Dodaj do ulubionych

do samotnych ojcow

06.03.10, 21:14
opuszczonych przez zony, jak sobie radzicie panowie z samotnoscia z zadkimi
spotkaniami z dziecmi z brakiem informacji od ex o wyborze szkoly,lecznictwie itp.
Obserwuj wątek
    • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 21:31
      nie jestem samotnym ojcem ale Twój post/pytanie sprawił, że mi się tak zrobiło
      dziwnie i ciepło na sercu bo zobaczyłam faceta który cierpi.
      Takiego pytania mój ex nigdy by nie zadał. W każdym razie trzymam kciuki żeby
      się ułożyło smile
    • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 22:28
      Ja żyje od telefonu do telefonu, kiedy chociaż usłyszę synka.
      Na pytanie czy mogę zobaczyć się z Kacprem słyszę tylko "Na razie cześć" i
      koniec rozmowy.
      Nie radzę sobie czekam na poniedziałek jak na jakiś święty dzień, bo będę mógł
      synka zobaczyć chociaż na chwile pod przedszkolem, jak wysiada z samochodu i
      dzielnie idzie do przedszkola. No i wtorek kiedy wreszcie chyba go zobaczę po 23
      dniach... Od 29 Października 2009 nie mogę się z nim pobawić, nie mogę wykąpać
      położyć spać... Jakaś część mnie umiera...
      • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 22:34
        ironia losu i okrucieństwo bo ja tak bardzo chciałbym żeby mój ex uczestniczył w
        życiu dzieci. A on sad jest Twoim przeciwieństwem.
        • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 23:08
          Powiedz to mojej żonie...
          • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 23:14
            a Ty mojemu mężowi smile
            on ma te wszystkie możliwości, o które Ty zabiegasz i nie wykorzystuje ich nawet
            w 10%. Ja go proszę by spotkał się z dziećmi a on się czasami łaskawie zgadza.
            Teraz i tak mu się poprawiło wink
            • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 23:29
              To wszystko chore... Daj namiar wyjaśnię mu co traci...
              Ja pytam, proszę chce mimo wszystko ratować małżeństwo i rodzinę choć ja
              zawiniłem. Zrozumiałem swój błąd wiem jak bardzo mi zależy...
              Nawet wszystko wszystkim ale Kacper jest dla mnie wszystkim i życie bez niego to
              nie życie... Nawet dajmy na to weekend ten, żona na uczelni a z synkiem babcia z
              dziadkiem ja... jakbym nie istniał...Mimo że mam wolne i mógłbym zająć się
              synkiem, spędzić czas nie mogę... Dlaczego ? "Bo tak" - standardowa odpowiedź
              • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 23:37
                ja oddzieliłam te 2 kwestie już na wstępie - Mąż i ojciec. Mężem był jakim był.
                Ojcem jest i będzie nadal, a dzieci go kochają. Nigdy nie powiem źle o nim przy
                dzieciach, również o jego rodzinie. Nigdy nie wypytuję dzieci jak było u taty.
                Odpowiadam na każdą wiadomość i jego zapytanie dotyczące dzieci (pyta bardzo
                rzadko, prawie wcale). Twoja żona nie potrafi tego oddzielić i widzi tylko
                Ciebie - jako tego który zawinił. Bardzo współczuję i życzę żebyś znalazł
                możliwość normalnego kontaktu z dzieckiem. Może z czasem ona się uspokoi i
                sytuacja się unormuje.
                • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 23:50
                  Z czasem... może tak może nie... Nasz synek zawsze był związany z nami, ja w
                  pracy żona na ogródku bo wcześniej kończyła, żona w czasie wakacji musiała być w
                  pracy, dostosowałem urlop na tyle blisko nad jeziorem, że swobodnie dojeżdżała z
                  Gdańska a my ? Na rybach smile Młody mając 3 latka i 3 miesiące samodzielnie łowił
                  ryby duma mnie rozpierała... a teraz sad Co będzie później nie wiem wiem tylko
                  jedno, że bardzo mi ich brak nie tylko synka ale żony przede wszystkim jej...
                  • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 23:56
                    to zawalcz o żonę i o małżeństwo - trzymam kciuku. Po tym jak piszesz o żonie i
                    o dziecku widać, że bardzo ich kochasz. Więc walcz o tę miłość - duża szansa, że
                    się uda smile
                    • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 00:18
                      Staram się każdego dnia... są dla mnie wszystkim...
                      • sauber1 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 00:50
                        Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. ....
                        To, że Ty czhesz wcale nie oznacza, że i ona zechce być z Tobą, i tu pies
                        pogrzebany. Smutne to bardzo, ale prawdziwe i takich przypadków wiele a może, i
                        nawet za dużo ?
                        • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 00:54
                          W tym cały jest ambaras, że bywa tak że dwoje chce na raz ino się boi wink
                          I odwagi w tym chceniu sobie i wszystkim forumowiczom życzę a teraz idę spać smile
                          Dobranoc smile
                          • sauber1 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:11
                            mola1971 napisała:

                            > W tym cały jest ambaras, że bywa tak że dwoje chce na raz ino się boi wink


                            Może nie tyle się boi, co się nie rozerwie, a szczególnie jak już ktos inny
                            (lepszy) na boku ... wink

                            No to pocieszyłem człowieka - prawda ? smile
                            • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:13
                              Pocieszyłeś, jak zwykle zresztą tongue_out
                              Ty to masz talent do pocieszania big_grin
                              • sauber1 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:35
                                Ale co ja mogę, a tak dobrze chciałem, widać nie wyszło? sorki wink
                                • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:42
                                  mi się wydaje, że tutaj szansa na uratowanie związku jakaś jednak jest.
                                  Kobiety czasami unoszą się dumą i nie pozwalają facetowi na powrót, a w gruncie
                                  rzeczy bardzo za nim tęsknią.
                                  • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:48
                                    Pewnie tak bywa. To akurat jest mi zupełnie obce bo ja za exem nie tęsknię i nie tęskniłam, ale pewnie bywa tak, że ludzie zbyt pochopnie podejmują decyzję o rozwodzie a potem tego żałują a oboje są na to zbyt dumni by się do tego przyznać.
                                    • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:58
                                      W przypadku tylko.taty jest szansa że się zejdą smile
                                      tego tylko.tacie życzymy smile)
                                      • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:59
                                        Jeśli on tego chce to ja tam też mu tego z całego serca życzę smile
                                    • sauber1 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:59
                                      mola1971 napisała:

                                      > Pewnie tak bywa. To akurat jest mi zupełnie obce bo ja za exem nie tęsknię i ni
                                      > e tęskniłam, ale pewnie bywa tak, że ludzie zbyt pochopnie podejmują decyzję o
                                      > rozwodzie a potem tego żałują a oboje są na to zbyt dumni by się do tego przyzn
                                      > ać.

                                      Mnie też życie osobiste ex zupełnie obce i obojetne, ale dzisiaj kipię aż ze
                                      złości, niby nic, ale na co mi pies, skoro go przed laty zabrała, a dziś mi po
                                      weekendzie razem przez kuriera z dzieckiem podrzuca i jeszce śmie dodac że na
                                      karmę da (mają ludzie gest - prawda?), a alimentów na dzieci jak nie płaciła
                                      tak nadal... Nie wiem, ale chyba będę zmuszony uruchomić inne narzędzia, mimo że
                                      wyjatkowo spokojny z natury jestem, to gdzieś cierpliwości koniec też się
                                      trafić musi ... Jak nawiększy elektryk świata zwykł mawiać "nie chcem ale muszem
                                      " ciężki los człowieka, gdy bezprawia dookoła tyle ...
                                      • niutka Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:31
                                        Tak mi sie przypomnialo odnosnie psa... Moj ex mial pretensje, ze smialam
                                        wyprowadzic sie z dziecmi, a psa nie wzielam! (Tak w ogole to pies byl jego). A
                                        po prostu wziasc nie moglam, bo wynajelam mieszkanie i wlasciciel nie wyrazil zgody.
                                  • sauber1 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:07
                                    kobieta306 napisała:

                                    > mi się wydaje, że tutaj szansa na uratowanie związku jakaś jednak jest.



                                    Nie wiem jak odnieść się do takiego rozumowania, niewielu dane było mi spotkac
                                    ludzi, który są zdania, że zgubne jest sobie dawanie kolejnej szansy w tym samym
                                    układzie, osobiście uważam albo jest dobrze albo wcale!!!
                                    I gdybym tak kiedys zrobił jak myślę i tu to uzewnętrzniam, niemielibyście
                                    przyjemności widzieć moich wywodów, które wiem ze męczą czasem ... wink
                                    • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:10
                                      Ale z drugiej strony gdybyś sam sobie kiedyś nie dał tej drugiej szansy to być może nie miałbyś takiej pewności słuszności swojej decyzji jaką masz teraz.
                                      Ja to exowi tych drugich szans to co najmniej o kilka za dużo dałam wink
                                      • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:14
                                        z postów tylko.taty wynika, że kocha te swoją żonę oj kocha smile
                                        i synka kocha smile
                                        trzymam kciuki!
                                        • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:24
                                          Dzięki...
                                      • sauber1 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:21
                                        mola1971 napisała:

                                        > Ale z drugiej strony gdybyś sam sobie kiedyś nie dał tej drugiej szansy to być
                                        > może nie miałbyś takiej pewności słuszności swojej decyzji jaką masz teraz.
                                        > Ja to exowi tych drugich szans to co najmniej o kilka za dużo dałam wink

                                        Może nie tyle o sznsę tu chodzi, co brak spójności działań, które po latach i
                                        niewiedzieć czemu doprowadziły do namnożenia się potomstwa i problemów wielu.
                                        Dziś bym gdzieś w Grecji albo innych egzotycznych krajach nogi moczył w
                                        czystyej, ciepłej, słonej wodzie, a tak muszę się dwoić i troić by chałupę
                                        ogrzać i dzieciom na podstwaowe potrzeby stało, ja zas niewolnikiem własnych
                                        mysli. Całe szczęscie że mi włosy na głowie jescze nie wychodzą? Szkoda że
                                        człowiekowi dane tylko raz zyć, albo nie wiedzieć, że kolejny raz te same błedy
                                        powiella ... ???
                                        • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:31
                                          Wiesz, najlepiej jest uwolnić się od życzeniowego myślenia "co by było gdyby było" czy też "jak mogło być a nie było" (to akurat Czyżykiewicz) bo to ślepa uliczka jest.
                                          Jest jak jest i trzeba czerpać radość i siłę z tego jak jest. Bo to życie tylko jedno mamy i po co je marnować na siedzenie w przeszłości? Trza przed się a nie za się patrzeć wink
                                          • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:44
                                            Wiesz jeśli Ci zależy na tej drugiej osobie jak na nikim innym na świecie to
                                            wcale nie jest takie proste i jasne...
                                            Można stwarzać pozory ze jest dobrze czy raczej inaczej...
                                            Ale serce nie sługa...
                                            • mola1971 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:52
                                              Jeśli zależy to na pewno tak.
                                              Pisałam do Saubera a jemu już na ex nie zależy.
                                              U Ciebie jest inna bajka. Możesz a nawet powinieneś wyczerpać wszystkie znane Ci i dostępne metody by to małżeństwo uratować. Dzięki temu nawet jeśli się nie uda sam do siebie nie będziesz miał żalu, że nie walczyłeś tylko się poddałeś.
                                              A świadomość tego, że zrobiło się wszystko co w człowieka mocy by to małżeństwo uratować jest bezcenna bo pozwala pójść dalej bez oglądania się na przeszłość.
                                              Z całego serca Ci życzę by Ci się udało.
                                              • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 16:58
                                                mola1971 napisała:

                                                > Z całego serca Ci życzę by Ci się udało.
                                                Dzięki, tak jak napisałaś zrobię wszystko co w mojej mocy a nawet i jeszcze
                                                więcej...
    • sauber1 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 22:29
      handra napisał:

      > opuszczonych przez zony, jak sobie radzicie panowie z samotnoscia z zadkimi
      > spotkaniami z dziecmi z brakiem informacji od ex o wyborze szkoly,lecznictwie i
      > tp.
      >
      >

      Akurat jestem tym z ojców, który mogłby zadać to samo pytanie kobietom, które
      maja podobnie, a tak mało tu tych informacji.
      To jest zapewne przykre jak dla jednej, tak dla drtugiej strony, ale kto się do
      tego przyzna - prawda?
    • greg014 Re: do samotnych ojcow 06.03.10, 22:31
      Narazie jestem o wszystkim informowany, ale jak złożę pozew i
      zacznie się ten cały "cyrk" to może się to wszystko zmienić .
      Najgorsze są te pytania: kiedy znowu będziemy razem mieszkać?
      Dzisiaj też . Tatusiu jutro niedziela , może byś zanocował , nie
      musisz jutro iść do pracy? Nie mam już siły żeby ciągle tłumaczyć ,
      że teraz tak musi być , że nie mogę......
      • michszyb Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 14:27
        Hmm

        Ja nie wiem o niczym, chyba że dzieci mi coś powiedzą. Nie wypytuje, bo to bez
        sensu, ale czaem się dowiem, ze np byli na basenie.

        Powiedzialem, zonie że też bym chciał na basen ich wziąć bo chłopcy bardzo sie
        cieszyli. No ale mi nie wolno.
    • only.dust Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 14:26
      Na początku było strasznie, zabójcza cisza w domu, pozostawione co poniektóre
      zabawki i rzeczy mojej żony. Nie mogłem się pozbierać, w dodatku znikąd pomocy -
      czarna rozpacz. Na ulicach ciągle widziałem szczęśliwe rodziny, moja żona ciągle
      gdzieś mi 'migała'. To był najgorszy okres w moim życiu, ciągle byłem zbywany
      innymi 'dziwnymi' powodami tej sytuacji - w końcu na argument 'bo już Cię nie
      kocham' odpuściłem i dałem się ponieść marazmowi. Wyrzucili mnie z pracy,
      leżałem dzień i noc w łózku bojąc się wyjść, tv i radio mnie drażniło... a już
      reklamy działały na mnie destrukcyjnie. W tym wszystkim nawet nie wiedziałem
      kiedy się rozwiodłem. Trwało to błyskawicznie, nie szarpałem się, na wszystko
      się zgodziłem, przełknąłem kłamstwa jakie były wypisane w pozwie.
      Minął rok i 'jakoś' jest. Jest na pewno lepiej ale to chyba kwestia
      przyzwyczajenia. Starałem się żyć, jak żyłem do tej pory - na początku były to
      mechaniczne czynności. Pranie, gotowanie - sprzątanie, wszystko w porach takich
      jak kiedyś. Pewnego dnia złapałem się na tym, że nie muszę się spieszyć z pracy
      do domu, że wszystko to co robię to i tak nie ma sensu. Z synem widujemy się
      regularnie - wtedy odżywam. W dni kiedy go nie ma, jestem zgorzkniałym
      człowiekiem któremu się nic nie chce. Żyję od widzenia do widzenia. Z tym nie
      mam problemów, nie mam ograniczonych praw - przeprowadziłem się blisko nich,
      odbieram dziecko co drugi dzień więc ze szkolnymi problemami jestem na bieżąco.
      Jednak to nie jest to, co człowiek rozumie pod pojęciem rodziny.
      • tylko.tata Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 14:46
        only.dust napisał:

        > Jednak to nie jest to, co człowiek rozumie pod pojęciem rodziny.

        Amen.
      • handra Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 17:42
        Zyje tak jak Ty only.dust a moze jeszcze gorzej bo nic mi sie nie chec
        Dni bez mojego syna sa puste i nie maja znaczenia. Minal juz ponad rok a w mojej
        glowie sie nic nie zmnienilo. Wlasciewie tylko oddycham bo zyciem nazwac tego
        nie mozna.
        • sbelatka panowie 07.03.10, 18:13
          handra napisał:

          > Zyje tak jak Ty only.dust a moze jeszcze gorzej bo nic mi sie nie chec
          > Dni bez mojego syna sa puste i nie maja znaczenia. Minal juz ponad rok
          a w moje
          > j
          > glowie sie nic nie zmnienilo. Wlasciewie tylko oddycham bo zyciem
          nazwac tego nie moge

          panowie! ale czy Waszym zdaniem to służy Waszym synom? córkom? , ze
          zyjecie jak zombi?
          że nie macie celów, marzeń, dążeń...
          że wegetujecie??

          że "przebudzacie" sie na chwilę ( w czasie "widzeń") by zapadać znowu w
          jakiś sen?

          czas panowie szukac pomocy - jesli sami sobie pomóc nie potraficie; bo i
          to możliwe i nie ma sie co tego wstydzic..

          ja mysle, ze obiążenie jakim jest Wasza miłośc dla wszych dzieci może
          byc starsznie cięzkim brzemieniem..
          mój tato tylko gdy jest ze mna to ma chęc do życia.. tylko JA jestem
          sensem jego życia..

          tego nawet dorosły nie potrafi zniosić zbyt długo

          i jesli myslicie, ze co innego myslicie/czujecie na co dzień - a co
          innego "pkazujecie" własnym dzieciom - to mylicie się niezmiernie...
          dzieci czują.. nawet jesli nie wiedzą..

          więc skoro je kochacie - i chcecie dla nich jak najlepiej - to panowie
          do psychoterpautów albo innych "pomagaczy" - bo sposobów jest wiele
          • tylko.tata Re: panowie 07.03.10, 18:21
            Proponuje "zamień" się sytuacją choćby w myślach, i spróbuj zastosować swoje
            twierdzenia...
            • sbelatka tato 07.03.10, 19:55
              tylko.tata napisał:

              > Proponuje "zamień" się sytuacją choćby w myślach, i spróbuj zastosować
              swoje
              > twierdzenia...

              Ty akurat jesteś w samym środku tej walki o... więc nie wiem czy jestes
              w stanie zając sie sobą...
              nie pamiętam siebie za dokładnie z "tamtego" okresu - choc nie bałam sie
              o kontakt z dziećmi więc sprawa tez była inna..lżejsza zapewne

              ale!
              i tak jestem przekonana, ze warto zadbac o siebie.. bez względu jak
              bardzo moje sugestię wydają sie Tobie bez sensu
              • tylko.tata Re: tato 07.03.10, 20:39
                sbelatka napisała:

                > nie pamiętam siebie za dokładnie z "tamtego" okresu - choc nie bałam sie
                > o kontakt z dziećmi więc sprawa tez była inna..lżejsza zapewne

                I tu tkwi szkopuł !!
                • sbelatka Re: tato 07.03.10, 20:53
                  ok, i tak każdy sam podejmuje decyzje - co zorbi a czego nie..

                  można usiąść i płakać..i mówić "ale u mnie sie nie da" ale "ja nie moge
                  teraz" ale "ty nie rozumiesz"..

                  zasada jeste prosta - jesli chcesz żeby cos sie zmieniło - musisz
                  zmienić SWOJE postępowanie - bo to co robisz - nie działa

                  mozna też oczywiście robic ciągle i ciagle to samo - i oczekiwac ,ze COS
                  sie zmieni...
                  • tylko.tata Re: tato 07.03.10, 20:57
                    I co walczyć metodami których nie akceptuje ? W imię czego ? Własnego ja ?
                    Przykro mi nie potrafię. Nie potrafię grać dzieckiem.
                    Nie mam ograniczonych praw, mógłbym zabrać go ale co to zmieni ? Tylko powiększy
                    konflikt... Nic nie zmieni...
                    • krezzzz100 Re: tato 07.03.10, 21:09
                      Tylko.tato.

                      Ja też nie potrafię. Wiemy, że to bez sensu. Salomonowa przypowieść o prawdziwej
                      matce, prawda?

                      Nic to nie da. Konflikt już ruszył. Mnie się ten konflikt udało zatrzymać.
                      Dalibóg, sama się sobie dziwię, że się to udało. Prawdopodobnie to, że umiem w
                      sytuacji kryzysu zachować zimną krew (płacę później...depresją), i że
                      ostatecznie potrafię zawalczyć. Słowem- trzymamy się w szachu.
                      Ale to niegodne ludzi. Ludzie powinni umieć dogadywać się inaczej.

                      Ciemno widzę Twoją sprawę. JAk się Twoja żona nie opamięta, to będzie musiała
                      swoje decyzje później potwierdzać. Choćby dlatego się nie cofnie....Im później,
                      tym trudniej będzie się wycofać.

                      wiesz co? Miałam duuże wątpliwości co do rozwodu. Ale właśnie ten aspekt
                      (względem dziecka) mnie upewnił o słuszności mojej decyzji. To takie dziwne-
                      znaleźć upewnienie PO.

                      Mnie to zbrzydza do teraz. No, ale może Twoja żona się jednak opamięta. Ja, w
                      każdym razie, gdyby się opamiętała, zadałabym jej na Twoim miejscu kilka
                      trudnych pytań. Taka świnia jestem.

                      Bo widzisz, to że ją zdradziłeś- jest nie ok. Ale to, co ona teraz robi względem
                      dziecka moim zdaniem przerasta tamto, rozumiesz? Bo związek jednak nie jest
                      konieczny, a rodzicielstwo tak.

                      Wydaje mi się, ze to są właśnie te sytuacje, kiedy się o człowieku dowiadujemy,
                      kim jest naprawdę.
                      • tylko.tata Re: tato 07.03.10, 21:27
                        krezzzz100 napisała:

                        > Tylko.tato.
                        >
                        > Ja też nie potrafię. Wiemy, że to bez sensu. Salomonowa przypowieść o prawdziwe
                        > j
                        > matce, prawda?

                        Dokałanie


                        > Ciemno widzę Twoją sprawę. JAk się Twoja żona nie opamięta, to będzie musiała
                        > swoje decyzje później potwierdzać. Choćby dlatego się nie cofnie....Im później,
                        > tym trudniej będzie się wycofać.
                        >
                        Ja widzę światełko wiem że na jakiś sposób nadal mnie Kocha.
                        Sytuacja jest właśnie taka jak mówisz... Bo co powie mama, co powie reszta
                        świata i tu tkwi problem

                        > Mnie to zbrzydza do teraz. No, ale może Twoja żona się jednak opamięta. Ja, w
                        > każdym razie, gdyby się opamiętała, zadałabym jej na Twoim miejscu kilka
                        > trudnych pytań. Taka świnia jestem.

                        Ja nie ja bym powiedział tylko: "Przytul i powiedz, że wszystko będzie dobrze. I
                        powiedz Ty głupia barania łąko smile " Zawsze tak mówiła jak coś głupiego zrobiłem.
                        > Bo widzisz, to że ją zdradziłeś- jest nie ok. Ale to, co ona teraz robi względe
                        > m
                        > dziecka moim zdaniem przerasta tamto, rozumiesz? Bo związek jednak nie jest
                        > konieczny, a rodzicielstwo tak.
                        >
                        > Wydaje mi się, ze to są właśnie te sytuacje, kiedy się o człowieku dowiadujemy,
                        > kim jest naprawdę.

                        Wiem, że nie jest OK i nie tylko ja To wiem, szkoda że moja żona tego nie wie
                        • niutka Re: tato 07.03.10, 22:49
                          Hmmm, wiec wyszlo "szydlo z worka". Zdradziles zone... Wcale sie jej nie dziwie,
                          ze nie chce kontaktu z toba. To ze nie pozwala sie tobie widywac z synem to jej
                          urazona duma (i niestety w tej chwili nie jest w stanie myslec racjonalnie,
                          myslec o dziecku). Ale to minie... po pewnym czasie... Ale niekoniecznie ten
                          czas dziala na twoja korzysc, jako meza. Ja, niestety, odradzalabym jej powrot -
                          ze swojego doswiadczenia.
                          • tylko.tata Re: tato 07.03.10, 22:57
                            niutka napisała:

                            > Hmmm, wiec wyszlo "szydlo z worka". Zdradziles zone...
                            Ja się przyznałem do wszystkiego więc nie rozumiem, jakie miejsce ma zająć
                            sformowanie : "szydlo z worka"
                            >Wcale sie jej nie dziwie
                            > ,
                            > ze nie chce kontaktu z toba.

                            Kontakt był i to całkiem dobry do czasu gdy odpowiedziałem na pozew i nie dałem
                            z siebie zrobić alkoholika i narkomana.

                            > To ze nie pozwala sie tobie widywac z synem to jej
                            > urazona duma (i niestety w tej chwili nie jest w stanie myslec racjonalnie,
                            > myslec o dziecku). Ale to minie... po pewnym czasie... Ale niekoniecznie ten
                            > czas dziala na twoja korzysc, jako meza.
                            Raczej na dziecko, ponieważ ja tu jestem najmniej ważny.
                            Tu nawet nie chodzi o dumę, wiem że udałoby nam się i moja żona też to wie. Tu
                            chodzi o to co powie reszta świata.

                            • niutka Re: tato 07.03.10, 23:14
                              Hmmm, chyba wczesniej nie pisales tego (albo cos przeoczylam), ze zona chce
                              zrobic z Ciebie alkoholika i/lub narkomana. Moze po prostu nie moze wybaczyc
                              tobie, ze ja zdradziles i jakbyskolwiek sie kajal, to TO nie pomoze. Niestety
                              moj, juz teraz, ex maz, ledwo raczyl powiedziec "sorki", jak chcial wrocic... A
                              ja, glupia, pozwolilam mu. Na dobre mi to nie wyszlo... Dlatego zawsze bede
                              namawiala kobiety, by "nie wstepowaly ponownie do tej samej rzeki".
                              • tylko.tata Re: tato 08.03.10, 06:05
                                niutka napisała:

                                > Hmmm, chyba wczesniej nie pisales tego (albo cos przeoczylam)

                                Pisałem pisałem...
                                > moj, juz teraz, ex maz, ledwo raczyl powiedziec "sorki", jak chcial wrocic... A
                                > ja, glupia, pozwolilam mu. Na dobre mi to nie wyszlo... Dlatego zawsze bede
                                > namawiala kobiety, by "nie wstepowaly ponownie do tej samej rzeki".

                                Wiesz to że Twój tak postąpił nie znaczy ze wszyscy są tacy sami.
                                To samo tyczy się namawiania, patrzysz przez pryzmat własnego ex i swojej
                                sytuacji, wiec nie można tak szufladkować wszystkiego.
                            • krezzzz100 Re: tato 08.03.10, 08:53
                              "Tu chodzi o to co powie reszta świata."

                              Ten poziom wrażliwości na innych nieodmiennie mnie wzrusza smile)))))))

                              Wyznam też, że jest jednym z kluczy doboru osób bliskich (o, ja podła) ))))

                              Tato. Wieczorem odbierz @
                      • michszyb Re: tato 08.03.10, 11:52
                        I jest jeszcze jedno.

                        Zastanów się nad tym:

                        Czy ty przypadkiem nie uruchomiłes (swoją zdradą) pewnego mechanizmu który
                        pozwolił twojej żonie robić to co teraz robi?
                        Czy w związku z tym można założyć że ona tak na prawdę tego chciała.

                        No bo zazwyczaj zdradzona kobieta stara sie ratować rodzine? Czy ja sie mylę?
                        • morekac Re: tato 08.03.10, 13:57
                          > Czy ty przypadkiem nie uruchomiłes (swoją zdradą) pewnego
                          mechanizmu który
                          > pozwolił twojej żonie robić to co teraz robi?
                          > Czy w związku z tym można założyć że ona tak na prawdę tego
                          chciała.
                          >
                          > No bo zazwyczaj zdradzona kobieta stara sie ratować rodzine? Czy
                          ja sie mylę?

                          Przy takim podejściu zawsze winna jest kobieta. Jak jest zdradzona -
                          jest winna, bo miała feler jakiś i pan musiał się pocieszyć, jak nie
                          ratuje i ma dosyć pana - też winna, bo nie ratowała...
                          Dziwię się, że nie zasugerowałeś tylko.tacie rozwodu z winy żony wink
                          • michszyb Re: tato 08.03.10, 14:14
                            Nie mam na myśli że to wina żony.

                            Uważam jednak że zasadne jest rozważenie czy Pani w jakiś sposób sytuacja nie
                            jest na rękę. Bo jeśli tak jest to sytuacja będzie się rozwijać diametralnie
                            inaczej niż gdyby chodziło tylko o urażone ego.
                            • krezzzz100 Re: tato 08.03.10, 14:32
                              Michu, przestań, proszę.

                              Masz trochę racji, a trochę nie masz. To nie miejsce na TĘ sprawę.

                              Zostaw.
                              • michszyb Re: tato 08.03.10, 14:46
                                Nie wiem czy mam rację. Się tylko głośno zastanawiam.
                                • krezzzz100 Re: tato 08.03.10, 17:00
                                  To w tej sprawie zastanawiaj się ciszej smile smile
                    • sbelatka Re: tato 07.03.10, 21:18
                      tato, nie, ja absolutnie nie namawiam Cię do wyrywania dziecka; mówiąc
                      szczerze zupełnie nie przyszlo mi do głowy, ze własnie tak możesz
                      odebrać to co napisałam ( to tylko dowód na to jak ludzie - wbrew
                      pozorom -róznie myslą)

                      myśle o tym co pisali handra i only. ; Ty może mniej..
                      że zyjecie po nic, że nie potraficie sie z tego podnieśc..

                      i ja uważam, ze to co nalezy zrobić to wziąc się samemu za kołnierz i
                      ZMUSIC do tego żeby wstać i zacząć coś robic...

                      to może nie być bezpośrednio ukierunkowane na odzyskanie dziecka tu i
                      teraz (i/lub zony)

                      ale wiesz, ja tak sobie mysle...
                      czas możesz wykorzystać... im Ty staniesz sie bardziej uporządkowany
                      wewnetrznie, silny - tym będziesz bardziej atracyjny dla zony - i tym
                      istotniejszym będziesz "przeciwnikiem"

                      nie trzeba wrzeszczeć i machać szabelką żeby zaznaczać swoją MOC.. pod
                      warunkiem wszakże, ze sie ją ma

                      nikt Ci nie zbuduje Twojej mocy.. musisz sam...
                      i musisz od czegoś zacząc..

                      Twoja sprawa jest świeża - więc jestes w stanie pewnie totalnego
                      rozchwiania i myśle, ze bardzo by Ci sie przydal ktoś kto cie stabilnie
                      może wspierac... Ktos kto sam jest silny i stabilny...

                      ja pamiętam już tylko pamięcią (bo czucie szczęśliwie już mam za sobą)
                      jak straszliwie trudno było mi życ "w rozkroku". Kiedy NIE WIEDZIAŁAM -
                      ex odejdzie czy zostanie...

                      ale na szczęscie dośc szybko skądś wiedziałam, że musze zawalczyć o
                      siebie.
                      i próbując długo dośc walczyć o moje małżeństwo -
                      jednocześnie "budowałam" siebie...

                      ja juz wiem, ze nie ma innej drogi - niz droga własnego rozwoju
                      dokądkolwiek ta droga ma mnie doprowadzić

                      ale tak
                      wpadałam w otchłanie rozpaczy, wypełnione strachami po brzegi
                      ale tak
                      wpadałam w stany bezruchu i martwoty..

                      i może masz rację - że patrząc z mojej perspektywy - nie moge za
                      dokładnie zobaczyc Ciebie
                      • tylko.tata Re: tato 07.03.10, 21:42
                        sbelatka napisała:

                        > ale wiesz, ja tak sobie mysle...
                        > czas możesz wykorzystać... im Ty staniesz sie bardziej uporządkowany
                        > wewnetrznie, silny - tym będziesz bardziej atracyjny dla zony - i tym
                        > istotniejszym będziesz "przeciwnikiem"

                        Czyli znów wracamy na pole bitwy...

                        > nie trzeba wrzeszczeć i machać szabelką żeby zaznaczać swoją MOC.. pod
                        > warunkiem wszakże, ze sie ją ma

                        Ma się ale niestety MOC nic tu nie da, tylko zaogni konflikt ze względu na to,
                        że każda próba czegokolwiek i tak będzie odebrana jako atak.

                        > nikt Ci nie zbuduje Twojej mocy.. musisz sam...
                        > i musisz od czegoś zacząc..
                        >
                        > Twoja sprawa jest świeża - więc jestes w stanie pewnie totalnego
                        > rozchwiania i myśle, ze bardzo by Ci sie przydal ktoś kto cie stabilnie
                        > może wspierac... Ktos kto sam jest silny i stabilny...

                        Tzn ?


                        > i może masz rację - że patrząc z mojej perspektywy - nie moge za
                        > dokładnie zobaczyc Ciebie

                        Wystarczy postawić się w mojej sytuacji, historie znasz jak wiele osób na tym
                        forum. Relacje, wszystko co jest.
                        Wystarczy "rzucić wodze fantazji" choć może to nie jest trafne okreslenie....
                        • krezzzz100 Re: tato 07.03.10, 22:04
                          Sbelatko,
                          tutaj kształtowanie mocy niewiele da, bo tutaj idzie o stosunek do rzeczy samej.
                          Tato ma nabierać sił, kształtować charakter- jasne, ok ok, czemu nie. Ale rzecz
                          leży gdzie indziej. W stosunku jego żony do spraw zasadniczych.

                          Żadne jego zachowania tego nie zmienią. Cokolwiek zrobi- będzie źle. I, moim
                          zdaniem, Tato nie przestanie o to pytać, jak to możliwe, by aż tak być nieczułym.

                          Tato, z tym się nie da pogodzić. To dlatego pytam o to, o co pytam. Żadne tam:
                          bo świat taki jest, bo ludzie coś tam coś tam, na to nie odpowiada.

                          Wiesz co w tym jest straszne? Ona wie, że Ci zależy śmiertelnie. Że to
                          imperatyw nie do odparcia. I dlatego tym gra. Rozumiesz? gdyby Ci nie zależało,
                          grałaby czymś przeciwnym. Przesrane... Że ludzie potrafią się tym kierować.
                          Niewiarygodne, prawda?
                          Tato, można o to pytać, pytać, i nie ma litości.

                          Tylko.mamo, jeśli czytasz- wiem, co robisz. Wiedz, że Twój mąż też już to wie.
                          ie dlatego, że żmija Krezzz go uświadomiła, ale że sam na to wcześniej wpadł (bo
                          wpadł). Teraz to Ty masz przesrane, cokolwiek z Wami będzie. Nie zazdroszczę Ci.

                          Rzecz jasna, Tato, dbaj o siebie. łykaj te prochy, i chodź pod przedszkole. I
                          przestań ją błagać, mimo że kochasz. Ona to wie. A Ty kiedyś przejrzysz na oczy.

                          • sbelatka Re: tato 07.03.10, 22:19
                            a jednak
                            a jednak
                            a jednak

                            wplyw mamy tylko na siebie
                            i od siebie trzeba zacząć... zmieniac świat

                            zmiana zachowania jednego elelmentu systemu MUSZA spowodowac zmianę
                            innych elementów;prawo takie jest

                            w pzrypadku relacji międzyludzkich działa.. oj działa...
                            czasem jednak brakuje nam sil, czasu, MOCY - by SIE zmienic i tym
                            samym.. i te de...

                            i po to MOC

                            obrażanie sie na ludzi za to jacy są - bez sensu...
                            tacy sa - i już

                            na pytania o to dlaczego tacy są - udzielono setek odpowiedzi patrz;
                            pedagogika, psychologia, socjologia, filozofia

                            masz juz wszytskie odpowiedzi
                            • krezzzz100 Re: tato 07.03.10, 22:25
                              Jasne. Mam odpowiedzi. Tyle, że nie na moje pytanie.

                              Moje pytanie brzmi: Jak to w OGÓLE jest możliwe, że ludzie pozwalają sobie na
                              taką nieczułość? ( że pobieżnie czytają, itd)

                              To pytanie z innego poziomu.

                              Dobra, mniejsza z tym już.
                              • niutka Re: tato 07.03.10, 23:18
                                Zadaj to pytanie mojemu bylemu mezowi...
                          • niutka Re: tato 07.03.10, 23:02
                            Wydaje mi sie, ze moze liczyc tylko na CZAS... Jego zona zrozumie, ze rani syna
                            zabraniajac mu kontaktu z ojcem (nie pisze tego z wlasnego doswiadczenia) ale
                            ona jest zraniona i obraca wszystko przeciwko niemu.
                        • sbelatka Re: tato 07.03.10, 22:05
                          wiesz, mozna uznać, ze negocjacje sa walką..
                          a może jednak nie

                          stajesz na przeciw kogoś - każdy czegos chce; jesli jesteście
                          równowaznymi partnerami - to możecie z nich wyjśc zadowoleni

                          jesli natomiast ktoś siada do negocjacji jako wielki przegrany - to
                          odchodzi jako wielki przegrany

                          to co piszesz to naprawde zbyt mało żeby dokładnie wiedzieć - jak tam
                          jest między Toba i żoną
                          wszelkie wyobrażanie sobie jest z definicji obciążone własnym
                          postzreganiem rzeczywistości, poglądami i przekonaniami; ze szczególnym
                          uwzględnieniem doświadczeń

                          więc pisząc o tym, ze potzrebny Ci ktoś kto by Cie wspieral - myślalam o
                          kimś kto nie jest skrzywdzony, porzucony ani nie porzucil, kto nie
                          będzie cię szczul na zone ani zachęcal do tego żebys polożyl sie na
                          plecach i dał sobie przegryźć tchawice
                          i pozwoli Ci spojzrec/spoglądac na Twoja nową rzeczywistość jak
                          najspokojniej
                          żebyś mógł podejmowac racjonalne dzialania

                          ktore nie będą eskalowac konfliktu
                          ale ktore tez nie postawią cie w roli niegzrecnego petenta, z ktorym nie
                          ma sie co w ogole liczyć

                          a jak rodzice i teściowie? nie sa gotowi/ w stanie Ci pomoc w sparwie
                          widywania dziecka?
                          • tylko.tata Re: tato 07.03.10, 22:46
                            sbelatka napisała:
                            > a jak rodzice i teściowie? nie sa gotowi/ w stanie Ci pomoc w sparwie
                            > widywania dziecka?

                            Wręcz przeciwnie, żona mieszka u swojej mamy. I to ona generalnie nie pozwala a
                            moja żona, zamiast dbać o kontakty to podporządkowuje się zdaniu mamy... i to
                            była też gehenna naszego związku moja żona nigdy nie odcięła pępowiny...
                            • krezzzz100 Re: tato 07.03.10, 22:50
                              Poradzę Ci coś na dobranoc, Tato. Spróbuj, z pomocą fachowca, zbudować portret
                              psychologiczny Twojej żony od strony możliwych jej ataków na Ciebie (głównie
                              kwestia dzieci, ale nie tylko- także wzbudzania w Tobie poczucia winy). I
                              opracujcie strategię obrony przed tym.
                              To naprawdę możliwe.
                    • michszyb Re: tato 08.03.10, 11:47
                      Owszem zmieni.

                      Po pierwsze to będzie pierwszy krok, a po drugie twój syn będzie wiedział że
                      ojcu zależy.

                      Co za 10 lat pokażesz mu że się starałeś bo na forum pisałeś?
                • krezzzz100 Re: tato 07.03.10, 20:57
                  Zawsze w tym tkwi szkopuł. Dopiero jak tego kogoś dotyka skala odpowiednia
                  (adekwatna) to się budzi. Do adekwatnego widzenia sprawy.
          • handra Re: panowie 07.03.10, 18:29
            Masz racje seblatka, to jest wegetacja. Moje marzenia runely i nie mam wplywu na
            moje samopoczucie chcialbym wiele ale nie mam sily.

            Nie mam tez zadnych zludzen, ze cos sie zmieni w moim zyciu, tak wiele chcialbym
            ale brakuje sil. To jest chyba ciezka depresja a zyje gorzej jak pener.
            • mola1971 Re: panowie 07.03.10, 18:35
              Handro, skoro to jest depresja to biegiem do lekarza marsz. Bez leczenia z
              czasem może być tylko gorzej a nie lepiej.
            • sbelatka handra 07.03.10, 19:49
              handra napisał:

              > To jest chyba ciezka depresja

              a wiesz co tu co chwilę piszemy babkom w takim stanie? choc czasem z
              innych powodów?

              idź do lekarza, weź prochy, stawiaj sie na nogi - bo jestes potrzebna
              dzieciom

              i Ty weź to do siebie; faceci tez chodza do lekarzy
              z_mazur nie raz i nie dwa pisal o tym, ze chodził i ile mu to dało

              kiedyś, gdy byłam naiwna, byłam PREWNA, ze mnie depresja nie weźmie;
              jaaaa, taka do życia.. do przodu... nigdy!

              a potem, kiedy sie byłam i dowiedziałam, ze depresja to brak czegoś tam
              w mózgu czy gdzieś ( ale w człowieku ) i że to cHEMIA, ktorej sami nie
              potrfaimy wytworzyc w odpowiedniej ilości - zmiekła mi rura ( że tak to
              ujmę)

              i już teraz nie głosze haseł jak wyżej; bo wiem, ze może tak się stać
              i tak jak dzisiaj nawala mi biedro, ktore całe lata mi świetynie służyło
              i byłam pewna, ze az po grób - tak ktoregos dnia może mi sie "skończyć"
              w mózgu czy gdzie tam - ta chemia co to mnie chroni mojego człowieka
              przed depresją

              więc Handra, pomysl jednak o wspomaganiu prochami i najlepiej jakis
              specjalistą..
              bo z depresją nie ma żartów - jak czytam tu od czasu do czasu..
            • nangaparbat3 Re: panowie 07.03.10, 19:50
              handra napisał:


              > Nie mam tez zadnych zludzen, ze cos sie zmieni w moim zyciu, tak wiele
              chcialbym ale brakuje sil. To jest chyba ciezka depresja a zyje gorzej jak pener.
              Nie wiem, co to znaczy "pener", ale czytajac trzy ostatnie posty pomyślalam
              wlasnie, że to depresja. Sbelatka ma rację - warto poszukac pomocy, depresja to
              naprawdę choroba, naprawdę niebezpieczna i naprawdę sie ją leczy.
              Wasze dzieci, nawet widywane tylko raz na jakis czas, zawsze będą Waszymi
              dziecmi. Ojciec to ojciec, tego nic nie zmieni. Ale w kazdej relacji
              rodzic/dziecko są lepsze i gorsze momenty, okresy zblizeń i oddaleń, harmonii i
              konfliktu. Najwazniejsze, by tymi trudnymi okresami nie zniechęcic się - i nie
              wyobrazac sobie, ze gdybyście mieszkali razem, nie pojawiłyby sie.
              Mnie strasznie wzruszyły słowa Dusta, ze przeprowadził sie blizej dziecka. To
              robi wrażenie.
              W relacji z bliskimi osobami trzeba często czasu, nicnierobienia, pomilczenia.
              To okropnie nie pasuje do naszej kultury - ja ostatnio często powtarzam: trzeba
              byc Chińczykiem. Pozwolic sprawom toczyc się, obserwowac nie ingerując, i byc.
              Tak zeby dziecko mialo absolutną pewnosc, że tato jest i będzie, zeby nie wiem
              co się działo.
              • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 20:05
                A jak ja napisałam, że mój eks i ja mieszkamy blisko siebie, to spotkały mnie
                joby. Że forsuję swój chory pomysł. Tak było, kurna. To forum chyba wszystko
                łyknie.
                • mola1971 Re: panowie 07.03.10, 20:10
                  Krezzzz, to może zwracaj też uwagę na to od KOGO te joby były.
                  Są nicki, które niemal zawsze tylko joby sieją.
                  Na szczęście są też takie, które jeśli nie mają nic konstruktywnego do napisania
                  do nie piszą wcale a odzywają się tylko wtedy gdy są w stanie pomóc. Lub
                  przynajmniej nie zaszkodzić.
                  • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 20:14
                    Wystarczy, że milczeli. Dlaczego milczeli? Dlaczego to tolerują?
                    • sbelatka Re: panowie 07.03.10, 20:20
                      a jak myslisz?
                      dlaczego?
                      • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 20:53
                        Napisałam, że sądzę iż to mechanizm przeniesienia. Straszny w skutkach. Tak się
                        dzieje świat. Groza.

                        A Mola pije kawę. Może ma i swoją rację. Ciekawe tylko, czy będzie taka
                        spokojna, jak będą ją krzywdzić, a obok ktoś będzie pił kawę równie spokojnie.
                        Podejrzewm, że zapyta: DLACZEGO SPOKOJNIE PIŁEŚ KAWĘ.

                        Ale ja nadwrażliwa jestem))))
                        • sbelatka Re: panowie 07.03.10, 21:25
                          krezzzz100 napisała:

                          > Napisałam, że sądzę iż to mechanizm przeniesienia.


                          a ja raczej sądzę, ze warto pzreczytac to co napisala nanga - w
                          odpowiedzi na pytanie "dlaczego" nic nie robią

                          jeśli na tamtej liście nie ma czegos do czego da sie
                          zastosować "przeniesienie' - to można dopisać; sądzę jednak, ze jest -
                          choć ujęte w inne słowa

                          ale zmierzam do tego, ze NIE MA jednego jedynego powodu ludzkich działań
                          i zachowań

                          i to jest podstawowa wiedza o ludziach, ktorą warto sobie przyswoić
                          - ludzie sa różni

                          ważne żeby naprawde rozumieć co sie ktyje za tymi slowami
                          a kryje sie wiele.. naprawde...

                          i między innymi różne przyczyny takich samych zachowań
                    • nangaparbat3 Re: panowie 07.03.10, 20:22
                      krezzzz100 napisała:

                      > Wystarczy, że milczeli. Dlaczego milczeli? Dlaczego to tolerują?

                      Bo nie czytaja wszystkiego?
                      Bo nie zwrocili uwagi, choc przeczytali?
                      Bo nie maja jasnego pogladu?
                      Bo sie zgadzają, choc nie uzyliby az takich sformułowań?
                      Bo nie czuja się zobowiązani pomagac komukolwiek?
                      Bo nie są w stanie pomagac wszystkim atakowanym?
                      Bo dbaja o własny spokój i bezpieczeństwo?
                      Bo stchorzyli?
                      Bo czuja przyjemnosc widząc, jak ktos komus dowala?
                      • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 20:50
                        I co z tego wynika?

                        Mamy się na to godzić?
                        • nangaparbat3 Re: panowie 07.03.10, 21:25
                          krezzzz100 napisała:

                          > Mamy się na to godzić?

                          Świat istnieje, czy sie na to godzimy czy nie.
                          I jest jaki jest, niezaleznie od naszej zgody.
                          Czasem, jesli sie postaramy, możemy zmieic coś - zazwyczaj niewielkiego.
                          Najcześciej, nawet jak się staramy, nie udaje nam sie zmienic niczego.
                          A czasem, powodowani najlepszymi checiami, czynimy zło.
                          Czasem lepiej sie powstrzymac od dzialania.
                          Ostatnio bardzo sobie cenie powstrzymywanie sie od dzialania - (prosze nie mylic
                          z nieróbstwem czy brakiem aktywnosci, zupełnie na odwrót).

                          Mnie parę razy obrzucono na forum obelgami - ale przyznam się, że dopóki nie
                          robi tego ktoś, kogo znam z realu, nie rusza mnie (dwoje obrzucajacych znało
                          mnie z realu).
                          Jak sie trochę dłużej pisze w internecie, trzeba byc na to przygotowaną.
                          Chociaż -
                          Kiedys na emamie pojawił sie watek o bardzo starej matce malej dziewczynki. Na
                          tę pania ematkipolki wylaly cysterny pomyj. Ale ktos podesłał linka do
                          anglojezycznego forum, na którym dyskutowano na ten sam temat. Poczytalam - i
                          mialam moment autentycznego zalamania. Tamtejsi internauci mieli podobne do
                          polskich watpliwosci i zastrzeżenia - na poziomie faktów. Na poziomie formy - to
                          było zupełnie co innego. Spokojne, taktowne, powściagliwe wypowiedzi, często
                          zyczliwe (nawet jesli krytyczne - sztuka, co?)
                    • mola1971 Re: panowie 07.03.10, 20:33
                      Krezzzz, a jak długo Ty jeszcze zamierzasz zastanawiać się nad tym i analizować to co tu kiedyś było i co kiedyś tam ktoś do Ciebie napisał?
                      Ja nie wiem dlaczego kiedyś ktoś źle do Ciebie napisał. Nie wiem też dlaczego inni milczeli. Ja milczę gdy albo nie mam nic ciekawego do powiedzenia albo gdy mi się zwyczajnie gadać nie chce. Bo i takie dni mam.
                      Ale tego dlaczego inni milczą nie wiem.
                      • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 20:47
                        Czy Ty Mola nie widzisz, że to nie przeszłość? Że to się dzieje TERAZ?
                        • mola1971 Re: panowie 07.03.10, 20:54
                          Krezzzz, nie czytam wszystkich postów.
                          Możesz mi to zalinkować?
                • nangaparbat3 Re: panowie 07.03.10, 20:19
                  krezzzz100 napisała:

                  > A jak ja napisałam, że mój eks i ja mieszkamy blisko siebie, to spotkały mnie
                  > joby. Że forsuję swój chory pomysł. Tak było, kurna. To forum chyba wszystko
                  > łyknie.

                  Ale ja pisalam ze to chory pomysł? Nie przypominam sobie, ale jeśli tak, to od
                  tamtego czasu zmienilam poglady.
                  • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 20:45
                    Nie, nie Ty.
                    Chodzi mi o to, że cokolwiek "porzucający" zrobi, i tak będzie "źle". Taki to
                    paradygmat tego forum. I obawiam się, że nie tylko forum.
                    • nangaparbat3 Re: panowie 07.03.10, 21:27
                      No tak. Jest w tym co piszesz sporo racji.
                • airam.as Re: panowie 07.03.10, 21:20
                  Krez!
                  Po pierwsze, witaj!


                  Zajrzałam i widzę , że niezłą burzę tu rozpętałaś ( jak dla mnie, pozytywną).

                  Co do kwestii zachowań ludzkich. W szczególności - milczenia w takich sytuacjach.
                  Ludzie sobie kalkulują (od wieków tak robią), co im sie bardziej opłaca. Być może, z boku patrząc, to jest bez sensu, kiedy sie widzi takie zachowanie, ale dla niektorych obraz wirtualny na forum, który tworzą, jest ważniejszy od (wbrew temu co twierdzą) własnych zasad (jeśli je w ogóle mają). Rozumiesz, ważne tu jest - z jakiego kierunku pochodzi ta motywacja. TO SAMO - masz w realu przecież!

                  W danym przypadku ( a pamiętam doskonale przykład , który podajesz) - zadziałała czysto ludzka niechęć. Na zasadzie - jedni sie lubią, inni - nie. Z zerowym obiektywizmem przy tym. Przewagę tu bierze uprzedzenie, zakodowanie na "nie" itp. I nie przełamiesz tego, zrozum! w takich sytuacjach, dla własnego zdrowia psychicznego, za przeproszeniem, - olewasz takiego adwersarza i tyle. Bo cóż więcej możesz zrobić? Nic!

                  pozdrawiam!
                  • nangaparbat3 Re: panowie 07.03.10, 21:28
                    To ja Ciebie przywitam smile z radością smile
                    • airam.as Re: panowie 07.03.10, 21:39
                      nangaparbat3 napisała:

                      > To ja Ciebie przywitam smile z radością smile

                      I nawzajem smile)
                  • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 21:37
                    Hej, Hej!!

                    Wszystko rozumim- że ludzie są jacy są, itd. Ale mnie się chce więcej. Także-
                    rozumieć. Mnie interesuje dokładnie to: czy potrafią się do siebie odnieść na
                    poziomie przekroczenia siebie, a jeśli nie, to dlaczego. Ty i ja wiemy, że
                    niektórzy potrafią smile

                    Mam szajbę smile

                    Uściski!
                    • airam.as Re: panowie 07.03.10, 21:46
                      krezzzz100 napisała:

                      > Hej, Hej!!
                      Mnie interesuje dokładnie to: czy potrafią się do siebie odnieść na
                      > poziomie przekroczenia siebie, a jeśli nie, to dlaczego.

                      Nie dlatego ze tacy sa jacy są, tylko od MOTYWACJI to zależy, że zachowują się w
                      danym przypadku tak, a nie inaczej. Czujesz różnicę?

                      >
                      > Mam szajbę smile
                      >
                      > Uściski!

                      Też miałam szajbę dokładnie na tym punkcie, jeszcze całkiem niedawno.
                      Ale zrozumiałam.
                      I przekroczyłam. Siebie. Innym nie każę. Przynajmniej nie każe tym, którzy są mi
                      kompletnie obojętni.

                      ps. Stare powiedzenie jest a dobre - "Garbatego mogiła wyprostuje".

                      Uśmiechnij się!
                      smile


                      • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 22:12
                        Racja, motywacje. Czemu mają takie, jakie mają?

                        Ja im też nie każę. Mnie interesuje to, czym się powodują.

                        Staram się patrzeć na to całościowo- jak na uniwersum.
                        Nie jestem pocieszona tym, co widzę, ale się uśmiecham smile
                        smile

                        • airam.as Re: panowie 07.03.10, 22:34
                          krezzzz100 napisała:

                          > Racja, motywacje. Czemu mają takie, jakie mają?
                          >
                          > Ja im też nie każę. Mnie interesuje to, czym się powodują.
                          >
                          > Staram się patrzeć na to całościowo- jak na uniwersum.


                          Ok, szybko co mi do głowy przychodzi teraz, a jutro czytnę co tu napisałaś w
                          tych długasnych wątkach i może coś więcej powiem wtedy.

                          Motywacja.
                          Od lat chodzi mi po głowie pewna rozmowa z siostrą. A była to taka rozmowa
                          zupełnie ad hoc, i padło pytanie. Co byś zrobiła podczas lotu samolotem jesli
                          okazałoby się, że grozi nam katastrofa.
                          I ona mówi, że zrobiłaby dosłownie wszystko co w jej mocy, aby sie uratować. A
                          ja powiedziałam - ze prędzej umarłabym ze strachu w obliczu takiego zagrożenia i
                          raczej nie zrobiłabym nic.

                          ...i nie pytaj mnie dlaczego ona miała motywację ( i jaką), a ja - nie. Nie wiem!
                          dobranoc

                          • krezzzz100 Re: panowie 07.03.10, 22:46
                            Cieszę się, że jesteś smile

                            Nie pytam smile
                            To są w sumie dyskusje scholastyczne. Czasem się z tej scholastyki znajduje
                            wyjście. Ale rzadko. Co robić. Serio mówię. Czasem się pytania mnożą jak króliki.

                            Kurna, tam mię wczoraj wzięło...

                            Dobranoc smile
              • handra Re: panowie 07.03.10, 20:21
                Od lat lecze deprsje z malym skutkiem, zycie mi sie tak skaplikowalo, ze nie
                wiem co dalej. Robie rzeczy zle, sam sobie szkodze ale nie chce mi sie zyc. To
                czego chcialem syna nauczyc co mu pokazac stalo sie tylko marzeniem mamy za malo
                czasu. Wiec po co zyc i inwestowac w siebie dla kogo. Powiecie dla syna niby tak
                czasami jednak mysle, ze taki ojciec psychicznie zniszczony nic mu nie da,
                • lampka_witoszowska Re: panowie 07.03.10, 23:29
                  każdy ojciec, który chce dac coś dobrego, coś dobrego da

                  wiesz, jakos mi na myśl mój biologiczny ojciec przychodzi i tak
                  sobie myślę, że gdyby mu się chciało tak jak Tobie spotykać...
                  to już by było dużo, bardzo dużo

                  uczyć można nawet spotykając się z dzieckiem...
                  nie wiem, o czym dokładnie piszesz w temacie uczenia dziecka, ale -
                  moze to jednak nie jest takie niemożliwe

                  i skoro od lat leczysz depresję z małym skutkiem - czy nowy
                  terapeuta mógłby więcej?
            • kobieta306 Re: panowie 07.03.10, 20:21
              Handro - dziewczyny dobrze Ci radzą. Tak nie wolno postępować, bo pętla się
              zaciska. Wyjdź ze swojego świata i pozwól sobie pomóc. Pomyśl np że w pewnym
              momencie życia możesz być swojemu dziecku bardzo potrzebny, zatem musisz być
              zdrowy, silny, a żyjąc tak wyniszczasz swój organizm. Pewnie nie jesz
              odpowiednio, nie dbasz o ogólny stan zdrowia. Wiem, że to trudno zrobić ale
              dbając o siebie robisz to w pewnym sensie dla dzieci. W każdym większym mieście
              są komitety obrony praw dziecka. Tam zawsze dyżuruje psycholog. U nas
              zorganizowano warsztaty dla rodziców, gdzie osoby w takiej sytuacji jak my mogą
              porozmawiać. Uczestniczyłam w tym i bardzo sobie chwalę. Znajdź oddział
              najbliżej swego miejsca zamieszkania i idź. Nawet jak nie wypali to przecież nic
              się nie stanie, a spróbować warto. Mi takie spotkania bardzo pomogły.
          • tylkotroche Re: panowie 08.03.10, 10:55
            ja mysle, ze obiążenie jakim jest Wasza miłośc dla wszych dzieci
            może byc starsznie cięzkim brzemieniem..
            mój tato tylko gdy jest ze mna to ma chęc do życia.. tylko JA jestem
            sensem jego życia..
            tego nawet dorosły nie potrafi zniosić zbyt długo

            i jesli myslicie, ze co innego myslicie/czujecie na co dzień - a co
            innego "pokazujecie" własnym dzieciom - to mylicie się niezmiernie...
            dzieci czują.. nawet jesli nie wiedzą..

            więc skoro je kochacie - i chcecie dla nich jak najlepiej - to
            panowie do psychoterpautów albo innych "pomagaczy" - bo sposobów
            jest wiele.

            Sbelatka- nie mogłabym lepiej napisać sama prawda!!!!!
            Takim "usychaniem" ci kochający ojcowie tylko krzywdzą dzieci...
    • kobieta306 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 14:30
      bardzo dobrze że się teki wątek pojawił.
      Widać jak potrafi cierpieć i druga strona.
    • krezzzz100 Re: do samotnych ojcow 07.03.10, 15:42
      Wiesz, Handra, co mi powiedział mój eks-luby w fazie, gdy sądził, że mnie
      skutecznie (i oczywiście słusznie!) ukarze za odejście od niego odbierając mi
      dzieci? Powiedział ni mniej ni więcej tak: "Z czasem ZAPOMNĄ o tobie".

      Wtedy zrozumiałam, że od ludzi nie można oczekiwać elementarnego....nie wiem,
      jak to nazwać: poziomu, rozumu, trzeźwości, moralności. To, co on o tym
      wszystkim sądził, przekracza wszelkie granice. Jest tylko ZEMSTA nie bacząca na nic.

      Na szczęście brakło mu pary i siły. Bał się też mnie. No i jeszcze inne czynniki
      zagrały. Ale od wtedy mam go na celowniku. Nie uwierzę mu w nic. Albo inaczej:
      UWIERZĘ we wszystko, w każdy pomysł, na jaki wpadnie, każdą głupotę wezmę SERIO.
      W każdą ludzką głupotę już uwierzę.

      To zdanie (mojego eks) jest wedle mnie obrazem tego AMOKU pomieszanego z
      GŁUPOTĄ. Jak widzicie, nie tylko kobiet ten amok może dotyczyć. Wasze eks
      najprawdopodobniej, jak mój eks, w to WIERZĄ, że mają rację.

      Mnie już NIC nie zdziwi.
      • nangaparbat3 kopiuje 07.03.10, 17:26
        własny wpis - mam nadzieje, ze nie przekroczę tym samym granicy śmiesznosci. Po
        prostu tu jest jego miejsce.
        Przypomniało mi się, jak w fazie ostrego bardzo bolu spowodowanego decyzją meza
        o odejsciu powiedzialam cos, co jest z wypowiedzią Twego exa zupełnie
        porownywalne. Cierpialam i chciałam zadac ból, oczywiscie. I oczywiscie walnelam
        w niego dzieckiem. Podobnie Twój Ex.
        Ale z czasem cierpienie opadlo, wiec i pragnienie zadawania bólu Exowi. A potem
        zrozumiałam, że jego spokój i szczęscie nie tylko nieczego mi nie ujmują, ale
        tez są dobre dla naszego dziecka. I wreszcie, kiedy rzeczywiscie wydarzyło się
        to, czego najbardziej sie obawialam i czym w Exa wtedy rabnęłam, bez specjalnego
        wysilku moglam go wspierac, okazac empatie, zyczliwośc, najprawdziwszą przyjaźń
        - co tam chcesz.
        Mnie sie nie podoba, ze ze słów wypowiedzianych przez Exa w bólu i złosci
        wyciagasz wnioski "na zawsze". Nie ma wniosków "na zawsze". Człowiek naprawdę
        zmienia się w zależnosci od Sytuacji. Czas robi wiele. Wnioski "na zawsze"
        zawsze w końcu okażą się fałszywe - choc wcześniej mogą zadzialac jak
        samosprawdzająca się przepowiednia.
        Mogą uniemożliwic jakiekolwiek porozumienie.
        Zresztą - jakim sposobem mozna wyciagac wnioski co do charakteru jakiejś osoby
        na podstawie słów wykrzyczanych - czy wysyczanych jadowicie - w najsilniejszych
        emocjach? Przeciez w t tym logiki nie ma za grosz.
        • krezzzz100 Re: kopiuje 07.03.10, 17:50
          Tez kopiuje z tamtego wątku smile Chyba nam wybaczą.

          Rzeczy są bardziej skomplikowane, Nanga, niż możliwości szybkiego opisu ich. Czy
          na zawsze czy też nie- nie to jest w tej chwili najważniejsze. Na TERAZ to ja
          ufam, że mój eks, pardon, zmądrzał. Pewnie i zmądrzał. Mnie chodzi o to, że TAKI
          POMYSŁ W OGÓLE MU PRZYSZEDŁ DO GŁOWY. On go naprawdę chciał zrealizować. I to
          mnie przeraziło.

          Gdyby nie ja, to by TO ZROBIŁ. O ten wymiar mi chodzi.Rozumiem emocje, rozumiem
          ból, rozumiem kontekst, wszystko niby rozumiem. Ale- jak na taki pomysł można W
          OGÓLE wpaść? W ogóle, rozumiesz? wtedy zrozumiałam, że WSZYSTKO jest możliwe.

          Pewnie dokonam nadużycia, ale nie znajduję innego adekwatnego obrazu. jeśli Cię
          urazę, to przepraszam. Wiesz dlaczego TO (Shoa) było możliwe? wielokroć o to
          pytałam, jak i inni. Nie ma odpowiedzi. Poza tą jedna. Bo BYŁO MOŻLIWE.
          Nie umiem inaczej tego opisać.

          Jak się o tym dowiesz, to JUŻ WIESZ. Nawet jak dostaniesz gwarancje kosmiczne,
          cokolwiek, już wiesz.

          Prawdopodobnie ból opuszczonych jest również tej kategorii. Tak to sobie
          tłumaczę. W tym sensie jest 1:1. wszyscy są niby na czysto (przyjmijmy), tyle
          tylko że się dowiedzieliśmy o istnieniu GROZY. (I tu się kłania Edelman).

          Tak to widzę.

          O to mi chodzi.
          • nangaparbat3 Re: kopiuje 07.03.10, 18:04
            Nie wiesz, czy by zrobił - nigdy nie wiemy, co by bylo gdyby.
            Jedno pewne - nawet jesli chciał zrealizowac, to nie zrealizował. Ja bym sie na
            tym skupiła.
            Żebys Ty wiedziala, jakie ja zasem ma POMYSŁY. Gdyby za pomysły wsadzali, juz
            bym nie wyszła.
            > Gdyby nie ja, to by TO ZROBIŁ. O ten wymiar mi chodzi.Rozumiem emocje, rozumiem
            > ból, rozumiem kontekst, wszystko niby rozumiem. Ale- jak na taki pomysł można W
            > OGÓLE wpaść? W ogóle, rozumiesz? wtedy zrozumiałam, że WSZYSTKO jest możliwe.

            No nie, wtedy się tylko dowiedzialaś, że mozna wpasc na każdy pomysł.

            A co do Szoah - nie porównywałabym z zemstą opuszczonych - zemsta opuszczonego
            jest sprawa indywidualną, ludobójstwo społeczną. Chyba jednak inne mechanizmy
            działają.
            • krezzzz100 Re: kopiuje 07.03.10, 18:48
              Zapewne nie wiem, CO BY BYŁO. Nikt nie wie. Ale wiem, NA JAKI POMYSŁ WPADŁ. Groza.

              Nie zrealizował tylko dlatego, że mu nie pozwoliłam. Ale, gdybym pozwoliła,
              wprowadziłby to w czyn. Mnie chodzi o to, że eks żony (czy eks partnerki)
              mężczyzn tu piszących są na tym etapie. Wcielania w czyn.
              One są gotowe to zrobić. A, że

              Wiem, ze porównanie z Shoa jest ryzykowne. Nie będę go tu broniła. Ale swoje
              sądzę i mam argumenty.



              • krezzzz100 Re: kopiuje 07.03.10, 18:50
                Wysłałam za szybko, pardon.

                Zapewne nie wiem, CO BY BYŁO. Nikt nie wie. Ale wiem, NA JAKI POMYSŁ WPADŁ. Groza.
                Nie zrealizował tylko dlatego, że mu nie pozwoliłam. Ale, gdybym pozwoliła,
                wprowadziłby to w czyn. Mnie chodzi o to, że eks żony (czy eks partnerki)
                mężczyzn tu piszących są na tym etapie. Wcielania w czyn. One są gotowe to
                zrobić. A, że zapłacą dzieci...

                Wiem, ze porównanie z Shoa jest ryzykowne. Nie będę go tu broniła. Ale swoje
                sądzę i mam argumenty.
          • tarantula007 Re: kopiuje 07.03.10, 21:27
            krezzz nie ma to jak napisac cos zupełnie bezmyslnie... Shoa ... jak
            ty w ogóle masz chciałoby sie napisac czelnośc na takie porównania:
            ( ..... sad ech ...
            • krezzzz100 Re: kopiuje 07.03.10, 21:30
              No widzisz....

              Jak to szło?- to TYLKO Żydzi (cyganie, homosie, kosmici).
              Ech((((
    • kobieta306 tylko.tato 07.03.10, 22:43
      wiesz co - napisz do niej list. Napisz nawet 10 stron. Ona to na pewno
      przeczyta. Napisz wszystko co chcesz jej powiedzieć - normalny zwykły tradycyjny
      list, pisany Twoja ręką i wysłany pocztą. Pisz co czujesz , powiedz jej to
      wszystko co Tobie w sercu gra.
      • tylko.tata Re: tylko.tato 07.03.10, 22:49
        kobieta306 napisała:

        > wiesz co - napisz do niej list. Napisz nawet 10 stron. Ona to na pewno
        > przeczyta. Napisz wszystko co chcesz jej powiedzieć - normalny zwykły tradycyjn
        > y
        > list, pisany Twoja ręką i wysłany pocztą. Pisz co czujesz , powiedz jej to
        > wszystko co Tobie w sercu gra.

        Myślę, że nie przeczyta ale warto spróbować... Dla niej wszystko warto... Nawet
        gwiazdkę z nieba jeśli byłoby to możliwe...
        • kobieta306 Re: tylko.tato 07.03.10, 22:53
          a ja myślę, że na bank przeczyta smile
          • tylko.tata Re: tylko.tato 07.03.10, 22:58
            Czyta to forum, więc myślę, że listu już nie przeczyta, ale mimo wszystko spróbuje.
            • jumanji_7 Re: tylko.tato 08.03.10, 09:42
              tylko.tata napisał:

              > Czyta to forum, więc myślę, że listu już nie przeczyta, ale mimo wszystko sprób
              > uje.

              To Ty specjalnie tak wylewnie pod publikę piszesz, myślisz, że kobiecie kolejny
              raz seduszko zmięknie? Szcwany z Ciebie lis, a może by tak ta pani sama coś od
              siebie tu dodała, byśmy mieli bardziej rzeczywisty obraz tego zamieszania ?
              • tylko.tata Re: tylko.tato 08.03.10, 09:55
                jumanji_7 napisał:

                > To Ty specjalnie tak wylewnie pod publikę piszesz, myślisz, że kobiecie kolejny
                > raz seduszko zmięknie? Szcwany z Ciebie lis,

                Nie, pisze to co czuje i jak jest.
                Nigdy w ten sposób nie postępowałem i uważam takie zachowanie za płytkie.

                >a może by tak ta pani sama coś od
                > siebie tu dodała, byśmy mieli bardziej rzeczywisty obraz tego zamieszania ?

                Pisała pisała...
                • michszyb Re: tylko.tato 08.03.10, 12:02

                  > Nie, pisze to co czuje i jak jest.

                  Jaaaasne

                  > Pisała pisała...

                  To zaczyna być ciekawe, a pod jakim nickem?
                  • tylko.tata Re: tylko.tato 08.03.10, 12:58
                    To już pozostawiam Twojej możliwości wyszukiwania, kto chciał znalazł.
              • krezzzz100 Re: tylko.tato 08.03.10, 10:27
                Coś Ty, coś Ty, pani wcale nie jest szczwana lisica, i nie po to czyta to forum
                by poszerzać swoją ..hm...wiedzę, nieprawdaż?

                Poza tym, pani jest wrażliwa na to, co pomyślą forumowicze, więc delikatność jej
                nie pozwoli, prawdaż?

                Azaliż, są trzy rodzaje prawd, nieprawdaż))))
            • michszyb Re: tylko.tato 08.03.10, 12:00
              To ze czyta to forum to już każdy wie bo się podlizujesz strasznie. Strasznie
              śmiesznie.
              • tylko.tata Re: tylko.tato 08.03.10, 12:59
                michszyb napisał:

                > To ze czyta to forum to już każdy wie bo się podlizujesz strasznie. Strasznie
                > śmiesznie.
                Wiesz co chłopie jak nie masz co do powiedzenia to może nie pisz lepiej.
                Podlizuje się ? Nie sądzę ale każdy ma prawo do swojego zdania...Nawet Ty
                • michszyb Re: tylko.tato 08.03.10, 13:11
                  Proszę cie. To że ludzie ci tu strasznie słodzą nie upoważnia cię do
                  zaprzeczania oczywistym faktom. No chyba że jesteś w tak strasznym stanie że
                  oczywistych czynności we własnym wykonaniu nie dostrzegasz.

                  Piszesz do żony poprzez forum.

                  Nie widzę w tym nic złego, ale kreowanie sie na takiego zakochanego i w ogóle i
                  że niby żona to tak przypadkiem przeczyta.

                  Proszę cię. To nie jest Comedy Central.

                  Czy ktoś wię pod jakim nickiem pisała szanowna tylko.mama?
                  • tylko.tata Re: tylko.tato 08.03.10, 13:45
                    Skomentuję to tylko w ten sposób, że inteligencja nie idzie w parze ani z
                    wiekiem ani z wykształceniem ani nawet zajmowaną pozycja...
                    • michszyb Re: tylko.tato 08.03.10, 14:02
                      Małe dzieci jak zasłonią oczka rączkami myślą że nikt ich nie widzi.

                      ty masz chyba taką manierę.

                      Bad news!!!

                      To nie działa.
                      • tylko.tata Re: tylko.tato 08.03.10, 14:13
                        michszyb napisał:

                        > Małe dzieci jak zasłonią oczka rączkami myślą że nikt ich nie widzi.
                        Dorośli niestety też...
                        Pamiętaj żebyś się nie potknął i nie przewrócił jak zasłaniasz te oczka smile
                • krezzzz100 Re: tylko.tato 08.03.10, 13:16
                  Tato,
                  weź odbierz emalię))
                  Teraz, jeśli możesz, bo akuratnie na temat.
                  • tylko.tata Re: tylko.tato 08.03.10, 13:43
                    Odebrałem i odpisałem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka