Dodaj do ulubionych

Dzieci w piekle rozwodu

22.04.10, 00:38
Witam!
Piszę pierwszy raz,ale od dawna Was czytam,gdyż od dawna myślę o rozwodzie.
Na dzień dzisiejszy podjęłam już decyzję,że chcę rozwodu,choć dla
mnie będzie to bardzo ciężka sytuacja. Nie pracuję,gdyż zostałam zwolniona,bo
ciągle byłam na zwolnieniu na młodszą córkę(4 lata).
Od października do marca,raz w miesiącu byłam na zwolnieniu,bo
mała ciągle była chora.
Nie o to chciałam Was zapytać. Jak zachowują się dzieciaki,gdy
rodzice definitywnie się rozwodzą? Ja mam 2 córeczki - 9 i 4,5 roku. Mam na
myśli taką sytuację,gdy dzieci kochają tatę. Awantury,krzyki(nawet na nie)nie
zmniejszają ich miłości.
Mąż z jednej strony jest dobrym ojcem,a z drugiej tragicznym.
To on zawozi starszą(ma samochód,ja nie)do szkoły,choć ciągle mi to wypomina.
Poda im jeść,gdy mnie nie ma,albo mam potworną migrenę (mąż uważa,że
udaję),odrobi lekcje ze starszą,pojedzie na plac zabaw,czy do sklepu z
zabawkami. Wszystko rozbija się o to,że on ma samochód i dlatego zawozi je w
wiele miejsc. To też mi wyrzyguje.
Nie zrobiłam prawa jazdy,bo w samochodzie dostawałam wręcz paraliżu,
ale mąż ma to gdzieś - wszystkie kobiety mają prawo jazdy.
I to dzieci i on cierpią,że nie mam prawa jazdy. On tak się poświęca,jest
takim dobrym ojcem,wszędzie je zawozi. Fakt - zawozi,
ale prawie codziennie mi to wygaduje i robi z siebie bohatera,który
zawozi dzieciaki,bo żona nie ma prawka. Dodam tylko,że starsza c~órka
jest nie w pełni sprawna - wolniej chodzi i szybko się męczy,gdy długo
spaceruje. Według męża - on zajmuje się wszystkim jeśli chodzi o dzieci. Ja
nie robię nic,bo nie zaprowadzam starszej do szkoły.
Przepraszam,że się wyżaliłam.

Wiem,że moje dziewczynki bardzo przeżyją rozwód,a szczególnie starsza,która
kocha go miłością podszytą lękiem. Ona wie,że musi zachowywać się w odpowiedni
sposób,nie robić pewnych rzeczy,bo tatusiowi się nie spodoba. O miłość taty
trzeba zabiegać,a ja - mama,kocham bezwarunkowo,zawsze i ona o tym wie.
Młodsza też bardzo to przeżyje,ale ona jest bardzo bystra i widzi
jak mąż mnie traktuje i po dziecinnemu żali się np.babci.
Myślę,że dla niej najgorsza będzie wyprowadzka z tego mieszkania,
bo tu jest ich domek,pokoik.

Jak Wasze dzieci przeżyły rozwód? Dzieci,które kochały tatę i bardzo
chciały,aby wszyscy mieszkali razem? Najbardziej boję się jak moje
dziewczynki,to przeżyją. Ja dam sobie radę,ale one.....
Wieczorami staję nad ich łóżkami i w myślach przepraszam,że nie będą miały już
szczęśliwej rodziny. Tak stoję nad nimi i płaczę.
Teraz zresztą też....
Obserwuj wątek
    • ro35 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 01:09
      anetuchap napisała:

      > Myślę,że dla niej najgorsza będzie wyprowadzka z tego mieszkania,
      > bo tu jest ich domek,pokoik.
      >
      > Jak Wasze dzieci przeżyły rozwód? Dzieci,które kochały tatę i bardzo
      > chciały,aby wszyscy mieszkali razem? Najbardziej boję się jak moje
      > dziewczynki,to przeżyją. Ja dam sobie radę,ale one.....
      > Wieczorami staję nad ich łóżkami i w myślach przepraszam,że nie będą miały już
      > szczęśliwej rodziny. Tak stoję nad nimi i płaczę.

      twierdzisz, że sama dasz sobie radę ?
      to nie pozbawiaj dziewczynek domku, pokoiku. mogą zostać z ojcem.
      ...
      dzieci różnie się zachowują, nie ma na to reguły.
      przed pozwem polecam jednak spotkanie z mediatorem, psychologiem.
      • sauber1 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 01:19
        Chętnie bym tu też coś powiedział, dorzucił, ale wybczcie nie mogę, zbyb mocno
        gardło ściska ...

        Biedne to dzieci ... crying
    • negentropia Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 07:10
      Nie pracujesz, dzieci są bardzo związane z ojcem, jak praktycznie wyobrażasz
      sobie życie po rozwodzie: mieszkanie, opłaty, logistyka około-dzieciowa, i praca
      czy jej brak i dlaczego podejmujesz decyzję o rozwodzie nie będąc kompletnie
      przygotowana do życia samodzielnego?? Chyba do końca tego nie przemyślałaś, jak
      chcesz sobie z tym wszystkim poradzić SAMA??
      • eutherpe Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 08:00
        Tak. To najlepiej siedzieć z panem i władcą i znosić jego humory, bo dzieci są
        przywiązane.To,że nie pracowałaś nie znaczy,że nie możesz z pomocą najbliższych
        zacząć wszystkiego od nowa, od nowa z dziewczynkami, którym mama zapewni spokój
        i ciszę, prawidłowy rozwój z mieszkaniu, gdzie nie będą widziały,jak tato poniża
        mamę.
        • negentropia globus 22.04.10, 08:11
          Pani ma permanentnego globusa ("Nad Niemnem" się kłania), pan po prostu usiłuje
          zorganizować kulejący dom, na razie nie widzę chama i prostaka, natomiast widzę
          rozmemłana i rozegzaltowana kobietę, która nie ma konkretnego planu... - dzieci
          potrzebują poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, czy pani skupiona na sobie
          jest w stanie im to zapewnić, może niech pomyśli, zaplanuje ... a potem do
          dzieła...
          • nangaparbat3 Re: globus 22.04.10, 20:23
            Zdaje się, ze ta pani od 9 lat opiekuje sie niepelnosprawną coreczką.
            Sprobuj takiego zycia przez 9 tygodni, a potem gadaj.
    • plujeczka Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 08:01
      co prawda nie jestem zwolennikiem terapii rodzinnej ale chyba wam by
      sie przydała bo byc może oboje macie różne oczekiwania od zycia i
      stad nie możecie się porozumieć.Co do prawa jazdy to jest to
      naprawde błahy powód aby co chwile podkreslać jakim to jest
      się "męczennikiem" bo odwozi się WŁANSE niepełnosprawne dziecko do
      szkoły.Albo wyrafinowany drań albo cham bez ogłady i dobrego
      wychowania.W twojej sytuacji narazie nie myslałabym o rozwodzie
      natomiast pilnie rozgladałabym się za pracą oraz za pomoca w opiece
      nad dziećmi.
      Jestem zwolenniczka rozwodu i co za tym idzie przecieciem zwiazki w
      którym nie ma miłości jest draństwo, poddaństwo i elementy chamstwa
      ale nieststey najpierw zabezpiecz dzieciom byt, dom, opiekę w razie
      choroby. Nie piszesz czy moesz liczyć na pomoc własnych rodziców.
      Co do miłosci dzieci do ojca to sądze ,że pewnie kochają ze strachu
      bo jak sama piszesz zachowuja się w ścisle okreslony sposób aby nie
      draznić tatusi a to już miłością nie jest. Idź z dziećmi do
      psychologa, podpowie jak postepować ale mnie w przeszłości
      psychiatra u której wyladowałam z ciezką depresją
      powiedziała...prosze Pani dam dobre leki, które postawią Panią na
      nogi ale dopóki nie zlikwiduje Pani źródła choroby ( alokoholizm
      meza) wiem ,ze miała rację i tak też się stało.Bardzo Ci współczuje
      bo dzieci małe i przed toba długa droga
    • scindapsus Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 08:08
      zmroziło mnie jak przeczytałam to:

      > Wiem,że moje dziewczynki bardzo przeżyją rozwód,a szczególnie
      starsza,która
      > kocha go miłością podszytą lękiem. Ona wie,że musi zachowywać się
      w odpowiedni
      > sposób,nie robić pewnych rzeczy,bo tatusiowi się nie spodoba. O
      miłość taty
      > trzeba zabiegać,a ja - mama,kocham bezwarunkowo,zawsze i ona o tym
      wie.
      > Młodsza też bardzo to przeżyje,ale ona jest bardzo bystra i widzi
      > jak mąż mnie traktuje i po dziecinnemu żali się np.babci.
      > Myślę,że dla niej najgorsza będzie wyprowadzka z tego mieszkania,
      > bo tu jest ich domek,pokoik.

      czyli dziecko nie może zachowywać się jak dziecko bo tatus się
      zdenerwuje.
      To jest okrutne co tatus funduje dziecko.
      Dziecko ma prawo być dzieckiem.na kontrolowanie swojego zachowania
      przyjdzie jeszcze czas.
      Może zanim wystapisz o rozwód zaproponuj mężowi terapię?
      Mam dzieciatych znajomych.Panowie robią codziennie kursy do i z
      przedszkola.Nie widzą w tym nic nadzwyczajnego bo to są ICH DZIECI.
      Aha
      w szczęsliwej rodzinie nikt matce dzieci nie wyrzyguje braku prawa
      jazdy i nie urządza karczemnych awantur przy dzieciach.
      • kowalka33 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 10:42
        Boże do psychiatry kobieto, czy brak prawa jazdy to powód do rozwodu. Użalasz
        się albo jesteś w depresji i tyle-może Ty ten typ co go wiecznie boli
        głowa...Raz miałam atak migreny wiem co to jest , wylądowałam na pogotowiu na
        zastrzyku i obiecałam że następnym razem udam się niezwłocznie a nie będę trwać
        w bólu 3 dni. PRzy okazji troche o tym poczytałam to się leczy, poprzez
        niejadanie pewnych rzeczy, pilnowaniu hormonów, uprawianiu sportów, na
        niektórych fantastycznie działa seks.Poza ta sfera chyba jest dużo wazniejsza
        niz niektórzy sądzą...
      • zmeczona100 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 12:38
        Coś widzę, że mąż autorki jest bratem bliźniakiem mojego uncertain Wzbudzanie
        poczucia winy, "nasze dzieci, ale twoje problemy"...
        Na oczekiwanie konkretnego zachowania od mojego syna znalazłam receptę
        taką, że chodził na terapię. Stał się bardziej pewny siebie i potrafi
        obrócić w żart to, co mu ojciec mówi, czy jak się zachowuje. Np. kiedy
        ostatnio ojciec zabrał go na zakupy do Empika, syn wybrał sobie jakąś
        ekstra grę- drogą jak cholera. Ojciec mu na to, że tylko w nim widzi
        portfel, na co syn rozbrajająco "Mamy na to nie stać" (podczas ferii
        usłyszał, że mamy nie będzie stać na takie atrakcje). Ojca stać, więc
        zakup został dokonany; brak było kontrargumentów z jego strony.
      • rarely Re: Dzieci w piekle rozwodu 23.04.10, 20:15
        scindapsus napisała:

        > zmroziło mnie jak przeczytałam to:
        >
        > > Wiem,że moje dziewczynki bardzo przeżyją rozwód,a szczególnie
        > starsza,która
        > > kocha go miłością podszytą lękiem. Ona wie,że musi zachowywać się
        > w odpowiedni
        > > sposób,nie robić pewnych rzeczy,bo tatusiowi się nie spodoba. O
        > miłość taty
        > > trzeba zabiegać,a ja - mama,kocham bezwarunkowo,zawsze i ona o
        tym
        > wie.
        > > Młodsza też bardzo to przeżyje,ale ona jest bardzo bystra i widzi
        > > jak mąż mnie traktuje i po dziecinnemu żali się np.babci.
        > > Myślę,że dla niej najgorsza będzie wyprowadzka z tego mieszkania,
        > > bo tu jest ich domek,pokoik.
        >
        > czyli dziecko nie może zachowywać się jak dziecko bo tatus się
        > zdenerwuje.
        > To jest okrutne co tatus funduje dziecko.
        > Dziecko ma prawo być dzieckiem.na kontrolowanie swojego zachowania
        > przyjdzie jeszcze czas.
        > Może zanim wystapisz o rozwód zaproponuj mężowi terapię?
        > Mam dzieciatych znajomych.Panowie robią codziennie kursy do i z
        > przedszkola.Nie widzą w tym nic nadzwyczajnego bo to są ICH DZIECI.
        > Aha
        > w szczęsliwej rodzinie nikt matce dzieci nie wyrzyguje braku prawa
        > jazdy i nie urządza karczemnych awantur przy dzieciach.

        A Ty przeczytalas jeden post i juz wszystko wiesz o facecie kobiecie
        dzieciach i co kto powinien wyciagasz wnioski podsycasz i nakrecasz
        spirale



        • scindapsus Re: Dzieci w piekle rozwodu 23.04.10, 21:10
          rarely weź na klatę że ludzie mają prawo do własnego zdania i osądów.

    • nangaparbat3 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 20:37
      Nie przesadzaj z tym "pieklem".
      Moja corka bardzo kochala (i kocha) swego tate, kiedy powiedzial, ze chce
      odejśc, mimo ze bardzo go wtedy kochalam, nie myslalam o sobie, tylko o niej -
      jak to zniesie, czy zniesie w ogole. Wydawalo mi się, ze dla niej bedzie to
      prawdziwy koniec swiata. Nie byl. Rok po rozstaniu (miała 9) powiedziala:
      gdybyscie sie nie rozwiedli, ucieklabym z domu, bo najgorsze bylo to, jak sie
      kłóciliscie.
    • kobieta306 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 20:43
      Dziewczyno, sory, że ja Tobie to tak napisze bez owijania w bawełnę ale Ty nie
      powinnaś się rozwodzić. Nie dasz sobie rady. Obudzisz się jak już będzie za
      późno. Jesteś, nawet teraz, mając ustawiczną pomoc męża w opiece nad dziećmi,
      totalnie niezorganizowana. Jak myślisz zawozić córkę na zajęcia skoro ona nie
      może zbyt dużo chodzić, a Ty nie masz prawa jazdy? Rozwód to jest rewolucja nie
      tylko emocjonalna ale również ekonomiczna i nie każdego stać na luksus rozwodu.
      Ciebie w moim pojęciu nie stać, a dzieci na pewno bardzo dużo stracą. Ciebie
      dopadnie w pewnym momencie taka migrena, że nie dasz sobie rady ani z sobą ani z
      dziećmi. Idź na terapię, rozmawiaj z mężem, który wydaje się być rozsądnym
      człowiekiem ale czasami od niego nie odchodź, bo sama zginiesz i dzieci przy
      Tobie. Mogę równie dobrze się teraz mylić. Jedno wiem - rozwód to jest taka
      rewolucja, że będąc "mięczakiem" a jeszcze bez pomocy z zewnątrz to ciężko to
      znieść. Skoro on Ciebie przysłowiowo "nie bije" i "nie pije" to może nie jest
      taki zły?? W każdym razie zastanów się 2 razy albo i 3...
      • zmeczona100 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 21:11
        Przepraszam, czytam i nie dowierzam.

        Jak myślisz zawozić córkę na zajęcia skoro ona nie
        > może zbyt dużo chodzić, a Ty nie masz prawa jazdy?

        Skąd pewność, że posiadanie prawa jazdy przez autorkę oznaczałoby zakup
        drugiego samochodu albo rezygnację z niego na rzecz kobiety????

        Nie wierzę, że dziewczyna rozwodzić się chce tylko przez "rzygi". Piszesz,
        że sobie nie poradzi. Fajnie... Może wywnioskowałaś to po tym, że straciła
        pracę?? Fakt- mogła wymusić, aby to ojciec brał zwolnienia, kiedy
        chorowało dziecko.... Nooo, wtedy to już zapewne mógłby stwierdzić, że to
        tylko on zajmuje się dziećmi...

        rozmawiaj z mężem, który wydaje się być rozsądnym
        > człowiekiem

        Skąd podstawy, by tak twierdzić??


        Nie bronię ani jego, ani jej- za mało informacji, by cokolwiek wiedziec o
        powodach rozwodu, który rozważa.
      • evela1982 Re: Dzieci w piekle rozwodu 22.04.10, 22:07
        To się nazywa podtrzymanie na duchusmile Ej sorry, ale skoro dziewczyna
        rozważa odejscie od męża, to na pewno nie dla wlasnego widzi mi się,
        a dzieci i tez moga na tym zyskac, bo z tego co opisuje autorka to
        kawal gnojka z niego. Nie wiem na jakiej podstawie sadzisz, ze
        jest "rozsadnym czlowiekiem" gdyby byl rozsadny to był nie wymawiał
        żonie, ze nie ma prawka i robił problemy z zawożeniem WŁASNEGO
        dziecka do szkoły. To jakiś matoł i dzieciak.
        Chcesz radzic dobrze to OK, ale nie mow NIGDY nikomu ze "nie da
        sobie rady", bo tego nie wiesz...A początki po odejsciu zawsze są
        trudne, ale jak w związku nie ma miłości, szacunku, szczęścia to
        lepiej odejść dla dobra swojego i przede wszystkim dzieci.

        Do autorki:

        Nie przejmuj się tak bardzo, bedzie dobrze, jak nie teraz to za
        jakis czas, tez mam dzieci, wiec Cie rozumiem, ale wiem, ze robie
        dobrze i wierze w lepsze, godniejsze, szczesliwsze życie. Zycie masz
        tylko jedno, a dzieci zawsze beda Ciebie kochac i zawsze bedziesz
        dla nich najwazniejsza, wiec się nie obwiniaj o nic. Przeciez
        cchiałas dobrze, ale życie pokazało inaczej. Nie warto marnowac
        sobie zycia dla nieodpowiedniego mężczyzny. Musisz tez myslec o
        sobie i o wlasnym zdrowiu, szczesciu, bo szczesliwa mama to
        szczesliwe dziecko. Pamietaj o tym! Pozdrawiamkiss
        • anetuchap Re: Dziękuję za odpowiedzi 23.04.10, 02:21
          Zapomniałam już,jak ludzie potrafią doczytywać się w postach
          rzeczy,które nie są tam napisane.
          Ktoś napisał,że mam globusa,a któraś z pań,że miała migrenę i nigdy więcej już
          do tego nie dopuści. Powodzenia! Zajrzyj na forum "Migrena".
          Od 3 lat jestem pod opieką neurologa i biorę leki,które zazwyczaj pomagają,ale
          nie zawsze.
          Nie pracuję od miesiąca,a już ktoś nazwał mnie infantylną i wygodnicką,która nic
          nie robi i biedny mąż robi za nią.
          Gdzie to wyczytałaś? Jedyne,czego nie robię,to odwożenie dziecka do szkoły,ale
          wszystkie domowe obowiązki wykonuję. Być może nie jestem
          idealną "panią domu",ale nigdy nie miałam ambicji,aby nią być.
          Gdyby córeczka była zdrowa,to ja miałabym czas,aby zająć się swoją
          tzw.karierą. Gdy Lena przyszła na świat,jeszcze przed diagnozą,
          sam mąż powiedział,że on chce zarabiać pieniądze,gdyż w jego zawodzie
          ma duże możliwości.Ustaliliśmy,że ja biorę urlop dziekański,a jak
          skończę studia,to najlepiej jakbym pracowała na 1/2 etatu.
          Podczas zajmowania się Leną,skończyłam studia,choć opieka nad nią była dość
          ciężka. Jeżdziłam tramwajem/autobusem 3 razy w tygodniu
          na rehabilitację i dodatkowo sama rehabilitowałam ją 5 razy dziennie.
          Dzięki temu moje dziecko chodzi. Gdy ja zajmowałam się córcią,mój
          mąż rozwijał się zawodowo - mógł jeździć na wszystkie
          szkolenia,delegacje,imprezy firmowe,regaty,bo taka była nasza umowa
          on zarabia na dom,a ja mu to umożliwiam.

          Gdy Lena poszła do przedszkola,ja poszłam do pracy. Niedługo popracowałam,bo
          okazało się że jestem w ciąży. Od 16 tyg ciąży
          musiałam iść na zwolnienie,gdyż ciąża była bardzo zagrożona.
          Lena urodziła się w 28 tyg i nie chciałam,aby moje drugie dziecko
          było tak skrajnym wcześniakiem. Udało się i Majka jest zdrowa.
          Wtedy powoli się zaczęły się pretensje męża. Przy Lenie nie musiał
          nic robić,z niczego rezygnować,zajmował się nią,gdy chciał.
          Gdy pojawiła się Maja,to musiał jechać z Leną do lekarza,bo ktoś
          musiał zostać z niemowlakiem. Musiał się bardziej zaangażować w opiekę nad
          dziećmi. I tak "robił karierę" a ja mu kibicowałam,bo
          chciałam,aby osiągnął to,co zamierzał.
          Gdy Lena miała 7 lat,a Maja 3(jeszcze nie chodziła do przedszkola)
          mąż dostał super pracę,ale w W-wie. Dogadał się,że 4 dni będzie tam w biurze,a
          ten jeden dzień będzie "biurował w domu".
          Oboje podjęliśmy decyzję,że tą pracę przyjmuje(było to wymarzone stanowisko)a ja
          zajmuję się dziećmi. Ja bardzo chciałam pracować,
          ale sumując plusy i minusy zawsze wychodziło,że bardziej się opłaca,
          gdy zajmę się dziewczynkami. W czasie,gdy mąż zaczął pracę w W-wie,
          na początku siedział tam 5 dni,wyjeżdżał na szkolenia,spotkania zagraniczne,a ja
          zajmowałam się dziećmi. W tm okresie(przed wakacjami)Lena miała operację
          nacięcia ścięgien Achillesa i prawie całe wakacje była w gipsach - od palców
          stóp aż do pachwiny.
          Mąż wtedy był w domu tylko w weekendy.
          Gdy Lena rozpoczynała 1 klasę,to jeszcze nie chodziła(po zdjęciu
          gipsów),zawoziłam ją takim dużym wóżkiem do szkoły i zanosiłam do klasy,a potem
          przychodziłam po nią i wynosiłam do wóżka.Nie mogła pójść na świetlicę,więc
          musiałam ją odbierać jak tylko skończyła lekcje. Często woziłam 2 pasażerki w
          tym wózku,bo Maja była
          zazdrosna i też chciała.
          Gdy Majka poszła do przedszkola,a Lena odzyskała sprawność i chodziła,to ja
          poszłam do pracy. Niestety,Majka strasznie chorowała,
          mąż (został zwolniony z tej pracy w W-wie)nie mógł brać zwolnień,bo
          zarabiał znacznie więcej ode mnie,więc ja siedziałam z chorym dzieckiem. Szybko
          z tej pracy wyleciałamsad W wakacje poszłam do następnej,ale od października
          znowu powtórka z rozrywki - Maja była 2 tyg w przedszkolu,2 w domu itd. I
          znowu,moja praca była "mniej warta" więc ja brałam zwolnienia. I łatwo się
          domyślić.....

          To tyle,a propos zblazowanej,leniwej,rozlazłej kobiety,którą ktoś mnie nazwał.

          Dziękuje za miłe słowa. BARDZO!!! Od ponad roku słyszę od męża jedynie
          krytykę,miałam zerowe poczucie własnej wartości.
          Teraz chodzę do psychologa-trenera życiowego i zaczynam powoli rozumieć,że nie
          jestem tak beznadziejna jak mówi mąż.
          Każde pozytywne słowo dodaje mi skrzydełsmile

          ps.też dostałam antydepresanty od psychiatry,ale powiedział mi wprost,że jeśli
          nie zmienię swojej sytuacji życiowej,to prochy
          niewiele pomogą.

          ps.do tej pani,specjalistki od migren,która jako lekarstwo wymieniła m.in seks -
          nie mam dostępu do tego "lekarstwa",gdyż mąż nie chce
          ze mną sypiać,bo np.jest parę naczyń w zlewie,a powinny być w zmywarce. Tak go
          to dołuje i stresuje,że nie może się ze mną kochać.
          Zresztą usłyszałam tekst,że "on woli sobie walić gruchę a nie kochać się ze mną".

          To chyba idealna puenta.
          • anka_spiewak Re: Dziękuję za odpowiedzi 23.04.10, 04:44
            ...
            nie spisz jeszcze...?
            ja tez nie
            smile
            nie dziwie sie Twojej frustracji.
            ludzie zamiast Cie wspierac jeszcze dokopują.
            może szukaj wsparcia w realu - tam nie mamy takiej odwagi tak rzucać drugiemu krytyką w twarz.
            Twoja historia jest porażająca.
            strasznie przykre to wszystko i doprawdy nie wiem, jakich użyć słow, by Ci pomóc, wesprzeć?
            czy slowo pisane może miec chocby najmniejszy, dobroczynny wpływ na samopoczucie osoby w Twojej sytuacji?
            ...
            spodobało mi sie to, co napisała nangaparbat, bo jest bliskie moim ideom i osobistym odczuciom:
            czesto dzieci radzą sobie z wieloma rzeczami lepiej, niz sadzimy. pora w końcu zadbac o siebie. kobiety nie sa tylko matkami. jesteśmy również "kobietami", dorosłymi ludźmi, o pewnych potrzebach.Chcemy byc kochani, zdrowo funkcjonowac, rozwijac sie, smiac, byc spokojnymi, kochac. Żyjemy równiez dla siebie. a poświęcając sie dla dziecka i tkwiąc w czymś takim przestajemy szanować sami siebie.
            dalej - zaczynamy mieć do dzieci podskórny, nieuświadomiony żal i... czasem nie jestesmy juz w stanie kochac ich tak dogłębnie, jakbysmy chcieli. zaczynają drażnić, sami nie wiemy czemu...
            Moim skromnym zdaniem, z punktu widzenia interesów dzieci -paradoksalnie najlepszym dla nich wyjsciem jest nie odczuwać tego wszystkiego, co miedzy Toba a męzem sie dzieje.
            pamietam że bardzo długo wypominalam matce, ZE NIE ROZWIODLA się z moim ojcem. Bolało mnie, gdy ja ponizał, byłam dzieckiem, ale chcialam jej jakos pomóc i nie wiedzialam jak. I to bylo najgorsze. Pragnelam poza tym spokoju, i bylo mi obojetne, czy bede miec ojca czy mieszkac tylko z mama. Marzylam by sie rozwiedli. Ojca tez kochalam, ale nie myslalam ze nie bede go widywac, no może w weekendy - chcialam tylko, by ONA przestala plakac.
            a wiec dzieci też myśla o rodzicach...
            to moje subiektywne odczucia,co zapamietalam z dziecinstwa, bo zaraz ktos sie tu na mnie rzuci, że nie kazde dziecko .. i że inni modlili sie wlasnie, by rodzice sie nie rozwodzili.
            Nie można zyc tylko dla dzieci.
            Jestesmy odpowiedzialni równiez za siebie, a poza tym: szczesliwa mama to dobra mama, no i swietny przyklad walki o swoja godnośc.
            Uwazam, że zapominamy w tym wszystkim o sobie.
            to niepopularne mysleć wpierw o sobie, a dopiero potem o dzieciach.
            Trzeba miec wielką odwage, by tak żyć.
            stajemy sie więc już tylko rodzicami i w innych rolach "nas" nie ma. Znikamy...

            To nie gwarantuje szczescia.
            A każdy, niezaleznie od roli, w jaką wszedł , czy jaka została mu narzucona - ma prawo być szczesliwy.

            Mam nadzieje że Cie nie uraziłam, pragne Ci tylko powiedziec, że masz prawo wyjść z czegos, co boli i Ciebie i dzieci.
            To wszystko.

            Życze Ci dobrej nocy i trzymam kciuki.
            uważam, że Ci sie powiedzie, bo widze że masz silny charakter, krytyka Cie nie złamała, jestes dobrą osobą i bynajmniej nie leniwą smile
            I Ty i Twoje córki zasługują na Miłosć i szacunek.

            pozdrawiam
          • scindapsus Re: Dziękuję za odpowiedzi 23.04.10, 08:38
            Aneto jestes bardzo dzielna.Bardzo często jest tak, że pan się
            realizuje zawodowo, a pani "ustalili razem" zajmuje się całą
            resztą.Pan po czasie nie dostrzega że dzięki tej pani rozwinął
            skrzydła. A może nie chce tego dostrzegać.Żeby nie musieć odczuwać
            wdzięczności zaczyna tę panią dołować, przerabiać na szmatkę do
            podłogi i tak dalej.
            Ty to znasz bo tkwisz w czymś takim.
            Chodź dalej do terapeuty bo zaczynasz się budzić do zycia.
            I idziesz w dobrym kierunku.
            Powodzenia.

            • eutherpe Re: Dziękuję za odpowiedzi 23.04.10, 09:39
              Mój były mąż właśnie orzekł wczoraj na odwiedzinach u dziecka,że kobiety właśnie
              od tego są.Haha.( tzn swoje poświęcenie powinny pokazać w domu). Tak
              więc-Dziewczyno, podwijaj rękawy, dużo pracy i myślenia przed Tobą.Rozmowa
              szczera,przedyskutowanie kwestii wzajemnych relacji i obowiązków. A jeżeli to
              nie odniesie skutku, musisz zastanowić się co jest dla Ciebie ważniejsze. To
              będzie Twoja decyzja.
          • zmeczona100 Anetucha, 23.04.10, 10:42
            Historia bardzo podobna do mojej- zero wsparcia w najcięższych chwilach
            (choroby, ciąże, opieka nad dzieckiem- też wcześniak, wreszcie choroba
            syna), ułatwienie kariery mężowi kosztem rezygnacji z części własnego
            rozwoju, totalne olanie spraw innych, niż własna kariera zawodowa,
            pretensje o to, że ktoś od niego oczekuje czegokolwiek po powrocie do domu
            (taki zmęczony, biedaczysko)i nie traktuje się go jako władcy. Zapadałam
            się w to tak skutecznie, że straciłam świadomość, że nie tak funkcjonuje
            szczęśliwy związek i kiedy za niego wychodziłam to nie tak miało wyglądać.
            Nadal formalnie jesteśmy małżeństwem- od 17-tu lat uncertain

            Wreszcie kolejny awans, wyróżnienie i... szajba mu już odbiła kompletnie-
            zdecydowałam się na rozwód i wtedy dowiedziałam się, że od jakiegoś czasu
            noszę poroże i najprawdopodobniej nie była to pierwsza (przepraszam za
            wyrażenie) dupa na boku.

            Też brałam antydepresanty po zachorowaniu syna, potem przechodziłam
            załamanie (miałam chore dziecko /finanse/, a musiałam zdecydować się na
            rozwód, aby ratować swoje zdrowie). Teraz czekam na sprawę - zupełnie
            oderwałam się od tego człowieka, czuję wobec niego totalną obojętność. Za
            to ja zupełnie odżyłam, no i syn także; wspólnie planujemy wakacje,
            wyzwoliliśmy się z poczucia winy, jakie wzbudzał w nas ten człowiek.

            Anetucha, po tym, co opisałaś widzę Cię jako silną babkę, a moim zdaniem
            zyskasz jeszcze więcej siły, gdy odczepisz wreszcie hamulcowego w Twoim
            życiu. Tylko nie zwlekaj z ostateczną decyzją w oczekiwaniu na cud, bo on
            nie nastąpi. Nie oczekuj, że Twój mąż odczuje jakąkolwiek wdzięczność
            wobec Ciebie, za to, ile z siebie dałaś choćby dla niego czy chorej córki-
            przecież to był Twój (przepraszam znowu) zasrany obowiązek.

            Po co mu takie kłopoty? Dzieci, które musi wozić, baba, która ma migreny,
            jakieś obowiązki? Przecież można żyć normalnie!

            Nie przejmuj się panią, która swój "bólik" głowy nazywa migreną.

            Kochana, idę o zakład, że nosisz poroże.
            • triss_merigold6 Re: Anetucha, 23.04.10, 16:18
              Ja również obstawiam, że pani jest regularnie zdradzana, tym
              bardziej, że tryb pracy faceta temu sprzyjał.
              Jest to kolejny przypadek potwierdzający, że kobiecie absolutnie nie
              opłaca się inwestowanie w karierę zawodową mężczyzny, bo w 99%
              przypadków pan tego nie doceni. Nie doceni i uzna, że doszedł do
              wszystkiego sam, a żona z dziećmi są mu tylko zawadą oraz kosztem.
              • zmeczona100 Re: Anetucha, 23.04.10, 17:53
                triss_merigold6 napisała:

                >
                > Jest to kolejny przypadek potwierdzający, że kobiecie absolutnie nie
                > opłaca się inwestowanie w karierę zawodową mężczyzny, bo w 99%
                > przypadków pan tego nie doceni. Nie doceni i uzna, że doszedł do
                > wszystkiego sam, a żona z dziećmi są mu tylko zawadą oraz kosztem.


                Chyba jednak wszystko zależy od tego, na kogo się trafi wink

                Dzisiaj nie popełniłabym tego błędu- zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie
                itp. robiłaby pani do pomocy, a ja- dokładnie tak samo, jak mąż-
                pracowałabym zawodowo i miała czas dla dziecka i siebie wink Przy okazji
                facet wiedziałby, ile kosztuje praca gosposi wink
          • alinawk Re: Dziękuję za odpowiedzi 23.04.10, 14:28
            > ps.też dostałam antydepresanty od psychiatry,ale powiedział mi
            wprost,że jeśli
            > nie zmienię swojej sytuacji życiowej,to prochy
            > niewiele pomogą.

            Ooo, mądry, oj mądry ten psychiatra. Święta prawda. Ja nie miałam
            szczęścia i trafiłam na babę, która przepisywała mi coraz to nowe
            leki. W końcu władowałam się w takie bagno że szkoda gadać.
            Psychika mi siadła kompletnie i nadawałam sie do szpitala.
            Posłuchaj lekarza i rób co tylko możliwe żeby zmienić swoją
            sytuację.
    • nangaparbat3 Re: Dzieci w piekle rozwodu 23.04.10, 11:48
      MIłość do ojca powinna być "podszyta" szacunkiem, nie lękiem. I mała dziewczynka nie powinna o nią zabiegać.
      To o czym piszesz nie jest miłością, a uzależnieniem. Polecam książki Alice Miller, bardzo klarownie to wyjaśnia. Także jak rujnuje to uzależnienie nasze życie.
      Po tym co napisałaś nie mam wątpliwości, że Twój terapeuta ma rację - i już nie wiem sama, co jest bardziej odrażające, te szklanki w zlewie czy walenie gruchy. Sama zanim wyszłam za mąż byłam przez 3 lata z kimś, kto "karał mnie" odmową seksu. Wiem, jakie to jest raniące, i jak bardzo wpływa na całą psychikę - nas nie ma poza naszymi ciałami i sposób, w jaki są one traktowane, decyduje o stanie naszej psychiki bardziej niż cokolwiek innego. Wiem, że na takie traktowanie nie wolno się godzić, bo zgoda to jakby samobójstwo na raty.
      Dobrze się przygotuj do rozwodu - mam wrażenie, że im mniejszy szacunek dla żony, tym trudniej wypuścić ją z rąk, tym bardziej chce się jej pokazać, że sama sobie nie poradzi. Będzie Ci bardzo cięzko, powinnaś mieć najlepszą możliwą pomoc prawną, sama nie poradzisz sobie, jeśli nie będziesz miała pomocy do dzieci (zresztą dziwię się, że do tej pory nie zatrudniliście niani), musisz mieć finansowe zabezpieczenie.
      Bardzo Cię przepraszam za wszystkie niedorzeczne komentarze tu na forum - pisuję na nim na tyle długo, że w jakiś sposób poczułam się za to co tu przeczytałaś odpowiedzialna.
      Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam
      Nanga
    • h.dzi Re: Dzieci w piekle rozwodu 23.04.10, 18:22
      Jestem facetem i nie wiem czy będę w stanie Ci pomóc, ale mogę na
      swoim przykładzie poóc uświadomić sobie jak możesz,czy nie możesz
      postąpić(to co teraz napiszę to jest do przemyślenia-nie dyrektywy
      samca)
      Jestem po rozstaniu 3 lata, na początku było dzieciom ciężko
      (bo "wujek" zrobił nie tak, bo mama nie patrzy na nie , tylko na
      wujka,. Przykładów skarg dzieci mogę przytoczyć mnóstwo,ale nie o to
      teraz chodzi. Nie wnikam co jest powodem tego rozstania bo tto jest
      wasza sprawa, o jednym tylko pamiętajcie! W TAKIEJ SYTUACJI DZIECI
      SĄ NAJWAŻNIEJSZE. Nie próbuj zrażać dzieci do męża- one same ocenią
      go jako ojca i to szybciej niż myślisz. Dziewczynkom staraj się
      wytłumaczyć dlaczego jest taka Twoja decyzja, wbrew pozorom dzieci
      dużo rozumieją,a ich głos boli.Mam trójkę dzieci, jak tylko jestem
      na miejscu to nie mogą sie doczekać kiedy je zbiorę. To co jest
      teraz między moim szczęściem się nie liczy- liczą sie tylko one!Przy
      dzieciach nie mówię źle o ich mamie( wogóle staram się o niej nie
      mówić, bo po co rozdrapywać w dzieciach chwile rozstaia,
      przprowadzkę itp.)Kiedyś przyszła z dziećmi do mnie i miała zostać
      razem z nimi- to usłyszała od starszego syna(miał wtedy 9 lat) po
      coś tu przyszła-masz wujka
      • anetuchap Re: Dzieci w piekle rozwodu 24.04.10, 00:26
        Jeszcze raz dziękuję za dobre słowa,a przede wszystkim za zrozumienie.
        Nangaparbat3,przecież to nie Twoja wina,że na tym forum są ludzie,
        którzy chcą tylko dowalić. Najważniejsze jest to,że jest tu wiele wspaniałych
        osób,które wesprą dobrym słowem. To dodaje sił.
        Zobacz,po moim drugim poście nie wpisał się żaden krytykant,który
        wszystko wie najlepiej.

        Ja uważałam i chyba nadal uważam,że rozwód jest ostatecznością,
        gdy dojdzie się już do dna. I my do tego dna doszliśmy.
        Triss - ja jestem prawie na 100% pewna,że ma kogoś,gdyż od sierpnia
        zachowuje się wobec mnie jak obcy człowiek. Kiedyś,gdy się kłóciliśmy,to prędzej
        czy później następowała zgoda. On sam nie wytrzymywał tego,że przekazujemy
        sobie,li i jedynie,komunikaty organizacyjne. A teraz od sierpnia takie
        zachowanie stało się normą.
        On mnie nie kocha,nie szanuje i moje dziewczynki to wyczuwają.
        Czepia się głupot,wydziera się na mnie,poniża. I to często w obecności dziecisad
        Wprost mówi,że jestem złą matką,bo nie zaprowadzam Leny do szkoły, i dzieci to
        słyszą,zaprzeczają. Dzieci widzą więcej niż nam się wydajesad One doskonale
        wiedzą,że tata źle robi i mówi nieprawdę,bo potrafią powiedzieć to wprost,do niego.
        Kielich się przelał,gdy Lenusia kupiła mi w sklepiku szkolnym kolczyki(bardzo
        lubię kolczyki),abym nie była taka smutna.
        A najgorsze jest to,że w głębi serca,nadal go kochamsad

        Przyjmiecie mnie do swojego grona? Mieszkam w Gdańsku i chętnie spotkam się z
        kimś w realu. mam na imię Anetasmile choć nie trudno się
        domyśleć,ha hasmile
        • zmeczona100 Re: Dzieci w piekle rozwodu 24.04.10, 01:04
          Aneta, nie pisz takich konkretów na forum (Wasze imiona, miasto), bo licho
          nie śpi. Po co on ma wiedzieć, co planujesz.

          Rób zapasy finansowe na czarną godzinę- to po pierwsze. Jeśli macie
          wspólne konto i nie chcesz zostać bez grosza na czas rozwodu, to załóż
          sobie osobne i po złożeniu pozwu od razu przelej pieniądze na swoje. Nie
          miej wyrzutów sumienia, bo jeśli Ty tego nie zrobisz, to on zrobi to na
          pewno.

          Po drugie- jeśli Cię nie stać na detektywa, to może masz znajomego
          taksówkarza? Pasowałoby Ci zdobyć kilka fotek Twojego i tamtej.

          Po trzecie- składaj pozew o rozwód z jego winy. Jeśli zarabiasz
          zdecydowanie mniej od niego, to przydadzą Ci się każde pieniądze. A niech
          spłaca swój dług!
          • nangaparbat3 Re: Dzieci w piekle rozwodu 24.04.10, 08:48
            > Aneta, nie pisz takich konkretów na forum (Wasze imiona, miasto), bo licho
            > nie śpi. Po co on ma wiedzieć, co planujesz.
            >

            Święte słowa.
            Jeśli te dane są prawdziwe, prosilabym Adminow o natychmiastowe usuniecie calego
            wątku i zmieniłabym nick.
        • niutka Re: Dzieci w piekle rozwodu 25.04.10, 10:39
          Anetko, chociaz nie wypowiadalam sie w tym watku, to wszystko czytalam...
          Dzielna z Ciebie kobieta. Ja tez jestem z Gdanska. Jesli chcesz, to odezwij sie
          do mnie na poczte gazetowa badz na haneczka225@wp.pl
          Pozdrawiam
          • zuzanna47 Re: Dzieci w piekle rozwodu 25.04.10, 15:32
            Bardzo podoba mi się Twoja postawa. Walka o godne życie. Warto. Co prawda
            przechodzę koszmar rozwodu ale wiem, że nie zawróciłabym już z drogi bycia
            szczęśliwą.Byłam poniżana i wg exa nic nie warta, taka maszynka do zarabiania
            pieniędzy, do opieki nad dzieckiem, do prania, sprzątania, zajmowania się domem
            i sprawami finansowymi. Mimo wszystko byłam nic nie warta. Teraz wiem, że nie
            warto się poświęcać dla drugiej swojej "połówki".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka