Dodaj do ulubionych

W głuchej puszczy

05.01.07, 23:02
zgodnie z poleceniem Kierownictwa - oto moja opowiasta, tym razem
jednoczęściowa, bo i wakacyjki mini.
W GŁUCHEJ PUSZCZY
Grudzień 2006


Rodzinne Święta za nami, teraz będzie parę dni dobroci dla siebie. Ktoś
powiedział – no i po co wy do tego lasu jedziecie, przecież tam w ogóle nie
ma co robić. Nie rozumiał biedaczysko, że to właśnie jest najpiękniejsze! Nic
do roboty przez całe piękne pięć dni !
Prószy deszcz ze śniegiem, ale nic to !
Skręcamy do Koronowa, miłego miasteczka na skraju Borów Tucholskich. Małe,
ale urodziwe. Jego perłą jest XIII – wieczny zespół pocysterski, gotycki,
ale wnętrze z fantastycznymi barokowymi rzeźbami w drewnie. Opactwo założono
w 1244 roku, przetrwało aż do roku 1819, kiedy klasztor skasowały władze
pruskie (sporo ciekawostek na www.koronowo.pl zakładka historia/cystersi w
Koronowie). Jest też mały gotycki kościółek Św. Andrzeja i miły, kolorowy
ryneczek. Gwarno tu latem, kiedy kręcą się turyści znad Zalewu
Koronowskiego, teraz cichutko i spokojnie.
Postanawiamy odwiedzić dziś jeszcze Odry – to takie polskie Stonehenge,
opodal Czerska. 16 – hektarowy leśny rezerwat kryje najlepiej w Polsce
zachowane cmentarzysko Gotów. Kilkanaście regularnych kamiennych kręgów i
liczne kurhany czynią to miejsce tajemniczym i niezwykłym, a jak głosi
legenda, jest ono źródłem duchowej mocy, którą ziemia i pogrzebani w niej
zmarli obdarzają żywych.
Wilgotny chłód zapędza nas do samochodu. Teraz już szybko n do naszych
gospodarzy na gorącą herbatę.
Z szosy prowadzącej z Tucholi do Czerska wjeżdżamy w boczną, leśną dróżkę.
Dwa kilometry dalej, na wzgórku za śliczną, drewnianą kapliczką z rzeźbionym
świątkiem, widać już nasze gospodarstwo. Pani Maria Czerwonka, wystrojona w
czerwone spodnie i takiż sweterek stoi w progu cała w uśmiechach. Za chwilę
jest i babcia z chochlikami w oczach, wyrośnięty nastolatek porywa nasze
bagaże, do mamy tuli się dziesięciolatka Małgosia. Oblegają nas psy, koty,
jakbyśmy przyjechały w odwiedziny do bliskiej rodziny.
Taka właśnie była koncepcja agroturystyki, żeby za nieduże pieniądze spędzać
wakacje w gospodarskich rodzinach i uczestniczyć w ich życiu. Tymczasem, z
racji korzyści podatkowych pod tą nazwą coraz częściej kryją się po prostu
gwarne pensjonaty z zadęciem na pseudoelegancję.
Już za chwilę dostajemy kawę i domowe ciasto a po odpoczynku siadamy z całą
rodziną do obiadu, przyszedł i gospodarz, a jakże, uśmiechnięty od ucha do
ucha. Pachnący żurek z jajeczkiem żółciutkim wcale nie od barwnika. Do
pieczeni parujące, pachnące ziemniaczki i mnóstwo dodatków, wszystkie własnej
roboty – marynowane grzybki, papryka, buraczki, kiszona kapusta i ogóreczki,
poezja. Z domownikami gwarzymy jak ze swymi, tacy mili, swojscy ludzie.
Z prawdziwą przyjemnością zalegamy na fotelikach z książeczkami. Ja
czytam „Dom nad Rozlewiskiem”, o pani Małgosi , która wyrzucona z pracy w
agencji reklamowej z racji „podeszłego” wieku (48) , zakłada pensjonat na
Mazurach a raczej na Warmii, koło Pasymia. Zwłaszcza w tak pięknych
okolicznościach przyrody czyta się to cudownie. O robieniu zapasów na zimę,
gotowaniu barszczu ukraińskiego, odnajdywaniu siebie, odnajdywaniu rodziny i
odnajdywaniu tego, co ważne.
Kieliszeczek pachnącego krupniczku (oczywiście mojej roboty) , talerz
świątecznych bakalii i piernik Janki znacznie przyczyniają się do błogości
nastroju.
Stół śniadaniowy nakryty obficie. Masełko własnej roboty, takież wędlinki,
wędzone pstrągi z rodzinnej wędzarni, powidła śliwkowe…ech, Aż żal, że
wszystkiego się nie da.
Żeby choć trochę usprawiedliwić to obżarstwo, ruszamy pieszo do Fojutowa.
Jest ciepło, zza chmurek wyłania się słoneczko. Przed nami pięć kilometrów
marszu w jedną stronę.
Droga wije się wzdłuż Wielkiego Kanału Brdy. Zaczyna się on kilka kilometrów
dalej, przy zaporze w Mylofie (słynącego też z hodowli pstrąga tęczowego) i
ma nawadniać okoliczne łąki, po dwudziestu kilku kilometrach wpada na powrót
do Brdy. Na zwalonym drzewie widać ślady bobrzych zębów. Na wodzie unosi się
dostojnie biały łabędź. Przez bezlistne gałęzie prześwituje soczyście zielona
ozimina, krawędź lasu mieni się różnymi odcieniami zieleni i bielą brzozowych
pni, snują się mgiełki. Pięknie i cicho. Uderzeniowa dawka tlenu aż
oszałamia. U celu – trochę rozczarowania. O Fojutowie mówią przewodniki, że
to największy akwedukt w Polsce, budowany w XIX wieku, na wzór rzymskich.
Spodziewamy się więc monumentalnej budowli. Akwedukt krzyżuje wody Wielkiego
Kanału Brdy i Czerskiej Strugi. Kanał płynie górą wiaduktu, nieco tylko
poniżej poziomu drogi, jest dość płytki. Schodzimy schodkami do poziomu
Strugi, różnica poziomów krzyżujących się cieków to 9 metrów . Wzdłuż jej
brzegu przechodzimy 75 – metrowym tunelem pod Kanałem. Wyłożony jest
klinkierowymi płytkami, które nieco rażą swoją nowością, ale podobno tak ma
być, to przywróciło oryginalny wygląd po poprzednim remoncie, kiedy to tunel
wybetonowano.
Powrotne pięć kilometrów pokonujemy już z nieco większym trudem, cóż
zasiedziałe, biurowe życie robi swoje.
Pani Marysia znów czeka z gorącą herbatą.
Na obiad zupka pomidorowa i świeżutkie, smażone pstrągi. Pychotka!
Wieczorem znów lekturka, oglądamy też miły, relaksowy film „Czarowny
Kwiecień” o wakacjach spędzanych przez grupkę angielskich dam z lat 20 – tych
we włoskim zamku i Piano Bar Leloucha, nastrojowy, z piękną muzyką.
Po równie jak wczoraj obfitym śniadanku dziś ruszamy do rezerwatu cisów. Ten
duży, znany, z upodobaniem malowany przez Wyczółkowskiego jest w
Wierzchlesie, w nieco innej części Borów Tucholskich. A my odwiedzimy
pobliski. Dziś dłuższy spacer, razem 12 kilometrów.
Cisy nieco rachityczne, z trudem walczą o przetrwanie ze smukłymi sosnami i
gęstym listowiem buków. Ale miejsce ładne a i tak najważniejszy jest spacer.
Dobrze, że tak maszerujemy, bo obiadek znów obfity, świeżutki rosołek i dwa
rodzaje mięska – gotowane kurczaczki i pyszne mielone gałeczki.
Kolejny wieczór spędzony na totalnym nieróbstwie, dziś obejrzymy Jasminum,
taką trochę bajkę, trochę przypowieść, z kolejną świetną rolą Gajosa. Coraz
ciekawszy jest ten aktor, dojrzewa z wiekiem jak wino. A partnerująca mu
pięcioletnia panieneczka to debiut znakomity i obiecujący.
Dzień był słoneczny ale wieczorem zerwał się wiatr, w nocy to już wichura i
ulewa, sylwestrowy ranek wstał ciemny i ponury, jakby mu się wcale wstawać
nie chciało. Dopiero koło południa, opatulone postanawiamy jednak wyjść choć
na trochę. Okazuje się, że wiatr idzie koronami drzew, gnąc je niemal wpół
ale w dole jest spokojnie, zacisznie i całkiem ciepło. Już po chwili spaceru
zaczynamy się rozbierać.
Po sutym jak zwykle obiedzie na stół wjeżdża jeszcze wielki talerz gorącego
drożdżowego placka z kruszonką. No nie, tego nie można odpuścić! Placek jak u
Mamy !
Wieczorem gospodarze zapraszają nas „na herbatę”, która okazuje się kolacją.
Przynosimy swoje ciasto, grzejemy w kuchni sycony miód z korzeniami, zapach
aż bije dookoła.
Na pogaduchach schodzi nam wieczór, zachodzi z życzeniami siostra a zarazem
sąsiadka gospodyni, też miła i roześmiana, tacy już są ci ludzie.

Bije północ, strzela korek od szampana.
Witaj, Nowy Roku i powiedz, co nam przyniesiesz…a może lepiej nie mów. Miłe
niech będzie niespodzianką a to mniej miłe – lepiej zawczasu nie wiedzieć.

Dzień Nowego Roku wita nas nieco jaśniejszy, ale po przedłużonym wieczorze
wstajemy wszyscy z trudem.
Przed wyjazdem zdążymy jeszcze na spacer, dziś powłóczymy się po lesie bez
celu. Towarzyszy nam sympatyczna psinka gospodarzy, idzie dzielnie, choć
wkrótce zacznie popatrywać badawczo – „jesteście pewne, że chcecie iść dalej,
może by tak już do domu ?” . Na ścieżce przed domem pada
Obserwuj wątek
    • kryzar toskanio, to co napisałaś to jest ukojenie 05.01.07, 23:23
      po potyczkach wszechobecnych w mediach i w życiu
      Dziękuję kr
      • natla Re: toskanio, to co napisałaś to jest ukojenie 05.01.07, 23:32
        Tak Kryzar, uciekło mi.....a chcaiłam jeszcze napisać, że to takie
        wspaniałe "odświeżenie" na forum smile
    • natla Re: W głuchej puszczy 05.01.07, 23:31
      Wprost toskanio czułam fizycznie ten wilgotny chłód i zapachy, a obrazy
      widziałam jak na filmie. Piękny odpoczynek.
      Tak, ci ludzie są zupełnie inni, radosni, bezpretensjonalni.
      Co do Gajosa masz racje, on jak wino....wink
      Kiedy znowu wyjeżdżasz?
      No i dzięki za subordynacje wink))
      • natla Toskanio.... 05.01.07, 23:36
        ....chyba urwałaś w pół zdania, więc moze jeszcze coś Wam sie przydarzyło w
        drodze powrotnej.....smile
        • regine Re: Toskanio.... 05.01.07, 23:58
          No i właśnie forum i ja dostało, dzięki Toskani, to czego potrzebujemy.
          Dziękuję Toskanio. Zapachniało "świeżym powietrzem i przestrzenią".
          Czekam na ciąg dalszy...Bo to nie koniec, jak zauważyła Natla ?
          Masz piękny dar opisywania, czyta się Ciebie z taką przyjemnością.
          Dziękuję raz jeszcze, cała uśmiechnięta smile))
          • takanietaka eeeeeech....... 06.01.07, 00:13
            ptaszki,kwiatki,placek drożzżowy,pogoda, deszcz i drzewa i pieseczek -oto
            tematy godne dojrzałego człowieka .Precz z Wielgusem,bo juz dłuzej nie
            wytrzymam!Prosze o szczegółowy opis lasu (z rozdzieleniem na gatunki drzew!) i
            wiecej konkretów w sprawie pożywienia !A chlebek ? _jaki był?
            * nigdy nic nie wiadomosmile **
            • mania1119 Re: eeeeeech....... 06.01.07, 00:26
              O,wlasnie!Popieram!
              A tak w ogole-po prostu bajka.
            • toskania8 Re: eeeeeech....... 06.01.07, 00:47
              końcówka, co się urwała:

              Przed wyjazdem zdążymy jeszcze na spacer, dziś powłóczymy się po lesie bez
              celu. Towarzyszy nam sympatyczna psinka gospodarzy, idzie dzielnie, choć
              wkrótce zacznie popatrywać badawczo – „jesteście pewne, że chcecie iść dalej,
              może by tak już do domu ?” . Na ścieżce przed domem pada wycieńczona.
              A my – jeszcze ostatni obiadek , zupka grzybowa na suszonych prawdziwkach
              pachnie z daleka.
              I już pora się żegnać.
              Dotlenione, rozruszane, nakarmione pysznościami i dobrym słowem dobrych ludzi,
              wyjeżdżamy. Ale na pewno jeszcze tu wrócimy. Od nas to przecież tylko 75 km,
              trochę ponad godzina drogi.

              Na pytania :
              Bory Tucholske to nie prastara puszcza, która wyrosła sama z siebie, są sadzone
              ręką ludzką, więc mało tu lasów mieszanych. Przeważają sosnowe, ale są i
              brzozowe zagajniki, są kępy świerków, jako i bukowych niemało. Oczywiście,
              człowiek człowiekiem a natura wie swoje, więc sama tam już na szczęście sporo
              namieszała. O tej porze las, mimo, że ani zielony zielenią liści ani ośnieżony,
              wygląda jednak pięknie. Zimowe słońce przebija przez gałązki tworząc witrażowe
              wzory na tle zimowego błękitu i białych chmurek, widać dalej, przez pola, aż do
              krawędzi następnego lasu, widać przycupnięte słupki jałowców z pachnącymi
              granatowymi kulkami. Białe brzozowe pnie zakończone są kitką gałązek z
              resztkami złotych, nieopadłych jeszce liści. Pięknie jest.
              A o jedzeniu - jeszcze mało ? Mnie się wydawało, że ja głównie o jedzeniu, bo
              też było to nasze główne zajęcie.
              Chlebka Pani Marysia nie piekła sama, ale i tak z wiejskiej piekarni to
              zupełnie nie to z wielkomiejskiego molocha.
              No i wszystko inaczej smakuje - mleczko od pasącej się na łące (nawet w
              grudniu!) krówki, wędlinki z własnego świniaczka karmionego śrutą i czym tam
              jeszcze ale nie żadnym paskudzwem sztucznym i przez wiejskiego mistrza zrobione
              pachną niebywale. Pstrągi jakoś nic nie miały wspónego z tym, co w moim
              markecie oferują pod nazwą "pstrąg świeży". Skoro to kuzyn hoduje dla siebie to
              wie czym karmi, a jak jałowcową gałązkę do wędzenia dorzuci to też i pachnie
              zaraz inaczej.
              A we wszystkim jeszcze jest serduszko Pani Marysi.
              I dbałość o każdy szczegół, taka swojska, zwykła troskliwość a nie zadęcie. Tam
              się naprawdę czułyśmy jak domowi goście a nie jak pensjonatowe lokatorki.
              Taki dom pełen ciężko przecież pracujących ludzi a tacy wszyscy pogodni i
              napradę radośni. Jakbyście zobaczyli te chochliki w oczach Babci...cudeńko !
              Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie i takie miejsca. To naprawdę jest
              oczyszczające miejsce.

              • regine Re: eeeeeech....... 06.01.07, 00:56
                Dziękuję za te opisy borowych drzew i za granatowe kulki jałowca. Zapach ten
                czuję jeszcze z dzieciństwa.
                A o jedzeniu nie było tak dużo. Nie przesadzaj. A zupa grzybowa. ..Ślinka mi
                poleciała...smile
              • uyu Re: eeeeeech....... 06.01.07, 02:02
                toskania smile)
                wzielabys sie za blogowanie, a nie tak po kawalku ciukasz i ciukasz smile)
                Urzadzilabys ladny salonik, a my przy kawce mialybysmy co czytac.
                Nieprawdaz, prosze kolezenstwa?
                Slyszysz? Wszyscy sie ze mna zgadzaja smile)
                • natla My już mamy mały blog Toskani w "Naszej książce":) 06.01.07, 10:47
                  A wiesz Toskanio, że przypomniałaś mi kartki z koloni mojej siostry (mam takie
                  2 do dziś), które są jadłospisem dnia. Kochana mamusiu, na śniedanie było....,
                  na obied było......, a na kolacje bedzie......
                  Całuje. K.
                  Mnie osobiscie bardziej się podobał Twój, jakze atrakcyjny jadłospis wink)
                  • toskania8 o blogu 06.01.07, 12:54
                    to musi być po kawałku, bo tylko Holly Goligtly ze Śniadania u Tiffany'ego
                    była "w podróży" jako stan permanentny. A moje zapiski to tak od podróży do
                    podróży.
                    I to mnie prowadzi do odpowiedzi na pytanie natli - dokąd teraz. Ojjj! Tyle
                    planów co na tą wiosnę to nawet tak szalona kobieta jak ja chyba jeszcze nie
                    miała.
                    Na początek, już za pięć tygodni - Budapeszt. Dawno, dawno niewidziany, kiedyś
                    mój ukochany. Pora nietypowa, ale właśnie teraz jest tam wielka wystawa Van
                    Gogha i trwa tylko do końca marca.
                    A że tanią linią bilet lotniczy ze wszystkimi opłatami kosztuje raptem 70
                    złotych, więc nie oparłam sie pokusie, bo Van Gogh jest dla mnie the best.
                    A potem...no nie, nie wszystko naraz. Ale spodziewajcie się licznych
                    niespodzianek.
                    • natla Re: o blogu 06.01.07, 13:06
                      Bardzo się cieszę Toskanio, choć Van Gogh będzie dosć trudny
                      do "sprzedania" wink))
                      Ale na pewno bedą spacery po mieście, pyszne wineczko, przystojni i mili
                      Bratankowie.....bedzie co pisać!!
                      • maladanka Re:jakie zdrowy odpoczynek! 06.01.07, 13:21
                        Piękny odpoczynek, właśnie delektowanie się chwilą jest cudne, a delektowanie
                        przy pysznym jedzeniu..oj to jest to!
                        Mnie ucieszyło też,że podoba Ci sie książka "Dom na rozlewiskiem" - zachwalałam
                        ją w naszym kąciku mola książkowego.
                        • dankarol Re:jakie zdrowy odpoczynek! 06.01.07, 13:51
                          Dzieki Toskanio za wspaniałą opowieść o odpoczynku w zwyczajnym-nadzwyczajnym
                          miejscu. Jak dobrze, że takie miejsca istnieją.
                          • e-baba Re:jakie zdrowy odpoczynek! 06.01.07, 19:25
                            Toskanio, tak pięknie opisujesz zwykłe przecież rzeczy. Wspaniały dar
                            posiadasz. Jak dobrze, że pozwalasz nam z niego korzystasz. Błogostan, po
                            prostu błogostan.
                            • wiktoria53 Bory Tucholskie -Toskanio 07.01.07, 02:03
                              No cóż, przeczytałam relację jak najlepszą opowieść i tak mi mało i
                              mało.....wspaniale opisujesz, opowiadasz, czekam z niecierpliwością na następny
                              Twój wyjazd......bo wiem, że będę mogła znów podążyć Twoim śladem smile
                              • tesunia Re: Bory Tucholskie -Toskanio 07.01.07, 12:55
                                cieple opowiadnie toskanio,
                                czekam z niecierpliwoscia na wrazenia z Budapesztu.
                                pozdrawiam cieplutko.
                    • czarny.humor Re: o blogu 07.01.07, 13:27
                      Piękne Tosko!! Pięknie
                      Zaczarowany jestem, a nic innego mi nie przychodzi do łba. Piękne!

                      Jeszcze długo tak mogę!! smile))


                      Do Budapesztu?
                      Super miejsce! smile))
                      Kiedyś jeździłem po Budapeszcie maluchem. Hi, hi!! smile)) To dopiero było wariactwo!

                      Tylko żebyś Ty dziewczyno znalazła tam tego Vana!!
                      Tam z reklam, szyldów i napisów nic nie można znaleźć i wywnioskować.
                      Na całym świecie słowa "restaurant", czy "bar" brzmią podobnie, a w Budapeszcie? W budapeszcie nie!! Tam, to tak jak w Chinach - będziesz szukać po szyldach, to umrzesz najpierw z pragnienia, a potem jeszcze z głodu!

                      To bardzo nienezpieczne i podstępne miejsce!!

                      smile))
                      • toskania8 o Budapeszcie 07.01.07, 19:21
                        drogi humorku, nie martw się (choć to miło), ja jestem dzielna dziewczynka , a
                        poza tym Budapeszt swego czasu znałam chyba lepiej niż Warszawę. Choć prawda,
                        że od tego czasu minęło , trudno uwierzyć ze 20 lat z okładem.
                        A Vana znajdę, zawsze i wszędzie bo to miłość mojego życia. I dla niego głównie
                        tam pędzę o tak nietypowej porze roku, bo wystawa tylko do końca marca , a na
                        mazrec to ja mam już inne plany (o tym potem). Ale może to i dobrze, bo
                        napatrzę się na Budapeszt oświetlony i nie tak zatłoczony jak latem.
                        A i z pragnienia nie umrę napewno, co jak co, ale miejsce, gdzie leje się dobre
                        wino znajdę zawsze
                        • czarny.humor Re: o Budapeszcie 07.01.07, 20:07
                          Nooo!! smile))
                          To mi ulżyło!!
                          Ale dajesz słowo, że będziesz bezpieczna?

                          Jak znajdziesz Vana, to i Gogha też chyba znajdziesz - oni przewaznie razem wszędzie występują nie?? smile)) A może jeszcze Vincent się tam gdzieś będzie włóczył za nimi?

                          Jakby tego w Budapeszcie nie było, to masz zawczasu:

                          upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/dd/VanGogh-still-life-vase_with_12_sunflowers.jpg

                          A potem organizatorom będziesz mogła powiedzieć, że masz lepsze dzieło od humora w pięknym kolorze.
                          Spoko, spoko - wiem, że masz już tę reprodukcję i znasz ją na pamięć.
                          Dokładnie sprawdź, czy oryginał zgadza się w każdym szczególe. No wiesz - czy oryginał, to oryginał!! Jakby co, to wiesz co robić nie? smile))


                          A teraz jeszcze o Twoim blogu.
                          Tam wcale nie trzeba pisać codziennie ani dużo, ani tylko o wyjazdach. Jak poczytałem Twoje pisanie, to wiem, że nawet gdybyś codziennie pisała tylko o tym, jaką drogą idziesz co rano po zakupy i zawsze do tego samego sklepu, to i tak byłaby to pasjonująca lektura.

                          smile))
                          • e-baba Re: o Budapeszcie 07.01.07, 20:41
                            czarny.humor napisał:
                            > Jak poczytałem Twoje pisanie, to wiem, że nawet gdybyś codziennie pisała ylko
                            > o tym, jaką drogą idziesz co rano po zakupy i zawsze do tego samego sklepu,
                            > to i tak byłaby to pasjonująca lektura.
                            > smile))

                            I on ma rację, Toskanio. Wspaniale piszesz.


    • czarny.humor Aaa! Co tam! Jeszcze raz sobie przeczytałem!! :))) 07.01.07, 22:30
      Nikogo na forum nie ma, to co mi szkodzi nie?

      Autorka lubi, jak czytelnik wraca?? smile))


      A wiesz Tosko, że ja pierwsze szlify na żaglach zdobywałem na Zalewie Koronowskim?!
      Cudowne czasy! Mam jeszcze zdjęcia z tych żagli.

      smile))
    • goskaa.l Re: W głuchej puszczy 08.01.07, 06:55
      A ja płynęłam zarówno Czerską Strugą (latem), jak i oboma kanałami: Wielkim i
      Mazm Kanałem Brdy. Nad kanalami nazbieralam najwieksze kurki, jakie w zyciu
      widzialam. A Czerska Struga tez bardzo ciekawa...
      Kanaly Brdy sluzyly do nawadniania terenow, przez ktore plyna. Pobieraja wode z
      Brdy na zaporze w Mzlofie, po czym nadmiar wodzy wraca do Brdy napedzajac MEW
      nad Golabkiem.
    • basiader Re: W głuchej puszczy 08.01.07, 07:53
      Juz po raz drugi przeczytalam Twoje opowiadanie i pewnie jeszcze do niego
      wroce. Tak pieknie ,cieplo piszesz o takich zwyklych sprawach.To ogromny dar i
      prosze, pisz dla nas takie "zwykle"opowiadanka jak najczesciej.Pisze niewiele
      bo ciagle jakies klopoty,troski ktorymi nie ma co zdreczac innych.Takie
      opowiadanko to terapeutyczna dawka ciepla, optymizmu.Pokazujesz ,ze mozna
      cieszyc sie wszystkim-pieknymi drzewami,pochmurna pogoda,uroczym
      kundelkiem,blyskiem w oku Babci,serdecznoscia milych gospodarzy.To jest sposob
      na "ladowanie wlasnych akumulatorow"i przekazywanie optymizmu innym. Dzieki
      Toskanio.
      • malwina52 Re: W głuchej puszczy 08.01.07, 09:01
        to cieplutka relacja
        i dziala jak balsam
        • uyu Re: W głuchej puszczy 08.01.07, 10:02
          No wlasnie! Wszyscy pisza, ze mam racje. Bloguj! Po co biegac po watkach,
          szukac? Pol nocy wczoraj spedzilam, zeby znalezc inne inne teksty. To co juz
          napisalas mozesz tez wstawic.
          Kiedys bylam straszliwie oporna na blogi i pochodne. Moj zaczelam pisac
          pod "presja spoleczna", bo trudno mi bylo kazdemu z osobna opowiadac o naszych
          podrozach. I wiesz co? Swiadomosc tego, ze to co robisz sprawia przyjemnosc
          innym, to naprawde wielka frajda. Zdjecia bedziesz mogla powstawiac, podzielic
          sie nimi smile)
    • sagittarius954 Re: W głuchej puszczy 26.12.07, 09:08
      A może ktoś odwiedził puszczę w czasie tych świąt ?
      • natla Re: W głuchej puszczy 26.12.07, 10:39
        Ja nie, ale za to zdobyłam wspaniały adres w Borach Tucholskich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka