Dodaj do ulubionych

Czy to malzenstwo mozna uratowac

02.01.10, 22:48
tak sie zastanawiam - na podstawie wlasnych tez doswiadczen - raz sie
rozwiodlam, raz, mimo bardzo powaznego kryzysu uratowalam zwiazek - no wiec
sie zatsnawiam, jaka jest roznica i gdzie przebiega granica miedzy malzenstwem
skazanym na rozwod, a takim do uratowania, gdyby tylko to czy tamto udalo sie
zrobic...
Wiecie gdzie?
Obserwuj wątek
    • sauber1 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 02.01.10, 23:55
      kicia031 napisała:

      > tak sie zastanawiam - na podstawie wlasnych tez doswiadczen - raz sie
      > rozwiodlam, raz, mimo bardzo powaznego kryzysu uratowalam zwiazek - no wiec
      > sie zatsnawiam, jaka jest roznica i gdzie przebiega granica miedzy malzenstwem
      > skazanym na rozwod, a takim do uratowania, gdyby tylko to czy tamto udalo sie
      > zrobic...
      > Wiecie gdzie?

      Być może i uratować można, ale należy się głęboko zastanowić czy warto? Jeżeli
      traci się zaufanie do drugiej osoby, albo ona staje się już bez większej
      wartości i nie koniecznie musi być czemukolwiek winna to tak jak mówiłem już
      kiedyś, co watr człowiek który stoi na minie? wink
      A teraz zobaczymy co komu wpadnie do głowy? Temat moim skromnym zdaniem super
      dobry i ma szansę rozwoju... smile
      • kalpa Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 00:01
        Szansa się kończy, w momencie kiedy ktoś przestaje chcieć. Ja w pewnym momencie
        poczułam, że już dość. Nic i nikt nie zmusiłby mnie do zmiany decyzji. Mój ex
        czuł tak samo.
      • nowel1 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 08:50
        sauber1 napisał:


        > Być może i uratować można, ale należy się głęboko zastanowić czy
        warto?

        Jeśli można, to warto. Małżeństwo to nie jest kontrakt z jakimś tam
        okresem wypowiedzenia; trzeba moim zdaniem mieć naprawdę 100%
        pewność, że związek umarł, aby decydować się na rozwód

        Jeżeli
        > traci się zaufanie do drugiej osoby, albo ona staje się już bez
        większej
        > wartości i nie koniecznie musi być czemukolwiek winna to tak jak
        mówiłem już
        > kiedyś, co watr człowiek który stoi na minie? wink

        Jak może "Osoba" nagle stracić wartość? I to osoba, z którą kiedyś
        chciało się spędzić życie? Nie rozumiem Twojego toku myślenia.

        A w odpowiedzi na temat wątku: moim zdaniem szansa na uratowanie
        związku to kwestia woli obu stron. Nigdy nie jednej z nich. Proste i
        oczywiste wink
        • jumanji_7 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 11:15
          Bywa, że ludzie sami siebie nie rozumieją a jeszcze próbują na innych wymuszać.
          Kto ma na tych formalnych związkach interes, jak by nie szło żyć "na kocią
          łapę"? A jak coś nie pasuje to paszoł won i następny proszę, wielkie mi
          ceregiele, umizgi i cackania jak z jajem, trzeba wybierać abo chce się być, abo
          nie ?
        • scindapsus Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 11:18
          słowo klucz-woli OBU STRON.
          pozostaje sie tylko podpisac pod tym.
    • akacjax Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 18:31
      raz sie
      > rozwiodlam, raz, mimo bardzo powaznego kryzysu uratowalam zwiazek

      Zastanawiam się jakby to samo brzmiało w formie:

      "jednego związku nie uratowaliśmy, w innym mimo bardzo poważnego kryzysu
      uratowaliśmy związek."

      Bo rozumiem, że dotyczyło to różnych związków, ale w opisanej kolejności. Poza
      tym na razie nie wiadomo, czy drugi związek okazał się trwały.
      Do tego dochodzi doświadczenie życiowe, znajomość siebie, sytuacje towarzyszące itp.
      Najciekawsze jest to, że osoby, które raz się rozwiodły znacznie łatwiej
      podejmują decyzje o kolejnych ew. rozwodach.

      • kicia031 akacjo 03.01.10, 19:16
        najpierw sie rozwiodlam, a potem uratowalam swoj obecny zwiazek,
        ktory poki co trwa - inny niz byl kiedys, ale chyba mimo wszystko
        niezly.

        Zastanawia mnie po prostu kiedy jest ten moment, ze mozna jeszcze
        cos zrobic. Bo mam takie wrazenie - obserwujac wpisy na forum,
        znajomych, i swoje wlasne zwiazki - ze na ogol zaniedbuje sie
        malzenstwo / zwiazek, traktuje jako cos danego raz na zawsze, a
        podejmuje dzialania, kiedy juz jest strasznie zle. i wtedy czesto
        jest za pozno, podczas gdy wczesniej mozna bylo taki zwiazek
        uratowac.

        I wcale nie uwazam, ze konieczna jest wzajemnosc. Czesto wystarcza
        to, ze zmieni sie jedna osoba, by zmienilo sie wszystko w
        malzenstwie - oczywiscie niekoniecznie na lepsze.
        • akacjax Re: akacjo 03.01.10, 19:23
          Czasem związku się nie da prosto i szybko uratować, najwyżej można tkwić w układzie.

          > I wcale nie uwazam, ze konieczna jest wzajemnosc. Czesto wystarcza
          > to, ze zmieni sie jedna osoba, by zmienilo sie wszystko w
          > malzenstwie - oczywiscie niekoniecznie na lepsze.

          Byle ta właściwa osoba chciała podjąć się tej zmiany. Bo to chyba nie obojętne
          kto się będzie zmieniał.

          Niektórzy twierdzą, że zawsze jest moment na zmianę-tylko to wymaga działania
          obu stron. Tylko czasem te działania są tak trudne, że wręcz niemożliwe do podjęcia.
          A co do zaniedbywania związków-to każdy sam musi odpowiadać na te te pytania.
          • kicia031 Re: akacjo 03.01.10, 19:57
            Mam kontrole tylko nad swoim postepowaniem, co za tym idzie, tylko
            ja moge sie zmienic. Reszta to wylacznie myslenie zyczeniowe.
      • cold.wind.blows Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 20:39
        akacjax napisała:

        > Najciekawsze jest to, że osoby, które raz się rozwiodły znacznie
        łatwiej
        > podejmują decyzje o kolejnych ew. rozwodach.

        Jest taka teoria, która mówi, że istnieje większe prawdopodobieństwo
        zajścia zdarzenia, które już kiedyś się wydarzyło niż takiego, które
        jeszcze nie miało miejsca. W jej świetle u osoby rozwiedzionej
        istneje większe prawdopodobieństwo kolejnego rozwodu niż u osoby,
        która się nigdy nie rozwodziła.
    • plujeczka Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 19:33
      ratować ale po co? w jakim celu? dla siebie? dla innych? bo rozwódka
      to ktos gorszy od innych?.Ja nie miałam takiego dylematu,uwazam ,że
      jesli się sypie nalezu "odpusci" coz z " niewolnika nie ma
      pracownika" a ja naprawdę wierzę w madrośc przysłów .
      Jakoś nie wyobrazam sobie zycie "Po" czyli wybaczeniu to chyba
      udawanie sammemu przed soba ,że się udało, ze jest wszystko jak
      dawniej a przecież tak nie jest?niech sie odezwie TA lub TEN który
      naprzykład wybaczył w 100% zdrade i nigdy leząc w łózlu z zoną nie
      mysliał jak było jej z tamtym lub ocfzywicie na odwrót. Moze nie mam
      wyobrazni?na szczęscie lubie zdecydowane posuniecia choc jak wiecie
      akurat dojrzewałam do rozwodu 22 lata i jeszcze pozwoliłam exoi się
      wyprzedzic w tym temacie. to własnie była ta głupota i udawani8e
      przed soba ,ze sie uda....i co nie udało sie za to teraz udaje się
      normalnie , spokojnie zyć i co najwazniejsze z godnościa/
      • akacjax Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 19:36
        > akurat dojrzewałam do rozwodu 22 lata

        I pewnie mnóstwo prób ratunkowych z Twojej strony było-ale wiadomo jednostronne
        działania-to za mało.
      • kicia031 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 03.01.10, 19:59
        Dla mnie sa 3 jednoznaczne sytuacje, w ktorych nie ratowalalbym
        zwiazku:
        1. zdrada
        2. alkoholizm
        3. przemoc fizyczna
        • scriptus Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 11:00
          kicia031 napisała:

          > Dla mnie sa 3 jednoznaczne sytuacje, w ktorych nie ratowalalbym
          > zwiazku:
          > 1. zdrada
          > 2. alkoholizm
          > 3. przemoc fizyczna


          Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Małżeństwo zawsze można uratować.
          Wybaczyć zdradę, wyleczyć alkoholizm, poddać terapii, itd.
          Sam wybaczyłem zdradę, choć blizna została. Znam trzeźwych alkoholików i
          alkoholiczki, wiem, że kobiety zostaja wiele lat w związkach z alkoholikami,
          natomiast mężczyźni sie nie patyczkują z pijącymi żonami, porzucaja je
          sybciutko, choć myślę, że właśnie mężczyźnie jest łatwiej pomóc pijącej żonie,
          niż odwrotnie.
          Chyba najtrudniej z przemocą fizyczną, tu nie mam doświadczenia, ale osobę bitą
          rozumiem i popieram w 100%, kiedy się chce "uwolnić" od bicia.
        • scindapsus Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 11:09
          Ja dorzuciłabym jeszcze przemoc psychiczną
          nie widać tego a zabija i wyniszcza pomalutku i skutecznie
          • kicia031 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 11:30
            Ja celowo napisalam przemoc fizyczna, by ja odroznic od psychicznej.
            Uwazam, ze przemocy psychicznej mozna sie przeciwstawic i
            spacyfikowac agresora. oczywiscie, po latach doznawania takiej
            przemocy, mozna juz tego nie chciec. Dlatego tak wazne jest, by
            reagowac od razu, przy pierwszej probie. Kiedy jest jeszcze o co
            walczyc.
            • akacjax Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 11:42
              > Ja celowo napisalam przemoc fizyczna, by ja odroznic od psychicznej.
              > Uwazam, ze przemocy psychicznej mozna sie przeciwstawic i
              > spacyfikowac agresora. oczywiscie, po latach doznawania takiej
              > przemocy, mozna juz tego nie chciec. Dlatego tak wazne jest, by
              > reagowac od razu, przy pierwszej probie. Kiedy jest jeszcze o co
              > walczyc.

              Dziwny dla mnie jest ten post.

              Najczęściej początki przemocy-każdej-mają formę przemocy psychicznej. Sztuką
              jest zauważyć początek. To trudne, bo zakłada się, że "atakujący" myśli tymi
              samymi kategoriami, co ofiara...a często to jest błąd.
              Zapytam jakie masz metody na spacyfikowanie agresora?
              • kicia031 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 11:55
                > Zapytam jakie masz metody na spacyfikowanie agresora?

                Bylas kiedys w cyrku? Widzialas tresure lwow badz tygrysow? treser
                stoi w klatce z wielkimi drapieznikami, wyposazony w symboliczny
                bacik. a jednak zwierzaki sie na niego nie rzucaja - dlaczego? Bo
                sie nie boi i stawia im czolo.

                uwazam, ze podobnie dzieje sie z agresja w zwiazkach. Partner bedzie
                cie tak traktowal, jak na to pozwolisz. zaczyna sie od drobiazgow i
                eskaluje - gdy postawisz tame, mowiac stanowczo, ze sobie takiego
                zachowania nie zyczysz, wychodzac z domu, albo chcociaz z pokoju za
                kazdym razem, masz szanse nauczyc partnera, ze pewne zachowania nie
                poplacaja.
                • akacjax Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:02
                  Partner bedzie
                  > cie tak traktowal, jak na to pozwolisz. zaczyna sie od drobiazgow i
                  > eskaluje - gdy postawisz tame, mowiac stanowczo, ze sobie takiego
                  > zachowania nie zyczysz, wychodzac z domu, albo chcociaz z pokoju za
                  > kazdym razem, masz szanse nauczyc partnera, ze pewne zachowania nie
                  > poplacaja.

                  Po pierwsze najczęściej osoba, która doświadcza przemocy nie ma łatwości w
                  rozpoznaniu manipulacji. Po drugie utalentowany przemocowiec uwielbia szukanie
                  sposobu na szczególnie trudne sztuki. Czasem trwa to latami, aż zmiękczy ofiarę
                  lub uśpi jej czujność.
                  Po trzecie nie chciałabym związku, w którym trzeba się pilnować, kontrolować,
                  stale wyznaczać granice.
                  • kicia031 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:08
                    > Po trzecie nie chciałabym związku, w którym trzeba się pilnować,
                    kontrolować,
                    > stale wyznaczać granice.

                    W kazdym zwiazku, codziennie, na kazdym kroku trzeba wyznaczac
                    granice. Slowem, ale co wazniejsze czynem.

                    malzenstwo to ciezka orhka, ktora wykonuje sie kazdego dnia,
                    naprawde trzeba sie ostro narobic, nie tylko zeby bylo dobre, ale
                    zeby w ogole przetrwalo.
                    • akacjax Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:18
                      > malzenstwo to ciezka orhka, ktora wykonuje sie kazdego dnia,
                      > naprawde trzeba sie ostro narobic, nie tylko zeby bylo dobre, ale
                      > zeby w ogole przetrwalo.
                      >

                      Lekka przesada.
                      Małżeństwo wymaga zadbania, ale czy to orka?
                      Inny przykład-opieka nad dziećmi wymaga wysiłku-ale czy to orka?
                      Gdybym tak to postrzegała nie chciałabym ani małżeństwa, ani dzieci...
                      • kicia031 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:33
                        Mysle, ze praca nad dobrym zwiazkiem jest duzo ciezsza, niz
                        wychowywanie dzieci. Przy dzieciach mozna, a gdy sa male nawet
                        trzeba dawac uczuc swojej potrzebie poswiecania sie, akceptacji,
                        bezwarunkowej milosci i calkowitego oddania.

                        W malzenstwie take rzeczy sa zabojcze i stad trudnosc - dla mnie
                        przynajmniej - dzialania wbrew swoim naturalnym instynktom.
            • scindapsus Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 11:50
              wiesz, to nie jest takie proste.
              To nie jest tak-acha on mi nie pozwala wyjsc na spotkanie przy kawie
              z przyjaciólkami, to ja muszę uważać bo to jest początek przemocy
              psychicznej.

              Dodając do tego że w naszym kraju dziewczynki się wychowuje na miłe
              i grzeczne i niezłoszczące się, gdzie ich potrzeby są na samym końcu
              kolejki jesli chodzi o zaspokajanie, to dla mnie przemoc
              psychiczna jest o wiele gorsza niż fizyczna.Bo jej nie widać,
              Bo wszyscy widzą udane małzeństwo
              Bo pani siniaków nie ma wiec słyszy-o co ci chodzi.
              Bo jak gość walnie, to człowiek może uciec.A jak miesiącami pan
              panią umniejsza to pani w pewnym momencie jest jak ta żaba ugotowana
              we wrzątku.
              Nie ucieknie

              i nie tyle nie chciec(Twoje ostatnie zdanie) co już nie potrafic
              • kicia031 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:12
                Zgadzam sie, ze to nie proste. sama sie tego dopiero ucze. ale
                gleboko wierze, ze to jest do zrobienia - moze nie w pierzym
                zwiazku, moze w drugim, kiedy czlowiek juz raz sie sparzy i wie,
                czego sie bac?

                W jednej z ksiazek na temat agresji slownej znalazlam taka definicje
                przemocy psychicznej - ze jest nia kazde zachowanie, ktore odczuwasz
                jako przemosc, ktore cie rani. Odwracajac te definicje, jesli
                przeciwstawisz sie przemocy, nie pozwolisz sie zranic, to juz nie
                jestes ofiara.
                Nie wiem, moze bredze, ale sadze, ze tak naprawde mamy nad wlasnym
                zyciem wieksza kontrole niz myslimy, tylko z niej nie korzystamy.
            • sonia_30 Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:02
              Przemocy fizycznej ZAWSZE towarzyszy przemoc psychiczna, choć
              przemoc psychiczna może występować bez udziału fizycznej. Łatwiej
              jest przeciwdziałać przemocy fizycznej niż psychicznej, gdyż ta
              druga jest trudna do udowodnienia, niszczy poczucie godności,
              własnej wartości, osoba poszkodowana bardzo często przez długi okres
              czasu nie wie że poddawana jest przemocy, więc nie ma mowy o
              reagowaniu "od razu, przy pierwszej próbie".
      • ekscytujacemaleliterki Re: Czy to malzenstwo mozna uratowac 04.01.10, 12:12
        Ja się nie odezwę bo po rewolucji życiowej każda myśl o exie
        kończyła się myślą o jego zdradzie.
        Tak się zastanawiałam jakby było "gdyby" wyszło mi na to, że brakło
        bym mi tchu za każdym razem kiedy dzwoniłby jego telefon, przyszedł
        sms, za każdym razem kiedy gdzieś musiałabym pojechać i nie mogłabym
        mieć go na oku, za każdym razem kiedy by siedział przed kompem.
        Czyli generalnie 24 na dobę bym się bała czy ex kontaktu z kochanica
        nie ma i czy czasem jej właśnie nie puka. Jak dla mnie nie do
        przejscia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka