Dodaj do ulubionych

Jak dbamy o zdrowie?

07.08.06, 15:01
Link do archiwalnego wątku:

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=25677903&a=32541546
No właśnie. Za tydzień popędzę na USG, na które czekałam chyba kilka miesięcy.
Obserwuj wątek
    • natla Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 15:16
      Ja sie obijam, ale mnie przyjaciółka okrutnie dusi i każe biegać po dochtorachsad
      O wałśnie....miałam zadzwonić. Jak nie zadzwonie, to znów bedę musiała
      wysłuchać przez telefon jej godzinnego kazania.
      • wiktoria53 Natlo, słuchaj się przyjaciółki, koniecznie! 07.08.06, 15:23
        Dbanie o zdrowie nie kosztuje zbyt wiele...no za wyjątkiem czasu i dobrych
        chęci.Badania trzeba robić, a reszta nie zależy już od nas.
        • natla Re: Natlo, słuchaj się przyjaciółki, koniecznie! 07.08.06, 15:47
          No własnie ten czas i dobre chęci ludzi z którymi rozmawaim. Dzięki Tobie będę
          się mogła wykazać przed psiapsiólą.....zdobyłam nr tlefonu i nawet wykonałam
          kilka, ale przecież już po 15-tej. smile
    • kryzar Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 15:37
      jeść a nie żreć
      trochę się ruszać i to chyba podstawa
      • natla Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 15:45
        100 % racji, Krystynko, ale moze sie juz zaczynać zmęczenie materiału smile
        • muraszka1 Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 17:34
          nie dbam chyba,moje spotkania z lekarzem sa zwykle poprzez pogotowie kiedy juz
          jest powazna awaria,teraz moja druga polowa jest kontuzjowana,pewnie umre w
          biegu i tak chyba jest lepiej wink
          • regine Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 18:11
            Ano dbam tak jak i po wpisach widzę. Idę, lub mnie wiozą, gdy całkiem robi się
            krucho. Dość mam lekarzy, chorób i lekówsad Coraz częściej odzywa się nie
            leczone systematycznie serce. Za dużo ostatnio wrażeń, potrzebuje po trzykroć
            spokoju, to po pierwsze. Chyba tak jak napisała Muraszka, padnę gdzieś na
            trasie, będzie szybko i po bólu, nie będzie czasu aby pomyśleć, że to już
            koniec.Ale to chyba dobrze...
            • annal74 Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 19:10
              Wydaje mi się( obecnie po operacji ), że to nie jest dobrze . Żzycie dano nam
              raz i trzeba je szanować i troszczyć się o stan zdrowia , wiem powiecie ,że
              brak czasu ,źle działająca służba zdrowia itd ale jak sobie pościeliesz tak się
              wyśpisz.Darowano mi zdrowie i teraz dbam o terminowe badania , bo cudnie pobyć
              jeszcze tu z Wami.
              • del.wa.57 Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 20:24
                Różnie dbamy o to nasze zdrówko,generalnie dbam o siebie,ginekolog raz w
                roku,mammografia,wlaśnie powinnam ją zrobić juz wcześnie o parę miesięcy,ale
                pójdę dopiero jak sie ochłodzi u nas w dalszym ciągu gorąco,może nie tak
                upalnie,ale gorąco,byłam rok temu na mammografi,destysta zaliczny/w kraju/jak
                bylam na urlopie,pozatym wszystko w miarę,nic mi szczególnie nie
                dokucza,kręgosłup hmmmm,jak juz pisałam trzeba nauczyc się z tym zyć.
                • natla Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 20:58
                  Ja właściwie też zdrowa jest, no prawie, bo ostatnio mi kazano do końca życia
                  leczyć nadciśnienie. Jakby na tym syanęło, to moze być. Poproszę więc
                  serdecznie MNIĘ NIE DENERWOWAĆ wink))))))
            • natla Re: Jak dbamy o zdrowie? 07.08.06, 20:55
              Aleście sie z Muraszką rozmarzyły....wink))
              • tesunia Re: Jak dbamy o zdrowie? 08.08.06, 09:24
                do wszystkich kontrolnych obowiazkowych badan dodac same pozytywne mysli o
                zdrowku,to polowa sukcesu w zdrowiu,
                przebywanie wsrod zyczliwych/optymistycznych ludzi,
                spedzanie wolnego czasu w cudownych miejscach....
                • krista57 Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.08.06, 10:08
                  Dziewczyny,dbajcie o zdrowie.Najwiecej chorób dopada w wieku 50-60 lat.Jestesmy
                  wlasnie w tym paskudnym wieku!
                  Korzystajmy z wszelkich badań przesiewowych i profilaktycznych.
                  Piszę to dlatego,poniewaz w dwóch moich organach po badaniu
                  cyto-histopatologicznym wykryto i wycięto tzw gruczolaki /ADENOMA/,ktore
                  są łagodnymi nowotworami. Po latach mogłyby zezłosliwiec.

                  • wiktoria53 Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.08.06, 10:13
                    Kristo, dobrze, że trzymasz rękę na pulsie...: widzicie dziewczyny, że nie
                    warto czekać z badaniami. Natlo, jak tam z rejestracją na badania? smile)
                    • mania1119 Re: Jak dbamy o zdrowie? 10.08.06, 00:46
                      Ja jestem zwolenniczka cięć radykalnych.Na dalsza starość to,jak tak dalej
                      pojdzie, pewnie bede azurowa...
                      • kasia573 Re: Jak dbamy o zdrowie? 10.08.06, 16:06
                        Ja jestem juz ażurowa, ale wewnatrz. Ponoć nie mam już 40% kości. Nigdy żadnych
                        złamań, ani problemów.Kilka lat temu w przychodni były badania za 15zł.Poszłam,
                        myśląc że wyrzucam pieniądze. Wykryto osteopenię (czy jak jej tam na imię).
                        Zbagatelizowałam i nic nie robiłam.Po trzech latach taka diagnoza, o jakiej
                        w drugim zdaniu. Gdybym pewnych rzeczy nie kontrolowała, już by mnie tu być
                        może nie było lub cierpiałabym bardzo. Zachęcam do profilaktyki. Staram się
                        robić regularnie badania choć, oczywiście, chętniej doradzam je innym.
                        • sagittarius954 Re: Jak dbamy o zdrowie? 11.08.06, 05:21

                          Nieraz robienie profilaktyki bardziej boli niż sama diagnoza , wy kobiety macie
                          w sobie wielke odwagi stając oko w oko z chorobą , ja jej tyle nie mam choć
                          nieraz myslęsmile . Biorę to co mi los przyniesie i pewnie już tak zostanie.
                          • kasia573 Re: Jak dbamy o zdrowie? 11.08.06, 10:01
                            My chyba bardziej jesteśmy uświadomione jeśli chodzi o najbardziej zagrażające
                            nam choroby w wieku...w jakim jesteśmy. Profilaktyka wg mnie to także dbanie
                            o rodzinę. Przecież większość z nas jest komuś potrzebna. Jeśli o mnie chodzi,
                            to już w młodości dostałam lekcję od losu.
                            • ania091951 Re: Jak dbamy o zdrowie? 11.08.06, 16:49
                              -Wlasnie odebralam wyniki badan i wykryto podwyzszony cukier norma 99 u mnie
                              109 ale czuje sie dobrze nic mi nie dolega.Jutro pojde powtorzyc
                              badania.Lekarz zalecil zrzucic pare kilogramow ,wiec od poniedzialku schudlam 2
                              funty. Jem prawie same warzywa i czuje sie jak krolik
      • not_forever Re: Jak dbamy o zdrowie? 18.06.07, 16:21
        kryzar napisała:

        > jeść a nie żreć
        > trochę się ruszać i to chyba podstawa

        Ja jeszcze dodałabym : jak najmniej przejmowania sie sprawami na ktore nie mamy
        wpływu i stresów. zauważyłam u siebie, że im więcej mam kłopotów tym gorzej się
        czuję. Staram się więc maksymalnie relaksować. Ostatnio kupiłam sobie płytę z
        muzykoterapii. Płyta nazywa się "Naturalna Relaksacja". Działa świetnie. Piękna
        i odprężająca muzyka. Mogłabym słuchać bez końca a potem i problemy wydają się
        jakieś mniejsze. Znalazłam to w internecie. dla chętnych do wypróbowania podaję
        adres. www.solitudes.pl
    • malwina52 Re: Jak dbac o zdrowie... 28.09.06, 12:30
      O pożytkach z jedzenia grejpfrutów, czosnku oraz picia piwa

      serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3648002.html
      najbardziej spodobalo mi sie to co napisali o piwiesmile
      toz to cudowny napoj!!!!!!
      wiec pij piwo na zdrowie

      "Schudnąć po piwie

      Po zdrowych owocach i warzywach kolej na zdrowy napój. W kuchni
      śródziemnomorskiej jest nim na ogół czerwone wino, ale polscy i izraelscy
      naukowcy (tym razem pierwszym autorem pracy jest dr Zenon Jastrzębski z
      Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie) postanowili przyjrzeć się
      działaniu piwa. Piwo cieszy się raczej złą sławą, obarcza się go m.in.
      odpowiedzialnością za tycie (nie bez powodu dodatkowy tłuszcz na brzuchu
      piwosza zwany jest "mięśniem piwnym"). - Nic bardziej mylącego - twierdzi dr
      Jastrzębski. - Przyrost wagi to raczej efekt golonek, kiełbasek czy chipsów
      zjadanych przy okazji picia piwa - dodaje naukowiec. - Z naszych badań wynika,
      że piwo nie tuczy, lecz odchudza. Choć trzeba uczciwie powiedzieć, że nie
      badaliśmy pełnego piwa, ale jego liofilizat, a więc to, co zostaje po
      odparowaniu wody i alkoholu, bo sam alkohol jest - jak wiadomo -
      wysokokaloryczny.

      Dokładny raport na temat piwnej kuracji zamieszcza najnowsze wydanie "Food and
      Chemical Toxicology". Uczeni sprawdzali, jak reagują na liofilizat piwa dwie
      odmiany szczurów - zwykłe gryzonie oraz te z genetycznie uwarunkowanym
      nadciśnieniem. Połowa zwierząt dostawała przez dziesięć dni liofilizat piwa,
      połowa - roztwór soli fizjologicznej. Szczurom regularnie mierzono ciśnienie
      krwi i kontrolowano pracę serca. Okazało się, że suszone piwo nie miało wpływu
      na te parametry, natomiast dostające go zwierzęta wyraźnie straciły na wadze.
      Dotyczyło to zarówno zwierząt zdrowych, jak i tych z nadciśnieniem."


      • mania1119 Re: Jak dbac o zdrowie... 28.09.06, 13:42
        To leciec po zgrzewke czy nie?
        • malwina52 Re: Jak dbac o zdrowie... 28.09.06, 14:01
          leciec nie zastanawiac sie,
          najwazniejsze, ze sie nie utyjesmile
          a jak sie po nim spi smacznie
          • dankarol Re: Jak dbac o zdrowie... 28.09.06, 18:27
            Dzieki Malwinko, też lecę do sklepu, a może od razu krzynkę. To jest myśl co
            będę co chwilę latać. smile))
            • regine Re: Jak dbac o zdrowie... 28.09.06, 18:51
              No to nie wykupcie tylko wszystkiego !!! Ja się też piszę, na jedną choćby ...
              Bo jak dbać, to dbaćsmile
              • mania1119 Re: Jak dbac o zdrowie... 29.09.06, 13:34
                Wymyslilam sobie taki patent:wielogodzinne siedzenie przy komputerze fatalnie
                wplywa na moje konczyny dolne.W zwiazku z czym zaczelam-siedząc-trenowac ruch
                dotykania podlogi na przemian palcami i pietą.Własnie pracuje nad
                zautomatyzowaniem tego.Dziala naprawde dobrze!
                • regine Re: Jak dbac o zdrowie... 29.09.06, 15:05
                  Dobra metoda Maniu, też ciągle, siedząc, tak robię. Ale lubię ruch. Spacer,
                  dość raźnym krokiem jest niezastąpiony. A im dłuższy tym lepiej. No i to
                  jesienne powietrze, pełne zapachu liści, wilgotne..Oj, fajnie było. A teraz
                  tylko dreptanie po domu.
                  • krista57 Re: Jak dbac o zdrowie... 29.09.06, 15:11
                    Witajcie! Do patentu Mani mogę dołączyc jeszcze jeden.
                    Pod biurkiem z komputerem stawiam stołek/pufe,usadzam sie wygodnie na krzesle
                    z wygodnym oparciem...i wyciągam nogi.
                    Nie moze tak byc? raz tuptanie naprzemienne i za chwilę wygodne siedzenie.
                    Co za ulga na kręgosłupa i nóg?
                    • del.wa.57 Re: Jak dbac o zdrowie... 29.09.06, 19:48
                      Z tym oparciem pod nogi,dobry pomysł,gdzieś nawet widziałam
                      taki''podnożnik''muszę się za takim rozejrzeć.
                      Cwiczenia palce-pieta,pieta-palce...właśnie próbujesmile))))
                      • kasia573 Re: Warto się leczyć... 08.10.06, 01:42
                        Dzisiaj miałam badanie gęstości kości. Rok temu wykryło mi 40%ubytku. Zaczęłam
                        się leczyć, diety prawie zmieniać nie musiałam, gdyż serki jadam codziennie,
                        jogurciki często.Okazało się, że przez 15 miesięcy leczenia gęstość się
                        zmniejszyła do 30%. Czuję się z tą wiadomością lepiej. Oczywiście, zdaję sobie
                        sprawę, że wynik zeszłoroczny mógł być trochę niedokładny, podobnie jak
                        tegoroczny, ale jednak...
      • kryzar Re: Jak dbac o zdrowie... do Malwiny 29.09.06, 17:06
        a jak smakuje po odparowaniu alkoholu i gdzie wtedy jest pianka
        • dankarol Re: Jak dbac o zdrowie... do Malwiny 29.09.06, 18:32
          To ja już wsolę z pianką.
    • malwina52 Pacjent z chipem 08.11.06, 06:52

      Wszystko wskazuje na to, że już za kilka miesięcy,
      będziemy chodzić do lekarza z kartą chipową.
      Czy to dla nas lepiej?
      Na karcie będą zapisane nasze dane,
      a także wizyty u lekarzy, czy pobyty w szpitalu.
      Każda ma mieć kod kreskowy i być kluczem dostępu
      do Rejestru Usług Medycznych, gdzie zapisana
      będzie historia choroby każdego pacjenta.


      • vogino55 Re: Pacjent z chipem 08.11.06, 18:50
        malwina52 napisała:

        >
        > Wszystko wskazuje na to, że już za kilka miesięcy,
        > będziemy chodzić do lekarza z kartą chipową.
        > Czy to dla nas lepiej?
        > Na karcie będą zapisane nasze dane,
        > a także wizyty u lekarzy, czy pobyty w szpitalu.
        > Każda ma mieć kod kreskowy i być kluczem dostępu
        > do Rejestru Usług Medycznych, gdzie zapisana
        > będzie historia choroby każdego pacjenta.

        Malwino tylko tam jezcze będzie lub powinno być ile mamy pieniążków na Nasze
        leczenie(tych co nam zabierają)to by była wtedy naprawdę dobra sprawa, ale
        zobaczymy????
        Wojciech
        >
        >
        • wiktoria53 Otrzymałam imienny list od MZ i NFZ zapraszający 27.05.07, 21:45
          na profilaktyczne badania mammograficzne.Niepotrzenie bo już sama zadbałam o
          tego typu badanie.Tak bardzo państwo dba o nasze zdrowie, a lekarze pierwszego
          kontaktu są tacy ostrożni w kierowaniu na różne badania do specjalistów.Ponoć
          tracą na tym finansowo.
          • sagittarius954 Re: Otrzymałam imienny list od MZ i NFZ zapraszaj 28.05.07, 05:04
            Moja żona też otrzymała , ale na badania cytologiczne , wiecie gdzie ?smile do
            Sokołowa Podlaskiego smile Powiedziała ,że gdyby były robione w Paryżu to by się
            wybrała ,ale do Sokołowa nie pojedzie ...
    • dr.wal2 Re: Jak dbamy o zdrowie? 08.11.06, 08:56
      teraz?,a owszem dbamy o zdrowko ..,tylko ze to dziala ozywiajaco jak
      kamfora ...na nieboszczyka.
      • mania1119 Re: Jak dbamy o zdrowie? 08.11.06, 18:42
        A cóż Ty taki sarkazm wnosisz?
      • vogino55 Re: Jak dbamy o zdrowie? 08.11.06, 18:46
        dr.wal2 napisał:

        > teraz?,a owszem dbamy o zdrowko ..,tylko ze to dziala ozywiajaco jak
        > kamfora ...na nieboszczyka.
        ,,ale lepiej pachnie,,,,,,,,,
        Wojciech
        • mania1119 Re: Jak dbamy o zdrowie? 08.11.06, 18:49
          ale "dłuższy" nieboszczyk...mocniej!
    • sagittarius954 Re: Jak dbamy o zdrowie? 28.05.07, 13:25
      To proste pytanie w rzeczy samej . Tak proste ,że odpowiedzź nie powinna
      sprawiać żadnych kłopotów . A odpowiedź może być ,dbam lub nie dbam . Powiecie
      że zapisałem sie do PiSu . Nic przecież nie jest czarno-białe . Między tymi
      barwami istnieje dwoistośc barw jak i postaw ludzkich . A śamo życie pisze
      scenariusze przy których chęci ludzkie, stają się tylko pobożnymi życzeniami .

      Moja odpowiedź na to pytanie jest też nie jednoznaczna . Okresami dbałem o
      zdrowie , innymi zniechęcony życiem sytuacją w jakiej znajdowałem się ,
      przestawałem o nie dbać ,choć zdawałem sobie sprawę ,że może być źle .

      Dwadzieścia kilka lat trwało zanim zniszczyłem je na tyle , by stać sie
      pacjentem lekarzy ale nie wiernie poddańczym , poddającym się każdej diagnozie
      .Nie mam zamiaru poddać się orzeczeniom lekarzy . I w tej ostatniej już grze,
      pragnę wygrać zadowolenie dla samego siebie i złamać biurokrację jaka istnieje i
      miażdży maluczkich takich jak ja . Zwykłych wyrobników , szarych obywateli
      podnoszących głowę nie w takiej chwili ,jaką sobie obieraja urzędnicy
      przeróżnych instytucji państwowych zajmujących się chorymi obywatelami .

      Powiecie , takich jak ty jest pełno w naszym kraju . Właśnie , pełno , z
      ostatnich pieniędzy kupili kompy i spędzają życie przy ekranie komputera
      stukając w klawiaturę . Może do nich dołoczę . Tak z musu . Zanim to jednak
      nastapi pójdę w bój . Z samym sobą , z systemem wydzierającym pieniądze a nie
      dającym zbyt wiele , może dam świadectwo i przestraszę kogoś na tyle by rzucił
      swoje dotychczasowe życie , pełne swiateł i balasków . Może zdecyduje się
      zmienić pracę , nawyki , zechce być nikim zanim dostapi pokiwania głową i
      ironicznego usmiechu lekarza . Wreszcie usłyszy ,że uratowlaliśmy panu życie ,
      aż mi czkawką odbija się ciągłe przypominanie sobie z ilu ust już to zdanie
      słyszałem .

      Pacjencie , a może i ty zaprotestujesz , przeciwko systemowi , lekarzowi ,
      pielęgniarce i opiszesz swoje sytuacje . I nie musisz nikomu dziękować , jedynie
      sobie za to że dałeś możliwość wykazania się niejednemu lekarzowi i pozwoliłeś
      latami ogałaćać się z pieniędzy . Fakt małych pieniędzy ,ale gdy złożą się w
      lata okaże się ,że stają się pokaźną sumą potrafiącą uzdrowić twoje skołatane
      zdrowie . Pacjencie , czy dalej zamierzasz dopłacać do systemu zdrowia i oddawać
      pieniądze zabierane a jakże przez jedynie słuszny rząd .
      • grazyna10 Re: Jak dbamy o zdrowie? 28.05.07, 15:53
        W NL kobiety pomiedzy 50 a 75 rokim zycia sa poddawane co dwa lata badaniom
        mammograficznym, bezplatnym. Wlasnie dostalam list, z precyzyjnie okreslona
        data i godzina badania. O tym nie musze juz myslec, pilnuja tego za mnie
        komputery.
        Zeby, obowiazkowy bezplatny przeglad raz lub dwa razy w roku (zalezy od stanu
        uzebienia). Opuszczenie dwoch kolejnych przegladow, powoduje, ze przez rok
        wszelkie naprawy sa platne 100% (a ceny sa niezle). To powoduje, ze nikt nie
        zapomina o umowieniu sie na przeglad. Holendrzy traktuja przeglad zebow tak
        samo powaznie jak przeglad techniczny samochodu.

        ********
        Z trzech wiecznych rzeczy jakie znam: wieczne pioro, wieczna milosc i wieczna
        ondulacja, najtrwalsze jest to pierwsze
        ********
      • sagittarius954 Nadciśnienie tętnicze 1977 - pierwszy znak 28.05.07, 20:44
        Wojsko jest całkiem przyjemne . Jesli obserwujesz je z boku.
        Grupa młodych kociaków siedziała zawijając metalowymi łyżkami , zabierając z
        talerzy resztkę zupy. Siedziałem obok i przyglądałem sie z jakim apetytem
        pochłaniali jedzenie . Przypominałem sobie z jaką odrazą siegałem po łyzkę i
        zmuszałem się do zjedzenia zupy a raczej cieczy zabarwionej na szaro z kilkoma
        niedoobieranymi ziemniakami , kostką smalcu i trzema pajdkami chleba . Tak było
        podczas mojego pobytu na szkółce wojskowej . Po trafieniu do wałaściwej
        jednostki wojskowej dostawaliśmy porcje smaczne i dużo . Nikt nie narzekał
        jedzenie . A rezerwistom rysowały się napęczniałe brzuszki, mimo młodego wieku .
        Do sali weszła nastepna grupa żołnierzy przybywających na obiad . Rej wodził tu
        czarny rezerwista , krótko obcięte włosy , wąs pod nosem i bluzgi rozchodziły
        sie z jego nie zamykających się ust .
        Szedł z napełnioną miską zupy . - Kociarstwo sp.......ć mi z drogi , k...a
        miejsce dla rezerwy - wrzeszczał na całe gardło ,a obok stojący rezerwiści
        wtórowali mu głośno . Podszedł do stołu nogą kopnął najbliższego jedzącego
        żołnierza . Kopnięty nie usunął mu się . Rezerwista sczerwieniał na twarzy
        widząc nieposłuszeństwo młodego chłopaka .
        - Ruszysz d..ę kocie ?! - podnosił głos .
        - Nie - usłyszał w odpowiedzi . Tylko na krótki moment w całej sali zapadła
        cisza . W tym czasie zobaczyłem jak ręka rezerwisty wykonuje półobrót i talerz z
        zupą ląduje na głowie mlodego chłopaka .
        Smiech rozbrzmiewał teraz i rozchodził się po całej sali wciskając się w każdy
        jej kąt. Chłopak zerwał się oparzony gorącą zupą i wybiegł błyskawicznie do
        łazienki ratować swoją skórę .

        Moje serce przetoczyło się , jakby nagle wpadło na kocie łby .Właśnie takie
        młode, ogolone, twarde i ułożone nierównomiernie . Tego wieczoru już nie czułem
        się za specyjalnie dobrze ,ale dzięki uprzejmości rezerwistów z sali mogłem
        położyć się wcześniej . Zasnąłem szybciutko i już nie pamiętam o czym śniłem .
        Pewnie rozpamiętywałem przed snem film Anonimo weneziano . Byłem na nim
        kilkanaście razy . Urzekła mnie piekna Florinda Bolkan . Też chciałem przeżyć
        taką miłość , kochać tak po prostu kobietę i umrzeć z dala od niej , jednak
        będąc z nią myslami .

        Kilka dni później , pielęgniarka wojskowa przeprowadzała nam badanie ciśnienia
        przed oddaniem krwi . Oczywiście mnie robiła ze trzy razy .
        - Nie miał pan podwyższonego ciśnienia ? - spytała .
        - nie nigdy , a coś jest nie wporządku ? - odparłem pytaniem .
        - Wszystko w jak najleppszym - usłyszałem i nawet nie dowiedziałem się jakie też
        ciśnienie miałem .

        Do głowy przychodzą, przypływają obrazy z życia, jak te obejrzane na filmach .
        nieraz tak mieszają się , że trudno je odróżnić od prawdziwego życia . Trzeba
        wielkiego nieraz wysiłku aby odróżnic je od fabuły niejednego filmu .
        cdn.
        • sagittarius954 Re: Nadciśnienie tętnicze 1986-pierwszy bój 31.05.07, 21:08
          Nic nie pozostawia większego zadowolenia jak kapiel małego dziecka . Noworodek
          spoczywa na twojej dłoni , a druga dłoń delikatnie przechadza się po jego skórce
          .Nie mogłem nacieszyć się samym aktem mycia i wtedy najbardziej czułem swoje
          ojcostwo .

          Praca przebiegała przez te lata spokojnie i dawała mi zadowlolenie . Odpowiednia
          ilość pieniędzy rekompensowała trudy pracy po kilkanaście godzin dziennie . To
          nic ,że musiałem malować egzemplarze pras bez żadnego wywiewu i podnosić
          samodzielnie ważace kilkadziesiąt kilogramów metalowe części .

          Na dwa lata przed pierwszym atakiem choroby zaczynałem odczuwać zmęczenie życiem
          . Nie mogłem zasnąć po pracy . Brak snu maskowałem długim oglądaniem programu
          telewizyjnego do oporu . Mimo ,że nazajutrz mogłem mieć piasek w oczach . Coraz
          częściej powtarzały się nadmierne skurcze serca . Zastanawiałem się nad tą
          sytuacją i winę znajdowałem w złej diecie . O lekarzu nie myślałem . Jak
          trzydziestoletni człowiek może chorować na serce . To do mnie nie trafiało .
          Przerywałem palenie papierosów na kilka miesięcy . Dieta nie pomagała . Wreszcie
          nadeszła właśnie ta lipcowa sobota .

          Pożegnałem żonę jadącą na kolonie , jechałem za jej autokarem a w duszy rósł żal
          . Traciłem coś . Cząstkę siebie na kilka tygodni . Zatrzymałem się i w aleji
          Krakowskiej odprowadzałem wzrokiem oddalający się autokar.
          Pocieszałem się myslą ,że po południu odwiedzę swoją siostrę cioteczną i miło
          spędzę czas w gronie rodziny i znajomych . Anna - szczupła , wysoka , brunetka
          .Ciemne oczy i długie włosy zawsze mam przed oczyma ,gdy wypowiem to imię . Anna
          , dziewczyna o miękkim głosie , małej zgrabnej dłoni zawsze wybierała mi
          najsmaczniejsze kąski ze stołu . Młodsza siostra bardzo przeze mnie lubiana.
          Nie czułem się jednak najlepiej. Brak apetytu ,zmęczenie , ciągłe zmęczenie
          spowodowały ,że wcześniej wróciłem samochodem z imienin .
          Połozyłem się i jak zwykle nie mogłem zasnąć . Program tv powoli kończył się,
          gdy wreszcie sen wtoczył się na moje powieki. Pomyslałem-nareszcie . I
          usłyszałem głośne puknięcie ,ale ja je usłyszałem w swojej głowie, jakby dwie
          gałązki uderzyły o siebie . Usiadłem przestraszony na brzegu wersalki . I
          zaczęło się .
          Serce nabierało rozpędu . Stopniowo z szybkiego kurczenia się przechodziło w
          coraz mocniejsze . Ogarnął mnie strach .
          Wreszcie, gdu musiałem trzymać swoją lewą pierś rękoma żeby nie wyskoczyło ,
          zdecydowałem się poprosić ojca o pomoc i wezwanie karetki . Ale czy karetka
          przyjedzie do młodego człowieka, któremu mocno i szybko bije serce ...
          • sagittarius954 Re: Nadciśnienie tętnicze 1986-pierwszy szpital 01.06.07, 21:19
            Czy zastanawialiście się ile osób już odeszło z tego świata od samego jego
            początku. Obraca się nasza Ziemia , zbliża się i oddala od Słońca a ludzie są
            tylko maleńkimi ziarenkami , nic nie znaczącymi, wśród mnogości jej form życia.

