Dodaj do ulubionych

Druga szansa

18.11.09, 14:06
Czytam tera książkę "Druga szansa, mężczyźni, kobiety i dzieci dziesięć lat po
rozwodzie.
Jestem dopiero w połowie, ale polecam tę lekturę wszystkim. zwłaszcza tym,
którzy decydują sie na demontaż swojego małżeństwa, ponieważ są nieszczęśliwi
i spodziewają się "zamknąć" przeszłość, oraz tym, którzy sie wahają -
naprawiać związek, czy się rozwodzić.

Czy ktoś z Was przeczytał tę książkę?? ciekawi mnie, jak to odebraliście.
Obserwuj wątek
    • zrezygnowanyy Re: Druga szansa 18.11.09, 14:18
      z opisu:
      www.gwp.pl/product/2152.html
      wyglada konkretnie, ja juz sobie zamowilem bo czuje ze lepiej zebym to przeczytal.
    • mola1971 Re: Druga szansa 18.11.09, 14:19
      Tej książki nie czytała, ale dzięki za polecenie. Na pewno znajdę i przeczytam.
      Ja z kolei mogę polecić to:
      www.medicon.pl/4145.html
      Choć to jest lektura raczej dla tych, którzy rozwód mają za sobą i pierwsze małżeństwo zamknięte.
      • wiosenka.pl Re: książki 18.11.09, 14:42
        Fajnie, że polecacie książki, mnie różnego rodzaju poradniki też
        swego czasu bardzo pomogły inaczej spojrzeć na pewne sprawy i chyba
        powrócę do tego typu lektur. Niestety dużo jest na rynku takich
        płytkich, szablonowych pozycji z wyświechtanymi, nic nie wnoszącymi
        sloganami, dlatego też warto polecać sobie te głębsze, bardziej
        refleksyjne i wartościowe, nawet jeśli tylko subiektywnie tak je
        oceniamy. Mnie dopada skleroza, ale jak sobie przypomnę, to też coś
        dorzucę od siebie. Żałuję też, że takie pozycje rzadko mozna spotkać
        w bibliotekach.
    • plujeczka Re: Druga szansa 18.11.09, 15:14
      kurne ksiazka pewnie fajna ale u mnie krucho z e wzrokiem, praca z
      komputerem i stres zrobiły swoje, czytam tylko gazety i to niesttey
      wybiórczo bo wieczorem nawet okulary nie pomagaja ale Wam zycze
      miłej lektury.
      • jarkoni Re: Druga szansa 18.11.09, 19:32
        Plujeczko, ja przed komputerem i w pracy, i, z własnej chęci, też w domu. Coraz
        mniej widzę, mam już za krótką rękę do oddalania od oczu pomniejszych tekstów sad
        Czuję, że czas na okularki do czytania i komputera.
        Głupie co powiem, ale fajnie, że nie tylko ja mam kłopoty ze wzrokiem.
        Zbieram się z tymi okularami już od roku..
        Scri, podpaliłem się na tą książkę, najpierw książka, a do niej obowiązkowo
        okularki..
        • scriptus Re: Druga szansa 19.11.09, 14:06
          Dobrze jest przyjąć jakieś kryteria, kiedy się jest wygranym, a kiedy przegranym
          w życiu. Ustalić co chcemy osiągnąć i z żelazną konsekwencja to realizować.
    • notting_hill Re: Druga szansa 18.11.09, 23:47
      Ja czytałam.
      Zaraz po rozwodzie. Pamiętam, że szalenie mnie ta lektura przygnębiła
      (o ile to było wtedy możliwe, bo i tak byłam na dnie), bo odbierała
      właściwie nadzieję, że będzie jeszcze normalnie.
      Powinnam chyba przeczytać ją jeszcze raz z perspektywy czasu, który
      upłynął, ale zwyczajnie nie mam odwagi.
      • teuta1 Re: Druga szansa 19.11.09, 03:18
        Kupiłam, przeczytałam, efekt taki, że nie mogę spać...
        • mmarusia Re: Druga szansa 19.11.09, 07:55
          teuta1 napisała:

          > Kupiłam, przeczytałam, efekt taki, że nie mogę spać...

          Dlaczego nie mozesz spac???
          Waham sie nad zakupem,gdyz u mnie krucho z kasa,a jak jeszcze mam po
          przeczytaniu wpasc w doline...?

          U mnie jest tak,ze maz sie wyprowadzil miesiac temu,zeby nabrac
          dystansu,pomyslec i odpoczac.Nie wiadomo czy bedziemy razem czy nie.
          Czytac ta ksiazke?Moze mezowi na Mikolaja kupic?
          • scriptus Re: Druga szansa 19.11.09, 09:34
            Jeszcze nie doczytałem, ale generalnie z badań opisanych w książce wynika, że po
            rozwodzie dużo trudniej ułożyć sobie życie ludziom starszym (co mnie dziwi, bo
            przeciez sa bardziej doświadczeni) i tej stronie porzuconej, łatwiej sobie radzą
            ci, którzy porzucają partnera, choć tez niekoniecznie, bo znaczna część z nich
            nie jest w stanie utworzyć juz trwałego związku. Łatwiej jest również ludziom o
            wyższym statusie edukacyjnym i materialnym. Może ta książka przygnębiać, bowiem
            wykazuje, że znaczna część rozwodników pozostaje z głębokimi, niezanikającymi
            pomimo upływu 10 lub 15 lat ranami w psychice. Wykazuje również, że w rozbitych
            rodzinach doskonała większość ludzi (zarówno dorosłych jak i dzieci), to
            przegrani, których życie w rezultacie rozwodu sie pogorszyło. Wygrywają
            nieliczni, głównie ci, którzy postanowili o rozwodzie, bowiem rozwód najczęśćiej
            jest decyzją jednostronną, rzadko wspólną.

            Nic,czytam dalej...
            Na razie jestem potencjalnym przegranym, porzucony biały mężczyzna po 50 o
            średnim statusie materialnym, mam wszelkie szanse zostać na starość zgorzkniałym
            samotnym tetrykiem smile))).
            • alinawk Re: Druga szansa 19.11.09, 10:52
              > Na razie jestem potencjalnym przegranym, porzucony biały
              mężczyzna po 50 o
              > średnim statusie materialnym, mam wszelkie szanse zostać na
              starość zgorzkniały
              > m
              > samotnym tetrykiem smile))).

              Nie przejmuj się, głowa do góry, sa tacy co mają gorzej. Na
              przykład porzucone białe kobiety po 50 o mizernym statusie
              materialnym wink.
              • a.niech.to Wygrana ? Przegrana? 21.11.09, 17:59
                Wyszłam za mąż za przemocowca w wieku 21 lat? Wygrałam? Przegrałam?
                Rozeszłam się z przemocowcem i zdradzaczem po 27 latach pożycia.
                Wygrałam? Przegrałam?
                Przede mną jakieś 20 lat samotnego życia. Nie twierdzę, że w moim
                wieku nie można wejść w związek. Problem tkwi w jego jakości, a
                zdesperowana nie jestem.
                Wygram? Przegram?
                big_grinDD

                • panda_zielona Re: Wygrana ? Przegrana? 22.11.09, 13:23
                  a.niech.to napisała:
                  > Przede mną jakieś 20 lat samotnego życia. Nie twierdzę, że w moim
                  > wieku nie można wejść w związek. Problem tkwi w jego jakości, a
                  > zdesperowana nie jestem.

                  Kolejna szansa może się zdarzyć niespodziewanie.Nawet osobie blisko
                  siedemdziesiątki.Przyklad?proszę bardzo:Mama mojej koleżanki będąca
                  od lat dwudziestu sama własnie wyszła za mąż i to za faceta o kilka
                  lat młodszego.A poznali się nomen omen w aeroklubie.Jej dzieci
                  spełniając jej marzenie zafundowały na urodziny skok ze
                  spadochronem ,a on był tam instruktorem.Jaki to będzie zwiazek
                  trudno powiedzieć,ale jak widać na miłośc nigdy nie jest za późnosmile
                  • a.niech.to Re: Wygrana ? Przegrana? 22.11.09, 13:35
                    panda_zielona napisała:

                    > Mama mojej koleżanki będąca
                    > od lat dwudziestu sama własnie wyszła za mąż i to za faceta o
                    kilka
                    > lat młodszego.A poznali się nomen omen w aeroklubie.
                    Rozejrzę się za jakimś klubem jeździeckim...Hi! Byle nie padło na
                    konia...
                    • mola1971 Re: Wygrana ? Przegrana? 22.11.09, 14:06
                      a.niech.to napisała:
                      > Rozejrzę się za jakimś klubem jeździeckim...Hi! Byle nie padło na
                      > konia...

                      big_grin big_grin big_grin
                      A.niech.to, Ty mnie kobieto niemal za każdym razem rozbrajasz smile
                      • a.niech.to Re: Wygrana ? Przegrana? 22.11.09, 17:06
                        mola1971 napisała:

                        > a.niech.to napisała:
                        > > Rozejrzę się za jakimś klubem jeździeckim...Hi! Byle nie padło
                        na
                        > > konia...
                        >
                        > big_grin big_grin big_grin
                        > A.niech.to, Ty mnie kobieto niemal za każdym razem rozbrajasz smile
                        Ciężkozbrojny też mógłby być.
            • mola1971 Re: Druga szansa 19.11.09, 12:16
              scriptus napisał:
              > Nic,czytam dalej...
              > Na razie jestem potencjalnym przegranym, porzucony biały mężczyzna po 50 o
              > średnim statusie materialnym, mam wszelkie szanse zostać na starość zgorzkniały
              > m
              > samotnym tetrykiem smile))).

              Scri, to rzuć w cholerę tą książkę wink)))
              Eeee, skoro ta książka taka dołująca jest to ja jej jednak nie ruszę.
              Za to polecam Ci tą książkę, do której link podałam wyżej. To jest z kolei bomba optymizmu.
              • scriptus Re: Druga szansa 19.11.09, 12:38
                Mi w tej chwili nie jest potrzebny optymizm, tylko wiedza o zagrożeniach.
                Napisałem, że jestem potencjalnym przegranym, bo tak pisza w książce opierając
                się na statystyce. Ja raczej jestem nietuzinkowym człowiekiem, na ogół nie
                pasuja do mnie statystyki i stereotypy. Jedno wiem, że z samotnością problemu
                miał nie będę, choć, zgodnie ze statystyką, należę do grupy ryzyka smile
                Dobrze jest wiedzieć, co się potencjalnie dzieje z takimi jak ja, bo wtedy można
                podjąć mądre postępowanie zaradcze.
                • mola1971 Re: Druga szansa 19.11.09, 12:44
                  Scri, ja rozumiem że Ty typ rozumowo - statystyczny jesteś, ale rzuć w cholerę tą statystykę bo to droga donikąd jest. Wszystko zależy od naszego podejścia do tematu. Jeśli ktoś założy, że mu się nie uda (choćby sugerując się statystyką) to na bank mu się nie uda. Na zasadzie samospełniającej się przepowiedni.
                  Gdybym ja kierowała się statystykami to już dawno bym palnęła sobie w łeb wink A że we wszelkich dziedzinach wymykam się statystykom to mam je w głębokim poważaniu smile Nie będą mi tu jakieś głupie statystyki mojego życia układać tongue_out
                  • z_mazur Re: Druga szansa 19.11.09, 13:05
                    Ja tam wierzę statystyce. wink
                    Chociaż oczywiście istotna jest umiejętność interpretacji danych
                    statystycznych.

                    Ja zostałem porzucony, ale z perspetywy paru lat od rozstania,
                    patrzę na to porzucenie jak na drugą szansę od losu.

                    Powiem szczerze, że nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek życie
                    dawało mi tyle satysfakcji i frajdy co teraz.
            • kicia031 hmmm 19.11.09, 13:23
              mi dojcie do siebie zajelo circa 8 lat...
              bylam juz w nowym powaznym zwiazku, ale wciaz odzywaly sie dawne
              rany.

              I tak naprawde blizny pozostaja na zawsze.
            • makili Re: Druga szansa 19.11.09, 18:53
              > Na razie jestem potencjalnym przegranym, porzucony biały mężczyzna
              po 50 o
              > średnim statusie materialnym, mam wszelkie szanse zostać na
              starość zgorzkniały
              > m
              > samotnym tetrykiem smile))).
              ...i pomyśleć, że miałam ochotę przeczytać, ale wygląda mi, na
              podstawie tego co piszesz, że potencjalnie jestem w tej samej
              grupie...i NIE GODZĘ się na to!!! Mój wrodzony optymizm pozwolił mi
              przetrwać najgorsze i nie poddać się depresyjnym nastrojom, choć
              bywało (i bywa, niestety) różnie...ale chyba na przygnębiającą
              lekturę gotowa nie jestem...zwłaszcza taką, która, choćby tylko
              statystycznie, wyznacza mi miejsce w szeregu! Może (nadal) jestem
              naiwna, ale wolę wierzyć, że mam wpływ na przeżycie tego co mi
              jeszce zostałosmile
              • scriptus Re: Druga szansa 20.11.09, 11:41
                Napisałem - potencjalnym - na podstawie statystyk.
                Ten przegrywa, kto przestaje walczyć i się poddaje. Ja jestem zdeterminowanym
                żelaznym długodystansowcem i nie poddam się nigdy póki świadomie istnieję, nawet
                w najgorszej depresji i najbardziej beznadziejnym położeniu będę "kąsał"
                przeciwnika lub "rozwalał" problem i dążył w kierunku celu.
                Ważniejsze, niż osobiste wnioski z tej książki sa dla mnie wnioski dotyczące
                dzieci. Ja, jako pierwszy rozwodnik w rodzinie i gronie znajomych nie miałem o
                tym pojęcia a teraz fakt nagle dotyczy moich dzieci. Muszę zatem się dowiedzieć,
                co czują dzieci rozwiedzionych rodziców, o czym nie chca mówić i myśleć, jak im
                pomóc, jak złagodzić to cierpienie, jakich błędów się wystrzegać.
                • makili Re: Druga szansa 20.11.09, 12:50
                  scriptus napisał:

                  > Napisałem - potencjalnym - na podstawie statystyk.
                  > Ten przegrywa, kto przestaje walczyć i się poddaje. Ja jestem
                  zdeterminowanym
                  > żelaznym długodystansowcem i nie poddam się nigdy póki świadomie
                  istnieję, nawe
                  > t
                  > w najgorszej depresji i najbardziej beznadziejnym położeniu
                  będę "kąsał"
                  > przeciwnika lub "rozwalał" problem i dążył w kierunku celu.

                  O i to jest postawa, która mi się podobasmile - moze dlatego, że mam
                  podobną naturę...łatwo się nie poddajęsmile

                  > Ważniejsze, niż osobiste wnioski z tej książki sa dla mnie wnioski
                  dotyczące
                  > dzieci. Ja, jako pierwszy rozwodnik w rodzinie i gronie znajomych
                  nie miałem o
                  > tym pojęcia a teraz fakt nagle dotyczy moich dzieci. Muszę zatem
                  się dowiedzieć
                  > ,
                  > co czują dzieci rozwiedzionych rodziców, o czym nie chca mówić i
                  myśleć, jak im
                  > pomóc, jak złagodzić to cierpienie, jakich błędów się wystrzegać

                  Moje dzieci są na szczęście dorosłe, co nie zmienia faktu, że
                  rozwalił im się świat (dla starszego syna było to wyjątkowo trudne,
                  bo tatuś oznajmił swoją decyzję o tym, że zaczyna nowe życie na
                  miesiąc przed jego własnym ślubem)... To czego ja się nauczyłam: dla
                  naszych dzieci dalej OBOJE jesteśmy rodzicami (nawet jeśli nia
                  akceptują naszych poczynań), że o tym co mnie boli mogę pogadać z
                  przyjaciółmi (choć w moim przypadku też nie mam osób o podobnych
                  doświadczeniach), a nie z dzieckiem, nawet najbardziej dorosłym...
    • kasiapfk Re: Druga szansa 19.11.09, 08:38
      Mam ksiażkę, czytałam: jest zdecydowanie pesymistyczna w wyrazie
      jeśli jest się stroną porzucaną/rodzicem z dziećmi itp.
      Ale: oczywioście pisana jest z perspektywy paru lat wstecz (gdy
      rodziny patchworkowe nie były tak popularne) i perspektywy USA
      (zdaje się albo GB, jakaś zdecydowanie inna społecznosć niż PL). No
      i z perspektywy tradycyjnie pojmowanej rodziny.
      Inna sprawa, że zwróciło moją uwagę to, że są wygrani i przegrani.
      Kiedyś bałam się, że jestem tą przegraną. Teraz mam zupełnie inne
      spojrzenie na rozwód z moim eks. Zależy jak się na to spojrzy.
      Inna rzecz, że od "awantury" minęły prawie 2 lata - a ja sobie życie
      poukładałam najlepiej jak mogę i chcę. I jestem zadowolona smile Ja bym
      książkę poleciła tym, którzy rezygnują z rodziny nie wyczerpawszy
      wszystkich metod uzdrowienia związku i odchodzą myśląc, że z kimś
      innym będzie im lepiej. A tu kubełek wody na głowę.
      Książkę mam. Mogę pożyczyć. Opłata: dwa uśmiechy na forum smile
      k.

      • cleer13 Re: Druga szansa 19.11.09, 13:09
        A ja tam bez ksiązek wiem jedno: już nigdy nie pozwolę,żebym przez
        jakiegoś ... powiedzmy ... poparańca , cierpiała.
        Więc jeśli zdarzy się ktoś z kim można będzie pójśc do kina czy na
        kawę, proszę bardzo, ale o żadnych uczuciach nie ma mowy. Nigdy
        więcej...
        Może mi to kiedys przejdzie, ale będę sie bronić przed
        jakimkolwiek "zaćmieniem" umysłu ze wszystkich sił.
        Myślę,że to zależy przede wszystkim od tego z jakiego powodu związek
        się rozpadł: jesli oboje dochdza do wniosku,że po prostu nie wyszło,
        to można dawać sobie kolejną szanse. A jeśli ma się uczucie,że
        dawało się uczucia, zaufanie, rezygnacje z wielu spraw w imię
        kompromisu i chwili radości, a w zamian dostawałało się klamstwa,
        zdrady i cyniczne wykorzystywanie dla wygody, to poczucie krzywdy i
        własnej głupoty jest zbyt bolesną nauczką.
        • nadia3008 Re: Druga szansa 19.11.09, 13:19
          W pełni sie zgadzam!
          • scriptus Re: Druga szansa 19.11.09, 13:41
            Też piszą o tym w tej książce.
            Ludzie, którzy przeżyli traume rozwodu i przedrozwodową zwyczajnie się boją
            wchodzić w jakiekolwiek związki emocjonalne.
            Przyznam się, że prawdopodobnie mnie tez to dotyczy.
            • mola1971 Re: Druga szansa 19.11.09, 13:49
              Bo na gotowość na nowy związek trzeba czasu.
              Ja jeszcze tej gotowości nie mam, ale już zaczynam czuć, że powoli ten czas gotowości się do mnie zbliża wink
              • tricolour Chwała Bogu! 19.11.09, 14:22
                smile
                • mola1971 Re: Chwała Bogu! 19.11.09, 14:29
                  big_grin
                  • jarkoni Re: Chwała Bogu! 19.11.09, 16:55
                    I dobrze smile
                    • rybak Re: Chwała Bogu! 19.11.09, 18:14
                      A stłuczcież wreszcie do diaska ten termometr! Znaczy - dajcie sobie spokój z
                      tymi mądrościami książkowymi! Normalnie stado masochistów się zebrało i tera się
                      wzajem nakręcają - że nic, ino w życiu się im nie udaje i na pewno nigdy się już
                      nie uda! Tymczasem... Uda są od czego i do czego innego! O!
                      ;D
                      70 procent ludzi na świecie się rozwodzi. I większość sobie chwali z czasem tę
                      decyzję - swoją lub cudzą. Wziął sfrustrowany pseudonaukowiec-marketingowiec
                      napisał książkę, dopisał sobie do dorobku, wziął za nią niewąską kasę, wydał na
                      kobiety, wino i śpiew, a wy nie dość, że ciężko zarobione pieniądze na to
                      marnujecie, to jeszcze się potem tymi bzdetami gryziecie...
                      Jak dzieci, naprawdę, jak dziecismile))
                      big_grin
                      Się nie martwcie tak o przyszłe swe losy w tym kontekście. Wśród moich
                      SZCZĘŚLIWYCH znajomych NIE MA nierozwiedzionych - w swoim czasie. Rekordzista -
                      przyjaciel mój serdeczny - rozstał się był z kobietą (bo to zła kobieta byłasmile
                      - przy okazji matką jego dwójki dzieci, a teraz ma kolejną dwójkę w kolejnym
                      związku i jest przeszczęśliwy - mając całą tę gromadkęsmile) Obie jego kobiety -
                      przeszła i obecna - też sobie, co najlepsze, taki stan rzeczy mocno chwaląsmile.
                      Spoko - każdemu swoje w swoim czasie. smile Mnie tam czyjeś jedno zdanie gdzieś
                      przeczytane - a mądre - ostatnio utkwiło we łbie zakutym solidnie - jak kto lubi
                      cierpieć, to se piekło z życia zrobi nawet jak mu same płatki róż pod nogi to
                      życie sypie.
                      O - bite i wykorzystywane przez bydlaków nazywających się mężczyznami kobiety,
                      maltretowani psychicznie i gnojeni prawnie czy finansowo przez jakieś
                      wyrachowane raszple - durnowaci faceci, ale PRZEDE WSZYSTKIM dzieci poobijane
                      przez rozwody - to JEST problem. NASZ. Nas wszystkich tu i nie tylko tu.
                      A tym, czy sobie życie ułożycie jeszcze PO rozwodach - to sobie różnych ...
                      części anatomicznych nie zawracajcie. UŁOŻYCIE! Zapewniam zdecydowaną większość
                      z Was. Każda porozwodowa potwora w końcu... znajdzie swego wdzięcznego
                      amatora.Lub amatorkę. No chyba że tak naprawdę wcale mu(jej)- owej potworze -
                      na tym nie zależy - żeby ktoś ją (jego) znalazł.
                      Tak se tylko myślę.

                      • mola1971 Re: Chwała Bogu! 19.11.09, 18:54
                        Jak zawsze (no prawie wink) masz Rybaku rację smile
                      • naya Re: Chwała Bogu! 19.11.09, 19:11
                        Pięknie powiedziane, i mądrze. Ale ja chyba jestem tą potworą, na którą żaden amator się nie znajdzie. Sprawdzone i przetestowane przez lata. Nic, tylko łbem o ścianę tłuc.
                        Ponowne ułożenie sobie życia to czasem tylko nasze (moje) pobożne życzenie. Co nie zmienia faktu, że podoba mi się to co napisałeś.smile)
                      • woman-in-blue Re: Chwała Bogu! 19.11.09, 21:41
                        Swiete slowa Rybaku smile Dzieki za glos rozsadku. Czlowiek jest istota
                        stadna i wczesniej czy pozniej trafi swoj na swego. Chyba, ze ktos chce
                        byc sam, bo tak lubi.
                        • kalpa Re: Chwała Bogu! 21.11.09, 01:35
                          Powiem o swoim doświadczeniu- z M. mieliśmy rozejścia i powroty, były tkz.
                          zdrady itp- generalnie ja miałam więcej determinacji, bo byłam bardziej
                          przywiązana, lub kochałam mocniej jak kto woli. I NIE ŻAŁUJE, ŻE SIE
                          ZDECYDOWAŁAM NA T WSZYSTKIE "SCALANIA NA NOWO", bo w końcu do mnie dotarło, że
                          jednak nic innego niż do tej pory nam sie nie uda- nie da rady, z innej gliny
                          jesteśmy. Ale... miałam 100% pewności, że to dobra decyzja i M. tez. dzięki temu
                          nie ma we mnie nadzieji, lub pretensji, że może jeszcze by sie dało, że zbyt
                          pochopnie sie rozeszliśmy itp.
                          I druga rzecz- ból związany z poczuciem bycia niekochana wystarczająco mocno
                          przez M. włożyłam do archiwum związanego z małżeństwem z M. To należy do tego
                          rozdziału i w nim pozostaje. Nie przenoszę tego na innych mężczyzn i juz.
                          I szczerze mówiąc nie boje się nowych związków, nawet mi się przytrafiły nowe
                          uniesienia, ale jakoś nie rozwinęły się w coś dłuższego. I też trochę bolało,
                          kiedy trzeba było się rozstać
                          Zabrzmi to może górnolotnie, ale mam odwagę pokochać następnego mężczyznę i
                          budować z nim związek- nawet, jeśli będzie trwał tylko jakiś czas. Patrząc na
                          doświadczenia swoje i innych bardzo długoletnie związki, w których miłość
                          kwitnie cały czas zdarzają się rzadziej, niż związki krótsze. czy to oznacza, że
                          te krótsze gorsze i mniej wartościowe? Moim zdaniem nie. Miłość, która trwa
                          choćby tylko chwile rozwija serce i duszę. Kochałam M. bardzo- wydawało mi się,
                          że nie dam rady nikogo innego, ale... ku mojemu zdziwieniu mogę smile
                          A M. kocham już inaczej- i to też jest dla mnie piękne, bo staliśmy sie
                          przyjaciółmi. Nawet jeśli nasze drogi zupełnie się rozejdą to pozostanie o nim
                          dobre wspomnienie i uczucie, które jest tylko dla niego, za te wszystkie lata i
                          trudy, które razem przeszliśmy. I czuję, ze tego następnego pokocham jeszcze
                          bardziej i dojrzalej. A jeśli okaże się, ze ta relacja się skończy, to ja będę
                          dojrzalsza i mądrzejsza o kolejne doświadczenia i uczucia i sądzę, ze nadal będę
                          w stanie kochać. Choć oczywiście życzę sobie pięknej, uczuciowej relacji na całe
                          życie smile
                          • jarkoni Re: Chwała Bogu! 21.11.09, 04:21
                            Bardzo ładnie napisane.
                            Sam życzyłbym sobie/nam, że rozstać się jako przyjaciele..
                            Jest połowicznie, nie jesteśmy sobie wrogami, jesteśmy sobie obojętni
    • sbelatka Re: Druga szansa 21.11.09, 09:57
      Spodziewam się, że ja ją pzreczytałamsmile
      co prawda nie pamiętam początku tytułu "Druga szansa.." ale reszta
      się zgadza.

      jezeli to ta - to wrażenia mialam okropne. I po jej pzreczytaniu
      spakowałam książkę i przekazałam na ręce exa, ktory to miał pomysł
      na nowe zycie..

      Się zmartwiłam tym czego się dowiedziałam..
      ale ponieważ nie mogłam już nic zrobić w sprawie unikanięcia
      zdarzenia pt. rozwód - więc uznalam, ze zrobię co potrafię żeby
      mlode wyszły z tej zawieruchy jak najmniej pokaleczone.. i już...

      bo wszak jeśli nie mozna czegoś zmienic...

      ale masz rację scriptus...NIM sie podejmie tę decyzję - warto ją
      przeczytać....
      • spokojnazawsze Re: Druga szansa 22.11.09, 01:21
        Książkę chętnie przecztam, dlaczego nie dowiedzieć się czegoś więcej
        o sobie, choć każdy związek jest inny, więc raczej trudno o jakieś
        statystyczne ujęcie. Myśląc o sobie w kategoriach wygrana/przegrana
        z prespektywy dziesięciu lat sądzę, że raczej jestem wygrana. Miałam
        32 lata, kiedy się rozwiodłam i wydawało się, że świat otworem
        przedemną stoi. Tak było, dziecko dosyć szybko złapało psychiczny
        pion, ja też, awans w pracy, a wiec trochę kasy więcej, więc nowy
        samochód. Itd.Potem się zaczęły drugie szanse i tutaj już wcale nie
        szło mi tak dbrze. Pierwsza druga szansa, taki plaster na rany,
        okazała się totalną porażką. Facet zdominowany przez mamę,
        chorobliwie zazdrosny i nie uznający zadnych form sprzeciwu.
        Uciekłam szybciutko. Druga, drugaszansa, facet intelektualista, z
        poczuciem humoru, ale wieczny kawaler, a właściwie chłopiec, który
        nie miał zamiaru zostać mężczyzną. No i trzecia druga szansa.
        Najdłuższy i najlepsza. Facet opiekuńczy, czuły, serdeczny, zaradny,
        zakochany we mnie do szaleństwa, ja w nim zresztą też. Wszystko by
        pewnie grało, gdyby nie to, ze pan miał na drugim końcu całkiem
        legalną żonę i trójke jakże uroczych dzieciaczków.Zaczeła się więc u
        niego wojna rozwodowa, rozwód w najohydniejszym stylu, w wykonaniu
        obydwu stron.Poznałam więc nowe oblicze mojego ukochanego i również
        szybko uciekłam. Tyle tylko, ze tu już byłam skopana emocjonalnie i
        to bardzo. Ale mój znajomy terapeuta, który często mnie naprostowuje
        na własciwie myślenie, powiedział, że przeżyłam coś, czego inni
        czasami nie sa w stanie przeżyć, doznać. Przeżyłam miłość i wiem, że
        jestem do tego uczucia zdolna, a nie jest to dane kazdemu. Dlatego
        więc czekam na kolejna czwarta-drugą szansesmile)) I raczej czuje się
        wygrana, bo mam w sobie potencjał spokoju, radości życia i dnia
        codziennego, dystans do siebie i świata. Więc pewnie kiedyś trafi mi
        się ta ostatnia już "druga szansa" smile
        • kalpa Re: Druga szansa 22.11.09, 10:43
          Spokojnazawsze_ super napisane, dzięki za to smile
          Ja miałam tez fajne przeżycie, choć był to raptem krótki romans, bo... okazało
          się, że super hero nie jest wolny, jak deklarował, ale ma... nadal żonę. Oki,
          pomyślałam, stało się, mam dobre doświadczenie. Podziękowaliśmy sobie za piękne
          chwile- i... chwile mi zajęło żeby dojść do siebie. A potem stwierdziłam, ze
          warto było przeżyć ten romans, bo zobaczyłam siebie inna, taka, jaka chciałam
          zawsze być, a przy M. mi się nie udawało. I uznałam to za ogromny zysk dla samej
          siebie, że potrafię tak się czuć, przeżywać itp. jestem o wiele bogatsza w
          doświadczenie.
          I jak już ochłonęłam, pozbierałam się i złapałam pion, stwierdziłam, że nadal
          mogę i mam ochotę na dalsze życie, nowe relacje i nową... miłość smile
    • mariola.maria Re: Druga szansa 24.11.09, 12:15
      Witam, ksiązke cztałam już jakiś czas temu.
      Również po rozwodzie, który miał miejsce daaawno temu.
      Moje przemyslenia oparte na własnych doświadczeniach i obserwacji
      innych:

      jeżeli rozwód nastepuje w wyniku : "po prostu juz nie CHCĘ z nim/nia
      byc" - to jakoś leci.
      Mnie osobiście było od rozwodu rewelacyjnie. Choc nadal utrzymuje z
      byłym kontakt ( wspólne dziecko) to za kazdym razem jak pomysle, że
      to nie ja jestem jego żona i nie musze z nim mieszkać, to taka
      radość mnie bierze, że mam pokłady cierpliwości do niego ,
      taaaakiewielkie jak nidgy w małżeństwie !!!

      Jeżeli rozwód jest z powodu: "chciałabym byc z toba, ale nie z takim
      jak jestes tylko z innym, więc ponieważ się nie zmieniasz to
      odchodzę" - To juz gorzej.
      Mam dookoła przykłady, że gorzej ludziom, gorzej dzieciom i nowe
      związki też sie nie udają.

      Może mało jasno to napisałam, po prostu wydaje mi się, że sukces w
      życiu po rozwodzie zalezy od tego czy sami NAPRAWDE zakończyliśmy
      związek (i nie potrzeba do tego czegokolwiek od byłego partnera)

      Również zaobserwowałam, że im bardziej jesteśmy zależni od rodziców
      ( czy to finansowo czy emocjonalnie) to związki gorzej sie udaja.
      Lektura forów GW tylko to potwierdza...


      • scriptus Re: Druga szansa 24.11.09, 13:09
        Jeśli uwaznie przeczytałas książkę, to autorka mało zajmuje się tym, jak jest
        małżonkom po rozwodzie, i słusznie. Jeśli się rozwiedli, to dobrze im tak, nie
        jest sprawą kluczowej wagi, jak sie czują po rozwodzie, bowiem popełnili go na
        własne życzenie. Choc może szkoda troche tych skrzywdzonych w wyniku rozwodu
        stron, ale one też ponoszą część winy, począwszy od widziały gały co brały, po
        różne grzechy małżeńskie.
        Najwięcej uwagi autorka poświęca wpływowi rozwodu na dzieci, wykazująć, że ten
        wpływ jest zły niemal zawsze. Dzieci rozwodowe maja znacznie niższe życiowe
        osiągnięcia, znacznie gorszy start od tych żyjących w pełnych rodzinach. Taki
        sąd prezentuję od dawna, jescze przed przeczytaniem książki, na dzień dzisiejszy
        rzeczą drugorzędną jest czy mi, albo mojej żonie jest dobrze w małżeństwie,
        zatnę zęby i przetrzymam, na rozwiązanie tych problemów będziemy mieli czas w
        przyszłości. Najpierw obowiązki a potem zabawa. Na razie najważniejszy jest los
        dzieci.
        • mariola.maria Re: Druga szansa 24.11.09, 13:15
          Im rodzice w lepszej kondycji
          emocjonalnej /życiowej / "związkowej" / finansowej / zawodowej i co
          tam jeszcze ..tym los dzieci lepszy.
          jak sie chce uszczęśliwić dziecko, to zadbać o siebie, znaleźc super
          partnera, chodzic uśmiechnietym i zadowolonym i modliś sie, żeby ex
          sobie ułożył/a życie jak najlepiej.
          Zawsze działa.
    • scriptus Re: Druga szansa 01.12.09, 10:08
      Doczytałem książkę, wnioski piorunujące.
      Okazuje się że w znakomitej większości przypadków, dla znakomitej większości
      ludzi, rozwód nic nie poprawia, a raczej pogarsza. Jeśli rodzina liczy trzy,
      cztery lub więcej osób, to wygraną w wyniku rozwodu z tej liczby jest co
      najwyżej jedna osoba, a i to nie zawsze, reszta cierpi. Na dodatek, jak wynika z
      tej książki, bardzo często to cierpienie nie maleje z upływem czasu. Autorzy
      stwierdzili liczne wady opieki naprzemiennej, a także, jak poważne skutki niesie
      wyłączenie wskutek rozwodu z wychowania dzieci ojca .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka