Dodaj do ulubionych

Rysy od strony słowackiej

12.08.10, 00:20
Z pozoru temat nie na to forum, ale zaryzykuję.
Chłopię lat 13, bez większego doświadczenia w łażeniu po Tatrach (Kopa
Kondracka- tak, Giewont, Orla Perć- nie), bez butów do górskich wędrówek;
ojciec z tych nieprzewidujących, lekkomyslnych, który "od zawsze" chciał
wejść na Rysy, no i uznał, że zrobi to z synem, bo "nowa rodzina" nie
bardzo chce/ może. Wejście zaplanowane ponoć od strony słowackiej. O
Rysach wiem tylko tyle, że z polskiej strony jest bardzo trudne, ze
słowackiej- łatwiejsze.

Ale czy 13-latek bez większego doświadczenia, bez odpowiednich butów- da
radę????

Jeśli syn nie da się ojcu, to najprawdopodobniej skłoni go do zakupienia
dobrego obuwia.
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 00:25
      Bez dobrych butów niech się nie wybiera. Zainwestuj 3 stówy i po prostu mu kup.
      Co do tego czy da radę to zależy. Jeśli w ogóle nie ma doświadczenia w górach to może być trudno. Do tego co z jego zdrowiem??? Mój Młody ma astmę, na wędrówce górskiej był raz w życiu i powiedział, że nigdy więcej bo po prostu źle się czuł.
      To że ojciec kocha góry nie znaczy, że z automatu syn góry musi kochać. Mój Młody kocha pływać (to akurat ma po mnie) i żadnymi górskimi wycieczkami męczyć go nie zamierzam pomimo tego, że w tym roku na wakacje jedziemy w góry.
      • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 00:37
        Nie zainwestuję, bo to nie mój pomysł, a zresztą, to połowa tego, co (na
        razie) łaskawie daje mi tatuś na dziecko.
        Zdrowie syna? Teraz OK, chociaż do końca życia musi dbać o to, aby nie
        nadszarpnąć swojej odporności- a taki wysiłek też jest stresem dla
        organizmu.
        > To że ojciec kocha góry nie znaczy, że z automatu syn góry musi kochać.

        Taaa.... Wg ojca wszyscy kochają góry i pieją z zachwytu na każdą
        możliwość spędzania urlopu/ wakacji w schronisku na podłodze, wstając o
        świcie i moknąc w deszczu.
        Weź mu wytłumacz, że jest inaczej. Nierealne.


        Syn akurat za górami nie przepada, za to za wodą- jak najbardziej tak.
        • mola1971 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 00:46
          Pomysł nie Twój, ale syn jak najbardziej Twój.
          Ja tam bym nie ryzykowała. Akurat buty to najważniejsza część ekwipunku górskiego.
          Co do tego na ile niebezpiecznie jest przy wejściu na Rysy niech się wypowiedzą inni forumowicze bo ja akurat Tatr nie lubię (uraz z dzieciństwa po wchodzeniu na Kasprowy wink), ale jeśli Młody nie lubi gór i ich nie "czuje" to w ogóle bym dała sobie spokój z taką wyprawą. Dzieciak ma wakacje i to on przede wszystkim a nie tatuś ma mieć z tych wakacji jakąś radochę. 13-latek jest już na tyle duży i świadomy, że wie co lubi a czego nie. Schronisko i moknięcie na pewno mu nie zaszkodzi, ale samo łażenie po górach albo się lubi albo nie. Skoro nie lubi to po co go uszczęśliwiać na siłę?
          • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 01:09
            mola1971 napisała:

            > Pomysł nie Twój, ale syn jak najbardziej Twój.

            No i tatusia też.

            > Ja tam bym nie ryzykowała. Akurat buty to najważniejsza część ekwipunku
            górskie
            > go.

            Ja to wiem i syn też, dlatego pisałam o tym, że jak syn się zbuntuje, to
            ojciec te buty będzie mu musiał kupić.

            ale jeśli Młody nie lubi gór i ich nie "czuje" to w ogóle by
            > m dała sobie spokój z taką wyprawą.

            Widzisz, ten wyjazd nie był ze mną uzgadniany, tatus jak sie pojawia, to
            ma zawsze pomysły, jak sie pobawić, zrobić (sobie) przyjemność; dzieciak
            ma tylko mu to ułatwić, być partnerem do tej zabawy.
            Sama trochę jestem winna temu, że syn zgodził sie jechac w Tatry- na
            początku była mowa o Słowacji, o Tatralandii itp., więc pomyslałam, a
            dlaczego ma nie jechać? Dopiero ostatnio wyszło na to, że mają być Rysy uncertain


            Dzieciak ma wakacje i to on przede wszystki
            > m a nie tatuś ma mieć z tych wakacji jakąś radochę. 13-latek jest już na
            tyle d
            > uży i świadomy, że wie co lubi a czego nie.

            Ja to wiem, ale weź wytłumacz tatusiowi, że on nie jest najwazniejszy, że
            dzieciak może miec własne zdanie i on, jako dorosły, powinien to
            uszanować, zamiast mieć wobec niego pretensje.


            Schronisko i moknięcie na pewno mu
            > nie zaszkodzi,

            Tu mam zupełnie inne zdaniewink Ale mniejsza o to wink

            ale samo łażenie po górach albo się lubi albo nie. Skoro nie lub
            > i to po co go uszczęśliwiać na siłę?

            Tu raczej nie chodzi o uszczęsliwienie dzieciaka, tylko o to, że spełni
            sie marzenie tatusia o zdobyciu Rysów. Dzieciak nie chce byc wiecznie
            obwiniany przez tatusia, a do tego bardzo rzadko się widują, a syn ma
            nadzieję, że to się zmieni, jak tylko będzie się bardziej starał. Ponad
            rok pracował nad tym terapeuta z synem i wydawało się, że osiągnięto
            trwałe efekty. Ale ponieważ od wiosny tatus prawie w ogóle nie kontaktował
            sie z synem, więc chyba dzieciak zapomniał czego sie nauczył, no i przez
            to stracił grunt pod nogami.
            • podroznie Wymęczona 12.08.10, 06:40
              Rysy od słowackiej strony to zupełnie inna bajka. Zasugerowałbym dwa dni
              wcześniej wycieczkę aklimatyzacyjną na krótszej trasie.

              Pamiętaj o ubezpieczeniach; na Słowacji ichniejszy TOPR nie jest za darmo w
              razie problemów.

              pozdrawiam
        • tautschinsky Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:32
          zmeczona100 napisała:

          > Nie zainwestuję, bo to nie mój pomysł, a zresztą, to połowa tego, co (na
          > razie) łaskawie daje mi tatuś na dziecko.



          A co ma do tego ojciec? Dziecku dasz po łapkach
          bo ojciec nie płaci tyle, ile byś chciała?

          Jeśli jest to połowa pieniędzy,które przekazuje
          ci na dziecko jego ojciec to są to pieniądze
          właśnie na nie! Alimenty na dziecko jak najbardziej
          trzeba wydawać na potrzeby dziecka. O, ja naiwny...
          Przecież to teoria na potrzeby sądu big_grin
          • only.elvie Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:44
            tautschinsky napisał:
            > Jeśli jest to połowa pieniędzy,które przekazuje
            > ci na dziecko jego ojciec to są to pieniądze
            > właśnie na nie!

            Czyli ma mu kupić buty za 3 stówki a podręczników do szkoły nie jak nie starczy?
            Czy przy kalkulacji kosztów utrzymania dziecka ojciec zgłaszał takie wydatki?

            A tak w ogóle - wejście na Rysy to potrzeba dziecka czy ojca?
          • zabelina Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:46
            tautschinsky napisał:

            > A co ma do tego ojciec? Dziecku dasz po łapkach
            > bo ojciec nie płaci tyle, ile byś chciała?

            Ojciec ma to do tego Tautschinsky, że to on forsuje wakacje w
            wysokich jakby nie było górach. Zmęczona pisze, że dzieciak, co
            zreszta jest zwyczajną sprawą, najbardziej lubi wakacje z wodą w
            tle. Czyli wyprawa w Wysokie Tatry związana jest raczej z
            preferencjami taty a nie syna. Wejście na Rysy nawet od łatwiejszej
            słowackiej strony jest całodzienną forsowną wycieczką, a nie
            spacerem po Krupówkach. Jeśli tata zadba o odpowiednia aklimatyzację
            dziecka i tzw. "rozchodzenie" być może syn Zmęczonej taki wyjazd
            będzie wspominał jako wielką wakacyjną, męską przygodę. Jeśli jednak
            tata sam nie ma doświadczenia w chodzeniu po górach, a troche mi na
            to wskazuje fakt, że nie pomyslał o odpowiednich butach dla syna,
            taka wędrówka może być tylko umęczeniem zarówno dla ojca jak i
            syna.
          • zmeczona100 tałczyński 12.08.10, 23:23
            tautschinsky napisał:
            > A co ma do tego ojciec? Dziecku dasz po łapkach
            > bo ojciec nie płaci tyle, ile byś chciała?

            A bo widzisz, ja wiatropylna nie byłam i nie jestem, a tatuś na razie
            "płaci" 1/11 swoich miesięcznych zarobków (1/5 kosztów miesięcznych
            utrzymania dziecka), bo nie ma jeszcze zasądzonego zabezpieczenia.
            Niektórzy mają móżdżki wielkości orzecha włoskiego i uważają, że zrobią
            matce na złość, jeśli nie będą utrzymywać swego dziecka. Czyżbym się
            myliła?

            A co ojciec ma jeszcze do tego? A no to, że ojciec jest (ponoć) w pełni
            władz umysłowych, (ponoć) nie ma choroby psychicznej, (ponoć) nie jest
            ubezwłasnowolniony, więc jako 40-letni facet, jeśli chce mieć zachowaną
            pełnię praw rodzicielskich, to musi "się wykazać" tym, że potrafi o
            dziecko odpowiednio zadbać. A ty pewnie uważasz, że to mamusia ma się
            gimnastykować z niedostatkami finansowymi, zaspokajać wszelkie wymysły
            ojca i jeszcze w dodatku myśleć za dorosłego (ponoć) faceta. A może
            powinnam wynająć bodyguarda, aby dbał o dziecko, hę?

            tałczyński, specjalnie dla ciebie nawet sygnaturka z tej okazji się
            wylosowała.

            > Jeśli jest to połowa pieniędzy,które przekazuje
            > ci na dziecko jego ojciec to są to pieniądze
            > właśnie na nie!

            Połowa?? Na razie 1/4 zabezpieczenia, a 1/5 żądanej kwoty alimentów, więc
            sie nie ośmieszaj. A o kasę mi chodzi- i nigdy tego nie kryłam.
            https://smileys.smileycentral.com/cat/36/36_2_50.gif

            Nie będę taką materialistką, jeśli mi sprzedasz pomysł, czym zapłacić za
            zakupy w sklepie, czesne za szkołę, nowe buty czy odzież. No i w jaki
            sposób będę mogła "pozbyć się" syna z domu za parę lat, aby nie poszedł w
            ślady tatusia i nie wymagał obsługi, a żony nie traktował jak robota
            wieloczynnościowego. Bo widzisz, dla facetów twojego pokroju (i mojego OMC
            ex) problem się kończy wraz z ukończeniem nauki przez dziecko. Ale nie dla
            tych, z którymi dzieciak (już dorosły) mieszka. Na razie nie zapowiada się
            na to, aby po ukończeniu nauki wszyscy od razu dostawali super stanowiska
            pracy z pensją, która pozwoli na spłatę kredytu choćby najmniejszej
            kawalerki. A ponieważ syn nie pojawił sie przez przypadek, tylko dlatego,
            że uznaliśmy, że damy sobie radę i jemu też pomożemy w przyszłości (bo
            rodziców realnie na to stać), to ja nie widzę powodu nie walczyć o to, co
            było w tych planach. I dlatego będę walczyć o uznanie wyłącznej winy
            "męża" i alimenty na siebie. Za parę lat wystarczy sprzedać mieszkanie,
            dodać to, co się uzbiera w tzw. międzyczasie z alimentów na mnie i...
            zakupić dwa oddzielne mieszkania, dokładając kredyt, którego raty będzie
            można spłacać bez większego obciążenia.
            Widzisz, jaka jestem wredna materialistka. Brakuje mi na waciki i dlatego
            tak potrzebuję pieniędzy. Co za wredna baba ze mnie! Może na stos?


            Alimenty na dziecko jak najbardziej
            > trzeba wydawać na potrzeby dziecka.

            No i o to chodzi- jak tatuś będzie wnosił o alimenty, bo dziecko będzie z
            nim (big_grin ), to wtedy będzie miał okazje wpisać wszystko, co uzna za
            niezbędne dla dziecka. Ja nie uwzględniłam wydatków na wspólne wypady z
            ojcem, bo nie uwzględniłam w ogóle miesiąca wakacyjnego, w którym
            (teoretycznie) synem ma się opiekować tatuś.

            Ale tak sobie myślę- może ty masz rację?? Tylko co ja biedna zrobię, jak
            tatuś wymyśli podróż dookoła na księżyc??

            https://smileys.smileycentral.com/cat/36/36_20_7.gif
            • tautschinsky Re: tałczyński 13.08.10, 00:51
              zmeczona100 napisała:

              > A bo widzisz, ja wiatropylna nie byłam i nie jestem


              Ale mądra to chyba też nie albo on głupi, że z tobą.
              Na jedno więc wychodzi.


              > a tatuś na razie
              > "płaci" 1/11 swoich miesięcznych zarobków (1/5 kosztów miesięcznych


              A to, że zaradny jest nie znaczy, że ma płacić
              więcej niż trzeba. Bo to jest tak: jak ojciec
              zarabia grosze lub nie zarabia wcale, i tak jest
              obciążany alimentami na których płacenie realnie
              nie kasy.

              1/5 powiadasz? A płaci 600 zł czyli 2,5x600 to daje
              1500 zł miesięcznie na utrzymanie 13latka. Według
              mnie jesteś skromna, zbyt skromna. Na 13latka utrzymanie w Polsce to 100 tysięcy mało. I tacy się
              znaleźliby,którzy by tego dowiedli. Ale co z tego?


              > Połowa?? Na razie 1/4 zabezpieczenia, a 1/5 żądanej kwoty alimentów, więc
              > sie nie ośmieszaj.



              Wiesz - żądać to ty sobie możesz nawet i śniegu
              w sierpniu. Twój eks to nie chłop pańszczyźniany,
              żeby miał twoich żądań wysłuchiwać i nie daj boże
              je spełniać. Pewnie czasami nieźle się z ciebie
              śmieje, jeśli takimi tekstami startujesz do niego.
              Żądać... phi! big_grin




              > Nie będę taką materialistką, jeśli mi sprzedasz pomysł, czym zapłacić za
              > zakupy w sklepie, czesne za szkołę, nowe buty czy odzież.



              Czesne? W jakim ty kraju żyjesz? Nie ma szkół publicznych? A pomysł już ci sprzedaję: własna praca.
              Lepiej płatna praca skoro z tej ci brakuje na czesne.
              Proste? Proste. Chcesz jeździć samochodem za 300 tysięcy to musisz na niego mieć pieniądze, jak nie masz to zostaje ci taki za 50 albo 8 tysięcy (albo autobus).


              • zmeczona100 Re: tałczyński 13.08.10, 02:01
                tautschinsky napisał:

                >
                >
                > Ale mądra to chyba też nie

                A no nie- gdybym była, to ojca dobrałabym innego.

                >albo on głupi,

                A w to akurat nie wątpię big_grin

                >
                > A to, że zaradny jest nie znaczy, że ma płacić
                > więcej niż trzeba.

                hehehehehe, zaradny? o nie, panie tałczyński. gdyby wywiązywał sie ze
                swoich obowiązków wobec syna, to dzisiaja nie zarabiałby nawet połowy
                tego, co teraz zarabia. A wtedy ja zarabiałabym tyle, co on teraz. Ale
                widzisz, kiedy on się realizował zawodowo, bywał ciagle na kursach,
                wyjazdach, to jak myslisz, kto wtedy był uwiązany do dziecka? A może go
                wtedy odstawiałam i sam sobie radził, a ja mogłam, ale mi się nie chciało,
                inwestować w siebie, w swój rozwój zawodowy? Byłam głupia, bo uwierzyłam,
                że on to robi dla nas, aby nam sie za jakiś czas żyło lepiej. A on po
                prostu nas wykorzystał. i jeszcze coś dopiszę- on nie widzi żadnego mojego
                (i syna) udziału w tych swoich sukcesach zawodowych, co zresztą ciebie
                akurat dziwić nie będzie.
                >
                > 1/5 powiadasz? A płaci 600 zł czyli 2,5x600 to daje

                Nie, daje 500 PLNów, a ponieważ tatuś się wypiął i kompletnie nie
                interesuje się dzieciakiem (oprócz kilku dni przed sprawami), to jakim
                cudem wstawiłeś tam 2,5? Owszem, wstawimy 2,5 jesli tatuś wraz ze mną
                będzie wychowywał syna.

                > 1500 zł miesięcznie na utrzymanie 13latka. Według
                > mnie jesteś skromna, zbyt skromna.

                A jaki jest koszt wg ciebie? i jak to obliczyłeś? Bo widzisz, ja
                obliczyłam na podstawie udokumentowanych wydatków z okresu, obejmującego
                1,5 roku. I wyszło mi ponad 2 500 miesięcznie. A do wiosny wydawane było o
                prawie 2 000 więcej, bo dzieciak był leczony niestandardową terapią,
                której nie finansuje NFZ.

                Na 13latka utrzymanie w Polsce to 100 tysięc
                > y mało. I tacy się
                > znaleźliby,którzy by tego dowiedli. Ale co z tego?

                A to, że u jednych poziom życia jest taki, a u drugich- inny. A co-
                socjalistą jesteś?

                > Wiesz - żądać to ty sobie możesz nawet i śniegu
                > w sierpniu.

                Śnieg mi niepotrzebny, ale pieniądze- i owszem.

                Twój eks to nie chłop pańszczyźniany,
                > żeby miał twoich żądań wysłuchiwać i nie daj boże
                > je spełniać.

                Mnie nie będzie wysłuchiwac, bo będzie przemawiac do niego mój pełnomocnik
                i sąd.

                Pewnie czasami nieźle się z ciebie
                > śmieje, jeśli takimi tekstami startujesz do niego.
                > Żądać... phi! big_grin

                Phi, jeśli ma omamy słuchowe, to pewnie sie smieje, bo mnie słyszy big_grin
                >
                > Czesne? W jakim ty kraju żyjesz? Nie ma szkół publicznych?

                Może i są, jednak decyzja o wyborze szkoły społecznej zapadła jeszcze
                przed tym, nim tatuś się wyautował ze wspólnego zycia. A to nie jest w
                żadnym wypadku przesłanka, aby zmieniac plany wobec syna.

                A pomysł już ci sprz
                > edaję: własna praca.
                > Lepiej płatna praca skoro z tej ci brakuje na czesne.

                Niom. Jak tylko poprawi mi się zdrowie, które utraciłam przez kompletny
                brak oparcia ze strony "męża" podczas choroby syna, no i przez odkrycie
                prawdziwego oblicza tego kogoś.

                > Proste? Proste.

                Proste. Jeśli są możliwości.

                Chcesz jeździć samochodem za 300 tysięcy to musisz na niego mie
                > ć pieniądze, jak nie masz to zostaje ci taki za 50 albo 8 tysięcy (albo
                autobus
                > ).


                Dziecko ma prawo życ na poziomie materialnym rodzica, który je alimentuje
                smile A jeśli tatuś nie chce, aby syn chodził do szkoły prywatnej, to niech
                mu to po prostu powie. I przygotuje wyjasnienie, dlaczego dzieciak
                powinien przejść do szkoły publicznej. Może syn zrozumie? jak myslisz?
                • ro35 Re: tałczyński 13.08.10, 07:30
                  zmeczona100 napisała:

                  > Dziecko ma prawo życ na poziomie materialnym rodzica, który je alimentuje

                  ok, więc przy dużych dysproporcjach w dochodach rodziców sądy mogły przyznawać
                  dziecko pod opiekę temu, który lepiej zarabia, zgodzimy się ? wink
                  no bo jak by to wyglądało, np. matka (przy niskich dochodach) żyjąca chlebem i
                  solą a dziecko z wysokimi alimentami ma wszystko co chce (alimenty bowiem służą
                  zaspokajaniu potrzeb dziecka)
                  big_grin
                  ps.
                  coby nie bylo - kupuje dziecku buty suspicious gdyz ex - mimo mozliwosci - nie zarobi na
                  swoje skromne utrzymanie
                  • zmeczona100 Re: tałczyński 14.08.10, 18:21

                    > ok, więc przy dużych dysproporcjach w dochodach rodziców sądy mogły przyznawać
                    > dziecko pod opiekę temu, który lepiej zarabia, zgodzimy się ? wink

                    To zależy, co byłoby kryterium - poziom materialny czy udział w wychowaniu dziecka. Bo zgodzisz się chyba ze mną, że przy dużych dysproporcjach w zarobkach, jest też dysproporcja w liczbie godzin w pracy wink
                    No i rodzi się więc pytanie o to, co lepsze dla dziecka- czy bardzo dobra sytuacja materialna, czy jednak znaczny udział w wychowaniu dziecka wink
                    Bo w pierwszej sytuacji będzie potrzebna opiekunka, a w drugiej- te pieniądze za opiekunkę można przeznaczyć na potrzeby dziecka własnie.

                    Wiesz, gdybyśmy z "mężem" rozstawali się w innych warunkach- spokojnie, bez zdrad, gdyby był ojcem dla swego dziecka, a nie jakimś tam mało znaczącym kolegą, to na pewno potrafilibyśmy się dogadać w każdej sprawie- także wyjazdu w wysokie góry i zakupu butów.I też brałabym pod uwagę to, czy ex może wyłożyć na coś extra kasę.
                    • krezzzz100 Re: tałczyński 14.08.10, 18:33
                      zmeczona100 napisała:

                      > Wiesz, gdybyśmy z "mężem" rozstawali się w innych warunkach- spokojnie, bez zdr
                      > ad, gdyby był ojcem dla swego dziecka, a nie jakimś tam mało znaczącym kolegą,
                      > to na pewno potrafilibyśmy się dogadać w każdej sprawie- także wyjazdu w wysoki
                      > e góry i zakupu butów.I też brałabym pod uwagę to, czy ex może wyłożyć na coś e
                      > xtra kasę.
                      >

                      Czyli tak, jak mówiłam, kara dla eks. Ach, ta moralność...
                      • zmeczona100 Re: tałczyński 14.08.10, 23:08
                        krezzzz100 napisała:

                        > zmeczona100 napisała:
                        >
                        > > Wiesz, gdybyśmy z "mężem" rozstawali się w innych warunkach-
                        spokojnie, b
                        > ez zdr
                        > > ad, gdyby był ojcem dla swego dziecka, a nie jakimś tam mało znaczącym
                        ko
                        > legą,
                        > > to na pewno potrafilibyśmy się dogadać w każdej sprawie- także
                        wyjazdu w
                        > wysoki
                        > > e góry i zakupu butów.I też brałabym pod uwagę to, czy ex może wyłożyć
                        na
                        > coś e
                        > > xtra kasę.
                        > >
                        >
                        > Czyli tak, jak mówiłam, kara dla eks. Ach, ta moralność...
                        Moja kara dla ex, bo nie potrafimy się dagadać big_grin
                        • krezzzz100 Re: tałczyński 14.08.10, 23:16
                          "Moja kara dla ex, bo nie potrafimy się dagadać"

                          No i właśnie o to chodzi, przecież o tym pisałam. Wreszcie pojęłaś, Zmęczona.
                          Mam nadzieję, że wyciągniesz z tego nauczkę.
                          Odpuszczam Ci na ten moment.


                          • zmeczona100 Re: tałczyński 14.08.10, 23:24
                            Dogadanie zależy od osób, które w nim miałyby brac udział. Ja to tylko 50%
                            możliwości, reszta to OMC EXa.

                            > No i właśnie o to chodzi, przecież o tym pisałam. Wreszcie pojęłaś,
                            krezzz.
                            > Mam nadzieję, że wyciągniesz z tego nauczkę.
                            > Odpuszczam Ci na ten moment.
    • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 06:53
      Od razu widać, o co Zmęczonej chodzi- o kasę! Nie tam o żadne bezpieczeństwo czy
      wygodę. O to, by ojciec kupił, nie ona.
      No i co to za pomysł, by spełnić swoje marzenie razem z synem. Toż to zbrodnia!
      Marzeń mieć nie wolno, i spełniać ich razem z dziećmi tym bardziej.

      !3 lat to duży koń na takie chodzenie. Oczywiście, odpowiednie przygotowanie
      konieczne. A buty można kupić na wyprzedaży (obecnie ma się ku końcowi) nawet za
      200 zł.
      • tautschinsky Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:35
        krezzzz100 napisała:

        > Od razu widać, o co Zmęczonej chodzi- o kasę! Nie tam o żadne bezpieczeństwo cz
        > y
        > wygodę.

        Zawsze chodziło. Nie kryła się z tym.

        Teraz jednak przestała udawać, że interesuje
        ją dobro i zdrowie syna... Niech synuś sobie
        giry połamie, to się odwróci od tatula? Wredne
        to myślenie.
        • zmeczona100 tałczyński 12.08.10, 23:37
          tautschinsky napisał:


          >
          > Teraz jednak przestała udawać, że interesuje
          > ją dobro i zdrowie syna...

          No i dlatego napisałam ten wątek, tak? Oj, coś marnie z dedukcją u ciebie.

          Niech synuś sobie
          > giry połamie, to się odwróci od tatula?

          big_grin żeby się odwrócić, to musiałby być najpierw nawrócony big_grin A tatuś dla
          niego różni się od jego kolegów tym, że za niego płaci za pizzę, no i że
          nie mają wspólnych tematów.

          Tałczyński, gdybyś trochę doczytał moich postów np. sprzed roku, to nie
          pisałbyś takich farmazonów, bo dotarłoby (może, w co jednak wątpię), że mi
          zależy na tym, aby mieć 2-3 weekendy w miesiącu wolne "od dziecka", a do
          tego miesiąc wakacji i tydzień ferii big_grin
          Teraz mi napisz, że jestem wredną matka, bo tylko myślę o tym, jak się
          pozbyć dziecka z mojego życia, to po prostu padnę trupem big_grin
          • tautschinsky Re: tałczyński 13.08.10, 00:35
            zmeczona100 napisała:

            > Teraz mi napisz, że jestem wredną matka, bo tylko myślę o tym, jak się
            > pozbyć dziecka z mojego życia, to po prostu padnę trupem big_grin



            Obiecanki cacanki! big_grin
    • leni6 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 07:13
      Przesadzasz, wejście na Rysy od strony słowackiej to spacerek. Jasne ze dobrze
      mieć buty sensowne, chociażby w razie pogorszenia się pogody.
    • morekac Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:44
      Trasa nie jest trudna, ale jak większość tras szczytowych w Tatrach -
      długa i 13-latek w normalnej kondycji, po rozchodzeniu powinien dać
      radę. Ale powinien iść w butach turystycznych. Inna sprawa -
      ubezpieczenie. Za ewentualne akcje ratunkowe (chociażby po urazie
      nogi uniemożliwiającym dalszy marsz) Słowakom się płaci. Nie jestem
      pewna, czy ubezpieczyciel będzie skłonny zapłacić za nieodpowiednie
      obuwie...
    • only.elvie Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:45
      Na szczęście od strony słowackiej jest prosto.
    • fragile66 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 09:57
      Nie szedłem nigdy tą trasą, widziałem ją tylko z wierzchołka Rysów.

      Ale zawsze zazdrościłem Słowakom, bo oni mają schronisko Pod Rysami,
      z którego do szczytu jest jakieś 200 metrów wygodnego podejścia - po
      polskiej stronie najpierw trzeba podejść do Morskiego Oka (ostatnie
      schronisko), potem dojść do Czarnego Stawu (godzina drogi), a potem
      wspinać się jakieś 800 metrów po trudnej skalnej ścieżce (w paru
      miejscach są łańcuchy).

      Więc jeśli ojciec chce zainteresować dziecko turystyką górską, to
      wybrał najlepsze rozwiązanie, bo satysfakcja ze zdobycia szczytu
      murowana, a wysiłek nieporównywalnie mneijszy do tego, na jaki ja
      byłem skazany w czasach PRL-u (w stanie wojennym to jeszcze nas
      wopista ostrzegał, żeby nie pomylić drogi, bo Słowacy będą strzelać
      bez ostrzeżenia, jak się zboczy na ich stronę).

      Ryzyko małe, najwyżej dzieciak się zrazi do gór i więcej nie
      pojedzie. Chociaż jeśli jest normalnym chłopakiem, to bardzo bym się
      zdziwił, gdyby go górskie wędrówki nie zafascynowały. Zwłaszcza że
      potem można tym zaimponować dziewczynom.
      • morekac Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 10:33
        a wysiłek nieporównywalnie mneijszy
        Nieprawda. Też kawał podejścia - i w pionie, i w długości - 9-10
        godzin, czyli mniej więcej tyle samo co Palenicy (jeśli atakuje się
        od dołu). Tyle tylko, że trasa jest technicznie łatwiejsza.
        • fragile66 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 11:18
          Tak jak pisałem, nie szedłem tym szlakiem, więc może z góry tylko się
          wydawał łatwy.

          Poniżej szczegółowy opis:
          "Chata pri Popradskom plese (1494m) - Chata pod Rysmi (2250m) - Rysy
          (2503m) - Štrbské Pleso (1355m)
          17 km; czas przejścia 7 godzin 45 min.

          Noc w schronisku przy Popradzkim Stawie mija szybko, ale
          regenerująco. Co prawda zrywać się rano do robienia zdjęć nie ma po
          co, gdyż najlepsze widoki "ustawione" są pod słońce, ale nie ma też
          co zwlekać, ponieważ dzień będzie długi i wyczerpujący. Dzięki
          zastosowanej technice uniku i pozostawieniu ogromnych plecaków w
          schronisku, marsz Doliną Mięguszowiecką jest niezwykle komfortowy.
          Niecałe dwie godziny drogi nad Żabie Stawy trwają jednak długo, bo i
          nogi nie pierwszej świeżości i ogólnie ujmując, widoki ładne, ale
          wciąż te same. Dopiero wyjście ponad skalny próg do Doliny Żabich
          Stawów przywraca wiarę w sens wkładanego trudu. "Wykonane" ze smakiem
          otoczenie doliny nie pozostawia złudzeń, że przygoda trwa nadal.
          Obowiązkowa sesja zdjęciowa przeciąga się, bo, jak można opuścić
          miejsce, które warte jest tysiąca klatek filmowych. Identyfikacja
          szczytów trwa krótko. Najwyższe zdumienie budzi jednak wygląd Rysów
          do którego Polacy nie są przyzwyczajeni. Zamiast strzelistej,
          potężnej turni oglądanej wiele razy z nad Morskiego Oka widać skalny
          mur z dwiema kopułkami. Dalsza droga kamiennym chodnikiem doprowadza
          do stóp średniego wierzchołka Rysów, którego obejście musi potrwać,
          gdyż ubezpieczone łańcuchami 120-sto metrowe przejście oblepione jest
          zwykle mamusiami i dziecięcymi wycieczkami. Wreszcie wejście do
          Kotlinki pod Wagą, pokonanie skalnego progu i można odpocząć w
          schronisku. Można, albo należy skorzystać z ubikacji, która osadzona
          nad urwiskiem z pewnością nie zachęca, ale wyzwala sporo emocji u
          "potrzebującego". Po przerwie, wejście na Wagę odbywa się leniwie i
          bez emocji. Widok Ganku wyzwala ponownie pozytywne wibracje, a
          bliskość celu staje się wyczuwalna. I faktycznie przejście na
          zachodnie zbocze Rysów nie pozostawia złudzeń, że to Wysokie Tatry. Z
          prawej ogromna skalna ściana, z lewej, co tu dużo mówić... do ziemi
          daleko. Wprawdzie nie ma tu wspinaczki, łańcuchów i tym podobnych,
          ale sporo osób walczy z widokiem na tym odcinku. Zresztą po wejściu
          na szczyt nie jest łatwiej. Skalne bloki, z których uformowane są
          Rysy wymagają uwagi i rozwagi przy poruszaniu się na wierzchołku.
          Jest ciasno i o wypadek nie trudno, zwłaszcza po deszczu, kiedy skały
          są bardzo śliskie. No i cóż: euforia i...zaskoczenie, albowiem
          okazuje się, że Rysy są najwyższą budką telefoniczną w Europie
          Środkowej. Nie ma osoby, która nie chciałaby zaskoczyć rodziny czy
          znajomych rozmową z komórki stojąc na "dachu Polski". Zachwytom i
          wyliczankom, co widać nie ma końca, a widok jest imponujący.
          Spędzenie na Rysach godziny, aby nachapać się widoków wydaje się za
          krótkie. Czas jednak wracać. Do Żabich Stawów, "jak cię mogę", ale z
          każdym kolejnym metrem coraz trudniej. Boli dosłownie wszystko.
          Wreszcie Popradzki Staw. Wyludniona okolica schroniska kojąco wpływa
          na układ nerwowy. Nie chce się nic mówić, bo to przeszkadza w
          kontemplacji, jednak po chwili zadumy czas wrócić do rzeczywistości,
          w czym z pewnością pomaga 15-to kilogramowy plecak zarzucony ze
          wstrętem na plecy. Opis godzinnego marszu do Szczyrbskiego Jeziora na
          kwaterę niestety nie przemknąłby się przez najbardziej liberalną
          cenzurę. Jeszcze tylko jeden dzień."

          Warto się zastanowić, czy pozbawiać dziecko takich wrażeń. A o buty
          odpowiednie do wędrówki powinien zadbać pomysłodawca wycieczki, bo
          inaczej nici z wyprawy - bąble na nogach zepsują przyjemność albo
          całkiem uniemożliwią.
          • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 11:34
            To nie o szczegóły chodzi, bo dla sprawnego trzynastolatka to super przygoda,
            czy będą szli 8 czy 14 godzin, i czy w butach za 200 czy za 1000 zł...

            To chodzi o niechęć matki do tego, że dziecko spędzi czas nie wedle narzuconych
            przez nią reguł. Że ojciec będzie miał z tego zadowolenie, a i syn
            prawdopodobnie też. Bo skoro ojciec coś lubi, i chce tym zarazić syna, to musowo
            musi oznaczać krzywdę syna.
            No i o te koszta... Fanaberyjne zapewne.
            • only.elvie Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:01
              krezzzz100 napisała:
              > To chodzi o niechęć matki do tego, że dziecko spędzi czas nie wedle narzuconych
              > przez nią reguł. Że ojciec będzie miał z tego zadowolenie, a i syn
              > prawdopodobnie też. Bo skoro ojciec coś lubi, i chce tym zarazić syna, to musowo
              > musi oznaczać krzywdę syna.

              No tak bo Ty oczywiście nie miałabyś żadnych wątpliwości wysyłając dziecko w
              góry bez odpowiedniego sprzętu smile A niech idzie, niech spadnie smile Od kiedy
              odpowiednie buty to 'reguły narzucone' przez matkę?

              Ex mojej koleżanki kupił sobie po rozwodzie motor i był bardzo zdziwiony, że ona
              nie pozwala mu wozić ich 10 letniej córki bez odpowiedniego stroju i kasku.
              Wredny babsztyl z niej co - zabrania mu dzielić się swoją pasją z dziećmi. I na
              pewno nie o bezpieczeństwo jej chodzi tylko o to, żeby nie daj Boże dziecko
              miało frajdę spędzając czas z ojcem big_grin
              • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:34
                Jakoś nigdy nie wysyłam ani nie zabierałam dzieci w góry bez stosownego
                wyposażenia- ani latem ani zimą. Co za problem-sprawę ekwipunku omówić z eks.
                Albo- samemu go wyekwipować.
                O każdą nartę, gogle, kijek, tenisówkę, rower, deskorolkę, kask czy cokolwiek
                innego tak się handryczą??))) Kurtkę, czapkę, rękawiczki- co jeszcze???
                Nie doczytałaś, że eks ma nie spełniać swoich marzeń razem z synem??? )))) A jak
                chce, to niech to finansuje. Bo ejst o co kopie kruszyć....
                Trochę cywilizacji, ja was proszę.
                • only.elvie Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:40
                  krezzzz100 napisała:
                  > Albo- samemu go wyekwipować.

                  Nie no jasne - najlepiej samemu wszystko kupować nie? A kaska to z nieba leci hehe big_grin

                  > Nie doczytałaś, że eks ma nie spełniać swoich marzeń razem z synem???

                  Nie - to akurat tylko Twoja uprzedzona interpretacja.
                  • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:49
                    Zmęczona napisała: "Tu raczej nie chodzi o uszczęsliwienie dzieciaka, tylko o
                    to, że spełni sie marzenie tatusia o zdobyciu Rysów".

                    Tak, jak mój eks płaci za pobyt i podróż, ja płacę za inne sprawy, np.
                    ekwipunek. I odwrotnie.



                    • only.elvie Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:56
                      krezzzz100 napisała:
                      > Zmęczona napisała: "Tu raczej nie chodzi o uszczęsliwienie dzieciaka, tylko o
                      > to, że spełni sie marzenie tatusia o zdobyciu Rysów".

                      No i? W przypadku mojej koleżanki też dziecko miłością do motocykla nie pałało
                      (i nadal nie pała - boi się) - to tatuś chciał pokazać się kolegom ze zlotu i
                      wrzucić fotkę na NK. Co WCALE nie oznaczało, że matka uważała, że ma tego nie
                      robić - po prostu nie zgodziła się na narażanie życia dziecka.

                      Uważam, że Twój komentarz był nietrafiony.

                      > Tak, jak mój eks płaci za pobyt i podróż, ja płacę za inne sprawy, np.
                      > ekwipunek. I odwrotnie.

                      Jak masz na to kasę to super a jak nie?
                      • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 14:26
                        No i to, że Zmęczona tak to widzi- że to spełnienie marzeń ojca, czemu Ty
                        przeczysz. A to nie moje słowa, tylko jej.

                        Jak ich nie stać, to niech to napisze i nie bije piany, że o marzenia ojca
                        chodzi, albo że ON MA KUPIĆ.


                        • only.elvie Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 14:29
                          krezzzz100 napisała:
                          > No i to, że Zmęczona tak to widzi- że to spełnienie marzeń ojca, czemu Ty
                          > przeczysz. A to nie moje słowa, tylko jej.

                          W JEJ słowach, że to marzenie ojca i syna nie ma tego co napisałaś, że 'eks ma nie spełniać swoich marzeń razem z synem'. To jest Twoja interpretacja.
            • jeszczezona Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:11
              A ja rozumiem Zmęczoną. Jeżeli tatuś jest z tych beztroskich "jakoś to będzie"
              to wyprawa może być ciężka dla dziecka. Rozumiem też, że zakup butów na jeden
              raz za 200-300 zł to duży wydatek dla samotnej matki. Piszę na jeden raz bo
              pamiętam jeszcze z jaką prędkością rosną stopy trzynastolatka.
              • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 13:53
                Znaczy, że co? Że dziecko nie będzie chodzić po górach- ani z matką ani z ojcem.

                Buty z wyprzedaży są tanie (200 zł, a chyba luksusów mieć nie musi). A jak ich
                nie stać, niech kupią używane. Znajdą.

                Przesada. Tak to można zrobić problem z każdej pary portek.
                • jeszczezona Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 14:27
                  Po prostu uważam że jeżeli tatuś funduje dziecku wyprawę w góry to z całym
                  dobrodziejstwem inwentarza i powinien sam zadbać żeby dziecko wszystko miało co
                  jest potrzebne.
                  • z_mazur Re: Rysy od strony słowackiej 13.08.10, 01:03
                    Ale wyprawa w góry, to parę dni, a buty są na dłużej. Pewnie ojciec i tak opłaci cały pobyt dziecka (ciekawe, czy matka zrezygnuje na tą okoliczność z części alimentów), a jak się kupi trekingowe buty na taką wyprawę (nie muszą to być przecież buty do raków), to dzieciak w ostateczności będzie miał fajne buty na zimę, nawet jeśli się górami nie zarazi.

                    Więc dlaczego to ojciec miałby kupować te buty?
                    • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 18:58
                      z_mazur napisał:

                      > Ale wyprawa w góry, to parę dni, a buty są na dłużej.

                      Mamciu droga, toż to chłopię w okresie dojrzewania- je i rośnie na potęgę.
                      Ja swoje buty "górskie" mam od jakichś 7 lat i pewnie drugie tyle jeszcze
                      wytrzymają (przy mojej aktywności górskiej wink ). Za kilka lat i synowi
                      przestaną stopy rosnąć- wtedy na pewno będzie "mniej kosztowny".



                      Pewnie ojciec i tak opłac
                      > i cały pobyt dziecka (ciekawe, czy matka zrezygnuje na tą okoliczność z
                      części
                      > alimentów),

                      big_grin Nie mam jeszcze przyznanych alimentów.
                      Tatuś dostaje z pracy co roku bonus wakacyjny- na każdego członka rodziny.
                      Dostał więc na mnie i syna- za ten i za tamten rok, a na wakacje syna
                      nawet połowy z tej kwoty nie wyda- no chyba, że zechce zaszaleć, ale
                      będzie to też argument na moją korzyść przy ustalaniu alimentów wink

                      a jak się kupi trekingowe buty na taką wyprawę (nie muszą to być pr
                      > zecież buty do raków), to dzieciak w ostateczności będzie miał fajne
                      buty na zi
                      > mę, nawet jeśli się górami nie zarazi.

                      Mazur, uwierz, że nie wiem, czy ten rozmiar co teraz, będzie nosić np. w
                      Nowy Rok. Co roku miał kupowane w październiku- listopadzie, jak
                      zapowiadała się zima; do wiosny wystarczały, ale już na drugi sezon- nie.

                      >
                      > Więc dlaczego to ojciec miałby kupować te buty?

                      Jeśli przyjąć, że matki żyją z alimentów na dziecko i to za te
                      pieniądze chodzą do solarium, fryzjera, kosmetyczki i fundują sobie tipsy,
                      to masz rację- 3 stówy "w te czy we wte" nie robi różnicy. Jeśli jednak
                      wyjść od tego, że alimenty czy zabezpieczenie mają swoje odniesienie do
                      realnych wydatków na dziecko, to wyjaśnij mi, proszę, jak
                      wygospodarować z nich dodatkową sumę na coś, co nie było ujęte w tych
                      wydatkach? Lecieć do sądu, żeby są przyznał mi te dodatkowe 3 stówy, bo to
                      niby jest uzasadniona potrzeba dziecka, czy jednak niech płaci ten, kto
                      wyskoczył z takim pomysłem i nie uzgadniał niczego ze mną?

                      Mazur, od momenty, kiedy podjęłam decyzję o rozwodzie, za wszystkie
                      zakupy, oprócz warzyw i owoców na targu, płacę kartą i gromadzę wszystkie
                      dowody w postaci rachunku ze sklepu- co kupiłam, ile i jak
                      zapłaciłam, a co tydzień drukuję sobie pdf'a z banku, gdzie jest moje imię
                      i nazwisko, data, miejsce i zapłacona kartą kwota, i to wszystko, tj.
                      rachunek ze sklepu i potwierdzenie z terminala płatniczego oraz z banku,
                      naklejam na osobne kartki A-4, a następnie wykreślam na rachunku sklepowym
                      to wszystko, co nie było kupowane dla syna i wpisuję kwotę z rachunku,
                      którą wydałam tylko na niego. Zakupy targowe wpisuję na kartę- co i ile
                      kupiłam, jaka była cena za kg i ile ja zapłaciłam za zakupy- i też
                      wykreślam, co moje i wyliczam, ile z tego poszło na zakupy na syna.

                      I to tym sposobem wiem, ile i czego zużywa syn, no i ja. W zestawieniu
                      kosztów utrzymania dziecka jest więc dokładne odbicie tego, co na tych
                      kartkach- można policzyć i sprawdzić wszystko. Jest mi o tyle łatwiej, że
                      w zasadzie niewiele rzeczy jemy razem, bo mamy jednak inne preferencje- o
                      czym tatuś dziecka wie, więc nie ma się czego doczepić. No i do tego nasze
                      żywienie jest w zasadzie "monotonne"- kupuję sprawdzone od lat, choć
                      wiadomo, że jakieś tam modyfikacje się pojawiają, ale to jest na zasadzie
                      wymiany, więc różnice naprawdę nie są duże.

                      Jak więc widzisz, Mazur- z tak przygotowanych zestawień nie da się
                      wygospodarować nic ponad to, co na nich jest.
                    • nangaparbat3 Re: Rysy od strony słowackiej 18.09.10, 21:04
                      z_mazur napisał:

                      > Ale wyprawa w góry, to parę dni, a buty są na dłużej.
                      Buty dla trzynastolatka są zazwyczaj na pół roku, gora rok. To poważna pozycja w budżecie przeciętnej samotnej matki, naprawdę.
                • zabelina Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 14:31
                  krezzzz100 napisała:
                  >
                  > Buty z wyprzedaży są tanie (200 zł, a chyba luksusów mieć nie
                  musi).
                  ??? To forum chyba dla jakiś krezusów finansowychwink
                  • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 15:02
                    Jak wiesz, gdzie są tańsze, w miarę dobre, to daj znać- właśnie potrzebuję
                    nowych smile

                    O butach w góry mówimy. Ale można kupić i tańsze- traperskie, np. Deichmann
                    miewa przecenione Landrovery- widziałam już od 100 zł.

                    Jak ich nie stać, to powinni omówić, na co mogą sobie pozwolić, a na co nie.
                    Chyba nie może być tak, że w góry ich stać, ale na buty już nie.

                    Zmęczona nie wie, że jej nie stać?
          • morekac Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 12:33
            7h to i z MOKA się obleci.
            Do Popradskiego Plesa tez trzeba dojść - raczej nie można tam
            dojechać (chyba że coś się zmieniło), a trasa do Chaty pod Wagą jest
            dość męcząca (wjechać tam nie można...) - chociaż technicznie nie
            jest trudna.
    • der1974 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 12:11
      Szedłem tą trasą. Technicznie jest średnia, na pewno nie można
      powiedzieć że łatwa, po drodze są łańcuchy, pod Wagą duży płat
      śniegu do przejścia, dojście na szczyt granią. Jak się ma
      doświadczenie to dość sympatyczna trasa. Z tym, że jest to droga
      długa i męcząca. Bez odpowiednich butów w ogóle nie nadaje się do
      przejścia. Mam wątpliwości czy zabrał bym na nią swoje 13-letnie
      dziecko. Na pewno nie na pierwszą drogę.
    • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 12.08.10, 23:30
      dziękuję wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoimi opiniami. Powiem
      szczerze, że przeraża mnie to coraz bardziej- głównie przez wysiłek, który
      będzie musiał wykonać syn. On nie jest typowym 13-latkiem- rośnie bardzo
      szybko i jest już ... strasznie wysoki, jak na swój wiek.Rosna kości,
      mięśnie nie nadążają, więc bóle mięsni i ścięgien sie zdarzają- jak to u
      nastolatka.
      Ale jest coś, o czym w ogóle sie nie mysli, a problem zostaje uświadomiony
      przy okazji kolejnej smierci nastolatka podczas lekcji w-f. Chodzi o to,
      że serce nie nadąża, nie rośnie tak szybko, jak pozostałe części organizmu
      nastolatka, a więc organizm może mieć okresowo gorszą formę, serce może
      okresowo nie dawać rady i wtedy każdy większy, ponadprzeciętny wysiłek,
      może się źle skończyć. A mój syn do tego jest po ciężkim, prawie 4-letnim,
      agresywnym leczeniu.
      • the_gust Re: Rysy od strony słowackiej 13.08.10, 01:11
        No nie mogę... i nagle o tym piszesz nie wspominając nic w pierwszym poście? Mam
        wrażenie, że chcesz dolać oliwy do ognia. Jeśli faktycznie jest jak mówisz, to
        każdy normalny rodzic skonsultowałby to z lekarzem przedstawiając całą sytuację.
        13-latek też nie jest bezwolnym cielęciem - chce jechać ok, odpuść jeśli względy
        zdrowotne nie staną na przeszkodzie.
        Po problemie kupna butów, wypływa kwestia ewentualnej śmierci pod wpływem
        wysiłku? Oczywiście, niech jadą nad morze leżąc plackiem przez 2 tygodnie,
        jedząc frytki i zapijając colą. Super wypoczynek a la 'wymęczona'.
        • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 13.08.10, 01:32
          > No nie mogę... i nagle o tym piszesz nie wspominając nic w pierwszym
          poście?
          Gdybym znała stopień trudności trasy, to tego wątku wcale by nie było. I
          nie byłoby problemu, bo od razu powiedziałabym NIE.
    • only.elvie Zmęczona... 13.08.10, 08:20
      Ty się kobieto nie tłumacz - z samego faktu, że jesteś kobietą, matką i
      dostajesz jakąkolwiek kasę od Twojego prawie ex na dziecko jesteś złem wcielonym
      i tyle. Z założenia wredną babą, która utrudnia kontakty. Cokolwiek byś nie
      napisała - dostaniesz ochrzan smile
      • tricolour To nie do końca jest tak... 13.08.10, 09:47
        ... że co by nie napisała, to dostanie ochrzan. Moim zdaniem dostała
        adekwatne odpowiedzi do swojego widzenia wyjazdu w góry.

        Zmęczona, jeśli masz jakiś sprzeciw do wyjazdu, to warto to odpowiednio
        wyartykułować. Inaczej druga strona (czy też użykownicy forum) będzie
        miała wrażenie, że się kręci, kombinuje i nie wiadomo o co chodzi.

        Jeśli problemem jest brak odpowiednich butów, to problem taki rozwiązuje
        się poprzez zwykły zakup butówi i po sprawie. Trzeba mieć też na uwadze,
        że wyjazd w góry jest realną oszczędnością, bo dziecka w tym czasie nie
        masz na swoim utrzymaniu. Trudno zatem podnosić sprawę braku pieniędzy na
        buty jeśli w ręce widać pieniądze z utrzymania. Jesli ten argument (brak
        butów lub sprawa zakupu) jest pierwszym argumentem przeciw wyjazdowi, to
        druga strona może odnieść wrażenie, że robisz z igły widły i sprzeciwiasz
        się bezpodstawnie.

        Jeśli problemem są sprawy zdrowotne, to rzeczywiście może być to realna
        przeszkoda przeciw wysiłkowi. Tyle, że "przestrzeń" między pytaniem o
        wysiłek wejścia od słowackiej strony, a stwierdzeniem, że wysiłek może
        zakończyć się śmiercią, jest tak wielka, że już większa byc nie może.
        Odniosłem wrażenie, że pytanie o słowacką stronę jest prostym pytaniem
        technicznym o drogę. Jeśli nagle zaczynasz się posiłkować obliczem
        śmierci z wysiłku, to wzbudzasz wątpliwość, że nie chodzi o drogę czym
        podważasz własną wiarygodność poprzez wysuwanie kosmicznych argumentów.
        Przecież od słowackiej strony nie ma urządzonych cmentarzy i nie stoją
        krematoria czekające na klientów, którzy padli. A z drugiej strony: czy
        wysiłek przy pływaniu nie może już doprowadzić zasłabnięcia i utopienia
        skoro syn lubi wodę? Może, więc jeśli chlopiec nie może jechać w góry ze
        względów zdrowotnych, to może on nie może jechac nigdzie, a to wtedy
        zupełnie inna sprawa i podnoszenie "sprawy butów" wprowadzało w błąd.

        Jeżeli dziecko nie lubi gór, a ojciec lubi góry i mają razem jechać, to
        właśnie jest sposobność, by syn - szkoląc asertywnośc - jasno wyraził
        swoje zdanie i potrzeby. Inaczej ojciec odniesie wrażenie, że jest OK
        skoro nikt sie nie sprzeciwia. To jest podstawowa rzecz, by POWIEDZIEĆ, bo
        druga strona (obcy człowiek, małżonek, ojciec, syn, policjant, sprzedawca)
        nie ma obowiązku domyślać się, o co nam chodzi gdy milczymy.

        Rozumiem Twoje obawy, ale uważam, że są na wyrost.
        • only.elvie Re: To nie do końca jest tak... 13.08.10, 10:22
          tricolour napisał:
          > ... że co by nie napisała, to dostanie ochrzan. Moim zdaniem dostała
          > adekwatne odpowiedzi do swojego widzenia wyjazdu w góry.
          > Zmęczona, jeśli masz jakiś sprzeciw do wyjazdu, to warto to odpowiednio
          > wyartykułować. Inaczej druga strona (czy też użykownicy forum) będzie
          > miała wrażenie, że się kręci, kombinuje i nie wiadomo o co chodzi.

          Nie do końca 'dostała adekwatne odpowiedzi do swojego widzenia' tylko odpowiedzi adekwatne do punktu siedzenia forumowiczów. Punktu siedzenia, który z góry zakłada jej złośliwość smile

          Bo widzisz - gdyby napisała to gdzie indziej dostałaby zapewne wpisy bez uszczypliwości i oceniania jej postawy, odpowiedzi na temat - o którym pisała - czy syn da radę. Niektóre osoby zapewne pochyliłyby się nad kwestią odpowiedzialności tatusia inne stwierdziłyby, że jest nadopiekuńcza. Nikt by nie napisał, że jest 'nie nadmiernie myśląca', 'pazerna i utrudniająca'. To już tylko zwykłe wyżywanie się.
          • krezzzz100 Re: To nie do końca jest tak... 13.08.10, 11:39
            Only, fascynacja czyimiś procesami myślowymi, to nie zbrodnia- a Zmęczona jest w
            tym względzie rzeczywiście fascynująca. No bo, przyznasz, że odkładanie na
            mieszkanie dla syna kosztem męża jest fajnym pomysłem. A jak wpadnie na to, żeby
            odkładać na mercedesa dla niego, albo na inne odrzutowe wrotki? Powody do
            oszwabienia eks zawsze się znajdą - u Zmęczonej rzecz jasna.

            Ja po prostu szukam logicznych połączeń między jej sygnaturkami a treścią jej
            postów smile
            • only.elvie Re: To nie do końca jest tak... 13.08.10, 12:05
              Ty nie wypowiadasz się tu na temat tylko po to, żeby dokopać i już. Nic konstruktywnego Twoja wypowiedź nie wnosi.

              A rzeczywiście - odkładanie na mieszkanie syna zgodnie z wcześniejszymi, wspólnymi planami to zbrodnia nie z tej ziemi big_grin

              Swoją drogą - jak mamusia wpadnie na pomysł 'odrzutowych wrotek' to bardzo zła mamusia a jak tatuś na wycieczkę w góry - bardzo zła mamusia co nie chce butów kupić. Tak czy inaczej - powód do dokopania zawsze się znajdzie big_grin
              • krezzzz100 Re: To nie do końca jest tak... 13.08.10, 12:40
                No i masz zwrotnie to, co sama komuś zarzucasz)))) Ty nie chcesz dyskutować,
                tylko - jako osoba uprzedzona, nie ustosunkowujesz sie merytorycznie smile

                To, CZY rodzice kupią dorosłemu dziecku mieszkanie czy nie, to osobna sprawa.
                Osobna od wszelkiej alimentacji. A Zmęczona to łączy. Chce alimentów, by móc
                zainwestować w to mieszkanie. To jest kradzież, bo alimenty nie są na kupno
                mieszkania, ale na koszty utrzymania.


                Pójście w góry a kupno mieszkania to chyba różne porządki, nie uważasz? I to
                Zmęczona je połączyła z lotem w kosmos.

                Wniosek: Zmęczona odgrywa się na eks za jego odejście, okradając go.
                • only.elvie Re: To nie do końca jest tak... 13.08.10, 12:53
                  krezzzz100 napisała:
                  > Pójście w góry a kupno mieszkania to chyba różne porządki, nie uważasz? I to
                  > Zmęczona je połączyła z lotem w kosmos.

                  Różni je jedno - kto ma płacić smile

                  A co do Twojego oceniania Zmęczonej - to TYLKO ocena. Bo ja np. mogę ocenić, że
                  nie 'okrada' eksa tylko stara się w jedyny możliwy dla niej sposób wymóc
                  wcześniejsze ustalenia. Mąż przecież z nią się rozwodzi a nie z dzieckiem. Ale
                  tak czy inaczej - nie o tym dyskusja. Można grzecznie, merytorycznie - można
                  chamsko i personalnie. I tyle.
                  • krezzzz100 Re: To nie do końca jest tak... 13.08.10, 13:07
                    Za góry, jak za wszystko, co związane z utrzymaniem dziecka- oboje , za
                    mieszkanie- kto ma na to ochotę. Żadne obligum w stosunku do tego drugiego nie
                    zachodzi. I to stanowi zasadniczą różnicę.
                    To, co Ty nazywasz: "wymóc" jest w rzeczy samej kradzieżą. Bowiem żaden rodzic
                    zaciąga zobowiązania do kupna mieszkania dziecku. Jeśli chce kupić, to kupuje z
                    własnej woli, a eks małżonkowi nic do tego.

                    I o tym jest dyskusja. Sama Zmęczona ten aspekt wprowadziła.

                    Co do grzeczności, to Zmęczona ma swoje za uszami smile Pokazuję jej to jej
                    językiem)))
              • tricolour Only, zakup mieszkania... 13.08.10, 15:55
                ... dla dziecka ustalony w trakcie trwania małżeństwa przestaje mieć
                jakąkolwiek moc po rozwodzie. Wspólne ustalenie dotyczące czegokolwiek
                kończą się z chwilą rozwodu.

                Jeżeli ktoś uważa, że poziom życia dziecka ma być adekwatny do poziomu
                życia rodzica alimentującego to godzi się na wszelkie zmiany, także takie,
                że utrata pracy (zwolnienie, choroba, podeszły wiek) spowoduje obniżke
                poziomu życia dziecka. Nie da rady ciągnąc od eksa, bo wiele zarabia
                (w pierwszej odnosić potencjalny wydatek do zarobków męża, a nie
                do BUDŻETU jaki ma we własnym domu) a gdy mało zarabia, to kazać mu iśc do
                lepszej pracy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by samemu pójśc do tej
                lepszej pracy, do której wypycha się exmałżonka.

                Tu nie ma żadnej wątpliwości, że Zmęczona o tyle jest zainteresowana
                wspólnymi ustaleniami dotyczącymi prywatnej szkoły czy zakupu mieszkania o
                ile pieniądze pochodzą z cudziej kieszeni. To jest taki łatwy pieniądz,
                który zdobyty podczas rozprawy alimentacyjnej daje stały dochód wręcz
                przez dziesięciolecia. A jeśli dysproporcja zarobków exmałżonków jest
                duża, to nie ma takiej możliwości (kiedyś to tutaj wyliczałem) by przy
                dużych aliemtach i małych zarobkach żony, żona ta nie korzystała z
                alimentów dziecka.
                • maxholdwoman Re: Only, zakup mieszkania... 14.08.10, 20:48
                  dla dziecka ustalony w trakcie trwania małżeństwa przestaje mieć
                  > jakąkolwiek moc po rozwodzie.
                  Wiesz Tri, niestety zgadzam się z Tobą całkowicie. Po rozwowdzie
                  zmienia się wiele spraw,zwykle na niekorzyść dla dziecka. Szkoda,
                  tylko, że tak się dzieje. Dlatego nie do końca rozumiem, dlaczego
                  dążenie do tego aby dziecku zapewnic lepszy poziom życia dziecku -
                  adekwatyny do poziomu zarobków rodzica, który nie wkłada na codzień
                  wkładu osobistego, spotyka sie aż z taką agresją?
                • only.elvie Re: Only, zakup mieszkania... 14.08.10, 22:20
                  tricolour napisał:
                  > ... dla dziecka ustalony w trakcie trwania małżeństwa przestaje mieć
                  > jakąkolwiek moc po rozwodzie. Wspólne ustalenie dotyczące czegokolwiek
                  > kończą się z chwilą rozwodu.

                  To, że mamy różny pogląd na rozwód z dzieckiem to już ustaliliśmy smile
                  • tricolour Prosze nie manipulować... 15.08.10, 11:26
                    ... że piszę o rozwodzie z dzieckiem ponieważ piszę o rozwodzie z
                    małżonkiem.

                    Pisze też wyraźnie, że ustalenia małżeńskie z małżonkiem tracą swoją moc w
                    chwili rozwodu. Pisze także, że z dzieckiem - w zasadzie - niczego się nie
                    ustala tylko oznajmia jakie względem dziecka ma się zamiary i plany. 13-
                    latek nie jest partnerem do ustaleń ze zględu na fakt, że partnerstwo w
                    tym wieku nie wchodzi w rachubę. Jeżeli chodzi i ścisłość, to - moim
                    zdaniem - dopiero osiągnięcie całkowitej niezależności przez dziecko (w
                    sensie potomka) daje mu partnerstwo względem rodziców, a mając na uwadze,
                    że jako ostatnia ustaje zależność (i to najczęściej pełna zależność do
                    czasu zakończenia nauki) finansowa, to nawet 25-latek, uczący się, jest
                    ZALEŻNY.
                    • nangaparbat3 Re: Prosze nie manipulować... 18.09.10, 21:19
                      Trzynastolatek nie jest także marionetką, zresztą gdyby nawet był to trzymiesięczniak, wszelkie ustalenia powinny zostac zachowane, o ile to tylko możliwe. W ogóle nie pojmuję skąd pomysł, że z chwilą rozwodu ustalenia rodziców dotyczące dziecka wygasają. Główne i nadrzędne ustalenie jak najbardziej trwa i jest nim samo dziecko.
                • zmeczona100 Re: Only, zakup mieszkania... 14.08.10, 23:27
                  Tri, odpisałam Ci, ale posta wycięto smile
                  Nie chce mi sie tego drugi raz pisać- może moderatornia się zlituje i
                  odkasuje go? Albo Ci przyśla na priv.

                  Tri, doczytaj, z jakich alimentów byłoby mieszkanie dla dziecka smile
                  Znajdziesz to w odpowiedzi na posta tałczyńskiego smile
                • nangaparbat3 Re: Only, zakup mieszkania... 18.09.10, 21:15
                  tricolour napisał:

                  > ... dla dziecka ustalony w trakcie trwania małżeństwa przestaje mieć
                  > jakąkolwiek moc po rozwodzie. Wspólne ustalenie dotyczące czegokolwiek
                  > kończą się z chwilą rozwodu.
                  >

                  Absolutnie się nie zgadzam. Rozwód to sprawa małżonków, nie dziecka. Jeśli się traktuje poważnie jego poczucie bezpieczeństwa etc., to jeśli tylko fizycznie jest to możliwe, trzeba dotrzymywac umów, a zmieniac je wyłącznie na korzysc dziecka, nie na odwrót.
            • zmeczona100 Re: To nie do końca jest tak... 15.08.10, 00:13
              krezzzz100 napisała:
              > Ja po prostu szukam logicznych połączeń między jej sygnaturkami a treścią jej
              > postów smile

              Doszukiwać się logiki w moich sygnaturkach big_grin
              Sukcesów życzę w takim razie smile

              Re: po co są alimenty
              Autor: zmeczona100 12.05.10, 20:21
              Dodaj do ulubionych
              Odpowiedz cytując Odpowiedz
              e.i.t.h.e.l napisała:

              > Zobaczyłam to m.in. w Twoich sygnaturkach,

              Gdybyś tu nie była przypadkowo, ale od dłuższego czasu, to wiedziałabyś,
              że te sygnaturki są z przymrużeniem oka.

              niku,
              Autor: zmeczona100 27.03.10, 14:40
              Dodaj do ulubionych
              Odpowiedz cytując Odpowiedz
              nowy_nik napisała:

              > krok po kroku wyszło szydło z worka)))
              > nie znasz się na definicjach podstawowych, obsesyjnie nienawidzisz
              facetów, w
              > wizytówkach głosisz seksistowskie hasła zamiast haseł o seksie, nie
              poradziłaś
              > sobie z traumą rozwodową, nie poszłaś do psychologa choć powinnaś i
              jeszcze
              > śmiesz tykać Saubera, nieważne czy żartem.
              > same grzechy główne.
              > zawsze wiedziałam, że kobieta kobiecie jak siostra jest (taka Balladyna
              z Aliną
              > wink.
              >
              >

              Całe szczęście, że dodałaś oczko na końcu wink

              W rzeczywistości nie jestem ani feministką, ani antymęska czy seksistowska
              Za to na pewno, cholera, jestem wymagającą babą i żaden facet "na pół
              gwizdka" mi nie imponuje. Tzn. przez całe lata żyłam w pomroczności jasnej
              i nie widziałam tego, co pod latarnią, ale od wielu miesięcy jestem
              wyleczona
              Na dowód- kolejna sygnaturka wink
    • morekac Re: Rysy od strony słowackiej 13.08.10, 09:55
      Jeśli eks nie jest z tych, co gnają pod górę i nie myślą o tym, że
      inni mogą być słabsi (czyli jest po prostu odpowiedzialnym turystą) -
      nie przejmowałabym się aż tak bardzo. Większość 13-14 latków
      intensywnie rośnie i po górach łażą jęcząc. Ostatecznie to on
      będzie musiał się zmagać z jęczącym synem.
      Niemniej uświadomiłabym eksa w zakresie kosztów ewentualnych akcji
      ratunkowych (bo młody powie, że już dalej nie pójdzie) na Słowacji i
      faktu, że ubezpieczyciel może odmówić pokrycia kosztów w pewnych
      przypadkach (oczywiście wypisanych drobnym druczkiem na blankiecie
      ubezpieczenia).
    • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 22:28
      Witaj Krezzz! Milo Cie widzieć smile
      Ale sie porobiło...
      Nie bardzo rozumiem, dlaczego atakujesz tę dziewczynę? Z pierwszego postu wynika, że ma obawy by puścić w góry niedoswiadczonego dzieciaka z ojcem bez wyobraźni. Też bym miala obawy by pozwlolić na wyjazd dziecka z ojcem bez wyobraźni. To znaczy ona nie ma do niego zaufania. Ma prawo nie mieć. Widocznie nie wykazal się mądrością póki byli razem, stąd brak zaufania. To normalne. Nie sądzę by tu chodzilo o buty tak naprawdę, ani o alimenty. Moje dziecko na ten przykład lata, ma prawie 14 lat i za parę lat zrobi licencję na szybowca. Zgadzam się na te loty, bo wiem, że jego ojciec ma wyobraxnię i nie robi tego a ni żeby sobie coś udowodnić, ani mnie. Robi to, bo chce nauczyć czegoś dzieciaka, zarazić pasją. Ale jakby mu ni zgruszki ni z pietruszki, bez doswiadczenia, przyszlo do glowy wsadzić dzieciaka do samolotu czy szybowca, ot, tak, bo musi sobie cos udowodnić itp, to też bym ostro i skutecznie protestowała.

      Zmęczona, czy Twój mąż, ma wprawę jeśli chodzi o góry? I o co sie rozchodzi? przypuszczam że buty to wymówka. Mam raczej wrazenie, że boisz się o bezpieczeństwa swojego dziecka będącego pod opieka ojca. Czy tak?
      • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 22:50
        Cześć Airam smile Mnie również miło Cię widzieć.

        A my mamy ze Zmęczoną coś sobie do wyjaśnienia. Zmęczonej trzeba coś
        wytłumaczyć. Tyle razy pisała świństwa, tyle razy atakowała, że w końcu
        postanowiłam przestać jej wybaczać. No i się z nią tu zabawiamsmileChoć już mi się
        nudzi, prawdę powiedziawszy...

        Pewnie, że nie o buty chodzi. Ani o to, czy jej eks ma wprawę w chodzeniu po
        górach. Chodzi o stosunek do eks. Który Zmęczona ekstrapoluje na innych
        forumowiczów, i który to forum czyni miejscem jatki. Postanowiłam ją trochę
        powychowywać. Ale to beznadziejne((( I nudne...

        A na serio- pewnych spraw nie wolno puszczać płazem.
        • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:11
          No tak trochę ogólnie odpowiedzialaś. Nie wiem czym Ci Zmęczona zalazla za skórę, ale ja bym nie odbierała wypowiedzi na forum tak wiesz, do końca, no... bez oceny lepiej. I zabawy, tym bardziej. Spędzilam tu pare lat bdajże dzien w dzień i swoje wiem smile
          Jej stosunku do eksa, ani jego do niej przecież nie znasz. Bo nie znasz jej eksa, ani jej. Nie wiem, czy ekstrapoluje, być może, wszyscy i zawsze cóskolwiek ekstrapolujemy, ty , ja i każdy inny, w zalezności od charakteru i doświadczenia zyciowego. Prawda, Krez?


          ps.Piszta na fejsa albo mejla jakiego, co słychać smile
          • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:22
            airam.as napisała:

            > No tak trochę ogólnie odpowiedzialaś. Nie wiem czym Ci Zmęczona zalazla
            za skór
            > ę,

            Podpadłam, bo śmiałam przytaczać jej cytaty w moich cytatów wink Wychodziło
            z tego, że te moje w jej cytowaniu ( i te jej w jej cytowaniu) to jednak
            nie były dokładnymi cytatami w wykonaniu krezzz wink

            eh, szkoda, że Litery wykasowały posty- każdy mógłby sam ocenić
            "możliwości" krezzzz .
            No ale ten wycięty do Tri i o Ubezpieczeniach to już przesadzona przesada
            smile
            • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:46
              zmeczona100 napisała:


              > Podpadłam, bo śmiałam przytaczać jej cytaty w moich cytatów wink

              Zmęczona, od razu uprzedzam, że tutaj tak sie nie da. To że tu wycinaja posty, ktore nie podobają moderom, to jest normalka. Nie wiem, co napisalaś i na co sie żalisz, ale przyjmij to do widaomości, że sprawiedliwości nie ma. Nie ma w życiu, nie ma tym bardziej na anonimowym forum. Najlepiej, myśl i rob swoje, ale tu odpuść. Zawsze są takie sytuacje, nawet w realnym zyciu, że musisz obcować z kimś, kogo uważasz za idiotę. To samo na forum, tyle że tutaj nic nie musisz. Nie musisz pisać. Albo pisz, - ale myśl i rób swoje.
              • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 15.08.10, 00:18
                Tutaj na pewno się nie żale wink
                Raczej korzystam z doświadczeń innych smile

                > Nie musisz pisać. Albo pisz, - ale myśl i rób swoje.
                Zdecydowanie to drugie wink
          • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:23
            Zalazła okrucieństwem a zarazem bezdenną głupotą, z którymi się odnosi do
            każdej/każdego, kto "odszedł" (cokolwiek to znaczy). Nie tylko ona jedna
            zresztą. To choroba tego forum. Zobacz, jakie odpowiedzi otrzymała w sąsiednim
            wątku Bosmanka, a zrozumiesz.

            Jej stosunek do eks znam, widać go w każdej sygnaturce. Owszem, każdy z nas
            ekstrapoluje, ale ona bije rekordy. A niektórzy są wrażliwi- tu trafiają ludzie
            poranieni. I co znajdują? Ja też tu jestem od jakiegoś czasu, i sporo
            doświadczyłam. Dlatego przyszłam tu, nie ukrywam, z misją- powiedzmy, lekcją
            poglądową. Także w imię tego, co mnie tu spotkało.

            Ale schodzę już ze Zmęczonej. Kto miał zrozumieć, zrozumiał.

            Ps. Napiszę na fejsa smile

            • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 15.08.10, 00:02
              krezzzz100 napisała:

              > Zalazła okrucieństwem a zarazem bezdenną głupotą, z którymi się odnosi do
              > każdej/każdego, kto "odszedł" (cokolwiek to znaczy).

              Wiesz, kwestie odejścia mozna traktowac bardzo różnie.
              Mnie zdradzono, ale to ja odeszłam. Czy jetem winna temu, że odeszłam , wyprowadziłam się? Ktos na pewno mógłby powiedzieć, tak, że to moja wina, bo to ja odeszłam. Owszem. Odeszłam, fizycznie, wyprowadziłam się.


              >
              > Jej stosunek do eks znam, widać go w każdej sygnaturce.

              Zakladasz możliwość, że ten eks mógł zasluzyć na takie okreslenia.?
              Jesuuu, co ja tu wypisywałam z parę lat temu na temat eksa..koszmar. Tak jak tu wpadłam kiedyś, miałam wszystko na gorąco, wulkan emocji, huśtawki i tp. Ale on nie okazal się w istocie byc złym człowiekiem, mimo wszystko. A co nagadałam, to moje smile




              > Ja też tu jestem od jakiegoś czasu, i sporo
              > doświadczyłam. Dlatego przyszłam tu, nie ukrywam, z misją- powiedzmy, lekcją
              > poglądową. Także w imię tego, co mnie tu spotkało.

              Co Cie spotkalo tu, spotkało bardzo niesprawiedliwie. Mam nadzieje że wszyscy o tym przekonali się. Mnie też spotkalo parę rzeczy, ale mam to gdzieś. Życie toczy sie dalej, jest piekne i nie ma co przejmować się "co ludzie powiedzą albo wymyślą".

              >
              > Ps. Napiszę na fejsa smile

              Czekam , buź smile
              >
              • zmeczona100 Sygnaturki 15.08.10, 00:21
                airam.as napisała:

                > krezzzz100 napisała:
                >

                > >
                > > Jej stosunek do eks znam, widać go w każdej sygnaturce.
                >
                > Zakladasz możliwość, że ten eks mógł zasluzyć na takie okreslenia.?

                Ad moich sygnaturek wink

                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115225016,115332062,Re_To_nie_do_konca_jest_tak_.html?wv.x=2

                Kolekcjonuję też opisy na gg wink
                • airam.as Re: Sygnaturki 15.08.10, 00:33
                  Zmęczona,
                  wycisz się. Staraj się wyciszyć. Wewnętrznie. Wiem, że to jest potwornie trudne
                  kiedy uświadamia się sobie, że życie zostało doprowadzone do ruiny. Ale spróbuj.
                  Podejmij wysiłek, chociażby resztkami sił. Warto.
                  • zmeczona100 Re: Sygnaturki 15.08.10, 00:38
                    cholewa jasna, czy Ty jesteś klonem krezzz?
                    Staram się żyć normalnie mimo tego, co sie stało i co postanowiłam.
                    A że ostatnio późno zasypiam, a mam urlop, więc pobuszuję troche po forum
                    w poszukiwaniu krezzz wink
                    • airam.as Re: Sygnaturki 15.08.10, 01:02
                      zmeczona100 napisała:

                      > cholewa jasna, czy Ty jesteś klonem krezzz?

                      Nie jestem. Skąd ten nerw?

                      > Staram się żyć normalnie mimo tego, co sie stało i co postanowiłam. A że ostatnio późno zasypiam, a mam urlop, więc pobuszuję troche po forum

                      Spoko, wolna wola. Buszuj sobie, z korzyścią dla siebie.

                      >w poszukiwaniu krezzz wink

                      Bo? dala się we znaki? Jednak?
                      Poczytaj sobie jej posty, może coś więcej zrozumiesz, może nabierzesz dystansu do swoich spraw.

                      Dobranoc. Zmęczona już jestem wink
      • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:04
        > Zmęczona, czy Twój mąż, ma wprawę jeśli chodzi o góry?

        Czy ma wprawę? Trudno mi to określić. Za młodych lat wink przed tym, jak się
        poznaliśmy, jeździł latem w Tatry i to w te wysokie partie. Jednak nie
        powiedziałabym, że jest doświadczonym wędrowcem.

        I o co sie rozchodzi? pr
        > zypuszczam że buty to wymówka. Mam raczej wrazenie, że boisz się o
        bezpieczeńst
        > wa swojego dziecka będącego pod opieka ojca. Czy tak?

        Ten wątek założyłam, bo miałam wątpliwości. Nie byłam nigdy na Rysach,
        widziałam je z D5SP, słyszałam (w tym tez od OMCex), że wejście od niej
        jest po prostu bardzo trudne. Kiedy ojciec syna wyskakuje z propozycją, że
        pojadą m.in. po to, aby wejść od strony słowackiej, a dodatkowo umawia się
        z synem, że przyjedzie do niego konkretnego dnia i jadą od razu, mówi mu,
        co ma spakować, a wie, że syn od 2 lat w górach nie był, więc "górskich"
        butów nie posiada (bo wyrósł), to ja, słysząc o tym, że od tej strony jest
        wejście łatwiejsze, od razu mam skojarzenie "Buty górskie nie są
        potrzebne, więc jest to wejście łagodne". Ale włącza mi się w głowie od
        razu myśl inna- skoro od polskiej strony jest aż tak trudno, to niby jak
        od tej południowej ma być tak łatwo? Dlatego zapytałam o to, zaznaczając,
        że temat pewnie nie jest na to forum.

        Ponieważ opis trasy jest dla mnie lekko przerażający, więc mam coraz
        więcej wątpliwości. Czas podróży- 8-10 godzin. Dołozyć trzeba pewnie
        jeszcze przynajmniej ze 2-3, bo syn nie jest zaprawiony w takich bojach, a
        dodatkowo musi odpoczywać, jeśli czuje, że może przeholował. Wcześniej
        pisałam o tym, że zdarzają się przypadki śmierci u szybko rosnących
        nastolatków np. podczas w-f czy innych form aktywności (dlatego w bardzo
        ciężkich sportach nie ma grup dla nastolatków), a głównie wiąże się to z
        tym, że serce nie nadąża, bo rosnie wolniej i nie jest wydolne zawsze i
        każdego dnia tak na 100% potrzeb dorastającego organizmu. Mój syn jest
        dodatkowo po bardzo obciążającym leczeniu i nikt na dzisiaj nie jest w
        stanie mi zagwarantować, że to leczenie nie miało żadnego negatywnego
        wpływu na serce- stąd zalecenie lekarza o rozwadze i nie forsowaniu się za
        wszelką cenę.

        Tri w swoim wątku pisał o wątpliwościach, że skoro nie może iść w góry, to
        pewnie i pływac nie powinien. No nie, to nie tak. On jest bardzo aktywny-
        biega, gra w piłke, jeździ na rowerze, pływa. Ale jeśli poczuje, że chyba
        przesadził, to bezwzględnie odpoczywa. Jeśli polezie w góry, na tak długa
        trasę, to ten odpoczynek siłą rzeczy będzie ograniczany, bo inaczej
        przyjdzie schodzić po nocy. Poza tym, jeśli poczułby się naprawdę źle
        podczas wchodzenia tak, że pojawiłyby się obawy, czy iść dalej, czy lepiej
        wracać, to schodzenie nie jest odpoczynkiem, tylko jednak wysiłkiem. No
        chyba, że tatus w takiej sytuacji planuje wezwać helikopter ratowniczy.

        Tri pytał o to, czy chodzi o zdrowie, czy o buty, czy o techniczny aspekt
        wyprawy. A to się przecież ze sobą łączy. Ta trasa wyklucza mozliwość
        wejścia w "adidasach", bo jest za trudna. A skoro jest tak trudna (w jego
        stanie- tj. bardzo szybkie wzrastanie, stan po agresywnym
        leczeniu), to może jednak negatywnie wpłynąć na jego zdrowie
        (nadmierny wysiłek fizyczny --> wydzielanie kortykosteroidów-->
        spadek odporności --> nawrót choroby).

        Widocznie nie wykazal
        > się mądrością póki byli razem, stąd brak zaufania. To normalne.

        Dokładnie o to chodzi. Gdybym mój syn miał takiego ojca, jak Twój, to
        wiedziałabym, że trasę wybierze pod kątem możliwości syna, do trasy-
        obuwie, a do tego będzie wiedział, na co zwrócić uwagę w samopoczuciu
        chłopaka. Byc może za 2-3- 4 lata, kiedy syn przestanie tak gwałtownie
        rosnąć, a serce pokaże, że zapomniało o leczeniu, to po zarażeniu syna
        górami nieco wyższymi od tego, co do tej pory uprawiał, przyjdzie czas i
        na Rysy.

        ja wiem, że komuś, kto miał/ ma przy sobie odpowiedzialnego, rozsądnego
        partnera, trudno uwierzyć, że nie każdy jest taki, ale tak własnie jest.
        ja tez przez lata nie wierzyłam, nie dopuszczałam do siebie mysli o tym,
        jakim człowiekiem jest mąż- uważałam, że taki, jak ci, wsród których się
        wychowałam, dorastałam, przyjaźniłam, mimo, że jego zachowanie o tym nie
        świadczyło. Zdarza się ślepota i już wink
        • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:23
          Czekaj, czekaj.
          Wydaje mi się, że strasznie dramatyzujesz.
          Z tego co powiedziłaś mąż gory jako tako zna (jak nalezy zachowywac sie w gorach), Twój syn też w gorach juz kiedyś był. Więc to, że pojedzie po raz kolejny, to nie znaczy, że skończy się tragedią. Nawet tak nie myśl. To , że Ty tam nie byłaś, to jeszcze nic nie znaczy. Bo zawsze jest pierwszy raz, a chlopak jest dość duzy i eks, zakładam- też smile Zakładam też, że eks nie bierze tam dzieciaka w celu wykończenia go fizycznie i psychicznie. No chyba nie? Tym bardziej po jakiejś ciężkiej chyba chorobie i leczeniu, jak piszesz?
          Sama musisz ocenic bo znasz najlepiej swojego eksa. Ja, jakbym miała takie obawy, to powiedziałabym , że owszem, wyjazd jest mozliwy, pod warunkiem, że ja też jadę.
          Nawet nie wiem, co doradzić Ci innego. Porozmawiaj może z ojcem. Przecież on wie, że dzieciak jest po leczeniu i czym nadmierny wysilek może grozić mu. Albo jedź z nimi.?
          • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 14.08.10, 23:43
            airam.as napisała:

            >
            > Z tego co powiedziłaś mąż gory jako tako zna (jak nalezy zachowywac sie
            w gorac
            > h),

            W takim rozumieniu to ja też mam doświadczenie w górskich wędrówkach big_grin


            >
            Twój syn też w gorach juz kiedyś był.

            Była, ale jak był, to moderatornia wycięła (link w sygnaturce smile )

            Więc to, że pojedzie po raz kolejny,
            > to nie znaczy, że skończy się tragedią.

            Sygnaturka wink

            Nawet tak nie myśl. To , że Ty tam nie
            > byłaś, to jeszcze nic nie znaczy.

            Ja też bywałam w górach- nawet na Giewoncie wink I dlatego strach tym
            większy sad

            Bo zawsze jest pierwszy raz, a chlopak jest d
            > ość duzy i eks, zakładam- też smile

            Rosnie, jest duży, ale jeszcze nie umie przewidywać, kojarzyć, mysleć na
            łańcuchach czy klamrach.


            Zakładam też, że eks nie bierze tam dzieciaka
            > w celu wykończenia go fizycznie i psychicznie. No chyba nie? Tym
            bardziej po ja
            > kiejś ciężkiej chyba chorobie i leczeniu, jak piszesz?

            O raju wink O jego udziale w leczeniu syna pisałam tu pewnie z rok temu. W
            skrócie- to nie była jego sprawa.


            > Sama musisz ocenic bo znasz najlepiej swojego eksa.

            w zestawieniu z tym, gdzie się mają wybrać, jest tragicznie uncertain


            Ja, jakbym miała takie obaw
            > y, to powiedziałabym , że owszem, wyjazd jest mozliwy, pod warunkiem, że
            ja też
            > jadę.

            smile Teraz szczytem jest dla mnie utrzymanie porządku w domu czy wyprawa na
            zakupy. To jest dla mnie nieosiagalne- równiez z tego powodu, że się nie
            dogadujemy. Wspólny wyjazd ? big_grin On mnie traktuje jak powietrze, a miałby
            mnie zabierać na te kilka dni do towarzystwa? No coś Ty sad

            Przecież on wi
            > e, że dzieciak jest po leczeniu i czym nadmierny wysilek może grozić mu.

            Jego nie interesowało absolutnie leczenie, zero pytań do mnie czy do syna-
            to nie była jego sprawa, więc nawet nie wie, jak dzieciak był leczony,
            jakie miał wyniki, kiedy zakończylismy to leczenie i co dalej (leczenie
            zakończone prawie rok od wykrycia zdrad przeze mnie). Syn wie wszystko, co
            trzeba, więc jak nie ode mnie, to od niego mógłby sie dowiedzieć
            wszystkiego, gdyby tylko chciał.
            • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 15.08.10, 00:20
              >Rosnie, jest duży, ale jeszcze nie umie przewidywać, kojarzyć, mysleć na łańcuchach czy klamrach.

              Jest na tyle duży, że powinien juz sie uczyć. Umiejetność przewidywania, kojarzenia itp nabywa sie w praktyce, a nie ze słów rodziców, uwierz. Więc pozwól mu na to, daj mu mozliwość okazję do nauki.

              >Teraz szczytem jest dla mnie utrzymanie porządku w domu czy wyprawa na zakupy. To jest dla mnie nieosiagalne- równiez z tego powodu, że się nie dogadujemy.

              Masz depresję, załamanie nerwowe? Idź do lekarza i pomóż sobie.

              >Wspólny wyjazd ? big_grin On mnie traktuje jak powietrze, a miałby
              > mnie zabierać na te kilka dni do towarzystwa? No coś Ty sad

              Nie. To nie on mialby Cie zabierać ze sobą, to Ty masz powiedzieć, że masz pewne obawy i że jeśli on chce jechać z dzieckiem, to Ty pojedziesz z nimi. Masz do tego prawo. Oczywiście, sama swoja działkę opłacasz, żeby się eks nie przestraszył że wpraszasz się na krzywy ryj.
              Wszystko zależy od tego, o Ci tak naprawdę chodzi. O ból zdrady, o to, że dziecko pojedzie z ojcem, czy o to że uważasz , że ojciec nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa dziecku podczas takiej wyprawy.
              Odpowiedz sobie na te pytania i wtedy podejmij odpowiednia decyzję.
              >
              • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 15.08.10, 00:35
                airam.as napisała:


                >
                > Jest na tyle duży, że powinien juz sie uczyć. Umiejetność przewidywania,
                kojarz
                > enia itp nabywa sie w praktyce, a nie ze słów rodziców, uwierz. Więc
                pozwól mu
                > na to, daj mu mozliwość okazję do nauki.

                Ależ ja to popieram, tyle tylko, że chodzi o praktyke, o to, że uczy się
                nasladując. Np. któregoś razu obaj wybrali się beze mnie, bo zostałam w
                dolinie. Wybrali sie bez kurtek p/ deszczowych, bo świeciło piekne słońce.
                Efekt? Wrócili po paru godzinach zupełnie przemoknięci, bo ich dorwała
                ulewa. Dobrze, że znowu wyszło słońce i przypiekało niemiłosiernie, więc
                mieli jak wyschnąć. Inny przykład- bierze się ze sobą mało wody, aby sie
                nie nadźwigać- przeciez po drodze są np. górskie potoki, z których mozna
                zaczerpnąć wody (tez do butelki).


                >
                > Masz depresję, załamanie nerwowe? Idź do lekarza i pomóż sobie.

                Jestem pod opieką od dłuższego czasu, jakies półtora roku zmieniono mi
                rozpoznanie (czas trwania objawów juz na to wskazywał) na mniej
                "obiecujące". Po kolejnych zestawach powoli pozbywam sie złudzeń.
                Rok temu miałam plany "biznesowe"- nawet tu o nich pisałam w kontekście
                rozwodu, jeszcze wtedy miałam nadzieję- nowe leki, nowe zestawy. Teraz już
                o tym nie myslę, choć raczej jeszcze tkwi we mnie nadzieja, że to tylko
                przełożenie planów, a nie rezygnacja.

                >

                > Wszystko zależy od tego, o Ci tak naprawdę chodzi. O ból zdrady, o to,
                że dziec
                > ko pojedzie z ojcem, czy o to że uważasz , że ojciec nie jest w stanie
                zapewnić
                > bezpieczeństwa dziecku podczas takiej wyprawy.

                Wydawało mi się, że odpisałam Ci już na te pytania smile


                > Odpowiedz sobie na te pytania i wtedy podejmij odpowiednia decyzję.
                > >

                Pomijając moje możliwości, to nie pojadę też z innego powodu- nie jestem
                niańką mojego OMC exa. Naświetlę sprawę synowi (na co ma uważać), będziemy
                w kontakcie telefonicznym, więc powinno wystarczyć. A jeśli będzie
                potrzeba, to dojadę szybko, bo będę w pobliżu.
                • airam.as Re: Rysy od strony słowackiej 15.08.10, 00:57
                  zmeczona100 napisała:


                  > Ależ ja to popieram, tyle tylko, że chodzi o praktyke, o to, że uczy się nasladując.

                  Naśladując idiotę, czyli ojca , chciałaś powiedzieć?
                  Takiego ojca wybrałaś swojemu dziecku. I co teraz?
                  Masz wyjście - szkolić idiotę eksa i syna przy okazji, nie ma innej mozliwości.


                  >Np. któregoś razu obaj wybrali się beze mnie, bo zostałam w
                  > dolinie. Wybrali sie bez kurtek p/ deszczowych, bo świeciło piekne słońce.
                  > Efekt? Wrócili po paru godzinach zupełnie przemoknięci, bo ich dorwała ulewa. Dobrze, że znowu wyszło słońce i przypiekało niemiłosiernie, więc mieli jak wyschnąć. Inny przykład- bierze się ze sobą mało wody, aby sie nie nadźwigać- przeciez po drodze są np. górskie potoki, z których mozna zaczerpnąć wody (tez do butelki).


                  Z tego co piszesz, wynika, że eks kompletnie nie zna się na podtsatwowych zasadach , jak trzeba zachowywać sie w górach. Na Twoim miejscu, bałabym się puszczać z nim dziecko. Niedorobiony jakis Twoj eks, sorki za szczerość. Tym niemniej, przeciez nie martwisz się o eksa, tylko o dziecko? Na Twoim miejscu, mimo wszystko pojechałabym.


                  > Pomijając moje możliwości, to nie pojadę też z innego powodu- nie jestem niańką mojego OMC exa.

                  Ale jesteś matką swojego dziecka. Więc masz wybór: albo nie narzekasz i i olewasz wszystko, albo przejmujesz się i jedziesz z nimi, ewentualnie, instruujesz eksa co do zasad zachowania się w górach.

    • zmeczona100 Przepraszam, ale co takiego było 14.08.10, 22:33
      w poście do Tri, że też go amba wcięła?
      • zmeczona100 Re: Przepraszam, ale co takiego było 14.08.10, 23:14
        I w tym o ubezpieczeniu??
      • tricolour Czytałem wycięty post... 15.08.10, 14:02
        ... ale od razu do niego nie mogłem sie odnieść, bo był wyjątkowo
        zagmatwany.

        W każdym razie, jeśli piszesz: "Wiesz, gdybyśmy z "mężem" rozstawali się w
        innych warunkach- spokojnie, bez zdrad, gdyby był ojcem dla swego dziecka,
        a nie jakimś tam mało znaczącym kolegą, to na pewno potrafilibyśmy się
        dogadać w każdej sprawie- także wyjazdu w wysokie góry i zakupu butów.I
        też brałabym pod uwagę to, czy ex może wyłożyć na coś extra kasę"... to z
        tego wynika, że sprawa wyjazdu w góry, sprawa alimentów oraz inne sprawy
        związane z dzieckiem wynikają głównie ze stylu w jakim się rozstaliście.

        Jeśli przy tym piszesz, że ojciec zachowuje sie bardziej jak kolega niż
        ojciec, to może masz rację, że powinien interesować się większym zakresie.
        Z tym jednak zastrzeżeniem, że Twoje zachowanie może też i odpychać ojca
        choćby żądaniem wysokich alimentów. Może też byc tak - i pewnie jest - że
        ojciec z synem muszą zbudować NOWE relacje po rozwodzie, bo starych już
        nie ma. Najzwyczajniej nie ma, bo nie ma wspólnego domu.
    • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 15.08.10, 00:40
      Spadam smile I tak moderatornia zrobi tu porządki wink
      Szkoda pary wink
    • zmeczona100 Jak było 18.09.10, 19:19
      Byli. Bez żadnego ubezpieczenia- nawet tego NFZ, bo dzieciak ubezpieczony przy mnie, więc nikt w mojej pracy beze mnie nie wydałby mu kwitów.

      Na Rysy mieli nie wchodzić- syn wymógł to na nim z powodu butów. Któregoś pięknego dnia ojciec zafundował młodemu niespodziankę- wybrali się na jakąś fajną górkę. Na jej szczycie syn się dowiedział, że są własnie na Rysach.
      • krezzzz100 Re: Jak było 18.09.10, 20:10
        A to dobrze czy źle?
        • to.ja.kas Re: Jak było 18.09.10, 21:49
          Jak widać Rysy nie takie straszne jak syn sie nawet nie zorientował wink
          Bosze, co Ty za problem masz Zmeczona?
      • nangaparbat3 Re: Jak było 18.09.10, 21:53
        Rozumiem, że wlazł, zlazł, i jest cały i zdrowy. Bardzo się cieszę smile
        Wiesz, ja zabrałam młodą na Giewont dokładnie w jej siódme urodziny. Co prawda bylismy z grupą i przewodnikiem, który ją asekurował, ale to była wylącznie asekuracja, wlazła i zlazła zupełnie samodzielnie, i jak dumna była, kiedy pod szczytem grupa ją nagrodziła oklaskami (to już było podczas zejścia - takie bardzo strome miejsce).
        Historia z tego wątku przypomina mi sytuacje, kiedy tato zabierał młodą, niedopilnowywał, niedożywiał, nie dawał się wyspac, ciągał w przedziwne miejsca. Wracala za każdym razem odważniejsza i pewniejsza siebie. Dumna z nowych doświadczeń i doceniająca ciepło matczynej opieki. I myślę, że odrobina ryzyka nigdy jej nie zaszkodziła.
        Mam nadzieję, że wypad na Rysy w żadem sposób nie zaszkodził zdrowiu Twego syna, i że jeszcze nie raz pojedzie z ojcem w Tatry, i z radością smile .
      • ekscytujacemaleliterki Re: Jak było 19.09.10, 08:44
        Zmęczona,
        byli, wrócili, cali i zdrowi i to jest najważniejsze.
        Policz do stu i pogadaj z tym swoim exem, żeby następnym razem pamiętał o przygotowaniu wyprawy tak aby dziecko było bezpieczne i miało pełen ekwipunek i żeby dzieciaka nie oszukiwał.
        Na spokojnie wytłumacz, o co Ci chodzi.
        I pamiętaj, nie zmienisz faktu, że ex jest ojcem Twojego dziecka.
        I dla syna dobry kontakt z ojcem jest ważny.
      • tricolour Mam pytanie techniczne... 19.09.10, 12:57
        ... może ktos wie, bo bywa w Tatrach: czy tam są jakieś drogowskazy czy znaki objaśniające na jaki pagórek się wchodzi?

        Bo nie chciałbym wleźć przypadkiem na Rysy, albo - nie daj Boże - Jelenią Górę nawet o tym nie wiedząc.
        • nangaparbat3 Re: Mam pytanie techniczne... 19.09.10, 13:48
          Są. Nie żartuj, że nie wiesz.
          Ale trzynastolatek może nie zauważyc - nastolatki tak mają.
      • panda_zielona Re: Jak było 19.09.10, 17:24
        Czy syn był zawiedziony,niezadowolony,miał pretensje do ojca?
    • mayenna Re: Rysy od strony słowackiej 19.09.10, 08:01
      A czego chce Twój syn? tak bez nacisków i bez presji sprawienia radości mamie albo tacie?
      Z mojego doświadczenia wynika, że takie męskie wyprawy bardzo łączą. Wytwarza się fajna więż miedzy ojcem i synem, szczególnie w górach gdzie trzeba włożyć trochę wysiłku i liczyć na pomoc ojca. Myślę, że warto aby pojechali razem. To jest jego ojciec i na pewno nie zaryzykuje jego zdrowia i życia. Jeśli syn nie ma butów to jednak kupiłabym mu sama, bez względu na koszt Ważniejsze dla mnie, od moich niechęci,i jest dobro moich dzieci. To dla mnie priorytet.
    • zmeczona100 Re: Rysy od strony słowackiej 19.09.10, 15:16
      Czy naprawdę nikt nie zauważył tego, że dziecko było okłamane?

      Albo tego, że dorosłość obliguje m.in. do tego, aby myśleć przezornie?
      • nangaparbat3 Re: Rysy od strony słowackiej 19.09.10, 15:40
        Mnie się zdaje, że Tri zauwazył, pytając o te drogowskazy - ale zauważył, że okłamywana jesteś raczej Ty. A przynajmniej, że zachodzi taka możliwosc.
        Albo syn nie chciał i się bał, więc ojciec przed nim zataił, a syn nie widział tabliczek (może zresztą na Słowacji tych tabliczek nie ma) - ale wszedł, wrócił, może się pochwalic kolegom, że BYŁ Z OJCEM NA RYSACH. Pzrecież to jest strasznie ważne, i dobre, i wzmacniające, i oby tak dalej.
        Albo syn wiedział, ale tak bardzo nie chciał Cie zawiesc, że skłamał, że ojciec go podszedł.
        Tak czy siak - wszedł, wrócił cały i zdrowy, i ma powód do dumy.
        Chodzenie po wysokich górach to wspaniałe doświadczenie, bardzo wzmacniające poczucie wartości. Jeśli chłopak chodzi po górach z ojcem, którego nie ma na co dzień, to w ogóle doświadczenie nie do przecenienia.
        Powinnaś się cieszyc i składac na porządne buty.
      • krezzzz100 Re: Rysy od strony słowackiej 19.09.10, 18:06
        A jaka jest różnica dla syna, że wszedł akurat na Rysy, skoro zgodził się w ogóle pójść na jakąś górkę? Wychodzi an to, że gdyby to nie był Rysy, ino coś inszego, to by nie było problemu. A to by wskazywało, ze nie o te góry wcale chodziło.

        Czy okłamał? Nie wiem. Ale wiem, ze czasem robi się niespodzianki z zaskoczenia, by przełamać czyjś irracjonalny opór- no. mówi się uczącemu jazdy na rowerze, ze się go będzie asekurowało, no i sie asekuruje, a w pewnym momencie puszcza się go niezauważalnie dla jadącego. Można to potraktować jako okłamanie, owszem, ale to chyba jednak będzie przesada? Mozę to był właśnie taki tryb "niespodzianki przez zaskoczenie"?
      • tricolour Odnoszę wrażenie... 19.09.10, 18:44
        ... że jesteś wkurzona, że pomimo braku ubezpieczenia i odpowiednich butów ojciec z synem i tak wyleźli na te Rysy, jak to sobie ex zaplanował.

        I to - moim zdaniem - najbardziej Cie irytuje: że facet zrobi co zechce (co jest zresztą naturalne) a nawet zrobi to razem z własnym dzieckiem.

        I nie pytaj nas czy dziecko zostało okłamane, bo zostało - to jednak ma mniejsze znaczenie. Zapytaj syna czy czuje sie okłamany. Może sie okazać, że syn postrzega to inaczej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka