do Pani Anny Welsung

14.04.08, 16:08
Trzykrotnie prosiłam o pomoc na tym forum: w marcu lub lutym, 7.04, 13.04. I
nic. Wczoraj, czyli 13.04br wysłałam maila na adres wskazany na stronie Pani
kancelarii, rozumując, że może powinna to być usługa płatna. do chwili obecnej
nie otrzymałam informacji o wysokości opłaty.
Zadzwoniłam pod nr kontaktowy - nikt nie odbiera. Czy ja jestem trędowata? Nie
wiem, czy mam szukać pomocy gdzie indziej?
    • swietoslawy Re: do Pani Anny Welsung 14.04.08, 20:50
      Pani ate-zak dotknęła zjawiska, które czytając to forum od roku
      obserwuję z zaciekawieniem. Na forum często tafiają pytania, które
      na 100% są zapytaniami z gatunku "płatna porada". To brzmi groźnie,
      ale w wielu przypadkach oznacza szokującą kwotę 30-50 zł za
      udzielenie odpowiedzi na jakąś wątpliwość, podparcia odpowiedzi
      orzeczeniem sądów, pismem MF. I tu dochodzimy do powodu, dla którego
      wmieszam się w dyskusję nie adresowaną do mnie. Wiem, że może mi sie
      oberwać i jezeli Pani ate-zak zwróci mi uwagę, że pytanie nie jest
      do mnie, nie pozostanie mi nic innego jak pokornie schylić głowę.
      Piszę te słowa z uśmiechem. Więc może mnie to ochroni i zaryzykuję :-
      ). Dlaczego. Bo jestem prawnikiem i wydaje mi się z perspektywy
      mojego zawodu, że popełniła Pani niezamierzony nietakt. On wynika z
      tego, że my jako Polacy nie mamy przewidzianej w budżecie
      jakiejkolwiek kwoty na prawnika. Wynika też z darmowości Internetu
      jako źródła wiedzy. Zresztą z moich obserwacji wynika, że nie chodzi
      o pieniądze. Czasami dla eksperymentu osobie, która chce skorzystać
      z mojej wiedzy wyznaczam stawkę 10 zł-20 zł i z zaciekawieniem
      obserwuję jak się wycofuje. I nie dotyczy to osób mających kłopoty,
      bo takim się pomaga gratis pomimo, że US lubi łapać takie idiotyczne
      skubania go z podatków od porad.

      Pani ate-kak zadała pytanie - jeżeli dobrze pamiętam - o rozliczenie
      dochodów córki pracującej w Szwajcarii. Dla mnie jak czytałem je
      pierwszy raz od razu gatunek "płatna porada". Powtórzyła je Pani
      kilka razy. I dopiero jak nie otrzymała odpowiedzi skierowała się
      Pani do kancelarii po płatną poradę. I to w niedzielę czy sobotę, bo
      13 kwietnia przypadał chyba w weekend. O ile znam reguły etyki,
      zasady współpracy prawników z mediami jest niemożliwa sytuacja,
      kiedy prawnik dzięki pracy dla gazety, portalu poznający osobę
      szukającą wiedzy "przenosi" ją do swojej prywatnej praktyki
      zawodowej i pobiera za taką pracę pieniądze. Przyjęcie takiego
      zlecenia może zniszczyć dobre imię budowane latami pracy. Ja nie
      znam etycznego prawnika, który mógłby od Pani po zadaniu pytania na
      dyżurze internetowym czy telefonicznym wziąć pieniądze.


      • ate-zak Re: do Pani Anny Welsung 15.04.08, 23:36
        Szanowny Panie Świetoslawy, jestem osobą prostolinijną i dlatego z pokorą
        przyjmuję Pańską reprymendę. Jeżeli popełniłam niezamierzony nietakt wobec Pani
        Anny Welsung, to szczerze chcę ją za to przeprosić i mam nadzieję, że nie
        naraziłam jej na jakiekolwiek niecne podejrzenia, komentarze itp. Zwróciłam się
        z prośbą bezpośrednio do Pani Anny, ponieważ na wstępie przeczytałam o jej
        wysokich kwalifikacjach, przeanalizowałam odpowiedzi Pani na pytania wielu
        forumowiczów; odpowiedzi świadczące o wysokim poziomie wiedzy, kultury i
        wewnętrznym spokoju.
        "popełniła Pani niezamierzony nietakt. On wynika z
        > tego, że my jako Polacy nie mamy przewidzianej w budżecie
        > jakiejkolwiek kwoty na prawnika."
        Wyjaśniam: mój nietakt jest efektem niedomówień albo niepełnych informacji:
        Pani Anna Welsyng "prowadzi własną kancelarię Welsyng.pl.
        Przed zadaniem pytania ekspertowi warto skorzystać z wyszukiwarki. Prosimy o
        precyzyjne formułowanie pytań. Jeśli udzielenie odpowiedzi wymaga uprzedniej
        analizy dokumentów źródłowych, bądź wydania opinii prawnej, to tego typu
        odpowiedzi nie będą udzielane w ramach forum." Koniec cytatu, a na podstawie
        powyższych informacji, jako laik miałam prawo domniemywać, że skoro na forum
        odpowiedz na trzykrotnie zadane pytanie nie została udzielona, to mam prawo
        skorzystać z porady płatnej, zgłaszając swój problem i prosząc o pomoc na
        stronie kancelarii. Być może dla innych jest jasne, że nie powinnam korzystać w
        takim przypadku z usług kancelarii Pani A.W., ale nie dla mnie.... Dla Pana jako
        prawnika moje zapytanie było od razu z gatunku "płatnej porady". Gdybym była
        prawnikiem, pewnie też bym o tym wiedziała, ale wtedy nie szukałabym pomocy
        innego prawnika.
        Na stronie kancelarii znalazłam informację, że po 24 godz.od wysłania pytania
        otrzymam informację o koszcie porady. Samą poradę natomiast po uiszczeniu
        zapłaty. Dla mnie to jasne i logiczne. Ponieważ nie otrzymałam informacji o
        wysokości należnej opłaty i nikt nie odbierał moich telefonów (nr na stronie
        internetowej kancelarii), miałam prawo pomyśleć, że może strona kancelarii jest
        nieaktualna ...Tak wiele "porzuconych" stron internetowych błąka sie w
        wirtualnej rzeczywistości... Z kolei pytania na stronie forum pozostają nieraz
        bez odpowiedzi przez pewien czas lub w ogóle.Czyż nie miałam podstaw, aby wpaść
        w panikę? Zależy mi na bezpieczeństwie córki i chciałam mieć tylko pewność, że
        zrobiłam wszystko poprawnie, a jeśli nie, to chciałabym ewentualne błędy jak
        najszybciej skorygować. Trzeba być matką, żeby zrozumieć tę sytuację....
        "Pani niezamierzony nietakt. On wynika z tego, że my jako Polacy nie mamy
        przewidzianej w budżecie jakiejkolwiek kwoty na prawnika" (określenie
        wieloznaczne,co Pan miał na myśli?)- Proszę wybaczyć, ale dla mnie to zabrzmiało
        jak rzut kulą w płot, mimo, iż taka opinia wynika z Pańskich doświadczeń.
        Wystarczyło udzielić prostej odpowiedzi (dla prostego podatnika i prostej matki
        Polki), jaką otrzymałam na szczęście na innym forum: "Najbezpieczniej zwrócić
        się z problemem do KIP", co też uczynię (porada płatna, o czym Pan zapewne wie
        lepiej ode mnie). Dla mnie każda kwota jest warta luksusu, jakim jest spokój i
        bezpieczeństwo mojego dziecka. Wydawało mi się to takie proste...
        "Czasami dla eksperymentu osobie, która chce skorzystać z mojej wiedzy wyznaczam
        stawkę 10 zł-20 zł i z zaciekawieniem obserwuję jak się wycofuje. I nie dotyczy
        to osób mających kłopoty..." Hm, na ich miejscu pewnie też bym się wycofała,
        podejrzewając, że traktuje mnie Pan jak żebraczkę lub jest Pan oszołomem -
        naciągaczem (nie ma na stronie informacji o Pańskich kwalifikacjach
        prawniczych). Czytałam w internecie ostrzeżenia przed różnymi naciągaczami,
        pomagającymi wirtualnie zmniejszyć lub odzyskać podatki. No cóż, nie tylko
        przepisy prawne mogą być przeróżnie interpretowane...
        Tak naprawdę, to jest mi przykro. Dlaczego? Wychowałam się w Domu Dziecka od
        czwartego roku życia z powodu śmierci mamy i załamania nerwowego taty.
        Podejrzenia, że chcę coś bezpłatnie wyłudzić (poradę, która powinna być płatna)
        godzą w mój honor. Dzieci z "bidulca" nawet w bardzo dorosłym życiu mają mocno
        wyostrzony zmysł honoru. Każdego można bardzo łatwo zranić. Czy na tym polega
        jednak życie? Niuanse i domysły...Czy nie łatwiej udzielić choćby bezpłciowej,
        ale konkretnej odpowiedzi
        "Wiem, że może mi sie oberwać i jezeli Pani ate-zak zwróci mi uwagę, że pytanie
        nie jest do mnie, nie pozostanie mi nic innego jak pokornie schylić głowę."
        Jeśli kiedykolwiek ktoś ode mnie "oberwał", to było to niezamierzone przez mnie
        lub wymuszone przez innych. Nie musi Pan "pokornie schylać głowy" - dziękuję za
        zwróconą mi uwagę (widać do końca życia będę nadrabiać braki w wychowaniu).
        Jako pracownica budżetówki niejednokrotnie pomagałam innym również obcym, ale
        przed nikim się z tym nie "obnosiłam". Nauczyłam sie dawać i brać. Dawać jest
        łatwiej, brać trudniej, zwłaszcza nam -"bidulcom". To sztuka równowagi w życiu,
        przynajmniej dla mnie. Pani A.W. udzielała odpowiedzi na podobne do moich pytań,
        dlatego nie domyślałam się, że ta porada akurat powinna być płatna.
        Mam nadzieję, że Pani Anna W. wybaczy mi. Jeśli nie przeczyta mojej odpowiedzi,
        proszę przekazać jej mój najszczerszy żal z powodu zaistniałej sytuacji.
        Postaram się nie stwarzać problemowych sytuacji, choć mam wrażenie, że to
        sytuacje problemowe "uwielbiają" mnie.
        "Ja nie znam etycznego prawnika, który mógłby od Pani po zadaniu pytania na
        dyżurze internetowym czy telefonicznym wziąć pieniądze."
        A ja pomyślałam, że informacje trzeba czytać "wprost". Przez analogię, z
        przyczyn niezależnych lekarz nie mógł mi pomóc w placówce leczniczej
        (wyposażenie, leki, sposób leczenia zalecony i refundowany przez NFZ). Lekarz
        na to nie miał wpływu. Nie uważam za nieetyczne z jego strony, że w ramach
        płatnej prywatnej wizyty pomógł mi skutecznie. Życie jest takie skomplikowane,
        powinnyśmy dążyć do jego upraszczania. Życzę więcej satysfakcji z pracy.
    • swietoslawy Re: do Pani Anny Welsung 16.04.08, 06:48
      napisała Pani bardzo emocjonalny list budując trochę opozycję między
      bogatymi prawnikami a biednymi ludźmi. Tu nie ma takiej opozycji.
      Pytanie, które Pani zadała dotyczy Pani córki, która ma gwarancję
      stałej pracy w Szwajcarii czy też dużą szansę na nią. Bez wątpienia
      córka, która od momentu wyjazdu z Polski nie jest już pokoleniem
      1200 zł brutto bez problemu poradzi sobie z uzyskaniem prostej
      porady prawnej. Nawet nie chodzi o to, że ma pieniądze, ale
      zdobywając pracę w Szwajcarii ma doświadczenia i możliwości, o
      których może pomarzyć sfera budżetowa, o której Pani pisze.

      Ja napisałem o czymś zupełnie innym niż pieniądze - jako Polacy nie
      mamy przewidzianej żadnej kwoty na prawnika. Nie widzimy powodu
      dlaczego mielibyśmy płacić za wiedzę osób pracujacych w tym
      zawodzie. Nie mamy żadnych oporów przed dzwonieniem do kancelarii
      próbując otrzymać za darmo informacje, przed wysyłaniem tego typu
      emaili. Niezależnie od tego, czy mamy pieniądze oraz czego dotyczy
      problem. Nie pisałem też o Pani, że wyłudza Pani jakieś porady
      prawne. Zjawisko nie umieszczania prawnika w wydatkach budżetu ma
      inny charakter niż oszczędzenie 50 zł.

      Na tym forum znajdzie Pani w ciągu kilku minut pytania, które
      dotyczą transakcji wartych kilkaset tysięcy złotych, z których
      podatek może wynieść kilkadziesiąt tysięcy złotych. Osoby, które je
      zadały mają pieniądze za pokrycie kosztów prawnika, ale nie widzą
      powodu, aby to zrobić.
Pełna wersja