z okazji DD pozwolę sobie na powrót do przeszłości i ujawnienie tajemnic
rodzinnych. Jedno z moich pierwszych świadomych wspomnień z dzieciństwa jest
takie: zima, pełno śniegu, wracam z sanek z tatą chyba, a przed blokiem stoi
moja mama i jedna z przyszywanych cioć (znane mi koleżeństwo rodziców było
dla mnie ciociami lub wujkami, nie wiem, jak to u was bywało

z przepięknym
żółto-białym misiem rodem z UK. niestety byłam mała i głupia i miś mi się nie
spodobał. dlaczego głupia? – bo kilka dni później mąż owej ciotki przyniósł
mi innego misia, którego to (misia oczywiście, nie ofiarodawcę) zaczęłam z
miejsca hołubić – chyba miałam w tamtym czasie głupi zwyczaj faworyzowania
facetów, tyle celem usprawiedliwienia. wracając do odrzuconego przez mnie
misia - na szczęście moja rodzicielka była mądrzejsza i schowała miśka do
szafy. minął rok i miś wylądował jako prezent dla mnie pod choinką.
zobaczyłam go i .... to była miłość od pierwszego wejrzenia

)) mam zdjęcia z
tej gwiazdki – ja i miś razem na sankach, jesteśmy prawie takiej samej
wielkości. z misiem spałam, miś jeździł w wózku zamiast lalki, misiowi
wypłakiwałam się w rękaw, miś nosił moje śpiochy i sweterki, gdy z nich
wyrosłam – mówię wam, pełna symbioza

)) teraz miś ma lokum w szafie, w
mieszkaniu moich rodziców, dużo rzadziej go widuję....... dziwnie się
skurczył (ale to nie od prania!), jakiś malutki jest, futro mu się
zmechaciło, ale wciąż ma na sobie mój kaftanik, i wciąż moim ukochanym misiem
z czasów mego dziecięctwa.