Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.12.03, 20:32
Ofiary kredytów w Polsce lądują w przytułkach dla bezdomnych, ale częściej
jeszcze lądują w szarej strefie
Kup sobie dom, samochód, wakacje na Teneryfie - zachęcają banki i firmy
wyspecjalizowane w pożyczkach. Efekt? Kilkaset tysięcy Polaków może wkrótce
wylądować na bruku.
ANNA SZULC 2003-11-25
Pierwsi na alarm zabili, o dziwo, komornicy.
- Sytuacja staje się dramatyczna. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia
z tak wielką liczbą egzekucji długów od osób, które niefrasobliwie
zaciągnęły kredyty - twierdzi Iwona Karpiuk-Suchecka, prezes Krajowej Rady
Komorniczej. - Polacy zadłużają się, bo z natury są optymistami. Nie biorą
pod uwagę, że los lubi płatać figle.
Takiego figla los spłatał kilka lat temu Mieczysławowi K. z Wrocławia.
Jeszcze w połowie lat 90. uchodził za szczęściarza. Miał ładną żonę i nie
mniej ładną willę. Przede wszystkim jednak miał świetnie prosperującą firmę.
Handlował ze Słowakami. Sprzedawał im co popadnie - kalafiory, krzesła albo
kożuchy, w zależności od koniunktury. Interes szedł wyśmienicie, zatem K.
postanowił go rozwinąć. Wybrał się do banku i bez problemów dostał kredyt.
Dokładnie sto dziesięć tysięcy złotych. Zabezpieczeniem kredytu była willa.
K. podpisał dokumenty, wziął pieniądze i zaczął rozkręcać interes. Zatrudnił
więcej ludzi, kupił kilka komputerów i ciężarówkę. Pięć lat temu wysłał ją,
wypchaną po brzegi kalafiorami, na Słowację. Ciężarówka wróciła do Polski.
Kalafiory również. Na Słowacji zostały nie zapłacone faktury K. na okrągłą
sumkę. W słowackiej prasie ogłoszono, że Tibor D., właściciel firmy,
handlującej między innymi z Polakami, uciekł przed dłużnikami do Ameryki
Południowej.
- Z wtorku na środę dowiedziałem się, że jestem bankrutem - mówi Mieczysław
K., dziś bezdomny lokator Dworca Głównego w Krakowie.
Cofnąć czas
Przez jakiś czas próbował szukać nowych kontrahentów i spłacać raty w banku.
Pożyczał pieniądze od znajomych, zastanawiał się nad nowym kredytem. Chodził
od banku do banku. - Jest pan niewiarygodny - słyszał wszędzie. Z każdym
miesiącem pogrążał się bardziej. Nie był w stanie spłacać zobowiązań. Trafił
na czarną listę dłużników, obok miliona innych Polaków, w tym rekordzisty,
który zadłużył się w 77 bankach.
Bank zabrał Mieczysławowi K. willę. Żona odeszła sama. K. przez jakiś czas
mieszkał kątem u rodziny, szukał pracy. W końcu wpadł w depresję, spakował
kilka koszul i sweter do plecaka, po czym wsiadł do pociągu jadącego do
Krakowa. Od trzech lat mieszka w podziemnym dworcowym tunelu, obok
kilkudziesięciu takich jak on bezdomnych. Podzielił los wielu innych, którzy
postanowili kiedyś żyć na kredyt. W tym los znanego dziennikarza z
Wrocławia, Leszka Budrewicza, który z powodu długów w banku stracił dom, po
czym przeniósł się do domu socjalnego dla mężczyzn.
Wielki boom kredytowy rozpoczął się u nas w 1998 roku. Nie było jeszcze
kryzysu, bezrobocie kojarzyło się z marginesem społecznym, a panami życia
byli yuppies, młodzi ludzie zatrudnieni za słone wynagrodzenia w prywatnych
firmach. Kupowali homary w najdroższych sklepach, a potem samochody i
mieszkania, te ostatnie, najczęściej, na raty. Przez pewien czas płacili
rachunki w terminie, o czym najlepiej świadczą statystyki. Pięć lat temu
liczba tzw. złych kredytów (czyli niespłacanych) stanowiła zaledwie 10 proc.
wszystkich pożyczek udzielonych przez polskie banki. W czerwcu 2003 roku złe
kredyty sięgnęły aż 23 procent. Przyszła recesja, a z nią zwolnienia i
bezrobocie. Także wśród młodych i przedsiębiorczych.
- Banki nie istnieją w próżni. Ich kondycja zależy od stanu gospodarki.
Bezrobocie i zubożenie części społeczeństwa to jedne z najpoważniejszych
problemów dla polskich bankowców - uważa Norbert Jeziolowicz ze Związku
Banków Polskich.
Czarne owce
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2002 roku trzy z
dwunastu milionów polskich gospodarstw domowych zadłużyło się w bankach.
Przeciętny dług wyniósł 50 tysięcy złotych. Znaczna ich część ma kłopoty ze
spłatą kredytu. Większość dłużników znalazła się już na czarnej liście,
prowadzonej przez Biuro Informacji Kredytowej. Co oznacza, że na
zaciągnięcie nowego, niżej oprocentowanego kredytu, dzięki któremu mogliby
spłacić stare długi, nie mają szans.
- Takim osobom w zasadzie nie można już pomóc. Większość z nich przez banki
traktowana jest jak czarne owce - przyznaje Milena Starok z Ośrodka
Doradztwa Finansowego i Kredytowego w Katowicach. Ośrodek działa przy
Społecznej Kasie Oszczędnościowo-Kredytowej im. Franciszka Stefczyka,
specjalizującej się w pożyczkach, dzięki którym możemy spłacić stare długi.
Takie kredyty udzielane są jednak wyłącznie tym, którzy są w stanie spłacać
zobowiązania. A to zaledwie ułamek procenta tych, którzy mają kłopoty. Także
SKOK-i mają problemy z odzyskaniem pieniędzy od dłużników. O ile pięć lat
temu złe kredyty nie przekroczyły w społecznych kasach jednego procenta, to
dziś sięgają już siedemnastu procent.