            Siedziałem na krześle , trzymałem swoje serce i głosno powiedziałem - słabo mi-
            mój wzrok spoczął na ojcu . Zaczął też głośno oddychać , ze zdenerwowania mylił
            numer na pogotowia . Dzwonił już kolejny raz , jakaś kobieta odbierająca
            zapewniała ojca o niemozności dojechania w tej chwili do mnie , ponieważ są
            cięższe przypadki . Poczułem jak fala ciepła napływa mi do głowy , kark szybko
            usztywniał się . Przeniosłem się na wersalkę i ułożyłem płasko . Zacząłem się
            trząść , całutki od stóp do głowy . Najgorsze ,że tego zjawiska nie mogłem
            kontrolować . Wszystko trzęsło się we mnie wbrew mnie . Powoli zacząłem z trudem
            wciągać powietrze , starałem się skupić choć na tej czynności . W kilka minut
            później drgawki odeszły tak samo jak się pojawiły .

            Gdy popatrzymy z perspektywy czasu kto umiera w danym roku i przejrzymy
            kalendarz słynnych odejść ludzi, znajdziemy znajome nazwiska .
            Rok 1986 nie był wyróżniającym się rokiem , choć nagła śmierć 1700 osób z powodu
            wypływu dwutlenku węgla z jeziora Nyos w Kamerunie , nagła śmierć Olofa Palme ,
            Urho Kekkonena, Wiaczesława Mołotowa, musiała zostawić swoje znamię w każdym z
            tych społeczeństw w którym żyli zmarli. Przez kilka lat, nie było dnia, żebym
            nie pomyślał o swojej śmierci . Zastanawiałem sie dlaczego drzemie we mnie nie
            tyle strach przed odejściem ile obawa nie skończonego zadania . Tego samego roku
            pomyślałem ,że każdy z nas przychodzi na ten świat w jakimś celu . Choćby
            przesunąć nic nie znaczący kamyczek leżący na naszej drodze .

            Karetka pogotowia spisała się nieźle . Przyjechała po 50 minutach oczekiwania .
            Lekarz badający mnie stwierdził ,że mam wadę serca , jakieś tajemnicze szmery
            wydobywały się z głębi bijącego mocno serca . Musiałem udać się z lekarzem do
            szpitala Wolskiego . Ubrany w piżamę z rozpiętą kurtką, w kapciach, wchodziłem
            przygotowany do pobytu w szpitalu . Ciepła letnia noc , cisza panujaca wkoło
            lśniące latarnie wypuszczały swoje światło poprzez konary drzew i tylko stary
            budynek prosektorim na przeciwko wejścia do szpitala majaczył ciemną barwą .
            Tyle razy oglądałem go z drugiej strony gdy wychodzili z niego ludzie ubrani na
            czarno , płaczący ludzie . Kiwałem głową , pomyslałem ,że pewnie zona będzie
            musiał mnie odebrać za kilka dni właśnie z tego budynku .

            Nieraz nie trzeba chodzić do kina na horrory , sami je przeżywamy i nie staramy
            sie pochamować siebie w roztaczaniu ponurych mysli .
            A tego roku Filmy z półki amerykańskiego kina , narazie niedostepne dla nas ,
            zapowiadały się szczególnie atrakcyjnie .Na początku roku Oskara za najlepszy
            film odbierał Kaplann za Pluton , a komedia Hannah i jej siostry , Krokodyl
            Dundee, Top Gun , własnie horror Obcy -decydujące starcie , miały swoją premierę
            . Za kilka lat i my mogliśmy już obejrzeć je w kinach a także na pierwszych
            magnetowidach które zalewały nasz rynek . Kurtyna jakakolwiek by nie była
            żelazna stalowa lub jakaś inna, przestawała nas ograniczać . Solidarność znów
            wznowiła działalność , ale czy ja mogłem snuć jakieś plany ? W jednej chwili z
            młodego człowieka przeistoczyłem się w starego zrzędę .

            • dankarol Re: Nadciśnienie tętnicze 1986-pierwszy szpital 01.06.07, 22:10
              czy mógłby być dzisiaj ciąg dalszy?
              • sagittarius954 Re: Nadciśnienie tętnicze 1986-poleżymy sobie 03.06.07, 20:06
                Dlaczego ja ? Takie pytanie zadaje sobie zawsze ten kto zaczyna chorować . Jest
                nas tyle miliardów na tej planecie ,a mnie właśnie wybiera ta choroba .
                I zaczynamy się buntować .

                Patzryłem na zaplamiony sufit nade mną. Żółte zacieki obejmowały cały róg
                dwuosobowej sali w której leżałem . Ktoś na przeciwko mnie już spał i cicho
                pochrapywał, przykryty kocem, powleczonym białą poszwą z napisami szpital Wolski
                .Szpital z zewnątrz przypominał bardziej sanatorium , położony wśród wysokich
                starych drzew , na alejkach stały ławeczki i już za dwa tygodnie miałem też na
                nich się pojawić . Pielęgniarka zaprowadziła mnie do sali zostawiając dwa
                proszki sorbonitu . Dwa małe cuda , ale jak je zażywać i kiedy nie wiedziałem .
                Postanowiłem ich na razie nie brać , nic się nie działo i nie było takiej
                potrzeby . Przynajmniej mnie się tak wydawało .
                Niedziela w szpitalu to stracony czas dla pacjenta . Oprócz prezentacji i
                wymiany pierwszych zdań ze współwłaścicielem sali nic się nie wydarzało, gdyby
                nie sztorcowanie jakie otrzymałem od pielęgniarki za nie zażywanie proszków .
                Pielęgniarka była w średnim wieku , blondynka , miała krótko obcięte włosy i
                okazało się ,że jest moją sąsiadką . Krótko mówiąc, mimo choroby wpadła mi w oko.

                A poza szpitalem trwało życie. Dziesiątki tysięcy ludzi chodziło ulicami ,
                odwiedzało parki, baseny , kawiarnie , odwiedzało kina i robiło miliony innych
                rzeczy całkowicie nie wiedząć i nie interesując się kilkuset zcherlałymi
                osobnikami . Ba , można czytać książki, gdy się jest zdrowym i całkowicie
                inaczej to wygląda niż gdy zmuszamy się do zabicia czasu w szpitalu.
                Poza terenem szpitala życie buchało swoją mnogością, tu jednak ograniczało się
                do kilku czynności wykonywanych na rozkaz .

                Moje łóżko było jedyne w swoim rodzaju . Na sprężynach, z materacem jak za
                czasów mojej babci . Gdy się pierwszy raz położyłem na nim , szyja z głową i
                palce stóp zostały na jednym poziomie , reszta wleciała w jakiś dół i
                kilkakrotnie odbijała się siłą ciężaru ciała . Nie zwracałem na to uwagi ,
                bardziej interesowało mnie to co ze mną jest nie tak . Ale mój lekarz miał
                dopiero pokażać się w poniedziałek . Dyżurujący zaś , uspokająćo przemawiał do
                mnie , tłumacząc ,że od jutra ruszą z kopyta z badaniami i w szybkim czasie
                wykryją co mogło mnie dotknąć .

                Gdy jest się samemu w szpitalu i nikt nie może cię odwiedzić tym bardziej źle
                przechodzimy aklimatyzację . Mojej żony nie było , mojej mamy nie było , moich
                braci nie było a mój ojciec właśnie dziś odwiedzał dziadków mieszkających pod
                Warszawą . Gdybym wtedy wiedział ,że mojemu dziadkowi zostało tylko pół roku
                życia nie rozczulałbym się nad sobą. Gdybym wiedział wtedy ...

                Około godziny 19 znajoma pielęgniarka znikła z dyżuru , jej smukłe nogi poszły
                sobie gdzieś a ja dalej zostałem ze zmęczeniem mnie przygniatającym i bólem
                głowy, rozdzierającym tył głowy po sorbonicie. Acha , ten facet starszy pan
                okazał się być hrabią , uwierzycie ?! Ja osobiście wziąłem go za
                nizrównoważonego dziwaka . Nad wyraz gadatliwa postać , w pewnym momencie
                myślałem o przerowadzce do innej sali . Niestety wszystkie miejsca były już
                zajęte .
                • tofika Re: nigdy nic nie wiadomo.... 04.06.07, 18:13
                  wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4201385.html
                  • tyrtyr Re: nigdy nic nie wiadomo.... 04.06.07, 18:19
                    raz dwa trzy ... teraz ty smile)No tak to idzie, raz dziewczynka raz chłopaczek w
                    dołek skacze i juzsad
                    • tofika Re: nigdy nic nie wiadomo.... 04.06.07, 18:35
                      a jak mi nozki dzis odmawialy w dol trzymane i musialam w gorke unosic zeby na
                      dzialce jeszcze i jeszcze grzadeczke zrobic pielonko.. no/ ?
                      i w dolek i do gorysmile)))))))
                      • sagittarius954 Re: nigdy nic nie wiadomo.... 04.06.07, 19:02
                        Niezłe,niezłe ,smile) nózki do góry smile) Toficzko ty musisz motyczkę sobie
                        przedłużyć ,żebyś na stojąco pieliła smile
                        • tofika Re: nigdy nic nie wiadomo.... 04.06.07, 19:11
                          Sagi, nie chichraj,smile)),
                          ja mam dzialeczke od 1985r, wiec juz wprawe mam, tylko dlaczewo mi nozki nie
                          chca sluzyc. ;lepiej powiedz..
                          motyczek mam i dluzszych i krotszych...
                          a jak rzuce na trawniczek to mi nic juz nie trzeba..
                          nic nie robic, w trawie lezec ... lalala,...
                          chlodne piwko w cieniu picsmile
                          zadne mnie bolki nie chwytaja...
                          i to jest! sposob zdrowko miecsmile
                          • sagittarius954 Re: nigdy nic nie wiadomo.... 04.06.07, 19:24
                            Toficzko , chwaściki też piekne są , ja w tym roku pozwalam im rosnąć , wyciągam
                            leżaczek ii robie przegląd chwaścików smile
                            • tofika Re: a wiec wiadomo....---hurrra! 04.06.07, 20:13
                              Sagi,
                              na taka wiadomosc od Ciebie czekalam!
                              Uprawiana ziemia moze tez sie zmeczyc, wiec twoje zerkanie z lezaczka,
                              co to ci urosnie, wcale nie jest bezzasadne..
                              bo i wlasciciel ziemi(Sagi obserwator )
                              i chwasty bede sie radowacsmile
                              a jak tak troszke poczekasz, trawa skoszona nadaje do produkcji siennikow--
                              materacy , poduszek...zdrowotne!a chwasty .. pamietam ze moje pierwsze
                              pieniadze zarobione wlasne byly z suszonych ziol--slowo daje.. rumianki sa
                              poplatne , ich zapach , podbial, i juz nazw nie pamietam.. hm..radzymin -
                              podlasie.. raczej podobne chwascikismile
                              • sagittarius954 My tu gadu gadu a tu trzeba następny odcinek ... 04.06.07, 21:08
                                szykować.
                                Poniedziałek zastał mnie w oknie szpitalnym, wpatrującego się w dzikie chaszcze
                                niewyciete , to jednak dodajacego uroku całemu obszarowi za oknem . Noc
                                rozjaśniana była licznymi gwiazdami a ja nie tak dawno w domu, spełniłem
                                dziecięce marzenie. Kupiłem sobie lunetę produkcji DDR, z wymienialnymi
                                soczewkami . Księżyc stawał się bliższy a ja mogłem wpatrywać się w jego morza i
                                lądy, bez końca . Moja żona tylko kiwała głową na ten mój pomysł , miała w domu
                                marzyciela i dziecko . Dobrze jeszcze ,że nie za bardzo miałem czas, na to
                                tęskne wpatrywanie się w bezkres nieba.

                                Poznałem swoją lekarz . Była nią doktór Gąsecka , robiła właśnie specjalizację z
                                kardiologii i bardzo lubiła przebywać na sali intensywnej terapii . Otoczyła
                                mnie opieką ,ale trzeba przyznać miałem szczęście . Już w pierwszym dniu i to na
                                jej dyżurze nastapił drugi atak . Serce ruszyło do galopu po szpitalnym
                                capstrzyku . Naciskałem kilkakrotnie przycisk przywołujący pielęgniarkę ,
                                usłyszałem jej wolne kroki ,lecz gdy mnie zobaczyła już biegiem pobiegła po moją
                                panią doktór . Musiałem wyglądać nie szczególnie . Doktór Gąsecka przybiegła do
                                mnie i zmierzyła mi ciśnienie 240/140 . Zrobiła mi jakiś zastrzyk dożylny ,
                                podała kaczkę i jej ciepły głos naprawdę w niedługim czasie ukołysał mnie do
                                pierwszego snu pozbywajacego sie zmęczenia .

                                W swoim życiorysie rozmawiałem z wieloma lekarzami . Niektórzy byli oschli i nie
                                dawali się polubić ani przekroczyć granicy jaką wyznacza choroba i status
                                zawodu. Drudzy okazywali zawsze trochę ciepła choć treściwymi rozmowami
                                kierowali pacjenta , czyli mnie w stronę właściwą . Pokazywali jak można żyć jak
                                najmniej przejmując się obecnym rozwojem choroby . Do nich wałaśnie należała dr,
                                Gąsecka . Prowadziłem z nią małe dyskusje ,gdy już wchodziła do naszego pokoju ,
                                ostatniego na jej drodze podczas wieczornego obchodu . Mogła wtedy pozwolić
                                sobie na dłuższy dyskurs nie tylko ze mną ale i zdrugim pacjentem z tego pokoju
                                . Pan hrabia , elokwentny emeryt , gawędziarz , potrafił swoimi opowieściami
                                zapełnić kilka godzin z szpitalnego życia . Obiecywał zawsze załatwienie
                                telefonu , nie mnie bo takowy w domu mieliśmy , ale pani dr . Jego głos nabierał
                                specyficznego kolorytu ,gdy opowiadał o pozostałościach fortuny ukrytej w czasie
                                wojny i leżącej do tej pory w kilku opactwach zakonnych . Czy mu wierzyłem , nie
                                za bardzo , ale nie starałem się go obudzić z tych jego marzeń . Byłem odporny
                                na jego słowa, gdy mówił jak to mi załatwi pracę w jednym z ministerstw , bo
                                taki inteligentny młody człowiek nie może marnować swoich talentów pośród
                                rzemiosła .

                                Dwa tygodnie upłyneły mi na badaniach i doprowadzaniu mojego organizmu do
                                względnie dobrego poziomu pozwalającego samodzielne istnienie za murami
                                szpitalnymi . Dr. Gąsecka chciała przeprowadzić u mnie jeszcze arteriografię
                                naczyń krwionośnych ,ale okres oczekiwania wydłużał się i wreszcie musiałem
                                opuściić szpital po ponad trzytygodniowym pobycie . Znajomość z lekarzem
                                przydała się mojej mamie , nie upłunął rok gdy zaprowadziliśmy mamę do pani dr.
                                na badanie .

                                Z tamtego okresu przypomniałem sobie przygodę z dziadkiem ponad
                                osiemdziesięcioletnim ,mający sklerozę życia , jak ją określaliśmy . Dziadek w
                                nocy wychodził z sali i szedł do toalety załatwić się tamtej nocy trafił do
                                naszego pokoju . Obudziłem się we własciwej porze , żeby zerwać się przed
                                strumyczkiem z jego sikawki . Co mogłem powiedzieć nic , gdy skończył
                                zaprowadziłem go jego sali a sam udałem się do pielęgniarek po zmianę nie tylko
                                poszwy na poduszkę ,ale i samej poduszki . Najpierw nie uwierzyły , ale ponieważ
                                na zmianie była moja sąsiadka dostałem wszystko i mogłem też ja zapaść w sen .

                                Koniec sierpnia nie był już tak upalny ,a droga kilkuset metrowa do autobusu
                                sprawiła mi kłopot i do domu dojechałem zlany potem . Przez cały okres byłem
                                prawie sam w szpitalu . Żona na koloniach, mama na trasie wyścigu kolarskiego
                                Dookoła Polski , może to i lepiej ,że musiałem przyzwyczaić się sam do tej nowej
                                sytuacji .
                                • regine Re: My tu gadu gadu a tu trzeba następny odcinek 04.06.07, 23:09
                                  No właśnie, "My tu gadu, gadu...". Już myślałam, że wątek pomyliłam i na
                                  wątek "działki i ogrody" trafiłam smileA to Ty z Tofiką nie na temat rozmowy
                                  prowadziliście.
                                  Ciekawa jestem ciągu dalszego, przeczytałam początek "procesu powstawania"
                                  Twojej choroby i śledzę z zainteresowaniem. Czekam też na ciąg dalszy i pisz
                                  więcej na temat. Bo uciekasz czasami od meritum zaczętego tematu. A to nogi
                                  pielęgniarek, a to dzidek, a to hrabia z propozycjami smile) Nie odbiegaj od
                                  głównego tematu. Bo boję się, że mając tyle lat do opisu, "zgubisz się" w tym
                                  gąszczu dolegliwości, objawów i terapii. Bo sądzę, że taki zamiar miałeś jak
                                  zacząłeś opisywać. Swoją walkę z chorobą nadciśnieniową. Trzymaj się faktów i
                                  proszę o ciąg dalszy, bo ciekawy temat i niejednemu może "coś " podpowie, bo
                                  walczących z nadciśnieniem i jego następstwami, jakie ta choroba sieje, są
                                  setki. Tylko czasami nie wszyscy wiedzą jak się to zaczyna i jak może się
                                  zakończyć, bagatelizując wiele sygnałów świadczących o istniejącej chorobie.
                                  Zagląda tu wiele młodych osób, niech to Twoje opisywanie będzie i dla nich
                                  nauką i ostrzeżeniem. Więc do dzieła smile
                                  • sagittarius954 diagnoza -nadciśnienie i choroba wieńcowa 05.06.07, 09:14
                                    Z taką diagnozą wyszedłem ze szpitala . Czułem sie już znośnie i przyzwyczajałem
                                    do nowego rytmu pracy organizmu . Niestety okres młodości minął , odszedł
                                    nadspodziewanie szybko i mogłem już tylko pomarzyć o biegu na dzikiej plaży i
                                    nocnych polaków rozmowach . Proszę żyć zdroworozsądkowo i nie dopuścić pod
                                    żadnym pozorem do rozszerzenia sie aorty , proszę stale zażywać proszki na
                                    nadciśnienie , palenie wyeliminować , alkohol zminimalizować , dietę utrzymywać,
                                    proszę wsłuchiwać się w swój organizm ,żaden lekarz bardziej panu nie pomorze
                                    niż pan sobie sam. - brzmiały mi jeszcze wskazówki dobrej pani dr.
                                    Wierzcie mi, rzuciłem sie w wir życia z wielkim postanowieniem poprawy , jak
                                    grzesznik dziękujący za darowanie win , wypełniałem wszystkie zalecenia lekarza
                                    . Były codzienne trzykrotne pomiary ciśnienia , mierzenie płynów pochłanianych i
                                    wydalanych , dieta , palenie znikło , alkoholu nie było i tak przez półtora roku
                                    . Oczywiście serce od czasu do czasu przetaczało się kocich łbach lub dostawało
                                    bardzo szybkich skurczów , przypominało to zjawisko grę na perkusji , uderzenia
                                    pałeczki ( tak się domyslam ,że były to płatki jakiejś zastawki ) były bardzo
                                    szybkie . Czułem sie wtedy troszkę źle ,ale przecież dosięgały mnie w różnych
                                    momentach i ich częstotliwość pozwalała zapomnieć o nich . Tak najpierw co kilka
                                    miesięcy, w późniejszym okresie może raz na kwartał . Jednak wizyty u lekarza
                                    ekg nie sygnalizowały niczego co mogłoby mi zaszkodzić . Ciśnienie unormowane od
                                    120 do 130 / 85. Przychodzi taki moment u każdego pacjenta kiedy nadchodzi
                                    zniecierpliwienie bo za poświęceniem nie zmieniłem swojego stylu życia .

                                    Dalej pracowałem w warsztacie prywatnym , dźwigając cięzkie przedmioty , jednak
                                    za niedługi okres czasu miałem się przekonać iż życie wybiera dla nas nie zawsze
                                    porządane przez nas drogi .

                                    Pożegnałem się z moim dziadkiem Aleksandrem , mroźny styczeń 87 szczypał w uszy
                                    a ja jeszcze wspominałem ostatnią wigilię i postać dziadka siedzącego na brzegu
                                    tapczanu . W jego oczach widziałem spokój i zadowolenie . Milczał , nie chciał
                                    zasiąść do stołu wigilijnego ,ale bacznie nas obserwował i cieszył się ze
                                    spotkania całej rodziny . Gwar rozmów ,szczęk talerzy i sztućców rozbrzmiewał w
                                    całym domu . A ja przypominałem sobie jak na początku lat sześćdziesiątych nasz
                                    dziadek dostał w prezencie cygaro kubańskie i zaciągnął sie nim nieopatrznie
                                    powodując u siebie bezdech , dopiero silne uderzenie ojca po plecach wydobyło z
                                    jego płuc kłeby dymu . Cieknące z oczu łzy nie spowodowały zmiany humoru
                                    świątecznego . Mroźny dzień tamtego stycznia rozpoczął erę pożegnań z członkami
                                    mojej rodziny . Miało upłynąć dwanaście lat zanim ostatniego najbliższego nie
                                    pożegnałem i nie miałem już zwrócić sie do nikogo, oprócz mojej kochanej żony
                                    stojącej ciągle przy mnie .
                                    • del.wa.57 Re: diagnoza -nadciśnienie i choroba wieńcowa 05.06.07, 17:08
                                      Z wielką ciekawością,czytam Twoją walkę z ciśnieniem Sagi i nie tylko,rany!!!
                                      zaczeło sie to 30 lat temu,ile miałeś wtedy lat? dwadzieścia parę??????
                                      Dobrze Renia pisze,nie jeden/a z nas ma takie problemy i byc moze Twoje
                                      relacje,opisy bedą podpowiedzią dla innych.
                                      Ciekawie opisujesz i może być z rozszerzeniem na nogi pielegniarek i
                                      przystojnych lekarzy,byli tam tacy????
                                      smile)))
                                      • wiktoria53 Re: diagnoza -nadciśnienie i choroba wieńcowa Sagi 05.06.07, 18:22
                                        Pisz, pisz. Czytam z wielkim zainteresowaniem historię Twojej choroby.Jak widać
                                        o zdrowie należy dbać od zawsze, a nie w dojrzałym wieku.Czekam na dalszy ciag,
                                        a za dotychczas dziekuje Zbiniu.
                                        • sagittarius954 Rok 1996 - ostatnie ostrzeżenie 05.06.07, 21:52
                                          Następne dziesięciolecie mojej choroby rozpoczeło się nie nadzwyczajnie .
                                          Odeszła moja mama . Widzę jej twarz uśmiechnietą, gdy żegnałem sie z nią . To
                                          jakiś paradoks umrzeć na marskość wątroby , gdy włokniak zniszczył jej płóco a
                                          nadciśnienie okryło wapniem serce . To jest śmieszne i straszne ,że można umrzeć
                                          na chorobę wykańczającą pijących alkohol a w tym wypadku dosięgła człowieka
                                          który może wypił z dziesięć kieliszków alkoholu przez całe życie . Zamiast
                                          alkoholu zadanie to spełniły proszki w przeciągu trzech lat.

                                          W kraju nastepowały zmiany społeczeństwo przyzwyczajało się do nowych warunków i
                                          wymagań jakie stawiał przed nim rząd. Moje zainteresowanie chorobą nie skończyło
                                          się szybko . Dalej brałem proszki i mierzyłem ciśnienie . Ciśnienie spokojnie
                                          stało w normie . Ciśnienie mierzyłem pożyczonym aparatem od sąsiada ,którego
                                          dekadę wcześniej dosięgnął wylew krwi do mózgu . A na początku lat
                                          dziewięćdziesiątych musiałem oddać pożyczony aparat , teraz potrzebowała go
                                          sąsiadka . Cykliczne wizyty u lekarza i możliwość zapisywania się w przychodni
                                          zdrowia na okreslony termin sprawiały ,że chętnie i bez przeszkód chodziłem do
                                          lekarza . Zmieniłem też pracę , zacząłem pracować w drukarni , praca wymagała
                                          ode mnie na początku poświęcenia i zostawania nieraz po godzinach . 12- 16
                                          godzin to w tamtych czasach była normalność ,ale ponieważ była ona opłacana,
                                          nikt nie zwarzał na niedogodnośći . Widocznie komuś coś w tej maszynerii
                                          przeszkadzało , najpierw przychodnia przestała zapisywać pacjentów na określony
                                          termin . Zwykle rano gdy wracałem z pracy po nocy widziałem już o 4.30
                                          kilkanaście osób stojących już w kolejkach do lekarza . Sprawiło to ,że nie
                                          miałem dostępu do lekarstw , musiałem przez znajome pielęgniarki wypisywać
                                          recepty ,ale i ta forma skończyła się . Nadciśnienie w tętnicach nie boli
                                          Człowiek przyzwyczaja się do swego stanu bardzo szybko , mało tego egzystuje
                                          źle, gdy w początkowej fazie znów powraca do leczenia po przerwaniu kuracji .
                                          Zapisałem się do prywatnej przychodni , jednak początek niebrania proszków
                                          sprawił ,że przyzwyczaiłem się do tego stanu rzeczy . Nie mierzyłem ciśnienia ,
                                          nie brałem proszków , później znów wracałem do brania jednak te wachania dla
                                          organizmu też nie są dobre . Kłopoty w pracy zaowocowały powtórnym paleniem .
                                          Alkohol ? a jakże może nie w dawkach zastraszających jednak na tyle dużych by
                                          nastepnego dnia czuć się okropnie . A kac nie puszczał juz jak młodego człowieka
                                          do 12 , okres wyczekiwania na poprawę stanu był coraz dłuższy i zdawał się
                                          nieraz trwać dobę .
                                          Jak mogło się to skończyć , takie niebranie proszków w połączeniu z
                                          niechigienicznym trybem życia i pracą ponad miarę ? Oczywiście szpitalem ,
                                          pewnego zimowego dnia po wyjściu z pracy po nocy miałem zgłosić się w pracy już
                                          na 10 .00. nietety nie dałem rady podnieść się z łóżka . Mimo prób dopiero o
                                          godz 14 znalazłem się u lekarza. Ten zbadał mnie i zaprowadził do szpitala
                                          osobiście . Ponieważ nie byłem przygotowany do takiego stanu rzeczy najpierw
                                          odmówiłem, ale obiecałem stawić się następnego dnia z samego rana.
                                          Nastepnego dnia zameldowałem się w szpitalu i żałowałem tego . To był piątek i
                                          tak naprawdę lekarze wzieli się za badania dopiero w poniedziałek . Wcale nie na
                                          rękę było mi przebywać w szpitalu . Traciłem zarobek , niekiedy człowiekowi
                                          wydaje się ,że bez pracy nie istnieje . I tak było ze mną . Wzrost bezrobocia i
                                          obawa ,że mogą człowieka zredukować sprawiała ,że na swoje schorzenia zacząłem
                                          patrzeć z przymrużeniem oka . A było to ostatnie ostrzeżenie organizmu , właśnie
                                          wtedy powinienem zrezygnować nie tylko z ciężkiej pracy na trzy zmiany .
                                          Musiałbym przystosować się do innego zycia co w tych twardych warunkach
                                          rynkowych było bardzo trudną rzeczą , dla mnie nie możliwą do spełnienia .
                                          Wszystkie moje odczucia organizmu nie zmieniały się jednak coraz ciężej było mi
                                          walczyć na kilku frontach życia . Byłem za młody, żeby poddać się a za stary
                                          ,żeby zrezygnować z czegoś .

                                          W szpitalu spędziłem jeszcze trzy dni wyszedłem na swoje żądanie , w zasadzie
                                          dostałem przepustkę ze szpitala . Lekarze ustalili mi znowu ciśnienie , echo
                                          serca nie wykazało żadnych zmian chorobowych. Zadowolony spędziłem jeszcse trzy
                                          miesiące po szpitalu na odpoczynku w domu . To była sprawka lekarza zakładowego
                                          , który chciał żebym wypoczął na fest i za kilka dni nie przybiegł do niego bo
                                          ciśnienie mi podskoczyło . Niby pełnia szczęścia , ale iluzorycznego bo gdy za
                                          dwa lata zrobiłem pierwsze od kilku badanie płuc , mały obrazek wykazał
                                          poszerzenie aorty . Żarty się skończyły , lecz ja dalej czułem się dobrze więc
                                          żadnych zmian w moim zyciu nie przeprowadzałem , tym bardziej ,że lekarz
                                          zakładowy tak z litości i z zapewnienia ,że zgłoszę się do kardiologa
                                          dopuszczenie do pracy podpisywał . Tamten okres wspominam jako wypełniny pracą
                                          po same brzegi życia . Lecz już niedługo gospodarka miała zostać schłodzona ,
                                          godziny nadliczbowe odeszły w niebyt w zakładzie zostawło coraz mniej osób lecz
                                          ja trwałem .
                                          • tyrtyr 2004 - wyrok 06.06.07, 13:43
                                            W ferworze pisania , zapomniałem dodać istotny szczegół dotyczący odczuć mojego
                                            organizmu . Był nim ból w prawej piersi równoległy do mostka w odległości 3- 4
                                            cm i na długości około 5cm . Taki sam był, gdy za pierwszym razem byłem w
                                            szpitalu . Przypominał on przystawienie do skóry rozzażonego pręta . Ten sam ból
                                            spotykał mnie co jakiś okres czasu najczęściej zapamiętany został właśnie wtedy,
                                            gdy leżałem w szpitalu choć pojawiał się on i wtedy gdy nie mierzyłem ciśnienia
                                            . Z perspektywy czasu domyslam się ,że bolała nie aorta, bezposrednio wychodząca
                                            z serca . Ciśnienie powodowało rozszerzenie sie tej rurki hydrokrwiennej .
                                            Normalnie ma ona średnicę 2,5 - 3.00 cm . U mnie osiągnęła wartość ... ale o tym
                                            potem .

                                            Do roku 2004 udawało mi się zwodzić lekarza zakładowego . Wreszcie taka
                                            możliwość przestała istnieć . I lekarz zakładowy stanowczo wypowiedział się .
                                            Nie dopuści mnie do pracy jeśli nie zrobię ekg i kardiolog nie wypowie się na
                                            temat mojego zdrowia . Niestety nic nie dodała ,że słuszalność pracy mego serca
                                            już daje jednoznaczne podstawy ,żeby wyeliminować mnie z pracy . Robiąc badania
                                            krwi w swoim rejonie zobaczyłem napis kardiolog i miałem na tyle szczęśćia ,że
                                            za marne 60 zł dostałem się do specjalisty .
                                            - Proszę pana , ponieważ słyszalność szmeru nad pana sercem jest duża , wydaje
                                            się ,że ma pan tętniaka aorty , ale musi pan przybyć do mojego gabinetu gdzie
                                            zrobię panu echo serca i zwymiarujemy pana wadę . Tylko proszę nie martwić się
                                            na zapas, W dziedzinie chorób serca jest wiele sytuacji uleczalnych- tyle
                                            usłyszałem .

                                            Czy się martwiłem ? Zapytacie. Tak bardzo to nie . Do tej pory żyłem jak
                                            najnormalniej choć czułem ,że nie jestem już tak silny jak kiedyś . Następną
                                            oznaką oglądaną codziennie w lustrze były moje wargi . Z tygodnia na tydzień
                                            stawały się matowe i zmieniały kolor na ciemny . Wostatnim okresie widoczna była
                                            kreska przez całą długość mojej dolnej wargi. Jeszcze nie sina ,ale zmieniająca
                                            barwę na ciemno czerwoną i z każdym miesiącem siniejącą .

                                            Lata dziewięćdziesiąte , szczególnie ich końcówka pozostanie w mojej pamięci .
                                            Odejście babci i ojca . Babcię zabrała starość , ostatnia moja rozmowa z babcią
                                            dotyczyła mnie i tego jak się nazywam . To zdumiewające jak ludzie starzy
                                            wymazują z pamięci obecne czasy a pamiętają młodość . Spytała się kim jestem ,
                                            odpowiedziałem, że twoim wnuczkiem babciu, Zbyszkiem . Popatrzyła się na mnie
                                            dobrymi oczyma i odpowiedziała - A skadże proszę pana , Zbyszek jest młodszy . I
                                            tyle . Za dwa miesiące wędrowałem z grupą rodziny za nią do ostatniego miejsca
                                            jej spoczynku . Spieszcie się kochać ludzi tak szybko odchodzą .
                                            Z racji swojej choroby mam awersję do szpitali i gdy nastał 1999 rok a ja
                                            musiałem doglądać ojca w szpitalu to po plecach przebiegał mi dreszcz . Mój tata
                                            bardzo lubił szpitale czuł się tam dobrze , wiedział że ma tam fachową opiekę .
                                            Ja odbierałem szpital jak końcówkę istnienia , od samego początku gdy tam
                                            przebywałem . Nieraz przypominanie sobie tych chwil boli bardziej niż
                                            uczestniczenie w nich .


                                            Przepraszam , ale piszę te słowa na bieżąco może nie są tym czym chciałybyście
                                            żeby były . Może robię to nieudolnie , już niedługo przestanę was nękać swoją
                                            pisaniną . Teraz zakończę i do niedzieli nie będzie mnie , wyjeżdżam na działkę
                                            , może to pozwoli przypomnieć sobie resztę zdarzeń i w miarę sprawnie opisać je
                                            . Nie wiem czy mnie zrozumiałyście do tej pory ,ale o tym potem .
                                            • wiktoria53 Re: 2004 - wyrok 06.06.07, 21:14
                                              Zbyszku, dzięki Ci za historię Twojej choroby, że tak powiem. Czytam, czytam na
                                              bieżąco. Nie przepracuj się na działeczce.
                                              • dankarol Re: 2004 - wyrok 06.06.07, 21:53
                                                Dzięki za Twoją historię wyślę ją jednemu młodemu człowiekowi, który uważa sie
                                                za niezniszczalnego, a pracę za najważniejszą na świecie.
                                                • del.wa.57 Re: 2004 - wyrok 07.06.07, 18:25
                                                  Duzo juz przeżyłas Sagi i to od młodych lat,czytam i czytam i współczuje
                                                  Ci,leki,szpitale,ciągle kontrolowanie swego zdrówka,ale poczucie humoru masz
                                                  swietne i masz talet do pisania.Zdrówka zycze i nie szalej z praca na działce.
                                                  Odpoczywaj,dotleniaj się i słuchaj spiewu ptakówsmile
                                            • tofika Re: 2004 - wyrok 15.06.07, 12:48
                                              Sagi,jak to sie stalo?
                                              niedziela jedna minela,druga tuz tuz.. czyli po ktorej opiszesz ciag dalszy?smile
                                              czytam , czytam od poczatku-analizuje.. mialam kilka wezwan karetki na podobne
                                              bole--ale kroploweczka i do domu..czyli to byly :nerw,nerw nerw bolkismile
                                              • sagittarius954 Re: 2004 - wyrok 15.06.07, 20:01
                                                Po tej niedzieli , następny odcinek - Spotkanie z ordynatorem Mirosławem.G.
                                                Przepraszam ale sprawy w zusie i lekarzy odwlekaja moje opisywanie .smile
                                                • sagittarius954 Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 18.06.07, 11:43
                                                  Wybierająć prywatną służbę zdrowia nie zdajemy sobie sprawy, ilez to może
                                                  wylecieć z naszego portfela pieniędzy .A wszystko przez jakies monstrualne
                                                  terminy do specjalistów . W społecznej służbie zdrowia czas oczekiwania na
                                                  wizytę przedłużyłby się do kilku miesięcy . Zwykle liczymy na dwa może trzy
                                                  spotkania z lekarzem , moja sytuacja wydawała sie prosta . Jedno badanie
                                                  skierowanie do szpitala i po kłopocie . Jednak sprawy nie mogły się tak łatwo
                                                  potoczyć .

                                                  Pierwsze badanie u kardiologa wykonane na warszawskim Żoliborzu wykazało
                                                  tętniaka aorty i niedomykalność zastawkową . Drugie badanie miało sprawdzić
                                                  wytrzymałość mojego organizmu a raczej serca i zostało szybciutko przerwane,
                                                  gdyż serce nabrało granicznych wartości i mogło zakończyć się fatalnie . Teraz
                                                  dopiero uświadomiłem sobie skąd u mnie wzięła się taka niechęć do spacerów i
                                                  niesienia wnuczki na ramionach . W ostatnim okresie czasu , mała chciała
                                                  podróżować tylko na moich ramionach a ja pamiętałem jak wygodnie i bezpiecznie
                                                  czuje się dziecko , gdy ogląda świat z ramion najbliższej osoby . Niestety po
                                                  kilku minutach niesienia skarbeczka szybko pozbywałem się komfortu jaki ma każdy
                                                  człowiek na spacerze . Moja twarz oblewała się potem, serce przyspieszało , a
                                                  uczucie zmęczenia ogarniało mnie i już nic nie mogło rozweselić mojej twarzy .
                                                  Trzecie spotkanie z kardiologiem zaowocowało skierowaniem do szpitala na ulicę
                                                  Wołowską do szpitala MSWiA . Z tego okresu pozostała mi recepta na której
                                                  wypisał mi skierowanie lekarz :

                                                  "Do Szanownego Pana Ordynatora dr. med. Mirosława G.

                                                  Proszę o kwalifikację i zabieg operacyjny AVR u chorego z dużą niedomykalnością
                                                  Aortalną" . Na drugiej zaś stronie dopiseK - klinika kardiochirurgii CSU MSWiA
                                                  Wołowska 137. P . IV Skretariat 8.00. No i musiałem się tam wybrać , będąc już
                                                  na zwolnieniu lekarskim wstałem jeszcze raz wcześnie rano . Dojazd jak raz w
                                                  tamtą stronę, jest prosty i mało uciążliwy , korki Tworzyły się w centrum i to
                                                  w odwrotną stronę . Szpital sprawiał wrażenie nowoczesnego , odnowionego , i
                                                  jasnego . Przed sekretariatem kłębił sie mały tłum . Byłem w kolejce trzeci czy
                                                  czwarty i zbytnio czas mi się nie dłużył . Na odział kardiochirirgii nie można
                                                  było sobie ot tak wejść . Dostępu pilnowały drzwi z zamkiem szyfrowym . Lekarze
                                                  i pielęgniarki raz po raz wchodzili i wychodzili przez nie . Wreszcie nadeszła
                                                  moja kolej i znalazłem się w pokoju p. ordynatora . Przyjał mnie dosyć młody
                                                  człowiek, krótko ostrzyżony, ciemnowłosy choć jego skronie pokrywał już srebrny
                                                  pył siwego włoska. Wypytał się o to kim jestem i skąd wzięła się u mnie ta
                                                  choroba . Wpisał mnie do swego rejestru chorych, zawołał sekretarkę , przekazał
                                                  moje dokumenty i zapewnił ,że taki młody człowiek nie może chodzić z bombą przy
                                                  sercu . Przed przyjęciem na odział musiałem jeszcze wykonać badania . Rtg klatki
                                                  piersiowej , wymaz z gardła , szczepienie przeciwko żółtaczce, i kilka jeszcze
                                                  innych
                                                  Ponieważ zależało mi na czasie i wszystkie te badania mogłem wykonać bez
                                                  zbędnych skierowań opłacałem je i już za ponad tydzień znów zapukałem do drzwi
                                                  sekretariatu . Tym razem P. ordynator ofuknął mnie ,że przychodzę z badaniami
                                                  wskazującymi iż w moim gardle zalęgły sie bakterie mogące zakzić cały odział
                                                  kardochirurgii i tak jak szybko przybiegłem pełen wiary w szpital tak szybko
                                                  opuściłem to miejsce i skierowałem sie do swojego lekarza kardiologa , który
                                                  wypisał mi receptę i powiedział ,że po dziesięciu dniach powinienem zrobić
                                                  badania jeszcze raz .

                                                  Pwtórne badania wykazały ,że jestem już czysty i nie narozrabiam na odziale
                                                  kardiochirurgii. Mogłem się już pojawić na czwartym piętrzxe szpitala . Pan
                                                  Ordynator był w dobrym humorze wpiął moje badania do swojej ewidencji . Zaczął
                                                  rozmawiać o operacji i zastawce jaką może mi wszczepić . Miała nią byc zastawka
                                                  świńska , wybaczcie jeśli terminologia się nie zgadza ,ale trudno mi operować
                                                  fachowymi nazwami , w każdym bądź razie była to zastawka chodowana z części
                                                  wydobytej ze świni o tętniaku nie wypowiadał się ponieważ miał podjąć decyzje po
                                                  badaniu koronografii . Przekażał mi jakie będą mi potrzebne rzeczy na odziale ,
                                                  przed i po operacji i wskazująć następne spotkanie za tydzień .

                                                  Byłem już zdecydowany na operacje , niech sie dzieje wola nieba , znią się
                                                  zawsze zgadzać trzeba .
                                                  • sagittarius954 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 18.06.07, 22:25
                                                    Od momentu zaistnienia we mnie choroby nadciśnienia do tego momentu , kiedy
                                                    musiałem się zdecydować na operację minęło blisko dwadzieścia lat. W każdym
                                                    momencie życia pamiętałem o tym fakcie , i ciągle każdego dnia myslałem o
                                                    śmierci . Czy śnią się wam jakieś sny ? Od momentu utraty pierwszego ważnego
                                                    członka rodziny , mojego dziadka nocami od czasu do czasu, w moich myslach
                                                    toczących się nocą, widziałem obrazy wszystkich najbliższych . Gdyby ktoś spytał
                                                    się mnie w jakiej kolejności odejdą oni , wymieniłbym tą właściwą . Wiedziałem
                                                    o tej kolejności, nie wiedziałem jednak kiedy , ale czy to jest najważniejsze ?
                                                    Czy mógłbym zdecydować o przedłużeniu choćby o jeden dzień życia każdej tej
                                                    osobie ? Nie rozmawiałem z nikim na ten temat . Po co straszyć ludzi niepewnymi
                                                    historiami . Zresztą czy ktoś uwierzyłby mi ? Jest jeden facet, który upiera się
                                                    ,że wie kto w jakiej kolejności odejdzie, ale nie wie kiedy . Teraz z
                                                    perspektywy czasu wiem , że coś lub ktoś podpowiadł mi bym po prostu się
                                                    przygotował . Przychodzimy na ten świat coś zrobić i gdy wykonamy to spokojnie
                                                    lub mniej spokojnie odchodzimy . Gdzieś . Przyzwyczaiłem sie już do myśli ,że
                                                    będę musiał odejść , umrzeć . Nie byłem odważny . Na początku bałem się ,
                                                    zadawałem sobie to pytanie dlaczego ja , lecz później przywykłem do tej sytuacji
                                                    . Zdawałem sobie sprawę , że pewnych warunków naszego istnienia tutaj na ziemi
                                                    nikt ani nic nie zmieni . Są takie jakimi je zastalismy i nasza forma istnienia
                                                    nie zależna jest od nas . Możemy na nia wpływać , ale nie do końca .Każdy boi
                                                    się bólu , cierpienia , bycia niedołężnym. Lecz kiedy patrzymy na cierpiących w
                                                    szpitalach innych ludzi spostrzegamy ,że nasza sytuacja nie jest wcale taka
                                                    tragiczna . I postawa tych którzy cierpią powinna nas dopingować dzielnego
                                                    zniesienia swojego losu . Choć chwil zwatpienia jest bez liku i ciągle trzeba
                                                    się z nimi zmagać . Moją cechą charakteru jest małomówność . Taki byłem , taki
                                                    jestem i się nie zmienię . Choć bardzo lubie porozmawiać wsłuchiwać się w
                                                    brzmienie głosu mojego rozmówcy . Przez te wszystkie lata nie potrafiłem się
                                                    skarżyć, rozmawiać o swoich odczuciach, dotyczących mojego organizmu i swoich
                                                    lęków . Dalej uważam ,że trzeba w swojej wewnętrznej samotni te wszystkie sprawy
                                                    rozpatrywać . Nie mógłbym nawet żonie o wszystkim opowiedzieć ,żeby tylko ją
                                                    nie wystraszyć. I tak ma się ze mną cherlakiem smile Choć pewnie kiedyś będzie
                                                    musiała sama stanąć przed dylematem . Mało spotkałem na swej drodze lekarzy
                                                    mówiących prawdę . Nierraz jest ona potrzebna jak uderzenie w twarz . Boli i
                                                    sprawia ,że czujemy się podeptani iupokorzeni , zaczynamy jednak działać i
                                                    walczyć . Początkowy strach , obezwładniający mija . Musi minąć i ustapić
                                                    miejsca walce z samym sobą.

                                                    Do tej pory odwiedzałem ordynatora z Wołowskiej sam, jednak po opowiedzeniu
                                                    ostatniej wizyty i zrobieniu wywiadu prze moją żonę w sprawie zastawki,
                                                    kategorycznie zarządała wizyty u niego i u mojego kardiologa . Cóż mogłem począć
                                                    , nieraz kobiecie nie sposób odmówić, tym brdziej rozzłoszczonej o troszkę
                                                    pewnie przestraszonej .
                                                    Rozmowa z M.G przebiegała poprawnie choć żona prosiła go ,aby przygotował dla
                                                    mnie mozliwie najlepszą metodę operacyjna ,że względu na mój młody wiek .
                                                    Siedziałem jak uczeń na wywiadówce i przysłuchiwałem się rozmowie . M.G .
                                                    powtórzył właściwie to co i mnie w poprzedniej rozmowie . A ponieważ byłem już
                                                    przygotowany do hospitalizacji , z ulga przyjąłem widomość ,że nie może mnie
                                                    teraz przyjąć ponieważ cały dodział ma ostry dyżur w zwiażku z jakąś konferencją
                                                    rządową wtedy przeprowadzaną. Faktycznie wewnętrznie się cieszyłem, choć z
                                                    drugiej strony zadawałem sobie pytanie kiedy wreszcie dojdzie do tej operacji .
                                                    Wizyta u kardiologa G na warszawskim żoliborzu zmieniła moją sytuację . Okazało
                                                    się że żona nie zgadzała się na moją operacje w szpitalu na Wołowskiej .
                                                    Poprosiła lekarza aby sprawił bym był leczony przez aniński szpital
                                                    kardiologoczny . Ci kardiolodzy to taka zamknięta kasta znają się jak łyse konie
                                                    . Mój lekarz złapał za telefon , porozmawiał z jakimś lekarzem stamtąd a już
                                                    następnego dnia miałem zawieść mu moje wyniki badań .Nie zgadzał się z nasą
                                                    decyzją , uważał ,że najlepszym ośrodkiem jest właśnie klinika na Wołowskiej
                                                    Tylko przed tem musiałem wyciągnąć je z kliniki wołoskiej . Ordynator M.G nawet
                                                    nie zaszczycił mnie spojrzeniem , domyslił się czego potrzebuję i kazał
                                                    sekretarce wydac moje wyniki .Od tej pory stałem się pacjentem w klinice w
                                                    Aninie.
                                                  • del.wa.57 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 13:50
                                                    Z zapartym tchem czytam Twoja historie choroby i spotkania ze
                                                    szpitalem,lekarzami,dużo przeszedłeś w życiu Sagi.Czekam na dalszy ciąg,pewnie
                                                    zblizasz sie do etapu Twojej operacji.
                                                  • tofika Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 14:14
                                                    Sagi . ... a jednak mowienie o tym ,ze trzeba miec nadzyczajne posiadanie
                                                    zdrowia by trwac ..to jest to!
                                                    (nadmienie tylko, ze moje 1,5 roku zycia w niewiedzy co dalej? jak odnalezc ?
                                                    kto odkryje usg i wskaze punk operacji ,bylo drobnostka, ale nie dla mnie..)
                                                    ale to juz minelo, to juz bylo..
                                                    Zbyszku teraz !zycze zeby Twoje komisje lekaraskie odpuscily Ci od
                                                    oczekiwan ..tego !!Ci pomyslnie zycze!

                                                  • filomena1 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 14:09
                                                    Sagi z wielkim zainteresowanie przeczytalam oba odcinki.
                                                    ten drugi od strony czytania jest dla mnie, osobiscie, ciekawszy. Ciekawszy dlatego, że piszesz o
                                                    swoich odczuciach. strachach, lękach , snach. To bardzo przejmująca relacja .
                                                    I nie opowiadaj , pozwalam sobie na żart, : napisałeś ,,Moją cecha charakteru jest małomówność,, - a
                                                    ja w to nie wierzę, gdyż bardzo ciekawie opowiadasz. Nie wiem, może to klawiatura oraz tragiczne
                                                    przeżycia Cie ośmielają do ,,wielomówności,, .
                                                    Z gramatyką i interpunkcja jestem na okropny bakier, ale mam alergie na Biernik.
                                                    Piszesz : Gdyby ktoś spytał
                                                    > się mnie w jakiej kolejności odejdą oni , wymieniłbym tą właściwą
                                                    Tę włściwą....
                                                    Nie gniewaj się , ale to tylko dwód jak dokładnie i z przejęciem przeczytałam Twoją relację.
                                                    Serdeczności Fil.
                                                  • sagittarius954 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 14:19
                                                    Błędów jest cała masa , nie przygotowuję się do pisania , po prostu siadam do
                                                    klawiatury i klikam , kończę naciskam wyslij i już . Może gdy skończę i
                                                    wszystkie odcinki skopiuję ,wtedy dopiero dołożę należytej staranności i
                                                    poprawię całość . Życie każdego z nas jest powieśćią samą w sobie . Moja zbytnio
                                                    nie odbiega od waszych . Ale tak jak powiedziałem, piszę bo chcę tym którzy mogą
                                                    zachorować pokażać ,że to nie jest wyrok , jak i to ,że o zdrowie należy dbać od
                                                    pierwszego dnia istnienia aż po kres . I nie przejmować się odejściem Jesteśmy
                                                    ziarnem rzuconym na ten świat a przecież i on dobiegnie końca . Z prochu
                                                    powstałeś i w proch się obrucisz .
                                                  • del.wa.57 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 14:42
                                                    Osobiście nie zwracam uwagi na błędy,sama też robie ''byki''.Filomena
                                                    rówież.Treść i Twoje opisywanie tego co czujesz,jak odbierasz to dla mnie
                                                    ważniejsze.
                                                  • del.wa.57 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 14:43
                                                    Zaraz znów dostaniesz od Fil,za obruciszsmile))))))))))))
                                                  • wiktoria53 Re: Cztery spotkania z ordynatorem Mirosławem G. 19.06.07, 15:55
                                                    Sagi, błędami się nie przejmuj, każdy je robi. Na forum też, ale to nie ważne.
                                                    Czytam Twoje opisy przejść ze służba zdrowia i Twoje odczucia, uczucia zwiazane
                                                    z chorobą....tak pięknie piszesz o swoich przejściach....nie każdy potrafi się
                                                    otworzyć. Wcale nie jesteś małomówny, zapewniam. Nawiasem mówiąc ja zawsze
                                                    lubiłam się wypowiedzieć na piśmiesmile Sagi, czekam na dalszy ciąg. Sporo
                                                    przeżyłeś, ale ważne, że JESTEŚ.Pozdrawiam.
                                                  • sagittarius954 Anin jest piękny wiosną. 19.06.07, 16:54
                                                    Rok 2004 to także moje rozpoczęcie przygody z komputerem . Sam pewnie nie
                                                    wpadłbym na ten pomysł ,ale moja córka kończąc studia prawnicze i zaczynając
                                                    pracę w jednym z hipermarketów postanowiła sobie kupić ten cud techniki .
                                                    Jeszcze nie wiedziała ,że tato zawładnie tym cudem na całe dnie i wieczory.

                                                    Po otrzymaniu moich papierów z wypisanymi tam wszystkimi dolegliwościami ,
                                                    lekarze z Anina postanowili mi pomóc . W przeciągu dwóch tygodni otrzymałem
                                                    wezwanie telegraficzne do stawienia się na oddziale choroby wieńcowej .
                                                    Klinika położona jest w środku lasów , teraz już otoczona domkami
                                                    jednorodzinnymi . Dawniej szpital dla vipów , teraz dostępny dla wszystkich,
                                                    gdzie ratuje się autentycznie życie człowieka .
                                                    Samo przyjęcie do szpitala to długie oczekiwanie w kolejce takich cherlaków jak
                                                    ja . Problem ten jesli nie został rozwiązany jest jednym z tych które uderzają w
                                                    pacjenta . Tamtym wejściem nie zostałem od właśnie 2004 roku wpuszczony do
                                                    szpitala , może to i dobrze...
                                                    Samo badanie choć zawiera napewno w sobie, jakiś procent niebezpieczeństwa dla
                                                    pacjenta, jest w zasadzie zabiegiem zjadliwym w sensie uprzykrzenia standartu
                                                    leżenia w szpitalu . Trwa około 45 minut . Nacięciem w pachwinie prawej nogi
                                                    lekarze wprowadzają wzierniki do tętnicy i kierunkują ją do serca , gdzie
                                                    poprzez wstrzyknięcie kontrastu wykonuje się zdjęcia lub zapisuje sie pracę
                                                    tętnic wieńcowych serca . Badanie u mnie wykazało zajęcie jednej tętnicy w
                                                    zakresie 75% , jednak tętniaka , oraz niedomykalność zastawkową .Okres 12 godzin
                                                    po zabiegu jest najbardziej przykry . Z uciśniętą noga w pachwinie przez
                                                    dwanaście godzin jest człowiek unieruchomiony . Trzeba dużo pić napojów,
                                                    przynajmniej około dwu litrów, aby wypłukać kontrast. Ponieważ lekarz
                                                    prowadzący, nie zgodził sie na wykonanie operacji zakładając ,że będąc na
                                                    środkach lekowych mogę jeszcze długie lata żyć z nim w spokoju . Niestety nie
                                                    wziął pod uwagę moich sugestii ,że pracuję jako konserwator na trzy zmiany w
                                                    pełnym wysiłku fizycznym . Ponieważ zawyrokowano u mnie wstawienie stentu do
                                                    tęnicy wieńcowej specjalnego, którego nie czepiają się płytki krwi musiałem
                                                    wybyć ze szpitala i pojawić się w nim znów za dwa tygodnie . Od pażdziernika
                                                    tego roku miałem też stać sie klientem, kliniki chorób wad nabytych serca .
                                                    Tamten okres nie był czymś niezwykłym i pobyt w odziale hemodynamiki wspominam
                                                    dobrze . Czysty jasny pokój na dziesięć łóżek , jedna pielęgniarka obsługująca
                                                    leżąćych chorych . Miła obsługa , mili lekarze , a w mojej świadamości utrwalał
                                                    się obraz szpitala gdzie więcej chorych otrzymuje dar życia . A przecież tak nie
                                                    było . 30 % chorych z zawałem serca umiera nie doczekawszy sie pomocy, 30 %
                                                    chorych umiera uzyskawszy pomoc lekarską , a tylko 30 % żyje sobie nadal , dalej
                                                    zapychając tętnice dymkiem z papierosa i niezdrowym jedzeniem . W moim umysle
                                                    powstała mysl ,żeby wreszcie coś zrobić dla siebie , swojego serca . Z paleniem
                                                    znów nie miałem nic wspólnego od kilku lat , a jedzenie było moją zmora . Praca
                                                    powodowała ,że całymi godzinami chodziłem głodny , gdy wreszcie dotarłem do
                                                    domu napychałem sie nieprzeciętnie . W moim pokoju za pierwsza bytnością w
                                                    szpitalu leżał młody człowiek już po zawale . Zył tylko na kawie od 6.00 do
                                                    18.00 Lecz wracając do domu przez bite sześć gdozin jego drzwi lodówki nie
                                                    zamykały sie . Na konsekwencje takiego trybu życia długo nie trzeba było czekać
                                                    . To był przykład dla mnie , zabierz ze sobą do pracy , nawet dwa śniadania i
                                                    nie pozwól, aby twój żołądek odczuwał głód. Ach te postanowienia , przez półtora
                                                    roku było wszystko wporządku , ale wystarczyło zapomnieć ojakimś czynniku aby
                                                    doprowadzić sytuacje znów do pierwotnego stanu . Nieraz zdaje mi sie ,że
                                                    człowiek jest takim dużym dzieckiem brnącym w jakięś niesamowite sytuacje , mimo
                                                    iż wie co go czeka . Najważniejsze , że znów mogłem podnieść wnusię na ramiona
                                                    i pomaszerować na lody . Choć rodzina pilnowała bym w domu nie przemęczał się .
                                                    Ale co dopilnowała w domu tego nie mogła w pracy . Tam nieraz ciężary 50 -80 kg
                                                    czekały na mnie . Ot życie.
                                                  • tesunia Re: Anin jest piękny wiosną. 19.06.07, 20:16
                                                    Sagi,
                                                    oj biedny Ty chlopie jestes,wiem cos o tym,slubne przechodzilo przez to samo,
                                                    mial wlasnie w maju robine angiografi,jest OK,i wlasnie pierwszym razem lezal
                                                    tak dlugo po tym zabiegu,obecnie maja nowa technike,zatykaja otowr "korkiem"
                                                    ktory sie sam pozniej rozlasuje po trzech miesiacach,,ucisk mial byc 4 godz,po
                                                    2 godz.unali ze wiecej nie trzeba ucisku i zakorkowali i do domciu po 8
                                                    godzinach przywiozlam slubnego,od 9 lat jest po bajpasie ,i balonkowaniu ,i po
                                                    zawale.
                                                    zycze zdrowka.
                                                  • wiktoria53 Re: Anin jest piękny wiosną. 19.06.07, 23:00
                                                    Sagi, przeszedłeś już wiele i Twoja rodzina również. Dobrze, że ją masz.
                                                    Trzymam za Ciebie kciuki, aby wszystko było dobrze na dłuuuuuuuuuuuugie lata.
                                                  • wiktoria53 Pilnuj lekarza, gdy wypisuje receptę 02.07.07, 08:44
                                                    Następna groźba strajkujących lekarzy. Tym razem nas straszą, że nie będą
                                                    wpisywać na receptach numeru PESEL. A bez tego żaden farmaceuta nie sprzeda już
                                                    nam refundowanego leku ze zniżką. Medycy przekonują, że chcą uderzyć w
                                                    biurokrację, ale tak naprawdę zaszkodzą pacjentom. Bo to my będziemy więcej
                                                    płacić za lekarstwa - pisze "Fakt".


                                                    Lekarze od 1 lipca mają obowiązek wpisywać na receptach PESEL pacjenta, tak
                                                    nakazuje im najnowsze rozporządzenie ministra zdrowia. Ale medycy, z
                                                    Krzysztofem Bukielem (46 l.) na czele, już zapowiedzieli, że nie będą tego
                                                    robić. A dla pacjenta oznacza to jedno - więcej pieniędzy zostawi w aptece. Bo
                                                    recepta bez PESEL-u nie uprawnia do zniżki! I zamiast za insulinę płacić 34 zł,
                                                    trzeba będzie musiał na nią wydać aż 136 zł.

                                                    więcej:

                                                    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=50917
                                                  • sagittarius954 Re: Pilnuj lekarza, gdy wypisuje receptę 04.07.07, 06:31
                                                    W całęj rozciągłości popieram strajk lekarzy i pielęgniarek . I dziwię się
                                                    bardzo , że tak późno reagują na bezczynność władzy . Mija już siedemnasty rok
                                                    przemian, w których wiele się dokonało, w różnych dziedzinach . Tylko w jednej
                                                    jest zastuj . W płacach . Do kogo można mieć pretensje w tym zakresie , jeśli
                                                    nie do rządzących . To oni obierali drogi rozwoju , to oni decydowali o
                                                    możliwości rozwoju lub braku takowego. Wreszcie grupa zawodowa pielęgniarek i
                                                    lekarzy zdecydowała się działać . I bardzo dobrze . A decyzje w tym zakresie ,
                                                    czyli odmowa rozmów i podwyzki ze strony rządu tylko utwierdza mnie jeszcze
                                                    bardziej ,że te grupy zawodowe powinny zrezygnować z pracy . Po prostu . Ile
                                                    trzeba mieć lat i jakie wykształcenie , aby nie można było wprowadzić
                                                    samodzielnego wykupowania na karnet, książeczkę zdrowia, lub inny dokument
                                                    leków. Dlaczego zmusza się pacjentów przewlekle chorych do systematycznego
                                                    chodzenia do lekarzy w celu wypisania recepty? Po co marnować pieniądze z NFZ za
                                                    wypisanie recepty ? Ja wiem , każda działalność lekarza jest lub powinna być
                                                    wyceniona i liczy się przy sumowaniu operacji wypisywania recepty. Dlaczego tej
                                                    sprawy nie można uregulować ? Ja wiem dlaczego . Ta włądza kocha rządzić . I
                                                    każdy przejaw utraty jakiegoś czynnika władzy na rzecz społeczeństwa , jest
                                                    przez nią uznawany jak odbieranie jej mandatu . Obawa o ster władzy jest
                                                    silniejsza niż dobro społeczeństwa, w wielu drobnych sprawach mogących sprawić
                                                    ,że życie stanie się mniej uciążliwe . Teraz już wiem ,że ta włądza niczym nie
                                                    różni się od tej z przed lat ani od tej która nadejdzie . Że trzeba siłą niemal
                                                    w każdej dziedzinie życia wydzierać wolność . Bo wolność to nie tylko paszport i
                                                    możliwość wyfrunięcia z kraju kiedy się chce . Wolność to też możliwość
                                                    decydowania o sobie w wielu dzidzinach życia, miedzy innymi w dziedzinie zdrowia
                                                    . I dlatego popieram ten strajk, nawet gdyby miał przybrać drastyczne formy .
                                                    Bo nie ma nic gorszego niż wolność zakamuflowana , zakłamana , nieprawdziwa .
                                                  • wiktoria53 Uzdrawiająca siła sugestii 14.07.07, 17:32
                                                    Długi artykuł, ale ciekawe wyniki badań.

                                                    Fragmenty :

                                                    "Co cztery minuty do jej krwioobiegu wpływa mililitr roztworu soli
                                                    fizjologicznej. Zubieta i jego koledzy rejestrują, co dzieje się w mózgu
                                                    badanej. Z sygnałów tomografu emisji pozytronowej mogą odczytać, jak własne
                                                    środki przeciwbólowe organizmu (endorfiny) łączą się z receptorami w mózgu.
                                                    Czysta sugestia wywołuje więc biochemiczną odpowiedź w mózgu – skutkiem tego
                                                    odczuwany ból zaczyna się zmniejszać."

                                                    "Wyniki badań naukowców nie pozostawiają wątpliwości: bez względu na to, czy
                                                    chorzy ludzie przyjmują lekarstwa, poddają się operacji, czy po prostu
                                                    rozmawiają z terapeutą – każdy przejaw dbałości o nich, zarówno w sferze
                                                    medycznej, jak i psychologicznej, pomaga wyzwolić samoleczące siły organizmu.
                                                    Siła ludzkiej wyobraźni, uważa turyński naukowiec, może "uruchomić w organizmie
                                                    mechanizmy podobne do tych, jakie aktywowane są przez leki".


                                                    "Zjawisko zwane "efektem placebo“ (z łacińskiego: spodobam się) to być może
                                                    najpotężniejszą zasada działająca w leczeniu. Korzystano z niej na przykład w
                                                    czasie II wojny światowej: gdy skończyła się morfina, chirurdzy aplikowali
                                                    potajemnie wielu rannym żołnierzom roztwory soli – a ci błyskawicznie odczuwali
                                                    ulgę w cierpieniach."

                                                    portalwiedzy.onet.pl/4868,11122,1423529,1,czasopisma.html


                                                    Muszę sięgnąć "Potęgę podświadomosci" J. Murphiego ( nie wiem czy dobrze
                                                    odmieniłamsmile
                                                  • wiktoria53 Już poprawiam: Murphy'ego ;) 14.07.07, 17:34

    • malwina52 Zbadaj się sam... 08.06.07, 07:53
      W aptekach można kupić bez recepty testy diagnostyczne.
      Dzięki nim możemy sami sprawdzić stan naszego zdrowia,
      np. przekonać się, czy grozi nam nowotwór jelita grubego, okrężnicy, wrzody
      żołądka lub dwunastnicy, a nawet czy jesteśmy nosicielem HIV.
      sprawdzic poziom cukru we krwi, moczu, czy poziom cholesterolu.
      Moze to sposob na omijanie kolejek do lekarzy
      i dlugie czekanie na badania, na ktore lekarze pierwszego kontaktu
      niechetnie daja skierowania.




      • tesunia Re: Zbadaj się sam... 08.06.07, 10:30
        a to ciekawostka,
        zastanawiam sie:
        na ile sa trafne wyniki?
        i jaka jest cena zakupu?
        • regine Re: Zbadaj się sam... 08.06.07, 12:41
          Oj, wolała bym nie robić testów. Boję się strasznie świadomości, że może "coś
          we mnie siedzi"(chorób i bez testów mam do licha). Wiem, ze lepiej zapobiegać,
          niż leczyć. Ale jeśli by mi test wykrył jakąś dodatkową chorobę, to samym
          myśleniem, że coś mi jest, dobiłabym się zupełnie.
          Wolę nieświadomość. Taki ze mnie chyba tępy człek i tchórzliwy bardzo.
          Choć wiele osób uważa mnie za chojraka smile
    • filomena1 Czy ? 10.06.07, 11:30
      Nie wiem. czy juz tu była o tym mowa.
      Czy robicie regularnie mamografię?
      Czy to musi być takie bolesne? i nie jest szkodliwe?
      • regine Re: Tak, robię, co 2 lata. 10.06.07, 11:53
        Zabieg nie jest wogóle bolesny. Miałam takie badanie już 3 razy. Tak jak RTG
        klatki piersiowej, czy złamanej nogi. Badanie mammograficzne, po 45 roku życia
        powinno się przeprowadzać obowiązkowo co 2 lata. Jeśli są wskazania, (jakieś
        zmiany w badaniu mammograficznym), lekarz zleca zrobienie USG piersi.
        U nas w kraju, NFOZ prowadzi w tym roku zmasowaną, bezpłatną akcję. Wszystkie
        panie, które ukończyły 50 lat, dostały pisemne zaproszenie do wytypowanych
        szpitali, które posiadają mammograf. Trzeba tylko telefonicznie umówić się na
        wizytę. Nie jest szkodliwe, bo nie robi się tego codziennie, i naprawdę nie
        boli. Nie wiem co miałaś na myśli pisząc - "Czy to musi być takie bolesne ?"
        Może biopsja jest bolesna i nieprzyjemna.
        • filomena1 Re: Tak, robię, co 2 lata. 10.06.07, 12:01
          Boli bardzo, Spada na piersi taki pręt i sciska je jak tubke z pasty. Dopiero wowczas robione jest zdjcie
          rtg. Mialam ostatnią 4 lata temu tak masakrującą . ze te sprzed dwoch lat odmowiłam,
          • natla Re: Tak, robię, co 2 lata. 10.06.07, 12:17
            Filomena ma rację, nie jest to przyjemny uścisk wink, ale można zęby zacisnąć i
            wsadzić biust pod prasę, trudno.
          • regine Re: Tak, robię, co 2 lata. 10.06.07, 12:18
            Dziwne. Ale może inną aparaturę macie. Nie przypominam sobie ani prętu, ani
            bólu po uciśnięci. W lipcu będę to napiszę czy bolało. Być może zapomniałam.
            Na ból odporna jestem. Migrena tylko potrafi mnie powalić na kolana . Ale
            zdecyduj się wcześniej. Co 4 lata, to zbyt długa odległość między badaniami.
            Profilaktyki nigdy za wiele. Moja siostra co roku robiła mammografię i po 3
            miesiącach od ostatniej mammografii, sama wykryła sobie guzek. Okazało się, po
            USG i biopsji, że to rak piersi. Jest już dobrze. Usunięto jej tylko guzek i
            pachowe węzły chłonne. Już jest i po chemoterapii i radioterapii. Szanse na
            całkowite wyleczenie raka są zadawalające bo dostała 90% szans. Wróciła do
            pracy.
            Więc, tak szczerze mówiąc, badanie mammograficzne powinno wykryć powstający
            guzek. Nie było go, a po 3 miesiącach miał wielkość jajka gołębiego. Wiec czy
            badanie mammograficzne jest aż tak miarodajne, czy było źle wykonane...Lub
            opisane przez radiologa ? Same niewiadome...
            Nie chcę Cię straszyć, tylko opisałam przypadek. Może nietypowy. Ale
            wątpliwości są....
            • filomena1 Re: Tak, robię, co 2 lata. 10.06.07, 15:55
              opowiem jutro po południu. OPtymizmu i dobrej mysli mi nie brak. ale......
              • filomena1 Re:Uffa. co za ulga...Nic, a jak to wiele. 15.06.07, 15:26
                dziewcze, które rtg wykonuje okazło sie bardzo wrażliwe. Gdy zobaczyła moja pachę, to bardzo się
                przejęła. Wspólnie dobierałyśmy siłe ucisku. Jakos poszło. Nie było tak źle, ani tak boleśnie jak
                poprzednim razem. Tutaj panuje zasada. że oglada to dwoch radiologow w dwoch roznych szpitalach. to
                tak dla pewności. No i Nic. ale jak to wiele. To jeszcze nie koniec perypetii, ale już jest pewien komfort
                spokoju w tym zakresie, jeden etap .
                • tofika Re:Uffa. co za ulga...Nic, a jak to wiele. 15.06.07, 15:39
                  FIlomeno,powodzenia w nastepnym "etapie"a wyniki takie jak po pierwszym--
                  poprostu pomyslne!
                  moje wszystkie badania byly bolesne (momografia) a naprawde jest co ulozyc na
                  te okienko,jest ,a co sie dzialo podczas badan w czasie leczenia... ale jak
                  musi to musi.. fakt ,naprawde zdazylo nieraz o znikome bole.. sa osoby ktore
                  robia podczas badania z wielka delikatnoscia, a sa tez ze nie ma zupelnie
                  wyczucia machnie cialkiem piersi az aparat zadrzy.. sad
    • graga211 Mammografia 16.06.07, 20:07
      Był czas, że musiałam co pół roku robić mammografię, potem już 1x w roku i
      samej machiny nie wspominam tak źle, jak Filomena. Badania nie dokuczały mi,
      choć mój nr stanika jest DDD.
      W obu piersiach siedziało draństwo, tzn. 5 draństw: w jednej 3, w drugiej 2.
      Te 3 z lewej wkrótce (po dobraniu właściwej dawki hormonów) znikły i pozostały
      2 w prawej, które trochę pobolewały ale nie rosły, po prostu tylko sobie były…
      Skóra cierpła mi jedynie wówczas, kiedy radiologowi coś się nie podobało i
      wypisywał skierowanie na USG „dla pewności”. Ale tam okazywało się wszystko bz
      czyli OK.
      Ostatnie badanie wykazało obecność już tylko 1 guzka, który nie dokucza i mam
      nadzieję, że zresorbuje się jak pozostałe. Nie mniej jego jak i całej reszty
      skrupulatnie pilnuję, nawet i tych niby śmiesznych, jak np. pojawienie się
      pieprza z boku piersi. Początkowo był to maleńki pieprzyk, który jednak rósł,
      robił się wypukły, w końcu zaczął swędzieć, a kiedy również zaczął zmieniać
      kolory, to już nie czekałam na nic, tylko poszłam prosto do chirurga onkologa,
      który od ręki wyciął dziada. I spoko.
      Na badania cytologiczne także radzę biegać 1x w roku, bo jakby co, to nie
      będzie żadnego „zmiłuj się”. Tu idzie o życie, a nie o zwykły hazard: kto, kogo
      i czy.
      Niestety…
      A Ty, Zbychu, pisz dalej, bo to jest interesujące.
      Bardzo chciałabym jeszcze przeczytać relacje Czarnego, gdyż oboje możecie
      niejednemu pomóc, niejednego uratować, czy choćby tylko wesprzeć, kiedy mu się
      wydaje, że nie ma już dla niego ratunku.
      Pozdrawiam i życzę końskiego zdrowia.
      (…choć nie wierzę, że konie mają je aż tak stalowe….)
      • madzia-tadzia Re: Mammografia 15.07.07, 16:56
        Robiłam 4 lata temu ale ostatnio dostalam zaproszenie do badania w ramach
        profilaktyki zwalczania raka piersi. Skorzystam z najblizszej wolnej chwili i
        wykonam to badanie.
        • del.wa.57 Re: Mammografia 15.07.07, 18:54
          Ja robiłam dwa lata temu a powinnam zrobić dużo wcześniej,Jak juz zaczełam
          wedrowkę po ''dochtorach'' to i mammografia jest w planie.
          • krista57 Re: Mammografia i inne badania... 15.07.07, 19:52
            Jestem po wszystkich koniecznych badaniach.
            Czuję sie fantastycznie to i wyniki wyszły dobre.
            Najwazniejsza jest aktywnośc fizyczna i wiara w to,że jest się zdrowym.
            Dolegliwosci ?....w każdym wieku "musi" coś doskwierac.
            • wiktoria53 Re: Mammografia i inne badania... 09.09.07, 14:02
              Wkrótce mam wizytę u lekarza - zarejestrowałam sie juz na początku
              lipca.Przed wejściem do gabinetu muszę wykonac mammografię.
              • wiktoria53 Jak dbamy o zdrowie? 09.09.07, 14:40
                No, chyba zdarza sie zaniedbywać to nasze zdrówko. Ostatnio
                cierpiałam na rwę. Spać nie mogłam, chodzić nie mogłam, a ból był
                niesamowity. Dlaczego zwlekałam z wizytą do lekarza? Otóż w
                przeszłości wiele razy brałam leki, zastrzyki, które tak naprawdę
                poza bólem przy wkłuciu nie ujawniały swojej obecnosci w moim
                organizmie. Krótko mówiąc nie odczuwałam zadnych pozytywnych efektów
                leczenia. W końcu jednak odwiedziłam pania doktor z
                nadzieją.Opłacało się. Przepisała mi zupełnie inne zastrzyki, 2
                rodzaje, czyli otrzymuje codziennie 2 zastrzyki.Juz po pierwszych
                dwóch dawkach odczułam ogromna ulgę i na mojej twarzy zagościł
                uśmiech.Leków przeciwbólowych w kapsułkach nie muszę brać.( Również
                przepisała p.doktor) Na sen otrzymałam wspaniały lek,
                (nieuzależniający)po którym wreszcie zasypiam i nie męczę się.No i
                śpie długo smile Mam zalecienie jeździć rowerkiem, na który niebawem
                wsiadam. Wspomnę jeszcze o podstawowych badaniach krwi oraz ekg, na
                które otrzymałam skierowanie.
                • del.wa.57 Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.09.07, 16:30
                  Brawo Wiktorio,nie bedziesz taraz buszowac po necie nockamismile))
                  Masz rację,czasami zaniedbujemy się i nie odwiedzamy za często
                  lekarzy,wiem coś o tym.Mammografię powinnam zrobić dawno,ale......
                  Mam termin na listopad,pozatym wszystko u mnie jest okey,poza
                  choresterolem,biorę tabletki jedna dziennie i kontrola co trzy
                  miesiące,będę tego pilnować.
                  • mania1119 Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.09.07, 17:48
                    No wlasnie,a propos cholesterol.Robia nam totalną wode z
                    mózgu.Ledwie sie nastawiłam na kupowanie produktów "light"-a nagle
                    sie okazuje,ze jednak trzeba jeśc świeze masło i inne takie (w
                    granicach zdrowego rozsądku oczywiscie).No to dla mnie w sam raz-ale
                    jak naukowcy zmienia zdanie a ja zostanę ze swoja nadwyżką w
                    wynikach?
                    • ovaka Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.09.07, 17:58
                      a ja jestem po wielkim wyczynie zdrowotnym.Przed tygodniem
                      przeszłam przez 12 dniowa głodówke zupełna .I teraz własnie napawam
                      sie smakami zwykłych ziemniaków i marchewki!No i pójde sprawdzic
                      moje OB, które było niestety bardzo niedobre-sprawdze czy głodówka
                      pomogła.Lubie zobaczyc konkretne fakty.
                      • natla Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.09.07, 18:07
                        Brawo Takasiaka!!! A wątpiłam w Ciebie. Nagroda musi być w postaci
                        dobrych wyników. smile
                        Mnie na taki wyczyn w tej chwili nie stać. Zajadam zmartwienia.
                        • wiktoria53 Ovaka, jestem pełna podziwu 09.09.07, 18:14
                          dla Twojej determinacji. Oj, to ja jestem słaba istota.
                          • wiktoria53 Produkty " light" nie zawsze zdrowe 09.09.07, 18:22
                            Tak zwane produkty light nie do końca “pozwalają się sobą” bezkarnie
                            objadać. Dlaczego tak jest? Otóż wprawdzie, niektóre z tych
                            produktów nie zawierają tłuszczu, ale maja sporo cukru (np. jogurt
                            0% tłuszczu bardzo często jest dosładzany i ma tyle samo kalorii, co
                            niepoddany żadnej obróbce). Ponad to pokarm sztucznie słodzony, w
                            przeciwieństwie do naturalnego, nie ma zdolności hamowania apetytu.
                            W rezultacie często, jemy go dwa razy więcej, gdyż mózg nie dostaje
                            informacji do zakończenia posiłku.

                            www.wellnesslife.pl/index.php?view=new&lev=03&dest=749&in=7&box=centermdl

                            nizej ciekawe artykuły
                          • ovaka Re: Ovaka, jestem pełna podziwu 09.09.07, 18:30
                            Głodówki robie od wileu lat, przeszłam juz ich chyba z 12-15.Mój
                            rekord to 14 dni, i zawsze pod koniec czuje sie super.A w trakcie
                            to róznie,lepiej i gorzej.Ale napewno łatwiej mi głodowac niz miec
                            jakąś diete niskokaloryczna typu -pół jajka i pomidorek.Tego nie
                            wytrzymuje !Albo jem ,albo nie jem!
                            • del.wa.57 Re: Ovaka, jestem pełna podziwu 09.09.07, 18:43
                              Masz silną wolę ,moje gratulacje Ovaka!!
                              • dankarol Re: Ovaka, jestem pełna podziwu 10.09.07, 12:33
                                obiecuję sobie, że raz w tygodniu będę miała dzień bez jedzenia i zawsze kończy
                                się ten dzień kolacją. Żeby zrobić prawdziwą głodówkę, to chyba musiałabym
                                wyjechać z domu
                                • mania1119 Re: Ovaka, jestem pełna podziwu 10.09.07, 23:36
                                  ja tez.
                                  Niestety,ciagle walcze,ostatnio sprowadza sie to do
                                  kolejnych "pozegnań' z jedzeniem,bo żeby kontrolowac je-musze mieć w
                                  miare"swobodna"głowe.A stressy zajadam i to bez opamietania.
                                  No i dużą nadzieję co do i cholesterolu i schudniecia pokładałam w
                                  tych light'ach,a okazuje sie jak w poście Wiktorii.No to wróciłam do
                                  masła i az sie boje,co mi tam w organizmie narasta.
                                  • dankarol Ziemniaki dobre na różne rzeczy 23.09.07, 22:17
                                    zdrowie.onet.pl/194,28726,1,,,dieta_ziemniaczana,diety.html
                                    Wygładza zmarszczki, odtruwa organizm, wzmacnia włosy i paznokcie, i przede
                                    wszystkim odchudza. Co? Ziemniak!
                                    Przekonanie, że ziemniaki tuczą, jest dalekie od prawdy. Wprost przeciwnie: mają
                                    niewiele kalorii i doskonale wpływają na układ pokarmowy, łagodząc jego
                                    dolegliwości, tj. niestrawność, wrzody żołądka, zaparcia. Ponadto oczyszczają
                                    organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii i sprzyjają prawidłowemu
                                    obiegowi wody w organizmie. Wszystko to razem sprawia, że jedząc ziemniaki,
                                    można schudnąć i odmłodnieć. Trzeba jedynie przestrzegać dwóch zasad ich
                                    przygotowania: nie smażyć ich i wystrzegać się podawania z zawiesistymi sosami.
                      • del.wa.57 Re: Jak dbamy o zdrowie? Ovaka!!!! 09.09.07, 18:13
                        Nic nie jadłaś???? ło matko jak mogłas funkcjonować,sama jestem
                        ciekawa Twoich wyników,daj znac jak bedziesz po badaniach.Podobno
                        dobrze robi taka głodowka,ale ja bym nie wytrzymała bez jedzenia
                        tyle czsu.
                    • del.wa.57 Re: Jak dbamy o zdrowie? 09.09.07, 18:05
                      Ale byka zrobiłam z cholesterolem(pisownia)przepraszam!!

                      No ,właśnie produkty light wcale nie są takie zdrowe(a mnie się
                      wydawało..)Mam listę co można jeść a czego unikać należy i mam te
                      listę no...nie skończę,smażonego unikam i tak moja wątroba buntuje
                      się na ''brązową skórkę''podejrzewam,ze mój ojciec zostawił mi w
                      spadku cholesterol(dobrze napisałam?)cierpiał na te dolegliwośc od
                      młodych lat.
    • del.wa.57 Re: Jak dbamy o zdrowie? 15.07.07, 14:42
      A wiesz Wiktorio,ze ''Potega podświadomości''nauczyła mnie życia na''nowo''
      potem poleciam tą mądrą ksiązkę koleżance,która była bardzo załamana do dzisiaj
      mi dziękuje.Jak niema nikogo w pobliżu z kim mozna pogadać,wypłakać sie w rękaw
      to cięzko jest wyjśc z opresji.
      • del.wa.57 Re: Jak dbamy o zdrowie? 15.07.07, 14:45
        Zaczełam wedrowkę do lekarzy full program,wszystko co jest mozliwe do zbadania
        w przyszlym tygodniu obłozona jestem terminami,nie znosze chodzic ''po
        lekarzach'' ale czasem trzeba zrobić''prześwietlenie''organizmu i ciałasmile
    • dankarol Sen i wypoczynek 27.09.07, 01:04
      W pracy i w domu mamy mnóstwo obowiązków aby nim podołać wielu z nas zaniedbuje
      sen, nie mówiąc już o chwili odpoczynku w ciągu dnia. Tymczasem przemęczony
      organizm nie jest w stanie funkcjonować prawidłowo.

      Większość ludzi potrzebuje od siedmiu do ośmiu godzin snu. Sen to więcej niż
      tylko zwykły odpoczynek, jest to bardzo złożony proces. W trakcie snu w
      organizmie zachodzą przemiany wpływające na układ odpornościowy, narządy
      odpoczywają, krwiobieg się oczyszcza, następuje przywrócenie równowagi
      chemicznej i regeneruje się układ nerwowy. Do dzisiaj nie poznano zasadniczej
      roli snu.

      kobieta.wp.pl/kat,26379,wid,9089836,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1
      No to dobranoc
      • del.wa.57 Re: Sen i wypoczynek 28.09.07, 18:33
        Siedem godzin snu,zupełnie mi wystarczy,ale są dni że wyleguję sie
        dłużej jak za oknem szaro i ponuro w dzień bardzo rzadko ucinam
        drzemkę.
        • dankarol Czekolada dla zmęczonych 07.10.07, 01:37
          Codzienna porcja specjalnie skomponowanej gorzkiej czekolady może pomóc osobom
          z zespołem przewlekłego zmęczenia.
          Zespół przewlekłego zmęczenia objawia się nie tylko stale odczuwanym
          zmęczeniem, ale też częstym bólem mięśni, zaburzeniami snu i świadomości oraz
          obniżeniem ciepłoty ciała. Schorzenie często uniemożliwia sprawowanie
          codziennych aktywności, na przykład chodzenie do pracy czy szkoły.

          Laicy najczęściej nie wierzą w istnienie takiego schorzenia i uważają je za
          zwykłe lenistwo. Leczenie jest często nieskuteczne - trudno leczyć coś, czego
          nie rozumiemy.

          Specjaliści z Hull York Medical School przez 2 miesiące podawali części
          pacjentów z zespołem przewlekłego zmęczenia po 45 gramów dziennie specjalnie
          przygotowanej czekolady o dużej zawartości ziarna kakaowego, a pozostałym - taką
          samą ilość białej czekolady zabarwionej na brązowo.

          Ci, którzy dostawali gorzką czekoladę czuli się mniej zmęczeni, zaś po
          odstawieniu czekolady samopoczucie ponownie się pogarszało.

          Zdaniem autorów badań, działanie czekolady może wynikać z wpływu zawartych w
          niej polifenoli na mózg - zwiększa się w nim wytwarzanie serotoniny, której
          niedobór wydaje się mieć związek z zespołem przewlekłego zmęczenia. Zastrzegają,
          że w spożyciu czekolady trzeba zachować umiar, choć w porównaniu z wieloma
          lekami jest nieszkodliwa. W każdym razie żaden z uczestników eksperymentu nie
          przybrał na wadze. (PAP) pmw/ ls/
          kobieta.wp.pl/kat,48772,title,Czekolada-dla-zmeczonych,wid,9260360,wiadomosc.html
          • wiktoria53 Badanie kolonoskopowe 04.08.08, 20:00
            Czy ktoś z Was poddał się temu badaniu? Jest ono nieprzyjemne, ale
            czy bolesne? Mam zamiar w niedługim czasie pójść na tego typu
            badanie. Podzielcie się uwagami na ten temat.
    • tofika Re: Jak dbamy o zdrowie? 28.09.07, 10:11
      tym razem ..
      jak panowie maja dbac o zdrowie.
      facet.wp.pl/wid,9234522,wiadomosc.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka