ziutkaa
01.02.07, 14:09
No, dobrze, tyle suchych i pol-formalnych informacji przetoczylo sie przez to
forum. Nadajmy temu troche rumiencow ;) Nostromo juz pisal o pysznym jedzeniu.
Zgubne jest, 20 kilo na nim utylam, ale nic to ;) To jest wielki plus dla
Singapuru. A im dluzej tu jestem, tym bardziej lubie pikantne, konkretne,
azjatyckie.
Dieta w trakcie ;) stad pewnie papu na pierwszym miejscu.
Druga rzecz, za jaka Singapur lubie to klimat. Moze troche mniej wilgotnosci w
p0owietrzu by sie przydalo, gdyz zapach ubran w szafie niekoniecznie zachwyca
aromatem alpejskich lak, czy jak to tam szlo w reklamie Cocolino ;) Ale
cieplota jest na poziomie, jaki ziutki lubia najbardziej.
Mieszanka kultur - swiat, imprez tematycznych, wydarzen happeningow czyli jest
tu od groma i ciut-ciut. I po raz pierwszy spotkalam na zywo wyznawcow Islamu
i bardzo ich lubie w wiekszosci, po raz pierwszy popatrzylam na Budde inaczej
niz na towarzysza udreki w nadwadze, widzialam sluby hinduskie i malajskie...
Piekne to jest tak dotknac, powachac, zobaczyc. Moglabym naogladac sie do bolu
Tonych Halikow, naczytac, nachlonac, a pojecia bym nie miala o jakim Marsie
mowa :)
Postkolonialny luksus. Oj, rozpuszczam sie w nim od czasu do czasu jak maslo
na patelni. Piekny jest taki brunch szampanowy w niedzielne poludnie, jakis
raucik w ramach high tea, kolacja w Klifie, piwko w Holland Village, winko w
Vine Garage itakdalej. Jak kiedys wrocimy (tak, ciagle siedzimy na walizkach,
bo my tu na chwile ;) ), to bedzie za czym, tesknic...
No i wielki plusior = jest tak blisko do raju, ze szok :)
Wysepki jak z biur podrozy, napchany turystami Bangkok, szpanerskie Bali,
kolorowe Indie, wszystko jest na wyciagniecie pazura, byle miec tyle urlopu,
aby sie podelektowac.
No, dobrze. Wypisalam sie za wsze czasy. Teraz na Was kolej. Nie mowcie mi, ze
nie lubicie Singapuru. Mna tez trzesie na widok dlugich pazurow u mezczyzn,
nieogolomnych nog u kobiet, dziwnych dzwiekow u obu plci itd. ;)