt:
                    Na konto wpłynęło 100 złotych (niestety, 40 poszło na zaległe opłaty za konto),
                    ze Stanów przekazano jej 200 dolarów.
                    Z pewnością to nie koniec, a jak ją to podbudowalo? Nie miała pojęcia, że jest
                    tylu dobrych ludzi na świecie.
                  • mira21 Re: goskaa.I/Justyna i wozek 16.03.06, 11:27
                    Witaj! Wybacz jeden dzien spoznienia. Strona fundacji o ktorej myslalam to:
                    www.zgrani.xu.pl/, jest to strona dla osob z inna choroba, ale tez o miesniowej
                    niepelnosprawnosci, a ludzie sa tam bardzo, bardzo sympatyczni. A adres
                    producenta wozkow spacerowych dla dzieci jest taki: Stromiec, ul Białobrzeska
                    15. Ja oczywiscie nie znam Tych ludzi, ale mysle, ze w takim zakladzie
                    produkcyjnym na pewno mozna cos wymediowac, bo przeciez zdarzaja sie produkty
                    lekko usterkowe a zupelnie dobre, albo nadajace sie do przerobki. Ja sama
                    przechodze przez trudny czas - kryzys finansowy, a wiec wesprzec moge tylko
                    rada. Pozdrawiam.
              • hanka93 Re: randka z Wolnościa ? 21.11.06, 09:29
                Samobójstwo to porażka tych co nie kochają i nie są kochani.Same deklaracje
                miłości nie wystarczą.Obserwuję ,że dopiero po śmierci tej osoby zyskują
                zainteresowanie bliskich.
    • filomena1 a spotkanie ? 14.03.06, 11:15
      ktos zastanawial sie czy smierc to kobieta ? glupie , prawda ?
      skoro nie chcecei mowic o umyslnym spotkaniu ze smiercia pomowmy o tym
      przypadkowym.
      Czy otarlyscie sie o smierc, spotkalyscie ja? Jakie sa odczucia bliskosci
      smierci ?
      czy tez STRACH ?

      Kiedys balam sie smierci panicznie, balam sie gdy dzici byly male, balam sie
      zostawic je na pastwe losu obcym ludziom. Teraz nie boje sie smierci.
      Co oczywiscie nie znaczy , ze zaraz bede, bez zabezpieczenia, chodzila po
      linie rozwieszonej miedzy wiezowcami,;°))).. albo jakies inne ryzykowne ,
      karkolomne wyczyny....
      • goskaa.l wizerunek śmierci 15.03.06, 09:05
        Śmierć była często przedstawiana przez artystów pędzla - raz jako młoda
        dziewczyna, innym razem jako odziany w opończę kościotrup (bez płci).
        Szczególnie artyści przełomu wieków XIX i XX lubili ten temat. Ale ja nie czyję
        się zbyt mocna w tym temacie - może skrzydlate coś dorzuci?
        Wydaje mi sie, ze tak różne podejście jest związane z róznymi oczekiwaniami i
        stosunkiem zarówno do życia, jak i do śmierci. Ci, którzy boją się śmierci (a
        włąściwie piekła i potępienia wiecznego) widzą ją jako straszne zjawisko. Ci,
        którzy nie boją się i mają inne poglądy na ten temat (wśród nich są też tacy,
        którzy przeżyli śmierć kliniczną, ludzie wierzący w reinkarnację itp.), są w
        stanie przedstawić sobie inny jej obraz. Ciekawe, jak śmierć "widzą" ci, którzy
        popełniają samobójstwo.
        Ciekawe byłoby prześledzenie w jakim rodzaju występuje to słowo w innych
        językach - czy większość jest żeńska?
        • filomena1 Re: wizerunek śmierci 15.03.06, 10:23
          Gosiu, nie ciagne tematu , bo czekam na wypowidzi, inaczej mowiac daje dosc
          do glou innym....
          bardzo ciekawie zaczelas... byly taka wystawa grafiki . o tansu ze
          smiercia, byly ryciny swiatowych artystow... ale to bylo kilka lat temu...
          moze kto pamieta i byl...
          F.
      • natla Re: a spotkanie ? 15.03.06, 12:02
        Otarłam się o śmierć. Opisałam to w wątku "Coś Wam opowiem" i jest też
        w "Naszej książce". Na pewno zmieniło to moje spojrzenie na świat i jego
        wartościowanie. Zakończyłam moje opowiadanko stwierdzeniem, że każdy powinien
        otrzeć się o śmierć i to im szybciej tym lepiej. Mysle, ze świat byłby lepszy.
        A śmierci sie boję i chciałabym tego lęku pozbyć. Moze to przyjdzie
        z wiekiem......nie wiem, ale dobrze by było.
        • filomena1 Re: a spotkanie ? 16.03.06, 13:44
          Nie, ja sie o smierc nie otarlam. To znaczy mie ona w oczy nie zagladnela dosc
          gleboko. Owszem , cierpialam spowodu smierci Ojca i Matki, ale to co innego.
          Nie ucieklam spod kosy, jak to niekotorzy mowia. ANi nie o wlos.
          Ale czuje jej obecnosc , bliskosc. Kilka razy czulam nawet bardzo blisko.
          ALe moze mi sie wydawalo. Zawsze , zylam w strachu , ze smierc zabierze mi
          bliskich. Ogormnie balam sie , ze zostane sierota.
          Ogormnie boje sie o moje dzieci.Sa dorosle. Wlasciwie wpadam w panike, bo moja
          wyobraznia dziala z predkoscia szachisty przewiduje 7 sytuacji do przodu.
          Czy nie pojescie do lekarza, zaniedbanie leczenia, czy to jest jakies
          postepowanie w kierunku samobojczym? Swiadomie , w pewnym sensie swiadomie,
          pozwolic sie wzaizs smierci w objecia .?
          Zdrowka mile Panie.
          Filomena
    • goskaa.l Śmierć - własny wybór? 15.11.06, 09:29
      Po 8 miesiącach wracam do tematu, bogatsza o nowe doświadczenia. Nie, nie
      dotknął mnie ani moich bliskich anioł śmierci. Tylko doszła wiedza "z
      pogranicza", doszły nowe doznania, związane z otwarciem odczuć pozazmysłowych.
      Jak zapewnw się domyślacie, zajmuję się (na wyrost nazwanym) szamaństwem. Praca
      w tym kierunku skutkuje w przedziwny sposób; człowiek zyskuje możliwość
      odczuwania rzeczy i zdarzeń w sposób inny, niż zwykł dotąd.
      Krótko mówiąc, dziewczyna o której wcześniej pisałam, trafiła pod opiekę kogoś
      bardziej ode mnie zaawansowanego w pracy z "innym światem". Okazało się, że za
      jej dążenia samobójcze odpowiadały watahy istot, które dosłownie ją oblepiały.
      Część z nich siedziała w niej, inne szczelnie ją obsiadły. Została oczyszczona
      (możecie to nazwać egzorcyzmami, bo te istoty są odsyłane na włąściwe sobie
      miejsce), nauczono ją szczelnego zamykania się przed takimi bytami. I od tej
      pory skończyły się jej huśtawki nastrojów. Jeśli zdarza się jej chęść
      popełnienia samobójstwa, usuwa sama nieproszonego gościa (jeśli nie może sobie
      z nim poradzić, prosi o pomoc silniejsze od siebie osoby) i w chwilę potem już
      jej ochota na randkę ze śmiercią odchodzi w niebyt.
      Wcześniej zdarzyło mi się czytać, że większość osób wymagających pomocy
      psychiatry to po prostu opętani, ale teraz widzę, że to nie bajki.
      W dodatku wcześniej miałam do czynienia z moją rówieśnicą, która wbrew wszelkim
      przesłankom (dobry, twórczy i nieźle płatny zawód, udane życie rodzinne z
      wyjątkiem rozwodu, za to czuły stały przyjaciel) wpadła w dołek depresji. Mimo
      leczenia - przebywała w szpitalu 8 tygodni na przełomie 2005 i 2006 - po
      zakończeniu terapii nie wróciła do pracy. Zajęła się nowourodzinym wnusiem, ale
      już wcześniej odsunęła się od wszystkich, którzy próbowali jej pomóc. Po
      śmierci kochanej ciotki, którą opiekowała się przez wiele lat, zajęła się
      opieką nad chorymi w hospicjum. 3 maja kończąc spływ rozmawiałam z nią po raz
      ostatni; kolejny raz usłyszałam: - musimy się spotkać... (słyszałam te słowa
      regularnie przez 1,5 roku). 5 maja popełniła samobójstwo. Nie powiem, ile w
      niej siedziało obcych istnień, bo nie byłam w stanie policzyć. Owładnęły ją tak
      mocno, że każde oczyszczenie wystarczało jedynie na kilka dni. Tak do nich
      przywykła, że nie umiała bez nich funkcjonować - nie potrafię dokładnie opisać,
      ale to się czuło w rozmowach prowadzonych z nią w chwilach "czystych".
      Do dziś trudno mi się pogodzić z jej niepotrzebną, bezsensowną śmiercią...
      I czy tak naprawdę to był jej wybór?
      • natla Re: Śmierć - własny wybór? 15.11.06, 10:07
        Gosiu, mysli można spersonifikować. Trudno mi sie na ten temat wypowiadać, bo
        stoje mocno na gruncie i póki sama czegoś takiego nie przeżyje, nie uwierze.
        Dawniej by mnie to rozbawiło, dziś przyjmuję do wiadomosci, ze istnieje jakiś
        świat niewidzialny dla mnie. Jak juz nieraz pisałam, mam wujka "fantaste" w
        Warszaie, który okropnie boleje, ze ja taka jestem wink) To co napisałaś bardzo
        by go zainteresowało.
        Nie wiem, czy to u niego tak niesamowita fantazja, ze widzi różne rzeczy, czy
        może rzeczywiście istnieje coś takiego, drugi świat istot dla mnie nieosiągalny.
        Ma olbrzymią literature na te tematy. Nawet chcąc mu zrobić przyjemność,
        zaczełam czytać. Ale nie, to nie dla mnie.
        Dla mnie śmierć samobójcza, to efekt zmian mózgowychna skutek przeżyc i cześć.
        Pewnie upraszczam, ale jestem niedowiarkiem. Tylko doswiadczenia mogą mnie
        przekonać.
        Wujek twierdzi, że to jest ogromna wiedza, nieodkryta do końca, a nawet prawie
        w ogóle, I z tym się mogę zgodzić. No i jeszcze, ze ta wiedza jest dostępna
        tylko dla niektórych ludzi. Dla mnie niestety nie.
        • maladanka Re: Śmierć - własny wybór? 15.11.06, 10:22
          nasz znajomy technik kryminalny mówił,że ludzie którzy zostali uratowani od
          smierci samobójczej wspominali o strasznej potrzebie zrobienia tego, jakby ich
          coś namawiało do tego,pchało...
          Coś w tym jest ponieważ sposoby popełnienia samobójstwa są wręcz trudne do
          wytłumaczenia.Np.kuzynka znajomych po prostu stała przy oknie ze sznurkiem
          zaczepionym o klamkę okna i szyję.
        • goskaa.l Re: Śmierć - własny wybór? 15.11.06, 11:59
          Natlo, jeśli masz ochotę, możesz to dać wujkowi do przeczytania. Co prawda
          myślę, że nie przeczytałby niczego o czym nie wie, ale proszę bardzo.
      • filomena1 Re: Śmierć - własny wybór? 17.11.06, 09:29
        Goskaa napisala : > I czy tak naprawdę to był jej wybór?

        Gosiu, uderzyłas w pote'ny beben. Otoz wlasnie czy my , ludzie, homo spaiens sapiens mamy tak
        naprawde wolna wole ?
        To bardzo głeboki problem w filozofii. Nam sie wydaje, ze mamy wolna wole, ale właśnie Twoja
        opowieśc podwaza to "wydawanie nam sie".
        Osobiście myśle , ze do jakiegos punktu ten wybor mamy, niestety. co dowiedzione. ze gdybysmy
        drugi raz przezyc mieli te same sytuacje. choc to w 100 procentach jest nie mozliwe. to biegu
        wydarzen nie moglibysmy zmienic,
        Z drugiej strony. mozna by sądzić , ze przerzuca sie wszystko na srodowisko. ludzi i okolicznosci.
        zbiegu przypadkow, ktore przypadkami nie sa.
        To tak jak z opowiadniami Viktora Hugo. ktory własnie udawadnic chce, ze jego skazancy zostali
        nimi nie z własnego wyboru. chocby wszystko na to wskazywało.
        tymczasem tyle.
        Pozdrawiam, i dzieki Goskaa. bardzo interesująco to napisałaś,
        • natla Wolna wola? 19.11.06, 09:35
          Zawsze uważałam, ze wolna wola i w ogóle wolnosć istnieją , ale w pewnych
          granicach. Przecież Ciagle jesteśmy ogrraniczani - życiem społecznym, nakazami,
          zakazami, wychowaniem, środowiskiem, narzuconymi normami. Wolna wola zawsze
          musi wybrać między złem a dobrem, cokolwiek to dla jednostki znaczy.
    • dr.wal2 Re: randka ze smiercia 15.11.06, 12:25
      www.dignitas.ch/

      taniej niz bilet lotniczy..,pozatem WTC wiez jez niema ...
    • mania1119 Re: randka ze smiercia 15.11.06, 23:05
      Zauwazylam,ze jesli chodzi o samobojstwa,wytwarza sie pewien mechanizm
      ułatwienia-samobojstwo dokonane przez jedna osobe ulatwia dokonanie go przez
      inna.Nie wiem,czy to mechanizm identyfikacji czy jakis inny.Na pewno ogromna
      determinacja-ale bez mozliwosci przewidzenia konsekwencji,bo nie sa one nam
      znane.
      Jednakowoz moje myslenie w tej kwestii pozostaje w kategoriach funkcjonowania
      psychiki a nie nieznanych nam mocy,do ewentualnego wypędzenia.Kazdy sposob
      jednak dobry,jesli pomaga rzeczywiscie i trwale.Hmm.

      __________________________________________
      Ciesz się chwilą.Ta chwila to Twoje życie.
    • hanka93 Re: randka ze smiercia 19.11.06, 08:29
      Trzeba być w głębokiej depresji żeby targnąć się na życie.To jest cena za
      milczenie ,za brak miłości i nie umiejętność poradzenia sobie z tym
      faktem.Samobójstwo uwalnia człowieka z gry, że wszystko super, jak cierpi.
      Całe społeczeństwo nie można obarczać za samobójstwa ale graczy miłości w
      rodzinie tak.Żaden człowiek kochany autentycznie nie targnie się na własne
      życie.
    • graga211 Alkoholizm, także taniec ze smiercia 19.11.06, 11:07
      To jest choroba, ale przez społeczeństwo akceptowana, zamiast zwalczana. Czyny
      dokonane pod wpływem alkoholu są rozgrzeszane („bo miał wypite”wink, a sam
      alkoholik traktowany jak święta krowa w Indiach.
      Mój sąsiad, not a bene dobry, spokojny, życzliwy, a nade wszystko baaardzo
      bogobojny człowiek, był wieloletnim alkoholikiem, który jak zaczął, to pil 2
      tygodnie, po czym pogotowie ratunkowe odwoziło go na intensywną terapię, tam go
      odtruwano, potem zawożono do Andrychowa do specjalistycznej placówki, by po 2-3
      tygodniach przywieźć do domu odrodzonego. Po miesiącu – dwóch
      znowu „zaskakiwał” i wszystko powtarzało się utartym szlakiem. Nikt nie
      najmował go już do pracy, wiec Komisja Lekarska przyznała rentę, systematycznie
      tez przyjmował lekarstwa dotowane przez Fundusz Zdrowia (czyli przez nas,
      społeczeństwo) i leczył się, jak widać bez efektu, bo alkoholik MUSI CHCIEĆ
      zerwać z nałogiem.
      Nieraz namawiałam na AA zarówno jego, jak i żonę, która wprawdzie nie piła,
      lecz 35 lat takiego życia zrobiło spore spustoszenie w jej psychice. Ale to
      było daremne – ona dyżurowała, prała, szorowała z wymiocin, gotowała rosołki,
      po prostu była idealna pielęgniarką, której nieraz dostał się kopniak, bo mężuś
      pod wpływem alkoholu robił się gieroj.
      Nagle żona zachorowała i po 3 tygodniach beznadziejnej walki – umarła. On w tym
      czasie pił, nawet nie wiedział, że żona umiera. W niecałe pół roku później
      znaleziono go martwego na podłodze w swoim mieszkaniu zapitego na śmierć. Ot,
      zabrakło pielęgniarki...
      Kiedy mieszkanie opróżniano, butelki z napoczętą wódką znajdowano w najbardziej
      nieprawdopodobnych miejscach: a to w spłuczce WC, a to w kloszu lampy, a to w
      gumowych cholewach...
      On już chyba nawet nie pamiętał, gdzie miał pochowane zapasy.
      Ale nałóg można zwyciężyć, trzeba tylko chcieć, a najbliższe otoczenie musi
      zdawać sobie sprawę, ze recydywa może nastąpić w każdej chwili, dlatego
      konieczne jest ciągłe wspieranie alkoholika w jego szalenie trudnej walce z
      samym sobą.

      Inny przykład: lekarz, którego de facto rozpili pacjenci. Pewnego wieczora
      wrócił do domu i dostali ataku delirium. W resztach świadomości zawołał do
      żony, by przywołała karetkę pogotowia, bo umiera. Na to ona: A zdychaj, mnie to
      już nie obchodzi! I pan doktor wspomina, ze wtedy po raz pierwszy dotarło do
      niego, ze to już jest jego koniec.
      Mija 15 lat jak nie wypił nawet łyka piwa… Czasami uśmiecha się z goryczą, ze
      na wszystkich przyjęciach robi za taksówkarza jako jedyny trzeźwy...
      • mania1119 Re: Alkoholizm, także taniec ze smiercia 19.11.06, 19:46
        Czyli mechanizm wspierania bywa przewrotny...
        Niemniej,mam wrazenie,ze o wolnej woli w przypadku samobojcow trudno mowic.No
        nie wiem,ale bardziej mi sie wydaje ze to szalona,wrecz niewolnicza,
        determinacja do położenia kresu sytuacji,poczucie "dalej tak nie mogę".
        Wolnosc wyboru to dla mnie bardziej jest wtedy,kiedy wiem,jak maja wygladac
        koncepcje,z ktorych mam wybrac.
        Jesli chodzi o alkoholikow-to wiadomo,ze alkoholizm znosi wolę- i to jest
        podstawowy problem.
        Nie da rady ująć tego w zadne schematy.Zawsze jest to indywidualny dramat.Pisze
        to,bo zawsze,mimo woli,przymierzam sie do takiej sytuacji z mysla,co mozna by
        zrobic.I okazuje sie,ze w kazdej jest inna hierarchia waznosci spraw i potrzeb
        zaangazowanych.Wiec np.zawodowo staram sie przyjac zasady podstawowe- w
        przypadku alkoholikow:kogo chronic najpierw (zwykle dzieci).A jako ogolna
        zasade -nie przegapiac innych na tyle,na ile jest to mozliwe.-

        A imponuje mi to,ze tu,na Forum,sa ludzie,ktorzy potrafia dac swoje emocje i
        poglądy-nawet jesli czasem oznacza to spór,to warto.
        __________________________________________
        Ciesz się chwilą.Ta chwila to Twoje życie.
        • graga211 Czy to juz demencja??? 19.11.06, 20:54
          Maniu, kochana, dlaczego nie przywolasz mnie do porzadku? Przeciez post
          wkleilam nie w ten watek, co nalezalo i dopiero teraz to zauwazylam.
          Co sie ze mna dzieje?!?! To juz nie pani Sklerozja, oj, nie!
          Przepraszam wszystkich.
          • mania1119 Re: Czy to juz demencja??? 19.11.06, 21:41
            Dlaczego?Tytul postu jak najbardziej adekwatny w kategoriach powolnego
            samobojstwa-przynajmniej ja to tak zrozumialam.Tyle,ze moj komentarz byl w
            kategoriach moich refleksji,ktore narastaly od kilku dni.Wszystko sie zgadza.
      • goskaa.l Re: Alkoholizm, także taniec ze smiercia 20.11.06, 08:00
        graga211 napisała:
        > (...) wrócił do domu i dostał ataku delirium. W resztach świadomości zawołał
        > do żony, by przywołała karetkę pogotowia, bo umiera. Na to ona: A zdychaj,
        > mnie to już nie obchodzi! I pan doktor wspomina, ze wtedy po raz pierwszy
        > dotarło do niego, ze to już jest jego koniec.

        Podobno żeby udało się zerwać z nałogiem, trzeba sięgnąć dna...
        I podobno największym wrogiem alkoholika jest biedna, współczująca żona -
        pielęgniarka. Właśnie takie słowa powinien usłyszeć każdy alkoholik. i to im
        szybciej, tym lepiej dla niego.
        • graga211 Re: Alkoholizm, także taniec ze smiercia 20.11.06, 08:19
          >Właśnie takie słowa powinien usłyszeć każdy alkoholik
          Nie alkoholik, Gosiu, tylko ŻONA! ŻONA!
          18 lat wspolnej znajomosci przekonalo mnie, ze niestety ta biedna, pokrzywdzona
          zona, ktora nie godzila sie na AA ani nie podejmowala zadnej rozmowy na bolesny
          temat, zawsze ukrywala przed dziecmi, przed rodzina, przed przyjaciolmi - byla
          najwiekszym zagrozeniem dla meza alkoholika. I zal mi, ze tak wlasnie mowie,
          lecz my obcy robilismy co tylko mozna bylo, by pomoc tej rodzinie, a jemu wyjsc
          z nalogu, lecz wszystko rozbijalo sie nie o niego lecz o jego zone.
          Do dzisiaj nie mozemy sie otrzasnac...
          Maniu, dziekuje. smile
          • maladanka Re: Prof.Antoni Kępiński 20.11.06, 09:36
            kilka jego wypowiedzi na temat samobójstwa z ksiązki "Autoportret człowieka"
            "Liczba zamachów samobójczych zazwyczaj maleje w tych okresach,gdy smierc jest
            blisko /np.podczas wojen czy kataklizmów przyrody/"

            "U młodych osób samobójstwo jest wołaniem o pomoc,u starszych juz tylko
            wołaniem o śmierć"

            "Smierc jest odpoczynkiem,końcem znoju życia,jest ucieczką przed wszystkim,co
            człowieka gnębi.Gdy świat odpycha,wówczas tylko śmierć przyciąga"

            • banitka51 Re: Prof.Antoni Kępiński 20.11.06, 12:03
              maladanka zacytowała Prof.Antoniego Kępińskiego:

              > "Smierc jest odpoczynkiem,końcem znoju życia,jest ucieczką przed wszystkim,co
              > człowieka gnębi.Gdy świat odpycha,wówczas tylko śmierć przyciąga"
              >
              Mam wrażenie, że nic dodać, nic ująć i -jakby wątek nie obrastał w spojrzenia z
              różnych stron - to jest to właśnie meritum.
              Po prostu 'świat odpycha', niczego już w ziemskim życiu nie jest się ciekawym,
              nic nie cieszy, traci sens codzienna walka i świętowanie.
              Odwaga na przejście w ten inny wymiar potrzebna tylko do pokonania resztek
              nadziei, ale gdy jej brak, wówczas wszelkie wahania/obawy tłumi
              wszechogarniająca niechęć do życia tu, na ziemi.
          • goskaa.l Re: Alkoholizm, także taniec ze smiercia 20.11.06, 10:57
            Grago, nie zrozumiałaś mnie. chodzi mi o słowa, które powiedziała żona do męża -
            alkoholika: "- A zdychaj, mnie to juz nie obchodzi!-".
            Taka żona, jaką opisałaś, jest największym zagrożeniem dla całej (chorej)
            rodziny.
        • hanka93 Re: Alkoholizm, także taniec ze smiercia 21.11.06, 09:43
          A zdychaj, mnie to juz nie obchodzi!-".

          Te słowa żony do męża alkocholika są prawdziwe.Ona jest taką osobą od początku
          związku z tym alkocholikiem tylko ukrywa ten fakt nadopiekuńczością i
          pokazywaniem jaka dobra.
          Żony alkocholików są współzależnione.To one uciekają od terapii i prawdy o
          swoim życiu.
    • dr.wal2 Re: randka ze smiercia ... 20.11.06, 11:05
      .. jestesmy na nia umowieni w chwili narodzin
      czy Kostucha to Pani ?,-obrazi sie jesli sie spuznimy ???
      • graga211 Re: randka ze smiercia ... 20.11.06, 16:57
        > czy Kostucha to Pani ?,-obrazi sie jesli sie spuznimy ???
        Nigdy nie spóźnimy się, nie bój żaby - jak ktoś kiedyś mawiał. 'Umrzeć zawsze
        zdążysz', przypominam mężowi, który wszystko musi mieć zrobione na wczoraj.
        Ale może jednak bywa, że Ta Pani z Kosą spóźnia się?
        Jeśli tak, to dobrze czy źle?
    • filomena1 Lokator 21.11.06, 07:23
      Pierwszy raz oglądałam film Polanskiego z nim w roli glownej" Lokator" )Adjani tez gra dobrze,
      Strasznie mnie zmeczył. Świetne studium psycho, Niby zwykle życie, codzienność.A można zwariować i
      wyskoczyć przez okno.
      Fil.

      PS, wczorj pociagi na jednej linii miały godzinne opóznienie ponieważ ktos rzucił sie pod pociag,
      • dr.wal2 Re: Lokator 21.11.06, 08:09
        filomena1 napisała:

        > Pierwszy raz oglądałam film Polanskiego z nim w roli glownej" Lokator" )
        Adjani
        > tez gra dobrze,
        > Strasznie mnie zmeczył. Świetne studium psycho, Niby zwykle życie,
        codzienność
        > .A można zwariować i
        > wyskoczyć przez okno (z parteru).
        > Fil.
        >
        > PS, wczorj pociagi na jednej linii miały godzinne opóznienie ponieważ ktos
        rzu
        > cił sie pod pociag (miau pociong do pocionguf).
        • graga211 dr.wal2 - o co chodzi? 21.11.06, 08:45
          O literówki? Moja klawiatura lubi sama sobie cos tam wsatwić, coś za mnie
          dokończyć... A Fil to my już wiemy, że bardzo spieszy sie, nie nadaża za swoimi
          myślami, a poza tym ćwierć wieku mieszka poza granicami Polski bynajmniej nie
          w "polskim szikago"! - i bardzo boleje, że miewa trudności. To piekne i godne
          pochwały, gdy krajanie żyjący na obczyźnie utrzymują kontakt "pisany" z nami,
          przecież dużo trudniejszy od "gadanego". Zobacz jak del.wa, tesunia, grazyna10
          pięknie sobie radzą.
          • dr.wal2 Re: dr.wal2 - o co chodzi? 21.11.06, 11:15
            Autor: graga211
            Data: 21.11.06, 22:56
            O literówki? Moja klawiatura lubi sama sobie cos tam wsatwić, coś za mnie
            dokończyć...


            Hej Graga , nie ma bledu w Twojej klawiaturze ,,,to tylko moj malpi zart-
            przepraszam , z tym przez okno wyskakiwaniem - tylko z parteru,teraz to dobra
            rada.
            Za godzin pare "dojde" do siebie-"kwasnica" juz w garze bulgocze,-bedzie lepiej.
            Pzdr.
        • filomena1 Re: Lokator 21.11.06, 10:21
          dr.wal2 napisał:
          doktorze walteż
          Dziekuje za uwagi. słuszne , jakby nie było, aczkolwiek ......
          zaraz. zaraz. Czy piszemy tutaj artykul prasowy, uzasadnienie sądowe, akt oskarżenia. może? czy
          rozmawiamy zwyczajnie.
          Nie bardzo rozumiem . Byc moze nie znasz filmu. Calkiem prawdopodobne. Mimo wszystko,,,,
          Jak myślisz czy Polsński w filmie skakałby z parteru?

          sluże wyjaśnieniem : osoba rzuciła się pod pociąg, to był to superexpres TGV.
          Nie bardzo wiem pod jaki inny pociąg, niz kolejowy , można sie rzucić.
          pozdrawiam
          Fil,
          • dr.wal2 Re: Lokator 21.11.06, 15:48
            Autor: filomena1 ☺
            Data: 21.11.06, 10:21

            Jak myślisz czy Polsński w filmie skakałby z parteru?
            .. aa uwazasz ze rzucilby sie z pierwszego pietra ? nawet niskiego ?


            Nie bardzo wiem pod jaki inny pociąg, niz kolejowy , można sie rzucić.

            .. ale droga Filomeno,jak sama nazwa forum wskazuje ..,to i owo w naszym wieku
            o pociagach roznych wiedziec powinnismy,czy jak ?

            Pzdr.
            • e-baba Re: randka ze smiercia 21.11.06, 21:35
              W calości zgdadzam się z wypowiedzią Banitki, która napisala:
              > maladanka zacytowała Prof.Antoniego Kępińskiego:
              > "Smierc jest odpoczynkiem,końcem znoju życia,jest ucieczką przed wszystkim, >
              > co człowieka gnębi.Gdy świat odpycha,wówczas tylko śmierć przyciąga"
              >
              > Mam wrażenie, że nic dodać, nic ująć i -jakby wątek nie obrastał w spojrzenia
              > z różnych stron - to jest to właśnie meritum.
              > Po prostu 'świat odpycha', niczego już w ziemskim życiu nie jest się ciekawym,
              > nic nie cieszy, traci sens codzienna walka i świętowanie.
              > Odwaga na przejście w ten inny wymiar potrzebna tylko do pokonania resztek
              > nadziei, ale gdy jej brak, wówczas wszelkie wahania/obawy tłumi
              > wszechogarniająca niechęć do życia tu, na ziemi.

              I na tle tej wypowiedzi chcialabym dodać moją refleksję:
              Każde samobójstwo, bo czym innym jest wybór miejsca i czasu śmierci, stanowi
              dla mnie decyzję nieszczęśliwego do głębi człowieka. Człowieka bezradnego
              wobec problemów, w walce z którymi okazał się za słaby lub człowieka bardzo
              osamotnionego, który przestał wierzyć, że istnieje ktoś, kogo jego los choćby
              obchodzi. Kiedy przestaje się wierzyć w ludzi, a nawet w boską opatrzność, to
              człowiekowi nic już nie zostaje.

              Albo kiedy człowiek z samego bólu się składa lub strachu, aby dla najbliższych
              ciężarem ponad ich siły się nie stać, lub kiedy właśnie wtedy człowiek
              opuszczony przez wszystkich zostaje – to jak ma dalej żyć?

              I jeżeli przyznajemy człowiekowi prawo do dokonywania wyborów, to uważam, że
              konsekwentnie musimy mu przyznać i prawo do decyzji skutkujących jego
              odejściem. Kiedy człowiek nie widzi sensu dalszego istnienia, kiedy nie ma w
              nim ciekawości co będzie jutro, kiedy braknie wiary, że następny dzień będzie
              lepszy od dotychczasowych i po prostu nie chce dalej żyć, bo życiem nie jest
              już zainteresowany – należy takie prawo uszanować.

              Jeden tylko warunek – decyzję taką ma prawo podejmować tylko człowiek dorosły,
              który jest w stanie podjąć ją po zestawieniu wszystkich argumentów za i
              przeciw, i który, mając już doświadczenie życiowe, potrafi dokonać tego bilansu
              właściwie.

              Z pewnością za podjęcie tej decyzji odpowiedzialność ponosimy wszyscy jako
              społeczeństwa, bo przestrzeń, którą ludzie starają się odgrodzić od siebie,
              staje się coraz większa. Zaganiani, wpatrzeni w stawiane sobie kolejne cele, w
              pośpiechu nie dostrzegamy tych innych, którzy z boku, nie z własnej winy
              stoją. Później ubolewamy gromadnie nad powszechną znieczulicą, równocześnie
              wyłączając siebie z grona winnych, bo przecież nie znaliśmy człowieka.

              Zdjęci żalem nad tym, który odszedł, nie widzimy, że komuś, kto jest w
              pobliżu – również jest tak bardzo źle, że właśnie zaczyna sporządzać swój
              bilans.

              A przecież każda decyzja o odejściu powinna być dla nas wszystkich tragiczna,
              bo każdy człowiek odchodząc jakąs pustkę po sobie w świecie zostawia.
              Więc może warto rozejrzeć się, czy wokół nas nie ma kogoś, kto nie jest w
              stanie swej samotności lub ludzkiej obojętności dłużej znosić. Może uda się
              odwieść go podjęcia decyzji, której skutku przecież odwrócić się nie da.


              I coś, co mi właśnie na myśl przyszło. Ciekawe, że rzadko przyczyną samobójstw
              dorosłych ludzi (w przeciwieństwie do dzieci i młodzieży, ale to temat na
              osobny wątek), jest nieszczęśliwa miłość. Aż dziwne, zważywszy na siłę tego
              uczucia, które podobno uderza nie bacząc na wiek swej ofiary.
            • p.a.d.a.l.c.o.w.a pociąg, nie_pociąg 21.11.06, 21:49
              dr.wal2 napisał:

              >
              > .. ale droga Filomeno,jak sama nazwa forum wskazuje ..,to i owo w naszym
              wieku
              > o pociagach roznych wiedziec powinnismy,czy jak ?
              Pzdr.

              Widzę, że poziom dowcipów coraz niżej... od parteru.
              Liczę, że owa kwaśnica dopomoże.
              • dr.wal2 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 10:29
                Autor: p.a.d.a.l.c.o.w.a ☺
                Data: 21.11.06, 21:49
                Widzę, że poziom dowcipów coraz niżej... od parteru.


                to wszystko przez moja wrodzana wstydliwosc
                nigdy niezaczynam od ... strychu .
                • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 11:08
                  dr.wal2 napisał:

                  > to wszystko przez moja wrodzana wstydliwosc
                  > nigdy niezaczynam od ... strychu .

                  ważniejszym jest....jak kończysz.
                  • dr.wal2 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 11:40
                    Autor: p.a.d.a.l.c.o.w.a ☺
                    Data: 22.11.06, 11:08

                    ważniejszym jest....jak kończysz.

                    .. ja wiekszosc,najczesciej nienajlepiej
                    w przyszlej reinkarnacji bede ostrozniejszy

                    aa Ty z zakonczen niezadowolona ???
                    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 13:46
                      dr.wal2 napisał:
                      > aa Ty z zakonczen niezadowolona ???

                      Z zakończeń twoich dowcipów ?
                      Jak dotąd niezadowolona.
                      • dr.wal2 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 13:54
                        p.a.d.a.l.c.o.w.a napisała:

                        > dr.wal2 napisał:
                        > > aa Ty z zakonczen niezadowolona ???
                        >
                        > Z zakończeń twoich dowcipów ?
                        > Jak dotąd niezadowolona.

                        .. nie moge nic na to zaradzic,proponuje Ci zakonczenia
                        "Rozmow niedokonczonych " na RM.
                        • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 18:19
                          dr.wal2 napisał:
                          > .. nie moge nic na to zaradzic,proponuje Ci zakonczenia
                          > "Rozmow niedokonczonych " na RM.
                          ]
                          "zaradzenia" - (ah, cóż to za słowo?.. >surprised ) nie oczekiwałam.
                          Zaradzam ci pracę pozytywistyczną u podstaw.
                          Mianowicie nad poziomem własnych żartów.
                          • dr.wal2 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 19:30
                            Autor: p.a.d.a.l.c.o.w.a ☺
                            Data: 22.11.06, 18:19
                            "zaradzenia" - (ah, cóż to za słowo?.. >surprised ) nie oczekiwałam.

                            dr.walsmile) ja tez Ciebie kocham.

                            p.a.d.a.l.c.o.w.a smile)Mianowicie nad poziomem własnych żartów.

                            dr.walsmile) niesalonowe ?,coz poczac,czegoz oczekiwac po tym co RM slucha ?
                            kazdy z zartow(?)musze tlumaczyc,niestety .


                            • dr.wal2 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 19:56
                              Re:Autor: p.a.d.a.l.c.o.w.a ☺
                              Data: 22.11.06, 18:19


                              Raz jeszcze,zanim se legne,droga p.a.d.a.l.c.o.w.a czy mozesz wytlumaczyc
                              takiemu tlukowi jak ja dlaczego moje sformulowanie "pociag do pociagow" az
                              tak Cie zezlilo ? .

                              Pozdrawiam i Nocy Rozkosznej Ci Zycze

                              dr.wal z Rabalskich
                            • natla Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 20:50
                              Kurna chata! Czy ja Was mam porozstawiać po kątach? Najlepiej na klęczkach i na
                              grochu? wink))
                              Tak to juz jest w słowie pisanym, ze można mieć różne skojarzenia wink)
                              Niedomówienia są dobre w realu, tu raczej , przynajmniej na ogół, trzeba
                              dokładnie pisać. Dwuznaczniki, nawet najniewinniejse, zawsze są odbierane z tej
                              gorszej strony. Tego mnie nauczyły dwa lata forum smile
                              • graga211 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 21:19
                                Admineczko, chuchaj, dmuchaj póki czas, bo jeszcze chwila, a może być za poźno!
                                Już ja coś o tym wiem.
                                A Ty Fil siedź cicho i nie podskakuj. Zapomniałaś?!?
                                • natla Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 21:40
                                  A ty przestaniesz mnie karcić wink)))
                                  • graga211 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 22:21
                                    natla napisała:

                                    > A ty przestaniesz mnie karcić wink)))
                                    Jasne, już czmycham pod miotłę!
                                    • natla Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 23:20
                                      Tak sie czasem zastanawiam....po co mi to......
                                      • mania1119 Re: pociąg, nie_pociąg 22.11.06, 23:22
                                        Moze Tobie po nic-ale nam na pewno po to,zebys wkroczyla w odpowiednim momencie-
                                        za co Ci dziekujemy!
                                        • graga211 No i właśnie... 23.11.06, 05:20
                                          ... o to chodzi, Natleńko. I nie pękaj, GDYŻ TYLKO DZIEKI TOBIE to forum tak
                                          kwitnie!!!!
                                          • natla Re: No i właśnie... 23.11.06, 09:19
                                            Coś Ty, ja nie pękam, ja tylko tak sobie gg....wink))
            • filomena1 dr waltu to i owo tam 21.11.06, 22:10
              alez Drogi Dr Waltu..... wal tam.....

              napisał:jak sama nazwa forum wskazuje ..,to i owo w naszym wieku
              > o pociagach roznych wiedziec powinnismy,czy jak ?

              nie wiem na ile jakie masz poczucie homuru. Ale ostrzegam Doktorku. uwazja Waść z waleniem....
              • graga211 owo tam mi sie wpisalo... 22.11.06, 21:20
                ...wiec kochana Filomenko zagladnij wyżej do mojegu postu, proszę grzecznie. smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka